Monthly Archives: Kwiecień 2014

70 lat temu, we wsi Owczarnia komunistyczni degeneraci z Armii Ludowej z zimną krwią dokonali mordu na żołnierzach oddziału AK. Życiorys przywódcy komunistycznych partyzantów to obraz typowej kariery czerwonego rezuna. Alkohol, awanturnictwo, brutalność – o to zajęcia utrwalaczy „władzy ludowej”.

Teren inspektoratu AK Puławy, Okręg Lublin. Czwartek, 4 maja 1944 roku. Tego dnia ppor. Mieczysław Zieliński „Moczar”, w zastępstwie por. Jana Targosińskiego „Hektora”, dowodził pododdziałem AK złożonym z 47 żołnierzy. „Moczar” miał przejąć zrzut broni z Londynu. Na sygnał zapowiadający zrzut AK-owcy oczekiwali w wiosce Wandalin, w pobliżu Opola Lubelskiego. Jako, że akcja przedłużała się, pododdział zmienił miejsce pobytu, i dotarł do wsi Owczarnia. Żołnierze nie mogli spodziewać się, że za kilka godzin będzie to miejsce ich kaźni.

 

„Myślałem, że to Niemcy, albo NSZ”

 

Około godziny 17. rozlokowanych w gospodarstwach AK-owców zaalarmowały strzały w wystawionych wokół wsi placówkach. Przekonani, że mają do czynienia z Niemcami, żołnierze „Moczara” podjęli walkę. Po chwili jednak tyraliera napastników zatrzymała się, a ogień ustał. Okazało się, że partyzanci zostali zaatakowani przez oddział Armii Ludowej Bolesława Kaźmieraka „Cienia”.

 

Komunista skwapliwie pospieszył wyjaśnić, że doszło do „nieporozumienia”. Jak twierdził, był przekonany, że w wiosce stacjonują Niemcy, lub żołnierze NSZ. Ci ostatni wszak od samego początku byli dla „czerwonych” śmiertelnym wrogiem. Natychmiast zajęto się rannymi po obu stronach, a sam „Cień” zwrócił się z prośbą do „Moczara” o to, by obydwa oddziały oddały sobie honory wojskowe.

 

Pogrzebani z psem

 

Stanęli w dwuszeregu. Naprzeciwko siebie. Żołnierze AK, oko w oko z żołnierzami AL. „Moczar” nic nie podejrzewał – Kaźmierak znany był jego żołnierzom. Gdy dowódcy obydwu oddziałów stanęli obok siebie, „Cień” błyskawicznie wydobył pistolet i wypalił w głowę „Moczara”. Dokonany z zimną krwią mord był sygnałem dla komunistycznego oddziału, że czas rozpocząć rzeź. Dwuszereg AL-owców rozproszył się i począł ostrzeliwać zaskoczonych i przerażonych żołnierzy AK.

 

Była to masakra dokonana z pełną premedytacją. Komuniści zabili 18 ludzi, 13 ranili. Niektórym partyzantom „Moczara” udało się uciec i dzięki pomocy mieszkańców Owczarni uniknęli śmierci. Jak możemy przeczytać w jednej z relacji, kaci z oddziału „Cienia” okradali zabitych z mundurów i butów, a rannych dobijali. Kaźmierak miał osobiście zastrzelić nawet rannych ze swojego własnego oddziału!

 

Pomordowanych wrzucono do wielkiego dołu. Żeby dodatkowo zbezcześcić zwłoki zabitych, „Cień” kazał wrzucić tam także psa zastrzelonego podczas masakry.

 

Z bandą rabusiów i przestępców

 

„Cień” zasłynął swoim bandytyzmem na Lubelszczyźnie. Mordował żołnierzy polskiego podziemia i pacyfikował wsie z nim współpracujące.

 

Po wojnie trafił do Milicji Obywatelskiej, następnie gen. Michał Rola-Żymierski ściągnął go do Ludowego Wojska Polskiego. Jako, że Kaźmierak był otoczony złą sławą, nakazano mu zmienić nazwisko. Został więc Bolesławem Kowalskim. Otoczył się grupą pospolitych bandytów i rabusiów, z którą dokonywał brutalnych pacyfikacji w okolicach Hrubieszowa. Miał do tego specjalne pełnomocnictwo Żymierskiego i samego Nikołaja Bułganina – ówczesnego pełnomocnika rządu radzieckiego przy PKWN, zausznika Józefa Stalina.

 

Brutalność Kaźmieraka vel Kowalskiego musiała zrobić wrażenie nawet na tzw. rosyjskich doradcach w LWP. Do tego stopnia, że jeden z nich, ppłk Nikołaszkin, zabronił mu wręcz przeprowadzania pacyfikacji bez jego zgody.

 

„Cień” jednak nie zmartwił się napomnieniem „doradcy”. Po jednej z alkoholowych libacji w Pruszkowie, zastrzelił chcących go aresztować funkcjonariuszy UB. Następnie przypuścił szturm na miejscową siedzibę bezpieczniaków. Komuniści z Informacji Wojskowej aresztowali go i przykładnie ukarali wysyłając do… szkoły oficerskiej w Rembertowie.

 

W Alei Zasłużonych

 

W szkole oficerskiej nie zapamiętano Kaźmieraka jako dobrego ucznia. Pomimo tego, został mianowany dowódcą w krakowskim Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego – formacji służącej walce z polskim podziemiem. Tam także okazał się być źródłem licznych problemów. Notorycznie upijał się, był niezdyscyplinowany. W końcu, w 1951 roku został aresztowany pod zarzutem mordowania Żydów na Lubelszczyźnie.

 

Zrehabilitowany w 1954 roku, powrócił do wojska w 1957. Został uznany za „ofiarę stalinowskich represji”. Trafił do Głównego Zarządu Politycznego WP. Sześć lat później został mianowany pułkownikiem, zaś 27 maja 1966 przeszedł do pracy w Głównym Inspektoracie Obrony Terytorialnej MON.

 

Ten komunistyczny bandyta i morderca, otrzymał cały szereg odznaczeń: Krzyż Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Grunwaldu III klasy, Krzyż Walecznych, Złoty Krzyż Zasługi i Krzyż Partyzancki. Czerwony rzeźnik i oprawca zmarł 18 sierpnia 1966 roku. Spoczął w Alei Zasłużonych na Powązkach – nic dziwnego, zasłużył się wszak w walce z wrogiem klasowym.

