Monthly Archives: Listopad 2012

Przed kilku dniami z inicjatywy „Gazety Wyborczej  Adama Michnika  rozpętała się  haniebna nagonka w stylu stalinowsko – faszystowskim  na znienawidzonego przez rządzących III RP,  odważnego, patriotycznego  działacza  i publicystę Pana Grzegorza Brauna.

Pretekstem do nagonki stały się jego poglądy i wypowiedzi , że naprawienie Polski należałoby zacząć od ujawniania sprawców zła,  napiętnowania , ukarania   winnych, skuteczne, bezwzględne i trwałe izolowania lub eliminowanie  ich od wpływu na dalsze  życie Państwa i  Narodu; nawet nie wykluczając rozstrzelanie  kilku tysięcy  najbardziej  winnych i potencjalnie  szkodliwych dla  Polski.     Braun powiedział tylko  to co światła, świadoma  i aktywna  część obywateli myśli od lat ale rządzący uniemożliwiają ujawnienie   tego publicznie. Choć te masowe postawy można łatwo znaleźć w Internecie i choćby w czasie zbiorowych antyreżimowych manifestacji.  Już znacznie wcześnie podobnie negatywnie o obozie rządzącym  wypowiadało się  publicznie wielu aktywnych obywateli.

Janusz Korwin Mikke np. pisał , w  tygodniku „Angorze”,  że Polską rządzą BANDYCI, że posłowie powinni siedzieć w więzieniu,  a nie  zasiadać w  ławach poselskich . Również bardzo  aktywny działacz obywatelski Marek Chrapan także głosi od lat, że polskie wewnętrzne  sprawy wymagają rozwiązań siłowych, na barykadach,  z użyciem karabinu kałasznikowa i szubienicy;  bo pokojowe próby nie udały się. Działacz  lewicowy, publicysta  Aleksander Małachowski  twierdził, że nie udało się dotrzymać  i przestrzegać przez rządzących III RP warunków Porozumienie   Sierpniowego (  podpisanego  w sierpniu 1980 r. „porozumieliśmy się  jak Polak z  Polakiem” słowa vice premiera PRL  Mieczysława Jagielskiego).

 Małachowski uważał, na podstawie doświadczenia i obserwacji  ” że obecnie rządzącym tak ryje przywarły do koryta, że teraz , żeby   je oderwać,  trzeba by je siekierą odrąbywać”. Oburzeni  lub udający oburzenie , wypowiedzią Brauna , że winni  wyrządzonego  Polsce   zła , powinni być karani,  nawet   śmiercią, nie słusznie się obrażają. Krytycy ubolewają, że tak rzekomo beztrosko wymienia  on liczbę 10 tys. skazanych szubrawców III RP.  Natomiast  nie chcą przyjąć do wiadomości prawdy ile od roku 1980 milionów niewinnych ludzi skazali rządzący świadomie na śmierć, ilu obywateli umiera  z braku pomocy lekarskiej,  podstawowych leków, ile dzieci głoduje z ich winy, cierpi, choruje, ile rodzin jest bezdomnych, ilu młodych ludzi szuka chleba i schronienia za granicą, ile samobójstw z powodów ekonomicznych popełniono, kto i jak okradł  kraj, zniszczył dorobek wielu pokoleń. jakiego poniżenia od ponad 30 lat  doznają Polacy w swojej Ojczyźnie i u obcych . Czy za to wszystko wyrządzone zło odpowiadają mityczne  krasnoludki? Za te zbrodnie  i szkody wyrządzone Narodowi nikt nie ponosi winy i można  znów zastosować „nową grubą kreskę”?  Nawet bardzo surowa kara,  nie byłoby adekwatna w stosunku do dokonanych na Narodzie zbrodni przez rządzących. W  historii, także w dziejach Polski są przykłady krwawych buntów i rewolucji podejmowanych  przez skrzywdzonych  np. rewolucja we Francji w 1789, Wiosna Ludów w 1848, rewolucja 1917 w Rosji …

W  Polsce w 1794 roku ,np. w czasie tzw. Insurekcji Warszawskiej ( Kościuszkowskiej)  wieszano PUBLICZNIE, zdrajców arystokratów, Targowiczan, biskupów, a nawet skazano na śmierć, za zdradę, za kolaborację  z Prusakami Prymasa Polski Jerzego M. Poniatowskiego , brata Króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Biskupów przed powieszeniem pędzono publicznie do kościołów i tam pozbawiano ich  szat duchownych i  wieszano w bieliźnie oraz pozostawiano ich ciała  przez kilka dni na szubienicy dla satysfakcji  i uciechy mieszkańców Warszawy, a także  ku przestrodze  dla potencjalnych złoczyńców i zdrajców. Atakujący Brauna zarzucają mu że głosi nienawiść do wrogów. Zarzut wręcz idiotyczny. Krytykujący  mają do niego pretensje , że nie sympatyzuje ze swoimi przeciwnikami, czy wręcz nie kocha wrogów , szkodników  społeczeństwa polskiego, nie nadstawia drugiego policzka.  To prawda, że Kościół oficjalnie nakazuje miłować naszych wrogów ale jest to tylko oficjalna retoryka, slogan ,hasło ewangeliczne, którego Kościół nigdy nie przestrzegał  w praktyce ( np. wyprawy krzyżowe, mordowanie innowierców, nawracanie pogan,  heretyków mieczem, paleniem na stosie, torturami …

Nienawiść  może i jest często siłą aktywizującą. Wrogów i szkodników należy dla dobra ogółu zwalczać , neutralizować  i w koniecznych przypadkach , dla dobra  społeczeństwa skutecznie eliminować z życia.  Wrogów  ludu trzeba traktować wrogo, przynajmniej tak, jak oni traktują społeczeństwo. Wrogom społeczeństwa warto przypomnieć  słowa pieśni  gniewu ludu,   – „krew naszą długo leją kaci. Wciąż płyną ludu gorzkie łzy. Nadejdzie jednak dzień zapłaty, sędziami wówczas będziem my!!!  I na barykady ludu roboczy …

       Myślę podobnie , jak  red. Grzegorz Braun i setki tysięcy światłych i świadomych obywateli Polski.

Chylę czoła przed Jego Odwagą , Mądrością, Uczciwością Talentem, Zaangażowaniem , Patriotyzmem .

             Z głębokim Szacunkiem  –  dr Leszek Skonka – Komitet Pamięci                   Ofiar Stalinizmu we Wrocławiu.

            Wrocław  27 listopad 2012

1.      Były działacz  przedsierpniowej opozycji demokratycznej  ( ROPCiO) , organizator i założyciel Wolnych Związków Zawodowych na Dolnym Śląsku

2. Członek prezydium w pierwszym składzie  Zarządu Regionu  Dolnośląskiego
NSZZ. Organizator i prowadzący pierwsze kursy ( jeszcze w czasie strajku)
na temat organizowania i działania związkowego, a następnie  w MKZ po
zakończeniu strajku dla działaczy i  organizatorów nowych związków.
3. Sprzeciwiał się wprowadzaniu KOR-u i upolitycznieniu Związku, zerwaniu
Umowy Gdańskiej , awanturnictwu politycznemu. Chciał by związek nie
wychodził poza  swój statut . Za swą postawę oskarżony został   publicznie
bez jakichkolwiek podstaw o rzekome sprzyjanie PZPR, działanie na szkodę
Związku ,  współpracę z SB .Usunięty ze  wszystkich funkcji , również  ze
Związku i spotwarzony  publicznie, bez prawa do obrony , skazany na karę
śmierci cywilnej 19 września 1980 r.
4. Założyciel i przewodniczący  istniejącego od 1988 roku Komitetu Pamięci
Ofiar Stalinizmu w Polsce oraz Instytutu Badań Stalinizmu i Patologii
Władzy, zbudował  w 1988/1989 roku pierwszy w Polsce i na świecie Pomnik Ofiar
Stalinizmu we Wrocławiu

Doniesienie z Lwowa o statusie domu ukraińskiego w Przemyślu i podobnej instytucji w Lwowie dla Polaków. (mail zacytowany bez żadnych ingerencji)

“Witam serdecznie,Panie Piotrze!
Moze Pana zainteresuje informacja o Domu Polskim we Lwowie.
Jak Pan wie, Dom Ukrainski w Przemyslu byl przekazany na wlasnosc
Ukraincom i w taki sam sposob i w tym samym czasie mial byc przekazany Dom Polski we
Lwowie. Jesli Polska i Ukraina sa strategicznymi partnerami,wiec
powinna byc zachowana zasada wzajemnosci. Natomiast, we Lwowie (daleko
od centrum i to jest rudera) zamierzaja przekazac ten dom w dzierzawe
na 49 lat. Dalszy ciąg:
Polska bedzie ladowala w niego srodki
finansowe, podprowadzala media, poniewaz tam bylo wojsko i to jest w
oplakanym stanie. Trzeba dobudowac, rozbudowac, zrobic kapitalny remont.
W Przemyslu remont bedzie wykonany z budzetu miasta (tam jest prezydentem
miasta Ukrainiec Choma, ktorego corka studiowala we Lwowie na Akademii
Medycznej).

