Monthly Archives: Kwiecień 2012

StanislawRozwińcze sze sztandary! Zagrajcze fanfary! Niech radoszcz i duma w każdym sercu goszczy! Dżysz dżeń żwyczęstwa sprawiedliwoszczy! To znaczy nie tyle może „dżysz”, co w ostatnią środę – kiedy niezależna prokuratura ogłosiła rewelacyjny przełom w trwającym, a właściwie nie tyle trwającym, co ciągnącym się przez ostatnie 14 lat śledztwie w sprawie zamordowania byłego Głównego Komendanta Policji, generała Marka Papały.

Został on zastrzelony przez nieznanego sprawcę w samochodzie marki „Daewoo-Espero” przed własnym domem. Wszyscy zachodzili w głowę nad motywem tego zabójstwa. Wydawało się nieprawdopodobne, by dokonali go w ramach dintojry jacyś gangsterzy w sytuacji, gdy generał Papała właśnie szykował się do wyjazdu do Brukseli na stanowisko oficera łącznikowego – a więc policją kierować już przestał – ale zabójstwo generała policji ściągało im na głowy policję całego kraju. Nie wydawał się prawdopodobny również motyw polityczny – bo stanowisko które miał objąć generał Papała nie było przedmiotem niczyjego pożądania, a on sam usuwał się z krajowego targowiska próżności. Motyw zazdrości o kobietę lub zemsty na tym tle mógł oczywiście występować, ale niczego pewnego nie można było tu powiedzieć poza tym, że generał Papała prowadził życie raczej umiarkowane i o żadnych jego romansach nikt nie słyszał. Pozostawał zatem motyw pieniędzy – ale jakich? Jeśli już, to jakichś dużych, a nawet – bardzo dużych, które uzasadniałyby targnięcie się na życie byłego, bo byłego, niemniej jednak – szefa policji.

Takie pieniądze były, a być może nawet i dzisiaj użycie w ich kontekście czasu przeszłego może nie być do końca uzasadnione. Oto zaraz po oskarżeniu premiera Józefa Oleksego przez ministra spraw wewnętrznych w jego rządzie Andrzeja Milczanowskiego o szpiegostwo na rzecz Rosji (nawiasem mówiąc – mimo upływu 16 lat nikt nie został w tej sprawie pociągnięty do odpowiedzialności!) – w tygodniku „Wprost”, uważanym zarówno wtedy, jak i dzisiaj za medialną odkrywkę bezpieczniaków, ukazał się artykuł opisujący, jak to PZPR na podstawie udzielanych jej zezwoleń dewizowych, transferowała do szwajcarskich banków ogromne sumy w walutach obcych, kradzione z Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego „PEWEX”, w tym właśnie, jak się wydaje, celu założonego w 1972 roku na bazie sklepów Banku PEKAO S.A. Autorzy artykułu dysponowali ścisłymi danymi z lat 1988-1989, kiedy dyrektorem PEWEXU był Marian Zacharski, późniejszy generał bezpieki („Nazywam się Zacharski, Marian Zacharski”), który tę posadę dostał na otarcie łez po odsiadywaniu w amerykańskim więzieniu dożywotniego wyroku, przerwanego po wymienieniu go na amerykańskiego szpiega. Więc w latach 1988-1989 PZPR dostała 800 zezwoleń dewizowych, co oznacza, że musiała realizować więcej niż jedno dziennie. Transfer z jednego dnia (22 mln franków szwajcarskich i 750 tys. dolarów) pokazuje, jakiej skali były to transfery – i tak przez co najmniej 18 lat!

Ten szwajcarski Sezam musiał być oczywiście starannie strzeżony przed dostępem osób niepowołanych, a i samo jego istnienie było osłaniane mgłą tajemnicy. Wskazywałaby na to reakcja prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który po wspomnianym artykule zagroził, że jeśli jeszcze chociaż jedno słowo na ten temat gdziekolwiek się ukaże, to on zarządzi „lustrację totalną”. Po tej deklaracji Aleksandra Kwaśniewskiego Jacek Kuroń i Karol Modzelewski napisali doń pojednawczy list, w którym dopraszali się już tylko dymisji Józefa Oleksego – i kiedy to nastąpiło, poza niżej podpisanym o szwajcarskim Sezamie już nikt nigdy więcej nie wspomniał ani słowem. Gdyby zatem ktoś ze strażników powziął podejrzenie, że generał Papała przy jakiejś okazji dowiedział się, jakie zaklęcie otwiera wrota Sezamu i zamierza z tej wiedzy skorzystać – to mógł być wystarczający motyw, by go profilaktycznie odstrzelić. Zachowanie generała Papały w dniu zabójstwa też dawało podstawy do podejrzeń, że swoimi kanałami mógł on o takim wyroku się dowiedzieć i próbował zapobiec egzekucji – ale bezskutecznie, bo ci, z którymi daremnie usiłował tego dnia się skontaktować, chyba nie mogli już zatrzymać karzącej ręki, a przyznając się do tego – zarazem by się dekonspirowali. Tedy na wszelki wypadek nie odbierali alarmowych telefonów generała.

Okazało się jednak, że niezależna prokuratura po 14 latach spenetrowała prawdę, która wygląda zupełnie inaczej. Generał Papała został zastrzelony zupełnie przypadkowo przez szajkę młodocianych złodziei samochodów, którzy normalnie na zamówienie kradli „Mercedesy” i inne luksusowe auta – ale tym razem szalenie zaimponował im stary samochód marki „Daewoo-Espero”, za który od pasera mogli dostać najwyżej ok. tysiąca dolarów, a więc tyle, co na papierosy – i tak się na tego rzęcha uwzięli, że aż generała zastrzelili – ale potem z jakichś zagadkowych przyczyn samochodu jednak nie ukradli, tylko – widać przerażeni własną zuchwałością – zbiegli nie wiedząc nawet, kogo zabili. Z takiego obrotu sprawy dlaczegoś szalenie ucieszył się Leszek Miller oraz były minister sprawiedliwości w pierwszym rządzie premiera Tuska, pan Zbigniew Ćwiąkalski, nastręczony mu, chociaż w ogóle nie należał do sławnego „gabinetu cieni” Platformy Obywatelskiej, w którym resort sprawiedliwości miała objąć pani Julia Pitera. Jak pamiętamy, pani Piterze trzeba było w związku z tym na poczekaniu stworzyć jakieś operetkowe stanowisko, więc już choćby na tej podstawie można snuć przypuszczenia, że pan prof. Ćwiąkalski wszedł do rządu pod dużym ciśnieniem, które gwałtownie opadło dopiero po próbie wykorzystania w celach politycznych aresztowania Petera Vogla.

Nazywał się on naprawdę Piotr Filipczyński i w latach 70-tych skazany był na 25 lat więzienia za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem – ale w czasie stanu wojennego na przepustkę z więzienia wyjechał był do Szwajcarii, gdzie zaraz został finansistą, a mówiono również – że „kasjerem lewicy”. Czy w Sezamie – tego nie wiem, ale wykluczyć tego nie można tym bardziej, że prezydent Kwaśniewski ułaskawił go w ostatnim dniu swego urzędowania. Kiedy więc Peter Vogel został na wiosnę 2008 roku aresztowany pod śmiesznym zarzutem prania brudnych pieniędzy – zarówno wicepremier Schetyna, jak i minister Ćwiąkalski właśnie, wiele sobie po jego spowiedzi obiecywali. Okazało się jednak, że dłużej klasztora, niż przeora – bo zarówno Grzegorz Schetyna w następstwie rozpętanej wkrótce afery hazardowej wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych być przestał, podobnie jak i minister Ćwiąkalski – zaś premier Donald Tusk zrezygnował z ubiegania się o prezydenturę. Natomiast Vogel miał podobnież zeznać – tak przynajmniej twierdzili dziennikarze śledczy jednego z dzienników, którzy do tajnych jego zeznań, jak to się mówi – „dotarli” – że jakiś Turek ukradł ze szwajcarskiego konta generała Gromosława Czempińskiego milion dolarów, a generał podobno nawet tego nie zauważył. Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było – bo jak pamiętamy – generał Gromosław Czempiński został zatrzymany przez CBA w listopadzie ubiegłego roku pod zarzutami korupcyjnymi – a tak się jakoś to wszystko zbiegło, że od tamtej pory premieru Tusku wszystko idzie jak z kamienia. Ale porzućmy te dygresje, bo największą radość z odkrycia obiektywnej prawdy przez niezależną prokuraturę w sprawie prawdziwego przebiegu zabójstwa generała Papały odczuł „polonijny biznesmen” Edward Mazur – ongiś funkcjonariusz PRL-owskiej razwiedki, a pod koniec lat 80-tych – również razwiedki amerykańskiej – i to do tego stopnia, że podobnież „pragnie” powrócić na łono ukochanej ojczyzny, która w takiej sytuacji na pewno obmyśli mu jakąś rekompensatę. Kto wie – może nawet zostanie zastępcą Janusza Palikota w jego „Ruchu”?

Niewiarygodne – ale jednak nie wszyscy chcą wierzyć w to zwycięstwo prawdy i sprawiedliwości. Mówią, że na widok skwapliwości, z jaką funkcjonariusze niezależnych mediów głównego nurtu, Salon, stado autorytetów moralnych oraz „młodzi wykształceni” wierzą zarówno w raport MAK, jak i suwerenne urojenia komisji pod kierownictwem ministra Jerzego Millera oraz na widok żarliwości, z jaką dają odpór wszystkim teoriom spiskowym – że na widok znajomy ten razwiedka postanowiła przetestować mniej wartościowy naród tubylczy – co jeszcze można mu w biały dzień wmówić. Najwyraźniej uważa, że zbiór zastrzeżony Instytutu Pamięci Narodowej stanowi dostateczną gwarancję, iż płomień gorącej wiary w odkrytą właśnie przez niezależną prokuraturę prawdziwą wersję przebiegu zabójstwa generała Papały ani na chwilę nie przygaśnie, a gdyby nawet – co wydaje się absolutnie nieprawdopodobne – jednak zaczął przygasać, to przecież są jeszcze w Moskwie mikrofilmy z jednego z owych trzech kompletów, sporządzonych przed rozpoczęciem niszczenia dokumentacji MSW – a towarzysze radzieccy tej bratniej pomocy polskim towarzyszom chyba przecież nie odmówią. Jeszcze tylko każdy z pięciu podejrzanych w tej sprawie, których niezawisły sąd w podskokach kazał tymczasowo aresztować, powiesi się w swojej, monitorowanej przez 24 godziny na dobę celi tak, że nikt tego nie zauważy, a wtedy niezależna prokuratura będzie mogła wykryć jeszcze prawdziwszą prawdę – że mianowicie generał Marek Papała sam upozorował rabunkowy napad z udziałem domniemanych złodziei samochodów, by w ten sposób ukryć samobójstwo, na które składał się szereg zagadkowych przyczyn – między innymi obawa przed sądem zagniewanego ludu.

Jak bowiem zauważył Rejent Milczek – „nie brak świadków na tym świecie”, a policja opiekuje się podobno aż 98 świadkami koronnymi, z których każdy zezna, co tylko będzie trzeba. Jeśli dodatkowo uwzględnić konfidentów, o których zarówno policja, jak i niezależna prokuratura, nie mówiąc już o niezawisłych sądach, musi dbać, niczym o źrenicę oka, to nie ma takiej wersji, której nie można by, po pierwsze – odkryć, a po drugie – niezbicie udowodnić przed niezawisłym sądem, który przecież też powinność swej służby rozumie. Dlatego właśnie prawda i sprawiedliwość w naszym nieszczęśliwym kraju brną od zwycięstwa do zwycięstwa. Pod tym względem możemy spać spokojnie choćby i snem wiecznym tym bardziej, że z okazji swego przyjazdu do Warszawy chiński premier Wen Jiabao obiecał, że w ramach „strategicznego partnerstwa” Polski i Chin – o którym co prawda mówią raczej tubylczy Umiłowani Przywódcy – Chińczycy zainwestują w naszym nieszczęśliwym kraju 10 miliardów dolarów. 10 miliardów dolarów to mniej więcej 30 miliardów złotych. Ani to mało, ani dużo, ale raczej niewiele zwłaszcza, gdy się zważy, z iloma chętnymi będą musieli się podzielić.

Stanisław Michalkiewicz

Na program Unii Europejskiej „Galileo” Polska płaci co roku 90 mln euro. Ile zaś nasz kraj otrzymuje z tytułu tego programu? Otóż… 300 tys. euro!!!

Dla przykładu: Francja wpłaca na ten program 500 mln euro, ale dostaje zeń … dwa razy więcej (!) czyli okrągły  miliard euro.

Jak łatwo więc policzyć, jesteśmy płatnikami netto (!) i to na niebywałą – w kontekście naszej składki członkowskiej – kwotę: 89 mln.700 tys. euro. Jest to o tyle szokujące, że Polska jest jednym z pięciu najbiedniejszych krajów UE (według statystyk EUROSTATU – czyli takiego europejskiego GUS) – obok Bułgarii, Rumunii, Litwy i Łotwy.

Gwoli wyjaśnienia: „Galileo”  to europrogram dotyczący nawigacji satelitarnej. W uproszczeniu, od biedy, można powiedzieć, że to swoista europejska kopia amerykańskiego GPS. Dlaczego Polska płaci tak dużo i otrzymuje tak mało? Nie przedstawiliśmy odpowiednich projektów do Brukseli. Dlaczego?  Dyrektorzy z ministerstwa finansów w rozmowach prywatnych, ale nawet na zebraniach mówią, że: „Polska powinna produkować  meble, a nie zajmować się badaniami kosmicznymi”.

Ciekawostką jest, że Polska wciąż nie jest członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej (zostaniemy nim prawdopodobnie w październiku 2012). A należą do niej Czechy i biedna – jak mysz kościelna – Rumunia.

Autor: Ryszard Czarnecki, | Źródło: blog autorski Ryszarda Czarneckiego

RODAKU! TWOIM OBOWIĄZKIEM OBYWATELSKIM JEST PRZECZYTAĆ, OSTRZEC INNYCH I PODJĄĆ DZIAŁANIA, ABY TEN SCENARIUSZ SIĘ NIE SPEŁNIŁ . Wielokrotnie piszę w komentarzach i na blogu, że Ameryka jest coraz bardziej faszyzowana, przy władzy są naziści aszkenazyjskiego pochodzenia. Od II wojny światowej, od kiedy zorientowali się, że przegrywają, a nawet wcześniej, cały czas dążą do zdominowania świata.

Trzeba powstrzymać tych szaleńców dopóki nie będzie za późno. Nie możemy siedzieć biernie.
O korzeniach nazimu, powiązań nazistów z Rotschildami i Rockeffelerami oraz innymi draniami, jak Brzeziński, Soros, Kissinger, Bush i wielu innych, napiszę w wolnej chwili spory artykuł . Teraz tworzą IV Rzeszę, najokrutniejszą i radzę Wam to zrozumieć, żebyście wiedzieli z kim walczycie. To nie Ruscy jako tacy stricte są winni tego, co się w Polsce dzieje. Mam nadzieję, że oprócz parszywej agentury, każdy normalny czlowiek zrozumie ten okropny mechanizm, a wierzcie mi, że nigdy w życiu nie skłamałam i teraz też daleka jestem od klamstwa.

Tymczasem muszę Was zaalarmować, gdyż bardzo źle sie dzieje. Wczoraj na Ukrainie było 10 wybuchów terrorystycznych. Chyba się domyślacie, że nie zrobili tego islamiści. Na ten temat też napiszę, gdyż to wszystko co się teraz dzieje w Rosji, na Ukrainie, w Polsce i Ameryce jest ściśle powiązane. To jest ta sama sitwa. Sitwa morderców i psychopatów.

Wrzucam Wam jednak apel z Monitor Polskiego, jako, że Pan Marek prosił o rozpowszechnianie tego apelu na wszystkich dosłownie blogach. Piszcie. Jeżeli ktoś nie przeczyta na Nowym Ekranie, może przeczyta na Twoim blogu

W 2012 roku CIA zorganizuje ogromne zamachy terrorystyczne podczas XXX Igrzysk Olimpijskich w Londynie oraz podczas Euro 2012 w Polsce. Zamachy posłużą jako pretekst do poszerzenia totalitaryzmu, powszechnej inwigilacji i ograniczenia praw człowieka. Posłużą także jako pretekst do napaści NATO na Iran, ponieważ każda wojna potrzebuje Casus belli usprawiedliwiającego mordy i grabieże. Zamachy mają, więc wywołać u społeczeństw zachodu szok i niedowierzanie, chęć odwetu i żądze krwi. Gdy nagle zginą dziesiątki tysięcy ludzi tłum nie zastanowi się czy wskazany przez media i polityków sprawca jest nim w rzeczywistości. W rzeczywistości zaś będzie to klasyczna operacja typu “fałszywej flagi” (“False Flag”). Takimi operacjami były chociażby “Incydent mukdeński” z 1931 roku dający Japonii pretekst do zajęcia Mandżurii, czy też “Prowokacja gliwicka” z 1939 roku dająca Niemcom pretekst do ataku na Polskę. Taką operacją, choć rząd amerykański się do tego nigdy nie przyzna był też zamach 11 września 2001 na WTC i Pentagon będący pretekstem do podboju Afganistanu i Iraku. Niestety tego typu operacją będzie też tegoroczny atak terrorystyczny podczas wspomnianych imprez sportowych.

