Monthly Archives: Październik 2012

Wstęp: W drugiej połowie tysiąclecia przed narodzeniem Chrystusa, w wierzeniach ludzkości, ówczesnych cywilizacji, można zauważyć stopniową zmianę funkcji przypisywanych bóstwom w które wierzyła ludzkość. Widoczne jest odchodzenie od wiązania bóstw z zjawiskami (siłami) przyrody, a przypisywaniu im w coraz większym stopniu pewnych funkcji społecznych, jak np. miłości, płodności, rozumności, waleczności itp. Jednocześnie następowało łączenie tych funkcji w ramach poszczególnych bóstw np. Brahmy, Wisznu i Sziwy w Indiach i ich hierarchizacja poprzez wyodrębnianie naczelnej siły sprawczej, czyli najważniejszego Boga.

Można powiedzieć, że był to powolny proces dochodzenia do religii monoistycznej, czyli wiary w jednego Boga.

Dla badacza wierzeń i religii starożytności uderza, że wszystkie one przypisują istniejącym bóstwom lub Bogu dobre intencje, a dobroć i sprawiedliwość zajmują pierwsze miejsce w przypisywanym im działaniom. I tak w starożytnych Chinach, według cesarza Mo –Ti jednoosobowy Bóg nakazuje powszechną miłość jako zasadę obowiązującą poddanych. W Hinduiźmie, jeden z trzech najważniejszych bożków „Wisznu” to bóg dobry i przyjazny ludziom. Buddyzm kładzie nacisk na samodoskonalenie się ludzi w kierunku dobra, by zasłużyć na „Nirwanę”. W tych czasach, w Mezopotanii, władca Hammurabi „realizując wolę Boga” wskazuje, że jest nią sprawiedliwość zjawisk, potępienie złych i zbrodniarzy i działanie aby silny nie gwałcił słabego. Na terenie dawnego Iranu panowała religia „Mazdaizm” i jej rozwinięcie przez Zaratusztrę. Według jej nauk czyny winne kierować się dobrem i prawdą. W starożytnym Egipcie bogiem był „Ozyrys” reprezentowany na ziemi przez Faraona. Tego zaś uważano za „dobrego i wielkiego Boga”. W tym czasie w Grecji wierzono, że „Miłość” jest duchową siłą, która wprowadziła świat w ruch” i zapewniła spójność rodzącego się świata”. Bóg Izraelitów „Jahwe” przekazując ludziom zasady postępowania (Dziesięć Przykazań) jawi się jako siła narzucająca ludzkości dobro i zasady umożliwiające jej harmonijny rozwój. Ten wizerunek siły „dobra” został później zniekształcony przez kapłanów „Faryzeuszy”, którzy wypełnili treść nauk Jahwe kłamstwem, podstępem, mściwością i okrucieństwem, czyli treścią nie występującą w wierzeniach całego ówczesnego starożytnego świata. Ograniczyli przy tym działanie swego Boga jedynie do narodu Żydowskiego, obiecując, że naród ten, kierując się podanymi naukami i tworzonym na ich podstawie prawie, będzie nagrodzony władzą nad całym światem, sprowadzając resztę ludzkości do statusu niewolników, pracujących i bogacących „naród wybrany”

Realizacja tych nauk sprawiła, że na terenach zamieszkałych przez plemiona izraelitów gęstniało zło. To raz wyzwolone prowadziło do nienawiści z sąsiadami, a to z kolei do pogromów Izraelitów. Ta postępująca koncentracja „zła” na niewielkim obszarze. wywołała potrzebę powrotu do równowagi i skierowania duchowości ludzkiej w kierunku dobra. Bóg, lub jak chcą inni, „siły duchowe kierujące kosmosem”   wprowadziły w sam środek tego ówczesnego imperium zła, potężny strumień „pierwiastka Dobra” w osobie człowieczej Jezusa Chrystusa. Pod wpływem jego nauk „zło” zaczęło ustępować wypierane przez naukę miłości, miłosierdzia, wybaczania, pomocy i życia w sposób pobożny i uczciwy.

Jezus Chrystus urodził się w Betlejem lecz jego miastem rodzinnym był Nazaret. . Imię Jezus /Joszua/ oznacza Bóg Zbawia. Z Ewangelii wiadomo, że urodził się za czasów Heroda i Oktawiana Augusta . Nie można odtworzyć, z zapisów ksiąg, jego dzieciństwa – tylko w Ewangelii św. Łukasza są o tym wzmianki. W 30 roku życia podjął działalność publiczną. Lukę pomiędzy narodzeniem a jego działalnością zapełniają apokryfy, według których Jezus wykorzystuje swoją moc, góruje nad rówieśnikami. W 30 roku życia otrzymuje tytuł Rabbi /nauczyciel/. Tytuł taki otrzymywali ci, którzy ukończyli szkołę rabińską. Gromadzi uczniów, działalność prowadzi wg różnych źródeł od 1,5 roku do 3 lat, potem został skazany na śmierć i ukrzyżowany w Jerozolimie. Uczniowie po jego śmierci ulegają rozproszeniu. Piotr gromadzi ich, i zakłada pierwszą gminę chrześcijańską w Jerozolimie. Ta gmina wywodziła się kręgów żydowskich, utrzymywała jedność z judaizmem. Byli to judeo-chrześcijanie. Przez samych Żydów i Rzymian traktowani byli jako sekta. Dla zrozumienia środowiska w jakim przyszło Jezusowi podjąć nauki szerzenia dobra przybliżmy, za odpowiednim zapisem w internecie, jego charakterystykę:

 W 40 r. p.n.e. królem w Judei został mianowany przez Rzymian Herod Wielki. Podjął on wysiłek zjednoczenia narodu wokół swojej osoby, budując świątynię. Z Ewangelii wiadomo, że budowa świątyni trwała 46 lat.  W tym czasie w Palestynie powstały i działały różne stronnictwa polityczne i religijne: 

FARYZEUSZE – odłączeni – odznaczali się rygorystycznym przestrzeganiem prawa Mojżeszowego, również tradycji pisanej i wszelkiej interpretacji prawa. Fakt rygorystycznego przestrzegania prawa sprawiał, że byli odłączeni od pogan i Izraelitów – tworząc zamkniętą kastę. Oczekiwali wybawienia Izraela, także z niewoli rzymskiej. Miało się ono dokonać dzięki interwencji Boga. Nie podejmowali akcji politycznych. (Według proroctw – Mesjasz miał zeskoczyć ze świątyni na plac świątynny).

SADUCEUSZE – byli to arystokraci żydowscy, bogaci ludzie pochodzący z kapłańskich kręgów. Pod względem religii skłóceni z faryzeuszami, przestrzegali jedynie prawa mojżeszowego, odrzucając wszelkie interpretacje i prawa dodane później. Dążyli do kompromisu z okupantem rzymskim, widząc w tym możliwość zachowania w polityce realizmu.

ZELOCI – gorliwi – pod względem religijnym przypominali faryzeuszy, pod względem politycznym uważali, że wyzwolenie trzeba wywalczyć, buntowali się przeciw Rzymianom, ostatnie powstanie w 70 latach doprowadziło do zniszczenia Jerozolimy. Wśród zelotów działała grupa specjalna:

SIKARIUSZE – nożownicy – dokonywali mordów na rzymskich żołnierzach lub na kolaborantach. Uznawani byli za bohaterów narodowych. Prawdopodobnie należał do nich Barabasz.

ESEŃCZYCY – żyli na pustyni niedaleko Qumran, wiedli życie surowe, ascetyczne, nie uznawali autorytetów kapłańskich w Jerozolimie ani władzy rzymskiej. Nie zajmowali się polityką, jedynym autorytetem był mistrz /nauczyciel/ Sprawiedliwości. Zajmowali się przepisywaniem, interpretacją ksiąg biblijnych, chodzili ubrani na biało, uważali, że celem człowieka jest dążenie do własnej doskonałości.

Tak więc w takim społeczeństwie przyszło Jezusowi szerzyć naukę, i to nie tylko dla narodu do którego, ze względu na zepsucie, zesłał go Stwórca, lecz dla całego rodzaju ludzkiego, by mógł rozwijać się harmonijnie i doskonalić w kierunku miłości, sprawiedliwości i dobra. Nauka ta zawarta była w zasadach, w które Opatrzność wyposażyła ludzkość, a przejawiające się w wierzeniach różnych ludów, spisanych już na tablicach za czasów Hammurabiego, a ujawnione ponownie przez Mojżesza w postaci dziesięciu przykazań boskich:

Zasady te proste, stanowią podstawę funkcjonowania ludzkości, a przynajmniej jej bardziej oświeconej i uduchowionej części przez wieki; do dni dzisiejszych. Oto jak je interpretuje Kościół Katolicki ustami Papieża KlemensaVIII – Kardynała Roberta Bellarmina (Za zapisem w internecie):

Chrystus założył Kościół – lud Boży, w celu zbawiania świata i jednoczenia ludzi między sobą i z Bogiem. Cały lud Boży, złożony ze świeckich i duchownych, powołany jest przez Jezusa Chrystusa do tego zbawczego zadania, czyli do przekształcania świata w królestwo Boże, królestwo sprawiedliwości, miłości, prawdy i pokoju. Cały lud Boży współdziała z Chrystusem zbawiającym świat, wypełniając funkcję prorocką, kapłańską i pasterską.

Założony przez Jezusa Kościół jest jeden, święty, powszechny i apostolski. Kościół jest święty, ponieważ mieszka w nim Chrystus i Duch Święty, jednak z powodu ludzkich ułomności musi ustawicznie się oczyszczać i doskonalić. To doskonalenie się polega na zwalczaniu grzechu i rozwijaniu miłości. Pokonując nasz egoizm, pomagamy Kościołowi w doskonaleniu się, gdyż jesteśmy z nim ściśle zjednoczeni przez sakrament chrztu i Eucharystię.

Doskonalenie swego życia jest jednym ze sposobów budowania Kościoła i królestwa Bożego na ziemi. Lud Boży dąży do swej pełni, która nastanie w dniu powtórnego przyjścia Chrystusa w chwale. Wtedy Kościół osiągnie pełną świętość, jedność i powszechność, gdyż obejmie pełną liczbę zbawionych, zostanie też całkowicie wyzwolony z grzechu, cierpienia i śmierci. Do tego czasu jednym z zadań Kościoła będzie usuwanie cierpienia z życia człowieka oraz niesienie krzyża dla zbawienia świata.

Na zadane pytanie: Dlaczego Dziesięcioro Bożego Przykazania kładą się przed wszystkimi innymi przykazaniami i prawami jakie są na świecie? W publikacji dano odpowiedź: Dla wielu przyczyn, dowodzących wyższości Dziesięcioro Bożego Przykazania. A najprzód, Prawo to ustanowione jest przez Boga, który wyrył je w sercu ludzkim, a potem na dwóch tablicach kamiennych (Exod. XXXI, 18). Po wtóre, Prawo to, jest niejako źródłem wszystkich praw innych. Po trzecie, jest najpowszechniejsze, bo obowiązuje nie tylko Chrześcijan, ale nawet Żydów i Pogan, równie mężczyzn jako i niewiasty, równie bogatych jako i ubogich, równie panujących jako i podwładnych, równie uczonych jako i prostaczków. Po czwarte, jest niezmiennym, i nikt ani go zniszczyć, ani się odeń uwolnić nie może. Po piąte, zachowywanie tego Prawa jest wszystkim do zbawienia potrzebnym; jak o tym Chrystus Pan w Ewangelii wielekroć naucza (Mt. XIX, 17).  

Celem tych wszystkich Przykazań, jest miłość Boga i bliźniego, iżby wszyscy ludzie nauczyli się, nie obrażać ani Boga ani bliźnich. Stąd Przykazania Boże, podzielone są na dwie części; były też napisane, na dwóch tablicach. Pierwsza zawiera trzy Przykazania, które nas uczą obowiązków względem Boga; druga zawiera Przykazań siedem, które nas uczą obowiązków względem bliźniego. Słowa Przykazań są następujące:

1.Jam jest Pan Bóg Twój. Nie będziesz miał Bogów cudzych przede Mną.

2. Nie będziesz brał Imienia Pana Boga twego nadaremno.

3. Pamiętaj abyś dzień święty święcił.

4. Czcij Ojca twego i Matkę twoją.

5. Nie zabijaj.

6. Nie cudzołóż.

7. Nie kradnij.

8. Nie dawaj fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu.

9. Nie pożądaj żony bliźniego twego.

10. Ani domu, ani roli, ani sługi, ani służebnicy, ani wołu, ani osła, ani żadnych rzeczy które jego są.

Nauki Chrystusa w początkowym okresie były przekazywane ustnie. Głosili je jego uczniowie zwłaszcza po tym jak na nich spłynął Duch Święty. W późniejszym czasie pojawiły się Ewangelie Marka, Łukasza, Jana, i Mateusza stanowiące treść Nowego Testamentu. Do tych ewangelii dołączono pisma św. Pawła z Tarsu. Dołączył on do szerzycieli nauki Chrystusa już po jego śmierci. Był prześladowcą Chrześcijań do czasu, kiedy objawił mu się Chrystus i przemówił do niego: Pawle, dlaczego mnie prześladujesz? Po tym wydarzeniu stał się gorliwym szerzycielem nauki chrystusowej, zwłaszcza wśród pogan. Jego liczne listy do gmin chrześcijańskich, powstałych na Bliskim Wschodzie, ojcowie Kościoła dołączyli do ewangelii w/w uczniów Chrystusa.

W owych początkach szerzenia się nauki Chrystusa zarysowały się różnice dotyczące jej metody i zakresu nauczania pomiędzy św. Piotrem a św. Pawłem. Pierwszy chciał, po śmierci Chrystusa utrzymać w mocy prawo mojżeszowe i uprzywilejowaną pozycję Żydów w chrześcijaństwie, Podczas gdy św. Paweł był zdania, że nauki Chrystusa dotyczą całej ludzkości i należy je szerzyć również wśród pogan. (Waldemar Balcerzak: „Ani posierpniowa ani okrągłostołowa” Biblioteka Wiedzy Politycznej z. 3. 1997r.) św. Paweł zdołał przekonać św. Piotra do swych idei. Jednak wydaje się, że ślady tego sporu można znaleźć w połączeniu w Biblii nauki nowego i starego testamentu. Ewangelie uczniów Chrystusa i listy św. Pawła jako całość, połączoną ze Starym Testamentem utworzyła Biblię, na naukach której opiera się chrześcijaństwo. Wielu współczesnych chrześcijańskich myślicieli jest zdania, że nauki zawarte w Starym Testamencie akceptujące różne występki, okrucieństwa i zbrodnie, są nie do pogodzenia z nauką Nowego Testamentu uczącej miłości, miłosierdzia, sprawiedliwości i doskonaleniu ludzi w kierunku dobra. Temu włączeniu do wspólnej Świętej Księgi historii okrucieństw i zła judaizmu przypisują okrucieństwa chrześcijan wobec pogańskich ludów, gdyż w świętej księdze znajdywali oni, dla tych okrucieństw, uzasadnienie. (Indianie, Murzyni, a w Europie podboje zakonu Krzyżaków)

Struktura organizacyjna w tym pierwszym okresie rozwoju chrześcijaństwa była prosta. Roman Przybylski (Starożytne chrześcijaństwo. Wikipedia) tak ją opisuje: Wspólnoty chrześcijańskie w pierwszych trzech wiekach chrześcijaństwa były zarówno Kościołem jak i Kościołami. Chrześcijanie odczuwali bardzo silnie więź, która ich spajała i która polegała na jednakiej wierze w zbawcze dzieło Chrystusa oraz na przestrzeganiu tych samych zasad moralności. Wspólnoty utrzymywały ze sobą korespondencję, zawiadamiały się o wydarzeniach radosnych i smutnych, o rodzących się wątpliwościach i sporach religijnych. Nie istniała jednak żadna struktura organizacyjna poza lokalnymi Kościołami, którymi kierowali biskupi, wybierani przez wiernych, a wyświęcani przez biskupów z pobliskich miast. Różnice w dziedzinie liturgii, obyczajów, a także doktryny bywały bardzo znaczne, rzecz warta pamiętania, nie przeszkadzały nadmiernie, nie zmniejszały świadomości należenia do tego samego ludu Bożego.

Biskupi mieli oparcie w klerze, tworzącym osobną grupę w Kościołach. Diakoni, dosłownie – pomocnicy, pomagali im w działalności charytatywnej i zajmowali się w ogóle praktyczną stroną życia Kościoła. Biskupów otaczała prestiżowa rada, w skład, której wchodzili starsi, po gr. presbyteroi. Z upływem czasu i powiększeniem liczby wiernych rosła liczba kleru, pojawiały się nowe, nieistniejące poprzednio funkcje.

Gminy jednoczyła wspólna wiara, ale także wzajemna opieka członków, ułatwiająca życie we wrogim świecie. Kościoły organizowały działalność charytatywną, w biskupach widziano przede wszystkim opiekunów wdów, sierot, ludzi chorych. Moralność gmin chrześcijańskich oparta była na zasadach Dekalogu. Od małżonków spodziewano się, że będą sobie wierni, nie tylko żona, ale i mąż – biorąc pod uwagę antyfeminizm starożytności była to zasada rewolucyjna, wyrzekną się myśli o rozwodzie. Niewolnicy mieli wiernie służyć swym panom, panowie traktować niewolników jak braci w Chrystusie. Mieli rzetelnie wywiązywać się z obowiązków wobec rodziny czy miasta. Trzeba było płacić podatki, szanować i modlić się za cesarza.

Od innych gmin żydowskich dzieliła Chrześcijan wiara w Jezusa Chrystusa, to że jest synem bożym (Mesjaszem), że uczy miłości wobec bliźnich, nawet gojów, nie jest wodzem prowadzącym do walki, i że zmartwychwstał. Żydzi, zgodnie z nauka proroków czekali na „Mesjasza”, lecz wyobrażali go sobie jako potężnego wodza, zesłanego przez Jahwe, który stanie na ich czele i podbije wszystkie narody, tak by na zawsze służyły narodowi wybranemu przez Jahwe,. do rządzenia światem, czyli narodowi żydowskiemu. Te odmienności rodziły wpierw niechęć, a z latami przekształciły się w trwałą nienawiść Żydów kierujących się zasadami Tory i Talmudu – do chrześcijan. Ci z kolei utwierdzali się w niechęci do nich oskarżając ich o ukrzyżowanie Zbawiciela.

Nauki Chrystusa, zwłaszcza obietnica zmartwychwstania i sprawiedliwości czekającej wierzących po śmierci, sprawiła szybki rozwój chrześcijaństwa w imperium rzymskim. Szlaki komunikacyjne ułatwiały migracje. Wiele Żydów prawowiernych ale i chrześcijan zamieszkiwało główne ośrodki imperium, zwłaszcza Rzym, Aleksandrię, Antiochię Konstatynopol i inne. Wyniesiona z Jerozolimy niechęć Żydów do Chrześcijan przyniosła swe złowrogie żniwo.

Rzymianie czcili bożków pogańskich, zwłaszcza tych przejętych z kultury greckiej, a ich cesarze uważani byli za Bogów. Początkowo traktowali chrześcijan jako sektę żydowską, a ponieważ religia żydowska była przez Rzymian tolerowana, to i pierwsze gminy chrześcijan rozwijały swoją działalność bez zakłóceń. Ten spokój nie trwał długo. „Życzliwi”, wyjaśnili Rzymianom, że to wroga sekta. Nie oddaje czci rzymskim bogom i nie bierze udział w państwowych uroczystościach i co gorsza nie uznaje boskości cesarza i czci swojego „guru” Chrystusa, uważając go za Boga.

Bogów pogańskich Rzymianie mieli sporo. Na podbitych ziemiach rzymianie starali się zapewnić sobie przychylność miejscowych bogów. Było to politycznie bardzo poprawne. Stopniowo bóstwa pochodzące z innych terenów zdobywały co raz większą popularność.(Izyda, Mitra). W przeciwieństwie do bogów Rzymskich bóstwa pochodzące z podbitych terenów zajmowały się kłopotami troskami zwykłych ludzi. To stanowiło główna przyczynę wzrostu ich popularności. Rzymianie dość szybko zatracili własną, pierwotna religię i poddali się wpływom kultowym innych państw, głównie hellenistycznej Grecji, z której zaczerpnęli najwięcej wzorców. Rzymska religia zmieniała się tak szybko, że trudno było za nią nadążyć. Obok bóstw hellenistycznych występował kult cesarski, czy tez kulty misteryjne – Dionizosa, Kybele, Mitry, Izydy czy Ozyrysa, które przybyły do Rzymu z Azji Mniejszej. Podatni na wpływy Rzymianie chłonęli każdy z nich w poszukiwaniu najlepszej z wiar.

Najważniejsi bogowie i boginie Rzymu.

Oficjalnie Rzymianie uznawali dwunastu bogów greckich, którym nadali imiona rzymskie. Wśród nich znaleźli się: Jowisz– Zeus, Junona – Hera, Minerwa – Atena, Mars – Ares, Diana – Artemida, Merkury – Hermes, Neptun – Posejdon, Westa – Hestia, Wulkan – Hefajstos, Ceres – Demeter, Wenus – Afrodyta, Apollo – Apollo. Najważniejszy był Jowisz.-Jowisz miał wiele wspólnego z greckim bogiem Zeusem. Uznawany był on za boga światłości, pana wszelkich zjawisk niebieskich. Według wierzeń to on zsyłał deszcz i nawiedzał Rzym suszami. Jowiszowi towarzyszyły dwie boginie Junona i Minewra.-Junona pod wpływem Greków uznana została – tak jak Hera, na której Rzymianie się wzorowali – za żonę Jowisza i królową bogów. Była uosobieniem idealnej żony i matki. W dniu 1 marca, który przez Rzymian uznawany był za dzień urodzin Marsa, kobiety obchodziły święto Jukony, zwane Matronalia. Wtedy też składano ofiary za pomyślność związków małżeńskich, mężowie obdarowywali swoje żony, a panie   domu  wydawały       ucztę   dla      niewolników.
-Minerwa była dawnym bóstwem italskim. Jej imię oznaczało siłę duchową, stąd uważano ją za opiekunkę sztuki i rzemiosła, podobnie jak grecką Atenę. Jednak nigdy Minera nie nabrała takiego znaczenia w mitologii rzymskiej, jak opiekunka Aten, chociaż niewątpliwie była jednym z najważniejszych bóstw. Trójcy tej wzniesiono w początkach republiki świątynię na Kapitolu. Jowisz i Junona to najważniejsza para bogów rzymskich mimo ciągłego powiększania się panteonu bóstw oni dzierżyli palmę pierwszeństwa. Ich zmierzch nastąpił w okresie pojawienia się kultu boga Mitry oraz chrześcijaństwa. Kolejni ważni bogowie: -Mars, bóg wojny według wierzeń był ojcem Romulusa. -Westa opiekunka domowego ogniska, w jej świątyni stale płoną ogień./westalki/ kapłanki w jej świątyni obdarzane wielkim szacunkiem pochodziły ze znamienitych rodów. Ogień w świątyni Westy był symbolem Rzymu gdyby zgasł ,oznaczałoby to, że miastu      grozi    nieszczęście.