Dziwi mnie postawa Konsulatu, kiedy konsul RP mowi,ze Dom
Ukrainski w Przemyslu przed wojna byl Ukrainskim domem a we Lwowie wszystkie domy
przeciez byly polskie. Taki argument mozna zrozumiec z ust
Ukrainca, nacjonalisty, ale nie przedstawiciela RP we Lwowie.I jeszcze jedno,konsul chwalil sie,ze temu
prezydentowi (Komorowskiemu) udalo sie dojsc az do Uchwaly Rady
Ministrow Ukrainy. Mogl powiedziec przeciez do Janukowicza,kiedy
darowal mu pare rasowych koni,azeby w taki sam sposob,jak w
Przemyslu
przekazali dom Polakom we Lwowie.Janukowicz by to
przypilnowal,poniewaz to jest czlowiek slowa i czynu.A tu,brawo,Rada
ministrow Ukrainy uchwala i tylko w
dzierzawe.Smiechu warte takie partnerstwo.Komorowski pilnuje
Tymoszenko interesy w wiezieniu w Charkowie,cha-cha,a interesy Polakow
i Panstwa Polskiego, to sa rzeczy wtorne dla Prezydenta RP.

I jeszcze jedno,zamiast przekazac Dom Polski najwiekszemu Towarzystwu
Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej (!6 tys.czlonkow) z rejestracja we
Lwowie przekazuje sie Federacji,ktora jest zarejestrowana w
Kijowie i wladze Lwowa wcale ja nie znaja. To jest ta pani prezes
Emilia Chmielowa: general bez wojska.

Ja to bym podziekowala za takie oto przekazanie w dzierzawe. Lepiej
bedzie sie oplacalo kupic na wlasnosc Polski dom we Lwowie,
ktory byl by wlasnoscia RP. A nie budowac dom dla Ukraincow,bo
jestem tego pewna,ze byle pretekst i ten dom przejdzie na wlasnosc
skarbu panstwa ukrainskiego. Taki nawet jest zapis w Statucie
kazdej organizacji spolecznej na Ukrainie,ze w razie jej rozwiazania
majatek tej organizacji przechodzi na wlasnosc skarbu panstwa Ukrainy.

Pozdrawiam serdecznie ….
P.S.To jest takie oto plucie w twarz i jeszcze trzeba za to dziekowac.”

Nie będę się starał tego komentować, ponieważ to jest głos zza granicy, z Lwowa od osób, które patrzą na to co się dzieje i komentują. CO z tych ech dotrze do naszych mediów? Na ile zniekształcone i czy w ogóle dotrze?
Ostatnio byłem na pokazie filmu i tam Autorka Pani Hajdasz, mówiła przy okazji jak dziś wygląda tworzenie newsa. Dziennikarz robi relacje i przesyła do montażu do centrali (TVN, inne), ktoś inny montuje. Według dyrektyw? Czyich? Jedno jest pewne: z samej relacji dziennikarskiej może znaleźć się niewiele w tak montowanej relacji. Na pewno może mieć zupełnie inny przekaz niż zamysł dziennikarza w terenie.
Ale to taka dygresja.
Wracając do tematu:
A więc zastanówmy się; przeczytajmy dokładnie co nam napisała nasza rodaczka z Lwowa i wyciągnijmy wnioski.
Jak wyglądają nasze stosunki z Ukrainą?
Partnerskie czy wiernopoddańcze?


Piotre

21.07.1869r. policja krakowska wykryła zbrodnię, której dopuściły się karmelitanki w klasztorze na swojej umysłowo chorej siostrze, Barbarze Ubryk, zamurowując ją w ciemnej celi i więżąc 21 lat w warunkach urągających zasadom humanitaryzmu.

Wiadomość o wielkim grzechu popełnionym przez córy Karmelu przedostała się rychło na miasto. W miejscach, gdzie przekupka przekupce, jedna pani drugiej pani przekazywały mrożące krew w żyłach nowiny, zaczęły się zbierać grupy ludzi zaskoczonych i podnieconych mniszym skandalem. Tu i ówdzie dały się słyszeć groźne okrzyki: „Precz z karmelitankami!” Potoczyły się, podawane z ust do ust, niesamowite opowieści o życiu i urodzie Barbary, której postać obrosła szybko w legendę.

 Spróbujmy poniżej nakreślić, oczywiście w największym skrócie, curriculum vitae pięknej mniszki na podstawie faktów odnotowanych w broszurce pt. Prawda o Barbarze Ubryk, napisanej przed sześćdziesięciu laty przez prof. Stanisława Tomkowicza na podstawie zebranych przezeń dokumentów i opowiadań rodzinnych (przełożona klasztoru była ciotką autora!), oraz czterotomowej książki Stanisława Harbuta pt. Mały Rzym (Kraków 1936-1938), obfitującej w sensacje przejęte z żywej jeszcze w okresie młodości piszącego tradycji i z pracowicie przewertowanych akt sądowych.

 

Barbara Ubryk urodziła się 14 lipca 1817 r. w Węgrowie. Na chrzcie otrzymała imię Anny (Barbara, to jej nomen zakonne). Ojciec jej był cieślą. W trzynastym roku życia straciła rodzica, a w kilka lat później matkę. W r. 1836 wyjechała do Wilna, a następnie do Warszawy z zamiarem wstąpienia do klasztoru. Przez dwa lata mieszkała na Krakowskim Przedmieściu w pałacu Potockich jako panna respektowa rezydującej tu „hrabiny” Dziewanowskiej.

 Wysoka, o smukłej linii ciała i dużych niebieskich oczach, którym „gwiazdy jasnością zrównałyby może” (Norwid), dziewczyna stała się rychło przedmiotem uwielbienia młodzieży. Podkochiwali się w niej ponoć m. in. Bolesław Podczaszyński, późniejszy historyk sztuki, i Julian Bartoszewicz, znakomity z czasem dziejopis i publicysta, oraz Teofil Lenartowicz. Ale najwięcej uczucia okazał jej Stanisław Krzywda, syn Czesława i Elżbiety z Mażdżewskich, uczeń Augusta Freyera, organisty klasztoru PP. Wizytek. Spotykali się w kościele po nieszporach, w czasie których młody muzyk pięknie wygrywał i wyśpiewywał nabożne pieśni. Rozegzaltowana pod względem religijnym dziewczyna uległa jego adoracji i pokochała go wzajemnie, lecz jako „brata w Chrystusie”. Pewnego razu złożyli sobie nawet cichutko przed wielkim ołtarzem wyznanie i przysięgę dożywotniej miłości. Po kilkunastu miesiącach gorących spojrzeń, westchnień i szeptów doszło między nimi do zerwania; zapewne w momencie, kiedy młody człowiek zaczął zabiegać o pozyskanie uległości Anny w wymiarze zmysłowym, zgodnym z prawami natury. Zrozpaczony Stasio opuścił Warszawę, uszedł ponoć gdzieś za granicę i ślad po nim zaginął.

 S. Harbut dociekł na podstawie ksiąg klasztornych, że Krzywda zatrudniony był u Wizytek w latach 1836-1838. W jakiś czas po jego zniknięciu Anna uczyniła zadość swojemu pierworodnemu postanowieniu i dnia 16 września 1838 r. wstąpiła do nowicjatu PP. Wizytek.

 W kościele zaroiło się zaraz od najprzedniejszej młodzieży. Przełożona odkryła rychło, że wszyscy nie spotykani dotychczas w tej świątyni warszawiacy modlili się do pięknej probantki, usiłując ją wyrwać zza kraty – ten ognistym spojrzeniem, ów listem miłosnym sprytnie przemyconym do chóru. Po kilku miesiącach bohaterka nasza została zwolniona z klasztoru z opinią, że oczywiście nadaje się do bezpośredniej służby Bogu, lecz w zakładzie zamkniętym.

 W karecie kasztelanostwa Wężyków piękna panna opuściła wkrótce Warszawę, udając się pod kuratelą nowych opiekunów do ich wiejskiej rezydencji w Minodze pod Krakowem. Kiedy wiosną 1839 r. Barbara zawitała do dawnej stolicy Jagiellonów, aby starać się o przyjęcie do karmelitanek, mężczyźni oczarowani nadzwyczajną urodą panny znowu starali się odwieść ją od tego przedsięwzięcia. Nawet tak dostojni patrycjusze, jak Stanisław Wodzicki, były prezes Senatu Wolnego Miasta Krakowa, i Józef Haller, aktualny prezydent, orzekli, że jest, panie dzieju, marnotrawieniem darów bożych i, panie dzieju, wprost grzechem zamykanie takich ślicznot i najskromniejszych dziewic za murami klasztoru, a pozostawienie, panie dzieju, najbrzydszych i złośliwych innym na żony i matki.

 Po odbyciu dwuletniego nowicjatu złożyła Barbara śluby zakonne w dniu 12 marca 1841 r. W pierwszych latach pobytu w klasztorze śliczna mniszka zachowywała się spokojnie. „Lecz już w r. 1845 – pisze Tomkowicz – rozpoczęły się u niej objawiać symptomata zboczenia umysłowego i zaczęła niepokoić siostry swoim postępowaniem: gasiła świece w chórze, przewracała brewiarze, tańczyła i śpiewała pieśni światowe; aż nareszcie raz, uciekłszy z chóru, zamknęła się w swojej celi i nie chciała otworzyć, a gdy przemocą drzwi wyważono, zastano ją całkiem nago, w gestach najnieprzyzwoitszych”. Sprowadzono do niej lekarza i zastosowano zaleconą przezeń terapię. Wskazane środki nie przyniosły jednak poprawy, którą mogło zapewnić jedynie zwolnienie pacjentki z klasztoru i powrót jej do życia zgodnego z prawami natury. Ponieważ choroba siostry Barbary nie ustępowała, przełożona w porozumieniu ponoć z bezpośrednimi władzami kościelnymi i z lekarzem kazała ją w (kwietniu 1848 r.) zamknąć w karcerze, przesądzając tym samym o przejściu biednej istoty ludzkiej w krainę wieczności za żywota.

