Monthly Archives: Maj 2013

Po pięciu tygodniach procesu Kermit Gosnell (72 l.), lekarz rodzinny bez specjalizacji ginekologicznej został uznany za winnego zabójstwa trojga dzieci. Doktor z Filadelfii dokonywał aborcji po 24. tygodniu ciąży.

Little Rock. Zakaz aborcji po 20. tygodniu

Izba Reprezentantów w Arkansas przegłosowała ustawę zakazującą aborcji po 20. …

Mężczyzna został uznany winnym morderstw pierwszego stopnia, polegających na zabiciu nożyczkami trzech noworodków już po porodzie.

 

– Dokonywał aborcji poprzez zastrzyki wstrzymujące akcję serca płodu. Gdy okazywało się, że znajdujący się już poza ciałem kobiet noworodek wydawał z siebie głos, Gosnell przecinał mu nożyczkami kręgosłup – zeznali podczas procesu współpracownicy lekarza.

 

Jak podaje Fox News, Gosnell był też oskarżany o morderstwo czwartego dziecka, ale ostatecznie został z tego oczyszczony.

 

– Dziecko zmarło zanim Gosnell przeciął mu kręgosłup – powiedział prokurator. Lekarz został również uznany za winnego nieumyślnego spowodowania śmierci swej pacjentki.

 

Kermit Gosnell był od ponad 30 lat właścicielem filadelfijskiej kliniki, którą prokurator określił „domem horroru”. Gosnell wzbudził zainteresowanie policji w 2010 roku, kiedy rodzina imigrantki z Bhutanu złożyła pozew przeciw niemu. Karna Mongar zmarła w 2009 r. po aborcji przeprowadzonej przez Gosnella. Według prokuratora w ciągu 30 lat lekarz wykonał kilka tysięcy aborcji zarabiając w ten sposób miliony dolarów.

 

Klinika Gosnella mieściła się w ubogiej dzielnicy Filadelfii. Z jej usług korzystały głównie imigrantki i kobiety o niskich dochodach.

Ewelina i Bartek
Avondale
Avondale, AZ 85392
Tel. (602) 570-1039
Email: email
– Masz dość długiego uruchamiania się systemu Windows?
– Irytuje cię ciągłe zawieszanie się systemu?
– Podejrzewasz w swoim systemie wirusa, ale nie wiesz jak się go pozbyć?
– Chcesz podłączyć swój komputer do Internetu, bądź zbudować małą sieć komputerową?

ZADWOŃ DO NAS. POMOŻEMY!

Zapewniamy naprawę i serwis komputerowy oraz bezpłatny dojazd do klienta na terenie metropolii Phoenix.

Profesjonalne usługi i rozsądne ceny.

Telefon: 602-570-1039

W październiku 2012 roku Muzeum Polskie w Ameryce i Biblioteka MPA, dzięki współpracy z konsulem Robertem Rusieckim, z Referatu Współpracy z Polonią Konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej w Chicago złożyły wnioski o dofinansowanie projektów polonijnych na rok 2013.

Wnioski te zostały przekazane do Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MSZ) w Warszawie z pozytywną rekomendacją Konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej w Chicago. Po otrzymaniu z MSZ informacji o rozstrzygnięciu konkursu projektów, MPA zostało poinformowane, że w roku bieżącym zostaną MPA przyznane środki w wysokości 30 tys. dolarów – na realizację poniższych przedsięwzięć:

 

 

Uroczyste podpisanie umow w konsulacie RP 18 maja 2013 r. NA zdjęciu: H. Misterka, J. Siegel, J. Loryś, M. Cieśla, P. Kapuścińska, K .Zieliński, R. Rusiecki

PROJEKT 1: Digitalizacja fotografii z kolekcji MPA (10 tys. dol.)

 

PROJEKT 2: Zakup wyposażenia (szufladziaków i półek) do Archiwum (7 tys. dol.)

 

PROJEKT 3: Przygotowanie wystawy o losach b. żołnierzy Powstania Warszawskiego 1944 (5 tys. dol.)

 

PROJEKT 4: Biblioteka Muzeum Polskiego – dofinansowanie programu konserwacji starodruków (8 tys. dol.)

 

W minony piątek, 18 maja 2013 w Konsulacie Generalnym RP w oficjalnym spotkaniu uczestniczyli: konsul generalna RP Paulina Kapuścińska, dyrektor operacyjny Jan Loryś ,którzy podpisali oficjalne umowy, a ponadto prezes MPA Maria Bronny Ciesla, konsul Robert Rusiecki, wicekonsul Konrad Zieliński, kierownik Archiwum MPA Halina Misterka, kierownik Biblioteki MPA Małgorzata Kot oraz kustosz Kolekcji Fotograficznej MPA Julita Siegel.

 

Zespół MPA jest bardzo wdzięczny Konsulatowi RP za pozytywną rekomendację oraz MSZ za przyznanie nam tak pokaźnej sumy, która pozwoli na realizację tych czterech ważnych projektów.

 

Dzięki powołanemu do życia w 2012 roku projektowi „Rare Book Conservation Project”, konserwacji cymeliów BMPA oraz datkom prywatnych sponsorów BMPA stara się oddawać do konserwacji najcenniejsze cymelia. Obecnie, dzięki grantowi MSZ poddamy konserwacji ponad 10 najstarszych książek datowanych z XVII i XVIII wieku. BMPA współpracuje w sprawach konserwacji z profesorem Jamesem Twomeyem z Dominican University. Pomoc wolontariuszki Iwony Bożek zaowocowała przygotowaniem katalogu najbardziej zniszczonych cymeliów. Podpisanie oficjalnej umowy umożliwi BMPA już w ciągu tego tygodnia przekazanie książek konserwatorowi. W przyszłości będziemy informować wszystkich zainteresowanych o postępie prac konserwatorskich. Książki poddane konserwacji dzięki funduszom MSZ zostaną opatrzone stosownym ekslibrisem informującym o tym darze.

 

Więcej informacji na temat tego programu znajduje się na stronie MPA www.polishmuseumofamerica.org i na stronie Facebooka Polish Museum Library. Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych do wsparcia tego ważnego przedsięwzięcia.

 

Zaproszenie na Bal Letni MPA

 

Przypominamy o naszej głównej muzealnej imprezie dochodowej – Balu Letnim. Termin zgłoszeń upływa 31 maja. Udział w balu to nie tylko sposób na dobrą zabawę w znakomitym towarzystwie, to przede wszystkim pomoc Muzeum Polskiemu w Ameryce! Historia Balu Letniego Muzeum Polskiego w Ameryce sięga 1980 roku. Odbywa się w najwspanialszych salach metropolii chicagowskiej i przedmieść.  Bal uważany jest za najbardziej wytworną imprezę sezonu.

 

W tym roku bardziej niż kiedykolwiek, jako instytucja nie przynosząca dochodu, liczymy na Państwa pomoc i wsparcie w zachowaniu i promocji dziedzictwa zarówno kultury polskiej, jak i polsko-amerykańskiej.

 

Muzeum Polskie w Ameryce (984 N. Milwaukee Ave., Chicago, IL. 60642) zaprasza swoich Przyjaciół i Sympatyków w piątek, 7 czerwca 2013 roku na 33. Bal Letni. W tym roku odbędzie się on w Rosewood Restaurant & Banquets przy 9421 W. Higgins Rd., Rosemont, IL 60018.  Bal (black tie) rozpoczną koktajle o godzinie 19:00., kolacja zostanie podana o godzinie 20.  Do tańca zagra renomowana Anthony Kawałkowski Orchestra.  Bilety w cenie 175 dolarów od osoby.  Część opłaty za bilet oraz wszelkie dotacje na rzecz Muzeum Polskiego w Ameryce można odliczać od podatku.

 

Nagrodę Ducha Polskości (Polish Spirit Award) w tym roku otrzyma Zrzeszenie Nauczycieli Polskich w Ameryce, za swoje osiągnięcia w pielęgnowaniu języka polskiego, geografii i historii Polski oraz tradycji i kultury polskiej na ziemi amerykańskiej.

 

Rezerwacje do 31 maja, prosimy dzwonić pod numer 1-773-782-2601. Prosimy wystawiać czeki na The Polish Museum of America. Jeśli Państwo nie możecie uczestniczyć w Balu Letnim, prosimy o wsparcie nas poprzez wykupienie biletów na loterię. Bilety są dostępne w MPA lub Bibliotece MPA. Wygrane: 2,5 tys. – 1. nagroda, 1000 dol. – 2. nagroda, 750 dol. – 3. nagroda, 500 dol. – 4. nagroda. Zwycięzca nie musi być obecny na balu. (Koszt biletu na loterię: 10 dol., 3 za 25 dol., natomiast 8 za 50 dol. – informacje pod numerem telefonu 1(773)384-3352 w. 101).

 

Serdecznie dziękujemy za wszelką pomoc okazaną nam w czasie przygotowań. Dziękujemy ofiarodawcom i wolontariuszom.

 

Informacja balowa na Facebooku: www.facebook.com/events/194063327409627/

 

Dodatkowe zdjęcia z poprzednich balów znajdują się na naszej muzealnej stronie internetowej pod adresem: http://www.polishmuseumofamerica.org/v4/PolishVersion/MPAStronaGlowna.htm oraz na stronie komunikatora Facebook – Polish Museum of America www.facebook.com/pages/Polish-Museum-of-America/96920757924

 

Szanowni Państwo, spośród Polonii zaledwie 1370 osób to członkowie MPA. Muzeum nie jest utrzymywane przez rząd polski, rząd federalny USA ani przez miasto Chicago. Istnienie oraz dalszy rozwój placówki muzealnej jest naszym wspólnym dziełem, odpowiedzialnością i obowiązkiem. Zapraszamy Państwa do uczestnictwa w programie członkowskim! www.polishmuseumofamerica.org

 

W imieniu zespołu MPA, opracowała:

 

 Małgorzata Kot

 

Zdjęcia:

 

Julita Siegel i Małgorzata Kot

DziennikZwiazkowy

„Dla na­dziei Izra­ela dźwi­gam kaj­da­ny”, mó­wi św. Pa­weł uwię­zio­ny w Rzy­mie (Dz 28,20). No­wym Izra­elem jest lud No­we­go Przy­mie­rza, czy­li Ko­ściół. Na­dzie­ją Ko­ścio­ła jest udział w zwy­cię­stwie Chry­stu­sa i w mo­cy Du­cha Świę­te­go. Dla tej na­dziei war­to zno­sić ze­wnętrz­ne udrę­ki, aby już te­raz być wy­zwo­lo­nym z we­wnętrz­nej nie­wo­li grze­chu i sza­ta­na.