Brak akceptacji tych bogów przez Chrześcijan, i ich brak udziału w obrzędach organizowanych dla ich uczczenia, spowodowały narastającą niechęć, a nawet nienawiść Rzymian. Zaczęły się prześladowania. Cesarz Neron podpalił miasto i zrzucił winę na chrześcijan. Wyznawcy Chrystusa byli ścigani i poddawani strasznym torturom. Urządzano wielkie widowiska w których wygłodniałe lwy rozszarpywały na arenie bezbronnych wyznawców Chrystusa. Przybijano ich do krzyży, podpalając i tworząc z nich żywe pochodnie. Tak zginęli w tym roku okrucieństw (64) apostołowie św. Piotr i św. Paweł. Prześladowania trwały dalej. W r 65 zamordowano Pawła z Tarsu. W tych niespokojnych latach wybuchło powstanie Żydów w Jerozolimie, w wyniku którego Jerozolima została przez Tytusa zburzona (powstanie w latach 65 – 70).

W Rzymie prześladowania chrześcijan zmieniały swe ostrze w zależności od polityki kolejnych cesarzy: Syn Marka Aureliusza, niemoralny Kommodus, nie interesował się sprawami państwowymi i chrześcijanie mieli względny spokój, choć w 180 roku w Afryce zginęło męczeńską śmiercią 180 osób. Po Kommodusie władze cesarską przejął Septymiusz Sewer. W 202 roku zabronił nawracania się na chrześcijaństwo. Do 235 roku jest względnie spokojnie. W 235 r. Maksymilian Trak wznowił prześladowanie. W pierwszej połowie III w. kościół cieszył się pokojem i rozwijał się. Zmiana nastąpiła za Decjusza, który widział w chrześcijaństwie zagrożenie dla istnienia cesarstwa. Chciał odrodzić cesarstwo na starych obyczajach i wzmocnić religię. Zaatakował chrześcijan. W 250r. wydał edykt nakazujący złożenie ofiary bogom pogańskim. Powołana została komisja czuwająca na odprawianiem obrzędów przez wszystkich mieszkańców Rzymu. Nie wszyscy chrześcijanie byli wierni swej religii. Św. Cyprian wylicza tych co się ugięli, nazywał ich lapsi. Po zakończonych prześladowaniach lapsi wracali do kościoła, lecz po długiej pokucie.

 Za Waleriana w 257 r. wydano edykt nakazujący biskupom i prezbiterom składać ofiary bogom. Cesarz zabronił sprawowania chrześcijańskich obrzędów. Duchowni, którzy odmówili szli natychmiast na stracenie, a ich majątki konfiskowano. Prześladowania objęły większość prowincji i były bardzo krwawe. Syn Waleriana uspokoił prześladowania (262r.). Rozpoczął się okres małego pokoju w czasie którego następował pomyślny rozwój kościoła, a chrześcijaństwo odgrywało coraz poważniejszą role w państwie. Cesarstwo miało w tym czasie kłopoty. Chcąc je rozwiązać Dioklecjan w 284 r. zreorganizował strukturę władzy. Religia pogańska w tej reformie była podporą władzy. Według nowych rozwiązań władza cesarska była boskiego pochodzenia, osoba władcy – boską w swej istocie.

W 303 r. wybuchły prześladowania najgorsze w starożytnym chrześcijaństwie. Ogłoszono edykt nakazujący burzenie kościołów , konfiskatę przedmiotów kultu (księgi, szaty, naczynia), osoby z arystokracji traciły stanowiska. Potem wydano edykt nakazujący więzienie duchowieństwa, a także edykt dający wolność tym, co wyrzekną się swojej wiary. Inni byli torturowani. Kolejny edykt (4) nakazuje śmierć tym, co nie złożą ofiary. Prześladowcy byli wyrafinowani i okrutni. Podczas tych prześladowań wiemy o masowych egzekucjach, w których ginęło 160 osób w tym kobiety i dzieci. Po tych okrutnych prześladowaniach następuje splot wydarzeń, które zakończyły okres represji. W 305 r. Dioklecjan zrzeka się władzy, a tym samym rozpoczyna się walka o władzę. Na Zachodzie imperium było stosunkowo spokojnie, jeśli chodzi o chrześcijan. Jednak na Wschodzie ataki były coraz mocniejsze za przyczyną Galeriusza. Ten prześladowca dotknięty chorobą, wydał edykt tolerancyjny w czerwcu 311 r.

13 czerwca 313 r. Konstantyn i Licyniusz wydają edykt mediolański gwarantujący „swobodę religii” chrześcijaństwo było od czasu wydania tego edyktu religią jawną i bez przykrości. Nastąpiło zrównanie chrześcijaństwa z pogaństwem i judaizmem. Edykt mediolański rozpoczął nowy okres relacji pomiędzy Kościołem a Cesarstwem Rzymskim. Faktyczne zrównanie ze starą religią stało się zwycięstwem kościoła katolickiego. Tradycja mówi o nagłym nawrócenia cesarza w 312 roku przed bitwą na moście Milwijskim. Miał pono wizję Chrystusa, który pokazał mu krzyż i powiedział, że w tym znaku zwycięży. To zadecydowało o zmianie stosunku władcy do Chrześcijan. Jednak cesarz Chrzest przyjął prawdopodobnie dopiero na łożu śmierci w 337 roku. To że cesarz sprzyjał Kościołowi działo się dzięki doradcom chrześcijańskim, którzy byli w jego otoczeniu.

Od Konstantyna zapanował nowy prąd w ustawodawstwie rzymskim, prawo zaczęło być bardziej elastyczne i bardziej humanitarne, oraz zaczęto stosować podstawowe zasady moralne. Od 324 roku mnożą się prawa inspirowane moralnością chrześcijańską, np. kwestia małżeństwa, rozwodów, konkubinatów. Zniesiono dodatkowe podatki dla bezżennych, pojawiła się opieka nad chorymi, sierotami. W 325 roku Konstantyn zniósł krwawe igrzyska i walki gladiatorów, lecz ten przepis był martwy, nie przestrzegano go. W 321 roku pojawia się edykt nakazujący świętowanie niedzieli. Widać sympatię Konstantyna także w wydawaniu pieniędzy państwowych, za które w Palestynie i Konstantynopolu buduje kościoły. Sam Konstantynopol staje się miastem chrześcijańskim, gdzie zabroniono kultu pogańskiego.

W 328 roku biskupi otrzymują władze sądowniczą. Po prześladowaniach następuje tolerancja i życzliwość. Cesarz rozdając przywileje stara się kontrolować duchowieństwo. Troszczył się o politykę, a nie o teologię. Konstantyn chciał zachować ład w państwie, na bazie chrześcijaństwa, to zaś rozwijało się pomyślnie. Warto wspomnieć o epizodzie, który wyłamuje się z trendu rozwoju. Chodzi o cesarza Juliana Apostatę (Odstępcę). Za jego panowania jest jakby wyłom w zwycięskim pochodzie chrześcijaństwa. Julian Apostata zaczął bronić pogaństwo. Otrzymał w młodości staranne wychowanie katolickie, ale poprzez filozofię i miłość do starożytności w wieku 21 lat stał się poganianiem. Swoje pogaństwo skrzętnie ukrywał. Jako cesarz chciał wskrzesić starą religię, jednak nie nazwał ją pogaństwem, ale nadał jej pełne uroku imię – hellenizm, filozoficznie bazując na neoplatonizmie.

Julian krytykował chrześcijaństwo oraz samych chrześcijan. Początkowo ogłosił tolerancję (działa w tym czasie na korzyść pogaństwa), potem pogaństwo odzyskuje prawa, otwiera się świątynie i są składane ofiary. W 362 roku w zakazuje by chrześcijanie wykładali, uczyli filozofii klasycznej. Oderwał chrześcijan od klasyki. Julian eliminował chrześcijan z administracji i wojska, czyli z życia publicznego. Na rozkaz cesarza burzono kaplice męczenników, o ile znajdowały się one w pobliżu świątyń pogańskich. Wczesną śmierć cesarza odebrano jako znak Opatrzności. Faktem jest, że umarł zbyt wcześnie, aby wprowadzić swoje plany w życie. (Źródło: Początki Chrześcijaństwa PDF – Internet.)

Chrześcijaństwa nie udało się złamać, trzeba było próbować zawrzeć z nimi sojusz, a nawet wykorzystać je jako podporę władzy cesarskiej. Tę drogę obrał Konstantyn. Spotkał się on w 313r. w Mediolanie z cesarzem Licyniuszem, który musiał liczyć się z silnymi gminami na Wschodzie.

Obaj Augustowie omówili tam nowe zasady polityki religijnej. Potwierdzili postanowienia edyktu Galeriusza z 311 r zapewniając chrześcijanom równouprawnienie z innymi wyznaniami. Sam Konstantyn natomiast uważał się za najwyższego Boga i jako taki uważał się jednocześnie za zwierzchnika Kościoła chrześcijan. Chrześcijanie, widząc w tym możliwość dalszego rozwoju, nie protestowali. Z chwilą oficjalnego uznania kościoła chrześcijańskiego ożywiły się spory doktrynalne w jego łonie. Spory dotyczyły związków pomiędzy Bogiem Ojcem i Chrystusem, zastanawiano się jak należy rozumieć człowieczeństwo Chrystusa. Pojawiają się poglądy: Adapcjonizm – Jezus jest człowiekiem, a w chwili Chrztu zstąpił na Niego Duch i tak Jezus stał się Synem Bożym przez adopcję. Sebalianizm – Bóg istnieje tylko w jednej osobie Ojca, Syn i Duch to przejawy Ojca.

Pod koniec IV wieku nastąpiło ostateczne umocnienie się chrześcijaństwa w oparciu o postanowienia soboru nicejskiego. Gracjanusz był pierwszym cesarzem, który zrezygnował w 379 r. ze stanowiska najwyższego kapłana, a Teodozjusz w ogóle nie przyjął tej godności. W roku 379 nastąpiło ostateczne zerwanie między cesarstwem a religią rzymską. W 381 r. Uznano kościół Katolicki za oficjalną podporę państwa i usunięto ze stanowisk urzędowych wszystkich pogan i heretyków.

Przez cały ten czas początków chrześcijaństwa trwały w sferze intelektualnej poszukiwania rozwiązań, które uwzględniając rozumowy dorobek filozofii greckiej, i judaizmu, starały się uwzględnić nowe podejście w sferze poznania, przyjmując za wiarą chrześcijańska, jako podstawowy czynnik ”objawienie”.

Nauki Jezusa Chrystusa przebijały się początkowo wolno przez gąszcz poglądów filozoficznych funkcjonujących na obszarach Bliskiego Wschodu. Dzieliły się na apologetyczne i systematyzujące. Z jednej strony broniły wiary wobec wrogów, wykazując zgodność tej nauki z wymaganiami rozumu, z drugiej odpowiadając na potrzebę ujednolicenia i usystematyzowania nauki chrystusowej i potrzebę opracowania doktryny chrześcijaństwa.

Apologeci nie byli w swych poglądach jednolici. Jedni mieli znaczenie teoretyczne, dla ustalenia nauki chrześcijańskiej, inni praktyczne, dla jej propagandy. Jedni polemizowali z poganami, inni z heretykami. Jedni byli zwolennikami, inni wrogami helleńskiej kultury umysłowej. Jedni oddawali się spekulacjom metafizycznym, inni opierali swe wywody na zdrowym rozsądku. Głównymi przedstawicielami tej postawy umysłowej byli Justyn (Męczennik), a po nim Ireneusz (130 – 202 po nar. Chr.) Obok nich należy wymienić także nazwiska ateńskiego filozofa Atenagorasa, Teofila z Antiochii Minucjusza Feliksa , Laktancjusza, a także syryjczyka Tacjana, i Hermiasza.

Głównym tematem ich zainteresowań była istota Boga i duszy. W naukach o Bogu rozważano jego jedność, jego stosunek do świata i jego poznawalność. Jedność Boga uzasadniali tym, że istota nieskończenie doskonała może być tylko jedna, a także twierdząc, że ponieważ świat wykazuje jedność w swym ustroju, jest zatem dziełem jednej istoty.

Odpowiadając na pytanie o stosunek Boga do świata uważali, że Bóg stworzył wszystko (i materię), Zwalczali pogląd Hermogenesa, który twierdził, że świat jest niezależny od Boga i nie jest wcale jego tworem.

W sprawie możliwości i sposobów poznania Boga rozważania ograniczały się do stwierdzenia ,że Bóg jest wieczny, bez imienia i niezdolni jesteśmy znaleźć dlań nazwy. Ireneusz i Teofil uczyli, że przymioty Boga przechodzą ludzkie pojęcie i mogą być poznane nie wprost, lecz tylko z dzieł bożych.

W tematyce dotyczącej Duszy ta grupa myślicieli stawiała sobie następujące pytania: Czy dusza jest nieśmiertelna? Czy istnieje odwiecznie? Czy jest boskiej natury? Czy jest cielesna? Czy ciało na równi z nią należy do natury człowieka?

W wyniku tych poszukiwań zwyciężył pogląd twierdzący, że dusze nie preegzystują, lecz są tworzone dopiero w chwili urodzenia cielesnego. Jednocześnie z czasem przeważył również pogląd o niematerialności duszy.

Ojcowie Kościoła w tamtych czasach sięgali do pojęć i systemu metafizyki starożytności, a kiedy okazało się, że ustalenia dawnej wiedzy są z nauka Kościoła sprzeczne, zaczęli opracowywać nowy, zgodny z nauką Chrystusa system.

ORYGENES

Pierwsze systematyczne opracowanie powstało w Aleksandryjskiej Szkole Katechetów w pierwszej połowie III w. i dokonane zostało przez Orygenesa. Zakładał on zgodność objawienia, na którym opiera się wiara z rozumem, na którym opiera się wiedza. Trudność, jaka stanęła na przeszkodzie pełnego czerpania z filozofii greckiej wystąpiła przyjmując przyjście na świat Boga –Człowieka. Według filozofów Bóg i człowiek stanowili przeciwieństwo. Orygenes znalazł wyjście z tej trudności logicznego rozumowania przyjmując poglądy żydowskich i greckich myślicieli dotyczących Logosu jako pośredniego ogniwa pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Koncepcja Logosu umożliwiała wyjaśnienie stosunku Boga do świata wyjaśniając, że nie Bóg Ojciec, lecz jego syn Logos był bezpośrednim stwórcą świata. Chrystus został włączony w system gradualistyczny jako etap w wyłanianiu się świata z Boga. Ten zabieg myślowy umożliwiał pozostanie przy przekonaniu , że Bóg Ojciec jest bytem niezmiennym i pozaświatowym.

System Orygenesa składał się z trzech części: 1. Bóg i objawienie się jego w stworzeniu; 2. Upadek stworzenia; 3.powrót przez Chrystusa do stanu pierwotnego.

Orygenizm był zjawiskiem równoległym do filonizmu i neoplatonizmu. Czym dla Żydów był system Filona, dla Greków system Plotyna, tym dla chrześcijan był system Orygenesa. Cechowała jego filozofię traktowanie chrześcijaństwa jako wiedzy; Boga jako niezmiennego i niepoznawalnego bytu, Chrystusa jako boskiego Logosu i jako stwórcy świata, świata jako odwiecznego; duszy jako skutku upadku złączenia z ciałem; zła jako odwrócenie się od Boga; dziejów świata jako upadku i nawrócenia duchów; zbawienia jako dokonanego przez poznanie; zakończenie dziejów jako apokataskazy. Wbrew starożytnemu uniwersalizmowi przyjmował bardziej indywidualne pojmowanie świata, a wbrew determinizmowi był przekonania o wolności duchów.

Tradycja kościelna potępiła doktrynę Orygenesa. Chodziło przede wszystkim o zasadniczą dla chrześcijaństwa naukę o Chrystusie, jego boskości i człowieczeństwie.

GRZEGORZ NYSSEŃCZYK

Dalszy krok w próbie stworzenia systemu filozoficznego chrześcijaństwa, uczynił Grzegorz Nysseńczyk (325 – 394) z Kapadocji. Zachował on po Orygenesie przekonanie o zgodności wiary z wolną wiedzą. Przyjmując za podstawę nauki Chrystusa tłumaczył, że prawdy wiary nie potrzebują dowodów, lecz tylko tłumaczenia, a zarazem są dowodem i mogą być dowodzone. Grzegorz więc dowodził istnienie Boga mówiąc, ze mądry ustrój świata każe przyjąć istnienie Boga, gdyż bez Boga tłumaczyć się nie da. Dowodził jego jedności rozumując, że Bóg nie byłby doskonały, gdyby jego właściwości były podzielone na wiele bogów. Dowodził nieśmiertelności duszy: zakładał, że Bóg stworzył świat z miłości, a stąd stworzone przezeń istoty musiały być zdolne z niej korzystać „ istota zaś mogąca korzystać z miłości bożej musi być w czymś do Boga podobna i musi mieć udział w boskiej wieczności”. Tłumaczył także dogmat Tróicy Świętej i szereg innych problemów wynikających z dogmatów wiary. Usiłował połączyć pogląd na świat nie materialistyczny z chrześcijaństwem, lecz w swym dowodzeniu został odosobniony.

TERTULIAN

Tertulian (160 –220) urodził się w Kartaginie. W wieku ok. 30 lat przyjął wiarę chrześcijańska i stał się jej apologetem. Po latach odszedł od Kościoła i przyłączył się do sekty Montanizmu ruchu ascetycznego i mistycznego. Reprezentował wrogą postawę wobec nauki i rozumu kładąc nacisk na przeciwieństwo między chrześcijaństwem, a kulturą świecką. Próbował wykazać że wiedza świecka, rozumowa jest bezużyteczna, gdyż prawda i bez niej jest znana, będąc objawiona w Piśmie Św.; jest niemożliwa, gdyż prawda przekracza ramy rozumu; jest szkodliwa, gdyż prowadzi do błędnych nauk i zguby moralnej. Uczył, że prawda jest zupełnie inna niż ją rozum przedstawia; co dla rozumu jest niemożliwością, absurdem to właśnie jest prawdą.

 Zmartwychwstanie Chrystusa jest właśnie dlatego prawdą, że rozum uważa to za niemożliwe. Dla poznania prawdy zbędny jest wysiłek rozumu, potrzebne natomiast przygotowanie się sercem do objawienia. Jego intencją było poniżenie natury ludzkiej po to, by zrobić miejsce dla nadprzyrodzonej łaski i objawienia. Cała mądrość i dobroć człowieka nie pochodzi z jego natury lecz jest darem Boga. W człowieku widział jedynie istotę materialna i zmysłową. Boga pojmował jako cielesnego a stąd materialnego.

Tertulian oparł filozofie chrześcijańska na materialiźmie i sensualiźmie; ujmował religię z punktu widzenia życia praktycznego, prawa i doczesnych potrzeb religijnych; głosił pogląd wywyższający Boga przez poniżanie człowieka.

Św. Augustyn (354 – 430) urodził się w Tagasta w Numidii z ojca poganina i matki chrześcijanki. Ten przedstawiciel Kościoła i filozof stworzył podstawę pod nową chrześcijańską filozofię. Zerwał z klasyczną postawą Greków z ich obiektywizmem i intelektualizmem. Przyjął postawę introspekcyjną w której wola miała pierwszeństwo przed rozumem. Grecy skłaniali się ku finityzmu i naturalizmu. Augustyn przeciwnie, przyjął Boga jako nieskończonego, a świat jako twór nadprzyrodzony i dzieło łaski. Introspekcja prowadziła go do personalizmu, stąd widział Boga przede wszystkim jako osobę, której istotą jest wola; Odszedł w ten sposób od starożytnego uniwersalizmu. Świat wobec nieskończoności Boga wydawał się znikomy. Koncepcja filozoficzna Augustyna opierała się na większym zaufaniu do woli, wiary, miłości i łaski aniżeli na rozumie i doświadczeniu.

Z tych ogólnych właściwości filozof wyprowadzał bardziej szczegółowe teorie jak np. egzemplaryzm będący chrześcijańskim ujęciem platońskiego dualizmu między światem idealnym a realnym. W teorii poznania głosił aprioryzm , według którego znane są nam prawdy wieczne niezależne od doświadczenia. Głosił iluminizm czyli interwencję Boga w procesie poznania, zaś w etyce – doktrynę miłości i łaski, wolności, predestynacji człowieka, a także pojmowanie dziejów jako zmagania dobra ze złem.

Wprowadzając nowe zasady do filozofii nie zrezygnował z dawnych starogreckich i starochrześcijańskich. Uważał prawdę za dostępną jednostkom lecz z drugiej strony uważał ją za przywilej Kościoła. Miał ją za daną bezpośrednio, z drugiej strony uważał ją za dar nadprzyrodzony. Cel ostateczny pojmował jako kontemplację Boga. Twierdził, że ciało nie jest złem, gdyż jest dziełem bożym, a jednak w pożądliwości cielesnej widział źródło zła. Zwalczał manichejski dualizm dobra i zła, a jednocześnie dualizm był jego ostatnim słowem historiozofii. W. Tatarkiewicz pisze (Władysław Tatarkiewicz. „Historia Filozofii” PWN. R 1958): Różne dążności pierwotnego chrześcijaństwa, myśl biblijna i myśl spekulatywna, duch religijny i duch kościelny, racjonalizm i mistycyzm, wierność zakonowi i miłość… wszystkie te sprzeczności sprawiały, że myśl chrześcijańska zmuszona była do dalszych poszukiwań. Nie mniej poglądy Augustyna wspierały rozwój myśli chrześcijaństwa przez wieki. Szczególnie za Karolingów (VIII i IX wiek), podczas pierwszego rozkwitu średniowiecznej filozofii; W XIII w. wzmogły się wpływy tej filozofii jako reakcja przeciw arystotelizmowi. Z początkiem nowożytnego okresu w XVII wieku. po Reformacji, sposobów odnowienia chrześcijaństwa szukano w filozofii Augustyna. W wyniku tych poszukiwań powstał nawet ruch myślowy oparty na filozofii Augustyna, który nosił nazwę „Jansenizm”. Wielkie systemy filozoficzne tych czasów jak Kartezjusza, Malenbranche’a, czerpały także z myśli tego filozofa.

