Monthly Archives: Styczeń 2014

Mobbing to słowo-klucz, którym wytłumaczyć można dziś wszystkie problemy w pracy. To słowo modne i bardziej niebezpieczne od bomby atomowej. Szczególnie w kontekście seksualnym. Ofiarą mobbingu może paść każdy. Nawet ten, kto rzekomo miał być jego… sprawcą.

Mobbing to też doskonały sposób na odwrócenie uwagi od nieprawidłowości w firmie. W tym wypadku – w Narodowym Banku Polskim.

Powiedzmy sobie jasno: mobbing i molestowanie seksualne to zjawiska rzeczywiste. Boleśnie rzeczywiste i będące ogromnym problemem społecznym. Należy z nimi walczyć wszelkimi sposobami, a ich ofiarom zagwarantować wszelką możliwą ochronę i wsparcie. Ale trzeba też pamiętać, że oskarżenia rzucać jest łatwo, za to znacznie trudniej się przed nimi bronić. Tym bardziej, że nie wszystkie sprawy są jednakowo proste, a samo oskarżenie czasem staje się bronią używaną zupełnie niezgodnie z przeznaczeniem.

Historia Andrzeja Radzio nadaje się na scenariusz hollywoodzkiego filmu. Jest tu wszystko: kariera, stanowisko, władza, wielka korporacja, machlojki finansowe. Ale filmu nie będzie. Jest za to walka o sprawiedliwość i porządek w najważniejszej instytucji finansowej Polski oraz bitwa o odzyskanie dobrego imienia.

Rozdział I. O tym, jak W. dokumenty fałszował

29 stycznia 2013 roku Andrzej Radzio, Dyrektor Zakładu Usług Gospodarczych w Narodowym Banku Polskim, wyleciał z pracy. Żeby było ciekawiej – wypowiedzenie otrzymał będąc na zwolnieniu lekarskim. Ale w całej tej sprawie to zaledwie drobny szczegół. Istotne są natomiast okoliczności, w jakich do zwolnienia doszło.

Radzio rozpoczął pracę w NBP w lutym 2011 roku, a już w maju otrzymał umowę o pracę na czas nieokreślony i dyrektorską pensję w wysokości ponad 17 tysięcy złotych. W maju też ostatecznie upewnił się, że – mówiąc delikatnie – bałagan w firmie jest wręcz przerażający. Na początek na celowniku znalazł się jego podwładny Leszek W., naczelnik Wydziału Ogólnego ZUG. Nowy szef odkrył, że W. fałszował dokumenty kasowe i poinformował o tym profesora Witolda Kozińskiego, wiceprezesa zarządu NBP.

Może się wydawać, że w konsekwencji takich nadużyć w – jakby nie było – poważanej instytucji finansowej naczelnik Wydziału Ogólnego powinien stracić pracę. Leszek W. był jednak wówczas wiceprzewodniczącym Komisji Międzyzakładowej nr 179 NSZZ „Solidarność” w NBP. Nie został zwolniony, przeniesiono go jedynie na inne stanowisko, tym razem w Departamencie Ochrony. Swoją drogą – praca w „departamencie” jest ponoć przez pracowników bankowości postrzegana jako bardziej prestiżowa od pracy w „zakładzie”. W międzyczasie jednak Radzio odkrył, że W. sfałszował nie jeden ale aż 24 dokumenty kasowe, w związku z czym zasugerował szefostwu złożenie do prokuratury doniesienia o przestępstwie. Nie doszło do tego, bowiem Leszek W. ostatecznie sam zrezygnował z intratnej posady w NBP.

Rozdział II. O tym, jak J. porządki robił

W związku z bałaganem będącym skutkiem działalności W. Andrzej Radzio postanowił zrobić w ZUG wielkie porządki. W związku z tym na stanowisko zajmowane wcześniej przez Leszka W. awansował Adama J. i przydzielił mu „wsparcie pracownicze”. Nowemu naczelnikowi Wydziału Ogólnego pomóc mieli między innymi Magdalena S. oraz Andrzej R. Jak to w wielkich korporacjach bywa – wszyscy oni pochodzili z tak zwanej „wewnętrznej rekomendacji”, choć wszyscy też przyszli z zewnątrz. Magdalena S., zatrudniona została na przykład na podstawie sugestii Przewodniczącej NSZZ „Solidarność” – Komisji Międzyzakładowej nr 179 w NBP. Tej samej komisji, której Leszek W. był… wiceprzewodniczącym. Zresztą, podobno obie panie to dalekie krewne…

Tak czy inaczej – nowy skład osobowy Wydziału Ogólnego ZUG miał pod wodzą Adama J. przeprowadzić dogłębne porządki, włącznie z „odkurzeniem” wszystkich kątów, do których nie zaglądano od lat. Przez kolejny rok wszystko wydawało się iść jak po maśle: J. raportował swojemu szefowi kolejne sukcesy, a ten przyznawał pracownikom (w tym Magdalenie S. i Andrzejowi R.) kolejne premie za dobrze wykonaną robotę. Do czasu jednak…

Do czasu, gdy w wyniku czterech kontroli na jaw nie wyszły następne nadużycia. Po pierwsze – okazało się, że w ogóle nie rozpoczęto zleconej archiwizacji dokumentów, a zaległości w tym względzie sięgały 1968 roku! Po drugie – Andrzej R. przez 6 lat pracy w NBP nie dokonał ani jednego (sic!) wpisu do informatycznego Systemu Gospodarki Własnej, którego prowadzenie było jego zadaniem. Po trzecie – nie prowadzono w prawidłowy sposób ewidencji (rejestracji i rozliczeń) wniosków i wydatków zakupowych o wartości nieprzekraczającej 14 000 euro – to znaczy wnioski rejestrowano, ale wydatków już nie rozliczano. Uzupełnienia zaległości można było dokonać raptem w tydzień, ale przez rok nie zrobiono tego.

Wspomniane nieprawidłowości to zresztą tylko część z problemów wykrytych podczas audytów. Wystarczyły jednak, by Dyrektor Radzio powiedział „dość”. Miały być porządki, był jeszcze większy bałagan – przyszedł zatem czas na radykalne kroki.

Rozdział III. O tym jak zwalniać i zostać zwolnionym

Dyrektor Andrzej Radzio postanowił zlikwidować Wydział Ogólny ZUG, a zamiast niego stworzyć odpowiednie zespoły, które zajęłyby się ostatecznym uporządkowaniem tej istnej „Stajni Augiasza”. W związku z likwidacją WO przestałyby istnieć również stanowiska pracy zajmowane dotąd przez Adama J., Magdalenę S. i Andrzeja R. To rozwiązanie zostało zaakceptowane przez wiceprezesa zarządu NBP, zatem dnia 23 października 2012 roku Radzio wprowadził w życie swoje plany: rozwiązał Wydział Ogólny i – stosownym pismem – przekazał jego dotychczasowych pracowników do dyspozycji Departamentu Kadr.

O zamierzonych posunięciach szefowa Departamentu Kadr została poinformowana jeszcze 12 października, a 5 dni później do kadr wpłynęły formalne wnioski. 26 października Radzio dostał powiadomienie z Departamentu Kadr o tym, że 15-go (a więc na dwa dni przed zatwierdzeniem planowanych zmian) do Departamentu Kadr wpłynęły zgłoszenia o mobbingu. Doniesienia złożyli – a jakże – Andrzej R. i Magdalena S., a sprawcą miał być oczywiście Dyrektor Radzio. S. oskarżyła go dodatkowo o molestowanie seksualne, choć – jak wynika z protokołu – sama przyznała, że dyrektor Radzio nigdy nie doprowadzał do sytuacji bezpośredniej próby nawiązania z nią kontaktu.

Dalszego ciągu domyślić się nietrudno: powołano Komisję Antymobbingową, przesłuchano oboje pracowników oraz (na końcu) Dyrektora, a w efekcie poczynionych ustaleń uznano, że jest „winny zarzucanych mu czynów” i wywalono z pracy.

Rozdział IV. O tym, jak NBP (nie)przestraszyło się sądu

Powyższa historia została przedstawiona w sporym skrócie, ale opisywanie wszystkich okoliczności wraz z towarzyszącymi im dowodami oraz stosownymi paragrafami zajęłaby dobre kilkaset stron maszynopisu. Zarysowane dotąd tło wystarczy jednak, by zająć się innymi aspektami całej sprawy czyli „układami” i priorytetami obowiązującymi w Narodowym Banku Polskim. Zacznijmy więc od samego oskarżenia wobec Dyrektora ZUG i „pracy” Komisji.

Oto okazuje się, że w dniu, w którym ponoć poszkodowani osobiście złożyli zawiadomienia o mobbingu… nie przekroczyli progów NBP. Dowodem na to są zapisy z elektronicznego systemu ewidencji czasu pracy i dostępu do pomieszczeń firmy. Wynika z nich jasno, że Andrzej R. i Magdalena S. feralnego dnia nie pojawili się w siedzibie NBP przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie, gdzie mieści się Departament Kadr.

Przesłuchania były nagrywane przez Komisję za zgodą samego oskarżonego, ale jemu na nagrywanie nie pozwolono. Nie pozwolono mu także zadawać pytań obojgu skarżącym.