Duch Świę­ty, „gdy przyj­dzie, prze­ko­na świat o grze­chu, o spra­wie­dli­wo­ści i o są­dzie, o grze­chu – bo nie wie­rzą we Mnie”, mó­wi Je­zus (J 16,8 n). Nie­wia­ra w Chry­stu­sa Ka­pła­na, Pro­ro­ka i Kró­la jest pod­sta­wo­wym grze­chem, z któ­re­go wy­ni­ka ca­łe zło w świe­cie ludz­kim do­da­ne do dzie­dzic­twa grze­chu pier­wo­rod­ne­go. „Duch Praw­dy do­pro­wa­dzi do ca­łej praw­dy” (J 16,13). Zło grze­chu jest kłam­stwem, któ­re wma­wia w nas, iż na­dzie­ja za­war­ta w ka­płań­skiej ofie­rze cier­pie­nia nie ma sen­su, wia­ra w pro­roc­ką praw­dę nisz­czy wol­ność, a mi­łość w po­słu­szeń­stwie wo­bec kró­lew­skiej wła­dzy Chry­stu­sa po­zba­wia czło­wie­ka au­to­re­ali­za­cji w du­chu sa­mo­sta­no­wie­nia i sa­mo­zba­wie­nia na dro­dze si­ły, po­sia­da­nia, przy­jem­no­ści i wła­dzy. Dla­te­go pierw­szym za­da­niem Du­cha Świę­te­go jest od­pusz­cze­nie grze­chów przez po­słu­gę Apo­sto­łów i ich na­stęp­ców (J 20, 22 n). Od­pusz­cze­nie grze­chów jest nie­moż­li­we, gdy sa­mo po­ję­cie grze­chu prze­sta­je ist­nieć w ludz­kiej świa­do­mo­ści, cze­go je­ste­śmy świad­ka­mi. Upa­try­wa­nie zła nie w grze­chu, ale w je­go kon­se­kwen­cjach, ode­rwa­nych od przy­czyn, spra­wia, że zło sta­je się wszech­obec­ne i je­dy­nie wy­zwo­le­nie się z rze­czy­wi­sto­ści, mo­że zło po­mniej­szyć i chwi­lo­wo unie­waż­nić. Stąd bie­rze się pro­pa­go­wa­nie róż­nych me­tod nir­wa­ny fi­zycz­nej, psy­chicz­nej, ide­owej i du­cho­wej.

 

 

Mó­wi Mat­ka Bo­ża bo­le­sna Kró­lo­wa Pol­ski: „Mo­je ko­cha­ne pol­skie dzie­ci, czy roz­po­zna­li­ście czas na­wie­dze­nia? Sta­wiam wam to py­ta­nie, gdyż wi­dzę, jak wie­le mar­nu­je­cie cza­su i łask, któ­re dla was, dla wa­szej oj­czy­zny wy­pra­szam. Sza­tan ca­ły czas pro­wo­ku­je, a po­nie­waż wie­le mo­ich dzie­ci sta­ło się obo­jęt­ny­mi, czy wręcz wro­gi­mi wo­bec Mo­je­go Bo­skie­go Sy­na i Je­go Ko­ścio­ła w Pol­sce, co­raz zu­chwa­lej i jaw­niej oka­zu­je swo­ją moc i po­tę­gę. Te­raz, gdy uda­ło mu się za­pa­no­wać nad pań­stwa­mi i rzą­da­mi, jak rów­nież nad wie­lo­ma or­ga­ni­za­cja­mi mię­dzy­na­ro­do­wy­mi, chce ujarz­mić tak­że was na­ród – chce, że­by­ście upa­dli przed nim na ko­la­na i ad­o­ro­wa­li ob­raz Be­stii. Czy­ni to jak­że prze­bie­gle – raz uka­zu­je się ja­ko obroń­ca uci­śnio­nych i sze­rzą­cy swą fał­szy­wą wol­ność, in­nym ra­zem, ja­ko ty­ran i cie­mię­ży­ciel, na­rzu­ca­ją­cy wam z ca­łą bru­tal­no­ścią swo­ją nie­na­wiść. Mu­si­cie więc być czuj­ni, mo­je dzie­ci, i od­waż­ni! Sza­tan chce roz­le­wu krwi w wa­szej oj­czyź­nie! Po­cie­sze­niem dla mo­je­go mat­czy­ne­go ser­ca są wa­sze ofia­ry, mo­dli­twy i wszyst­ko, co czy­ni­cie, by wy­na­gro­dzić Bo­gu za znie­wa­gi. Każ­da wa­sza mo­dli­twa jest wy­słu­chi­wa­na, lecz wiedz­cie za­ra­zem, że od­cho­dząc od Bo­ga i od wa­szej chrze­ści­jań­skiej tra­dy­cji, po­zwa­la­cie sza­ta­no­wi, że­by co­raz moc­niej za­ci­skał łań­cuch znie­wo­le­nia i prze­śla­do­wań. Dzię­ki mo­dli­twom mo­ich dzie­ci, trwa­ją­cych wier­nie przy Mo­im Bo­skim Sy­nu, Ko­ście­le i tra­dy­cji pol­skie­go na­ro­du, osła­bio­na zo­sta­je moc sza­ta­na. On już zo­stał po­ko­na­ny, gdyż je­go klę­ską jest iskra Bo­że­go Mi­ło­sier­dzia, któ­ra wy­szła z Pol­ski. Te­raz, za wa­szym przy­kła­dem, mu­si ona roz­pa­lić in­ne na­ro­dy, aby przy­go­to­wać je na osta­tecz­ne zwy­cię­stwo Mo­je­go Bo­skie­go Sy­na. Tym, co osła­bia peł­nię mo­cy sza­ta­na w wa­szym na­ro­dzie, mo­je ko­cha­ne pol­skie dzie­ci, jest mo­je wsta­wien­nic­two za mo­im kró­le­stwem. Ja je­stem wa­szą Kró­lo­wą, a wy – mo­im Kró­le­stwem! Lecz dzi­siaj chcę wam po­wie­dzieć, aby­ście wy­bra­li dro­gę wa­sze­go po­wo­ła­nia, aby każ­dy z was da­wał świa­dec­two o Chry­stu­sie mo­im Sy­nu. Wa­sze przy­zna­nie się do Nie­go do­ko­nu­je się na dro­dze wa­sze­go oczysz­cze­nia i na­wró­ce­nia. On jest ka­mie­niem wę­giel­nym, o któ­ry po­tkną się wa­si wro­go­wie! Ta­ki jest cel uzna­nia kró­lew­skie­go pa­no­wa­nia Mo­je­go Bo­skie­go Sy­na w wa­szej oj­czyź­nie. Mój Bo­ski Syn jest fun­da­men­tem, ale tak­że wa­run­kiem i mia­rą zwy­cię­stwa. W kró­le­stwie Kró­lo­wej mu­si się tak­że zna­leźć miej­sce dla Kró­la. Wła­śnie te­go wróg oba­wia się naj­bar­dziej. Wła­dzy Be­stii trze­ba po­wie­dzieć zde­cy­do­wa­ne „nie” – na­wet, gdy­by mia­ło to kosz­to­wać prze­śla­do­wa­nie, ośmie­sze­nie czy wręcz mę­czeń­stwo. Przod­ko­wie wa­si wal­czy­li o wol­ność wy­zna­wa­nia wia­ry w Chry­stu­sa, o wol­ność Ko­ścio­ła i męż­nie świad­czy­li o Chry­stu­sie. Nad­cho­dzi czas, by­ście rów­nież wy zło­ży­li to świa­dec­two. Roz­waż­cie mo­je mat­czy­ne sło­wa peł­ne tro­ski i współ­czu­cia”.

Być świad­kiem Chry­stu­sa to przy­jąć Du­cha Praw­dy i w Je­go świe­tle wi­dzieć sie­bie i świat ocza­mi Bo­ga, to obu­dzić się ze snu, któ­ry zmie­rza ku śmier­ci. Kto chce na­szej śmier­ci, a kto pra­gnie na­sze­go ży­cia? Wy­na­laz­ca śmier­ci („in­ve­tor mor­tis”) dia­beł zdo­by­wa so­bie po­słusz­nych zwo­len­ni­ków na za­sa­dzie opła­cal­no­ści zła i nie­opła­cal­no­ści do­bra, gdy zło jest na­gra­dza­ne, a do­bro ka­ra­ne. Po­ko­na­nie sza­ta­na do­ko­na­ło się na Krzy­żu i przez Krzyż. Śmierć Chry­stu­sa jest zwy­cię­stwem nas śmier­ci, a dia­beł „per ip­som qu­am vin­ce­rat vin­ce­re­tur” (zo­stał po­ko­na­ny wła­sną bro­nią). Po­wstań Pol­sko, skrusz kaj­da­ny! Bo­gu i Ma­ryi Kró­lo­wej niech bę­dą dzię­ki za nie­usta­ją­cą po­moc.

ks. Stanislaw Malkowski

ZA :  Warszawska gazeta

 

III RP wy­two­rzy­ła, po­dob­nie jak PRL, pe­wien swo­isty sys­tem uza­leż­nia­nia ca­łych grup lu­dzi od swo­ich funk­cjo­na­riu­szy two­rzą­cych tak zwa­ny Sa­lon. Do­glą­da­li oni ście­żek ka­rier w bar­dzo wie­lu dzie­dzi­nach na­sze­go ży­cia. Przez ca­łe la­ta dzię­ki opa­no­wa­niu me­diów to wła­śnie Sa­lon de­cy­do­wał, kto ma być „au­to­ry­te­tem”, ce­le­bry­tą, eks­per­tem w do­wol­nej dzie­dzi­nie.

Mar­chew­ką by­ły prze­róż­ne na­gro­dy, sta­tu­et­ki, pro­mo­cje twór­czo­ści i sa­ma moż­li­wość po­ja­wia­nia się w cha­rak­te­rze ga­da­ją­cych głów na ekra­nach na­szych te­le­wi­zo­rów. Za­ro­iło się od róż­nych sa­lo­no­wych ka­mer­dy­ne­rów czy kel­ne­rów w ca­łej ga­mie pro­gra­mów, w któ­rych na­wet o spra­wach waż­nych dys­ku­to­wa­li, przy­bie­ra­jąc po­sta­wę kry­nic mą­dro­ści, prze­róż­ni usłuż­ni ko­me­dian­ci na­zy­wa­ni ar­ty­sta­mi.

 

 

Tak to już jest, że aby mar­chew­ka sma­ko­wa­ła, mu­si w tej me­to­dzie ist­nieć i sku­tecz­nie dzia­łać rów­nież kij. Tym ki­jem by­ło za­wsze ety­kie­to­wa­nie krnąbr­nych ta­ki­mi sło­wa­mi-pał­ka­mi, jak an­ty­se­mi­ta, na­cjo­na­li­sta, szo­wi­ni­sta, kse­no­fob, ho­mo­fob, fa­szy­sta oraz spy­cha­nie ich w kom­plet­ny nie­byt me­dial­ny bądź za po­mo­cą na­go­nek wy­wie­ra­no ta­kie na­ci­ski, że „zbun­to­wa­ny” de­li­kwent czy de­li­kwent­ka tra­ci­li zaj­mo­wa­ne sta­no­wi­ska, pra­cę i czę­sto nie mie­li moż­li­wo­ści za­ra­bia­nia na chleb.

Ist­nie­je jed­nak pew­na gru­pa lu­dzi, któ­ra dzia­ła na Sa­lon jak przy­sło­wio­wa czer­wo­na płach­ta na by­ka i ata­ko­wa­na jest z nie­ukry­wa­ną fu­rią i nie­na­wi­ścią. Cho­dzi o ta­kie oso­by, któ­re to ca­łe sa­lo­no­we to­wa­rzy­stwo wza­jem­nej ad­o­ra­cji ma­ją do­kład­nie gdzieś i ni­jak nie da się ich zmu­sić do ugię­cia ko­lan i pad­nię­cia na nie przed post­ko­mu­szą ary­sto­kra­cją.

Cho­dzi o ta­kie oso­by, któ­re Sa­lo­no­wi ni­cze­go nie za­wdzię­cza­ją, a od­no­szo­ne przez nich suk­ce­sy osią­ga­ne dzię­ki wy­jąt­ko­wym zdol­no­ściom i umie­jęt­no­ściom są nie do za­kwe­stio­no­wa­nia, pod­wa­że­nia czy znisz­cze­nia przez tę sfo­rę mie­nią­cą się sa­mo­zwań­czo „eli­tą”.