Studiując jego obszerne dzieła nie możemy nie zauważyć ich skupienie się na teorii poznania, metafizyce, czyli problemu przewagi Boga nad światem, przewagi duszy nad ciałem, przewagi sił irracjonalnych duszy nad rozumem, oraz problematyki nadprzyrodzonych czynników w świecie przyrodzonym. Są to szerokie rozważania. Przytoczę w tym miejscu niektóre z nich:

1.Uważał podobnie jak filozofowie greccy, że celem człowieka jest szczęście, filozofia ma je znaleźć, a jest nim Bóg. Znane jest jego stwierdzenie „ Pragnę znać Boga i duszę i nic więcej” To ograniczenie zakresu poznania przez Augustyna przetrwało nawet całe średniowiecze. Zauważył on także, że wątpliwość poznania budzą jedynie rzeczy zewnętrzne, natomiast nie dotyczą przeżyć wewnętrznych. „Własna myśl jest faktem ze wszystkich najpewniejszym” ten pogląd uzasadniał rozumowaniem: „Czy powietrze, czy ogień jest źródłem życia ludzie wątpili , lecz czy można wątpić że się pamięta, że rozumie, że chce, że myśli, że wie, że sądzi. Powiedzenie, powtórzone później przez Kartezjusza „Wejdź w samego siebie, we wnętrzu człowieka mieszka prawda” filozof uzasadnia dalszymi przykładami.

Inną tezą w dziedzinie teorii poznania było twierdzenie, że umysł nie może być wytwórcą prawdy a jedynie jej odbiorcą, co oznacza, że istnieją poza nim prawdy wieczne, obiektywne, czyli świat idealny, który jest Bogiem. Bóg jest najwyższym bytem, istnieje z własnej natury, innych bytów mogłoby nie być. Wszelki inny byt istnieje jedynie dzięki zrządzeniu boskiemu. Jest więc przyczyną jego powstania, wszelkich przemian i nieustannej kontroli jego funkcjonowania.

2. Dusza ma przewagę nad ciałem i jest według Augustyna substancją samoistną i nie jest właściwością ciała, ani rodzajem ciała. Nie ma w sobie nic materialnego. Posiada tylko takie funkcje jak myśl, wola, pamięć. Dusza jest nie tylko różna od ciała lecz jest odeń doskonalsza, bo bliższa Bogu. Ciało jest zniszczalne lecz dusza jest nieśmiertelna i ma udział w wieczności.

3.Oryginalne ujęciem jest twierdzenie, że naturę ludzką stanowi nie rozum lecz czynna wola. Natura człowieka przejawia się nie w tym co wie, lecz w tym czego chce. Bowiem rozum jest elementem biernym a dopiero wola stanowi podstawę życia duchowego.

Dla Augustyna świat będący wolnym dziełem Boga, był dziełem rozumnym, wykonanym według planu; zatem Bóg w umyśle swym posiada idee, wedle których świat stworzył. „Idee są to główne formy lub zasady, rzeczy trwałe i niezmienne, które znajdują się w umyśle bożym”

Świat jest dziełem Boga dlatego jest dobry. Jest objawem najgłębszej istoty boskiej, wszystko w nim jest pełne cudu. Konflikt tej tezy z widocznym „złem” tłumaczył, że Bóg ustanowił dobrą przyrodę, lecz zatruła ją zła wola, będąca dziełem wolnych stworzeń. Twierdził dalej, że zło nie jest realne jest tylko brakiem dobra. Nie ma absolutnego „zła” podczas gdy „dobro” jest absolutne. Istoty wolne czynią źle wtedy, gdy nie czynią dobrze, odwracają się od dobra lub zwracają się ku dobru mniejszemu zamiast ku większemu. Nie niższe cele są złe, lecz złe jest odwrócenie się od celów wyższych. Zło nie psuje harmonii świata. Jest dla jej istnienia potrzebne. Bóg wolał stworzyć większe dobro ze złem niż mniejsze bez zła. Dalej ów filozof dowodził, że zło pochodzi od człowieka, zaś dobro od Boga, czyli zło jest rzeczą przyrody, a dobro rzeczą łaski. Stąd dobrzy są jedynie ci, którzy dostąpili łaski; stąd dobrzy są nie z siebie, lecz z łaski bożej. Łaska jest dana „za darmo” gdyż nie byłaby łaską gdyby była udzielana za zasługi. Dlatego człowiek jest odpowiedzialny za zło, ale nie za dobro. Łaski nie podobna uzasadnić, jest ona faktem ostatecznym. Ludzie dzielą się na tych co jej dostąpili, i tych co jej nie dostąpili, choć jedni i drudzy nie zasłużyli na nią, ale przez nią jedni są dobrzy a drudzy źli. Dwojakie jest przeto przeznaczenie ludzi: źli będą ukarani i potępieni, dobrzy zaś będą zbawieni. W wyniku takiego ujęcia Augustyn dzielił ludzkość na dwie kategorie: zbawionych i potępionych. Upadek człowieka postawił go w obozie przeciwko Bogu, ten jednak łaską swą nawrócił i uratował część ludzkości, ta część należy odtąd do państwa bożego. Zmagania obu państw (ludzkiego i boskiego) stanowią o dziejach świata. Przyjście Chrystusa zakończyło dzieje ziemskie. Po nim czas zostaje pochłonięty przez wieczność.. Ci co należą do państwa boskiego wejdą w wieczną szczęśliwość a inni w wieczne zatracenie.

Po tym ważnym myślicielu początków Chrześcijaństwa myśl filozoficzna tworząca fundament wiary, była nadal wzbogacana przez filozofów. W. Tatarkiewicz opisuje ich dzieła w części drugiej swej pracy pod tytułem Filozofia Średniowieczna. W tej części dowiadujemy się o poglądach Eriguena i jego spojrzeniu panteistycznym; poznajemy wywody Anzelma, św. Bernarda, Hugona od św. Wiktora, który podał syntezę scholastyki i mistyki tamtych czasów. Przeczytamy w tej części o sporze o uniwersalia Abelarda, o Szkole w Chartres. Dowiadujemy się o przechowywaniu filozofii arabskiej przez Żydów, a także o wpływie tej filozofii na chrześcijaństwo.

Trzeba wspomnieć także o przemyśleniach św. Bonawentury, o spojrzeniu Rogera Bacona. Jednak po św. Augustynie największy wpływ na rozumienie nauki chrześcijaństwa wywarł Tomasz z Akwinu.

Św. Tomasz z Akwinu ( 1225 – 1274)

Wzorem dla tego chrześcijańskiego filozofa był Arystoteles. Od niego przejął dla swej koncepcji filozoficznej pojęcie poznania, pojęcie dowodu na którym oparł rozgraniczenie wiedzy i wiary; pojęcie przyczynowego powiązania zdarzeń; pojęcie aktu(energii) i potencji , oraz pojęcie formy i materii; pojęcie środka (na którym oparł etykę); Pojęcia te uzupełnił przez pojęcie „istoty” i „istnienia”, na których oparł rozróżnienie Boga i stworzenia.

Nauki tego myśliciela badacze jego dzieła streszczają wskazując na występujący w jego poglądach dualizm Boga i świata, hilemorfizm, obiektywizm, empiryzm, uniwersalizm, realizm, i intelektualizm.

-Dualizmem między bytem absolutnym a względnym, między Bogiem a stworzeniem przeciwstawiał się panteizmowi;

-Hilemorfizmem bronił jedności ludzkiej natury i przeciwstawiał się rozrywaniu duszy i ciała, dualistycznemu rozumieniu człowieka;

-Obiektywizmem, postawą umysłu zwróconą ku światu zewnętrznemu i przekonaniem, że rzeczy zewnętrzne są nam dane bardziej bezpośrednio niż wewnętrznie, przeciwstawiał się subiektywnej postawie mistyków i augustynistów;

-Empirizmem, przekonaniem, że wszelka wiedza pochodzi z doświadczenia, przeciwstawiał się augustyńskiemu aprioryzmowi;

-Uniwersalizmem, przekonaniem o wyższości ogółu nad jednostką, przeciwstawiał się indywidualizmowi;

-Realizmem umiarkowanym przeciwstawiał się z jednej strony skrajnemu realizmowi platończyków, a z drugiej nominalizmowi;

-Intelektualizmem, nauką o pierwszeństwie intelektu w poznaniu i działaniu, przeciwstawiał się woluntaryzmowi Augustyna i mistykom.

Spróbujmy bliżej poznać poglądy tego myśliciela, z którymi od wieków utożsamia się religia chrześcijańska. Odróżniał on wiedzę od wiary, dziedzinę rozumu od objawienia. Rozum jego zdaniem poznaje nie tylko rzeczy materialne, ale również Boga, Jego istnienie, Jego właściwości, Jego działanie. Istnieją jednak prawdy dla niego niedostępne jak Trójca św., grzech pierworodny, wcielenie ,,stworzenie świata w czasie”. To są prawdy wiary, które jedynie „objawienie” może ludziom udostępnić. A więc niektóre prawdy przekraczają rozum , lecz żadna z nich mu się nie sprzeciwia. Nie może być sprzeczności między objawieniem a rozumem, podwójnej prawdy o tej samej rzeczy, albowiem wszelka prawda objawiona jak i naturalna pochodzą z jednego źródła, czyli Boga.

Według św. Tomasza z Akwinu Bóg nie jest bezpośrednio znany umysłowi ludzkiemu, ani dusza, ani istota rzeczy materialnych, ani żadne prawdy ogólne. Dane są mu tylko jednostkowe rzeczy; One służą za punkt wyjścia wszelkiego poznania. Jest to pogląd zbliżony do Arystotelesa. Jedynie jednostkowe przedmioty są substancjami, bytami samodzielnymi. Są one zawsze złożone z istoty i istnienia. Istotą każdej rzeczy jest to co wspólne jej gatunkowi i zawarte w definicji. Istota Boga jest taka, że implikuje jego istnienie. Natomiast istota rzeczy stworzonych istnienia nie implikuje, z istoty ich nie wynika, że muszą istnieć. Istota substancji cielesnych jest złożona z formy i materii. Co cielesne, składa się z formy i materii, co zaś jest czysto duchowe to posiada jedynie formę. Te różnice uczony przedstawiał także przy pomocy potencji i aktu, czyli bytu możliwego i rzeczywistego. Istnienie Boga udowadniał nie analizując Jego istotę lecz ze znanych nam Jego dzieł. Św. Tomasz dał pięć dowodów istnienia Boga:

-Z istnienia ruchu wnosi , że istnieje pierwsza przyczyna ruchu;

-Z niesamoistności świata wnosi, że istnieje istota samoistna będąca przyczyna świata;

-Z przypadkowości rzeczy wnosi, że istnieje poza nimi istota konieczna;

-Z faktu, że istnieją istoty różnej doskonałości wnosi, że istnieje istota najdoskonalsza;

-Z powszechnej celowości przyrody wnosi, że istnieje istota najwyższa, rządząca przyroda i działającą celowo.

Według św. Tomasza dzięki rozumowi można poznać przymioty Boga za które uważał:

-Jest samoistny, nie ma przyczyny, nie istnieje nic co mogłoby być przyczyna jego zmiany, jest więc niezmienny; jest wieczny bez początku i bez końca, bo powstanie i koniec byłyby zmianami; jest niematerialny; jest bytem prostym, niezłożonym, bo podstawą wszelkiej złożoności jest materia; Istota Jego jest identyczna z istnieniem, bo byt prosty nie może mieć składników nie ma dlań rodzaju i przeto nie może być definiowany itd. Jego właściwością jest doskonałość, mądrość, wszechmoc, inteligencja, wola itd. Tymi pojęciami ograniczony umysł ludzki próbuje ująć prostą istotę Boga.

Według tego filozofa – świat został stworzony z niczego, nie zaś z odwiecznej materii, która jako odwieczna byłaby niezależna od Boga.

-Stworzenie dokonane było wprost przez Boga

-Stworzenie jest aktem woli a nie konieczności;

-Stworzenie odbyło się według idei bożych;

-Stworzenie nastąpiło w czasie;

Pierwsze cztery zaszłości wynikały z dowodu i rozumu, zaś ostatni z wiary. Tłumaczył świat jako dzieło Boże czyli rozumne i celowe Mnogość i różnorodność stworzenia było potrzebne dla wyrażenia przez Boga pełni swej istoty. Różnorodność bytów ma charakter hierarchiczny od roślin poprzez zwierzęta, człowieka i stanowiące między nim a Bogiem ciągłość anioły, które nie poznają przez zmysły jak człowiek, ani z własnej natury jak Bóg lecz poznają prawdę przez iluminację, w sposób w który św Augustyn przypisywał ludziom. Za Arystotelesem uczony przyjął, że dusza i ciało stanowią części człowieka i są złączone jak forma z materia. O ile przedmioty materialne poznajemy rozumem, to duszę poznajemy tylko pośrednio.

Cel życia widział w szczęściu a szczęście pojmował jako poznanie Boga. Poznanie bowiem jest najwyższą funkcją człowieka, Bóg zaś jest najdoskonalszym przedmiotem poznania. Nauki św Tomasza z Akwinu, pogłębiane przez encykliki kolejnych Papieży i postanowienia Soborów stanowią podstawę teoretyczną Kościoła po dzień dzisiejszy, zwłaszcza zaś Katolicyzmu i Prawosławia.

Wiara w obcowanie świętych . W mojej „wsi” często słyszałam wielekroć opowiadaną historię o tym, jak to o. Pio pomógł pewnej kobiecie, która wracała po ciemku z pracy. Gdy szła zaułkiem, nagle dwóch oprychów wyskoczyło do niej z niecnymi zamiarami, poczęli zrywać jej ubranie i przewrócili na ziemię. Kobieta śmiertelnie wystraszona krzyknęła z całych sił: „Ojcze Pio, ratuj!!!”.

Nagle bandyci zerwali się i co sił w nogach, upadając co chwilę, poczęli uciekać, rozpieszchli się każdy w swoją stronę… Ponoć nazajutrz zgłosili się na komendę, mówiąc, że ich przestępstwu zapobiegła jakaś wielka postać w czarnym habicie. Byli śmiertelnie przerażeni, mówili bez ładu i składu. Ponoć nawet lokalne czasopismo opisało całe zajście. Czy to prawdziwa historią, czy nie? Nieistotne, najważniejsze jest jej sedno, sens i treść. Kobieta, która wezwała pomocy wstawienniczej świętego o. Pio, miała wiarę ogromną, wiarę wielką i bezwzględną, wyłączną wiarę w to, że Bóg pomoże jej poprzez swych wysłanników w jej nieszczęśliwym położeniu. Wiara ta wydała owoce. Ona w tej straszliwej chwili wiedziała, kogo wzywać na pomoc, jej głos nie zawisł w próżni, ale został wysłuchany, natychmiast!!! I Ty też wołaj swego patrona. „Nie pokładaj ufnosci w ksiażętach…”.

ŚWIĘCI PAŃSCY NAPRAWDĘ NAM POMAGAJĄ, JEŚLI ICH TYLKO WZYWAMY

Święci są naszymi siostrami i braćmi w wierze. To nasi najwięksi przyjaciele. Możemy liczyć na ich pomoc, zwłaszcza w trudnych sytuacjach życiowych. Wielu z nich „wyspecjalizowało się” w różnego rodzaju kłopotach. Święty Antoni wspiera pogubionych, św. Błażej pomaga w chorobach gardła, św. Barbara czuwa nad górnikami, a św. Jadwiga Królowa opiekuje się ubogimi. Święty Rafał Archanioł wraz ze św. Krzysztofem opiekują się podróżnymi. Niektórzy święci opiekują się zakochanymi. Inni mają pod opieką ludzi wykonujących różne zawody. Swoich patronów mają miasta, parafie, a także liczne państwa. Wzywamy ich w potrzebach zwyczajnych i codziennych, znajdując w nich oparcie i zachętę do stawiania czoła trudnościom życiowym. Święci przychodzą nam z pomocą, upraszając potrzebne łaski, towarzysząc w naszych małych i dużych zmaganiach. Są z nami, podnosząc nas niejednokrotnie na duchu. Święci są nam bardzo bliscy dlatego, że będąc blisko Jezusa, nie zapominają o nas, ale pragną, abyśmy i my trwali w komunii z Bogiem. Dobrze jest mieć swojego ulubionego świętego lub świętą. Powierzać im swoje troski i radości. Święta Teresa czuła się szczególnie związana ze św. Józefem. Święty Jan Vianney czcił św. Filomenę, św. Rita z Cascia natomiast św. Augustyna i św. Monikę. Dobrze jest radzić się świętych, zastanawiać, co zrobiliby w mojej sytuacji. Poznając ich życie, uczymy się, jak żyć po chrześcijańsku (fragment za : http://www.radiomaryja.pl/bez-kategorii/swietych-obcowanie/).


Już nie pamiętam, ile to razy pomógł mi zanleźć coś, co wydawało mi się nie do odnalezienia, św. Antoni, a ile razy św. Krzysztof pomógł mi wrócić do domu z trudnej i długiej drogi, ile razy pomógł mi św. Andrzej Bobola wraz ze św. Judą Tadeuszem w czymś, co po ludzku było nie do rozwiązania, nic, tylko siąść i płakać. Oni pomogli. Czasem w sposób namacalny i spektakularny czułam, że są w pobliżu, czułam niemal ich dotyk – taki duchowy, niematerialny, i tą troskę, że ktoś zawsze jest, czuwa, że pochodzi od Boga, że to Jego opieka poprzez wysłanników z nieba. Mamy prawdziwy skarb, niezawodny. Oni pomagają nam wierzyć, oni pielęgnują naszą wiarę, chronią ją.

św. Marek ratuje żeglarzy z katastrofy morskiej

Św. Antoni wskrzesił Eurilię, dziewczynę, która wpadła do rowu i utonęła.

Cud św. Janurego, gdy jego krew przechowywana w ampułce zaczyna się burzyć, staje się płynna i pulsuje, jak gdyby została świeżo rozlana. Chociaż zjawisko było wielokrotnie badane, do dzisiaj nie wiadomo, co jest jego przyczyną.

[zdjęcie wprowadzające: Obrazek przedstawia Mszę Świętą, w której uczestniczy Trójca Przenajświętsza, Matka Boża, Święty Józef, Wszyscy Święci oraz Aniołowie Boży, czyli Kościół Tryumfujący w Niebie, wierni uczestniczący na Mszy Świętej czyli Kościół Wojujący na ziemi, oraz Kościół Cierpiący czyli Dusze w Czyśćcu cierpiące – na które Aniołowie wylewają Krew Najdroższą Chrystusa płynącą z Krzyża].

Szczególnie w dniu 1 listopada podziękujmy Panu Bogu za wszystkich wiernych, zbawionych już, na których pomoc możemy nieustannie liczyć w naszym życiu.
 

Otwarty konflikt między kibicami Legii a zarządem klubu, policją i urzędnikami rozkręca się na nowo. Jak w soczewce skupia wszystkie absurdy, niebezpieczeństwa i paradoksy czasów, w których przyszło nam żyć Na Łazienkowskiej znowu rozgorzała wojna.

Tym razem, tak samo jak przy pierwszej odsłonie konfliktu, nazywanego przez kibiców „dżihadem” i „walką z okupantem”, którego największe nasilenie przypadło na lata 2007-2010, obie strony są równie mocno, a może nawet jeszcze bardziej niż wtedy, zdeterminowane, aby pozbyć się przeciwnika na stałe z pola abstrakcyjnej bitwy, a raczej zwarcia, którego areną stał się dawny stadion Wojska Polskiego, obecnie noszący niezbyt popularną wśród warszawskich fanów nazwę Pepsi Arena. Konflikt tlił się już od dłuższego czasu, właściwie jego zarzewie związane z początkiem sponsorowania klubu przez koncern medialny ITI nigdy nie zostało ugaszone. Mieliśmy jedynie do czynienia z kruchym rozejmem, który tworzył warunki dla pozornie normalnej sytuacji na trybunach oraz w relacjach grup kibicowskich i zarządu klubu, w rzeczywistości jednak tylko maskował wrogość i nieufność pomiędzy obiema stronami sporu, których, jak się zdaje, skrajnie odmienne poglądy na otaczający świat musiały z konieczności wejść w kolizję również w przypadku wizji klubu, i przede wszystkim zasad, na podstawie których powinien funkcjonować. W odróżnieniu od pierwszej części konfliktu, który był właściwie prywatną wojenką zarządu klubu i Mariusza Waltera z niepokornymi i dającymi się nieraz mocno we znaki kibicami, tym razem pierwsze skrzypce odgrywa aparat państwa, na czele z należącym do Platformy Obywatelskiej wojewodą mazowieckim, Jackiem Kozłowskim. Zanim jednak przejdziemy do próby odgadnięcia motywów, dla których lokalni urzędnicy z niespotykanym wcześniej zapałem zabrali się do walki ze stadionowym bandytyzmem na stadionie Legii, przydałoby się pokrótce (i z konieczności w sposób fragmentaryczny) przedstawić genezę obecnej, patowej sytuacji.

 
    Dla większości kibiców Legii wspomniany wojewoda stał się negatywnym bohaterem już w maju 2011 roku, kiedy za karę po zamieszkach w Bydgoszczy po meczu finału Pucharu Polski między Lechem i Legią zamknął dla wszystkich kibiców stadion Legii, dość karkołomnie uzasadniając to obawą o kolejne zamieszki, mające być jakoby dalszym ciągiem wydarzeń z Bydgoszczy. Wszakże najpierw Wojewódzki Sąd Administracyjny w swoim wyroku, a później Naczelny Sąd Administracyjny w odpowiedzi na skargę kasacyjną złożoną przez KP Legia Warszawa potwierdził legalność decyzji wojewody, pozostało jednak wrażenie, że zamknięcie stadionu było głównie aktem zemsty na kibicach za kompromitację przygotowań do Mistrzostw Europy w zakresie bezpieczeństwa, przed obecnym na meczu w Bydgoszczy wysokim urzędnikiem UEFA oraz rodzaj sygnału ostrzegawczego dla klubu, że władza nie zamierza w takich sytuacjach stosować taryfy ulgowej, nawet w przypadku kibiców klubu, którego sponsorem jest koncern medialny wyraźnie sprzyjający partii rządzącej.
 
