Monthly Archives: Marzec 2014

Komitet Katyński na stan New Jersey wraz ze Stowarzyszeniem Weteranów Armii Polskiej i Kongresem Polonii Amerykańskiej zaprasza całą Polonię, organizacje i wszystkie grupy weteranów na uroczystość w 74-tą rocznicę zbrodni katyńskiej i w 4-tą rocznicę katastrofy smoleńskiej.

Odbędzie się ona przy pomniku Katyń 1940 (przy Exchange Pl. i Montgomery St., Jersey City, N.J.) w niedzielę, 6 kwietnia br., o godz. 14.00 (czasu lokalnego). Organizatorzy uroczystości zachęcają weteranów i organizacje o wystawienie sztandarów. Porządek uroczystości przewiduje: modlitwę, odśpiewanie hymnów narodowych, złożenie wieńców przy pomniku. Ponadto zaplanowano Apel Poległych oraz krótkie przemówienia okolicznościowe honorowych gości, proklamacje i występ dzieci ze szkoły im. Józefa Piłsudskiego pod dyrekcją Bogusławy Huang oraz Hymny Narodowe i pieśni religijno-patriotycznie w wykonaniu Chóru ARIA z Wallington, N.J.

Na zakończenie benedykcja i wspólne odśpiewanie pieśni „Boże, coś Polskę” oraz „God bless America”.

Zamiast kwiatów i wieńców organizatorzy apelują o donacje na renowację pomnika. Komitet złoży wieniec i kwiaty w imieniu obecnych sponsorów.

Kontakt i informacje:

Krzysztof Nowak 609 580-0232

lub krzysztoftnowak@yahoo.com

ZA  ;  vicipolskie.org

Przemówienie Viktora Orbána na wielkim wiecu wyborczym Fideszu  Budapeszt, Plac Bohaterów, 29 marca 2014 . Pozdrawiam pana Istvána Pásztora, przywódcę Węgrów w Wojewodinie. Pozdrawiam pana Josepha Daula, przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej, który zaszczycił nas swoją wizytą i wsparciem.

Pozdrawiam wszystkich Państwa, uczestników Marszu Pokoju. Bóg Was przyprowadził!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Znów zebraliśmy się ze wszystkich zakątków kraju, od Debreczyna po Szopron, od Kézdivásárhely [w Siedmiogrodzie] po Szabadkę [Subotica w Serbii], od Beregszász [Berehowo na Zakarpaciu] po Komárom [Komarno, na granicy Słowacji z Węgrami].

 

Bóg nas wspierał, więc mogliśmy dotrwać do dnia dzisiejszego. Za osiem dni, w przyszłą niedzielę my, naród węgierski, w wolnych i demokratycznych wyborach będziemy mogli zadecydować o naszej przyszłości. Cztery lata naszych rządów dobiegły końca. Mamy nadzieję, że to pierwsze czterolecie. Dziś zebraliśmy się tu, by powiedzieć jeden drugiemu, całemu krajowi i światu: prosimy o kolejne cztery lata! Jeszcze cztery lata!

 

To najwłaściwsze miejsce, moment i okoliczności, bym prosto z serca wyznał, jak bardzo jestem Państwu wdzięczny. Wdzięczny jestem, że daliście mi tę możliwość, że obdarzyliście mnie chwalebnym zaszczytem służenia jako pierwszy minister. Mogłem służyć Państwu i mojej Ojczyźnie. Nie ma większego posłannictwa i większej chwały.

 

Pracując wspólnie z Wami, razem przekształciliśmy Węgry. Przebudowaliśmy i odnowiliśmy, unowocześniliśmy i zelektryfikowaliśmy je. Zniszczony, zacinający się i zdezelowany pojazd zmieniliśmy w sprawny, szybki i odważny samochód wyścigowy. Z Węgier podupadających, chwiejących się na krawędzi bankructwa, pozbawionych poczucia własnej wartości i pewności siebie, podnieśliśmy się jako naród z dnia na dzień wzrastający w siłę, przywracający poczucie swej wartości i wiary w siebie. Staliśmy się narodem, który na nowo godny jest swej wielkiej sławy i który stoi wobec wspaniałej przyszłości.

 

W przyszłą niedzielę będziemy głosować w wolnym kraju. Dobrze pamiętamy, że nie zawsze tak było. Węgrzy złożyli wiele ofiar, przelali wiele krwi i potu, byśmy mogli w wolnym kraju, w sposób wolny decydować o naszej przyszłości.Przed dwudziestupięciu laty również spotkaliśmy się na tym Placu [Bohaterów]. Tu wszystko się zaczęło. Tu, na tym Placu rozpoczęło się oswobadzanie Węgier. Tu wprost wykrzyknęliśmy światu, prosto w oczy, że pogardzamy tymi, którzy zdradzają naszą Ojczyznę, że gardzimy tymi, którzy zaciągają się na żołd obcych najeźdźców.

 

Wtedy wykrzyczeliśmy światu, że nie pozwalamy, by jeszcze raz odebrano i pogrzebano naszą przyszłość. Nieprzypadkowo przybyliśmy więc dzisiaj właśnie tutaj. Duch tego miejsca, plac Bohaterów daje nam siłę, ale i zobowiązuje. Tu panuje duch tych bohaterów, którzy nie poddali się ani własnym lękom, ani przeważającym ich siłom, którzy zawsze byli wytrwali i w końcu zwyciężali. My pragniemy tego samego. Chcemy, by ten Plac był dla nas przypomnieniem. Niech przypomina nam czasy, w których byliśmy młodzi, odważni i zdecydowani. Niech przypomina nam, że przez dwadzieścia lat, nie oszczędzając mięśni, żył i potu, zmagaliśmy się i walczyliśmy, ale zawsze z honorem. Ale niech nam też przypomina, że gdy już udawało się pójść do przodu, zawsze pojawiali się starzy towarzysze, którzy wciąż wstecz kopali tarczę czasu, a wraz z nią chcieli cofać w przeszłość nasze życie.

 

Pamiętajmy, tak działo się przez dwadzieścia lat. Pamiętajmy jednak i o tym, że my, którzy dziś tu jesteśmy, nigdy się nie poddaliśmy. Osiągaliśmy świetlane zwycięstwa, ale ponosiliśmy też ciężkie, bolesne porażki. Gdy cierpieliśmy przegrane, nie uciekaliśmy, nie rozbiegaliśmy się i nie szukaliśmy indywidualnych ścieżek ratowania siebie, lecz trwaliśmy, wytrwaliśmy i zachowaliśmy jedność. Nie porzuciliśmy szeregu i czekaliśmy na odpowiedni czas.

 

Po dwudziestu latach, gdy wszyscy mieli już dość niezgody i starych towarzyszy, zjednoczyliśmy się wreszcie, i w kwietniu roku 2010 zrobiliśmy rewolucję, konstytucyjną rewolucję. Ogłosiliśmy światu tak, by w całej Europie dobrze każdy usłyszał i zrozumiał, że Węgrzy nie potrzebują więcej ani komunizmu, ani socjalizmu, ani lewicowego balu przebierańców, którym naśladowcy Beli Kuna już od stu lat chcą zabawiać Europę. Dosyć już świętoszkowatej komedii, biurokratów i wielkich kapitalistów powołujących się na robotników. Dosyć udawania, dosyć sztuczek i kłamstw! Zapewne pamiętacie, zakasaliśmy rękawy, zebraliśmy siły i stanęliśmy do pracy. Do czego nie mieliśmy siły przez dwadzieścia lat, tego dokonaliśmy w ciągu czterech lat. Zrobiliśmy wszystko, co było można, czasem wydawało mi się nawet, że i więcej.

 

Gdy kiedyś opiszą nie mającą precedensu historię tych czterech lat, napiszą, że Węgrzy w roku 2010 stworzyli w nowoczesnej Europie bezprzykładną jedność. Napiszą, że Węgrzy wprowadzili zrównoważony, sprawiedliwy rozdział kosztów publicznych, przenosząc je również na banki i multinacjonalne korporacje. Napiszą, że choć graniczyło to z cudem, Węgrzy zawrócili swój kraj znad krawędzi bankructwa i w ciągu czterech lat stworzyli w nim powoli, ale solidnie wzrastającą gospodarkę. Napiszą też, Szanowni Panie i Panowie, że Węgrzy podjęli się rzeczy niemożliwych, lecz w końcu wywalczyli sukces w walce z goliatami finansjery, z armią imperialnych biurokratów i z falami dunajskiej powodzi. Napiszą jeszcze, że Węgrzy obronili swoje miejsca pracy, a nawet stworzyli setki tysięcy nowych.

 

Napiszą, że wyzwolili się z „pomocnego” uścisku Międzynarodowego Funduszu Walutowego, oddłużyli swoje wioski i miasta, i wyrwali się z pułapki zadłużenia. I napiszą również, że z wielką odwagą, wbrew połowie świata Węgrzy stworzyli swoją własną Konstytucję, powrócili do swych chrześcijańskich korzeni i połączyli w jedno swój rozdrobniony w Basenie Karpackim i rozsiany po świecie naród. Pokazaliśmy, że i tak można pisać historię. Nie tylko bronią, przemocą i krwią, jak to zresztą było w zwyczaju w tej części świata. Można to czynić solidarnością, jednością i zgodą, gotowością do ofiar i wysiłkami, po węgierskiej myśli.

 

Moi Drodzy Przyjaciele!

 

Teraz może nastąpić drugi rozdział tej wspaniałej historii. Teraz winniśmy pokazać, że to, co uczyniliśmy, nie było żadnym słomianym zapałem, lecz oprzytomnieniem, oświeceniem i zmartwychwstaniem z ruin. To nie był jednorazowy świetlny fenomen, lecz światło słoneczne nowego czasu.Nie jednorazowy popis, nie błyskawica, lecz wyzwolona z łańcuchów, całunów i rdzy nasza dusza, nasz prawdziwy charakter. Nasze prawdziwe ego. Tacy właśnie jesteśmy: zjednoczeni i mocni, wolni i świadomi swych obowiązków, odważni i trzeźwi, ludzcy i kochający Ojczyznę.

 

Drodzy Przyjaciele!

Dziś wielu nas się tu zgromadziło. I wielu, pozostając w swoich domach, jest tu z nami. Setki tysięcy i miliony Węgrów. Ilu ludzi, tyle różnych, jedynych w swoim rodzaju dróg życiowych. Lecz obok wszelkiej różnorodności, inności i niepowtarzalności jest coś, co nas jednoczy, pociąga w tym samym kierunku i stawia nas jeden obok drugiego. My wszyscy, każdy z nas, mamy jedną pasję. Naszą wspólną pasją są Węgry. My, którzy tak licznie się tu zgromadziliśmy, być może jak nigdy dotąd w historii Węgier, nie staliśmy się niewolnikami żadnej politycznej doktryny, ani żadnej ideologii – nasze serca była w stanie zniewolić tylko nasza Ojczyzna.

