Monthly Archives: Luty 2013

Obce ale też “nasze” Zdrowie ALARM: List otwarty do władz konstytucyjnych – zaprzestać działań na szkodę narodu MARZEC – FALA PROTESTÓW 2 i 20 STRAJK GENERALNY .PB: Bułgarzy się wykrzyczeli, a prezydęt już miał nową ekipę banksterskich lokajów: zespół ekspertów (ichnie geremki?) i pełnonocnicę z jewrounii… potrzeba pożyczki od żydo-MFW! Podobnie w Polin wymienią stryjka na kijka? Bułgarów próbują infiltrować  partyjniacy u żłobu.

Suszpy mogą zrobić balangę, merdia zwalą na ‘terrorystów’ narodowych, żeby ich wrobić, albo żeby przywództwo przejęły marionetki. Martwi mnie udzial Anonymousa = ‘zweryfikował się” w porzednich protestach, a teraz może wyprowdzic lud na manowce.

AS: Przypominam bunt kiboli pod hasłem Tusk ty matole twój żont obalą kibole. Bunt kiboli sterowany był za pośrednictwem żydo-GP i żydo-piso “niezależną” przez hasbarę PiS. Efekt znamy – obalony Tusk nadal ma się dobrze. A zapowiadany “żont ekspertów” w Bułgarii przypomina mi przejściowy żont ekspertów we Włoszech – gdzie premierem został etatowy bilderbergowiec, agent Komisji Trójstronnej Rockefellera i komisarz żydo-Unii Jewropejskiej Mario Montini.

PB: Mam nadzieję, że ‘kibole’ pozostali nieskorumpowani. Samoobronie zakatruplili Leppera, LPR przekabacili R. Giertycha, a kibicom uwięzili Starucha w lochach dintojrii. Zdaje się, że chcieli im podłożyć gen. Petelickiego. W innych grupach – niewiadomo, patrz np. komenty nt. Zawiszy.
………………………
[Patrz ALERTY I ALARMY w poprzednim wpisie]
……………….

    ALARM: Wielkie, pospolite ruszenie aby ocalić dobre jedzenie!

    Czy Unia Europejska czy Rząd RP niszczy polskie rolnictwo skazując Polaków na korporacyjne niewolnictwo?

    Podczas konferencji, która odbyła się w Austriackim Konsulacie Generalnym w Krakowie dowiedzieliśmy się, że w Austrii obowiązuje zakaz sprzedaży wszystkich nasion GMO oraz zakazy uprawy i importu poszczególnych GMO (kukurydza MON810, kukurydza T25, ziemniak Amflora, rzepak GT 73, kukurydza MON863, rzepak Ms8xRf3).
    W Polsce, po wielu latach obietnic, Rząd RP wprowadził “dziurawy” zakaz dwóch upraw GMO: kukurydzy MON810 i ziemniaka Amflora, ale NIE wprowadził zakazu sprzedaży materiału siewnego GMO.

    Austria ma swój program ochrony tradycyjnych nasion, bank rodzimych nasion szeroko dostępny dla rolników i efektywny program wspierania ekologicznego rolnictwa.
    W Polsce wprowadzono ograniczenia w dostępie do tradycyjnych nasion, a najwyższej jakości żywność jest kwalifikowana jako nielegalna.

    CZAS POWIEDZIEĆ DOSYĆ! Czas na odnowienie współpracy MIASTO-WIEŚ aby DOBRZE JEŚĆ I BYĆ WOLNYM.
    Dlatego cały marzec TRADYCYJNIE WYMIENIAJMY SIĘ NASIONAMI, a w kwietniu “Siejemy Przyszłość”. Zapraszamy Was do współpracy… a Wy zaproście innych. Niech to będzie wielkie, pospolite ruszenie, aby ocalić dobre jedzenie. Szczegóły.
    RAPORT Z KONFERENCJI w Austriackim Konsulacie
    WSPIERAJ DZIAŁANIA NA RZECZ POLSKI WOLNEJ OD GMO

    Serdecznie pozdrawiamy,  Jadwiga i Julian
    ==========================
    Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC
    34-146 Stryszów 156, Poland tel./fax +48 33 8797114 biuro@icppc.pl
    http://www.icppc.pl http://www.gmo.icppc.pl http://www.eko-cel.pl

    WEŹ UDZIAŁ W WARSZTATACH W EKOCENTRUM ICPPC http://www.eko-cel.pl
    ……………….
    ALERT: Powrót psychuszek – zmiany w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego

    

    Czy wiesz?
    ALARM: List otwarty do władz konstytucyjnych – zaprzestać działań na szkodę narodu
    AKCJA ANONYMOUS PRZECIW RZĄDOWI TUSKA “NIE OBCEJ INTERWENCJI” 2 marca fala protestów w Polsce
    Wielkie, pospolite ruszenie aby ocalić dobre jedzenie!
    Rolnicy zalewają pola trucizną, by pozbyć się super-chwastów Monsanto
    Ludobójstwo: Polska w czołówce scypiących swe dzieci!
    Dlaczego Polsce nie wolno przyjąć Euro, a przystąpienie do UE zaszkodziło Jej?
    Podatek katastralny EKONOMICZNĄ ZBRODNIĄ
    Zawiadomienie o zamachu 10 IV doręczone do Prezydenta, Rządu, Sejmu i Ministerstw
    Protest zachodniopomorskich rolników: dobiega końca najdłuższy i najbardziej ignorowany protest w Polsce
    Żont Polin w tajnym programie CIA więzienia i tortur
    USA: Wojsko i policja ćwiczą pacyfikacje ludności z wojskiem polskim
    Szach Mat dla Ludzkości
   Wszystkie wojny są banksterskie!

ZA. http://grypa666.wordpress.com/2013/02/25/alarm-list-otwarty-do-wladz-konstytucyjnych-zaprzestac-dzialan-na-szkode-narodu/

ROZWIAZAC targowice „OKRAGLY STOL” POLSKA MUSI BYC WOLNA od zarazy bakterii zmodyfikowanych.
Jako v-ce Coordynator RSP POMOST przekaze ten list Prezydentowi USA B. Obamie!! Victor A. Zolcinski

Przed południem Papież spotkał się z kardynałami. Do Sali Klementyńskiej w Watykanie przybyło 144 purpuratów oraz szefowie dykasterii Kurii Rzymskiej nie należący do Kolegium Kardynalskiego. Benedykt XVI raz jeszcze dziękował im za bliskość i radę, jakimi mu służyli przez osiem lat jego pontyfikatu.

Przypomniał, że przeżywali razem z nim chwile radosne, pełne światła, ale także mroczne. Zachęcił ich do modlitwy o Bożą pomoc, by Kolegium Kardynalskie wzrastało w głębokiej jedności, jako wyraz Kościoła Powszechnego.

„Chciałbym wam zostawić prostą myśl, która bardzo leży mi na sercu – mówił Papież. – Jest to myśl o Kościele, o jego tajemnicy, która stanowi dla nas wszystkich, możemy tak powiedzieć, rację i pasję życia. Pomogę sobie wyrażeniem Romano Guardiniego, napisaną właśnie w roku, w którym ojcowie Soboru Watykańskiego II przyjęli konstytucję Lumen Gentium. W swojej ostatniej książce – z osobistą dedykacją także dla mnie, zatem jej słowa są mi szczególnie drogie – Guardini stwierdza: Kościół «nie jest instytucją wymyśloną i skonstruowaną przy stoliku, ale rzeczywistością żywą. Żyje w ciągu czasu, rozwijając się, jak każda istota żywa, przekształcając się. Jednak jego natura pozostaje wciąż ta sama i jego sercem jest Chrystus». Doświadczyliśmy tego, jak sądzę, na placu św. Piotra: zobaczyć, że Kościół jest żywym ciałem, ożywianym przez Ducha Świętego i żyje rzeczywiście z mocy Bożej. Jest na świecie, ale nie ze świata: należy do Boga, Chrystusa, Ducha. Widzieliśmy to wczoraj. Dlatego prawdziwe jest też inne słynne wyrażenie Guardiniego: «Kościół rozbudza się w duszach». Kościół żyje, rośnie i rozwija się w duszach, które jak Maryja Panna przyjmują Słowo Boże i je poczynają z Ducha Świętego, oddają Bogu własne ciało i właśnie w swym ubóstwie i pokorze stają się zdolne rodzić Chrystusa dzisiaj w świecie. Przez Kościół tajemnica Wcielenia pozostaje obecna na zawsze, Chrystus nadal idzie przez czasy i wszystkie miejsca”.

Benedykt XVI zapewnił kardynałów, że nadal będzie blisko nich w modlitwie, zwłaszcza w najbliższych dniach, gdy będą na konklawe wybierać jego następcę: „Niech Pan wam ukaże to, co jest Jego wolą. A wśród was, w Kolegium Kardynalskim, jest też przyszły Papież, któremu już dzisiaj przyrzekam moją bezwarunkową cześć i posłuszeństwo”.

W imieniu Kolegium Kardynalskiego przemówił jego dziekan. Kard. Angelo Sodano nawiązał do częstych podziękowań, jakie w ostatnich dniach Papież składał swym najbliższym współpracownikom:

„Umiłowany i czcigodny Następco Piotra! To my winniśmy Tobie dziękować za przykład, jaki dawałeś nam przez tych osiem lat pontyfikatu. 19 kwietnia 2005 r. zostałeś włączony w długi łańcuch Następców Apostoła Piotra, a dzisiaj, 28 lutego 2013 r., masz nas zostawić w oczekiwaniu, że ster łodzi Piotrowej przejdzie w inne ręce. Będzie w ten sposób kontynuowana ta sukcesja apostolska, którą Pan obiecał swojemu Świętemu Kościołowi aż do czasu, gdy usłyszy się na ziemi głos anioła z Apokalipsy, który ogłosi: Tempus non erit amplius… consummabitur mysterium Dei – «Czasu więcej nie będzie… dokona się tajemnica Boża» (Ap 10, 6-7). Zakończy się wtedy historia Kościoła razem z historią świata, z nadejściem nowych niebios i nowej ziemi”.

Dziekan Kolegium Kardynalskiego skonkludował, mówiąc Papieżowi po niemiecku Vergelt’s Gott – „Bóg zapłać”. Na zakończenie spotkania Benedykt XVI pożegnał się osobiście z każdym z kardynałów.

ak/ rv

– prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, podczas medytacji Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek 2005 roku powiedział: ”Panie, często Twój Kościół wydaje nam się jak ŁODŹ, która tonie…A nawet na Twoim polu widzimy więcej kąkolu niż zboża. Tak zbrukane szaty i oblicze Twojego Kościoła budzą nasze przerażenie.

Ale to przecież my sami je brukamy! To my zdradzamy  Cię po wypowiedzeniu tych wszystkich wielkich słów i uczynienia wielkich gestów”…

 

To był rok 2005- kilkadziesiąt  lat po Soborze Watykańskim II, który uczynił rewolucję w Kościele Powszechnym i wielkie spustoszenie, wprowadzając    tzw. Aggiomamento. , czyli udzisiejszenie Kościoła, albo uwspółcześnienie. Różnie słowo to jest tłumaczone.. Mniejsza o tłumaczenie słowa- ważniejsze są inne rzeczy.. Od 11. października 1962 Roku Pańskiego  do 6 grudnia  Roku Pańskiego 1965- nastąpiło  w Kościele Powszechnym starcie dwóch nurtów- konserwatywnego  i modernistycznego. Nurt modernistyczny wyszedł z tego starcia zwycięsko.. I do dzisiaj kontynuuje swoje  dzieło spustoszenia  Winnicy Pańskiej. Twierdzę to ja, jako  katolik, związany wspólnotą chrześcijańską- katolicką.. Nie reprezentuję żadnego odłamu  chrześcijańskiego.. Rzymski- katolik- jak to się zwykło mówić..

 

Najgorsze zło jakie spotkało Kościół Powszechny po Soborze Watykańskim II- to idea „ dialogu ekumenicznego”(???) oraz „ reforma liturgii”.. Możecie Państwo  o tym poczytać w wydawnictwach „ Te Deum”, konserwatywnej  grupy chrześcijańskich Katolików- Bractwa Św. Piusa X.. Które to wydawnictwo mieści się w Warszawie na ulicy Garncarskiej 32, niedaleko miejsca zamieszkania pana Janusza Korwin- Mikkkego w Józefowie.. To są fachowcy od zmian w Kościele.. Tych zmian jest na pęczki. Zmiany te szkodzą Kościołowi, a nie mu pomagają. W materiałach tych Państwo znajdziecie każdą drobną nawet zmianę w postępowaniu Kościoła Powszechnego.. Jest to lektura dla ludzi o mocnych , katolickich nerwach.. Można też kupić ostatnią książkę abp Marcela Lefebvrea” Podróż duchowa”, którą mam w domu i czasami do niej wracam.. To jest spojrzenie tradycyjnego konserwatysty na sprawy Kościoła i wiary.. Chrześcijańskiego tradycjonalisty katolika- dodajmy..

 

Ekskomunikowanego  z Kościoła Powszechnego- mam nadzieję, że się nie mylę- przez papieża Jana Pawła II(????). A na pewno się nie mylę.. Na łono Kościoła Powszechnego przywrócił Bractwo Św. Piusa X- papież Benedykt XVI… Największych  tradycjonalistów  w Kościele  Powszechnym..  Strażników zasad.. To wtedy pan marszałek  Senatu- Borusewicz ośmielił się powiedzieć, że” Papież popełnia błąd za błędem”(???) Bo w Kościele Powszechnym powinny  obowiązywać zawsze te same zasady, niczego nie należy w liturgii, zasadach i ewangeliach uwspółcześniać.. Jak od zawsze były dobre- to niech nadal będą dobre.. Natomiast laptopa czy  inny komputer każdy ksiądz czy biskup  może sobie kupić  i z niego umiejętnie korzystać, tak jak z samochodu- wynalazku technicznego   współczesności. Ale wara od zasad.. Nawet w demokracji premier może być techniczny- ekolog, wróg Kościoła Powszechnego, wielbiciel Zielonych- nowego rodzaju pogaństwa uwspółcześnionego..I takiego człowieka nie wstydzi się wystawiać tzw.” prawica” Prawa i Sprawiedliwości na premiera.. Technika też powinna docierać do Kościoła..  Ja , jako konserwatysta-nie wyobrażam sobie” technicznych ewangelii”.(???).

