Monthly Archives: Styczeń 2013

Wydawnictwo „Znak” „szczyci” się nie tylko wydawaniem antypolskich książek, ale również budzi demony antypolskości i antysemityzmu. W nocie „od wydawcy” „Strachu” Jana Tomasza Grossa,

Henryk Woźniakowski, prezes zarządu Społecznego Instytutu Wydawniczego „Znak”, pisze m.in:

„…w obecnym tomie Gross stawia kolejny krok i pyta, jak możliwy był w Polsce antysemityzm po Zagładzie? …podczas okupacji miały miejsce zbrodnie na Żydach dokonywane przez Polaków, zaś bohaterowie chroniący Żydów nieraz już po wojnie spotykali się ze społecznym ostracyzmem i ukrywali swoje czyny (sic!).

Po wojnie w wielu regionach zdarzały się akty wrogości wobec Żydów, z morderstwami włącznie, których ofiarami padło od 500 do 2500 osób. Tradycyjny antysemityzm i stereotyp „żydokomuny” były elementami klimatu, w którym tych zbrodni dokonywano. Zaś elity inteligenckie nie rozpoznały w porę stopnia zarażenia tkanki społecznej nazizmem – nie mieściło się to bowiem w polskiej martyrologicznej narracji historycznej, w jej języku, ani w wizji historii jako tworzonej przez klasy wyższe, inteligencję i ziemiaństwo, a nie na „kuchennych schodach”, czyli pośród „Chamów i Żydów”, gdzie nic ważnego dziać się nie może.

( Witold Jedlicki „Chamy i Żydy” „http://niniwa2.cba.pl/jedlicki_chamy_i_zydy.htm ) – dopisek autora.

…Mówił o tym i pisał wielokrotnie Adam Michnik…

…Czy stereotyp „żydokomuny” – który zrodził mnóstwo zła, służąc niejednokrotnie jako uzasadnienie, lub usprawiedliwienie zbrodni – był tylko zbiorowym omamem, czy jednak ta stereotypowa percepcja wraz ze wskazaną przez Grossa nadreprezentacją Żydów w kadrach PPR i UB miały jeszcze inne przyczyny, poza opisanymi przez autora? Czy posłużenie się przez autora w celach polemicznych stereotypem własnego wynalazku – a mianowicie „katoendeka” – sprzyja rzetelnemu rozpoznaniu zróżnicowanych postaw?…

…Dlatego wydajemy książkę Grossa polskiego historyka(?) i socjologa z nadzieją, że dzięki temu ta hańba, jaką był fakt, że po wojnie Polska była jedynym krajem, w którym Żydzi byli fizycznie zagrożeni j a k o  Ż y d z i, zostanie przepracowana należycie przez polskie myślenie”.

Adam Michnik w czasie promocji „Strachu” wyraził swoją opinię o Kościele rzymsko katolickim w Polsce http://www.youtube.com/watch?v=QlSsg7QkjrY,

natomiast wcześniej w wywiadzie dla  „Powściągliwości i Pracy” nr 6 z 1988 roku – pisma katolickiego powiedział m.in.:

„…jak na pewno wiecie, środowiskiem, z którego
pochodzę, jest liberalna żydokomuna. To jest żydokomuna w sensie
ścisłym, bo moi rodzice wywodzili się ze środowisk żydowskich i byli
przed wojną komunistami. Być komunistą znaczyło wtedy coś więcej niż
przynależność do partii, to oznaczało przynależność do pewnego
języka, do pewnej kultury, fobii, namiętności”. –

/.http://forum.gazeta.pl/forum/w,48782,86705712,88254424,Michnik_Pochodze_z_zydokomuny_.html

Warto się zastanowić dlaczego Jan Tomasz Gross zatytułował swoją antypolską i grafomańską książkę „Złote żniwa”?

Skąd to „złoto” wysypało się na Polaków?

Spotykałem Żydów przed wojną we Lwowie, najczęściej na lwowskim placu targowym zwanym „Paryżem”, lub z żydowska „Krakidałami”, ale nie spotkałem „ozłoconych”. W większości na „Krakidałach” handlowali właśnie Żydzi i oni byli głównymi uczestnikami niepowtarzalnego lwowskiego folkloru. I na tym zapewne polegało ich „ozłocenie” dla folkloru lwowskiej ulicy. I też daleko było polskim kupcom do żydowskich.

Pamiętam starozakonnego w stroju ortodoksyjnym, który sprzedawał kolorowe pocztówki. Zapewne niespotykane w latach trzydziestych ub. wieku.
Za handlarzem podążała zwykle spora grupka ludzi, a kupienie takiej pocztówki nie było proste. Pocztówka przedstawiała starego, pejsatego Żyda, który z lewej strony miał ryczącego lwa, z drugiej zaś pożar. Podpis dwujęzyczny w języku jidysz i po polsku:
„nysz ta hir, nysz ta hir”, co oznaczało „ani tam, ani tam”. https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSWX3e-nDOslNrwjSlfN4dDqTicxPV8iF1-4OTWndqnZ_4lyL8Z4g

Antysemityzm na „Krakidałach”? Wręcz odwrotnie. Żydowscy „handełesi” byli bardziej poszukiwani niż goje. Powód prosty – mieli towary atrakcyjne i cenowo konkurencyjne.

We Lwowie niektórzy nawet mówili „szmoncesem”: „gdybyś ty miał „jidysze kepełe” (żydowską głowę) do handlu”. 

Jestem piszącym świadkiem historii urodzonym  w 1931 roku, jakich dzisiaj jest już niewielu i Jan Tomasz Gross, nie historyk przecież, urodzony  w 1947 roku niczego mi nie udowodni, ani nie przekaże, tym bardziej, że książka „Złote żniwa” nie stanowi historycznego zapisu, dokumentu, nie posiada żadnej dokumentacji, sprawdzonych źródeł i napisana została na zamówienie określonych kół,  ogólnie znanych, antypolskich i roszczeniowych, w celach politycznych, a nie historycznych, podobnie jak „Sąsiedzi”, czy „Strach”. 

Gross jest nieuczciwy, bo niektóre zachowania ekstremalne przedstawia jakby dotyczyły całej społeczności podobnie jak w książkach poprzednich. „Złote żniwa” są kiczem, skrajnie naginającym fakty, bez określonej formy literackiej. Nie jest to opracowanie historyczne, esej, nowela, opowiadanie, reportaż, czy też powieść. Natomiast jest to kłamstwo historyczne, napisane sprytem knajackim i takim też językiem. W swoich książkach Gross nie wspomina jak to żydowscy odmani (policja żydowska) w gettach zabijali na zlecenie Niemców swoich ziomków.

(…)Ta kolaboracja części Żydów z Niemcami była tym bardziej szokująca i wstydliwa ze względu na społeczny charakter jej uczestników. W przeciwieństwie bowiem do Polaków, wśród których z Niemcami godzili się na ogół kolaborować głównie ludzie z marginesu społecznego, męty, wśród Żydów na kolaborację poszła duża część elit z tzw. Judenratów (rad żydowskich). Przypomnijmy tu, z jak ostrym potępieniem tej kolaboracji wystąpiła najsłynniejsza żydowska myślicielka XX wieku Hannah Arendt w książce „Eichmann w Jerozolimie” (Kraków 1987). Napisała tam m.in. (s. 151): „Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej historii”. Uległość Judenratów wobec nazistów oznaczała skrajną kompromitację żydowskich elit w państwach okupowanych przez III Rzeszę. Arend stwierdziła wprost: „O ile jednak członkowie rządów typu quislingowskiego pochodzili zazwyczaj z partii opozycyjnych, członkami rad żydowskich byli z reguły cieszący się uznaniem miejscowi przywódcy żydowscy, którym naziści nadawali ogromną władzę do chwili, gdy ich także deportowano” (tamże, s. 151). Arendt pisała, że bez pomocy Judenratów w zarejestrowaniu Żydów, zebraniu ich w gettach, a potem pomocy w skierowaniu do obozów zagłady zginęłoby dużo mniej Żydów. Niemcy mieliby bowiem dużo więcej kłopotów ze spisaniem i wyszukaniem Żydów.

Przypomnę również, iż Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie obrał za patrona żydowskiego historyka, kronikarza warszawskiego getta Emanuela Ringelbluma. Ten najsłynniejszy kronikarz warszawskiego getta tak pisał o żydowskiej policji, która nawet jednym zdaniem nie została wspomniana w „naukowych dziełach” Grossa:

(…)„policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się również straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia. Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swych braci na rzeź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonała. Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi – przeważnie inteligenci, byli adwokaci (większość oficerów była przed wojną adwokatami) – sami przykładali rękę do zagłady swych braci. Jak doszło do tego, że Żydzi wlekli na wozach dzieci i kobiety, starców i chorych, wiedząc, że wszyscy idą na rzeź” (…). Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż Niemców, Ukraińców, Łotyszy. (E. Ringelblum: „Kronika getta warszawskiego wrzesień 1939 – styczeń 1943”, Warszawa 1988, s. 426, 427, 428) (…)”.

O wynikach badań tego patrona Żydowskiego Instytutu Historycznego Gross nie wspomina.

Gdy Polskę spotkało nieszczęście 1-17 września 1939 roku widziałem na murach mojego miasta Lwowa rozlepione afisze – grafiki przedstawiające ortodoksyjnego Żyda w karykaturalnej formie z napisem „Żydzi wszy”. Z okien mojego mieszkania przy ul. Jagiellońskiej 4 we Lwowie widziałem ortodoksyjnych Żydów, rozlepiających te afisze.

Przyjaciel naszego domu lwowski adwokat Joachim Allerhand, pochodzenia żydowskiego, w rozmowie z moim ojcem skomentował ten fakt, iż  afisze te, to żydowska antypolska prowokacja. Nie rozumiałem wówczas tego znaczenia.

We wrześniu 1939 roku niepodległe państwo polskie, istniejące zaledwie 21 lat, zostało ponownie podzielone między Niemcy i Rosję – Związek Sowiecki. Był to wielki szok dla Polaków, trudna do opisania tragedia. Tymczasem w takiej tragicznej dla Polaków chwili tysiące Żydów, i to nie tylko komunistów, i nie tylko na terenach polskich okupowanych przez Związek Sowiecki, cieszyło się z upadku Polski i drwiło sobie z Polaków, najczęściej pisząc na murach ówczesne graffiti : „Już się wasza zasrana Polska skończyła”, albo „Chcieliście Polski bez Żydów, macie Żydów bez Polski”. Afisze tej treści oglądałem na murach lwowskich kamienic, już 17 września 1939 roku.

Ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski zerwał współpracę z wydawnictwem „Znak”. Powód? „Znak” opublikuje książkę „Złote żniwa” Jana Tomasza Grossa.

Na wieść o przygotowywaniu do druku książki Jana Grossa „Złote żniwa” przez „Znak” (na rynku książka ukazała w marcu 2011 r.) ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski napisał do oficyny list otwarty:
„(…) zawiera ona (publikacja) tak ogromną ilość przekłamań i demagogicznych sformułowań, że ma ona wyłącznie charakter paszkwilu, nasączonego osobistymi fobiami autora” – czytamy w nim. – „Wstyd mi za was”.

Ksiądz jest oburzony, iż ceniona oficyna obok wydawanych książek Ojca Świętego publikuje „intelektualny gniot”.