 

Drodzy moi Przyjaciele!

My wiemy, co znaczy być Węgrem. Nad brzegami Dunaju i Ipoli, poprzez całe podnóże Karpat, pośród winnych wzgórz regionu backiego, u podnóża Hargity, wszędzie w tym zakątku świata być Węgrem oznacza mieć odwagę. Być Węgrem oznacza, że jesteś częścią potężnego i jawnego sprzysiężenia polegającego na tym, że nie pozwolimy wypędzić węgierskiej mowy z zamieszkałych przez Węgrów wiosek i miast, ze szkół i świątyń. Jesteś częścią wielkiego i otwartego sprzysiężenia, którego celem jest, byśmy Węgry zachowali krajem węgierskim. Być Węgrem oznacza, że jednocześnie jesteś powstańczym bojownikiem o wolność i oddanym stróżem mądrego porządku.

 

Być Węgrem oznacza, że nigdy nie jesteś zadowolony ze swego rządu, ale gdy trzeba, zawsze staniesz w jego obronie, gdyż wiesz, iż w jednym momencie Twoja Ojczyzna może zostać zaanektowana, ograbiona, roztrwoniona, a Ty sam pozbawionym wszelkiej własności żebrakiem we własnym kraju, jeśli na czele państwa nie będzie stał mocny narodowy rząd.

 

Być Węgrem oznacza, że spoczywa na nas błogosławieństwo Boga. Dlatego możemy tu trwać ponad tysiąc lat, pomimo że jesteśmy ludem bez bliskich krewnych i osamotnionym. Jeśli zachowamy najważniejsze prawa, jeśli pozostaniemy przedmurzem chrześcijaństwa, jeśli zamiast przeklinania i złorzeczenia będziemy raczej wznosić nasze serca, wtedy otrzymamy to, na co zasługujemy – zachowamy najpiękniejszy kraj świata i przynależącą do niego nadzieję szczęśliwego życia.

Możemy zbudować sobie taką przyszłość, w której każdy Węgier otrzyma możliwość stworzenia życia owocnego, rozumnego i pełnego. Jeszcze jedno, Drodzy moi Przyjaciele, być Węgrem oznacza też, że Twoją Ojczyznę zawsze stać na więcej, niż to, co właśnie osiąga. Być Węgrem to niewyczerpana możliwość i nieogranioczny talent – zawsze jest w nas więcej, niż to, co dotąd z siebie daliśmy.

 

Drodzy Przyjaciele!

Krótko mówiąc: czy to w deszczu czy w błocie, my w każdych warunkach kochamy być Węgrami. W minionych czterech latach pokazaliśmy, że nie tylko kochamy, ale też potrafimy być Węgrami.

Wielkich rzeczy już dokonaliśmy, ale zobaczycie, że to dopiero początek. Prawdziwie wielkie dzieła czekają na nas dopiero teraz. Teraz trzeba i teraz można zbudować nową węgierską gospodarkę, która każdemu da pracę.

 

Teraz trzeba i teraz można powstrzymać wymieranie narodu i obrócić je w jego rozwój. Teraz trzeba i teraz można ostatecznie zagwarantować bezpieczeństwo węgierskiej ziemi. Teraz trzeba i teraz można zabezpieczyć uczciwy i bezpieczny czas starości. Wreszcie, teraz trzeba i można zbudować takie Węgry, które uczynią nasze dzieci bardziej szlachetnymi, mądrzejszymi, silniejszymi, słowem lepszymi niż byliśmy my. Nie słuchajcie tych, którzy mówią, że to niemożliwe. Kto porządnie przepracował ostatnie cztery lata wie, że wyraz „niemożliwe” śmiało możemy wymazać z naszego słownika.

 

Moi Drodzy Przyjaciele!

Na koniec o szansach. Nie oszukujmy się i mówmy wprost, że gwiazdy są w dobrym układzie – mamy dobre widoki. W tych wyborach jesteśmy faworytami, ale uwaga! Szansa na zwycięstwo nie jest jeszcze samym zwycięstwem. Pamiętajcie rok 2002! Szansa nie rodzi wyniku, sama z siebie nie przynosi zwycięstwa, na które trzeba pracować. Musimy na nie pracować, ciężko musimy na nie zapracować. Pamiętajcie zawsze, że szansę trzeba wykorzystać. Każdy z nas i wszyscy razem mamy ją urzeczywistnić pracą nadchodzących ośmiu dni.

 

**Nie ma takiej szansy, której nie można by przegrać. Kto rozdzieli swój głos, burzy jedność. Kto burzy jedność, oddaje się hazardowi – wiele ryzykuje. Pamiętajcie o pierwszej zasadzie wyborów: w jedności siła. Jeden jest obóz, pod jednym sztandarem Fideszu! Tak, musimy szanować każdy jeden głos, potrzebujemy każdego wyborcy.

 

Szalę może przeważyć jeden głos. Uczyliśmy się w szkole, że z powodu jednego źle przybitego gwoździa przepadła podkowa, z jej powodu przepadł koń, z powodu konia jeździec, z jego powodu przegrano bitwę, a z powodu tej bitwy przepadł cały kraj – pamiętaj więc zawsze solidnie przybić podkowę, każdy jej gwóźdź! Nie spoczywajcie, nie ustawajmy aż do niedzieli wieczór! Tylko ten wynik jest pewny, który już został ogłoszony. Jeśli w niedzielny wieczór będziecie czuli, że daliście z siebie wszystko, będziecie wyczerpani, i ledwo będziecie stali na nogach, wtedy zwycięstwo Was nie ominie.Wtedy, ale tylko wtedy zwyciężymy. Osiągniemy świetlany, wielki tryumf.

 

Szanowni Panie i Panowie!

Dumny jestem, że razem z Państwem mogę walczyć przeszło dwadzieścia lat. Dumny jestem z powodu drugiej zmiany ustroju naszego państwa, z powodu tych czterech lat wspólnej pracy i z powodu tego, że my razem, wspólnie możemy być dumni z naszej Ojczyzny i z Węgrów, którzy tego wszystkiego dokonali. Jestem dumny i bardzo czekam na to, by móc z Państwem dalej pracować razem, również w następnym czteroleciu.


Sztandary w górę! W górę, ku zwycięstwu!

Stan Tyminski                                                                   RadioPOMOSTArizonA

„Rozdziobią na kruki i wrony” i to na własne życzenie naszego rządu, a nawet z jego pomocą. Od przeszło sześciu lat rządów koalicji POPSL nasz kraj odwraca się plecami od morza. Szefa rządu, czyli D. Tuska całkowicie nie interesują nasi armatorzy, których pozostawia się osamotnionych w walce z unijnymi przepisami (np. dyrektywa siarkowa).

Nie obchodzą również rybacy, na których nakłada się drakońskie kary. Nie jest on również zainteresowany w szybkim zakończeniu budowy gazoportu w Świnoujściu i zwiększeniu przez to bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Początek 2014 r. przyniósł nowe poważne rozczarowanie i zagrożenie dla naszej gospodarki morskiej, dla tysięcy miejsc pracy, które funkcjonują w jej obszarze.

Nasze władze, wbrew najlepiej pojętym interesom państwa polskiego, zezwoliły niemieckiemu armatorowi TT Line na eksploatowanie linii promowej ze Świnoujścia do szwedzkich portów, głownie do Trelleborgu. Linia ta była dotychczas, na zasadach wyłączności, eksploatowana przez należącego w 100 % do Skarbu Państwa operatora, jakim była Polska Żegluga Bałtycka S.A. Zgoda ta bezpośrednio uderza w interesy polskiej gospodarki i stanowi zasadniczy problem dla dalszego funkcjonowania naszych narodowych armatorów na polskim rynku promowym. W dalszej perspektywie będą oni bowiem wypierani przez niemiecką i skandynawską konkurencję z rynku usług przewozowych, co zagraża istnieniu krajowych operatorów żeglugi pasażerskiej i towarowej.

Umożliwienie armatorowi TT Line eksploatowania linii Świnoujście – Trelleborg odbywało się w warunkach skandalicznych, zagrażających podstawowym interesom gospodarczym naszego kraju. Jakiś czas temu, Minister Skarbu Państwa w porozumieniu z D. Tuskiem, pozwolili niemieckiemu armatorowi na wgląd do dokumentów Polskiej Żeglugi Bałtyckiej S.A., co odbywało się pod pozorem zapowiadanej prywatyzacji polskiego przedsiębiorstwa. Co więcej, nasze MSP zgodziło się na zatrudnienie przez niemieckiego operatora kluczowego menadżera ds. eksploatacji floty, dotychczas zatrudnionego w PŻB S.A. i znającego jej największe sekrety gospodarcze i prawne. W rzeczywistości zagraniczny armator uzyskał dostęp do wszystkich strategicznych informacji, w tym tajemnic przedsiębiorstwa, które są niezbędne do prowadzenia bieżącej działalności operacyjnej, czyli świadczenia usług przewozowych. Do prywatyzacji PŻB S.A. oczywiście nie doszło, w zamian za to niemieckie przedsiębiorstwo praktycznie natychmiast zaczęło świadczyć usługi konkurencyjne wobec naszego przewoźnika, czyniąc to w jego miejsce i wypierając go z dotychczas naszego rynku transportowego. Głęboko zasmucający jest nie tylko sam fakt, że ze świnoujskiego portu, zamiast polskich, odpływają już obecnie niemieckie promy., ale że tendencja ta będzie się już tylko nasilać. Niemniej istotna jest jednak okoliczności, że odbywa się to wszystko na skutek działań polskiego rządu, który nie tylko się temu nie sprzeciwił, ale wprost zgodził się na udostępnienie tajemnic handlowych narodowego armatora obcemu przedsiębiorstwu – można by rzec, że podaliśmy innemu krajowi nasze narodowe interesy wprost na tacy, na wszystko się godząc i wszystko akceptując.

Marynarze pokrzywdzeni, polski rząd oczywiście milczy.

Na efekty przejęcia linii przez operatora niemieckiego nie trzeba było długo czekać. Z rynku przewozowego został wyeliminowany nie tylko polski armator, ale również doszło do poważnego naruszenia przepisów prawa pracy, przez co istotnie ucierpieli polscy marynarze. Okazuje się bowiem, że na promie TT Line od stycznia 2014 r. pracuje 80 polskich marynarzy, którzy nie zostali zgłoszeni do ubezpieczenia emerytalno-rentowego (ZUS), co w konsekwencji oznacza, że nie będą za nich odprowadzane składki, a w razie nieszczęśliwego wypadku, pozostaną oni bez jakiekolwiek zabezpieczenia. Innymi słowy, zostali oni zmuszeni do „pracy na czarno”, z czego niemiecki armator czerpie dodatkowe korzyści finansowe, oczywiście kosztem naszych obywateli. Skoro praca jest wykonywana na statku podnoszącym polską banderę, to marynarze na nim pracujący podlegają polskim przepisom prawa pracy. Nie jest tajemnicą, że niemieccy marynarze pracujący na tym promie, posiadają zostali przez armatora objęci ubezpieczeniem społecznym i za swoją pracę kiedyś otrzymają sowitą emeryturę. Takiej szansy nie dostali jednak nasi marynarze.