 Wyniki śledztwa przeprowadzonego w jej sprawie przez prokuratora podano do wiadomości publicznej w konserwatywnym „Czasie” (nr 166 z 24 VII 1869), w artykule, który powtarzamy z nieznacznymi skrótami:

 We wtorek (20 VII) otrzymał tutejszy sąd karny doniesienie bezimienne, że w klasztorze Karmelitanek Bosych na Wesołej przesiaduje jedna z zakonnic tegoż zakonu od lat wielu w ścisłym zamknięciu. Wskutek tego doniesienia sąd polecił dochodzenie, poruczając takowe c. k. adiunktowi sądowemu, drowi Gebhardtowi, który natychmiast udał się do ks. biskupa Gałeckiego celem wyjednania pozwolenia do wejścia do klasztoru. Ks. biskup zrazu wyraził przekonanie swoje, że doniesienie wzmianowane polega na mistyfikacji, gdy atoli dr Gebhardt przedstawił mu konieczność dochodzenia w celu wyświecenia prawdy, z gotowością uznania godną udzielił pozwolenia na piśmie, delegując ks. prałata Spitala do uczestnictwa w komisji. Komisja składająca się z dr. Gebhardta, ks. Spitala, asesorów sądowych, pp. Stanisława Gralewskiego i Teofila Parviego, oraz protokolisty Kwiatkowskiego udała się bezzwłocznie na miejsce, a uzyskawszy wstęp do klasztoru, zapytała się przełożonej, czy w klasztorze znajduje się zakonnica Barbara Ubryk. Na odpowiedź zatwierdzającą udała się Komisja do celi tej zakonnicy, a po otwarciu drzwi podwójnych osłupiała na widok, który się jej przedstawił. W celi z oknem zamurowanym, tak ciemnej, że zaledwie dzień od nocy odróżnić było można, a fetorem przepełnionej, okazało się przy płomieniu świecy stworzenie podobne do ludzkiego, nagie zupełnie, w kąciku siedzące na podłodze, okryte brudem i kałem. W celi prócz nieczystości i trochę zgniłej słomy, mającej służyć biednemu stworzeniu za łoże, nie znaleziono nic innego, jak dwie miseczki gliniane ze strawą z karpieli i kartofli składającą się. Z wychodka komunikującego się z kloaką, a niczym nie nakrytego, szerzył się smród mefityczny. Pieca ani komina w celi nie ma. Ujrzawszy ludzi, Barbara Ubryk jęcząc zawołała:
 – Dajcie mi jeść, trochę pieczeni, bo cierpię głód!
 Na zapytanie, dlaczego tu siedzi, odpowiedziała:
 – Popełniłam grzech nieczystości, ale i wy, siostry (zwracając się do zakonnic), nie jesteście aniołami.

 Przełożona odpowiedziała, że Barbara Ubryk, przyjęta do klasztoru w r. 1841, pochodzi z Warszawy, już tam cierpiała chorobę umysłową, ale wyleczoną przybyła do Krakowa i od owego czasu znajduje się w tej celi z porady śp. dr. Juliana Sawiczewskiego (zmarłego w r. 1848). Później ordynujący w klasztorze dr Wróblewski kazał jej zamurować okno z powodu, że światło jej szkodzi (dr Wróblewski bawi obecnie u wód), od pięciu zaś lat żaden lekarz jej nie widział.

 Dr Gebhardt nakazał, aby Barbarze bezzwłocznie dać odzież, po czym zostawiwszy resztę komisji na miejscu, pojechał do ks. biskupa, który przybywszy do klasztoru, a zobaczywszy stan rzeczy, zgromił zakonnice w te słowa:

 – Toć to wasza miłość bliźniego, kobiety?! Czy wy jesteście ludźmi, czy furiami, że stworzenie boskie tak traktujecie?!

 Nakazał przynieść Barbarę do wygodniejszej celi, co przełożona nie bez oporu uskuteczniła.

 We czwartek udała się powtórnie taż sama Komisja wraz z prokuratorem rządowym, p. Kędzierskim, i z przybraniem lekarzy: dr. Macieja Jakubowskiego, prymariusza domu obłąkanych, i docenta medycyny sądowej, dr. Blumenstpcka, do klasztoru. Komisja tym razem znalazła już Barbarę w celi wygodnej, oczyszczoną z brudów i odzianą…

 Lekarze orzekli, że cela, w której Barbarę Ubryk znaleziono, pod względem higienicznym musiała wywrzeć najgorszy wpływ na stan fizyczny i umysłowy Barbary, że nadto trzymanie w takim śmierdzącym, nigdy nie przewietrzanym, przez 20 lat nie opalanym pomieszczeniu osoby nawet zdrowej musiałoby ją przyprawić o utratę zdrowia fizycznego i umysłowego. Co do stanu umysłowego Barbary, w chwili obecnej, po jednorazowym jej badaniu, nic stanowczego orzekać nie mogą i uważają za potrzebne przeniesienie badanej na kilka tygodni do zakładu obłąkanych celem obserwacji i wydania ostatecznego orzeczenia. Sąd w porozumieniu z biskupem zarządził jej przeniesienie, które dziś ma nastąpić. Dowiadujemy się właśnie, że ks. spowiednik przez biskupa suspendowany został.

 W sobotę 24 lipca doszło w Krakowie do potężnej manifestacji. Wzięło w niej udział około 6000 ludzi, wśród których widziano nie tylko radykała Bałuckiego, komediopisarza, ale i Helenę Modrzejewską, i Adama Asnyka, i młodego Jacka Malczewskiego, i podobno Narcyzę Żmichowską. W wiecu protestacyjnym na Małym Rynku wziął udział także oburzony do żywego na mniszki Jan Matejko.

 Tłum ruszył następnie w kierunku Wesołej. W oknach klasztoru wybito szyby. Kiedy wśród manifestujących rozeszła się wieść, że zamurowana zakonnica była dziewczyną z ludu, ktoś wzniósł okrzyk pod adresem ksieni, Apolonii Wężykówny: „Precz z przełożoną hrabianką!” Hasło to zostało natychmiast podtrzymane. Dała się słyszeć znana już wówczas powszechnie, krakowska rodem, pieśń proletariacka:

 O, cześć wam, panowie, magnaci,
 Za naszą niewolę, kajdany!

 Z pewnością smutno skończyłby się ów dzień dla białych mniszek z ulicy Wesołej, gdyby nie natychmiastowa interwencja policji i wojska. W stronę klasztoru ruszyły: szwadron huzarów i kompania piechoty. Kordonem żołnierzy okolono całą zagrożoną dzielnicę, nie dopuszczając z zewnątrz nikogo. Komendę nad akcją objął osobiście dowódca garnizonu, gen. Dormus. Tłum zaatakował wojsko kamieniami. Jeden z nich trafił w głowę generała.

 Wiadomość o sensacji krakowskiej powędrowała szybko w świat za pomocą telegrafów. Do starej stolicy Polski zjechali korespondenci zagraniczni, aby na miejscu zapoznać się ze szczegółami wydarzenia niezwykłego w wieku pary i żelaza. Osoba nieszczęśliwej mniszki krakowskiej stała się od razu znana całej cywilizowanej ludzkości. Zaczęto o niej pisać dramaty, wiersze i powieści w kraju i za granicą. O nieprzemijającej po dziś dzień sławie obłąkanej zakonnicy świadczy fakt, że uczestnicy licznie odwiedzających Kraków wycieczek krajowych i cudzoziemskich zwracają się od czasu do czasu do przewodnika z prośbą o pokazanie klasztoru, w którym okrutne mniszki zamurowały piękną Barbarę Ubryk.

 Po upływie kilku lat od momentu przewiezienia obłąkanej zakonnicy z zamurowanej celi klasztornej do szpitala dla umysłowo chorych, kiedy o krakowskim wydarzeniu mówiono już coraz rzadziej i bez podniecenia, rozeszła się po kraju wiadomość o byłym narzeczonym Ubrykówny. Wiadomość tę ogłosił Teodor Tripplin, lekarz i znany obieżyświat w pierwszym tomie, na stronicach 65-67 swoich Wspomnień z ostatnich podróży wydanych drukiem w Warszawie w 1878 r.

 Z dawnym oblubieńcem Barbary o nazwisku (niewątpliwie zmienionym) D r e z d y ń s k i Tripplin zetknął się w Konstantynopolu jako z zupełnie już zbisurmanionym pułkownikiem tureckiej żandarmerii konnej. Przybysz z Polski zawarł z nim znajomość i na podstawie przeprowadzonych rozmów oraz szczegółów przydanych mu przez innych zamieszkałych w Turcji ziomków ogłosił o perypetiach jego losu ciekawą relację, którą przytaczamy poniżej z nieznacznymi skrótami:

 „… Jedne z ofiar jezuityzmu nadzwyczaj przewrotnego znalazłem w Pera, w owej części europejskiej Konstantynopola, w której mieszkają chrześcijanie, gdzie rezydują panowie ambasadorowie i chmara osób od nich zależnych.