– Autor poniża takich ludzi, jak moja ciocia, Maria Odud, która z narażeniem życia uratowała Żyda Teofila Finkelperla, zaprzyjaźnionego z moją rodziną. Nie dostała nawet tytułu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Zachowała się tak z pobudek ludzkich, chrześcijańskich. Tymczasem  Gross sugeruje, że Polacy ratowali Żydów wyłącznie dla pieniędzy – mówi kapłan. – Jestem załamany poziomem tych oskarżeń i napisałem ten list, bo nie chcę być jako autor dwóch wydanych przez „Znak” książek stawiany w jednym rzędzie z Janem Grossem.

Ksiądz Tadeusz Isakowicz – Zaleski pisze w liście o innym krewnym, prałacie Leonie Isakowiczu, ormiańsko-katolickim proboszczu ze Stanisławowa, który ratował Żydów, wystawiając im katolickie metryki. – Tak postępowało wielu księży. Sporo z nich trafiło do Dachau. Kardynał Adam Sapieha walczył jak lew, by ocalić ludzi, a także jego postawę atakuje Gross. Oczywiście, że byli też w Polsce szmalcownicy, ale uogólnienia, jakie stosuje autor „Złotych żniw”, są niedopuszczalne – mówi „Rzeczpospolitej”.
Na końcu kapłan podkreśla, że drogi jego i wydawnictwa „ostatecznie rozeszły się”.

Przed programem „Mam inne zdanie” w telewizji publicznej z udziałem  ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego i Jana Tomasza Grossa, księdza ukryto w innym pomieszczeniu, aby przypadkiem Gross nie zobaczył go przed programem. Po krótkiej krytycznej wypowiedzi księdza o książce „Złote żniwa” – „gniot intelektualny”, po zakończeniu programu, na korytarzu Gross krzyczał wielokrotnie do księdza: „pójdziesz do piekła”!

– Nie będzie na razie żadnej reakcji na list księdza Isakowicza-Zaleskiego. Na konferencji zapowiadającej książkę Grossa odpowiemy  na wszelkie pytania – usłyszała „Rz” w sekretariacie oficyny wydawniczej „Znak”.

Lecz nie tylko ks. Isakowicz-Zaleski protestuje przeciw publikacji „Złotych żniw”. Zapoczątkowana przez Annę Kołakowską na portalu Facebook społeczna „Akcja przeciwko oczernianiu Polski przez Grossa” ma potrwać jeszcze kilka miesięcy. W styczniu „Rz” pierwsza informowała o tej inicjatywie. Kilkuset internautów wysyła do pracowników „Znaku” petycje z prośbą o wstrzymanie publikacji książki Grossa. – Codziennie przychodzi nawet kilkaset e-maili – potwierdzał Jerzy Illg, redaktor naczelny wydawnictwa „Znak”.

Blisko 2 tysiące internautów włączyło się też do koordynowanej za pomocą portalu Facebook akcji „Bojkot Grossa i wydawnictwa Znak”. Regularnie informują oficynę, że do momentu wstrzymania publikacji „Złotych żniw” nie będą kupować innych książek „Znaku”.

Książkę „Złote żniwa” Gross rozpoczyna fałszem historycznym, prezentując fotografię grupy ludzi, którzy mieli plądrować cmentarzysko szczątków ludzkich na terenie b. obozu zagłady w Treblince. Według fotosyntezy – nadprzyrodzonego daru Grossa – ludzie na fotografii posiadali w kieszeniach złote obrączki.
W książce „Złote serca czy złote żniwa” polski historyk dr Piotr Gontarczyk pisze:

„Jak fakty są przeciwko nam, to tym gorzej dla faktów” o metodzie naukowej „Złotych żniw Jana Tomasza Grossa – analiza jednej fotografii”:

„W 2008 roku dwóch dziennikarzy: Piotr Głuchowski i Marian Kowalski opublikowało w „Gazecie Wyborczej” zdjęcie grupy osób, które miały plądrować cmentarzysko szczątków ludzkich na terenie dawnego obozu zagłady w Treblince. Podpis pod zdjęciem brzmiał następująco: „Kopacze z Wólki Okrąglik i sąsiednich wsi pozują do wspólnej fotografii z milicjantami, którzy zatrzymali ich na gorącym uczynku. W chłopskich kieszeniach były złote pierścionki i żydowskie zęby. U stóp siedzących ułożone czaszki i piszczele zagazowanych.

Fotografia ta otwiera książkę J.T. Grossa „Złote  żniwa”. Nie wiadomo kto i kiedy zrobił fotografię, ani w jakich okolicznościach ona powstała. Nie ma nawet jednoznacznych dowodów, że powstała ona w Treblince. Kim wreszcie są sfotografowani ludzie i co robią na cmentarzysku? Są kopaczami? A może ekipą porządkującą cmentarzysko. Czy hieny cmentarne rzeczywiście chciałyby dokumentować swoje działania na fotografii? Sprawa tej fotografii postawiła  Grossa w niezręcznej sytuacji”.

Skąd wiadomo, iż w kieszeniach fotografowanych znajdowały się złote pierścionki i żydowskie zęby.

Gdy do Lwowa wkroczyli Sowieci, Żydzi bardzo ożywili się, współpracując od początku z bolszewikami.

Widziałem jak do rozłożonych pod Wielkim Teatrem we Lwowie wojsk sowieckich gromadnie podchodziły całe rodziny żydowskie podając im żywność, najczęściej alkohol. Opowiadała mi moja matka, nauczycielka, iż wiadomo jej, że wielu młodych wstąpiło do milicji i NKWD.

Na Łąckiego (lwowskie więzienie) po ucieczce Sowietów przebywał żołnierz Wehrmachtu weterynarz Józef Brachetka. Widział zwłoki pomordowanych przez NKWD więźniów noszące na sobie ślady różnych tortur. Na dziedzińcu leżały ciała mężczyzn i kobiet. W jednym pomieszczeniu więziennym leżało około 60 ciał ułożonych warstwami, jedne na drugich. Ciała kobiece w większości były prawie pozbawione ubrań. Na ich brzuchach i narządach rodnych widniały liczne rany, miały piersi nabiegłe krwią oraz ślady uderzeń tępymi i ostrymi przedmiotami. U niektórych ofiar, tak mężczyzn jak i kobiet widać było zmiażdżone palce, ręce częściowo pozbawione skóry. Pojedyncze zwłoki leżały w nienaturalnej pozycji fizjologicznej, uda i łydki powykręcane, łokcie skierowane do przodu. Wyglądało na to, że powykręcano im kości i powyłamywano stawy.

Bestialstwo morderców przeszło wszelkie wyobrażenia. Niektórym ofiarom ściągnięto skórę z głowy, lub rąk, inne miały głowy rozrąbane toporami, jeszcze inne znaleziono nadpalone (holocaust – całopalenie) ze związanymi do tyłu rękami. Przerażenie budził widok zgwałconych kobiet z poobcinanymi piersiami i mężczyzn pozbawionych genitaliów. W „Brygidkach” lwowskich wiele cel zamurowano ze stłoczonymi ludźmi, tak, że umarli stojąc. Prawdopodobnie ukrzyżowano tam również kilkunastu więźniów na dziedzińcu, wśród których byli księża. Z kolei na Łąckiego znaleziono dziewczynkę wbitą na hak. Niektóre ofiary przybito tam do ścian, inne udusiły się pod zwałami zwłok. Podłogi w celach przesłuchań pokrywała dwudziestocentymetrowa warstwa krwi.

Alma Heczkowa – pamiętnik:

„Byłam sama. W bramie stał Ukrainiec w mundurze niemieckim i mówił do mnie:
– „ty jesteś Żydówka”
– odpowiedziałam – „co panu przyszło do głowy”
– „masz kręcone włosy!”
– „przecież to jest trwała ondulacja”
– „no to idź!”
Odpowiadając, nie miałam nawet czasu, aby się zastanawiać, o co mu chodzi. Czy ja się wówczas przestraszyłam? Chyba jeszcze nie, bo nie zdawałam sobie sprawy z tego, o co mu chodzi. Ale zawróciłam. Kiedy szłam wśród tłumu, ulicą Legionów w kierunku Teatru Wielkiego, zobaczyłam żydowskie małżeństwo w średnim wieku, z córką. Cała trójka trzymała się za ręce, a za nimi Ukrainiec w niemieckim mundurze pałką bił ich kolejno po głowie, tam i z powrotem. Dlaczego on ich bije? Nic z tego nie rozumiem. Żołnierz nie wstydzi się coś takiego robić? W głowie waliło mi tylko jedno słowo, „dlaczego”? Przyśpieszyłam kroku, aby jak najprędzej znaleźć się w domu. Wróciłam wstrząśnięta. Nie rozumiałam, co się dzieje. W domu zapanował bardzo ciężki nastrój.

Po obiedzie wyszłam na Wały Hetmańskie.  W krzakach leżał zabity koń, a wokół niego grupa Żydów, oraz dwóch wrzeszczących Ukraińców w niemieckich mundurach. Jeden z Żydów trzymał ogon koński podniesiony do góry, a inni Żydzi ustawieni w kolejce podchodzili i całowali konia w odbyt.

Równocześnie niemiecka i ukraińska policja, żołnierze z batalionu „Nachtigall”, miejskie męty i bandy wyrostków przystąpiły do wyciągania ludności żydowskiej z domów, urządzały nań łapanki na ulicach, odprowadzano na punkty zborne, a stamtąd do więzień, lub do Obozu Janowskiego – uniwersytetu zbirów.

Tymczasem w czerwcu 1941 roku na ścianach dziedzińca „Brygidek” budziła nie tylko moją grozę zmieszana z mózgami krew, która wytrysła z kolb karabinów NKWD.

  Tekst zamieściła również „Warszawska Gazeta” 26 października 2012 r.

Aleksander Szumański

Obudzić sumienie. Kiedy rodzice Kornelki z zespołem Edwardsa usłyszeli, jak wygląda aborcja eugeniczna, niemal uciekli ze szpitala. Mieli szczęście, bo i oni, i rodzice chorej Joasi trafili na aniołów z Hospicjum Perinatalnego.

I mimo że zgodnie z ustawą mogli, nie zabili swoich dzieci. Wzruszający tekst:
http://gosc.pl/doc/1343052.Obudzic-sumienie

Dobić, gdy nie chcą umrzeć! Lifesitenews donosi, że w jednym z duńskich szpitali w 2010 roku 144 na 877 abortowanych w drugim trymestrze ciąży dzieci urodziło się żywych, a ilość wcześniaków przeżywających własną aborcję z roku na rok wzrasta. Tak jakby same dzieci dopominały się o swoje prawo do życia. Niestety nie spotykają się choćby z odrobiną człowieczeństwa czy litości ze strony dorosłych. W Danii pozostawia się je na śmierć. Z podobnymi morderczymi procedurami mamy do czynienia też w
innych krajach, np. w Kanadzie bądź Norwegii.

Od miesięcy próbujemy się dowiedzieć jak to jest z zabijaniem dzieci w Polsce. Już po raz trzeci złożyliśmy wniosek w którym domagamy się od prof. Wielgosia, kierującego Kliniką Ginekologiczną Szpitala Klinicznego im. Dzieciątka Jezus udzielenia nam szczegółowych informacji odnośnie technik i procedur zabijania, a także szczegółów dotyczących ratowania dzieci żywo urodzonych. Skoro statystyki innych krajów pokazują, że 1 na 6 dzieci rodzi się żywych, a aborcji chorych dzieci dokonuje się
najczęściej w zaawansowanej ciąży, to gdzie są te dzieci, które przeżyły? Co się z nimi stało?