Zastanawiające jest w tej sprawie całkowite milczenie polskiego rządu, nie po raz pierwszy wręcz spolegliwe i posłusznie zachowującego się wobec Berlina. Nasze władze, w tym osobiście D. Tusk, był informowany o sytuacji pokrzywdzenia polskich marynarzy i zmuszania ich przez niemieckiego armatora do pracy na czarno. Na apele o podjęcie stosownych działań, w tym przeprowadzenie kontroli przestrzegania przepisów prawa pracy, środowisko morskie nie doczekało się żadnych odpowiedzi. Rząd nie tylko z założonym rękoma przyglądał się przejęciu linii przez zagranicznego armatora, ale również w pełni godzi się na dyskryminacyjne traktowanie polskich pracowników. Rzeczą skandaliczną jest, że polski rząd, z jego premierem na czele, pozwala niemieckiemu przedsiębiorstwu na tak wiele, w tym również na upokarzające traktowanie naszych marynarzy.

W niniejszej sprawie polski rząd, pozwalając niemieckiemu armatorowi praktycznie na wszystko, wprost uderzył w żywotne interesy naszej gospodarki morskiej, zagrażając dalszemu funkcjonowaniu naszych narodowych armatorów. Konsekwencje tego stanu rzeczy będą katastrofalne dla prowadzenia przez polskich armatorów działalności przewozowej na Bałtyku. Niemcy, na skutek utraty własnego rynku w wyniku budowy tunelu pod cieśniną Fehmarn, już obecnie szykują się do przejęcia kolejnych linii promowych, operowanych z Polski oraz do naszego kraju. Cierpi na tym nasza gospodarka i bezpieczeństwo transportowe. Konsekwencjami zostali już dotknięci polscy marynarze, zmuszenie do pracy dla niemieckiego armatora na warunkach dyskryminacyjnych. Jeszcze trochę a „rozdziobią nas kruki i wrony ….”.

Marek Gróbarczyk

http://wpolityce.pl/polityka/189199-rozdziobia-nas-kruki-i-wrony-czyli-o-tym-jak-premier-z-gdanska-oddal-niemieckiemu-armatorowi-polska-linie-promowa

Sytuacja na Ukrainie się komplikuje i to nawet nie za sprawą demonicznego Putina, którego były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsa widzi nawet podwójnie, co skłania wielu ludzi do obaw, czy dotychczasowe objawy gonitwy myśli nie przechodzą mu aby w formę ostrą

– więc nawet nie tyle za sprawą demonicznego Putina, który wprawdzie koncentruje wojska nad granicą, ale na Kijów nie maszeruje – tylko za sprawą rywalizacji między płomiennymi bojownikami o demokrację, którzy właśnie zaczęli się nawzajem kasować. Pierwszą ofiarą tych przepychanek padł Aleksander Muzyczka z Równego, jeden z liderów Majdanu, w wolnych chwilach zajmujący się rozmaitymi rozbójniczymi wymuszeniami. Został zastrzelony przez funkcjonariuszy ukraińskiej bezpieki – powiadają że dwoma strzałami w serce, kiedy już ręce miał związane. Jeśli to prawda, to wygląda to na egzekucję – oczywiście w interesie demokracji, więc żadne Internacjonalne Amnestie nie ośmielają się wściubiać tam nosa. Oczywiście towarzysze broni Aleksandra Muzyczki z Prawego Sektora zapowiadają krwawą zemstę, więc zobaczymy, co będzie.

Dziś moja moc się przesili, dziś poznam, czym najwyższy, czylim tylko dumny” – powiada poeta – więc i my zobaczymy, kto będzie politycznie kontrolował 60-tysięczną Gwardię Narodową. Początkowo wyglądała ona na partyjne banderowskie wojsko, które nowy rząd wyposaży i uzbroi na koszt państwa – ale zabójstwo Muzyczki pokazuje, że bezpieka, czyli Batkiwszczyzna, której ekspozyturą jest obecny rząd, jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. Myślę, że wołynka byłaby znacznie żywsza i okrutniejsza, gdyby nie demoniczny Putin, który działa mitygująco nie tylko na ukraińskie wojsko, ale i na demokratów. Nawiasem mówiąc, ci demokraci mają imponujące ambicje, z którymi zdradziła się Julia Tymoszenko, wyrażając pragnienie zabijania „kacapów” nawet przy użyciu broni jądrowej. Zawsze mówiłem, że szczyty, na które wspięli się Hitler i Stalin, wśród kobiet stanowią zaledwie średnią. Nawiasem mówiąc David Irving w swojej „Wojnie Hitlera” twierdzi, że sprzeciwił się on pomysłowi Ribbentropa, który zaofiarował się, iż podczas rozmów politycznych zastrzeli Stalina, uzasadniając swój sprzeciw obawą przed popadnięciem w „niełaskę Opatrzności”. Najwyraźniej Julia Tymoszenko nie miałaby takich oporów, więc jeśli nawet twierdzi, iż wzmianka o broni jądrowej została „zmanipulowana” przez FSB, to i tak może jednak lepiej, że Ukraina broni jądrowej nie ma? Naturalnie tamtejsze władze tak nie uważają, na dowód czego na porządku dziennym ukraińskiego parlamentu stanie ustawa o wypowiedzeniu przez ten kraj układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Na razie jednak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który rozpoczął sprawowanie kurateli nad ukraińskimi suwerenami, kazał podnieść o 50 procent ceny gazu dla odbiorców indywidualnych. Esperons, że do tego czasu wyjaśni się sprawa politycznej kontroli nad Gwardią Narodową, dzięki czemu, kiedy tylko lud zechciałby urządzić tamtejszym płomiennym szermierzom demokracji jakiś kontrmajdan, Gwardia Narodowa bez wahania spędzi go z ulic salwami – bo skoro demokracja jest dobrem najwyższym, to nie ma niczego, czego nie można by w jej obronie poświęcić. Jak powiada poeta, „dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia”, a skoro tak, to nikt nie będzie protestował.

Tymczasem w naszym nieszczęśliwym kraju rodzice dzieci niepełnosprawnych urządzili premieru Tusku w Sejmie majdanek, bo w odróżnieniu od kijowskiego Majdanu, który otwarcie przyznawał się do pragnienia obalenia prezydenta Janukowycza, uczestnicy sejmowego majdanka domagają się od premiera Tuska tylko pieniędzy w postaci zasiłku pielęgnacyjnego w wysokości najniższego wynagrodzenia. Premier Tusk nawet to obiecywał, tylko że dopiero od 2017, czy może nawet 2016 roku, podczas gdy protestujący chcą podwyżki natychmiast, puszczając mimo uszu wyjaśnienia, że rząd nie ma pieniędzy. Inna sprawa, że te wyjaśnienia nie brzmią wiarygodnie w sytuacji, gdy pan minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz buńczucznie deklaruje gotowość Polski do przyjęcia uchodźców z Ukrainy, którym mógłby nawet wybudować specjalne miasteczko obliczone na 6 tysięcy mieszkańców. Bóg jeden wie, ile takie miasteczko mogłoby kosztować, bo wiadomo, że przy takich okazjach nakraść się próbuje każdy, kto tylko może, tak jak przy stadionach budowanych na Euro 2012, które w rezultacie kosztowały dwukrotnie więcej, niż pierwotnie zakładano. Zawsze uważałem, że u pana ministra Bartłomieja Sienkiewicza szczerość wyprzedza i to znacznie wszystkie pozostałe zalety.

Zachodzim w um z Podgornym Kolą”, czy deklaracja pana prezydenta Komorowskiego, jakoby nasza niezwyciężona armia była „dobrze przygotowana” co prawda nie tyle do obrony naszego nieszczęśliwego kraju – bo o tym, że do obrony naszego nieszczęśliwego kraju przygotowana nie jest, wie każde dziecko – ale do obrony innych nieszczęśliwych krajów, w których akurat „postanowiło” wprowadzić demokrację, w myśl hasła walki o wolność „waszą” – bo walka o „naszą” już chyba jest przegrana z kretesem – więc czy ta deklaracja jest szczera, czy też przeciwnie – głęboko nieszczera? Pomijam już okoliczność, że całą naszą niezwyciężoną armię można by zmieścić na Stadionie Narodowym w Warszawie, chociaż nie da się ukryć, że i taka informacja robi wrażenie na publiczności, bo znacznie ważniejsza wydaje się jej struktura. Na jednego oficera przypada jeden szeregowiec i dwóch podoficerów, którzy ewentualnie mogliby go musztrować i w ogóle – egzercytować, gdyby nie to, że mają posady w rozmaitych dowództwach, których od sławnej transformacji ustrojowej mamy chyba znacznie więcej, niż samolotów, zwłaszcza tych sprawnych. Zdaje się, że pan prezydent też zdaje sobie z tego sprawę, ale ponieważ jest to wielka tajemnica państwowa, prawie tak samo wielka, jak ta, że punkt ciężkości władzy spoczywa w środowisku bezpieczniackich watah, to lepiej jest nie wpychać nosa między drzwi. Najważniejsze, że po odprawie armii, jaka odbyła się 26 marca w siedzibie Sztabu Generalnego, generalicja dodała otuchy panu prezydentowi, a pan prezydent dodał otuchy generalicji. To bardzo ważne zwłaszcza w sytuacji, gdy na pierwszych miejscach list kandydatów do Parlamentu Europejskiego znalazło się wyjątkowo dużo tzw. „byłych ludzi”, to znaczy osób, które jeszcze niedawno były wysokimi dygnitarzami, jak np. pan Jan Vincent, znany również pod nazwiskiem Jacek Rostowski, co to był wicepremierem i ministrem finansów, a teraz fugas chrustas do Brukseli. Widocznie wie już coś, czego jeszcze nie wiedzą ani generałowie, ani nawet pan prezydent naszego nieszczęśliwego kraju, o obywatelach nawet nie wspominając. Podobnie młodzi ludzie, którzy demonstrują skwapliwą gotowość do natychmiastowej emigracji, że w normalnych warunkach ostatni zgasiłby światło.

Tak jednak nie będzie, bo z kolei z bezcennego Izraela dobiegają wieści, iż urzędujące tam polskie konsulaty masowo obdarowują tamtejszych Żydów polskimi paszportami. Jak tak dalej pójdzie, to jeszcze w tej dekadzie doczekamy się w naszym nieszczęśliwym kraju szlachty jerozolimskiej, a wtedy każdorazowa administracja Stanów Zjednoczonych będzie broniła Polski jak niepodległości. No bo skoro pan prezes Jarosław Kaczyński nie chce poświęcić się dla Polski i puszcza mimo uszu sugestie podjęcia na odcinku ukraińskim polityki dynastycznej poprzez małżeństwo z Julią Tymoszenko, dzięki czemu Polska znowu byłaby od morza do morza, to czyż mamy inną alternatywę, jak Judeopolonia aż po Odessę?

