Monthly Archives: Listopad 2013

Sprawowaną Liturgią dziękujemy Bogu za Radio Maryja i jego ewangelizacyjną działalność, i za Maryjny styl tej działalności – mówił ks. bp Andrzej Suski, ordynariusz diecezji toruńskiej, rozpoczynając Eucharystię celebrowaną z okazji 22. rocznicy powstania Radia Maryja.

Specjalnie na tę uroczystość do sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Toruniu przybyły tysiące pielgrzymów z całego kraju i z zagranicy wraz ze swoimi duszpasterzami.

 

Uroczysta Msza Święta była zwieńczeniem całodniowego świętowania 22. rocznicy powstania Radia Maryja. Pielgrzymi do sanktuarium przybywali już od rana, by nie tylko modlić się, ale także by spotkać się ze sobą, dzielić radościami i trudnościami codziennego życia oraz poznać miejsce, skąd na cały świat rozbrzmiewa głos Radia Maryja.

W Eucharystii uczestniczyli licznie zebrani przedstawiciele Episkopatu Polski: ks. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, przewodniczący Rady Episkopatu Polski ds. Środków Społecznego Przekazu, ks. bp Ignacy Dec, biskup świdnicki, ks. bp Stanisław Regmunt, biskup zielonogórsko-gorzowski, ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz, ordynariusz drohiczyński, ks. bp Jan Styrna, biskup elbląski, wraz ze swoim biskupem pomocniczym ks. bp. Romualdem Kamińskim, ks. bp Józef Szamocki, biskup pomocniczy diecezji toruńskiej, ks. bp Tadeusz Bronakowski, biskup pomocniczy łomżyński, ks. bp Stanisław Napierała z diecezji kaliskiej, ks. bp Edward Frankowski z diecezji sandomierskiej, ks. bp Paweł Socha z diecezji zielonogórsko-gorzowskiej i ks. bp Ryszard Karpiński, biskup senior archidiecezji lubelskiej. Jak co roku do dziękczynienia za Radio Maryja włączyli się przedstawiciele parlamentu polskiego, parlamentu europejskiego i władz samorządowych.

W przyjętej wzruszeniem słuchaczy i gromkimi brawami homilii ks. bp Józef Zawitkowski, biskup pomocniczy diecezji łowickiej, mówił o znaczeniu słowa – słowa wypowiadanego przez Boga do człowieka i słów wypowiadanych przez nas samych. Podkreślił znaczenie życia modlitwą, w której pomaga nam Radio Maryja.

– Ludzie wierzący słuchają i modlą się z Radiem Maryja. Bezbożni podsłuchują i przeklinają. A ja wam mówię: Błogosławcie sobie, a nie złorzeczcie! (por. Rz 12, 14). I tak musi być do końca świata. Jedni będą przeklinać, inni będą błogosławić – mówił kaznodzieja.

Nawiązał także do obecnej sytuacji w naszej Ojczyźnie, wskazując na problemy, które jej dotykają, takie jak rozpowszechnianie szkodliwej pseuodoideologii gender. – Obudźcie się, ludzie nauki, kultury, prawnicy, profesorowie! Obudźcie się, księża, biskupi, nauczyciele! Obudź się, Polsko! Niech ktoś stanie na areopagu i powie jeszcze raz: Non possumus! Dalej nie możemy! Nie wystarczy rekonstrukcja rządu, trzeba nam zmienić myślenie i poszerzyć serca – wołał ksiądz biskup.

Na zakończenie Eucharystii popłynęły słowa dziękczynienia za posługę Radia Maryja przede wszystkim w stronę jego założyciela i dyrektora – ojca dr. Tadeusza Rydzyka i wszystkich tworzących to dzieło. – Bardzo serdecznie dziękujemy, że możemy trwać razem z Radiem Maryja i Telewizją Trwam w świetle wiary i z radością wiary – mówił ks. bp Wacław Depo, metropolita częstochowski, przewodniczący Rady Episkopatu Polski ds. Środków Społecznego Przekazu. – Życzę, byście nigdy nie zwątpili w to, co robicie – dodał ksiądz biskup, zwracając się do dyrektora Radia Maryja.

Ojciec Piotr Chyła CSsR, wikariusz prowincjała Prowincji Warszawskiej Redemptorystów, dziękował  pielgrzymom i przybyłym gościom, zwłaszcza księżom biskupom, nie tylko za obecność, ale także za ich wkład w tworzenie, rozwój i obronę Radia Maryja i dzieł, które przy nim wyrosły. Podkreślił, że dzieło to od samego początku powstaje w przekonaniu, że jest to dzieło Boże.

– Wiara i zawierzenie Bogu i Maryi są motorem i siłą napędową tego dzieła. One sprawiają, że tak wielka rzesza ludzi utożsamia się z tymi dziełami i w nie angażuje – podkreślił ojciec Chyła.

Jak przypomniał, Radio Maryja i inne dzieła w ciągu 22 lat musiały pokonać wiele trudności, których, jak się wydaje, nie zabraknie i w przyszłości. Jedną z nich jest sprawa Telewizji Trwam, która mimo wypełnienia wszystkich warunków i wpłacenia należnych opłat cały czas nie może nadawać na cyfrowym multipleksie. – Ojcze Dyrektorze, wielka Rodzino Radia Maryja, życzę wam odwagi i siły w prowadzeniu tego dzieła – mówił ojciec Piotr Chyła.

Do zebranych zwrócił się także ojciec Tadeusz Rydzyk, dziękując wszystkim za przybycie, a także tym, którzy tworzą i wspierają Radio Maryja, zwłaszcza chorym i cierpiącym. Jak podkreślił, Radio i inne dzieła przy nim powstały z „tak” wypowiedzianego Bogu przez wielu ludzi – na wzór „Fiat” Maryi. Jednak, jak dodał, minione 22 lata to był czas także wielu ciosów, oszczerstw i kłamstw, którymi chciano uderzyć w Radio i osobę jego założyciela. Jednak – jak podkreślił o. Tadeusz Rydzyk – trzeba na te ciosy spojrzeć z ewangelicznej perspektywy – gdy ludzie nam złorzeczą, jesteśmy błogosławieni. – Jak nas zaczepiają, to błogosławmy – apelował dyrektor Radia Maryja.

Z okazji dzisiejszej uroczystości do Ojca Świętego Franciszka w imieniu Rodziny Radia Maryja został przesłany specjalny list, którego treść jak co roku odczytał zebranym prof. Janusz Kawecki, przewodniczący Zespołu Wspierania Radia Maryja w służbie Bogu, Kościołowi, Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu.

Liturgię swoim śpiewem uświetniły Orkiestra Koncertowa „Victoria” z Warszawy-Rembertowa oraz zespół „Lumen” wraz z chórem młodzieży uczestniczącej w warsztatach muzycznych w WSKSiM pod kierunkiem Zbigniewa Małkowicza.

Wiemy już, jak doszło do zaangażowania się Portugalii w działania wojenne na kontynencie europejskim. Musimy teraz zadać sobie inne pytanie. Brzmi ono następująco: dlaczego Portuglia przystąpiła do wojny? Od chwili zakończenia I Wojny światowej najpierw pamiętnikarstwo, pόźniej zaś historiografia pragnęły udzielić na to pytanie natychmiastowej odpowiedzi.

Typologia rozlicznych odpowiedzi z dziedziny historiografii pozwala na usystematyzowanie i zdefiniowanie istniejących prόb wyjaśnienia tego problemu. W portugalskiej historiografii odpowiedź na to pytanie spoczywała do tej pory zasadniczo na dwόch odrębnych teoriach eksplikatywnych: na teorii (tezie) kolonialnej i na teorii (tezie) europejsko-iberyjskiej.

Tradycyjna teoria, ktόrej rodowόd sięga samych początkόw oficjalnego dyskursu uzasadniającego urzędową tezę polityczną, dyskursu charakterystycznego dla okresu wspόłczesnego omawianym wydarzeniom, rozwinęła się w historiografii pόźniej, już po wojnie. Niektόre jej nurty utrzymują się przy życiu jeszcze dziś (r.1998 – AR).

 

Teoria ta buduje swe wysiłki wyjasniające głόwnie na tezie kolonialnej. Wedlug tej teorii, Portugalia miała przystąpić do wojny po to, aby ocalić kolonie. Istotnie, nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

 

Wielkie mocarstwa, takie jak Francja, Anglia i Niemcy interesowały się gospodarczym i strategicznym znaczeniem portugalskich kolonii w Afryce. Co więcej, afrykańskie kolonie Portugalii postrzegane były jako element w wyobrażalnym mechanizmie dynamiki kompensat terytorialnych i jako waluta wymienna w rόwnowadze między mocarstwami europejskimi.

 

W rzeczywistości – często funkcjonowały jako takie. Aż dwa razy przed wojną, w roku 1898 i w latach 1912-1913, Anglia i Niemcy w trakcie tajnych negocjacji porozumiały się co do podziału kolonii portugalskich.

 

Mocarstwa takie jak Francja, Belgia, a nawet Włochy wykazywały duże zainteresowanie przyszłością kolonii portugalskich. Jest rzeczą oczywistą, że wśrόd wymienionych mocarstw sprawą tą interesowały się najbardziej Niemcy i Anglia. Niemcy zaatakowały portugalskie posiadłości w Afryce i poderwały ludność tubylczą do walki przeciwko portugalskiemu zwierzchnictwu. Anglia ze swej strony wykorzystywała portugalskie porty (a także terytoria w głębi Czarnego Lądu) jako bazy dla logistycznego wsparcia swych desantόw i dla umożliwienia przemarszu oddziałόw przeznaczonych do operacji wojskowych na afrykańskim teatrze działań wojennych.

 

To właśnie wolą brytyjskiego gabinetu, aby nie tylko oddalić jakiekolwiek możliwe portugalskie roszczenia terytorialne w ramach powojennego układu ale – przede wszytkim – aby uniknąć konieczności zawarcia kompromisu i aby stale mόc miec „wolną rękę” w kwestii tych kolonii, należy tłumaczyć angielski sprzeciw wobec przystąpienia Portugalii do wojny. Anglia pragnęła dysponować możliwością wyłożenia kart kolonii portugalskich na stόł obrad gdyby wynik konfliktu zmuszał ją do takiego rozwiązania. Nie ma więc wątpliwości, że kolonie portugalskie istotnie były zagrożone i że istniało niebezpieczeństwo dla przyszłości portugalskiej suwerenności nad jej terytoriami afrykańskimi.

 

Dla Portugalii kwestia kolonialna była zagadnieniem ogromnej wagi, jak również jednym z kluczowych elementόw mobilizacyjnych. Był to jedyny czynnik, co do ktόrego w Portugalii panowała zgodność opinii. Przystąpienie do wojny po stronie Aliantόw i pod egidą Anglii dawało Portugalii podwόjną gwarancję.

 

Było gwarancją zarazem w obliczu niemieckich roszczeń terytorialnych co do południowej Angoli i pόłnocnego Mozambiku, jak i argumentem przeciw brytyjskim zamysłom posłużenia się koloniami portugalskimi jako towarem kompensacyjnym w trakcie przyszłych rokowań pokojowych. Teza kolonialna jest więc słuszna.Jest słuszna – ale nie jest wyczerpująca.

 

Nie jest zaś wyczerpująca dlatego, że zagadnienie kolonii samo w sobie nie wystarczy, aby wytłumaczyć fakt przystąpienia Portugalii do wojny, a przede wszystkim nie wyjaśnia typu wojskowej interwencji, na ktόrą się zdecydowano, hierarchizacji celόw i wyboru teatru operacyjnego.

 

Obrona kolonii wcale nie usprawiedliwiała zaangażowania na froncie europejskim, a nawet nie zmuszała Portugalii do aktywnego udziału w wojnie. Portugalska suwerenność nad koloniami oraz ich całość mogły były zostać zagwarantowane rόwnież dzięki zupełnie innej strategii i poprzez obecność na innym teatrze działań wojennych. Oznacza to, że te same cele można było osiągnąć kierując portugalski wysiłek wojenny wyłącznie na kontynent afrykański, tam właśnie wysyłając narodowy korpus ekspedycyjny. Anglia, Niemcy, ale także umiarkowani republikanie w samej Portugalii doskonale o tym wiedzieli.

 

Anglia nie dostrzegała żadnej sprzeczności między przysługami świadczonymi przez Portugalię czy nawet militarnym wspόłdziałaniem w Afryce, a podtrzymywaniem przez Portugalię statusu państwa neutralnego. Dostrzegała raczej korzyści płynące z neutralności Portugalii gdyż to ułatwiało właśnie tej ostatniej oddawanie Anglii wspomnianych usług. Niemcy zaś – i to mimo wszystkie pogwałcenia portugalskiej nuetralności i starcia zbrojne, ktόre w rzeczywistości oznaczały realny stan wojny z Portugalią – nie szukały żadnego motywu aby wypowiedzieć Poturgalii wojnę. Umiarkowani republikanie portugalscy bardzo szybko to zrozumieli i uczynili z tego własną strategię. Strategia ta polegała na zamiarze wojskowej interwencji w Afryce i na podtrzymywaniu pόłoficjanego, tajnego wspόłdziałania z Anglią lub ewentualnie na przychylnej Anglikom, lecz nie deklarowanej, neutralności.

 

Tak więc kwestia kolonii nie była wystarczającą przyczyną uzadadniającą przystąpienie Portugalii do wojny europejskiej.

 

Druga teoria usiłująca naświetlić przyczyny przystąpienia Portugalii do wojny opiera się zasadniczo na tezie europejsko-iberyskiej. Pojawiła się w historiografii dużo pόźniej niż teza kolonialna; została wypracowana w Portugalii i w Hiszpanii w latach 70.tych i 80.tych XX w.

 

Teoria ta wykorzystuje inny, rzadziej obecny w dyskursie uzasadniającym udział w wojnie z okresu samych wydarzeń wątek, o potrzebie uzyskania przez Portugalię międzynarodowego prestiżu i zdobycia godnego miejsca w europejskim koncercie narodόw. Jednakże teza ta dodaje do tych motywόw nowy, centralny dla niej element, ktόrym jest kwestia Pόłwyspu Iberysjkiego. Inaczej mόwiąc, teza ta podejmuje wątek zagrożenia hiszpańskiego.