 

Pierw­szym przy­kła­dem ta­kiej oso­by, któ­rej Sa­lon, mó­wiąc ko­lo­kwial­nie, mo­że sko­czyć, jest Agniesz­ka Ra­dwań­ska. Jej nie­za­leż­ność fi­nan­so­wa i ca­ła jej ka­rie­ra to ta­lent, cięż­ki tre­ning, pięk­na gra i nic na to nie po­ra­dzi ca­ła ta sa­lo­no­wa sfo­ra do­pro­wa­dzo­na do fu­rii tym, że na­sza Isia pu­blicz­nie de­kla­ru­je swo­ją wia­rę w Bo­ga, a za­miast zgło­sić ak­ces do sek­ty „pan­cer­nej brzo­zy”, od­da­je hołd pre­zy­denc­kiej pa­rze i po­le­głym pod Smo­leń­skiej, zaś za kłam­li­we oszczer­stwa mó­wi dzien­ni­ka­rzom pew­nej te­le­wi­zyj­nej sta­cji krót­kie żoł­nier­skie WON.

 

Cóż na to mo­że Sa­lon? Nic. Je­dy­nie cie­szyć się skry­cie, kie­dy izra­el­ska dzicz zgro­ma­dzo­na na kor­cie na­zwie ją „ka­to­lic­ką k…ą”, al­bo od­de­le­go­wać do jej ob­szcze­ki­wa­nia i ob­szczy­wa­nia ta­kie­go sa­lo­no­we­go ra­tler­ka, jak Mi­ko­łaj Li­zut, któ­ry po­wie:

„My­ślę, że tu­taj jest ja­kieś dru­gie dno. W wie­lu wy­wia­dach za­rów­no Agniesz­ka Ra­dwań­ska jak i jej ta­ta bar­dzo pod­kre­śla­li kon­tekst po­li­tycz­ny. To jest rze­czy­wi­ście „Agniesz­ka Smo­leń­ska”. Ona lo­ku­je się wła­śnie w ob­rę­bie lu­du smo­leń­skie­go. Ja bym to czy­tał w tym kon­tek­ście, po­nie­waż oj­ciec Ry­dzyk nie lu­bi TVN-u, bo to jest sie­dli­sko sza­ta­na. Być mo­że cho­dzi o ten ko­mu­ni­kat”.

 

Po tej wy­po­wie­dzi Li­zu­ta po­sy­pa­ły się po pra­wej stro­nie sce­ny po­li­tycz­nej gło­sy obu­rze­nia, ale jed­no­cze­śnie ich au­to­ra przy­pi­sa­no do dzia­łu dzien­ni­kar­stwa zaj­mu­ją­ce­go się roz­ryw­ką, za­po­mi­na­jąc o je­go „za­słu­gach”.

I tu wy­pa­da przy­po­mnieć dru­gą oso­bę, któ­ra od lat wy­wo­łu­je wśród „elit” wście­kłość i to­cze­nie pia­ny.

 

Mam tu na my­śli Ja­na Ko­by­lań­skie­go, wiel­kie­go pol­skie­go pa­trio­tę i by­łe­go więź­nia Pa­wia­ka oraz obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych Mau­thau­sen-Gu­sen, Da­chau, Gross-Ro­sen i Au­schwitz-Bir­ke­nau.

Czło­wiek ten dzię­ki swo­im zdol­no­ściom i ta­len­tom nie tyl­ko od­niósł wiel­ki suk­ces fi­nan­so­wy i biz­ne­so­wy, ale do­kład­nie 20 lat te­mu za­czął jed­no­czyć Po­lo­nię, za­kła­da­jąc Unię Sto­wa­rzy­szeń i Or­ga­ni­za­cji Pol­skich w Ame­ry­ce Ła­ciń­skiej (USO­PAŁ). To wła­śnie Jan Ko­by­lań­ski nie wa­hał się, by ujaw­nić ha­nieb­ne za­cho­wa­nia ta­kich pol­skich pseu­do-dy­plo­ma­tów na sta­no­wi­skach am­ba­sa­do­rów, jak Ja­ro­sław Gu­ga­ła i Ry­szard Sznepf.

I te­raz wróć­my do spe­cja­li­sty od bez­rad­ne­go szar­pa­nia za no­gaw­ki nie­po­kor­nych, czy­li Li­zu­ta. To wła­śnie on, dzien­ni­karz „Ga­ze­ty Wy­bor­czej”, kil­ka lat te­mu zo­stał wy­de­le­go­wa­ny do Bu­enos Aires i Mon­te­vi­deo, gdzie po­słu­gu­jąc się zmie­nio­nym imie­niem i na­zwi­skiem i po­da­jąc się za stu­den­ta za­in­te­re­so­wa­ne­go ży­ciem Po­lo­nii, pró­bo­wał wku­pić się w ła­ski Ja­na Ko­by­lań­skie­go i zdo­być co­kol­wiek, co mo­gło­by skom­pro­mi­to­wać te­go wiel­kie­go Po­la­ka.

Li­zut zo­stał szyb­ko zde­ma­sko­wa­ny, lecz mi­mo to, sta­rym pol­skim zwy­cza­jem Jan Ko­by­lań­ski udzie­lił mu go­ści­ny w swo­im do­mu, na­kar­mił, na­po­ił, a na­wet dał „stu­den­to­wi uni­wer­sy­te­tu na Czer­skiej” kie­szon­ko­we na dro­gę po­wrot­ną.

 

W do­wód wdzięcz­no­ści Li­zut po po­wro­cie na­pi­sał je­den z naj­bar­dziej ha­nieb­nych tek­stów pe­łen kłamstw i po­mó­wień, za­ty­tu­ło­wa­ny Po­dwój­ne ży­cie Don Ju­ana, któ­ry za­po­cząt­ko­wał wiel­ką na­gon­kę sa­lo­no­wych bur­ków na pol­skie­go pa­trio­tę.

 

Po­su­nął się na­wet do za­kwe­stio­no­wa­nia obo­zo­wej prze­szło­ści Ja­na Ko­by­lań­skie­go, pu­bli­ku­jąc w „Ga­ze­cie Wy­bor­czej” ko­pię za­świad­cze­nia o po­by­cie w Au­schwitz, gdzie fi­gu­ru­je Ja­nusz, a nie Jan Ko­by­lań­ski oraz róż­nią­ca się o 4 la­ta da­ta uro­dzin, co mia­ło do­wo­dzić fał­szer­stwa. Ca­ły pic po­le­gał na tym, że Li­zut ce­lo­wo nie opu­bli­ko­wał wpi­su na od­wro­cie do­ku­men­tu, gdzie znaj­do­wa­ła się urzę­do­wa ko­rek­ta da­ty uro­dze­nia z 21.7.1919 na 21.7.1923. Oczy­wi­ście nie wspo­mniał tak­że Li­zut o tym, że imie­niem Jan (Ju­an), pre­zes Ko­by­lań­ski za­czął po­słu­gi­wać się do­pie­ro po woj­nie, emi­gru­jąc do Ame­ry­ki Po­łu­dnio­wej.

 

Ale to jesz­cze nie wszyst­ko. Sko­ro bez­czel­nie za­kwe­stio­no­wa­no obo­zo­wą mar­ty­ro­lo­gię pol­skie­go pa­trio­ty, to cze­mu nie pójść za cio­sem i nie wsa­dzić ofia­ry w bu­ty na­zi­sty. Oto po­pis pod­łej ma­ni­pu­la­cji i in­sy­nu­acji Li­zu­ta:

„Po woj­nie Ko­by­lań­ski tra­fił do Au­strii, po­tem do Włoch, bły­ska­wicz­nie do­ro­bił się wiel­kich pie­nię­dzy. W 1952 r. wy­je­chał do Pa­ra­gwa­ju. Nie ma na to do­wo­dów, ale wszyst­ko wska­zu­je, że za po­mo­cą siat­ki Ode­ssa, wspo­ma­ga­ją­cej uciecz­kę z Eu­ro­py na­zi­stów i ich współ­pra­cow­ni­ków. W tym cza­sie rzą­dził krwa­wy dyk­ta­tor gen. Al­fre­do Stro­es­sner, któ­ry udzie­lał schro­nie­nia na­zi­stow­skim zbrod­nia­rzom wo­jen­nym”.

 

Oto do cze­go mo­że po­su­nąć się w po­czu­ciu bez­kar­no­ści czło­wiek kom­plet­nie po­zba­wio­ny ja­kich­kol­wiek za­sad i ha­mul­ców. Po­mi­jam już ku­rio­zal­ny zwrot „nie ma do­wo­dów, ale wszyst­ko na to wska­zu­je”. Wy­star­czy zaj­rzeć do pierw­szej lep­szej en­cy­klo­pe­dii, by stwier­dzić, że Li­zut po­słu­żył się jed­nym z naj­bar­dziej pry­mi­tyw­nych kłamstw, któ­re w każ­dym nor­mal­nym kra­ju wy­rzu­ci­ły­by ta­kie­go kłam­li­we­go pi­sma­ka na bruk.

 

On po pro­stu przy­spie­szył bieg hi­sto­rii i aby do­sto­so­wać ją do wła­sne­go łgar­stwa, prze­su­nął za­mach sta­nu Stro­es­sne­ra, któ­ry miał miej­sce w 1954 ro­ku o dwa la­ta wstecz, czy­li w rok 1952, kie­dy to Jan Ko­by­lań­ski przy­je­chał do Pa­ra­gwa­ju.

Oglą­da­jąc te­go sa­lo­no­we­go cyn­gla w te­le­wi­zji czy słu­cha­jąc w ra­diu pa­mię­taj­my, że za­nim Li­zut zo­stał za swo­je „za­słu­gi” rzu­co­ny na od­ci­nek roz­ryw­ki, mu­siał się nie­źle dla Sa­lo­nu na­pra­co­wać.

 

To tyl­ko dwa przy­kła­dy te­go, do cze­go zdol­ne są sa­mo­zwań­cze „eli­ty”, czy­li oku­pu­ją­ce nas bę­kar­ty okrą­głe­go sto­łu, ale nie ma lep­szej me­to­dy na ich de­ma­sko­wa­nie, jak po­da­wa­nie ta­kich wła­śnie przy­kła­dów.

Źró­dła:

http://www.archiwum.wyborcza.pl/Archiwum/1,0,4 104 792,20040628RP-DGW_D,Po­dwoj­ne­_zy­cie­_don_Ju­ana,.html

http://rozrywka.dziennik.pl/plotki/artykuly/426 814,mikolaj-lizut-nazwal-agnieszke-radwanska-agnieszka-smolenska.html
ZA. Warszawska gazeta

Gdy za­czę­ła się woj­na, mia­łem już ukoń­czo­ne trzy la­ta.  To, co po­wiem, wy­da się  ma­ło praw­do­po­dob­ne, ale wła­śnie tak by­ło. Za­padł mi w pa­mię­ci wy­raź­ny ob­raz po­wra­ca­ją­ce­go z prze­gra­nej bi­twy oj­ca i je­go sło­wa, że uda­ło mu się ujść z ży­ciem. Tych słów pew­nie bym nie za­pa­mię­tał, gdy­by ich po­tem nie po­wta­rzał.

Ale wi­dok oj­ca w woj­sko­wym płasz­czu i z ple­ca­kiem na ra­mie­niu do dziś stoi mi przed ocza­mi. To był ko­niec paź­dzier­ni­ka 1939 r. Wte­dy nie ro­zu­mia­łem, co to zna­czy. Zro­zu­mia­łem  to do­pie­ro póź­niej i to dość gwał­tow­nie. Oj­ciec ubra­ny w woj­sko­wy płaszcz uniósł mnie do gó­ry i moc­no tu­lił do pier­si, wpa­tru­jąc się we mnie, jak­by chciał się  upew­nić, czy to na pew­no ja.  Mat­ka sta­ła z bo­ku i śle­dzi­ła je­go za­cho­wa­nie.