Stanisław Michalkiewicz

Czym zasłużył się Turowski, że otrzymał ten awans? Czy Sikorski w momencie nominowania Turowskiego znał jego przeszłość w Watykanie? Czy poznał go w latach 80-tych? Dlaczego nie odwołał Turowskiego zaraz po katastrofie smoleńskiej, pomimo popełnienia wielu błędów organizacyjnych w trakcie przygotowań uroczystości 10 kwietnia 2010 r.
Turowski pozostał pracownikiem MSZ do lutego 2011 r. Zdążył jeszcze dopilnować procesu zbliżenia polsko-rosyjskiego i był jednym z głównych architektów powołanego Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Zajmował się też projektem, który miał doprowadzić do powstania wspólnego dokumentu patriarchatu moskiewskiego oraz episkopatu Polski poświęconego polsko-rosyjskiemu pojednaniu…

30.10.2012r.

 

 

 

 

 

 

Radosław Sikorski ma 49 lat. Był m.in. Ministrem Obrony Narodowej w rządach Kaczyńskiego i Marcinkiewicza, jednym z kandydatów na urząd Prezydenta RP, konkurując w tzw. prawyborach wewnątrz Platformy Obywatelskiej z Bronisławem Komorowskim, od 1 stycznia 2010 roku jest członkiem powołanego Komitetu ds. Europejskich przy Radzie Ministrów. Obecnie piastuje obowiązki Ministra Spraw Zagranicznych w rządzie Donalda Tuska. Sprawowana funkcja ministerialna co i raz obarczona jest wieloma gafami, które skutecznie wytłumiane na razie nie skutkują spadkiem jego popularności. Przypomnijmy kilka z nich: Przyjazd Władimira Putina na uroczystości rocznicowe zbrodni katyńskiej i następujące potem zaproszenie wystosowane przez Putina do Donalda Tuska, co było ogromnym nietaktem i skandalem, jeśli zauważymy, iż obchody zorganizowała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa z siedzibą w Warszawie a nie w Moskwie. W świetle tych faktów okazuje się, że premier obcego państwa zaprasza urzędników i polityków miejscowych, naszych, polskich na obchody rocznicy, którą my sami organizujemy, a jednocześnie – nie zaprasza na nią Prezydenta Polski, co zinterpretowano jako wskazówkę dla Lecha Kaczyńskiego aby zrezygnował z udziału w katyńskiej rocznicy.

Potem – drobne i ważne przecieki i decyzje, jak finansowanie wulgarnego komiksu z Chopinem czy też promocja książki ukazującej nas jako antysemitów, angaż po znajomości na intratne stanowisko w MSZ-cie dla córki Ministra Finansów, i – ujawnianie informacji o przekazywanych funduszach na rzecz białoruskich opozycjonistów. Dodajmy do tego – dziwną rolę jaką odegrał Sikorski i MSZ pod jego kierunkiem w czasie poprzedzającym i podczas tragedii smoleńskiej. Chodzi tu o mianowanie na ambasadora tytularnego Tomasza Turowskiego, którego w lutym 2010 r. wysłano do Moskwy z żądaniem organizacji wizyt Premiera i Prezydenta RP w Katyniu. Należy przypomnieć w tym miejscu, że Instytut Pamięci Narodowej oskarżył Turowskiego o złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego. Wedle zachowanych dokumentów w czasach PRL był on komunistycznym agentem pracującym pod przykryciem, m.in. w Watykanie. Osobnym, niewyjaśnionym do końca faktem pozostaje spalenie na trawniku siedziby MSZ w Warszawie osobistych rzeczy, w tym dowodu osobistego – Tomasza Merty…

Ale przyjrzyjmy bliżej osobie Radka Sikorskiego, oto jego oficjalny życiorys: „urodził się 23 lutego w 1963 roku. Jest synem Teresy Anny i Jana Sikorskiego z Dworu Chobielin. Jego rodzice byli architektami, pracującymi w Bydgoszczy. W marcu 1981 w I Liceum Ogólnokształcącym w Bydgoszczy, wówczas noszącym imię Ludwika Waryńskiego, pełnił funkcję przewodniczącego uczniowskiego komitetu strajkowego, będącego odpowiedzią na tzw. wydarzenia bydgoskie. W czerwcu 1981 wyjechał do Wielkiej Brytanii w celu nauki języka angielskiego. Po pół roku, kiedy w Polsce wprowadzony został stan wojenny, wystąpił o azyl polityczny, który przyznano mu w 1982. W Anglii podjął studia w Pembroke College Uniwersytetu w Oksfordzie. Był członkiem Klubu Bullingdona, ekskluzywnego stowarzyszenia zrzeszającego studentów-mężczyzn z rodzin angielskiej prawicy. Po trzyletnim pobycie na tej uczelni Radosław Sikorski ukończył studia, uzyskując tytuł zawodowy Bachelor of Arts (anglosaski odpowiednik licencjata) na kierunku PPE (Politics, Philosophy, Economics – politologia, filozofia, ekonomia). Później, zgodnie z tradycją, uniwersytet ten na wniosek Radosława Sikorskiego wystawił mu także dyplom Master of Arts, uzyskiwany bez pobierania dalszej nauki po co najmniej siedmiu latach od immatrykulacji.”

I od razu nieścisłość – dziś Sikorski mieszka w okazałym dworku w Chobielinie ale z arystokracją i tytułami szlacheckimi nie ma nic wspólnego, jak między wierszami sugeruje jego biografia. Wychował się w bloku na osiedlu Leśnym w Bydgoszczy, w mieszkaniu o powierzchni 64 metrów kwadratowych. Jego rodzice, Jan i Teresa z domu Paszkiewicz, byli urzędnikami, projektantami w biurze projektowym w Bydgoszczy. W 1988 r. kupili zrujnowany dwór w Chobielinie za 1200 dolarów, które podobno przesłał im syn. Dziś oboje są już emerytami i mieszkają w dworku razem z synem.

Dalej – powielana informacja o strajku szkolnym w Liceum w Bydgoszczy, stanowiąca dowód na opozycyjna działalność Sikorskiego w czasach PRL-u. W zasadzie poza Mariuszem Max Kolonko nikt z domniemanych uczestników nigdy o strajku nie opowiadał, co więcej – na stronie internetowej liceum darmo szukać informacji o nim. W 1981 r. przed maturą (lub po? W zasadzie do końca nie wiadomo czy do niej przystąpił… sam stwierdził ze zdał ją rok wcześniej, zatem w wieku 17 lat (sic!) Sikorski wyjechał na naukę angielskiego do Wielkiej Brytanii, w niektórych wersjach jego oficjalnej biografii zamieszcza się informację jakoby był uczestnikiem olimpiady językowej. Lecz aby w 1981 r. wyjechać do Wielkiej Brytanii trzeba było otrzymać nie tylko paszport lecz i wizę.

Następnie – słynne studia na Oksfordzie w Pembroke College i to trzyletnie. Studia w Oksford są płatne. Ocenia się, że opłata (czesne), oraz mieszkanie i utrzymanie w jednym z najdroższych ośrodków akademickich w Europie, na początku lat osiemdziesiątych, w czasie trzyletnich studiów, stanowiły równowartość przeciętnego domu w Londynie. Kto zatem zapłacił za studia Sikorskiego? I następna kwestia dotyczy samych studiów: Sikorski podaje, że ma tytuł Master of Art./Bachelor of Art. Otrzymanie go nie wymaga (w Oxfordzie i Dublin Univ.) żadnych egzaminów ani studiów – a zwyczajowo tytuł Master of Art tych Uniwersytetów jest równoważny Bachelor of Art. Tytuły wymagające odbycia studiów i zdania egzaminów to Master of Letters, Master of Philosophy, Master of Studies, Master of Engeneering, Master of Science. Tytuł Master of Art/Bachelor of Art to tytuły zwyczajowo przyznawane przez College Oxford i Cambridge. Może je otrzymać każdy, kto studiował w Oxford, nawet jeśli nie ukończył edukacji, za opłatą ok. 7 funtów. Jednak nikt nie odważyłby się przedstawiać pamiątkowego dyplomu Bachelor of Art jako tytułu naukowego, bo ośmieszyłby się zupełnie.

O oksfordzkich studiach krążą dwie informacje – że ich nie ukończył ponieważ po pierwszym roku podczas egzaminów został przyłapany na ściąganiu. Druga – będącą dowodem na uczestnictwo w nauce na angielskiej uczelni – o członkostwie Sikorskiego w elitarnym klubie Bullingdon, skupiającym bogatych studentów Oksfordu, którzy w ramach przynależności do bractwa demolowali knajpy, pokoje w akademikach, urządzali alkoholowe burdy i wywoływali skandale. Członkowie klubu bawili się w najdroższych lokalach. Ich stroje klubowe, szyte na miarę fraki wraz z dodatkami, warte były ok. 2 tys. funtów. Niemałe pieniądze kosztowały również ich statutowe zabawy, bo trzeba było zapłacić za demolkę, jaką zwyczajowo kończyły się ich spotkania. Same ramy czasowe nauki, nigdzie nie wykazywane, budzą najwięcej wątpliwości: skoro Sikorski ukończył trzyletnie studia, rozpoczęte w 1982 lub w 1983 roku, to jakże mógł w ich trakcie przez rok przebywać w Rzymie? Jak podają świadkowie, m.in. ksiądz który prowadził wówczas Dom Polski na Via Cassia gdzie Radek mieszkał, i jak sam Sikorski opowiadał z jednym z wywiadów: „W Rzymie w 1984 r. przeprowadziłem także wywiad z nieznanym jeszcze historykiem, Normanem Daviesem. Ukazał się on w „Zeszytach Historycznych”, u Jerzego Giedroycia”. W tym samym okresie w Domu Polskim przebywał Tomasz Turowski, o czym Sikorski nigdy i nigdzie nie wspomniał. Tymczasem w czasie pobytu w Anglii, 21 stycznia 1983 r. zarejestrowano Sikorskiego w wydziale II Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Bydgoszczy pod nr. 21200 jako “osoba do obiektu” do sprawy “Bristol” nr ewid. 9219. Sprawę odnotowano na Kwestionariuszu Ewidencyjnym krypt. “Bastard” – “podejrzany o kontakt ze służbami specjalnymi państw NATO”, co zdjęto z ewidencji dopiero 15 stycznia 1990 roku. Funkcjonariuszem „opiekującym” się Sikorskim był agent o pseudonimie “Brig”, ten sam, który zajmował się Bogusławem Wołoszańskim. Służby PRL zwróciły uwagę na młodego Sikorskiego kiedy stwierdzono, że “najprawdopodobniej jest powiązany z brytyjskimi służbami specjalnymi, żyje ponad stan, szuka kontaktów i dużo podróżuje, a nie wiadomo, skąd ma pieniądze”.