 

Jeśli się dobrze tej teorii przyjrzeć, Portugalia miałaby przystąpić do wojny po to, aby osiągnąć dwa cele. Pierwszym, nieokreślonym i odległym celem miało być odzyskanie utraconego miejsca w europejskim koncercie narodόw. Drugim, natychmiastowym i konkretnym – oddalenie niebezpieczeństwa hiszpańskiego na Pόłwyspie Iberyjskim.

 

Tak samo, rόwnież i co do tego punktu nie ma najmniejszych wątpliwości.

 

Międzynarodowe położenie Portugalii było trudne już przed wojną i nie uległo zmianie w trakcie konfliktu. Pomiędzy kontynentalną presją sąsiedniej Hiszpanii, a morską przeciwwagą sojuszu z Anglią rόwnowaga była zawsze trudna. Sytuacja pogorszyła się dodatkowo w pierwszym dziesięcioleciu XX w., kiedy to Anglia – stary sojusznik – zbiżyła się dyplomatycznie do Hiszpanii stanowiącej dla Portugalii tradycyjne zagrożenie, co osłabiło sojusz portugalsko – angielski i niebezpiecznie zmniejszyło moc angielskich gwarancji bezpieczeństwa, ale także naraziło na szwank całość terytorium Portugalii lub nawet jej niepodległość. Widmo umowy z Kartageny straszyło już w 1907 roku, a więc jeszcze w epoce monarchii.

 

Proklamacja republiki w Portugalii tym bardziej pogorszyła stosunki między państwami Pόłwyspu. To przecież z terytoruim Hiszpanii właśnie – za wiedzą i za zgodą monarchii hiszpańskiej – wyruszały zbrojne wyprawy portugalskich monarchistόw w latach 1911-1912. W czasie samej wojny pragnienie aneksji było w Hiszpanii powszechne, a lobby anekcjonistyczne potężne. Niebezpieczeństwo hiszpańskie naprawdę istniało; obawa przed nim była zupełnie uzasadniona, tym bardziej, że Anglia wielokrotnie uprzedzała Portugalię, iż ma zamiar wywiązywać się ze swych sojuszniczych zobowiązań w sposόb restrykcyjny.

 

Anglia gwarantowała bezpieczeństwo portugalskich wybrzeży i kolonii, ale w żadnym wypadku nie była gotowa bronić lądowych granic sojusznika. Zagrożenie hiszpańskie nie było konkretne, ale istniało realnie i wywierało wpływ na portugalską postawę dyplomatyczną i polityczną, a także odgrywało rolę „zawołania” w ramach kampanii mobilizacyjnej i w propagandzie na rzecz przystąpienia do wojny. Przystąpienie do wojny po stronie Aliantόw i „jakby na prośbę Anglii” dawało podwόjną gwarancję w obliczu hiszpańskiej neutralności.

 

Stanowiło ono najpierw gwarancję w ramach konfiguracji Pόłwyspu Iberyjskiego. Przystąpienie do wojny po stronie Anglii w sytuacji, kiedy Hiszpania pozostawała neutralna, znaczyło przede wszystkim osłabienie zbliżenia hiszpańsko-brytyjskiego, a zarazem wzmocnienie sojuszu portugalsko-angielskiego. Było rόwnież sposobem na podkreślenie strategicznej specyfiki portugalskiego terytorium i na unaocznienie portugalskiej przewagi geostrategicznej na Pόłwyspie. Chodziło wreszcie o zapewnienie sobie rangi uprzywilejowanego rozmόwcy, co dawałoby prymat w stosunkach iberyjskich. W gruncie rzeczy chodziło o definitywne oddalenie hiszpańskiego niebezpieczeństwa. Chodziło rόwnież o uzyskanie gwaracji w ramach polityki europejskiej.

 

Przystępując do wojny po stronie Aliantόw, Portugalia miała nadzieję na zdobycie po wojnie miejsca w europejskim koncercie narodόw i na wywalczenie sobie międzynarodowego uznania, ktόre od chwili proklamacji republki de iure posiadała, ale ktόrego de facto jednak jej brakowało.Teza europejsko-iberysjka jest więc tak samo słuszna, jak i teza kolonialna. Powiedzmy więcej! Jest nie tylko słuszna, ale i bardziej rozwinięta niż teza kolonialna. Jednakże i ta teza jest teorią niekompletną, podobnie jak teoria kolonialna. Nie jest zaś kompletna dlatego, że choć wyjasnia udział Portugalii w wojnie, nie tłumaczy w wyczerpujący sposόb wyboru teatru działań wojennych dla portugalskiej interwencji wojskowej.

 

Aby oddalić zagrożenie hiszpańskie, trzeba było z całą pewnością wykazać pierwszorzędne znaczenie Portugalii na Pόłwyspie Iberyjskim, a także wywalczyć dla Portugalii uprzywilejowaną pozycję w ramach sojuszόw wykraczającyh poza ramy iberyjskie, czyli w stosunkach z Anglią. Nie może być rόwnież żadnych wątpliwości co do tego, że – jeśli pragnęło się oddalić niebezpieczeństwo hiszpańskie – zasadniczym punktem stawało się podkreślenie odmiennego od hiszpańskiego międzynarodowego statusu Portugalii.

 

W obliczu hiszpańskiej neutralności, portugalskie zaanagażowanie wojenne stawało się koniecznością. Ale to wszystko nie udziela odpowiedzi na pytanie, dlaczego Portugalia zdecydowała się interweniować właśnie na froncie europejskim. Portugalia mogła przecież – po uprzednim doprecyzowaniu odmienności swego statusu międzynarodowego w porόwnaniu z hiszpańską neutralnością – ograniczyć swόj wysiłek wojenny do zwycięstwa dyplomatycznego, do wojskowego wspόłdzialania z Aliantami na peryferiach wojny i do świadczenia tego typu przysług, ktόre i tak zawsze Aliantom oddawała, tyle, że już teraz ze wszystkimi korzyściami wypływającymi z jej nowego statusu dyplomatycznego. Dodać należy, że takie właśnie były intencje gabinetu brytyjskiego, kiedy w imię sojuszu angielsko-portugalskiego zdecydował się na rekwizycję okrętόw zacumowanych w portugalskich portach.

 

Przystąpienie Portugalii do wojny wcale nie pociągało więc za sobą automatycznie militarnego zaangażowania się na froncie europejskim. Przede wszystkim zaś, ta intrewencja nie dodawała niczego szczegόlnego do portugalskich osiągnięć w gromadzeniu korzyści dla kraju. A mimo to, w kilka miesięcy po przystąpieniu do wojny, Portugalczycy maszerowali ku okopom Flandrii.

 

I właśnie żadna z omόwionych teorii nie tłumaczy tego faktu. Wspomniana teza iberyjska nie jest w stanie wyjaśnić jakie były przyczyny wojskowego udziału Portugalii w walkach na froncie europejskim.

 

Dzieje się tak dlatego, ze polityczne cele interwencjonizmu portugalskiego nie ograniczały się do zagadnień polityki zagranicznej. Choć teza kolonialna i teza europejsko-iberyjska to dwie odrębne tezy, obie wychodzą z jednego, wspόlnego zalożenia. Budują swoje systemy eksplikatywne wyłącznie na imperatywach polityki zagranicznej, na zagadnieniu kolonii, na kwestii iberyjskiej i na sojuszu z Anglią.

 

Nie dość, że nie biorą pod uwagę wewnętrznych imperatywόw portugalskich, to jeszcze całkowicie pomijają wagę, jaką te imperatywy odgrywały w ewolucji portugalskiej polityki zagranicznej i obronnej. Inaczej mόwiąc, pomijają one milczeniem to, że cele wojny i obrana strategia narodowa nie doprowadziły do prawdziwego konsensusu w kraju, a w związku z tym podlegały oscylacjom wraz z rozwojem wewnętrznej sytuacji politycznej. Przemilczają one rόwnież i to, że uzasadnienie strategii radykalnej, triumf forsownego interwenncjonizmu, a wreszcie wybόr frontu europejskiego miały prawdopodobnie swe podłoże w porządku polityki wewnętrznej.

 

Aby ten problem rozwikłać, trzeba koniecznie porzucić ostatnie wcielenia mitu patriotycznego i rozpocząć dociekania dotyczące polityki wewnętrznej. Jednym slowem: należy sformułowac trzecią teorię eksplikatywną.

 

Od samego początku swojego istnienia, Republika portugalska nie była w stanie rozwiązać palącego problemu politycznego o charakterze strukturalnym, jakim były: wewnętrzna konsolidacja i uznanie ustroju republikańskiego przez opinię krajową. Od chwili proklamacji Republiki, system republikański zamknął znacznym nurtom spoleczeństwa portugalskiego dostęp do udziału w życiu politycznym. Dotyczyło to zarόwno prawicy jak i lewicy, a było możliwe dzięki użyciu pozostających do dyspozycji rządu środkόw polityczno-prawnych.

 

Nurty polityczne o ktόrych mowa, szczegόlnie zaś monarchiści na prawicy i ruch robotniczo-syndykalistyczny na lewicy, w związku z tym, iż zostały usunięte poza ramy legalnej dzialalności politycznej, często decydowały się na nielegalne akcje, poczynając od zakłόcania porządku publicznego, a kończąc na prόbach wystąpień rewolucyjnych, co prowadziło do wzrostu przemocy politycznej. Nowy ustrόj nie zdołał przekonać wszystkich Portugalczykόw, co w konsekwencji spowodowało pozbawienie Republiki poparcia w narodzie – nawet więcej – była to przyczyna dla ktόrej ustrόj republikański był stale zagrożony w swoim istnieniu.

 

Do kwestii ustrojowych dodać należy nie mniej ważne zagadnienie wewnętrznych sporόw w łonie obozu republikańskiego, inaczej mόwiąc wewnętrzne podziały i niemożliwe do załagodzenia rywalizacje między stronnictwami republikańskimi, czyli między radykałami i umiarkowanymi. Zagadnienie komplikowało się jeszcze bardziej, gdyż na powyższe nakładał sie problem wykonalności rządzenia krajem w ramach nowego ustroju, a także jego politycznej stabilności. Republika była więc strukturalnie podzielona przez głębokie rόżnice postaw politycznych, ktόre dodatkowo zaostrzyły się i zaakcentowały w wyniku wojny.

 

Pozostający poza legalnymi ramami ustrojowymi monarchiści dzielili się na proangielskich i na proniemieckich, zaś ruch robotniczo-syndykalistyczny, socjaliści i anarchiści, dzielili się na patriotόw i na pacyfistόw.

 

W łonie republikańskiego obozu rządzącego istniał podział na radykałόw i na umiarkowanych, na elementy profrancuskie i proangielskie, na interwencjonistόw i antyinterwencjonistόw. Podziały pogłębiały się i mnożyły, co wraz z dynamiką wspόłzależności polityki wewnętrznej i zagranicznej, ktόrą narzucała wojna, miało dla όwczesnej postawy Portugalii natychmiastowe skutki. Nasilenie aktόw przemocy politycznej i niestabilność gabinetόw osiagnęło ogromne proporcje.

 

Zaznaczmy, że zagadnienia polityki wewnętrznej wywarły inny jeszcze, niezwykle istotny wpływ na portugalską politykę zagraniczną. Wewnętrzne podziały uniemożliwiały narodowy konsensus w sprawie stanowiska, jaki kraj ma zająć wobec toczącej się wojny i to właśnie ta nieobecność konsensusu powodowała, że obrana polityka i strategia zmieniały się w zależności od sił politycznych znajdujących się w danej chwili u władzy. Gabinet Pimenty de Castro forsował politykę rόwnodystansowej neutralności wobec wszystkich stron konfliktu i sprzeciwiał się interwencji. Gdy u władzy pozostawała koalicja umiarkowanych, dawano pierszeństwo nieogłoszonej neutralności i postawie proangielskiej, a w kwestii udziału w wojnie opowiadano się za interwencją na kontynencie afrykańskim.

 

Gabinety radykalne, złożone z członkόw partii demokratycznej, pragnęły czynnego włączenia się do dzialań wojennych i wysłania portugalskiego korpusu ekspedycyjnego na front europejski.

 

Jednakże prawdą jest rόwnież i to, że nie tylko względy polityki wewnętrznej wpływały na międzynarodową postawę Portugalii – działo się często dokładnie odwrotnie. Polityczne wahania wewnątrz kraju, inaczej mόwiąc kryzysy rządowe, ktόre miały miejsce w omawianym okresie bardzo często posłuszne były konfiguracjom zewnętrznym, co przyczyniało się do zmian portugalskiego stanowiska wobec toczącej się wojny.

 

Jeżeli chcemy wypracować trzecią teorię wyjaśniającą zagadnienie przystąpienia Portugalii do wojny europejskiej, musimy w takim razie przemyśleć same podstawy problemu i wyjść z innych założeń teoretycznych.

 

Po pierwsze, należy definitywnie oddalić mniemanie, jakoby państwa były monolitami skonfrontowanymi w stosunkach międzynarodowych wyłącznie z innymi państwami i dążącymi jedynie do osiągnięcia celόw zgodnych z narodowym interesem, co miałoby ziszczać się w dalekosiężnych zamiarach polityki zagranicznej. Trzeba, inaczej mowiąc, porzucić spadek po micie patriotycznym, a także teorię prymatu polityki zagranicznej nad sprawami wewnętrznymi. Trzeba dobitnie podkreślić, że w łonie każdego państwa wspόlgrają i wspόłwystępują rozliczne i sprzeczne siły polityczne, i że określenie celόw politycznych i strategii politycznej przedstawianej w danym momencie jako narodowa jest wynikiem stanowiska i zapotrzebowań znajdujęcej się aktualnie przy władzy partii politycznej.

