Monthly Archives: Kwiecień 2013

W książce W. Reymonta pt. „Ziemia Obiecana” jej główny bohater na koniec czuje, że zmarnował życie w pogoni za pieniądzem i postanawia pomagać innym ludziom zamiast myśleć tylko o sobie. Karol Borowiecki czuje się przegranym ale nikt nie może go nazwać nieudacznikiem, niedojdą czy niedorajdą.

Albowiem w czasie swojego życia nabył on wiele umiejętności, które dały mu możliwości zarobkowe aby dzielić się swoim dochodem. Większość ludzi nie ma takich możliwości i sami potrzebują pomocy.
Można dzielić ludzi na wygranych i przegranych. Poza kalekami, którzy rzeczywiście potrzebują pomocy, większość ludzi może osiągnąć sukces nawet bez wrodzonych talentów. A to dlatego, że wiele zdolności koniecznych do zarabiania pieniędzy jest nabytych – nie jest konieczne aby się z nimi urodzić. Jeśli nie ma zapotrzebowania na nabyte zdolności to zawsze można czegoś nowego się nauczyc. W Ameryce wielu ludzi w czasie swego życia jest zmuszonych do drastycznej zmiany kariery.
Każda nabyta profesja wymaga dążenia do perfekcji. Jeśli nie do perfekcji, to przynajmniej do doskonałości. Niestety większość ludzi po otrzymaniu dyplomu nie stara się podnosic swoich kwalifikacji i po latach pracy odpada z powodu konkurencji.  W dzisiejszym świecie istnieje fenomen szybkich zmian, który zmusza ludzi do dopasowania się do coraz to nowej rzeczywistości. To co było modne wczoraj, dzisiaj jest przeszłoscią i biada temu, który osiadł na laurach i nie nauczył się czegoś nowego. Taki człowiek przestaje być użytecznym i schodzi na boczny tor życia.
Statystyka jest bezwględna i dokumentuje, że w Kanadzie dla większości ludziom od 45-go roku życia ich dochód zaczyna spadać do dołu. Z tego powodu można powiedzieć, że Kanada jest dobrym krajem dla młodego pokolenia. Właśnie dlatego, aby utrzymać swój dochód na dotychczasowym poziomie, czy go  zwiększyć, należy w danym zawodzie dążyć do perfekcji.
Przeciętny człowiek pracuje 8 godzin dziennie i potrzebuje dwóch godzin na dojazd i przyjazd do pracy. Dodajmy do tego 8 godzin snu i dwie godziny na posiłki oraz higienę osobistą. Razem to 20 godzin. Zostaja nam 4 godziny dziennie w czasie tygodnia plus 20 godzin dziennie w soboty i niedziele. Razem to 40 godzin, czyli tyle samo, ile spędzamy w pracy. Te 40 dyspozycyjnych godzin, to nasz kapitał, który można łatwo zmarnować na zabawę i oglądanie telewizji albo można się czegoś pożytecznego nauczyć. Ostatnio czytałem, że ktoś w Polsce  „pochował” swój telewizor w ogrodzie, bo kłamał i kradł mu czas.
 Z moich obserwacji wynika, że niewielu ludzi umie swój dyspozycyjny czas umiejętnie wykorzystać. Gospodarowanie swoim czasem wymaga samodyscypliny ale z czasem staje się to nawykiem. A wiele nie potrzeba aby stale zwiększać swoje kwalifikacje. Niestety zauważyłem, że większość ludzi po uzyskaniu dyplomu uważa, że więcej nauki nie potrzebuje i nawet nie prenumeruje żadnego czasopisma aby utrzymać się na bieżąco w tematach związanych ze swoim zawodem. Tacy ludzie nieuchronnie z czasem zostają w tyle i spada im dochód. W dzisiejszych czasach większośc ludzi pracuje 8 godzin dziennie, a resztę czasu poświęca na rozrywki i zabawę.
Podobnie jest z daną nacją. Kiedy w Polsce słyszałem obietnice stworzenia drugiej Japonii, wydawało mi się to całkiem nierealne. Nie z powodu braku kapitału ale z powodu braku dążenia do doskonałości, co jest cechą japońskiego narodu. Brak dążenia do doskonałości jest szczególnie widoczny w Polsce na arenie politycznej, gdzie przypadkowi ludzie, którzy doszli do władzy pozorują rządzenie krajem nie mając do tego żadnego przygotowania ani umiejętności. Dlatego pseudoelity rządzące stworzyły sobie tak wysokie progi wyborcze aby żadna nowa organizacja polityczna nie mogła z nimi konkurować. Na wybory mają zasoby pieniężne z budżetu państwa i stać ich na poparcie medialne całej prasy. Obecnie czerwona lewica jest silnie promowana na nowego koalicjanta i aż im ślina kapie z ust, tak bardzo chcą wrócić do władzy, a ponieważ Polacy nie dążą do doskonałości w polityce, manipulanci nie mają obaw, że jakaś nowa partia polityczna zbierze wystarczająco dużo pieniędzy od swego elektoratu aby stac się ich konkurentem. Miernoty w polityce nie muszą podwyższać swoich kwalifikacji. Wystarczą im medialne intrygi takie jak obietnica drugiej Japonii czy Irlandii. Taką metodą w następnych wyborach do Sejmu do władzy wrócą niedobitki z PZPR – czerwone szmaciaki. To staje się tak przewidywalne, że jest nudne i uwłacza naszej godności. Lepiej nie oglądać polskich wiadomości. Udawac, że to się nie dzieje…
Dla nas Polaków na emigracji nasza Ojczyzna stała się piekłem na ziemi, a nasz dom w Kanadzie oazą polskości. Mamy inne wyzwania w tym nowym dla nas kraju, który na gościnnie przyjął i oczekuje od nas solidnej pracy i wysokich wartości. Większość z nas po przyjeżdzie nie miała kapitału ale mieliśmy czas i wiele zdolności. Kiedy mając 21 lat przyjechałem do Kanady jako emigrant w 1970 roku miałem tylko 30 dolarów w kieszeni, co mi starczyło ma dwa tygodnie. Dostałem jednak pracę pierwszego dnia i do dzisiaj swój „prywatny” czyli dyspozycyjny czas inwestuję w naukę nowych umiejętności. Każdy z nas ma pewne zdolnośći ale wiele umiejętności można się nauczyć samemu. Sukces nabyty w ten sposób jest trwały, ponieważ możemy się uczyć do końca naszego życia.
Majowie się nie mylili. Koniec świata już się zaczął, jak twierdzi słynny polski jasnowidz Krzysztof Jackowski. Ja się z nim zgadzam – światowy system jest tak naprężony długami, że powoli nasz świat zamiast rozwijac się, stacza się do dołu. Tak jak biernie akceptujemy manipulacje i kłamstwa w polityce, jeszcze łatwiej akceptujemy finansowe manipulacje oraz bezmyślne niszczenie naszej gospodarki, a tym badziej gospodarki światowej.  Wymagania mamy duże ale nie zastanawiamy się kto za cały „socjał” zapłaci i kto spłaci populistyczne długi zaciągane na ten cel przez przez każdy rząd.
Nasz dobrobyt i majątek to są rzeczy względne – jesteśmy uzależnieni od światowej koniunktury. Nawet złoto przestało byc bezpieczną inwestycją. Ostatni spadek wartości pokazał, że nawet złoto może byc poddane rynkowej manipulacji. Grupa ludzi zarobiła na spadku wartości złota ogromne pieniądze. Wydaje mi się, że takie krachy będziemy widziec coraz cześciej, ponieważ w dzisiejszych czasach przy naprężonym jak łuk systemie światowej gospodarki łatwo można nim manipulowac. W miarę jak podważamy etykę solidnej nauki i pracy nasz świat jest oparty na coraz bardziej pustych wartościach. Dlatego każdy z nas ma obowiązek aby się przygotowac i zabezpieczyc przed jakimkolwiek krachem.
Taką radą kończę ten felieton i robię sobie przerwę w pisaniu aż do jesieni. Z nadejściem wiosny woła mnie praca na ziemi – pracując w moich ogrodach i sadząc drzewa cały czas czegoś nowego się uczę. Przede wszystkim dalej uczę się samego siebie, ponieważ praca na łonie natury stwarza idealne warunki do medytacji i refleksji na temat naszego życia i prawdziwych wartości na tej ziemi. Wszystkim moim czytelnikom życzę dobrej pogody, optymizmu, wiary w siebie i dużo energii do nauki i pracy. Sukces nabyty jest w zasięgu ręki dla każdego z nas. Czas jest naszym największym kapitałem. Nasz czas ma wielką wartość i dlatego należy go cenić.
Stanisław Tymiński

Sam naczelny światowy spekulant, George Soros twierdzi, że zbliża się coś strasznego. To samo twierdzą Rockefellerowie. Tym czymś złym ma być nieuchronne załamanie wszystkich pustych walut na całym świecie.

Ustalenie, kiedy do tego dojdzie ma nastąpić podczas następnego spotkania Klubu Bilderberg.

 

Tajne spotkanie globalistów odbędzie się tym razem w okolicy Londynu i zapewne do jego czasu wydarzenia raczej nie przyspieszą. Pierwsze symptomy tego, co nas czeka widzieliśmy w przypadku Cypru. Plan jest taki, aby uśpić czujność ludzi a potem skonfiskować większą część oszczędności należących do mieszkańców danego kraju. Banki są już w rękach kilku międzynarodowych korporacji i nawet, gdy nazywają się po polsku stoi za nimi kapitał zagraniczny. Zwłaszcza w naszym kraju pracowano nad tym bardzo mocno. Efekt jest taki, że gdy pójdą rozkazy z central nic już nie uratuje naszych pieniędzy.

 

Waluty są konsekwentnie psute poprzez druk pustego pieniądza. Właściwie nie druk, ale dodawanie zer na kontach o prawej stronie przez przecinkiem. FED „drukuje” w ten sposób 3 miliardy dolarów dziennie. Mądrzy ludzie już dawno zauważyli, że banki są częścią niewolniczego układu, który wziął w kleszcze obywateli. To właśnie banki są nowożytnymi władcami feudalnymi a my wszyscy jesteśmy chłopami pańszczyźnianymi. Warto się zainteresować jak działała pańszczyzna, bo teraz również tak zwani „kredyciarze” robią dokładnie to samo, tylko nie na polu a na innym rodzaju urobku. Gdy do tego doliczy się jeszcze drugiego władcę feudalnego, czyli urzędników i władze no to dodajmy jeszcze duchowieństwo zawsze wypływające na wierzch i mamy pełen obraz pozycji, w jakiej znajduje się zdecydowana większość ludzi na Ziemi. To, że większość jest tak biednych, że nic nie ma nie jest pocieszające, bo wtedy najwyżej mogą stracić życie, gdy staną się zbędni dla systemu.