 

Dziś we wsi Owczarnia, w której dokonał jednego ze straszliwszych mordów, stoi krzyż. Na nim tabliczka z napisem: „W tym miejscu dnia 4 maja 1944 roku zostało zamordowanych 18 żołnierzy Armii Krajowej 3 kompanii 15 pp przez grupę z AL. W 45. rocznicę Krzyż stawiają koledzy i społeczeństwo – 1989”. Zaś na pięknym nagrobku Kaźmieraka widnieje kłamliwy napis: „Za Polskę, wolność i lud”. Brakuje tylko: „za komunę”.

 

 

Krzysztof Gędłek

Wielu jest dzisiaj – oczywiście poza tzw. środowiskami postępowymi – katolików, którzy znają i podziwiają dzieło wielkiego, żarliwego i popularnego misjonarza z XVIII wieku – św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Urodził się on w miejscowości Montfort-La-Cane (francuska Bretania) w roku 1673. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1700 r.

Całe swoje życie – aż do śmierci w 1716 r. – poświęcił działalności misyjnej w miejskich i wiejskich ośrodkach Bretanii, Normandii, Poitou, Wandei, Aunis, Saintonge, Andegawenii, Maine. Mieszkańcy tych miast, w których nauczał, żyli przeważnie z rolnictwa i byli głęboko naznaczeni wiejskim sposobem życia. To dlatego św. Ludwika Marię, mimo że jego kazania były przeznaczone nie tylko dla chłopów, można uważać za apostoła głównie ludności wiejskiej.

W swoich kazaniach, które wtedy można by było określić jako bardzo współczesne i nowoczesne, nie ograniczał się do nauczania doktryny katolickiej słowami odpowiednimi dla każdej epoki i każdego miejsca, lecz również potrafił zwrócić uwagę wiernych, którzy go słuchali, na problemy najistotniejsze. To jego nadzwyczaj nowoczesne podejście do spraw wiary prawdopodobnie zaskoczyłoby niezmiernie obecnych zwolenników „unowocześnienia” (aggiornamento) Kościoła. Nie patrzył on bowiem na błędy swojej epoki jako na zwykłe owoce intelektualnych pomyłek, będących wytworem ludzi działających w dobrej wierze i pozostających poza wszelkim podejrzeniem. Błędy, które przeto mógłby zawsze rozproszyć po prostu łagodny i zręczny dialog. Zdolny do takiego dialogu, przyciągającego wiernych, jednocześnie nie tracił z oczu wielkiego wpływu grzechu pierworodnego i grzechów osobistych, jak również działań księcia ciemności, stojących u źródeł i rozwoju gigantycznej walki rozpętanej przez bezbożność przeciwko Kościołowi i Cywilizacji Chrześcijańskiej. Za jeden z elementów niezbędnych do rozpoznania problemów swojego wieku uważał on słynną triadę: świat-ciało-szatan, obecną w rozważaniach wszystkich teologów i misjonarzy z prawdziwego zdarzenia. I tak oto, zależnie od okoliczności, umiał być spokojny i łagodny jak anioł-posłaniec Boskiego umiłowania, innym razem z kolei niezwyciężony jak anioł-wojownik, wysłany, aby przestrzegać zatwardziałych grzeszników przed wyrokami Bożej Sprawiedliwości. Ten wielki apostoł umiał na przemian prowadzić dialog i polemikę, ale temperament polemisty nie przeszkadzał mu w okazywaniu słodyczy Dobrego Pasterza. Z kolei łagodność duszpasterza nie tłumiła w nim świętego rygoru polemisty.

Podając ten przykład, jesteśmy daleko od pewnych progresistowskich środowisk, dla których wszyscy nasi bracia odłączeni, heretycy lub schizmatycy, odznaczają się nieodzownie dobrą wolą, zwiedzeni przez zwykłą pomyłkę, przez co polemika z nimi jest zawsze błędem i grzechem przeciwko miłosierdziu

„Światowość” i jansenizm zjednoczone

Społeczeństwo francuskie wieków XVII i XVIII było trawione poważną chorobą. Wszystko przygotowywało je do biernego przyjęcia i zaszczepienia na swoim gruncie zalążków encyklopedyzmu, a następnie pogrążenia się w katastrofie Rewolucji Francuskiej.

Przedstawiając w tym miejscu ogólny (a więc z konieczności bardzo uproszczony) obraz tej epoki, niezbędny jednak, aby zrozumieć dzieło kaznodziejskie św. Ludwika – można powiedzieć, że u przedstawicieli trzech ówczesnych klas społecznych: duchowieństwa, szlachty i ludu, przeważały dwa typy duchowości: pobłażliwy i rygorystyczny. Ludzie o typie duchowości pobłażliwym skłaniali się ku życiu wypełnionemu przyjemnościami, które prowadziło do rozwiązłości i sceptycyzmu. Rygoryści zaś byli przychylni sztywnemu, formalistycznemu i posępnemu moralizmowi, prowadzącemu do desperacji, a nawet do buntu. To zainteresowanie głównie sprawami tego świata i jansenizm z drugiej – były dwoma biegunami, które wywierały fatalny wpływ nawet na najbardziej pobożnych i wartościowych członków ówczesnego społeczeństwa.

Obie błędne skrajności prowadziły do tego samego rezultatu. W rzeczywistości bowiem każde z nich na swój sposób oddalało dusze od świętej równowagi duchowej Kościoła, który głosi nam w godnej podziwu harmonii zarazem łagodność i rygor, sprawiedliwość i miłosierdzie. Z jednej strony naucza on o naturalnej i autentycznej wielkości człowieka, uwznioślonej przez jej wyniesienie do godności ponadziemskiej i włączenie do Mistycznego Ciała Chrystusa, a z drugiej strony – pokazuje nam nędzę, w jaką wtrącił nas grzech pierworodny z całym szeregiem jego zgubnych konsekwencji.

W tych warunkach zrozumiałym jest fakt, że te dwie skrajne i ze sobą sprzeczne postawy życiowe – „światowość” i jansenizm – zjednoczyły się przeciwko apostołowi, który głosił autentyczną doktrynę katolicką, ponieważ prawdziwym przeciwieństwem braku równowagi nie jest jakiś inny brak równowagi, lecz właściwa równowaga. Tym samym nienawiść, która ożywia zwolenników dwóch przeciwstawnych błędnych idei nie nastawia jednych przeciwko drugim, lecz przeciwko apostołom Prawdy. Zwłaszcza jeśli ta Prawda głoszona jest z dobitną szczerością i kładzie nacisk na wszystko to, co pozostaje w jaskrawej sprzeczności z błędami będącymi właśnie w modzie.