 

Kiedy formułowane są cele wojenne, a na centralnym szczeblu podejmowane strategiczne decyzje, wtedy nie tylko bierze się pod uwagę uwarunkowania międzynarodowe, ale tak samo czynniki z zakresu polityki wewntęrznej i politykierskich układόw.

 

Po drugie, nie może być tak, jak to jest w przypadku dwόch pierwszych teorii, kolonialnej i iberyjsko-europejskiej, żeby prόby wyjaśnienia portugalskiego zaangażowania w działaniach I Wojny światowej mogły ograniczać się do roztrząsania tez należących wyłącznie do porządku polityki wewnętrznej lub wylącznie zagranicznej. Trzeba brać pod uwagę obydwa porządki, a całość zagadnienia nie może być analizowana jedynie pod kątem prymatu jednego z czynnikόw. Należy zdecydowanie prowadzić analizę pod kątem stałej i złożonej interakcji polityki wewnętrznej i zagranicznej.

 

Tak więc trzecia hipoteza wyjasniąjaca kwestię przystąpienia Portugalii do wojny europejskiej musi zawierać tezę o tym, że interwencja portugalska była podporządkowana pewnemu celowi i pewnej strategii określonej przez radayklną i interwencjonistyczną postawę partii demokratycznej. Musi także brać pod uwagę nie tylko czynniki wewnętrzne i zewnętrzne, ale także ich wzajemne oddziaływanie, szczegolnie zaś specyfikę politycznego wykorzystania na użytek krajowy zewnętrznych imperatywόw i międzynarodowej konfiguracji politycznej.

 

Nie ulega wątpliwości, że strategia interwencjonistyczna działała na korzyść obrony interesόw narodowych i że wspomagała wysiłki w polityce zagranicznej. Starania o zabezpieczenie całości kolonii afrykańskich, a także niezależności wobec Hiszpanii tak samo jak dążenie do zdobycia międzynarodowego prestiżu były celami niezaprzeczalnie zgodnymi z narodowym interesem Portugalii. Nie można jednak zapominać, że radykalna strategia interwencjonistyczna była tak samo uwarunkowana kwestiami polityki wewnętrznej i zresztą zmierzała do osiągnięcia pewnych celόw wewnątrzkrajowych.

 

Skorzystała nawet z międzynarodowej konfiguracji politycznej po to, żeby osiągnąć sobie właściwe korzyści w polityce wewnętrznej. Wobec podziałόw w łonie obozu rządowego i poza nim, tylko zewnętrzne zagrożenie i własne zaangażowanie wojskowe na dużą skalę w toczącej się wojnie mogło usprawiedliwić wyciszenie wszystkich wewnętrznych kłόtni i buntόw w imię interesu narodowgo i jedności narodowej. Tylko ten najwyższy cel dawał możliwość uzasadnienia postawy politycznej narzucającej zwarcie szeregόw wszystkich republikanόw, a nawet wszystkich Portugalczykόw pod egidą „rządu narodowego”.

 

Ustrόj Republiki był systemem wielopartyjnym z przewagą głόwnego stronnictwa i było oczywiste, że taka „misja narodowa” mogła zostać powierzona tylko dominujacej sile politycznej, czyli partii demokratycznej. Nie jest dziełem przypadku, że to ta właśnie partia była wielką zwolenniczką radykalnej strategii w kwestii przystąpienia Portugalii do wojny europejskiej.

 

Nie jest więc wcale obojętne, że oficjalne stanowisko partii demokratycznej stale i bez ogrόdek podkreślało, iż „wewnętrzna i zewnętrzna obrona Republiki” zakłada wojnę. Dzięki kontroli sprawowanej nad rządem narodowym bedącym władnym doprowadzić do jedności w obozie republikańskim i do zjednoczenia wszystkich Portugalczykόw, partia demokratyczna miała możliwość osiągnięcia za jednym zamachem dwόch celόw: neutralizacji opozycji pozaparlamentarnej i zaangażowania elementόw umiarkowanych po stronie swego programu politycznego.

 

Demokraci zapewniali sobie w ten sposόb polityczną i gabinetową satbilność, ktόrej Republika bardzo potrzebowała. Ale tym sposobem demokraci osiągali jeszcze więcej. Udawało im się bowiem tą drogą zaprezentować swόj własny program partyjny jako program narodowy. Zdobywali tym samym dla swojego srtonnictwa hegemonię w republikańskim systemie wielopartyjnym, a zarazem wymuszali polityczną konsolidację obozu republikańskiego. Brakowało im teraz już tylko realizacji ostatniego celu, ktόrego nigdy dotychczas jeszcze nie osiągnęli, to znaczy symbolicznego uznania prawowitości Republiki. I to właśnie to ostatnie umożliwiała im wojskowa interwencja w ramach działań wojennych na kontynencie europejskim.

 

Narόd wyobrażał sobie, że żołnierze portugalscy poszli bić się w newralgicznym punkcie operacyjnym, z Wielkimi pośrόd Wielkich, a wszystko to pod sztandarami Republiki. Bitwy wielkiej wojny miały więc dopełnić długiej portugalskiej historii i napisać ostatni rozdział heroicznej legendy. W ten sposόb Republika miała zająć poczesne miejsce w historii i uzyskać a posteriori brakującą jej dotychczas prawowitość. Przystąpienie Portugalii do wojny europejskiej zapewniało Republice jednoczesnie polityczne wzmocnienie i symboliczną prawowitość. Partii demokratycznej zaś zapewniało trwanie u władzy.

 

Aby zapewnić całość swych kolonii, Portugalia dyskretnie i pόłoficjalnie wspόłdziałała z Anglią, zaś militarnie interweniowała w Afryce. Zdecydowała się na oficjalną i otwartą wspόłpracę z Anglią i z Aliantami , a także na udział w wojnie, aby zapewnić sobie narodową niezależność i miejsce w koncercie narodόw. Wreszcie, aby to osiagnąć, wybrała aktywny udział w wojnie, interweniując zbrojnie w Europie. Pragnęła osiagnąć dużo więcej, bo konsolidację i legitymację Republki, a także wzmocnienie partii politycznej, ktόrej to strategia wprowadziła Portugalię do wojny. Należy więc uznać, że wytłumaczenie, dlaczego Portugalia przystąpiła do wojny nie leży wyłącznie w zespole faktόw należącyh do problematyki wewnętrznej lub do całokształtu zagadnień polityki zagranicznej ale przede wszystkim w ich wzajemnym stosunku.

 

Czy fakt, że Portugalia przystąpiła do wojny był czymś wyizolowanym? Jest wręcz przeciwnie!

 

Przypadek Portugalii wpisuje się całkowicie w ogόlne prawo dotyczące przystępowania potęg europejskich do wojny. Potwierdza on teorię autorstwa Arno Mayera dotyczącą przyczyn wybuchu konfliktόw europejskich w okresie między drugą połową XIX w., a pierwszą XX wieku. Według tej teorii prawdopodobieństwo, iż dane państwo wywoła konflikt międzynarodowy lub że się w takowy konflikt zaangażuje jest tym większe, ile wyższy jest w tym państwie stopień wewnętrznej niestabilności politycznej i politycznej przemocy.

 

Państwa – ciągle według tej teorii – były w stanie uprzedzić lub zminimalizować, albo wręcz definitywnie rozwiązać wewnętrzne problemy dzięki zewnętrznym interwencjom.

 

Po tym, jak sformulowaliśmy hipotezę eksplikatywną udzielającą odpowiedzi na pytanie o przyczyny włączenia się Portugalii do wojny europejskiej, pozostaje nam zadać ostatnie pytanie. Czy radykalna strategia interwencjonistyczna była najwłaściwszą ze wszystkich możliwości pozwalających na realizację portugalskich celόw wojennych?

 

Można powiedzieć, że zdecydowana wola aktywnego udziału w wojnie, dyplomatycznej autonomii i zbrojnego czynu na kontynencie europejskim, czyli polityka prowadzona przez rząd złożony z członkόw partii demokratycznej, istotnie była najpewnieszą drogą do osiągnięcia celόw narodowych. Ale trzeba tak samo zaznaczyc, że choć była najpewniejszą, to była jednocześnie najtrudniejszą; była tą, ktόra wymagała spełnienia najdogodniejszych warunkόw i użycia najpoważniejszych środkόw. I to właśnie podczas dokonywania zadania realistycznej oceny sytuacji, strategia radykalna zawiodła, gdyż padła ofiarą nadmiaru zdecydowania. Zawiodła zarόwno w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej, gdyż opierała się na dwόch mylnych zalożeniach.

 

Po pierwsze, zamiast wywtorzyć narodowy konsensus i doprowadzić do jedności narodowej, pogłębiła tylko wewnętrzne podziały i w konsekwencji zachęciła prόby zainicjowania przemian politycznych stawiających sobie za cel modyfikację celόw wojennych.

 

Po drugie, zawiodła dlatego że niedokładnie oceniła stosunek celόw do środkow. Inaczej mόwiąc, cele były zbyt ambitne w stosunku do środkόw, jakie Portugalia miała do swej dyspozycji. Brakowało środkόw gospodarczo-finansowych, zabrakło sprzętu wojskowego i zgody politycznej. Ale to już odrębne zagadnienie – historia prowadzenia wojny.

 

Nuno Severiano Teixeira
Lizbona 1998

 

Antoine Ratnik
tłumaczenie z języka francuskiego

 

– – –
Nuno Severiano Teixeira „L’Entrée du Portugal dans la Grande Guerre – objectifs nationaux et stratégies politiques”, Paris 1998.

Artykuł powyższy jest konkluzją pracy portugalskiego historyka i politologa, Dr Nuno Severiano Teixeiry „L’Entrée du Portugal dans la Grande Guerre – objectifs nationaux et stratégies politiques”.

Francuskie tłumaczenie ukazało się w Paryżu, nakładem wydawnictwa ECONOMICA.

Patronaty :
Instytut Strategii Porownawczej – Sorbonne
Portugalska Komisja Historii Wojskowości

Konspiracjonizm muzułmański w „The Arrivals” Alternatywa dla alternatywy . Teoriami spiskowymi zainteresowałam się w 2010 roku. Najpierw zwróciłam uwagę na dramatyczne ostrzeżenia dotyczące zbliżającego się chipowania ludzi (motyw “znamienia Bestii“). Później zaciekawiły mnie pogłoski oscylujące wokół Nowego Porządku Świata, Rządu Światowego, projektu Blue Beam i uchwały Codex Alimentarius.

W końcu, zainspirowana przekładem pewnego artykułu, zaczęłam szukać informacji na temat kontroli umysłu i ciemnej strony show-biznesu. Tak trafiłam na amatorski film dokumentalny “Illuminati: The Music Industry Exposed” autorstwa młodego muzułmanina Farhana Khana. Seans “Illuminati…” (a następnie “Illuminated” tego samego twórcy) uważam za faktyczny moment rozpoczęcia się mojej przygody z teoriami spiskowymi.

 

Obecnie wiem, że Khan – jako islamski konspiracjonista – nie jest żadnym oryginałem, tylko przedstawicielem całkiem sporej społeczności. Jego produkcje mają zaś charakter wtórny (zwłaszcza w stosunku do serii “The Arrivals”, o której pragnę dziś opowiedzieć). Muzułmańscy teoretycy spiskowi jawią mi się jako “alternatywa dla alternatywy“. Znajdują się poza głównym nurtem konspiracjonizmu, ale prezentują arcyciekawe treści i wnoszą dużo do spiskowej teorii dziejów. Na czym polega ich sekret? Otóż na tym, że patrzą na świat z innej perspektywy niż chrześcijanie, ateiści czy ezoterycy. Islamscy teoretycy spiskowi, jako reprezentanci egzotycznej kultury, dostrzegają rzeczy, na które inni konspiracjoniści nie zwracają uwagi. Przede wszystkim, przełamują europo- i amerykanocentryzm.

 


Osiem godzin eschatologii

 

“The Arrivals” to ośmiogodzinny, amatorski film dokumentalny (lub, jak kto woli, serial, składający się z 50 odcinków, intro i outro) przygotowany przez Internautów o pseudonimach Noreagaaa i Achernahr. Autorzy pracowali nad nim od 1 czerwca do 7 listopada 2008 roku. Dziełko powstało w ramach szerszej inicjatywy “Wake Up Project” (Wakeupproject.com). Jest ono również kontynuacją twórczości takich autorów, jak Freedomtou czy Abdullah Hashem (Hashemsfilms). Tytuł produkcji pochodzi od angielskiego wyrazu “arrival” – “przybycie”, “przyjście”, “przylot”, “przyjazd” (litera “s” na końcu rzeczownika wskazuje na liczbę mnogą).

 

Noreagaaa i Achernahr opisują swój twór następująco: “Ta seria będzie badać przybycie Antychrysta Dajjala, Imama al-Mahdiego oraz Powtórne Przyjście Chrystusa” (“This Series will Investigate the Arrivals of the Antichrist Dajjal, Imam al-Mahdi, and The Second Coming of the Christ”). Szczęka opada, czyż nie? Z serią “The Arrivals” jest maleńki problem. Jak autorzy sami zauważyli, odcinki dziełka od czasu do czasu znikają z serwisu YouTube, lecz później są ponownie publikowane przez użytkowników. Jeśli ktoś chce obejrzeć/skompletować całość, może mieć z tym nie lada kłopot. Nigdy nie wiadomo, czy się czegoś nie pominie.

 

W sprawie niedomówień

 

Streszczenie, które prezentuję poniżej, nie jest pełne. I to nie tylko dlatego, że mogłam przegapić któryś z odcinków produkcji. Dokładne opisanie czegoś tak długiego, jak “The Arrivals”, zajęłoby mi zbyt dużo czasu i miejsca. To, co napisałam, już teraz wydaje mi się obszerne. A przecież skoncentrowałam się na kwestiach najistotniejszych, bez zbędnego zagłębiania się w szczegóły! Co do opisów filmów Farhana Khana, można je znaleźć w moich artykułach z 2010 roku (“Farhan Khan i Zakon Iluminatów”, “Farhan Khan i Masońska Islamofobia”. Obie publikacje są ogólnodostępne w Internecie). No dobrze, oto streszczenie “The Arrivals”. Życzę przyjemnej lektury i przepraszam za niedopowiedzenia (tudzież za inne problemy, jeśli takowe wystąpią)!