 

Najlepszą prognozą nadchodzącej katastrofy finansowej jest to, co zobaczyliśmy ostatnio na rynku metali szlachetnych. Po wzmocnieniu kontroli nad złotem będziemy świadkami odliczania do gospodarczego Armagedonu, w którym wszystkie waluty będą musiały ulec hiperinflacji prowadzącej do ich upadku. Czy ktoś jeszcze pamięta PRL-owską złotówkę? Najpierw ludzie zarabiali po kilka tysięcy złotych, potem kilkadziesiąt tysięcy a potem miliony, ale co z tego, skoro były to nic nie warte papierki. Inflacja to najprostszy sposób na okradzenie ludzi. Niektórzy nazywają to zjawisko podatkiem inflacyjnym.

W ostatnich tygodniach rynki finansowe są świadkami ogromnych zmian cen złota i srebra, byliśmy świadkami największego spadku cen złota w ciągu 30 lat. Doszło do tego w 48 godzin. Do podobnych fluktuacji cenowych doszło na srebrze. Okazuje się, że Goldman Sachs rekomendował swoim klientom zamykanie pozycji w złocie. Co ciekawe ten sam Goldman Sachs rekomendował sprzedawanie akcji na moment przed 11 września 2001. Niektóre analizy wskazują, że w aktualną obniżkę złota również jest odpowiedzialny Goldman Sachs. Na pierwszy rzut oka trudno jednak znaleźć motywy takich działań poza oczywistymi, czyli chęcią zarobku.

 

Gdy się jednak zastanowi dłużej to dociera do nas, że skoro bankierzy obawiają się tak zwanych „biegów na banki”, które raczej na pewno skończą się tak jak na Cyprze, czyli blokadą bankomatów, to chcieliby zniechęcić ludzi do inwestowania w złoto. Należy pamiętać, że realne złoto to coś innego niż opcja na złoto. Teraz na dodatek zaatakowano srebro. Wszystko to ma na celu spłoszenie „leszczy”, którzy jak wielu cwanych gapów w Polsce dali się oszukać przez Amber Gold. Ci ludzie dobrze kombinowali próbując inwestować w złoto, ale po prostu zainwestowali w promesę posiadania złota, która nie była nic warta.

 

Prędzej czy później nadejdzie taki dzień, że będzie już za późno na reakcje i wszyscy obudzimy się w rzeczywistości dużo gorszej niż tak demonizowany PRL. Idziemy tą drogą konsekwentnie i dotrzemy tam bankrutując dokładnie tak samo jak pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Sytuacja w Europie jest dużo prostsza dla władzy, bo jesteśmy rozbrojeni. Nie wolno posiadać broni, więc można nas łatwo spacyfikować jak więźniów, nawet jeśli zaczną się protesty.

 

W USA to nie jest takie proste, dlatego dąży się tam do rozbrojenia obywateli nawet, jeśli statystyki wskazują, że posiadanie broni wiąże się z mniejszą przestępczością (warto zobaczyć statystyki z Chicago gdzie jest zakaz posiadania broni i Houston gdzie jest ona dozwolona a przestępczość znacznie mniejsza). Operacja okradzenia Amerykanów skończyłaby się obecnie krwawą wojną domową, dlatego Obama za cel tej prezydentury postawił sobie przeforsowanie prawa zabraniającego posiadania broni przez obywateli. Gdy to się uda nic już nie uchroni ich oraz nas przed ekonomicznym upadkiem dolara i innych walut z nim połączonych w tym polskiej.

 

 

 

Źródła:

http://www.washingtonsblog.com/2013/04/congressman-grayson-asks-for-an-investigation-into-federal-reserves-fomc-leak.html

http://ftalphaville.ft.com/2013/04/10/1455162/goldman-advises-to-short-gold/

http://pl.wikipedia.org/wiki/Pańszczyzna_w_Polsce

http://www.activistpost.com/2013/04/economic-armageddon-is-imminent.html

Pierwsza konstytucja w Europie . Ustawa Rządowa zwana konstytucją, została uchwalona dnia 3 maja 1791 roku, podczas obrad Sejmu Czteroletniego, zwanego też Wielkim. Była to ustawa, regulująca prawo ówczesnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Była ona pierwszą konstytucją w Europie.

Nowe zmiany

Konstytucja trzeciomajowa, wprowadziła ewidentne zrównanie mieszczan ze szlachtą. Klasę ubogich chłopów, plasowała ona pod ochroną państwa. W ten sposób zlikwidowano pańszczyznę, zwaną inaczej politycznym wyzyskiem. Konstytucja z 1791 roku, zniosła liberum veto, które nie pozwalało na wprowadzenie nowatorskich zmian sejmowych. Ustawa ta, wyparła źle postrzeganą anarchię, popieraną przez krajowych magnatów wywodzących się z kręgu konserwatywnego. Konstytucja, opierała się na nowoczesności państwa polskiego, promując jego rozwój.

Ościenne państwa

Przyjęcie Konstytucji w osiemnastowiecznej Polsce, spowodowało złe nastawienie do nas ościennych krajów. Konstytucja ta, wpłynęła również na pojawienie się licznych ruchów demokratycznych na świecie. Po utracie przez nasz kraj niepodległości, zasady konstytucyjne utrzymywały w ryzach nasz patriotyzm, podżegający nas do walki o odzyskanie politycznej wolności.

Ostatnia wola gasnącej ojczyzny

Konstytucja majowa, nazywana jest często ostatnią wolą gasnącej ojczyzny. Potrzeby reform były ewidentne. Ale szkoda, że tak mało polityków zauważało potrzebę ich natychmiastowego wprowadzenia. Magnateria polska, wiodła bogate i swawolne życie, a bieda reszty Polaków, nie specjalnie ich interesowała. Prawo zawarte w ustawie rządowej miało zapewnić wszystkim rodakom równość i sprawiedliwość społeczną.

Dzięki armii narodowej

Rządy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, nie należały do najlepszych. Totalne uzależnienie jego woli od zdania carycy Katarzyny II, utrzymywały nasz kraj, w nieświadomości politycznej i złej gospodarce. Ustanowienie konstytucji, miało miejsce już po pierwszym rozbiorze Polski, który nastąpił w roku 1772, na wniosek między innymi stanowiska Rosji. Z chwilą wprowadzenia zmian konstytucyjnych, król bał się narazić na afront ze strony carycy, zatem niechętnie się do nich ustosunkowywał. Podpisanie konstytucji przez króla i jego stronnictwo, nastąpiło dopiero pod naciskiem obozu patriotycznego. Pod dozorem armii narodowej, dowodzonej przez księcia Józefa Poniatowskiego, uchwalono polską konstytucję, będącą prawem dla każdego Polaka osiemnastowiecznej ojczyzny. 

Nowe prawo

Projekt praw konstytucyjnych, między innymi przygotował Stanisław Małachowski, Ignacy Potocki, Hugo Kołłątaj, Stanisław Staszic oraz sekretarz króla Scipione Piattoli. Zwolennicy Konstytucji, w obawie przed posunięciami moskiewskim, przyspieszyli termin obrad sejmowych, oscylujących nad jej uchwaleniem korzystając z faktu, iż polityczni oponenci nie powrócili jeszcze z Wielkanocnej przerwy świątecznej. Przyjęcie ustaw konstytucyjnych, odbyło się na drodze zamachu stanu, gdyż Zamek Królewski w Warszawie, gdzie obradował Sejm, był otoczony przez Gwardię Królewską, pilnującą porządku. Konstytucja została przyjęta w dniu 3 maja 1791 roku, przeważającą ilością głosów.

Ewa Michałowska – Walkiewicz

1 maja o godz. 19,00 Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu we Wrocławiu, zaprasza przed Pomnik Ofiar Stalinizmu dla oddania.

HOŁDU I WYRAŻENIA WDZIĘCZNOŚCI LUDZIOM PRACY ZA ODBUDOWĘ KRAJU I ZAGOSPODAROWANIE ZIEM ODZYSKANYCH, OFIAROM REŻYMU HITLEROWSKIGO I SOWIECKIGO, BOJOWNIKOM O WYZWOLENIE SPOŁECZNE I NARODOWE

 

 

Dzień 1 Maja w całym cywilizowanym świecie, od ponad  150 lat,  jest obchodzony jako   dzień uczczenia ludzi pracy, ich trudu ,  udziału  w tworzeniu dóbr i kształtowaniu codziennej  rzeczywistości.

Zadaniem tego Święta było  od początku przypomnienie, że wszelkie na świecie  osiągnięcia  materialne, cywilizacyjne, naukowe, społeczne, ustrojowe  odbywały się i nadal dokonują,  w  wyniku   trudu  i udziału w nich człowieka, a nie sił nadprzyrodzonych i kapitalizmu. Prawo do obchodzenia  tego robotniczego, pracowniczego święta  ludzie pracy  opłacili  długoletnią walką, cierpieniami, tysiącami ofiar, krwi, w Polsce i na całym świecie .  W  Polsce w okresie  zaborów ludzie pracy obchodzili ten dzień nielegalnie narażając się na ostre i brutalne represje władz i kapitalistów.  W II RP władze niechętnie tolerowały to święto  i nie zawsze przebiegało ono spokojnie. W czasie wieców i pochodów podczas , których manifestujący domagali się godnych warunków życia i  praw dla świata  pracy, dochodziło do ekscesów,  najczęściej sprowokowanych  przez   skrajną lewicę, komunistów lub  ekstremalne ugrupowania kapitalistycznej prawicy.   Formalnie  pierwsza Konstytucja RP, tzw. Marcowa z 1921 roku miała charakter  demokratyczny, pro obywatelski, prospołeczny, pro pracowniczy. Konstytucja Marcowa z 1921 podkreślała i doceniała rolę pracy w Państwie:

Art. 102 stwierdzał : Praca jako główna podstawa bogactwa Rzeczypospolitej , pozostawać ma pod szczególną ochroną państwa. Każdy obywatel ma prawo do opieki Państwa nad jego pracą, a w razie braku pracy , choroby , nieszczęśliwego wypadku  i niedołęstwa – ubezpieczenia społecznego” (…) Oczywiście w następnych latach, zwłaszcza po 1935 roku  ta tendencja pro obywatelska i  pracownicza została zahamowana .