 Był to na nieszczęście jeden z tych biednych ziomków, którzy przeszli na islamizm już w roku 1849, nakłoniony do tego – jak mi zaręczał – przez pewnego jezuitę polskiego, ojca Rył….. Utrzymywał ten ojciec znany z zasad swych, nie wiem, czy na swoją odpowiedzialność, czy na skutek udzielonych mu rad, że najlepszym sposobem skatoliczenia i spolszczenia bisurmanów byłoby, żeby Polacy przekonani o świętości swej religii przechodzili pozornie na islamizm, uczyli się pilnie języka tureckiego, który jest łatwym, wchodzili w towarzystwa tureckie, aby zręcznie, chytro i mądrze podkopywać ich zasady tak słabe, spróchniałe i kruche islamizmu, a trzecim jego słowem zawsze było: >>Cel uświęca środki<<.

 Za jednego z tych ludzi, umiejących postępować dla dopięcia dobrego świętego celu zręcznie, chytrze i mądrze, uważał siebie także pan Drez… może dlatego, że w roku 1848 potrafił zbałamucić pewną karmelitkę, która przedtem jeszcze, w r. 1846 (sic!) była jego narzeczoną w Warszawie, nim zaszły okoliczności zmuszające pana Drez…go do schronienia się do Prus, następnie do Francji, i które nakłoniły pannę Bar. Ub. do szukania przytułku w klasztorze karmelitek, pracować bowiem, jako dobra szlachcianka, nie chciała, zresztą, powiedziawszy prawdę, i nie umiała. Lecz po zajściu innych rozgłośnych i donośnych okoliczności w Paryżu w roku 47-m pan Drez. przyjechał do Krakowa, tu dowiedział się z niemałym zdziwieniem, że jego niegdyś narzeczona właśnie wstąpiła do klasztoru, a chociaż jego mury wysokie, zdołał się widzieć z nią raz tylko jeden, lecz na nieszczęście tak z bliska, że ta biedna karmelitka przypłacić musiała skutki tych odwiedzin zamurowaniem w celi. Musiała się poddać temu rygorowi, jaki wówczas istniał w zakonnych murach, do których dawniej sądownictwo cywilne austriackie nie miało prawa wdawać się. Na jej może jeszcze większe nieszczęście wdał się w sprawę lat ośmnaście potem lud i uniwersytet krakowski. Wiemy, w jakim stanie znaleziono biedną ofiarę. A sprawca tego wszystkiego nic o tym nie wiedział, w dni bowiem kilka po swej wyprawie udał się do Węgier na innego rodzaju wyprawy przeciw Austriakom, które się skończyły przejściem do Serbii, później do Konstantynopola, gdzie miał szczęście poznać się z doradcą swoim, ojcem Rył…, który mu się wrył w pamięć udzieleniem mu zbawiennej rady katolizowania Turków. Znudzony bezczynnością, nękany głodem, wiedział zresztą, że jeden z najchlubniej znanych ziomków, Czaj… (Czajkowski), niegdyś wielki katolik przed Bogiem, przeszedł sobie, nie wiem, czy dla odczepienia się od pierwszej żony, czy też może w celu katolizowania, najspokojniej z romanizmu do islamizmu i za to został baszą o trzech buńczukach i wcale przez to nie stracił szacunku u ludzi, nawet u najszczytniejszych patriotów, jakim był wierny Adam (Mickiewicz) i u najdostojniejszych, jakim był stary Adam (Czartoryski) i u takich walecznych hetmanów, jakim był Władysław (Zamoyski), który by był w razie potrzeby bez zająknienia się przybrał nazwę Piątego i wcale w tym nikt nie widział nic nadzwyczajnego.

 Więc tedy pan Drez… …poszedł za dobrym przykładem, wyrzekł się pozornie Chrystusa, naszego Odkupiciela i prawodawcy, przystał, także pozornie, na wiarę improwizowaną przez Mahomę, szarlatana i fałszerza, i cieszył się pozornie, gdy mu wykonywano chrzest bisurmański

 Biedna Barbara była tymczasem najzupełniej zapomnianą przez młodego swego niegdyś narzeczonego, który w zgiełku kolei, przez jakie tylko Polak w emigracji przechodzić może, zmuszony brnąć ciągle naprzód, by zwalczyć rzeczywistości srogie koleje, zapomniał na czas niejaki wszystkie wrażenia spokojniejszej przeszłości. Pewno, że nie dowiódł wcale głębokiej sercowości, tak, jak jest, niestety, pewnym, że i Bar…, która tak łatwo zapomniała wszystkie względy winne religii, honorowi i wstydliwości, nie należała do rzędu istot, wielkim hartem charakteru obdarzonych. Widać jednakże, że tak była niewinną, że nie wiedziała na jaką się okropną wystawia karę. Może być, że jej nie oświecono dostatecznie… Padła ofiarą swego niedoświadczenia, nawet nie temperamentu, bo ten jej do złego nie pobudzał. Kobieta powinna strzec się najwięcej tego, którego kocha.

 Renegat uzyskał posadę kapitana w żandarmerii konnej, która miała się formować z samych renegatów znających język turecki. Ojciec jego chrzestny Dziaffir-Basza, naczelnik wojska Arnautów, dał mu dwa konie z rzędami i tysiąc pięciofrankowych talarów tureckich, za które nasz renegat najął sobie mieszkanie w dzielnicy stambulskiej Madziandzi-Maidan, kupił meble i wszystkie porządki domowe, a tak wyposażony, pobierając duży żołd w żywności i pieniądzach, niestety, papierowych!, bardzo niestałej i zmiennej wartości, postanowił się ożenić dla zrobienia sobie stosunków ze światem tureckim i dla propagowania wiary, której się pozornie wyrzekł. Spuszczając się na znaną wspaniałomyślność Sułtanowej-Walidei, matki Padiszacha, przedstawił się Jej Sułtańskiej Mości w pełnej, przyrodzonej mu piękności i w pełnym mundurze, który był ozdobnym…

 Teraz po dwudziestoleniej służbie Drez… jest pułkownikiem, ozdobionym krzyżem komandorskim, lecz siły jego zerwane znojami służby, truneczkiem i zmartwieniem, zwłaszcza truje go wspomnienie o losie, jaki sporządził biednej karmelitce.

 Żył tak, jak żyją żołnierze nie służący własnej sprawie, własnemu krajowi, własnej wierze i własnej rodzinie. W wielu przebywał krainach: w Mecce, w Medynie, w Kairze, w Memphis – wiele widział, lecz mało o tym mówi, zawsze bowiem pogrążony w własnych ponurych myślach i w tym stanie ciągłej alkoholizacji, który z człowieka robi coś do bydlęcia nader podobnego. Dopiero od lat kilkunastu (sic!) dowiedział się z gazet, przez jakie okropne koleje przechodziła Bar… od dzieciństwa mu znana jeszcze w Warszawie. Zapewne ubolewa nad losem tej niewiasty tak głośną niesławą uwieńczonej, przedstawianej – chociaż o tym nie wie – na wszystkich scenach owych teatrów ludowych, na których fama głosi heroiczne czyny, zbrodnie, okrucieństwa wstrząsające jak najsilniejszymi nerwami ciekawego społeczeństwa.

 Biedna Bar…! Postradała ona wprawdzie rozum, lecz odzyskała przynajmniej swój niegdyś tak dobry apetyt, utyła i dobrze wygląda. Wiary nie straciła, lecz ją skoncentrowała na swoim czarnym kocie, do którego się modli jak do bóstwa.

 Jej zaś dawny ideał, o którym w jej sercu i duszy cała pamięć wymarła, zostanie może kiedyś baszą, a tymczasem grywa w gierałasza i pije wszystko, nawet i mastykę. Nie chciałbym ani na chwilę tkwić w jego skórze, chociaż młodsza i mniej podarta niż moja”.

Młodzież polską uczy się w szkołach historii całego świata, ale kosztem rzetelnego omawiania m.in Powstania Listopadowego. Podobne wydarzenia w innych krajach są zawsze w kanonie patriotycznych i kulturowych mitów narodowych! Są NARODOTWÓRCZE!

Proszę wybaczyć, ale to nie będzie tekst czysto historyczny, wspominkowy mimo że daję go do kategorii HISTORIA 😉 Z biegiem lat stałem się raczej krytykiem źle przygotowanych, ba w ogóle nieprzygotowanych powstań, do tego zazwyczaj też bez wcześniejszego programu politycznego i żadnych gwarancji zewnętrznych. To powstanie wszak tak skromnie zainicjowane przez grupę bardzo młodych, szalonych spiskowców… miało po rozwinięciu naprawdę spore szanse na ustanowienie niewielkiej wolnej Polski z zaboru rosyjskiego, ale czy na długo, czy na kilka najwyżej lat przy wielkim szczęściu? Bez sojuszy zagranicznych i wsparcia gospodarczego, militarnego, dyplomatycznego z zagranicy byłoby to wątpliwie, bylibyśmy przecież dalej otoczeni przez śmiertelnych wrogów, chyba więc orientacja proaustriacka miałaby może jakieś szanse i sens, ale nie dam za to głowy uciąć co do realności. Brakło wielkiego polityka na miarę Dmowskiego żeby coś uzyskać w Wiedniu. Były tam przecież poważne, uzasadnione obawy przed Prusami i Rosją, szansa jakaś była dla wielkiego wizjonera geopolitycznego z darem przekonywania. Zachód też jak się okazywało potrafił stawiać czoło Rosji, organizować wycieczki okrętów na Bałtyk, wspierać Turcję, zatem Rosja nie była taka kochana w Europie jak obecnie… wtedy się jej tak nie bano… Dla nas też Turcja była (nadal jest) niezwykle cennym i wiarygodnym sojusznikiem, wbrew temu w co nas wrabiają niektórzy geopolitycy z USA-judaiki.
Właściwie interpretację powstania narzuconą nam zarówno w PRL, jak i wcześniej, także współcześnie po 1989 można wyrzucić do kosza. Fakty faktami, daty są niezmienne, ale nie chodzi o podstawy, ale o niuanse. Historię obiektywną i niepoprawną jednocześnie Powstania Listopadowego należy napisać całkiem od nowa. Bardzo istotne jest tło podskórne, salonowe wszystkich wydarzeń, w tym wpływy agentur, masonów, różnych sekciarzy, stronnictw lewicowych, oraz jak zwykle negatywna rola żydostwa. Tajemnicą poliszynela jest zawsze negatywny wpływ żydostwa i masonerii na powstania.
 