 

NOREAGAAA & ACHERNAHR – “THE ARRIVALS”

 

STRESZCZENIE

 

Stare, muzułmańskie źródło (Sahih Bukhari cytujący Mahometa) podaje, że na Ziemię przybędzie kiedyś Dajjal. Zapowiadany osobnik, którego można utożsamić z chrześcijańskim Antychrystem, będzie miał tylko jedno oko. Istnieje grupa, która od tysięcy lat przygotowuje się na przybycie Dajjala. Ślady jej działalności prowadzą do starożytnego Egiptu, Babilonu i cywilizacji Majów. Są również obecne we współczesnym świecie. Zauważmy, że jesteśmy otoczeni symbolami piramid, trójkątów, szachownic, odwróconych krzyży i pojedynczych oczu. O co tutaj chodzi? Czy to jakiś spisek? Twórcy “The Arrivals” znają odpowiedzi na te pytania. Według świętej księgi islamu, Iblis (Szatan) próbuje zwodzić ludzi na manowce. W naszym świecie trwa nieustanna walka dobra ze złem. Musimy wiedzieć, co się dzieje wokół nas i przekazywać tę wiedzę innym. Świadomość stanowi bowiem klucz do ocalenia i wolności. Słudzy Iblisa posługują się magią/kabałą, nawiązują do króla Salomona oraz czerpią z tradycji egipskiej i babilońskiej. Kiedyś postępowali tak templariusze, a dziś – masoni i Iluminaci. Wolnomularze budują satanistyczną dyktaturę: Nowy Porządek Świata (New World Order). Można zatem powiedzieć, że islamskie proroctwo spełnia się na naszych oczach.

 

Wiadomo, że ten, kto chce zapanować nad światem, musi zapewnić sobie “rząd dusz”. Iluminaci czynią to za pośrednictwem mediów i popkultury. Manipulacja, propaganda, reklama, przekazy subliminalne, erotyczne podteksty, wciskanie pustej rozrywki, odwracanie uwagi od istotnych spraw, zastępowanie użytecznej wiedzy bezwartościową papką – oto masowa kontrola umysłu! Przed ogłupianiem społeczeństwa ostrzegali George Carlin i David Icke. Wolnomularze są tym bardziej perfidni, że uderzają w młode pokolenie, utrudniając mu prawidłowy rozwój psychiczny, seksualny i intelektualny. Kolejną nikczemnością jest – według autorów “The Arrivals” – robienie z Arabów i muzułmanów kozła ofiarnego. Na wymienione grupy ciągle zrzuca się winę za kłopoty Zachodu. Niestety, Noreagaaa i Achernahr sami nie są wolni od etnicznych i religijnych uprzedzeń. Podkreślają bowiem, że wielu masonów i propagandzistów ma żydowskie pochodzenie i/lub syjonistyczne poglądy. Twórcy filmu sugerują, że skoro właścicielami mediów są Żydzi, to negatywny wizerunek Arabów nie powinien nikogo dziwić (patrz: konflikt żydowsko-arabski). Naturalnie, jest to tylko teoria spiskowa. A autorzy “The Arrivals” (jako strona zaangażowana) nie są obiektywni.

 

Noreagaaa i Achernahr lubią jednak chrześcijan. Cytują fragment Apokalipsy Świętego Jana. Pokazują widzom brytyjski herb i demaskują jego sekretne znaczenie (biblijną symbolikę Antychrysta). Twórcy “The Arrivals” przekonują, że znaki Antychrysta/Dajjala są obecne nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także w USA, Kanadzie i Australii. Nie brakuje ich na opakowaniach rozmaitych produktów. W przestrzeni publicznej stale pojawiają się również: Gwiazdy Dawida i symbol Skull & Bones. Wszystkie instytucje polityczne, biznesowe, syjonistyczne i masońskie są od siebie uzależnione, a ich jedność wyraża się właśnie we wspólnej ikonografii. Iluminaci, od czasów starożytnych, wznoszą budowle, których okultystyczne właściwości mają wpływać na ludzkie życie. Wiara w świętą geometrię wcale nie wymarła, wszak nadal buduje się piramidy i obeliski. Te konstrukcje, przywołujące negatywną energię, wytwarzają atmosferę odpowiednią dla Antychrysta/Dajjala. Siła geometrii przyczynia się do intensyfikacji wszelkich niegodziwości, jakie mają miejsce w masońskich budynkach (chodzi głównie o rytuały okultystyczne). A co z pozytywną energią będącą przeciwwagą dla wolnomularskich zaklęć? To proste: emitują ją meczety, kościoły i synagogi.

 

Zakon Iluminatów stanowi realne zagrożenie dla społeczeństwa. W pełni kontroluje on Stany Zjednoczone, ponieważ jest ich założycielem. Wyznawcy islamu, chrześcijaństwa i judaizmu (oprócz syjonistów) powinni się zjednoczyć przeciwko wspólnemu wrogowi. Noreagaaa i Achernahr zachwycają się tym, że Koran jest wiecznie aktualny, a występująca w nim postać faraona może być utożsamiana z różnymi osobistościami. Na przykład z królową brytyjską, którą otaczają symbole starożytnego Egiptu. Czyżby Windsorowie byli potomkami faraonów i rządzili światem od tysięcy lat? Podobizny egipskich władców i bogów, piramidy, obeliski, sfinksy spotykamy w wielu zakątkach świata. Czy to może być przypadek? Dlaczego Dubaj, wypełniony egipskimi motywami, jest również pełen znaków masońskich? Twórcy “The Arrivals” stawiają sprawę jasno: żyjemy w świecie opanowanym przez popleczników Antychrysta/Dajjala. Musimy jednoznacznie określić swój stosunek do problemu. Noreagaaa i Achernahr wybrali jasną stronę mocy. Nie są jednak pierwszymi muzułmańskimi pogromcami Illuminati. Wyprzedził ich Abdullah Hashem, młody dokumentalista, który pojawił się nawet w mainstreamowej telewizji. Człowiek ten ma już status legendy i ojca rewolucji.

 

Autorzy “The Arrivals” dostrzegają paralelę między własną działalnością a misją Morfeusza z trylogii “Matrix”. Chcą bowiem otworzyć ludziom oczy, pokazać im prawdę o dzisiejszym świecie. Czym jest New World Order? Takim Matrixem, który nas otacza, chociaż nie uświadamiamy sobie jego istnienia. Obejmuje on wszystkie dziedziny życia i zniewala nasze umysły. Kim jest Dajjal? Osobnikiem przekonującym, że świat doczesny jest “jedynym, w którym warto żyć”. Kto promuje materializm, konsumpcjonizm, hedonizm i bezrefleksyjność? Oczywiście, Illuminati. Ta sama klika, która posługuje się symbolem jednego oka (Dajjal ma być jednooki). Ważną agendę NWO stanowi przemysł rozrywkowy. Jego składniki to m.in. bałwochwalczy kult idoli, fascynacja mrokiem, pochwała grzechu i zepsucia, symbolika pogańska, wolnomularska, satanistyczna, okultystyczna i kabalistyczna. W mediach często pojawia się motyw kobiety w czerwieni. Powinniśmy, zgodnie z radą Morfeusza, wystrzegać się takich pań, a raczej uosabianych przez nie pokus (rozpusty, sławy, bogactwa). Nie możemy żyć w świecie iluzji tworzonym przez środki masowego przekazu. Gwiazdy są bowiem sztucznie kreowane, a hollywoodzkie filmy ukazują zniekształcony obraz rzeczywistości.

 

Z badań naukowych wynika, że w amerykańskiej kinematografii dominuje niekorzystny wizerunek Arabów. Niestety, wpływa to na opinię publiczną, która łatwiej akceptuje politykę Stanów Zjednoczonych wobec Bliskiego Wschodu. Taki stan rzeczy sprzyja również syjonistom (nie mylić ze zwykłymi, porządnymi Żydami!). Antyarabskie i antyislamskie treści sączą się ponadto z serwisów informacyjnych. Ludność arabską i wyznawców islamu ukazuje się jako terrorystów, dzikusów, sadystów itp. Nie mówi się, że zdecydowana większość z nich żyje, myśli i pracuje normalnie. Media nie pokazują kochających się rodzin, roześmianych dziewcząt ani bujnego życia kulturalnego. Zawsze prezentują ekstremizm, fanatyzm i patologię. Co w tym jest najdziwniejsze? To, że Arabowie i muzułmanie, opluwani po 11 września 2001 roku, prawdopodobnie są niewinni. Wiele wskazuje na to, że zamach na World Trade Center był dziełem Illuminati i władz USA. Aaron Russo twierdzi, że Nick Rockefeller – jedenaście miesięcy przed zamachem – zapowiedział wydarzenie, które w konsekwencji doprowadzi do najazdu na Afganistan i Irak. Takich poszlak jest znacznie więcej (donoszą o nich różne źródła). A Osama bin Laden może być fikcyjną postacią graną przez Tima Osmana.

 

Noreagaaa i Achernahr ubolewają nad faktem, że Stany Zjednoczone uchodzą za symbol wolności, demokracji i humanitaryzmu, a czynią rzeczy przeczące tym wartościom. Działania zbrojne w Afganistanie, Iraku, Libanie i Palestynie wiążą się przecież ze śmiercią i cierpieniem niewinnych ludzi. Co gorsza, wiele państw europejskich wspiera zbrodniczą politykę USA. Są one jednak w mniejszości. Większość krajów świata nie ma zaufania do Ameryki. Także wielu obywateli amerykańskich nie aprobuje decyzji swoich dygnitarzy. Polityka Stanów Zjednoczonych to po prostu NWO i syjonizm. Z innej beczki: Iluminaci ciągle karmią nas opowieściami o Niezidentyfikowanych Obiektach Latających. W rzeczywistości, większość spotkań z UFO i kosmitami to spotkania z zaawansowaną technologią militarną (amerykańską, ale częściowo opartą na odkryciach nazistów). Wolnomularstwo chce, byśmy wierzyli, że grozi nam niebezpieczeństwo z Kosmosu. Jeśli w to uwierzymy, będziemy skłonni zaakceptować Nowy Porządek Świata jako formę mobilizacji i obrony. Amerykański rząd dysponuje wynalazkami, o jakich zwykłym obywatelom nawet się nie śniło. Zna też nowoczesne metody prania mózgu i kontroli umysłu.

 

Twórcy “The Arrivals” są dumni z tego, że zdołali “obudzić” wielu widzów. Czują się jednak prześladowani przez system, gdyż YouTube konsekwentnie usuwa ich dzieła. Tak czy owak, zapewniają, że będą działać dalej. Noreagaaa i Achernahr podsumowują swoje ustalenia i przypominają, że toczy się wojna o wolność całej ludzkości. Cytują rzekomą wypowiedź jednego z Rockefellerów, z której wynika, że Lucyfer jest bogiem Iluminatów. Doszukują się elementów satanistycznych w popkulturze i prezentują zdjęcia znanych ludzi wykonujących gest “diabelskie rogi”. Analizują mapę Waszyngtonu, znajdując na niej pentagram i masońską sowę. Przekonują, że New World Order jest antyreligijny, więc trzeba go atakować z pozycji religijnych (ateizm na niego nie podziała). Apelują do widzów, żeby ratowali swoje dusze. Wyjaśniają islamskie pojęcia “dunya” (doczesność) i “akhira” (wieczność). Martwią się, że ludzie tak bardzo inwestują w swoje ciała. Operacje plastyczne, makijaże, fryzury, nadmierny retusz zdjęć, moda na wynaturzone piękno… A co z dbałością o wnętrze? Stajemy się robotami: sztucznymi i bezdusznymi. Nie idźmy tą drogą. Myślmy, dyskutujmy, zdobywajmy i weryfikujmy wiedzę. Elita usypia naszą czujność, a my musimy zachować trzeźwość umysłową.

 

Odłączyliśmy się od Matrixa, więc przyjrzyjmy się realności. Pomysł Nowego Porządku Świata nie pochodzi od istot ludzkich. Wpływowe osobistości, które budują NWO, sprzedały swoje dusze w zamian za władzę i majątek. Iluminaci są narzędziami w rękach Jednookiego Oszusta (Dajjala/Antychrysta). To autentyczny byt. Zawsze wybiera on państwo będące światowym liderem. Najpierw była to Wielka Brytania. Gdy przekazała ona pałeczkę Stanom Zjednoczonym, to właśnie USA stały się siedzibą Dajjala. Teraz wszystko wskazuje na to, że Stany Zjednoczone przekazują pałeczkę Izraelowi. A więc Izrael jest nową ojczyzną Jednookiego Oszusta. Dajjal pragnie kontrolować globalny system finansowy. Jego słudzy mają mu to umożliwić, likwidując tradycyjne pieniądze i zastępując je wirtualną walutą (koncepcja rejestrowanych transakcji dokonywanych za pomocą podskórnego chipa). Gdy wszystkie cele zostaną osiągnięte, Jednooki Oszust zmaterializuje się i przejmie władzę nad światem. Nie będzie to jednak koniec historii. Ostateczne zwycięstwo przypadnie dobrym ludziom podążającym za Imamem al-Mahdim i powtórnie przybyłym Jezusem. Zaraz, zaraz… Czy wśród światowych przywódców nie ma wyznawców islamu, chrześcijaństwa i judaizmu?