Magdalena S. na przesłuchaniu pojawiła się w towarzystwie „męża zaufania” w osobie swojej (podobno) krewnej czyli Przewodniczącej bankowej „Solidarności”, która – jak wynika z protokołu – miała więcej do powiedzenia na temat rzekomego molestowania od samej zainteresowanej!

Członek komisji, radca prawny Agnieszka Kostrubała oświadczyła ponoć, że Komisji nie dotyczą żadne przepisy prawa – także konstytucyjne – bo działa na własnych zasadach.

Protokół końcowy z prac Komisji podpisano 24 grudnia 2012 roku – w Wigilię, kiedy w pracy byli nie wszyscy zainteresowani. Nieobecna była chociażby sama przewodnicząca Komisji!

Na koniec prawdziwa „wisienka na torcie”: otóż wewnętrzne przepisy NBP przewidują możliwość zastosowania między innymi takich środków „karnych”, jak rozmowa dyscyplinująca czy kary finansowe. Dyrektor Andrzej Radzio nie poczuwał się jednak do winy, w związku z czym – zamiast potulnie „położyć uszy po sobie” – zapowiedział, że o sprawiedliwość będzie walczył w sądzie. Ponieważ, jak głosi stare ludowe powiedzenie, „własne brudy pierze się we własnym gronie” NBP pozwolić na to nie mogło. „Zastraszanie członków Komisji oraz innych osób, m. in. poprzez grożenie wszczęciem postępowania prokuratorskiego i sądowego” (cytat z pisma rozwiązującego umowę o pracę – przyp. red.) okazało się ponad cierpliwość władz Narodowego Banku Polskiego.

Rozdział V. O tym, co jest dla NBP najważniejsze

Historia Andrzeja Radzio – jako się rzekło – nadaje się na scenariusz finansowego thrillera rodem z Hollywood. Są nierozliczone miliony (lub ich nie ma) i jest próba „ukręcenia łba sprawie”. Bałagan w dokumentacji, fałszerstwa, niedopatrzenia, nadużycia… Wszystko to – jak widać – w obliczu ewentualności mobbingu jest dla NBP mało istotne.

Instytucja, która de facto sprawuje finansową władzę w Polsce, bardziej dba o to, by „krewnym i znajomym królika” (a w tym wypadku osobom powiązanym z działającym w firmie związkiem zawodowym) nie stała się krzywda, aniżeli o to, by działać w zgodzie z wszelkimi przepisami prawa i dbać o powierzone sobie pieniądze. Cóż, być może 24 sfałszowane kwity kasowe i nierozliczone w terminie 130 wniosków zakupowych (każdy poniżej 14 000 euro) to dla NBP niewielki problem. Wszak na co dzień obraca się tu kwotami o kilka rzędów wielkości wyższymi. Ale czy naprawdę wątpliwe i nieudowodnione oskarżenie o rzekomy mobbing warte jest znacznie większego skandalu? Nie mówiąc już o zniszczeniu dobrego imienia człowieka, który… próbował zadbać o dobre imię Narodowego Banku Polskiego?

87 pracowników ZUG (w tym wszystkie pracownice mające bezpośrednią styczność z Dyrektorem) stanęło w obronie Andrzeja Radzio, potwierdzając, że nigdy nikomu „życia nie utrudniał” a „ręce trzymał zawsze przy sobie”. Komu i dlaczego – poza Magdaleną S. i Andrzejem R., którzy (co zostanie zapewne udowodnione przed sądem) nawet nie mogli złożyć osobiście własnych doniesień o mobbingu i molestowaniu – tak bardzo zależało, aby „wykończyć” Dyrektora? Dla kogo niewygodne były jego odkrycia, kontrole i „porządki”? I dlaczego w całej tej sprawie dla NBP ważniejsze było zajęcie się sprawą rzekomego mobbingu na podstawie mocno chwiejnych przesłanek niż finansowo-formalną „Stajnią Augiasza” na podstawie twardych dowodów?

To nie jest koniec historii, a afery nie udało się zamieść pod dywan. Do Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieście trafił pozew przeciwko Narodowemu Bankowi Polskiemu i prywatny akt oskarżenia przeciwko Magdalenie S. i Andrzejowi R. o pomówienie dyrektora Radzio. Jakkolwiek sprawa się nie skończy – NBP nie wyjdzie z niej bez skazy. Pytanie tylko, co będzie ważniejsze dla sądu: ochrona wizerunku najważniejszego polskiego banku za wszelką cenę czy jednak podstawowa sprawiedliwość gwarantowana prawem, normami społecznymi i zwykłą ludzką przyzwoitością?

Maciej Lisowski
Dyrektor Fundacji LEX NOSTRA

www.fundacja.lexnostra.pl

Prosimy o rozpowszechnianie powyższego tekstu !

Powyższy tekst został zamieszczony na stronie Fundacji LEX NOSTRA:
http://fundacja.lexnostra.pl/index.php/wiadomosci/interwencje/231-mobbing-przykrywka-dla-wiekszej-afery-byly-pracownik-kontra-narodowy-bank-polski

Fundacja LEX NOSTRA jest zarejestrowana w Rejestrze Dzienników i Czasopism pod nr Rej PR 666.

Pilnie konieczne międzynarodowe zjednanie wobec najazdu nieproszonych gości do Polski, Ojczyzny Narodu Polskiego.

Jako autorki petycji PE 0578/2012, oraz m.in. petycji przeciw nowemu prawu geologicznemu i górniczemu, występujące w obronie Narodu Polskiego przed wszelkimi zagrożeniami domagamy się stanowczych, niezwłocznych działań w celu niedopuszczenia do wizyty Knesetu w Polsce.

 

W ramach przepisanych prawem a także w ramach stanu absolutnego  nadzwyczajnego zagrożenia jakim jest m.in przyjazd do Polski Knesetu w dniu  27.01.2014r. wzywamy Prokuratora Generalnego do podjęcia pilnych, niezbędnych kroków, w tym nadzwyczajnych celem uniemożliwienia dojścia wizyty izraelskiej do skutku.

 

Za Krzysztofem Cierpiszem zgłaszamy że: “Funkcjonariusze naczelnych organów Państwa  dopuściły się do powstania stanu zagrożenia bezpieczeństwa militarnego Państwa Polskiego, krajów sąsiednich, krajów członków Unii Europejskiej oraz krajów członków NATO – w postaci wprowadzenia ryzyka stanu wojennego lub nawet faktycznego stanu wojennego już istniejącego.”

 

40 milionowy Naród Polski w naszej Ojczyźnie jest podstępnie osaczany i dręczony przez grupę pochodzenia żydowskiego, liczącą w Polsce oficjalnie zaledwie 7 tysięcy osób.

link: “ Polscy Żydzi a fenomen żydokomuny “ http://izrael.org.il/opinie/2796-polscy-zydzi-a-fenomen-zydokomuny.html

link: “ Stalinowskie korzenie KOR-u, SLD i Unii Wolności” http://talbot.nowyekran.pl.neon24.pl/post/105092,stalinowskie-korzenie-kor-u-sld-i-unii-wolnosci  

 

Dokonano tego przepisami prawnymi i decyzjami skutkującymi stopniową fizyczną eliminacją Polaków w ich Ojczyźnie oraz  zniszczeniem struktur Państwa Polskiego przy wsparciu i nacisku elit żydowskich głównie z Izraela i  USA jak też Unii Europejskiej.

link: “ Tusk-i-nataniachu-23_02_2011-jerozolima”

http://jozefbizon.files.wordpress.com/2011/06/nr3_tusk-i-nataniachu-23_02_2011-jerozolima_opis_850px_1.jpg

http://jozefbizon.wordpress.com/kolekcja_zdjec/l_kaczynski/

http://jozefbizon.wordpress.com/2011/06/20/polski-trojkat-bermudzki-po-pis-sld-czesc-i-%E2%80%93-narodziny/

 

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Eurodeputowani Parlamentu Europejskiego, Przewodniczący Komisji Europejskiej, Przewodniczący Rady Europejskiej oraz Komisarze Komisji Europejskiej oraz Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie nie podjęli żadnych działań w obronie Narodu Polskiego, pomimo  naszych prośb o pomoc w odsunięciu od władzy

uzurpatorów, którzy nie posiadają legitymacji Narodu Polskiego do zajmowania stanowisk i urzędów, co zostało udowodnione  w 2011r. z naszym udziałem przez  K.Puzynę i w 2013 r. przez T.Cichockiego.

link: umstno.com www.umstno.blogspot.com ,

link: tcichocki.pl  www.tcichocki.pl

   Łowicz, 24.01.2014r.

        Maria Bejda, Teresa Wojda

Inicjatywa Obywatelska Dorzecza Bzury i Słudwi

Inicjatywa Obywatelska Biernego Oporu

OBYWATELSKI RUCH OPORU

http://www.petycjeonline.com/protes_przeciw_ustawie_nowe_prawo_geologiczne_i_gornicze

http://niezaleznatelewizja.pl/2013/06/otwarte-forum-tematyczne-6-07-2013/

http://niezaleznatelewizja.pl/2013/06/stop-nowemu-porzadkowi-swiata-12-06-2013/

Ajajajajajajaj! O czym tu pisać na warszawskim bruku, jak żuk po uszy siedząc w muchotłuku? To nie są żarty – o czym wspominał w swoim czasie Waldemar Łysiak, cytując opinię pewnego autora o dziennikarzach, że ich praca przypomina wypróżnianie się na rozkaz.