Na oko ze 100 tys karabinów nie dotarło do powstańców, nie zawsze były to transporty administracyjnie zatrzymane przez zaborców, a drobny przemyt opłacony z góry (kto na tym zarabiał?) wpadał i kto donosił? Ano kto… no wiadomo kto na ogół. Kto miał handel w garści i placówki szpiegowskie w tysiącach sklepów, składów, karczm? Mysz nie przeszła bez ich wiedzy. W każdym większym dworze żydowski faktor od wszystkiego, od administracji, finansów, pośrednictwa, mowy nie było o utrzymaniu tajemnic wojskowych, dyslokacji wojsk. Oczywiście zdrajcy bywali także wśród Polaków, także wysokiego szczebla, ale nie to przesądziło klęski, można było zresztą walczyć dłużej trybem nieregularnym, całe masy wojsk przekraczały granice z pozostałymi zaborcami, były internowane. Działania polskich wojsk operacyjnych powinny być w otoczeniu wojny partyzanckiej, podjazdowej, dywersji na tyłach Rosjan i sieć donosicieli bardzo to utrudnia, paraliżuje!
 
Zabici generałowie na początku powstania byli o czym powszechnie wiadomo masonami, masoneria w owym czasie była niestety rozpowszechnioną modą wśród oficerów, w elitach, ale zdelegalizowaną przez carat, w czym akurat carat wg mnie zaplusował 🙂 Tyle że wtedy naprawdę spiskowano w lożach także pod kątem niepodległościowym, to jest jakieś tam usprawiedliwienie dla niektórych. Sporo wycierpieli na zesłaniach, to niebywałe męstwo, hart ducha, ciała też. Niemniej jednak jak ci co deklarowali katolicyzm godzili z masonerią… doprawdy nie wiem. Hańba trwająca już tyle wieków i ciągle nowi wchodzą w to masońskie-diabelskie-antypolskie gówno. To samo np „nasz” Olszewski herbu Nocna Zmiana. Złe zjawisko w naszej historii i to trwa. PiS jest na to bardzo podatny, potrzebny nam zatem RUCH NARODOWY cięty na masonerię i całkowicie wolny od ich wpływów. To nie tylko były loże istniejące jeszcze w I RP, to masoneria francuska przywleczona przez Napoleona. Niewątpliwie byli nastawieni antykatolicko, radykalna lewica i tacy byli młodzi powstańcy, podchorążowie z porucznikiem na czele.
 
Poza tym zastrzeleni generałowie mieli prawo być sceptyczni wobec „ruchawki” rozruchów zbrojnych na tym początkowym etapie, nikt z nimi niczego nie uzgadniał, nie mieli pojęcia że wejdzie to w fazę wielkiego powstania narodowego, gdyby wiedzieli… wtedy na pewno większość by się włączyła. Powstańcy powinni ich internować i potrzymać, uświadomić w kolejnych dniach, tygodniach co do sytuacji, a nie zabijać na miejscu. Przydaliby się później. Każdy żołnierz na wagę złota, a doświadczony dowódca nawet bardziej cenny. Ten mord bardzo obciąża powstańców.
 
Nie chcę pisać o przebiegu, heroicznych walkach o zmiennym szczęściu, czy tle politycznym, życiu tej chwilowo Wolnej Polski które jest arcyciekawe i bardzo złożone. To temat dla głębiej siedzących w tym pasjonatów, historyków. Niemniej warto się zastanowić na ile powstanie było dywersją na rozkazy zewnętrzne od kół masonerii, rewolucjonistów z Francji, Belgii. Te kraje bardzo na tym zyskały, zmienił się tam ustrój, my byliśmy dla nich osłonową dywersją. Masoni uzyskali krok „postępu” w Europie nadal konserwatywnej, zmonarchizowanej, a Polacy jak zwykle frajerzy „za wolność waszą”, jakoś nikt z zagranicy nie walczy „za wolność naszą”. Pora to wreszcie zrozumieć.
 
Oczywiście rozkazy masonów mogły iść okrężnie przez jakiś Londyn z ich centralami itd Powstanie stworzyło nową rzeczywistość w tych krajach, prawdopodobnie naprawdę doszłoby do interwencji Rosji na wielką skalę. Natomiast nie wiem czy byłoby jakieś szczególne przykręcenie śruby Królestwu Polskiemu gdyby nie było powstania. Zawsze się tak uzasadnia sens każdego powstania, bez nich rzekomo byłby koniec świata, wymordowanie wszystkich Polaków, zniszczenie na popiół i w ogóle armagedon. To nieprawda! Nie było tak źle do 1830. Carat luzował między zrywami, ale rzecz jasna z konspiracją się nie cackali. Carat radził sobie ze spiskowcami, masonów także mieli w lożach i to lojalnych wobec caratu… słowem bez powstania byłoby dla nas zapewne dużo lepiej. Nie miało ono szans bez wsparcia zagranicy, a to załatwia się wcześniej. Dmowski o Polskę walczył latami w stolicach mocarstw i w Rosji do 1917. Wtedy takie Powstanie Wielkopolskie w 1918 otrzymało wsparcie dyplomatyczne (wsparte jakby co armią) zachodu i Niemcy musieli ustąpić, mistrzowska operacja 🙂 To samo z Powstaniem Styczniowym zupełnie już absurdalnym, kolejna dywersja do omówienia, lepszy czas jest zawsze wcześniej, albo później – oczywiście łatwo to wyrokować z obecnej perspektywy. Powstania mieliśmy nieprzygotowane, zatem coś z nimi delikatnie mówiąc NIE TAK. Należało czekać na wielkie wojny zaborców, na poważne uwikłanie, osłabienie Rosji.
 
Wg mnie wszystkie „nasze” powstania wywołują masoni i obce agentury za pośrednictwem napalonych hurrapatriotów o gorących głowach, mowa także o Powstaniu Warszawskim w 1944. Mało tego… narasta znowu AD 2012 klimat insurekcyjny przeciw reżimowi PO i będzie to eskalowało już błyskawicznie w 2013. Kto to kreuje z obu stron. Kim są te środowiska związane zazwyczaj z PiS, trochę z narodowcami różnych nurtów, ale jest też taki Braun, Nicpoń itd i o co naprawdę chodzi. Ano chodzi o to co zawsze, nieudany zryw, ofiary i prawdopodobnie wojskowo-policyjna interwencja zagranicy, upadek nawet tej odrobiny wolności, stabilności którą JESZCZE mamy, sytuacja będzie po stłumieniu zrywu jeszcze gorsza niż jest. Wiadomo co zrobi PO, kiedy zwykłe metody służb i policji przestaną wystarczać, a zaczną się manifestacje, strajki, próby okupacji budynków itd, to ogłoszą stan wyjątkowy i wojenny żeby włączyć wojsko, żeby je „czymś” zająć, bo jeszcze im co innego do głowy przyjdzie z bezczynności… np pucz przeciw PO. Byłoby to coś w rodzaju maja 1926. Wojsku piszą jednak rolę wyjątkowo paskudną, mam nadzieję że reżim PO się przeliczy, oprócz oficerów są jeszcze patriotyczni, zwykli żołnierze wiedzący SWOJE.
 
PO należy miękko usunąć z Polski wygranymi wyborami i rozumiem to docelowo dosłownie. Wygrywamy wybory i umacniamy się w ustroju, utwardzamy. Oni uciekają, emigrują, bo będą unikali poniesienia odpowiedzialności za swoje czyny. Wtedy won z Polski na banicję, albo my, albo oni, sam Tusk to powiedział. Tak, ja też nie wyobrażam sobie ułożenia życia w nowej Polsce z takimi jak on eurofolksdojczami i do tego uległymi Rosji, o żydostwie nawet nie wspominam, czy masonerii. To są nierządy NWO, totalitaryzm już widać, a to się dopiero zaczyna. Jednak nie powstaniem, nie kolejnym 1980 z elementami krwawych starć, ale przekonaniem Polaków do naszych racji. Kluczowa jest walka wygrana o rząd dusz. Polacy muszą być za nami, większość Katolickiego Narodu Polskiego i niekatolickich patriotów. Inaczej żaden scenariusz nie będzie dobry, musi być wsparcie Narodu Polskiego dla Ruchu Narodowego awangardy patriotów, reformatorów, budowniczych nowej Wielkiej Polski.
 