Iran to kraj ponad 2 razy ludniejszy od Afganistanu czy Iraku. Nieporównanie bardziej cywilizowany i bogatszy. Tak, więc aby wywołać w społeczeństwach zachodu żądze ataku na ten kraj, tegoroczny zamach musi być naprawdę potężny. To nie będzie ani zamach pokroju bomby w Mińskim metrze z 2011 roku, ani zamach pokroju bomby w Londyńskim autobusie w 2005 roku. Tegoroczny zamach podczas XXX Igrzysk Olimpijskich w Londynie oraz podczas Euro 2012 w Polsce może być nawet większy od tego z 11 września 2001 roku. Być może zostanie użyta broń masowego rażenia.

Skąd wiemy o planowanych zamachach? Nie mamy, co prawda wglądu w proces decyzyjny CIA, mamy jednakże 7 przesłanek układających się w spójną całość:

1) Wypowiedź krajowego szefa wywiadu USA Jamesa Clappera. Od wielu lat media prowadzą permanentną akcję propagandową mającą na celu ukazanie Iranu jako Imperium Zła marzącego o zniszczeniu świata. Z medialną akcją propagandową sprzężone jest prowokacyjne zachowanie syjonistycznych polityków USA i Izraela, którzy każdego dnia swoimi wypowiedziami jak i wydawanymi dyspozycjami starają się przygotować ludzi do wojny z Iranem. W nagonce na Iran stosowane są wszelkie środki od zaliczenia tego kraju
do “osi zła” przez prezydenta Busha po zabójstwa irańskich naukowców i naloty dronów. Najnowszą odsłoną tej propagandowo-terrorystycznej kampanii jest właśnie wypowiedź krajowego szefa wywiadu USA Jamesa Clapera twierdzącego, iż Iran jest gotowy “do sponsorowania przyszłych ataków w USA lub przeciw naszym interesom za granicą” Powyższa wypowiedź zawiera dwie informacje. Po pierwsze świadczy o tym, że syjonistyczny reżim USA zamierza rzeczywiście zorganizować operacje False Flag dla rozpoczęcia wojny z Iranem. Po drugie ów sfingowany zamach będzie miał miejsce poza granicami USA.

2) W USA powstaje faszystowskie państwo policyjne. Więcej informacji: 4-częściowy artykuł “Welcome to the United States of Orwell” link Jeszcze więcej informacji: świetny blog dokumentujący dzień za dniem powstawanie w USA faszystowskiego państwa policyjnego.

3) W USA trwają przygotowania do stanu wojennego i na powstanie obozów dla internowanych we wszystkich 50 stanach

4) Czwarta przesłanka to kreowany w mainstreamowych mediach i bezmyślnie powtarzany za nimi w mediach niszowych mit końca kalendarza majów w 2012 roku. Oczywiście jest to bzdura, oczywiście żadnego końca świata, nowej ery, przebudzenia i tym podobnych rzeczy nie będzie. W całej promocji tej daty chodzi tylko i wyłącznie o mentalne przygotowanie ludzi do nagłych zmian systemowych, zmian w organizacji społecznej i trybie życia. Cała wieloletnia kampania kreowania mitu 2012 roku ma za zadanie zminimalizować szok związany z tegorocznymi jak najbardziej przyziemnymi wydarzeniami – zamachem i zamordyzmem.

5) Piąta przesłanka to podpisana 31.12.2011 roku przez Baracka Obamę totalitarna ustawa “National Defense Authorization Act” określająca całe terytorium USA jako pole bitwy co pozwala US Army na aresztowanie obywateli USA w ich własnych domach, bez nakazów ani procesów. A także wprowadzanie porozumienia ACTA cenzurującego internet. Natężenie totalitarnych ustaw w ostatnim czasie sprawia wrażenie zabezpieczenia się syjonistycznych “elit” przed protestami społecznymi wynikającymi z nadchodzących wydarzeń.

6) W 1997 roku generał Aleksander Lebiedź podał informację, że w rosyjskich magazynach jądrowych brakuje około 100 przenośnych bomb walizkowych. Najpewniej ich wcale nie brakuje. Najprawdopodobniej są one wciąż w posiadaniu kontrolowanego przez syjonistów KGB, bądź część z nich została przekazana bratnim CIA i Mossadowi. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wymienione służby użyły ich a winę zrzuciły na Iran zarzucając mu kupno tego typu broni wiele lat temu na czarnym rynku.

7) Okrągła liczba XXX. Podczas X Olimpiady w 1932 roku miał miejsce Wielki Kryzys, który pozwali bankom syjonistów wchłonąć mniejsze banki gojów. To także Wielki Kryzys wyniósł do władzy Adolfa Hitlera i NSDAP, których głupia polityka oparta o bezmyślne ludobójstwo, skończyła się budową państwa Izrael na palestyńskiej ziemi oraz powszechnym zakazem krytyki syjonistów jako przejawem “antysemityzmu”. Podczas XX Olimpiady w 1972 roku Palestyńczycy z organizacji “Czarny Wrzesień” zamordowali 11 izraelskich sportowców, co pozwoliło Izraelowi na dalsze represje w okupowanej Palestynie w ramach odwetu i “prewencji”. W tym zaś roku przypada XXX Olimpiada.

Co należy czynić?

– Skopiujcie ten tekst i wklejajcie wszędzie gdzie się da. Na swoje blogi, na wszystkie fora, pod wszystkimi artykułami, prześlijcie wszystkim znajomym. Poruszajcie też temat nadchodzącego zamachu w świecie realnym. Róbcie wszystko, aby uświadomić niebezpieczeństwo jak największej grupie ludzi.

– Jeśli macie taką możliwość pikietujcie w wolnym czasie pod ambasadami i konsulatami USA i Izraela. Skandując “WIEMY O ZAMACHU” Być może, jeśli protest będzie masowy syjoniści zrewidują plany bądź też ograniczą skale aktu terrorystycznego.

– Jeśli atak nastąpi a media, służby i politycy zaczną oskarżać Iran. Domagajcie się prawdy.

– Jeśli możecie zróbcie zapas konserw na parę tygodni. Nie wiadomo, jaki chaos może zapanować w gospodarce po atakach. Pamiętajcie przezorny zawsze ubezpieczony.

– Jeśli macie bilety na stadiony, nie idźcie na nie!Przebolejcie zmarnowanie pieniędzy. Nie wiadomo, którego dnia i na którym stadionie będzie atak. Być może właśnie na zawodach, na które macie bilet.

– Jeśli mieszkacie w Londynie bądź też miastach organizatorach Euro, starajcie się w czasie wspomnianych imprez przebywać jak najwięcej poza miastem. Jeśli nie macie takiej możliwości przebywajcie jak najwięcej w domu.

Elizeusz
Pozdrawiam !
kontakt; 603281778

http://monitorpolski.files.wordpress.com/2012/04/nie-idzcie
na-stadiony.doc. Monitorpolski jest zaatakowany przez psyholi

http://muzyka.interia.pl/teledyski/teledysk/kazik-na-zywo-feat-arek-jakubik-max-cegielski-dr-yry-polska-jest-wazna,344716

„Dzięki Ci Boże, że go od nas już zabrałeś”… Tej treści napis – oczywiście budzący oburzenie „autorytetów” – na transparencie towarzyszącym uroczystościom pogrzebowym niejakiego Bronisława Geremka vel Lewartowa oddaje dosyć wymownie, a przy tym w oględnej, chrześcijańskiej formie, stosunek wielu Polaków do czołowego przedstawiciela żydokomuny w jej szczególnie plugawym, gdyż bolszewickim wymiarze.

Dzisiaj trzeba być bowiem rasowym koczownikiem plemiennym bądź szabas-gojem z medialnie obrzezanym mózgiem, aby uważać Geremka za „wielkiego Polaka” oraz „wielkiego Europejczyka”. Dobrze więc się stało, że poszedł w diabły, do sektora zarezerwowanego dla wszelkiej swołoczy sowieckiej.

Jeśli zatem wracam do osoby memłająco-żydłaczącego UW-eka w felietonie motoryzacyjnym to tylko z powodu okoliczności wypadku drogowego w konsekwencji którego polska ziemia przestała nosić „drogiego Bronisława”, a także – z powodu bulwersującego sposobu wyjaśniania tychże okoliczności przez prokuratorów z Nowego Tomyśla, jakby nie patrzeć funkcjonariuszy państwowych 3/4 RP z obowiązkowymi dyplomami uczelni wyższych w zakresie prawa.

Od ponad trzydziestu lat zajmuję się publicystyką motoryzacyjną lecz nigdy dotąd nie spotkałem tak oczywistego zdarzenia badanego w tak niekompetentny sposób i w tak długim czasie. Można by przyjąć, że przyczyną jest tutaj skandaliczna tępota nowotomyskich prokuratorów lecz tej tezy nie da się obronić bez narażania na śmieszność. Po pierwsze – każda tępota ma swoje granice, zwłaszcza gdy na biurku leżą zdjęcia, szkice sytuacyjne i zeznania świadków. Po drugie – sprawa śmierci „wielkiego Polaka” stała się zbyt głośna, aby władze wahały się przed wymianą prokuratorów na mądrzejszych, gdyby zaistniała taka potrzeba. Pozostaje zatem wariant ze świadomym gmatwaniem sprawy.

Zacznijmy od faktów bowiem ich jednoznaczna wymowa nie podlega jakiejkolwiek dyskusji. W niedzielę, 13 lipca 2008 roku, przy dobrych warunkach pogodowych na prostym odcinku międzynarodowej trasy E30 w pobliżu miejscowości Lubień (gmina Miedzichowo, Wielkopolska), osobowy Mercedes zjeżdża na przeciwległy pas ruchu i uderza czołowo w dostawczego Fiata Ducato. Sprawa – wydawałoby się – prosta jak konstrukcja cepa, do prokuratorskiego wyjaśnienia w kilka, najwyżej kilkanaście dni.

Sęk w tym, że za kierownicą luksusowej limuzyny siedział Bronisław Geremek vel Lewartow, jeden z kluczowych namiestników żydokomuny w PRL i 3/4 RP, gdy tymczasem „dostawczakiem” podróżowali dwaj zwykli obywatele tejże RP – Edward Paterek oraz jego zięć Sebastian Sołtysiak jako pasażer. Orzeczenie ewidentnej winy „wielkiego autorytetu” oraz przyznanie racji (i odszkodowania) dwóm przeciętnym Polakom widać nie bardzo pasowało „demokratycznej” władzy, bowiem jej prokuratorskie narzędzia biedziły się ze sprawą nie kilka lub kilkanaście lecz prawie dwieście dni… Co ciekawe, mimo ponad półrocznego okresu wytężonej pracy, spod prokuratorskich rąk wyszło dzieło wyjątkowo trefne, by nie rzecz – śledcze gówno.

Nic jednak dziwnego, skoro główne wysiłki prokuratorów z Nowego Tomyśla szły w kierunku jakby zupełnie przeciwnym od przewidywanego; zamiast wyjaśniać okoliczności wypadku, starano się je jeśli nie zatuszować, to przynajmniej rozbudować o nowe, zaciemniające sprawę, wątki.

Na potwierdzenie jeden z nich. Oto użyteczni idioci, występujący w roli „rzeczoznawców” posunęli się do stwierdzenia, że Geremek vel Lewartow zjeżdżając na przeciwny pas ruchu stał się mimowolną ofiarą tzw. syndromu autostradowego, czyli podświadomego przekonania, że droga, którą jedzie to ciągle dwupasmowa, jednokierunkowa jezdnia autostrady A2, którą opuścił w okolicach Nowego Tomyśla. Problem w tym, że nawet małpie wystarczy kilka sekund, aby dostosować się np. do zmienionych warunków jazdy skuterem po cyrkowym wybiegu. Tymczasem Geremek vel Lewartow, zgodnie z teorią darwinizmu lansowanego przez jego żydowskich współplemieńców, przewyższał małpę intelektualnie przynajmniej o jeden szczebel, a ponadto miał na dostosowanie się do nowej sytuacji drogowej nie kilka sekund lecz… kilkanaście minut. Kto nie wierzy, niech spojrzy na mapę i sprawdzi odległość od końca autostrady A2 do miejsca wypadku.

Istotne światło na sposób powadzenia postępowania prokuratorskiego rzuca także relacja pasażera Fiata Ducato, Sebastiana Sołtysiaka dla dziennika „Polska”, opublikowana 30 październik ub.r. Poniżej cytujemy jej kluczowy fragment:

„… Sołtysiak nie stracił wówczas przytomności. Pamięta, jak auto polityka nagle wyjechało na jego pas i uderzyło w samochód. Tak świadek zeznał podczas pierwszego przesłuchania przez policjantów, tuż po wypadku. Ale podczas kolejnego przesłuchania, prowadzonego przez panią prokurator z Nowego Tomyśla, zmienił zeznania.

>>Mówiłem jej to samo, co policjantom<< – relacjonuje Sebastian Sołtysiak. >>W końcu doszliśmy do kwestii samego zderzenia. Wówczas pani prokurator po raz kolejny powiedziała o grożącej mi odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Pytała, czy aby na pewno wszystko pamiętam. Stwierdziła, że napisze, iż to policjant zasugerował mi treść poprzednich zeznań. Przestraszyłem się. Bałem się, że będę miał kłopoty i zmieniłem zeznania<< – przyznaje pasażer fiata”.

Rozmówca dziennika „Polska” wytknął ponadto śledczym zbyt późne powiadamianie go o możliwości wzięcia udziału w przesłuchaniach innych świadków. Np. o bardzo istotnym dla przebiegu sprawy przesłuchaniu kierowcy z Niemiec dowiedział się… trzy tygodnie po fakcie.

Pamiętać przy tym należy, że zarówno 31-letni Sołtysiak jak i jego teść z powodu braku środków do życia i poniesionych wskutek wypadku strat poddani byli szczególnej presji czasu. Od terminu zakończenia śledztwa zależało bowiem uruchomienie procedury wypłacenia im odszkodowań. W takiej sytuacji łatwo „wymiękczyć” poszkodowanych i skłonić do przedstawienia wersji wydarzeń, najlepiej pasującej prowadzącym śledztwo.

Plon tego ostatniego, w postaci decyzji o umorzeniu postępowania prokuratorskiego, poznaliśmy dopiero 22 grudnia ub. r. Tak kuriozalnego uzasadnienia nie czytałem od dawna. Oto za pośrednictwem Magdaleny Mazur-Prus, rzeczniczki Prokuratury Okręgowej w Poznaniu dowiedzieliśmy się, że „PRAWDOPODOBNĄ (podkreślenie moje – H. Jez.) przyczyną wypadku było zaśnięcie profesora za kierownicą”, a tę wersję potwierdzają świadkowie tragedii, głównie „kierowcy samochodów, które jechały za mercedesem polityka”.

I jeszcze jedno ciekawe sformułowanie: „W trakcie śledztwa przesłuchano m.in. osoby, które podróżowały w okolicy aut uczestniczących w wypadku, policjantów pracujących na miejscu zdarzenia, a także osoby postronne, które w chwili wypadku znajdowały się w okolicy i widziały zdarzenie”.

Nigdzie, podkreślam nigdzie, nie ma ani słowa o zeznaniach najbardziej kluczowego świadka zdarzenia, tj. pasażerki Mercedesa, która – w przeciwieństwie do „drogiego Bronisława” – uszła z życiem. Ba, jej obrażenia okazały się mniej groźne niż urazy kierowcy i pasażera Fiata Ducato. „Dama” towarzysząca europosłowi zniknęła z pola widzenia prokuratorów oraz mediów jak kamfora.

Nasuwa się pytanie: dlaczego? Próbą wyjaśnienia tej kluczowej wątpliwości była krążąca po internecie teza, iż Geremek vel Lewartow zginął od „laski”, czyli seksu oralnego uprawianego z pasażerką podczas jazdy samochodem. Jest to teza wielce prawdopodobna, zważywszy tajemnicze zniknięcie „damy” oraz minimalne skutki wypadku jakich doświadczyła, możliwe dzięki przebywaniu podczas zderzenia pod tablicą rozdzielczą, we wnęce na nogi, chronionej przez najlepszą strefę zgniotu, czyli komorę silnikową.

Pozostaje faktem, że była to ostatnia „laska” Geremka vel Lewartowa. Bez względu na to, czy pod pojęciem „laski” będziemy rozumieli osobę (czytaj: pasażerkę Mercedesa), czy też czynność seksualną. I niech tak zostanie.

Przynajmniej do czasu, gdy jacyś filosemici z IPN trafią na „nowy” ślad i zdemaskują skandaliczną profanację członka „wielkiego Polaka”, który miał prawo być tylko obrzezany, a okazał się także… odgryziony.
Henryk Jezierski

W ostatnich tygodniach na Kaukazie Południowym doszło do serii incydentów świadczących o tym, że region staje się przedpolem narastającego konfliktu wokół Iranu.

Teheran oskarżył Azerbejdżan o udzielenie pomocy izraelskiemu Mossadowi w zabójstwie naukowca zaangażowanego w irański program nuklearny (11 stycznia), z kolei Azerbejdżan miał udaremnić zamachy organizowane przez Hezbollah na ambasadora Izraela, rabina i dyrektora szkoły żydowskiej w Baku (19 stycznia), w Tbilisi zaś udaremniono przypisywany Irańczykom zamach na pracownika ambasady Izraela (13 lutego). W Azerbejdżanie trwają także aresztowania domniemanej irańskiej siatki dywersyjnej (m.in. 20 osób zatrzymano 16 lutego w podbakijskim miasteczku Nardaran; 20 lutego zatrzymano irańskiego dziennikarza). W wymiarze politycznym szczególnie ostry konflikt narasta na linii Baku–Teheran, czego wyrazem są m.in. wypowiedzi i działania rządów.
 

Komentarz RP.