To jest znacznie trudniejsze, niż by się wydawało; pamiętam, że podczas pobytu w stanie wojennym na tzw. „dołku” w komendzie MO przy ulicy Malczewskiego w Warszawie, byliśmy rano wyprowadzani do wychodka całą celą, dyżurny profos tak nas popędzał, jakby za chwilę miał nastąpić koniec świata, więc zdarzało się, że ten i ów nie zdążył i potem mordował się przez cały dzień aż do wieczora, kiedy to wypuszczano nas po raz drugi.

A przecież produkcja duchowa, zwłaszcza uchodząca za natchnioną, jest znacznie trudniejsza, niż fizjologiczna, szczególnie w sytuacji, gdy w dyskursie publicznym mnożą się tematy tabu. A z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w naszym nieszczęśliwym kraju – na co składa się szereg zagadkowych przyczyn. Chodzi o to, żeby nikomu się nie narazić, zwłaszcza Mocom, przed którymi każde kolano się zgina, niczym dziób pingwina. W koszmarnych czasach sanacji Julian Tuwim natrząsał się z tego powodu z Adolfa Nowaczyńskiego, czego to on by nie napisał, na przykład – „Że w „Gazecie Parszawskiej” / To aż śmierdzi od żyda. / A ta rybka z cebulką/ To po prostu – Elida!…” Niestety! „Lecz choć świerzbi go pióro,/ A serduszko aż puchnie/ Nie napisze nic o tym,/ Bo nie wolno Aduchnie.”.

Ale co tam narzekać na koszmarne czasy sanacji, kiedy w porównaniu z naszą młodą demokracją, to jeszcze był sam cymes. Na przykład Słonimski twierdzi, że wtedy wisiała w powietrzu „mgła romantyczności” i „jeszcze się przed cenzorskim nie trzęsły obliczem łazienkowskie satyry”. Teraz to co innego; wprawdzie wolno pisać o „matce Madzi”, dyskutować „o różnicy między przodkiem a tyłkiem, czy o budowie cudnej tronu monarszego, jego poręczach słodkich i nogach sprawiedliwych”, podczas gdy na każdy inny temat, nawet niekoniecznie „kontrowersyjny”, ale jakiś taki nie zatwierdzony, lepiej nie zabierać głosu, bo na każdego nieostrożnego czyhają ormowcy politycznej poprawności i jeden przez drugiego donoszą Gdzie Trzeba.

Toteż coraz więcej kolegów dziennikarzy pisze o sobie, to znaczy nie tyle o sobie samym, co o sobie nawzajem, a bardziej ambitni przeprowadzają nawet ze sobą tak zwane „rozmowy niezależne”, z czego a contrario wynika, że muszą być też „rozmowy zależne” – chociaż ma się rozumieć, nikt się z tym specjalnie nie afiszuje. Od czego jedne są niezależne, a drugie zależne – tajemnica to wielka, osłonięta mgłą w pierwszorzędnym gatunku, co wskazywałoby na wpływ wspomnianych Mocy. Czymże innym na przykład, jeśli nie respektem dla Mocy wytłumaczyć fakt, że niezależne media głównego nurtu nabrały wody w usta w sprawie uchwalonej 10 stycznia ustawy legalizującej tzw. „bratnią pomoc”? Wprawdzie cenzury już „nie ma”, podobnie jak Wojskowych Służb Informacyjnych czy izraelskiej broni jądrowej, ale wszyscy skądś przecież wiedzą, o czym wolno, a o czym pod żadnym pozorem nie wolno nawet pisnąć. Toteż kiedy na takiej bezwodnej pustyni ktoś wreszcie napisze coś krwistego, ścierwniki zlatują się z najdalszych stron i używają, ile dusza zapragnie!

Oto kiedy tylko na portalu Prawy.pl napisałem o „chwilowo nieczynnym” obozie w Oświęcimiu, natychmiast wypatrzył to argusowym okiem niejaki pan Przemysław Wiszniewski i na portalu www.facejew.pl opublikował smakowity donos treści następującej: „Michalkiewicz we wpisie zatytułowanym „Zdrada panowie, zdrada” ocenił, że „jazgot Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy sprzyja przykryciu kłopotliwej prestiżowo dla naszych umiłowanych Przywódców sesji, jaką izraelski Kneset wyznaczył sobie w chwilowo nieczynnym obozie zagłady w Oświęcimiu.” W związku z tym FaceJew domaga się od organów ścigania właściwych dla miejsca zamieszkania sprawcy, aby podjęły czynności sprawdzające w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa z artykułu 256/257 kodeksu karnego, tj. publicznego propagowania faszystowskiego ustroju państwa lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych oraz publicznego znieważania grupy ludności z powodu jej przynależności narodowej.” Dalej pan Wiszniewski charakteryzuje moją sylwetkę jako „kreaturę” i „łajdaka”, a moją publicystykę, jako „wypociny” – ale to już są tylko takie ozdobniki merytorycznego uzasadnienia donosu.

Cóż można o tym powiedzieć? Tylko tyle, że „logiki nie ma”, niczym w anegdotce z 1968 roku o Aaronku. Z Internetu dowiedziałem się, że pan Wiszniewski jest „specjalistą” w TVP Polonia, a dla rozmaitości na wspomnianym portalu zajmuje się „wyszukiwaniem i kolekcjonowaniem przeróżnych cymesów, związanych z szeroko pojętym światem żydowskim”. Dodam tylko, że nie jest w tym odosobniony, bo amatorów „cymesów” jest z roku na rok coraz więcej, zwłaszcza kiedy powstał zespół HEART, mający na celu „odzyskiwanie mienia żydowskiego w Europie Środkowej”. Kiedyś amatorzy „cymesów” w osobie pani Magdaleny Tulli i Sergiusza Kowalskiego załapali się na forsę z Ambasady Królestwa Niderlandów i wypichcili książkę pod tytułem „Zamiast procesu”, w której pooskarżali o „antysemityzm” kogo się tylko dało; nie tylko mnie, czy J Em. Prymasa Glempa, ale nawet naszego korespondenta z Tel Awiwu Katawa Zara.

Podejrzewam, że współcześni kolekcjonerzy liczą, że kiedy już „mienie” zostanie „odzyskane”, to oni też dostaną jakieś okruszki ze stołu pańskiego. Tym właśnie tłumaczę sobie pryncypialną demonstrację pana red. Terlikowskiego, który najpierw opublikował mój komentarz we Frondzie, a potem nie tylko się od niego patetycznie „odciął”, ale w dodatku natychmiast pobiegł wyspowiadać się w „Gazecie Wyborczej”, gdzie złożył też deklarację lojalności wobec Izraela. Taka to ci „Fronda” – „poświęcona” stręczeniu „judeochrześcijaństwa” mniej wartościowemu narodowi tubylczemu.

W przypadku pana Wiszniewskiego potwierdziła się w dodatku trafność spostrzeżenia Antoniego Słonimskiego, że jak już ktoś nauczył się pisać, to nie czyta. Gdyby pan Wiszniewski prawidłowo czytał, to nie przypisałby memu komentarzowi tytułu” Zdrada, panowie zdrada”, bo prawdziwy tytuł brzmiał: „Zdrada panowie, ale stójcie cicho”. Wspominam o tym, bo pani Joanna Apelska w internetowym wydaniu tygodnika „Wprost” powtarza ten błędny tytuł, co pokazuje, skąd zrzynała, nie zadając sobie nawet trudu zajrzenia do oryginału. Ale to wszystko są drobiazgi w porównaniu do przyczyny tego zamieszania. Z donosu pana Wiszniewskiego oraz pokajanija pana red. Terlikowskiego wynika, że nie zgadzają się oni ze sformułowaniem, iż obóz w Oświęcimiu jest „chwilowo nieczynny”. Czyżby uważali, że jest czynny? W „wolnej Polsce”? Ładny interes!

Stanisław Michalkiewicz

Sześćdziesiąt dziewięć lat minęło od śmierci mojego brata Tadeusza Sękowskiego, który w ostatnim liście pisanym do mnie ze szpitala w Krakowie, dokąd przywiózł go polski lekarz.

Opisuje ostatnie dni funkcjonowania niemieckiego Obozu Zagłady Polaków w Oświęcimiu.

Tadeusz Sękowski Oświęcim

.

„DAJĘ dziś ŚWIADECTWO PRAWDZIE o WYZWOLENIU OBOZU w OŚWIĘCIMIU – ROSJANIE WKROCZYLI do OBOZU w OŚWIĘCIMIU, ale WCALE go NIE ZDOBYWALI” !!!

*****

.

 

 .

Daję dziś świadectwo prawdzie o wyzwoleniu obozu w Oświęcimiu

.

Będąc wtedy małą dziewczynką mieszkałam w Milanówku u rodziny, która zaopiekowała się mną po aresztowaniu w 1943 roku moich rodziców i brata Tadeusza.

List przyszedł pierwszą polską pocztą wojskową:

.

list1list2

.

Mój brat bardzo dokładnie opisuje opuszczenie obozu przez Niemców i okres około tygodnia, gdy pozostawieni chorzy zostali „na łasce losu”. Rosjanie wkroczyli do Obozu Koncentracyjnego w Oświęcimiu, ale wcale go nie zdobywali – jak kłamliwie głoszą od dziesiątków lat media obecnego systemu.

Niestety, brat nie cieszył się długo upragnioną wolnością: zmarł krótko po napisaniu listu.