 

Owocem rewolucji w kościele Powszechnym, jak to zjawisko nazwał ksiądz profesor Michał Poradowski, wielki człowiek, wielki katolik, autor wielu książek, które mam przyjemność mieć w domu.. Są to raczej broszury o niewielkiej  pojemności, ale wielkiej treści.. Wśród nich mam broszurę” Kościół od wewnątrz zagrożony”.. Bardzo ciekawa lektura.. Pisana nie z pozycji  wroga Kościoła, ale z pozycji troski o Kościół.. Podczas wojny był kapelanem Narodowych Sił Zbrojnych.. W 1945 zbiegł na Zachód, zagrożony aresztowaniem przez władze komunistyczne.. Przebywał we Francji,  otrzymał  stypendium od rządu  hiszpańskiego  w roku 1953, w czasach rządów  generała Franco. Potem przebywał w Chile- był świadkiem przywracania normalności przez generała Augusto Pionocheta Ugarte., po rządach komunisty Allende.. Salvadora-  Zdobywcy.. Zmarł  w roku 2003, pochowany  na cmentarzu parafialnym w Kokoninie niedaleko Kalisza.. Na pogrzebie obecna była garstka osób, wśród nich kilku moich kolegów- członków Unii Polityki Realnej.. Taki los wielkiego człowieka, który całe życie pisał, mówił i głosił prawdę.. Nawet o Kościele.. był znienawidzony przez modernistów Kościoła Powszechnego..

Polonijna działaczka, pani Wanda Sieradzka de Ruig, w wierszu ”Pamięć” napisała tak:

„Jak to jest…

umiera wielki człowiek tak

Jakby był mały

Garstka ludzi Go żegna

Nie tłumy

I milczą honorowe salwy

Zastrzeżone dla miernot

( polityk, artysta, mąż stanu)

Ale te słowa nie pasują do osób

Wszystko się skudliło

Odchodzą wielcy

Panoszą się „karły”.

 

Dla tych co kochają Polskę i trzymają się Prawdy- nie ma miejsca, nie ma salw honorowych, nie ma nawet  wzmianek o śmierci.. Bo Polską rządzą najwięksi  jej wrogowie- którzy sami siebie wynoszą pod Niebiosa.. Sami siebie chwalą, umieszczają w ważnych miejscach, gloryfikują  poprzez bałwochwalstwo..

 

Co to jest” dialog ekumeniczny”? To kościół zamiast nauczać Słowa Bożego i nawracać wątpiących i niewiernych, będzie się wdawał w dialog z innymi religiami(???) Toż to zwykła herezja.. ”Poza Kościołem Powszechnym nie ma zbawienia”- twierdził nawet Jan Paweł II.. Bo Jan Paweł I zamarł po 33 dniach- prawdopodobnie otruty, z listą wszystkich masonów  w Watykanie -w ręku.. Dlaczego Jan Paweł II nie przyjął imienia PIUSA XIII, ale  Jana Pawła II, tak jak Benedykt XVI nie przyjął imienia Jana Pawła III, tylko następcy Benedykta XV.. A „reforma liturgii” polegała na odwróceniu się plecami kapłana do  tabernakulum- a twarzą do ludu.. Tyłem, do Boga- twarzą do chwiejnego ludu- To jest dopiero „reforma”.  Demokratyzacja ludowa..

 

Dlaczego dużymi literami napisałem słowo „łódź?” Bo wczoraj konserwatywny papież – Benedykt XVI-powiedział, że ktoś buja  łodzią Św. Piotra? No właśnie ? Kto buja łodzią Św. Piotra? Odsyłam do lektury książki pana Heryka Pająka” Nowotwory Watykanu”- autora kompletnie zamilczanego- tam możecie Państwo znaleźć całe listy wrogów Kościoła po nazwiskach. Pan Henryk zadał sobie trud- i powynajdywał z różnych  źródeł całą prawdę.. Kościół jest naprawdę od wewnątrz zagrożony.. I atakowany od zewnątrz.. Papież Benedykt XVI nie wytrzymał naporu i ciśnienia wrogów Kościoła tradycyjnego..

Przypominam wszystkim Katolikom, że Jan Paweł II podczas Soboru Watykańskiego  II był po stronie modernistów..

Benedykt XVI odda Pierścień Rybaka

Kim będzie następny Papież?

Wygląda na to, że modernistą.. Ciekawe, czy ekskomunikuje na nowo Bractwo Św. Piusa X?

Bo kto buja łodzią Św. Piotra w Polsce?

Przede wszystkim pan poseł Janusz Palikot, z tymi wszystkimi wokół niego.. Cała to Europa Plus.. In Minus.. To oni tak buja tą łodzią.. Ale w łodzi nie siedzi.. Siedzi w wodzie i łodzią buja.. Spryciarz! Myśli, że się nie utopi.. Razem z redaktorami” Faktów i Mitów”, oraz urbanowskiego” Nie”.. Precz z komuną!

 

P.s

Uprzejmie proszę o wpłaty na Fundusz Wyborczy pana JKM- w wyborach uzupełniających na senatora,

Fundusz Wyborczy KNP- wybory do senatu

61 1090 1199 0000 0001 1903 4592

Z góry bardzo dziękuję

Waldemar Jan Rajca.

Przed dwoma laty, na podstawie ustawy z 3 lutego 2011 roku, ustanowione zostało święto „Żołnierzy Wyklętych” to znaczy – żołnierzy polskich, którzy przez kilka powojennych lat, z bronią w ręku opierali się sowieckiej okupacji Polski. Dzień ten przypada 1 marca i od samego początku wzbudził ogromny sprzeciw ze strony sowieckich kolaborantów, którzy bądź to w Polskiej Partii Robotniczej, PZPR, bądź to w UB, Informacji Wojskowej, czy SB, tych polskich żołnierzy śledzili, denuncjowali, mordowali, więzili, maltretowali i prześladowali wtedy i później na wszelkie sposoby.

Chwalebne przypominanie tamtych żołnierzy siłą rzeczy otacza atmosferą potępienia ich gnębicieli, toteż nic dziwnego, że to święto wzbudza w tych środowiskach szczególną irytację i zdenerwowanie.

Na fali tej irytacji „nieznani sprawcy” sprofanowali pomnik bohaterskiej sanitariuszki 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej Danuty Siedzikówny „Inki”, w ramach mordu sądowego straconej w 1946 roku w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej. Najciekawsze jest jednak to, że środowisko sowieckich kolaborantów, ubeckim obyczajem podzieliło się na dwie frakcje. Jedna próbuje zatrzeć pamięć o tych polskich patriotach, kolportując kłamstwa o rzekomej „wojnie domowej” w latach 1944 1950 – że to niby UB rycersko walczył z wrogami „władzy ludu pracującego miast i wsi” – podczas gdy tak naprawdę o żadnej „wojnie domowej” nie ma mowy, bo była to masakra polskich środowisk patriotycznych, sprowokowana i zorganizowana przez Sowietów i polskich renegatów – sowieckich kolaborantów.

Druga, bardziej podstępna, drapując się w kostium politycznych realistów i „narodowców”, usiłuje nie tylko tę zbrodniczą kolaborację z Sowietami usprawiedliwić, ale podnieść do rangi obywatelskiej cnoty. Oto na jednym z prawicowych portali internetowych ukazała się właśnie gadzinowa publikacja autora ukrywającego się pod pseudonimem „p.e. 1984”, przedstawiającego się również jako „administrator i współredaktor witryny „Polska Myśl Narodowa””, zatytułowana „Komu jest dziś potrzebna histeria wokół „wyklętych”” – w której ten przedstawiciel „myśli na(sm)rodowej” stawia pytanie, co trwale osiągnęli „żołnierze wyklęci”. Ano nic – poza torturami, śmiercią lub więzieniem, a potem – prześladowaniami, szykanami i marginalizacją.

Za to PPR-owcy, UB-owcy i ich konfidenci osiągnęli wszystko – również bezkarność ich zbrodni – bo trudno te anemiczne, wybiórcze próby wymierzania kar uznać za jakiś akt dziejowej sprawiedliwości. Znaczy – „nasze dieło prawoje – my pobiedili”. Świadomość safandulstwa narodu polskiego, które wyraża się m.in. w bezkarności zdrady, najwyraźniej musi przedstawicieli ubeckich dynastii rozzuchwalać, więc nie jest wykluczone, że jeśli rządowe projekty angażowania zagranicznych funkcjonariuszy do pacyfikacji na terenie Polski przybiorą postać ustawy, to kolejne pokolenie tych moskiewskich psiaków reaktywuje ORMO – żeby zwyciężyć jeszcze raz. Będzie to jeszcze jednym dowodem, że nie istnieje już jeden naród polski, bo obok niego rozwnuczyła się w Polsce łajdacka, rozbójnicza wspólnota, która tylko używa polskiego języka. Żeby bowiem mówić o jednym narodzie, musi być jakiś powszechnie akceptowany ideał. A takiego już nie ma – bo jakiż wspólny ideał może łączyć „żołnierzy wyklętych” i sowieckich kolaborantów?

Stanisław Michalkiewicz

Cieśla Józef Ludwik „Sokół”, „Topór”, używał fałszywego nazwiska Józef Sobczak (1917 – 1969) – żołnierz ZWZ-AK, dowódca oddziału partyzanckiego  BCh „Klon 22” i przywódca antykomunistycznej grupy konspiracyjnej. Urodzony się 9 czerwca 1917 r. w Bajdach (pow. Krosno) jako nieślubny syn Balbiny Cieśli. Po jej śmierci w 1921 r. oddany na wychowanie do kuzynek matki w Łączkach Jagiellońskich.

Po ukończeniu szkoły powszechnej w Łączkach Jagiellońskich, uczęszczał do wieczorowej Publicznej Szkole Dokształcającej Zawodowej w Krośnie ze specjalnością stolarza.
Wiosną 1939 r. wyjechał do Zakopanego, gdzie pracował dorywczo, m.in. przy budowie kolejowej stacji towarowej. Po wybuchu wojny jako poborowy (posiadał kategorię wojskową „A”) udał się do Nowego Sącza, gdzie zamierzał wstąpić do 1. Pułku Strzelców Podhalańskich. Jednak nie został zmobilizowany i powrócił pieszo do Łączek Jagiellońskich.
Ponieważ pragnął walczyć z najeźdźcą, toteż  wraz z grupą patriotycznie nastawionych mieszkańców Łączek udał się na wschód i dotarł aż do Brzeżan. Po wkroczeniu Sowietów, podobnie jak inni uciekinierzy, otrzymał polecenie powrotu do swego domu. Wówczas zamieszkał w domu swej ciotki Kunegundy Trznadel i pracował na jej gospodarstwie.
W 1940 r.  został zaprzysiężony do ZWZ w Placówce Odrzykoń (Obwód Krosno). Przyjął pseudonim Sokół. Był żołnierzem plutonu por. Anatola Demczuka („Bicz”).