 

W na­stęp­nych la­tach wra­cał do tej chwi­li i po­wta­rzał tam­te sło­wa, od­po­wia­da­jąc na mo­je py­ta­nia i do­kład­nie już re­la­cjo­nu­jąc, jak to gru­pa pol­skich żoł­nie­rzy idą­cych  z woj­ny zo­sta­ła za­sko­czo­na  we śnie przez ban­dy­tów i zma­sa­kro­wa­na. Nie za­bi­ta, ale zma­sa­kro­wa­na. To sło­wo czę­sto po­wta­rzał. Na żoł­nie­rzy wra­ca­ją­cych z fron­tu  na­pa­dli Ukra­iń­cy  w ja­kiejś sto­do­le. Żoł­nie­rze  spa­li. To by­ła noc. Ukra­iń­cy ro­ze­bra­li ich do na­ga, a na­stęp­nie  mę­czy­li  i na­sy­ca­li się wi­do­kiem krwi i mę­ki. Oj­ciec wi­dział tę sce­nę z gó­ry. Spał na sto­gu sło­my, wy­so­ko, pod bel­ką. Je­go nie do­strze­gli. A in­ni le­że­li ni­żej. I tych in­nych, je­go ko­le­gów,  wła­śnie mor­do­wa­li. Mie­li przy so­bie  lam­py  i wszyst­ko by­ło wi­dać.  Wy­dłu­by­wa­li  oczy, uci­na­li uszy, no­sy, zdzie­ra­li skó­rę z ple­ców  i kłu­li ba­gne­ta­mi. A gdy do­ko­na­li zbrod­ni,  za­bra­li ka­ra­bi­ny, mun­du­ry, płasz­cze, bu­ty i wy­nie­śli się. 

 

Wie­le lat póź­niej do­wie­dzia­łem się, że  by­ły to pierw­sze zor­ga­ni­zo­wa­ne na­pa­dy bo­jow­ców z  Or­ga­ni­za­cji Ukra­iń­skich Na­cjo­na­li­stów na po­je­dyn­cze pol­skie od­dzia­ły lub roz­pro­szo­ne gru­py wra­ca­ją­cych z fron­tu żoł­nie­rzy. Ta­kich na­pa­dów by­ło wie­le. Wte­dy też za­czę­ły się w kil­ku miej­sco­wo­ściach po­wia­tu Pod­haj­ce, o czym już tu­taj pi­sa­łem, mor­dy na więk­szą ska­lę.

Jed­nak naj­okrut­niej­sza fa­la mor­dów przy­szła póź­niej, w 1943 r.  Mia­łem   wów­czas  sie­dem lat i spo­ro już ro­zu­mia­łem, a jesz­cze wię­cej od­czu­wa­łem. Do nie­daw­na ba­wi­łem się ze swo­imi ko­le­ga­mi ze wsi, Ber­kiem i Sław­kiem. Do woj­ny od­wie­dza­li­śmy się, przy­jaź­ni­li­śmy się. Ber­ka stra­ci­łem z oczu, gdy Niem­cy wkro­czy­li na Po­do­le. Bo był Ży­dem. Więk­szość  Ży­dów zgi­nę­ła, nie­któ­rzy ucie­kli. Ber­ko znik­nął.  A Sław­ko, Ukra­iniec,  któ­re­goś dnia od­wró­cił się ode mnie i po­wie­dział:

– Ja z to­bo­ju ne bu­du  wże ho­wo­ry­ty.

A na py­ta­nie, dla­cze­go  nie bę­dzie ze mną roz­ma­wiał,  od­parł, że ja Lach, a on z La­chem nie bę­dzie ga­dał. To by­ła dru­ga po­ło­wa 1943 r. Na­si są­sie­dzi, Ukra­iń­cy, tak­że po­czę­li się od nas od­wra­cać. Ni­by by­li ta­cy sa­mi, jak jesz­cze nie­daw­no,  bli­scy, swoj­scy, ale da­ło się już od­czuć  chłód, szyb­kie, ner­wo­we spoj­rze­nia i uciecz­kę oczu. Oni już wie­dzie­li, co się świę­ci. Już zbie­ra­li się po­ta­jem­nie po la­sach i na­ra­dza­li. Wi­dzie­li­śmy nie­raz, jak wra­ca­li nad ra­nem do do­mów, co­raz but­niej­si i har­dzi. Ko­bie­ty też da­wa­ły po so­bie po­znać, że coś się dzie­je. Mo­że nie tak de­mon­stra­cyj­nie jak męż­czyź­ni, ale nie mia­ły już cza­su na są­siedz­kie po­ga­węd­ki al­bo zwy­kłe sło­wa po­wi­ta­nia. Na­wet tak do­bre są­siad­ki, jak przy­ja­ciół­ka  mo­jej mat­ki, wraż­li­wa i de­li­kat­na  dziew­czy­na, Ol­ga Mi­siu­rak, któ­ra jak­by za­wsty­dzo­na, uni­ka­ła spo­tkań, choć mat­ka za­pra­sza­ła ją do sie­bie, ale wi­dzia­ła, że Ol­ga ucie­ka, jak­by się cze­goś ba­ła. To wszyst­ko na­ra­sta­ło po­wo­li. Naj­gor­szy był strach. Wie­dzie­li­śmy już, że gdzieś tam na pół­noc­nym wscho­dzie mor­du­ją. Ale u nas, w na­szej wsi pa­no­wał względ­ny spo­kój.  Jesz­cze nikt nie mor­do­wał. Są­sie­dzi do­pie­ro się uczy­li, jak to ro­bić. Wte­dy nie wie­dzia­łem, że dzia­ło się to w wie­lu przy­pad­kach pod przy­mu­sem. Że nie­któ­rzy z Ukra­iń­ców by­li ter­ro­ry­zo­wa­ni. Nie chcie­li te­go ro­bić, ale mu­sie­li, bo ina­czej sa­mi by­li mor­do­wa­ni.    

 

W lip­cu i  sierp­niu 1943 r. do­cie­ra­ły do nas wia­do­mo­ści, że pło­nie Wo­łyń, a Ukra­iń­cy Po­la­ków wy­ci­na­ją w pień, czy­li trwa za­gła­da.  Przy­by­wa­li do na­szej wsi prze­ra­że­ni ucie­ki­nie­rzy, bo  by­ło to są­sied­nie wo­je­wódz­two i do­kład­nie opo­wia­da­li, jak wy­glą­da pie­kło. Jak ban­de­row­cy no­ża­mi wy­ci­na­ją Po­la­kom or­ła na skó­rze i drwią, że ten orzeł już ni­g­dy i ni­g­dzie nie po­le­ci.  Jak ro­bią tzw. rę­ka­wicz­ki, czy­li na­ci­na­ją skó­rę przy łok­ciu i na  żyw­ca ścią­ga­ją, ale by bar­dziej bo­la­ło, ra­ny po­sy­pu­ją so­lą. A po­tem za­no­szą ową „rę­ka­wicz­kę”  swo­im do­wód­com ja­ko znak he­ro­izmu.  Już wie­dzie­li­śmy, kto mor­du­je, gdzie i jak. I co to zna­czy mord. Nie za­bi­ja­ją, a mor­du­ją, ska­zu­jąc lu­dzi na  strasz­li­we mę­czeń­stwo, cier­pie­nia.  

Po­ja­wi­ły się wte­dy  te strasz­ne sło­wa: „UPA”,  „Ukra­iń­ska Po­wstań­cza Ar­mia”, „Ban­de­ra”  i „ban­de­row­cy”, któ­re bu­dzi­ły trwo­gę.  To by­ło  pie­kło, wid­mo sza­ta­na, któ­ry idzie przez świat, pa­li i po­że­ra ca­łe po­wia­ty, je­den po dru­gim. Idzie i wy­rzy­na na­szych bra­ci i sio­stry, dzie­ci i star­ców, wy­dłu­bu­je  oczy, tnie ję­zy­ki i uszy, od­ci­na ko­bie­tom pier­si, męż­czy­znom ge­ni­ta­lia i wy­szar­pu­je z łon ma­tek ludz­kie pło­dy. Ta­kie ob­ra­zy ry­so­wa­ły się już w mo­jej dzie­cię­cej gło­wie. 

 

Naj­gor­sze by­ły wie­czo­ry i no­ce. W na­szym do­mu zbie­ra­ła się ra­da star­szych, dziad­ko­wie, wu­jo­wie, ciot­ki, ku­zy­ni i ra­dzi­li, co ro­bić da­lej. Już wie­dzie­li­śmy, że Wo­łyń wy­mor­do­wa­ny. Nie zna­li­śmy jesz­cze wte­dy liczb, ca­łe­go kosz­ma­ru znisz­cze­nia, de­gra­da­cji czło­wie­ka i  na­tu­ry ludz­kiej, ale do­wie­dzie­li­śmy się wszyst­kie­go wie­le lat póź­niej.  Oka­za­ło się i to już dzi­siaj wie­my, że na Wo­ły­niu Ukra­iń­cy wy­mor­do­wa­li ok. 60 tys. Po­la­ków. Mor­do­wa­li też swo­ich, któ­rzy ich nie słu­cha­li. Al­bo po­ma­ga­li pol­skim są­sia­dom. Ofia­ra­mi pa­da­li tak­że Cze­si, Cy­ga­nie, ukry­ci po la­sach Ży­dzi.  Świad­ko­wie przy­wo­ły­wa­li  mro­żą­ce krew w ży­łach  sce­ny. A ja się plą­ta­łem mię­dzy no­ga­mi do­ro­słych  i na­słu­chi­wa­łem, co­raz bar­dziej prze­ra­żo­ny, sły­sząc opo­wie­ści o tym, jak  ban­de­row­cy żyw­cem wrzu­ca­ją lu­dzi do stud­ni, jak dzie­ci spa­la­li w pie­cach, jak przy­wią­zy­wa­li męż­czyzn do drzew i ćwi­czy­li cel­ne ude­rze­nia sie­kie­ra­mi, od­ci­na­jąc  im gło­wy,  pi­ła­mi  tnąc cia­ło,  od­rą­bu­jąc rę­ce i no­gi. Mo­ja wy­obraź­nia na­peł­nia­ła się de­mo­na­mi zła, mo­je uczu­cia by­ły po­ra­nio­ne, a ja by­łem  po­grą­ża­ny w stra­chu. 

 

Po­wo­li za­mie­nia­łem się z po­god­ne­go, ra­do­sne­go dziec­ka w wy­stra­szo­ne zwie­rzę, któ­re kry­je się w ciem­no­ściach  i ci­cho wy­je pod łóż­kiem peł­nym pa­ję­czyn. To nie opo­wieść z baj­ki. To re­al­ny, kon­kret­ny świat. Za­mie­nia­łem się w szczu­ra, któ­re­go go­ni po­twór i ośle­pia krwa­wy­mi ocza­mi. Wy­obraź­nia ten świat kosz­ma­ru po­więk­sza­ła i zwie­lo­krot­nia­ła.  

Nie­raz wy­cią­ga­ła mnie mat­ka spo­co­ne­go, ją­ka­ją­ce­go się i cho­re­go  spod łóż­ka, peł­ne­go ku­rzu i za­pła­ka­ne­go. A prze­cież ni­g­dy do tam­te­go cza­su się nie ją­ka­łem, ni­cze­go się nie ba­łem. A tu pła­ka­łem ze  zdła­wio­nym gar­dłem. Pła­ka­łem gło­śno i  pła­ka­łem w so­bie, po ci­chu. Co­raz czę­ściej pła­ka­łem w so­bie. By nikt nie sły­szał. Był to szloch we­wnątrz mnie, w głę­bi, głu­chy i pe­łen bó­lu.