 

A teraz kilka słów o samym Tadeuszu

Urodził się w 1924 roku w szlacheckiej, patriotycznej rodzinie. Uczęszczał do Gimnazjum Ogólnokształcącego w Łodzi aż do wybuchu II-ej Wojny Światowej.

W 1939 roku, jako piętnastoletni chłopiec, przy boku przy boku swojego ojca Henryka Sękowskiego, brał udział w bitwie nad Bzurą.

.

Henryk i Tadeusz Sękowscy

Henryk i Tadeusz Sękowscy

.

Po wkroczeniu Niemców do Polski, wraz z ojcem i matką, działał w konspiracji w szeregach A.K., aż do czerwca 1943 roku, kiedy to wszyscy zostali aresztowani przez gestapo i wywiezieni do Oświęcimia.

.

sękowski dokument 1

.

Był dzielnym, bardzo odważnym, młodym Polakiem, dla którego patriotyzm był największą wartością.

Cześć jego pamięci !

 .

Teresa Sękowska – ffoulkes

KONWENT NARODOWY POLSKI

hermes.fm@interia.pl

.

* Zdjęcie wprowadzające: Tadeusz Sękowski w wieku 19 lat: fotografia wykonana w czerwcu 1943 roku tuż przed aresztowaniem – Polak; więzień i ofiara obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu – nr obozowy 152483

 .

.

http://konwentnarodowypolski.wordpress.com/2014/01/24/klamstwo-o-wyzwoleniu-obozu-w-oswiecimiu/

Pew­ne­go zi­mo­we­go dnia na po­cząt­ku 2003 roku dwaj wy­so­cy rangą funk­cjo­na­riu­sze CIA zja­wi­li się w am­ba­sa­dzie ame­ry­kań­skiej w War­sza­wie po dwa duże, kar­to­no­we pudła. Były w nich pacz­ki bank­no­tów – łącz­nie 15 mi­lio­nów do­la­rów, które wcze­śniej przy­je­cha­ły z Nie­miec w prze­sył­ce dy­plo­ma­tycz­nej.


Stare Kiejkuty Stare Kiejkuty Foto: Reuters

Męż­czyź­ni za­pa­ko­wa­li pudła do fur­go­net­ki i prze­je­cha­li uli­ca­mi War­sza­wy do sie­dzi­by pol­skie­go wy­wia­du. Tam spo­tka­li się z puł­kow­ni­kiem An­drze­jem Der­lat­ką, za­stęp­cą szefa Agen­cji Wy­wia­du, i dwoma jego współ­pra­cow­ni­ka­mi.
Ame­ry­ka­nie i Po­la­cy sfi­na­li­zo­wa­li w ten spo­sób umowę, która po­zwa­la­ła CIA wy­ko­rzy­sty­wać tajne wię­zie­nie na te­re­nie Pol­ski – nie­po­zor­ną willę na Ma­zu­rach – do prze­słu­chi­wa­nia po­dej­rza­nych o ter­ro­ryzm człon­ków Al-Ka­idy.

Obie stro­ny były za­do­wo­lo­ne: pol­ski wy­wiad zdo­był do­dat­ko­we środ­ki fi­nan­so­we, Agen­cja zy­ska­ła miej­sce do pro­wa­dze­nia swo­jej taj­nej ope­ra­cji – tak w każ­dym razie spra­wę przed­sta­wi­li nam byli funk­cjo­na­riu­sze CIA, któ­rzy za­strze­gli sobie ano­ni­mo­wość, in­for­mu­jąc o pro­gra­mie prze­słu­chań, do któ­re­go agen­cja wy­ko­rzy­sty­wa­ła tajne wię­zie­nia.

Willa w Kiej­ku­tach była praw­do­po­dob­nie naj­waż­niej­szym z tych taj­nych wię­zień stwo­rzo­nych przez CIA po ata­kach ter­ro­ry­stycz­nych z 11 wrze­śnia 2001 roku. Było to pierw­sze z trzech miejsc w Eu­ro­pie, do któ­rych tra­fi­ła pierw­sza fala oskar­żo­nych o zor­ga­ni­zo­wa­nie za­ma­chów na WTC – to tutaj Cha­lid Szajch Mu­ham­mad 183 razy pod­da­wa­ny był tor­tu­rze wa­ter­bo­ar­din­gu (pod­ta­pia­nia – przyp. Onet).

Duża część całej hi­sto­rii taj­ne­go wię­zie­nia CIA w Pol­sce do dziś po­zo­sta­je ta­jem­ni­cą – szcze­gó­ły zo­sta­ły przez rząd USA ob­ję­te klau­zu­lą ta­jem­ni­cy pań­stwo­wej. Jed­nak te wy­da­rze­nia sprzed ponad dzie­się­ciu lat wciąż budzą wiele emo­cji i kon­tro­wer­sji, a naj­now­sze in­for­ma­cje spra­wi­ły, że trud­na dys­ku­sja o pro­gra­mie prze­słu­chań pro­wa­dzo­nym przez CIA wkrót­ce roz­pocz­nie się na nowo.

Ko­mi­sja do spraw Wy­wia­du Se­na­tu Sta­nów Zjed­no­czo­nych przy­go­to­wu­je wła­śnie do pu­bli­ka­cji część li­czą­ce­go 6 ty­się­cy stron, wy­czer­pu­ją­ce­go ra­por­tu na temat tego pro­gra­mu, jego sku­tecz­no­ści w po­zy­ski­wa­niu istot­nych da­nych wy­wia­dow­czych i tego, w ja­kich kwe­stiach Kon­gres zo­stał przez Agen­cję wpro­wa­dzo­ny w błąd.

Kwe­stią do roz­strzy­gnię­cia przez sądy po­zo­sta­je także spo­sób trak­to­wa­nia więź­niów – ta spra­wa po­ru­sza­na jest w cza­sie pro­ce­sów Mu­ham­ma­da i in­nych po­dej­rza­nych w bazie w Gu­an­ta­na­mo na Kubie.

W grud­niu przed Eu­ro­pej­skim Try­bu­na­łem Praw Czło­wie­ka przed­sta­wio­no opi­nię, że Pol­ska zła­ma­ła prawo mię­dzy­na­ro­do­we i uczest­ni­czy­ła w tor­tu­rach, udzie­la­jąc swo­je­mu ame­ry­kań­skie­mu so­jusz­ni­ko­wi miej­sca na tego typu prak­ty­ki. De­cy­zja Try­bu­na­łu w tej spra­wie ma być ogło­szo­na jesz­cze w tym roku.

– Pol­ska i Stany Zjed­no­czo­ne usi­ło­wa­ły ukryć te nad­uży­cia – ko­men­tu­je Amrit Singh, praw­nik z or­ga­ni­za­cji Open So­cie­ty Ju­sti­ce In­i­tia­ti­ve, która wy­stą­pi­ła do Try­bu­na­łu w imie­niu jed­ne­go z więź­niów prze­trzy­my­wa­nych w Kiej­ku­tach. – Eu­ro­pej­ski Try­bu­nał Praw Czło­wie­ka ma oka­zję prze­ła­mać zmowę mil­cze­nia i sta­nąć na stra­ży prawa.

Hi­sto­ria willi na Ma­zu­rach, która stała się miej­scem jed­ne­go z naj­bar­dziej nie­sław­nych wię­zień w hi­sto­rii USA, za­czę­ła się w pa­ki­stań­skim Faj­sa­la­ba­dzie, gdzie w marcu 2002 roku schwy­ta­ny zo­stał Zain Al-Abi­din Mu­hah­had Hu­sa­in, le­piej znany jako Abu Zu­baj­da. CIA po­trze­bo­wa­ła miej­sca, w któ­rym mo­gła­by ukryć swo­je­go ”cen­ne­go” po­dej­rza­ne­go – czło­wie­ka uwa­ża­ne­go za jed­ne­go z wyżej po­sta­wio­nych przy­wód­ców Al-Ka­idy, być może zna­ją­ce­go plany ko­lej­nych za­ma­chów.

CIA od­ma­wia wszel­kich ko­men­ta­rzy, po­dob­nie jak pol­skie wła­dze, do któ­rych zwra­ca­li­śmy się za po­śred­nic­twem pol­skiej am­ba­sa­dy w Wa­szyng­to­nie. Na nasze proś­by o ko­men­tarz nie od­po­wie­dział także An­drzej Der­lat­ka.

Kilka mie­się­cy po uwię­zie­niu Abu Zu­baj­dy CIA schwy­ta­ła ko­lej­ne­go człon­ka Al-Ka­idy – był nim Sau­dyj­czyk Abd al-Ra­hi­mem al-Na­shi­rim, po­dej­rze­wa­ny o zor­ga­ni­zo­wa­nie za­ma­chu na ame­ry­kań­ski okręt wo­jen­ny w Je­me­nie. On także tra­fił do Taj­lan­dii.

Ale CIA, mając w per­spek­ty­wie za­trzy­my­wa­nie ko­lej­nych po­dej­rza­nych, szu­ka­ła już lep­szej lo­ka­li­za­cji. – W Taj­lan­dii mie­li­śmy do dys­po­zy­cji tylko jakąś budę, którą tro­chę wy­re­mon­to­wa­li­śmy – opo­wia­da były funk­cjo­na­riusz Agen­cji.