W 1942 r. nawiązał kontakt z tworzącą się wojskową konspiracją ruchu ludowego. Na początku 1944 r. został członkiem grupy bojowej BCh, działającej w północnej części powiatu krośnieńskiego pod dowództwem Juliana Ogorzałka „Lisa”. Przybrał pseudonim Topór. Wziął udział w kilku akcjach, z których najsłynniejszą było opanowanie 5 maja 1944 r. Urzędu Gminy w Chorkówce, ukaranie chłostą wójta oraz zniszczenie spisów ludności i kartotek z jej kontyngentowymi obciążeniami.
Od połowy czerwca 1944 r. dowódca oddziału partyzanckiego BCh „Klon 22”. Oddział liczył około dwudziestu partyzantów i działał w południowych rejonach powiatów: jasielskiego i krośnieńskiego. Początkowo operował   z baz w rejonie Makowisk i organizował wypady silnych patroli, głównie na pobliską szosę Żmigród Nowy – Dukla. Atakował patrole i kolumny taborowe wojsk niemieckich oraz bronił miejscową ludność przez grabieżą ze strony okupanta. Wykonywał także wiele akcji o charakterze porządkowym, zwalczając donosicielstwo i wysługiwanie się Niemcom.
Do największych akcji należały zasadzki na kolumny samochodowe między Kątami a Krempną  (początek sierpnia), w rejonie Krempnej (1 września) oraz Łysej Góry (początek września). W starciach tych zginęło kilkunastu żołnierzy niemieckich, przejęto sprzęt wojskowy i broń. 2 sierpnia oddział wykonał wyrok śmierci wydany przez konspirację niepodległościową na księdzu grecko-katolickim w Desznicy, sympatyku nacjonalistów ukraińskich.
Wobec opanowania we wrześniu 1944 r. przez Armię Czerwoną terenów powiatu krośnieńskiego oraz części jasielskiego, J. Cieśla zgodnie z decyzjami struktur powiatowych SL „Roch” w Krośnie, wycofał się z oddziałem bardziej na zachód w rejon Mrukowej i Huty Pielgrzymskiej.  Tam prowadził w dalszym ciągu działania dywersyjne wobec okupanta oraz występował w obronie miejscowej ludności, głównie przeciwko rekwizycjom i grabieżom. Pod koniec listopada wraz z nastaniem mrozów i ustabilizowaniem linii frontu, J. Cieśla rozformował oddział i zabezpieczył broń.
W trakcie dowodzenia oddziałem, J. Cieśla ujawnił liczne zalety. Posiadał zdolności przywódcze. Był odważny, zdecydowany, operatywny. Wykazywał się mocną psychiką oraz konsekwencją w działaniu.  Należał do ludzi karnych, zdyscyplinowanych, potrafiących słuchać, a w razie potrzeby również samodzielnie podejmować właściwe decyzje.
Po przesunięciu się frontu na zachód w styczniu 1945 r. J. Cieśla nie ujawnił się, lecz z polecenia Tadeusza Kozika – przewodniczącego „trójki” SL „Roch” na powiat krośnieński, stanął na czele bojówki związanej z ludowcami. Znaleźli się w niej jego dwaj podwładni z OP „Klon 22” Andrzej Świerad i Czesław Majka. W tym czasie głównym ich zadaniem było utrzymywanie łączności pomiędzy poszczególnymi działaczami ludowymi oraz przekazywanie informacji i dyrektyw od kierownictwa do działaczy terenowych. Mieli oni też za zadanie ochronę organizacji i osób ją wspierających przed działaniem władz komunistycznych. Obok tego realizowali zadania gromadzenia broni, zdobywania pieniędzy na cele organizacyjne oraz tępienie wykroczeń przeciwko narodowi polskiemu.
W tym czasie przeprowadził kilka udanych akcji. 5 maja 1945 r. J. Cieśla wraz A. Świeradem dokonał napadu rabunkowego na Komunalną Kasę Oszczędności w Krośnie. 18 maja  J. Cieśla wykonał wyrok śmierci wydany przez ludowców na znanych działaczach reżimu komunistycznego w Krośnie – wiceprzewodniczącym PRN Józefie Sicińskim i byłym sekretarzu powiatowym PPR  Marianie Strejczyku.
5 czerwca funkcjonariusze UB i MO przeprowadzili nieudaną obławę na  poszukiwanego w Łączkach Jagiellońskich. 27 sierpnia J. Cieśla został ciężko ranny w starciu z trzema funkcjonariuszami PUBP Krosno.
T. Kozik zorganizował przy pomocy działaczy Zarządu Okręgu PSL w Krakowie przewiezienie rannego J. Cieślę do Krakowa, gdzie zapewniono mu opiekę medyczną. W czasie pobytu w Krakowie, T. Kozik wyrobił mu fałszywą Kartę Rozpoznawczą (Kennkartę) na nazwisko Józef Sobczak. Z tym fałszywy dowodem tożsamości został przetransportowany do Bystrzycy Kłodzkiej. Tam podjął pracował w spółdzielni „Samopomoc Chłopska” na etacie magazyniera, a późnie w PSS „Społem” jako konwojent.
Wreszcie poważnie zagrożony aresztowaniem zdecydował się przenieść w połowie 1946 r.  do Gliwic. Mieszkali tam byli członkowie jego oddziału – Cz. Majka i A. Świerad z którymi już wcześniej się kontaktował. Podjął pracę w Hucie “Pokój”, gdzie pracował od 27 września 1946 do 30 czerwca 1947 r.
Zagrożony aresztowaniem, pod koniec 1947 r. zdecydował się na powrót w rodzinne strony. Początkowo pracował pod fałszywym nazwiskiem Józefa Sobczaka w gospodarstwie Władysława Pasamona w Zawadce (powiat Rzeszów). 
Wkrótce jednak w obawie aresztowania zaczął się ukrywać. W 1949 r. przyłączają się do niego obawiający się aresztowania byli działacze PSL – Bolesław Ciborowski i Władysław Dziedzic, były żołnierz AK – Ludwik Kut oraz uczestnik kampanii wrześniowej i jeniec obozów niemieckich – Władysław Zamorski. Będą stanowić oni trzon grupy. Na początku lat 50. dołączą do nich osoby, których represyjny system komunistyczny wyrzucił poza nawias życia legalnego:  Tadeusz Świerad, Stanisław Piękoś, Bronisław Świerad oraz dezerter z LWP – Józef Kustroń.
Rok 1949 jest początkiem powstania grupy konspiracyjnej J. Cieśli. Grupa ta nigdy nie miała charakteru zorganizowanego i zwartego, nie mówiąc o przybraniu kształtu oddziału wojskowego. J. Cieśla uważał, że założenie jakiejkolwiek organizacji nie ma sensu, gdyż i tak szybko zostałaby rozbita przez wszechwładny aparat bezpieczeństwa.
Członkowie grupy ukrywali się zwykle w grupkach dwu – trzy osobowych, czy nawet pojedynczo. J. Cieśla wykazywał ogromną mobilność, ciągle zmieniając miejsca pobytu. Przemierzał pieszo zalesione tereny Pogórza Strzyżowskiego, a w razie akcji większych sił bezpieczeństwa przenosił się na tereny powiatu jasielskiego, gdzie posiadał rozliczne kontakty jeszcze z 1944 r., lub opuszczał koleją Podkarpacie.
Dla zmylenia tropów J. Cieśla dwukrotnie (późnym latem 1950 i 1952 r.) poprowadził całą grupę w lasy karpackie w rejon Świątkowej Wielkiej (pogranicze powiatów jasielskiego i gorlickiego). Ten drugi wypad omal nie zakończył się likwidacją grupy, która znalazła się w okrążeniu. W starciu z grupą operacyjną UB i siłami KBW zginął T. Świerad, a ranny S. Piękoś został aresztowany. Pozostałym członkom grupy udało się szczęśliwie wymknąć z obławy.
Niezbędne do życia środki zdobywano drogą zaboru mienia państwowego. Zagrabione pieniądze dzielone były między członków grupy, wspomagano także osoby wspomagające grupę oraz rodziny aresztowanych. Część ze zdobytych środków finansowych przechowywano na „czarną godzinę”, czyli na wypadek postrzału, choroby.
Do najsłynniejszych i najbardziej udanych pod względem zdobytych pieniędzy należały napady:
– 29 sierpnia 1949 r. na kasjera GS „SCh” w Kożuchowie;
– 13 września 1950 r. na sklep GS w Małastowie (powiat Gorlice);
– 26 listopada 1951 r. na kasjera GS „SCH” w Kalembinie;
– 10 lutego 1952 r. na kasjera Kopalnictwa Naftowego w Węglówce;
– 12 lipca 1954 na Gminną Kasę Spółdzielczą w Żmigrodzie (pow. Jasło);
–  27 września 1954 r. na Gminną Kasę Spółdzielczą w Wielopolu skrzyńskim (pow. Dębica);
– 17 maja 1955 r. na kasjera Rejonu Eksploatacji Dróg Publicznych w Stępinie (pow. Strzyżów).
Zasadniczym elementem działalności grupy była obrona ludności przed działaniami funkcjonariuszy partyjnych wykonujących z nadgorliwością dyrektywy władz w kierunku realizacji obowiązkowych dostaw, tworzenia spółdzielni produkcyjnych. Występowano też  przeciw donosicielom i osobom, które starały się dopomóc władzom w ujęciu poszukiwanych.
Jeżeli ostrzeżenia nie wystarczały, to przeprowadzali oni akcję pobicia. Do użycia broni dochodziło jedynie w sytuacjach ekstremalnych, gdy poszukiwanym groziło ujęcie przez funkcjonariuszy UB lub MO. W dwu przypadkach zakończyło się to dla funkcjonariuszy UB śmiercią (Mieczysław Trela  – PUBP Rzeszów i Jan Tabak – PUBP Jasło).
Inny charakter miało zastrzelenie 4 listopada 1954 r. Andrzeja Pelczarskiego z Korczyny, który poinformował władze bezpieczeństwa o miejscu pobytu ukrywającego się zasłużonego działacza konspiracji antyniemieckiej i antykomunistycznej – Kazimierza Człowiekowskiego. Przeprowadzona przez PUBP Krosno obława zakończyła się śmiertelnym postrzeleniem poszukiwanego.
Działalność swą grupa prowadziła w oparciu o liczną bazę współpracowników, rekrutujących się w większości z osób związanych z ruchem ludowym (SL „Roch”, BCh, PSL), częściowo także AK.  Była to mocna i sprawdzona baza oparcia grupy. Terenem działania były południowo-zachodnie powiaty województwa rzeszowskiego: krośnieński, rzeszowski, jasielski i dębicki.
Władze bezpieczeństwa prowadziły intensywne działania w kierunku likwidacji grupy, zwłaszcza aresztowania jej przywódcy. Jesienią 1950 r. założono sprawę agenturalnego rozpracowania pod kryptonimem „As”, której kierownictwo wiosną 1951 r. przejął WUBP w Rzeszowie. Nastąpiła wówczas zmiana kryptonimu na „Gangster”. Działania te były prowadzone  aż do 11 maja 1956 r. Powołano też Grupę Operacyjną nr 1 z siedzibą w PUBP Krosno. W jej skład wchodziło od 5 – 7 pracowników operacyjnych. Pozyskano do współpracy 37 tajnych współpracowników (TW), przy pomocy których prowadzony był główny kierunek rozpracowania. Dodatkowo doraźnie była wykorzystywana do rozpracowania sieć agenturalnej pracująca po zagadnieniach innych pionów operacyjnych.
W celu aresztowania J. Cieśli przeprowadzono szereg kombinacji operacyjnych. Zwłaszcza usilnie starano się wprowadzić do grupy agenta. Posiadając dane, że poszukiwany nosił się  z zamiarem ucieczki poza granice kraju, w porozumieniu z Departamentem III MBP zorganizowano jesienią 1953 r. czteroosobową grupę desantową, która pod legendą rzekomego zrzucenia była skierowana w rejon Pstrągowej (pow. Rzeszów). Jednak kombinacja nie powiodła się, gdyż J. Cieśla podejrzewając, że jest ona inspirowana przez UB, nie nawiązał z nią kontaktu.
W działaniach przeciwko grupie wykorzystywano siły KBW oraz stacjonujące w Krośnie z zadaniem patrolowania przygranicznych terenów WOP. Według UB ogółem przeprowadzono 18 większych akcji przeciwko grupie. KBW były wykorzystywane do różnego rodzaju operacji taktyczno-operacyjnych, za pomocą których usiłowano przemieścić konspiratorów w miejsca operacyjnie zabezpieczone przez UB. Składy osobowe KBW wyjeżdżające na akcje nie były niższe od kompanii, a niekiedy przewyższały wielkość batalionu w zależności od sytuacji, zasięgu i wagi planowanej akcji.
Wykorzystano też techniki operacyjne. Zainstalowany w mieszkaniu żony J. Cieśli – Heleny punkt podsłuchowy doprowadził do ujęcia 30 września 1955 r. głównego poszukiwanego  Także przy pomocy punktu podsłuchowego zainstalowanego w domu siostry W. Zamorskiego – Marii Bełch ustalono miejsce pobytu pozostałych czynnych członków grupy: W. Zamorskiego, W. Dziedzica i L. Kuta. Przeprowadzona 25 lutego 1956 r. przy użycia sił KBW  akcja zakończyła się ujęciem W. Zamorskiego i W. Dziedzica oraz śmiertelnym postrzeleniem L. Kuta.
23 kwietnia 1956 r. Sąd Wojewódzki w Rzeszowie w Wydziale IV-a Karnym pod przewodnictwem Norberta Ołyńskiego skazał J. Cieślę na karę śmierci.  W wyniku rewizji  Wydział Karny Sądu Najwyższego w Warszawie 17 września 1956 r. na mocy amnestii z 1956 r. wymierzył nową karę łączną – 15 lat.
J. Cieśla odsiadywał karę pozbawienia wolności najpierw w więzieniu w Rzeszowie. Następnie przebywał w więzieniach: w Sieradzu, Strzelcach Opolskich, Wronkach, Rawiczu, Gdańsku i Sztumie. Ostatnim etapem jego więziennego życia było Barczewo, gdzie zmarł w niewyjaśnionych do końca okolicznościach – 14 listopada 1969 r.
W grudniu 1952 r. J. Cieśla wziął ślub kościelny z Heleną Piękoś. Z tego związku urodził się syn Stanisław (1953 r.) i córka Wiesława (1955 r.). Ponieważ małżeństwa w formie religijnej nie były uznawane przez „ludowe państwo”, toteż dla ustabilizowania statusu prawnego Heleny i ich dzieci 1 czerwca 1956 r. zawarli w wiezieniu w Rzeszowie związek małżeński w formie świeckiej.

Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej – Oddział w Rzeszowie, sygn. IPN-Rz-107/1689; sygn. IPN-Rz-05/38; syg. IPN-Rz-34/11; sygn. 2431; syg. IPN-Rz-04/177; sygn. IPN-Rz-04/178; sygn. IPN-Rz-04/180; sygn. IPN-Rz-04/182; sygn. IPN-Rz-04/183; sygn. IPN-Rz-04/184; IPN-Rz-04/186; Archiwum Zakładu Historii Ruchu Ludowego, W. Stanisz – Opis działalności oddziału partyzanckiego BCh na terenie powiatów Krosno i Jasło, syg. R VI-18/290; Archiwum Zarządu Okręgu Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych w Jaśle, Karta akcji bojowej, dywersyjnej i sabotażowej skierowanej przeciwko okupantowi niemieckiemu w latach 1939-1945, nr 350a; Daszkiewicz A., Ruch oporu w regionie Beskidu Niskiego. 1939 – 1944, Warszawa 1975; Fitowa A., Bataliony Chłopskie w Małopolsce 1939-1945. Działalność organizacyjna, polityczna i zbrojna, Warszawa-Kraków 1984; Gmitruk J., Matusak P., Nowak J., Kalendarium działalności bojowej Batalionów Chłopskich 1940 – 1945, Warszawa 1983; Jekiełek W., Bataliony Chłopskie w Małopolsce i na Śląsku. Kalendarium, Warszawa 1987; Kształtowanie się władzy ludowej na Rzeszowszczyźnie, T. II, Rzeszów 1966; Wieliczko M., Jasielskie w latach drugiej wojny światowej, Warszawa 1974; Relacje: B. Biskupa, M. Piękoś, Cz. Ogorzałka, B. Świerada, L. Szarka, W. Stanisza, J. Trznadla.

W. Syrek

Istnieje fundamentalny podział geopolityczny. Z jednej strony istnieją zwolennicy świata wielobiegunowego w postaci Rosji, Chin i innych wielkich państw, a także państwa i społeczności szyickie, z drugiej zaś strony – zwolennicy świata jednobiegunowego, a więc Stany Zjednoczone i różne ich subimperialistyczne siły, reprezentujące sobą rząd światowy.