W Danii ludzie od aborcji proponują przedaborcyjny zastrzyk z potasu do serca dziecka, aby zwiększyć prawdopodobieństwo martwego urodzenia. W Niemczech rodzice Tima z zespołem Downa pozwali szpital do sądu za „straty moralne” gdyż nie poinformowano ich o możliwości urodzenia żywego dziecka w wyniku aborcji. W USA prezydent Obama zgodził się na aborcję okołoporodową, a więc wyciąganie dziecka nóżkami, by następnie wbić w szyję igłę i wyssać mózg. Przecież o zabiciu dziecka mówi się wtedy, gdy
jego głowa wyjdzie z kanału rodnego matki. Tak z dziećmi, które nie chcą umrzeć „radzą sobie” inni. Jak radzi sobie prof. Wielgoś?
http://www.stopaborcji.pl/index.php/455-dobic-gdy-nie-chca-umrzec

Mocny głos biskupa Libery w obronie rodziny: Skoro wmawia się nam, że rodzina nie uczy praworządności, to skąd wyrastali powstańcy i ludzie „Solidarności”? Jak nie zmagać się o rodzinę i nie wspomagać jej wiernych świadków, jeśli w wielu krajach Zachodu celem edukacji seksualnej staje się „seksualizacja” dzieci, zaczynająca się od przedszkola? Gdy promuje się antykoncepcję już wśród uczniów w wieku 11 lat oraz umożliwia aborcję piętnastolatkom bez wiedzy rodziców? Gdy w szkołach rozdaje się
środki antykoncepcyjne dla chłopców i dziewcząt? Gdy tego rodzaju pseudowychowanie prowadzi do utraty dzieciństwa i do podważania autorytetu rodziców? Gdy prawnie sankcjonuje się jakieś `małżeństwa` jednopłciowe i zezwala im na adopcję dzieci?- pytał z ubolewaniem biskup.
http://wpolityce.pl/wydarzenia/41323-mocny-glos-biskupa-libery-w-obronie-rodziny-skoro-wmawia-sie-nam-ze-rodzina-nie-uczy-praworzadnosci-to-skad-wyrastali-powstancy-i-ludzie-solidarnosci

Kopacz przykładem obłudy polityków. Na obłudę polityków wskazują działacze Fundacji PRO – Prawo do Życia. Ewa Kopacz, marszałek Sejmu, patronuje wystawie na temat ratowania życia wcześniaków, podczas gdy sama głosowała przeciwko projektowi ustawy, który miał chronić przed zabijaniem poczęte dzieci z przyczyn eugenicznych. Obecny system prawny w Polsce pozwala na mordowanie dzieci, co do których istnieje prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia. Na ten fakt zwrócili uwagę
uczestnicy konferencji na placu Zamkowym.

– Sytuacja w Polsce jest taka, że niektóre wcześniaki się ratuje, a inne porzuca. Dzieci w tym samym wieku poddane są selekcji i jedne skazuje się właściwie na śmierć – zaznacza Dzierżawski. Dodaje, że Fundacja próbowała o takich praktykach dowiedzieć się od prof. Mirosława Wielgosia, kierownika I Kliniki Położnictwa i Ginekologii WUM w Szpitalu im. Dzieciątka Jezus.

– Nie otrzymaliśmy odpowiedzi od ponad 3 miesięcy na nasze pytanie dotyczące szczegółów dokonywanych w tej placówce aborcji. A w szczególności, czy podczas tej procedury aborcyjnej przychodzą na świat żywe dzieci i co się z nimi dzieje? Pan prof. Wielgoś nie odpowiada na nasze pytania i obawiamy się, że coś ukrywa przed opinią publiczną – ocenia działacz Fundacji PRO – Prawo do Życia. Powołuje się na dane z Kanady, z których wynika, że ?w ciągu minionych 10 lat w trakcie aborcji urodziło się
491 żywych dzieci?. – Wszystkie umarły, ponieważ nikt ich nie ratował.
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/16267,kopacz-przykladem-obludy-politykow.html
http://gosc.pl/doc/1373542.491-dzieci-przezylo-aborcje-Umarly-potem

Episkopat zaapelował o poszanowanie sumienia posłów podczas głosowania nad zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej. Poparł projekt Solidarnej Polski, który zakazuje aborcji z powodu przypuszczenia, że nieurodzone dziecko jest chore.
http://wpolityce.pl/wydarzenia/38799-kosciol-przeciw-lamaniu-sumien-parlamentarzystow-apeluje-o-uszanowanie-ich-przekonan-podczas-glosowania-ws-aborcji

Serdecznie Pozdrawiam

Filip Stankiewicz

Ledwo zakończył się pogrzeb Jadwigi Kaczyńskiej, matki nieżyjącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego, a już nadeszła wiadomość o śmierci Józefa kardynała Glempa, byłego prymasa Polski. Pogrzeb Jadwigi Kaczyńskiej był uroczysty, ale nie przekształcił się w jakąś polityczną manifestację – co zostało przyjęte z ulgą przez tak zwany Salon.

Jego uczucia wyraził Mirosław Czech, działacz Związku Ukraińców w Polsce, pisujący w żydowskiej gazecie dla Polaków, a więc będący żywą ilustracją proletariackiego internacjonalizmu. Zauważył mianowicie, że „nie chowaliśmy generałowej Sowińskiej”. Jak wiadomo, pogrzeb generałowej Sowińskiej w roku 1860, wdowie po „jenerale z nogą drewnianą”, co to poległ w obronie wolskiej reduty podczas Powstania Listopadowego, przekształcił się w patriotyczną manifestację, która zapoczątkowała kolejne, prowadząc do wybuchu Powstania Styczniowego.

Najwyraźniej Salon przez gęsią skórkę czuje, że atmosfera w naszym nieszczęśliwym kraju coraz bardziej sprzyja manifestacjom, które Bóg wie, do czego mogą doprowadzić, a z pewnością – do konieczności opowiedzenia się po jakiejś stronie: pałowanych albo pałujących. Nietrudno się domyślić, że w środowisku autorytetów moralnych wzbudza to żywe zaniepokojenie, bo i poczucie wspólnoty interesów i instynkt samozachowawczy nakazywałby stanąć murem po stronie pałujących – oczywiście patetycznie uzasadniając to koniecznością obrony wolności i demokracji, bo wiadomo, że nic tak demokracji nie służy jak czołgi na ulicach i spałowanie suwerenów – ale z drugiej strony, czy autorytetom moralnym wypada tak ostentacyjnie przyłączać się do pałowania, podskakiwać i pokrzykiwać? Nie tylko nie wypada, ale nawet stwarza ryzyko zwichnięcia aureoli – toteż nic dziwnego, że spokojny przebieg uroczystości pogrzebowych pani Kaczyńskiej Salon przyjął z widoczną ulgą, co w żydowskiej gazecie dla Polaków odnotował swoimi słowami działacz Związku Ukraińców w Polsce, nazwiskiem Czech.

Ciekawe, jak będzie wyglądał pogrzeb pana red. Adama Michnika – bo myślę, że towarzyszyła mu będzie oprawa znacznie bardziej okazała niż nawet w przypadku Jacka Kuronia. Jak pamiętamy, w pogrzebie Jacka Kuronia, który uchodził za agnostyka, wzięli udział przedstawiciele wszystkich możliwych wyznań, co jakiegoś poczciwca skłoniło do komentarza, że „chłop wierzył we wszystko”. Tak to pozory mylą, o czym wspomina również Adam Grzymała-Siedlecki, opisując, jak to słynący z zamiłowania do retorycznych popisów abp. obrządku ormiańskiego Józef Teodorowicz, po uroczystej mszy w Wilnie w roku 1918 miał udzielić błogosławieństwa – ale przedtem nie oparł się pokusie przemówienia: „Mnież to, niegodnemu słudze Bożemu przygodzi się błogosławić ciebie, ludu wileński, ludu, któryś tyle przecierpiał? Mnież to ciebie – a nie tobie mnie błogosławić?” – co jeden ze słuchaczy streścił głuchawej żonie, pytającej, co arcybiskup powiedział: „prosto waha się, czy błogosławić!”

Z okazji śmierci prymasa Glempa, który kazał pochować się w warszawskiej Archikatedrze, a nie w „panteonie wielkich Polaków” przy świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie, w telewizji podkreślano, że był on prymasem „kompromisu” i „rozwagi”, przypominając jego słowa z pierwszego dnia stanu wojennego, nawołujące, by nie podnosić ręki na braci-Polaków. To oczywiście bardzo ładnie – ale niepodobna nie zauważyć, że te nawoływania skuteczne były jedynie w odniesieniu do pałowanych, bo pałujących sługusów generała Jaruzelskiego żadne braterstwo przed niczym by nie powstrzymało. Jestem nawet pewien, że do żadnego braterstwa żaden z nich się nie poczuwał – i słusznie – bo już wtedy byli to ludzie sowieccy, a więc grupa etniczna zupełnie inna, niż Polacy, chociaż z braku własnego, posługująca się zubożonym językiem polskim.

Niestety tamta fałszywa diagnoza – również za sprawą „lewicy laickiej”, która w drugiej połowie lat 80-tych już obwąchiwała się z razwiedczykami generała Kiszczaka – na dobre, a właściwie na złe się utrwaliła, ośmielając zarówno przedstawicieli ubeckich dynastii, jak i komuszków drobniejszego płazu nie tylko do natrętnej i nieznośnej amikoszonerii, ale również do reprezentowania narodu polskiego – co wydaje się jawnym i łajdackim nadużyciem. Stąd też kompromis awansował do najważniejszej cnoty obywatelskiej, a nawet chrześcijańskiej – co znakomicie wychodzi naprzeciw głosu instynktu samozachowawczego. Jeśli jednak nawet w tej sytuacji Salon przez gęsią skórkę zaczyna odczuwać niepokój, to znaczy, że i diagnoza Jego Eminencji z 13 grudnia 1981 roku zwolna może tracić na aktualności.

Tymczasem kryzys dał o sobie znać w sposób zupełnie nieoczekiwany, mianowicie w postaci zapobiegliwości Umiłowanych Przywódców. Okazało się, że sejmowa marszalica Ewa Kopacz przyznała sobie 45 tysięcy złotych nagrody, a swoim zastępcom, w osobach Jerzego Wenderlicha z SLD, Wandy Nowickiej z dziwnie osobliwej trzódki biłgorajskiego filozofa, Markowi Kuchcińskiemu z PiS, Cezaremu Grabarczykowi z PO i Eugieniuszowi Grzeszczakowi z PSL po 40 tys. złotych. Kiedy podniósł się klangor, że „Sejm to nie koryto”, Umiłowani Przywódcy z kwaśnymi minami deklarowali, że przekażą te pieniądze „na cele charytatywne” – co niestety nie jest pewne, bo nagrody owe zostały im przyznane w dwóch transzach – w listopadzie i grudniu ub. roku, więc jest wysoce prawdopodobne, że już dawno zostały skonsumowane i nawet strawione. Najgorzej wyszła na tym Wanda Nowicka, której trzódka dziwnie osobliwa cofnęła rekomendację na wicemarszalicę sejmową, co konkretnie oznacza utratę alimentów na poziomie co najmniej 5 tysięcy złotych miesięcznie. Niby niewiele, ale mamy kryzys, więc, jak to mówią, dobra psu i mucha. A cóż może lepiej przekonywać o kryzysie, niż owa zapobiegliwość Umiłowanych Przywódców? Kryzysowi, ma się rozumieć, nie zapobiegną; to zadanie na znacznie tęższe głowy – ale własne problemy socjalne mogą sobie rozwiązywać, niczym diligens pater familias – żeby zacytować Digesta cesarza Justyniana. A cóż tu cytować, jeśli nie Digesta, kiedy idzie o problemy socjalne Umiłowanych Przywódców – naszych nadzorców i – podobno – prawodawców?