Surowa powaga i tkliwa łagodność w kazaniach św. Ludwika

Właśnie takie było nauczanie św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Jego kazania, wygłaszane w obecności rzeszy wiernych, głównie ludzi prostych, nierzadko kończyły się szczerymi aktami skruchy, żalu za grzechy i religijnego entuzjazmu. Jego słowa – jasne, logiczne, a zarazem płomienne i głębokie, poruszały dusze osłabione rozwiązłością i zmysłowością, które to grzechy w tamtej epoce rozpowszechniały się począwszy od najwyższych klas dochodząc do innych grup społecznych. Bardzo często się zdarzało, iż pod koniec jego kazań słuchacze gromadzili na placu publicznym stosy frywolnych i zmysłowych przedmiotów oraz bezbożnych książek, a następnie je podpalali. Gdy tylko stos zaczynał płonąć, nasz niezmordowany misjonarz ponownie zabierał głos, wzywając lud do surowości obyczajów.

To dzieło odnowy moralnej miało znaczenie przede wszystkim nadprzyrodzone i pobożne. Jezus Chrystus ukrzyżowany, Jego Krew, Jego Przenajświętsze Rany, Ból Maryi były punktem wyjścia, a także punktem kulminacyjnym jego kazań. Dlatego też promował w Pontchateau budowę wielkiej Kalwarii, która miała stać się centrum jedności, scalającym cały powołany przezeń ruch duchowy.

W Krzyżu widział nasze święte źródło mądrości najwyższej, mądrości chrześcijańskiej, która uczy człowieka widzieć i kochać w stworzonych rzeczach przejawy i symbole Boga; przedkładać Wiarę nad pyszny rozum, Wiarę i prawy rozum nad zbuntowane zmysły. Moralność zaś nad rozwiązłą wolę, duchowość nad cielesność, a wieczność nad doczesność.

Jednakże ten żarliwy głosiciel chrześcijańskiej surowości w jej najczystszej postaci nie miał w sobie nic z posępnej surowości Savonaroli czy Kalwina. U św. Ludwika była ona złagodzona przez niezwykle wzruszające oddanie Matce Bożej.

Można powiedzieć, że nikt tak jak on nie poświęcił się z takim zapałem krzewieniu kultu Matki Bożej Miłosiernej. Najświętsza Panna, jako niezbędna pośredniczka – z Boskiego wyboru – pomiędzy Jezusem Chrystusem a ludzkością, była celem jego nieustannego zachwytu, który sprowokował go do wielce oryginalnych i głębokich rozważań. Żaden krytyk nie może odmówić im genialności. Wokół Powszechnego Wstawiennictwa Maryi, które dzisiaj jest prawdą wiary, św. Ludwik Maria Grignion de Montfort zbudował całą mariologię, która jest największym pomnikiem wszechczasów wzniesionym Dziewiczej Matce Boga.

Takie są główne rysy jego godnej podziwu misji kaznodziei. Dzieło to zostało zawarte w trzech głównych pracach napisanych przez św. Ludwika: „Miłość Przedwiecznej Mądrości”, „Traktat o prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” i „List do Przyjaciół Krzyża”, niezwykle znaczącej swego rodzaju trylogii złota i ognia, w której jako „arcydzieło pomiędzy arcydziełami” wyróżnia się „Traktat o prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”*. Na podstawie tych dzieł możemy wyrobić sobie pogląd na temat tego, co było prawdziwą substancją kazań św. Ludwika Marii Grignion de Montfort.

Przygotował reakcję przeciwko Rewolucji Francuskiej

Św. Ludwik Maria był wielkim prześladowanym. Ten rys podkreślają wszyscy jego biografowie. Przeciwko jego działaniom rozpętała się prawdziwie wściekła burza, a to za sprawą obozu libertynów, sceptyków rozwścieczonych w obliczu takiej wiary i takiej surowości, a także za sprawą jansenistów, oburzonych wielkim kultem Matki Bożej, z którego emanowała niewyrażalna słodycz. Stąd zamęt i wrogość wobec niego w całej Francji. Nierzadko, tak jak to się stało w 1705 r. w Poitiers, jego wspaniałe „auto-da-fé” przeciwko niemoralności były przerywane przez władze kościelne, które unikały w ten sposób niszczenia przedmiotów prowadzących do zguby. W prawie wszystkich diecezjach Francji zabroniono mu wykonywania posługi kapłańskiej. Po roku 1711 tylko biskupi La Rochelle i Luçon udzielili mu pozwolenia na prowadzenie dalszej działalności misyjnej. Warto też pamiętać o tym, że w 1710 r. król Ludwik XIV nakazał zburzenie Kalwarii w Pontchateau.

Wobec tej ogromnej potęgi zła, nasz święty okazał się prorokiem. W ognistych słowach wskazywał pojawienie się zalążków zła, które podkopywało ówczesną Francję i przepowiedział katastrofalny przewrót, który miał być ich następstwem. Wiek, w którym żył św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, jeszcze się nie zakończył, gdy Rewolucja Francuska potwierdziła w złowieszczy sposób jego przepowiednie.

Na zakończenie odnotujmy jeszcze jeden fakt, jednocześnie znamienny i wzbudzający entuzjazm: to właśnie w tych regionach, w których św. Ludwik mógł bez przeszkód głosić swoją doktrynę, z którą identyfikował się pobożny lud, zbrojnie powstali „szuani” walczący z rewolucyjną bezbożnością. Byli to potomkowie tych samych chłopów, których nauczał wielki św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, ocalonych od zarazy Rewolucji Francuskiej.

 

Plinio Corrêa de Oliveira

Był jedną z najważniejszych postaci w katowskiej stajni Józefa Stalina. W ciągu 70 lat życia WŁASNORĘCZNIE zabił blisko 50 tys. ludzi. Ta swinia czerwona zeznia Stalina. Brał też udział w jednym z największych komunistycznych mordów – zbrodni katyńskiej.

Oto Wasilij Błochin.

 

W okresie I wojny światowej Błochin walczył w carskiej armii. Po rewolucji bolszewickiej został gorliwym czekistą, wiernym człowiekiem Lenina. Jak na funkcjonariusza WCzK przystało był maszyną do zabijania, bestią prześladującą przeciwników rewolucji. Jednak prawdziwa kariera czekała zabójcę w szeregach NKWD, pod skrzydłami tego, przed którym Lenin przestrzegał współpracowników w swoim testamencie – Józefa Stalina.