     W PRL uznano  Dzień 1 Maja  jako    święto państwowe i obchodzono je bardzo uroczyście. W III RP- Solidarnościowej, przywódcy Związku  Solidarność  tolerowali formalnie   to święto ale traktowali je  jako relikt komunistycznej przeszłości i oficjalnie przestano je obchodzić, traktując same  chęci i próby  jego organizowania jako postawę wrogą wobec nowego reżimu. Solidarność” po dojściu do władzy przekształciła się w partię (w ruch) polityczną i  wystawiła robotnikom, strajkującym w sierpniu 1980 roku  surowy rachunek – zabrała im wszystkie  zdobycze wywalczone w ciągu ostatnich  150 lat:  wczasy, sanatoria, kolonie letnie dla dzieci, powszechnie dostępną bezpłatną służbę zdrowia, świetlice, domy kultury, kasy zapomogowo-pożyczkowe, zlikwidowała zakładowe rady robotnicze, hotele robotnicze, przedszkola, żłobki, zakładowe fundusze budownictwa mieszkaniowego, szkoły przyzakładowe. Raziło ją również samo słowo robotnik więc znikły nawet tytuły gazet: „Gazeta Robotnicza” „Głos Robotniczy” „Głos Pracy”, „Słowo Ludu”, nazwy ulic działaczy robotniczych, placów , obiektów publicznych: Próchnika, Waryńskiego, Kasprzaka, Okrzei  …  Faktycznie zniesiono  święto ludzi pracy 1 Maja. Choć niepodległa Litwa przywróciła to święto, które obchodzone  jako dzień wolny. Wg Zarządu Krajowego SLD święto pracy – „nie jest obecnie w Polsce dniem radosnym”. Miliony ludzi pozostają bez pracy, miliony już wyemigrowały a następne przygotowują się do opuszczenia kraju, setki tysięcy ludzi jest już bezdomnych ; wielu z nich to młodzi , wykształceni, ambitni pełni energii.” (…) . Wiele ważnych i znaczących inwestycji i obiektów  tworzą dziś przedsiębiorstwa zagraniczne : czeskie, niemieckie, włoskie, francuskie, chińskie …”Nie sprawdziła się polityka prawicowego rządu AWS i  w ogóle rządy Solidarności po 1981 roku wspierane przez Kościół.  Rosną zagraniczne długi Państwa Polskiego, trudności  gospodarcze, a podstawowe problemy społeczne nadal pozostają nierozwiązane” .

JUŻ W LATACH 90-TYCH XX WIEKU POLSKA ZANOTOWAŁA NAJWIĘKSZY WZROST UBÓSTWA SPOŚRÓD WSZYSTKICH 175 PAŃSTW SKLASYFIKOWANYCH PRZEZ

OENZETOWSKI PROGRAM ROZWOJU UNDP. KOJARZYŁA SIĘ Z BIEDNYMI KRAJAMI AFRYKI; a teraz jest jeszcze gorzej.

BILANS TRANSFORMACJI PRZEPROWADZONEJ PRZEZ „SOLIDARNOŚĆ”

Dług zagraniczny w 2005 – 130 mld zł. a zadłużenie Państwa nawet  do 950 mld,

75 proc. rozgrabienia majątku narodowego, w tym 85 proc. oddanego w obce ręce.

1/3 dzieci chodzi do szkoły bez  śniadania,   2 miliony dzieci nie dożywionych.

60 proc. społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego,  30 proc, społeczeństwa żyje w ubóstwie. 5 mln ludzi nie ma pracy ( cyt. za „Dzień Dobry” Wrocław, Nr 67, 16 września 2005), tysiące głodnych dzieci w Polsce.
„Dziennik” publikuje wstrząsający raport międzynarodowej firmy Millward Brown o niedożywieniu polskich dzieci. Wynika z niego, że aż 120 tys. najmłodszych obywateli przychodzi do szkoły głodnych, a dla ponad 70 tys. jedynym posiłkiem w ciągu dnia jest obiad ze szkolnej stołówki.

Z raportu wynika, że w wielu rodzinach dzieci żyją o jednej bułce przez cały dzień. Wychodzą z domu bez śniadania i potem jedzą tylko tyle, ile dostaną w szkole. Pedagog z jednej z podstawówek w Rzeszowie opowiada o dzieciach, które nie wiedziały, jak się je zupę, bo w domu nigdy nie dostały takiego posiłku. Część dzieci może liczyć na dofinansowanie z gminy. Jednak nie wszystkie głodne dzieci mogą je dostać. Bo żeby dostać dopłatę do szkolnych obiadów, trzeba spełnić bardzo szczegółowe kryteria wyznaczone przez ośrodek pomocy społecznej – czytamy w „Dzienniku”.
Brak jedzenia to nie tylko fizyczne dolegliwości, ale też źródło poważnych problemów psychologicznych. Gdy dzieci są głodne, nie mogą się skoncentrować w czasie lekcji, wolniej myślą, wolniej kojarzą fakty – czytamy w „Dzienniku”. (Klara Klinger )

Trzeba zrozumieć dlaczego od ponad 20 lat ludzie pracy w kraju boją  się jawnie, publicznie obchodzić to pracownicze święto by nie narazić  się na represje, a przynajmniej szykany ze strony władz Solidarności i  Kościoła, który usiłował narzucić  własne święto pracownicze ,  Dzień  św. Józefa Rzemieślnika, jako patrona ludzi pracy.  Podobnie Solidarność i Kościół chciały wyeliminować  zwyczaj obchodzenia 8 marca, jako Światowy Dzień Kobiet, zastępując je „walentynkami”, ale to się  nie udało.

Dzień 1 Maja formalnie istnieje jako wolny od pracy, a  w kalendarzu  jako Święto Pracy, ale w praktyce zastraszeni , sterroryzowani ludzie, pracownicy  wyrażają uległość wobec solidarnościowych rządów powodowaną strachem i obawą represji,  ze strony rządzących oraz uniknięcia   posadzenia o sympatie pro komunistyczne, (podobnie  jak w II RP). Pewną odwagę wykazują tylko nieliczne grupy pracowników np. OPZZ, głównie o sympatiach lewicowych, postpezetpeerowskich  .  Polski świat pracy musi okazać się odwagą   i podjąć na nowo  zdecydowaną walkę , by odzyskać zrabowane im prawa  przez Solidarność i Kościół.

Ciekawe,  kto się odważy przyjść pod Pomnik Ofiar Stalinizmu i przed Tablicę , na której inskrypcja  brzmi _ TYM KTÓRZY ODBUDOWALI POLSKĘ I ZAGOSODAROWALI ZIEMIE ODZYSKANE – w 50- tą ROCZNICĘ  – NARÓD POLSKI

Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu  we Wrocławiu postanowił  włączyć się do walki o odzyskanie tego tak,  krwawo opłaconego prawa do wolności , godności ludzi pracy, do wyrażenia  im szacunku , wdzięczności  za obronę Kraju, za trud poniesiony w jego odbudowę ze zniszczeń wojennych, za udział w likwidacji wielowiekowego zacofania cywilizacyjnego, kulturowego powstałych  w okresie rozbiorów, w latach wojny, czasach   stalinowskich, PRL i już w III RP 

Trzeba przypominając słowa szacunku do ludzi trudu jaki wyrażała emocjonalnie Maria Konopnickiej : Pisząc;… Kiedy ujrzysz skrę co pryska znad kowadła i ogniska, uchyl czoła synu miły przed tym co się w trudzie znoi- Lud i praca, to są siły i świat cały na nich stoi”. Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu –

 Leszek Skonka

– B. działacz opozycji  przed sierpniem 1980 ( Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela-  ROPCiO), organizator Wolnych Związków Zawodowych  (WZZ) na Dolnym Śląsku, współorganizator i  współ kierujący strajkiem w sierpniu 1980 roku we Wrocławiu, członek Prezydium w pierwszym składzie  Zarządu Regionu  Dolnośląskiego NSZZ, organizator i prowadzący pierwsze kursy ( jeszcze w czasie strajku)   na temat organizowania i działania związkowego, a następnie  w MKZ po zakończeniu strajku, dla działaczy i  organizatorów nowych związków.

Sprzeciwiał się wprowadzaniu KOR-u i upolitycznieniu nowego ruchu pracowniczego, zrywaniu Umowy Gdańskiej, awanturnictwu politycznemu. Chciał by związek nie wychodził poza  swój Statut. Za swą postawę pomówiony  został przez kierownictwo „Solidarności” publicznie bez jakichkolwiek podstaw o rzekome sprzyjanie PZPR, działanie na szkodę Związku, współpracę z SB. Usunięty ze  wszystkich funkcji, również ze Związku, którego był współtwórcą, spotwarzony publicznie, bez prawa do obrony, skazany na karę śmierci cywilnej przez „Solidarność” kierowaną przez Karola Modzelewskiego i Władysława Frasyniuka.  Założyciel i przewodniczący  istniejącego od 1988 roku Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu w Polsce oraz Instytutu Badań Stalinizmu i Patologii Władzy, zbudował  w 1989 roku pierwszy w Polsce i na świecie Pomnik Ofiar Stalinizmu  stojący od ponad 20 lat w centrum miasta.

               

Adres kontaktowy Leszek Skonka

50-O46  Wrocław , Sądowa 10/7

tel. 691 830350, fax 71 7809081

E-mail: stalinism@wp.pl Tel/fax  (48) 71 7809081, kom. 691830350

 e- mail: Skonka.leszek@gmail.com

..kradzież tak doskonała, że uznajemy ją za legalną. Różne krążą teorie: że kreowany przez banki pieniadz kredytowy “to nie pieniądz, tylko zapis księgowy”, że „znika po spłaceniu kredytu”, wreszcie że „to pieniądz i pozostaje w obiegu” ale „ze zdublowanym prawem własności”.

Żadna nie jest prawdziwa. Jednym się wydaje, że bank pożycza na kredyt swoje pieniądze, […]

..kradzież tak doskonała, że uznajemy ją za legalną.

Różne krążą teorie: że kreowany przez banki pieniadz kredytowy “to nie pieniądz, tylko zapis księgowy”, że „znika po spłaceniu kredytu”, wreszcie że „to pieniądz i pozostaje w obiegu” ale „ze zdublowanym prawem własności”. Żadna nie jest prawdziwa.

Jednym się wydaje, że bank pożycza na kredyt swoje pieniądze, innym wprost przeciwnie, że spłacany kredyt wcale nie jest własnością banku – a tylko odsetki. Wszyscy zdają się podejrzewać, że coś tu „śmierdzi”, że coś tu nie gra w tej całej kreacji pieniądza bezgotówkowego przez system bankowy – ale nie bardzo potrafią nazwać rzecz po imieniu albo wskazać skąd te pieniądze się biorą i co się z nimi dzieje.
Ta tajemniczość, mglistość i stopień skomplikowania tego procederu są celowe – bo gdy go za chwilę rozpracujemy i obnażymy – to okaże się, że to zwykłe oszustwo, wyłudzenie i kradzież o niewyobrażalnej, globalnej skali, którego ofiarami jesteśmy wszyscy (poza bankierami oczywiście) – czyli całe społeczeństwo – niezależnie od tego czy braliśmy kredyt czy nie.