    Niewiele ponad rok po tych wydarzeniach, wojewoda, być może podbudowany tym, co zobaczył na polskich stadionach podczas EURO 2012, postanowił podjąć niezwłoczne działania mające na celu wyeliminowanie naruszeń prawa na stadionie Legii. Za swoje priorytety uznał przede wszystkim uniemożliwienie kibicom na Żylecie odpalania rac i udrożnienie przejść ewakuacyjnych między sektorami, które często były zastawione przez kibiców, zresztą w związku z przewidzianą przez porozumienie między grupami kibicowskimi i zarządem klubu możliwością swobodnego zajmowania przez fanów miejsc na tej trybunie, co, jak podkreślają sami zainteresowani, jest niezbędnym warunkiem prowadzenia zorganizowanego dopingu.
 
    Warszawskiej policji i wojewodzie nie spodobało się także używanie elementów opraw meczowych do utrudniania identyfikacji osób odpalających pirotechnikę. Jeszcze przed rozpoczęciem rundy jesiennej, decyzją Prezydent m. st. Warszawy, wszystkie spotkania przy ul. Łazienkowskiej otrzymały status imprez masowych podwyższonego ryzyka, co znacznie podniosło koszty organizacji każdego meczu, bowiem w takich przypadkach należy uwzględnić większą liczbę pracowników ochrony przypadających na określoną ilość kibiców. Konieczna jest także zwiększona obecność funkcjonariuszy policji. Po wniosku komendanta stołecznego, wojewoda postawił Legii ultimatum, najpierw przed meczem z Podbeskidziem Bielsko-Biała (podczas którego kibice w ciszy prowadzili ostrzegawczy protest) a następnie przed derbowym meczem z Polonią, że w przypadku jakichkolwiek naruszeń prawa na Żylecie, zamknie całą trybunę dla publiczności, co dla klubu oznaczałoby duże straty finansowe, nie do przyjęcia przez zakręcającego kurek z pieniędzmi z powodu własnych kłopotów finansowych sponsora.
 
    W tej sytuacji zarząd klubu znalazł się między młotem a kowadłem – między groźbą zamknięcia trybuny, które oznaczałoby wymierne i dotkliwe straty finansowe, a widmem ponownego bojkotu spotkań przy Łazienkowskiej i wojny podjazdowej z własnymi kibicami, broniącymi Żylety jak niepodległości. Wojny, która de facto mogłaby mieć jeszcze bardziej opłakane skutki dla klubowej kasy. Legia stała się więc w pewnym sensie ofiarą nadgorliwości urzędników państwowych, oficjalnie wynikającej z chęci umożliwienia wzięcia udziału w sportowym widowisku kibicom dopingującym wyłącznie kulturalnie, którzy mieliby zapełnić ligowe stadiony na fali „sukcesu” EURO 2012. Jednak bardziej prawdopodobnym lub przynajmniej równoległym scenariuszem wydaje się zemsta obozu władzy za aktywność polityczną kibiców z Żylety skierowaną przeciw rządowi oraz chęć pozbycia się lub przynajmniej zdezintegrowania niebezpiecznej z punktu widzenia władzy struktury społecznej, która właściwie rządzi stołeczną ulicą.
 
    Nie można tutaj pominąć elementu, który okazuje się dobrze pasować do układanki obrazującej obecną sytuację na Łazienkowskiej. W styczniu 2012 roku nowym komendantem stołecznym policji został nadinsp. Mirosław Schossler, uprzednio od 2007 roku pełniący obowiązki świętokrzyskiego komendanta wojewódzkiego. W futbolowym światku zasłynął głównie stosowaniem uciążliwych represji w stosunku do kibiców kieleckiej Korony, gdzie doprowadził niemal do wymarcia jakiegokolwiek ruchu kibicowskiego i zmusił fanów do zaprzestania dopingu dla własnej drużyny. W wielu mediach, chociaż głównie internetowych, były poruszane przypadki niebywale restrykcyjnego egzekwowania przepisów na stadionie, nie tylko w stosunku do tzw. ultrasów, ale również w stosunku do zwykłych kibiców, których trudno podejrzewać o chęć zakłócania w jakikolwiek sposób przebiegu imprezy masowej.
 
    I tak np. za przekleństwo na stadionie zatrzymana osoba była karana 2-letnim zakazem stadionowym oraz 2 tysiącami złotych grzywny, podobne kary groziły za zajęcie nie swojego miejsca, nawet jeżeli stadion świecił pustkami. Sytuacja była na tyle absurdalna i poważna, że za swoimi kibicami wstawili się piłkarze Korony, wybiegając na jeden z meczów w koszulkach z napisami „Stadion to nie teatr – jesteśmy z wami”, a nawet prezes klubu z Kielc, Tomasz Chojnowski. Czas pokazał, że historia z Kielc powtórzyła się także w Warszawie, chociaż lokalne uwarunkowania i okoliczności w jakich do tego doszło były zupełnie inne.
 
    W świetle zebranych do kupy faktów ciężko jest uwierzyć, że w aktualnym przypadku rygorystycznego do granic upierdliwości egzekwowania prawa na stadionie Legii przez wojewodę i policję, mamy do czynienia jedynie z chęcią umożliwienia wszystkim spokojnym obywatelom wzięcia udziału w kulturalnym widowisku, bez przekleństw, odpalanej pirotechniki, za to z cieszącymi oko drożnymi przejściami ewakuacyjnymi. Działania podjęte wobec kibiców Legii przez władzę i służby na poziomie samorządowym, wpisują się dobrze w pewien schemat wydarzeń zapoczątkowany w 2011 roku głośnymi antyrządowymi protestami kibiców po absurdalnym zamknięciu stadionu przy Łazienkowskiej po awanturach w Bydgoszczy, kontynuowany aktywnością w czasie kampanii wyborczej do Sejmu i „zbrojnym” wsparciem ubiegłorocznego Marszu Niepodległości, a zakończony atakami na rosyjskich kibiców w Warszawie 12 czerwca tego roku, w dniu meczu Polska-Rosja podczas Mistrzostw Europy.
 
    Gdzieś w tle przewija się nienawiść kibiców do lewicowej, a miejscami lewackiej, ale zawsze prorządowej Gazety Wyborczej (słynna oprawa na wyjazdowym meczu z Lechem, skierowana do Adama Michnika) oraz kłujące władzę i liberalno-lewicowe autorytety w oczy, masowe uczestnictwo „kiboli” w dorocznych obchodach upamiętniających wybuch Powstania Warszawskiego, którzy wydatnie przyczynili się do ich swoistego renesansu, a także sam fakt istnienia licznej, silnej i dobrze zorganizowanej wspólnoty, przyciągającej młodych warszawiaków oraz kształtującej ich walecznego i niepokornego ducha.
 
    Na osobny akapit zasługuje sprawa Piotra Staruchowicza, ps. „Staruch”, gniazdowego i nieformalnego lidera kibiców Legii, przez niektóre środowiska ogłoszonego już pierwszym więźniem politycznym rządu Platformy Obywatelskiej. To on był autorem znanego w całym kraju hasła „Donald matole, twój rząd obalą kibole”, które zadebiutowało podczas antytuskowej demonstracji po meczu w Bydgoszczy. Ze względu na swoją aktywność i dość medialne środowisko, w którym się obracał,a które zawsze stanowili kibice Legii Warszawa, szybko stał się rozpoznawalny w całym kraju – przez jednych postrzegany jako patriota i symbol romantycznego buntu przeciwko złej i niesprawiedliwej władzy, a przez drugich jako zwykły chuligan, dorabiający sobie ideologię do odpalania rac i okładania się po buziach z innymi kibicami.
 
    Za rzucenie wyzwania władzy spotkała go jednak surowa kara: najpierw w prowokacyjny sposób został zatrzymany 1 sierpnia 2011 roku, wśród setek kibiców wracających z uroczystości na Kopcu Powstania Warszawskiego, w związku z pobiciem i okradzeniem kibica Polonii (ostatecznie przyznał się do winy), a potem, już w maju tego roku, został kolejny raz zatrzymany i osadzony w areszcie na podstawie wątpliwych i niejasnych zeznań świadka koronnego, w ramach większej akcji wymierzonej w chuliganów Legii przed Mistrzostwami Europy.
 
    Do dnia dzisiejszego, już piąty miesiąc przebywa w areszcie bez żadnego wyroku, a jego adwokatowi Krzysztofowi Wąsowskiemu odmówiono dostępu do akt sprawy, a nawet podania informacji, w którym areszcie przebywa jego klient! Sprawie bacznie przyglądają się Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Fundacja Badań nad Prawem, zainteresowała się nią także Amnesty International.
 
    Abstrahując już od tego, że kibice z Żylety oczywiście do aniołków nie należą i zdarzały im się wybryki, które doprawdy ciężko usprawiedliwić w jakikolwiek sposób, ale akurat w przypadku incydentów na meczu derbowym, które były „inspiracją” do napisania niniejszego tekstu, żaden rozsądny człowiek po prostu nie może przejść do porządku dziennego nad zachowaniem ochrony, które jak się wydaje, było zorientowane albo na celowe sprowokowanie starcia albo na demonstrację siły i złamanie ducha trybuny przez zajęcie jej bez żadnego oporu ze strony kibiców, co do tej pory wydawało się nie do pomyślenia.
 
    Przypomnijmy, że podczas meczu, kilka minut przed zakończeniem pierwszej połowy, na trybunę najbardziej fanatycznych kibiców wkroczyli uzbrojeni w gaz ochroniarze, z zadaniem udrożnienia przejść ewakuacyjnych (!). Już sama przyczyna podejmowania tak ryzykownych działań, podczas takiego meczu, przy takich, a nie innych nastrojach kibiców, nastawionych konfrontacyjnie w związku z kolejnymi groźbami wojewody mazowieckiego, brzmi całkiem absurdalnie. Niefortunnie dla służb ochrony, niezrozumiała i odczytana przez rozentuzjazmowany tłum jako agresja na własne terytorium akcja spotkała się niemal z natychmiastową reakcją – ochroniarze zostali wypchnięci z trybuny, a po zakończeniu pierwszej części gry zaatakowani z użyciem wszelkiej ruchomej stadionowej infrastruktury i zmuszeni do ucieczki pod bramy stadionu. Krewkich kibiców uspokoiło dopiero wkroczenie na teren imprezy masowej setek policjantów w pełnym rynsztunku, uzbrojonych w broń gładkolufową. Jeszcze przed tymi incydentami podczas pierwszej połowy na Żylecie pojawiła się spora ilość odpalonych rac, a podczas drugiej połowy, już po wydarzeniach z przerwy, dokonano spalenia zdobycznych szalików i koszulek z emblematami Polonii, w wyniku czego ogniem zajęło się kilka krzesełek tworząc na trybunie niewielki pożar.
 
    Do najbardziej popularnych mediów tradycyjnie przebiły się jedynie informacje o kolejnych burdach pseudokibiców, wywołujące kolejne głosy oburzenia dyżurnych specjalistów od wszystkiego. Tymczasem sami kibice, oprócz niezrozumiałego dla nich wtargnięcia ochroniarzy do młyna, mieli również duże zastrzeżenia do bardzo powolnego wpuszczania ich na trybunę, które wynikało z absurdalnie szczegółowych i rygorystycznych kontroli, i powodowało niebezpieczny dla życia i zdrowia ścisk przy wejściu oraz w wielu przypadkach mocno spóźnione dotarcie na mecz (ostatni w kolejce kibice wchodzili na stadion pod koniec pierwszej połowy).
    Jak się wydaje, dantejskie sceny przed wejściem na Żyletę (omdlenia w tłumie z powodu ogromnego tłoku, prowokacyjne zachowanie ochrony i policji), również mogły wpłynąć na zaognienie sytuacji i eskalację przemocy, której wybuch nastąpił w przerwie meczu.
 
    W kontekście opisanych przedmeczowych wydarzeń i skandalicznych warunków wpuszczania kibiców na Żyletę, wysyłanie w trakcie meczu, kilka minut przed przerwą, uzbrojonych ochroniarzy w sam środek najbardziej fanatycznej trybuny z zadaniem udrożnienia przejść ewakuacyjnych (!), przy jednoczesnym deklarowaniu przy każdej nadarzającej się okazji przez osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo na obiekcie, chęci, aby stadion Legii był bezpieczny i wolny od przemocy, to już chyba nie tylko hipokryzja, ale taka postawa wydaje się mieć jakieś schizofreniczne podłoże, o ile (co wydaje się dość prawdopodobne) działania podjęte podczas meczu derbowego nie wynikały po prostu z wyrachowanego dążenia do sprowokowania starcia lub demonstracji własnej siły.
 
    Jeżeli jednak takie zamierzenia były, to tym razem kompletnie spaliły na panewce, ponieważ kibice zupełnie nie przestraszyli się zapowiadanych kar i to oni demonstracyjnie pokazali, kto rządzi na Żylecie. Polityka wojewody i nowego komendanta stołecznego, pod nieoficjalnym tytułem „zero tolerancji na trybunach” poniosła (przynajmniej na razie) spektakularną porażkę, z powodu medialności sprawy przekładającą się również w pewnym sensie na porażkę wizerunkową obydwu funkcjonariuszy. Nie spodziewając się chyba tak jawnie rzuconej przez kibiców rękawicy, wojewoda zamilkł na jakiś czas i dopiero 1 października (mecz z Polonią odbył się 21 września) ogłosił swoją decyzję o zamknięciu dolnej części Żylety na kolejny mecz z Wisłą Kraków (decyzja została podtrzymana na kolejny mecz z Piastem Gliwice). Uzasadniał to odbytymi konsultacjami z klubem i z policją, z których wynikało, że problemy sprawiają głównie fani z dolnej części trybuny, osobliwie ci, którzy na mecze wchodzą na podstawie biletów jednorazowych, a nie karnetów (osoby posiadające karnety mogły obejrzeć spotkanie z Wisłą). Szybko zareagowali również kibice, ogłaszając bojkot meczów na Łazienkowskiej aż do odwołania.
 
    Obecnie, jak się wydaje, sytuacja jest bardzo napięta i przedstawia się następująco:
 
    Pragnąc upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu (udobruchać władzę i pozbyć się problemu kar pieniężnych, nakładanych głównie z powodu pirotechniki odpalanej na trybunach) zarząd Legii, przy pomocy klubowych zakazów stadionowych nakładanych masowo po wydarzeniach na meczu z Polonią najwyraźniej dąży do fizycznej eliminacji niepokornych kibiców ze stadionu.
 
    W przypadku stadionowego makrokosmosu takie działania przywodzą jednak na myśl metody totalitarne (nie tylko z powodów lingwistycznych), szczególnie, że uzasadnienia niektórych zakazów wyglądają, delikatnie mówiąc, mocno kontrowersyjnie: jako czyny podlegające surowym karom są wymieniane takie przewinienia jak odliczanie do odpalenia rac na Żylecie, czy podawanie ponad głowami transparentów, pod którymi następnie chronili się w celu uniemożliwienia identyfikacji kibice odpalający pirotechnikę. Na portalach kibiców Legii krąży informacja, jakoby za to ostatnie przewinienie, maksymalnym, dwuletnim zakazem stadionowym byli karani nawet 13-letni chłopcy, co już zakrawa na lekką paranoję (podobnych przypadków jest więcej), ale jednocześnie sugeruje, że władze klubu czując wsparcie władz samorządowych i przychylność władzy na poziomie krajowym, postanowiły działać na granicy prawa, a nawet niezgodnie z nim, za to zgodnie z zasadą, że cel, a więc pozbycie się „kiboli” ze stadionu, uświęca środki.
 
    Kibice dostają również wezwania na komendy w charakterze podejrzanych o popełnienie wykroczenia, polegającego na zajęciu nie swojego miejsca na Żylecie, chociaż ta kwestia również była przedmiotem ustaleń między kibicami i klubem, a przyzwolenie na swobodne zajmowanie miejsc jest właściwie wszędzie normą, jeżeli chodzi o trybuny, na których zasiadają najbardziej zaangażowani w doping kibice.
 
    Jednym z bardziej bulwersujących przypadków samowolnego „ukarania” kibiców przez stróżów prawa były wczesnoporanne wizyty w wielu warszawskich domach następnego dnia po meczu z Polonią i zatrzymania kibiców za tak błahe i mogące być wieloznacznie interpretowane naruszenia ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, jak niepodporządkowanie się poleceniom służb porządkowych (notabene m. in. z tego powodu wielu ekspertów nazywa tą ustawę bublem prawnym, jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie, który powstał tylko dlatego, że było na niego „społeczne zapotrzebowanie”). Z tej właśnie przyczyny, w opisany wyżej sposób, została zatrzymana Katarzyna Ceran, narzeczona przebywającego w areszcie „Starucha”, co nosi wszelkie znamiona próby zastraszenia jego bliskich i całego środowiska kibiców, poprzez pokazanie, że na każdego „stawiającego się” władzy znajdzie się jakiś paragraf.
 
    Sąd, przed którego oblicze została doprowadzona podejrzana, określił zatrzymanie mianem „bezzasadnego”, a komentujący sprawę znawca prawa karnego, prof. Piotr Kruszyński, wytknął, że nie zostały wypełnione podstawowe przesłanki do zastosowania tzw. trybu przyśpieszonego (czyli ujęcie na gorącym uczynku lub bezpośrednio po popełnieniu przestępstwa) dodając, że „wyciąganie kogoś o 6 rano z domu, bo podejrzany jest o nie zajęcie krzesełka, to jakaś paranoja”.
 
    W sytuacji tak drastycznych i często nie znajdujących oparcia w obowiązującym prawie represji, dodatkowo z przekonaniem o kiepskiej sytuacji finansowej klubu, zależnego z kolei od również przeżywającego kłopoty finansowe głównego sponsora, czyli koncernu ITI, kibice rozpoczęli bojkot meczów na własnym stadionie, licząc na zadanie skutecznego ciosu w newralgiczne miejsce oponenta, czyli klubową kasę. W jednym z oświadczeń zwracają również uwagę, że „wobec wydarzeń z ostatniego czasu, czyli pisząc wprost – prześladowań środowisk kibiców przez organy ścigania, pojawianie się w okolicach stadionu oraz legijnych pubów w dniu meczu może wiązać się z narażeniem na policyjne prowokacje”.
 
    Zorganizowaną absencję na meczach motywują więc również obawą o własne bezpieczeństwo i wolność, która w ich mniemaniu może być zagrożona przez działającą na polityczne zlecenie policję. Opisane wyżej przypadki utrudniania życia, nękania (nie są rzadkością policyjne wizyty w miejscach pracy najbardziej zaangażowanych kibiców) czy nawet stosowania działań zupełnie bezprawnych wobec środowisk kibicowskich, sugerują, że te obawy nie są całkowicie bezpodstawne.
 
    Zanosi się więc na kolejną długą wojnę na wyniszczenie, pomiędzy Żyletą i zarządem klubu. Sytuacja w wielu aspektach jest inna niż poprzednio. Tym razem to władza państwowa, najprawdopodobniej w akcie zemsty za aktywność polityczną kibiców, pod mniej lub bardziej wyszukanymi pretekstami, sprowokowała otwarty konflikt, ale klub, pozostawiając inicjatywę urzędnikom i policji, również pragnie wykorzystać okazję do pozbycia się uciążliwych bywalców stadionu przy Łazienkowskiej, z którymi nigdy nie było mu po drodze.
 
    Niestety, nawet najbardziej przychylny kibicom komentarz nie może pominąć rekordowych kar, jakie płacą za zachowania swoich fanów władze Legii (łączna suma kar w tym sezonie zbliża się do miliona złotych, a mamy dopiero październik) i to w sytuacji kiedy konieczne stają się maksymalne oszczędności. Inną kwestią jest to, że jeżeli spojrzeć na wybryki kibiców, za które była karana Legia, w szerszym kontekście ewolucji kibicowania w Polsce po roku 1989,to nie są one szczególnie drastyczne (głównie chodzi o odpalanie pirotechniki) i w porównaniu z tym, co działo się na stadionach w latach 90. i na samym początku XXI wieku, wydają się dziecinnymi igraszkami. Statystyki dotyczące bezpieczeństwa wyraźnie wskazują na znaczny spadek chuligańskich incydentów na meczach piłkarskich. W dużej mierze, jak się wydaje, nieproporcjonalnie wysokie kary są więc raczej ceną za swoiście pojmowaną i manifestowaną przez kibiców niezależność i autonomię, a także niepoprawność polityczną, niż konsekwencjami stricte chuligańskich wybryków. W grę wchodzi również niestety notoryczne działanie w warunkach recydywy.

    Kibice także przystępują do kolejnej odsłony konfliktu z nieco inną mentalnością i przygotowaniem, niż za pierwszym razem. Wtedy był niepokój przed niewiadomym, poczucie frustracji i bezsilności w starciu z potężną korporacyjną machiną i wpływami politycznymi zawiadujących nią osób. Jednak podczas protestu, co podkreślali nawet nieprzychylni kibicom publicyści, fanatycy Legii zwarli swoje szeregi, a osobnicy niepewni zostali automatycznie wypchnięci poza nawias wspólnoty, która stała się właściwie jednym organizmem społecznym, rządzonym autokratycznie przez liderów środowiska i przez to skuteczniejszym w swoich działaniach i posunięciach. Jak się na dłuższą metę okazało, taktyka determinacji i godnego podziwu uporu okazała się skuteczna, o czym świadczyło porozumienie, którego treść czyniła zadość właściwie wszystkim postulatom kibiców (od powrotu do starego herbu Legii do zasad organizacji dopingu i opraw na Łazienkowskiej).

 
    Konsolidacja i siła Żylety była widoczna praktycznie przy okazji każdego meczu na nowym stadionie, nawet w wymiarze czysto wizualnym – kilka tysięcy ubranych w jednolite, białe koszulki kibiców zdecydowanie dominowało na stadionie, nadając niejednokrotnie ton przebiegowi piłkarskiego „spektaklu”, swoją jednością dodatkowo potęgując atomizację kibiców na pozostałych trybunach i wrażenie ich rozproszenia i bierności. Teraz zaprawienie w „boju” podczas starego konfliktu i radykalizacja kibicowskich nastrojów, połączone ze zwykłą młodym ludziom kreatywnością i fantazją, na pewno uczyni z nich niewygodnego przeciwnika dla idącego na współpracę z władzą zarządu klubu.
 