Kolejnym, sławnym punktem biografii Radka jest jego pobyt w Afganistanie, dokąd wyjechał w 1986 r. Zatem tym bardziej brak miejsca w jego życiorysie na trzyletnie studia na Oxfordzie, bo jeśli odliczymy rok pobytu w Rzymie, nie bardzo mieszczą się one w tym czasie… Do Afganistanu wyjechał jako korespondent wojenny “The Spectator”. Sympatyzował tam z mudżahedinami, z pobytu napisał książkę “Prochy świętych”. W 1988 r. zdobył nagrodę World Press Photo za zdjęcie martwej Afganki z dziećmi, w tym samym roku uzyskał też obywatelstwo brytyjskie. Następnie został korespondentem w Afryce, gdzie zetknął się z późniejszym szefem Wojskowych Służb Informacyjnych, Bolesławem Izydorczykiem. Fakt ten podał Janusz Onyszkiewicz w liście do Sikorskiego z marca 1993 r.: “Pan generał Izydorczyk, który na Pana temat powiedział jedynie, że przychodząc do resortu nie był Pan dla niego osobą całkiem nieznaną, gdyż spotkał się z Panem w Namibii”.

Na przełomie lat 80. i 90. Sikorski wrócił do Polski. Opromieniony brytyjskim wykształceniem i pobytem w Afganistanie stał się swoistą gwiazdą. Był stałym bywalcem Salonu 101 Małgorzaty Bocheńskiej, żony Jana Parysa. Powrócił jako przedstawiciel koncernu News Corporation Ruperta Murdocha z zadaniem utworzenia w Polsce jego stacji. Zajął się remontem ruin dworu w Chobielinie, ożenił się z amerykańską dziennikarką Anne Applebaum. I można by zakończyć – i żył długo i szczęśliwie…

Jednak polityczna historia Radka Sikorskiego trwa nadal. Najpierw został wiceministrem MON w rządzie Jana Olszewskiego, potem w 1998 r. został wiceministrem spraw zagranicznych u ministra Bronisława Geremka. Po odejściu z MSZ był dyrektorem wykonawczym Nowej Inicjatywy Atlantyckiej. W 2005 r. stał się senatorem Prawa i Sprawiedliwości, a w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza objął tekę szefa MON. Był bardzo medialny, dbał o odpowiedni wizerunek nowoczesnego urzędnika struktury NATO: fotografował się w F-16, w czasie skoków spadochronowych, zajęć z wychowania fizycznego itd. Propagandowy obraz skrywał jednak zastawiające rysy, należały do nich dziwne posunięcia Sikorskiego. Narzucone przez niego warunki zakupu nowych samolotów dla VIP-ów ogłoszone 26 lipca 2006 r. lekceważyły podstawowe założenia bezpieczeństwa. Dlatego jesienią 2007 r. ówczesny szef MON Aleksander Szczygło powołał nową komisję przetargową, przygotował konieczne dokumenty lecz rząd Tuska zablokował zakup. Kolejną poważną sprawą był jego stosunek do WSI.

Likwidacja WSI stała się sztandarowym hasłem partii Jarosława Kaczyńskiego. Tymczasem Sikorski optował za pozostawieniem w strukturach WSI służb wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Od jesieni 2007 r. Radosław Sikorski pełni stanowisko szefa MSZ. Media w 2007 r. poinformowały, że Sikorski bronił białoruskiego szpiega Siergieja M. Szpieg proponował polskiemu konsulowi z Mińska, by przekazywał informacje za pieniądze. Po dojściu Platformy do władzy Sikorski stał się zagorzałym krytykiem PiS-u i Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W lutym 2010 r., po ponad dwóch latach urzędowania poparł nominację Turowskiego i jego wyjazd do Moskwy. Czym zasłużył się Turowski, że otrzymał ten awans? Czy Sikorski w momencie nominowania Turowskiego znał jego przeszłość w Watykanie? Czy poznał go w latach 80-tych? Dlaczego nie odwołał Turowskiego zaraz po katastrofie smoleńskiej, i pomimo popełnienia przez wielu błędów organizacyjnych w trakcie przygotowań uroczystości 10 kwietnia 2010 r., Turowski pozostał pracownikiem MSZ do lutego 2011 r. Zdążył jeszcze dopilnować procesu zbliżenia polsko-rosyjskiego i był jednym z głównych architektów powołanego Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Zajmował się też projektem, który doprowadził do powstania wspólnego dokumentu patriarchatu moskiewskiego oraz episkopatu Polski poświęconego polsko-rosyjskiemu pojednaniu…

Wokół Radosława Sikorskiego mnożą się pytania na które jest coraz to mniej odpowiedzi… To właśnie postawa dyplomacji rządu PO, za którą odpowiadał Minister MSZ, doprowadziła do rozdzielenia wizyt premiera Tuska i prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu. Celowe działania polskich władz spowodowały, że wizyta głowy państwa polskiego była traktowana przez władze Rosji jako prywatna i była gorzej przygotowana.

Ostatnie doniesienia dotyczące coraz to nowych faktów z udziału MSZ pod jego kierownictwem w dziwnej grze prowadzonej z naszymi wschodnimi sąsiadami, ujawnienie wewnętrznej bazy danych MSZ dotycząca pomocy rozwojowej zawierająca m.in. opisy projektów z ich celami politycznymi i kwoty na wsparcie opozycji białoruskiej, czy też udział urzędników MSZ w zatajaniu prawdy o tragedii smoleńskiej czynią z niego ponurą postać.

Źródło: http://www.ziemiamielecka.pl/?p=24972

Po tym jak miesiąc temu wyciekły rozmowy telefoniczne między asystentem sekretarza stanu Victorią Nuland i wysłannikiem USA na Ukrainie, Geoffreyem Pyattem potwierdzające, że to USA pociągało za sznurki w brutalnym zamachu stanu obalającym prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza.

Obecnie wyciekły kolejne rozmowy telefoniczne, tym razem między Nestorem Szufryczem i byłą premier i ideologicznym przywódcą Ukrainy Julią Tymoszenko dając wgląd w nastroje i “plany” nowej władzy.

{youtube}6RxSzSWbcxo{/youtube}

Transkrypt rozmowy:
Nestror Szufrycz: Jestem zszokowany w związku z tą całą sprawą Krymu. Rozmawiałem dzisiaj z naszym wspólnym znajomym i prawie płakał. Zapytałem co mamy teraz robić?

Yulia Tymoshenko: Jestem gotowa wziąć karabin i strzelić temu skurwysynowi w łeb.

Nestor Szufrycz: Powiedziałem mu wczoraj, że jeśli wybuchnie wojna, oboje moich starszych synów którzy tak jak ja są rezerwistami weźmiemy karabiny i będziemy bronić naszego kraju.

Yulia Tymoshenko: To przekracza wszystkie granice. To tylko kwestia czasu kiedy weźmiemy broń i zaczniemy zabijać tych cholernych Rosjan razem z ich liderem. Żałuję, ze nie mogę być tam w tym momencie i że nie byłam odpowiedzialna za cały proces. Nie było by pieprzonej mowy o tym żeby dostali Krym.

Nestor Szufrycz: Też o tym myślałem, że gdybyś tu była nie doszło by do tego. Tak czy inaczej nie mieliśmy wystarczającego wsparcia. Wiesz to było najbardziej deprymujące…

Yulia Tymoshenko: Znalazła bym sposób aby zabić tych dupków. Mam nadzieję, że będę w stanie to zrobić angażując w to wszystkie moje koneksje. Użyje wszystkich moich sił aby poruszyć świat tak, że nie zostanie w Rosji nawet spalona ziemia.

Nestor Szufrycz: Jestem bardziej niż z tobą. Dzisiaj rano mieliśmy spotkanie z przywódcami frakcji po którym rozmawiałem z Viktorem. Zapytał co powinniśmy zrobić z 8 milionami Rosjan którzy zostają na Ukrainie. Są wyrzutkami.

Yulia Tymoshenko: Muszą zostać zabici bronią jądrową.

Nestor Szufrycz: Nie będę się z tobą spierał w tej kwestii ponieważ to się stało jest zupełnie nie do zaakceptowania. Ale jest inna opcja. Niektóre z ich działań jawnie łamią prawo i musimy podjąć odpowiednie środki na międzynarodowym szczeblu.

Yulia Tymoshenko: Zamierzamy wziąć to do Haskiego międzynarodowego trybunału.

Koniec transkryptu

31 marca 1923 Foto: Ks. Konstanty Romuald Budkiewicz (*19 VI 1867 †31 III 1923).Męczennik w Imperium Zła  
Ksiądz Konstanty Romuald Budkiewicz był rówieśnikiem Józefa Piłsudskiego. Urodził się w Zubrach koło Dyneburga, w polskiej rodzinie katolickiej Juliusza i Marii z Borkowskich. Ukończył seminarium duchowne w Petersburgu. Po święceniach kapłańskich był wikariuszem i katechetą w Pskowie i w Witebsku, potem w parafii św. Katarzyny w Petersburgu, gdzie został proboszczem.

Był wybitnym organizatorem, zasłużonym dla rozwoju polskiego szkolnictwa parafialnego w Rosji. Polskie gimnazja męskie i żeńskie, przy kościele św. Katarzyny, stały na bardzo wysokim poziomie. Zajmował się także oświatą dla najbiedniejszych. W roku 1914, dzięki jego działalności, kształciło się około 2 tysiące polskich dzieci!

W roku 1908 został dziekanem petersburskim. Był opiekunem kilku ochronek i członkiem zarządu Towarzystwa Dobroczynności.

Szykanowany był przez władze carskie za działalność na rzecz Kościoła katolickiego i Polaków w Rosji. Wkrótce miało się okazać, że te carskie szykany były niczym – wobec antychrześcijańskich, mrocznych działań bolszewików, których kadry opierały się głównie na inteligencji żydowskiej, nienawidzącej Kościoła katolickiego.

Podczas I wojny światowej był prezesem Polskiego Towarzystwa Pomocy Ofiarom Wojny. W 1917 kierował Polskim Komitetem Obywatelskim, który pomagał Polakom przebywającym na terenie Rosji w czasie wojny i w pierwszym okresie władzy bolszewickiej. Pozostał w Sowietach, by zapewnić rodakom opiekę religijną i socjalną.

Poszukiwany przez bolszewicką Czeka, ukrywał się. W roku 1922, z polecenia abp. Jana Cieplaka, prowadził w Moskwie rozmowy z władzami sowieckimi na temat statusu Kościoła katolickiego w Bolszewii. Od 1922 profesor w tajnym Seminarium Duchownym w Petersburgu.