 

Żeby zrozumieć w pełni ten mechanizm, trzeba najpierw zdać sobie sprawę – lub przypomnieć sobie – kilka prostych podstaw:

1) Pieniądz to umowny symbol wartości– ułatwia wymianę dóbr. Można „dodrukować” sobie pieniądze – ale od tego nie zwiększa się ilość prawdziwych dóbr (prawdziwego bogactwa) – to oczywiste.
(kiedy piszę „dodrukować” mam na myśli dowolną formę kreacji pieniądza – czyli zwiększenie jego ilości w obiegu)
Krótko mówiąc – kraj, świat, społeczeństwo NIE robi się bogatsze od tego, że „dodrukuje” sobie pieniędzy.

2) W obiegu występują dwa rodzaje pieniądza – pieniądz gotówkowy oraz pieniądz bezgotówkowy. I nie ma to znaczenia jakim pieniądzem się posługujemy – lub który z nich jest kreowany – efekt jest dokładnie ten sam: zwiększa się ilość pieniądza w obiegu.
Nie ma znaczenia czy swoją pensję wypłacę z banku w gotówce czy kupię wszystko korzystając z karty płatniczej – gotówkowy czy bezgotówkowy – to jest jeden i ten sam pieniądz.

3) Skoro od „dodrukowania” pieniędzy NIE przybywa prawdziwego bogactwa – to w jaki sposób bogaci się ten kto sobie „dodrukuje” pieniędzy? Bo nie ulega wątpliwość, że gdybym mógł sobie „dodrukować” w tej chwili legalnie 100 tys. zł – to przecież JA stałbym się o te 100 tys. bogatszy, w jednej chwili – i mógłbym je wydać na co mi się tylko podoba.

Bogactwa nie przybyło – a ktoś się jednak wzbogacił – jak to pogodzić? Co się więc tak naprawdę stało?

Otóż postawione pytanie zawiera już w sobie odpowiedź – skoro ktoś się wzbogacił a bogactwa nie przybyło – to znaczy, że zmienił się podział bogactwa: jeden ma teraz więcej – a inni muszą mieć mniej – skoro łącznie bogactwa jest tyle samo.

Natąpił „magiczny” transfer bogactwa z jednych kieszeni do drugich – a właściwie od wszystkich, od całego społeczeństwa – do mnie, do „drukarza”. Mówiąc wprost WZBOGACIŁEM SIĘ WASZYM KOSZTEM. Podstępem i tajemniczym sposobem „drukarz” odebrał całemu społeczeńśtwu pieniądze, czyli okradł wszystkich – ale na skutek „efektu skali” nikt tego nawet nie zauważy!
100 tys zł dla jednego, to jest kradzież niecałego grosza (0,26 grosza) od każdego z 38 mln rodaków – i to jest właśnie „efekt skali”.
Ten „tajemniczy sposób” na transfer bogactwa od całego społeczeństwa do „drukarza” pieniędzy – to spadek wartości pieniądza – czyli inflacja (wg pierwotnego znaczenia tego słowa) powodująca wzrost cen.
Siła nabywcza wykreowanego nowego pieniądza to siła nabywcza odebrana naszym, istniejącym pieniędzom.

 

4) Wracając do systemu bankowego – trzeba mieć świadomość, że:
– system bankowy jest wszechobecny, można śmiało powiedzieć, że wszystkie pieniądze przechodzą przez system bankowy,
– banki są jak jedna wielka skarpeta z pieniędzmi – zauważmy, że zawsze coś na naszych kontach jest – i bardzo mało jest takich dni w skali miesiąca, że nasze konta są zupełnie puste. A to oznacza, że w tej wielkiej skarpecie zawsze jakieś pieniądze się znajdują – a właściwie całkiem spora ich ilość.
– banki są ze sobą tak silnie powiązane, że trzeba je traktować jako jeden wielki system – jedną wielką skarpetę, z której korzystają wszystkie banki.

I teraz rzecz najważniejsza – dla zrozumienia mechanizmu kracji pieniądza: z punktu widzenia systemu bankowego – czyli tej wielkiej skarpety – pieniądze to „tylko” ciągłe przepływy, przypływy i odpływy, następujące równolegle w czasie, tzn. występujące cały czas, ciągle.
Jeden strumień pieniędzy ciągle WYPŁYWA z tej wielkiej skarpety (pieniądze wypłacane z systemu bankowego, np. w bankomatach) – a z drugiej strony sytrumień pieniędzy ciągle NAPŁYWA do tej skarpety (pieniądze wpłacane na konta do banków).
Napisałem „strumienie” pieniędzy – ale to bardziej „strumyczki” – dlatego, że jak już wspomniałem banki są tak mocno powiązane, że tworzą jeden system bankowy – i większość z tych wypływów i napływów pieniężnych odbywa się między bankami – a więć WEWNĄTRZ tej skarpety (w obrębie jednego wielkiego systemu bankowego)

Tak więc te przepływy pieniędzy o których pisałem to bardziej obrazowo potrząsanie tą wielką skarpetą, i czasem coś z niej wypadnie (poza system bankowy, np. wypłata w bankomacie) i wtedy trzeba to podnieść o wrzucić z powrotem do skarpety (np. wpłata gotówki na konto)

Najistotniejsze jest to, żeby zrozumieć, że ogromna większość wszystkich pieniędzy na świecie siedzi cały czas w skarpecie (wewnątrz systemu bankowego) – owszem skarpeta jest potrząsana cały czas, pieniądze ciągle krążą w systemie bankowy (są przeksięgowywane z konta na konto, nawet między bankami) – ale efektywnie OGROMNA ich część jest cały czas wewnątrz skarpety.
To są podstawy, o których trzeba pamiętać, żeby zrozumieć w pełni mechanizm kreacji pieniądza przez system bankowy oraz jego konsekwencje:

 

Jeśli w obrębie systemu bankowego znajduje się jakaś ilość pieniędzy – powiedzmy ilość X, która stanowi 100% – to z tych 100%, ogromna większość pieniędzy cały czas krąży wewnątrz systemu bankowego – w skarpecie – a tylko niewielka część (powiedzmy 3,5 %) wpływa i wypływa POZA SYSTEM bankowy – czyli krąży na zewnątrz skarpety.
Ludzie przelewają sobie pieniądze z konta na konto, używają kart płatniczych, robią zakupy i opłaty przez interent itd. – jednym słowem gotówka leży sobie w szufladach banków – a obrót pieniędzmi odbywa się tylko poprzez zmiany cyferek na naszych kontach w systemie bankowym.
I gdyby nagle ktoś sobie przywłaszył tą całą gotówkę z bankowych szuflad – to nikt na zewnątrz systemu bankowego się nie zorientuje, bo cyferki na naszych kontach będą się zmieniać tak samo jak przedtem – niezależnie czy mają pokrycie w realnych pieniądzach (przechowywanej w bankach gotówce) czy nie.

Dopóki klienci banków nie zgłoszą się masowo po swoje pieniądze (tzw. run na banki) – to ta „kradzież” jest nie do wykrycia. Ale taka mała „kradzież” (96,5% wszystkich pieniędzy) to dopiero przedsmak ogromnego rabunku jaki uprawiają banki. Prawdziwa kradzież doskonała dopiero się zaczyna od tej statystycznej obserwacji. Do zrabowania jest blisko 2800% (dwa tysiące osiemset!) – czyli 28 razy więcej (sic!), niż leży w szufladach banków!
(3,5% nie było przypadkową liczbą – tyle wynosi obecnie tzw. rezerwa częściowa w systemie bankowym. 96,5 podzielić na 3,5 = 27,5)

Jak to zrobiono? Jak banki obrabowały społeczeństwo z ponad 90% pieniędzy?

Kreując tyle pieniędzy w postaci bezgotówkowych zapisów na kontach, że pieniądze w ilości X, czyli 100% pieniędzy które rzeczywiście istnieją (mają pokrycie w banknotach NBP) stanowią dzisiaj tylko 3,5% wszystkich pieniędzy wprowadzonych do obiegu. Czyli wystarcza ich akurat żeby pokryć tą niewielką część pieniędzy, który wypływa POZA system bankowy – cała reszta to tylko zmieniające się zapisy księgowe wewnątrz systemu bankowego.

Te pozostałe 96,5% to pieniądz bezgotówkowy, bez pokrycia, istniejący tylko w świadomości ludzi i w formie zapisu księgowego w systemie bankowym. To dlatego tzw. „run na banki” jest tak niebezpieczny – bo wtedy stało by się oczywiste, że zostaliśmy oszukani i obrabowani z ponad 90% bogactwa.

Wciśnięto nam w formie kredytów FAŁSZYWKI, których nie sposób odróżnić od autentycznych pieniędzy – bo nie mają fizycznej postaci. Ale niemniej jednak trafiły one do obiegu, zwiększając podaż pieniądza – czyli ilość pieniędzy w obiegu – 28-krotnie (nie dokładnie, ale istotny jest rząd wielkości) przez ostatnie trzydzieści lat.

Proszę teraz wrócić do punktu trzeciego powyżej, i przypomnieć sobie w jaki sposób bogaci się „drukarz” fałszywych pieniędzy – kosztem wszystkich innych (ponosimy ten koszt poprzez rosnące ceny spowodowane inflacją)

 

I to jest istota tej gigantycznej kradzieży – banki zwiększają ilość pieniądza w obiegu, pożyczając ludziom wykreowane fałszywki w formie oprocentowanych kredytów, które my sami wymieniamy powoli na prawdziwe pieniądze spłacając raty kredytu z naszych ciężko wypracowanych pieniędzy.

Skutki:
– wszyscy jesteśmy okradani tak jak w punkcie trzecim powyżej – poprzez rosnące ceny – zupełnie tak jakby ktoś dodrukował sobie kilkadziesiąt miliardów zł rocznie (a nie marne 100 tyś!)
(ilość pieniądza zwiększała się w ostatnich latach co roku średnio o ok 60 mld złotych – na tyle jesteśmy ograbiani przez system bankowy)

DODATKOWO:
– banki bezprawnie zarabiają na pieniądzach, które do nich nie należą, których po prostu nie było. Zarabiają na zwykłym, choć zalegalizowanym FAŁSZOWANIU pieniędzy (odsetki od kredytów nie mających pokrycia w pieniądzu)
– kredytobiorcy są w tym układzie jakby „pralnią pieniędzy”, pożyczyli fałszywki, ale oddać muszą już prawdziwe, wypracowane przez siebie pieniądze – wraz z odsetkami, które bank w całości zachowuje dla siebie.