 

Te strasz­ne opo­wie­ści trwa­ły mie­sią­ca­mi, aż nad­szedł paź­dzier­nik  1943 r., gdy do na­szej wsi przy­je­chał wóz z ob­cy­mi męż­czy­zna­mi. Chcie­li roz­ma­wiać z księ­dzem Ko­wal­czy­kiem. Ale ksiądz zdo­łał uciec. Za­bra­li więc ze so­bą je­go sio­strzeń­ca, Sta­sia Ry­bic­kie­go, któ­re­go zna­łem, a któ­ry prze­by­wał aku­rat wte­dy na ple­ba­nii ze swo­ją mat­ką. Wsa­dzi­li go na wóz i po­wieź­li w stro­nę la­su.  Póź­niej  je­go mar­twe cia­ło le­ża­ło  na ple­ba­nii, a ja na nie pa­trzy­łem. Mat­ka mnie za­bra­ła, bo już gro­ma­dzi­ła się tam wieś. Lu­dzie za­ła­my­wa­li rę­ce i nie wie­dzie­li, co ma­ją ze so­bą zro­bić. To by­ła pierw­sza śmierć w na­szej wsi z rąk Ukra­iń­ców. Pa­trzy­li­śmy na cia­ło  bez oczu, ję­zy­ka, po­ra­nio­ne, strasz­ne. Ktoś ro­bił mu zdję­cia.  Miał osiem­na­ście lat.  Ale o je­go cier­pie­niach do­kład­nie opo­wiem in­nym ra­zem. Śnił mi się po­tem po no­cach. Jak i in­ne póź­niej­sze zbrod­nie.   Od tej po­ry już na mo­jej twa­rzy nie by­ło wi­dać  uśmie­chu. Prze­sta­łem się śmiać, uśmie­chać, być we­so­łym. Mu­sia­ła to za­uwa­żyć mat­ka,  bo mó­wi­ła ci­cho do oj­ca:

– On się już nie uśmie­cha. Sie­dzi ca­ły­mi dnia­mi pod łóż­kiem, kry­je się po ką­tach, dzi­cze­je nam.  A by­ło to ta­kie ra­do­sne dziec­ko.

Ja to sły­sza­łem i na za­wsze za­pa­mię­ta­łem.

Dzie­cin­ny, nie­win­ny uśmiech zo­stał za­bi­ty na za­wsze.  A więc moż­na i uśmiech za­mor­do­wać. Już się ni­g­dy nie uśmie­cha­łem tak, jak wte­dy, kie­dy mia­łem obok sie­bie przy­ja­ciół, Ber­ka i  Sław­ka. 

 

De­mo­ny mro­ków ska­ka­ły wiel­ki­mi kro­ka­mi po mo­jej zie­mi i w po­cząt­kach mar­ca 1944 r. przy­szła po­ra­ża­ją­ca wia­do­mość, że   w na­szym wo­je­wódz­twie  mor­du­ją już ca­łe wio­ski. Nie po­je­dyn­czych lu­dzi czy wy­bra­ne ro­dzi­ny, tyl­ko ca­łe wsie. I wy­ci­na­ją w pień.  Nie gdzieś tam da­le­ko. Tyl­ko za mie­dzą. Na­stę­po­wa­ły mor­dy zbio­ro­we. Wciąż naj­gor­szy był ten daw­ko­wa­ny strach, te mrocz­ne fa­le stra­chu, któ­re jak czar­ne mo­rze ota­cza­ły nas ze wszyst­kich stron. Śmierć nad­cho­dzi­ła po­wo­li, ale ze­wsząd sły­chać by­ło  jej kro­ki. I ję­ki ofiar.

 

28 lu­te­go 1944 r. zo­sta­ła na­pad­nię­ta przez odzia­ły UPA,  jed­nost­ki 14 Dy­wi­zji SS Ga­li­zien i spa­lo­na du­ża pol­ska  wieś,  Hu­ta Pie­niac­ka. To już by­ło  nie­da­le­ko Zło­czo­wa, do­kąd nie­raz jeź­dzi­łem z oj­cem na za­ku­py. Te­raz tam dia­beł roz­po­starł swo­je mrocz­ne skrzy­dła. Kil­ka dni póź­niej sły­sza­łem na wła­sne uszy, że ban­dy­ci za­pę­dza­li lu­dzi do sto­dół, sto­do­ły  ob­le­wa­li ben­zy­ną i pa­li­li, a w środ­ku umie­ra­li w okrop­nych mę­czar­niach ko­bie­ty, dzie­ci i star­cy.

 

Te ob­ra­zy mo­ja pa­mięć tak­że mu­sia­ła za­mknąć w so­bie. I  mu­sia­łem z tym żyć.  Zno­wu na­ra­dy star­szych. Zno­wu ich smut­ne twa­rze, opusz­czo­ne gło­wy, bez­rad­ne spoj­rze­nia. Krą­ży­li wo­kół sie­bie, nie­pew­ni dnia ani go­dzi­ny. I dła­wi­li w so­bie strach. Pew­nie ta­ki sam, ja­ki  i mnie du­sił. Ten strach po­wo­do­wał, że lu­dzie umie­ra­li. Ser­ce nie wy­trzy­my­wa­ło.  Nie­któ­rzy wa­rio­wa­li. W są­sied­niej wsi sil­na, zdro­wa ko­bie­ta cho­dzi­ła z obłę­dem w oczach od cha­ty do cha­ty i py­ta­ła, czy jej ro­dzi­na ży­je. Nie po­zna­wa­ła swo­jej ro­dzi­ny. Ja­kiś męż­czy­zna tar­gnął się na swo­je ży­cie. Nie wy­trzy­mał na­pię­cia. Lu­dzie ucie­ka­li z do­mów.  A ja zno­wu kry­łem się po ką­tach jak szczur, spo­co­ny i  drżą­cy. I tak dzień w dzień, noc w noc. Cios za cio­sem. Jak nie Hu­ta Pie­niac­ka, to Pod­ka­mień, jak nie Pod­ka­mień, to Pa­li­kro­wy, jak nie Pa­li­kro­wy, to Pa­no­wi­ce.  Te­go już nie wy­trzy­my­wa­li­śmy. 

 

Zno­wu zbie­ra­li się star­si i wy­mie­nia­li te na­zwy.  Pa­no­wi­ce  by­ły bar­dzo bli­sko. Cho­dzi­łem tam z mat­ką pie­szo, na bo­sa­ka. Do krew­nych, zna­jo­mych.  I oto już ban­dy za­ata­ko­wa­ły Pa­no­wi­ce, ty­po­wą pol­ską wieś.  Na­pa­dli 15 sierp­nia 1944 r.  Pło­ną­cą wieś wi­dać  by­ło z da­le­ka.  Lu­dzie wi­dzie­li pło­mie­nie, ogień, dym, ale nic nie mo­gli zro­bić. Sły­chać by­ło strza­ły, se­rie z ka­ra­bi­nów ma­szy­no­wych.  Śmierć nas okrą­ża­ła. Mój ku­zyn i imien­nik, Sta­ni­sław Sro­kow­ski, zgi­nął tam  w pło­mie­niach.  Nikt już nie spał tej no­cy.

Dwa dni po­tem  ban­de­row­cy na­pa­dli na  mo­ją wieś, Hnil­cze.  

www.srokowski.art.pl
warszawska gazeta

Ali Ag­ca po wyj­ściu z wię­zie­nia za­ro­bił mi­lio­ny, udzie­la­jąc wy­wia­dów i in­ka­su­jąc za­licz­ki za książ­ki. Ter­ro­ry­ści, któ­rzy wraz z nim pró­bo­wa­li za­mor­do­wać Ja­na Paw­ła II, ni­g­dy nie po­nie­śli ka­ry. Dziś wszy­scy wio­dą ży­cie sza­no­wa­nych biz­nes­me­nów.

Ich mo­co­daw­cy i opie­ku­no­wie z taj­nych służb zgi­nę­li w nie­wy­ja­śnio­nych oko­licz­no­ściach.

 

 

By­ło ich czte­rech. Mło­dzi, peł­ni ener­gii, wy­szko­le­ni w arab­skich obo­zach dla ter­ro­ry­stów. Wy­cho­wa­ni na bez­względ­nych za­bój­ców. Prze­peł­nie­ni nie­na­wi­ścią i ideą wal­ki z im­pe­ria­li­zmem i Wa­ty­ka­nem. Go­to­wi za­mor­do­wać każ­de­go, ko­go uwa­ża­li za wro­ga. Ali i Oral – obaj wów­czas 23-let­ni – zna­li się wcze­śniej, z pod­sta­wów­ki i szko­ły śred­niej, któ­rą obaj prze­rwa­li w tym sa­mym cza­sie i z tych sa­mych po­wo­dów. Mie­li do sie­bie peł­ne za­ufa­nie. Obok nich Omer i Se­dat. Też z Tur­cji. Choć dzia­ła­li w tej sa­mej or­ga­ni­za­cji, nie zna­li się oso­bi­ście. Nie zna­li też dwóch po­zo­sta­łych ko­le­gów. Lo­sy ich wszyst­kich splo­tły się na trzy dni w ma­ju 1981 ro­ku. 10 ma­ja wszy­scy spo­tka­li się w Rzy­mie, w ma­leń­kim miesz­ka­niu od­da­lo­nym o kil­ka ki­lo­me­trów od pla­cu Świę­te­go Pio­tra, wy­naj­mo­wa­nym przez Je­lio Wa­si­lie­wa – se­kre­ta­rza at­taché obro­ny Am­ba­sa­dy Buł­ga­rii we Wło­szech. Tra­fi­li tam punk­tu­al­nie, bo tak ka­zał im czło­wiek, któ­ry od dwóch lat wy­zna­czał im za­da­nia i któ­re­go zna­li pod imie­niem Be­kir. Be­kir cze­kał na nich w to­wa­rzy­stwie trzech lu­dzi mó­wią­cych w in­nym ję­zy­ku. Wcze­śniej po­wie­dział każ­de­mu z nich, że cze­ka go „naj­waż­niej­sze za­da­nie”. O szcze­gó­łach mie­li po­roz­ma­wiać już bez­po­śred­nio.

 

Nar­ko­ty­ko­wy szmu­gler

O „Be­ki­rze” mó­wią du­żo ak­ta śledz­twa pro­wa­dzo­ne­go od 13 ma­ja 1981 ro­ku przez Wy­dział Śled­czy rzym­skiej pro­ku­ra­tu­ry. Ak­ta za­wie­ra­ją do­kład­ny prze­stęp­czy ży­cio­rys te­go czło­wie­ka. Na­zy­wał się Be­kir Ce­lenk i od po­ło­wy lat 70 zna­ny był tu­rec­kiej po­li­cji ja­ko je­den z naj­waż­niej­szych prze­myt­ni­ków nar­ko­ty­ków. W 1979 ro­ku Ce­lenk zo­stał aresz­to­wa­ny przez wła­dze Buł­ga­rii za prze­myt więk­szej ilo­ści nar­ko­ty­ków. Szyb­ko jed­nak wy­szedł zza krat. Z ana­li­zy wło­skie­go kontr­wy­wia­du znaj­du­ją­cej się w ak­tach śledz­twa w spra­wie Ja­na Paw­ła II wy­ni­ka, że naj­praw­do­po­dob­niej Ce­lenk wy­szedł dla­te­go, że zo­bo­wią­zał się do współ­pra­cy z buł­gar­ski­mi służ­ba­mi spe­cjal­ny­mi. To o ty­le praw­do­po­dob­ne, że w 1980 ro­ku ten sam Ce­lenk przed­sta­wił swo­im buł­gar­skim ko­le­gom Ali Ag­cę ja­ko oso­bę wy­bra­ną do za­strze­le­nia pol­skie­go pa­pie­ża. Z akt śledz­twa wy­ni­ka, że Ag­cę do tej ro­li wy­ty­po­wał Asłan Sa­met – szef or­ga­ni­za­cji „Sza­re Wil­ki” (praw­do­po­dob­nie miał po­wią­za­nia z KGB), ko­le­ga i współ­pra­cow­nik Ce­len­ka. Je­go zda­niem Ag­ca był na ty­le do­brze wy­szko­lo­ny i zmo­ty­wo­wa­ny, że mógł bez żad­nych skru­pu­łów po­cią­gnąć za spust, mie­rząc do Ja­na Paw­ła II.