    Po zakończeniu poprzedniego konfliktu podpisaniem porozumienia, w środowisku kibiców Legii pozostał jednak powszechny niedosyt, że „dżihad” nie został dokończony, a wróg usunięty na zawsze ze stadionu, będącego dla wielu drugim domem. W nastawionym na pragmatyzm społeczeństwie może się to wydawać nawet szokujące, ale wielu kibiców traktowało to jako stłumioną z uwagi na wyższą konieczność ujmę na honorze, spowodowaną niedotrzymaniem uroczyście danego i wielokrotnie przypominanego słowa walki z okupantem, aż do ostatecznego zwycięstwa i pozbycia się go z klubu, jaki znali i kochali. Nadarza się więc znowu okazja aby ową plamę na honorze zmazać i walczyć o klub działający maksymalnie zgodnie z zasadami, którymi w życiu kierują się kibice. Niemożliwe nie istnieje, a historia pokazuje, że rzeczywiście zdarza się, że siła miłości pokonuje siłę pieniądza.
 
    Nie zamierzam kończyć tego artykułu banalnymi mądrościami w rodzaju tych, że konflikt najbardziej szkodzi piłkarzom i nikt na nim nie zyska, a wszyscy stracą, chociaż jak każde banały, w ostatecznym rozrachunku prawdopodobnie te również okażą się prawdziwe. Zachęcam jedynie zainteresowanych do zgłębienia tego sporu, który w wymiarze lokalnym, jak w soczewce, chociaż niekoniecznie w oczywisty sposób, skupia konflikty, absurdy i niebezpieczeństwa współczesnego nowoczesnego społeczeństwa i czasów, w których przyszło nam żyć, a także do ewentualnego opowiedzenia się po jednej ze stron barykady albo zdystansowania się od opisanych tu rzeczy, bez nie popartych żadnym myśleniem, a będących jedynie odreagowaniem osobistych frustracji, stadnych okrzyków oburzenia, agresji i miotania gróźb, któremu ton nadają dyżurne autorytety, skompromitowani i stronniczy, a uchodzący za „niezależnych” dziennikarze i specjaliści od wizerunku medialnego.
 
Słuchajmy ludzi, a nie przekaźników, patrzmy w oczy, a nie w odbiorniki.
 
Jarosław Wolski
 
rebelya.pl

Słów jakie padły wczoraj z ust Donalda Tuska nic nie usprawiedliwia. Miałem sen…. Nie, nie – nie był to piękny sen. Takie zwykłe „political fiction”: Wiesz – znów narasta smród wokół tego Smoleńska. Chyba tak samo to nie przyschnie.

Chodzi ci o śmierć tego pilota? Olej to – im więcej teorii spiskowych tym lepiej.

    Nie wiesz wszystkiego. Inaczej byś tak nie bagatelizował tej sprawy. Ten drugi pilot wcale się nie przestraszył i dalej opowiada o komendzie zejścia na 50m. A to podważa przecież wiarygodność obu raportów i wskazuje na fałszowanie odczytów czarnych skrzynek!

    O – k… – nie wiedziałem. Ale masz tylko słowo przeciw dokumentom. Olej to. Macierewicz zrobi tyle szumu, że nikt nie będzie wiedział co jest prawda, a co fałsz.

    Hmmmm…. Ostatnio zrobił się jakiś taki powściągliwy…. Myślałem, że po tej konferencji naukowców zażąda głowy Tuska, a tu nic…. Oni zajęli się gospodarką. Jak tak dalej pójdzie, to lody się skończą, a i dożywotnie wczasy w Białołęce nie wykluczone….

    Przesadzasz z tym czarnowidztwem.

    Jest jeszcze coś…. Od tygodni się głowimy co z tym zrobić. Jakiś kretyn wysłał ekipę do Smoleńska, by zbadała wrak na obecność materiałów wybuchowych.

    No i co?

    No i ta aparatura dała pozytywny odczyt. Teraz nie da się uniknąć badania próbek na obecność materiałów wybuchowych.

    Spokojnie. Nic nie znajdą.

    Nie o to chodzi, czy coś znajdą. Od lat podkreślamy na każdym kroku, że zamach jest wykluczony. No to teraz ktoś się może zapytać na jakiej podstawie to wykluczenie. Mogą spytać, dlaczego dopiero teraz zrobiono badania itd….

    No – przyznaję. Wdepnęliście w gówno. Tu spuszczenie Niesiołowskiego czy Palikota z łańcucha nie wystarczy. Znasz ten dowcip o tym, jak zatrzymany za jazdę ponad 100 km na godzinę w terenie zabudowanym kierowca wyznał, że się spieszył – bo ma bombę w bagażniku? Kiedy policjant wezwał brygadę antyterrorystyczną, kierowca spokojnie otwiera bagażnik i mówi: ten wasz policjant to jakiś psychol. Co on wam naopowiadał? Że mam bombę? I co jeszcze wymyśli? Może na przykład, że jechałem 100km/godz, tymi krętymi uliczkami?

    Rozumiem. Myślisz że się dadzą nabrać na taką szytą grubymi nićmi prowokację?

    Przecież to durnie. Jak każda prawica zresztą. Słyszałeś, że GOP-cio Romney pytał ostatnio czemu w samolocie nie można otwierać okien?

    He, he, he.. .. Słyszałem. Lepszy jest ten amerykański konserwatysta, który namawiał swoją kochankę do aborcji. A najśmieszniejsze w tym jest to, że on sam nagrał tą rozmowę…..

    No – trzeba przyznać, że nasz Kaczyński aż tak durny nie jest. Na szczęście media mamy bardziej sprawne w robieniu z niego głupka.

    A’propos mediów – kto się tym zajmie? Sprawa jest poważna, więc „zaprzyjaźnione media” to chyba trochę mało.

    Masz rację. Do tak ciężkiej sprawy warto ruszyć „Rzeczpospolitą”.

 

To był sen. Tylko sen. Nie wiem jak było naprawdę. Nawet gdyby podobna rozmowa miała rzeczywiście miejsce, to na pewno jednym z rozmówców nie był Donald Tusk. Udowodnił on bowiem wczoraj, że to on jest największym durniem Rzeczpospolitej i słusznie nasze społeczeństwo zrobiło go premierem. Po wygłoszeniu tezy, że „nie sposób ułożyć sobie życie w jednym państwie z osobami takimi jak Kaczyński” powinien udać się do kościoła i modlić o zdrowie swego oponenta. Gdyby tak w najbliższych dniach Kaczyńskiemu się zmarło – nawet z najbardziej naturalnych powodów – nie można byłoby uniknąć zestawienia tych dwóch faktów. W normalnym kraju, normalni, nie pozbawieni inteligencji ludzie takich słów po prostu nie wypowiadają.

Jerzy Wawro

W zalewie informacji o nowych okolicznościach katastrofy smoleńskiej, Donald Tusk podpisał pakt fiskalny. Czyli zgodził się na oddanie Brukseli kolejnej, bardzo ważnej części naszej suwerenności. Donald Tusk podpisał przystąpienie Polski do paktu fiskalnego.

Jak twierdzi na swoim blogu sąsiad z łamów – Zbigniew Kuźmiuk – zrobił to po konsultacji „telefonicznej” ze swoimi ministrami. Mniejsza już o sposób konsultacji. Znaczenie mają bowiem skutki podpisania paktu fiskalnego. A te będą dramatyczne.

Co to jest pakt fiskalny? To porozumienie państw Wspólnoty dotyczące przeciwdziałaniu zjawisku nadmiernego zadłużania się państw i posiadania wysokiego deficytu budżetowego. Idea może słuszna, lecz wykonanie do dupy. A to dlatego, że pakt fiskalny de facto oddaje Brukseli kontrolę nad narodowym budżetem krajów, które ten nieszczęsny dokument sygnują.

Oznacza to, że my – Polacy nie będzemy już mogli wydawać pieniędzy z naszych podatków tak, jak wymagałby tego nasz interes tylko tak, jak nakaże nam Bruksela. Nie trzeba być geniuszem, aby wiedzieć, że głównym drogowskazem wydawania publicznych pieniędzy stanie się polityczna poprawność. I tak pieniądze będą wydawane na „walkę z bezrobociem”, „walkę z biedą” czy „walkę z globalnym ociepleniem”. Będzie też sporo innych absurdalnych inicjatyw np. miliardy złotych na kampanie promujące homoseksualizm czy politykę antydyskryminacyjną.

Według założeń paktu, Bruksela będzie decydować nie tylko o wydatkach, ale też o wpływach. Czyli będzie ustalać wysokość podatków, danin, haraczy i innych rzeczy. Tym samym o polskich finansach, polskich podatkach i wydawaniu pieniędzy Polaków decydować będą biurokraci w Brukseli. Samo to nie ma jeszcze tak dużego znaczenia. Mnie jest wszystko jedno czy okradają mnie socjaliści z Polski czy z UE, tak samo jak jest mi wszystko jedno czy okrada mnie Jacek Rostowski czy Jose Barroso. Tyle tylko, że gdy pazerność Polski zastąpi pazerność Unii, Jacka Rostowskiego będziemy wspominać z sympatią i nostalgią.

Znaczenie ma co innego. Pakt będzie obowiązywał także po tym, jak Donald Tusk przestanie być premierem, co stanie się za kilka, najdalej kilkanaście miesięcy. I następca Tuska będzie miał trudny wybór. Albo będzie musiał zgodzić się na dalsze tolerowanie tego ekonomicznego dyktatu i nie będzie miał wpływu na wydawanie polskich pieniędzy (więc jego władza będzie iluzoryczna) albo będzie musiał pakt wypowiedzieć, ryzyskując destabilizację całej Unii i być może jej interencję zbrojną.

I na tym polega problem z paktem fiskalnym.

SPOŁECZEŃSTWO

Kiedy w 1997 roku przy pomocy protestanckich ranczerów udało się wyhodować w Izraelu pierwszą czerwoną jałówkę, analitycy polityki bliskowschodniej potraktowali informacje serwisów prasowych z przymrużeniem oka, jako niegroźny dowcip ortodoksyjnych Żydów.

Jedynie przerażony Dawid Land, publikujący w lewicowym dzienniku izraelskim „Ha’aretz” oznajmiał światu, że to zapowiedź apokaliptycznego konfliktu, który może „pogrążyć cały region w ogniu”, oraz że jałówka to „bomba na czterech nogach”!

Amerykański profesor Uniwersytetu Bostońskiego Ryszard Landes, dyrektor Centrum Studiów Millenijnych przyznał, że cechą amerykańskich elit politycznych jest pogarda, jaką darzą sprawy religijne, które – według nich – służą jedynie płytkiej instrumentalizacji, jednak zdaniem profesora są one największym podskórnym czynnikiem nowoczesnej historii. Zdaniem Landesa elity bagatelizują wpływ czynnika religijnego w nieustającym konflikcie bliskowschodnim, odczytując go jako zderzenie posługującego się hasłami religijnymi islamskiego fundamentalizmu, z broniącym swojego stanu posiadania świeckim państwem izraelskim. „W istocie mało rozumieją!” – twierdzi profesor z Bostonu1. W Europie również dominuje powyższe przekonanie, sprowadzające konflikt do racjonalnie interpretowanej rywalizacji o ropę, do geopolityki czy walki Ameryki ze światowym terroryzmem. Politycy powołujący się jednym tchem na tezy Samuela Huntingtona zapominają, że zdaniem amerykańskiego analityka przyszłe konflikty cywilizacyjne będą powodowane poruszającymi masy zasadami religijnymi.

Historia poza czasem

Wyobrażenia historyczne religijnych Żydów różnią się diametralnie od europejskich. Dla Żydów czas to odtwarzanie Bożego planu wybraństwa względem „wybranych dzieci Jahwe”; natomiast historia jest „świętym opowiadaniem”, jest haggadą, pouczającą Izraelitów, a zarazem umacniającą spoistość wspólnoty. Żydowskie poczucie czasu jest całkowicie ahistoryczne, negujące prawidła chronologii – wydarzenia splatają się, wzajemnie przenikają w planach przebywającego poza czasem Boga. Z tego powodu inskrypcje starożytnych faraonów mogą być przeczuciem XX-wiecznego holocaustu, żydowska haggada dotycząca Judyty jest zapowiedzią współczesnych prześladowań, Antioch IV Epifanes lub Haman (Es 9, 5) wcześniejszym wcieleniem Zła uosobionego ostatecznie w Hitlerze, a zburzenie Świątyni jerozolimskiej odbiciem politycznego upadku zmuszonych do życia w rozproszeniu Żydów2.

Wszystkie wydarzenia związane z historią Hebrajczyków uzyskują w ten sposób specjalny wymiar religijny, związany z wyższym statusem ontologicznym „narodu wybranego”, a historia stanowi – od ucieczki z Egiptu, poprzez niewolę babilońską i zniszczenie Drugiej Świątyni – drogę wiodącą do „pieców utrapienia” II wojny światowej (Syr 2, 5), aby dzięki ostatecznemu tryumfowi politycznemu Izraela odzyskać łaskę Jahwe i otrzymać upragnionego Mesjasza. Emil Fackenheim skonstatował: „Wygląda to tak, jakby sam szatan przez cztery tysiące lat knuł intrygi przeciw przymierzu Boga z Izraelem3. Kulminacyjnym momentem prześladowań był Holocaust, w czasie którego na mocy „eschatologicznej decyzji” niemalże dokonał się „sakralny mord” na „dzieciach wybranych przez Boga”. Edward Piotr Koch twierdzi, że Holocaust był ostatecznym wypełnieniem się mitu o wiecznym prześladowaniu i znakiem odkupienia oraz wypełnienia Bożych obietnic danych Izraelowi4. Zdanie niemieckiego publicysty potwierdza fragment nauki wygłoszonej z okazji święta Rosch Haschana w Hamburgu (20/21 IX 1990 r.):

Dla nas, Żydów, i to nie tylko Żydów w Europie, Holocaust jest punktem centralnym egzystencji (…) Wielu Żydów po Holocauście żyło w izolacji. Jednak taka postawa jest nie do przyjęcia, ponieważ jest ona na wskroś nieżydowska. Odosobnienie byłoby fałszowaniem żydostwa. Nasza nowina jest nie tylko nowiną dla Izraela, ale nauką dla wszystkich narodów, które chcą nawrócić się do Boga. Inną pokusą po Holocauście jest próba asymilacji z nieżydowskim otoczeniem. Zarówno pierwsza, jak i druga postawa jest odpowiedzią nieżydowską, bowiem ucieczka od Żydostwa oznaczałaby samounicestwienie (…) Bóg ciągle dopuszcza do męczeństwa, ale w końcu naród zostanie uratowany. Jest to na dzisiaj dobra nowina: zatem żadnych układów z niszczycielami, nawet pod przysięgą pokoju5.

Holocaust jako punkt kulminacyjny historii odwraca dotychczasowy układ, jest wejściem w nowy porządek wszechświata, który prowadzi do żydowskiego the end of history, czego zapowiedzią jest święta liczba 6 milionów ofiar z II wojny światowej. W koncepcjach teologicznych „religii Holocaustu” liczba 6 – sefira tifereth kabalistów oznacza osiągnięcie doskonałości, piękna, chwały, wspaniałości materialnej i duchowej, które jest nowym stworzeniem wszechświata. Otwiera nowy rozdział w „świętej historii Żydów”, uruchamiając cały zespół przekonań eschatologicznych judaizmu. Droga Żydów przed Holocaustem wiodła od wybrania do prześladowań, których symbolem było zburzenie Drugiej Świątyni, a kulminacyjnym momentem Holocaust w czasie II wojny światowej. Wraz z zakończeniem II wojny światowej – zdaniem holocaustystów – Żydzi otrzymali państwo w Palestynie, świadczące o przyjęciu przez Jahwe ofiary złożonej z 6 milionów, teraz przyszedł czas na odbudowę Świątyni jerozolimskiej i wskrzeszenie kultu ofiarnego, dzięki któremu Izrael wkroczy w okres eschatologiczny swojej historii, w czym sprawdzą się do końca Boże obietnice. „Oto dałem cię na światłość narodów, abyś był zbawieniem moim aż do krańców ziemi” (Iz 49, 7); „Przeto oddzielę mu bardzo wielu i łupy moczarów dzielić będzie, ponieważ wydał na śmierć duszę swoją i ze złoczyńcami został policzony” (Iz 53, 12). Cytaty te zaczerpnięte z proroctw Izajasza, które niewątpliwie dotyczą Jezusa Chrystusa, część Żydów odnosi do siebie jako zbiorowego mesjasza.

Wstęp do czasów ostatecznych

Przytłaczającą większość wydarzeń politycznych, rozgrywających się na Bliskim Wschodzie, można interpretować w kontekście żydowskiej świętej historii. Po zakończeniu arabsko-izraelskiej wojny z 1967 roku, za propagandą syjonistyczną powszechnie nazywanej „sześciodniową”, Karol Barth stwierdził: „Wydarzenia w Palestynie w roku 1948 są powtórzeniem tego, co Biblia mówi o wejściu Izraela do Ziemi Obiecanej. Nawet w gazetach możemy dziś przeczytać o tym, jak Bóg dotrzymuje swoich obietnic i pomaga swojemu ludowi6. Autor mesjanistyczno-judaistycznej broszury Ernest Schrupp stwierdza wprost: „Powrót Izraela do swojej ziemi traktujemy jako wstęp do czasów ostatecznych i dowód na trwałość Bożego wybrania7. Odbudowa niepodległego państwa żydowskiego nie tylko była zwieńczeniem wieloletnich zabiegów syjonistów, ale odczytywana była jako odzyskanie Bożej przychylności związanej z wybraństwem Żydów. „I będzie dnia owego: przyłoży Pan po wtóre rękę swą, aby posiąść ostatek ludu swego, który pozostawiony będzie od Asyryjczyków i od Egiptu, i od Petros, i od Etiopii i od Elami, i od Sennaar, i od Emat, i od wysp morskich. I podniesie chorągiew między narodami, i zgromadzi wygnańców Izraela i rozproszonych Judy zbierze z czterech stron ziemi. I zniesiona będzie zawiść Efraima, a nieprzyjaciele Judy zginą” (Iz 11, 11-13)8. Można mówić o specyficznym związku pomiędzy żydowską religią a ziemią, o „geomistycznym związku” (Tovia Ben-Chorin) opartym na kulcie historii, ziemi i języka, która kształtuje dzisiejszych Izraelczyków. „Wierność wyrośnie z ziemi, a sprawiedliwość wyjrzy z niebios” – mówi prorok Izajasz9. Powrót do „ziemi obiecanej” jest ważnym elementem wkroczenia przez Żydów na eschatologiczne ścieżki Jahwe. W 1840 roku rabin Alkalay Semlin tłumaczył zawarte w Księdze Zachariasza (Zach 1, 3) słowo teschuwa, czyli ’nawrócenie’, jako „zbiorowy powrót”, który „oznacza zgromadzenie się Izraela w ziemi naszych przodków, by tam poznać Bożą wolę i wziąć na siebie jarzmo niebiańskie. Powrót ten zapowiedziany został przez naszych proroków, mimo iż nie byliśmy tego godni10. Przekucie myśli Boga, z którego woli dochodzi do powstania żydowskiego państwa w Palestynie, powoduje nadanie Izraelowi odrębnego, wyższego statusu od innych państw na świecie. Izrael nie jest zwykłym państwem, jest „skałą Izraela” (Powt 32, 18), jest „superpaństwem”, państwem sakralnym, które zdaniem samych Żydów jako jedyne na świecie posiada w swojej nazwie imię Boga – „El” (Israel), co uprawnia do nierespektowania jakichkolwiek praw: czy to praw człowieka, czy praw międzynarodowych, ograniczając swoją politykę do bezwzględnego respektowania Bożych nakazów danych „narodowi wybranemu”, zachowania własnej ziemi i rozszerzenia swojego stanu posiadania. W ten sposób nakazy religijne tzw. mesjanizmu praktycznego (Juliusz Weil) przychodzą w sukurs politycznemu syjonizmowi.

Wraz z utworzeniem państwa izraelskiego zakończył się historyczny okres żydowskiej diaspory, ponieważ Żydzi uzyskali cel polityczny swoich dążeń. Powrót „narodu wybranego” do Erec Israel, po osiągnięciu punktu kulminacyjnego w „świętej historii”, ma dużo większe znaczenie niż dotychczasowe historyczno-mityczne tryumfy Żydów, np. powrót z niewoli egipskiej lub babilońskiej. Holocaust i utworzenie państwa Izrael jest powrotem Żydów z „Rzymu”, powrotem z współistnienia pomiędzy narodami zespolonymi uniwersalistycznymi dążeniami, do stanu wybraństwa opartego na zsakralizowanym partykularyzmie. Holocaustyści i mesjaniści żydowscy są pewni, że „powrót z Rzymu jest ostateczny – na wieki”, jest związany z „doskonałym mesjańskim zbawieniem11.

Już w 1916 roku Marcin Buber, syjonista, filozof religii i jeden z autorytetów Karola Wojtyły odczytywał utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie jako otwarcie czasów ostatecznych, w których nastąpi całkowita judaizacja narodów na świecie, a powstałe państwo stanie się „centrum ziemi, głównym miejscem żarliwych modlitw12. Aby mogło się to ostatecznie dokonać, Żydzi muszą wskrzesić swój kult ofiarny w Jerozolimie. W tym celu musi w Jerozolimie powstać Trzecia Świątynia.