    Główną przyczyną obecnych napięć jest wzrastająca presja głównie ze strony Izraela i USA na Iran – łącznie z groźbą interwencji zbrojnej – w związku z rozwojem wojskowego programu nuklearnego przez Teheran. Iran oskarża Azerbejdżan o wspieranie działań antyirańskich, co wpisuje się w napięte od ponad 20 lat stosunki między oboma państwami (m.in. Azerbejdżan podsyca nacjonalizm i separatyzm azerski w Iranie, Iran wspiera radykałów muzułmańskich i karabaskich Ormian przeciwko Baku). W nieco mniejszym stopniu problem ten dotyczy też Gruzji: co prawda stosunki dwustronne z Iranem są poprawne, jednak orientacja na Waszyngton oraz współpraca z Izraelem ma dla Tbilisi znaczenie strategiczne. Ze względu na sytuację geopolityczną, a także wymierne interesy gospodarcze, w regionie jedynie Armenia ma jednoznacznie pozytywne relacje z Iranem.
    
    W związku z narastającym napięciem wokół Iranu należy liczyć się z groźbą kolejnych incydentów i wzajemnych oskarżeń (zwłaszcza na linii Baku–Teheran); mało prawdopodobna wydaje się ich radykalna eskalacja, o ile nie dojdzie do ataku na Iran. Gdyby jednak miało dojść do interwencji w Iranie, Kaukaz stawałby się potencjalnym zapleczem konfliktu (życzliwa neutralność Azerbejdżanu wobec ataków, niewykluczone – motywowane interesami strategicznymi – wsparcie logistyczne ze strony Gruzji).
    
    Kryzys wokół Iranu (w tym domniemana aktywizacja USA i Izraela w regionie) jest kolejnym, obok m.in. nierozwiązanych konfliktów w Górskim Karabachu i rosyjsko-gruzińskiego, elementem zaostrzającym sytuację na Kaukazie Południowym. Aktywizuje on zarówno Turcję (konsekwentne zacieśnianie współpracy głównie z Azerbejdżanem), jak też Rosję. Rosja m.in. zapowiedziała wzmocnienie współpracy w sferze bezpieczeństwa z Armenią, w tym na rzecz ochrony granicy armeńsko-irańskiej (12 lutego br.), a także oświadczyła, iż w przypadku zaostrzenia kryzysu irańskiego postawi w stan gotowości bojowej własne siły na Kaukazie Południowym. Zapowiedzi takie mają zwiększać rolę Rosji w debacie na temat Iranu, a przede wszy

– konsekwencje dla Kaukazu Południowego i Rosji . W ostatnich miesiącach widoczne jest znaczące zaostrzenie sytuacji wokół irańskiego programu nuklearnego. Jego przejawem są liczne groźby i spekulacje na temat nieuchronnie zbliżających się ataków Izraela (i USA) na irańskie instalacje nuklearne. Żywo dyskutowane jest przy tym wsparcie, jakiego atakom miałyby udzielić państwa Kaukazu Południowego (zwłaszcza Azerbejdżan), a także perspektywa rosyjskiej ofensywy politycznej i militarnej na Kaukazie w odpowiedzi na ataki na Iran.

Wydaje się, że wojenna kampania medialna nastawiona jest przede wszystkim na wywarcie presji na Iran oraz społeczność międzynarodową w celu politycznego rozwiązania problemu irańskiego. Wpisuje się w nią także wątek kaukaski.
Umiarkowany optymizm po stambulskiej rundzie rozmów na temat politycznego rozwiązania kwestii irańskiej (14 kwietnia) oddala groźbę konfliktu i pośrednio wskazuje na skuteczność kampanii. Wojna nerwów z Iranem rzutuje jednak realnie na stabilność Kaukazu Południowego. Choć wydaje się, że Azerbejdżan nie jest partnerem Izraela w przygotowywanych atakach, a realnego związku między problemem irańskim a obecnymi i planowanymi ruchami armii rosyjskiej na Kaukazie nie ma, to napięcie między Iranem a Azerbejdżanem jest faktycznie wysokie. Ponadto pogarsza się wizerunek Kaukazu na świecie, komplikuje pozycja USA w tym regionie i znacząco zwiększa pole działania Rosji.
 
 
Wirtualny atak na Iran z Kaukazem w tle
 
Co najmniej od początku 2012 roku w światowych mediach narasta przekonanie o nieuchronności militarnej interwencji w Iranie, którą przeprowadzić miałby Izrael –  samodzielnie lub też wspólnie z USA. Celem ataków miałoby być zastopowanie irańskiego programu nuklearnego (w powszechnym w Izraelu i na Zachodzie przekonaniu, mającego charakter militarny). Celem maksymalnym mogłaby być zmiana reżimu w Iranie. Podstawą obaw są szeroko komentowane przez analityków i media otwarte groźby pod adresem Iranu ze strony Izraela, uwiarygodniane przez ruchy wojsk w sąsiedztwie Iranu.
Zapleczem planowanej operacji miałby być Kaukaz Południowy. W izraelskiej prasie, a także publikacjach amerykańskich ośrodków analitycznych pojawiły się informacje o gotowości udostępnienia przez Azerbejdżan (ewentualnie Gruzję) lotnisk na użytek Izraela, który nie sąsiaduje z Iranem. Informacje o ścisłej współpracy obu państw miały być pośrednio potwierdzone zarówno ostatnimi kontraktami na dostawy izraelskiego uzbrojenia do Azerbejdżanu o wartości 1,6 mld USD, jak i udaremnieniem przez miejscowe służby, przypisywanych Irańczykom, zamachów na rabina i dyrektora szkoły izraelskiej w Baku oraz ambasadora Izraela w Tbilisi (styczeń br.).
W czasie opisywanych wydarzeń początkowo na amerykańskich stronach internetowych (z powołaniem się na informacje z rosyjskiego Ministerstwa Obrony) i niemal równolegle w prasie rosyjskiej pojawiły się spekulacje na temat przygotowywanej przez Rosję wojny z Gruzją, do której miałoby dojść w tle ewentualnej interwencji izraelskiej/amerykańskiej w Iranie. Impulsem i pretekstem do niej miałyby być spodziewana w przypadku konfliktu z Iranem dyslokacja sił USA na Kaukazie (czemu Rosja nieodmiennie i zdecydowanie się sprzeciwia) oraz konieczność wzmocnienia obrony sojuszniczej Armenii. Tezę o rosyjskich przygotowaniach do interwencji na Kaukazie miałyby potwierdzać: znaczące wzmocnienie sił Południowego Okręgu Wojskowego, ewakuacja rodzin wojskowych służących w rosyjskiej bazie w armeńskim Giumri i działania podejmowane w ramach zaplanowanych na lato manewrów Kaukaz’2012 (m.in. z wykorzystaniem sił rosyjskich stacjonujących w Abchazji, Osetii Południowej i Armenii).
Chociaż operacji militarnej przeciwko celom w Iranie nie można całkowicie wykluczyć, jednak obecnie jej perspektywa wydaje się być przede wszystkim elementem politycznego nacisku na Iran, a pośrednio na światową opinię publiczną. Groźba interwencji zbrojnej przeciwko Iranowi powracała wielokrotnie co najmniej od 2002 roku. Teheran pod wpływem tej groźby powinien dobrowolnie zrezygnować z militarnego programu nuklearnego (Izrael postrzega go jako egzystencjalne zagrożenie, Iran zaś zaprzecza jego istnieniu), a program cywilny poddać ścisłej kontroli zewnętrznej.
Obecna fala gróźb pod adresem Iranu poprzedzała rundę negocjacji – kolejną po ponadrocznej przerwie – między Iranem a „szóstką” (USA, Rosja, Chiny, Francja, Wielka Brytania i Niemcy). Pierwsze rozmowy odbyły się w styczniu br., następne 14 kwietnia w Stambule i to pod ich kątem, jak się wydaje, została przygotowana wojenna kampania medialna. Rozmowy stambulskie strony zakończyły z umiarkowanym optymizmem (zaplanowano kolejne na 23 maja, w Bagdadzie), co odsuwa w czasie możliwość realizacji gróźb ataku na Iran.
Perspektywa wojny z Iranem i chaosu będącego jej konsekwencją wydaje się obecnie szczególnie sugestywna w związku z listopadowymi wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych. Problem Iranu oraz kwestia bezpieczeństwa Izraela są stałymi elementami kampanii wyborczej w USA; reakcje szykującej się do wyborów administracji są nieoczywiste i szczególnie mocno uzależnione od kontekstu wewnętrznego, przestrzeń dla samodzielnych działań Izraela jest wyjątkowo szeroka.
Drugim obok Iranu adresatem (inicjowanej przez Izrael) medialnej kampanii wojennej jest społeczność międzynarodowa. W warunkach światowego kryzysu gospodarczego i głębokiej niestabilności na Bliskim Wschodzie (m.in. arabskiej wiosny), niepewności co do polityki Waszyngtonu, groźba nowego konfliktu, który pociągnie za sobą wzrost cen ropy naftowej, destabilizację całego sąsiedztwa Iranu i eskalację napięć między mocarstwami (m.in. Rosją i USA), ma mobilizować świat do politycznych i gospodarczych nacisków na Iran. Atmosfera zagrożenia ma zarazem oswajać i przygotowywać świat na ewentualny konflikt.
 
 
Kaukaz Południowy i Rosja wobec kryzysu irańskiego
 
Choć na obecnym etapie groźba interwencji zbrojnej Izraela/USA w Iranie wciąż pozostaje hipotetyczna (a to na niej budowane są kolejne poziomy spekulacji), kryzys wokół Iranu realnie i istotnie wpływa na sytuację Kaukazu Południowego i politykę Rosji. Obecna kampania wojenna w mediach radykalnie podnosi napięcie, a pytanie o rolę i potencjał tych państw w kryzysie staje się nader ważne.
 
Kaukaz Południowy
Iran, jako regionalne mocarstwo i sąsiad, jest istotnym, choć nie najważniejszym punktem odniesienia dla Kaukazu Południowego. Przyjazne stosunki z Iranem utrzymują Armenia i Gruzja. Dla Armenii Iran jest ważnym partnerem gospodarczym i – wobec zamkniętej granicy z Azerbejdżanem i Turcją – „oknem na świat”. W wymiarze strategicznym potencjał Iranu jest przeciwwagą dla nieformalnego antyormiańskiego sojuszu między Azerbejdżanem i Turcją. Ożywione kontakty gospodarcze i polityczne z Iranem utrzymuje także Gruzja, pomimo swojej zdeklarowanej proamerykańskości. Napięcie wokół Iranu zdecydowanie komplikuje sytuację obu tych państw. W miarę swoich ograniczonych możliwości próbują one je rozładowywać. Tbilisi np. zdecydowanie odrzuca jakikolwiek udział własny w przygotowaniach do ataku, dementuje również izraelskie oskarżenia o irańską inspirację udaremnionego w styczniu zamachu na ambasadora izraelskiego w Tbilisi.
Zdecydowanie gorsze są relacje irańsko-azerbejdżańskie. M.in. stałym problemem pozostaje irański Azerbejdżan (dwie prowincje na terytorium Iranu, w sumie większe i ludniejsze od Republiki Azerbejdżanu), wobec którego Baku prowadzi zdaniem Teheranu politykę rewizjonistyczną. Z kolei Teheran jest niezmiennie oskarżany przez Baku, m.in. o wspieranie i podsycanie radykalizmu muzułmańskiego w Azerbejdżanie i nieformalne wsparcie dla Ormian w konflikcie o Karabach. Między oboma państwami kilkukrotnie dochodziło do ostrych napięć, w tym sporu z użyciem argumentów siłowych o złoża ropy naftowej na Morzu Kaspijskim. Obecnie Baku zdecydowanie odrzuca spekulacje o udostępnieniu Izraelowi lotnisk do ataków na Iran (nawet gdyby takie rozmowy prowadzono, trudno przypuszczać, że w obecnej sytuacji Azerbejdżan chciałby do nich wracać) i wiarygodnie wskazuje konflikt z Ormianami jako główny powód zakupów broni, m.in. w Izraelu (realizacja kontraktów z Izraelem jest przy tym rozłożona na wiele lat). Nie zmienia to jednak faktu, że Iran oskarża Azerbejdżan o wspieranie dywersyjnej działalności Izraela. Z Azerbejdżanu miała być planowana i przeprowadzona likwidacja związanego z programem nuklearnym irańskiego naukowca w styczniu br. Faktem pozostaje również fala aresztowań w Azerbejdżanie kilkudziesięciu osób (w tym Irańczyków) oskarżanych o przygotowania zamachów na rabina i dyrektora szkoły żydowskiej w Baku (styczeń), organizowanie siatek terrorystycznych związanych z Iranem czy przemyt broni z Iranu. Zdecydowanie zaostrzyła się także retoryka polityczna w relacjach między oboma państwami. Mimo to spekulacje na temat ewentualnego zaangażowania się Azerbejdżanu w otwarty konflikt z Iranem wydają się bezpodstawne. Wskazuje na to m.in. dysproporcja sił na korzyść Iranu, brak jakichkolwiek gwarancji bezpieczeństwa z zewnątrz dla Azerbejdżanu (w tym postawa Izraela, przedmiotowo traktującego Azerbejdżan), a także priorytet problemu karabaskiego w polityce Baku, konieczność zapewnienia bezpieczeństwa energetycznej infrastruktury wydobywczej i przesyłowej oraz tradycyjna już ostrożność Baku w polityce zagranicznej.
Kryzys wokół Iranu i związana z nim perspektywa pogłębiającej się destabilizacji Kaukazu Południowego przywołują szczególne znaczenie Rosji (uznającej region za swoją wyłączną strefę wpływów) oraz USA (rywalizujących z Rosją w regionie i postrzeganych jako przeciwwaga) w kontekście wewnętrznych uwarunkowań polityki poszczególnych państw.
Z Rosją związane są główne bieżące wyzwania stojące przed państwami regionu. Dla Armenii i Azerbejdżanu jest to przede wszystkim nieuregulowany i „rozmrażający się” konflikt o Górski Karabach, który jest postrzegany jako najważniejszy instrument nacisku Rosji na oba państwa. Zarówno hipotetyczny ponowny wybuch wojny o Karabach, jak też ewentualne porozumienia pokojowe nie są możliwe bez zaangażowania Rosji i prób wykorzystania Karabachu do dalszego umocnienia jej pozycji. Moskwa zachowuje także istotny wpływ na kluczowe kwestie wewnętrzne obu państw: scenę polityczną w Armenii, pośrednio na związane z Kaukazem Północnym grupy radykałów muzułmańskich w Azerbejdżanie (w kwietniu br. miała miejsce kolejna fala aresztowań).
Dla Gruzji Rosja jest realnym zagrożeniem bytu państwowego w obecnym kształcie, co znalazło wyraz m.in. w wojnie 2008 roku, faktycznej inkorporacji Abchazji i Osetii Południowej w rosyjską przestrzeń polityczną i wojskową, nieskrywanych ambicjach Moskwy odsunięcia od władzy prozachodniego obozu rządzącego Gruzją od 2003 roku. Przy ogromnym napięciu polityczno-społecznym towarzyszącym zbliżającym się wyborom parlamentarnym (październik br.) i prezydenckim (2013) Tbilisi faktycznie postrzega Rosję jako państwo dysponujące wolą polityczną i silnym arsenałem środków do destabilizacji sytuacji w Gruzji.
Dla wszystkich państw Kaukazu Południowego napięcie wokół Iranu, a zwłaszcza ewentualna interwencja zbrojna w Iranie jest zatem zapowiedzią większej aktywności rosyjskiej w regionie.
Zdecydowanie najbardziej niepokojące z perspektywy regionu są – obok obaw związanych z Rosją – kalkulacje dotyczące pozycjonowania się USA, które stanowią naturalną przeciwwagę dla Rosji na Kaukazie Południowym i są strategicznym patronem prozachodniej polityki Gruzji oraz energetycznych i politycznych interesów Azerbejdżanu. Poważne ograniczenia Waszyngtonu w regionie pokazała wojna rosyjsko-gruzińska w 2008 roku. Rosnące znaczenie kwestii irańskiej grozi marginalizacją i dalszym uprzedmiotowieniem Kaukazu Południowego w polityce USA, przy równoległym wzroście znaczenia Rosji w kalkulacjach związanych z Iranem (a także z zaplanowanym do końca 2014 roku wycofaniem sił NATO z Afganistanu). Dodatkowym czynnikiem marginalizującym region w polityce USA będzie zapewne amerykańska kampania wyborcza (2012). Pośrednim dowodem takiego stanu rzeczy jest m.in. ton medialnych i analitycznych spekulacji o konsekwencjach ataków na Iran dla Kaukazu Południowego – nie zakładają one wzmocnienia obecności USA w tym regionie. Tym samym, obok wzrostu znaczenia Rosji, główną konsekwencją obecnej fali kryzysu irańskiego dla Kaukazu Południowego jest możliwy spadek znaczenia regionu w polityce USA (szerzej Zachodu) i tym samym poszerzenie pola działania dla Rosji.
 