 

Wybawiciel

 

Błochin był bardzo gorliwy. Po rzekomym zamachu na starego bolszewika, Siergieja Kirowa (grudzień 1934), który był początkiem stalinowskiej czystki w szeregach Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii Bolszewików (WKP(b)), pozycja enkawudzisty wzrosła. Nie dlatego, by miał on jakieś wyjątkowe predyspozycje polityczne, ale jako zaprawiony w bojach z kontrrewolucją czekista idealnie nadawał się do tego, by wykonywać kolejne wyroki śmierci. To on wpakował kule w głowy takich tuzów leninowskiej rewolucji, jak Grigorij Zinowiew, czy Lew Kamieniew. Sądzeni za sympatyzowanie z Trockim, do końca byli przekonani, że nie muszą obawiać się o swoje życie, mimo, iż najwyższego wymiaru kary dla nich żądał niesławnej pamięci prokurator Andriej Wyszynski. W końcu, gdy zapadły wyroki śmierci obydwaj bolszewicy – podczas procesu nazywający siebie mętami i faszystami – napisali prośbę o łaskę do Stalina. Radziecki przywódca nie chciał jednak, by żyli – trafili w ręce Błochina, który wykonał wyrok.

 

Błochin mordował wrogów rewolucji na zamówienie. Jak wspominał inny z katów „nie była to praca łatwa”. Dlatego, po oddaniu strzału w potylicę szło się na wódkę: „(…) piło się do utraty świadomości. (…) Byliśmy tak zmęczeni, że ledwo trzymaliśmy się na nogach. A myliśmy się wodą kolońską. Do pasa. Inaczej nie pozbylibyśmy się zapachu krwi i potu. Nawet psy uciekały i jeśli szczekały, to z daleka” – wspomina jeden ze stalinowskich morderców.

 

Na fali przeprowadzanych przez Stalina czystek ginęli kolejni szefowie Błochina – najpierw Gienrich Jagoda, później Nikołaj Jeżow. Kolejnym szefem NKWD został, robiący szybką karierę przy boku Józefa Wissarionowicza, bezwzględny Ławrentij Pawłowicz Beria. Szybko postanowił on oczyścić Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych z ludzi swojego poprzednika. Ofiarą czystek miał być m.in. Błochin. Beria zebrał niezbędne materiały, po czym stosowny nakaz aresztowania przedłożył Stalinowi. Ten jednak wybawił swojego cyngla od śmierci. Podczas śledztwa w 1953 roku Ławrentij Pawłowicz tak wspominał tę sprawę: „Stalin ze mną się nie zgodził, mówiąc, że takich ludzi nie należy wsadzać, że oni są od czarnej roboty. Wezwał od razu naczelnika ochrony N.S. Własika i zapytał go, czy Błochin bierze udział w wykonywaniu egzekucji i czy powinno się go aresztować. Własik odpowiedział, że bierze udział i że razem z nim w egzekucjach uczestniczy jego asystent (…) i wyraził się o Błochinie pozytywnie”.

 

Beria oczywiście skwapliwie poinformował Błochina o postępowaniu, jakie toczyło się w jego sprawie i w jaki sposób kula minęła jego głowę. Jak napisał później w tajnym raporcie, Błochin miał obiecać, że będzie dobrze pracował i nadal pozostanie oddany partii oraz władzy radzieckiej.

 

Misja: Katyń

 

Gdy w 1939 roku sprzymierzona z III Rzeszą bolszewicka Rosja zajęła wschodnie tereny II Rzeczpospolitej, w głowie Stalina narodził się kolejny, krwawy plan. Zdecydował o zamordowaniu Polaków wziętych do niewoli przez Armię Czerwoną. Byli wśród nich nie tylko żołnierze, ale również policjanci, księża i właściciele ziemscy. Beria zameldował swojemu szefowi, że w rosyjskich rękach znalazło się 14 tys. 700 oficerów i policjantów oraz 11 tys. obszarników. Jak ocenił w raporcie szef NKWD byli to „szpiedzy i sabotażyści (…) nieprzejednani (…) wrogowie władzy radzieckiej, którzy zostaną osądzeni przez (…) towarzyszy Mierkułowa, Kobułowa i Basztkowa”.

 

Stalin nie miał wątpliwości, że niesiona do Polski żagiew rewolucji musi pociągnąć za sobą fizyczną eliminację jej elity narodowej. Bez wahania złożył więc swój podpis pod decyzją o wymierzeniu polskim jeńcom kary śmierci. Po nim podpisy posłusznie złożyli Woroszyłow, Mołotow i Mikojan. Dla dopełnienia czystej formalności – jakże często psychopaci dbają o szczegóły w tak upiornych momentach – zatelefonowano jeszcze do nieobecnych członków Biura Politycznego WKP(b) Kalinina i Kaganowicza, którzy oczywiście zagłosowali „za”.

 

Wymordowanie ponad 25 tys. było zadaniem, które mieli wziąć na siebie sprawdzeni czekiści. Jednym z nich był właśnie Wasilij Błochin. Z makabryczną misją udał się on do Kalinina (obecnie Twer), gdzie miał mordować jeńców z obozu w Ostaszkowie.

 

Fartuch i rękawice

 

Egzekucje w ówczesnym Kalininie odbywały się w piwnicy wewnętrznego więzienia NKWD. Za ich przebieg odpowiedzialna była trójka przysłana z Moskwy – Nikołaj Siniegubow, Michaił Kriwienko i właśnie Wasilij Błochin. Mieszkali oni w specjalnym wagonie-salonce. Błochin był postacią niezwykle istotną, bo to on, wspólnie z komendantem Zarządu Administracyjno-Gospodarczego NKWD obwodu kalinińskiego, Andriejem Rubanowem, opracowywał najskuteczniejszy sposób mordowania Polaków. Przywiózł też ze sobą walizkę pistoletów Walther kal. 7,65 mm, które były znacznie sprawniejsze niż rosyjskie nagany, oraz operatorów koparki, by można było szybko wykopać odpowiednio przestronne doły zdolne pomieścić jak najwięcej ciał.