Podobno – bo nie jest żadną tajemnicą, że zdecydowana większość prawa obowiązującego w naszym nieszczęśliwym kraju, to są dyrektywy Komisji Europejskiej, które Umiłowani Przywódcy tylko tłumaczą własnymi słowami, dodając najwyżej wtręty w rodzaju „lub czasopisma”, pozwalające nakraść się komu tam trzeba w tak zwanym „majestacie prawa”. W tym też kontekście należy spojrzeć na debatę, jaka odbyła się w Sejmie w związku z trzema projektami ustaw o tak zwanych „związkach partnerskich”. Inicjatywa ta jest z jednej strony następstwem presji, jaką na Umiłowanych Przywódców wywiera Eurokołchoz, dyrygowany przez marksistów, realizujących na tym etapie strategię Antoniego Gramsciego. Polega ona na stopniowym zoperowaniu nieświadomych niczego europejskich narodów, by przekształcić je w zbiegowiska człowieków sowieckich. Zoperowaniu temu służą rozmaite semantyczne sztuczki, wśród których są również „związki partnerskie”. Potrzebę ich zinstytucjonalizowania tłumaczy się obłudnie koniecznością skasowania dyskryminacji – ale to oczywiście nieprawda, bo przecież zarówno sodomici i gomorytki, jak i konkubenci zwyczajni nie potrzebują urzędowego certyfikatu do odbywania stosunków płciowych. Mogą też zapisać sobie nawzajem majątek w testamencie i złożyć oświadczenie uprawniające do uzyskania informacji medycznej. Jeśli w tej sytuacji forsowane są specjalne ustawy instytucjonalizujące „związki partnerskie” to wyłącznie w tym celu, by stopniowo, zgodnie z wytycznymi strategii Antoniego Gramsciego, zrównać nie tylko konkubinaty, ale i związki sodomickie i gomoryckie z małżeństwami i w ten sposób doprowadzić do prawnej degradacji rodziny, jako instytucji „dawnego reżymu”, przez postępactwo znienawidzonej. Jak wiadomo, Umiłowani Przywódcy w naszym nieszczęśliwym kraju uprawianie prawdziwej polityki mają już zakazane – ale rujnować fundamenty łacińskiej cywilizacji nie tylko im wolno, ale nawet zaleca im zarówno Europkołchoz, jak i tubylcza razwiedka, krórej najtwardsze jądro stanowią wszak człowieki sowieckie. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak wszystkie trzy projekty zostaną skierowane do komisji, która wypichci z nich produkt finalny, dzięki któremu Umiłowani Przywódcy będą mogli podlizywać się nie tylko postępactwu, ale również – sodomitom i gomorytkom. Jakkolwiek przykro czy okrutnie by to nie zabrzmiało – ale może zarówno pani Kaczyńska, jak i kardynał Glemp umarli w samą porę?

Stanisław Michalkiewicz

Uczestnicy pielgrzymki pieszej z Suwałk do Wilna przy krzyżu upamiętniającym bestialski mord w Koniuchach. Fot. A. Niedźwiecki . Mija kolejna, tym razem już 69. rocznica potwornej zbrodni, popełnionej 29 stycznia 1944 r. na bezbronnych mieszkańcach polskiej wsi Koniuchy na Wileńszczyźnie

. Niemrawe śledztwo prowadzi w tej sprawie pion śledczy IPN od ponad dekady, jednakże w sprawie nic konkretnego się nie dzieje.

 

O ile na odcinek „Jedwabne” rzucono wielkie siły, aby wyjaśnić to i owo (w rezultacie przerywając nagle ekshumację już na samym początku i nie udostępniając podstawowych dokumentów ze śledztwa, wyjaśniono więc tak naprawdę niewiele), to w sprawie masakry w Koniuchach mieliśmy podejście zupełnie inne.

 

Inna też była rola mediów – tam wielkie zainteresowanie i wszelkie „autorytety” i autoryteciki z różnych dziedzin poczuły się wielce zobowiązane, aby dać posłuszny i jednoznaczny głos potępienia lokalnej polskiej społeczności (i Polaków w ogóle),  tu mamy natomiast jednoznaczną i zastanawiającą zmowę milczenia. Jaka jest tego przyczyna? Śmierć, zadana w sposób niezwykle okrutny kilkudziesięciu osobom, w tym kobietom i maleńkim dzieciom nie zasługuje na uwagę? A mamy do czynienia ze zbrodnią, która jest niezwykle bogato udokumentowana, zachowały się bowiem dokumenty niemieckie, sowieckie (sowieckiej partyzantki), żydowskie, litewskie (litewskiej policji). Liczni bezpośredni świadkowie złożyli relacje i napisali wspomnienia.

 

W sprawie tej nie ma żadnych wątpliwości, zarówno co do sprawców, jak i ofiar. Wśród sprawców Kongres Polonii Kanadyjskiej, który złożył oficjalne zawiadomienie do IPN, ustalił (po imieniu i nazwisku!) co najmniej czterdziestu uczestników zbrodni – członków sowieckich  „brygad” i „oddziałów partyzanckich”. Złożyli oni relacje i wspomnienia, zamieścili informacje o swym uczestnictwie w publikacjach i ankietach personalnych. Ofiarą zbrodni padło co najmniej 38 osób cywilnych narodowości polskiej…

 

Oficjalna wersja sprawców jest taka: wieś Koniuchy była silnie ufortyfikowana, chroniły ją jakieś „wieże” i umocnienia, stacjonował w niej silny garnizon niemiecki (byłby to ewenement na skalę okupowanej przez Niemców Europy). Akcja zbrojna sowieckich oddziałów partyzanckich, złożonych głównie przez „bojców” narodowości żydowskiej, wymierzona była wyłącznie przeciw okupantom i dyspozycyjnych wobec nich kolaborantów z tej wsi. Gdyby faktycznie doszło do jakiejkolwiek walki, to przecież „bojcy”, atakując ufortyfikowany i doskonale uzbrojony niemiecki garnizon, musieliby ponieść ogromne straty a ich sukces nie miałby w ogóle miejsca! Zginęła wyłącznie miejscowa ludność wiejska z napastnicy nie zdobyli żadnej broni…

 

W powojennych opisach owej bohaterskiej „akcji zbrojnej”, lub nawet… „bitwy”, śmierć miało ponieść aż 300 mieszkańców wsi, choć wszystkich tam było zaledwie kilkudziesięciu. Opisy wielkich walk pojawiły się w żydowskiej literaturze naukowej i wspomnieniowej, mającej na celu wyeksponowanie szczególnego bohaterstwa niezłomnych „partyzantów”. Cały czas podtrzymywana jest absurdalna wersja o istniejących tam fortyfikacjach i niemieckim garnizonie, o uzasadnionym odwecie (ale za co?), a wszystko po to, aby zniwelować wrażenie o niesłychanej zbrodni. Instytucje państwowe, powołane do wyjaśniania takich spraw i ścigania sprawców, działały tu wyjątkowo nieudolnie. Jakże bowiem wytłumaczyć fakt, że przez ponad dekadę nie udało się dotrzeć do sprawców i choćby ich przesłuchać? Podobno wrażliwa na takie wydarzenia pewna gazeta nie zdobyła się po dziś dzień nawet na jeden artykuł. Dzięki Kongresowi Polonii Kanadyjskiej i staraniom śp. Andrzeja Przewoźnika na miejscu stanął krzyż, upamiętniający ofiary. Dziś nawet to z pewnością byłoby nie do osiągnięcia.

 

Mamy zatem do czynienia z polityką historyczną, która jest niezwykle wybiórcza i ślepa na jedno oko. Nie powstanie więc film, sugestywnie oddający realia. A tu nie trzeba konfabulować, jak w osławionym już „Pokłosiu”, czy publikacjach pewnej nadwrażliwej dziennikarki, która całe lata poświęciła na zaciemnianie sprawy Jedwabnego. Wystarczy rzetelnie przedstawiać oczywiste fakty.

Nie łudźmy się – w obecnej sytuacji nic takiego nie będzie mieć miejsca. Mamy do czynienia z osobami i środowiskami „wrażliwymi inaczej”, które wyszukają (bądź nawet specjalnie umieszczą) źdźbło w naszym oku, nie widząc belki w oku własnym.

 

Jak okrutna potrafiła być wojna i okupacja, jaką gehennę przeżywały polskie wsie, świadczyć mogą wspomnienia żydowskiego „partyzanta”, uczestnika masakry w Koniuchach.

Zamieszczamy poniżej ich fragment, żeby pokazać, ze zbrodnia i wynaturzenia nie mają narodowości – wszyscy do tego byli zdolni. Ale też – to musimy wyraźnie przyznać – nie wszyscy to robili…

Z poniższej relacji wiemy, że „akcja”, która kosztowała życie co najmniej 38 ofiar, trwała zaledwie godzinę, sprawcy zabawiali się później z ciałami zabitych, lub tylko ciężko rannych kobiet w sposób niezwykle bestialski. I choć nie wszyscy podzielali radość uczestników owej „zabawy”, nikt ich w tym nie powstrzymał i nie rozliczył. Przeciwnie, zostali powitani w swej bazie jak bohaterowie. Bohaterstwo, jak widać, może przybierać różne oblicza.

 

Leszek Żebrowski

 

***

 

Pol Bagriansky Koniuchi, „Pirsumim. Publications of the Museum of the Combatants and Partisans”, Tel Aviv, nr 65-66 (grudzień 1988):

 

Gdy dotarłem do oddziału, aby przekazać nowe rozkazy, zobaczyłem straszny, przerażający obraz. […] Na małej polance w lesie leżały półkolem ciała sześciu kobiet w różnym wieku i dwóch mężczyzn. Ciała były rozebrane i położone na plecach. Padało na nie światło księżyca. Jeden po drugim partyzanci strzelali trupom między nogi. Gdy kule dosięgały nerwów, trupy reagowały jak żywe. Drgały i wykrzywiały się przez kilka sekund. Trupy kobiet reagowały w bardziej gwałtowny sposób niż mężczyzn. Wszyscy partyzanci z tego oddziału brali udział w tej okrutnej zabawie, śmiejąc się w dzikim szaleństwie. Najpierw przestraszyłem się tym przedstawieniem, ale potem zaczęło mnie ono w chory sposób interesować. […] Im się nie spieszyło i dopiero jak trupy przestały reagować na kule, przemieścili się na nową pozycję. […]

 

Ludzie byli zmęczeni, ale z ich twarzy wyzierała satysfakcja i szczęście z wykonanego zadania. Tylko niewielu zdawało sobie sprawę, że popełniono straszliwy mord w ciągu godziny. Ci nieliczni wyglądali ponuro, smutno i mieli poczucie winy. […]

 

Dotarliśmy do bazy późno w nocy. Byłem zmęczony i zmordowany, a więc zasnąłem od razu, tak jak większość z naszego oddziału. Jak się dowiedzieliśmy następnego dnia, pozostałe oddziały zostały przywitane jak bohaterowie za zniszczenie Koniuchów. Pili, jedli i śpiewali całą noc. Sprawiło im przyjemność zabijanie i niszczenie, a najbardziej picie.

Read more: http://www.pch24.pl/pamietajmy-o-koniuchach,11985,i.html#ixzz2JQ1R3OT6

Spodziewam się, że personalny układ, który stworzył w służbach Krzysztof Bondaryk będzie całkowicie posłuszny środowisku Donalda Tuska – mówi PCh24.pl Witold Gadowski, dziennikarz zajmujący się tematyką służb specjalnych.