Mesjanizm a Świątynia

Świątynia w Jerozolimie posiadała i posiada nadal olbrzymie znaczenie dla mesjanistycznych poglądów charakterystycznych dla ortodoksyjnego judaizmu, który podaje swoistej interpretacji słowa zawarte w proroctwach Micheasza i Izajasza. Rabin Shalom Ben-Chorin wyjaśniał miejsce Świątyni w „świętej historii Żydów” w oparciu o tradycję talmudyczną. Odbudowa granic państwa żydowskiego w Palestynie – „Dzień, aby były budowane płoty twoje” (Mich 11, 7) – wiąże się równolegle z podjęciem działań mających na celu odbudowę Świątyni jerozolimskiej, zniszczonej przez Rzymian, co jest otwarciem czasów ostatecznych – „w ostateczne dni będzie góra domu Pańskiego przygotowana na wierzchu gór i wyniosła nad pagórki, a popłyną do niej ludy” (Mich 4, 1); odbudowa Świątyni wiązać się będzie z rozrostem granic Izraela – „Rozprzestrzeń miejsce namiotu twego i skóry przybytków twych rozciągnij, nie oszczędzaj; uczyń długie powrózki twoje, a kołki twoje umocnij!” (Izaj 54, 2-3)13; błogosławieństwo spływające na Żydów przerodzi się w tryumf nad wrogami – „Wstań a młóć córko Syjońska! Bo róg twój uczynię żelaznym, a kopyta twoje uczynię miedzianymi, i zetrzesz narody mnogie, i pobijesz Panu łupy ich i moc ich Panu wszystkiej ziemi” (Mich 4, 13); w takiej atmosferze nadejdzie mesjasz, który ostatecznie wytraci wrogów – „Podniesie się ręka twoja na przeciwników twoich, a wszyscy nieprzyjaciele wyginą” (Mich 5, 9) – Mesjasz żydowski rozstrzygnie o zwycięstwie w krwawej bitwie jaką stoczą Izraelici pod jego wodzą broniąc Jerozolimy, w której zasiądzie antymesjasz – „I ramiona od niego stać będą, i zgwałcą świątynię mocy, i odejmą ustawiczną ofiarę, a dadzą obrzydłość na spustoszenie” (Dan 11, 31); „I będzie: dnia onego uczynię Jeruzalem kamieniem ciężaru dla wszystkich narodów; wszyscy, którzy go będą podnosić, ciężko zranieni będą; i zbiorą się przeciw niemu wszystkie królestwa ziemi” (Zach 12, 3)14.

Wzniesiona na miejscu ofiary Izaaka świątynia zbudowana z rozkazu Salomona była od samego początku centralnym miejscem ofiarnego kultu żydowskiego. Wzrost jej znaczenia nastąpił po 621 r. przed Chr., kiedy to została przeprowadzona przez arcykapłana Helkiasza reforma kultu w oparciu o zapiski Księgi Powtórzonego Prawa. Reforma zakazywała dotychczasowych ofiar „na wyżynach” sprawowanych przez Lewitów, ograniczając składanie ofiary Jahwe wyłącznie w Świątyni jerozolimskiej. Tradycja późniejsza motywowała przeprowadzenie reformy stwierdzeniem, że dla jedynego Boga ofiara powinna być sprawowana w jednym miejscu. W ten sposób Jerozolima ze świątynią Salomona stała się centrum życia religijnego Żydów, a wiara stapiając się z mesjanizmem żydowskiej monolatrii czyniła z Jerozolimy również centrum życia politycznego. Zburzenie Pierwszej Świątyni przez Nabuchodonozora w 586 r. przed Chr. i rozpoczęcie odbudowy po 48 latach za zgodą króla Persji Cyrusa nie odcisnęło dużego piętna na żydowskiej tradycji religijnej. Dopiero wydarzenia związane z upadkiem Drugiej Świątyni spowodowały falę mesjanizmu.

Losy Drugiej Świątyni

Skomplikowane stosunki polityczne pomiędzy Żydami a Rzymianami były w dużym stopniu kontynuacją dawniejszego konfliktu judaizmu z hellenizmem. Żydzi pozostali negatywnie ustosunkowani do włączenia swojego narodu w obręb rzymskiego „królestwa narodów”, w ramach którego posiadaliby status równy Grekom, Trakom, Syryjczykom czy Iberom. Ernest Schrupp twierdzi, że było to niemożliwe, ponieważ „Izrael nie był (…) narodem jednym z wielu, ale szczególnym, wybranym przez Boga, który miał stać się błogosławieństwem dla innych narodów15.

Tereny Palestyny zajęte przez Rzymian były jednymi z najbardziej niespokojnych w olbrzymim Imperium. Wzrost znaczenia ekstremistycznie nastawionych mesjanistycznych zelotów, doprowadził do wybuchu w 66 roku powstania, które przekształciło się w trwającą kilka lat I wojnę żydowską. Jednym z pierwszych zarządzeń buntowników było wybicie specjalnej srebrnej monety, którą płacono podatek na Świątynię16.

Wstąpienie na tron Wespazjana oraz wysłanie do Palestyny Tytusa na czele rzymskich legionów spowodowało przesilenie polityczne. Rzymianie szybko przystąpili do oblężenia miasta, w którym wybuchły zażarte walki pomiędzy zwalczającymi się bezlitośnie stronnictwami żydowskimi. W sierpniu roku 70 Rzymianie oblegli umocnioną Świątynię, w której zamknęli się zeloci i kapłani. Pomimo nalegań Tytusa, aby oszczędzić świątynię Salomona (według relacji Józefa Flawiusza), w trakcie walk doszło do pożaru, który ostatecznie zakończył desperacką obronę. Józef opisuje ostatnie chwile obrońców:

Żydzi stawiali opór z większą zaciekłością niż zwykle, jak gdyby jedynym szczęściem dla nich było zginąć blisko świątyni i w jej obronie. Lud był ustawiony w przedsionku, rada na stopniach, kapłani w samym sanktuarium. Chociaż byli nieliczni, nie poddawali się aż do chwili, gdy nagle część świątyni stanęła w ogniu. Wtedy jedni rzucali się dobrowolnie na rzymskie miecze, inni zabijali siebie wzajemnie, przebijali się lub skakali w płomienie. Wszyscy, a zwłaszcza ci ostatni uważali, że zginąć razem ze świątynią to nie jest klęska, ale zwycięstwo, zbawienie i szczęście17.

Rzymianie w odwecie za bunt zrównali Jerozolimę z ziemią, za wyjątkiem wież pałacu królewskiego, które Tytus polecił pozostawić jako ostrzeżenie dla przyszłych buntowników. Wypełniło się proroctwo zawarte w Ewangelii św. Łukasza: „I polegną od ostrza miecza, i zapędzą ich w niewolę między wszystkie narody, a Jeruzalem deptane będzie przez pogan, aż się wypełnią czasy narodów” (Łk 21, 24).

W koncepcjach holocaustycznych zburzenie Drugiej Świątyni jest otwarciem okresu prześladowań w „świętej historii Żydów”, nastaniem „pierwszej fazy antysemityzmu18. Jest to współczesna wersja żydowskiego przekonania o powtarzalności wydarzeń historycznych. Talmud babiloński zaliczał zburzenie Drugiej Świątyni do kolejno następujących dla Żydów tragicznych wydarzeń historycznych, mających miejsce 9 dnia miesiąca ab19. Zdaniem holocaustystów, zburzenie Jerozolimy przez Rzymian spowodowało „duchowe wydziedziczenie” Izraela, którego „miejsce zajął bezprawnie Kościół chrześcijański” – jak pisze Ernest Schrupp20.

Dwie próby odbudowy

Tylko niewielka część Żydów pogodziła się z utratą świętego miejsca kultu Boga21. Przytłaczająca większość, która utożsamiała potęgę swojego narodu z istnieniem Świątyni, od samego początku rozmyślała o odbudowie Domu Bożego Jahwe. Opierając się na prawie powtarzalności wydarzeń pierwotnie sądzono, że Świątynia zostanie odbudowana po 48 latach, tak jak to się stało za panowania Cyrusa. Stąd liczne zapiski źródłowe przypisujące Hadrianowi rozpoczęcie prac budowlanych lub wydanie zgody na odbudowę Świątyni przez Żydów. Przekazy te nie mają jednak żadnego potwierdzenia w materiale archeologicznym22. Niewątpliwie pierwsze próby odbudowy Świątyni nastąpiły w czasie mesjanistycznego powstania Szymona bar Kochba w latach 131–135. Uważanemu za Mesjasza Szymonowi, do którego odnoszono fragment niezwykle silnie związanej z tradycją odbudowy świątyni Księgi Liczb (Lb 24, 17) – „Wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło”, udało się na kilka lat zdestabilizować sytuację w Imperium23. Po zajęciu Jerozolimy przez powstańców doszło prawdopodobnie do próby odbudowy Świątyni, czego poświadczenie znajduje historia w bogatym materiale numizmatycznym. W celu zebrania podatku świątynnego przystąpiono szybko do emisji specjalnej srebrnej monety (z wizerunkiem Świątyni jerozolimskiej), potrzebnej do uiszczania podatku. Ponadto źródła pisane zawierają informację o wyborze przez Szymona arcykapłana, który miał być opiekunem Świątyni. Również ówczesna Chronikon Paschale przekazuje informację o zdobyciu i ponownym zburzeniu Świątyni przez Hadriana24. Nie ma się co dziwić, Szymon bar Kochba mógł być prawdziwym Mesjaszem – według tradycji żydowskiej – wyłącznie w związku z restytucją kultu religijnego. Wszystkie jednak te informacje historyczne nie dają nam wystarczającego powodu, aby przyjąć, że powstańcy żydowscy odbudowali wówczas Świątynię.

Kolejne próby miały rzekomo być podjęte w czasach Juliana Apostaty. Za jego panowania, które powszechnie pojmuje się jako powrót do czystego pogaństwa, a które było tworzeniem religijnej syntezy – synkretyzmu – złożonego z elementów hellenistycznych, judaistycznych, a nawet chrześcijańskich, Żydzi podjęli próbę odbudowy swojej świątyni. Korzystając z czynnego poparcia cesarza Juliana, otrzymawszy od niego pieniądze ze skarbu publicznego, robotników i wszelkie potrzebne materiały, przystąpiono do budowy25. Według ówczesnych źródeł Julian Apostata sam zainteresował się żydowskim kultem religijnym, co zostało umiejętnie wykorzystane przez Żydów26. Sozomen opisuje wydarzenia z IV wieku:

A kiedy odrzekli, że po zburzeniu Świątyni jerozolimskiej ani się nie godzi, ani nie pasuje do ojczystego obyczaju, aby utraciwszy swoją stolicę praktykować to wszystko na innym już miejscu, wtedy cesarz dał pieniądze z sum państwowych i rozkazał im podnieść z gruzów Świątynię; mieli sprawować kult tak, jak to czynili przodkowie, i składać ofiary według dawnego obrzędu. (…) I zebrawszy mistrzów budownictwa zaczęli gromadzić materiały i oczyszczać teren budowy. Z tak zaś wielką ochotą nad tym się trudzili, że nawet ich niewiasty wynosiły w zapaskach na łonie ziemię z gruzem, a naszyjniki i wszelkie inne niewieście ozdoby chętnie składały na pokrycie kosztów związanych z budową. Wszelkie inne sprawy zeszły na drugi plan wobec tego przedsięwzięcia (…)27.

W czasie prac, według chrześcijańskich kronikarzy, odgruzowano i uprzątnięto plac budowy, położono kamień węgielny i przystąpiono do pracy. Jednak Żydom nie dane było jej zakończyć. Trzęsienie ziemi, wybuch ognia, który według Cyryla biskupa Jerozolimy spełniał proroctwo Daniela, powtórzone przez Chrystusa w Ewangelii św. Mateusza (Mt 24, 2), a w końcu znaki krzyża, które pojawiły się na ubraniach robotników, a których nie dało się usunąć, spowodowały ostateczny upadek żydowskich planów28. „A Świątynia w tych warunkach nie tylko że nie została wówczas odbudowana, ale uległa ostatecznej zagładzie” – podsumował całą sprawę kronikarz Sokrates29. Od tego czasu Żydzi nie byli w stanie rozpocząć odbudowy. Nastał czas tryumfu Kościoła i zmierzchu świetności Synagogi.

Trzecia Świątynia

Wraz z ponownym pojawieniem się na mapie politycznej państwa Izrael (1948), które niejako wpisuje się w zeświecczoną formułę powtarzalności wydarzeń historycznych, odżyły judaistyczne przekonania mesjanistyczne. Próba ponownej odbudowy świątyni jerozolimskiej jest faktem, którego polityczny i religijny wymiar następująco ujął profesor Tadeusz Zieliński.

(…) nieistniejąca świątynia nadal pozostawała ośrodkiem, dookoła którego krążyły myśli wygnanego ludu; i nie było wątpienia, że skoro ten lud powróci do swej dawnej siedziby, to świątynia – trzecia świątynia – powstanie na tym miejscu, gdzie stały pierwsze dwie, i jej kult – kult ofiarny – będzie wskrzeszony30.

Fryderyk May, podsumowując uparte wysiłki Żydów mające na celu utrzymanie za wszelką cenę wpływów w Jerozolimie i wyrzucenie muzułmanów z wzgórza świątynnego, pisze:

Ich (tzn. Żydów – przyp. H. H.) zrozumiałą tęsknotą jest, by móc modlić się tam wysoko, na wzgórzu świątynnym. Lecz nie na tym koniec. Wkrótce również mogłaby zostać zbudowana świątynia i pojawiłby się Mesjasz. Z tymi faktami związana jest nadzieja na prawdziwy i trwały pokój w przyszłym świecie, w którym wiara w Boga i Jego Słowo będzie centralnym punktem ludzkiego myślenia i postępowania31.

Przygotowania do odbudowy Świątyni w istocie trwają od dłuższego czasu. Ortodoksyjne grupy żydowskie przygotowują szaty i naczynia świątynne. Prowadzi się skrupulatny nabór do przyszłej kasty kapłanów. Wszystkim tym działaniom patronuje powołany w tym celu Instytut Świątynny w Jerozolimie. Prace te podsumowuje Werner de Boor pisząc, że świat będzie przeżywać powstanie Świątyni w Jerozolimie, „tak jak przeżywaliśmy powstanie «państwa Izrael» – wbrew wszelkim ludzkim przewidywaniom32.

Warunkiem wstępnym rozpoczęcia prac nad budową Trzeciej Świątyni z religijnego i politycznego punktu widzenia jest odebranie muzułmanom terenów na wzgórzu świątynnym i okolicznych terenach, w celu rozpoczęcia wstępnych rytuałów związanych z „oczyszczeniem” miejsca. Tradycja przekazywana przez Talmud mówi, że w stosie drewna w miejscu, gdzie znajdował się Dziedziniec Kobiet w Świątyni, znaleziono niepogrzebane kości ludzkie, co powoduje automatycznie nieczystość rytualną wzgórza świątynnego. Gersham Gorenberg, dziennikarz i autor apokaliptycznego thrillera The End of Days (2000) podkreśla, że prawo rabinackie zakazuje wstępu Żydom na Górę Świątynną bez uprzedniego rytuału oczyszczenia33. Aby rozpocząć prace budowlane, rabini muszą oczyścić miejsce pod świątynię. Do tego celu potrzebna jest „czerwona jałówka bez skazy”, opisana w Księdze Liczb.

Najpierw jałówka, potem Mesjasz

Pierwsze informacje o narodzeniu się w Izraelu czerwonej jałówki pojawiły się w środkach masowego przekazu w 1997 roku. Zdaniem izraelskich massmediów narodziny zwierzęcia z czarno-białej krowy i ciemnobrązowego byka „w granicach biblijnego Izraela”, następujące niezwykle rzadko, były „genetycznym przypadkiem”34. Według Klaudiusza Lotta z Missisipi, amerykańskiego hodowcy bydła, krowę uzyskano poprzez interwencję genetyczną – „sztuczną hodowlę”35. Zespół rabinistycznych ekspertów, który wybrał się do kibucu Kfar Hassidim pod Hajfą orzekł, w kwietniu 1997 roku, koszerność zwierzęcia. Obecny przy oględzinach Yehudah Etzion przyznawał, że rabini byli zaniepokojeni niewielką liczbą białych włosów u badanego zwierzęcia, niemniej uznali, że jest to jałówka opisywana w Biblii. „Wyczekiwaliśmy przez dwa tysiące lat na znak Boga i teraz otrzymaliśmy go poprzez narodziny czerwonej jałówki” – powiedział Etzion36. Jednak we wrześniu 1998 roku ostatecznie stwierdzono, że zwierze jest nieczyste… Izraelskie władze wojskowe i cywilne – zdaniem publicystów „National Review” – mogły odetchnąć z ulgą po ostatecznym orzeczeniu rabinów, ponieważ wybuch apokaliptycznego konfliktu z muzułmanami został odsunięty w bliżej nieokreśloną przyszłość37.

Na ponowne narodziny kolejnej czerwonej jałówki czekano do marca 2002 roku. Według informacji w miesiąc po narodzeniu właściciel zwierzęcia porozumiał się z Instytutem Świątynnym, prosząc ekspertów rabinackich o oględziny. W piątek 5 IV 2002 roku rabini Menachem Mahover i Chaim Richman zbadali zwierzę stwierdzając, że spełnia wszystkie wymagania i nadaje się do rytuału oczyszczenia, będącego wstępnym warunkiem odbudowy. Jak podsumował amerykański „Newsweek” w 1997 roku: „najpierw jałówka, potem Mesjasz38. Dzięki jałówce, odpowiadającej rytualnym wymogom, możliwe jest wkroczenie Żydów w erę mesjanistyczną. Możliwe stało się rozpoczęcie szeroko zakrojonych przygotowań do odbudowy Świątyni, a zarazem rozpoczęcie przygotowań do mających po tym nastąpić wydarzeń politycznych. Możemy jedynie domniemywać, jaki jest związek aktualnych zdarzeń w Izraelu z działaniami Instytutu Świątynnego.

Według przekazywanej ustnie ortodoksyjnej tradycji, narodziny czerwonej jałówki bez skazy zwiastują zapowiadane przez wieki nadejście Pomazańca Bożego, narodziny żydowskiego przywódcy religijnego lub politycznego.

Ostatnia jałówka bez skazy przyszła na świat – zdaniem ortodoksów – wiek przed zburzeniem Drugiej Świątyni39. Cechy zwierzęcia i przeprowadzenie obrzędu oczyszczenia określają dokładnie przepisy rozdziału 19. Księgi Liczb. Według tekstu Biblii zwierzę musi być maści czerwonej, nie może być nigdy pokryte przez byka ani nie mogło zostać nigdy użyte do pracy w polu (Lb 19, 2). Ofiara może być dopełniona dopiero wtedy, gdy zwierze będzie miało minimum trzy lata – czytamy w artykule opublikowanym w „The Sunday Telegraph”40.

Rytuał będzie polegał na zabiciu krowy ofiarnej i skropieniu jej krwią miejsca pod budowę Świątyni; później kapłani spalą całe zwierzę, a z popiołów sporządzą specjalną miksturę (tzw. wodę oczyszczenia), służącą do rytuału fundacyjnego świątyni (Lb 19, 3-7), który w tym przypadku jest tożsamy z rytuałem oczyszczenia opisywanym w Księdze Liczb41. Dla Żydów zakończenie ofiary będzie automatycznym wejściem w nową epokę w stanie rytualnej czystości – czytamy we wspomnianym artykule42.

Instytut Świątynny z Jerozolimy poszukuje już teraz małych chłopców, którzy – za zgodą rodziców – mogliby przygotowywać się do spełnienia krwawej ofiary. Rabin Józef Elboim w wywiadzie udzielonym dziennikowi „Ha’aretz” powiedział: „Potrzebujemy trzynastu chłopców, którzy będą potrafili zabić poświęconą krowę i spalić ją w ofierze, z której popioły posłużą nam do oczyszczenia rytualnego, które spełni biblijne przepowiednie43.

Aby odrodzić współcześnie lewitów, potrzeba żmudnych przygotowań i wielkich ofiar, z którymi zapoznaje Izraelczyków rabin Elboim. Dziecko musi pochodzić z rodziny, w której nie mogło być narażone na kontakt ze zmarłymi, nawet w czasie przypadkowej wizyty w szpitalu, całe przygotowanie do odrodzenia kasty kapłańskiej odbywać się będzie w całkowitej izolacji od świata współczesnego i przy zachowaniu wszystkich przepisów o czystości rytualnej, zawartych w Księdze Liczb i Księdze Ezechiela. W oparciu o analizę Tory rabini dokładnie określili miejsce dokonania krwawej ofiary. W tym przypadku kwestie religijne wpisują się głęboko w polityczny spór izraelsko-palestyński. Miejsce wyznaczone w oparciu o wersy Księgi Nehemiasza (Neh 3, 31 – „A między salą narożną w bramie Trzody budowali złotnicy i kupcy”) i Księgi Ezechiela (Ez 43, 21 – „I weźmiesz cielca, który będzie ofiarowany za grzech, i spalisz go na miejscu odłączonym domu za świątynią”), jest tożsame z mieszczącą się blisko szczytu Góry Oliwnej Bramą Miphkad44.

Problem polega na tym, że Góra Oliwna znajduje się w rękach Palestyńczyków, a dopóki w nich pozostanie, o żadnych rytuałach oczyszczenia raczej mowy być nie może.

Po trupach do celu?

Muzułmanie wszelkie działania zmierzające do rozpoczęcia odbudowy świątyni odbierają jako zapowiedz przejęcia przez Żydów Góry Świątynnej, na której znajduje się meczet el-Aqsa i tzw. Kopuła Skały, stanowiące świętość dla muzułmanów. Tradycyjna islamska wizja końca dziejów utrzymuje, że wstępem do apokalipsy będzie odebranie tych miejsc wiernym proroka przez Żydów, co spowoduje powtórne przyjście „proroka Jezusa” i ostateczne rozstrzygnięcie konfliktu pomiędzy Dobrem a Złem. Wszelkie działania ortodoksów związane z odbudową świątyni powodują nerwowe reakcje muzułmanów. W 1990 roku w Jerozolimie wybuchły rozruchy w związku z pojawieniem się informacji o planowanym wniesieniu na Górę Świątynną kamienia węgielnego45. Podczas próby jego wniesienia w lipcu 2001 roku, co ortodoksi próbowali zrobić pod osłoną policji i wojska, wybuchły zamieszki, w których rannych zostało kilkudziesięciu Palestyńczyków oraz Żydów46. Otwarcie i udostępnienie turystom tunelu biegnącego pod Kopułą Skały w ubiegłym roku wywołało kolejną falę niepokojów w strefie Jerozolimy, ze względu na potwierdzane przez wywiad wojskowy Izraela informacje, że jest to najprostszy sposób zniszczenia meczetu. W 1985 roku w ten sposób zamachu chciało dokonać terrorystyczne ugrupowanie ortodoksyjnych Żydów „Komando ’80”, na czele którego stał cytowany już Yehudah Etzion. Służby specjalne zamach udaremniły47. Ugrupowania ortodoksyjne nie dają za wygraną. Na wiecu zorganizowanym przez ugrupowanie religijne Wiernych Góry Świątynnej 7 października 2001 roku Gershon Salomon stwierdził: „Zebraliśmy się, aby powiedzieć całemu światu, że arabska władza nad Górą Świątynną skończyła się raz na zawsze”. Przywódca wezwał Żydów do przygotowań mających na celu odbudowę Świątyni, domagając się zniszczenia meczetu el-Aqsa. „Wiemy, że żyjemy w specjalnych i ostatecznych czasach odkupienia ludu i ziemi Izraela, Góry Świątynnej i Jerozolimy. Robimy i będziemy robić wszystko aby Trzecia Świątynia została niebawem odbudowana dla chwały Boga Izraela” – powiedział Salomon48. I tym razem ortodoksom nie udało się osiągnąć celu ze względu na opór muzułmanów. Planowane wyładowanie 4,5 ton marmurowych bloków do budowy Świątyni zostało zablokowane przez policję i Palestyńczyków. Izraelski socjolog Menachem Friedman nazwał działania podejmowane przez ortodoksów „igraniem z ogniem”. Szejk Ahmed Yassin, duchowy przywódca Hamasu ostrzega, że „próba przechwycenia Góry przez żydowskich fanatyków wznieci ogień, który ich wszystkich razem pochłonie49.