 

Cyn­gle z Ma­la­tyi

Ali Ag­ca i Oral Ce­lik – gdy spo­tka­li się w ta­jem­ni­czym miesz­ka­niu w Rzy­mie – by­li już do­bry­mi zna­jo­my­mi. Po­zna­li się w la­tach 60. w szko­le śred­niej w Ma­la­tyi w środ­ko­wej Tur­cji. Obaj jed­nak szyb­ko zre­zy­gno­wa­li z na­uki. Ag­ca – za­fa­scy­no­wa­ny ter­ro­ry­stycz­ny­mi ha­sła­mi „Sza­rych Wil­ków” – rzu­cił szko­łę, aby za­jąć się dzia­łal­no­ścią wy­wro­to­wą. Za­py­ta­ny przez prze­ło­żo­nych o in­ne oso­by, któ­re moż­na by­ło­by przy­jąć do or­ga­ni­za­cji, za­pro­po­no­wał wła­śnie Ce­li­ka. Ten się zgo­dził i ra­zem po­je­cha­li do Li­ba­nu, na obóz szko­le­nio­wy dla ter­ro­ry­stów arab­skich. Ja­ko wy­róż­nia­ją­cy się uczest­ni­cy szko­le­nia w 1979 ro­ku za­czę­li otrzy­my­wać „za­da­nia spe­cjal­ne”. Naj­po­waż­niej­szym by­ło zle­ce­nie za­mor­do­wa­nia Ab­di Ipek­ci – tu­rec­kie­go dzien­ni­ka­rza nie­przy­chyl­ne­go ów­cze­snej wła­dzy. Ag­ca zo­stał za to za­bój­stwo ska­za­ny, jed­nak wkrót­ce póź­niej uciekł z wię­zie­nia. Zo­sta­ło jed­nak spo­ro wąt­pli­wo­ści wo­kół tej zbrod­ni. W la­tach 80. dzien­ni­kar­ka ame­ry­kań­ska Cla­ire Ster­ling do­tar­ła do do­wo­dów prze­ma­wia­ją­cych za tym, że to nie Ag­ca, tyl­ko Oral Ce­lik był za­bój­cą dzien­ni­ka­rza, zaś je­go wspól­nik wziął na sie­bie od­po­wie­dzial­ność za to. Do hi­po­te­zy tej po­wró­cił póź­niej sę­dzia Fer­di­nan­do Im­po­si­ma­to, któ­ry pro­wa­dził śledz­two w spra­wie za­ma­chu na Ja­na Paw­ła II. Przy oka­zji wy­szło na jaw, że Ce­lik do­pu­ścił się in­nych za­bójstw (Ster­ling pi­sze o kil­ku­na­stu). Wszyst­ko wska­zu­je na to, że do­świad­cze­nie kry­mi­nal­ne obu mło­dych „Sza­rych Wil­ków” spra­wi­ło, że to wła­śnie oni zo­sta­li wy­bra­ni, aby zre­ali­zo­wać naj­waż­niej­szy ele­ment pla­nu za­ma­chu na pa­pie­ża. Tym bar­dziej, że wcho­dzi­ło w grę za­sto­so­wa­nie wa­rian­tu, w któ­rym je­den z nich jest w sta­nie wziąć od­po­wie­dzial­ność za dru­gie­go.

 

Noc­ne spo­tka­nie

Póź­nym wie­czo­rem 10 ma­ja 1981 ro­ku w rzym­skim miesz­ka­niu omó­wio­ne zo­sta­ły ro­le przy­pa­da­ją­ce każ­de­mu z uczest­ni­ków spi­sku na ży­cie pa­pie­ża. We­dług tej kon­cep­cji ro­lę eg­ze­ku­to­rów mie­li wziąć na sie­bie Ag­ca i Ce­lik. Ich za­da­nie po­le­ga­ło na tym, aby wy­pa­trzyć mo­ment, kie­dy pa­pież bę­dzie naj­bli­żej ich i wte­dy do nie­go strze­lać. Tak, aby za­bić. Ag­ca wziął na plac świę­te­go Pio­tra pi­sto­let ty­pu brow­ning, Ce­lik wziął be­ret­tę ka­li­ber 7,62 mi­li­me­tra. Obok nich miał sta­nąć Omer Ay – trze­ci, naj­młod­szy uczest­nik spi­sku. Ay spa­ko­wał ple­cak wy­peł­nio­ny gra­na­ta­mi hu­ko­wy­mi i pe­tar­da­mi, emi­tu­ją­cy­mi dym. Je­go za­da­nie po­le­ga­ło na tym, aby za­raz po za­ma­chu wy­wo­łać jak naj­więk­sze za­mie­sza­nie i pa­ni­kę na pla­cu Świę­te­go Pio­tra. Mia­ło to umoż­li­wić wszyst­kim ter­ro­ry­stom uciecz­kę.

 

Ta­jem­ni­ca za­bój­cy

To nie był ko­niec zbrod­ni­cze­go pla­nu. Czwar­ty Tu­rek – Se­dat Ka­dem (po­znał spi­skow­ców do­pie­ro wie­czo­rem 10 ma­ja) – miał sta­nąć za ni­mi uzbro­jo­ny w ka­ra­bin snaj­per­ski. Był trze­cim strzel­cem go­to­wym do za­bi­cia pa­pie­ża. Z ma­te­ria­łu zgro­ma­dzo­ne­go w śledz­twie wy­ni­ka, że miał strze­lać, gdy­by Ag­cy i Ce­li­ko­wi nie uda­ło się za­mor­do­wać Ja­na Paw­ła II. Ty­le tyl­ko, że Ka­dem mógł mieć jesz­cze je­den cel: za­bi­cie ko­le­gów – za­ma­chow­ców. Hi­po­te­za ta­ka po­ja­wi­ła się w 1983 ro­ku. Ana­li­zu­jąc za­pi­sy ka­mer na pla­cu Świę­te­go Pio­tra, tech­ni­cy wło­skiej po­li­cji zwró­ci­li uwa­gę, że Ka­dem – wi­dząc zbli­ża­ją­cy się pa­pa­mo­bi­le – usta­wił się w ta­kim miej­scu, że trud­no mu by­ło strze­lać do Ja­na Paw­ła II, a ła­two do dwóch ko­le­gów.

W trak­cie spo­tka­nia 10 ma­ja, spi­skow­cy po­zna­li rów­nież dwóch męż­czyzn z Buł­ga­rii. By­li to To­dor Aj­wa­zow – ka­sjer am­ba­sa­dy buł­gar­skiej oraz wspo­mnia­ny wcze­śniej Je­lio Wa­si­liew. Obaj by­li funk­cjo­na­riu­sza­mi wy­wia­du pra­cu­ją­cy­mi pod przy­kry­ciem dy­plo­ma­tów. Obie­ca­li po­moc w zor­ga­ni­zo­wa­niu uciecz­ki z pla­cu świę­te­go Pio­tra. W okre­ślo­nym miej­scu za­par­ko­wa­li sa­mo­chód mar­ki al­fa ro­meo na dy­plo­ma­tycz­nych nu­me­rach re­je­stra­cyj­nych. Trzej strzel­cy mie­li jak naj­szyb­ciej uciec z pla­cu, do­stać się w umó­wio­ne miej­sce i wsiąść do al­fy. Kie­row­ca miał ich od­wieźć aż do am­ba­sa­dy buł­gar­skiej. Tam w za­leż­no­ści od roz­wo­ju sy­tu­acji mie­li po­cze­kać od kil­ku­dzie­się­ciu go­dzin do kil­ku dni. Po­tem spe­cjal­ne sa­mo­cho­dy dy­plo­ma­tycz­ne mia­ły wy­wieźć ich do Tur­cji. Ty­le wy­ni­ka ze śledz­twa wło­skich pro­ku­ra­to­rów.

 

Nie­speł­nio­ny plan i wiel­kie pie­nią­dze

Tak mi­ster­nie uknu­ty plan w kul­mi­na­cyj­nym mo­men­cie za­wa­lił się. Pi­sto­let Ali Ag­cy za­ciął się po dru­gim wy­strza­le i ter­ro­ry­sta nie zdą­żył po­słać w stro­nę Ja­na Paw­ła II trze­ciej ku­li. Z ko­lei Oral Ce­lik po raz pierw­szy w swo­jej ka­rie­rze za­bój­cy spu­dło­wał. Eks­per­ty­za ba­li­stycz­na prze­pro­wa­dzo­na na po­le­ce­nie sę­dzie­go Fer­di­nan­do Im­po­si­ma­to wy­ka­za­ła, że Ce­lik mie­rzył do oj­ca świę­te­go, ale tra­fił w pal­ce ko­bie­tę sto­ją­cą w po­bli­żu pa­pa­mo­bi­le. Na­tych­miast po strza­łach gwar­dzi­ści szwaj­car­scy (straż przy­bocz­na pa­pie­ży) osło­ni­li swo­imi cia­ła­mi Ja­na Paw­ła II, a kie­row­ca pa­pa­mo­bi­le ru­szył do szpi­ta­la. Wte­dy Omer Ay rzu­cił w tłum gra­na­ty hu­ko­we i pe­tar­dy, a Oral Ce­lik i Se­dat Ka­dem za­czę­li ucie­kać z pla­cu Świę­te­go Pio­tra. Ag­cy się to nie uda­ło. Gdy tyl­ko pró­bo­wał prze­ła­do­wać brow­nin­ga, aby da­lej strze­lać do pa­pie­ża, rzu­ci­ła się na nie­go sto­ją­ca obok za­kon­ni­ca – sio­stra Let­ty­cja. Do­szło mię­dzy ni­mi do sza­mo­ta­ni­ny. Krzy­czał: to nie ja, nie ja strze­la­łem, a ja mu od­po­wie­dzia­łam: wi­dzia­łam, że to pan – ze­zna­wa­ła póź­niej w śledz­twie za­kon­ni­ca. Ta sza­mo­ta­ni­na zgu­bi­ła ter­ro­ry­stę. Sil­niej­szy i bar­dziej wy­spor­to­wa­ny Ag­ca nie zdą­żył przez nią uciec i kil­ka se­kund póź­niej zo­stał za­trzy­ma­ny przez ka­ra­bi­nie­rów. Tra­fił do aresz­tu, a po­tem do są­du. Usły­szał wy­rok za pró­bę po­zba­wie­nia ży­cia pa­pie­ża i tra­fił do wię­zie­nia. W 2000 ro­ku da­ro­wa­no mu ka­rę na pod­sta­wie amne­stii, jed­nak ter­ro­ry­sta nie wy­szedł z wię­zie­nia. Zo­stał prze­ka­za­ny wła­dzom w Tur­cji, a te umie­ści­ły go w wię­zie­niu w An­ka­rze, aby od­był ka­rę za za­bój­stwo Ab­di Ipek­ci. 18 stycz­nia 2010 ro­ku Ag­ca wy­szedł z wię­zie­nia ja­ko czło­wiek wol­ny.