Rząd premiera Tuska chce podporządkować spec służby odpowiednim ministrom. Co to oznacza w praktyce?

Oznacza to przede wszystkim większą kontrolę nad dokumentami dotyczącymi przygotowanych operacji gospodarczych. Rząd nie może sobie pozwolić na to, by jakikolwiek segment służb pozostawał poza kontrolą rządzącego układu.

 

Czy na te zmiany miała wpływ afera Amber Gold?

Nie. W przypadku afery Amber Gold premier znalazł się w niekorzystnej sytuacji, ale nie odebrało mu to zbyt wielu punktów sondażowych. Cała sprawa kierowała podejrzenia w stronę ABW dlatego, że w sprawę zaangażowane były pieniądze Agencji Wywiadu. Rywalizacja między tymi dwiema służbami jest tajemnicą
poliszynela i dlatego światło podejrzeń w tej sprawie padło właśnie na ABW. Pojawią się przypuszczenia, że to właśnie stamtąd wydostały się pierwsze przecieki na temat tej afery.

 

To wszystko jest już jednak historią. Dlatego zwróćmy uwagę na inną sprawę. W tej chwili przygotowywane jest utworzenie spółki „Polskie Inwestycje”, co kilka miesięcy temu zapowiedział premier w swoim tzw. drugim expose. Spółka ta, jak się wydaje, ma być ostatecznym skokiem na przekształcenie majątku publicznego. W tej sprawie rząd nie może sobie pozwolić na żaden wyciek informacji, jak to miało miejsce w przypadku afery Amber Gold. Propozycje rządu w sprawie służb specjalnych, o których mówił Pan wcześniej, mają więc na celu dokończenie procesu wasalizacji służb przez układ rządzący.

 

Na czym ma dokładnie polegać ten „skok na przekształcenie majątku publicznego”?

Będzie on wyglądał podobnie jak przebiegała operacja Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Idzie o takie skomplikowanie zależności, podległości i kompetencji różnych instytucji, by nawet najtęższy umysł analityczny nie był w stanie rozpracować co od kogo zależy i kiedy nastąpiły przekształcenia.

 

W tym momencie mamy zresztą mniej do sprzedania, niż mieliśmy w czasach operacji z NFI, dlatego działania związane ze spółką „Polskie Inwestycje” skupią się na takich przedsiębiorstwach jak Polska Chemia, Orlen, KGHM.

 

Zyski z tej operacji trafią do kieszeni…?

Po pierwsze, rząd musi łatać dziurę budżetową, więc z przekształceń własnościowych będzie chciał wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy. A po drugie, rządzący muszą sobie przecież zapewnić przyszłość.

 

Rządowe plany zakładają skoncentrowanie działań ABW na zbieraniu informacji i ich analizie. Czy realne jest zagrożenie, że służba ta będzie inwigilowała każdego, kogo uzna za przeciwnika układu rządzącego?

Ależ takie działania mają już miejsce! W tej chwili chodzi właściwie tylko o to, by je usankcjonować i bardziej podporządkować rządzącemu układowi. Spodziewam się, że personalny układ, który stworzył w służbach Krzysztof Bondaryk, będzie całkowicie posłuszny środowisku Donalda Tuska.

 

Czy dymisja z funkcji szefa ABW, jaką złożył Bondaryk była decyzją dobrowolną?

Na pewno nie.

 

Dlaczego więc odszedł?

Tutaj mogę tylko spekulować. Nie brałem przecież udziału w tych codziennych rozgrywkach między Grasiem, Bondarykiem, Noskiem i Hunią. Chodzi o to, że ewentualny wyciek informacji dotyczących przekształceń gospodarczych mógłby się okazać dla rządu bardzo niekorzystny, zwłaszcza w okresie przedwyborczym. Rząd, kreując swoje public relations, nie może sobie pozwolić na niedowład w nadzorze nad dokumentami służb.

 

Krzysztof Bondaryk ma zostać wiceszefem BBN przy prezydencie Bronisławie Komorowskim. Dlaczego Pałac Prezydencki chce przyjąć byłego szefa ABW pod swoje skrzydła?

Krzysztof Bondaryk musi milczeć. I dlatego trzeba mu stworzyć lukratywne możliwości zarobkowania i nie urazić jego honoru. Tak to postrzegam. Bondaryk, który nie jest znany z jakiegoś zamiłowania do standardów etycznych i demokratycznych, musi zostać odpowiednio kupiony.

 

 

Rozmawiał: Krzysztof Gędłek

Read more: http://www.pch24.pl/wielki-skok-rzadu-na-majatek-publiczny-,11674,i.html#ixzz2JPxZc649

W milionowym mieście w Glasgow w Ziemi Szkotów na Wyspach Brytyjskich, gdzie żyje i pracuje niemal 30 tys. Polaków, z powodzeniem rozwija się akcja zbierania podpisów pod projektem ustawy: „11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian”. Akcja rozpoczęła się w sobotę 19 stycznia w kościele św. Szymona Piotra na Particku.

Duszpasterz naszej wspólnoty ks. Marian Łękawa SAC, na zakończenie mszy świętej, wieczornej tzw. vigil mass, odczytał notatkę, krótką informację na ten temat. Oto po części jej treść: „…..W tym roku przypada 70-ta rocznica ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej Wołynia i Kresów przez ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA. Akcja miała niezwykle gwałtowny i okrutny przebieg, a pochłoneła ok. 60 tys. ludzi na Wołyniu i około 200 tys. na całych Kresach, przeważnie bezbronnych kobiet, dzieci i ludzi w podeszłym wieku. Już dziś można włączyć się w akcję zbierania podpisów…..”. Potem wiele osób, opuszczając świątynię wpisywało się na wydrukowane listy, a inni zainteresowani tą Inicjatywą, zabierali listy wraz ulotką informacyjną do swoich domów. Jeszcze więcej podpisów zdołaliśmy zebrać następnego dnia, po niedzielnej mszy świętej.
Akcja zbierania podpisów była kontynuowana przez cały tydzień, jak również w niedzielę 27 stycznia w kościele św. Anny na Dennistoun w Glasgow, gdzie pomocy udzielił nam proboszcz polskiej parafii ks. Wojciech Stachyra SChr oraz wikary ks. Roman Kossakowski SChr. Tego samego dnia w godzinach popołudniowych zbieraliśmy jeszcze podpisy w kościele św. Piotra Apostoła na Particku, także objętego opieką duszpasterską OO. Chrystusowców.
Owocem  naszej pracy na rzecz upamiętnienia męczeństwa Kresowian jest osiem pełnych, zebranych list i dziesiątki kolejnych, które zostały zabrane do prywatnych domów. Wiele osób zadeklarowało osobiste przesłanie list do Warszawy, na adres zamieszczony w ulotce informacyjnej. Akcja zbierania podpisów w ojczyźnie Williama Wallacesa, bohatera walk o wolność Szkotów (Braveheart), wciąż trwa bowiem czas mamy do końca lutego. Inną wymierną korzyścią całej akcji, jest rosnące zainteresowanie losem polskich rodzin na Kresach, wśród wielu przypadkowych, przeważnie młodych ludzi. Kiedy z nimi rozmawiam przekonuje się, że na temat wołyńskiej rzezi nieco wiedzą, ale zarazem brak im często rzetelnej wiedzy na temat, często nie znają też podstawowych faktów. Już teraz zatem pragniemy gorąco podziękować wszystkim, którzy zaangażowali się w tą, tak szczytną Inicjatywę, a szczególnie polskim kapłanom z Glasgow.
Z poważaniem
Sławomir Tomasz Roch

27.01.2013 r. Glasgow Scotland

ZBIERAMY PODPISY POD PROJEKTEM USTAWY „DNIA PAMIĘCI MĘCZEŃSTWA KRESOWIAN”

Komitet Inicjatywy Ustawodawczej projektu ustawy w sprawie ustanowienia dnia 11 lipca „Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian” rozpoczął oficjalną akcję zbierania podpisów pod w/w projektem. W związku z napływającymi zapytaniami w tej sprawie informujemy, że każdy może zbierać  podpisy

– jeżeli  wśród rodziny i znajomych to wystarczy pobrać  „druk wykaz podpisów” (znajduje się wmenu http://11lipca1943.wolyn.org/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id

=33&Itemid=

101 )  i po zebraniu podpisów przesłać je poczta na adres:

 Bartexpo – Wydawca KSI   02-670 Warszawa,  ul. Puławska 240 lok 60 z dopiskiem „Inicjatywa”

– jeżeli będzie to robić w miejscach publicznych to oprócz pobrania  w/w „druku” powinien pobrać również projekt ustawy ( znajduje się na górnej belce zaraz za Startem) ). Zgodnie z przepisami taki projekt powinien posiadać każdy zbierający podpisy by podpisujący wiedzieli co popierają.  Oprócz tego do pełnomocnika „Komitetu” ( Andrzej Łukawski 501 153 340 , info@kresy.info.pl )   warto przesłać  dane :  kto w jakim mieście będzie zbierał podpisy, numer telefonu kontaktowego ,  to zostanie opublikowane na stronie : http://11lipca1943.wolyn.org/index.php?option=com_content&view=categories&id=26&Itemid=107 w nenu „ Gdzie i kto zbiera podpisy”

 Zapytania i informacje kierować na adres :  redakcjaksi@kresy.info.pl lub tel : 607 144741

 

System społeczny i gospodarczy Polski wyniszcza psychicznie i fizycznie Polaków. Pogrążeni w ubóstwie Polacy są traktowani przez rządzących jak śmieci. W konsekwencji systemu obywatele są nieaktywni społecznie i politycznie. Bieda w Polsce została sztucznie wywołana i jest sztucznie utrzymywana by przytłoczeni ciężkim życiem Polacy zgadzali się na zniewolenie.

System ten wspierają wszystkie partie polityczne: PO, Palikot, SLD i PiS. Polacy poddawani ciągłemu niezaspokojeniu potrzeb popadają w syndrom wyuczonej bezradności. Syndrom ten objawia się nie możnością podjęcia działań niezbędnych dla poprawy swojego bytu, nawet gdy nadarza się ku temu okazja.

 

Obecny system został stworzony przez komunistów za pośrednictwem lojalnych wobec nich osób pełniących obowiązki opozycjonistów. Polska pozostała kolonią. W czasach PRL była kolonią ZSRR, dziś jest kolonią zachodnich korporacji. Wszystkie władze, konsekwentnie od dwudziestu lat niszczą polską przedsiębiorczość: zwalniając zachodnie koncerny z podatków które płaca polscy przedsiębiorcy, nakładając cła na surowce niezbędne dla polskiej produkcji tak by importowane z zagranicy towary były tańsze od produkowanych w Polsce.

 

III RP zamieszkuje 38.511.800 osób, w tym: 7.202.300 niepełnoletnich, 24.797.400 w wieku produkcyjnym, i 6.512.100 emerytów. Większość Polaków żyje w nędzy. Praca na cały etat daje zarobek niewystarczający na wegetacje. Przemęczeni i źle odżywiający się Polacy o wiele częściej cierpią na wszelkie choroby, najlepszym tego dowodem jest liczba osób z orzeczoną niepełnosprawnością licząca 4.687.500 czyli ponad 12% ludności Polski. Warto przy tym pamiętać że rzeczywista liczba niepełnosprawnych jest zdecydowanie większa.