 

Na pierwszy rzut oka, wydaje się, że Iluminaci są przedstawicielami głównych religii monoteistycznych. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom. Wiarą, wyznawaną przez naszych oprawców, jest satanizm lucyferiański. Dowód: nagranie Alexa Jonesa zarejestrowane potajemnie w Bohemian Grove. Pokazuje ono, że najważniejsze persony świata gromadzą się w wyznaczonym miejscu, żeby składać ofiary ogromnej, kamiennej sowie. Kult diabła jest tym, co łączy tajne bractwa w jedną czarnoksięską sieć. Nie dziwmy się, że nasze otoczenie jest przepełnione szatańskimi i masońskimi motywami. To nasi decydenci skrupulatnie oznaczyli swój teren. Przyjrzyjmy się pomnikowi Jerzego Waszyngtona. Czyż ojciec niepodległych Stanów Zjednoczonych nie został wyrzeźbiony w pozycji Baphometa? Typową cechą satanistów jest świętowstręt, który prowadzi do wyśmiewania religii, krzewienia antyteizmu i usuwania elementów sakralnych z przestrzeni publicznej. Islam, chrześcijaństwo i judaizm próbuje się także niszczyć od wewnątrz (poprzez podstawionych prowokatorów czyniących okropieństwa w imię Jedynego Boga). Iluminaci od wieków zawierają pakty z istotami nazywanymi w różnych wspólnotach “dżinami”, “demonami” lub “upadłymi aniołami”.

 

Byty, o których mowa, są na Ziemi niesamowicie aktywne. Świadczą o tym rozmaite przekazy kulturowe. Niebieski dżin (geniusz) pojawia się w kreskówkach o Aladynie. Istoty z piekła rodem przekazują globalnej wierchuszce tajemną wiedzę (“Illuminati” znaczy “Oświeceni”). Autorzy “The Arrivals” sądzą, że politeistyczni bogowie są tożsami z tymi nadprzyrodzonymi bytami. Bóstwa egipskie, sumeryjskie, majańskie, greckie i indyjskie to właśnie dżiny. Jest nawet malowidło, które przedstawia małego Krishnę jako niebieskiego chłopca na podłodze-szachownicy. Aktualnie sporą popularnością cieszy się wiara w obcych: Szaraków, Reptilian i innych. Lecz to znowu te same byty. Noreagaaa i Achernahr dokonują muzułmańskiego wyznania wiary. Oświadczają, że nie ma boga poza Allahem. Zapewniają jednak, że jest to ten sam Bóg, o którym rozprawiali Jezus i Mojżesz. Nie wszystkie dżiny są niegodziwe. Z tymi, które faktycznie mają złą wolę, kontaktują się wolnomularze poprzez skomplikowane obrzędy. Dżiny żyją w innym wymiarze. Dostają się na Ziemię przez “gwiezdne bramy”. Masońska podłoga-szachownica symbolizuje podróże międzywymiarowe, dlatego umieszczono ją w filmie “Matrix” (patrz: klatka schodowa w bloku Morfeusza).

 

Co do symbolu dwóch kolumn, jedna z nich ma oznaczać światło (świat ludzi), a druga ciemność (świat dżinów). Materialna rzeczywistość przeplata się z niematerialną, tak jak biel na szachownicy przeplata się z czernią. Teraz już wiadomo, dlaczego standardowym wyposażeniem lóż masońskich są kolumny i podłogi-szachownice. Demony przechodzą między kolumnami tworzącymi rodzaj bramy. Krwawy rytuał umożliwia otwarcie wrót. Ulubioną bronią Szatana jest oszukiwanie ludzi, wmawianie im bzdur dotyczących duchowości, wieczności, natury i nauki. Iblis podrzucił społeczeństwu ateizm, islamofobię, ufologię, scjentologię, mormonizm i teorię ewolucji. Iluminaci propagują te zjawiska, ale się z nimi nie zgadzają. Dla nich wiarygodna i wartościowa jest kabała (źródło wiedzy o liczbach i kształtach). Czy to jest to, w co warto wierzyć? Według twórców “The Arrivals”, nie. Trzeba wierzyć w Boga, gdyż stworzył on doskonały Wszechświat oraz wspaniałą przyrodę ożywioną i nieożywioną. Urokliwe zakątki, cudaczne zwierzęta, niezwykłe rośliny… Ten, kto szuka prawdy, odnajdzie ją w naturze. Wielkość przyrody świadczy o wielkości Allaha. OK, ale skąd ucisk, przemoc i niesprawiedliwość? Stąd, że człowiek otrzymał wolność wyboru.

 

Iluminaci, chcąc powstrzymać pobożną opozycję, zajadle walczą z islamem, chrześcijaństwem i judaizmem. Walka ta opiera się na ateizacji społeczeństwa, promowaniu darwinizmu, sekularyzmu i libertynizmu. Rozpowszechniana jest również teoria dotycząca interwencji kosmitów w życie na Ziemi. Tego typu przekonania pochodzą od diabła. Noreagaaa i Achernahr utrzymują, że główne religie monoteistyczne są atakowane, bo przekazują prawdę i chronią przed tyranią władców. Islam, chrześcijaństwo i judaizm to właściwie jedno. Owszem, różnią się szczegółami, ale to już wina ludzi, a nie Boga. Szkoda, że monoteiści nie chcą się zjednoczyć. Przy jerozolimskim meczecie Al-Aksa prowadzone są podejrzane wykopy. Czy ich celem jest odnalezienie skarbu Salomona (magicznej księgi zarekwirowanej poddanym)? Nie, bo znaleźli go templariusze, poprzednicy wolnomularzy. Wykopy mają doprowadzić do zniszczenia meczetu, ponieważ zajmuje on miejsce Świątyni Salomona, która była wzorem dla lóż masońskich. Mamy III wojnę światową, tym razem religijną. Na razie walczą ze sobą zwolennicy Mahometa, Chrystusa i Mojżesza. Ale to jeszcze nie jest prawdziwa wojna. Realny konflikt będzie się toczył między “rodem faraonów” a “rodem proroków“.

 

Jeśli chodzi o chrześcijaństwo, zostało ono mocno zinfiltrowane przez Illuminati. Z filmu “Zeitgeist” Petera Josepha dowiadujemy się, że oficjalna biografia Jezusa opiera się na historii egipskiego boga Horusa. Ów, walcząc z Setem, stracił jedno oko. Jak można było utożsamić Jezusa z Horusem?! Autorzy “The Arrivals” przypuszczają, że chodziło tu o “przygotowanie świata na akceptację jednookiego Dajjala jako prawdziwego Mesjasza”. Jezus był autentycznym prorokiem, ale jego dzieje kompletnie przeinaczono. Nawet film “Zeitgeist” to w dużej mierze dezinformacja. Prawdy o Chrystusie należy szukać w Koranie. Z drugiej strony, niedziela to faktycznie święto boga słońca. Chrześcijanie są oszukiwani, muszą czcić Dajjala podszywającego się pod Jezusa. Oko Opatrzności niczym się nie różni od Wszystkowidzącego Oka (Oka Horusa). Skąd te problemy? Stąd, że wiarę w Chrystusa rozpropagowali Rzymianie i Żydzi. Te same narody, które przyczyniły się do jego śmierci. Rzymianie stworzyli wyznanie katolickie, a Żydzi – ideologię syjonistyczną. Watykan i Izrael realizują wspólne cele. Noreagaaa i Achernahr proszą widzów, żeby się nie obrażali, bo przecież jest tylko jeden Bóg. Wyznawcy islamu, chrześcijaństwa i judaizmu powinni ze sobą współpracować.

 

Twórcy “The Arrivals” prezentują odbiorcom historię i główne założenia religii muzułmańskiej. Opowiadają im o Koranie, Mahomecie i Malcolmie X (człowieku, który poprawnie zrozumiał pokojowe przesłanie islamu, ale został zabity przez agresywnych islamistów). Islam, podobnie jak chrześcijaństwo, bywa obiektem manipulacji i przeinaczeń. Mahomet, na łożu śmierci, prosił o traktowanie kobiet “z dobrocią i szacunkiem”. Niestety, nie wszyscy muzułmanie stosują się do tej zasady. Kolejna sprawa: losy potomków Proroka pozostają dla wielu muzułmanów nieznane. A tak się składa, że ich dzieje były dramatyczne. Jedenastu z nich zamordowano, a dwunasty, Imam al-Mahdi, ma dopiero nadejść. Noreagaaa i Achernahr wierzą, że Mahdi stoczy walkę z Illuminati i Dajjalem. Autorzy “The Arrivals” nie pochwalają konfliktu między sunnitami a szyitami. Uważają się za muzułmanów bezwyznaniowych (i wcale nie sieją szyickiej ani sufickiej propagandy!). Wracając do głównego wątku: kim są Iluminaci? Otóż jest to rodzina, która od czasów staroegipskich rządzi naszą planetą. Czystość krwi stanowi dla niej świętość. Członkowie rodu Iluminatów mają dostęp do szczególnie naenergetyzowanych punktów Ziemi. Mogą więc “przekraczać bariery wymiarowe”.

 

Iluminaci są zatwardziałymi okultystami. To, że stoją ponad prawem, umożliwia im bezkarne odprawianie obrzędów. Naginanie czasoprzestrzeni – za pomocą świętej geometrii – nie jest dla nich trudnością. Wielki rytuał, jakim był zamach na World Trade Center, miał pogrążyć Ziemię w negatywnej energii. Wieże WTC przypominały masoński symbol dwóch kolumn, a razem z budynkiem nr 7 imitowały Świątynię Salomona i piramidy w Gizie. Między drapaczami chmur stała rzeźba The Sphere. Autor zaczął ją tworzyć w Bawarii (kolebce Zakonu Iluminatów). Sama rzeźba symbolizowała islamską Kaabę. Iluminaci wierzą w Boga i Szatana, ale wybierają tego drugiego, bo obiecuje im mądrość i wyzwolenie. Członkowie tej sitwy lubią także astrologię i numerologię. Liczby i fakty, związane z nowojorską tragedią, pokrywają się z tajemnymi naukami. Spójrzmy na ród Bushów (krewnych Aleistera Crowleya). George W. Bush, w dniu zamachu na World Trade Center, był prezydentem USA. Dokładnie 11 lat wcześniej jego ojciec, również prezydent, opowiedział publicznie o “wielkiej idei New World Order”. Masoni uwielbiają jedenastkę. A zniszczenie dwóch wież i The Sphere (symbolu Kaaby) było zapowiadane w popkulturze na długo przed 11 września 2001 roku.

 

Czym odznacza się prawdziwa Kaaba? Otóż stoi ona w najbardziej naenergetyzowanym miejscu na Ziemi. Linie energii, krzyżujące się w tym punkcie Mekki, dają niewiarygodną moc. Energia obraca się w tym samym kierunku, w którym muzułmanie krążą wokół Kaaby. Okrążanie świętego obiektu uwalnia człowieka od ograniczeń czasoprzestrzeni. No dobrze, ale dlaczego Iluminaci dokonali zamachu na WTC, The Sphere i Pentagon? Z czterech powodów: żeby rzucić wyzwanie Bogu, żeby zainscenizować zniszczenie Kaaby, żeby wpłynąć na globalną politykę i żeby stworzyć “jedną z najmroczniejszych gwiezdnych bram na Ziemi”. Dwie wieże nawiązywały do dwóch masońskich kolumn oznaczających bramę (“gate”). Pentagon przypomina zaś satanistyczną pięcioramienną gwiazdę (“star”). Star + gate = stargate (gwiezdna brama). Wypada odnotować, że Iluminaci stale atakują ludzkie czakry. Jeśli chcemy być zdrowi ciałem, duchem i umysłem, musimy odpowiednio postępować ze swoim układem rozrodczym, żołądkiem, sercem, gardłem i głową. Noreagaaa i Achernahr udzielają kilku islamskich porad dotyczących dbania o samego siebie. Tymczasem wróg pragnie, byśmy byli chorzy, zestresowani, zgorzkniali, zdegenerowani i zaniedbani duchowo.

 

Światowy kryzys gospodarczy to pierwszy krok do ustanowienia nowego systemu ekonomicznego opartego na chipach RFID. Zauważmy, że już teraz posługujemy się elektronicznymi pieniędzmi. Niektórzy w ogóle nie dotykają tego, co zarobili. Nasza ekonomiczna rzeczywistość jest rzeczywistością wirtualną (Matrix). Wyzwólmy się wreszcie spod panowania maszyn. Komputery i inne urządzenia odgrywają zbyt dużą rolę w naszym życiu. Żyjmy naturalnie, miłujmy przyrodę, wykorzystujmy odnawialne źródła energii. Ale miejmy oczy otwarte. Wiemy już o NWO, Illuminati i Dajjalu. Na szczęście, wkrótce nadejdzie Imam al-Mahdi, który “przygotuje świat na powrót naszego prawdziwego Mesjasza” (Chrystusa). Ród faraonów to nie wszystko. Jest jeszcze ród Abrahama. Prorok ten miał dwóch synów: Izaaka i Ismaela. Z linii Izaaka wywodził się Jezus, a z linii Ismaela – Mahomet. Mahdi będzie spokrewniony z Mahometem i Jezusem, gdyż jego ojciec będzie pochodził od Ismaela, a matka od Izaaka. Prawi ludzie, zjednoczeni przez Imama al-Mahdiego, ruszą do walki z siłami ciemności. Przygotowujmy się na te wydarzenia, ale unikajmy ekstremizmu, bo przegapimy Mahdiego i Powtórne Przyjście Chrystusa. Ekstremizm zaślepia!

 

Te dwie postaci, Imam i Jezus, zadadzą klęskę Dajjalowi, a pomogą im w tym umiarkowani wyznawcy islamu, chrześcijaństwa i judaizmu. Iluminaci jeszcze nie wiedzą, że są skazani na porażkę, toteż nieprzerwanie budują swój Nowy Porządek Świata. A jaki jest cel “The Arrivals”? Noreagaaa i Achernahr wyjaśniają: chodzi o przebudzenie jak największej liczby ludzi i poprowadzenie ich właściwą drogą. Autorzy filmu ostrzegają przed różnego rodzaju dezinformatorami, manipulatorami i szarlatanami, takimi jak choćby Zecharia Sitchin. Nie dajmy się uwikłać w New Age, fanatyzm religijny i konsumpcyjno-hedonistyczny styl życia. Są to bowiem miraże mające nam przysłaniać prawdę o świecie, człowieku i Bogu. Nie pozwalajmy sobie na łatwowierność, bądźmy krytyczni wobec polityków i papiestwa. Zaglądajmy do Koranu, Biblii i Tory. Czytajmy znaki czasu, a tych jest naprawdę wiele. Na naszych oczach dokonują się przecież trzy przybycia (arrivals): Dajjala, Mahdiego i Chrystusa. To jest sedno sprawy. O to chodzi w “The Arrivals”. Obok nas dzieją się rzeczy doniosłe, a my musimy się do nich ustosunkować. Bóg Mahometa, Jezusa i Mojżesza niebawem zatryumfuje. Iluminaci nie mają żadnych szans. Dajjal już przegrał. Racja jest po naszej stronie.