Rosja
Problem irański należy do jednego z ważniejszych w polityce międzynarodowej Rosji. Zaangażowanie w proces rozwiązywania go traktowane jest przez Moskwę jako potwierdzenie statusu mocarstwa globalnego. Sam Iran (nawet dysponujący głowicami jądrowymi) nie jest postrzegany jako bezpośrednie zagrożenie dla Rosji. Pozwala to Moskwie prowadzić elastyczną politykę. Z jednej strony Rosja sprzeciwia się militaryzacji irańskiego programu nuklearnego i kilkukrotnie przyzwoliła na antyirańskie sankcje w RB ONZ, z drugiej jednak strony akceptuje cywilny program nuklearny Iranu i zdecydowanie sprzeciwia się akcji militarnej wymierzonej w Iran. Realne znaczenie dla Rosji w kwestii irańskiej ma nie tyle sam Iran, co USA: utrzymanie wrażenia równowagi i symetrii działań między oboma państwami i minimalizowanie strategicznych zysków, jakie USA mogą osiągnąć przy okazji kryzysu wokół Iranu. Jako główne zagrożenie dla swoich interesów ze strony USA Moskwa traktuje potencjalne zwiększenie roli i obecności USA w bezpośrednim otoczeniu Rosji, np. na Kaukazie Południowym czy w Europie Środkowej (m.in. w ramach budowy tarczy antyrakietowej, dla której formalnym impulsem jest irański program nuklearny).
Optymalnym dla Rosji scenariuszem w kwestii irańskiej jest utrzymanie status quo, tj. brak rozwiązania problemu irańskiego, uniknięcie zarówno pełnej normalizacji, jak też wojny. Taki stan rzeczy potwierdza globalną pozycję Rosji, w praktyce eliminuje Iran jako konkurenta w dostawach surowców energetycznych do Europy (sprzyja przy tym zwyżkom cen ropy), nie przekreśla relacji dwustronnych Moskwy z Teheranem, co pozwala jej rozgrywać kryzys irański w relacjach z Zachodem, w mniejszym stopniu np. z Chinami.
W przypadku ataków na Iran Rosja znalazłaby się z dwuznacznej sytuacji. Straty dotyczyłyby istotnej w polityce rosyjskiej kwestii prestiżu: ataki obnażyłyby słabość Rosji jako państwa niezdolnego powstrzymać USA przed jednostronnym działaniem (takich możliwości Rosja nie ma) i podważyłyby legitymację RB ONZ, która jest atrakcyjnym wyznacznikiem statusu Rosji jako mocarstwa. Bardzo poważnym i realnym ciosem dla Rosji byłaby ewentualna dyslokacja znaczących sił USA na Kaukazie Południowym i perspektywa ich trwałej tam obecności. Chociaż obecnie nic na to nie wskazuje, dla Rosji jest to nieodmiennie najważniejsze potencjalne zagrożenie dla jej pozycji w regionie.
W przypadku ataków na Iran (które nie zakończyłyby się zmianą reżimu) Rosja zyskuje natomiast kilka atutów, które doraźnie mogą rekompensować straty prestiżowe: od wzrostu cen surowców energetycznych i osłabienia konkurencji w perspektywie krótkookresowej, przez większe możliwości torpedowania polityki amerykańskiej (np. w kwestii Afganistanu) i poprawę własnego wizerunku na Bliskim Wchodzie (na fali ewentualnego wzrostu nastrojów antyamerykańskich), po „prawo” do równie jednostronnej i niedyplomatycznej „obrony własnych interesów” na obszarze postsowieckim – zwłaszcza na Kaukazie (analogicznie do reakcji na uznanie niepodległości Kosowa, jaką była interwencja w Gruzji oraz uznanie Abchazji i Osetii Południowej w 2008 roku). Perspektywa ewentualnej koncentracji wysiłków USA wokół Iranu kosztem interesów na Kaukazie Południowym akcentowana (a podkreślana zwłaszcza w Rosji) w medialnych spekulacjach na temat konsekwencji ataków na Iran wydaje się być zapowiedzią takiej właśnie postawy Rosji.
Przy wszystkich uwarunkowaniach rosyjskiej polityki w kwestii irańskiej nic nie wskazuje na to, żeby Rosja postrzegała perspektywę ataków na Iran jako bliską i nieuchronną. Protesty przeciwko ewentualnej interwencji mają rutynowy charakter. Realnego związku z domniemanymi przygotowaniami do wojny w Iranie nie mają także ruchy wojsk rosyjskich na Kaukazie. Obserwowane wzmocnienie jednostek armii rosyjskiej w regionie (w tym w Armenii) jest bezpośrednią konsekwencją reform zapoczątkowanych w połowie ubiegłej dekady i zintensyfikowanych po wojnie w Gruzji, nastawionych na uzawodowienie i modernizację techniczną armii. Elementem procesu jest także likwidacja zbędnego posowieckiego zaplecza logistycznego, w tym m.in. powroty zdemobilizowanych oficerów i ich rodzin z bazy w Giumri w Armenii. Względnie stały scenariusz mają także organizowane od połowy poprzedniej dekady, regularnie co dwa lata, ćwiczenia pod kryptonimem „Kaukaz”. Hipotetyczne kolejne uderzenie rosyjskie na Gruzję mogłoby stanowić przedłużenie takich ćwiczeń (wzorem 2008 roku), jednak obecna kondycja armii rosyjskiej nie wymaga prowadzenia szczególnych ku temu przygotowań, zwłaszcza wybiegających na kilka miesięcy w przód. Ewentualny rosyjski atak na Gruzję wydaje się mało prawdopodobny przed tamtejszymi październikowymi wyborami parlamentarnymi (w perspektywie są także wybory prezydenckie w 2013 roku) – które dają Rosji nadzieję na osiągnięcie celów politycznych (odsunięcie od władzy obecnej ekipy, utrata wiarygodności Gruzji na Zachodzie) bez uciekania się do otwartej interwencji zbrojnej.
Z tej perspektywy problem irański jest nie tyle przyczyną zmian w rosyjskiej polityce na Kaukazie, ile jej wygodnym uzasadnieniem i politycznym wzmocnieniem post factum: uwiarygodnia presję militarną na Gruzję, wzmacnia presję polityczną na Azerbejdżan, jest okazją do deprecjonowania znaczenia USA w regionie i odstraszania przed hipotetyczną amerykańską obecnością wojskową na Kaukazie.
 
 
Konsekwencje i prognozy
 
Na obecnym etapie wszelkie spekulacje o izraelskiej i amerykańskiej interwencji w Iranie wydają się przede wszystkim elementem nacisku na Iran i społeczność międzynarodową w związku z prowadzonymi negocjacjami na temat irańskiego programu nuklearnego. Ataki są mało prawdopodobne przed bagdadzką rundą negocjacji (23 maja), do której zarówno Iran, jak i „szóstka” podchodzą z umiarkowanym optymizmem i nadziejami na kompromis. Tym samym na razie bezpodstawne są spekulacje dotyczące rosyjskiej odpowiedzi na Kaukazie Południowym. Ryzyko konfliktu z Iranem wzrastałoby w przypadku fiaska negocjacji i wraz z finiszowaniem kampanii prezydenckiej w USA – o ile atak Izraela nie byłby w pełni uzgodniony z Waszyngtonem, a Jerozolima chciałaby postawić USA przed faktem dokonanym.
W przypadku Kaukazu Południowego, o ile pewne są działania rosyjskie na rzecz destabilizacji sytuacji w Gruzji w najbliższych miesiącach, o tyle groźba otwartego konfliktu wzrasta w przypadku niekorzystnego dla Rosji przebiegu wyborów w Gruzji (październik), na finiszu kampanii prezydenckiej w USA lub tuż po jej zakończeniu w przypadku zwycięstwa kandydata republikanów. Nie jest to jednak wariant przesądzony (niestabilność wewnętrzna w Gruzji utrzyma się co najmniej do wyborów prezydenckich w 2013 roku).
Pomimo hipotetyczności interwencji zbrojnej, napięcia wokół Iranu już obecnie negatywnie wpływają na stabilność Kaukazu Południowego. Dotyczy to realnych konfliktów między Iranem i Azerbejdżanem oraz faktycznej konfrontacji między Izraelem a Iranem przy użyciu Azerbejdżanu. Dalszą konsekwencją wojennych kampanii medialnych jest pogorszenie wizerunku Kaukazu Południowego w świecie: region jawi się w większym niż dotąd stopniu jako niestabilny i zagrożony konfliktami, uprzedmiotowiony i bezradny w rozgrywkach między mocarstwami, tracący na znaczeniu w polityce Zachodu (zwłaszcza USA). Może to mieć negatywny wpływ na rozwój sytuacji wewnętrznej w poszczególnych państwach regionu (szczególnie wobec wyborów w Gruzji) i na relacje między nimi (głównie w kontekście konfliktu karabaskiego). Gdyby faktycznie doszło do interwencji w Iranie, groźba, że region stałby się bezpośrednimpolem konfliktu, godziłaby w wizerunek Azerbejdżanu jako bezpiecznego źródła (i pośrednika w odniesieniu do innych państw kaspijskich) dostaw surowców energetycznych do UE. W takim wariancie rosyjska presja w regionie znacząco by wzrosła.
Obecna faza napięć wokół Iranu wzmacnia pozycję międzynarodową Rosji i zwiększa jej pole manewru politycznego. Toczące się negocjacje z Iranem oraz wypracowywanie kolejnych instrumentów nacisku na Teheran stawiają Rosję (stałego członka RB ONZ) w centrum procesu rzutującego na jej relacje z USA, Iranem, Bliskim Wschodem (żywotnie zainteresowanym programem irańskim, a w związku z sytuacją w Syrii mocno zdystansowanym wobec Rosji). Groźba ewentualnej interwencji zbrojnej w Iranie – choć zdecydowanie niepożądanej w Moskwie – nie eliminuje również Rosji z rozgrywek regionalnych. Przeciwnie, otwiera szereg możliwości, z których najbardziej wymierną jest szansa umocnienia własnej pozycji na Kaukazie Południowym (ale pośrednio także w Europie Środkowej, w przypadku braku obecnego uzasadnienia dla budowy tarczy antyrakietowej) kosztem USA i wzmocnienia pozycji na rynku surowców energetycznych.
 
Krzysztof Strachota
Współpraca: Andrzej Wilk, Marcin Kaczmarski, Wojciech Górecki

Odcinek 1/7 (polskie napisy, czas – 09’46”).Początki kariery A. Russo – Za co można trafić do więzienia i jak funkcjonuje mafia policyjna w USA.

– Do czego służy Internal Revenue Service (IRS)
http://pl.youtube.com/watch?v=S3vLCwXnroQ&feature=related

Odcinek 2/7 (polskie napisy, czas – 10’00”)
„Demokracja” made in USA – Dlaczego System Rezerwy Federalnej (FED) powstał jako instytucja prywatna i jakie są konsekwencje po 96 latach jego istnienia – Co zawierał Raport Komisji Grace’a z okresu rezydentury Ronalda Reagana
http://www.youtube.com/watch?v=3ozoCbw2K0U&feature=related

Odcinek 3/7 (polskie napisy, czas – 10’01”)
Okoliczności w jakich A. Russo poznał Nick’a Rockefeller’a – Pierwsze zapowiedzi ataku na WTC oraz dalszego scenariusza wydarzeń – Co zapewni „rządowi światowemu” identyfikowanie obywateli chipem RFID
http://www.youtube.com/watch?v=PZ4BCIJOg1I&feature=related

Odcinek 4/7 (polskie napisy, czas – 09’50”)
Dlaczego Fundacja Rockefellera zainicjowała, a CIA wspierała finansowo kampanie na rzecz „równouprawnienia” kobiet – Jakie profity uzyskałby A. Russo współpracując z Rockefellerami i dlaczego godzą się na to inni
http://www.youtube.com/watch?v=5UTR9TitxAA&feature=related

Odcinek 5/7 (polskie napisy, czas – 09’54”)
O ile ma się zmniejszyć liczba ludzi na świecie – Jaką władzę daje możliwość kreowania pieniądza – Dlaczego do 1913 roku inflacja w USA nie przekraczała kilku procent, a po tej dacie wzrosła do rozmiarów sprawiających, ze dzisiejszy dolar wart jest 2 centy sprzed 96 lat – „Sukcesy” dwóch kolejnych prezesów FED; Alan’a Greenspan’a i Ben’a Bernanke’a
http://www.youtube.com/watch?v=nZxjSGw8gS4&feature=related

Odcinek 6/7 (polskie napisy, czas – 09’54”)
Sposoby walki z architektami NWO – Co to jest Unia Północnoamerykańska i „amero” – Jak działają telewizyjni manipulatorzy
http://www.youtube.com/watch?v=oMxMmO_4Ve4&feature=related

Odcinek 7/7 (polskie napisy, czas – 10’13”)
Władza instytucji wybieranych przez instytucje – Kto zarabia na inflacji – Lista demaskatorów NWO
http://www.youtube.com/watch?v=mgRtrj0jZ9I&feature=related

wynikało często z przesłanki wiary – wywiad z Tadeuszem M. Płużańskim . Czy dzisiejsze okrągłostołowe „elity”, które bardzo często mają komunistyczny rodowód – również po stronie „Solidarności”, nie chcą, aby prawdziwi bohaterowie wrócili do świadomości Polaków? – mówi Tadeusz M. Płużański, dziennikarz i pisarz, autor książki „Bestie” o ludziach, którzy w czasach komunizmu mordowali polskich patriotów, za co nigdy nie zostali ukarani.