 

W końcu Błochin rozpoczął katowski proceder. Naoczny świadek tamtych wydarzeń, szef kalinińskiego NKWD, Dmitrij Tokariew (twierdził, że nie strzelał do Polaków) tak opisywał, krwawą noc w Kalininie: „(…) zrobiło [to – przyp. red.] niesamowite wrażenie, gdy po raz pierwszy wstąpili do mnie, do gabinetu: Błochin, Siniegubow i Krywienko. No Chodźmy, zaczniemy, idziemy! Chodźmy”. Gdy przyjechał pierwszy transport z Ostaszkowa, do więzienia NKWD wprowadzano pojedynczo jeńców przez specjalny korytarz, z którego skręcano w lewo do specjalnej czerwonej świetlicy. Był to tak zwany pokój leninowski o wymiarach 5 na 5 metrów. Następnie sprawdzano dane personalne. Tokariew, który miał przez jakiś czas uczestniczyć w przepytywaniu Polaków, zapytał jednego z nich, sprawiającego wrażenie wyjątkowo młodego człowieka: „Ile masz lat?”, „Osiemnaście”, „Gdzieś pełnił służbę?”, „W straży granicznej”. Jak twierdził świadek, chłopak miał przepracować jedynie sześć miesięcy. Przechodząc do kolejnego pomieszczenia uśmiechał się…

 

Nic dziwnego. Nie mógł wiedzieć, co go tam czeka. Ściany drzwi wychodzących na korytarz, przez który go prowadzono, obite były wojłokiem, podobnie wyciszono ściany celi śmierci. Chłopca przed wprowadzeniem do miejsca kaźni zakuto najpewniej w kajdanki. W pokoju czekał on – Błochin. Ubrany był w brązową, skórzaną czapkę i takiż długi fartuch, na rękach naciągnięte miał rękawice, mankiety podciągnął powyżej łokci. Jak po latach wspomniał Tokariew: „zobaczyłem kata”. Ubiór to autorski pomysł Błochina – miał on chronić mundur przed plamami z krwi. Tak ubrany, był gotowy do naciśnięcia spustu. Doświadczeni kaci – a takim przecież był Błochin – nie strzelali jednak prosto w potylicę. Ważne było ułożenie lufy pistoletu. Pocisk wystrzelony w potylicę powoduje wielki krwotok, bo kula przebija się przez czoło. Dlatego wprawny zabójca celował w kark, kierując pistolet lekko ku górze, tak by pocisk przeleciał przez oczodół. W ten sposób sowieccy oprawcy zachowywali czystość w celi śmierci.

 

Ciało wyrzucano z celi przez specjalne drzwi niemal wprost na czekającą ciężarówkę. Zwłoki przykrywano brezentem i wieziono do specjalnie przygotowanych dołów.

 

300 to za dużo

 

Pierwszej nocy, 5 kwietnia, kaci źle ocenili swoje możliwości, rozstrzeliwując ponad 300 jeńców. Morderstwa zaczęły się w kwietniu, gdy noc była krótka, toteż enkawudziści musieli „pracować” po wschodzie słońca. A to było wbrew przyjętym regułom. Błochin zarządził więc zmniejszenie transportów z jeńcami do mniej więcej 250.

 

Istotne było także i to, by przy całym procederze nie było żadnych świadków niesplamionych krwią Polaków. Każdy, kto wiedział o tym, co działo się w piwnicach więzienia NKWD musiał spełnić rolę kata. Nie było mowy o jakimkolwiek niewinnym świadku zbrodni. Do jeńców strzelali więc nie tylko zaprawieni enkawudziści, ale też np. kierowcy.

 

Po każdej nocy, gdy kończono – jak nazywał to Błochin, a za nim pozostali kaci – „robotę”, udawano się na alkoholową libację. Wódkę pito zawsze po egzekucjach, bo sam Błochin nie pozwalał zabijać pod wpływem alkoholu. Wierny zabójca Stalina nie zapomniał też nagrodzić swoich ludzi, gdy dokonali krwawego działa. Tokariew: „A gdy zakończyli całą tę brudną sprawę, moskwianie urządzili w swoim wagonie-salonce coś w rodzaju bankietu (…)”.

 

W ciągu niespełna dwóch miesięcy, między 5 kwietnia a 16 maja Bolszewicy rozstrzelali 6300 polskich jeńców. Beria był dumny ze swoich „chłopców”, bo przyznał im specjalną nagrodę w wysokości miesięcznego wynagrodzenia. Jak przyznał Tokariew, wypłacanie takich premii była rzadką praktyką.

 

Krótka emerytura

 

Zbrodnia katyńska to jeden z największych aktów barbarzyństwa rosyjskich komunistów. Zdaniem Tokariewa, wielu z tych, którzy rozstrzeliwali Polaków w Kalininie nie wytrzymało psychicznie i popełniali samobójstwa. Czy można wierzyć temu enkawudziście? Z danych prowadzącej śledztwo w sprawie katyńskiej rosyjskiej Głównej Prokuratury Wojskowej wynika faktycznie, że życie odebrało sobie kilku kalinińskich zbrodniarzy: Piotr Karcew, Wasilij Pawłow, Andriej Rubanow i Nikołaj Suchariew. Jeśli jednak pozwalać sobie na spekulacje nad motywami tych samobójstw, to wcale niewykluczone jest, że ludzie ci musieli umrzeć nie z własnej woli, jako świadkowie i realizatorzy chorego zamysłu Stalina i jego konfratrów.

 

Takie przypuszczenie jest tym bardziej prawdopodobne, jeśli prześledzimy losy Błochina. Część rosyjskich historyków twierdzi, że ów człowiek-symbol komunistycznego okrucieństwa odebrał sobie życie. Nie wskazuje na to jednak lekarskie orzeczenie, w którym pod datą zgonu zabójcy – 3 lutego 1955 roku – znajduje się jedynie informacja, że śmierć nastąpiła na skutek zawału mięśnia sercowego, lub choroby nadciśnieniowej. W dodatku Błochin, po powrocie z Kalinina, doczekał się przy boku Berii awansu do stopnia generała-majora NKWD. Pryncypał udzielił mu więc pochwały. Jego problemy zaczęły się dopiero po śmierci Stalina. To na fali odwilży zdecydowano o przeniesieniu Błochina na emeryturę. W niespełna dwa lata później już nie żył. Przyczyną jego śmierci wcale nie musiała być więc choroba…

 

 

Krzysztof Gędłek

Read more: http://www.pch24.pl/katynski-cyngiel-stalina,22285,i.html#ixzz30KGsjHpM

Postrzelony w poniedziałek przez nieznanych sprawców mer Charkowa Hennadij Kernes, który jest w ciężkim stanie, w nocy z poniedziałku na wtorek został przewieziony na leczenie do Izraela , KRAJU ktory rzadzi Ukraina- poinformował rzecznik rady miejskiej Jurij Sidorenko.