Pomiędzy nimi rozpoczyna się finałowa walka… – mówi prof. Aleksander Dugin w rozmowie ze Slobodanem Ericzem z serbskiego magazynu Geopolityka.

Geopolityka: Szanowny Aleksandrze Geliewiczu, proszę nam wyjaśnić podłoże ostatnich przewrotów i wojen na Bliskim Wschodzie, określanych w światowych mediach nazwą „Arabskiej Wiosny”. Jak w ramach tego ocenia Pan rebelię w Syrii i jak ważnym wydaje się Panu, nie tylko dla tego kraju, lecz także dla regionu i całego świata, zachowanie struktur państwowych prezydenta Baszarа al-Asada?

Aleksander Dugin: Arabska Wiosna nie ma wpływu na interesy samego świata arabskiego. Arabska Wiosna, to manipulacja amerykańskich strategów dla zmiany równowagi sił na Bliskim Wschodzie. Celem arabskiej wiosny jest podtrzymanie tego, co we współczesnej geopolityce zwie się regionalnym subimperializmem, to znaczy podtrzymanie sojuszników USA, którzy jednak wychodzą z innych założeń teoretycznych. Takimi subimperialistycznymi siłami na Bliskim Wschodzie są Katar i Arabia Saudyjska (spośród krajów arabskich), a ponadto Turcja. Kraje te występują jako pośrednicy przy  prowadzeniu operacji podejmowanych w interesie Stanów Zjednoczonych. Podczas tych operacji zrealizowane zostały przewroty w Tunezji, w Egipcie, gdzie do władzy doszły koalicyjne ugrupowania zorientowane albo bezpośrednio na USA (to tak zwani demokraci), albo na Arabię Saudyjską i Katar (to znaczy na ich systemy geopolityczne).

Kiedy sytuacja w Libii bardziej się skomplikowała i naród libijski nie zechciał włączyć się bezpośrednio w ten proces, Zachód zastosował środki wojskowej interwencji, bo w istocie przedstawiciele NATO, USA i krajów europejskich (w szczególności Francji) wzięli udział – z naruszeniem wszystkich umów – w konflikcie zbrojnym po stronie wahabitów i islamskich fundamentalistów.

W Internecie można znaleźć charakterystyczną fotografię, na której uwieczniony jest Bernard-Henri Levy – doradca byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, podający się za filozofa aktywny syjonista, zwolennik Izraela – wraz z Johnem Christopherem Stevensem, który potem zostanie zabity w Bengazi jako ambasador USA. Na tejże fotografii widoczny jest także Sam Bacile (Nakoula Basseley Nakoula), producent skandalicznego filmu „Niewinność muzułmanów” [1]. Widzimy zatem, jak to po jednej stronie gromadzą się syjoniści, szefowie CIA i radykalni islamofobi. I właśnie to oni są źródłem planowania i realizacji Arabskiej Wiosny, która nie ma żadnego związku z interesami samych Arabów.

Po prostu, manipulują Arabami po to, by stworzyć sytuację zarządzanego chaosu. Manipulują z zewnątrz, manipulują też bezpośrednio za pomocą zachodnich sieci wpływów i za pomocą swoich subimperialistycznych sojuszników na Bliskim Wschodzie. A gdy szyicka większość w Bahrajnie stara się na fali Arabskiej Wiosny postawić na swoim, wówczas wszystkie te siły rzucają się przeciwko przygniatającej większości.

Istota Arabskiej Wiosny nie polega bynajmniej na demokratyzacji, lecz tkwi w geopolityce: Zachód chce tworzyć własne reżimy, lojalne wobec niego, wobec Saudyjczyków, Katarczyków i wahabitów, a także wobec Turków; chce stworzyć sobie przyczółki do ataku na Iran, na szyickim łuku, w którego skład wchodzą Iran i Irak (który obecnie w znacznym stopniu przechodzi pod bezpośrednią kontrolę Iranu, w miarę jak odchodzą stąd wojska amerykańskie). Oznacza to, że szyicki łuk obejmuje Iran, Irak, Syrię, Hezbollah w Libanie, a także Bahrajn. Wszystkie te kraje idą po linii antyamerykańskiej, nie grają w amerykańskie gry i przeciwstawiają się amerykańskiemu imperializmowi w świecie islamskim. Z tego powodu siły te są obiektem nienawiści Zachodu i wszystkie arabskie rewolucje skierowane są przeciwko Iranowi, przeciwko Syrii, przeciwko szyickiemu łukowi, a także przeciwko Rosji, która prowadzi w tym przypadku antyimperialistyczną, antyamerykańską politykę na Bliskim Wschodzie.

Dlatego funkcjonuje tutaj fundamentalny podział geopolityczny: z jednej strony – zwolennicy świata wielobiegunowego w postaci Rosji, Chin i innych wielkich państw, a także państwa szyickie i szyickie społeczności na Bliskim Wschodzie, które przeciwstawiają się amerykańskiej syjonistycznej ekspansji. Z drugiej strony – zwolennicy świata jednobiegunowego, a więc USA i różne ich subimperialistyczne siły: po pierwsze Izrael, po drugie Arabia Saudyjska i Katar – wahabickie i radykalnie salafickie siły islamskie, a po trzecie – Turcja.

W Turcji premier Recep Erdogan – wkrótce po tym jak jego przeciwnicy zostali generalnie oczernieni i wrzuceni do więzienia – powrócił znowu na „atlantycką” pozycję. Jeśli dokonamy porównania, to, rzecz jasna, historia z Serbią jest dokładnie taka sama: ponieważ Serbia stoi po stronie świata wielobiegunowego, to jest ona sojusznikiem Rosji. Przeciwko Serbii zostały rzucone te same siły, które obecnie wojują przeciwko Iranowi, Syrii i zajmują się destabilizacją Bliskiego Wschodu. To jedna i ta sama gra, jedni i ci sami uczestnicy.

I wreszcie, jeśli chodzi o Syrię, w odpowiedzi na początkowe pytanie – Syria to ostatni bastion. Jeżeli reżim Basharа al-Assada padnie pod ciosami Amerykanów i ich salafickich (wahabickich) lokajów, to zostanie otwarta droga na Iran, a to oznacza uderzenie i w Rosję. Oznacza to wojnę, wojnę z Iranem. Również wahabici, którzy są instalowani przez te same grupy wewnątrz Rosji, czekają na rozwiązanie syryjskiej tragedii. Gdy tylko upadnie reżim Asada i jeżeli wahabici opanują Damaszek, to należy przygotować się na powstanie w samej Rosji. W Dagestanie te nastroje są już bardzo mocne – z tymi samymi absolutnie zadaniami: destabilizacja konkurującego z Ameryką w skali regionalnej państwa rosyjskiego i destabilizacja sytuacji w Iranie i w Rosji. Dlatego agentury: amerykańska, saudyjska i katarska działają na terytorium Federacji Rosyjskiej i przygotowują cios w plecy Moskwy i Putina.

Geopolityka: Kryzys Zachodu (UE i Ameryki) jest widoczny gołym okiem, tak jak przeprowadzka produkcji i realnej gospodarki na Wschód. Jaka będzie reakcja Zachodu na proces upadku jego potęgi? Czy globalistyczni planiści uciekną się do jakiejś długofalowej strategii, czy też do jakiegoś rozwiązania radykalnego, by – powiedzmy – sprowokować konflikt w skali planetarnej?

A. D.: Jestem absolutnie przekonany, że kryzys Zachodu jest faktem, ale Zachód nie bez powodu przeniósł centrum wzrostu gospodarczego, przemysłowego do Trzeciego Świata, do Azji lub do Ameryki Łacińskiej. Zachód nadal kontroluje za pomocą systemu finansowego wszystkie procesy, które zachodzą w świecie. Dlatego przyszłość Zachodu zależy tylko od sukcesu jednobiegunowej globalizacji. Jeżeli USA i Zachód zachowają dotychczasową kontrolę nad określaniem reguł gry w gospodarce (nie w samej produkcji, nie w samych mocach przemysłowych, a w zasadach ekonomicznych, zwłaszcza w sferze finansowej) – to będzie kapitalizm finansowy, model globalny, finansowy, oligarchiczny: to Zachód będzie kontrolować wszystkie procesy w gospodarce, i to niezależnie od tego, gdzie będą znajdowały się przedsiębiorstwa. A ponieważ to właśnie Zachód drukuje światową walutę rezerwową, a wszystkie gospodarki są przywiązane do dolara, dlatego też cały świat pracuje de facto na Stany Zjednoczone i sponsoruje Stany Zjednoczone.

Tak więc istniejący kryzys, to kryzys kapitalizmu finansowego w ogóle, nie rozwiązywalny na drodze technicznej zmiany problemów w tę, czy inną stronę. To jest kryzys cywilizacji, to jest kryzys materialistycznej ateistycznej kultury, to jest kryzys drogi Zachodu ku liberalizmowi i indywidualizmowi, i ku tak zwanej wolności, które faktycznie doprowadziły do nowych form totalitaryzmu, wynaturzenia i dyktatury. Dlatego przeżywamy w rzeczywistości kryzys jak najbardziej fundamentalny; ten kryzys, to nie żaden efekt technicznego błędu, ten kryzys jest w istocie podsumowaniem drogi Zachodu w ciągu ostatnich trzystu lat, gdy Zachód odszedł od chrześcijaństwa, od swojej religii, i w końcu wszedł na drogę technicznej modernizacji. Dlatego teraz dochodzimy do najstraszniejszego, ostatecznego аkordu na tej drodze. Zgodnie z tym podejściem, kryzys gospodarczy i problemy, których doświadczają USA i Europa w zarządzaniu, to nie jest tylko techniczna awaria – to jest upadek. I chociaż wielu tam próbuje udawać, że wszystko jest w porządku, że nic się nie dzieje – to jednak oni to rozumieją. Więc żadnego miękkiego wyjścia z tej sytuacji być nie może.

Jestem absolutnie przekonany, że Stany Zjednoczone prowadzą sprawę do trzeciej wojny światowej – do prawdziwej, pełnej, ogólnoświatowej wojny. Właśnie dlatego USA doprowadzają radykalne islamskie reżimy do władzy, tworząc własnoręcznie pretekst do późniejszej inwazji na te kraje. I rozumie to bardzo dobrze wielu muzułmanów i Arabów, którzy dostrzegają, jak się nimi manipuluje, jak tworzy się z nich stracha na wróble, wrogów w ciele ludzkości, po czym będzie się ich niszczyć, tłumacząc to koniecznością zapobieżenia „ideologii nienawiści”, którą wspomagają przecież teraz sami Amerykanie. Będą oni (tym) uzasadniać przyszłe ludobójstwo narodów muzułmańskich, także tych, które z tym, co się dzieje nie mają nic wspólnego. W sumie, rozpoczyna się finałowa walka.

Zadanie Stanów Zjednoczonych, to, oczywiście, destabilizować systemy polityczne na całym świecie, pozbawiać państwa suwerenności – wyłącznie na to ukierunkowane są wydarzenia Arabskiej Wiosny; wszystkie suwerenne państwa powinny być rozmontowane, albo przejść pod kontrolę prowokacyjnych sił  ekstremistycznych, które po prostu samym swoim istnieniem zapewniają pretekst do dokonania w dowolnej chwili inwazji. Przykładem jest reżim talibów w Afganistanie, który także doprowadzili do władzy sami Amerykanie za pośrednictwem swoich pakistańskich subimperialistycznych sojuszników. Był to cel zgodny z planem destabilizacji innych krajów, w pierwszym rzędzie Chin.

Dlatego trwa walka pomiędzy globalizmem USA i tymi, którzy starają się obecnie zachować suwerenność i swoje zasadnicze pozycje, czyli zwolennikami świata wielobiegunowego. Istnieją dwa obozy: zwolenników jednobiegunowego świata zachodniego, zachodniej hegemonii, zachodniego imperializmu, kapitalizmu finansowego – który chce ratować się za wszelką cenę, w tym za cenę trzeciej wojny światowej i faktycznego zniszczenia znacznej części ludzkości. To jest najbardziej prawdopodobny scenariusz i wydaje mi się, że nie możemy go ominąć, chociaż trzeba zrobić wszystko, aby zwolennicy świata wielobiegunowego wypracowali kompleksowe rozwiązanie tego fundamentalnego, absolutnego, bezprecedensowego finałowego kryzysu. W tym celu trzeba się zebrać, w tym celu trzeba myśleć, działać – lecz wszystko jest przeniknięte zachodnimi sieciami wpływów: w Rosji, w świecie islamskim, w Europie, także w Iranie istnieje „piąta kolumna”; istnieje ona, oczywiście, także i w Serbii: słudzy zachodniaków i atlantystów. To оgranicza możliwość naszych manewrów.

Ludzkość straceńczo kroczy ku otchłani, w którą ją pchają przedstawiciele światowej elity – czyli już nie po prostu Stany Zjednoczone jako oddzielny kraj, lecz jako przedstawiciele globalnego kapitału finansowego, światowej oligarchii finansowej, która w istocie reprezentuje sobą rząd światowy, lekceważący wszelkie reguły demokracji.

Widzimy to, na przykład, w Grecji. W Grecji wprowadzono już po prostu absolutne bezpośrednie sterowanie zewnętrzne, zupełnie nie mające jakiegokolwiek związku z demokracją i dysponujące tym krajem według własnego uznania, rzekomo po to, by ocalić go od kryzysu, który przecież sami przedstawiciele tejże oligarchii finansowej w Grecji stworzyli. I tak będzie wszędzie, bo postępuje likwidacja suwerenności.

Mamy do czynienia z okupacją praktycznie w skali światowej, z okupacją suwerennych państw przez rząd światowy i jego narzędzia wpływu. Uważam, że najwyższy czas wypowiedzieć rządowi światowemu wojnę. Jest to jedyny sposób na odroczenie lub nawet uniknięcie trzeciej wojny światowej: albo my wyprowadzamy uderzenie na Amerykanów i na ich sieci, które prowadzą do tej sprawy [do przepaści III wojny światowej], albo będziemy zabijać siebie nawzajem.