Już przed bra­mą wię­zien­ną na Ag­cę cze­kał tłum dzien­ni­ka­rzy. Za­ma­cho­wiec chęt­nie z ni­mi roz­ma­wiał. Naj­pierw uda­wał sza­leń­ca. Mó­wił, że jest Chry­stu­sem, za­po­wia­dał, że nie­ba­wem na­stą­pi ko­niec świa­ta. Po­tem zdra­dził, że ja­ko czło­wiek wol­ny ujaw­ni w koń­cu wszyst­ko, co ma do po­wie­dze­nia, bo spra­wa za­ma­chu na Ja­na Paw­ła II bar­dzo mu cią­ży i wzbu­dza w nim wy­rzu­ty su­mie­nia. Jesz­cze te­go sa­me­go dnia w biu­rze ad­wo­ka­ta Ag­cy roz­dzwo­ni­ły się te­le­fo­ny. Dzien­ni­ka­rze z ca­łe­go świa­ta za­czę­li dzwo­nić z proś­ba­mi o wy­wiad, z ofer­tą wy­da­nia książ­ki. Ag­ca wy­ra­żał za­in­te­re­so­wa­nie, ale póź­niej szo­ko­wał ce­na­mi. Miał w czym wy­bie­rać, bo dzwo­ni­li rów­nież pro­du­cen­ci fil­mo­wi za­in­te­re­so­wa­ni fil­mem ujaw­nia­ją­cym ku­li­sy za­ma­chu na Ja­na Paw­ła II. Osta­tecz­nie sta­nę­ło na 320 ty­sią­cach eu­ro za wy­wiad, po­nad mi­lion za książ­kę i jesz­cze ko­lej­ny mi­lion za film. 52-let­ni Ali Ag­ca, po po­nad 28 la­tach spę­dzo­nych w wię­zie­niu szyb­ko zo­stał bo­ga­tym czło­wie­kiem. Aby utrzy­mać lu­kra­tyw­ne per­spek­ty­wy na przy­szłość, Ag­ca po­trze­bo­wał roz­gło­su. Przez la­ta spę­dzo­ne w wię­zie­niu uczył się te­go, jak za­pew­niać so­bie roz­głos. Gdy tyl­ko stał się wol­nym czło­wie­kiem, jed­ne­mu z dzien­ni­ka­rzy udzie­lił wy­wia­du, w któ­rym za­po­wie­dział, że bę­dzie wy­stę­po­wał o pol­skie oby­wa­tel­stwo, aby zo­stać człon­kiem na­ro­du, z któ­re­go wy­wo­dził się Jan Pa­weł II. „Czy bra­cia mo­gą mieć róż­ne oby­wa­tel­stwo?” – py­tał Ag­ca, wspo­mi­na­jąc sło­wa pa­pie­ża, któ­ry na­zwał go swo­im bra­tem. De­kla­ra­cja ta wy­wo­ła­ła w Pol­sce obu­rze­nie. Mi­ni­ster spraw za­gra­nicz­nych Ra­dek Si­kor­ski na­zwał po­mysł „ab­sur­dal­nym”. Osta­tecz­nie ter­ro­ry­sta nie przy­je­chał do Pol­ski, jed­nak świet­nie przy­po­mniał świa­tu o swo­im ist­nie­niu.

 

Od ban­dzio­rów do biz­nes­me­nów

Je­go ko­le­dzy szyb­ciej cie­szy­li się wol­no­ścią. Gra­na­ty hu­ko­we rzu­co­ne przez Ome­ra Aya spo­tę­go­wa­ły cha­os i za­mie­sza­nie i po­zwo­li­ły im uciec. Wszy­scy trzej do­bie­gli do al­fy ro­meo za­par­ko­wa­nej w po­bli­żu pla­cu świę­te­go Pio­tra. Kie­row­ca za­wiózł ich do am­ba­sa­dy buł­gar­skiej. Tam wszy­scy spę­dzi­li kil­ka ko­lej­nych dni. Po­tem wsie­dli do du­że­go mi­kro­bu­su na­le­żą­ce­go do am­ba­sa­dy buł­gar­skiej. Mi­kro­bus miał dy­plo­ma­tycz­ne nu­me­ry re­je­stra­cyj­ne, przez co nie mógł być kon­tro­lo­wa­ny przez po­li­cję. Mi­kro­bus – omi­ja­jąc kon­tro­le gra­nicz­ne – po­je­chał przez  Tur­cję do Buł­ga­rii. W Tur­cji wy­siadł Se­dat Ka­dem. Oral Ce­lik po­je­chał do Buł­ga­rii. Omer Ay wy­ko­rzy­stał sfał­szo­wa­ny pasz­port, aby wy­je­chać do RFN. Tam jed­nak zo­stał szyb­ko zde­ma­sko­wa­ny i tra­fił do aresz­tu. Z wnio­skiem o je­go eks­tra­dy­cję zwró­ci­ły się wła­dze tu­rec­kie i wło­skie. W tym dru­gim kra­ju miał zo­stać oskar­żo­ny o współ­udział w za­ma­chu na pa­pie­ża. Po raz pierw­szy w hi­sto­rii Nie­miec zda­rzy­ło się, aby o jed­ne­go za­trzy­ma­ne­go upo­mi­na­ły się aż dwa kra­je na raz. Spra­wę mu­siał roz­strzy­gnąć Sąd Naj­wyż­szy, któ­ry stwier­dził, że w ta­kiej sy­tu­acji pierw­szeń­stwo ma ten kraj, z któ­rym umo­wa o eks­tra­dy­cję za­war­ta zo­sta­ła wcze­śniej. Tym kra­jem by­ła Tur­cja i w 1982 ro­ku Ay zo­stał prze­wie­zio­ny do Tur­cji. W wię­zie­niach spę­dził tyl­ko pięć lat, ska­za­ny za drob­ne prze­stęp­stwa kry­mi­nal­ne po­peł­nio­ne przed 1981 ro­kiem. W 1987 ro­ku wy­szedł ja­ko czło­wiek wol­ny, jed­nak od tam­te­go cza­su ni­g­dy już nie wy­je­chał z kra­ju. Pie­nią­dze zdo­by­te pod­czas dzia­łal­no­ści prze­stęp­czej za­in­we­sto­wał w ma­ły ho­tel w An­ta­lyi, któ­ry dziś jest je­go źró­dłem utrzy­ma­nia. Po wyj­ściu z wię­zie­nia Ay wy­co­fał się z dzia­łal­no­ści prze­stęp­czej. Dziś wie­dzie spo­koj­ne ży­cie w An­ta­lyi, pro­wa­dząc swój ho­tel. Co cie­ka­we: je­go ho­tel znaj­du­je się w ofer­cie biur po­dró­ży, tak­że pol­skich, któ­rych wła­ści­cie­le nie wie­dzą, że na­krę­ca­ją in­te­res współ­spraw­cy za­ma­chu na Ja­na Paw­ła II.

Rów­nież spo­koj­nie, choć nie­co bli­żej „świa­ta” ży­je Se­dat Ka­dem. Już w sierp­niu 1981 ro­ku tra­fił do wię­zie­nia za prze­stęp­stwa po­peł­nio­ne w ra­mach dzia­łal­no­ści w „Sza­rych Wil­kach”. Ka­dem przy­znał się do wszyst­kich za­rzu­tów, wy­ra­ził skru­chę i obie­cał po­pra­wę ży­cia. Choć gro­zi­ło mu na­wet dwa­dzie­ścia lat wię­zie­nia, tra­fił za krat­ki tyl­ko na pięć lat i czę­sto ko­rzy­stał z prze­pu­stek. Wy­szedł w 1986 ro­ku i po­sta­no­wił już ni­g­dzie nie wy­jeż­dżać. Tym bar­dziej, że Wło­chy upo­mnia­ły się o je­go eks­tra­dy­cję, aby po­sta­wić go przed są­dem za współ­udział w za­ma­chu na pa­pie­ża. Jed­nak tu­rec­ki sąd od­mó­wił eks­tra­dy­cji. Ka­dem za­in­we­sto­wał wszyst­kie swo­je pie­nią­dze w ma­ły bu­tik z pa­miąt­ka­mi w hi­sto­rycz­nej dziel­ni­cy Istam­bu­łu. Pro­wa­dzi go do dziś.

Naj­więk­szą ka­rie­rę biz­ne­so­wą zro­bił za to Oral Ce­lik. Nie nie­po­ko­jo­ny przez ni­ko­go do­tarł mi­kro­bu­sem am­ba­sa­dy buł­gar­skiej aż do Buł­ga­rii. I na­tych­miast wró­cił do szmu­glo­wa­nia nar­ko­ty­ków. Przez sie­dem lat za­ro­bił na tym for­tu­nę. Wpadł w 1988 ro­ku i tra­fił do wię­zie­nia, ale wy­rok zła­go­dzo­no, bo współ­pra­co­wał z or­ga­na­mi ści­ga­nia. Ka­ra skoń­czy­ła się w 1993 ro­ku, ale wte­dy upo­mniał się o nie­go wło­ski wy­miar spra­wie­dli­wo­ści. Buł­gar­ski sąd zgo­dził się na eks­tra­dy­cję i Ce­lik zo­stał prze­wie­zio­ny do Rzy­mu. Tam szyb­ko sta­nął przed są­dem oskar­żo­ny o pró­bę za­mor­do­wa­nia pa­pie­ża. Ko­ron­nym do­wo­dem by­ło zdję­cie wy­ko­na­ne na pla­cu Świę­te­go Pio­tra, przed­sta­wia­ją­ce Ce­li­ka mie­rzą­ce­go z pi­sto­le­tu do pa­pie­ża. Jed­nak ter­ro­ry­sta wy­parł się wszyst­kie­go, a je­go ad­wo­kat za­kwe­stio­no­wał wia­ry­god­ność zdję­cia (nie moż­na by­ło na nim roz­po­znać twa­rzy strzel­ca). Ad­wo­kat Tur­ka prze­ko­nał też sąd do ko­niecz­no­ści prze­słu­cha­nia Ag­cy. Ag­ca ze­znał, że Ce­lik nie strze­lał do pa­pie­ża. Ku zdu­mie­niu wszyst­kich wło­ski sąd unie­win­nił oskar­żo­ne­go. Ter­ro­ry­sta od­zy­skał pasz­port i ja­ko wol­ny czło­wiek wró­cił do Tur­cji. Oże­nił się, za­pra­gnął sta­bi­li­za­cji i spo­ko­ju. Udzie­lił wy­wia­du ame­ry­kań­skie­mu dzien­ni­ka­rzo­wi, w trak­cie któ­re­go przy­znał się do udzia­łu w za­ma­chu na pa­pie­ża. Wy­dał rów­nież książ­kę o ku­li­sach za­ma­chu. Wło­skie wła­dze okre­śli­ły ją sło­wem „bzdu­ra”, jed­nak umie­jęt­nie pro­wa­dzo­na kam­pa­nia re­kla­mo­wa wo­kół książ­ki za­gwa­ran­to­wa­ła jej świet­ną sprze­daż i w efek­cie po ro­ku na kon­to Ce­li­ka wpły­nę­ło po­nad sto ty­się­cy do­la­rów. By­ły ter­ro­ry­sta za­in­we­sto­wał wszyst­kie pie­nią­dze z prze­stęp­czej dzia­łal­no­ści w swój biz­nes. Za­ło­żył dwie fir­my, a po­tem ku­pił klub spor­to­wy w ro­dzin­nej Ma­la­tyi. Do dziś jest je­go sze­fem. Suk­ces je­go firm i klu­bu pił­kar­skie­go wy­win­do­wał Ce­li­ka na człon­ka wpły­wo­we­go klu­bu biz­ne­so­we­go w Tur­cji sku­pia­ją­ce­go naj­lep­szych przed­się­bior­ców. Je­go mrocz­na prze­szłość jest ta­jem­ni­cą po­li­szy­ne­la i na ni­kim w Tur­cji już dziś nie ro­bi wra­że­nia.