 

Hennadij Kernes /PAP/EPA
Hennadij Kernes

Dodał, że w poniedziałek późnym wieczorem przyjechali izraelscy lekarze, którzy wysoko ocenili pracę lekarzy ukraińskich, ale zarekomendowali przewiezienie rannego na leczenie do Izraela. O godz. 3.20 (czasu lokalnego) samolot z Kernesem na pokładzie odleciał z charkowskiego lotniska.

Zgodę na leczenie mera za granicą wydała prokuratura generalna.

Kernes został zraniony z broni palnej w południe podczas przejażdżki rowerowej; przeszedł operację. Jego przyjaciele poinformowali, że polityk ma przestrzeloną wątrobę i płuco. Przypuszczają, że do mera strzelał snajper.

MSW jako jedną z wersji zamachu rozpatruje zemstę za działania Kernesa przeciwko prorosyjskim separatystom.

Kernes, który jest członkiem Partii Regionów obalonego w lutym prezydenta Wiktora Janukowycza, po jego ucieczce do Rosji także schronił się za wschodnią granicą Ukrainy, jednak szybko powrócił do swego miasta.

Mimo że wcześniej był krytykiem protestów w Kijowie, które doprowadziły do odsunięcia Janukowycza do władzy, gdy na wschodniej Ukrainie zaczęły się akcje prorosyjskich separatystów, opowiedział się za jednością państwa.

Policyjni eksperci w miejscu, gdzie strzelano do mera /PAP/EPA
Policyjni eksperci w miejscu, gdzie strzelano do mera

Zdaniem politologów to właśnie dzięki cieszącemu się autorytetem charkowskich elit Kernesowi w jego mieście nie dopuszczono do zajęcia przez separatystów budynków instytucji państwowych, tak jak to ma miejsce w Doniecku czy Ługańsku. W połowie marca separatyści opanowali wprawdzie siedzibę rady obwodowej w Charkowie, jednak szybko zostali z niej wyparci przez milicję.

Interia.pl

W ramach zaostrzania walki klasowej, w jej nowym gender wydaniu, sodomicka tęcza wraca i znów będzie plugawić warszawski plac Zbawiciela.

Sfinansowana kilkukrotnie z pieniędzy zrabowanych przez fiskus podatnikom instalacja Julity Wójcik, która na początku występowała pod fałszywą banderą ruchu spółdzielczego, ma zostać ustawiona 1 maja, tym razem jako symbol walki z homofobią.

 

Julity Wójcik chce by tęcza była symbolem solidarności w walce o przywileje dla sodomitów, jedności z genderowską strategią Unii Europejskiej, oraz symbolem walki z homofobią.

 

O powrocie sodomickiej tęczy na plac Zbawiciela 1 maja zadecydowała rządząca Warszawą Platforma Obywatelska. PO w ten sposób chce uczcić 10 rocznicę integracji Polski z Unią Europejską. Pierwotnie artystka chciała reaktywować tęcze 17 maja w Międzynarodowym Dniu Walki z Homofobią, ratusz na to jednak nie przystał.

 

Na instalacje sodomickiej tęczy rządząca Warszawą PO zmarnuje tym razem według doniesień prasowych 110.000 złotych. Właścicielem sodomickiej instalacji jest placówka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Instytut Adama Mickiewicza.

 

Misją Instytutu Adama Mickiewicza jest uwiarygodnienie Polski „jako niezastąpionego ogniwa międzynarodowego obiegu idei, wartości i dóbr kultury najwyższej próby”. Celem Instytutu jest „wzrost wartości marki Polska oraz zwiększenie skuteczności i efektywności komunikacji brandu Polska w wymiarze kultury”.

 

29 marca 2014 narodowcy z organizacji Młodzi Aktywni Nowocześni, Sekcji Kobiet Ruch Narodowego, Obozu Narodowo Radykalnego, Ruchu Narodowego i Narodowej Warszawy demonstrowali przeciw ponownej instalacji sodomickiej tęczy na Placu Zbawiciela w Warszawie i marnowaniu na ten cel pieniędzy podatników.

 

Joanna Sapijaszko aktywistka Sekcji Kobiet i kandydatka Ruchu Narodowego do euro parlamentu, w swoim przemówieniu stwierdziła, że sodomicka tęcza na Placu Zbawiciela to „miś na miarę naszych możliwości, żywcem wyciągnięty z filmów Barei”. Zdaniem nacjonalistki „środowisko LGBT przywłaszczyło sobie tęczę wypaczając jej symbolikę”. Zdaniem Sapijaszko „tęcza nie pasuje do tego zabytkowego placu Warszawy. Jest niedopracowaną, odpustową pseudo sztuką”. Według przedstawicielki Sekcji Kobiet pieniądze zmarnowane na instalacje tęczy winny być wydane na rzeczywiste potrzeby mieszkańców takie jak np. metro.

 

Zdaniem wypowiadającej się podczas protestu przedstawicielki Brygady Mazowieckiej Obozu Narodowo Radykalnego i kandydatki Ruchu Narodowego do europarlamentu Doroty Smosarskiej tęcza została „zawłaszczona przez środowiska dewiantów seksualnych i ich mocodawców, stała się symbolem agresywnej eurolewicy”. Według nacjonalistki ustawianie tęczy na placu Zbawiciela na wprost kościoła katolickiego jest obrzydliwą antykatolicką prowokacją, wyrazem nienawiści do katolików. Także i działaczka ONR domagała się zaprzestania marnowania pieniędzy podatników na lewicową propagandę.

 

Tęcza szpecąca od dłuższego plac Zbawiciela jest instalacją Julity Wójcik. Instalacje tą sfinansowano, i dalej się finansuje, z pieniędzy odebranych podatnikom. W 2010 roku koszt Tęczy i czterech innych instalacji wynieść miał według zamówienia przetargowego na kompleksową koordynacje pięciu projektów artystycznych w przestrzeni publicznej Brukseli 193.000 euro czyli 787.000 złotych bez uwzględniania inflacji.

 

Według oficjalnych deklaracji tęcza miała być to promocja ruchu spółdzielczego. Z tekstów Gazety Wyborczej można odnieść wrażenie, że jednak sodomii. Instalacja została przygotowana przez artystkę dla Instytutu Adama Mickiewicza, placówki Ministerstwa Kultury. Instytut, z pieniędzy podatników, konsekwentnie ją rekonstruował.