Ame­ry­ka­nie zwró­ci­li się zatem do swo­ich so­jusz­ni­ków ope­ra­cyj­nych. Szef pla­ców­ki w War­sza­wie po­in­for­mo­wał, że pol­ska Agen­cja Wy­wia­du dys­po­nu­je willą w Sta­rych Kiej­ku­tach. Miej­sce – wy­ko­rzy­sty­wa­ne wcze­śniej jako baza tre­nin­go­wa – znaj­do­wa­ło się trzy go­dzi­ny drogi na pół­noc od sto­li­cy.

Po­la­cy po­pro­si­li, aby CIA po­mo­gła sfi­nan­so­wać przy­sto­so­wa­nie obiek­tu do nowej funk­cji. Ame­ry­ka­nie zgo­dzi­li się i za­pła­ci­li nie­mal 300 ty­się­cy do­la­rów za ka­me­ry i sys­te­my bez­pie­czeń­stwa.

Bu­dy­nek nie był duży. Pię­tro­wa willa mogła po­mie­ścić tylko nie­wiel­ką grupę więź­niów – dla­te­go na po­trze­by ich prze­trzy­my­wa­nia za­adap­to­wa­no także dużą szopę sto­ją­cą za domem. – Wa­run­ki były dość spar­tań­skie – ko­men­tu­je nasz roz­mów­ca.

Zna­la­zło się jed­nak miej­sce na mi­nia­tu­ro­wą salę gim­na­stycz­ną, w któ­rej więź­nio­wie – ci, któ­rzy zgo­dzi­li się na współ­pra­cę – mogli jeź­dzić na ro­we­rze sta­cjo­nar­nym albo ćwi­czyć na ru­cho­mej bież­ni.

5 grud­nia 2002 roku al-Na­shi­ri i Abu Zu­baj­da zo­sta­li prze­trans­por­to­wa­ni do Pol­ski i tra­fi­li do Sta­rych Kiej­kut. Nowe wię­zie­nie zy­ska­ło kryp­to­nim ”Qu­artz”.

Pięć dni póź­niej pra­cow­ni­cy Agen­cji otrzy­ma­li e-ma­il z in­for­ma­cją, że pro­gram prze­słu­chań ru­szył – i że pro­wa­dzo­ny jest przez Wy­dział Ope­ra­cji Spe­cjal­nych przy Co­un­ter­ter­ro­rism Cen­ter (CTC).

Wtedy po­zo­sta­ło już tylko zli­kwi­do­wać wię­zie­nie w Taj­lan­dii i za­trzeć ślady tam­tej­szych dzia­łań CIA.

Jak mówią byli funk­cjo­na­riu­sze CIA, wła­dze Agen­cji wy­zna­czy­ły do kie­ro­wa­nia pol­ską pla­ców­ką do­świad­czo­ne­go pra­cow­ni­ka wy­wia­du, Mike’a Sealy’ego. Jako ”kie­row­nik pro­gra­mu” był on in­for­mo­wa­ny o ko­lej­nych se­riach coraz dalej idą­cych ”prze­słu­chań za po­mo­cą tech­nik spe­cjal­nych”, wy­my­śla­nych w sie­dzi­bie CIA i za­apro­bo­wa­nych przez praw­ni­ków z De­par­ta­men­tu Spra­wie­dli­wo­ści. Na ”spe­cjal­ne tech­ni­ki” skła­da­ło się bicie po twa­rzy, po­zba­wia­nie snu i wa­ter­bo­ar­ding – tor­tu­ra po­le­ga­ją­ca na po­le­wa­niu wodą za­wi­nię­tej w ma­te­riał twa­rzy prze­słu­chi­wa­ne­go, który miał wra­że­nie jakby się topił. ”Zdaję sobie spra­wę, że cho­dzi­ło o tor­tu­ry” – po­wie­dział o wa­ter­bo­ar­din­gu pre­zy­dent Ba­rack Obama w 2009 roku.

W Pol­sce Sealy nad­zo­ro­wał mię­dzy in­ny­mi pracę kilku spe­cja­li­stów do spraw ochro­ny, któ­rych CIA prze­sła­ła, aby za­pew­nić bez­pie­czeń­stwo całej ope­ra­cji. Licz­ba ana­li­ty­ków i agen­tów wy­wia­du zmie­nia­ła się. Przed­sta­wi­cie­le pol­skich władz mogli wi­zy­to­wać teren wspól­ny i sto­łów­kę, ale nie mieli do­stę­pu do więź­niów.

Szyb­ko po­ja­wi­ły się pro­ble­my z in­ter­pre­ta­cją pro­to­ko­łów prze­słu­chań.

Pra­cow­ni­cy Agen­cji spie­ra­li się o to, jaką rolę ode­grał al-Na­shi­ri w za­ma­chu na okręt USS Cole w Je­me­nie w 2000 roku, w któ­rym zgi­nę­ło 17 ame­ry­kań­skich żoł­nie­rzy. – To był głu­pek – ko­men­tu­je funk­cjo­na­riusz Agen­cji, który współ­pra­co­wał z pro­gra­mem. – Nie był w sta­nie prze­czy­tać ze zro­zu­mie­niem nawet pro­ste­go ko­mik­su…

Ale inni pra­cow­ni­cy Co­un­ter­ter­ro­rism Cen­ter byli prze­ko­na­ni, że al-Na­shi­ri był jedną z klu­czo­wych po­sta­ci Al-Ka­idy i dys­po­no­wał istot­ny­mi in­for­ma­cja­mi. Jak mówią dwaj byli funk­cjo­na­riu­sze CIA, po peł­nym na­pię­cia spo­tka­niu w grud­niu 2002 roku po­sta­no­wio­no, że trze­ba za­cząć trak­to­wać go ostrzej.

Pod­ję­to także de­cy­zję o wy­sła­niu do Sta­rych Kiej­kut lin­gwi­sty pra­cu­ją­ce­go dla CIA, wcze­śniej współ­pra­cu­ją­ce­go z FBI w Nowym Jorku. Al­bert El Gamil był Ame­ry­ka­ni­nem egip­skie­go po­cho­dze­nia, płyn­nie mówił po arab­sku – nie był na­to­miast prze­szko­lo­ny do pro­wa­dze­nia prze­słu­chań.

El Gamil przy­le­ciał do Pol­ski, gdzie mię­dzy in­ny­mi – jak opo­wia­da­ją nasi roz­mów­cy – po­zo­ro­wał eg­ze­ku­cję al-Na­shi­rie­go i wier­cił mu dziu­ry w gło­wie. In­spek­tor ba­da­ją­cy spra­wę z ra­mie­nia CIA po­twier­dza, że te wy­da­rze­nia rze­czy­wi­ście miały miej­sce.

Wła­dze CIA do­wie­dzia­ły się o tym w stycz­niu 2003 roku, kiedy alarm wsz­czął jeden z funk­cjo­na­riu­szy ochro­ny. We­dług by­łych pra­cow­ni­ków Agen­cji Sealy i El Gamil zo­sta­li wy­co­fa­ni z Pol­ski i wy­łą­cze­ni z pro­gra­mu. Wkrót­ce też obaj ode­szli z pracy w CIA.

Za­rów­no Sealy jak El Gamil od­mó­wi­li nam ko­men­ta­rza.

W marcu 2003 r. w pa­ki­stań­skim mie­ście Ra­wal­pin­di schwy­ta­ny zo­stał Cha­lid Szajch Mu­ham­mad. On także tra­fił do Pol­ski. Jak opo­wia­da­ją nasi roz­mów­cy, oka­zał się więź­niem bar­dzo trud­nym do zła­ma­nia – nie po­mógł nawet wa­ter­bo­ar­ding. Po­dob­no Mu­ham­mad za każ­dym razem li­czył se­kun­dy (od 20 do 40), wie­dząc, że tor­tu­ra po takim cza­sie musi zo­stać prze­rwa­na, a po­czu­cie to­pie­nia się jest tylko złu­dze­niem.

Jeden z na­szych in­for­ma­to­rów opo­wia­dał, że pew­ne­go razu Mu­ham­mad za­snął przy­wią­za­ny do ławki po­mię­dzy se­sja­mi wa­ter­bo­ar­din­gu. Za­ła­mał się do­pie­ro po dłu­gim okre­sie po­zba­wie­nia snu.

Wła­dze CIA twier­dzą, że w cza­sie po­by­tu w Pol­sce Mu­ham­mad – czło­wiek o bar­dzo roz­ro­śnię­tym ego – za­czął mówić. Naj­pierw chciał wy­gła­szać pre­lek­cje dla agen­tów, któ­rym udało się po­pro­wa­dzić roz­mo­wę w od­po­wied­nią stro­nę. Po­dob­no chęt­nie spie­rał i kłó­cił się z prze­słu­chu­ją­cy­mi. Kie­dyś prze­słu­chi­wa­ła go agent­ka, która zresz­tą póź­niej zgi­nę­ła w Afga­ni­sta­nie. Po­wie­dzia­ła mu, że nie po­wi­nien jej kła­mać, bo wie o nim wszyst­ko. Mu­ham­mad od­chy­lił się do tyłu na krze­śle i za­py­tał spo­koj­nie: ”To po co tu przy­szłaś?”.