 

KONIEC STRESZCZENIA

 

Recenzenckim (nie masońskim!) okiem

 

Produkcja “The Arrivals” robi na widzu ogromne wrażenie. Jej autorzy prezentują osobliwe przekonania, ale czynią to w sposób niezwykle uargumentowany. Wizja świata, proponowana przez autorów, jest nietypowa, ale spójna. Skojarzenie Illuminati z Dajjalem (chociaż zaczerpnięte z innych źródeł) wydaje mi się wręcz mistrzowskie. To naprawdę ciekawe, że koncepcja popularna wśród teoretyków spiskowych ma swoją analogię w islamskich tekstach religijnych. Myślę, że powinni o tym wspominać także konspiracjoniści spoza kręgu muzułmańskiego. Noreagaaa i Achernahr są osobami bardzo charyzmatycznymi: piszą umiejętnie i przekonująco. Owszem, można im zarzucić populizm i demagogię (wszak schlebiają masom i przyganiają elitom). Nie oznacza to jednak, że są pozbawieni charakteru.

 

Jeśli dobrze przyjrzymy się ich poglądom, dostrzeżemy w nich pewną stanowczość. Ale jest to stanowczość wyrażana łagodnie, kulturalnie, dyplomatycznie, z poszanowaniem odmiennych postaw, wyborów i zachowań. U twórców “The Arrivals” równoważą się dwie cechy: pobożność i humanizm. Noreagaaa i Achernahr wyraźnie podkreślają, że nie chcą się angażować w spory religijne (ani z innowiercami, ani z muzułmanami). Uważają, że liczy się “wspólny grunt”, a szczegóły nie mają większego znaczenia. Odcinanie się zarówno od szyizmu, jak i od sunnizmu jest jednym z przejawów programowej niepokorności: wolnomyślicielstwa, indywidualizmu, nonkonformizmu, sceptycyzmu wobec zastanego świata. Może to także świadczyć o młodzieńczym idealizmie (buncie? naiwności? nieżyciowości?).

 

Produkcja “The Arrivals” została zmontowana m.in. z fragmentów filmów dokumentalnych i fabularnych, programów telewizyjnych, wywiadów, przemówień, koncertów, piosenek, zdjęć, obrazków oraz materiałów przygotowanych samodzielnie (np. nagrań z dalekich podróży). Nie jest to wyłącznie dziełko o charakterze teoretycznospiskowym. Noreagaaa i Achernahr często uprawiają publicystykę, komentują aktualne problemy polityczne, społeczne i obyczajowe. Niezłym (aczkolwiek odrobinę banalnym) pomysłem wydaje mi się nawiązanie do trylogii “Matrix”. Autorzy wykorzystują popularne motywy, a wiadomo, że widzowie chętniej identyfikują się z tym, co już znają i kochają. Jeśli chodzi o estetykę, nie jest tragicznie, ale lepiej prezentuje się film “Illuminati: The Music Industry Exposed” Farhana Khana.

 

“The Arrivals” to twór anglojęzyczny, lecz zawierający pojedyncze wstawki z języka arabskiego. Przykładem może być hybrydyczny komunikat: “To be continued inshallah” (“Ciąg dalszy nastąpi, jeśli Bóg pozwoli”). Noreagaaa i Achernahr piszą w taki sposób, jakby zakładali, że znaczną część odbiorców będą stanowiły osoby niewyznające islamu. Gdy wprowadzają pojęcia teologiczne, tłumaczą je na język angielski i wyjaśniają ich znaczenie. Tym, co rzuca się w oczy, jest wymieszanie terminologii islamskiej z chrześcijańską. Czarny charakter, przed którym przestrzegają autorzy, jest na przemian “Dajjalem” i “Antychrystem“. Twórcy “The Arrivals” wiedzą, że pojęcia zaczerpnięte z chrześcijaństwa są dla Europejczyków/Amerykanów bardziej zrozumiałe niż terminy muzułmańskie. Wolą zatem pisać o “Bogu” i “Szatanie” niż o “Allahu” i “Iblisie”.

 

Noreagaaa i Achernahr walczą z negatywnymi stereotypami dotyczącymi Arabów i muzułmanów. Sami również dają się poznać jako ludzie bystrzy, otwarci, wyedukowani, zdolni do dyskusji i współpracy. Z drugiej strony, nie ukrywają oni swoich konserwatywnych poglądów (np. niezadowolenia z powodu upadku dobrych obyczajów). Chwilami zachowują się bardzo stereotypowo, zwłaszcza wtedy, gdy krytykują USA i Izrael. Często posługują się słowem “syjonizm“. Nie odważyłabym się jednak oskarżyć ich o antysemityzm. Autorzy “The Arrivals” powtarzają, że nie mają nic przeciwko narodowości żydowskiej i religii judaistycznej. Przeszkadza im jedynie polityka izraelska i ideologia syjonistyczna. Co do chrześcijaństwa, dwaj młodzieńcy szanują tę wiarę, ale nie ufają Kościołowi rzymskokatolickiemu.

 

Dziełko “The Arrivals” bywa nisko oceniane przez znawców (i wyznawców) islamu. Serwis WikiIslam podaje, że o produkcji nieżyczliwie wypowiedzieli się uczeni muzułmańscy: Tariq Preston i Sulaiman Kindi. Twórcom filmu zarzuca się dowolne interpretowanie świętych pism. Według WikiIslam, Noreagaaa i Achernahr są hipokrytami, bo pozują na prawowiernych muzułmanów, a zajmują się rzeczami zabronionymi (spiskami). Poza tym, ostrzegają przed Dajjalem, zapominając, że Jednooki Oszust może demoralizować ludzi poprzez muzykę (w produkcji “The Arrivals” nieustannie słychać utwory muzyczne). Redaktor WikiIslam twierdzi, że dwaj konspiracjoniści mają problem psychologiczny. Nie mogą uwierzyć w to, że muzułmanie dokonali zamachu na World Trade Center, więc zrzucają winę na inne grupy. Ot, mechanizm obronny.

 

Islamska Arizona Wilder?

 

Dziękuję i gratuluję wszystkim, którzy zdołali przebrnąć przez niniejszy artykuł (tak jak ja zdołałam przebrnąć przed ośmiogodzinne “The Arrivals”). Ufam, że udało mi się udowodnić, iż muzułmański konspiracjonizm to zjawisko niesamowicie interesujące (i wcale nie gorsze od tego, co nazywam w myślach “głównym nurtem konspiracjonizmu”). Ci, którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę, mogą samodzielnie przeszukać serwisy Google i YouTube. Najlepiej kierować się słowami kluczowymi “Illuminati” i “Dajjal”. Polecam prezentację multimedialną “How to Recognize the Antichrist Dajjal In The Media” (“Jak rozpoznać Antychrysta Dajjala w mediach”) zamieszczoną przez użytkownika Nebulous1982.

 

Zachęcam również do obejrzenia materiału “Jinn speaks about Illuminati, Dajjal, Anti-Christ, False-Messiah” – “Dżin mówi o Illuminati, Dajjalu, Antychryście, Fałszywym Mesjaszu” (YouTube, KUzZ911). To ostatnie video ukazuje wywiad islamskiego duchownego z tajemniczą kobietą w czarnym nikabie. Zostaje ona przedstawiona jako osoba opętana przez złego ducha. Początkowo dialog dotyczy spraw religijnych, które mogą zainteresować chyba tylko muzułmanów i miłośników religioznawstwa. Ale później rozmowa zbacza na niebezpieczne tory. Kobieta (a raczej demon Zouzoula przemawiający jej ustami) niespodziewanie porusza temat Illuminati. Wyznaje, że Iluminatami są prezydenci i królowie, także z krajów arabskich. Odprawiają oni krwawe rytuały, np. składają ofiary z niemowląt.

 

Członkowie Illuminati służą dżinom i Iblisowi. Jakby tego było mało, przygotowują się na przybycie syna diabła. Duchowny pyta: “O kim mówisz?”. Kobieta/demon odpowiada: “O Dajjalu”. Intrygujące, prawda? Warto podkreślić, że muzułmanka nawiązuje do Illuminati sama z siebie. Odbywa się to na zasadzie “uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Co to ma być? Choroba? Oszustwo? Prowokacja? Prawdziwe opętanie? Przedawkowanie “The Arrivals”? A może znajomość ponurych faktów? Bohaterka nagrania przypomina mi Arizonę Wilder, skromną amerykańską pielęgniarkę, która opowiadała Davidowi Icke’owi o światowych przywódcach zamieniających się w Reptilian i spożywających ludzkie mięso. Wilder nie uchodziła jednak za opętaną, tylko za byłą ofiarę kontroli umysłu (projektu Monarch).

 

Natalia Julia Nowak
20-27 listopada 2013 r.

Wszyscy dobrze znamy ten frogment książki Marii Konopnickiej “O krasnoludkach i sierotce Marysi”:
 

“Czy to bajka, czy nie bajka,
Myślcie sobie, jak tam chcecie.
A ja przecież wam powiadam:
Krasnoludki są na świecie!

Naród wielce osobliwy.
Drobny — niby ziarnka w bani:
Jeśli które z was nie wierzy,
Niech zapyta starej niani”.

Można to włożyć między bajki, gdyby nie doniesienia o znalezieniu na pustyni Atakama w Chile w roku 2003 szkieletu małego ludka wielkości 15 cm, którego zdjęcia rentgenowskie można zobaczyć tutaj. Niektórzy twierdzą, że jest to ludzki płód ale prof. Ralph Lachman – doktor medycyny (MD) uważa, ze osobnik w chwili śmierci miał 6 do 8 lat sądząc po zużyciu jego kolan. Czyli, jak na płód był dość stary, a na dodatek musiał chodzić, żeby zużyć sobie kolana. Poza tym miał zęba, a płody raczej zębów nie posiadaja. Ale miejsza z tym. Z twiedzeń prof. Lachmana wynika, że to był jakiś niewyrośnięty dzieciak, ale z jakiejś innej, nieludzkiej rasy. Wedle autochtonów zamieszkujących pustynię Atakama takich kurdupli było tam więcej.
I teraz powracając do Konopnickiej, rodzi się takie pytanie. Skąd ona, pod koniec XIX wieku, widziała o istnieniu humanoidów z pustyni Atakama, których to zaadoptowała do polskich warunków i opisała w swoim wielkim dziele? Musieli to być przybysze z pustyni Atakama, bo marzli w zimie i nie umieli ogrzewać swoich domów, o czym świadczy fragment:

“Zima była tak ciężka i długa, że miłościwy Błystek, król Krasnoludków, przymarzł do swojego tronu. Siwa jego głowa uczyniła się srebrną od szronu, u brody wisiały lodowe sople, brwi najeżone okiścią stały się groźne i srogie; w koronie, zamiast pereł, iskrzyły krople zamarzniętej rosy, a para oddechu osiadała śniegiem na kryształowych ścianach jego skalnej groty.
Wierni poddani króla, żwawe krasnoludki, otulali się jak mogli w swoje czerwone opończe i w wielkie kaptury. Wielu z nich sporządziło sobie szuby i spencery z mchów brunatnych i zielonych, uzbieranych w boru jeszcze na jesieni, z szyszek, z huby drzewnej, z wiewiórczych puchów, a nawet z piórek, które pogubiły ptaszki, lecące za morze.
Ale król Błystek nie mógł się odziewać tak ubogo i tak pospolicie. On zimą i latem musiał nosić purpurową szatę, która od wieków służąc królom Krasnoludków, dobrze już była wytarta i wiatr przez nią świstał. Nigdy też, za nowych swoich czasów nawet, bardzo ciepłą szata owa nie była, ile że z przędzy tych czerwonych pajączków, co to wiosną po grzędach się snują, utkana, miała zaledwie grubość makowego listka.
Drżało więc królisko srodze, raz wraz chuchając w ręce, które mu tak zgrabiały, że już i berła utrzymać w nich nie mógł.
W kryształowym pałacu, wiadomo, ognia palić nie można. Jakże?! Jeszcze by wszystko potrzaskało: posadzki i mury.”

Polskie krasnoludki napewno były przystosowane genetycznie do przetrwania ciężkich zim, a jak widać bohaterowie baśni Marii Konopnickiej nie radzili sobie z tą porą roku. Widać byli więc przybyszami z ciepłych krajów, chociaż w niektóry rejonach pustyni Atakama, jak na przykład w rejonie Ollagüe, temperatura w nocy może spaść i do – 25 stopni. Ale za to w dzień gdzieniegdzie temperatura dochodzi do 45 stopni, więc mogły się skrzaty ogrzać po zimnej nocy.
Teraz już wiemy, że Konopnicka opisała ludzików z Atakamy. Ale skąd o nich wiedziała? Może znała się z rodziną Domeyków, a Ignacy Domeyko mógł co nieco wiedzieć o tych ludkach. Mogła się również znać z Władysławem Klugerem, który, co prawda, pracował w Peru ale mógł coś słyszeć o maluchach z Chile.
Innym rozwiązaniem tej zagadki może być jasnowidzenie lub mediumiczne zdolności Marii Konopnickiej. Mogła dostać objawienia, wizji o małych ludkach z Ameryki Południowej, mogła w transie mediumicznym skontaktować się z duchami tajemniczych humanoidów, ktorzy opowiedzili jej swoja smutną historię lub Duch Święty zasugerował jej istnienie takich istot.
Przyjmując to drugie, nadnaturalne pozyskanie wiedzy, należałoby uznać Marię Konopnicką za piątego wieszcza (za czwartego robi Cyprian Kamil Norwid) i pierwszą wieszczkę Polski.