10 marca 1923 wezwany do Moskwy i aresztowany – razem z abp. Cieplakiem i 12 innymi księżmi. Zostali oskarżeni o „działalność kontrrewolucyjną” i „szpiegowską”.

Skazany razem z abp. Janem Cieplakiem na karę śmierci. Poseł RP w Moskwie Roman Knoll zaproponował bolszewikom wymianę ks. Budkiewicza na któregoś z zatrzymanych w Polsce agentów bolszewickich. Propozycja wymiany została odrzucona. Interweniowali też przedstawiciele Anglii, Włoch i Watykanu. Bez skutku.

W nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1923 roku – z Wielkiej Soboty na Niedzielę Wielkanocną [!] – ks. Budkiewicz został zamordowany strzałem w tył głowy, w piwnicy więzienia na Łubiance.

Bolszewicy wywieźli ciało zamordowanego kapłana w nieznane miejsce. Będą to samo robić po wojnie w Polsce…

Wszystko wskazuje na to

, że dla bolszewików zamordowanie ks. Budkiewicza, wobec interwencji zagranicznych, stało się sprawą „prestiżową”. Za śmiercią polskiego kapłana stało prawdopodobnie czterech wysokich funkcjonariuszy sowieckich, znanych zbrodniarzy: Trocki, Dzierżyński, Bucharin i Stalin.

Męczeństwo polskiego kapłana wywołało w całym świecie oburzenie i pokazało światu właściwe, antychrześcijańskie oblicze bolszewizmu.

Pomnik kapłana męczennika poświęcono w kościele św. Anny w Warszawie, w roku 1936. Wojenne i powojenne zbrodnie bolszewickie na Polakach oraz komunistyczna cenzura przykryły pamięć o ks. Konstantym. Należy go dziś przypominać przy każdej okazji.

 

 

 

 

Piotr Szubarczyk

 

Sam tytuł artykułu na Onet.pl o tym jak główny lokator Belwederu zrozumiał to co na brukselskich salonach powiedział prezydent Obama jest odlotowy.

Komorowski: słowa prezydenta USA zapowiadają konkretne decyzje NATO<<

Tyle tytuł.

 

Ciekawe czy bardziej nadinterpetacją słów prezydenta USA ucieszył się sam Barack Obama, uznając że Polacy po raz kolejny kupili dyplomatyczne kity jak to już wiele razy w historii miało miejsce, czy też Vladimira Putina dał się zastraszyć i zrezygnuje z konsekwentniej restytucji rosyjskiego imperium?

 

W dalszej części arykułu dowiadujemy się  jakoby Obama zasygnalizował, że NATO zwiększy swą obecność u sojuszników w Europie Wschodniej i będzie przestrzegać zobowiązania do kolektywnej ich obrony.

 

Droga od zasygnalizowania rodzaju pomocy do jej zrealizowania jak uczy nas historia jest długa, dla polityków najczęściej nieosiągalna. Polska doświadczyliśmy tego wcześniej, a ostatnio boleśnie na zakończenie II wojny światowej, a mieliśmy porozumienia zawarte nawet za pokwitowaniem.

 

Historykowi z wykształcenia można się jedynie dziwić, że ufa w kolektywne obrony. A może jednak to przekonanie do kolektywu jest rzeczywistą nutą  patriotyzmu P-rezydenta pełniącego służbę nad Wisłą? Wtedy należałoby zadumać się czy taki stan emocji jest przedłużeniem patriotycznej linii teściów, czy też trąci wcześniejszymi powiązaniami z radzi działalności od harcerstwa poczynając. Pozostającemu w oczekiwaniu na konkretne decyzje podpowiadam prostą matematykę życia: umiesz liczyć, licz na siebie.

 

Tak jak to wiemy z doniesienia ambasady USA w Warszawie, do Polski przyleciało już 12 amerykańskich samolotów wielozadaniowych F-16, które wylądowały w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku. Podano również, że wylądował co najmniej jeden transportowy C-130 Hercules.

 

Skoro nie podano czy w innych bazach, o numerach 1 – 31 lub wyższych od 32, cokolwiek jeszcze wylądowało to można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że to już wszystko na co Polska może aktualnie liczyć. Co zostało niejako potwierdzonezasygnalizowaniem wczoraj przez Obamę, że NATO zwiększy swą obecność u sojuszników w Europie Wschodniej.  Oczywiście krajów w EW jest więcej.Wcześniej już 6 myśliwców F-15 i samolot cysterna wylądowały na Litwie.

 

Zatem, jeżeli zgodnie z nadzieją nadwiślańskiego P-rezydenta zapadną konkretne decyzje i dalsze samoloty NATO wylądują w Polsce, to każdy kolejny dosłany samolot spowoduje wzrost obecności Aliantów nad Wisłą o bez mała 10%. A jeżeli NATO wyśle kolejne 12 samolotów to będziemy mieli zwiększoną obecność NATO w Polsce o 100% .  Co już powinny zauważyć media, bo sto to bez wątpienia więcej niż 95,5% a tyle głosów padło za przyłączeniem Krymu do Rosji.

 

Wystarczy, że konkretne decyzje zapadną i NATO extra podrzuci nam jeszcze 2-3 samoloty co zbliży obecność Aliantów w Polsce do poziomu porównywalnego ze 123% frekwencją wyborczą na Krymie, który wybrał powrót na matczyne łono wcześniej gwarantowane szyldem сделано в ссср, zadając tym szacha banksterskim politykom.

 

A skoro już zahaczyłem wysokiej frekwencji to warto cofnąć się pamięcią do 2003 roku kiedy to odbywało się referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Pamiętam jak w Domu Polskim w San Francisco w organizowanych po okrągłym stole wyborach do polskiego sejmu, senatu czy na prezydenta zazwyczaj frekwencja była w granicach około 150 osób, ale kiedy przyszło do włączenia Polski do UE to okazało się, że raptownie Polaków przybyło i głosów oddano prawie pół tysiąca! Mimo tak dobrego wyniku szkoły dyplomatycznej Bronisława  Geremka konsulatom nie dano szansy wykazania się w organizacji referendum nad Traktatem Lizbońskim.

 

– Ważne jest, że pan prezydent Obama mówił również o planach ewentualnościowych, bo o to zabiegamy stale w Sojuszu Północnoatlantyckim, by plany, które NATO ma gotowe, obrony terytorium m.in. Polski w wypadku zagrożenia, były stale aktualizowane i stale sprawdzane – zaznaczył Komorowski.

 

A wiz do USA dla Polaków jak nie było tak nie ma. Najwyższy Zwierzchnik Sił Zbrojnych tym razem zapewne zatroszczył się o frekwencje w Wojskowych Komisjach Uzupełnień. Ich potrzebę zauważono po raz pierwszy od pamiętnego rozkazu psychiatry czy też psychologa wydanego armii żeby się rozeszła do domu bo już nie będzie potrzebna. Liczono, że do obrony Polski wystarczy prężnie działający Klub Generałów LWP. Jednak sytuacja się skomplikowała może nawet nie z konfliktu na Majdanie, co raczej w związku z ewentualnym odwołaniem krymskich wakacji tego lata.

 

Nadwiślańscy politycy przejęci internacjonalistyczną opieką uciśnionych narodów bezzwłocznie zgodzili się na polskie wizy dlakrzywdzonych na Krymie Tatarów i poturbowanych przez swoich rodaków na Majdanie Ukraińców. Ale NA TO żeby Premier zechciał zauważyć problemy polskich rodzin trzeba było determinacji matek najbardziej poniewieranej grupy, które  zaprotestowały okupując Sejm. Czy zatem należy sądzić, że reszcie wiedzie się na tyle dobrze, że nie organizują kolejnych protestów?

 

Ani Prezydent ani Premier NA TO aby realizować postulaty protestujących, jak i wiele innych ważnych dla Polski i Polaków spraw, nie mają żadnych konkretnych rozwiązań na dzisiaj a co gorsze również na przyszłość.

 

Produkowane masowo nowe paragrafy, dyrektywy i zarządzenia z dnia na dzień powiększją jedynie ilość makulatury przywalając nią rozsypujące się państwo.

 

Podgrywający opozycję aktywiści ciągle są w stanie jedynie wyartykułować swoje niezadowolenie, bywa że nawet w ostrych słowach. Wszystko to jednak jest za mało budujące dla pozyskania wystarczającego poparcia społeczenstwa.

 

I tak opozycja istnieje, ale poza spektaklami politycznymi nie jest w stanie wymusić na władzy konkretnych zmian mogących wpłynąć na rozruszanie gospodarki. Rządzący zaś politycy wydają jedynie  pieniądze i jak do tej pory robią to bardzo sprawnie. Bez mała już całą Polskę sprzedali a co zostało to poszło pod zastaw w gangsterskim lombardzie.

 

Zasiadająca w Sejmie i Senacie opozycja jak do tej pory nie zorganizowała żadnej siły, która powstrzymałaby rządzących od zaciągania kolejnych długów i czyszczenia kieszeni Polakom. Przekomarzanie się przed kamerami trwa. Konstytucyjna liczba 460 posłów i 100 senatorów pozostaje bez zmian mimo, że w kraju liczba upoważnionych do głosowania zmalała o dobrych parę milionów w tym czasie. Żeby utrzymać ruch w interesie organizuje się głosowania wśród Polonii, która w większości pozostanie za granicą. A Polskę zasiedlają orientalni przybysze. Ilu Polaków powróci nad Wisłę żeby chandryczyć się z dyletantami, którzy obskubią ich z ciężko zarobionych pieniędzy w zamian nie dając zarobić na godziwe życie.

 

Jak można pozytywnie myśleć o nadwiślańskich politykach w Unii Europejskiej, którzy oczekują splendoru za załatwienie kolejnych dofinansowań i przydziałów pieniędzy europejskich zdając sobie sprawę skąd są te pieniądze i wg jakiego klucza mogą być wydawane. Nie oni jednak będą je zwracać.

 

A tymczasem, jak co roku tak i tej wiosny absolwenci polskich szkół i uczelni już obmyślają gdzie wyjechać po dyplomie za kawałkiem chleba. Dla polityków aktualnie najważniejsze jest kto z nich zapełni Европейский парламент.

 

Waldemar Glodek
www.polishclub.org

Erdogan planował atak pod fałszywą flagą by rozpocząć wojnę z Syrią.Jak zauważyliśmy na Zero Hedge, turecki premier Erdogan zablokował dostęp obywateli Turcji do Twittera by blokować „spektakularny” przeciek informacji przed wyborami mającymi miejsce w ten weekend.

Następnie rano, wśród szalonego wyścigu, ponoć (mimo sądowego orzeczenia, że zakaz jest nielegalny) zablokował dostęp do YouTube. Jednak przez magię internetu mamy klip, który “wyciekł” i jest jasnym dlaczego Erdogan chciał blokady informacyjnej.