IPN rozpoczął badanie georadarowe „Łączki” na Cmentarzu Powązkowskim. Ubecy przewozili tam ciała swoich ofiar, wśród nich żołnierzy wyklętych. Wiemy, kogo tam pogrzebali? Według najnowszych ustaleń w dzisiejszej kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie komuniści – od połowy 1948 r. – grzebali przywiezione w workach ciała zamordowanych w więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Worki zrzucali potajemnie do dołów i zasypywali wapnem, a teren niwelowali. W miejscu tym, które po wojnie nie należało do cmentarza, zrobiono kompostownię, śmietnik, a potem zaczęto stawiać groby – często oprawców. Na „Łączce” pogrzebanych może być ok. 300 osób – polskich patriotów, którzy nie zgodzili się na drugą, sowiecką okupację Polski. Tu najpewniej zakończył swoją ziemską drogę dobrowolny więzień Auschwitz rtm Witold Pilecki; szef Kedywu AK gen. August Emil Fieldorf „Nil”; dowódca 5. Brygady Wileńskiej mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”; dowódcy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, w tym ppłk Łukasz Ciepliński; cichociemny, żołnierz AK mjr Bolesław Kontrym „Żmudzin”; dowódca AK i WiN na Lubelszczyźnie mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”; obrońca Wybrzeża we wrześniu 1939 r. kmdr Stanisław Mieszkowski; działacz narodowy Adam Doboszyński. Wśród nich przedwojenny dyrektor Katolickiej Agencji Prasowej, członek Rządu RP na Uchodźstwie, a po wojnie redaktor naczelny „Tygodnika Warszawskiego”, organu Kurii Metropolitarnej Warszawskiej ks. Zygmunt Kaczyński. I wielu, wielu innych przedstawicieli polskiej inteligencji, elity II RP. Dlaczego komuniści nie chcieli wydawać ciał rodzinom i pozwolić na pogrzeb? Rodziny często w ogóle nie wiedziały o śmierci najbliższych. Oni mieli zniknąć na zawsze. Naczelnik więzienia mokotowskiego Alojzy Grabicki żonie jednego ze skazanych powiedział: „Po takich zbrodniarzach ziemia musi być zrównana”. Najpierw ich mordowano, a potem przez cały PRL mordowano pamięć o nich. Z przykrością należy stwierdzić, że po 1989 r. niewiele się zmieniło. Skandaliczne jest to, że IPN-owi pozwolono na badanie „Łączki” dopiero teraz, po 22 latach wolnej Polski. Przecież rodziny ofiar do dziś nie mogą zapalić lampki na grobie i pomodlić się, bo tych grobów po prostu nie ma. Można odnieść wrażenie, że dzisiejsze okrągłostołowe „elity”, które bardzo często mają komunistyczny rodowód – również po stronie „Solidarności”, nie chcą, aby prawdziwi bohaterowie wrócili do świadomości Polaków. Większość uwięzionych była wierząca. Czy mieli szansę uczestnictwa w praktykach religijnych? Nie mieli prawa w zasadzie do niczego, do książek, materiałów piśmienniczych, listów, paczek, widzeń z rodziną. Tylko nielicznych spotkał „przywilej” ostatniego namaszczenia. Tak jak rotmistrza Pileckiego, w którego egzekucji brał udział kapelan więzienny ks. Wincenty M. Martusiewicz. W Gdańsku, w więzieniu przy ul. Kurkowej, ostatnim chwilom bohaterskiej sanitariuszki 5. Brygady Wileńskiej AK Danuty Siedzikówny „Inki” towarzyszył ks. Marian Prusak, ściągnięty przez UB-eków z kościoła garnizonowego w Rumi, gdzie był wikarym. Tak wspominał śmierć 17-letniej patriotki: „Tam była cała gromada UB, jacyś żołnierze, lekarz, prokurator. Chyba z trzydzieści osób. Było ciemno. Oszołomiła mnie ta sytuacja. W końcu wprowadzili skazańców. Prawdopodobnie mieli skute albo związane ręce. Ubecy zachowywali się grubiańsko. Nie chciałbym przytaczać tu wyzwisk, które sypały się na dziewczynę i tego pana [o tym , że był to Feliks Selmanowicz „Zagończyk”, ks. Prusak dowiedział się dopiero po latach]. Ustawiono ich pod słupkami przy ścianie. Przed rozstrzelaniem dałem im krzyż do pocałowania. Chciano im zawiązać oczy, nie pozwolili. Prokurator siedział za małym stolikiem okrytym czerwonym suknem. Odczytał wyrok i powiedział, że nie było ułaskawienia. Potem padła komenda »po zdrajcach narodu polskiego ognia«. W tym momencie oni krzyknęli: »Niech żyje Polska«, tak jakby się umówili. Padła salwa i oboje osunęli się na ziemię. Żołnierze strzelali z trzech, może czterech metrów”. Ks. Prusak spełnił ostatnie życzenie „Inki” i przekazał wiadomość o jej śmierci pod wskazany adres. Za to został potem skazany na sześć lat więzienia, z czego odsiedział trzy i pół roku. Wiemy, ilu księży uwięzili i zamordowali w pierwszych latach po wojnie komuniści? Dokładną liczbę trudno jest ustalić. Na pewno nie były to pojedyncze przypadki, ale setki. Istotne jest to, że wobec księży nie stosowano taryfy ulgowej, a często metody śledcze były jeszcze bardziej bestialskie. Biskup kielecki Czesław Kaczmarek był poddawany konwejerowi – trwającym non stop, w dzień i w nocy przesłuchaniom przez zmieniających się „oficerów” śledczych. Ubecy podawali mu środki odurzające. „Przekonywali go”, że jest zdrajcą i jako takiego wszyscy się go wyrzekli. Po ponad dwu i pół roku takiego śledztwa, we wrześniu 1953 r. stanął przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie. Sądził jeden z najbardziej krwawych stalinowców – Mieczysław Widaj. Akt oskarżenia dotyczył „działalności w antypaństwowym ośrodku” w interesie „imperializmu amerykańskiego i Watykanu” w celu „obalenia władzy robotniczo-chłopskiej” drogą „działalności dywersyjnej i szpiegowskiej”. Ten pokazowy proces został jednak przerwany, bo duchowny przestał czytać przygotowany mu przez „oficerów” śledczych maszynopis. Wtedy z salki obok wyszedł dyrektor departamentu śledczego MBP Jacek Różański (Józef Goldberg) i powiedział: „Ja już skułem mordy obrońcom [m.in. słynnemu adwokatowi Mieczysławowi Mojżeszowi Maślance, który pełnił de facto rolę jednego z oskarżycieli] i przestrzegam księdza biskupa, aby nie poważył się więcej na podobne postępowanie”. Wyrok – 12 lat. Z więzienia bp. Czesław Kaczmarek wyszedł w maju 1956 r. jako wrak człowieka. Widaj sądził też innych księży… Tak, w marcu 1949 r. przed łódzkim WSR – razem z innym mordercą sądowym – Julianem Polanem-Haraschinem skazał na śmierć kpt. Jana Małolepszego „Murata”, ostatniego dowódcę Konspiracyjnego Wojska Polskiego, oraz dwóch księży z diecezji częstochowskiej: ks. Mariana Łososia i ks. Wacława Ortotowskiego. Trzeci ksiądz, Stefan Faryś, dostał 12 lat więzienia. Podstawą był dekret „o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa” z 13 czerwca 1946 r., tzw. mały kodeks karny. Księżom Bierut złagodził wyroki, a „Murata” zamordowano w więzieniu. Jego zwłoki posłużyły do badań medycznych. W styczniu 1953 r. ten sam Widaj w tzw. procesie kurii krakowskiej skazał trzech księży na karę śmierci (wyroków ostatecznie nie wykonano). „Działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali – za amerykańskie pieniądze – szpiegostwo i dywersję” – taką rezolucję Związku Literatów Polskich podpisał m.in. Sławomir Mrożek i Wisława Szymborska. W książce „Bestie” opisuje Pan m.in. historię skazanego na karę śmierci ks. Rudolfa Marszałka. Ks. Rudolf Marszałek, członek Sodalicji Mariańskiej, we wrześniu 1939 r. obrońca Warszawy, więzień hitlerowskich katowni, po wojnie związał się ze zgrupowaniem Narodowych Sił Zbrojnych kpt. Henryka Flamego, „Bartka”. Aresztowany 12 grudnia 1946 r., wskutek donosu agenta UB – Henryka Wendrowskiego (wcześniej oficer Okręgu Białystok AK), który doprowadził również do okrutnej śmierci ok. 200 żołnierzy „Bartka”. Wendrowski został potem ambasadorem PRL w Danii, a zmarł w Warszawie w 1997 r. jako zasłużony, dobrze opłacany z naszych podatków emeryt. Wracając do ks. Marszałka. Akt oskarżenia zatwierdził wicedyrektor Departamentu Śledczego MBP Adam Humer. Co takiego zrobił kapłan, że jego sprawą zajął się aż tak wysoki funkcjonariusz? Komuniści bali się „Bartka”, bo na Śląsku Cieszyńskim przeprowadził ok. 340 akcji zbrojnych. Nie mogli mu darować szczególnie zajęcia 3 maja 1946 r. Wisły, w której przeprowadził dwugodzinną defiladę żołnierzy NSZ. Po brutalnym śledztwie w katowickim UB, a potem na warszawskim Mokotowie ks. Marszałka oskarżono o szereg „zbrodni”, m.in. ujawnianie tajemnic państwowych i działalność wywiadowczą. 10 marca 1948 r. stanął przed plutonem egzekucyjnym. W rzeczywistości w tył głowy strzelał metodą katyńską jeden morderca – Piotr Śmietański. Ten sam kat zamordował rtm. Pileckiego, kierownictwo IV Komendy WiN… Za co jeszcze Polacy byli represjonowani w PRL-u? Za niemal wszystko, co zagrażało „ludowej” władzy. Nawet za śpiewanie antysowieckich piosenek czy opowiadanie dowcipów. Ofiarami była też młodzież. Np. 16-letni Józek Obacz z miejscowości Ławy, aresztowany 31 sierpnia 1952 r., ostatniego dnia wakacji. Komendant MO w Myśliborzu Kapciński donosił, że chłopak wychowuje się w złym środowisku, stryjostwo to ludzie „przychylnie ustosunkowani do kleru, udzielają się aktywnie jako działacze klerykalni, często przebywa u nich ksiądz z Myśliborza”. Młodzi antykomuniści trafiali do obozu w Jaworznie, którego postrachem był komendant Salomon Morel. Jak przebiegały śledztwa? Żyjącego do dziś śledczego Eugeniusza Chimczaka wspominał mój ojciec, Tadeusz Płużański, skazany razem z rotmistrzem Pileckim na karę śmierci: „Bił i kopał po całym ciele, sadzał na odwróconym stołku, zarządzał karcer. Kiedy to nie skutkowało, krzyczał: »My wiemy, że masz twardą dupę, ale w celi obok jest twoja żona, z której wszystko wyciśniemy«”. Wiele do myślenia dają słowa Pileckiego, który po niemieckiej katowni doświadczył stalinowskiej: „Oświęcim przy tym to była igraszka”. Humer jako jeden z nielicznych odpowiedział za swoje zbrodnie. Ale większość zbrodniarzy nie. Dlaczego III RP nie potrafiła ich osądzić? Bo III RP jest kontynuacją PRL-u. Wymiar sprawiedliwości nie został w żaden sposób oczyszczony. Dla pozoru skazano na symboliczne kary tylko kilku ubeków, ale już żadnego sędziego czy prokuratora. Ostatnio warszawski sąd wojskowy umorzył sprawę Kazimierza Graffa – krwawego zastępcy naczelnego prokuratora wojskowego – z powodu… przedawnienia. Ale kto ma ich skazywać? Następcy stalinowców, ich synowie? Znalazłby się odważny, który orzekłby, że sędzia Stefan Michnik był mordercą? Co dzisiaj robią zbrodniarze? Pobierają wysokie resortowe emerytury, w przeciwieństwie do swoich ofiar, które na ogół żyją w nędzy. III RP nie zadbała o tych, którzy walczyli o niepodległość. Sadystyczny funkcjonariusz UB Jerzy Kędziora pisze dziś wspomnienia o „ludowej” partyzantce. W PRL-u, jako nauczyciel Przysposobienia Obronnego w jednym z warszawskich liceów, przechwalał się, jak łamał kości bandytom. Na podstawie powieści Zbigniewa Domino – Sybiraka, a potem stalinowskiego prokuratora Janusz Zaorski skończył właśnie film fabularny pt. „Syberiada polska”. Pan dotarł do wielu osób, które skazywały niewinnych ludzi na śmierć. Czy oni mają jakieś wyrzuty z powodu tego, co robili? Żaden z nich nie powiedział mi prawdy o tamtych czasach. Żaden nie przyznał się do winy i nie przeprosił ofiar. A przecież włos by im z głowy nie spadł. Ale oni są też butni, sami wytaczają procesy o zniesławienie, grożą… Rodzi się pytanie, dlaczego rodziny ofiar oraz osoby, które były torturowane same nie próbowały mścić się po 1989 r.? Mój ojciec opowiadał, jak w latach 70. spotkał Chimczaka na Nowym Świecie: „mogłem mu tylko napluć w twarz, ale tego nie zrobiłem”. Po wyjściu z Wronek w 1956 r. ojca pochłonęła filozofia chrześcijańska. Właśnie ta przesłanka – przesłanka wiary, która wcześniej pozwoliła wielu przetrwać wiezienie, powodowała, że nie chcieli się mścić. Zna Pan przypadek, żeby choć pomogli ustalić np. miejsce, gdzie zakopywano pomordowanych? Nie. Jeśli ktoś pomagał, to czasem grabarze. Np. w powojennym Wrocławiu byli nimi Niemcy, którzy skrupulatnie zapisywali, którego dnia i gdzie kogo zakopano. Ile jeszcze jest takich miejsc jak „Łączka”? Są rozsiane po całej Polsce. W samej Warszawie i okolicach takich miejsc jest kilkadziesiąt. Do dziś nie wiemy, czyje prochy kryją. W 1953 r. naczelnik wydziału więziennictwa WUBP w Białymstoku Leon Ozgowicz napisał, że zwłoki chowa się „w miejscach niedostępnych dla osób cywilnych, tzn. w różnych miejscach. Powyższych czynności dokonuje się tajnie, tak, aby nikt tego nie spostrzegł z osób niepożądanych. Na cmentarzu nie chowa się z powodu tego, że mogą ciało wygrzebać i urządzić jakiekolwiek demonstracje, co jest niedozwolone. Wobec tego, nie ma żadnych grobów ani też numerów na grobie”. Chyba najlepiej miejsca pogrzebania „wyklętych” udało się ustalić we Wrocławiu, dzięki mozolnej pracy historyka IPN dr Krzysztofa Szwagrzyka. Więzień Tadeusz Porayski napisał kiedyś o warszawskim Służewcu: „Nie szedł tutaj za nami żaden ksiądz z modłami, Nie żegnała nas marszem żałobna kapela. I tylko gwiazdy mówią nam, że Bóg jest z nami. I wiatr nam szumi: Jeszcze Polska nie zginęła!” Aby rzeczywiście nie zginęła, musimy poznać całą prawdę o zbrodniczym totalitaryzmie sowieckim, jego oprawcach i ofiarach. Rozmawiał Andrzej Tarwid. Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.

MichalkiewiczTo naprawdę prawdziwa przyjemność, prawdziwa rozkosz dla zwolennika teorii spiskowej, że w naszym nieszczęśliwym kraju prawdziwą władzę sprawuje razwiedka – to prawdziwa rozkosz obserwować, jak w miarę rozwijania się wojny o pokój – bo wojna o prawdę chyba już na dobre przekształca się w wojnę o pokój, która z kolei – zgodnie ze spiżowym prawem dziejowym, głoszącym, iż w miarę postępów socjalizmu walka – również ta w ramach wojny o pokój – się zaostrza – więc obserwować, jak mobilizowane są coraz głębsze rezerwy.

Już w imieniu młodego pokolenia przemówił pan mecenas Roman Giertych, stawiając diagnozę, że naszemu nieszczęśliwemu krajowi zagraża wojna domowa, już tę myśl skrzydlatą podchwycił drugi reprezentant młodego pokolenia poseł Grzegorz Schetyna, że w takim razie należy wydać zaporową ustawę przeciwko „kłamstwom smoleńskim”, już w ramach odwdzięczenia się za jubileuszowe okadzanie, z tego samego klucza zaśpiewał przedstawiciel przestarych starców, znany już w czasach stalinowskich z postawy służebnej Tadeusz Mazowiecki, ostrzegając Kościół, by „nie żyrował kłamstwa smoleńskiego” – aż wreszcie zostały Moce wykonały ruch nieoczekiwany. Objawił się on w postaci przesłuchania pana redaktora Krzysztofa Łozińskiego, zasłużonego, ale jeszcze nie używanego opozycjonistę, „absolwenta fizyki”, który w obliczu pani redaktor Moniki Olejnik starł na proch „egzotycznych naukowców z Gwinei Równikowej” – jak o ekspertach zespołu posła Antoniego Macierewicza wyraził się prezydent Komorowski Bronisław. Doprawdy że aż szkoda, iż pan red. Krzysztof Łoziński nie stanął na czele komisji pod kierownictwem ministra Jerzego Millera. Nie mówię, że pan Jerzy Miller jest gorszym ekspertem od pana red. Krzysztofa Łozińskiego – o tym nie ma mowy; pan Jerzy Miller też wykona każde zadanie, jakie partia przed nim postawi – w przeciwnym razie na pewno nie zostałby postawiony na czele komisji Jerzego Millera – ale nie da się ukryć, że pan red. Łoziński ma więcej werwy niż Jerzy Miller. Żeby było jasne; nie chodzi o jakiś tupet; w przypadku pana red. Krzysztofa Łozińskiego o żadnym tupecie nie ma mowy. Chodzi o pewność, jaką daje dyplom absolwenta fizyki, mistrzostwo walk wschodnich i mnóstwo innych zalet, których nawet nie śmiem się domyślać. Cóż tym zaletom może przeciwstawić taki, dajmy na to, Wiesław Binienda, który na polityczne zamówienie Antoniego Macierewicza „plecie bzdury”, niczym Piekarski na mękach, „zaprzecza faktom” raz na zawsze zatwierdzonym przez komisję ministra Jerzego Millera, który nie tylko na własne, ale również na oczy pani generaliny Anodiny widział „ślady metalu” pozostawione na ściętej niezwłocznie brzozie, a także wymowne ślady nietrzeźwości na wielu innych drzewach, które pościnał w smoleńskim lesie złowrogi samolot wiozący prezydenta Kaczyńskiego? Ten cały Wiesław Binienda nawet nie wie, że brzoza jest drzewem wyjątkowo twardym, o czym przecież wie każdy polski rolnik, próbujący ściąć taką brzozę ciosem kung-fu. Niezależnie od tego, o twardości brzozy zaświadcza również postępowa literatura i to nie tylko naukowa – o czym każdy może się przekonać, czytając słynny wiersz Władysława Broniewskiego, jak to żołnierz usiadł pod brzozą u drogi opatrując obolałe nogi, a brzoza, wprawdzie smutno lecz przecież wyjątkowo twardo szumiała nad jego tułaczką. Wiesław Binienda może nawet to wszystko wiedział, ale kiedy tylko w 1982 roku zdradził ojczyznę, „wybierając wolność” w Stanach Zjednoczonych, to tam musiał zgłupieć doszczętnie – bo jużci wiadomo; kto zdradzi ojczyznę, zwłaszcza na rzecz Stanów Zjednoczonych, ten nie tylko nie rozwija się naukowo, ale nawet zapomina wszystkiego, czego nauczył się w Polsce Ludowej, no i potem już nie ma odwrotu; musi pleść bzdury, zwłaszcza, gdy złowrogi Macierewicz w ramach propozycji nie do odrzucenia złoży mu polityczne zamówienie. Że też przodująca w pracy operacyjnej oraz wyszkoleniu bojowym i politycznym pani red. Monika Olejnik wezwała pana red. Łozińskiego na przesłuchanie dopiero teraz? Przypomina to ewangeliczną opowieść o cudzie w Kanie Galilejskiej, kiedy to starosta weselny myślał, że to pan młody zachował takie świetne wino aż do tego czasu, a tymczasem – czy to pani redaktor Olejnik zachowała pana red. Łozińskiego aż do tego czasu, czy raczej dopiero teraz musiały jej go nastręczyć jakieś Wyższe Siły? Zresztą mniejsza z tym. Jeśli nasza biedna ojczyzna ma takich synów, to nie jest z nami tak źle; „z każdej sytuacji wyjdziemy obronnie, wojsko nasze czuwa, szkolone wszechstronnie” – głosiła popularna za moich czasów piosenka. Ale z tego muszą być wyciągnięte wnioski, „bo nie jest światło, by pod korcem stało”, a pan red. Łoziński błyszczy na naszym firmamencie jak najjaśniejsza gwiazda, więc najwyższy czas, by powiększył grono autorytetów moralnych. Kiedy już w sposób nieoczekiwanie cudowny objawił się nam pan red. Krzysztof Łoziński, nie trzeba było długo czekać na kolejny skarb narodowy, w osobie byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Lecha Wałęsy. Ponieważ zgodnie z nieubłaganą diagnozą pana mec. Romana Giertycha nasza biedna ojczyzna znalazła się w bezpośrednim niebezpieczeństwie wojny domowej, były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju odstąpił od swoich – jak to w swoim czasie określił Adam Bień – „drobnych krętactw” – i prosto z mostu oświadczył, że rząd nie powinien pozwalać ludziom wychodzić na ulice, wyznaczając odpowiednie zadania siłom porządkowym. I słuszna jego racja; nie od dziś wiadomo, ilu nieszczęść udałoby się uniknąć, gdyby tylko ludzie nie wychodzili z domu! W tej sytuacji tylko patrzeć, jak premieru Tusku każą ogłosić godzinę milicyjną, a prowodyrów internować w obozach koncentracyjnych chwilowo nieczynnych. Wreszcie właściwi ludzie znajdą się na właściwym miejscu i nic już nie będzie zakłócać bohaterom walki z komuną spokojnego trawienia zdobyczy. Tedy z prawdziwą rozkoszą obserwuję dynamiczny rozwój wojny o pokój ze stolicy Norwegii, gdzie toczy się proces Andersa Breivika, a ja, w specjalnym pawilonie akurat oglądam pamiątki po Wikingach, ze słynną łodzią ozdobioną na obu końcach głową smoka. Dopiero ze specjalnego balkoniku widać, jaka jest wielka. Razem ze mną przygląda się jej w milczeniu młody Norweg. O czym myśli? Czy aby nie duma o tym, że ludzie wypuszczający się na takich łodziach na morza i w górę rzek, podbijali dalekie kraje , stając się szlachtą podbitych narodów, tymczasem teraz…? Stanisław Michalkiewicz

szatanTwarzą w twarz z demonem Ponad roku temu, a może nawet dwa, nie pamiętam, “czas przecież szybko ucieka, a wieczność czeka”, natknąłem się w internecie na dłuższy wpis, będący kopią jednego z tekstów ojca Giuseppe Tomaselli`ego, zmarłego w 1989 r. Ojciec Tomaselli był egzorcystą, do dzisiaj wspominanym z rozrzewnieniem w Messynie na Sycylii,ale nie tylko tam.