Geopolityka: W ciągu ostatniej dekady Serbia z wielką przyjemnością obserwuje proces państwowego i gospodarczego odrodzenia Rosji. Z drugiej jednak strony, należy podkreślić fakt, że narodowe kręgi w Serbii obserwują z niepokojem protesty „opozycji” w Rosji, a także proces podważania autorytetu i wartości rosyjskiego państwa i rosyjskiej cywilizacji przez media. Nasz niepokój wynika z tego, że mamy w Serbii bogate doświadczenia w zakresie wprowadzania w życie wszelkich zachodnich metod pomarańczowych rewolucji. Jak Pan ocenia prawdziwą nagonkę ze strony mediów na Kościół, na prezydenta Putina?

A.D.: Tak, ma Pan zupełną rację: to jest bardzo niebezpieczna tendencja. Ci ludzie nie reprezentują naszej ludności, lecz jest to sztucznie hodowana mniejszość – bardzo, ale to bardzo aktywna, wspomagana przez Zachód, Stany Zjednoczone, CIA, amerykański Departament Stanu, a także przez europejskie struktury subimperialistyczne. Składa się ona głównie albo z etnicznych nie-Rosjan, a takich jest bardzo dużo w wielonarodowej Rosji, albo też z ludzi zupełnie zorientowanych na Zachód – i stanowi ona „piątą kolumnę”, która zmierza do zadania ciosu w główne siły napędowe rosyjskiej państwowości. Czyli w prawosławie, w naszą historyczną tożsamość, w suwerenne państwo, w państwowość, która utrzymuje w jedności niejednolite społeczeństwo i zapewnia integralność terytorialną Rosji. Czyli personalnie w prezydenta Putina, który prowadzi politykę niezależną od wpływów USA.

Historia z grupą „Pussy Riot”, historia z próbą „pomarańczowej rewolucji” – wszystko to jest dziełem „piątej kolumny”, siajejowskich agentów wpływu, liberałów, a także bardzo mocnego lobby izraelskiego, które różnie się odnosiło do rosyjskiej państwowości. Były w ostatnich latach próby zbliżenia Izraelczyków z Rosją, tak samo jak i z Turcją, ale ostateczne doszło do zrównania kroku Izraela z USA. „Echo Moskwy”[2] jest szczerze ideowym sztabem dla obalenia rosyjskiej państwowości. Uderzające jest, że w otoczeniu premiera Miedwiediewa jest bardzo wielu ludzi o liberalnej, prozachodniej, proamerykańskiej orientacji, należących do tegoż amerykańsko-izraelskiego lobby wewnątrz Rosji. Jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ trzymają oni w swych rękach kluczowe, najbardziej wrażliwe centra zarządzania procesami społecznymi.

Nie zważając na to, że Putin prowadzi politykę wzmacniania suwerenności Rosji, przedstawiciele tych prozachodnich, ultraliberalnych kręgów mobilizują ludność, wytwarzają atmosferę psychologiczną sprzyjającą prześladowaniu osób, które opowiadają się za prawosławiem, za patriotycznymi wartościami, za samoistnością Rosji, poddają je ostracyzmowi i prowadzą całą sprawę do „kolorowej rewolucji”.

Jak na razie, ta rewolucja się zadławiła: Putin wygrał walkę o zwykłych ludzi, o warstwy społeczne. Tym niemniej jest to sytuacja bardzo niebezpieczna, bo nasze społeczeństwo jest dosłownie przeniknięte „piątą kolumną”. Wy, Serbowie, doskonale wiecie, jak wiele może zrobić zdrajca, gdy naród przelewa swoją krew, społeczeństwo stoi murem i górą za swoimi interesami, a grupa zdrajców, którzy ulegli nawoływaniom Zachodu lub po prostu zostali kupieni, potrafi zadać podły cios w plecy. To wszystko może być teraz i w Rosji,  niezależnie od tego, że tendencje po powrocie Putina są bardzo dobre. Został, na przykład, utworzony Klub Izborski[3], który łączy – niezależnie od ideologii – konserwatywno-patriotycznych intelektualistów, polityków, działaczy społecznych orientacji lewicowej i prawicowej, którzy zebrali się teraz, aby ratować kraj przed zewnętrzną i wewnętrzną agresją. Przed wewnętrzną agresją ze strony „piątej kolumny”, za przyczyną której utrzymuje się do tej pory bardzo duże niebezpieczeństwo.

Geopolityka: A zatem, po jednej stronie znajduje się większa część rosyjskiej elity, zorientowana prozachodnio i proatlantycko, posiadająca wpływ na społeczeństwo i media, a z drugiej strony jest blok patriotyczny, który tworzą przede wszystkim: prezydent Putin i większość narodu… Czy mógłby Pan objaśnić ten skomplikowany układ i warunki, w których znajduje się prezydent Putin? W jaki sposób należy promować wzajemne zrozumienie i współpracę pomiędzy rosyjską elitą narodową i gospodarczą, a prezydentem Rosji Włodzimierzem Putinem, oraz pomiędzy nimi i rosyjskim narodem?

A.D.: Uważam, że Putin jest samotny, gdyż, ogólnie rzecz biorąc, opiera się na społeczeństwie, ale prozachodnia, proamerykańska elita, owa „piąta kolumna”, blokuje możliwość wyjścia Putina do szerokich mas ludowych. Rosyjskiej elity narodowej praktycznie nie ma, bo w ciągu ostatnich dwudziestu lat praktycznie cała elita, z wyjątkiem, być może, niektórych członków resortów siłowych i niektórych poszczególnych osobistości, znajdowała się w praktyce pod wpływem zachodnich kręgów  liberalnych. U nas jest całkowicie liberalny rząd, u nas są liberalne media, liberalna edukacja, a w nich praktycznie istniało zewnętrzne sterowanie, i istnieje do tej pory. Generalizując nieco, cała rosyjska elita jest prozachodnia i cała ona sprzeciwia się Putinowi, albo przynajmniej nie jest zainteresowana tym, aby jego oparcie w narodzie było stabilne i poważne.

To elita rusofobiczna, elita nienawidząca rosyjskiej historii, gotowa sprzedać kraj w całości lub na części. Dlatego ona już wzięła się za to za Jelcyna, w latach 90-tych, a teraz to kontynuuje. Putin jest sam i oparcia w narodzie znaleźć do końca nie może. Być może, i okaże się to za jakiś tam czas, że jest on odizolowany przez elitę. Tak często bywało w rosyjskiej historii, gdy car czy wódz został otoczony przez zdrajców, szumowiny, sieci wpływu, agenturę, „piątą kolumnę” i szpiegów. A on się na razie przebić do Rosji nie może. Tymczasem społeczeństwo obarcza winą Putina za wszelkie bezprawie, jakie generują elity – za korupcję, złodziejstwo, cynizm, kradzieże. W ten sposób elity dyskredytują z jednej strony Putina swoim zachowaniem, a z drugiej strony – nie dają mu możliwości wyjścia do szerokich mas ludowych i oparcia się na nich. Elity blokują wszystko. Dlatego sytuacja jest wręcz tragiczna.

Geopolityka: Aleksandrze Geliewiczu, chcielibyśmy skorzystać z okazji i pochwalić jedną z Pańskich strategicznych wizji – eurazjatyzm. Widzimy, że Pańskie pomysły o Eurazji, lansowane przez Pana dwie dekady temu, obecnie jakby stają się rzeczywistością. Mamy na myśli ideę utworzenia Unii Eurazjatyckiej, o której mówił prezydent Federacji Rosyjskiej Włodzimierz Putin. Czy uważa Pan, że Serbia powinna również stać się członkiem Unii Eurazjatyckiej, biorąc pod uwagę fakt, że w sensie geograficznym Serbia znajduje się na zachód od Rosji?

A.D.: Po pierwsze, dziękuję za ten komentarz, ponieważ Serbowie zapoznali się z ideami eurazjatyckimi chyba jako pierwsi w Europie, jako pierwsi przetłumaczyli moje książki, albo przynajmniej jako jedni z pierwszych. Ja zawsze bardzo lubiłem naród serbski i zawsze uważałem, że Serbia i Rosja to dwa państwa, dwie kultury połączone wspólnym losem. Toteż nie jest dla Serbów żadną tajemnicą, skąd dotarł do Putina pomysł eurazjatyzmu – to naprawdę moja zasługa i moich zwolenników, eurazjatystów. Teraz to już nie tylko słowa – to jest rzeczywistość tworzenia Unii Eurazjatyckiej: działa Unia Celna!

Myślę, że Serbia powinna niewątpliwie wstąpić do Unii Eurazjatyckiej, powinna stać się członkiem Unii Celnej, wejść w skład OUBZ [Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym], bo tylko w ten sposób Serbia będzie w stanie obronić swoją suwerenność, niezależność, szybko i aktywnie się rozwijać. I nie będzie to się sprzeciwiać orientacji na Europę. Po pierwsze, z Rosji można teraz swobodnie wyjechać, można swobodnie handlować, a kontakty gospodarcze Rosji z Europą są o wiele  większe, niż w przypadku różnych krajów, które są członkami Enii Europejskiej, na przykład krajów Europy Wschodniej. Dlatego ci, którzy boją się, że wejście do Unii Eurazjatyckiej oddali Serbów od Europy, powinni wiedzieć, że to kłamstwo, że to propaganda naszych wrogów. Wręcz przeciwnie – to przybliży Serbów do Europy, lecz pozwoli im zachować z godnością także i suwerenność. (…)”

[pominięto tłumaczenie odpowiedzi na końcowe pytania o sprawy rosyjsko-islamskie i serbskie]
Tłum. Grzegorz Grabowski

geopolityka_serb

Źródło: „Geopolityka” nr 59 (styczeń 2013 r.)  (12.02.2013) Za: http://www.srpska.ru/article.php?nid=20170 (02.01.2013)
Na stronie Evrazia.org powyższy wywiad zamieszczono pt. „Czas wypowiedzieć wojnę rządowi światowemu” – zob.: http://evrazia.org/article/2184 (03.01.2013).

 

Przypisy tłumacza:

[1] – „Innocence of Muslims” (premiera 23.06.2012 w Hollywood pt. „Innocence of Bin Laden”) określany jest jako film wymierzony przeciw islamowi, gdyż pojawia się w nim prorok Mahomet przedstawiany jako oszust i kobieciarz, akceptujący molestowanie seksualne dzieci. Twórca filmu ukrywa się pod pseudonimem Sam Bacile. Najprawdopodobniej jest nim Egipcjanin Nakoula Basseley Nakoula, koptyjski chrześcijanin, mieszkający w południowej Kalifornii (za Wikipedią).
[2] – „Echo Moskwy” zostało w 1990 r. pierwszym niepaństwowym radiem w ZSRR. W czasie tzw. puczu moskiewskiego w 1991 r. opowiedziało się przeciwko puczystom. Od 1998 r. redaktorem naczelnym tej rozgłośni jest proamerykański ateista Aleksy Benedyktow, pochodzący po matce ze starej żydowskiej inteligencji (jego ojciec był oficerem na okręcie podwodnym, a dziadek służył w NKWD), nazywający siebie konserwatystą, zwolennikiem Ronalda Reagana i Margaret Thatcher, oraz nazwany osobiście przez Putina jego wrogiem (za Wikipedia.ru). 
[3] – Klub Izborski – zgromadzenie narodowo-patriotycznych i antyliberalnych intelektualistów rosyjskich powołane we wrześniu 2012 r. w starym ruskim grodzie Izborsk (30 km na zachód od Pskowa) w 1150 rocznicę powstania miasta, a zarazem w 1150 rocznicę powstania Rusi Nowogrodzkiej. Celem działań Klubu „w przededniu wielkiej wojny” jest wspieranie odbudowy kompleksu obronno-przemysłowego i produkcji broni najnowszych generacji, a przede wszystkim „stworzenie intelektualnej alternatywy dla projektu liberalnego, który jest bezpośrednio nakierowany na rabowanie i zniszczenie Rosji”. Członkami Klubu są między innymi: spowiednik prezydenta Putina archimandryta Tichon, geopolityk prof. Dugin, historyk prof. Fursow, pisarz Aleksander Prochanow (za Wikipedia.ru). Zob.: http://izborsk-club.ru/

Źródło: http://eurazja.yvision.kz/post/312303 (13.02.2013)

Co łączy petersburską inteligencję z handlowcami Kaliningradu, młodzieżą Syberii i przedsiębiorcami Dalekiego Wschodu? To sprzeciw wobec polityki Kremla, traktującego regiony, jak kolonialne zaplecze. Czy pokojowe protesty w obronie konstytucyjnej zasady federalizmu to separatyzm, który jak twierdzi władza, może doprowadzić do rozpadu państwa?

Matrioszka Pandory

Prezydent Borys Jelcyn oparł budowę Federacji Rosyjskiej na elitach regionalnych. Wprowadzając w czyn hasło: „bierzcie w ręce tyle suwerenności, ile zdołacie udźwignąć”, Kreml podpisał z regionami umowy o wzajemnym rozdziale uprawnień.

Jego następca Władimir Putin poszedł drogą ustrojowej centralizacji i pod pretekstem walki z terroryzmem pozbawił wszystkie prowincje samorządności. Na Północny Kaukaz wysłał nawet armię. Jego polityczni przeciwnicy twierdzą, że polityka „silnej ręki” stała się dziś największą barierą rozwojową Rosji. I zagrożeniem na przyszłość, bo socjologiczny ośrodek INDEM wykazał paradoksalną prawidłowość. Im więcej władzy ma Moskwa, tym bardziej rwą się związki między regionami, pogarszając innowacyjność i przedsiębiorczość, a tym samym stan gospodarki oraz sytuację demograficzną.

Trzeba także pamiętać, że Rosję w narodowościowych enklawach zamieszkuje ponad sto dwadzieścia grup etnicznych, często zwaśnionych o terytoria i państwowe subwencje, co z polityki regionalnej tworzy prawdziwą matrioszkę Pandory, a z Kremla zakładnika własnej, pozornej siły. W następstwie głównym zagrożeniem integralności terytorialnej jawi się wybuchowa sytuacja na Północnym Kaukazie.