 

Sodomicka tęcza była przez Warszawiaków palona wielokrotnie: nocą z 12 na 13 października 2012, 31 grudnia 2012, 4 stycznia 2013, 24 lipca 2013, 11 listopada 2013. Dodatkowo kilkukrotnie instalacja była dewastowana bez użycia ognia.

 

8 maja 2013 producenci porno z Fuck For Forest mieli „walczyć o prawo do publicznej nagości” czyli do tego by każdy zboczony ekshibicjonista mógł się obnażać bezkarnie i ranić swoim ohydnym widokiem zmysły postronnych obserwatorów.

 

Organizacje Fuck For Forest założyli Leonę Johansson i Tommy’ego Hom Ellingsena w Norwegii w 2004 roku. Organizacja zarabia na dystrybucji porno kręconego w krzakach – Gazeta Wyborcza nazywa to zbieraniem „funduszy poprzez stronę internetową, na której odpłatnie oferowane są treści pornograficzne o tematyce związanej z ochroną środowiska”. Zebrane fundusze mają trafiać, do organizacji ekologicznych. Obecnie Fuck For Forest rezyduje w Berlinie. Według Wikipedii cytowanej przez Gazetę Wyborczą organizacje wspierał finansowo rządu Norwegii.

 

Do publicznej kopulacji pod tęczą jednak nie doszło. Na placu Zbawiciela, czekało prócz kilkudziesięciu dziennikarzy rządnych taniej sensacji, także kilkudziesięciu kibiców Legii oraz nacjonalistów chcących wyrazić swój negatywny stosunek do pornografii i jej propagatorów. Porno przedsiębiorcy przerażeni zainteresowaniem ze strony młodych kibiców i nacjonalistów postanowili nie ryzykować, i nie przeprowadzili swojej akcji promocyjnej. Powagę sytuacji podkreślały stacjonujące w okolicach placu Zbawiciela oddziały prewencji policji.

 

W stojącym tłumie przeciwników można było dostrzec osoby wyposażone w tablice z anty pornograficznymi hasłami – „Porno uczy nienawiści do kobiet” i „Porno. Przemoc. Patologia. Pedofilia. Stop”. Jedna z nich chętnie udzielała wywiadów. Przeciwnik pornografii zwracał uwagę, że przemysł porno propaguje wiele patologii. Filmy prezentowane na powszechnie dostępnych, w tym i dla dzieci, bezpłatnych portalach, wychowują konsumentów porno w przekonaniu że kobiety są brudnymi zwierzętami pragnącymi by zadawano im ból i poniżano. Dodatkowo przemysł porno w swoich produkcjach promuje takie patologie jak: gwałty, kazirodztwo, pedofilie – głównie w swoich animowanych produkcjach, wykorzystywanie seksualne, przemoc seksualną, poniżanie. Dodatkowo przemysł porno propaguje takie szkodliwe dla zdrowia zachowania jak seks analny.

 

Nieoczekiwanie w sobotę 12 kwietnia 2014 ruszyła na placu Zbawiciela rekonstrukcja sodomickiej tęczy. Ruch Narodowy pod którego oknami rozpoczęła się budowa promującej sodomickiej instalacji zorganizował spontaniczny proce, narodowcy zaczęli się zwoływać za pomocą SMSów i portali społecznościowych.

 

Wiadomość o proteście znany z łamów tygodnika Najwyższy Czas publicysta otrzymał podczas konferencji o polityce obronnej zorganizowanej przez Ruch Narodowy. Publicysta w pobliskim punkcie ksero napisał i wydrukował kilka plakatów o treści „niskie podatki lepsze od sztuki nowoczesnej” i „sodomia szkodzi zdrowiu jak narkotyki”. Wydruki zostały naklejone zakupioną taśmą w kiosku na kartonach sprezentowanych w pobliskim sklepie – czynności te zwróciły uwagę czujnego patrolu policji.

 

Plakaty rozdane zostały wśród młodych narodowców zbierających się na placu, trzymające je osoby zostały spisane. Przeciwnicy tęczy zaopatrzeni byli też w polskie flagi. Równocześnie na środku placu ogromny dźwig rozpoczął montaż metalowych przęseł konstrukcji.

 

Nagle tłum przeciwników sodomickiej tęczy wraz z licznymi dziennikarzami ruszył na środek placu i uniemożliwił ich kontynuowanie. Narodowcy, w tym i kandydujacy do europarlamentu Krzysztof Bosak, usiedli na środku placu i rozpoczęli pokojowy protest w stylu Mahatmy Gandhiego. Policja uniemożliwiła wielu dziennikarzom relacjonowanie protestu z miejsca gdzie się odbywał. Po jakimś czasie oddziały prewencji brutalnie spacyfikowały pokojowy protest. Narodowcy byli wyciągani spośród siedzących, powalani na ziemie twarzą do podłoża, kilku klęczących na i wokół nich policjantów zakładało im kajdanki i wlokło do policyjnych samochodów. Zachowanie policji wobec pokojowego protestu szokowało licznie zebranych wokół placu Warszawiaków – nie wszystkich – jeden z przygodnych zwolenników tęczy zaatakował publicystę znanego z łamów Najwyższego Czasu, groził mu i usiłował mu zniszczyć plakat. Po zakończonej pacyfikacji policja spisywała Warszawiaków stojących pod kościołem na placu Zbawiciela, oficjalnie w ramach poszukiwania osób ściganych.

 

Dwa dni wcześniej publicysta znany z łam tygodnika Najwyższy Czas w Zachęcie miał okazje rozmawiać z Julita Wójcik, która jest autorką tęczy. Wójcik w Zachęcie zorganizowała składanie kwiatów, które ozdobią na tęczowo stalową konstrukcje montowaną w sobotę na placu Zbawiciela.

 

W rozmowie z publicystą znanym z łamów tygodnika Najwyższy Czas Julita Wójcik zadeklarowała, że nie ma pojęcia jakie były dotychczasowe koszty kilkukrotnych rekonstrukcji tęczy i skąd pochodziły środki przeznaczone na instalacje.

 

Wojcik poinformowała, że jest przedstawicielką sztuki kontekstualnej, dzięki czemu zmieniała przesłania tęczy zależnie od zmieniającego się kontekstu. Tęcza najpierw symbolizowała symbolizująca ruch spółdzielczy, by po protestach homofobów stać się symbolem sodomitów. Artystce nie przypadły do gustu sugestie publicysty znanego z łam tygodnika Najwyższy Czas, że logicznie można uznać środowiska homofobów, którzy zmienili kontekst a więc i samo dzieło, za współtwórców tęczy.