Abu Zu­baj­da także, jak twier­dzą wła­dze agen­cji, do­star­czył agen­tom waż­nych in­for­ma­cji, mię­dzy in­ny­mi iden­ty­fi­ko­wał ludzi na do­star­czo­nych zdję­ciach. Po­dob­no pro­po­no­wał nawet, że po­mo­że wy­do­by­wać ze­zna­nia z no­wych więź­niów, skła­nia­jąc ich do mó­wie­nia. Jeden z agen­tów wspo­mi­na, że mówił: ”Allah wie, że je­stem tylko czło­wie­kiem i na pewno mi wy­ba­czy”.

Byli wy­so­cy funk­cjo­na­riu­sze Agen­cji za­an­ga­żo­wa­ni w pro­gram prze­słu­chań – mię­dzy in­ny­mi były za­stęp­ca szefa wy­dzia­łu ope­ra­cyj­ne­go CIA, Jose Ro­dri­gu­ez – twier­dzą, że bru­tal­ne me­to­dy po­zwo­li­ły osią­gnąć ”nie­wy­obra­żal­ne re­zul­ta­ty”.

Se­nac­ka Ko­mi­sja do spraw Wy­wia­du chce jed­nak w swoim ra­por­cie za­kwe­stio­no­wać praw­dzi­wość ta­kich twier­dzeń. De­mo­kra­tycz­na se­na­tor z Ka­li­for­nii, Dian­ne Fe­in­ste­in – prze­wod­ni­czą­ca ko­mi­sji – po­wie­dzia­ła, że prze­pro­wa­dzo­ne śledz­two wy­ka­za­ło ”szcze­gó­ło­wo i pre­cy­zyj­nie, jakie tech­ni­ki prze­słu­chań były sto­so­wa­ne, w ja­kich wa­run­kach prze­trzy­my­wa­no więź­niów i jakie in­for­ma­cje udało się zdo­być dzię­ki pro­gra­mo­wi”.

Osta­tecz­nie CIA mu­sia­ło wy­co­fać się z Pol­ski, uzna­jąc, że po­zo­sta­wie­nie więź­niów zbyt długo w jed­nym miej­scu stwa­rza ry­zy­ko de­kon­spi­ra­cji.

We wrze­śniu 2003 roku willa w Sta­rych Kiej­ku­tach zo­sta­ła opusz­czo­na.

Więź­niów prze­wie­zio­no naj­pierw do Ru­mu­nii, potem Ma­ro­ka, a w końcu na Litwę. W tym cza­sie szu­ka­no także bar­dziej dłu­go­ter­mi­no­wych roz­wią­zań – CIA za­pła­ci­ła mię­dzy in­ny­mi 20 mi­lio­nów do­la­rów Ma­ro­kań­czy­kom, za moż­li­wość bu­do­wy wię­zie­nia o kryp­to­ni­mie ”Bom­bay”. Wię­zie­nie to nigdy nie było uży­wa­ne.

W 2005 roku dzien­nik ”Wa­shing­ton Post” opi­sał tajne wię­zie­nia CIA w Eu­ro­pie Wschod­niej. Wkrót­ce potem Human Ri­ghts Watch zi­den­ty­fi­ko­wa­ła dwa takie miej­sca – w Pol­sce i Ru­mu­nii. Ich ist­nie­nie zo­sta­ło póź­niej jed­no­znacz­nie po­twier­dzo­ne przez człon­ków władz tych kra­jów.

Wię­zie­nia z Ru­mu­nii i Pol­sce zo­sta­ły za­mknię­te jesz­cze zanim Por­ter Goss od­szedł ze sta­no­wi­ska szefa CIA w maju 2006 roku. Część więź­niów tra­fi­ła do ma­ro­kań­skie­go wię­zie­nia już wcze­śniej uży­wa­ne­go przez Agen­cję, inni – do ka­bul­skie­go ośrod­ka o kryp­to­ni­mie ”Fer­nan­do”, który za­stą­pił wcze­śniej uży­wa­ne wię­zie­nie ”Salt Pit”.

Osta­tecz­nie 14 naj­cen­niej­szych więź­niów tra­fi­ło we wrze­śniu 2006 roku do Gu­an­ta­na­mo. W 2009 roku pre­zy­dent Obama za­mknął pro­gram prze­słu­chań.

W ubie­głym roku pol­ska pro­ku­ra­tu­ra roz­po­czę­ła śledz­two w spra­wie wy­da­rzeń w Sta­rych Kiej­ku­tach. Wy­sta­wio­no na­ka­zy aresz­to­wa­nia agen­tów CIA, któ­rzy pra­co­wa­li w taj­nym wię­zie­niu.

Nie wia­do­mo, czy na­ka­zy te nadal po­zo­sta­ją w mocy.
W raporcie senackiej komisji ds. wywiadu na temat kontrowersyjnego programu przesłuchań, jakie CIA prowadziła w swych tajnych zagranicznych więzieniach, nazwa Polski raczej w ogóle nie padnie – powiedział PAP autor artykułu w „Washington Post” Adam Goldman.

Chodzi o tajny, liczący 6 tys. stron raport opracowany przez senatorów komisji ds. wywiadu USA na temat programu przesłuchań CIA i faktycznego znaczenia tego programu dla zdobywania ważnych informacji wywiadowczych. Jak powiedział PAP Goldman, „raport ten ma przynajmniej w części obalić” wcześniejsze twierdzenia na temat skuteczności programu.

    Ten raport kosztował 44-45 mln dolarów. Analizuje miliony dokumentów CIA. Sprawdza, czy jakiekolwiek informacje, jakie CIA uzyskała z tajnych więzień, były użyteczne; czy te techniki, które wykorzystywano przy przesłuchaniach, jak podtapianie czy pozbawianie snu, były rzeczywiście skuteczne, tak jak CIA zapewniała wcześniej niektórych kongresmenów i Biały Dom

– dodał.

Raport został mimo sprzeciwu Republikanów przyjęty przez senacką komisję wywiadu już w grudniu 2012 roku, ale wciąż ma klauzulę tajności.

    Teraz próbują ustalić z CIA, czy będzie można go opublikować. CIA poprawia w nim pewne rzeczy. Oczekuję, że część raportu, zapewne streszczenie, zostanie opublikowana w tym roku, ale nie cały jego tekst

– powiedział Goldman.

Zastrzegł, że nie oczekuje, by z raportu można się było dowiedzieć czegoś więcej na temat Polski i „ulokowanego w Starych Kiejkutach więzienia CIA”.

    Nie oczekuję, że raport z nazwy wymieni Polskę, Litwę czy Rumunię czy Maroko. Będą odnośniki, że dane informacje były uzyskane przez CIA z tych tajnych więzień. Ale wątpię, by powiązali te tajne ośrodki z Polską

– powiedział Goldman.

Jego zdaniem w ogóle nie należy oczekiwać od władz amerykańskich nowych informacji czy też potwierdzenia tego, co o więzieniu CIA w Starych Kiejkutach napisał. „Ale ja jako dziennikarz dalej będę pisał o tym więzieniu w Polsce” – zapewnił.

W opublikowanym w czwartek artykule Goldman napisał, że polski wywiad dostał od USA 15 mln dolarów za udostępnienie Amerykanom ośrodka w Starych Kiejkutach. Według dziennikarza stał się on „prawdopodobnie najważniejszym spośród tajnych więzień”, w których CIA za pomocą uznanych za tortury technik, jak podtapianie, przesłuchiwała podejrzanych o terroryzm. Do finalizacji porozumienia doszło na początku 2003 roku w ambasadzie USA w Warszawie. Dwóch wysokiej rangi urzędników CIA wyniosło z budynku „dwa duże kartony” wypełnione 15 mln dolarów w gotówce, które wcześniej przyleciały jako przesyłka dyplomatyczna z Niemiec. Z załadowanymi do samochodu pieniędzmi agenci pojechali do siedziby polskiego wywiadu, gdzie spotkali się z ówczesnym zastępcą Agencji Wywiadu, pułkownikiem Andrzejem Derlatką i jego dwoma współpracownikami.

Artykuł wywołał burzę w Polsce. Ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski odmówił komentarza, a ówczesny premier Leszek Miller podtrzymał swe wcześniejsze deklaracje, że nie wiedział o sprawie.

Goldman przyznał, że „nie wie, jaką wiedzę o więzieniu w Polsce mieli polski prezydent i premier”.

Tajny raport senackiej komisji wywiadu od początku wywoływał ogromne kontrowersje. Republikanie, jak powiedział PAP Goldman, odmówili udziału w trwających trzy lata pracach nad dokumentem. Raport został przyjęty w połowie grudnia 2014 roku stosunkiem głosów 9 do 6, przy sprzeciwie większości Republikanów.

PAP nie udało się uzyskać komentarza od demokratycznej senator Dianne Feinstein, która przewodniczy komisji. W 2012 roku senator opublikowała oświadczenie, w którym stwierdziła, że decyzja, by pozwolić CIA na stworzenie sieci tajnych więzień i przeprowadzanie w nich ostrych przesłuchań, była „okropnym błędem”.

„WP” pisał, że konkluzje raportu zostały zakwestionowane przez wysokiej rangi przedstawicieli administracji George’a W. Busha, w tym wiceprezydenta Richarda Cheneya oraz byłego szefa CIA Michaela Haydena. Obaj przekonywali, że dzięki programowi przesłuchań z wykorzystaniem kontrowersyjnych metod (w oryginale: enhanced inrerrogation techniques), który obejmował podtapianie czy pozbawianie więźnia snu, CIA uzyskała kluczowe informacje, które pozwoliły na wytropienie lidera Al-Kaidy Osamy bin Ladena.