Całe swoje życie poświęcił tej szczególnej walce z demonami, jaką jest posługiwanie egzorcyzmami…Ojciec Tomaselli jest także autorem kilku małych broszurek, w których opisywał swoje zmagania z siłami zła. To także było powodem złości i nienawiściszatana,największego nieprzyjaciela człowieka, do tego świętegokapłana. Szatanbowiem zawszechce działać z ukrycia, chowając się za ludzkim żądzami, niezdrowymi dążeniami i ambicjami przywodząc nas do grzechu, który jest największym nieszczęściem jakie może się nam w życiu wydarzyć. Za pozwoleniem dyrektora portalu Gianluca Barile http://www.papanews.it/dettaglio_interviste.asp?IdNews=8747, otrzymanym około dwa lata temu, publikuję na swoimdopiero copowstałymblogu tekst, który różnymi drogami dotarł już wcześniej do wielu czytelników. + Ksiądz Giuseppe Tomaselli, egzorcysta „Seks, aborcja, rozwód, okultyzm: oto jak udaje mi się prowadzić ludzi do piekła…” O. Tomaselli: Ojciec Święty Paweł VI , w swoim wystąpieniu z 15 XI 1972, mówił o demonie i o tym jak wiele zła tworzy on w świecie. Przeciwko Papieżowi podniosły się krytyczne głosy, oczywiście ze strony ignorantów oraz niewierzących: Kościół ciągle mówi o diable? Ciągle daje się wiarę wierzeniom z odległych wieków? W obiegu jest książeczka pod tytułem „Wywiady ze złym”. Pomyślałem, że ja także mógłbym napisać coś na ten delikatny temat, ponieważ od 50 lat jestem egzorcystą (1934-1984) i wielokrotnie widziałem demona w ludzkiej postaci. Nie jeden raz musiałem z nim bezpośrednio walczyć, wiele razy byłem przez niego bity. Mogłem się mu przypatrzyć w różnych sytuacjach i przestudiować go, czego owocem jest to co napisałem poniżej. Ponadto byłem kierownikiem duchowym dusz mistycznych, które są bezpośrednim celem zaciekłych ataków samego demona. Jako kierownik duchowy byłem świadkiem wydarzeń, w które trudno byłoby mi uwierzyć, gdybym nie widział ich osobiście dziesiątki razy. Powyższe wydarzenia, które przedstawiam w formie wywiadu, miały miejsce w rzeczywistości. Sam byłem ich świadkiem, jako osoba bezpośrednio w nie zaangażowana. Melid, chcę z tobą przeprowadzić rozmowę i nadać jej charakter wywiadu. Wiem ze studiów i z mojego doświadczenia, że ty zawsze czynisz zło, bo jesteś w nim utwierdzony i nie pragniesz niczego innego poza złem. Ale wiem też, że chociaż zawsze dążysz do zła, wbrew twojej woli, dzięki Bożemu zarządzeniu, możesz też przyczynić się do dobrego. Tak jest za każdym razem, kiedy kusisz kogoś, a on zwycięża pokusy i w ten sposób wzbogaca się w zasługi na wieczność. Wywiad ten może uczynić wiele dobrego, a ja proszę boga aby cię zmusił do odpowiedzi na moje pytania. „No więc, klecho, o co ci chodzi? Nie zapominaj, że mówisz z Melidem! Mów mi tu skąd wiesz, że nazywam się Melid?” Sam mi to powiedziałeś, podczas naszego pierwszego spotkania. Wiele lat temu. Co więcej, byliście wtedy we dwóch, ty i twój pomocnik Ofar. Zapytałem cię wówczas: Dlaczego jest was dwóch? Zazwyczaj krążycie po świecie pojedynczo, we trzech lub w siedmiu, a ty mi odburknąłeś podrażniony: Co ty możesz wiedzieć o tych liczbach? – Zanim przejdę do dalszej części wywiadu zadam ci pytanie na pozór bezużyteczne, a może nawet naiwne: Ty Melid, jako demon, istniejesz czy nie? „Ignorancie! Jak mógłbym nie istnieć?” Kiedy jest ci to na rękę mówisz, że istniejesz, innym razem bezczelnie twierdzisz że cię nie ma. Powiedz mi jednak Melid, kim byłeś zanim stałeś się demonem? „Byłem oficerem na Dworze Anielskim, byłem Cherubinem. Teraz jestem urzędnikiem szatana”. Dlaczego opuściłeś Raj i spadłeś do piekła? Nie wiedziałeś o istnieniu piekła? Dlaczego zbuntowałeś się przeciw Bogu? „On, Najwyższy, powiedział mi i moim towarzyszom, że podda nas próbie. Nie powiedział, że ukarze nas piekłem, ogniem wiecznym; a tam jest ogień, ogień!” Na czym polegała ta próba, której zostaliście poddani, wy wszyscy Aniołowie?” „Mieliśmy pogodzić się z tym, że Syn Najwyższego przyjmie ludzką naturę, a my posiadający naturę anielską, która jest o wiele szlachetniejsza od ludzkiej, mielibyśmy oddać Mu pokłon i czcić Go. Lucyfer, który lśnił jak słońce na niebie, zbuntował się: ‘Jeśli stanie się człowiekiem, nie będę mu służył, będę ważniejszy od niego!’ Podczas tej próby pojawiła się ludzka postać.” Człowiek ten miał na głowie cierniową koronę, czy był na Krzyżu? „Nie, była to postać normalnego człowieka. Wiele zastępów anielskich podzielało opinię Lucyfera. Wywiązała się straszna walka pomiędzy Michałem i Lucyferem i nagle, wśród ognia i siarki spadliśmy do piekielnej otchłani”. Niemało narozrabiałeś owego dnia zbuntowany aniele! Żałujesz teraz zła, które uczyniłeś? „Skruszyć się? Przenigdy! On, Najwyższy nie powinien się tak uniżyć! Nienawidzę i zawsze będę nienawidził Chrystusa, bo z Jego winy jestem w piekle. Ten Bóg jest niesprawiedliwy. Tylko jeden grzech popełniłem i jestem potępiony w wiecznym ogniu, podczas gdy wy z wieloma grzechami i to bardzo ciężkimi macie tą Kobietę (.., Maryja…). Gdybyśmy mieli ją także my!” Jak jesteście zorganizowani w piekle? „Chrystus dał wam wskazówkę. Kiedy oskarżano Go że wypędzał demony przy pomocy Belzebuba, powiedział: ‘Jak może szatan przeciwstawić się szatanowi. królestwo podzielone upada, podczas gdy królestwo szatana trwa’. W piekle jest prawdziwe królestwo szatana. Lucyfer jest jego władcą, despotą. My, którzy byliśmy oficerami na Dworze Anielskim, teraz jesteśmy oficerami w zastępach piekielnych. Ja byłem cherubinem, a teraz jestem wysokim oficerem w królestwie szatana. Moje zadanie jest interesujące i przynosi największe owoce. Popycham ludzi do aktów nieczystych.” Wy, demony nie czujecie potrzeby spania, codziennego odżywiania się, a poza tym nie odczuwacie zmęczenia. Jak wykonujecie swoje zadania? „Nienawidząc Boga i gryząc się ze złości i zazdrości wobec ludzi. Wylewając nienawiść na Boga, powinniśmy odczuwać przyjemność, a tymczasem to potęguje tylko nasze cierpienie”. Domagam się kolejnej informacji. Wy demony przebywacie zawsze w gorejącej otchłani czy też możecie z niej wychodzić? „Tylko dzięki przyzwoleniu Najwyższego Lucyfer może wysyłać demony na świat. Ty jako ksiądz wiesz, że wyroki Boskie są niezbadane. Demony krążące po świecie nadal cierpią, ponieważ zawsze znajdują się pod karzącą ręką Boga, jednakże na świecie mogą znaleźć jakąś ulgę.” Rozumiem w pewnym stopniu tę rzeczywistość, ponieważ Jezus powiedział: „Kiedy demon wychodzi z człowieka, idzie w poszukiwaniu odpoczynku”. Poza tym, ty sam Melid dałeś mi to do zrozumienia, kiedy podczas egzorcyzmu pytałeś mnie: „Powiedz mi gdzie mam pójść a pójdę sobie!”Powiedziałem ci wtedy: „Odejdź na pełne morze i wejdź w jakąś rybę”. A ty na to: „Ja szukam ludzi”.Dodałem więc: „Dlaczego nie chcesz wejść w rybę?”. Odpowiedziałeś: „Dlaczego ty nie chcesz odpoczywać w ciele zwierzęcia?” A zatem wy, demony krążące po świecie, chociaż cierpicie nieustannie ze względu na wasze potępienie, to jednak to cierpienie może być czasami większe, czasami mniejsze. Błąkając się po tym świecie możecie czasami, o ile Bóg pozwoli na to, zapanować nad ludzkim ciałem. Dowodem na to są opętani; o tych nieszczęśnikach często jest mowa w Ewangeliach. Kiedy jednak nie możecie zapanować nad ludzkim ciałem, wchodzicie w zwierzęta, jak w Gerazie za czasów Jezusa, wchodząc w ciała pasących się świń. Możecie także zapanować nad pewnymi miejscami, szczególnie tam gdzie odbywają się seanse spirytystyczne, powodując tam zaistnienie zjawisk niewytłumaczalnych i przerażających, dla których ustąpienia są potrzebne specjalne błogosławieństwa kapłańskie… „Masz inne pytania?” Dopiero zacząłem. Podzielę się z tobą obserwacją wynikającą z mojego doświadczenia jako egzorcysty. Ponieważ w ciele ludzkim doświadczasz w jakimś stopniu odpoczynku, kiedy więc możesz kogoś posiąść uciekasz się do różnych sztuczek aby w nim jak najdłużej pozostać. Po pierwsze robisz wszystko aby nie rozpoznano cię i nie egzorcyzmowano z tej osoby. Wybierasz ciała ludzkie, które cierpią na jakąś dolegliwość. W ten sposób zamiast zająć się opętaniem wszyscy koncentrują się na chorobie. Tak więc w ciele niektórych opętanych może występować jednocześnie i choroba i samo opętanie. Aby nie dać się wypędzić często mówisz: „Jestem dobrym duchem. Przybyłem aby pomóc całej rodzinie.”Ty boisz się egzorcyzmów i kiedy jesteś zidentyfikowany, próbujesz wprowadzić w błąd kapłanów egzorcystów, starając się przekonać ich o nieskuteczności egzorcyzmów. W ten sposób niektórzy z nich widząc brak owoców egzorcyzmu zniechęcają się i przestają je odprawiać. Także i ze mną usiłowałeś zastosować tę taktykę, ale ja starałem się nie zniechęcać i nie wpaść w twoją sieć. Pamiętasz Melid tego mężczyznę, którego trzymałeś w swojej niewoli przez ponad dwadzieścia lat? Ja jednak każdego dnia odprawiałem egzorcyzm; ty opierałeś się modlitwom; zacząłem więc egzorcyzmować dwa razy dziennie; wtedy podrażniony powiedziałeś: „Basta! Już więcej nie wytrzymam! Wolę wrócić do otchłani piekielnej.”Wśród sztuczek które stosujesz jest jeszcze inna, kiedy zostajesz odkryty często mówisz: „Jestem duszą takiej a takiej zabitej osoby.”Pamiętasz Melid, kiedy podczas pewnego egzorcyzmu zapytałem: „Kim jesteś?” Odpowiedziałeś: „Jestem sierżantem Bluetti z Palermo, zabitym 16 lat temu.”Jednak kiedy stopniowo nasilałem modlitwy, w końcu wyjawiłeś: „Jestem demonem! Dlaczego chcesz mnie wypędzić? Co złego czynię tej osobie?” Chciałbym wiedzieć Melid dlaczego wy demony wolicie wrócić do piekła niż znosić egzorcyzmy… „Kiedy jesteśmy w piekle nasze cierpienie jest ogromne, ale podczas egzorcyzmów jest ono jeszcze większe. W piekle jesteśmy, że tak powiem, daleko od Boga. Podczas egzorcyzmów jesteśmy bliżej Niego i stąd nasze cierpienie powiększa się. Podobnie jak w przypadku pieca ognistego: im bardziej zbliżasz się do niego, tym bardziej odczuwasz żar z niego bijący.” Kto by przypuszczał Melid, że pomiędzy nami powstanie taki związek, oczywiście nie przyjaźni, ale nieprzerwanej walki. I to jakiej walki. Niejednokrotnie pytam samego siebie z przekąsem: co takiego przyciąga Melida do mnie? Nie odstępuje ode mnie ani w dzień ani w nocy i ciągle męczy mnie duchowo i cieleśnie. Ty, demonie jesteś bardzo pracowity w znęcaniu się nade mną, ale zauważyłem że będąc aniołem ciemności w sposób szczególny upodobałeś sobie noc do pojawiania się i męczenia mnie. „Klecho, nie potrzeba dużej wiedzy żeby zrozumieć moje postępowanie wobec ciebie. Moim zadaniem jest zabieranie dusz Bogu, a ty przeciwstawiasz się temu i zabierasz je mnie. Ciągle piszesz i rozdajesz różne książeczki religijne, a ci którzy je czytają wierzą w to co piszesz.” Dobrze, ale skoro jesteś potężny, a ja piszę książki przeciw tobie, a w czterech z nich bezpośrednio cię demaskuję, to dlaczego nie sparaliżujesz mi ręki? „Nie mogę, ten tam (Bóg), nie pozwala mi na to.” Pamiętasz Melid co zrobiłeś kilka miesięcy temu? Było to o godzinie szóstej rano, wstawałem z łóżka, wpadłeś do mojego pokoju rozwścieczony i złapałeś mnie za gardło. Chciałeś mnie wtedy udusić. Czułem twoje łapska na szyi i na innych częściach ciała. Walka była zaciekła… „Tak. Wygrałeś ty, ponieważ Chrystus dał ci broń, która jest silniejsza ode mnie. Jest to wezwanie do Krwi Chrystusa, wezwanie które nieprzerwanie powtarzasz podczas walki ze mną. Tego poranka miałeś gotowe do wysłania dwa tysiące książek i dlatego zaatakowałem cię.” Skoro mówimy o twoich widzialnych pojawieniach się, wyjaśnij mi jedną niezrozumiałą rzecz. W nocy 24 maja 1963 roku wszedłeś do mojego pokoju. Przybrałeś wtedy postać potężnie zbudowanej kobiety. Rzuciłeś się na mnie. Jak zwykle zacząłem walczyć, ale w pewnym momencie unieruchomiłeś mnie. Wiesz dobrze, że kiedy walczymy ze sobą, instynktownie gryzę cię po rękach, ale dziwnym trafem nic wtedy nie czuję między zębami. Dlaczego czuję na swoim ciele twoje łapska, kiedy cię odpycham czuję twoje ciało, ale kiedy gryzę, zębami trafiam w próżnię. „Tej samej nocy, kiedy zaatakowałem cię przyjmując postać kobiety, pojawiłem się potem w innej, ludzkiej postaci obok twojego łóżka. Mogłeś wtedy mnie obserwować. Widziałeś moją karnację, żyły, kości. Widziałeś ludzkie ciało. Instynktownie usiłowałeś mnie dotknąć, ale kiedy tylko twoja ręka zbliżyła się do mojej, nagle zniknąłem i znowu zostałeś sam w pokoju. My demony, chociaż zbuntowaliśmy się, to jednak nadal zachowaliśmy naszą naturę anielską, a więc także i inteligencję, która przewyższa jakikolwiek ludzki rozum. Znamy wszystkie tajemnice natury i dlatego możemy przyjąć każdą z możliwych form zmysłowych. Możemy uczynić widzialnym to co tak naprawdę nie istnieje fizycznie, a także ukryć to co istnieje. Możemy także dać wam odczuć lub też nie różne wrażenia. Ciało tej kobiety, którą widziałeś, a także osoba, która zjawiła się później, w rzeczywistości nie istnieją, ale oddziaływały na ciebie tak jakby istniały fizycznie.” Dlaczego ta napaść miała miejsce właśnie tamtej nocy? „Był to wybuch gniewu wobec ciebie, ponieważ poprzedniego dnia byłeś przyjęty przez Papieża na audiencji prywatnej i miałeś okazję dokonać osobistych zwierzeń, a to nie podobało mi się.” Wydaje mi się, że wiele razy napadasz na mnie także bez powodu. Pamiętasz Melid jak kilka lat temu napadłeś na mnie w środku nocy? Wszedłeś wtedy do mojego pokoiku i jak zwykle rzuciłeś mi się do gardła, ale nie mogłeś nic mi zrobić, bo jak sam widziałeś u wezgłowia mojego łóżka pojawiła się nagle jakaś groźna ręka i już po krótkiej chwili musiałeś zostawić mnie w spokoju i uciekać. A pamiętasz jak pod koniec lipca 1983 roku byłem w pensjonacie świętej Klary we Fiuggi? Wpadłeś wtedy do mojego pokoju i rzuciłeś granat. Dlaczego to zrobiłeś? Co to był za wybuch! Pomyślałem sobie wtedy: tym razem Melid porozbijał zlew, lustro i wszystko inne! Tymczasem okazało się, że nic nie zostało zniszczone. „Musiałem ci przeszkodzić wtedy we Fiuggi, ponieważ swoimi wieczornymi naukami wyrywałeś mi dusze, które już były moje, a one masowo wracały do Chrystusa.” Melid. Przez pewien okres twoje ataki były bardzo częste. „Pewnie, bo wtedy przebywając w górach, zatopiony w ciszy bez przerwy pisałeś