Miejscowi wahabici, zbrojnie walczący z federalnymi wojskami i rządzącymi klanami, chcą niepodległego Kaukaskiego Emiratu. A ich radykalna ideologia etnicznego i religijnego separatyzmu od Rosji, rozprzestrzenia się na Tatarstan i Baszkirię. Jednak coraz częściej w regionach uchodzących dotąd za oazy spokoju, powstają ruchy obywatelskie, których aktywiści mienią się regionalistami, walczącymi o konstytucyjną zasadę federalizmu. Dla Kremla są to jednak tacy sami separatyści, jak ci na Kaukazie.

Republika Bałtycka i Ingermanlandia

Wprawdzie takich nazw próżno szukać na mapie Rosji, istnieją jednak w świadomości mieszkańców Kaliningradu i Petersburga. Gdy w 2010 r. Władimir Putin ratował bankrutujące zakłady motoryzacyjne AWTOWAZ, wprowadził zaporowe cła na import używanych samochodów, niszcząc podstawę bytu kaliningradczyków.

Masowe protesty, jakie wybuchły z tego powodu, odkurzyły pomysł przedsiębiorcy Siergieja Pasko, przekształcenia obwodu w Republikę Bałtycką pod protektoratem Unii Europejskiej. Nowe państwo, połączone z Rosją jedynie formalnie, miało posiadać prawo zunifikowane z europejskim, bo brak takowego jest uważany w obwodzie za prawdziwą klęskę. Choć kaliningradzki obrońca praw człowieka Salomon Ginzburg komentuje ideę, jako sposób autopromocji pomysłowego biznesmena, to na poważnie i od dawna wzywa Kreml do wprowadzenia w Kaliningradzie ekonomicznej autonomii, która wykorzysta w pełni położenie geograficzne, walory turystyczne i uzdrowiskowe, co poprawi warunki życia mieszkańców. Bo jak tłumaczy „chcą żyć według standardów ich najbliższych sąsiadów, czyli Polski i Litwy, a nie Rosji”. A według sondażu internetowej gazety „Strana Kaliningrad”, „większość miejscowej młodzieży nigdy nie była w Moskwie, ale bardzo często wizytuje Gdańsk i Berlin”. Tymczasem przez dwadzieścia lat istnienia enklawy, Kreml nie wypracował żadnej strategii rozwoju obwodu kaliningradzkiego.

Podobnie widzi sprawę wykładowca historii Państwowego Uniwersytetu Petersburskiego Daniłł Kociubinskij, który publicznie wystąpił z ideą utworzenia niezależnego państwa na terenie miasta i zachodniej części obwodu leningradzkiego. A właściwie reaktywacji Ingermanlandii, bo tak do podbojów Piotra I nazywała się położona tym obszarze szwedzka prowincja.

W wywiadzie dla tygodnika „Kommiersant-Włast”, polityczna kalkulacja Kociubinskiego jest prosta, chce przywrócenia prerogatyw samorządowych zabranych przez Kreml, „bo tylko decentralizacja władzy da federacji przyszłość”. Tygodnik cytuje także długą litanię pretensji innych zwolenników samorządnego Petersburga, na czele której znajduje się niewykorzystanie potencjału intelektualnego i historycznego miasta, wpisanego w całości na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO, a w którym mafijni przedsiębiorcy i skorumpowani biurokraci zniszczyli ponad sto zabytków architektury.

Pomysł Kociubinskiego można traktować, jako przejaw trwałego stołecznego kompleksu Petersburga wobec Moskwy. Jednak „Kommiersant” uważa, że jest to przejaw obywatelskiej odpowiedzialności petersburskiej inteligencji za los swojej małej ojczyzny i całej Rosji. Bo rzecz można by zbagatelizować gdyby nie fakt, że Kociubinskij udzielał wywiadu w więzieniu, w którym osadziła go Federalna Służba Bezpieczeństwa.

Z pewnością kremlowscy urzędnicy przejęli się petersburskimi demonstracjami pod hasłem „Dość utrzymywania Moskwy”, których uczestnicy wyszli na ulice pod żółto-błękitnymi flagami Ingermanlandii. Odpowiednie wrażenie wywarli także fani miejscowego zespołu piłkarskiego Zenit, wywieszając podczas meczu z moskiewskim Dynamem, hasła poparcia dla idei swojego wolnego państwa.

Republika Uralska i Dalekowschodnia Federacja

Natomiast Republika Uralska, ze stolicą w Jekaterynburgu istniała naprawdę, choć jedynie przez pięć miesięcy 1993 r. Jej inicjatorem był ówczesny gubernator swierdłowski Eduard Rossel, który w ten sposób chciał wytargować w Moskwie lepszą umowę samorządową.

Za rządów Putina idea odżyła, bo jak twierdzą miejscowi przedsiębiorcy, narzuceni przez Kreml urzędnicy, dosłownie grabią Ural i Syberię. A jest co grabić, bo na rozległym obszarze zamieszkałym przez jedynie przez 15 milionów osób, skoncentrowanych jest 70 proc. bogactw naturalnych, z których dostatnio żyje głównie Moskwa, bo tam odprowadzane są zyski i podatki.

W rozmowie z dziennikarzami magazynu „Russkij Reportior”, jeden z miejscowych działaczy Anton Bakow podkreśla, że dziś pomysł oddzielania Syberii od Rosji, poparłoby już ponad 20 proc. wyborców, a to dzięki młodzieży, która podczas ostatniego spisu powszechnego, zainicjowała wpisywanie narodowości syberyjskiej. Rezultat przeszedł oczekiwania i fakt musiał uznać urząd statystyczny.

Jak twierdzi autor słownika języka syberyjskiego Jarosław Zołotariow, „celem separatyzmu jest szeroka autonomia narodowo-kulturalna”. A jego kolega Dmitrij Wierchoturow dodaje, że „Syberia to nie Rosja, a naród syberyjski nie ma mentalności typu: wódka, trojka, bałałajka, i dlatego jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest utworzenie konfederacji Rosji i Związku Syberyjskiego”. W jeszcze gorszej sytuacji znajdują się mieszkańcy Dalekowschodniego Okręgu Federalnego. Żyje ich 6 milionów, wobec 110 milinów Chińczyków w nadgranicznych prowincjach. Najważniejszy jest jednak fakt, że najbliżsi sąsiedzi, tj. Korea Południowa, Chiny i Japonia mają roczny dochód narodowy warty 7 bilionów dolarów, czyli czterokrotnie większy niż rosyjski, a mimo to 20 proc. mieszkańców rosyjskiego Dalekiego Wschodu żyje poniżej granicy ubóstwa.

Winę za to ponosi Kreml, który krępuje rozwój regionu i jego zagraniczną współpracę, strasząc chińskim zagrożeniem, choć Daleki Wschód i tak żyje w oderwaniu od reszty Rosji. Miejscowi przedsiębiorcy twierdzą, że większym od Chińczyków zagrożeniem bezpieczeństwa są nielegalni migranci z Uzbekistanu i Tadżykistanu, których do pracy ściągnęły moskiewskie firmy, a mimo to Kreml zdecydował się na drakońskie środki blokujące współpracę regionalną z Pekinem.

Ustanowiono nadgraniczny pas zakazu osiedlania oraz zakaz przekraczania granicy prywatnymi samochodami. Szczególnie ostatnie zarządzenie sparaliżowało gospodarkę, bo jej podstawą była walizkowa turystyka. Podobnie jak w Kaliningradzie, we Władywostok uderzyły zaporowe cła na import samochodów z Japonii. Jego mieszkańcy nie mogą wybaczyć siłowej rozprawy z manifestacją protestacyjną, dokonanej przez ściągnięty z Moskwy OMON. Ponieważ demonstranci nieśli ze sobą flagi Japonii, kremlowscy biurokraci zwęszyli natychmiast separatystyczny spisek. Były urzędnik władywostockiej merii Nikołaj Matwijenko, skarży się dziennikarzom: – Stolica traktuje nas jak debili, którzy w japońskich samochodach ukrywają automaty Kałasznikowa i chcą oderwać region od Rosji. Nie jesteśmy separatystami, ale nie chcemy być kolonialną faktorią.

Dlatego sprawę w swoje ręce wzięli członkowie organizacji „TIGR- Towarzystwa Inicjatyw Obywateli Rosji”. Celem działania jest przywrócenie swobód samorządowych i przedsiębiorczości oraz dostosowanie ustawodawstwa do specyfiki regionalnej współpracy z Chinami. Tylko spełnienie postulatów może przyciągnąć zagranicznych inwestorów i zahamować odpływ mieszkańców do europejskiej części Rosji, bo Daleki Wschód wyludnia się w szybkim tempie. TIGR odniósł już pierwsze sukcesy, w ostatnich wyborach parlamentarnych prokremlowska partia Jedna Rosja, uzyskała 20 proc. głosów mniej niż uprzednio, a działacze obywatelscy coraz głośniej mówią o utworzeniu autonomicznej Dalekowschodniej Federacji we współpracy ze Związkiem Syberyjskim.

Kreml nie ma pomysłu

Czy Władimir Putin zdaje sobie sprawę z nieskuteczności polityki „silnej ręki”? Z pewnością, bo w ostatnim orędziu o stanie państwa narzekał: – Rosyjskie społeczeństwo odczuwa widoczny deficyt duchowej spoiny. I zaproponował, aby receptą na separatyzm i nacjonalizm stało się wychowanie patriotyczne, oparte na wartościach religijnych i wierności państwu.

Zdaniem rosyjskich komentatorów wskazuje to na kompletny brak pomysłu polityki regionalnej. Tym bardziej, że jak dotąd receptą na oddolne ruchy obywatelskie są działania administracyjne. Prezydent powołał specjalne ministerstwo ds. rozwoju Syberii i Dalekiego Wschodu oraz wystąpił z pomysłem komasacji regionów w jeszcze większe jednostki administracyjno-gospodarcze, co już wywołało silne protesty prowincji obawiających się udoskonalonej metody drenażu ekonomicznego.

Moskwa nie zaprzestaje także rozgrywania „separatystycznego straszaka”, który jest przecież doskonałym argumentem uzasadniającym twarde rządy. Regionaliści coraz częściej trafią w ręce FSB, a stamtąd na ławę oskarżonych.

Robert Cheda dla Wirtualnej Polski

Tytuł pochodzi o redakcji.

Szanowni Państwo! . Kiedyś najwygodniejszym środkiem lokomocji w Warszawie był własny samochód. Dzięki niemu można było uniknąć spóźnień, tłoku i niekiedy bardzo niepożądanego towarzystwa. Sytuacja zmieniła się radykalnie i to na lepsze, przynajmniej odnośnie do dwóch pierwszych aspektów.

Pozostał jednak ten trzeci. Ostatnio jadąc autobusem musiałam wysłuchiwać popisu rozwrzeszczanych nastolatków. Odniosłam wrażenie, że popis ma na celu taką wymianę myśli, żeby prawie nie używać słów cenzuralnych. Czułam się jak w nigdy niemytej ubikacji. Nie reagowałam, bo w ewentualnej ręcznej wymianie argumentów nie miałabym najmniejszych szans, a nawet gdyby do niej nie doszło – to co bym miała tym młodym ludziom powiedzieć?

     Oni przecież wiedzą, że skoro zostaje się gwiazdą medialną mordując własne dziecko, albo przynajmniej biorąc łapówkę, to co można zaproponować w zamian? Z przykazów medialnych dowiadujemy się, jak unikać kary za niewątpliwe przestępstwa i jak trudno udowodnić własną niewinność, jeśli jest się pomówionym przez byle bandziora. Wówczas domniemanie niewinności nie obowiązuje. Natomiast jeśli jest się w układzie, to zawsze można liczyć na domniemanie bezkarności.

     Do następnej soboty. Pozdrawiam

 

 

Małgorzata Todd   www.mtodd.pl

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Misja medialna

 

Występują: Grasow, czyli w skrócie Gras, Wronisław Komuchowski, czyli w skrócie Wronuś, Donuś, Szef Służb Specjalnych, czyli w skrócie Szef SS, redaktor Nad-Naczelny.

 

Gras – Konsultant pochwalił nas za projekt ustawy umożliwiający wprowadzenie obcych wojsk w razie zamieszek.

Donuś – To akurat mnie nie dziwi, zwłaszcza że nie ograniczamy się do Unii Europejskiej.

Wronuś – Najważniejsze, że pochwalił. Tym samym możemy liczyć na wsparcie bratnich wojsk w obronie socjalizmu!

Donuś – Chyba w obronie demokracji.

Wronuś – A co za różnica? Jak go zwał, tak go zwał. Będziemy mogli wezwać pomoc wojskową zarówno ze wschodu, zachodu i południa.

Gras – Wronuś, ty jak zwykle wyjeżdżasz ze sprawami oczywistymi. A tymczasem nie udało się uniknąć przecieków do prasy.

Wronuś – Gównego nurtu? 

Gras – Nie. Oczywiście, że nie głównego.

Donuś – A jakiej? Kto się ośmielił? Trzeba z tym raz na zawsze skończyć. Dlaczego jeszcze stale ukazują się jakieś wywrotowe pisemka i audycje?

Szef SS – Pozwolę sobie zauważyć, że robimy co w naszej mocy, ale tylu naraz uciszyć się nie da.

Nad-Naczelny – Jak nie uciszyć, to zagłuszyć.

Wronuś – Niby jak?

Nad-Naczelny – Jak zwykle. Już teraz wszyscy chcą zaglądać Annie G po… po… pod spódnicę. TVP nadaje słodziutkie scenki z życia homo. Publika jest zadowolona.

Szef SS – Rozkoszny chichot może się raptem urwać.

Wronuś – A to niby dlaczego? Trzeba sprawę pociągnąć. Niech by Anna G. wystartowała  w wyborach Miss Polonii.

Donuś – Albo jako kandydatka na prezydenta.