 

Bez cią­gu dal­sze­go

Spi­skow­cy, któ­rzy 10 ma­ja 1981 ro­ku w miesz­ka­niu buł­gar­skie­go dy­plo­ma­ty w Rzy­mie oma­wia­li szcze­gó­ły pla­nu za­mor­do­wa­nia Ja­na Paw­ła II, ni­g­dy już się ra­zem nie spo­tka­li. Dwaj Buł­ga­rzy zgi­nę­li w dziw­nych oko­licz­no­ściach w la­tach 90. za­raz po tym, jak sę­dzia Fer­di­nan­do Im­po­si­ma­to uzy­skał zgo­dę na ich prze­słu­cha­nie. Wkrót­ce po­tem, na wnio­sek wło­skich śled­czych, tu­rec­ki sąd wy­dał zgo­dę na eks­tra­dy­cję Be­ki­ra Ce­len­ka. Jed­nak dzień przed pla­no­wa­nym ter­mi­nem eks­tra­dy­cji Ce­lenk zo­stał zna­le­zio­ny mar­twy w wię­zien­nej ce­li, a oko­licz­no­ści je­go śmier­ci do dziś bu­dzą wąt­pli­wo­ści. Ali Ag­ca i Oral Ce­lik, choć przez la­ta by­li bli­ski­mi przy­ja­ciół­mi, dziś nie pro­wa­dzą wspól­nych in­te­re­sów. Z po­zo­sta­ły­mi uczest­ni­ka­mi spi­sku nie roz­ma­wia­ją. Po­dob­no Ag­ca ma do nich żal. Za to, że wziął ca­łą wi­nę na sie­bie, ni­g­dy ich nie wsy­pał, a oni, gdy ucie­kli z Rzy­mu, nie wspar­li fi­nan­so­wo je­go ro­dzi­ny w ta­kim stop­niu, jak chciał. Oni ma­ją żal do nie­go, że chce jak naj­wię­cej za­ro­bić na opo­wia­da­niu o za­ma­chu i nie chce się z ni­mi po­dzie­lić.
 

Le­szek Szy­mow­ski
Gazeta Warszawska

dokument o ruchu kibiców, który ma szansę dokończyć rewolucje Solidarności . W siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich odbył się pokaz filmu „Bunt Stadionów”. Film Mariusza Pilisa przybliża widzom środowisko kibiców. Jedyny zorganizowany obywatelski ruch kontestujący patologie III RP.

Komentatorami w filmie są przedstawiciele nauki, mediów, kościoła, kombatanci walki z komunizmem.

Zaangażowanie obywatelskie kibiców jest niezwykłym fenomenem występującym tylko w Polsce. Zwrócił na to uwagę występujący jako pierwszy w filmie ksiądz Jarosław Wąsowicz. Kapelan kibiców i uczestnik organizowanej przez nich dorocznej pielgrzymki kibiców z kilkudziesięciu klubów. Zdaniem księdza Wąsowicza kibice budują kapitał patriotyzmu lokalnego i społeczeństwa obywatelskiego. Angażują się w akcje charytatywne i edukacje historyczną – w tym wspierają polonijny klub Pogoń Lwów. Media jednak ukrywają prawdziwy wizerunek kibiców i z sporadycznych incydentów kreują ich nieprawdziwy wizerunek.

Występujący w filmie kibice Wisły Kraków zwrócili uwagę, że UEFA zakazuje na stadionach antykomunistycznej oprawy meczów, i równocześnie akceptuje prokomunistyczną oprawę meczów. Władze klubów i policja, w ramach dbania o pozytywny wizerunek rządu, zwalczają wszelkie przejawy manifestacji patriotycznych na trybunach. Taka postawa rządzących doprowadziła do solidarnego protestu wszystkich, często zwaśnionych, kibiców.

Zdaniem występującego w filmie prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztofa Skowrońskiego media naznaczają negatywnie tych, którzy chcą mówić prawdę o wydarzeniach w Polsce. Przestrzeń wolności w polskich mediach ulega systematycznemu zmniejszeniu. Według Andrzeja Gwiazdy prości ludzie mają doskonałe wyczucie kłamstwa, i dają temu wyraz na stadionach, tak jak dawali w Solidarności.

Na przykładzie Lechii Gdańsk Mariusz Pilis ukazał jak wkład kibiców w walkę z komunistami w ostatniej dekadzie PRL. A na przykładzie Lecha Poznań, Śląska Wrocław, Legi Warszawa oraz Lechii Gdańsk, edukacji historycznej i patriotyzmu – pamięci o Powstaniu Wielkopolskim, Żołnierzach Wyklętych, Powstaniu Warszawskim, zbrodniach stanu wojennego. Dziś kibice zwalczają TVN i Gazetę Wyborczą, za kłamstwa w medialnych relacjach, szkalowanie Polski i kibiców, walkę z patriotyzmem. Złość i protest są naturalnym odruchem wobec agresywnego i cynicznego kłamstwa.

Swoje, często patriotyczne oprawy meczów, kibice finansują sami z dobrowolnych składek. Koszt opraw to kilkadziesiąt tysięcy złotych i setki godzin pracy społecznej wolontariuszy. Oprawy są wyrazem powszechnego ogólnopolskiego niezadowolenia młodego pokolenia z sytuacji w Polsce. Zdaniem weteranów walki z komunizmem na stadionach, dzisiejszy bunt jest o wiele większy niż ten z czasów solidarności.

Zdaniem bohaterów filmu nienawiść elit do kibiców pamiętających o polskich bohaterach wynika z tego, że współczesne elity wywodzą się z morderców polskich bohaterów. Patriotyzm kibiców jest też powodem kreowania ich negatywnego wizerunku przez media. Dodatkowo działalność kibiców jest niezwykle skuteczna, skutecznie budzą oni patriotyzm w młodych mieszkańców blokowisk. Jest to alternatywny świat, którego media nie mogąc zniszczyć przemilczają.

W „Buncie Stadionów” reżyser ukazuje walkę rządu PO z kibicami. Prześladowania całej społeczności i jej liderów. W filmie lider warszawskich kibiców opowiada jak został skatowany podczas zatrzymania przez policje. O patologii III RP świadczy ze lider warszawskich kibiców za rzekomy udział w bójce otrzymał taki sam wyrok jak Kiszczak za zbrodnie stanu wojennego.

Najlepszą konstatacją przesłania filmu jest opinia Barbaray Fedyszak-Radziejowskiej, która uznała, że w perspektywie socjologicznej kibice pełnią dziś rolę jaką pełniła Solidarność w czasach PRL. Znana socjolog zadaje też bolesne pytanie co się stało z działaczami PO, którzy mając piękną kartę opozycji, stali się dziś wrogami wolności.

Mariusz Pilis, reżyser filmu jest dziennikarzem, korespondentem wojennym, producentem telewizyjnym i filmowym. Pracował w krakowskim ośrodku TVP, jako korespondent TVP na Ukrainie. Był pomysłodawcą i dyrektorem TVP Info. Współpracował z BBC i Channel4, holenderską VPRO, duńską TV2, TVP. Jest autorem dwudziestu filmów dokumentalnych przybliżających widzom realia Kaukazu, Rosji, Ukrainy, Azji Centralnej i Bliskiego Wschodu.

Oryginalną i legalną kopie „Buntu Stadionów” można obejrzeć na

pod nazwą „BUNT STADIONÓW oryginalny cały film” na kanale ISTFILM. Ci, którym spodoba się film mogą wesprzeć reżysera kupując jego film w sprzedaży wysyłkowej.

Jan Bodakowski

{youtube}avM3xQVTFus{/youtube}

nt społecznego panowania Chrystusa Króla dnia 15 czerwca 2013 r. w Krakowie .W dniu 15 czerwca 2013  Stowarzyszenie Fides et Ratio w Krakowie wraz z  innymi organizacjami, zaprasza na ogólnopolskie sympozjum na temat społecznego panowania Chrystusa Króla.

Przeżywany w Kościele Rok Wiary jest szczególną okolicznością, sprzyjającą pogłębionej refleksji nad odnową wiary we wszystkich porządkach życia: intelektualnym, duchowym i mądrościowym.

Caritas Christi urget nos. Owa miłość, wzywająca do ewangelizacji, na którą w swym motu proprio „Porta Fidei” wskazał Benedykt XVI, ma pobudzać inspirację do wyznawania wiary z odnowionym przekonaniem.

Dzisiaj, w czasie zaprogramowanej globalnej ateizacji całych narodów i technologicznej przemiany dokonywanej przez światowe centra laicyzacyjne, istnieje pilna potrzeba oparcia wiary o zdrowy, teologiczny i apostolski fundament Bożego Objawienia zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji katolickiej.

Jako katolicy świeccy z kraju i Polonii pragniemy wnieść skromny wkład w dynamikę pobudzenia wiary w naszej Ojczyźnie poprzez rozmaite formy formacji i akcji w duchu omnia instaurare in Christo. Jesteśmy przekonani, że zwrócenie się ku Jezusowi Chrystusowi Królowi oraz przypomnienie istotowych teologicznych treści zawartych w Magisterium Kościoła, ukazujących Jego powszechne i społeczne Królestwo, przyczynią się do umocnienia wiary i tożsamości katolickiej naszego narodu.

Szczegółowy program sympozjum zamieszczony jest na poniżej zamieszczonych  plakatach oraz na video-filmie.

Prosimy wszystkie zainteresowane osoby oraz organizacje o zamieszczenie informacji o sympozjum na swoich stronach internetowych i innych nośnikach medialnych.
nt społecznego panowania Chrystusa Króla dnia 15 czerwca 2013 r. w Krakowie
 W dniu 15 czerwca 2013  Stowarzyszenie Fides et Ratio w Krakowie wraz z  innymi organizacjami, zaprasza na ogólnopolskie sympozjum na temat społecznego panowania Chrystusa Króla.

Przeżywany w Kościele Rok Wiary jest szczególną okolicznością, sprzyjającą pogłębionej refleksji nad odnową wiary we wszystkich porządkach życia: intelektualnym, duchowym i mądrościowym.

Caritas Christi urget nos. Owa miłość, wzywająca do ewangelizacji, na którą w swym motu proprio „Porta Fidei” wskazał Benedykt XVI, ma pobudzać inspirację do wyznawania wiary z odnowionym przekonaniem.

Dzisiaj, w czasie zaprogramowanej globalnej ateizacji całych narodów i technologicznej przemiany dokonywanej przez światowe centra laicyzacyjne, istnieje pilna potrzeba oparcia wiary o zdrowy, teologiczny i apostolski fundament Bożego Objawienia zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji katolickiej.

Jako katolicy świeccy z kraju i Polonii pragniemy wnieść skromny wkład w dynamikę pobudzenia wiary w naszej Ojczyźnie poprzez rozmaite formy formacji i akcji w duchu omnia instaurare in Christo. Jesteśmy przekonani, że zwrócenie się ku Jezusowi Chrystusowi Królowi oraz przypomnienie istotowych teologicznych treści zawartych w Magisterium Kościoła, ukazujących Jego powszechne i społeczne Królestwo, przyczynią się do umocnienia wiary i tożsamości katolickiej naszego narodu.

Szczegółowy program sympozjum zamieszczony jest na poniżej zamieszczonych  plakatach oraz na video-filmie.

Prosimy wszystkie zainteresowane osoby oraz organizacje o zamieszczenie informacji o sympozjum na swoich stronach internetowych i innych nośnikach medialnych.

65 rocznica śmierci Rotmistrza Witolda Pileckiego – uroczystość w Parku Jordana
http://wkrakowie2012cd.wordpress.com/2013/05/27/65-rocznica-smierci-rotmistrza-witolda-pileckiego-uroczystosc-w-parku-jordana/. 65 rocznica śmierci Rotmistrza Witolda Pileckiego.

Uroczystość w Parku Jordana
Europejski Dzień Bohaterów Walki z Totalitaryzmem
Patronat Honorowy – gen. dywizji dr Jerzy Biziewski
25 maja 2013 r.
(zdjęcia i wideo – Józef Wieczorek)

 

 


Pozdrawiam,

Małgorzata Janiec