Na Bliskim Wschodzie rozpoczyna się taniec śmierci. Cały Bliski Wschód siedzi na olbrzymiej beczce prochu. Wystarczy iskra, aby wysadzić w powietrze nie tylko wzgórze świątynne, ale również okoliczne państwa. Zapewnienia polityków o budowie trwałego pokoju lekceważą siłę przekonań religijnych walczących stron. Żydzi przekonani o realizacji Bożego planu zbawienia planują rzeczywiste wzniesienie Trzeciej Świątyni, będącej widomym znakiem nadejścia epoki mesjanistycznej. Ortodoksi oczekują mesjasza, który odbuduje potęgę Izraela, Żydzi reformowani marzą o nastaniu „mesjańskiej epoki pokoju i sprawiedliwości”. Oba poglądy wyrastają z przekonania, że powstanie państwa Izrael i Holocaust odwróciły „świętą historię Żydów”. W żydowskich przekonaniach eschatologicznych nadejście Mesjasza spowoduje potężny konflikt świata prowadzonego przez antymesjasza a Żydami, który rozstrzygnie się ostatecznie na polach Armageddonu. Dla mahometan apokalipsa rozpocznie się wraz z zagarnięciem Góry Świątynnej przez Żydów, kiedy powtórnie przyjdzie „prorok Jezus”, by poprowadzić islam przeciw poganom i bałwochwalcom. W tradycji eschatologicznej Kościoła pierwsza bestia będzie budowała swoją potęgę (Ap 13, 1; 13, 3-5) i uleczy swoją ranę (Ap 13, 3; 13, 12), a bestia druga zmusi narody by oddawały jej cześć (Ap 13, 12) i wszyscy otrzymają znamię, a jest to „liczba człowieka”, którą jest 666 (Ap 13, 18). Bestie zgromadzą wielką armię, która stanie na miejscu zwanym Armagedon (Ap 16,16), gdzie stoczona zostanie bitwa, będąca zapowiedzią zniszczenia „Babilonu” (Ap 18), otwierając tryumf Chrystusa na ziemi. Ω

Przypisy:

  1. „National Review” z 11 IV 2002 r.
  2. Przykłady z pracy znanego holocaustycznego teologa Klemensa Thoma podaję za Religia Holocaustu – maszynopisem niepublikowanej pracy T. Gabisia.
  3. Ibidem.
  4. Zob. E. P. Koch, Begriffsklärung, „Sleipnir” III-IV 1996, s. 33-35; idem, Zur Viktimologie des Antisemitismus, „Sleipnir” V-VI 1996, s. 38-39; E. Schrupp, Izrael w czasach ostatecznych. Dzieje zbawienia i aktualne wydarzenia, Kraków b.r.w., s. 18.
  5. Ibidem, s. 63.
  6. Ibidem, s. 10; Rachimel Frydland, Co rabini wiedzą o mesjaszu?, Kraków 1997, s. 140-143, utożsamia np. dzisiejszy spór o Jerozolimę (zob. rezolucja ONZ nr 2255) z fragmentem Księgi Zachariasza: „dnia Onego uczynię Jeruzalem kamieniem ciężaru dla wszystkich narodów” (Zach. 12, 3), w podobnym tonie wypowiada się ekspremier Izraela Szymon Peres, który broniąc izraelskiej okupacji Jerozolimy powołuje się na Księgę Zachariasza: „Jerozolima pozostanie bez murów” (Zach 2, 5 – cyt. za książką Peresa), czego gwarantem wypełnienia może być wyłącznie armia izraelska. Muzułmanie jako potomkowie sułtana Sulejmana, który wzniósł mury jerozolimskie, utracili prawo do miasta. Zob. S. Peres, Nowy Bliski Wschód, Warszawa 1995, s. 155. Wojna sześciodniowa, zdaniem Frydlanda, była zapowiedziana przez proroka Ezechiela (Ez 36, 1-2). Nawet osiągnięcia rolnicze w Izraelu (Ez 36, 9), ponowne zalesianie Palestyny (Ez 36, 8) czy osiągnięcia socjalne (Zach 8, 4-5) są – zdaniem żydów – przepowiedziane w Biblii. Dla żydów wszystkie te wydarzenia mają potwierdzenie w proroctwach, są znakiem ich wybraństwa, odtwarzają „świętą historię”, nie stanowią zaś podświadomej realizacji zawartych mesjanistycznych treści.
  7. Ibidem, s. 40; Dawid Ben Gurion, „ojciec założyciel” Izraela, powiedział: „Żydzi nie otrzymali prawa do Palestyny od Wielkiej Brytanii, USA, czy ONZ. Politycznie tak, ale historycznie i prawnie mandat ten w ostateczności pochodzi z Biblii”. Schrupp stwierdza: „Izrael jest państwem, którego chciał Bóg” (s. 46).
  8. Granice nowopowstałego państwa miały być według zapowiedzi polityków syjonistycznych dokładnym odzwierciedleniem tzw. „biblijnego Izraela”, który sięga do Turcji i obejmuje połowę terytoriów Jordanii, Egiptu oraz Syrii. Zob. na ten temat: R. Garaudy, The Founding Myths of Israeli Politics, cz. 1: Theological Myths (wersja internetowa); I. Szahak, Tel Awiw za zamkniętymi drzwiami, Chicago-Warszawa 1998. Zob. też: 1 Mojż 15, 7; Joz 24, 3; Dz. 7, 3. Proroctwo Zachariasza głosi: „Zagwizdnę na nich i zgromadzę ich, bom ich odkupił; a rozmnożę ich, jak przedtem byli rozmnożeni. I rozsieję ich między narody, a z daleka wspomną na mnie i żyć będą z synami swymi, i wrócą się. I przywiodę ich z ziemi Egipskiej, i od Asyryjczyków zgromadzę ich, i do ziemi Galaad i Libanu przywiodę ich, a zabraknie dla nich miejsca. I przejdzie przez morze wąskie, i rozbije fale na morzu, i zawstydzą się wszystkie głębiny rzeki, i będzie poniżona pycha Assuru, a berło Egiptu ustąpi” (Zach 10, 8-11).
  9. Cytat podany za tłumaczeniem żydowskim z pracy E. Schruppa – Iz 45, 8; Ps 85, 12.
  10. Zob. E. Schrupp, op. cit., s. 62; R. Frydland, op. cit., s. 141, twierdzi, że powrót do Palestyny został zapowiedziany w Księdze Jeremiasza i Ezechiela (Jer 31, 10; Ez 36, 22-24). Termin teschuwa zrobił zawrotną karierę w środowiskach holocaustycznych judeochrześcijan.
  11. E. Schrupp, op. cit., s. 77.
  12. Ibidem, s. 16.
  13. Przytaczane cytaty w tłumaczeniu ks. J. Wujka SI nie oddają w pełni sensu przypisywanego im w tradycji talmudycznej. Np. powyższy cytat brzmi dosadniej w tłumaczeniu żydowskim: „Nadejdzie ów dzień, w którym twoje mury będą odbudowane, ów dzień, gdy twoja granica się rozszerzy”. Cyt. za: Schrupp, op. cit., s. 49.
  14. Ibidem, s. 49-50, 79. Schrupp pisze: „Według proroctw biblijnych, u kresu dni, świat anty-izraelski skupiony wokół Izraela, będzie poszukiwał rozwiązania kwestii izraelskiej, jednak nie drogą pokojowych, politycznych porozumień uznających państwo Izrael za ostateczne miejsce zamieszkania Żydów, ale drogą zbrojnej napaści. Państwa z obszarów islamskich, na wzór Arabii Saudyjskiej, będą tak uzbrojone przez zachodni przemysł, że wielokrotnie przewyższać będą pod tym względem Izrael. Do konfliktu dołączą się «wszystkie narody», aż dojdzie do niszczącego uderzenia na Jerozolimę. (…) Będzie to ostatnia wojna na starym lądzie, w korytarzu pomiędzy dwoma kontynentami, z Jerozolimą w centrum”. Będzie to „ostatnie utrapienie Izraela”. Ibidem, s. 79.
  15. Ibidem, s. 39.
  16. Żydzi płacili roczny podatek na Świątynię w wysokości pół sykla od osoby. Wykorzystywanie do tego celu monet rzymskich „nieczystych”, z wizerunkiem cesarza, było traktowane jako złamanie przepisu religijnego. P. Prigent, Upadek świątyni, Warszawa 1975, s. 23.
  17. Cyt. za: ibidem, s. 38.
  18. E. Schrupp, op. cit., s. 18.
  19. P. Prigent, op. cit., s. 99. Do wydarzeń tych zaliczano dwukrotne zburzenie Świątyni oraz zdobycie Betharu i zaoranie przez Rzymian miasta.
  20. E. Schrupp, op. cit., s. 18.
  21. Ci żydzi najczęściej powoływali się na Midrasz Rabba do Lamentacji, którym na rozpacz dwóch rabinów, opłakujących zniszczoną Jerozolimę, rabin Akiba zapowiada odbudowę świątyni przyrzeczoną przez Boga, skoro Pan Bóg tak dokładnie opisał wydarzenia z roku 70. Odbudowy miał dokonać sam Wszechmogący. P. Prigent, op. cit., s. 68-69; w Talmudzie kilkanaście traktatów roztrząsa problem braku kultu ofiarnego po zburzeniu świątyni. W oparciu o te traktaty część Żydów doszła do przekonania, że same spekulacje dotyczące abody (tj. kultu ofiarnego) są w oczach Jehowy abodą. Zob. T. Zieliński, Hellenizm a judaizm, Toruń 2002, s. 200-201.
  22. P. Prigent, op. cit., s. 83-84. Plany odbudowy Świątyni za czasów Hadriana potwierdza św. Jan Chryzostom, jednak – jak wskazuje szwajcarski archeolog – Żydzi sami chcieli odbudować Świątynię. Natomiast we fragmentach zapisków Jerzego Cedrenusa została zawarta informacja, że miało to nastąpić w czasie buntu, więc należy odrzucić przypuszczenia wiążące Hadriana z rozpoczęciem prac nad świątynią jerozolimską.
  23. Szymon bar Kochba (vel Kosiba; kochba oznacza ’gwiazdę’). Zob. ibidem, s. 91. W ten sposób nazywa go Frydland, op. cit., s. 92, podkreślając jednak świadomie dokonane przeinaczenie jego prawdziwego imienia.
  24. Zob. ibidem, s. 95-97.
  25. Informacje przekazuje Historia Kościoła z V w. napisana przez Sokratesa Scholastyka, ks. III, rozdz. 20, Warszawa 1986.
  26. Ibidem, ks. III, rozdz. 20; Sozomen Hermiasz, Historia Kościoła, ks. V, rozdz. 22, Warszawa 1980.
  27. Sozomen, ks. V, rozdz. 22.
  28. Ibidem; Sokrates, ks. III, rozdz. 20; św. Grzegorz z Nazjanzu, Inwektywa II przeciw Julianowi, 3-4, [w:] Mowy wybrane, Warszawa 1967. Na temat cudownych zdarzeń w czasie odbudowy II świątyni zob.: P. Janiszewski, Żywioły w służbie propagandy, czyli po czyjej stronie stoi Bóg. Studium klęsk i rzadkich fenomenów przyrodniczych u historyków Kościoła IV i V wieku [w:] Źródłoznawstwo czasów późnego antyku pod red. E. Wipszyckiej, t. III, Warszawa 2000, s. 122-128.
  29. Sokrates, ks. III, rozdz. 20.
  30. T. Zieliński, op. cit., s. 200-201. Zieliński podsumowując narastającą przed II wojną i w trakcie jej trwania emigrację Żydów do Palestyny zadaje pytania: „Czy więc będzie wzniesiona trzecia świątynia? Czy znowu «miriady» bydląt będą niszczone, jako ofiary całopalne w ogniu jej ołtarza? Czy znowu potomkowie Aarona będą brnęli aż do kostek w ich krwi gorącej? – To jest chyba nie do pomyślenia. – A więc odmówi lud posłuszeństwa Jehowie i wyraźnym przykazaniom jego Tory? – Tu właśnie tkwi tragedia syjonizmu”.
  31. Cyt. za: E. Schrupp, op. cit., s. 64.
  32. Zob. Ibidem, s. 64.
  33. P. Priegent, op. cit., s. 69. Zob. „National Review” z 11 IV 2002 r. Producentem filmu The End of Days jest Jan Anderson, człowiek silnie powiązany z żydowskim lobby finansowym w USA, aktywny działacz religijno-filozoficznego środowiska tzw. dyspensjonalistów (ang. dispensationalists), które niedawno otrzymało potężne wsparcie finansowe od Edgara Bronfamna, szefa Światowego Kongresu Żydów, oraz Abrahama Foxmana, szefa ADL. Dyspensjonaliści stanowią grupę chrześcijan głoszących trwałe wybraństwo Izraela, na którym powinno oprzeć się prowadzoną politykę światową. Zdaniem Marka Esposito z „Ewangelickiego Wolnego Kościoła” w Houston, dyspensjonaliści udzielają w oparciu o Pismo św. odpowiedzi dotyczących Boga, Izraela, Kościoła i czasów ostatecznych. Często nazywani są „teologami «Czasów Ostatecznych»” lub „chrześcijańskimi syjonistami”. Całą koncepcję opierają na przekonaniu, że ostatnim etapem czasów ostatecznych będzie potężny konflikt, rozgrywający się na Bliskim Wschodzie, który doprowadzi na polach Armageddonu do zwycięstwa Izraelitów nad siłami zła. Specyficzna, bliska „holocaustystom” ekonomia zbawienia opiera się na opozycji pojęć „zgubiony” – „uratowany”, odnoszona jest do wydarzeń historycznych i politycznych. Opozycję tę dobrze ilustruje – zdaniem dyspensjonalistów – wojna Yom Kippur z 1973 roku, kiedy Izrael, zaatakowany w swoje największe święto religijne, był poprzez swoje nieprzygotowanie do wojny przeznaczony do zniszczenia przez Jahwe. Jednak błyskotliwe zwycięstwo – uratowanie Izraela – potwierdziło nieprzerwane istnienie żydowskiego wybraństwa. Przeciwnicy tej opinii teologicznej, zwani „preterystami” (ang. preterists), w oparciu o tradycję żydowską wskazują, że wybraństwo żydowskie powodowało niemożność ataku nieprzyjacielskiego przeciw Żydom w dni świąt żydowskich, natomiast zerwanie przez Żydów przymierza zaowocowało podwójnym zniszczeniem Jerozolimy. Stąd wniosek preterystów – wybraństwo Żydów bezpowrotnie zastało zakończone. Dyspensjonaliści posiadają potężne wpływy w sferach amerykańskiej polityki zagranicznej, a jednym z ich gorących zwolenników jest Podsekretarz Stanu USA Paweł Wolfowitz. Zob. strona internetowa Dispensationalism.com; Powerful Forces Promoting „End Times” Theology, „American Free Press”, 19 VIII 2002 r.
  34. Informacja podana za MSNBC z Tel Avivu. Ortodoksi utrzymują, że w Świątyni jerozolimskiej przez wszystkie wieki jej istnienia złożono w ofierze nie więcej niż 9 czerwonych jałówek.
  35. „Global Service” z 4 III 2000 r. Szeroko zakrojone badania genetyczne prowadzone w Izraelu potwierdza „Unabhängige Nachrichten” z VI 2002, w artykule Israelische Forscher züchten federlose Hühner, przedrukowanym z „Die Welt” 23 V 2002 r.
  36. „Sunday Telegraph” z 15 IV 1997 r.
  37. „National Review” z 11 IV 2002 r.
  38. „Newsweek” z 19 V 1997 r.
  39. „Global Service” z 4 III 2000 r.
  40. „Sunday Telegraph” z 15 IV 1997 r.
  41. Na temat powagi rytuałów oczyszczających i przygotowywania specjalnego roztworu z popiołu rytualnego zwierzęcia: Die Religion in Geschichte und Gegenwart, 2002, t. V, s. 942; 948.
  42. Ibidem.
  43. Cyt. za: Reuters.
  44. Miphkad ’ołtarz’, zdaniem ortodoksów ołtarz ofiarny dla jałówki. „Global Service” z 4 III 2000 r.
  45. Informacja podana za agencją MSNBC z Tel Avivu.
  46. „Gazeta Wyborcza” z 30 VII 2001 r.
  47. „Sunday Telegraph” z 15 IV 2002 r.
  48. A New Temple In Jerusalem?, informacja agencji AP, X 1996.
  49. Ibidem.

Hugon Hajducki

ZA ; http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/576

Godz. 11:50 EDT – Strażacy łodziami i pontonami próbują dotrzeć do około dwustu mieszkańców Little Ferry w New Jersye, których powódź odcięła od świata.

Godz. 10.30 EDT – Huragan Sandy doprowadził do zalania wielu miejscowości na wschodnim wybrzeżu. Pod wodą znalazła się także znaczna część Manhattanu – oto zdjęcie wejścia do metra, zamieszczone przez gubernatora stanu Nowy Jork Andrew Cuomo na Twitterze.

fot. @NYGovCuomo/ Stacja metra Whitehall w NYC

Godz. 9.15 EDT –  Wciąż sparaliżowana jest praca lotnisk na wschodnim wybrzeżu. Odwołano w sumie 15 773 loty. Zamknięte są wszystkie cztery lotniska w pobliżu metropolii Nowy Jork. Tak we wtorek nad ranem wyglądało lotnisko JFK.

fot. Radek Turowski – Kalejdoskop24.com

Godz. 05.25 EDT – władze mówią o 13 ofiarach śmiertelnych huraganu w USA, w tym 5 osób zginęło w samym Nowym Jorku

Miasteczko  Little Ferrie w New Jersey w 75 proc. pod wodą, której poziom przekracza półtora metra

Godz.05.00 EDT – Ponad 6,5 miliona osób bez prądu w 13 stanach- to najnowsze, szacunkowe dane ze Wschodniego Wybrzeża.

Do potężnej awarii doszło w wyniku eksplozji w elektrowni ConEd w Nowym Jorku.

Sandy jest tropikalnym sztormem, ale wiatr i deszcz wciąż dają się we znaki mieszkańcom wschodniej części USA.

Godz. 23.22 EDT – Exelon ogłosił stan pogotowia w związku z podnoszącym się poziomem wody w reaktorze nuklearnym w Oyster Creek w New Jersey. Na razie alarm utrzymuje się na drugim z czterech poziomów określających zagrożenie elektrowni.

Godz. 22.58 EDT: Władze Nowego Jorku zdecydowały o ewakuacji szpitala New York University Langone Medical Center. Zawiodły zapasowe generatory. Placówka nie ma prądu.

Godz. 22.05 EDT – Woda wdziera się do tuneli metra w New Jersey

fot. Port Authority of New York and New Jersey/ Hoboken PATH – Woda wdarła się do tuneli metra.

 

Godz. 22.30 EDT – deszcz ustaje, wiatr w ciągu najbliższych kilku godzin powoli będzie słabł.

Nad ciemnym Manhattanem i New Jersey pojawiają się błyskawice:

Godz. 21.30 EDT – przechodzący nad Nowym Jorkiem sztorm tropikalny powoduje spore odchyły wysokościowców. Nasz czytelnik nadesłał właśnie wideo zarejestrowane parę minut temu na 21 piętrze wieżowca położonego w północnej części Manhattanu (autor: Jack Massey)

Godz. 20:15 – Jak podało Narodowe Centrum Huraganów Sandy stracił status huraganu. W tej chwili jest sztormem tropikalnym z maksymalną prędkością wiatru do 124 km/h.

Godz. 20.02 EDT – Huragan Sandy dotarł do lądu, u wybrzeży New Jersey. Są pierwsze ofiary żywiołu. W Nowym Jorku zginął 29-letni mieszkaniec dzielnicy Qeens, który przywalony został złamanym konarem drzewa.

Godz. 19.30 EDT –Dotychczas 10 amerykańskich stanów ogłosiło stan nadzwyczajny, pół miliona osób otrzymało nakaz ewakuacji, prądu nie ma nawet 2 mln osób (w stanie Nowy Jork nie ma prądu 850 tys. mieszkańców), ponad 500 tys. nakazano ewakuację, choć nie wszyscy się do niej zastosowali. Huragan Sandy za dwie godziny dotrze do Nowego Jorku.

Godz. 17.20 EDT-  Gubernator Andrew Cuomo zdecydował o zamknięciu wielu mostów na terenie stanu. Od godz. 19.00 zamknięte będą m.in.: The Throngs Neck, Whitestone, George Washington, Verrazano, Henry Hudson, Marine Parkway i Cross Bay Veterans Memorial.

Godz. 15:45 EDT -okolice Mostu Verrazano

(zdj. Krzysztof Aniołczyk / kalejdoskop24.com)

 

(zdj. Krzysztof Aniołczyk / kalejdoskop24.com)

Godz. 15.40 czasu lokalnego, Manhattan. Wieje… (autor: Jack Massey)

fot.W.Piasecki/ Zestaw „żywiołowy”. Po galonie wody na głowę, latarka, zapas baterii, gwizdek, ubrania nieprzemakalne – sztormowy zestaw nowojorczyka

 

Godz: 14.20 – Krajowe Centrum Huraganów przewiduje, że huragan Sandy uderzy w ląd w południowej części stanu New Jersey, w poniedziałek wieczorem pomiędzy 17.00 a 19.0. czasu wschodnioamerykńaskiego. Już w tej chwili zalane są ulice wielu miast położonych wzdłuż wybrzeża.

fot. Zdjęcie Statuy Wolności zamieszczone przez internautkę @Lauren_LaPointe na Twitterze

 

fot. NBC/ Prezydent Obama w specjalnym wystąpieniu poświęconym nadchodzącemu żywiołowi

 

Pracownicy lotniska JFK mimo, iż zawieszono loty, są na stanowiskach. Jedyny odprawiony dziś samolot poleciał do Londynu we wczesnych godzinach porannych. Obsługa portu będzie dziś nocować w pobliskich hotelach. W godzinach przedpołudniowych do pracy musieli się zgłosić wszyscy obsługujący drugą zmianę.