Powstanie Listopadowe powinniśmy uczcić nowym monumentalnym pomnikiem, ofensywą kulturową (istnieje masa dzieł pisanych i malarskich, mogą powstawać nowe) i filmami, przedstawieniami teatralnymi, kompozycjami muzycznymi. Filmy są kluczowe. Dokumentów nawet nowych brak. To wspaniała batalistyka, każda potyczka warta uwiecznienia przynajmniej w filmie telewizyjnym, zatem serial z 50 odcinków. Całość kampanii z ukazaniem realiów przedpowstaniowych w nowych filmach kinowych z gwiazdami zagranicznymi, tych z pokłosia itp aktorzyny, reżyserów żydoubeckich bojkotować, łajzy jedne finansowane przez „polski” instytut „sztuki” filmowej. PISF oczywiście do zdelegalizowania, za finansowanie takich gniotów należy się więzienie dla zarządu, komisji.
 
Musimy mieć swoją filmówkę, może taka idea obywatelskiej, patriotycznej, narodowej filmówki nas zjednoczy? Od lat o tym mówię. Istnieją grupy rekonstrukcyjne tego okresu, mogą powstać nowe, to oznacza że filmy da się zrobić w oparciu o ich zasoby, statyści będą za grosze już umundurowani, uzbrojeni i znający swoją robotę! Sam NE mimo że taki „filmowy” w nazwie… tego nie pociągnie, jesteśmy bojkotowani przez koncesjonowany, patriotyczny mainstream propisowski, mimo że także walczymy z PO. To zdumiewająca sytuacja, jak oni widzą demokrację? Dwubiegunową? Nie chcę takiej sceny, to żaden wybór!!!
 
Idę włączyć telewizor i na pewno nie ma tam niczego o Powstaniu Listopadowym, ani jutro nie będzie poza wzmiankami, nawet na TV Historia żałośnie. Na nic kilkadziesiąt kanałów. Na nic. Niech będzie jeden, ale coś warty. Powinno się roić od filmów, taaa idą 4 tankiści i sobaka.
 
Obraz.
Olszynka Grochowska, Czwartacy, mal. Wojciech Kossak
 
 
Polak nie sługa
Jan Nepomucen Kamiński

Polak nie sługa, nie zna со to pany,
Nie da się okuć przemocą w kajdany,
Wolnością żyje do wolności wzdycha,
Bez niej jak kwiatek bez wody usycha.

Siedzi w klateczce więziona ptaszyna,
Że była wolną, sobie przypomina,
А choć jej ptasznik daje żywności,
Jednak przez szczeble wzdycha do wolności.

Siedź cicho ptaszku i ciesz się nadzieją,
Żе dni pogodne tobie zajaśnieją,
Masz mnóstwo braci — doczekasz-li chwili,
Żeby сi wyjście z klatki ułatwili.

Niemiec łakomy na złoto i srebro.
I politycznie kradnie cudze dobro –
Moskal byle miał dziegciu dо sytości.
Sam tylko Polak wzdycha dо wolności.

Anglik w przemyśle zatopiony саłу,
W nim szuka chluby i swej własnej chwały,
Francuz wydaje dzieła о miłości,
Sam tylko Polak wzdycha dо wolności!

Prusak zdradliwy nikomu nie ufa,
Bitny Szwed uległ i swych królów słucha,
Hiszpan oddany cały pobożności,
Sam tylko Polak wzdycha dо wolności.

Sułtan turecki wzdycha do seraju,
Wzsedłszy do niego myśli że jest w raju,
Węger do wina — а Włoch dо gnuśności,
Sam tylko Polak wzdycha dо wolności.

Tak orzeł białу uległy przemocy,
I pognębiony оd orła z północy,
Jest przy nadzei, że wolność odzyska,
Skoro mu chwila pomyślna zabłyska.

Tak więc Rodacy! wolności nam trzeba,
Zamiarom naszym sprzyjać będą nieba –
Nadejdzie chwila, chwila pożądana.
Że zegną wrogi przed Polską kolana!

1830

W srodę 5 grudnia 2012 o godz. 7.30 po południu odbędzie się 60 spotkanie Klubu Jagiellońskiegoim.Św. Kazimierza w sali b. klasztoru przy Kosciele sw. Kazimierza w Newark (91 Pulaski Street, Newark).

Wstępnie proponowana pierwsza agenda (uczestnicy moga nadsyłac własne propozycje tematow):

 

Modlitwę odmowi ks. dr Andrzej Ostaszewski.

 

1. Dyskusja nad ksiega pierwsza traktatu sw. Tomasza z Akwinu „O wladzy“ napisanego w 1266-1267 r. Tekst elektroniczny bedzie rozeslany.

 

2. Jak daleko i jak blisko panstwa policyjnego w Polsce? Lektura zalecana – artykul Aleksandra Sciosa, Lalendarium panstwa policyjnego, Gazeta Polska nr 46 z 14 XI 2012, str.20-21.

 

3. Spor o Rymkiewicza czyli fundadmetalny spor o polskosc – referuje Jerzy Prus. Lektura zalecana: ksiazki J. M. Rymkiewicza oraz „Spor o Rymkiewicza“ pod redakcja Tomasza Rowinskiego (Warszawa 2012 Fronda) plus film „Poeta pozwany“ w rezyserii Grzegorza Brauna (56 min.).

 

4. Stanislaw Sliwowski przedstawi podstawowe zalozenia amerykanskiego neokonserwatyzmu. – przelozone.

 

5. Jerzy Prus przedstawi drugi tom polonijej Wirtualnej Biblioteki jako wspolnej inicjatywy Klubu i Kola Przyjaciol Biblioteki Marjanczyka, bedzie tam szkic Tadeusza Micinskiego, Zrodla duszy polskiej.

 

Zapraszamy,

Moderatorzy Klubu: Jerzy Prus, Stanisław Śliwowski i Andrzej Burghardt, Małgorzata McGrath, Artur Kowalski, Jacek Moszczyński, sekcja angielska: John Czop i John McGrath.

 

Uwaga: Uczestnicy debaty nie mogacy brac udzialu w spotkaniu moge przesylac elektronicznie swe opinie do odczytania na posiedzeniu Klubu.

W 1990-ym roku, jako lider kanadyjskiej Partii Libertariańskiej, byłem zaproszony przez Komisję Prawa Wyborczego w Ottawie do zgłoszenia wniosków na temat możliwych zmian ordynacji wyborczej. Członkowie tej Komisji, głównie sędziowie, byli w szoku po mojej wypowiedzi ponieważ oskarżyłem główne partie polityczne o kradzież programów oraz agendy politycznej.