** wyjaśnienie użytych pojęć:
Fałszywki – to pieniądz stworzony bezprawnie, bez pracy i bez pokrycia, który każdy mógłby sobie wydrukować na drukarce, a który banki „drukują” w postaci bezgotówkowej jako zapis księgowy.
Prawdziwe pieniądze mają pokrycie w gotówce LUB w ludzkiej pracy (lub innej prawdziwej wrtości, np. dom pod którego zastaw wzięty był kredyt)

Odsetkami z prawdziwych pieniędzy bank MUSI SIĘ dzielić z ich właścicielem – bo występuje tylko jako pośrednik (różnica między oprocentowaniem lokat a oprocentowaniem kredytów).
W przeciwieństwie do odsetek z fałszywek, które bank zachowuje w całości dla siebie.

I jeszcze jedna uwaga koniec. Ludzie mają ogromne problemy z wyobrażeniem sobie tego mechanizmu i jego pełnym zrozumieniem – ponieważ nie biorą pod uwagę, że on obejmue nie tylko „dzisiaj” – ale rozciąga się w czasie w przyszłość.

Każdy udzielony kredyt, wraca do systemu bankowego z formie depozytu – tzn. trafia na konto np. sprzedawcy domu. W ten sposób rosnąca suma depozytów nie ma dzisiaj pokrycia (run na banki by to raz dwa obnażył) – bo to są fałszywki, jak już wiemy – a nie prawdziwe pieniądze.

Te fałszywki zostaną dopiero „wyprane”, tzn. wymienione na prawdziwe, WYPRACOWANE pieniądze podczas spłaty rat kredytowych, w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat. Innymi słowy pieniądze na pokrycie obecnych depozytów, wygenerowanych przez kreację pieniądza bezgotówkowego przez banki, zostaną dopiero wypracowane w przyszłości.
Ale proces kreacji pieniądza poprzez kredyt jest ciągły – to nie była jednorazowa akcja – tak więc ten „schemat” cięgle się przesuwa: co oznacza, że depozyty ciągle nie mają pokrycia, i zawsze pieniądze na ich pokrycie JESZCZE nie zostały wypracowane (bo nastąpi to w „przesuwającej się” przyszłości)

Podsumowując: depozyty (oszczędności) – czyli zobowiązania banku do wypłaty naszych pieniędzy to fałszywki, prawdziwe są tylko DŁUGI (kredyty) – czyli zobowiązania kredytobiorców do odpracowania w pocie czoła i oddania bankowi pieniędzy wraz z bezprawnymi odsetkami.
PIENIĄDZ WYKREOWANY (sfałszowany) PRZEZ SYSTEM BANKOWY:
2c10cb10a08803d6283d8db839d660e1,14,0
Powyższy schemat wyjaśnia dlaczego wiele osób ma trudności z określeniem istoty pieniądza wykreowanego przez system bankowy. Podejrzewam, że nie uzwględniają faktu „rozciągnięcia” tego pieniądza w czasie.

Wydaje nam się, że „bierzemy kredyt dzisiaj i wydajemy go dzisiaj.” A tak naprawdę wydajemy dzisiaj to, co dopiero wypracujemy w przyszłości.Coś czego dzisiaj jeszcze nie ma, ale bank tworzy falsyfikat tego czegoś – pożyczając nam na procent NASZE WŁASNE pieniądze z przyszłości.

Złodziejski Majstersztyk – okradają nas dzisiaj z tego co będziemy mieli dopiero w przyszłości. Czego jeszcze dzisiaj nie posiadamy – i dlatego nie widzimy, że jesteśmy OKRADANI !!!
(ponieważ siła nabywcza naszych pieniędzy na skutek zwiększenia podaży pieniądza maleje bardzo powoli, w sposób ciągły – ten proces trwa miesiącami i latami i z dnia na dzień jest niezauważalny)

Wczoraj, 28 kwietnia , w niedziele odbyła się w katedrze SW. Patryka uroczystość upamiętniająca naszego Papieża Jana Pawła II. Pani konsul w Nowym Jorku sprowadziła w tym celu znanego celebryte, aktora, Jerzego Stuhra.

Co to zacz można się przekonać czytając w “Wprost” jego wywiad jaki udzielił innemu reżimowemu celebrycie, Jarosławowi Kuznierowi. Dowiadujemy się z niego, ze Stuhr nie chodzi do kościoła w niedziele, tylko w poniedziałki, ze nie lubi “całej tej otoczki” czy jakoś tak, ze przecież kościół to największy sukces komunizmu! W swoim scenariuszu na film pokazuje ludzi kościoła jako nieuków, hipokrytów i uganiających się za sobą na golasa homoseksualistów. Do jednej postaci wtłacza agenta UB i antysemitę. Oczywiście, w UB byli sami antysemici!
Pani konsul wydala publiczne pieniądze na podroż w pierwszej klasie tego pana, na jego drogie hotele i limuzyny, aby w naszej świętej Katedrze czytał dzieła naszego świętego Papieża. Czy nie ma granic dla arogancji, chamstwa, manipulacji i kłamstwa tych ludzi? Czy nie ma w Polsce wybitnego aktora, który by mógł przeczytać wspaniale dzieła Papieża naprawdę ze zrozumieniem i od serca? Jest wielu, ale to miał być policzek dla nas wszystkich! To miał być pokaz, ze oto w najbardziej liberalnym mieście na świecie mogą się posunąć do każdej podłości. Otóż my w Nowym Jorku mówimy im nie!
Nie spuścimy z nich oka, będziemy za nimi chodzić z transparentami, z banerami, niech się dowiedzą ich goście, VIP-y, z kim maja do czynienia. Niech czuja nasz oddech na swoich karkach. Żałuje tylko, ze nie zdążyłem zapytać pana Stuhra, dlaczego przyszedł do kościoła, przecież jest niedziela a nie poniedziałek. Kiedy po zakończeniu koncertu staliśmy z rozwiniętym transparentem przed głównym wyjściem z katedry, limuzyna podjechała do bocznych drzwi. Kiedy tam poszliśmy, służby ostentacyjnie pozamykały drzwi i furtkę do nich na łańcuch i kłódkę! Ale jak tylko poszliśmy do drugich bocznych drzwi po drugiej stronie katedry, oni jednak szybciutko zdjęli łańcuch i uciekli limuzyna. Ostanie ujecie materiału wideo to jest właśnie odjazd limuzyny. To tak ucieka pani konsul i jej celebryta sprzed naszego domu modlitwy? Gdzie jest ich serce, gdzie jest ich wiara? Panie Stuhr, czy pan wierzy w Boga? Czy panu zapłacili za przyjście do miejsca modlitwy w niedziele, bo przecież pan tak normalnie to tylko w poniedziałki. Jakiś nadworny fotograf, co z nimi był, zapytał się kim jesteśmy, bo przecież na koncercie jest Polonia. Nie , proszę pana, to my jesteśmy Polonia, to my tu mieszkamy od 20, 30, 40 lat, a wy jesteście tylko nasłanymi na nas urzędasami. Bez wstydu i bez serca. I nie myślcie sobie, ze tutaj wam wszystko wolno, bo to najbardziej liberalne miasto na świecie. Może i liberalne , ale to nasze miasto , to miasto uczciwe i nie będziecie nam tu robić poruty swoja arogancja, hipokryzja i zaprzedaniem. My będziemy na was czekać, nie znikniecie w tłumie. Możecie tylko chyłkiem uciec swoja limuzyna, jak Stuhr.
Solidarni2010 New York

Były premier RP Leszek Miller oraz Andrzej Rozenek obecny poseł odpowiedzialny za bezpieczeństwo kraju piszą jako szeregowi felietoniści w jednym z największych rosyjskich mediów powiązanym z putinowskimi służbami bezpieczeństwa. Nie wspominają o tym – ani na swoich stronach, ani na blogach. Po prostu piszą. O Polsce.

– Jeśli służby bezpieczeństwa chcą pozyskać informatora ze świecznika […]

Były premier RP Leszek Miller oraz Andrzej Rozenek obecny poseł odpowiedzialny za bezpieczeństwo kraju piszą jako szeregowi felietoniści w jednym z największych rosyjskich mediów powiązanym z putinowskimi służbami bezpieczeństwa. Nie wspominają o tym – ani na swoich stronach, ani na blogach. Po prostu piszą. O Polsce.

miller_pap_600

– Jeśli służby bezpieczeństwa chcą pozyskać informatora ze świecznika inwigilowanego kraju, muszą spełnić dwa warunki. Znaleźć takiego, który bez słowa przyjmie ich ofertę – bez względu na to, czy będzie to szantaż, czy sowite wynagrodzenie. – Jeżeli współpraca oprze się o portfel, dochód taki z pewnością nie jest mały. Lecz jeśli chodzi o polityka, to uposażenie powinno być wypłacane w legalnej formie, z powodów służb podatkowych inwigilowanego kraju. Wszak polityk jest na świeczniku i jego nagłe wzbogacenie się z nieoficjalnych źródeł naraża go na utratę zaufania i podejrzenia, które mogą z niego uczynić obiekt zupełnie nieprzydatny – mówi pracownik wywiadu jednego z zachodnich państw, którego poprosiłem o opinię w tej sprawie. Z powodów oczywistych jego danych nie ujawnię w tej publikacji. – Źródło dochodu powinno więc być formalne, oficjalnie niewielkie i nie budzące wątpiwości. Jakie? Najczęściej to usługi doradcze, wykłady na zaprzyjaźnionych uczelniach lub płacenie za publikacje prasowe. Zwyle politycy tymi publikacjami raczej się nie chwalą. Bo i po co?