Jak możemy wyczytać z szybkiego tłumaczenia, rozmowa pomiędzy kluczowymi tureckimi przywódcami wojskowymi i politycznymi, dotyczyła tego co wydaje się być aranżacją ataku pod fałszywą flagą by rozpocząć wojnę z Syrią.

{youtube}c-1GooSDwJ8{/youtube}

Najbardziej obciążające części rozmowy:
Ahmet Davutolu: „Premier powiedział, że przy obecnej koniunkturze, ten atak (na grobowiec Szaha Suleimana, który znajduje się w Tureckiej enklawie w Syrii) należy postrzegać jako szansę dla nas.”

Hakan Fidan: „wyślę 4 mężczyzn z Syrii, jeśli to jest to czego potrzeba. Stworzę przyczynę dla wojny organizując atak rakietowy na Turcję, możemy także, w razie potrzeby przygotować atak na grobowiec Szaha Suleimana.”

Feridun Sinirliolu: „Nasze bezpieczeństwo narodowe stało się zwykłym, tanim narzędziem polityki wewnętrznej”.

Yaar Guler: „Jest to bezpośredni powód do wojny. Chodzi mi o to, że to co zamierzamy zrobić jest bezpośrednim powodem do wojny.”
[…]
Feridun Sinirolu: „Obecnie istnieją pewne poważne zmiany w globalnej i regionalnej geopolityce. Teraz może się to rozprzestrzeniać do innych miejsc. Mówiłeś o tym dzisiaj, i inni się zgodzili… Teraz zmierzamy w kierunku innej gry. Powinniśmy być w stanie to dostrzec. ISIL i cały ten jazz, wszystkie te organizacje są bardzo otwarte na manipulację. Tworząc obszar składający się z organizacji o podobnym charakterze będziemy tworzyć istotne zagrożenie bezpieczeństwa dla nas samych. Kiedy pierwszy raz weszliśmy do północnego Iraku, zawsze było ryzyko, że PKK wysadzi to miejsce. Jeśli dokładnie rozważyć ryzyko i uzasadnić… Jak powiedział właśnie generał…”

Yaar Güler: „Gdzie byłeś gdy przed chwilą o tym rozmawialiśmy. Otwarcie. Mam na myśli, siły zbrojne są „narzędziem” niezbędnym dla Ciebie na każdym kroku.”

Ahmet Davutolu: „Oczywiście. Zawsze mówię to samo w żargonie naukowym premierowi, podczas twojej nieobecności. Nie można zatrzymać się na tych ziemiach, bez twardego oddziaływania. Bez twardego oddziaływania, nie może być miękkiego oddziaływania.”

Pełne tekst dialogu w języku angielskim można znaleźć tutaj: LINK

&amp;lt; / iframe &amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;sss

A gdyby ktoś wątpił co do autentyczności tego przecieku to obecnie Erdogan przyznał, że całe to nagranie jest autentyczne!

Na zapis rozmowy potwierdzający, że kraj członkowski NATO planował wywołanie wojny organizując atak pod fałszywą flagą z Syrii wszystko co premier ma do powiedzenia to, że przeciek jest „niemoralny”. Premier Turcji Tayyip Erdogan określił przeciek upubliczniony w czwartek na YouTube z nagraniem najwyższych urzędników bezpieczeństwa, omawiających ewentualne operacje wojskowe w Syrii jako „nikczemny” blokując jednocześnie dostęp do strony udostępniającej film.

„Oni nawet upublicznili spotkanie bezpieczeństwa narodowego. To jest nikczemne, jest nieuczciwością… komu służysz wykonując nagrania audio tak ważnego spotkania?” powiedział podczas wiecu Erdogan stojąc przed swoimi zwolennikami na kilka dni przez lokalnymi wyborami mającymi miejsce 30 marca, które będą kluczowym testem poparcia dla jego rządu.

Link do oryginalnego artykułu: LINK

Czyżby to był najbardziej niebezpieczny zawód świata? W ostatnich okresie nastąpiła prawdziwa plaga znikania przedstawicieli dwóch głównych banków: JP.Morgan i Deutsch Bank. W ostatnim tygodniu stycznia i pierwszym lutego nagle „zmarło” aż 8 przedstawicieli liczących się światowych potentatów w przemyśle bankowym.
Gdyby tak ocenić prawdopodobieństwo, okazałoby się, że bycie banksterem jest najbardziej niebezpiecznym zawodem na świecie, a prawdopodobieństwo śmierci z powodu samobójstwa, najpewniejszą drogą zejścia z tego łez padołu.

 

I tak:

26 stycznia 2014 roku „zmarł” nagle, w pełni sił fizycznych i psychicznych, dyrektor d/s komunikacji William Broeksmit lat 58. Został ponoć znaleziony martwy w swoim domu w South Kensington. Broeksmit miał podobno bliskie powiązania z co-prezesem Anshu Jain od 1990r.

Deutsche Bank jest w tarapatach z powodu śledztwa, dotyczącego ukrywania 120 000 000 000 dolarów straty w minionych 4/5 latach. Zarzuty są podobne do roszczeń instytucji rozliczeniowych w 2013 roku, dotyczących fałszowania tzw. stóp procentowych Libor.

W tym samym dniu został znaleziony Tom Dickenson, dyrektor ds. komunikacji w Wielkiej Brytanii, z siedzibą w Szwajcarii ReAG. Powieszony we własnym domu.

Już 27 stycznia dołączył do nich, Karl Slym lat 51, dyrektor zarządzający Tata Motors. Pan dyrektor był ze swoją małżonką na 22 piętrze hotelu, na posiedzeniu Zarządu w Bangkoku [Tajlandia]. Niestety biedaczek, oczywiście najzupełniej przypadkowo, znalazł się na 4 piętrze, gdzie popełnił samobójstwo, nie chcąc zakłócać posiedzenia Zarządu. W każdym bądź razie, tam go znalazła policja.

W następnym dniu, 28 stycznia, ze świata usunął się kolejny pracownik JP Morgan, Gabriel Magee lat 39. Pan G. Magee już nie był tak delikatny i wdrapał się na 33 piętro, na dach europejskiej centrali w Londynie, w dzielnicy Cabary Wharf. Pan Magee był dyrektorem JP Morgan Chase&Co z siedzibą w Londynie. Jego ciało już na dole było widoczne dla przypadkowych gapiów.

A. Magee zajmował się techniczną architekturą nadzoru planowania rozwoju i funkcjonowania systemów o stałym dochodzie, papierów wartościowych i instrumentów pochodnych stóp procentowych, czyli kontrolował bardzo ważny przepływ pieniędzy.

Przypomnę, że JP Morgan i Deutsche Bank to banki kontrolowane pod kątem fałszowania kursów walutowych. Podobno JP Morgan jest kontrolowany przez specjalną podkomisję senatu USA. Podejrzewa się udział w fałszowaniu fizycznym rynków towarowych w USA i Anglii.

Już 29 stycznia 2014 roku p. Mike Dueker lat 50, został znaleziony w pobliżu Tacoma Narrows Bridge w stanie Waszyngton. P. Dueker pracował dla Russell Investments, przez ostatnie 5 lat. Rassell Investmewnt podpadł śledczym z powodu podejrzeń o branie udziału w grze „pay -to pay” z udziałem nowojorskich funduszy emerytalnych. Coś na podobieństwo naszych OFE. Jak wiadomo, z OFE pieniądze także wypłynęły.

Oczywiście wg policji popełnił samobójstwo, przeskakując przez wysoki płot i spadając z 15 metrów po drugiej stornie.

W poprzednim miejscu pracy p. Dueker zajmował stanowisko asystenta wiceprezesa i głównego ekonomisty Banku Rezerw Federalnych w St.Louise od 1991 do 2008 roku.

Kolejny seryjny samobójca to Ryan Henry Crane, lat 37 [łatwo zauważyć, że coraz młodsi decydują się na odchodzenie z tego padołu] . P. RH Crane był dyrektorem wykonawczym w w jednej ze spółek grupy JP Morgan, ukończył w 1999 roku Harvard. Pan Crane nadzorował wszystkie platformy handlowe i miał bardzo bliskie stosunki z nieżyjącym już p.Garyelem Magee, z londyńskiego biura JP MOrga, [zmarł 3 dni wcześniej]

Więzy te są niezaprzeczalne i wręcz kłopotliwe dla firmy. Crane zostawił żonę – Laurę i syna – Harrego.

Następny seryjny samobójca to Richard Halley, lat 57, założyciel i prezes spółki amerykańskiej, założonej w 2001 roku. Pan ten, a raczej jego zwłoki, zostały znalezione w garażu przez członka rodziny. Biedaczysko wstrzelił w siebie 8 czy 10 gwoździ z automatycznego pistoletu w tułów i głowę [skąd my to znamy?]. Nie przeszkodziło to lokalnej policji twierdzić, że popełnił samobójstwo.

Przypomina to dokładnie śmierć doktora Ratajczaka z Opola. Niezidentyfikowane ciało znaleziono na miejskim parking ok. godziny 5 nad ranem. Jak twierdzili świadkowie o godzinie 23.00 jeszcze tam tego samochodu nie było. Ciało było w stanie rozkładu, a identyfikacja opierała się na „dowodzie osobistym leżącym na zwłokach, wciśniętych za tylne siedzenie”. Nie przeszkodziło to prokuraturze lokalnej zamknąć śledztwo „pod rozpoznaniem” samobójstwa. Jak więc widzimy, szkolenia są na tym samym poziomie, bez względu na szerokość geograficzną.

18 lutego, skacząc z 30 piętra budynku Charter House popełnił samobójstwo Li Junjie – 33-latek, kolejny pracownik JP Morgan. Naoczny świadek powiedział, że skok odbył się w czasie rozmów z kimś próbującym go odwieść od tego kroku. Chater House jest głównym regionalnym biurem ASIAN JP Morgan. JP Morgan nie komentuje sprawy.

Do tych nagłych śmierci należy doliczyć dziennikarza Davida Bird lat 55, dziennikarza śledczego, z ponad 20-letnim stażem, pracującego dla Wall Street Journal. Biedny ten pan wyszedł sobie na spacer w sobotę 11 stycznia, w pobliżu swojego domu w New Jersey i zniknął. Jest to o tyle niepokojące, że „zapomniał” zabrać niezbędne lekarstwo, a był po przeszczepie wątroby.

Jego śmierć przypomina zgon innego naukowca w Anglii, dr David Kelly znanego mikrobiologa 4 mile od Porton Down [lipiec 2003]. On też wyszedł na wieczorny spacer i nie wrócił. Jego ciało znaleziono ok. 20 mil od domu. Zwłoki były tak zmasakrowane, że dopiero analiza DNA ustaliła personalia. Informacja policyjna potwierdziła samobójstwo.