Prezydent Barack Obama zakończył ten program w 2009 roku, natychmiast po objęciu urzędu prezydenta.

Polska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie tego, co działo się w ośrodku w Starych Kiejkutach w 2008 roku. Jak napisał w „Washington Post” Goldman, „polscy prokuratorzy bez rozgłosu wydali też nakazy aresztowania przedstawicieli CIA, którzy przebywali w tajnym ośrodku”. Dziennik dodał na zakończenie, że „nie jest jasne, czy te nakazy aresztowania pozostają w mocy”.

Prokuratura odmówiła w piątek komentarza w tej sprawie.

W rozmowie z PAP Goldman powiedział, że informację tę uzyskał od źródeł amerykańskich i nie wie nic ponad to, co napisał. „To zadanie dla polskich dziennikarzy, by ustalić” – powiedział dziennikarz, który od kilku lat – najpierw jako dziennikarz agencji Associated Press, a teraz „Washington Post” – bada sprawę tajnych więzień CIA.

lw, PAP
Autor:
Adam Goldman
Źródło: The Washington Post
onet.pl

KOMENTARZ@@
klauseI>> wielka mi władza narażacie polske na kłopoty ciekawe kto pszywłaszczył sobie pieniądze niech odpowie pszed całym narodem wszyscy chcieli zobaczyć jego morde

13 grudnia, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, nakładem Oficyny Aurora, ukaże się książka POMOST .
Wybitny historyk o znaczeniu POMOSTU: „POMOST to dynamiczny ruch polityczny Polonii. (…) Początkowo zajęto się formowaniem ideowym, temu służyły kontakty z kombatantami. Symbolicznie i intelektualnie nadało to inicjatywom POMOSTU wymiar kontynuacyjny wysiłku niepodległościowego. Następnie podjęto działania praktyczne. Polegały one w pierwszym rzędzie na organizowaniu akcji wsparcia opozycji w Polsce. POMOST w tym okresie nie odróżniał za bardzo między rozmaitymi nurtami, a propagował wszystkie, jako wyraz sprzeciwu wobec reżimu komunistycznego. Następnie POMOST wspierał „Solidarność”, chociaż stopniowo działacze emigracyjni zaczęli wyławiać niuanse galimatiasu polskiej sceny politycznej i ich najbardziej dynamiczne akcje wspierały podobnych im antykomunistów w Polsce.

Przełomem było wyjście z chicagowskiego środowiska i wypłynięcie na szerokie, amerykańskie wody. Była to dramatyczna zmiana paradygmatu i horyzontów myślowych przywództwa organizacji. Wpłynęło na to kilka czynników. Po pierwsze, komuniści wprowadzili stan wojenny w Polsce, który narzucił „Solidarności” konieczność zejścia do podziemia. Po drugie, stan wojenny pomógł w natężeniu antykomunizmu w administracji Ronalda Reagana, tworząc tym samym koniunkturę dla antykomunistów w środowisku polonijnym i wśród innych grup emigranckich. Po trzecie, wejście w skład kierownictwa POMOSTU działaczy z Detroit zaowocowało jednoznacznie prorepublikańską reorientacją tej organizacji.”

Prof. J. M. Chodakiewicz
The Institute of World Politics
Washington, DC

Oficyna Aurora

 

Jako aktywni obywatele Rzeczypospolitej, uprzejmie prosimy i domagamy się pełnej informacji dotyczącej celu, formy i warunków organizacji styczniowej wizyty władz izraelskich; Knesetu i Rządu w Polsce, w otoczeniu izraelskich służb bezpieczeństwa i sił wojskowych. Oczekujemy, wraz z całym społeczeństwem, na wyczerpujące informacje dotyczące uczestników organizowanych spotkań, ich programu i przebiegu oraz dokonanych ustaleń.
Niestety, oficjalne informacje uzyskane 17 stycznia br. z Biura Prasowego Sejmu są wysoce niezadowalające. Nie wiemy nawet, kto jest prawnym gospodarzem całej imprezy, na podstawie jakich uprawnień oraz na jakich warunkach są zapraszane delegacje z wielu krajów.

 

Stowarzyszenie Klub Inteligencji Polskiej 

ul.Śniadeckich 10

00-656 Warszawa

                                                                                 Warszawa, dnia 22.01.2014 r.

 

 

                                                   List otwarty

 

 

            Pan Bronisław Komorowski

      Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

 

                     Pan Donald Tusk

       Premier Rzeczypospolitej Polskiej

 

                    Pani Ewa Kopacz

Marszałek Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej

 

 

            Jako aktywni obywatele Rzeczypospolitej, uprzejmie prosimy i domagamy się pełnej informacji dotyczącej celu, formy i warunków organizacji styczniowej wizyty władz izraelskich; Knesetu i Rządu w Polsce, w otoczeniu izraelskich służb bezpieczeństwa i sił wojskowych. Oczekujemy, wraz z całym społeczeństwem, na wyczerpujące informacje dotyczące uczestników organizowanych spotkań, ich programu i przebiegu oraz dokonanych ustaleń. Niestety, oficjalne informacje uzyskane 17 stycznia br. z Biura Prasowego Sejmu są wysoce niezadowalające. Nie wiemy nawet, kto jest prawnym gospodarzem całej imprezy, na podstawie jakich uprawnień oraz na jakich warunkach są zapraszane delegacje z wielu krajów.

            Niepokój powiększa fakt, że również wcześniejsza wizyta pełnego składu Rządu R.P. w Izraelu w 2011 r. i wspólne rozmowy z miejscowymi władzami nie doczekały się wyjaśnienia i omówienia w kraju. Podobnie szeroka umowa R.P. z  Izraelem o współpracy na lata 2011-2015 nie stała się przedmiotem szerszych analiz i dyskusji w kraju. Dziwne  jest utajnianie tych rozmów i porozumień, zwłaszcza, że zakres naturalnych polskich zainteresowań i współpracy z Izraelem jest stosunkowo wąski i bezkonfliktowy. Natomiast szeroki i niejawny zakres zainteresowań naszym krajem ze strony Izraela, dobitnie manifestowany niezwykłą w historii i polityce najbliższą wizytą pełnych, uzbrojonych  władz Izraela w Polsce, budzi najwyższe zaniepokojenie. Niestety, kojarzy się to z dziewiętnastowiecznym programem budowy na polskich ziemiach Judeopolonii oraz z próbami jej realizacji po Pierwszej Wojnie Światowej, przypomnianymi po Drugiej Wojnie Światowej. Takich usiłowań naród polski nigdy nie zaakceptuje.

            Nasze środowisko, a również całe polskie społeczeństwo pragnie uczciwego ułożenia dobrych stosunków ze wszystkimi narodami i państwami. W nawiązaniu do deklaracji ONZ uważamy, że każdy naród ma równe prawo do poszanowania swej godności, kultury, tradycji, wolności i swojego państwa; tak Izrael, Jordania, Ukraina i Polska. Tego chcemy przestrzegać, ale domagamy się wzajemności od innych państw i narodów. Gościom trzeba przypomnieć, że w Polsce żyją od dawna różne, nieliczne mniejszości narodowe, a nie tylko żydowska  i wszystkie zasługują na podobne, życzliwe traktowanie, zależne jednak od wzajemnego przyjaznego traktowania Polaków w ich macierzystych krajach.

            Przykro, gdy złośliwa propaganda szerzy kłamliwe informacje przeciwko jakiemuś narodowi i jego państwu. Ale nie można mieć pretensji o pojedyncze wypowiedzi krytyczne czy dyskusyjne sądy i zaliczać je zaraz do wrogiego antysemityzmu. Takie usiłowanie godzi bowiem w podstawowe prawo wolności myśli i słowa. Rozumiemy przykrość doznawaną  niekiedy z tego powodu przez Żydów, ale tym bardziej oczekujemy z Ich strony zrozumienia naszej boleści z powodu szkalowania w całym zachodnim świecie naszego narodu. Niestety, wiodącą rolę w tej wrogiej i fałszywej działalności od wielu lat mają pewne ośrodki żydowskie. Oczekujemy przeproszenia z Ich strony za wywołany antypolonizm oraz  całkowitego zaniechania takiej działalności. Podobnie boli nas zagraniczna nagonka na zaprzyjaźnione Węgry oraz inne złośliwości między narodami. Dlatego pragniemy uczciwego pojednania.

            Z bólem i zrozumieniem odnosimy się również do masowych mordów dokonanych przez Niemców w czasie wojny na ludności żydowskiej, szczególnie na ziemiach polskich, nazywanych ogólnie  Holokaustem. Ale nie możemy zapomnieć o jeszcze szerszych, masowych mordach dokonanych na ludności polskiej, pozostających bez nazwy, a równie bolesnych. Trzeba przypomnieć: w samej Warszawie niemiecki obóz zagłady Polaków Kl-Warschau, rozstrzeliwania uliczne i powszechne mordy w czasie Powstania Warszawskiego. Oczekujemy ze strony ludności żydowskiej i państwa Izrael równego uznania, pamięci i czci dla ofiar tych zbrodni przeciwko narodowi polskiemu.