książki. Z każdą napisaną stronicą mój gniew narastał. Właśnie dlatego napadałem na ciebie, także dręcząc cię wewnętrznie.” Tak było. Właśnie wtedy chciałem zrozumieć bliżej twoje działanie. Jezus pozwolił na to. Pewnej nocy, kiedy udawałem się na spoczynek w moim pokoiku, usłyszałem nagle coś jakby zbliżający się cyklon. Był on poprzedzony przez ostry syk, słyszalny na metr od mojego łóżka. W międzyczasie znalazłem się w twoim posiadaniu i zobaczyłem, że jesteśmy w mrocznej jaskini. Byliście we trzech. Wszyscy o czarnych twarzach. Twoi towarzysze porozsiadali się i zaczęli przyglądać się naszej walce. Biliśmy się mocno przez około dziesięć minut. Wiem to, bo jak tylko mnie puściłeś sprawdziłem zegarek. Melid, tak bardzo mnie dręczysz, jak wiele form przybierasz aby mi dokuczyć, także na ulicy, nie tylko w domu. Pamiętasz wtedy, w moim mieście, na placu we Florencji, albo w szpitalu, czy też wtedy gdy przyjąłeś postać strażnika nocnego. Chciałbym wiedzieć jaką korzyść odnosisz z mnożenia tych nieustannych dręczeń jakich mi dostarczasz. Kiedy jestem w łóżko oto nagle słyszę jakiś dzwonek pod kołdrą, albo przyjmujesz postać krogulca i łopoczesz skrzydłami, bijąc mocno w moją poduszkę. Innym razem kładziesz się obok mnie i głęboko oddychasz. Wielokrotnie w ciągu dnia walisz mnie pięściami w plecy, albo jak pająk rozpłaszczasz się na mojej twarzy. Pamiętam też jak dałeś mi odczuć ból ukłucia grubej igły przechodzącej od czubka głowy aż do podbródka! W rzeczywistości żadnej igły nie widziałem, ale ból był nad wyraz rzeczywisty. I jeszcze, jaką przyjemność czerpiesz z tego okropnego wycia i burczenia jakie mi dajesz słyszeć? „Klecho, niewiele potrzeba żeby to zrozumieć! Ty mnie dręczysz swoimi różnorodnymi działaniami ewangelizacyjnymi, a ja ci się po prostu odpłacam. Teraz raczej ja ci zadam pytanie: czyżbyś naprawdę nie bał się mnie? Jestem Melid i mam wszystko co jest potrzebne aby zrobić z ciebie szmatę.” Prawdę mówiąc tylko kilka razy lekko zadrżałem przed tobą, ale szybko mi to przechodziło, kiedy tylko przypominałem sobie, że ty nie jesteś wolny i nie możesz nawet na centymetr oddalić się od woli Bożej. I rzeczywiście, kiedy próbowałeś mnie zastraszyć, zawsze ci odpowiadałem: Nie boję się! Jeśli Bóg na to pozwala, proszę działaj, w przeciwnym razie nic nie możesz mi zrobić. Pamiętasz jak pewnego razu zacząłeś mi grozić? „Zobaczysz klecho co ci zrobię dzisiaj w nocy!”Czekałem więc na ciebie tej nocy. Przyszedłeś, ale nie mogłeś wejść do mojego pokoju. Łomotałeś w drzwi, ale nie mogłeś ich otworzyć. Teraz Melid zmienimy temat. Wiesz dobrze, że czasami Jesus sam wybiera sobie dusze i wprowadza je w mistyczny stan. Te dusze są batalionem szturmowym przeciwko wam, demonom. Mają one stygmaty, cierniową koronę na głowie i radują się rozlicznymi wizjami niebiańskimi. Cierpią jednakże niezmiernie, ponieważ muszą uratować wiele zagubionych dusz. Wy demony znacie te wybrane dusze bardzo dobrze, każdą z osobna. „No pewnie, znamy je dobrze i każdą z nich śledzimy w dzień i w nocy, tak jak znaliśmy i śledziliśmy Ojca Pio. Jeśli Chrystus pracuje w tych duszach na 100 procent, to my wysilamy się w naszych diabelskich zakusach na 90 procent. Uderzamy bezpośrednio w te mistyczne dusze, a pośrednio także w ich kierowników duchowych. Wiem dobrze, że przez długie lata byłeś i jesteś ciągle kierownikiem duchowym wielu wybranych dusz, To twoje zadanie powinno ci wytłumaczyć nienawiść jaką czuję do ciebie. A teraz, co jeszcze chcesz wiedzieć?” Tylko małe wyjaśnienie. Nie będę zatrzymywał się nad historią każdej ze znanych mi dusz mistycznych. Przypomnę ci tylko o jednej, którą prowadzę od 35 lat. Dobrze wiesz o kim zamierzam teraz mówić. Tak jest o tej kobiecie, męczennicy Powołania Zakonnego. Od dzieciństwa Jezus objawiał się jej i wybrał ją na ofiarę nadzwyczajną. Wpoił w nią mocne pragnienie zostania zakonnicą. Kiedy wielokrotnie usiłowała zrealizować swoje powołanie w róznych zakonach, ty poprzez swoje niecne podstępy sprawiałeś, że nigdzie nie mogła złożyć ślubów zakonnych i ze wszystkich wspólnot była bezlitośnie wydalana. Pamiętasz co się wydarzyło w Turynie, w Instytucie sióstr świętej Anny? W okresie, kiedy nosiła już strój zakonny, każdego wieczoru, kiedy wspólnota udawała się na nocny spoczynek, otwierałeś zamkniętą bramę, a następnie wszystkie drzwi i zabierałeś siłą tę młodą zakonnicę, żeby przez kilka godzin pod przymusem wozić ją na motorze po mieście. Wszyscy mieszkańcy miasta byli oburzeni widząc ciebie, pod postacią młodzieńca, jak woziłeś na motorze dziewczynę ubraną w strój zakonny. Historia ta powtarzała się w każdą noc około godziny 11. Siostra Przełożona nie chciała wierzyć w krążące na ten temat plotki, aż do dnia kiedy w mieście zrobiło się naprawdę głośnio. Zaprosiła wtedy do klasztoru osoby, które widziały młodego człowieka na motorze z zakonnicą, przedstawiła im całą wspólnotę i poprosiła o wskazanie winowajczyni. Wszyscy, jednomyślnie wskazali na tę biedaczkę: „To ona! To jest ona!” Następnego dnia rodzina tej zakonnicy została zawiadomiona telegramem o wydaleniu ich córki ze zgromadzenia. Pamiętasz też pewnie Melid, jak osoba ta została potem przyjęta na próbę do Wspólnoty Sióstr w Catelfidardo. Tam też nie dawałeś jej spokoju. Pewnego dnia, kiedy siostry były zebrane w kaplicy na wspólną modlitwę brewiarzową pojawiłeś się tam także i ty, w ludzkiej postaci. Byłeś wtedy widoczny nawet dla siostry Przełożonej. Pamiętasz co wtedy zrobiłeś? Podskoczyłeś do tej młodej dziewczyny i ściągnąłeś z niej ubranie, pozostawiają ją jedynie w majtkach. Wszystkie siostry uciekły spłoszone z kaplicy, a twoja ofiara już następnego dnia została odesłana do domu. Byłeś w tej sprawie bardzo uparty Melid, ale ja także nie poddawałem się i nadal pozostałem kierownikiem duchowym tej osoby. Poszukałem dla niej kolejnego Zgromadzenia, tym razem klauzurowego, poinformowałem o wszystkich zajściach Przełożoną, która ani trochę się nie przestraszyła i przyjęła tę dziewczynę do wspólnoty. Oczywiście i tym razem nie dawałeś za wygraną i podwoiłeś swoje diabelskie sztuczki, stając się o wiele bardziej natrętny niż w poprzednich przypadkach. Przychodziłem i ja częściej niż zwykle do tego klasztoru. Przełożona informowała mnie o wszystkim. Była przy tym bardzo odważna, chociaż dla zastraszenia jej zacząłeś przybierać różne postacie także w jej obecności. Młoda zakonnica była już odporna na twoje ataki, ale tym razem przygotowywałeś jej coś nowego. Kiedy została już dopuszczona do obłóczyn, uroczystego przywdziana habitu, kilka dni przed tym wydarzeniem obciąłeś jej włosy. Siostra Przełożona wpadła w zakłopotanie ponieważ ryt obłóczyn przewidywał obcięcie nożyczkami trzech kosmyków włosów aspirantce przywdziewającej strój zakonny. W ten sposób Przełożona musiała udawać, że obcina włosy, których przecież nie było. Powiedz mi Melid po co obcinałeś te warkocze, które ja do dziś zachowałem na pamiątkę tych wszystkich wydarzeń? „Pewnego dnia, ta młoda dziewczyna dokonała aktu próżności z zachwytu nad swoimi pięknymi, kasztanowymi warkoczami. Najwyższy pozwolił mi wtedy na obcięcie jej włosów na zadośćuczynienie tego próżnego czynu.” Ale także i tym razem nie dałeś za wygraną i tak jak poprzednio zabierałeś siłą tę dziewczynę i krążyłeś z nią nocami po mieście. Na konsekwencje tego nie trzeba było długo czekać, dziewczyna znowu musiała opuścić klasztor. Na szczęście w miejscu w którym przebywałem, znałem bardzo oddanego kapłana, proboszcz parafii. Opowiedziałem mu całą historię, a on bardzo się tym przejął i postanowił zaopiekować się tą męczennicą powołania zakonnego. Umówiliśmy się, że jak tylko zaczną dziać się jakieś dziwne rzeczy, zadzwoni do mnie a ja natychmiast przyjadę, ponieważ wiem co należy robić w takich przypadkach. Minęło tylko kilka dni i pewnego poranka otrzymuję od niego telefon: „proszę szybko przyjechać do mnie”. Weszliśmy obaj do jej pokoju. Leżała spokojnie w łóżku, na przykryciu. Była ubrana, twarz miała pokrytą licznymi, krwawiącymi ranami: jedną na czole, drugą na brodzie, inne dwie na policzkach. Jej wargi nosiły ślady poparzeń. Ręce jej były tak ściśle związane w nadgarstkach, że z ucisku stały się czarne. Nie pierwszy raz widziałem ludzi w takim stanie, dlatego nie wywarło to mnie większego wrażenia. Zapytałem dziewczynę co się wydarzyło? Ze spokojem w głosie odpowiedziała mi: „Wczoraj w nocy koło godziny jedenastej klęczałam przy łóżku. Pojawił się demon i jak zwykle porwał mnie na miasto. Dzisiaj rano, koło piątej przyprowadził mnie z powrotem. Następnie dotykając mnie poparzył mi twarz, a potem związał ręce.” „Proszę księdza – powiedziałem proboszczowi – niech ksiądz nie przejmuje się tym. Ona nie pierwszy raz została tak potraktowana przez diabła i wie już jak o siebie zadbać. Po tygodniu jej rany znikną a skóra nabierze świeżości jak u dziecka.” Wtedy proboszcz rozciął nożem więzy krępujące dziewczynę. A teraz powiedz mi Melid, dlaczego tak dręczysz tę osobę? „Poprzez swoje życie ofiarnicze wyrywa z moich szponów wiele dusz, a ja nie mogąc temu przeszkodzić, przynajmniej prześladuję ją w dzień i w nocy. Wiem, że Chrystus zwycięży, ale chociaż w ten sposób wyładuję swoją złość.” Melid, wiem że masz potężnych wrogów, a są to ci którzy na co dzień żyją w głębokiej przyjaźni z Bogiem i oddają się sumiennie swojemu apostolatowi. Masz też niestety wielu przyjaciół, a są wśród nich tacy którzy nie wierzą w twoje istnienie. Twierdzą, że nie wierzą w ciebie, ale żyją według twoich wskazań. Przeczą istnieniu piekła i oddają się grzechowi, dążąc jedynie do zaspokojenia własnych żądz. Do innej kategorii twoich sprzymierzeńców należą ci, którzy wchodzą w relację z tobą poprzez seansy spirytystyczne, w sposób szczególny zaś ci, którzy chcą stać się medium. Ty pragniesz tego, żeby ci „wywoływacze duchów”, medium, oraz ich ciekawscy przyjaciele wzywali ciebie. Wierzą oni, że w tych seansach wywołują dusze zmarłych, a tymczasem to ty kłamiąc, odpowiadasz na ich pytania. Masz w tym swój cel, ponieważ chcesz wszystkich ludzi nieustannie okłamywać. Kłamiesz mówiąc o reinkarnacji, o przybyszach z kosmosu, czy też o błądzących po ziemi duszach poddanych oczyszczeniu. Dobrze wiesz, że przekonując ludzi o reinkarnacji, tym samym utwierdzisz ich w przekonaniu że piekła nie ma. Pamiętasz Melid jak jednego dnia zapytałem cię: „Melid, w Imię Boga, odpowiedz! Prawdą jest, że reinkarnacja, o której chcesz nas przekonać jest twoją sztuczką?” Odpowiedziałeś: „Jeśli wiesz, że to sztuczka, to po co mnie pytasz? Nawet jeśli kłamię, zawsze znajdzie się ktoś kto mi uwierzy.” No to teraz wyjaśnij mi kilka rzeczy odnośnie do seansów spirytystycznych. Kiedy medium wzywa zmarłą duszę i zadaje jej pytania, uczestnicy seansu są przekonani że wezwana dusza przychodzi i odpowiada pytania. Tymczasem ty i twoi towarzysze podszywaliście się pod te dusze i pokornie zaspokajaliście ciekawość obecnych, oczywiście wciskając im same kłamstwa. Innym razem byliście rozwścieczeni. Dlaczego? Wiele razy mi o tym mówiłeś co wyprawialiście z uczestnikami seansów. Właśnie w tych dniach przyszedł do mnie młody chłopak, cały roztrzęsiony: „Wracam z Vicenzy, gdzie z grupą przyjaciół postanowiliśmy podczas seansu wezwać pewnego zmarłego: medium poczuł się nagle bardzo źle, z ust toczyła mu się piana. Obrazy i inne rzeczy znajdujące się na ścianach zaczęły drżeć. Stół przy którym siedzieliśmy podniósł się o metr nad podłogę i poleciał w stronę jednej ze ścian, a następnie przylepił się do niej. Po krótkiej chwili z hukiem opadł na ziemię. Ja i moi koledzy z przerażeniem wypadliśmy z pokoju. Doskoczyliśmy do naszych motorów, ale żaden z nich nie chciał odpalić.” Ten chłopak powiedział mi jeszcze: „Nigdy nie mam zamiaru powtórzyć tego doświadczenia. Jakaż trwoga! Podczas innych seansów spirytystycznych nigdy nie wydarzyło się nic podobnego, zawsze panował spokój.” Powiedz mi Melid, dlaczego tym razem zdarzyło się to zamieszanie? „Łatwo możesz domyśleć się przyczyny. Jeśli nawet ten kto uczestniczy w seansach jest mało religijny, a nawet cudzołoży, czy też od dawna nie przystępuje do sakramentów, ale przez przypadek ma przy sobie jakąś poświęconą rzecz, odwołującą się do Chrystusa czy do tej Kobiety, mojej nieprzyjaciółki, za każdym razem sieję przerażenie wśród tych, którzy wzywają zmarłych.” Mój wywiad z tobą jeszcze się nie zakończył. Odpowiesz teraz na kolejne pytania. Mów: czy wszystkie demony mają taką samą siłę? „Nie. Chrystus tego nauczał, kiedy zwrócił się do Apostołów bezsilnych wobec demona siedzącego w opętanym: ‘Ten rodzaj demonów można zwyciężyć tylko przez post i modlitwę’. Najpotężniejszymi są demony nakłaniające do nieczystości seksualnej. Ja jestem jednym z przywódców takich demonów. Ja i moi podwładni zazwyczaj zwyciężamy w walce z człowiekiem.” Wiem, że kobiety i mężczyźni mają dar wolności. A zatem jeśli chcemy, możemy odeprzeć każdy z waszych ataków. „Teoretycznie masz rację, ale w praktyce jest inaczej. Jesteśmy niezmiernie inteligentni, a poza tym znamy bardzo dobrze ludzkie pragnienia. Do każdej osoby umiemy podejść z odpowiedniej strony. Za pomocą nieczystych pożądań zaciemniamy wasz rozum i łamiemy waszą wolę, tak jak ogniem wygina się żelazo. Najlepszym sposobem jest łapanie kobiet i mężczyzn na haczyk ‘miłości’. Kiedy użyjemy tego ‘sercowego’ chwytu w 90 procentach przypadków odśpiewujemy pieśń zwycięstwa.” Myślę, że wy demony jesteście wyspecjalizowani w różnych zadaniach, podobnie jak żołnierze na ziemi: jedni walczą w powietrzu, inni na ziemi i na morzu. A więc między wami są tacy, którzy pchają ludzi do bluźnierstw z byle drobnostki, jeszcze inni odpowiednio do: nienawiści, ateizmu, kradzieży, itd. Sądzę jednak, że o ile większość z grzechów ludzie popełniają niewiele razy, szybko bowiem brzydzą się nimi i odrzucają je, to z grzechem nieczystości jest inaczej. Już po kilku upadkach staje się on nawykiem, bardzo trudno jest się go pozbyć, a ponadto zaczyna on przybierać pozory dobra zasłaniając się przyjemnością. Wielokrotnie pytałem cię Melid podczas egzorcyzmów: „Który z grzechów