 

Spośród 25.000.000 podatników tylko 3% należy do klasy średniej – zarabiając od 3.000 do 5.180 złotych netto (po opłaceniu wszelkich podatków od pensji). 96% Polaków zarabia poniżej 3.000 złotych netto. Oficjalnie średnia płaca wynosi 3633 zł brutto czyli 2688 złotych netto. Średniej płacy nie osiąga 65% pracowników. W rzeczywistości najczęściej Polacy zarabiają 1474 złotych netto, niewiele więcej niż płaca minimalna wynosząca 1386 złotych brutto czyli 1025 złotych netto. Wśród pracowników średnich i dużych firm płace minimalną otrzymuje 34% zatrudnionych. W sumie za płacę minimalną pracuje 10% zatrudnionych czyli około 1.600.000 osób. Dodatkowo wysokość płac systematycznie spada.

 

Prawie 1.500.000 Polaków jest zatrudnionych na umowach o dzieło i zlecenie. Taka forma zatrudnienia jest codziennością dla 60% młodych Polaków. 66% z 2.900.000 właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw osiąga dochody w wysokości minimum socjalnego. Tylko 1/3 z większości polskich przedsiębiorców może zaliczyć się do klasy średniej. Tylko 1% czyli 250.000 z 25 milionów podatników zarabia powyżej 5.000 złotych miesięcznie, z tego tylko 50.000 zarabia powyżej 20.000 złotych na miesiąc. 18% Polaków zarabia połowę minimum socjalnego.

 

Dziś w Polsce nawet posiadanie pracy nie zapewnia dochodów pozwalających przynajmniej na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Problem ten dotyka 2.100.000 osób mających pracę na cały etat. W sumie 32% Polaków ma niezaspokojone podstawowe potrzeby życiowe. Powszechna bieda owocuje patologiami społecznymi, rozpadem więzi społecznych. Bieda powoduje że Polacy rezygnują z posiadania dzieci. Dzietność w Polsce wynosi 1,38, kiedy prosta zastępowalność pokoleń wymaga 2,1. Lepsze warunki życia na emigracji prowadzą do większej dzietności Polek.

 

Problem bezrobocia jest jednym z najpoważniejszych problemów III RP. Brak pracy oznacza brak środków na życie, niedożywienie. Nieopłacone czynsze, eksmisje, bezdomność. Państwowe służby zatrudnienia nie znajdują bezrobotnym pracy, i bez jakiejkolwiek szkody mogły by zostać zlikwidowane. W listopadzie 2012 13% osób w wieku produkcyjnym czyli około 2 milionów Polaków zarejestrowanych jako bezrobotni. 84% z nich czyli 1.720.000 osób nie ma prawa do zasiłku. Dodatkowo 1.500.000 bezrobotnych nie było zarejestrowanych. Przed bezrobociem nie chroni wyższe wykształcenie, wśród bezrobotnych 250.000 osób ukończyło szkoły wyższe. 1/3 absolwentów szkół wyższych nie może znaleźć pracy. Szukanie pracy jest praca jest równie pracochłonne jak praca na cały etat, zmarnowany czas nie przynosi zazwyczaj żadnych efektów.

 

Polacy prócz nędznych pensji, pracują dużo dłużej niż obywatele innych krajów Unii Europejskiej. Brak wypoczynku jest powodem wielu chorób. 31% Polaków pracuje 7 dni w tygodniu. 62% Polaków pracuje więcej niż 5 dni w tygodniu. 55% pracowników pracuje dłużej niż 8 godzin dziennie, z tego 66% pracowników w wieku produkcyjnym. Polacy średnio przepracowują rocznie 2.015 godzin, pracownicy w Unii Europejskiej 1652 godziny, daje to 3 miejsce na świecie.

 

Ubóstwo jest powodem cierpień 25% polskich dzieci – 1.800.000 dziewcząt i chłopców. W populacji ubogich dzieci stanowią 34%. Problemem jest też jakość edukacji. W mniejszych miejscowościach matury zdaje 65% uczniów, w większych 81%. Powszechna praktyką jest dyskryminowanie w szkołach dzieci z powodu ubóstwa. Nauczyciele wymuszają zakup bardzo drogich podręczników. Ich brak uniemożliwia naukę. Zabronione jest posiadanie skserowanych podręczników. Tylko 50% studentów korzysta z bezpłatnych studiów, zazwyczaj są to przedstawiciele najlepiej sytuowanych rodzin w Polsce.

 

Bieda powoduje też niedożywienie Polaków. 30% Polaków nie stać regularnie jedzenie mięsa, warzyw i owoców. W 80% za zły stan zdrowia Polaków odpowiadają czynniki zewnętrzne. Polacy żyją kilka lat krócej niż obywatele krajów Unii Europejskiej. Ludzie pogrążeni w biedzie są bardziej podatni na uzależnienia. 1/3 samobójstw popełniana jest z biedy.

 

Państwo realnie nie pomaga ubogim. Pomimo że 13.000.000 czyli 32% Polaków żyje w ubóstwie to tylko 1.600.000 otrzymuje jakaś pomoc. Zasiłek okresowy z pomocy społecznej wynosi 351 złotych na osobę. By zyskać pomoc społeczną dochód na osobę w rodzinie musi być niższy niż 413 złotych. Nawet po spełnieniu kryterium finansowego pomoc nie jest przyznawana z braki środków.

 

Wynikiem biedy jest ogromne zadłużenie Polaków. 33% gospodarstw domowych jest zadłużonych. 50% polskich rodzin by przetrwać musi nieustannie pożyczać na życie. Brak pieniędzy powoduje ze 10% polskich rodzin nie płaci czynszu, 33% ma zaległości w płaceniu czynszu. Polskich rodzin nie stać ani na mieszkania ani na życie. Problemy dotykają tez tych gospodarstw w których nie ma żadnych problemów, a oboje małżonkowie pracują na etacie. Problem pogłębia nieustanny wzrost cen. Owocuje to tym że 65% polskich rodzin nie ma oszczędności.

 

Kolejnym problemem są fatalne warunki mieszkaniowe Polaków. 20% Polaków żyje w ruinach sprzed II wojny światowej. 50% w mieszkaniach przeludnionych, ponad połowa młodych Polaków mieszka z rodzicami. 20% polskich rodzin nie ma w domu wanny ani prysznica, 46% polskich rodzin nie ma dostępu do ciepłej wody. Dostępu do wodociągu nie ma prawie 5% Polskich rodzin, ubikacji 12%, 22% ogrzewania. W Polsce brakuje mieszkań dla 2.000.000 rodzin. Osoby ubogie większość swoich dochodów wydają na mieszkania, utrata pracy powoduje więc bezdomność. Kredyty mieszkaniowe realnie są dostępne dla 10% Polaków. Lokale socjalne do których trafiają eksmitowane polskie rodziny są często norami bez ubikacji.

 

Bieda zmusiła już ponad 2.500.000 Polaków do emigracji. Część z nich nie znalazła jednak szczęścia na obczyźnie. Podobnie jak w Polsce, tak i w krajach Unii Europejskiej polscy pracownicy kończą jako darmowa siła robocza.

 

Jan Bodakowski

O tym nie usłyszysz w głównych wydaniach wiadomości, choć sprawa dotyczy zdrowia i życia wszystkich. W Polsce po cichu prywatyzuje się sieci wodociągowe. Co gorsza, na rynek wchodzą firmy z terrorystycznego i rasistowskiego prywatnego państwa króla syjonistów, Rotszylda – Izraela.

Syjoniści ze swoją psychopatyczną ideologią dominacji światowej tzw. Nw World Order (NWO) i działaniem świetnie wyartykułowanym w „Protokołach Mędrców Syjonu”, robią wszystko by zrealizować idę światowego „Izraela”, można się obawiać, że może tu chodzić po prostu o kolejne zniewolenie nas i ewentualnie wytrucie. Nikt mi nie wmówi, że firmy zajmujące się wodociągami nie mają powiązań z Mossadem. Prywatyzacja grozi w pierwszym rzędzie zatrucie wody fluorem, co o oprzynajmniej 10 jednostek zmniejsza iloraz inteligencji, nie mówiąc o innych szkodach na zdrowiu. Pozwoli też na niebotyczne podniesienie opłat za wodę, co z kolei obniży poziom higieny i będzie przyczynkiem do epidemii.

(…) podobno wszedl juz projekt, pozwalajacy na fluoryzacje wody pitnej. Mowa o tej wodzie, ktora leci z kranow, od miejskich zakladow wodociagowych. Mowi sie na swiecie o zagrozeniu zdrowia. Zwiazki fluoru byly dodawane do wody pitnej wiezniom w obozach koncentracyjnych podczas II wojny swiatowej. Kto, za czyja zgoda, podjal tak tragiczna dla Polski decyzje, by fluoryzowac wode pitna??? Wg Norwegii to lamanie konstytucji, naruszenie praw obywateli. Woda jest naturalnym bogactwem ziemii, bez ktorego nie mozemy sie obejsc. Czemu ma sluzyc taka przymusowa masowa medykacja? „Fluoryzacja endogenna”.

http://forum.gazeta.pl/forum/w,30,123560591,123560591,Fluoryzacja_wody_pitnej

_w_PL.html?v=2
Sprywatyzowanie sieci wodociągowych zamknie na dobre usta oponentom. Oczywiście, jest to kolejna forma zniewolenia – w wolnym społeczeństwie usługi mające służyć ogółowi społeczeństwa nie mogą stać się własnością jakichkolwiek grup ludzi, szczególnie z krajów rasistowskiego terroru takich jak Izrael. Jednak mówi się o tym już otwarcie:

„- Prywatyzacja miejskich przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych jest w Polsce nieuchronna. Samorządy mają dzięki temu dodatkowe środki na innego rodzaju inwestycje- twierdzi Michael Reiss, prezes spółki Eko-Wark z izraelskiej grupy Tahal, która właśnie weszła na polski rynek. Grupa Tahal/Eko-Wark otwarła właśnie swoją siedzibę w Warszawie Zamierza wziąć udział w Projekcie Odra, który ma strategiczne znaczenie dla regionu Europy Środkowej, budżet na poziomie 1,5 mld zł i jest współfinansowany przez rząd Polski i Niemiec. Jest też zainteresowana prywatyzacjami miejskich zakładów wodnych i kanalizacyjnych. Firma uważa , że prywatyzacja miejskich przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych jest w Polsce nieuchronna. Na całym świecie funkcjonuje to już w ten sposób, samorządy mają dzięki temu dodatkowe środki na innego rodzaju inwestycje. Przetłumaczywszy to na język polski oznacza to, że izraelska firma zamierza wykupić zakłady wodne i kanalizacyjne samorządów, które są w kłopotach finansowych. A biorąc pod uwagę fatalną politykę naszego nie-rządu, nie ma samorządu, który by nie był w kłopotach finansowych. Oczywiście po wykupieniu miejskich przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych, będą mogli narzucić własną, monopolistyczną cenę za wodę. Moga też jej odmówić, jak to czynią na okupowanych przez siebie terenach wobec nieszczęsnych Palestyńczyków.”

http://www.fronda.pl/forum/izrael-przejmie-nasze-wodociagi,33903.html
Nie można mieć wątpliwości, że prywatyzacja sieci wodociągowych jest częścią depopulacji, planu wprowadzanego pod nazwą Agenda21 – tzw. zrównoważonego rozwoju”, który perfidnie określono jako „plan ratowania Ziemi” (ciekawe przed kim, pewnie przed gojami). W podpisanej przez 196 krajów ONZ umowie, którą zawarto w 1992 roku podczas konferencji w Rio de Janeiro, zawarto szczegółowe wskazówki jak zniewalać i niszczyć narody pod hasłem ekologii. Np. mapa planowanego rozkładu ludności, zakłada wyludnienie 50% prowincji, ktora ma się stać „terenem dzikim”, niedostępnym dla człowieka (http://www.northcountryfarmer.com/?p=245). Podobnie ma być w innych krajach, z Polską włącznie.
Aby jednak tego dokonać, należy zniszczyć wszystko co jest niezależne, czy też kontrolowane przez społeczeństwo, jak własność państwowa. Dlatego też prywatyzuje się przemysł, służbę zdrowia, dostawę elektryczmości, sieci wodociągowe, itd. Ostatecznym właścicielem jest imperium Rotszyldów, które podstawia swoich pajaców jako rzekomych przemysłowców. Nie dajmy się zwieść, że właścicielem hut w Polsce jest jakiś Hindus – Mittel, czy też że handlem beznyzną zajmują się „korporacje”. Są to tylko okruchy wielkiego światowego imperium mafijnego.