            Część tych polskich ofiar zginęła na skutek  ukrywania i ratowania Żydów, ale o tym się szerzej nie mówi. Przypomnieć również trzeba, że Polska już dawno wypłaciła pełne odszkodowanie za mienie żydowskie pozostawione i przejęte przez władze polskie, ale o tym się nie pamięta i niektóre zagraniczne ośrodki żydowskie domagają się od Polski ponownej wypłaty odszkodowań. Przy dużych trudnościach finansowych w kraju, polskie władze wyłożyły wielkie pieniądze społeczne, jakie przyczyniły się do tak zwanej „drugiej fali ożywienia żydowskiego” w Polsce i „budowy instytucji żydowskich” (co potwierdza Jonathan Ornstein, szef Centrum Wspólnoty Żydowskiej w Krakowie). Zamiast jednak jakiejś sympatii i wdzięczności dla Polaków spotykamy się z chłodem, a czasem z pretensjami i żądaniami. Nie jest to droga do przyjaźni; być może że obecna wizyta Izraelska w Polsce przyniesie zmianę tego nastawienia.

 

            Pragniemy, aby przedstawiciele Polski w spotkaniach z władzami Izraela reprezentowali sprawiedliwe, równe i wzajemne,  życzliwe podejście do praw i spraw każdego narodu i państwa oraz wymagali tego samego od swoich rozmówców. Życzymy owocnego udziału w spotkaniach i rozmowach oraz oczekujemy pełnej informacji dla społeczeństwa.

 

                                                                                   Z wyrazami należnego szacunku

 

Sekretarz Generalny KIP                                                          Prezes

Marek Toczek                                                                    Klubu Inteligencji Polskiej

 

                                                                                                 Dariusz Grabowski

 

Napisane przez:

Klub Inteligencji Polskiej skupia aktywnych, myślących Polaków. Jesteśmy kolejnym pokoleniem Polaków w historycznej sztafecie dziejów, tych co pracowali dla oświaty i wychowania młodzieży, budowali i rozwijali gospodarkę, formułowali i głosili dobre prawa, rozwijali i szerzyli polską kulturę, walczyli o naszą i waszą wolność oraz budowali niepodległe Państwo Polskie. Czujemy swoją odpowiedzialność za przeszłe i przyszłe losy naszej Ojczyzny. Nie wiążemy się z żadną partią ani ugrupowaniem politycznym. Chcemy pracować dla wzajemnego zrozumienia i porozumienia Rod

z wykorzystaniem Policji, czyli żydowskie marzenie o stanie wojennym . Klub Ronina i Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zapraszają na konferencję prasową poświęconą aktualnym problemom gazu łupkowego.

Odbędzie się ona 13 grudnia (piątek) br. od godz. 13 do 16 w siedzibie SDP, ul. Foksal 3/5 „Gaz łupkowy:Impas czy rezygnacja?”

Agenda:

13-13.15 Otwarcie konferencji: szef Klubu Ronina Józef Orzeł,

prezes ZG SDP Krzysztof Skowroński

moderator: Teresa Wójcik, dziennikarz

1.  13.15 – 13.35Weryfikacja prognoz – zasoby gazu łupkowego w Polsce, na Ukrainie, w Wielkiej Brytanii; czy mamy się bać szczelinowania hydraulicznego? – Paweł Poprawa, ekspert, Instytut Studiów Energetycznych(prezentacja)

13.35 – 13.50  Pytania

2.  13.50 – 14.10  Gaz łupkowy w Polsce i w Europie, geopolityka i walka o rynek energii – spojrzenie z Brukseli – Konrad Szymański, poseł do PE, PIS i Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy

14.10 – 14.25 Pytania

3. 14.25 – 14.45  Co blokuje poszukiwania i opóźnia wydobycie gazu z łupków w Polsce: formalnoprawna i fiskalna obudowa konieczna dla nowej branży; kto jest zainteresowany w jej blokowaniu – Piotr Naimski, poseł PIS, wiceprzewodniczący nadzwyczajnej komisji sejmowej do spraw energetyki i surowców energetycznych

14.45 – 15.00 Pytania

4.  15.00 – 15.45  Dyskusja.

15.45 – 15.55  Podsumowanie (każdy z trzech uczestników konferencji)

15.55 – 16.00 Zamknięcie konferencji – Józef Orzeł i Teresa Wójcik

Tak, jak wyżej, brzmiało oficjalne zaproszenie na otwartą konferencję zorganizowaną wspólnymi siłami Klubu RONINA oraz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Specjalnego smaczku konferencji, jak się wkrótce miało okazać, dodawała data imprezy – 13 grudnia, rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, który – według historycznej ”interpretacji” tzw. „pokrzywdzonych”, czyli m.in. solidarnościowych dziennikarzy i działaczy tzw.” opozycji demokratycznej”, do których to grona zaliczają siebie zapewne  pan red. Józef Orzeł i pani red. Teresa Wójcik- był zamachem na wolność słowa oraz wojną wydaną narodowi polskiemu przez tych okropnych komunistów.

„Terror policyjno-wojskowy” stanu wojennego pozwolił zbudować wiele załganych, papierowych biografii politycznych, które po roku 1989 dawały przepustkę do grabieży Polski oraz budowy patologicznego systemu politycznego tzw. III RP. opartego o mafijny układ postsolidarnościowych „elit” z postpzprowskimi konformistami i koniunkturalistami.

Z grona wymienionych w zaproszeniu głównych aktorów i moderatorów zabrakło panów P.Naimskiego i prezesa SDP, red.K.Skowrońskiego. Nie dowiemy się już, czy był to taktyczny unik obu panów, czy zwykły zbieg okoliczności. Szkoda, gdyż byłaby to kolejna okazja do udokumentowania hipokryzji politycznej w wykonaniu tzw. opozycjonistów obecnego systemu władzy, a także okazja do ukazania ich proatlantyckiego, antypolskiego serwilizmu.

Pod nieobecność prezesa, honory domu pełnił p. red.S.Truszczyński, sekretarz zarządu SDP i członek ekipy „niezależnego” Radia WNET.

Kończąc słowo wstępne zapraszam do obejrzenia reportażu. Pozostawiam sobie także możliwość skomentowania wydarzeń pokazanych w filmie, których stałem się mimowolnym uczestnikiem.

 

Paweł Ziemiński

P.S. Policja do siedziby SDP wezwana została przez p. Józefa Orła, jednego z twórców i liderów KLUBU RONINA. ( oczywiście solidarnościowego kombatanta i „prawicowego”, „niezależnego” dziennikarza).

Nakładem Instytutu Pamięci Narodowej ukazała się „Historyczno–prawna analiza struktur organów bezpieczeństwa państwa w Polsce ludowej (1944–1990)”.

Publikacja pod refakcją Adriana Jusupovića i Rafała Leśkiewicz jest zbiorem tekstów i dokumentów dotyczących polskojęzycznego aparatu terroru reżimu komunistycznego.

 

W kolejnych artykułach autorzy opisali jak MSW charakteryzowało i opisywało struktury i zadania aparatu bezpieczeństwa, jak sam resort widział swoją rolę w systemie, jaka jest definicja SB w ustawie lustracyjnej, jak odbierano siepaczom bezpieki przywileje w III RP.

 

W aneksach autorzy pracy opisali strukturę cywilnych organów bezpieczeństwa w latach 1956 do 1990, oraz przedstawili tabelaryczne ujęcie zmian w RBP, MBP, KdsBP oraz MSW

w okresie 1944–1990, i przybliżyli czytelnikom wojskowe organy bezpieczeństw.

 

Połowę publikacji zajmują teksty dokumentów powołujących do życia Informacje Wojskową, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Komitet ds Bezpieczeństwa Publicznego, Służbę Bezpieczeństwa, Wojskowej Służby Wewnętrznej. Ukazujące roszady personalne i zmiany strukturalne w oddziale II Sztabu Generalnego, KdsBP, MSW, Zarządu Informacji Wojsk Ochrony Pogranicza, Oddziału Informacji Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Opisujące zmiany w zakresie uprawnień emerytalnych i uposażenia MO, bezpieki, zakresu działania Wojsk Ochrony Pogranicza, regulaminu studiów w wyższych szkołach oficerskich resortu spraw wewnętrznych, kompetencji poszczególnych służb i samego resortu, Akademii Spraw Wewnętrznych, przekształcenia WSW w Żandarmerie Wojskową, likwidacji SB, weryfikacji funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa pod kątem przydatności do służby w Policji, Urzędzie Ochrony Państwa i zreorganizowanym MSW, utworzenia UOP. Publikacje kończy wykaz skrótów i tabel, bibliografia, indeks nazwisk i indeks rzeczowy.

 

Jan Bodakowski

http://ipn.gov.pl/__data/assets/thumbnail/0007/117826/varieties/v3.jpg

Komitet Katyński, Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej oraz Kongres Polonii Amerykańskiej zapraszają weteranów, organizacje polonijne i Polaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych na uroczystą Mszę św. sprawowaną w 74. rocznicę wywózek na Syberię. Eucharystia sprawowana będzie w kościele pw. św. Antoniego (Monmouth st. & Sixth st., Jersey City, N.J.). Początek o godz. 10.30 (czasu lokalnego).

JERSEY CITY (USA)

23 stycznia 2014 r. godz. 10.30 (czasu lokalnego) czwartek

Wszelki kontakt: Komitet Katynski
                           c/o Krzysztof Nowak
                            P. O. Box 1602
                            Cranford, N.J. 07016
                            tel. 609 580-0232