Rurka z bitą śmietaną

Kiedy kilka tygodni temu pierwszy raz przeczytałem felieton Andrzeja Rozenka, posła Ruchu Palikota w jednym z najbardziej poczytnych serwisów internetowych powiązanych z Kremlem i,  mniej formalnie z FSB i GRU, służbami bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, zanim doszedłem do końca artykułu zdziwiłem się, że w moskiewskiej, było nie było, redakcji pracuje ktoś tak doskonale znający realia polskiej polityki i polskiej ulicy. Dopiero podpis autora pod artykułem – „Andrzej Rozenek, poseł na Sejm RP, Ruch Palikota” – wstrząsnął mną.
– Izwiestia doniosły, że Polska zarządała przeszło 10 hektarów ziemi pod monument upamiętniający katastrofę smoleńską. Rząd polski w świętym oburzeniu natychmiast te doniesienia zdementował mówiąc, że nie chodzi o 10 hektarów tylko o skomny hektar. Bagatela 100 tysięcy metrów kwadratowych!.. – pisał poseł Rozenek. I dalej: – Pomników JP2 (Jana Pawła II – przyp. .red.) uniknąć się nie da, żyjemy przecież w państwie wyznaniowym, a niedawno wybrany przywódca panującego kościoła to fanatyk skromności i umiaru. Rurociągowi Jamal 2, którego budowę minister skarbu państwa Mikołaj Budzanowski złożył do grobu, zanim cokolwiek zdążyło się wydarzyć, możemy wybudować skromny pomniczek – rurkę, najlepiej z bitą śmietaną. Niech to będzie monument polskiej racji stanu.
To tylko niewielki fragment publikacji, z której dowiedziałem się, że mieszkam w kraju generalnie zacofanym i nie korzystającym z ogromnej szansy, jaką jest dla Polski współpraca z rosyjskimi przedsiębiorstwami gazowymi.
W innym tekście, jak raz poświęconym obchodom 11 listopada, Andrzej Rozenek pisze z kolei: „(…) Hordy łysych mięśniaków z rasistowskimi, ksenofobicznymi i homofobicznymi hasłami na ustach zawłaszczyły patriotyczne święto. (…) Nawet Prezydent Rzeczpospolitej, Bronisław Komorowski, nie odciął się od szowinistów i nacjonalistów. Mający rzekomo zjednoczyć Polaków marsz prezydencki prowadził bowiem pod pomnik… Romana Dmowskiego. Faszyzującego nacjonalisty, antysyjonisty i ksenofoba. (…) Oddanie hołdu takiemu człowiekowi przez prezydenta Rzeczpospolitej, ten jakże symboliczny gest, wyklucza z grona tak zwanych patriotów osoby kierujące się takimi wartościami jak tolerancja, wielokulturowość, czy szacunek dla odmienności”.
Mógłbym się zgadzać, czy nie ze słowami posła Rozenka. Jednak, skąd jego aktywność w tak potężnym rosyjskim medium? “Głos Rosji”, bo to właśnie w serwisie tej rozgłośni radiowej, publikuje Andrzej Rozenek zaczął nadawać w eterze w 1922 roku jako “Radio Moskwa”. Jej wyłącznym zadaniem było szerzenie radzieckiej propagandy wśród zagranicznej opinii publicznej. Dzisiaj Głos Rosji nadaje i publikuje swój serwis informacyjny w internecie w większości popularnych języków świata, często będąc tubą propagandową Władimira Putina, obecnego prezydenta Federacji Rosyjskiej.
Andrzej Rozenek zaś jest kąskiem nie byle jakim dla „top managementu” rosyjskiego serwisu. Sam przedstawia się jako polski dziennikarz specjalizujący się w tematyce wojskowości i bezpieczeństwa. Jest również członkiem Ruchu Palikota i Stowarzyszenia Ordynacka. Zaś jako poseł na Sejm obecnej kadencji bierze udział w pracach sejmowej Komisji Obrony Narodowej, podkomisji stałej ds. Współpracy z Zagranicą i NATO, oraz podkomisji stałej ds. Polskiego Przemysłu Obronnego oraz Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych.

Ten lot, upchnięty na siłę…

Kolejny polski polityk udzielający się w „Głosie Rosji” to Leszek Miller, też poseł, choć w rosyjskim medium przedstawiający się jako premier RP w latach 2001-2004 i przewodniczący SLD. Ten najchętniej wypowiada się w obszarze katastrofy smoleńskiej.
„Obchody trzeciej rocznicy katastrofy smoleńskiej odbyły się w atmosferze zapiekłej wrogości. Była to kolejna, zaplanowana impreza partyjna Prawa i Sprawiedliwości, tyle że przebiegała z większym rozmachem niż comiesięczne manifestacje nienawiści do wszystkich, którzy nie podzielają PiS-owskiej teorii o „morderstwie” popełnionym na polskim prezydencie i towarzyszących mu osobach. Demonstracje przed kancelarią premiera i ambasadą Rosji przypomniały mi zebrania rewolucjonistów z ”Biesów” Dostojewskiego, gdzie mówi się o potrzebie ”puszczania dreszczy” w lud, ”tak by jedni zaczęli pożerać drugich” – pisze Miller. I dodaje: – „Z katastrofy smoleńskiej uczyniono swoistą religię, na jej gruzach wyrósł „kościół smoleński” z wieloma wyznawcami, którym ton poddaje brat byłego prezydenta: „polegli o świcie”, „zginęli”, „zamach”, „męczennicy”… Mało tego – tworzy się wspólnotę śmierci między ofiarami katastrofy lotniczej, a polskimi oficerami zamordowanymi przed NKWD w Katyniu. To jest kanwa trwającej od trzech lat wielkiej kampanii politycznej, do której włączają się niektórzy hierarchowie Kościoła katolickiego, zwykli księża i prawicowe media. Rząd właściwie nie broni swoich racji, ograniczając się do roli ofiary propagandowej nawały PiS”.
Miller wyjaśnia także, że „co byśmy dziś nie powiedzieli o rosyjskich oczywistych zaniedbaniach, zlekceważeniu procedur, i nieliczenia się, bądź braku zrozumienia dla naszych emocji, nie są to argumenty przesądzające o przyczynach katastrofy. Przyczyn katastrofy trzeba szukać w Warszawie. Ten lot w ogóle nie powinien się odbyć: w grafiku obchodów rocznicy zbrodni katyńskiej upchnięto go na siłę, wyłącznie dla potrzeb wyborczo-propagandowych”.
Atrakcyjność byłego premiera dla każdej służby wywiadu jest oczywista. Posiadał on bowiem dostęp do tajemnic państwowych najbardziej newralgicznych dla zewnętrznego i wewnętrznego bezpieczeństwa RP. Związki Millera z Moskwą sięgają zresztą czasów dość odległych. Czonek ZMS, działacz PZPR, absolwent Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR był częstym gościem moskiewskich salonów. Zamieszany w sprawę „moskiewskiej pożyczki”, która miały pomagać byłym działaczom PZPR w utrzymaniu się u władzy był darzony przez kolegów spod czerwonego sztandaru szczególną sympatią i zaufaniem.
Szczególne jest to, że żaden z tych polityków nie chwali się swoją publicystyczną karierą na łamach rosyjskich mediów. Ukryć tego nie mogą, więc po prostu… nie wspominają o tym ani na swoich blogach, ani na oficjalnych stronach poselskich.
Nawiasem mówiąc współpracy z „Głosem Rosji” nie wymieniają również w swoich rejestrach korzyści. Z ich oświadczeń majątkowych wynika tylko, że są właścicielami wielomilionowych majątków. Andrzej Rozenek posiada trzy samochody (Renault Scenic, Daewoo Nubira, Renault Megane Sport) dom o powierzchni 80 metrów kw oraz dwa mieszkania – odpowiednio 50 metrów kw i 61 metrów kw. W rubryce „oszczędności” Rozenek wymienia 5389 dolarów, 9256 zł, oraz 15411 dolarów ulokowanych w funduszu inwestycyjnym.
Miller natomiast deklaruje w swoim oświadczeniu szeregowy segment o powierzchni 210 metrów kw, 106 metrowe mieszkanie, działkę rekreacyjną o powierzchni 1200 metrów, wylizingowane Audi A6 oraz 30 akcji Petrolinvestu.

Tak, jak to robi Władimir Putin…

Zaangażowanie FSB i GRU w media rosyjskie jest powszechnie znane. Zakres tego wpływu opisali w swojej książce nieżyjący dziś Aleksander Litwinienko i Jurij Felsztinski, rosyjski historyk. Oddajmy głos temu ostatniemu, kiedy opisuje świat mediów po śmierci przyjaciela i współautora książki. – W tym samym czasie znana z powiązań ze służbami specjalnymi gazeta o kilkumilionowym nakładzie, publikuje ogromny, wzbogacony porażającymi zdjęciami umęczonego starca reportaż z maleńkiej miejscowości we Włoszech, gdzie zapomniany przez Boga i ludzi, bez grosza przy duszy, bez prądu i ciepłej wody, samotny po śmierci żony żyje ojciec Aleksandra Litwinienki. I prosi Rosję o przebaczenie – wspomina. – Ten sam człowiek, który w 2008 roku wymagał od kongresu USA wsparcia rezolucji w sprawie pociągnięcia władz Rosji do odpowiedzialności za śmierć syna, dziś mówi, że wszystko zrozumiał i że winnym zabójstwa jest wywiad Wielkiej Brytanii. Ogromny tytuł reportażu brzmi: „Bieriezowski mi płacił, żebym obrzucał Putina błotem”. Bohater reportażu czyni jasny i prosty wywód: Rosjanie, nie wierzcie Zachodowi, budujcie Rosję tak, jak to robi Władimir Putin. Wydawało się, że wszystko to dzieje się gdzieś na marginesie świadomości zapadających w hibernację Rosjan, usypianych taką samą od lat propagandową papką z obsadzonym w roli głównej bohaterskim Putinem, który poskramia tygrysy, karze niepokornych oligarchów, lata odrzutowcami, w mgnieniu oka wyławia antyczne amfory z morskich otchłani…
Nie jest tajemnicą również szczególne zaangażowanie rosyjskich służb specjalnych na terytorium RP.
Przed współpracą z nimi chronić Polskę ma Art. 130 Kodeksu karnego, który mówi:
§ 1. Kto bierze udział w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 2. Kto, biorąc udział w obcym wywiadzie albo działając na jego rzecz, udziela temu wywiadowi wiadomości, których przekazanie może wyrządzić szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.
§ 3.Kto, w celu udzielenia obcemu wywiadowi wiadomości określonych w § 2, gromadzi je lub przechowuje, wchodzi do systemu informatycznego w celu ich uzyskania albo zgłasza gotowość działania na rzecz obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8…
Tylko, że polskie służby nie zauważyły zaangażowania w redakcyjną pracę polskich polityków…

Pawel Pietkun 

Napisane przez: Pawel Pietkun

W 1922 roku, jako imigranci z USA przybywaja do Polski rodzice, obecnego abp Tadeusza Goclowskiego – panstwo Goltzmanowie. Przyjezdzaja do Ostroleki, gdzie tez kupuja sklep. Nastepnie w 1926 roku, we wsi Piaski kupuja palacyk, w którym rodzi sie syn Tadeusz, pózniejszy abp.

W czasie okupacji niemieckiej i eksterminacji Zydów gina panstwo Goltzmanowie, rodzice Tadeusza, a w czasie powstania w gettcie warszawskim jego dwóch starszych braci. Najmlodszy Tadeusz, zostaje przemycony i ukryty a pózniej wychowywany u sióstr zakonnych, gdzie zostaje zmienione jego nazwisko na Goclowski. I juz jako katolik, po ukonczeniu szkoly sredniej zostaje skierowany do Seminarium Duchownego.