W podobnych okolicznościach zginął 21 kwietnia 2012 r. dr Richarda Holmsa. Od 1984 roku pracujący Ministerstwie Obrony UK. jako ekspert broni biologicznej. Przedtem 37 razy odwiedzał Irak z ramienia ONZ, kolega dr Holmsa.

Jakie mogą być przyczyny tych nagłych i niespodziewanych zgonów seryjnych samobójców? Dziennikarze śledczy podają trzy:

Prawdziwe samobójstwa, najmniej wiarygodna teza;

Ucieczka w śmierć; informacje o przynajmniej kilku zgonach podała tylko policja, zwłoki nie zostały dostrzeżone przez osoby trzecie;

Morderstwa, najbardziej prawdopodobna teza.

JP Morgan był bankiem zamieszanym przed kilku laty, podobnie jak Lehman Bratcher, w dziwne operacje bankowe. Jak wiadomo, Lehman Brather zbankrutował w 2008r., a JP Morgan dostał olbrzymi zastrzyk finansowy, który miał go postawić na nogi. Jak jest naprawdę, nie wiadomo.

Trzeba jednak połączyć te sprawy z dziwną sytuacja na rynku złota. Przypomnę, że 5 lat temu Chiny chciały zakupić złoto w USA i zamiast otrzymania z Fortu Knox 12800 sztabek złota wartości ok. 7 miliardów, otrzymały pozłacanywolfram. Wolfram jest ok. 50 razy tańszy od złota. Potem nawet małe sztabki sprzedawane w detalu były wolframem pokrytym złotem. Jak się zakończyła afera z Chinami, nie wiadomo, ale w ciągu kilku dni została wyciszona w prasie, tak zazwyczaj chętnej do publikowania skandali. Jakoś musieli to załagodzić, ponieważ Chiny posiadają olbrzymie nadwyżki papieru, zwanego dolarem. Gdyby nagle wprowadziły to do obiegu to nastąpiłby kolaps finansów USA. Wypada przypomnieć, że przeprowadzona w październiku 2011 roku, pierwsza od początku istnienia tego skarbca inwentaryzacja wykazała, że w tej wyjątkowo dobrze strzeżonej bazie US Army [obszar 441 km 2 1000 żołnierzy wokoło banku] znajdowało się tylko 2.271.2 tony złota zamiast ponad 4 razy więcej. Nikt nawet nie próbuję wyjaśnić co stało się z resztą?

Na tej samej bazie opierały się dalsze próby odzyskania złota z USA. I tak Wenezuela chciała dostać swoje 100 ton i po kilku miesiącach prezydent Wenezueli już nie żył, podobno na raka zmarł nagle. Jego następca już nie wspomina o powrocie złota do kraju.

Niemcy wysłali specjalną komisję, by sprawdziła, czy te 674 ton złota znajdują się w USA. Delegacji nie wpuszczono do Fortu Knox. Po kilkunastu miesiącach ustalono, że odzysk będzie miał miejsce w tempie, które spowoduje, że ostatnie partie dotrą do Berlina za ok. 20 – 30 lat. W pierwszym roku udało się odzyskać tylko 12 ton.

Podobnie było z innymi zwrotami złota.

My, na naszym lokalnym podwórku usłyszeliśmy, że:

– po pierwsze Rząd ani myśli o zwrocie złota,

  • po drugie rozpoczęła się kampania telewizyjna wykupu złota od emerytów i rencistów, czyli osób starszych.

Innymi słowy drukarnie pracują pełną parą.

Najlepiej jest to możliwe do prześledzenia na indyjskim rynku złota. Wychodząc za mąż dziewczyna wnosi posag w złocie. Inny rodzaj jest nie do pogodzenia ze zwyczajami. W przypadku rozwodu bowiem może wynieść to co ma na sobie. Tak jest podobno także u Semitów. W związku z liczebnością populacji Hindusów, ponad 1400 000 000 ludzi, liczba dziewczyn do ołtarza wynosi ładnych kilkaset milionów, przeliczając to na gramy złota, jest to największy indywidualny rynek złota na świecie. Rząd Indii stara się jak może i drukarnie pracują pełną parą drukując już prawie bezwartościowe rupie. Ale kryzys jest globalny i kapitał ucieka z terenów niepewnych.

Obecnie wiadomo od 2006 roku, że Chiny już padły i przemysł wycofuje się do RPA, Rodezji, Namibii, Boliwii, Wenezueli, Argentyny. Na razie to tajemnica, ale podobno Izrael wykupił ok. miliona kilometrów kwadratowych Patagonii od Argentyny. Jednym z powodów kupna tej ziemi była właśnie niezwykła czystość i ilość wody.

Do produkcji przemysłowej potrzebna jest woda. W Chinach tania siłą robocza jeszcze istnieje, ale brak odpowiednich przepisów ochrony środowiska i jest korupcja. To spowodowało, że czystej wody już nie ma, a budowa oczyszczalni jest niezwykle kosztowna. Taniej jest przenieść produkcje do innego dzikiego kraju, ale z czystą wodą.

I to się dzieje na szeroką skalę. Oczywiście nasze media o takich problemikach mniej wartościowemu tubylczemu ludkowi nie wspominają .

Można to przyrównać do budowy hoteli w Bułgarii w latach 60-tych ubiegłego wieku. Budowali je Niemcy dla swoich. Jak hotele się dekapitalizowały, to po 20 latach wpuszczono tam obywateli demoludów.

Wracając do złota. Otóż wbrew powszechnej opinii wszelkie manipulacje na rynkach złota są tworzone przez rządy. Rządy kochające papier, drukują jak i ile mogą. W pewnym okresie ilość papieru zwanego pieniądzem jest na tyle duża, że trzeba go wycofać z rynku. Podnosi się więc ceny złota. Ludzie w panice widząc jak złoto drożeje, wykupują je na gwałt. Nawis papierków znika z rynku. Znane są takie panikarskie akcje, kiedy to w kilka dni znikało z rynku złoto za 12 miliardów dolarów. Wiadomo, że takimi sumami w krótkim czasie dysponować mogą tylko rządy. Po pewnym czasie zaczyna się panika w odwrotną stronę i biedni ludzikowie na gwałt sprzedają złoto, a rządyskupują za 1/3 wartości.

W ten prosty sposób nawis papierków znika z rynku. Tak Rząd USA postępuje od 1971 roku, to jest od zniesienia wymienialności dolara na złoto.

Nikt już nie pamięta, że np. w carskiej Rosji, jeszcze w 1910 roku, był co prawda pieniądz papierowy, ponieważ był wygodniejszy w użyciu. Ale w każdej chwili można było wejść do najbliższego banku i wymienić oficjalnie papier na złotoOczywiście ten system nie mógł się utrzymać.

Nie jest to żadna nowość. Dawniejsi ekonomiści, np. w 1753 roku, tłumaczyli królowi Francji, że w żadnym przypadku nie powinien wprowadzać pieniądza papierowego, ponieważ za rok buty podrożeją z 2 su do 4 franków. Pomylili się. Jak Rewolucja angielska we Francji wprowadziła pieniądz papierowy w celu ograbienia społeczeństwa, to cena butów podskoczyła nie do 4 franków, ale do 40.

Wniosek.

Szykują się gwałtowne zmiany inflacyjne i pewne waluty znikną z rynku. Jedynym stabilnym pieniądzem dla średniej warstwy społeczeństwa jest srebro. Ale przecież w globalnym świecie ta warstwa społeczna ma zniknąć?

c.b.d.o.

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2547343/Former-executive-Deutsche-Bank-hanged-Kensington-home.html

http://www.bloomberg.com/news/2014-01-28/william-broeksmit-former-deutsche-bank-risk-manager-dies-at-58.html

http://en.wikipedia.org/wiki/Karl_Slym

http://pesn.com/2014/02/03/9602434_Tata-Motors-Managing-Director_suicided_wife-framed/

http://wallstreetonparade.com/2014/02/suspicious-death-of-jpmorgan-vice-president-gabriel-magee-under-investigation-in-london/

http://rt.com/business/russell-investments-chief-economist-dead-564/

http://www.bloomberg.com/news/2014-01-30/russell-investments-chief-economist-dueker-found-dead.html

http://www.zerohedge.com/news/2014-02-12/another-jpmorgan-banker-dies-37-year-old-executive-director-program-trading

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dariusz_Ratajczak

https://marucha.wordpress.com/2010/06/16/pamieci-dr-a-dariusza-ratajczaka/

http://www.ibtimes.co.uk/who-was-li-junjie-jp-morgan-banker-who-jumped-hong-kong-skyscraper-1437144

http://newjerseyhills.com/echoes-sentinel/news/fellow-scout-leader-says-millington-s-david-bird-a-strong/article_b38c5676-8e84-11e3-a18a-001a4bcf887a.html

http://pl.wikipedia.org/wiki/David_Christopher_Kelly

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2133201/Dr-Richard-Holmes-Suicide-riddle-weapons-expert-worked-David-Kelly.html

http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/913804.html

http://en.wikipedia.org/wiki/Lehman_Brothers

http://wyborcza.pl/1,75248,14599193,Tak_zaczal_sie_kryzys__5_lat_temu_zbankrutowal_Lehman.html

http://pl.wikipedia.org/wiki/Fort_Knox

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Niemcy-pytaja-gdzie-jest-nasze-zloto-3041449.html

http://www.twonuggets.com/node/1361

http://www.goldblog.pl/2012/03/wolfram-zlotem-pokryty/

 

P.S. Niestety większość młodych ludzi nie rozumie, że nadmiar informacji także jest dezinformacją. W Polsce np. szeroko dyskutuje się o gender, o pedofilach, a nikt nie pyta co się stało z polskim złotem tym po 1939 roku? Ile tego wywieziono ile i na co poszło? Albo jeszcze bardziej tajemnicza sprawa złota FON było tego ponad 5 ton. Ile i kiedy wróciło do Kraju? Kto je przywiózł? Co się z tymi ludźmi stało? Jaki to ma związek z procesem kom.Tatara i Utnika?

PS. Umieszczenie jakiejkolwiek informacji w internecie nie ma znaczenia żadnego. Przypadkowe trafienie jest nieprawdopodobne w związku z całkowitą ilością danych. Najlepszy przykład: pomimo, że trzęsienie ziemi w tzw. katastrofie Fukishimskiej nie przekraczało 5 stopni a wysokość fali była mniejsza od 5-6 metrów, prasa głównego nurtu dezinformacji i użyteczni naukowcy nadal plota bajki o trzęsieniu ziemi 9.9 R i fali wysokości nawet 15 metrów. Świadczą o tym wpisy rozmaitej maści Trolli. To jest siła internetu.

Tylko kto rozpowszechnił adresy?

 

Rozpowszechnianie wszelkimi sposobami jest jak najbardziej wskazane.

dr J.Jaśkowski

kontakt: jerzy.jaskowski@o2.pl