Mechanizm tej kradzieży polega na tym, że duże partie, które mają duże zasoby pieniędzy oraz mozliwości kredytów bankowych bezczelnie przywłaszczają sobie mozolnie wypracowany program mniejszej partii politycznej.  O ile w dojrzałej demokracji wyborcy by na to zwrócili uwagę,  w demokracji, gdzie jest wielu emigrantów,  często ten ważny szczegół jest niedostrzeżony. A wiadomo, że każda kradzież jest niemoralna i wiadomo, że nie można niczego dobrego oczekiwać od partii, która kradnie programy.
W 1995 roku By 1995, lewicowy rząd Premiera Bob Rae Prowincji Ontario i jego partia (New Demokratic Party) stracili poparcie społeczne z powodu złego stanu Ontaryjskiej gospodarki oraz rekordowego deficytu w czasie panującej wówczas w Kandzie recesji.
Mike Harris i jego partia (Progressive Conservative Party of Ontario) aby wygrać wybory, bezczelnie przywłaszczyli sobie program polityczno gospodarczy Partii Libertariaśskiej, której w 1990 roku byłem liderem i miałem w nim duży udzial. Wielu Ontaryjczyków uważa, że kluczowym momentem była wtedy końcowa debata telewizyjna, kiedy to Mike Harris, mówiąc bezpośrednio w kamer wyjaśnił sens naszego programu, ktory nazwał programem Praktycznej Rewolucji. To było cos niezwykłego, że centrowa partia polityczna woła o znaczne zaniżenie kosztów rządu i cięcia podatków, a także likwidację deficytu budżetowego, który wtedy wynosił 11 bilionów dolarów, co obciążało 6 milionów mieszkanców Prowincji Ontario. On i jego partia tym sposobem odniesli znaczne zwycięstwo i pozwoliło także na zwycięstwo w kolejnych wyborach. Mike Harris i jego rząd  „panowali” w Ontario od 1995 do 2002 roku. Po odejściu z Ontaryjskiego rządu, Mike Harris wspólpracowal z Fraser Institute o libertariańskiej orientacji.
Podobne doświadczenie miałem w Polsce w 1992 roku, kiedy to na zlecenie Leszka Millera z SLD wypromowano byłego członka PZPR Andrzeja Leppera na szefa nowo powstałej partii „Samobrona”.
Mechanizm finasowania polegał na zatwierdzeniu funduszy na szkolenie rolników a były to pieniądze przyznane na ten cel przez rząd USA. Nieznany wówczas Andrzej Lepper mogł z tego powodu jeżdzic ze swoją świtą po całej Polsce Mercedesem i budować nową partię polityczną z cudzych pieniędzy. W paktyce przyjeżdżal do wsi, gdzie zbierał rolników w świetlicy i po krótką pogadance politycznej prosił o podpisanie listy obecności, za co dostawał za każdy podpis kilkaset złotych. 
Jego zadaniem od samego początku bylo wypchnięcie Partii X, której byłem liderem,  ze sceny politycznej. O Andrzeju Lepperze i jego Samobronie mówiły wtedy wszystkie media, kiedy w tym samym czasie Partię X całkowicie wyciszano a jesli juz to wspominano nas tylko negatywnie. Nawet członkowie Partii X nabagywali mnie o połaczenie sił z Samoobroną, bo mieli taki sam program jak my. Na miesiąc przed wyborami do Sejmu w 1993 roku nagle wypowiedziano Partii X lokal na Nowym Swiecie w Warszawie i oddano go Samoobronie z jedynym naszym telefonem.  W czasie kampanii wyborczej Andrzej Lepper nie tylko głosił wszystkie tezy naszej platformy wyborczej znanej jako „Plan X” ale z pomocą wtyczek w naszej partii nawet wyprzedzał nas z tematami odcinka wyborczego w telewizji. Była to bardzo skuteczna strategia z która nie moglismy dać sobie rady ponieważ elektorat Partii X w wyniku tej akcji byl całkowiecie zdezorientowany. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić I to właściwie zmusiło mnie do opuszczenia polskiej sceny politycznej w 1994 roku.
Ale jakby tego było za malo w 1994 roku przyjechał do mnie do Komorowa pod Warszawą sam Leszek Miller z propozycją abym wsiadł w jego samochód żeby pojechac do mieszkania Aleksandra Kwasniewskiego w Warszawie na wódkę. Wyjaśnił, ze SLD do wyborów prezydenckich w 1995 chciała mieć dwóch kandydatów – Kwaśniewskiego i Tymińskiego i w ostatnim momencie przed wyborami całe SLD mialo głosować, kto będzie końcowym kandydatem. Odpowiedziałem Millerowi, ze chętnie z nim fo Olka pojadę, jesli Olek publicznie powie, że jest Żydem lojalnym dla Polski. Leszek Miller się głeboko zamyślił i odparł: „Olek tego nigdy nie powie”.  Pozatym zawsze uważałem, że samotność jest lepsza, niż złe towarzystwo. Zaproszenie ze strony SLD było tez dla mnie zniewagą, ponieważ byłem wtedy liderem Partii X a on mnie namawiał do porzucenia Partii X, czyli do zdrady ludzi, którzy mi zaufali i których reprezentowałem na arenie politycznej.
Obecnie, mam wątpliwą satysfakcję, że tezy Planu X, nad którym pracowałem 20 lat temu,  przywłaszczyły sobie takie partie polityczne jak PIS i SLD. Jest to ordynarny populizm aby powiększyć swój elektorat. Ubrał się diabeł w ornat in na mszę dzwoni. Potencjalny wyborca musi wiedzieć, że to nie program jest najważniejszy, ale jakość ludzi, którzy tak jak to bezczelnie zrobił Donald Tusk i jego PO w wyborach 2007 roku, nie oszukają po wyborach, tylko z żelazną determinacją wprowadzą go w życie. Zgodnie z regułą, żę jeśli się zapełni autobus inteligentnymi, prawymi Polakami to oni sami znajdą najlepszą drogę na wyjście z kryzysu.
A więc mam obowiązek ostrzec Polaków przed fenomenem kradzieży myśli politycznej. Taka niemoralna kradzież to czysty populizm i oszustwo. A to dlatego, ze każdy program polityczny wymaga dobrych ludzi, którzy go wprowadza w życie z patriotycznym sercem i żelazną determinacją aby zgodnie z naszą Racją Stanu poprawić los polskiego narodu. Obcy nam kulturowo, bezkarni złodzieje programów wyborczych i myśli politycznej marzą tylko o władzy dla dalszej grabierzy naszego Narodu. A za każde przestępswo powinna być kara współmierna do szkody.
Szczęśliwie w Kanadzie mamy ordynację wyborczą na zasadzie jednomandatpowych okręgów wyborczych i możemy głosować na dobrych ludzi. W Polsce do dziś obowiązuje odynacja proporcjonalna, która zmusza do głosowania na partie polityczne co daje całkowitą bezkarność za niespełnione obietnice nieuczciwych polityków.

Stanisław Tymiński
www.rzeczpospolita.com
Acton, Ontario

28 listopada, 2012

Makowce od ciotki Doroty . Na Suwalszczyźnie, znany był zwyczaj dzielenia się wraz z sąsiadami i przyjaciółmi, makowcami. Kiedyś przed laty, wypiekała je znana wszystkim ciotka Dorota Kłopocka, która gdy najadła się utartego z cukrem maku, miału wróżebne sny, w których widziała przyszłość.

Przed dzień andrzejkowy, wspomniana ciotka Dorota, ucierała sobie także mnóstwo żółtek z jaj kurzych z wódką, aby tym sposobem pobudzić w sobie intuicję potrzebną do przewidywania przyszłości.

Wrzuć dychę do skarpetki

Na Podolu znany był zwyczaj, wrzucania dziesięciogroszówki do skarpetki, którą następnie wieszano na ościeżnicy drzwi od sypialni. Wierzono bowiem, że właśnie dnia 30 listopada, nawiedza wszystkie domy licho Kenturia, które tylko zostawia dobrą energię w tych domach, w których w skarpecie znajdzie zapłatę.

Koszernego indyka

W niektórych miasteczkach województwa mazowieckiego, na kolację w dniu 29 listopada, podaje się tłustego indyka z dużą ilością cząbru i imbiru. Podobno po takowym posiłku, posiada się prorocze sny, którymi należy się podzielić w wieczór andrzejkowy.

Winko świętej Tekli

W Sandomierzu znany był wszystkim zwyczaj spożywania w noc andrzejkową nadmiernych ilości wina. Najlepiej było, gdyby wino to było nastawiane w dniu imienin świętej Tekli, która posiadała dar przewidywania przyszłości. Podobno gdy w dzień jej święta nastawi się wino w szklanym gąsiorze, ono też posiada nadprzyrodzone właściwości. Po wypiciu takowego trunku, osoba taka nabierała proroczych wizji, które opowiadała wszystkim znajomym i sąsiadom.

Wiśniowa gałązka

Aby sprawdzić sobie czy nadchodzący rok będzie rokiem dobra i urodzaju, należy w noc andrzejkową zerwać gałązek wiśniowych i wstawić je do wazonu, w którym nie wolno zmieniać wody. Gdy gałązki te zakwitną białym kwieciem w wigilię Bożego Narodzenia, wówczas to musimy mieć nadzieję, że przyszły rok będzie należał do udanych.

W bieżącym roku, na internecie znajduję się mnóstwo nowoczesnych wróżb, ale i tak warto jest powrócić do tych sprzed wielu lat.

Ewa Michałowska -Walkiewicz

– Siedzę za kratami i myślę, że to miejsce – w Biblii nazywane piekłem – jest tutaj, w Polsce – napisała do nas Ekaterina Lemondżawa, gruzińska dziennikarka imigrantka z obozu dla uchodźców w Lesznowoli . Ze stu przyjeżdżających do Polski, szukających tu schronienia uchodźców, skaczących przez przepaści społeczne w swoich krainach fasadowych demokracji, 90 proc. rezygnuje z tego kraju.

Problem to nie tylko warunki przebywania w tym więzieniu, w którym się znajdujemy. Świadomie używam słowa „więzienie”, bo polskie zamknięte obozy dla uchodźców to miejsca, które rzeczywiście je przypominają.

Po aresztowaniu zaczęła się dla mnie prawdziwa podróż do piekła. Najpierw straż graniczna na lotnisku, potem w izolatce, a w końcu po 28 godzinach katorgi w więzieniu – wszędzie każą mi się rozbierać do naga. Wygląda na to, że szczególnie podoba im się studiowanie moich zakrwawionych majtek i patrzenie na mnie ociekającą krwią. Miałam wrażenie, że jestem im coś dłużna, tym służbom, i że nie chcę im tego oddać. Dlatego mnie karzą – słowami, czynami, podejściem.

Kiedy mnie wsadzili do „więźniarki”, nie minęły jeszcze 24 godziny od zatrzymania. Takimi samochodami przewożą przestępców i skazanych. Zastanawiałam się… może cierpię na rozdwojenie jaźni? Może ja po prostu nie pamiętam, że napastowałam niepełnoletnią czy dokonałam aktu terrorystycznego w centrum miasta?

Przez ostatnie cztery lata w Tbilisi, 200 m od ambasady polskiej, znajdował się mój klub rockowy. To był jedyny klub na Zakaukaziu, gdzie koncentrowała się współczesna kultura: muzyka (nie tylko rock, ale również jazz i folk), literatura i malarstwo. O tym klubie wiedzieli wszyscy w Gruzji. Wszyscy tam chodzili, zaczynając od punków, na politykach kończąc. Dokładnie tak to pamiętam.

Rzeczywistość tutaj – kobieta w uniformie każe mi się rozbierać… Już trzeci raz dzisiaj.

Strażnicy: udajecie chorych

Wysoki płot z drutem kolczastym, ludzie w uniformach wojskowych. Mały korytarz, osiem pomieszczeń. Kuchnia, toaleta i pokój z telewizorem („czerwony kącik”). Kiedy otworzyły się przede mną żelazne drzwi i zobaczyłam ludzi, tak się ucieszyłam, jakbym odnalazła krewnych, których długo szukałam. Dla mnie nie ma jedzenia. Reszta więźniów oddaje mi część swego wiktu. Potem zapoznaję się ze wszystkimi. Ich jest 20. Nie, nas jest już 21.