Wronuś – A ty znowu swoje.

 Szef SS – Moim zdaniem, jeśli tajne służby państw, którym zależy na spokoju w Nadwiślańskim Kraju połączą siły, to żadna rebelia nam nie grozi. Wszystko będzie pod kontrolą. Tylko ta ustawa nr 1066 powinna zostać uchwalona jak najszybciej.

Wronuś – Przesadzacie. Stan wojenny został wprowadzony z naduszeniem ówczesnej konstytucji i co z tego? Czy ktoś za to odpowiedział?

Gras – Wronuś ma tym razem rację, ale lepiej żeby była jakaś podkładka.

Donuś – W sejmie nie widzę problemu. Musi się tylko powieść misja medialna.

Nad-Naczelny – Spoko. Tajniacy wszy… wszy… wszystkich krajów łączcie się!

 

KURTYNA

P.S. Znalezione w Internecie

(garść refleksji po rezygnacji Benedykta XVI) Wybór „Pancernego Kardynała”, bo tak Joseph Ratzinger był nazywany, na Stolicę Piotrową komentowany był, jako najlepsze wyjście po długoletnim pontyfikacie błogosławionego Jana Pawła II. Tymczasem okazało się, że 78-letni Niemiec trzyma się bardzo dobrze i zamiast koncentrować się na pielęgnowaniu zdrowia wprowadza w życie Kościoła „nowinki”, nie ulega modernistom, podaje dłoń np. anlikanom zdegustowanym tym, co ich biskupi z Kościołem anglikańskim robią;

nie zapominajmy, że i lefebrystom zapalał zielone światło, a komunii udzielał najchętniej do ust i na kolanach!
   Dzielny staruszek przywrócił do łask   mszę trydencką, „naraził się” muzułmanom, hinduistom, aborcjonistom, zboczeńcom, feministkom itd.itp.
Może dlatego, że nie poszedł w ślady Jana Pawła II napotkał tak silny opór? Zaraz po ogłoszeniu decyzji konklawe zapowiedział, że po pontyfikacie umiłowanego Jana Pawła II nastanie czas papieża teologa: mniej teatru, spotkań z wiernymi w najdalszych zakątkach świata, a  więcej głębokich rozważań o Bogu.
   W sieci można znaleźć filmik ze spotkania Benedykta XVI z niemieckimi hierarchami: prezyntowi Niemiec każdy purpurat podaje z szacunkiem rękę, ale Ojca Swiętego już co drugi lekceważy… dla mnie był to szok – nie podać ręki papieżowi? Odwracać się do niego plecami, śmiać się, nie dostrzegać… To było straszne! Szedł z wyciągniętą ręką i jego dłoń były odtrącana na oczach całego świata. Dla mnie był to kolejny sygnał, że Benedykt XVI „nie ma łatwego życia” za murami Watykanu.
   Istnieje takie utarte spojrzenie na Watykan, że to Stolica Piotrowa, ostoja świętości, niezłomności – podobnych określeń można przytoczyć tysiące, ale prawda jest taka, że papież otoczony jest różnymi ludźmi, nie zawsze chcącymi jedynie służyć. Nie możemy zapominać, że i w Watykanie są ludzie często pragnący realizować cele sprzeczne z tym, czego można byłoby oczekiwać.
Nie będę (na razie) sięgać w zbyt odległą przeszłość, ale ile dni papież Jan Paweł I sprawował swój urząd? Miesiąc? I otwartym jest pytanie, czy do jego śmierci nie przyłożył ktoś ręki… Oficjalnie zmarł śmiercią naturalną, ale istnieje wcale pokaźna literatura na ten temat. Można powiedzieć, że zwolennicy spiskowej teorii dziejów wszędzie widzą działanie tajnych sił, że dzielą zapałkę na czworo, ale mury Watykanu nie takie rzeczy widziały i niejeden papież odszedł w okolicznościach, które nie przyniosły mu chwały.
   Oficjalnie Benedykt XVI powiedział, że nie ma już siły, aby stać na czele kościoła i służyć mu tak, jak powinien. Ale czy nagonka, której był ofiarą, nie była czynnikiem decydującym? Najbliższy pracownik, garderobiany, wynosi na zewnątrz tajne dokumenty, osobiste pisma papieża, przy okazji rozpętano ostrą kampanię medialną, której papież nie mógł się przeciwstawić; nikt w takiej sytuacji nie mógłby się bronić bowiem zbyt potężne siły od dawien dawna walczą z katolicyzmem, Kościołem.
   Mówi się, że Duch Swięty poprowadzi kardynałów w czasie konklawe i wybiorą najlepszego sternika łodzi piotrowej, ale z drugiej strony dobrze wiemy, jak gorące dyskusje, spory prowadzone są za kulisami. Kiedy kardynałowie dogadywali się w sprawie kandydatury  arcybiskupa krakowskiego, ks. Wojtyły, zaangażowane były także świeckie siły. Przekonany jestem, że i tym razem jest podobnie i skłonny jestem zaryzykować twierdzenie, że zebrani w Watykanie kardynałowie więcej uwagi poświęcą na wzajemne dyskusje niż na zdanie się na wolę Ducha Swiętego…
                        Nie jest pierwszy i, zapewne, nie będzie ostatni
   Oczywiście, decyzja papieża zaskoczyła wszystkich, tym bardziej, że jego poprzednik, „papież Polak”, był naprawdę schorowany, przecież pod koniec życia nie mógł nawet przemówić do wiernych, a mimo to wytrwał na posterunku do końca. Obserwując Benedykta XVI w ostatnim czasie widać było, że jest zmęczony, ale – powtórzę – na ile było to zmęczenie wywołane wiekiem i utratą zdrowia, a na ile atmosfera osaczenia? Może to mało eleganckie słowo i może się mylę, ale jak się pozbiera rozsypane klocki i odłoży na bok myśli, iż nie wypada nawet tak myśleć, to ujrzymy samotność papieża i ataki ze wszystkich stron. Nawet obecne komentarze, to wciąż przypominanie komu „zalazł” za skóre, kogo zraził i czym się nie zajął. Na przykład niektórzy wytykają papieżowi, że nie podjął tematu kapłaństwa kobiet, celibatu, że homoseksualiści mają do niego żal itd.
Cóż można powiedzieć, np. to, że nie trzeba udowadniać, że się nie jest wielbłądem! Ci, którzy nie znają nauki Kościoła, nie rozumieją, że stanowisko papieża nie wynikało z jego prywatnych kaprysów, ale z fundamentów, na których opiera się Kościół katolicki. Papież nie był rewolucjonistą, nie był też jakąś konserwą, przecież był zaangażowany w okresie prac Soboru Watykańskiego II, ale wystarczyło, że nie poszedł za modernistami, że przypominał, iż po ostatnim  soborze Kościół przechodzi bardzo poważny kryzys, aby napotkać opór.
   Nie zapominajmy też, że kardynał Ratzinger, to przede wszystkim człowiek nauki, głębokiej wiary i na pewno dzisiejszy świat globalnej wioski to rzeczywistość, w której nie czuł się zbyt pewnie. Co prawda w ostatnim czasie pojawiły się papieskie wpisy na twitterze, ale bliższa mu biblioteka, własna pracownia, w której powstawały ważne prace. Na przykład tuż przed świętami Bożego Narodzenia pojawiły się angielskie wydania „Jezusa z Nazaretu”, trzytomowego dzieła, które powinno się znaleźć w każdym domu.
   Piszący komentarze przypominają, że ostatnim papieżem, który zrezygnował, był Celestyn V (1215-1296). Chcę podkreślić, że znajduję pewne rysy wspólne dla Benedykta XVI i Celestyna V, chociażby podeszły wiek (Benedykt 78 lat, Celestyn 80) w chwili wyboru.
Po śmierci Mikoła IV w 1292 r. przez dwa lata kardynałowie nie mogli dojść do porozumienia, wreszcie ich wybór padł na pobożnego pustelnika Pietro del Murrone, który o wielkim świecie  nie miał większego pojęcia. Chyba nie muszę dodawać, że nie miał żadnego doświadczenia i od pierwszej chwili oponował, ale uległ namowom kardynałów.  „Wytrzymał” pół roku: od 5 lipca do 13 grudnia 1294 r. Po konsultacji z kardynałami, którzy uznali, że jest zgodne z prawem, odczytał im specjalną bullę o swoim zrzeczeniu się urzędu.
I tu kolejne podobieństwo: współcześni zastanawiają się, co będzie robić Benedykt XVI po wyborze następcy? Jego brat w wywiadzie dla Radia RFM powiedział, że nigdy nie przyjedzie do Niemiec, ale rodzina będzie go mogła odwiedzać w Rzymie. Znalazłem informację, że zamieszka w zamkniętym klasztorze, gdzie odda się modlitwom i pracy naukowej. Jest to więc jakaś forma usunięcia go zupełnie w cień. A Celestyn V? Kiedy po abdykacji chciał powrócić do swojej pustelni, jego następca, Bonifacy VIII (1294-1303) nie zgodził się, kazał osadzić go w areszcie (zapewne jakiś zakon), gdzie przebywał aż do śmierci w dniu 19 maja 1296.
   Można znaleźć informacje, że Celestyna do zrzeczenia się urzędu namawiał właśnie Benedykt Gaetani, czyli późniejszy Bonifacy VIII. A kazał go uwięzić, aby nie doszło do schizmy, nie wszyscy bowiem pogodzili się z decyzją Celestyna V.
   O fotel papieża, który był nie tylko głową Kościoła, ale i Państwa Watykańskiego, walczyły potężne włoskie rodziny, np. kardynałowie z rodu Colonnów byli zwolennikami Celestyna V, dlatego nawet w roku 1303 uwięzili Bonifacego, którego uwolnil lud rzymski, ten sam, który przez długi czas decydował o tym, kto zostanie papieżem.
   Mówiąc o ustąpieniu wspomina się Grzegorza XII (1406-1415), ale czy rzeczywiście był prawowitym papieżem, czy antypapieżem? W latach jego pontyfikatu było nawet trzech papieży:on, Benedykt XIII i Aleksander V…
Jak już wspomniałem w walce o tron piotrowy ścierały się ogromne siły, najpotężniejsze rody, dwory królewskie. Jedni kardynałowie popierali Grzegorza, inni Benedykta, aby wreszcie wybrać Aleksandra. Grzegorz XII ostatecznie podporządkował się decyzji soboru w Konstancji i zryzygnował z urzędu papieskiego.
   Garść ciekawostek papieskich przytacza ks. prof. Spirago w swoim „Katolickim katechizmie ludowym” (Mikołów-Warszawa 1911), otóż okazuje się, że najstarszym papieżem był św. Agato (678-682), którego wybrano w … 104 roku życia i który panował jeszcze cztery lata. Pisze ks. Spirago: „ Niektórzy Papieże zasiedli na Stolicy Apostolskiej w bardzo młodym wieku. Tak np. Papież Benedykt IX (1033-1044) dostąpił tej godności licząc lat 18; po dwunastu latach złożył tę godność i nie przyjął ponownego wyboru. Jan XII (955-964) liczył w chwili obioru 19 lat. Grzegorz V, Tyrolczyk z rodu (996-999) wybrany został papieżem w 24 roku życia, a zmarł już po trzech latach.
   Ogółem było tylko 11 Papieżów, których życie nie było zupełnie nienagannym.
   Wiedzieć jednak trzeba, że nieprzyjaciele Kościoła przesadzili ogromnie w podawaniu błędów i występków tych Papieży. Zresztł dlatego może potępia ogół tak ostro te błędy, że dopuścili się ich właśnie Papieże, a więc naczelnicy Kościoła”.
Autorowi łatwo nie przychodzi pisanie o grzesznych papieżach, tym niemniej wspomina, iż tacy byli, co wielu współczesnym stwarza ogromny problem, jak temat ugryźć tak, aby nie… ugryźć. Jak ks. Spirago tłumaczy postępowanie kościelnych dostojników? „Od czasu, gdy dzieki intrygom świeckich udało się kilku niegodnym osobnikom zasiąść na Stolicy Apostolskiej, było gorliwem staraniem tak Papieżów jak i Soborów, by wybór Papieżów uczynić możliwie niezależnym. Mikołaj II zarządził w r.1059, że Papieże mają być wybierani tylko przez kardynałów; Kardynałowie mają przy tem uwzględnić życzenia ludu rzymskiego i kleru (…) W roku 1274 zaprowadzono wreszcie tak zwane concave, polegające na tem, że przy obiorze Papieża odosobniają się Kardynałowie zupełnie od świata i pozostają razem odosobnieni tak długo, aż wybór jest dokonanym”. Dzięki tym zmianom, jak tłumaczy ks. Spirago „ w ostatnich stuleciach zasiadali na tronie papieskim tylko mężowie nauki i cnoty wypróbowanej, którzy cieszą się szacunkiem i czcią całego żwiata cywilizowanego”.
   Z ciekawości sprawdźmy jakimi papieżami byli wymienieni przez kapłana Benedykt IX, Jan XII, Grzegorz V.
O Benedykcie IX ( za: Rudolf Fischer-Wollpert, Leksykon papieży,  Wydawnictwo Znak 1990): „W styczniu 1033 papieżem został jeden z najbardziej niegodnych tego okresu. Rzymianie gardzili nim zwłaszcza za jego rozwiązłość i występność. Stąd kilkakrotnie musiał opuszczać Rzym (W 1045 Benedykt odsprzedał za tysiąc funtów srebra godność papieską Janowi Gracjanowi (którego był ojcem chrzestnym); Jan Gracjan wstąpił na tron papieski jako Grzegorz VI. Tak więc w tym samym czasie rządzli w Rzymie aż trzej papieże: jeden u św. Piotra, drugi w S. Maria Maggiore, trzeci zaś na Lateranie” (s.73).
Jan XII był niezłym łotrem: „Ogólny sąd o tym pontyfikacie – nawet przy tak ogromnym zdziczeczeniu obyczajów tego okresu – może być jedynie druzgocący: osiągnięte zostało dno” (s.65).
Grzegorz V – o nim właście nie pada złe słowo, co ciekawe jako pierwszy posłużył się interdyktem, czyli obłożył całą Francję klątwą kościelną ponieważ król Robert II, bez papieskiej dyspensy, ożenił się z krewną czwartego stopnia.
   Można przytaczać inne imiona papieży i opisywać walki, zabójstwa – jednym słowem przyspieszony koniec panowania. Nie o to jednak chodzi, chcę pokazać, że Kościół w swoich dziejach przeszedł niejedną próbę; że po rok 1870 możemy mówić o papiestwie i Państwie Kościelnym, w którym papież funkcjonował jak władca świecki i tak się zachowywał prowadząc np. wojny, ściągając podatki itd.
   Po upadku Państwa Kościelnego papież pozostał w Watykanie, nie mając na głowie dodatkowych obowiązków mógł się skoncentrować na sprawach duchowych.
                   Na pewno jest odczuwany niepokój
   Po śmierci Jana Pawła II spodziewano się, że kardynałowie wybiorą bliskiego współpracownika, czyli kardynała Ratzingera, ale dzisiaj? W takich okolicznościach? Padają różne nazwiska, ale niewarto brać udziału w tycg zgadywankach. Chodzi o znacznie poważniejszą kwestię: w którą stronę poprowadzi nas następca Benedykta XVI? Nie jest tajemnicą, że wwnótrz Watykanu funkcjonują masoni piastujący najwyższe funkcje. W sieci można znaleźć nazwiska biskupów i kardynałów, którzy mają należeź do masonerii. W chicagowskim „Kurierze” postawiono zarzut biskupowi Wypychowi, że jest masonem, opublikowano nawet dokument, który ma być niezbitym dowodem na to, że polski biskup przystąpił do fartuszkowego związku.
   Zwracałem się do ks. bpa Wypycha, wymieniliśmy kilka e-maili. Zdecydowanie zaprzeczył. Nie komentuję, po prostu nie wiem.
A zatem nie jest ważny kolor skóry, ani kraj pochodzenia, jesteśmy członkami Kościoła katolickiego, powszechnego, oczekujemy na pasterza, który nie pójdzie w ślady np. Kościoła anglikańskiego, w którym są kobiety-kapłanki, jawni homosie są biskupami i z którego wierni uciekają… Podał im rękę Benedykt XVI, za co został zaatakowany. To samo chciał zrobić z innymi protestantami – umożliwić przejście do Kościoła katolickiego.
   Zyjemy w epoce posoborowej, nie Bóg jest w centrum, ale człowiek; kapłan nie modli się wrócony twarzą do ołtarza, tylko do ludzi. Mówi się o uczcie, a nie ofierze… Zanim został papieżem kardynał Ratzinger dostrzegał problemy, poważne problemy współczesnego Kościoła. Rozpaczał nad spadkiem powołań zakonnych, w książce „Raport o stanie wiary. Z ks. kardynałem Josephem Ratzingerem rozmawia Vittorio Messori” (Kraków 1986), padają smutne słowa: „Bezsprzecznie ostatnie dwudziestolecie było dla Kościoła katolickiego niefortunne. Skutki tego, co nastąpiło po soborze, są przeciwne oczekiwaniom wszystkich, także oczekiwaniom papieży Jana XXIII i Pawła VI. Chrześcijanie na nowo są w mniejszości i to bardziej jeszcze niż byli u schyłku starożytności. Papieże i Ojcowie Soborowi oczekiwali nowego zjednoczenia katolików, a tymczasem nastąpiła taka niezgoda, że wydaje się – używając słów Pawła VI – iż autokrytyka przerodziła się w autodestrucję. Oczekiwano przypływu entuzjazmu, a tymczasem nastąpił dojmujący upadek ducha i zniechęcenie. Oczekiwano skoku w przód, a tymczasem nastąpiła dekadencja spod znaku rzekomego ducha soboru” (s.25).
Warto zapamiętać słowa: „Jestem przekonany, że szkody które ponieśliśmy w ciągu ostatnich dwudziestu lat nie są zawionione przez sobór. Przyczyny znajdowały się wewnątrz Kościoła, w którym ujawniły się utajone przedtem siły – albo nieodpowiedzialne, albo tylko naiwne w swoim optymizmie – entuzjazmujące się się nowoczesnością, a w rezultacie mylące postęp techniczny z prawdziwym, całościowym postępem. Szkody te zostały spowodowane także i tym, co przyszło z „zewnątrz” jako skutek rewolucji kulturalno-obyczajowej średniego mieszczaństwa, które zdobyło przewagę na Zachodzie. To nowe, tzw. trzecie mieszczaństwo hołduje przede wszystkim indywidualizmowi, racjonalizmowi i hedonizmowi w ramach wyznawanej przez siebie radykalno-liberalnej ideologii” (ss 25-26).
   Czy Duch Swięty będzie czuwać nad kardynałami, aby nie popełnili zbiorowego samobójstwa? Oczywiście nie mówię o dosłownym odebraniu sobie życia, ale postawienie na czele Kościoła jakiegoś liberała, który poprowadzi nas w kierunku zmian wprowadzonych przez protestantów – oznaczać będzie dla wielu … koniec. Nie wyobrażam sobie, że osoba zboczona zostaje biskupem (to, że takie przypadki są nie oznacza, że jest na to przyzwolenie; kanadyjski biskup przyłapany z dziecięcą pornografią został błyskawicznie popędzony w krzaki; kapłani, którym postawiono zarzuty molestowania są zawieszani w czynnościach).
   Nie tylko ja odczuwam niepokój, chociaż z drugiej strony mówię sobie, że wśród kardynałów na pewno nie brakuje kapłanów wiernych Tradycji i nie pozwolą, aby korab piotrowy skazać na zagładę. Nie, trzeba wierzyć, że na czele chrystusowego Kościoła stanie godny tego człowiek, a jeżeli papieżem zostanie Murzyn zacznę głęboko studiować przepowiednie sprzed wieków. Czy to nie św. Malachiasz miał przepowiedzieć, że ostatnim papieżem będzie ciemnoskóry, a po nim już Kościoła nie będzie… a więc i nas.
   Po ogłoszeniu decyzji papieża Benedykta XVI o rezygnacji Radio RFM powtarzało tę informację do znudzenia (mówię akurat o tej rozgłośni ponieważ w miejscu mojej pracy akurat ta stacja jest słuchana, to gwoli wyjaśnienia, najchętniej bowiem nie słuchałbym wcale), zadadawano też pytanie, czy papież, po odejściu, będzie mieć wpływ na życie Kościoła, jakby się obawiano, że kardynał Ratzinger zza kulis dalej będzie odgrywać ważną rolę. Dlatego zapowiedziano, że pozostanie w Rzymie w zamkniętym klasztorze. Może się tam modlić, pisać kolejne książki, oddawać rozmyślaniom, ale żadnej aktualnej działalności.
   Gdzieś, kiedyś ktoś śpiewał, że oto idzie młodość, młodość i tego się chyba najbardziej obawiam. Smutne jest natomiast sugerowanie ludziom, że Benedykt XVI nie podjął ważnych spraw, że właściwie niewiadomo co przez osiem lat robił, kiedy sprawy nie cierpiące zwłoki, jak już wspomniane kapłaństwo kobiet, umknęło jego uwadze. Myślę, że nie umknęło, myślę, że nie podjęcie dyskusji na ten temat jest jednoznaczne i proste jak budowa cepa: najwyżej stawiam Tradycję i staram się być jej wierny.
   Benedykt XVI odchodzi, ale pozostaje jego nauczanie, co prawda stawiano mu zarzuty, że ulega modernistom, poddaje się, ustępuje, ale żeby nie byłojak w starym dowcipie, kiedy trzeba wygłosić mowę pogrzebową nad zmarłym bandziorem, a jak wiadomo o zmarłym nie mówi się źle. Jak problem rozwiązano? To prawda, że był łobuzem, ale w porównaniu z synem, którego pozostawił, był to naprawdę bardzo dobry człowiek… Oby ci, którzy nie są zadowoleni z posługi Benedykta XVI nie obudzili się z ręką w nocniku!