 

 

żródło: http://innywariant.weebly.com/1/post/2013/10/maria-konopnicka-jasnowidzca-czy-dobrze-poinformowana.html

 

Ach, jak przyjemnie, chociaż oczywiście nieprzyjemnie, to znaczy – nie tyle może nieprzyjemnie, co niedobrze! Przyjemnie – bo jakże ma być inaczej, skoro w tak znakomity sposób potwierdza się moja ulubiona teoria spiskowa, według której punkt ciężkości władzy w naszym nieszczęśliwym kraju leży poza konstytucyjnymi organami państwa, a ci wszyscy Umiłowani Przywódcy, to tylko pionki – żałośni figuranci, których soldateska powystrugiwała z banana, żeby stworzyć sobie taki demokratyczny parawan, za osłona którego rabuje Polskę, aż miło?

A znowu niedobrze – bo jakże ma być dobrze, skoro to prawda?

I oto jeden z takich żałosnych figurantów nazwiskiem Tusk Donald, którego soldateska wystrugała z banan na premiera, opowiada duby smalone, jak to będzie „rekonstruował” rząd, jak on to sobie wszystko „przemyślał”, żeby stworzyć doskonały zespół – i tak dalej – że Polska powinna być z jego rządów zadowolona, słowem – bredzi, niczym Piekarski na mękach. Bo tak naprawdę to przecież cała Polska widziała, jak za rekonstrukcję jego rządu zabrała się soldateska za pośrednictwem niezależnej prokuratury, która dostała rozkaz ugotowania na wolnym ogniu ministra Nowaka. Gdyby było inaczej, to niezależna prokuratura nawet w gorączce by nie pomyślała o wszczęciu postępowania przeciwko ministru Nowaku z powodu zegarka. Tymczasem jeszcze nie ostygł fotel, w który pan minister Nowak w czasach dobrego fartu puszczał złote myśli, a już zamiar rejterady z rządu zgłosiła pani Barbara Kudrycka. Najwidoczniej przewąchała, że na tym etapie lepiej jej będzie pisać książki, niż ministrować. Skoro nawet ona już przewąchała, że lepiej wycofać się na z góry upatrzone pozycje, póki jeszcze można, to i premier Tusk Donald chyba też się zorientował, że złocą mu rogi, niczym w starożytnym Rzymie bykowi, co to miał być zaszlachtowany w ofierze dla Jowisza Największego i Najlepszego. Taki byk mógł sobie bógwico na swój temat i na temat swoich złotych rogów wyobrażać – oczywiście dopóty, dopóki nie zetknął się boleśnie z rzeczywistością.

Więc kiedy tak premier Tusk Donald tokuje o swoich wspaniałych rządach, okazało się, że zbankrutował… fiskus! Z pisma dyrektora departamentu Administracji Podatkowej Ministerstwa Finansów Macieja Młodzikowskiego z dnia 5 listopada br. wynika, że izbom skarbowym w kraju zabrakło ponad 31 milionów złotych na tzw. płatności obligatoryjne. Ładny interes! Skoro bankrutują poborcy podatkowi, to cóż tu myśleć o całej reszcie bajzlu? Ponieważ izbom skarbowym brakuje na prąd i ogrzewanie, to pan dyrektor Młodzikowski zapowiada, że trzeba będzie polecieć po wynagrodzeniach urzędników . Ajajajajajajaj! Jeszcze w stanie wojennym Jerzy Urban buńczucznie deklarował, że „rząd się wyżywi” – ale widocznie od tamtych czasów soldateska zdążyła już wszystko rozkraść do gołej ziemi i teraz nie stać jej nawet na wyżywienie własnej sfory. Cóż tedy sądzić o panu premierze Tusku Donaldzie, tokującym niczym głuszec w momencie, gdy pan dyrektor Młodzikowski pisze takie pisma?

Najprościej byłoby powiedzieć, że premier Tusk swoim zwyczajem kłamie. Czy jednak takie wyjaśnienie byłoby taktowne? Oczywiście, że by nie było, zatem musimy taktownie przyjąć, że pan premier Tusk nie kłamie. To znaczy oczywiście kłamie, jakże by inaczej – ale nie kłamie świadomie. Taktownie bowiem zakładamy, że pan premier Tusk po prostu nie wie, jaka jest prawdziwa sytuacja, bo zapewne do pełnej konfidencji nie jest przez soldateskę dopuszczany. Niby z jakiej racji, skoro został wystrugany z banana nie do rządzenia, tylko do bajerowania mikrocefali, zwanych inaczej lemingami? Toteż nie wie, jak jest i z czystym sumieniem może tokować, że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, że kryzys się skończył i w ogóle – że Polska powinna być z jego rządów zadowolona. Obiektywnie jednak ten bajer nie ma nic wspólnego z prawdą, więc jest kłamstwem, tyle, że nieświadomym. Ale skoro nieświadomym, to znaczy, iż premier Tusk Donald jest tylko żałosnym figurantem, nakręcanym rano i wieczorem przez dyżurnego oficera. Quod erat demonstrandum.

A tu jeszcze ta „rekonstrukcja”. O tym, co mamy o niej sądzić, poucza nas historia powołania pierwszego rządu premiera Tuska Donalda. Jak pamiętamy, Platforma miała wtedy „gabinet cieni”, to znaczy – grupę działaczy, którzy ostrzyli sobie tam zęby na poszczególne resorty. Ale kiedy przyszło do tworzenia rządu, okazało się, że tylko pan Drzewiecki, późniejszy „Miro” z afery hazardowej i pani Kopacz Ewa swoje resorty objęli, a pozostali kandydaci, albo musieli obejść się smakiem, albo na otarcie łez dostali zupełnie inne posady. I tak szefem resortu finansów miał być Zbigniew Chlebowski, ale Moce nastręczyły premieru Tusku brytyjskiego poddanego Jacka „Vincenta” Rostowskiego i „Zbycho” musiał potem z „Rychem” spotykać się na cmentarzu. Bogdan Zdrojewski miał być ministrem obrony, ale nie wiadomo skąd zjawił się psychiatra Bogdan Klich i pan Zdrojewski został przesunięty na odcinek kultury. Ministrem sprawiedliwości miała być Julia Pitera, ale skądciś zjawił się pan Zbigniew Ćwiąkalski i pani Piterze trzeba było na poczekaniu stworzyć jakieś operetkowe stanowisko, które nie wiadomo nawet, jak się dokładnie nazywało. I tak dalej. Warto podkreślić, że członkowie „gabinetu cieni” potulnie się na wszystko zgodzili i nawet Jan Maria Rokita, co to wycofał się wtedy z polityki w domowe zacisze, do dziś nie puścił pary z gęby, co właściwie się wtedy stało. Najwyraźniej to właśnie jest największa tajemnica państwowa III RP, a kto by ją zdradził – umrze podwójnie: ciałem i duszą. Ale co jeden człowiek chce zakryć, to drugi odkryje, „święte pieczęcie złamie, powyskrobuje”, zwłaszcza w sytuacji, gdy trzeba wiele zmienić, żeby wszystko pozostało po staremu.

Stanisław Michalkiewicz

Sejm zdecydował, że wynagrodzenia osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe zostaną utrzymane na poziomie z 2013 roku. Oznacza to, że nie wzrosną uposażenia oraz diety posłów, senatorów i pracowników ministerstw. Marszałek Sejmu może jednak ponownie nagrodzić prezydium, a ministrowie przyznać wysokie nagrody.

Czy i tym razem deklaracje kłócić się będą z praktyką? Zarobki parlamentarzystów nie są tajemnicą. Przegłosowana ustawa okołobudżetowa utrzyma bez zmian uposażenie wynoszące obecnie 9 892,30 zł złotych brutto. Do tego doliczyć należy dietę w wysokości 2473,08 złotych brutto i ryczałt na prowadzenie biura 12150 zł miesięcznie.

 

Do tego parlamentarzyści mogą liczyć na dodatki za sprawowanie funkcji przewodniczącego bądź wiceprzewodniczącego komisji. Jest to odpowiednio 15 i 10 procent uposażenia. Podsumowując, utrzymanie jednego parlamentarzysty kosztuje miesięcznie budżet państwa około 24 tysiące złotych. – Jak odniesiemy to do najmniej zarabiających, to jest to przyzwoite wynagrodzenie – ocenia w portalu Money.pl poseł PSL Eugeniusz Kłopotek, który pobiera jednak tylko diety, bo nie jest posłem zawodowym.

 

Choć dla wielu Polaków te kwoty są wręcz niewyobrażalne, nie na wszystkich robią takie wrażenie. Były premier i marszałek sejmu Józef Oleksy z SLD przekonuje. – To nie są tak wysokie wynagrodzenia, żeby mówić o jakimś rozpasaniu, bez przesady. 6 lat zamrożenia naszych płac to za długo. Kryzys chyba aż tak się nie pogłębił, a przecież zarobki w gospodarce rosną – zauważa.

 

Po uwzględnieniu wszelkich dodatków – zakwaterowanie w Domu Poselskim, sejmowy basen i kort tenisowy, bezpłatne podróże publicznymi środkami transportu czy trzymiesięczna odprawa po upływie kadencji – zarobki naszych parlamentarzystów wypadają dość blado na tle innych państw świata. Przynajmniej w ujęciu nominalnym.

 


Źródło Sedlak & Sedlak

 

Sytuacja wyglądać będzie jednak zupełnie inaczej, jeśli weźmiemy pod uwagę stosunek tych dochodów do średnich krajowych płac. Tu też niedoścignieni będą Japończycy, ale nasi parlamentarzyści gwałtownie awansują. – Posłowie i senatorowie w stosunku do innych osób na rynku pracy dostają bardzo wysoką pensję. Jeśli weźmie się jeszcze pod uwagę, że niektórzy się nie przepracowują to jest naprawdę bardzo dużo – mówi w Money.pl posłanka Solidarnej Polski, Beata Kempa. – Przecież są tacy, którzy nigdy w żadnej sprawie nie zabrali głosu.

 


Źródło Sedlak & Sedlak

 

Decyzja Sejmu oznacza też zamrożenie płac pracowników ministerstw, którzy mimo że są jednymi z najlepiej opłacanych członków korpusu służby cywilnej, w ocenie wielu ekspertów wciąż zarabiają za mało, by to właśnie w resortach pracy szukali najlepsi specjaliści.

 

Na najwyższe przeciętne miesięczne wynagrodzenie liczyć mogą pracownicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Niewiele mniej otrzymują zatrudnieni w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. W środku tabeli znajdziemy nomen omen Ministerstwo Finansów, a najsłabiej zarabia się w Ministerstwie Zdrowia oraz Ministerstwie Skarbu Państwa.

 

Przeciętne miesięczne wynagrodzenia brutto* w ministerstwach w 2012 roku
Źródło: Sedlak & Sedlak na podstawie Zatrudnienie i wynagrodzenia
w korpusie służby cywilnej w 2012 roku, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
Ministerstwo Spraw Zagranicznych 7 997 zł
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego 7 836 zł
Ministerstwo Finansów 7 743 zł
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi 7 739 zł
Ministerstwo Edukacji Narodowej 7 550 zł
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów 7 473 zł
Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji 7 219 zł
Ministerstwo Środowiska 7 060 zł
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego 7 021 zł
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych 6 902 zł
Ministerstwo Sportu i Turystyki 6 806 zł
Ministerstwo Gospodarki 6 687 zł
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego 6 591 zł
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej 6 537 zł
Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej 6 491 zł
Ministerstwo Obrony Narodowej 5 951 zł
Ministerstwo Sprawiedliwości 5 906 zł
Ministerstwo Skarbu Państwa 5 864 zł
Ministerstwo Zdrowia 5 854 zł

 

Z raportu Wynagrodzenia członków korpusu służby cywilnej w 2012 roku, opracowanego przez Sedlak & Sedlak wynika, że podobnie jak parlamentarzyści i ministerialni urzędnicy mogą liczyć na bonusy. 70 procent z nich otrzymuje dofinansowanie urlopów, 20 procent tak cenne w dużych miastach miejsce parkingowe, dodatkową opiekę medyczną – 16 procent.

 

Benefity to jednak nie wszystko. Wprawdzie płace nie rosną, to jednak – jak wynika z raportów służby cywilnej – tendencja wzrostowa jest zauważalna w wypłacanych nagrodach. Dlatego oszczędności są tylko pozorne, bo w 2010 roku na premie dla urzędników w ministerstwach przeznaczono ponad 105 milionów złotych, rok później było to już ponad 108, a w ubiegłym roku już ponad 115 milionów. Mimo zapowiedzi, rządzącym nie udaje się poskromić rozrastania urzędniczej armii.

 

A jest to możliwe. Na przykład Łotyszom udało się zredukować administrację o ponad 34 procent, Chorwaci liczbę kosztownych etatów zmniejszyli o ponad 20 procent. A w Polsce od 2008 roku, według danych Eurostatu, liczba urzędników zwiększyła się aż o 10 procent. GUS wyliczył, że obecnie jest ich aż ponad 443 tysięcy i to bez ZUS i sektora obrony narodowej, a w porównaniu z 2011 rokiem liczba wzrosła o 7 tysięcy etatów.

 

W styczniu dowiedzieliśmy się, że marszałek Sejmu i wicemarszałkowie otrzymali nagrody za pracę w 2012 roku. Ewa Kopacz z PO otrzymała 45 tysięcy złotych, wicemarszałkowie po 40 tysięcy. Pieniądze przyznali też sobie marszałek i wicemarszałkowie Senatu. Podsumowując, nagrody dla szefów i wiceszefów obu izb parlamentu kosztowały nas prawie 350 tysięcy złotych. Wobec zamrożenia płac w parlamencie, była to błyskawicznie odmrożona suma, która doprowadziła do wybuchu dużej afery i spowodowała polityczne zawirowania. Dlatego w ocenie naszych rozmówców po tej lekcji, drugi raz nikt nie nie zaryzykuje.