Region gdanski, kolebka solidarnosci i obszar wybitnie nieposluszny wladzy komunistycznej stal sie przeznaczeniem wlasnie, dla biskupa Tadeusza Goclowskiego. W miedzyczasie tzn. w okresie stanu wojennego (1982 r.) w miejscowosci Cedry Wielkie (wracajacy z bierzmowania), dobrze zapowiadajacy sie biskup pomocniczy Archidiecezji Gdanskiej – Kazimierz Klus, ginie w wypadku samochodowym. Rzeczoznawca, który dokonywal ogledzin samochodu po wypadku, jednoznacznie stwierdzil (z tym, ze oficjalnie taki komunikat sie nie ukazal), ze byly poprzecinane przewody hamulcowe. Po smierci bp Kazimierza Klusa, na jego miejsce zostaje powolany bp Tadeusz Goclowski. Nastepnie w 1984 r. w szpitalu wojskowym umiera ówczesny ordynariusz gdanski, bp Lech Kaczmarek.

I tak oto w niespelna dwa lata od mianowania na biskupa pomocniczego, bp. Goclowski zostaje ordynariuszem archidiecezji gdanskiej. Po tym nastepuje sukcesywne podporzadkowywanie Archidiecezji wytycznym wladz zydokomunistycznych a z kolei niepokorni kaplani usuwani, przenoszeni do innych diecezji. Po tym oczyszczeniu zostaje w gdanskiej diecezji, jedyny niepokorny ksiadz, Pralat Henryk Jankowski. Zaczyna sie powolne niszczenie ks. Jankowskiego i próba wyrzucenia go z parafii sw. Brigidy.

Od samego poczatku biskupstwa w Gdansku, czynnie wspólpracowal z komunistycznym aparatem bezpieczenstwa, co szczególnie nasililo sie w 1987 roku, przed przyjazdem papieza (JPII) do Polski i Gdanska. Za ustepstwa w rodzaju pozwolenia na kilka budowli o charakterze sakralnym na Przymorzu, godzil sie na eliminowanie osoby ksiedza Jankowskiego, wówczas jeszcze kanonika, deprecjonujac jego osobe i poczynania, a jednoczesnie obiecujac – swoim prowadzacym – pozbawienie go w niedalekiej przyszlosci funkcji proboszcza. Chetnie uczynil by to – natychmiast, ale obawial sie reakcji robotników, zwlaszcza stoczniowców i ewentualnych reperkusji w Watykanie.

Niemniej, w rozmowie w dniu 2.04.1987 z wojewoda gdanskim w obecnosci I sekretarza Bejgera oraz generalów Andrzejwskiego i Cygana zapewnil i zareczyl slowem, ze uczyni wszystko, aby ksiadz Jankowski nie byl przeszkoda w relacjach pomiedzy kuria a wladza, a w przypadku nie zastosowania sie do jego polecen, ksiadz Jankowski poniesie konsekwencje lacznie z oddelegowaniem Go do innej poslugi duszpasterskiej.

Jak wiadomo powyzsze zrealizowal w listopadzie 2004 r., gdy mial zupelna pewnosc, ze nikt nie jest w stanie temu przeszkodzic, a sam Wojtyla nie ma juz i tak nic do powiedzenia.

W pamietnym roku 1987 Goclowski umozliwial ponadto i udostepnial pomieszczenia Kurii gdanskiej do kontaktów operacyjnych pomiedzy funkcjonariuszami SB a agentami tzw. Tajnymi Wspólpracownikami, którymi byli ksieza i pracownicy kurii o pseudonimach: Szejk – ks. Wieslaw Lauer, kanclerz kurii; “Julian” – ks. Michal Kuhnbaum; “Ludwik” – ks. Ludwik Grochowina.

Dokladny wykaz i opis tejze zgodnej wspólpracy pomiedzy bp. Goclowskim a komunistami znajduje sie w publikacji dr. Petera Rainy “(…) Agenci SB w Kurii Gdanskiej”. W 1989 r., bp. Goclowski wchodzi w sklad tzw. wielkiej siódemki do rozmów w Magdalence wraz z gen. Wojciechem Jaruzelskim, gen. Czeslawem Kiszczakiem, Sekretarzem PZPR Mieczyslawem Rakowskim, Lechem Walesa, Bronislawem Geremkiem i Tadeuszem Mazowieckim, gdzie zostaje ustalany nowy zlodziejski porzadek w Polsce zwany III RP.

Z uwagi za swe zaslugi, nie ponosi odpowiedzialnosci za swa mafijna dzialalnosc w Fundacji Stella Maris. Fundacji pod patronatem Kurii Biskupiej w Gdansku na której czele stal wlasnie bp Goclowski.

Nalezy pamietac ze sprawa zwiazana z afera Stella Maris, to malwersacje przekraczajace sume stu milionów zlotych i zadluzenie Kosciola gdanskiego, które zaistnialo na skutek naduzyc i lichwy za zgoda samego Goclowskiego. Na pokrycie czesci… dlugów, bezpodstawnie i bezprawnie sprzedal meble z kurii, samochody, a nade wszystko grunty (ok. 80 ha), jakie pralat Jankowski podarowal diecezji po spadku po swojej ciotce. A zatem nie byla to wlasnosc Goclowskiego tylko diecezji.

Równolegle ze sprawa afery wysuwane byly zadania usuniecia pralata; jak tylko Goclowski sie wahal, natychmiast media przypominaly mu afere i sugerowaly poniesienie konsekwencji; jak ustepowal i obiecywal usuniecie pralata, media wyciszaly sprawe z zadluzeniem. Sprawa ucichla w listopadzie 2004 roku, gdy Goclowski odwolal pralata z funkcji proboszcza.

Jest oczywistym, ze Goclowski od samego poczatku mial za zadanie zdlawic Solidarnosc – te prawdziwa z sierpnia ´80, która wymknela sie zydom spod kontroli. Robil wszystko, aby “przetransformowac” zwiazek w Solidarnosc “okraglostolowa”, tj. nie majaca nic wspólnego z idealami patriotycznymi, katolickimi, czy wreszcie polskimi, a jedynie z profilem neoliberalnym vel zydowskim [takim, gdzie Polak goj bedzie osobnikiem drugiej kategorii, zwyklym wyrobnikiem podporzadkowanym kascie “Wybranych”]. Stad tez jego widoczny na kazdyn kroku filosemityzm, jak chocby ten, kiedy bral udzial w otwarciu koszernej stolówki i zapewnial, ze raduje sie z otwarcia w niedlugim czasie centralnej synagogi w Gdansku (1998).

Przykladów mozna mnozyc, wystarczyloby ich na niejedna publikacje.

Staje sie on równiez postacia medialna wraz z bp Tadeuszem Pieronkiem i abp Józefem Zycinskim. Staja sie tzw. autorytetami koscielnymi w Polsce sowicie naglasniani przez media bedace pod calkowita kontrola zydo-komunistyczna z Adamem Michnikiem i Gazeta Wyborcza na czele.

Próbuje on równiez doprowadzic do ugody miedzy PiS i PO po wyborach w 2005 r. (oczywiscie w celu obrony ukladów pookraglostolowych).

Henryk Kwiatkowski
Patriotyczny Ruch Polski. Nr174

A tu mamy jeszcze jednego purpurata bez Pana Jezusa Chrystusa

{youtube}PFc6b3ClW6Q{/youtube} 

 

Mechanizm jest prosty. Ludzie w tajemniczych okolicznościach pozbywają się mieszkań, a potem dość szybko umierają. Przypadek? Zbieg okoliczności? Celowe działanie oszustów pozbawiających majątku ludzi starych, chorych, samotnych, niezaradnych życiowo?

Zdaniem naszych rozmówców z wrocławskiego półświatka, działać mogą nawet cztery gangi „polujące” na mieszkania starych, chorych, samotnych, biednych. Mamy informacje – i tropy, że to może być prawda – jakoby członkowie jednego z gangów zapisali się do organizacji społecznej, by udawać wolontariuszy i opiekunów.

Oto znane nam historie tajemniczych zgonów. Adam z Psiego Pola został wyrzucony przez okno kilka miesięcy po tym, jak sprzedał mieszkanie rodzinie miejscowego rzezimieszka.

Miał obiecane prawo dożywotniego mieszkania w sprzedanym lokalu. Rzeczywiście, mieszkał dożywotnio. Chociaż krótko. Adam lubił wypić. W czerwcu 2010 roku w „jego” mieszkaniu było kilka osób i dużo alkoholu. Po jakimś czasie część biesiadników wyszła. Zostali tylko Grzegorz i Paweł. Adam stanął przy otwartym oknie. Grzegorz podszedł do niego, kiwnął dyskretnie na Pawła. Obaj wzięli Adama pod ręce i wyrzucili z piątego piętra. W lutym zostali skazani na kary po 25 lat więzienia.

Policja i prokuratura sprawdzały, czy mord nie miał związku z transakcją. Osoba znająca szczegóły śledztwa mówi, że policjanci analizowali kilka innych, podobnych zgonów. Za każdym razem umierały osoby, które wcześniej sprzedały mieszkanie komuś z kręgu owego rzezimieszka. – On jest w jednym z tych mieszkaniowych gangów, o których panu opowiadałem – przekonuje nasz informator, dobrze znający ten światek.

Leszek ze Śródmieścia – lubiący popić, samotny 56-latek – niespodziewanie ożenił się z młodszą o 19 lat kobietą, dziewczyną znanego wrocławskiego gangstera. Było to w październiku 2010 r. „Zapił się” – jak mówią sąsiedzi – na śmierć trzy tygodnie później. Mieszkanie przejął gangster. Kilka tygodni temu został w nim zatrzymany przez wrocławskich antyterrorystów.
– To był fikcyjny ślub, chodziło tylko o mieszkanie – mówi informator.

– Fikcyjny ślub – potwierdza znajomy Leszka. Kolega z podwórka. – Chodziło o to, żeby ona miała większe mieszkanie.
– Leszek zmarł, bo pił za dużo. Kolega go znalazł na ulicy. Nie wkręcajcie mnie w jakieś afery – ucięła rozmowę wdowa.
Jerzy z Grabiszynka – nadużywający alkoholu, mieszkający samotnie, życiowo niezaradny 72-latek – zmarł kilka tygodni po serii tajemniczych transakcji związanych z jego domem.

Podobno za swoją połowę domu dostał 470 tys. zł w gotówce. Tylko on mógłby potwierdzić, że to prawda. Do szpitala trafił w grudniu 2010 r. z połamanymi żebrami. „Deformacja pourazowa licznych żeber po obu stronach klatki piersiowej oraz stan po złamaniach z przemieszczeniem odłamów pojedynczych żeber po stronie prawej” – napisał lekarz ze szpitala wojskowego.
Podobno to ślady po ciężkim pobiciu. Ale nikt tego nigdy nie sprawdzał w żadnym śledztwie. Jerzy zabrał do grobu tajemnicę transakcji. Jego rodzina dopiero po pogrzebie dowiedziała się o „sprzedaży” domu.