Dowodem na to, że prywatyzacja wodociągów jest częścią wielkiego planu jest to, że dotyczy to wszystkich miast, ze stolicą włącznie. Posłowie PiS zwrócili się do Hanny Gronkiwiecz – Waltz z apelem  ujawnienie kulis planowanej prywatyzacji Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji S.A. – monopolisty w zaopatrzeniu w wodę i odprowadzaniu ścieków, jednak wielkie media o tym niewiele mówią, choć zagrożenie jest bardzo poważne.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/31352-znow-skandaliczna-prywatyzacja-warszawscy-poslowie-pis-chca-od-prezydent-miasta-jasnej-deklaracji-ws-miejskich-wodociagow
Czym może grozić prywatyzacja sieci wodociągowych przedstawia poniższy przykład. Niektórzy zarządcy, jak w Łowiczu, jeszcze zanim sieci kanalizacyjne zostały sprywatyzowane, zachowują się jak ich właściciele, dokonując czynności mogących zagrozić życiu mieszkańców bez żadnej konsultacji ze społeczeństwem. W Łowiczu znalazły się osoby, które jawnie protestują i wysyłają zawiadomienia do prokuratury. Śmiem wątpić czy jest tak w innych miastach – operacje zatruwania nas mogą się więc toczyć bezkarnie, bez naszej wiedzy.
Czym to grozi? Stopniowym pogarszaniem się zdrowia – ludzie nie będą potrafili skojarzyć tego z zatrutą wodą.

========================================

Maria Bejda, Teresa Wojda
Stowarzyszenie Regionalne Wsi Urzecze Łowiczanie
Inicjatywa Obywatelska Dorzecza Bzury i Słudwi
OBYWATELSKI RUCH OPORU
Łowicz, Os. Kostka12/9
lowobywatel@gmail.com
lowobywatel2@gmail.com

Łowicz, 16.01.2013r.

Prokurator Generalny
Andrzej Seremet

Prokuratura Okręgowa w Łodzi
Krzysztof Bukowiecki – Prokurator Okręgowy

Prokuratura Rejonowa w Łowiczu
Magdalena Bursa – Prokurator Rejonowy

Zawiadomienie

o możliwości popełnienia przestępstwa przez zorganizowaną grupę:

Krzysztofa Kalińskiego, Burmistrza Miasta Łowicza
Joannę Mika, dyrektorkę Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej
Zofię Rżewską, dyrektorkę Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Łowiczu
Janusza Michalaka, dyrektora Zakładu Usług Komunalnych w Łowiczu
Kierownika Stacji Uzdatniania Wody, (nazwisko nieznane, brak danych w mediach)
Tadeusza Krężelewskiego, prezesa Europejskiego Centrum Ekologicznego KREVOX Sp. z o.o, http://www.krevox.com/pl/krevox przeciwko bezpieczeństwu powszechnemu z art. 163 k.k.
Art. 163. § 1. Kto sprowadza zdarzenie, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mające postać:
1) pożaru,
2) zawalenia się budowli, zalewu albo obsunięcia się ziemi, skał lub śniegu,
3)eksplozji materiałów wybuchowych lub łatwo palnych albo innego gwałtownego wyzwolenia energii, rozprzestrzeniania się substancji trujących, duszących lub parzących,
4) gwałtownego wyzwolenia energii jądrowej lub wyzwolenia promieniowania jonizującego
podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

§ 2. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

§ 4. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 2 jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

art. 181.§ 1.
“ Kto zanieczyszcza wodę, powietrze lub powierzchnię ziemi substancją albo promieniowaniem jonizującym w takiej ilości lub w takiej postaci, że może to zagrozić życiu lub zdrowiu człowieka lub spowodować istotne obniżenie jakości wody, powietrza lub powierzchni ziemi lub zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”

art. 27. k.k.
§2. Eksperyment jest niedopuszczalny bez zgody uczestnika, na którym jest przeprowadzany, należycie poinformowanego o spodziewanych korzyściach i grożących mu ujemnych skutkach oraz prawdopodobieństwie ich powstania, jak również o możliwości odstąpienia od udziału w eksperymencie na każdym jego etapie.

Art. 39. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej mówi zaś:
Nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody.

Art. 68. Konstytucji RP:
§1. Każdy ma prawo do ochrony zdrowia. http://kodeks-karny.wieszjak.pl/wylaczenie-odpowiedzialnosci-karnej/211705,Eksperyment-w-kodeksie-karnym-art-27.html

polegającego na dokonywanym zamachu na życie i zdrowie oraz mienie mieszkańców Łowicza.
Czyn ten jest działaniem ciągłym i wciąż trwającym na szkodę 29 tysięcy mieszkańców Łowicza jak też na szkodę indywidualną każdego mieszkańca tego miasta poprzez spowodowanie odniżenia jakości wody pitnej aż do takiego stopnia, że nie nadaje się ona do spożycia i mycia.
Jest to równocześnie zamach na mienie wspólne mieszkańców Łowicza jakim jest Stacja Uzdatniania Wody i sieć wodociągowa, zbudowana wysiłkiem finansowym wielu pokoleń mieszkańców Łowicza a także na mienie indywidualne poszczególnych mieszkańców jak np. wymuszenie zapłaty za zatrutą wodę a przy tym podwyższonej stawce za zużytą wodę, konieczność zakupu wody w sklepach jak też instalowania filtrów, wymiany uszczelek itp.

Inwestycja pod nazwą „Przebudowa istniejących komunalnych ujęć wody, rozbudowa i przebudowa obiektów stacji uzdatniania wody i budowa akredytowanego laboratorium w Łowiczu przy ul. Blich” jest inwestycją wymuszoną i nieuzasadnioną, gdyż w celu poprawy jakości wody najpierw powinna nastąpić wymiana sieci wodociągowej w całym mieście, co potwierdza naczelnik Wydzialu Urzędu Miejskiego w Łowiczu, P. Gawroński:
http://www.wodkaneko.pl/wiadomosci-i-komunikaty/nowy-suw-w-lowiczu-czystsza-woda-wiecej-kamienia–52252-10,
http://lowicz.naszemiasto.pl/artykul/galeria/1193407,oddano-stacje-uzdatniania-wody-czy-warto-bylo-wydac-17,id,t.html,
http://bip.lowicz.eu/docs/zakres_prac_objetych_proj6.pdf
http://www.lowicz.eu/serwis/index.php?id=1322

Realizując w/w zadania osiągnięto zakładane cele Projektu tj.:
zabezpieczenie dostatecznej ilość wody dla miasta – odwiert nowej studni dolnokredowej III i rekonstrukcja dolnokredowej studni L-I zwiększy łączną  wydajność eksploatacyjną ujęcia wody;

zapewnienie jakości wody zgodnej z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia poprzez wprowadzenie nowoczesnej technologii uzdatniania oraz pozyskiwanie wody z ujęć  cechujących się wodą o lepszych parametrach fizyko – chemicznych;
umożliwienie kompleksowej kontroli procesów technologicznych w stacji uzdatniania wody i oczyszczalni ścieków dzięki utworzeniu nowoczesnego laboratorium, zaspokoi  potrzeby mieszkańców na wodę, zarówno w aspekcie ilościowym, jak i jakościowym,  co polepszy standard życia na terenie miasta, poprawi stan zdrowia mieszkańców, szczególnie w zakresie chorób gastrycznych;
poprawienie warunków prowadzenia działalności gospodarczej oraz zwiększenie  atrakcyjność terenów przeznaczonych pod inwestycje;
zmniejszenie kosztów eksploatacji poprzez spadek awaryjności i zmniejszenie zużycia energii; usprawnienie zasilania energetycznego stacji uzdatniania wody co pozwoli zapewnić ciągłość ruchu Stacji Uzdatniania Wody
Całkowita wartość realizacji projektu 20 761 947,77
Dotacja rozwojowa EFRR 17 647 655,60

http://bip.lowicz.eu/docs/zakres_prac_objetych_proj6.pdf
Wbrew powyższej informacji zawartej na BIP Łowicz, założone cele tej inwestycji  nie zostały osiągnięte, ponieważ jakość wody uległa znacznemu pogorszeniu, co jest ewidentnym dowodem na niegospodarność, marnotrawstwo publicznych pieniędzy dla osiągnięcia korzyści finansowych dla wąskiej grupy osób w tym głównie firmy KREVOX Sp. z o.o., która praktycznie przejęła wodociąg miejski w Łowiczu bez zgody i wiedzy mieszkańców.
Krevox oferuje finansowanie projektów inwestycyjnych w zakresie budowy lub modernizacji stacji uzdatniania wody. Proponujemy 2 podstawowe warianty finansowania: całkowite przejęcie budowy/modernizacji w zamian za długoterminowy kontrakt na eksploatację stacji lub inwestycję Krevox w spółkę z Gminą, eksploatującą SUW. Pierwszy wariant umożliwia realizację inwestycji bez żadnego udziału finansowego Gminy, w drugim wariancie Krevox dostarcza spółce komunalnej kapitału niezbędnego na wkład własny do realizacji inwestycji, opartej na dotacjach i/lub pożyczkach preferencyjnych.
Finansowanie projektów przez Krevox umożliwia samorządom przeznaczenie środków na inne cele na rzecz mieszkańców, a także wykorzystanie przyznanej dotacji przy braku środków na wkład własny. Jest ono szczególnie atrakcyjne dla tych gmin, które osiągnęły lub zbliżają się do ustawowego limitu zadłużenia.
http://www.krevox.com/pl/finansowanie

Potraktowanie T. Wojda jak intruza i wyrzucenie jej siłą z budynku Stacji Uzdatniania Wody w czerwcu ub.roku nasuwa podejrzenie, że kierowniczka tej placówki ma coś do ukrycia przed społeczeństwem. http://www.youtube.com/watch?v=–XWDy0QFG4
Można przypuszczać, że tak droga inwestycja ograniczyła się jedynie do przebudowy budynku laboratorium, co wymaga wnikliwego zbadania przez organa ścigania.

Wymienione na wstępie osoby to grupa odpowiedzialna za jakość wody a bagatelizująca fakt skażenia wody pitnej w wodociągu miejskim w Łowiczu. Osoby te zapewniają, że woda jest bardzo dobrej jakości i nadaje się do spożycia.
Dyrektor Powiatowej Stacji SANEPID twierdzi: cytat: “Stała kontrola parametrów wody, którą wykonujemy pozwala mi powiedzieć, że jest ona bardzo dobrej jakości.” http://www.lowiczanin.info/opinie/komentarze/-Zofia-Rzewska–dyrektor-Powiatowej-Stacji-Sanitarno-Epidemiologicznej
Burmistrz Miasta Łowicza Krzysztof Kaliński w piśmie z 26.06.2012r. skierowanym do nas w odpowiedzi na skargę 30 mieszkańców Łowicza potwierdza zastosowanie preparatu SeaQest w “celu zapobiegania wtórnemu zakażeniu wody(..) Woda z miejskiego wodociągu dostarczana do gospodarstw domowych spełnia wymogi czystości zarówno pod kątem biologicznym jak i chemicznym”. Dalej jednak sam sobie zaprzecza: “Sytuacja jest uciążliwa ze względu na odczucia wizualne konsumentów. Zaistniały stan rzeczy ma przejściowy charakter a jakość wody ulegnie w najbliższym czasie zdecydowanej poprawie”.W załączeniu cytowane pismo.