prowadzi najwięcej dusz do piekła?” Odpowiadałeś mi zawsze: „Nie muszę ci tego mówić. Ty to wiesz.” Według mnie jest to grzech nieczystości. „A więc widzisz, że znasz odpowiedź. Wszyscy, którzy są uwięzieni w otchłani piekielnej, znajdują się tam przez nieczystość. Popełniali też inne grzechy, ale zawsze potępiali się przez nieczystość, lub także nieczystością.” Co myślisz o tych wszystkich, którzy żyją niemoralnie? „Myślę, że są już zapisani w rejestrze potępionych i że tylko wielka łaska mogłaby ich z niego wymazać.” A więc, w rejestrze twoich niewolników są także rozwodnicy i rozwódki? „Najwyższy, przed którym wszyscy muszą być czyści i bez skazy, nie wpuści do swojego Królestwa, tych którzy żyją na co dzień w grzechu nieczystości. To właśnie ja i moi towarzysze przekonaliśmy przywódców waszych krajów, aby zaakceptowali prawo rozwodowe, bez którego promowany przez nas ‘postęp cywilizacyjny’ byłby niemożliwy. Pierwszymi, którzy zapłacą za to prawo, nazwane przez ciebie niegodnym, a które jest skarbem mojego królestwa, będą jego prawodawcy, odpowiedzialni za grzechy nieczyste osób rozwiedzionych. Karę poniosą także ci, którzy zaakceptowali to prawo.” Nieszczęśliwi rozwiedzieni, którzy dla krótkiego życia w ulotnych przyjemnościach, cierpieć będą przez wieczność całą tortury którym ty już teraz jesteś poddany! “Ja Melid przekonuję ludzi do tego, że słowami Jezusa nie trzeba zawracać sobie głowy, a nie że z Najwyższym nie powinno się żartować.” A co stanie się z licznymi prostytutkami? „Trzymam je blisko mojego serca, żeby żadna mnie nie zostawiła. Najbardziej zniewala je przyjemność cielesna i żądza pieniędzy. Piekło jest obszerne i znajdzie się w nim miejsce dla każdej z nich.” Które z grzechów przynoszą ci najwięcej zadowolenia: osobiste, które nie mają większego wpływu na innych, czy może te które są powodem skandalu i popychają innych do zła? „Pewnie, że wolę grzechy rozsiewające skandale, bo wraz z nimi pojawiają się następne. Świat pełen jest skandali, a ja i moi towarzysze trzymamy się blisko tych którzy ich dostarczają. Ci ludzie są naszymi najlepszymi pomocnikami.” Jezus Chrystus powiedział: „Kto idzie za mną nie chodzi w ciemnościach… Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą; niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą! Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze.” Zadaję sobie pytanie: skoro słowa Jezusa, Zbawiciela i Najwyższego Sędziego ludzkości są tak straszne, jak mogą gorszyciele żyć w takim spokoju? „Dzieje się tak dzięki mojej interwencji. Robię im duchowe znieczulenie, niewidzialne ale rzeczywiste. Tak jak chirurg, po znieczuleniu pacjenta może kroić i obcinać mu części ciała bez zadawania bólu, tak też i ja postępuję. Sprawiam, że nie czuje on żadnej odpowiedzialności przed Stwórcą za swoje czyny i wszystko wydaje się mu być dozwolone.” Jakimi podstępami posługujesz się, kiedy masz do czynienia z osobami prowadzącymi niemoralne życie? „Wypaczam w ich umysłach przykazania Stworzyciela, który dał przecież ludziom ciało jako narzędzie prokreacji. Pracując w ich wyobraźni, sprawiam, że patrzą na powściągliwość seksualną jako coś niewykonalnego w życiu. Po wbiciu im do głowy tego przekonania podsuwam im następnie różnorakie pokusy, w zależności od tego czy jest to kobieta, czy mężczyzna, od ich wieku oraz okoliczności w jakich się znajdują.” Jakie okoliczności masz na myśli? „Przesadna i nierozważna zażyłość pomiędzy kobietami i mężczyznami oraz wszelkiego rodzaju rozrywki, które pobudzają żądze.” Myślę, że telewizja jest jednym ze skuteczniejszych środków jakie używasz w twojej diabelskiej pracy. Używana w słusznym celu może być ona źródłem dobra, używana źle może doprowadzić do wielu nieprawości. W późnych godzinach wieczornych wyświetlane są sceny nieprzyzwoite i perwersyjne. „Ja pobudzam ciekawość dorosłych, młodzieży, a nawet dzieci i zaspokajam ich niemoralne pożądania.” Później będą musieli zdać sprawę Bogu, sędziemu Sprawiedliwemu, wszyscy autorzy tych perfidnych transmisji, właściciele telewizji, a także ci którzy oglądają te niemoralne programy. Dawniej szkoła zła najczęściej zagrażała dzieciom poza ogniskiem rodzinnym, teraz wraz z telewizją weszła pod dachy ich domów. Cóż możemy powiedzieć o złych filmach? Masy telewidzów napełniają się sprośnościami, a wy demony występne trzymacie ich w waszych piekielnych sieciach i popychacie ich nie tylko do myśli i spojrzeń nieczystych, ale także i o wiele dalej. „Wszyscy oni, jak dobrze to ująłeś, znajdują się w mojej sieci, ale nie zdają sobie z tego sprawy, bowiem są omamieni nieczystymi przyjemnościami. Dostrzegą ją kiedy będzie już za późno, gdy znajdą się gorejącym wiecznie ogniu. Myślisz klecho, że telewizory i filmy są jedynymi narzędziami, którymi posługuję się w celu zapełnienia piekła? Jak pasterz cieszy się widokiem łąk porośniętych obficie świeżą trawą, tak i ja raduję się, a może nawet i więcej, gdy patrzę na masy kobiet biegnących za nowoczesną modą, szczególnie na plażach. Z niecierpliwością, my demony nierządu, czekamy na okres letni, aby jeszcze więcej ludzi związać naszymi sieciami nieczystości.” Melid, Jezus wyraźnie powiedział: jeśli mężczyzna patrzy na kobietę pożądliwie, już zgrzeszył z nią w swoim sercu. Nieszczęsne kobiety nieroztropne! Pamiętajcie, że jest nieczystość ciała, ale także i myśli: któż zliczy grzeszne myśli i pragnienia, które wznieca w rozwiązłych mężczyznach wasza bezwstydna moda, szczególnie na ulicach i na plażach, po których nieustannie krążą tłumy demonów? Zachowujecie się tak na plażach obmywając wodą wasze ciała, a jednocześnie plamiąc dusze wasze i tych którzy na was patrzą bezwstydnie. Chcecie ochłodzić się w morzu w te dni spiekoty, a jednocześnie przygotowujecie sobie żar wiecznego ognia! Słysząc o wiecznym ogniu uśmiechacie się ironicznie, ale te które poprzedziły was w śmierci nie robią już tego, płacąc za swoje winy wraz z innymi potępieńcami! „Ja jestem bardzo sprytny; aby osiągnąć swój cel w świecie, osłabiam autorytet rodziców, którzy są pierwszymi odpowiedzialnymi za nieprzyzwoity sposób ubierania się ich córek. Kobiety noszące się bezwstydnie utwierdzam w przekonaniu, że nie robią nic złego, ponieważ obecnie prawie wszystkie tak się ubierają. Posługując się brakiem ograniczeń na plażach, wzbudzam w tych kobietach przyjemność z bycia oglądanymi i podziwianymi. A teraz klecho oznajmię ci to czego jeszcze nie wiesz. W piekle przebywają obecnie najpiękniejsze kobiety świata, te które podczas swego ziemskiego życia posługiwały się swoją fizyczną urodą w celu uwodzenie mężczyzn.” Ale dlaczego te kobiety bezwstydne w ubiorze nie pamiętają o tym, że trzeba umrzeć i że ich ciało stanie się pokarmem dla robaków? „No bo ja Melid, oddalam od nich te myśli, które mogłyby odłączyć je ode mnie. Podobnie wykorzystuję tych, którzy znajdują upojenie w tańcu, balach i dyskotekach.” Z całą pewnością twoje intrygi wśród miłośników tańca przynoszą owoce nieczystości, bowiem lubieżna muzyka oraz ruchy wymagane we współczesnych tańcach są obliczone na wywołanie pożądania seksualnego. Niestety, także i te osoby należą do twojego diabelskiego królestwa. Jestem pewien, że także literatura i prasa pornograficzne są trucizną, której powszechnie używasz do niszczenia dusz. „Oczywiście! Książki, które wzniecają pożądanie oraz gorszące zdjęcia są moją potężną bronią i często jej używam. Odrywam ludzi od zdrowej literatury, wzbudzając w nich niechęć do niej, a jednocześnie budzę w nich pociąg do rzeczy nieczystych. Pisarze wiedzą o tym, znają upodobania ludzi i dla chęci zysku rozrzucają na kartach swoich powieści i magazynów ilustrowanych nasiona nieczystości, które sami noszą w sercach. Tego typu lekura pobudza zmysły i pragnienie przyjemności w czytelnikach i w ten sposób liczba moich ofiar ciągle się powiększa.” Powiedz mi teraz Melid o taktyce jaką stosujesz pracując nad wypaczaniem ludzkich sumień, zmieniając na gorsze charaktery wzrastających w rodzinach dzieci. W pierwszych latach życia chłopcy i dziewczynki są na ogół dobrzy, posłuszni, pilni w nauce, dają się prowadzić rodzicom do kościoła, są komunikatywni, ale jak tylko minie okres dzieciństwa, w miarę wzrastania, odchodzą od Sakramentów, lekceważą modlitwę, odczuwają antypatię, a nawet nienawiść do wszystkiego co religijna. „Czyżbyś nie był klecho w stanie zrozumieć tych wszystkich zmian? Kiedy przeżywa się dzieciństwo, różnorodne pasje są jeszcze zazwyczaj słabe, są jakby uśpione. Jak tylko minie okres dzieciństwa, wraz z wchodzeniem w okres dojrzewania człowiek zaczyna odczuwać przebudzenie pożądania. Aby wyjść zwycięsko z tego okresu i przeżyć go bez upadków, potrzebna jest Łaska Boża, która przychodzi wraz z modlitwą, czuwaniem, wstrzemięźliwością i dobrą wolą. Na szczęście nie wszyscy korzystają z tych środków, a kiedy zaczynam moje intrygi, łatwo ulegają im i wpadają na przykład w narkotyki, a kiedy już to zrobią kilka razy, potrzeba kontynuowania jest tak silna że nie mogą jej się oprzeć. Jeszcze lepiej kiedy zakosztują narkotyku nieczystości, wtedy już są prawie zawsze moi. Upadają, powstają, znowu upadają i w ten sposób stają się stopniowo bezwolni i bezsilni wobec mnie. Jeśli do tego dojdą jeszcze inne czynniki, często ulegają schizofrenii, której medycyna nie jest w stanie wyleczyć. Jak wiele osób, szczególnie mężczyzn, dochodzi do szaleństwa z powodu manii nieczystości i musi w konsekwencji porzucić pracę czy studia. Nie zawsze schizofrenia powodowana jest nadużyciami w sferze seksualnej, ale jest to jedna z jej najważniejszych przyczyn. W końcu ten, kto jest zdominowany przez żądze cielesne, prędzej czy później zbuntuje się przeciw Bogu, który przecież polecił wam panować nad własnymi żądzami.” Melid, jakiś czas temu zapytałem cię:„Co mi powiesz o młodzieży męskiej?” Odpowiedziałeś radośnie: „Eh, dzisiejsi młodzi szukają dzisiaj prostytutek!” (zamiast ‘prostytutek’ diabeł użył bardziej nieprzyzwoitego słowa). „A co powiesz o dziewczętach?” Rzuciłeś wtedy jeszcze weselej: „Postępują one o wiele gorzej od ich rówieśników”. Dzisiejsza młodzież jest w większości wyniszczona przez seks. „A co mi powiesz o rodzinach?” Małżeństwo jest Sakramentem i tylko życie w związku ważnie zawartym przez Bogiem, może być nośnikiem dobra. „W rodzinach interweniuję na tysiące sposobów. Ty klecho dobrze o tym wiesz. Jak wiele nadużyć moralnych podarowują mi młodzi w swoim przedmałżeńskim życiu! W osiągnięciu tego pomagają mi także ich rodzice, którzy pozwalają młodym przebywać samotnie, zostawiając ich bez żadnego nadzoru, szczególnie w godzinach wieczornych, kiedy to młodzi wychodzą sobie na spacerki lub na przejażdżki samochodem. Wtedy to właśnie wykorzystuję tę chwilę aby ich kusić i zmusić do upadku. Rodzice są zazwyczaj zainteresowani tylko tym aby w dniu ślubu ich córka miała na sobie białą suknię. Wykorzystuję słabość i niewiedzę rodziców, którzy pozwalają córkom wychodzić wieczorami z domu i wracać o dowolnej godzinie. Liczba młodych, samotnych matek powiększa się z dnia na dzień, a to dlatego, że jestem bardzo sumienny i sprytny w wymyślaniu i podsuwaniu pokus. Także w zawartych po bożemu rodzinach działam nieustannie: często udaje mi się sprawić, że rodzice nie chcą zaakceptować nowych dzieci i zabijają je zanim wyjdą one z łona matek. Ileż razy udaje mi się przez różne podstępy osłabić uczucie panujące pomiędzy małżonkami i skierować serce mężczyzny ku innej, zamężnej kobiecie, albo też lepiej – serce kobiety ku innemu, też żonatemu mężczyźnie. Tak więc podsuwając nieczyste pożądania doprowadzam małżonków do prawnych rozwodów i separacji, zabijając po drodze naturalną miłość rodziców do swoich dzieci.” Jakie jeszcze inne argumenty masz w zanadrzu? „Przekonuję ludzi, że separacja małżeńska tylko dawniej była uważana za coś złego, natomiast obecnie, wraz z progresem jest rzeczą konieczną, ponieważ sercem nie można rządzić, a wolność osobista nie może być ograniczana przez nikogo. Owoce mojej diabelskiej pracy są naprawdę duże. Dzięki nieczystości, pobudzając ludzkie żądze prowadzę mężczyzn i kobiety gdzie tylko zechcę.” To znaczy prowadzisz ich do piekła? „Oczywiście! Jak tylko umrą będą dzielić mój los, tam gdzie jest wieczny płacz, wyrzuty sumienia i zgrzytanie zębów.” Teraz Melid żądam od ciebie odpowiedzi na moje ostatnie pytanie. Wiem, że nie będziesz chciał tego zrobić, ale rozkazuję ci. „A kimże ty jesteś klecho aby mi rozkazywać?” Jestem marnym stworzeniem, ale jednocześnie Kapłanem i ministrem Boga. Przez autorytet Boży płynący z mojego kapłaństwa rozkazuję ci powiedzieć prawdę. Z odpowiedzi, których mi udzieliłeś można byłoby wnioskować, że cały świat, z powodu niemoralnych czynów znajduje się w twoim posiadaniu. W tym świecie jednak oprócz twojego królestwa jest też Królestwo Boże. Zło czyni więcej hałasu niż dobro, ale jakże wiele dobra jest w tym świecie także dzisiaj. Nie da się zliczyć tych wszystkich dusz, które poprzez uroczyście lub prywatnie złożoną przysięgę postanowili żyć w czystości! Jak wiele kobiet i mężczyzn są gotowi raczej oddać życie niż popełnić grzech nieczystości. Ileż małżeństw zachowuje słuszną powściągliwość w tej materii! Jak wielką chwałę oddają tym samym te wszystkie dusze swojemu Stwórcy. Odnośnie do tych dobrych, zwycięskich w pokusach dusz, powiedz mi czego najbardziej się w nich boisz i nienawidzisz? „Dwóch rzeczy: modlitwy i ucieczki od złych okazji.” A dlaczego boisz się aż tak bardzo modlitwy? „Bo jest ona pierwszym krokiem w stronę Boga, wysługuje liczne łaski i trudno jest mi przyciągnąć do siebie kogoś, kto dużo i wytrwale modli się. Wszyscy ci, którzy teraz znajdują się w piekle nie modlili się, albo też modlili się mało i niedbale. W sposób szczególny nienawidzę modlitwy kierowanej do tej Kobiety, której imienia my demony nigdy nie wymawiamy. Drugą rzeczą, której nienawidzę jest ucieczka i pogardzanie złymi okazjami. Moi niewolnicy ze względu na nieczystość nie tylko nie uciekają od pokus i złych okazji, ale sami ich poszukują i z pasją stwarzają co raz to nowe.”

ksadam.wordpress.com/2010/06/10/122/