Pani Ewa była staruszką z zaburzeniami psychicznymi. Nie mogła już nic robić bez pomocy innych osób. Nie rozumiała, co się wokół niej dzieje. W 2009 roku podpisała pełnomocnictwo dla niejakiego Tomasza N. On założył konto na jej nazwisko, sprzedał jej dom na Biskupinie, a potem wybrał gotówkę. Miała „dożywotnio” mieszkać w tym domu, ale Tomasz przeniósł ją do baraku.

Umarła w kwietniu 2010 r. „w nieznanych okolicznościach” – napisał sąd w uzasadnieniu wyroku skazującego Tomasza N. na 4 lata więzienia za ten przekręt. Fakt. Pani Ewa została skremowana i pochowana, zanim jej jedyny krewny z Warszawy dowiedział się o śmierci.

Podobnych historii znamy więcej. W jednej staruszka ze złamaną nogą trafia do szpitala a potem – staraniem gangsterów udających wolontariuszy – do domu pomocy społecznej. Próbują przejąć jej mieszkanie, ale nie udaje się im dzięki szybkiej reakcji spółdzielni mieszkaniowej. Kobieta żyje do dziś u sióstr. Nikt nigdy nie sprawdzał, czy nogę złamała sobie sama, czy ktoś to zrobił.

W innej historii śmierć lokatora nastąpiła zbyt szybko i gangsterom nie udało się przejąć jego mieszkania. Choć są ślady, że się do tego przygotowywali.

Co na to policja i prokuratura? Od wielu miesięcy trwa tajne śledztwo prokuratury okręgowej. Podobno jego ustalenia są jeszcze bardziej szokujące niż to, co opisaliśmy w tym tekście

ZA . http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/879095,wroclaw-seria-tajemniczych-smierci-ludzie-traca-mieszkania,id,t.html?cookie=1#drukuj_dol 

 

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Dariusz Pogorzelski Tomasz Sakiewicz po sześciu latach postanowił wrócić do sprawy oskar- żonego o współpracę z SB Ks. Abp. Stanisława Wielgusa.

Odnosząc się w swojej ostatniej publikacji do reakcji Radia Maryja na te oskarżenia, napisał, że „biskup pełnił jakąś ważną funkcję w Radiu Maryja”. Jaką funkcję pełnił Ks. Abp Wielgus w rozgłośni założonej i kierowanej przez Ojca?

– Nie wiem o żadnej funkcji, jaką by Ksiądz Arcybiskup pełnił w Radiu Maryja. Ksiądz Arcybiskup Stanisław Wielgus nie pracuje w Radiu Maryja i nigdy nie pracował. To jest jakieś nieporozumienie. To jest po prostu absurd. Księża Biskupi są Pasterzami Kościoła Katolickiego, a nie pracownikami takich instytucji jak radio.
Kiedy media, w tym „Gazeta Polska”, posądziły Ks. Abp. Stanisława Wielgusa o współpracę z SB, w Radiu Maryja pojawiło się wiele głosów broniących duchownego. Szczególnie zwracano uwagę na sposób, w jaki postąpiono z Biskupem i z człowiekiem. Te opinie redaktor Sakiewicz uznał za „potężną nagonkę na ’Gazetę Polską’”. Radio Maryja urządzało nagonki na ten tygodnik?

– Otóż mogę powiedzieć tylko tyle: jestem bardzo rozczarowany tym, że środowiska i osoby, które wprost przyznawały się do katolicyzmu i do tego, że są dziennikarzami katolickimi, tak bezpardonowo zaatakowały Księdza Arcybiskupa. Rozmawiałem z nim dwa tygodnie po doprowadzeniu go do rezygnacji z posługi metropolity warszawskiego. Przypomnę, że do tej posługi Księdza Arcybiskupa Wielgusa wyznaczył Ojciec Święty Benedykt XVI. Wówczas usłyszałem z ust Księdza Arcybiskupa słowa: „Co oni ze mną zrobili, co oni ze mną zrobili…”. Takich rozmów było więcej. Podczas jednej z nich zadałem Księdzu Arcybiskupowi pytanie: „Czy Ksiądz Arcybiskup dostawał jakieś środki, jakieś leki?”. Powiedział mi, że tak, dostawał środki uspokajające. Mówił również, że to wszystko działo się obok niego, tak jakby nie miał pełnej świadomości. Tak to zrozumiałem. A co do działań „Gazety Polskiej” i innych dziennikarzy nazywających się dziennikarzami katolickimi, to obserwując relacje telewizyjne, byłem zszokowany takim postępowaniem wobec Księdza Arcybiskupa. Było ono nie tylko niekatolickie, ale i nieludzkie. Zaszczuto człowieka, psychicznie go złamano. Bez względu na to, czy ta współpraca była, czy nie, to są przecież jakieś procedury – prokuratura, sądy. Jest zasada „Audiatur et altera pars” (Należy wysłuchać drugiej strony), i tu tego nie było.
Dlaczego tak brutalnie postąpiono akurat z Ks. Abp. Wielgusem?

– Pamiętam konferencję, którą głosił jako biskup płocki, zdaje się dla Stowarzyszenia Odrodzenie. Mówił wówczas o nowej lewicy, o tym, jak ta ideologia idzie przez świat, uniwersytety, szkoły, media, politykę. Jak niszczy Kościół katolicki i cywilizację łacińską. Kiedy to usłyszałem, pomyślałem sobie: No to już, Księże Biskupie, jesteś zabity, nie darują ci tego. Myślę, że to było to.
Lustracja Księdza Arcybiskupa była właśnie takim narzędziem?

– Wiele mówiło się o lustracji. Tymczasem proszę zobaczyć, kogo właściwie zlustrowano. Miała być lustracja dziennikarzy, naukowców itd. I co?
Skończyło się na zapowiedziach.

– Ale ci, którzy byli oskarżeni o współpracę z SB, głównie politycy, mogli się wypowiedzieć, mogli się bronić przed sądem. Księdzu Arcybiskupowi nikt nigdy nie udowodnił, że współpracował, komuś szkodził. Nic o tym nie wiem. Wiem natomiast, że takie zaszczucie człowieka, takie metody są niedopuszczalne. Dlatego cały czas mam wielki dystans do ludzi tak działających. Nawet jeżeli mówią, że oskarżenie Księdza Arcybiskupa było błędem i zrobiono krzywdę człowiekowi, a przez to Kościołowi w Polsce, to trzeba to publicznie powiedzieć, przeprosić, zadośćuczynić.
Z publikacji Tomasza Sakiewicza wynika, że „Gazeta Polska” nie żałuje tego, co zrobiła. Wręcz przeciwnie, uważa, że jej obowiązkiem było napisać o materiałach dotyczących Księdza Arcybiskupa, miało to służyć dobru Kościoła.

– Powinniśmy wszyscy tworzyć wolne i niezależne media, które mają służyć komunikacji między ludźmi. Nawet jeżeli w mediach się pomylimy, to trzeba powiedzieć: pomyliłem się. To się zdarza, jesteśmy ludźmi. Błąd można popełnić, ale nie wolno głosić nieprawdy cały czas i trwać w nieprawdzie, bo przez to źle kształtujemy siebie i ludzi. Na kłamstwie nie można niczego zbudować.
Czytając redaktora Sakiewicza, można mieć wrażenie, że Radio Maryja było niechętne „Gazecie Polskiej”.

– Jakiś czas temu „Gazeta Polska” opublikowała tekst, w którym sugerowano, że Radio Maryja współpracuje z rosyjskim wywiadem, czego potwierdzeniem miały być nadajniki radiowe za Uralem. To nie były nasze nadajniki, wynajmowaliśmy je na kilka godzin dziennie w sposób zupełnie legalny. Podobnie było i jest z nadajnikami w USA i Kanadzie. Z tego by wynikało, że powinniśmy być też amerykańskimi agentami. Jeśli dobrze pamiętam, „GP” nigdy nie spro- stowała tych swoich sensacji, a one były później powtarzane nie tylko w Polsce, ale i na świecie. To jest odbieranie dobrego imienia. Dlatego z dystansem patrzę na pewne redakcje i na pewne media.
Wcześniej takiego dystansu wobec „Gazety Polskiej” Ojciec nie miał?

– W początkach działalności Radia Maryja zaprosiłem do nas pana redaktora Sakiewicza. Do Radia przyjechał razem z ówczesnym redaktorem naczelnym „GP” Pio- trem Wierzbickim oraz z panią Elżbietą Isakiewicz. Byłem tym zaskoczony, bo zaprosiliśmy na audycję jedną osobę. Mimo to wszyscy troje pojawili się na antenie. Zanim program się rozpoczął, poprosiłem, aby goście nie atakowali ludzi, nie atakowali Żydów. Niestety, w czasie audycji, na żywo oczywiście, jedna z tych osób – to nie był pan Sakiewicz – zachowała się zupełnie odwrotnie. Nastąpiła konsternacja. Próbowałem wówczas jakoś odwrócić sytuację. Poza tym nie było współpracy z „Gazetą Polską”.
Jakie dziś są relacje z tym tygodnikiem?

– Niedawno ktoś z naszych współpracowników zapytał mnie, czy pamiętam, że pan Sakiewicz pisał do Benedykta XVI list niemal z instrukcjami, co powinien zrobić ze mną Ojciec Święty. Ja tego nie traktowałem zbyt poważnie, ale to pokazuje pewne – powiedziałbym – niejasności. Jeżeli mamy służyć prawdzie, to trzeba iść w prawdzie, tworzyć dialog z poszanowaniem jeden drugiego, ale z poszanowaniem prawdy.
„Gazeta Polska” podejmuje bardzo wiele tematów, które są obecne na antenie Radia Maryja. Odwołuje się do wartości, które są bliskie słuchaczom Radia, jak chociażby patriotyzm.

– Oczywiście Ojczyznę trzeba kochać, ale trzeba też przypomnieć, że nasza ziemska Ojczyzna nie jest celem ostatecznym. Ostateczny cel to Ojczyzna niebieska. Ojczyzna ziemska jest pewną drogą – pewnym zadaniem, w którym też się doskonalimy. Dobrze, że jest pa- triotyzm, ale nie może on istnieć samodzielnie, bez dochodzenia do prawdy, którą jest Chrystus Pan. Bez oparcia się na Panu Bogu nie będzie odrodzenia Narodu i Ojczyzny. A jeszcze o odwoływaniu się do patriotyzmu. Tu też byłbym ostrożny. Wielu do nas przychodziło, mówili dużo o Ojczyźnie, Kościele. Klękali na nabożeństwach. Niestety, później się okazywało, że wiarę i patriotyzm traktowali instrumentalnie. Chcieli się tylko uwiarygodnić w oczach ludzi wierzących. Także w tym przypadku patrzę na to, czy jest miłość do Kościoła.

 
Dziękuję za rozmowę.