 

Nie będzie nagród dla wicemarszałków, ale istotniejsze jest to, że mrożenie płac w parlamencie sprawia, że zdolni prawnicy, menadżerowie i ekonomiści nie przychodzą do Sejmu. Eurowybory są dla nich atrakcyjniejsze – przekonuje Stanisław Żelichowski doświadczony poseł, ośmiokrotnie już wybierany do parlamentu i minister środowiska w kilku rządach.

 

 

******************************
Autor: Krzysztof Janoś, Money.pl

pewna dziennikarka pracująca dla mediów od 23 lat jako wolontariusz prosi ludzi dobrej woli o wsparcie finansowe, nazwisko jej znane jest redakcji
 

Boze Ojcze, dziekujemy Ci, ze objawiles naszemu Narodowi Jezusa jako Krola Polski i ze zobowiazales nas, abysmy Go sluchali i Jemu sluzyli. Duchu Swiety, Boze, dziekujemy Ci, ze oswieciles nasze serca i umysly swiatlem milosci i poznania prawdy o Jezusie Krolu, Synu Bozym.

Maryjo, Krolowo Polski, dziekujemy Ci, ze zstapilas na Jasnogorski Tron, aby przygotowac nasz Narod do podjecia wielkiej misji Intronizacji Chrystusa Krola Polski.

Jezu, ufamy Tobie i kochamy Ciebie, bo Jestes Zbawicielem swiata, zapowiedzianym przez prorokow Mesjaszem Krolem, ktory moca Ducha Swietego zaprowadza na ziemi jako w niebie Krolestwo Boze. Korzac sie przed Twym Majestatem, skladamy Ci najglebszy hold czci. Ty bowiem Jestes Alfa i Omega, Poczatkiem i Koncem, Krolem krolow i Panem panujacych- Jedyny Wladca calego stworzenia. Razem z Naszym Narodem klekamy przed Toba, Nieskonczony Boze, przyzywajac Twego nad nami panowania.

Jezu, Krolu Polski, przyjdz Krolestwo Twoje!

 

Modlitwa do Jezusa Chrystusa Krola

Panie Jezu Chryste – Krolu nasz i calego swiata, zmiluj sie nad Twym wiernym ludem, ktory pragnie Cie wywyzszac kazdego dnia, kazdego dnia oddawac Ci nalezna chwale, ktory pragnie Cie widziec Krolem Wiecznej Chwaly, Krolem- Czlowiekiem, Krolem Bogiem Wszechmogacym, Krolem Zycia i Smierci, Krolem wszystkiego i wszystkich. Wyslawiamy Cie, czesc Ci oddajemy, Jako Krolowi Polski i Wszechswiata, i kochamy Cie!   Przemien serca wszystkich ludzi, aby panowal w nich pokoj, milosc i szacunek do wszystkiego co stworzyles.                                                                                                                                                                    Tak nam dopomoz  Bog, teraz i po wszystkie czasy, na wieki wieczne. Amen

                                Modlitwa do Jezusa Chrystusa Krola Wszechswiata

                O Jezu, Wladco serc naszych i Krolu wiekow niesmiertelny, przyrzekamy Ci uroczyscie, ze przy tronie Twoim i przy Osobie Twojej wiernie stac bedziemy. Przyrzekamy Ci, ze nieskalanego sztandaru Twojego nie splamimy, ze choragwi Twojej nie zdradzimy, ani niedowiarstwem, ani sekciarstwem, ani zadnym odstepstwem. Slubujemy Ci, ze w wierze swietej katolickiej az do smierci watrwac pragniemy. Niech dzieci nasze pisza na grobach naszych, zesmy sie nigdy Ciebie, Jezu Krolu, i Twojej Ewangelii nie wstydzili. Kroluj w sercach naszych przez laske. Kroluj w radzinach przez cnoty rodzinne. Kroluj w szkolach przez prawdziwe katolickie wychowanie. Kroluj w spoleczenstwie przez sprawiedliwosc i zgode wzajemna. Wladaj wszedzie, zawsze i bezustannie. Niech sztandar Twoj powiewa nad nami wszystkimi, a Krolestwo Twoje niech ogarnie cala nasza ziemie. Amen

Modlitwa do Jezusa, Krola Wszystkich Narodow

 

O Panie, Boze Nasz, Tys Najswietszym Krolem i Wladca wszystkich Narodow. Z wielka ufnoscia, ze nasza modlitwa zostanie wysluchana, prosimy Cie  Panie, nasz Niebianski Krolu o milosierdzie, pokoj, sprawiedliwosc i wszelkie dobra. Ochraniaj, Panie, Nasz Krolu, nasze rodziny i nasza Ojczyzne.

Prosimy uchron nas przed naszymi wrogami i przed Twoja sprawiedliwa kara. Przebcz nam Panie, Najwyzszy Krolu nasze grzechy przeciw Tobie. Jezu, Ty Jestes Krolem Milosierdzia. Zasluzylismy na sprawiedliwa kare. Zmiluj sie nad nami Panie, i przebacz nam nasze winy. Ufamy Twemu wielkiemu Milosierdziu. Krolu nasz, zaslugujacy na oddanie najglebszej czci, skladamy poklon przed Toba i prosimy, aby Twoje Krolestwo zostalo uznane na calej kuli ziemskiej! Amen

Wydana nakładem wydawnictwa Maron praca profesora Jerzego Roberta Nowaka „Żeby Polska…” to, jak na razie dwu tomowe, dzieło poświęcone prawdziwym życiorysom wybitnych polskich patriotów i losom narodu Polskiego, oraz ówczesnej ocenie oraz współczesnej percepcji losów Polski i Polaków.

Wydany w formacie A4, wydrukowany dużą czytelną czcionką, 438 stronicowy tom pierwszy obejmuje lata 1733 do 1860. 502 stronicowy tom drugi, obejmuje lata od 1861 do 1905.

 

 

„Żeby Polska…” powstawała 30 lat. Celem pozycji jest przywrócenie Polakom dumy z dokonań przodków, z ich walki o wolność i niepodległość. Ukazanie wydarzeń i postaci które są chlubą Polski, a które dziś ukrywaną przez wrogie Polsce i Polakom środowiska dominujące w polskojęzycznych mediach i na scenie politycznej.

 

 

 

W swej pracy Jerzy Robert Nowak opisał zasługi Polski i Polaków w historii innych narodów, wielowiekową antypolską kampanie nienawiści za granicą i kraju, demoralizowanie Polaków przez polskojęzycznych oficerów politycznych na froncie kultury, kreowanie nieprawdziwej antypolskiej wersji historii Polski

 

 

 

W kolejnych rozdziałach profesor Nowak przybliżył czytelnikom losy upadku Polski i koncepcji jej naprawy w XVIII wieku. Wrogość zagranicy wobec Polski. Postacie, obficie je cytując: Stanisława Konarskiego, Jędrzeja Kitowicza, Kazimierza Puławskiego, Stanisława Staszica, Hugo Kołłątaja, Józefa Poniatowskiego, Michała Ogińskiego, Jana Potockiego, Juliana Niemcewicza, Tadeusza Kościuszko, Jakuba Jasińskiego, Jana Dąbrowskiego, Józefa Wybickiego, Józefa Pawlikowskiego, Aleksandra Fredro, Adama Czartoryskiego, Tadeusza Mostowskiego, Franciszka Lubeckiego, Józefa Chłopickiego, Maurycego Mochnackiego, Ignacego Prądzyńskiego, Dezyderego Chłapowskiego, Joachima Lelewela, Józefa Bema, Adama Mickiewicza, Kajetana Koźmiana, Szymona Konarskiego, Zygmunta Krasińskiego, Edwarda Dembowskiego, Henryka Kamieńskiego, Edwarda Raczyńskiego, Jana Marcinkowskiego, Hipolita Cegielskiego, Narcyzy Żmichowskiej, Sadyka Paszy, Karola Libelta, Bronisława Trentowskiego, Juliusza Słowackiego, Franciszka Smolka, Ignacego Domeyko, Cypriana Norwida, Ignacego Kruszewskiego, Michała Wiszniewskiego.

 

 

 

W drugim tomie profesor Nowak kontynuował temat antypolskiej polskojęzycznej kampanii nienawiści, i demoralizowania Polaków fałszywą historią serwowaną przez rzekome autorytety i dominujące media. Przybliżył czytelnikom walkę z antypolonizmem, rzeczywiste wady i zalety narodowe Polaków, dokonania Polaków w XIX wieku, terror rosyjskiego zaborcy wobec Polaków, historie powstania styczniowego.

 

 

 

Postaciami, które przypomniał czytelnikom, i cytował w swej pracy Jerzy Robert Nowak, byli: Mieczysław Romanowski, Zygmunt Sierakowski, Aleksander Wielopolski, arcybiskup Feliński, Romuald Traugutt, Paweł Popiel, Agation Giller, Marian Dubiecki, Stanisław Krzemiński, Tadeusz Bobrowski, Walery Przyborowski, Stanisław Koźmian, Józef Kraszewski, Aleksander Świętochowski, Walerian Łukasiński, Antoni Zaleski, Kazimierz Krzywicki, Włodzimierz Spasowicz, Eliza Orzeszkowa, Bolesław Prus, Jan Karłowicz, Henryk Sienkiewicz, Stefan Żeromski, Roman Dmowski, Jan Popławski, Zygmunt Balicki,

 

 

 

Jan Bodakowski

 

http://polskaksiegarnianarodowa.pl/userdata/gfx/72cd42c159edf4b181b26b2fcd42bc33.jpg

Organizowany przez: egminy.eu   I Edycja Międzynarodowego Konkursu pt.: Moja Gwiazdka dla MikołajaCelem konkursu jest promocja potencjału twórczego mieszkańców gmin oraz integracja wszystkich środowisk twórczych, placówek oświatowych i kulturalnych w kraju i poza jego granica . Konkurs ma charakter otwarty.

Kierowany jest do wszystkich:

–  od przedszkola po Uniwersytet III wieku

– w kraju i poza jego granicami (liczna na całym świecie Polonia).

 Konkurs ma za zadanie pokazać jak na przestrzeni lat naszego życia zmienia się podejście do Mikołaja J jednak zawsze pozostawiając sympatyczne skojarzenia.

I Edycja konkursu została podzielona na kategorie:

A. rysunek/obraz – technika dowolna wskazany format A4 (Prace o większym formacie (powyżej A4) zostaną uznane tylko wtedy, gdy będzie do nich przesłany e-mailem skan lub zdjęcie).

  1. kategorie wiekowe:
  • Przedszkole
  • Szkoła podstawowa – klasy I-III i IV-VI
  • Gimnazjum
  • Szkoła ponadgimnazjalna
  • Dorośli

B. poezja (od 1 do 3 wierszy)

kategorie wiekowe:

  • Szkoła podstawowa –IV-VI
  • Gimnazjum
  • Szkoła ponadgimnazjalna
  • Dorośli

C. proza (1 opowiadanie do 10 stron)

kategorie wiekowe:

  • Szkoła podstawowa –IV-VI
  • Gimnazjum
  • Szkoła ponadgimnazjalna
  • Dorośli
  1. Każdy uczestnik konkursu może przesłać do 3 prac w każdej z kategorii A i B.
  2. W kat. C – jedno opowiadanie.
  3. Maksymalnie 7 prac we wszystkich kategoriach A, B i C.
  4. Każda praca oceniana jest indywidualnie.
  5. Ocena Jury niezależna od oceny Internautów/Egminowiczów.

Skany prac z opisem techniki wykonania należy przesłać na adres:   

    konkurs@egminy.eu

    biuro@egminy.eu z dopiskiem „Moja Gwiazdka dla Mikołaja”

    w podanych niżej formach:

Kat. A

Oryginał lub skan pracy w formacie A4.

Prace o większym formacie (powyżej A4) zostaną uznane tylko wtedy, gdy będzie

do nich przesłany mailem skan lub zdjęcie.

Do celów konkursowych wystarczy przesłać skan /zdjęcia prac wykonanych dowolną techniką w rozdzielczości do 1,5MB.

Organizator zastrzega sobie prawo zatrzymania nadesłanych oryginałów (bez obowiązku zwrotu Autorowi).

    Kat. B i C

  1. Maksymalna ilość stron w jednym opowiadaniu 10 (minimalna wielkość czcionki – 11) Word lub Notes.
  2. Ilość prac w każdej kategorii B od 1 do 3
  3. W kategorii C – jedno opowiadanie
  4. Jeden Autor może maksymalnie nadesłać 3 wiersze i 1 opowiadanie
  5. Dowolny charakter poezji i prozy – satyra, liryka, limeryk czy humoreska – mile widziane (bez wulgaryzmów, tekstów szkalujących i obrażających uczucia innych).

  NOWOŚĆ:

Nadsyłane prace konkursowe będą umieszczane na portalu www.egminy.eu wkrótce po ich zgłoszeniu na konkurs.

Umożliwi to Egminowiczom ocenę prac w miarę ich zgłaszania do konkursu „Moja Gwiazdka dla Mikołaja”(prace najszybciej nadesłane będą dysponowały najdłuższym czasem egminowej oceny w porównaniu z pracami najpóźniej przesłanymi). 

yesyesyes

Wielcy Ludzie Małych Ojczyzn, jeżeli nie spotkasz ich w swoim sąsiedztwie, to z pewnością na www.egminy.eu
zapraszam
polecam
Jadwiga Wierzbicka
+48 5161 165 340

 

Zapraszam do odwiedzania naszej strony internetowejwww.egminy.eu oraz do polubienia naszego profilu na Facebook’u – https://www.facebook.com/pages/egminyeu/230500093667641

Feel free to visit our website – www.egminy.eu and to like our Facebook profile – https://www.facebook.com/pages/egminyeu/230500093667641

Я приглашаю вас посетить наш веб-сайт www.egminy.eu
Добро пожаловать вы как мы на Facebook  https://www.facebook.com/pages/egminyeu/230500093667641

Open Attachment 1. Moja Gwiazdka dla Mikołaja Reg.08.11.doc Open