Na żywym organizmie miasta Łowicza dokonano eksperymentu z :

toksycznym środkiem chemicznym “SeaQest”, na który jest zaledwie atest kliniczny do konserwacji rur, w celu oczyszczenia rur wodociągowych w Łowiczu zamiast ich wymiany na nowe. http://lowicz.naszemiasto.pl/artykul/1402475,lowiczanie-skarza-sie-na-brudna-wode-zuk-chce-czyscic-siec,id,t.htmlhttp://lowicz.naszemiasto.pl/artykul/1413801,lowiczanie-skarza-sie-na-brudna-wode-w-kranach-do-sieci,id,t.html?kategoria=660#829e333fdcff0cd8,1,3,60
ze skorupiakami : ośliczka i studniczek, w celu oczyszczania rur, rzekomo zamiast SeaQestu. http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=KfqUy38Y99I
“Podejrzewamy, że skorupiak może się namnażać z powodu opartego na fosforanach środka oczyszczającego wodę o nawie SeaQuest, którego zaprzestaliśmy na razie stosować, a w jego miejsce ponownie chlorujemy wodę – informuje Janusz Michalak.” http://lowicz.naszemiasto.pl/artykul/galeria/1686375,wygladaja-ohydnie-ale-nie-sa-grozne,id,t.
intensywnym chlorowaniu pod pretekstem zwalczania pojawienia się skorupiaków.
“Nasza reakcja była natychmiastowa, wystąpiliśmy o opinię Wydziału Inżynierii Środowiska, Politechniki Warszawskiej i zachlorowaliśmy wodociąg – mówi Dutkiewicz – Na podstawie tej opinii wiemy, z czym mamy do czynienia i wiemy, że ośliczka nie stanowi zagrożenia dla ludzkiego życia.” http://www.lowiczanin.info/rozmaitosci/wydarzenia/-Robale-w-miejskim-wodociagu/
innymi nie ujawnionymi opinii publicznej dodatkami do wody jak np. fluor, lit itp. http://idb.nowyekran.pl/post/63324,wspolczesna-medycyna-dr-jerzy-jaskowski-cz-i  http://www.instalacjebudowlane.pl/4032-25-1195-szkodliwe-substancje-w-wodzie-czyli-co-pijemy.html
Ten karygodny eksperyment jest prowadzony bez żadnego uprzedzenia, bez zgody mieszkańców a nade wszystko bez zapewnienia dostępu do zdrowej, czystej i smacznej wody pitnej, wolnej od dodatków chloru, fluoru, litu, pierwiastków radioaktywnych, azotanów, dioksyn. http://halat.pl/szmaragdowa_ksiazeczka_WODA_DLA_CIEBIE.html

Domagamy się:

skutecznego i natychmiastowego zastopowania tego procederu poprzez odsunięcie wszystkich osób związanych z tą sprawą
przeprowadzenia skrupulatnego śledztwa łącznie z wnikliwą kontrolą tej bardzo kosztownej (w znacznym stopniu ze środków unijnych) przebudowy ujęcia wodnego
wyciągnięcia konsekwencji karnych w stosunku do winnych zaistniałej sytuacji
przejęcia kontroli nad stacją uzdatniania wody i wodociągiem miejskim w Łowiczu
zmuszenie władz Łowicza do wykonania przepłukania pod wysokim ciśnieniem rur wodociągowych, tak jak to robi się regularnie np. w Niemczech
wstrzymanie pobierania opłat za wodę do czasu przywrócenia wody do stanu przydatności do spożycia.
wnioskowanie o ogłoszenie stanu zagrożenia katastrofą w Łowiczu w związku z zatruciem wody pitnej jak też trwającej budowy bazy hydroszczelinowania wraz z
wiertnią na osiedlu Bratkowice w Łowiczu
rzetelne informowanie społeczeństwa na bieżąco o podejmowanych działaniach w mediach lokalnych jak też i centralnych
pomoc prawna dla pokrzywdzonych mieszkańców w celu dochodzenia roszczeń.
Sytuacja jest wyjątkowa i wymaga wyjątkowych, niespektakularnych działań dla ratowania zdrowia i życia mieszkańców Łowicza.
Nikt nie prowadzi ewidencji ofiar zatrutej wody, ani nie bada przyczyn tak licznych nagłych zgonów mieszkańców Łowicza ale faktem jest, że wszyscy mieszkańcy skarzą się na wiele dolegliwości, co wyraźnie wskazuje na zatrucie skażoną wodą.

W świetle powyższego mamy prawo oczekiwać, że tym razem Prokuratura nie zlekceważy naszego wniosku wypracowanego w imię dobra społecznego, w ramach naszej społecznej działalności w obywatelskim ruchu oporu przeciw zagrożeniom.

Maria Bejda, Teresa Wojda
Inicjatywa Obywatelska Dorzecza Bzury i Słudwi
OBYWATELSKI RUCH OPORU

ZA: http://www.monitor-polski.pl/chca-nas-wytruc-woda-z-kanalizacji/

Cardinal Józef Glemp, head of the Catholic Church in Poland between 1981-2009, died on Wednesday at 83. He had suffered from lung cancer and died in hospital. Glemp was born in 1929 and became a priest in 1956.

He headed the church in the 1980s, when martial law was declared in Poland in reaction to popular protests, leading up to the collapse of communist rule.

Glemp retired in 2009, but was still considered a leading figure in the church after his retirement.

Glemp’s controversial remarks about Jews have caused Harvard law professor Alan Dershowitz to call him an anti-Semite, for statements he made, including that Jews were “plying [Polish] peasants with alcohol” and “spreading communism,” and that they “control the mass-media in many countries.”

According to Dershowitz, Glemp “was forced to apologize” as the result of Dershowitz’s lawsuit against him.

Professor Joanna B. Michlic wrote that Glemp, among others, made ” many overt and covert references to Jews as the harmful other in Poland.”

Adam Michnik and David Ost determined that “By 1984, when Primate Glemp wrote and signed a new edition of Roman Dmowski’s 1927 pamphlet, Church, Nation, and State, one could not longer have any doubts regarding Glemp’s political sympathies: they lay with Dmowski’s Endecja political tendency, the major nationalist party in the interwar period known for its illiberal and authoritarian politics, support for a strong leader, advocacy of Catholicism as a state religion, and violent anti-Semitism.”

Historian Robert S. Wistrich also referred to Glemp’s relationship to Dmowski and attitudes towards Jews, writing that Glemp “warned Jews not to ‘talk to us from the position of a people raised above all’. The Cardinal, Poland’s leading Churchman, seemed to be presenting anti-Semitism as a legitimate self-defense against Jewish ‘anti-polonism.’ Deploring the attacks of ‘world Jewry’ on the poor nuns at Auschwitz, he admonished Jewish leaders in terms that seemed to echo the words of the pre-war National Democracy (Endecja) movement leader Roman Dmowski (one of Glemp’s heroes): ‘Your power lies in the mass media that are easily at your disposal in many countries. Let them not serve to spread anti-Polish feeling.’”

According to robert d. Mcfadden, writing in the New York Times in 1991, Glemp has “said he recognized that his widely publicized homily might have caused pain among Jews, and he expressed regret.”

Tlumaczone robotem

Kardynał Glemp

Kardynał Józef Glemp, głowa Kościoła katolickiego w Polsce w latach 1981-2009, zmarł w środę w wieku 83 lat. Poniósł z powodu raka płuc i zmarł w szpitalu.

Glemp urodził się w 1929 i został księdzem w 1956 roku. Ruszył kościół w 1980 roku, gdy został ogłoszony stan wojenny w Polsce w reakcji na popularnych protestów, które doprowadziło do upadku komunizmu.

Glemp przeszedł na emeryturę w 2009 roku, ale nadal było uważane czołową postacią w Kościele po jego przejściu na emeryturę.

Kontrowersyjne uwagi Glempa na temat Żydów spowodowały Harvard profesor prawa Alan Dershowitz nazywać go antysemitą, dla instrukcji zrobił, w tym, że Żydzi “kursujące [polska] chłopów z alkoholem” i “komunizm rozprzestrzeniania”, i że “kontrola mass-media w wielu krajach. ”

Według Dershowitz, Glemp “zmuszony był przeprosić” w wyniku pozwu Dershowitz przeciwko nim.

Profesor Joanna B. Michlic napisał, że Glemp m.in. tworzył “wiele jawnych i ukrytych odniesień do Żydów jako szkodliwe inne w Polsce.”

Adam Michnik i David Ost ustalił, że “W 1984 roku, kiedy Prymas Glemp napisał i podpisał nową edycję 1927 broszurze Roman Dmowski, Kościół, naród i państwo, nie można było już żadnych wątpliwości co polityczne sympatie Glemp w: leżeli z Endecja Dmowskiego kierunek polityczny, główny partia nacjonalistyczna w okresie międzywojennym znanej nieliberalnych i autorytarna polityka, wsparcie silnego lidera, wspierania katolicyzmu jako religii państwowej, a gwałtowne antysemityzm “.

Historyk Robert S. Wistrich określane także relacji Glempa do Dmowskiego i postaw wobec Żydów, pisząc, że Glemp “ostrzegł Żydów nie do” rozmawiać z nami z pozycji ludzi poruszonych przede wszystkim “. Kardynał, wiodący Churchman Polski, wydawało się przedstawienie antysemityzm jako uzasadniony samoobrony przed żydowskiego “antypolonizm”. Ubolewając ataki “światowego żydostwa” na biednych mniszek w Auschwitz, upomniał przywódców żydowskich, które w całości Wydawało się echo słów przedwojennego Demokracji Narodowej (Endecja) ruch lider Roman Dmowski (jeden z bohaterów Glemp Europejskiej): “Twoja siła tkwi w mediach, które są łatwo do Państwa dyspozycji w wielu krajach. Niech nie przyczyniać się do rozprzestrzeniania antypolską uczucie. ”

Według Roberta d. Mcfadden, pisząc w The New York Times w 1991 roku, Glemp “powiedział, że uznaje się, że jego szeroko nagłośniony homilii mogło spowodować ból wśród Żydów, i wyraził ubolewanie z powodu”.According to Dershowitz, Glemp “was forced to apologize” as the result of Dershowitz’s lawsuit against him.

By: Jewish Press Staff

POLISH AMERICAN POLICE ASSOCIATION OF NEW JERSEY . Nowa polska organizacja serdecznie Panstwa zaprasza na swoj pierwszy bal w piatek 1 lutego w „ROYAL MANOR”.

 

Program uswietni wiele waznych osobistosci swiata polityki, szeryfowie powiatow Bergen i Passaic. Wcenie biletu $ 85 od osoby wykwintna kolacja i otwarty bar.
 Poprzyjmy policjantow polskiego pochodzenia.

http://www.papaofnj.org/
http://www.usfra.org/events/polish-american-police-association-of-new-jersey-1st-annual-gala#axzz2J3Zrp5Mb