Leszek Wyrzykowski

Gaz łupkowy ma zrobić z Polski energetyczne eldorado. Tymczasem toksyczne chemikalia stosowanie w procesie wydobywczym wzbudzają protest mieszkańców przyszłych terenów wydobywczych – pisze niemiecka prasa.Internetowe wydanie tygodnika „Die Zeit” oraz opiniotwórczy dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ)…

przedstawiają kulisy protestu, jaki wybuchł w Polsce na tle kontrowersji i sporów o metodę wydobywczą, która ma być zastosowana przy eksploatacji gazu łupkowego. Sprawa dotyczy oddalonej o 80 kilometrów na północny-zachód od Gdańska miejscowości Strzeszewo.

„Metoda eksploatacji jest bezpieczna dla środowiska” – cytuje za rzecznikiem prasowym amerykańsko-brytyjsko-polskiego konsorcjum eksploatacyjnego Conoco-Philips/Lane Energy Poland portal „Zeit online”. Tymczasem z powodu wątpliwości co do szkodliwości dla środowiska używanych technologii (w celu ułatwienia szczelinowania uwalniającego gaz do wody dodaje się wiele toksycznych i drażniących środków chemicznych, jak m.in. kwas solny, nadsiarczan amonu, które mogą przenikać do wód gruntowych – red.) na barykady poszła ludność Strzeszewa. „Z punktu widzenia Warszawy nowa metoda eksploatacji jest błogosławieństwem dla państwa. Geolodzy odkryli w Polsce obszerne złoża gazu łupkowego. Optymistyczne szacunki wahają się od dwóch do pięciu bilionów metrów sześciennych tego surowca. To odpowiada stuletniemu zapotrzebowaniu Polski na energię elektryczną. Ale to także olbrzymie możliwości eksportowe. Premier Donald Tusk ma nadzieję, że Polska stanie się >>drugą Norwegią<<”. Portal przypomina, że Skandynawia właśnie dzięki eksploatacji i przetwórstwu gazu i ropy naftowej stała się jednym z najbogatszych regionów świata. Autor artykułu, Ulrich Krökel, wspomina o paraliżu legislacyjnym związanym z uregulowaniem wydobycia gazu łupkowego w Europie powołując się na przykład Francji, Holandii i Ukrainy, ale również i Niemiec, gdzie nie udało się wypracować kompromisu w sprawie wydobycia tego surowca: „ Jakiekolwiek rozstrzygnięcie w tym temacie powinno zapaść po wrześniowych wyborach parlamentarnych w Niemczech” – przewiduje autor artykułu. „W Polsce opracowanie regulacji prawnych przysparza podobnych problemów: wiele projektów ustaw zostało skierowanych pod ponowne obrady Sejmu. W lutym powinny zapaść ostateczne decyzje. Tymczasem mimo luk w prawie rząd RP zdążył już udzielić 113 licencji na dokonywanie odwiertów, a 42 instalacje wiertnicze już pracują. Właśnie w takich miejscowościach jak Strzeszewo” – pisze „Zeit online”.
ARCHIV – Bürger der Interessengemeinschaft «Schönes Lünne» demonstrieren am 02.02.2011 vor der Baustelle zur Erdgasprobebohrung des Energieerzeugers ExxonMobil in Lünne (Kreis Emsland). Die Gasförderung mit der Fracking-Methode ist umstritten. Am Montag informierten Sachverständige im Umweltausschuss des Bundestags über die Technik, die das Umweltbundesamt für gefährlicher hält als die unterirdische Speicherung des Klimakillers CO2 – auch weil womöglich krebserregende und andere giftige Stoffe zum Einsatz kommen könnten. Foto: Ingo Wagner dpa (zu dpa-KORR: «Die Sorge vor dem brennenden Wasserhahn») +++(c) dpa – Bildfunk+++ Protest w Niemczech przeciwko metodzie szczelinowania (2011)

Kontrowersyjna technologia

O protestach przeciwko metodzie wydobycia gazu łupkowego pisze także FAZ. Dziennik omawia w tym kontekście dokumentalny film Lecha Kowalskiego „Gorączka gazu”, który wyemitować ma telewizja ARTE. FAZ wyjaśnia, że polski dokumentalista kręcił swój film w Pensylwanii „gdzie jak grzyby po deszczu powstają wieże wiertnicze, i to co tam zobaczył może także grozić ludziom w Polsce: brunatna woda w studniach, która powoduje choroby u zwierząt i ludzi”, a próby laboratoryjne tej wody „dowodzą obecności metali ciężkich, substancji rakotwórczych a nawet różnych rodzajów uranu”.

Autor artykułu dodaje, że niektóre fakty związane z technologią wydobycia gazu łupkowego tzw. szczelinowania (frackingu) „powodują, że włosy na głowie stają dęba – tylko biorąc pod uwagę zużycie czystej wody, która po tej procedurze musi być przechowywana w zbiornikach na niebezpieczne odpady. Także to, że firmy wydobywcze nie chcą zdradzić chemicznego składu koktajlu do szczelinowania nie wróży nic dobrego”. FAZ przypomina, że w Niemczech technologia szczelinowania jest dopuszczona w Dolnej Saksonii, w innych landach nie ma jeszcze decyzji w tej sprawie. I także w Niemczech formuje się protest przeciwko tej technologii. Niemiecki dziennik powołuje się na jedną z ekspertyz Federalnego Urzędu ds. Ochrony Środowiska z sierpnia 2011 roku. Wynika z niej, że w skład mieszanki do szczelinowania wchodzi osiem substancji rakotwórczych i 38 toksycznych. „To, że inne państwa zabraniają tej technologii wzbudza nieufność” – konstatuje FAZ.

Agnieszka Rycicka

Red. odp. Bartosz Dudek

 
{youtube}b0HIBupXOwI{/youtube}

Przeslal nam pan Eugeniusz Zinkiewicz

ZA  :  http://www.dw.de/niemieckie-media-gor%C4%85czka-gazowego-z%C5%82ota-w-polsce-w%C5%82osy-staj%C4%85-d%C4%99ba/a-16557405