 

Godz. 13:15, Brooklyn

Mieszkańcy Brooklynu nie rozumieją paniki. U nich tylko mży i nawet nie wieje

fot. Kalejdoskop24.com/ Na Brooklynie nie czuć zagrożenia. Godz.13.15

Barack Obama ogłosił stan wyjątkowy w stanie Delaware. Prezydent powiedział, że nie martwi się tym, że huragan przerwał kampanię wyborczą. “W tej chwili nie martwię się wpływem, jaki będzie to miało na elekcję”. Obama dodał, że zamiast tego martwi się o to, jak żywioł może dotknąć rodziny, ratowników, ekonomię . “Wybory zadbają o same o siebie w przyszłym tygodniu” – skonkludował prezydent.

Zobacz, czy mieszkasz na terenach, nad które nadciąg huragan (kliknij na mapę)

 

Godz. 13.00 EDT – Są informacje o pierwszych podtopieniach w Nowym Jorku: woda pojawiła się m.in. na ulicach Brooklynu. Jak informuje gubernator Chris Christie, co najmniej 35 tys. mieszkańców New Jersey nie ma prądu.

 

Prezydent Barack Obama na godz. 12.45 EDT. zapowiedział konferencję prasową w związku ze zbliżającym się do wschodnich wybrzeży USA huraganem Sandy.

fot.White House Photo, Pete Souza/ Wczoraj w Waszyngtonie Barack Obama spotkał się z zespołem krajowego centrum kryzysowego

Aby zobaczyć najnowsze materiały wideo KLIKNIJ TUTAJ 

Okolice lotniska JFK w Nowym Jorku, godzina 11.00 czasu lokalnego. Nic jeszcze nie zapowiada nadchodzącego żywiołu

fot. Radio Rampa, NYC

Nasz nowojorski korespondent Dobrosław Biel obserwuje nadchodzący huragan na Manhattanie. Jak nam mówi on sam i jego sąsiedzi mają zapasy wody i jedzenia, są wyposażeni w latarki i świece. Mimo, że miasto wydaje się sparaliżowane, normalnie pracuje dziś poczta, wiele sklepów ciągle jest otwartych. Na razie (godz. 12. 00 EDT) pada deszcz i niezbyt mocno wieje. Wszyscy czekają…

fot. InformacjeUSA/ Manhattan godz. 12.00 czasu lokalnego

 

Informacje na temat lokalizacji schronisk, procedur ewakuacyjnych i tego jak przygotować się do żywiołu, znajdziesz m.in. na tych stronach:

www.ready.gov , Hurricane Evacuation Zone Finder , NYC.gov

Nie wiem, czy pan Tusk chce mnie zamordować, czy też ograniczy się do banicji – stwierdził prezes PiS Jarosław Kaczyński, odnosząc się do wtorkowych słów premiera Donalda Tuska pod jego adresem.

Szef rządu na wtorkowej konferencji prasowej powiedział m.in., że Kaczyński dzieli Polaków na zwolenników i przeciwników tezy, że rząd „współuczestniczył w zbrodni zabójstwa prezydenta i 95 polskich obywateli w katastrofie smoleńskiej”.

Tusk mówił, że nie sposób ułożyć sobie życie w jednym państwie z tymi, którzy formułują tego typu wnioski. „Nie chodzi o polityków, ale także obywateli, którzy są stawiani przed tego typu wyborem” – podkreślił.
 

Kaczyński pytany o te słowa szefa rządu powiedział: „Nie wiem, czy pan Tusk chce mnie zamordować czy też ograniczy się do banicji, ale jego słowa wykazują, jak bardzo się denerwuje i jak bardzo wie, że prawda i tak wyjdzie na jaw niezależnie od tego, że jest różnica pomiędzy stwierdzeniem, że czegoś nie było, a że czegoś nie stwierdzono”.

Premier odnosił się do wtorkowych wypowiedzi szefa PiS związanych z publikacją „Rzeczpospolitej”, która podała, że polscy prokuratorzy i biegli, którzy ostatnio badali wrak tupolewa w Smoleńsku, odkryli na nim ślady materiałów wybuchowych – trotylu i nitrogliceryny. Informacje „Rz” zdementowała warszawska Wojskowa Prokuratura Okręgowa. Jej szef płk. Ireneusz Szeląg poinformował, że biegli nie stwierdzili trotylu ani żadnego innego materiału wybuchowego na wraku Tu-154M. Dodał, że dowody nie dają podstaw, by twierdzić, że katastrofa smoleńska była efektem zamachu.

Po południu redakcja „Rz” wydała oświadczenie, że pomyliła się pisząc we wtorkowym artykule o trotylu i nitroglicerynie. Pytany o to oświadczenie Kaczyński powiedział, że „to tylko jest określenie kondycji polskich mediów”.

„Przyjmuję to ze smutkiem, ale jeszcze raz potwierdzam to wszystko, co my mówiliśmy. My mamy własne źródła informacji” – zaznaczył Kaczyński. Dodał, że nie wie dokładnie, jak brzmi oświadczenie „Rz”.

PAP

źródło: pap/itar-tass , Wrak Tu-154, choć jest własnością państwa polskiego, nie może wrócić do krajuPolacy, którzy badali wrak samolotu, odkryli na nim ślady materiałów wybuchowych . Badania przeprowadzali przez miesiąc w Smoleńsku polscy prokuratorzy i biegli – ustaliła „Rzeczpospolita”. Wrócili dwa tygodnie temu.

Informację o tym, że prokuratura od kilkunastu dni zna wyniki ekspertyz, potwierdziliśmy w rozmowie z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem.

Polscy prokuratorzy mieli wątpliwości co do rosyjskiej ekspertyzy pirotechnicznej. Dostarczona przez Rosjan analiza nie spełniała wymogów proceduralnych. Nasi biegli odmówili podpisania ostatecznej opinii o przyczynach zgonu bez dokładnego przebadania wraku. Domagali się ponownego wyjazdu do Smoleńska. Twierdzili, że polscy eksperci, którzy prowadzili wcześniejsze badanie, mieli do dyspozycji zbyt małą liczbę próbek, by wykluczyć obecność materiałów wybuchowych.

Do Smoleńska wraz z prokuratorami pojechali biegli pirotechnicy z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz Centralnego Biura Śledczego, z nowoczesnym sprzętem. Już pierwsze próbki, zarówno z wnętrza samolotu, jak i poszycia skrzydła maszyny, dały wynik pozytywny. Urządzenia wykazały m.in., że aż na 30 fotelach lotniczych znajdują się ślady trotylu oraz nitrogliceryny. Substancje te znaleziono również na śródpłaciu samolotu, w miejscu łączenia kadłuba ze skrzydłem. Było ich tyle, że jedno z urządzeń wyczerpało skalę. Podobne wyniki dało badanie miejsca katastrofy, gdzie odkryto wielkogabarytowe szczątki rozbitego samolotu.

Komentarze na bieżącoŚlady materiałów wybuchowych nosiły również nowo znalezione elementy samolotu, ujawnione podczas tej właśnie wyprawy do Smoleńska.

Wiadomość o odkryciu osadu z materiałów wybuchowych natychmiast przekazano do Warszawy na ręce prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta oraz naczelnego prokuratora wojskowego płk. Jerzego Artymiaka. Prokurator generalny osobiście przekazał informacje premierowi Donaldowi Tuskowi. Od powrotu ze Smoleńska trwają intensywne konsultacje, co dalej robić z tym odkryciem.

Eksperci nie są w stanie stwierdzić, w jaki sposób na wraku maszyny znalazły się ślady trotylu i nitrogliceryny. Wciąż biorą pod uwagę hipotezy, według których osad  z materiałów wybuchowych mógłby pochodzić z niewybuchów z okresu II wojny światowej. Wówczas w rejonie Smoleńska toczyły się bardzo ciężkie walki.

Do tej pory biegli pracujący dla prokuratury nie stwierdzili obecności we wraku materiałów wybuchowych. Powoływali się przy tym na ekspertyzy rosyjskich specjalistów.

Rzecznik prokuratora generalnego Mateusz Martyniuk w rozmowie z „Rz” zapowiedział wczoraj, że w najbliższych dniach prokuratura zajmie stanowisko w tej sprawie.

Cezary Gmyz

 

    Czytaj więcej

Rzeczpospolita

Ambasador Chris Stevens, reprezentował USA i prezydenta Obamę na dyplomatycznej placówce w Libii i zginął razem z trzema innymi Amerykanami, w rocznicę ataków na WTC 11 września, w wyniku ataku terrorystycznego Al-Kaidy dlatego, że Obama nie był w stanie podjąć decyzji o udzieleniu im pomocy.

Przypomnijmy narrację wyborczą prezydenta Obamy: dzięki niemu Osama bin Laden nie żyje. Al-Kaida jest rozbita, Bliski Wschód z jego pomocą pozbył się dyktatorów i wdzięczny Ameryce wszedł na drogę demokracji. Do tak pozytywnych zmian doszło dzięki mądrej polityce Obamy…

Dlatego mimo alarmujących próśb amb. Stevensa o przyznanie większej ochrony, administracja Obamy wcześniej w sierpniu odwołała z Libii dwa zespoły elitarne, działając zgodnie z życzeniowymi założeniami, że sytuacja w Libii jest stabilna, a Al-Kaida po zabiciu bin Ladena unieszkodliwiona. Nie liczyły się fakty na miejscu, w kwietniu i czerwcu teren konsulatu był zaatakowany, następnie w Benghazi miał miejsce zamach na amb. brytyjskiego, wtedy konsulaty państw zachodnich zostały ewakuowane, Amerykanie pozostali.

Jeszcze o godz. 6.00 wieczorem amb. Stevens wysłał depeszę do zwierzchników, że sytuacja się ciągle pogarsza. Następnie Stevens przyjął w konsulacie tureckiego dyplomatę, spotkane zakończyło się o 7.30 i ambasador zakończył urzędowanie.

Atak na konsulat i póżniej na placówkę CIA rozpoczął się wieczorem o godz. 9.00 czasu libijskiego i trwał przez 7 godzin! Przez cały ten czas tak Biały Dom, jak i CIA miały dobry wgląd w rozwój wypadków, otrzymując e-maile od ambasadora i innych będącym pod ostrzałem, działała łączność. Minuta po minucie decydenci w Białym Domu i centrali CIA oglądali przekaz z kamer w atakowanym konsulacie jak i obrazy wideo z dwóch filmujących te wydarzenia dronów (!).

O godz. 4.05 czasu waszyngtońskiego napłyneły pierwsze meldunki do Białego Domu i Pentagonu: misja w Benghazi pod atakiem! O 6.07 filia Al-kaidy, Ansar al-sharia przyznała się na internecie (m.in. Facebook) do autorstwa ataku.

W konsulacie było 7 Amerykanów, Stevens zamknął się z jednym z agentów w „bezpiecznym” pomieszczeniu, do którego nie mogli dostać się napastnicy, zamierzając doczekać tam pomocy. Napastnicy oblali jednak pomieszczenia ropą i podpalili. W przerwie w ataku po 10.00, zamknięci w pułapce chcieli uciekać, ale agenci chodząc w dymie na kolanach nie mógli odnaleźć ambasadora.

Pracownicy placówki CIA, oddaleni od konsulatu o półtora kilometra, po usłyszeniu strzałów i pozyskaniu informacji o ataku na konsulat natychmiast poprosili zwierzchników o pozwolenie na interwencję w celu niesienia pomocy będącemu w niebezpieczństwie ambasadorowi. Trzy razy ponawiali prośbę, trzy razy zwierzchnicy nie wyrazili zgody na akcję pomocy.

Widzący co się dzieje jeden z pracowników CIA, były członek elitarnych oddziałów specjalnych Navy Seals, Tyrone Woods przed 11.00, postanowił działać wbrew zakazowi i zabrawszy czterech ochotników, ruszył na pomoc ambasadorowi będącemu pod atakiem Al-Kaidy (jej libijskie ramię Ansar al-Sharia).

Przybywający z pomocą do atakowanego konsulatu, zabrali ciało zabitego asystenta informacyjnego ambasadora Seana Smitha, kilku ocalałych, ale nie mogli odnaleźć amb. Stevensa. Ambasador ukrył się w małym pomieszczeniu i powoli dusił się od nadmiaru bojowych gazów i dymów. Ratownicy ostrzeliwując się ok. północy wycofali się do odległej o 1,5 km tajnej placówki CIA. Umierającego amb. Stevensa, znaleźli dopiero nad ranem plądrujący konsulat miejcowi złodzieje i wzięli go do szpitala ok. godz. 1.00 w nocy. Oczywiście mogło być gorzej, mogli go porwać bojówkarze Al-Kaidy i nagrać jakiś straszny film…

Około 2 rano (12 września) na lotnisko w Benghazi przybył mały zespół CIA z Tripolisu (wylecieli o północy) z Glenem Doherthym, dotarli oni do broniącej się placówki CIA ok. 3.00 w nocy. Sama placówka CIA znalazła się pod ciężkim ogniem ok. godz. 4.00 rano. Doherty wysyłał współrzędne stanowisk moździerzy atakujących prosząc o uzbrojony dron, czy samolot. Poległ od pocisku moździerzowego, tak jak Tyrone Woods, obaj obsługiwali karabiny maszynowe na dachach budynków… Po tym przyjęto decyzję o ewakuacji na lotnisko, konwój osłaniali bojownicy z libijskiej Brygady 17-go lutego.

Broniący się prosili bezskutecznie centralę o pomoc. A wszystko stało w pogotowiu, brakowało tylko decyzji prezydenta, niestety nie było jej do końca. Operacyjnie wszystko było w pogotowiu, zaraz po informacji o pierwszym ataku, błyskawicznie z Niemiec przerzucono na Sycylię 3 oddziały specjalne szybkiego reagowania (w tym komando z Delta Force). Potrzebna była decyzja prezydenta Obamy, polecenie, zgoda dla min. obrony Leona Panetty na rozpoczęcie akcji ratunkowej. Proste słowo: go!

Z bazy w południowych Włoszech (Sigonella Air Station, 480 mil od Benghazi) oddziały specjalne potrzebywały by tylko 2 godzin, aby udzielić pomocy atakowanym, co więcej myśliwce potrzebowały tylko 20 minut, aby obrócić w popiół atakujące bojówki Al-Kaidy. Apelujący o pomoc Tyrone Woods informował, że potrzebuje lotniczego wsparcia dla którego namierzył laserem atakujące moździerze. Nie doczekał się jednak decyzji prezydenta, tak jak i przygotowani na dalszy bieg wypadków generałowie.

Tyrone Woods był mężem i ojcem 3-miesięcznego dziecka. Jego ojciec Charlie z żalem mówi o tym, że gdyby rządzący i dowódcy związani z tragedią w Benghazi, mieli tyle moralnej odwagi, heroizmu i uczciwości co jego syn, to nie doszłoby do tej tragedii.

Pat Cadell, demokrata, b. doradca wyborczy prezydenta Cartera zauważył, że to jest największy skandal jakiego jest świadkiem w swojej karierze. Powiedział „Rzym płonie!”, nawiązując do akcji cesarza Nerona. Media śpią, Obama to ich wykreowany, ulubiony lewicowy prezydent, na pierwszych stronach gazet, nie znajdziesz pytań o przyczyny tragedii w Benghazi. Dla lewicowców, nic się nie stało, a Benghazi leży sobie spokojnie na Bliskim Wschodzie, gdzie dzięki manewrom Obamy usunięto lojalnych dla Ameryki kacyków i zwyciężyła demokracja.

Mówi się, że samo przestępstwo nie jest największą zbrodnią, jest nią natomiast mataczenie, okłamywanie, próba zacierania śladów. Tak jak to było z włamaniem w słynnej aferze Watergate, przez którą Richard Nixon po wygraniu wyborów utracił władzę. Nowy prezydent Libii w wywiadzie dla FOX NEWS, zapytany następnego dnia o Benghazi, prosto odpowiedział, że była to akcja Al-Kaidy. Jedno z pierwszych pytań na które powinien odpowiedzieć Prezydent Obama, czy też jego przedstawiciel brzmi: czy filmujące przebieg tragedii drony były uzbrojone?

Minęło już 6 tygodni od tragedii w Benghazi, przyjrzyjmy się reakcji administracji prezydenta Obamy. Poinformowany o ataku na amerykański konsulat w Benghazi, prezydent poszedł spać. Następnego dnia po wystąpieniu w Ogrodzie Róż przed Białym Domem, udał się do Las Vegas, na spotkanie z zwolennikami finansującymi jego prezydencką kampanię.

Następnie tak sam Obama, jak i jego rzecznik prasowy, jak również sekretarz stanu (MSZ) Hillary Clinton, jak również amb. USA w ONZ dr. Susan Rice (wywiady w 5 stacjach TV), wielokrotnie pytani przez przyjazne im main streamowe media na temat Benghazi, przedstawiali (zamieniając się w krytyków filmowych) wersję według której miała tam miejsce spontaniczna demonstracja tak jak w innych krajach islamskich z powodu filmiku w internecie n.t. proroka Mahometa obrażającego uczucia muzułmanów.

Mówili tak (strzelając sobie w stopę) mimo, że znali fakty od początku o zaplanowanym i przeprowadzonym przez Al-Kaidę ataku terrorystycznym z okazji rocznicy 11 września i dla pomszczenia jednego z jej liderów Libijczyka, zabitego przez amerykański dron w Pakistanie. Więc , najlepiej poinformowany człowiek w państwie, prezydent Obama, sześć tygodnii po fakcie, dalej opowiadając banialuki udaje, że nie wie co tak naprawdę się wydarzyło w Benghazi, pokładając zaufanie w komisji która ma zająć się tym tematem 15 listopada, czyli już po wyborach prezydenckich…

Czy uwiąd decyzyjny prezydenta i tragedia w Benghazi będzie kamieniem rzuconym na wagę oceniającą kompetencję Obamy w oczach amerykańskich wyborców? Prezydent unika twardszych pytań, daje wymijające odpowiedzi, bywa za to gościem w lekkich, ale popularnych programach komediowych i rozrywkowych, tam go uwielbiają. Może być spokojny. W trzeciej debacie prezydenckiej Mitt Romney nie wykorzystał sytuacji aby przcisnąć do muru Obamę pytając o tragedję w Benghazi, wybrał pozycję gentelmena, co nie wszystkim konserwatystom się podobało.

Trzech senatorów: McCain (R-Az), Graham (R-SC) i Ayotte (R-NH), zażądali materiału nagranego przez drony i kamery obiektu konsularnego, na razie bez odpowiedzi. Gen. Petreus, b. głównodowodzący siłami w Afganistanie, obecnie szef CIA powiedział, że nikt w CIA nie zabronił wsparcia apelującemu o pomoc Woodsowi, pozostaje pytanie, kto w takim razie odmówił im wsparcia?

Ostatnio Obama, nieco mocniej przyciskany do muru, powiedział, że wydał rozkaz aby zrobiono wszystko aby pomóc zaatakowanym. W takim razie Amerykanie powinni wiedzieć kto odmówił wykonania tego rozkazu i czy w ogóle był taki rozkaz Prezydenta? Min. obrony (stary komuch) Leon Panetta, powiedział dziś zdawkowo, że nie użyto oddziałów specjalnych, przewidując możliwość zasadzki (!) Ładne wojsko, nie będziemy się bronić, bo możemy mieć straty!

Jedno jest pewne, Amerykanie mieli wystarczająco dużo sił w rejonie tragedii, aby w ciągu 7 godzin trwania ataku rozgromić atakujące bojówki i ocalić życie przedstawiciela Prezydenta USA amb. Stevensa i trzech innych ofiar (niewiele wiadomo o tych którzy zostali rannymi w walce). Przypomnijmy wystarczyło jedno słowo Obamy, aby w ciągu 20 minut samoloty bojowe C 130, czy F16, zmiotły atakujących z ich pozycji.

Przychodzą na myśl inne amerykańskie tragedie z przeszłości związane z decyzyjnym niedowładem urzędujących prezydentów: Somalia (Blackhawk Down), kiedy to prezydent Clinton podjął decyzję o nie udzielaniu pomocy zaatakowanym przez bojówki amerykańskim żołnierzom, USS „Cole”.

Powstaje pytanie z czym związany jest przebieg tragedii w Benghazi, wtajemniczeni mówią, że amb. Chris Stevens (mówiy płynnie po arabsku) był tym facetem, który organizował przewrót Kaddafiego w Libii, znał liderów miejscowej Al-Kaidy, dostarczał im broń, nawet podobno pośredniczył z Arabią Saudyjską i Katarem w przerzucaniu bojowników i broni do Turcji dla walczących z reżimem Assada rebeliantów… Może za dużo wiedział. Czyżby ktoś go chciał odstrzelić?

Rzeczywistość niesie kolejne niespodzianki, do wschodnio-północnego wybrzeża USA zbliża się silny huragan SANDY, który może pozamiatać polityczne i inne kampanie, powstrzymując agitację obu stron. W kilku stanach wstrzymano masowy transport, stanęły samoloty i pociągi.

Wracając na chwilę do kampanii prezydenckiej, momentum Romneya ciągle rośnie, ostatnie badania narodowe dają 50% dla Romneya i 47% dla Obamy, ale prawdziwa walka rozegra się o głosy elektorów reprezentujących takie stany jak Ohio, Wisconsin czy nawet Pennsylwania.

Przyroda znakomicie potrafi pomieszać szyki PR-owcom i politycznym macherom, nikt teraz nie może być pewien jaki wpływ będzie miał huragan, któremu towarzyszy również śnieg, na wyniki wyścigów do prezydenckiego fotela. Obama może zyskać jeśli pojawi się na miejscu ewentualnej tragedii i sypnie federalnym groszem. Z koleii np. zbyt długie przerwy w dopływie prądu, mogą rozjuszyć dotkniętych tym zjawiskiem obywateli…

Czyli może jednak wszystko ciągle w rękach Boga? Hmm…

 Jacek Matysiak