Rodzina – kobieta w ciąży z niemowlęciem. Są tu dwa tygodnie. Następna rodzina – z Pakistanu. Kobieta z dwojgiem chłopców. Jeden ma 7, drugi 16 lat. Są tu siedem miesięcy. Bez szkoły, bez żadnych zajęć. Żadnej edukacji. Jeszcze jedna rodzina – z Czeczenii. Mają trójkę dzieci. Opowiadają, jak pijana służbistka z pistoletem stała nad dziećmi i groziła im bronią. Okazuje się, że ta rodzina żyła wcześniej w Polsce. Kiedy na ojca rodziny już drugi raz napadli Rosjanie i omalże go nie zabili, rzucili Polskę i wyjechali do Niemiec. Stamtąd deportowali ich z powrotem do Polski.

Wreszcie rodzina z Gruzji. To gruzińscy Jazydzi, mniejszość pochodząca z Kurdystanu. Żona ma 23, a mąż – 25 lat. Stracili w Polsce dziecko. Ona była w czwartym miesiącu ciąży, kiedy zaczęły się bóle. Zwrócili się do lekarza (to było w Zambrowie). Stwierdził, że wszystko z nią w porządku, że tak bywa. Następnego dnia bóle stały się nie do zniesienia i szybko pojechali do szpitala, do tego samego lekarza. Po obejrzeniu kobiety stwierdził, że płód umiera i trzeba przeprowadzić aborcję. Następnego dnia stan kobiety się pogorszył, doszło do silnego krwotoku, co zostało zignorowane przez lekarzy. Stwierdzili, że wszystko z nią w porządku i może opuścić szpital. Zdecydowali się wyjechać z kraju. Pojechali do Belgii. Tam udali się do szpitala, gdzie trzeba było wykonać powtórną operację – usunąć resztki martwego płodu, które pozostały po niedbale przeprowadzonej aborcji.

Słucham tych historii w sali za kratami i myślę, że na pewno to miejsce – w Biblii nazywane piekłem – jest tutaj, w Polsce.

Posadzili mnie z kobietą z Katmandu. To miasto moich marzeń. Kiedyś sprawię sobie tę przyjemność – zobaczę Katmandu. Nepalka leży. Straż mówi, że udaje chorą. Już od siedmiu miesięcy. Podziwiam dobrych aktorów artystów, ale ona całą noc kaszle krwią. Jedna pielęgniarka mówi, że z nią wszystko w porządku, druga oskarża ją o symulowanie.

Wszyscy w maskach, straszą

Ochroniarze. Są tacy poważni. Mają takie srogie miny, jakby w każdej sekundzie spodziewali się po nas ataku. Po nas – kobietach i dzieciach. 80 proc. pracowników więzienia nie zna ani rosyjskiego, ani angielskiego. Nie ma tłumaczy.

Wszędzie kraty. Spacer dwa razy dziennie po godzinie. Zawsze myślałam, że dla Kafki sytuacja w Gruzji byłaby wspaniałym tematem. Okazuje się, że i tu jest niemało absurdu. Na przykład kobietę w ciąży wiozą do szpitala w znajomym nam już samochodzie z syreną i kratami w oknach. Przestępczyni. Jej mąż sprzeciwił się temu tylko raz, i to w rozmowie ze mną. Powiedział raz i zamilkł. A dla mnie najważniejsze to nie stać się bierną, „martwą w środku”, nie przestawać walczyć. Dlatego protestuję.

Zaczęłam od budowy medalionu z napisem: „Na chuj”. Teraz dzwonię do różnych organizacji. One robią wszystko, co możliwe i co niemożliwe. Niestety, nie sądzę, że uda nam się rozprawić z polską machiną biurokratyczną. Ale jak się chce, to się dzieje.

Głodowały cztery obozy – 78 ludzi. W Białymstoku pobili głodujących, w Przemyślu wrzucili ich do izolatek. W czwartek jeden z nich, Badri Kvarchava, podciął sobie żyły. Już nie mógł dłużej tego znosić. W Białej Podlaskiej straż sprowadziła oddział specjalny, 15 ludzi. Wszyscy w maskach i z pałami policyjnymi. Stali tak około trzech godzin na dworze, naprzeciw imigrantów. Kiedy uznali, że dostatecznie wystraszyli głodujących, opuścili teren.

U nas cicho. Naczelnik więzienia pojedynczo wzywał protestujących na rozmowę. Jednemu obiecał kupić ładną odzież w zamian za przerwanie głodówki, drugiemu produkty dietetyczne, których potrzebował. Ustąpili. Już nie głodują. Do mnie kolejka nie doszła, pewnie naczelnik wydał cały budżet (…).

Odsiedzę moją „karę” i wrócę do siebie, do ojczyzny. Ale gdzie bym nie była i czym bym się nie zajmowała, całej Europie odkryję „prawdziwe” serce Polski. Gdzie rozumienie praw człowieka i demokracji nie różni się od poziomu myślenia z okresu realnego socjalizmu. Ja, Ekatarina Lemondżawa. Ja, która nielegalnie przekroczyłam granicę powietrzną.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

Wyborcz.pl

przez Międzynarodowy Trybunał w Kuala Lampur. Zbrodnicza działalność kongresmanów amerykańskich, członków Skull and Bones i Czaszki i Piszczeli ujrzała światło dzienne. Teraz zamiast w świetle reflektorów i blasku sławy, staną przed ludem nadzy.O budzeniu świadomości międzynarodowej społeczności już dawno przestrzegał swoich braci od zbrodniczej działalności Herr Brzeziński.

Napięcie w kołach zbrodniarzy wojennych rośnie i spieszą się wraz ze swym pryncypałem Lucyferem do forsowania swoich dalekosiężnych planów, ponieważ opinia publiczna i wiele organizacji, działających w obronie wolności, depcze im po piętach, co wzbudza ich niepohamowaną agresję.
Zadziwiający jest fakt, że dotychczas żaden z nich nie został pociągnięty do odpowiedzialności, chociaż już w 2003 roku z inicjatywy doktora Ratha, został skierowany przeciw nim zbiorowy akt oskarżenie do Trybunału w Strasburgu, w którym to akcie, wykazane zostały wszystkie zbrodnie dokonane na ludzkości, zarówno w czasie wojny jak i w czasie pokoju, a lista przestępstw najcieższego kalibru była ogromna.
 
Do odpowiedzialności karnej w tamtym akcie oskarżenia zostało postawionych nie tylko mnóstwo prominentnych działaczy politycznych, ale również właścicieli firm farmaceutycznych, lekarzy, bankowców i przemysłowców.
 
Również dziennikarka austriacka Jane Burgermeister która pisze dla Nature, the British Medical Journal i American Prospekt, a tematami jej artykułów są zmiany klimatyczne, biotechnologia i ekologia, oskarżyła austriackie firmy Baxter AG oraz Avir Green Hills Biotechnology of Austria o wyprodukowanie skażonej szczepionki przeciwko ptasiej grypie, twierdząc iż była to świadoma próba wywołania pandemii celem wyciągnięcia z niej korzyści materialnych.
 
W swym oskarżeniu dziennikarka przedstawia dowody na dokonywanie aktów bioterroryzmu przez grupę osób działających w Stanach Zjednoczonych pod kierownictwem międzynarodowych bankierów kontrolujących Federal Reserve, jak również WHO, ONZ i NATO. Zamiarem spiskowców jest po prostu dokonanie masowego ludobójstwa na znacznej części populacji Stanów Zjednoczonych przy pomocy genetycznie zmanipulowanego wirusa pandemicznej grypy. Spiskowcy są ulokowani na wysokich stanowiskach rządowych w USA, a ich celem jest oczywiście osiągnięcie zysków materialnych.
 
W szczególności zaś zostały przedstawione dowody na to, iż w owym niewyobrażalnym wręcz międzynarodowym syndykacie zbrodni biorą udział Barack Obama, David Nabarro (amerykański koordynator ds epidemii grypy), Margaret Chan (dyrektorka WHO), Kathleen Sibelius (sekretarz departamentu bezpieczeństwa wewnętrznego), David de Rotschild (bankier), David Rockefeller (bankier), George Soros (bankier), Werner Fayman (kanclerz Austrii), Alois Stoger (austriacki minister zdrowia) i wielu innych.
 
I jakoś te kanalie chodzą sobie po wolności, a mediach meanstremowych nawet się pary z ust na temat ich zbrodniczej działalności nie puszcza, a nawet wyrażą się o nich z pełną atencją, choć zasłużyli jedynie na gniew ludu i pogardę najwyższego stopnia.
 
Wszystko jednak do czasu, bo jak mawia się potocznie, nie ma zbrodni doskonałej, a każde zło wcześniej czy później zbierze swoje owoce „Zbierzesz, to, co zasiałeś”.
 
I właśnie w ostatnich dniach zapadł kolejny na nich wyrok, tym razem wydany przez Trybunał ds. Zbrodni Wojennych w Kuala Lumpur.
 
Miejmy nadzieję, że takie skomasowane akcje, będą się w tempie geometrycznym pojawiać na całej kuli ziemskiej i że wszelkie zbrodnie, kradzieże, wynaturzenia, oszustwa i inne niecne czyny, ujrzą światło dzienne i tak jak mówi biblia:
 
„Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach”. Łk19.40
 
A oto najnowsze wieści z maja tego roku, które dzięki tłumaczeniu Davidovskiego, znalazły się na stronie bankowa okupacja swiata.
 
Źródło: http://bankowaokupacja.blogspot.com/2012/05/bush-cheney-rumsfeld-i-inni-uznani-n

katerina404