 

Autorka tęczy stwierdziła, zadeklarowała ze popiera prawo sodomitów do ekspresji w przestrzeni publicznej, i uznaje, krytycy sodomitów paląc tęcze wykluczyli się z debaty publicznej. Wójcik uznała też, że należy ustawowo zapewnić sodmitom przywileje chroniące ich przed krytyką, i surowo karzące tak zwane przestępstwa nienawiści.

 

Wojcik broniła przeznaczania pieniędzy podatników na sztukę nowoczesną, uznając że to inwestycja w budowę tolerancji. Artystka skrytykowała za to finansowanie z pieniędzy podatników Muzeum Jana Pawła II. Julita Wójcik w swoim oświadczeniu, które można znaleźć na stronie Gazety Wyborczej stwierdziła, że tęcza to symbol solidarności z sodomitami, promowaniem gender przez Unie Europejską i walki z homofobią.

 

Kolejny protest przeciw marnowaniu pieniędzy podatników na sodomicką tęcze odbędzie się w czasie obchodów dnia walki z socjalizmem 1 maja.

 

11:00 – pl. Zbawiciela, przeciw pedofilii obecnej w ruchu LGBTQ

12.00 – protest pod przedstawicieltwem UE na ul. Jasnej przeciw UE

13.00 – pl. Zbawiciela – protest przeciw homo”tęczy” i 10. Rocznicy Anschlussu Polski do UE

15.00 – Marsz Nacjonalistów spod pomnika Dmowskiego na pl. Na Rozdrożu na pl. Zamkowy

 

Jan Bodakowski

tekst na ten temat ukazał się na łamach tygodnika „Najwyższy Czas”

sobotni protest na placu Zbawiciela

https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/t1.0-9/10253933_621406294601882_6249151577275764354_n.jpg

https://scontent-b-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-ash3/t1.0-9/1625474_621408121268366_7601238001879699068_n.jpg

https://scontent-b-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-frc1/t1.0-9/10003441_621457514596760_5496912278783447311_n.jpg

https://scontent-a-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-frc3/t1.0-9/1609615_621457551263423_7592943393605580081_n.jpg

https://fbcdn-sphotos-f-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/t1.0-9/10155400_621458091263369_5679230008158873933_n.jpg

https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/v/t1.0-9/1613980_621463207929524_3091547588954948841_n.jpg

https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn2/t1.0-9/10171093_621478247928020_7290109605830642742_n.jpg

W związku z opublikowaniem książki Dariusza Rosiaka pt. „Wielka odmowa”, w której autor próbuje wykreować obraz o. M. A. Krąpca jako tajnego współpracownika SB – wszystkich zainteresowanych tym problemem informujemy, że:

1) Książka została napisana pod przyjętą wcześniej tezę, a mianowicie, że skoro Ojciec Krąpiec obronił KUL przed likwidacją, zaplanowaną przez władze komunistyczne, to na pewno musiał „dogadywać się” z ówczesną władzą, a zatem musiał być tajnym współpracownikiem. Aby tezę tę dowieść autor wkomponowuje postać Ojca Krąpca w opowieść o dwóch innych osobach: o zdeklarowanym agencie SB (E. Kotowskim) i działaczu niepodległościowym (J. Krupskim). W tym układzie Krąpcowi została przydzielona rola „gracza” z SB, którą miałby rzekomo prowadzić dla ocalenia KUL, jednak w grze tej został przechytrzony przez SB. Na czym to „przechytrzenie przez SB” miałoby polegać, nie jest jasne, skoro każdy, kto zna historię KUL-u z czasów komunizmu, wie, że chociaż KUL został przeznaczony do likwidacji przez władze komunistyczne, to właśnie dzięki staraniom Ojca Krąpca został ocalony i rozbudowany jako miejsce wolnych badań i poszukiwań naukowych.

2) Książka w części dotyczącej Ojca Krąpca jest zlepkiem domysłów wybranych rozmówców autora, nadinterpretacji, a nierzadko także i insynuacji (jak choćby tych, że był on rzekomo w stałym konflikcie z kard. Karolem Wojtyłą oraz Prymasem kard. Stefanem Wyszyńskim) – z których przebija jeden cel: zdeprecjonować jego pracę na rzecz KUL i Kościoła, a także dla polskiej humanistyki.

3) Autor dokonał „wielkiej manipulacji” dokumentami wytworzonymi przez SB (a także gen. K. Straszewskiego). Po pierwsze, bez sprawdzenia i rzetelnego badania przypisał wszystkie wytworzone przez SB (a także Straszewskiego) dokumenty, sygnowane „TW Józef” Ojcu Krąpcowi. A przecież badacze rozmiarów esbeckiej inwigilacji KUL-u wskazują, że osób o pseudonimie „TW Józef” było więcej. Po drugie, jednoznacznie przypisał wytworzone przez SB i Straszewskiego raporty z rozmów z „TW Józef” Ojcu Krąpcowi na podstawie oświadczenia jednego z członków komisji dominikańskiej, który dopiero w 1981 r. wstąpił do zakonu i nie mógł znać wcześniejszej działalności Ojca Krąpca. Po trzecie, każdy kto osobiście znał Ojca Krąpca i styl jego dyskursu, łatwo odkryje, że nie oddają one ani charakteru, ani stylu, ani sposobu jego wypowiadania się. Po czwarte, autor miał możliwość skonfrontować wytworzone przez SB raporty z osobistymi wypowiedziami Ojca Krąpca, zawartymi w książce „Porzucić świat absurdów”, do której miał dostęp, a jednak tego nie uczynił. Ponadto – by ujawnić manipulację informacjami – wystarczy zacytować wpis w kartotece SB z 29.05.1952 r., że Krąpiec został poddany rozpracowaniu „jako podejrzany o wrogą propagandę i wychowywanie młodzieży na wrogów obecnego ustroju”. Wszystko to odsłania niejasne intencje autora reportażu i stawia pod znakiem zapytania jego rzetelność.

4) Wszystkie rozmowy Ojca Krąpca z władzami komunistycznymi – w czasie lat rektorstwa (1970–1983) stanowiły konieczny element jego służby Uniwersytetowi. Prowadzona przez niego polityka zaowocowała dla KUL-u uratowaniem go od likwidacji materialnej (odbudowa zrujnowanego gmachu), naukowej (zatrzymanie likwidacji wydziałów) i kadrowej (rozwój kadry naukowej), a także zainteresowanie zagranicy losem jedynego wolnego w bloku wschodnim Uniwersytetu. Próba zinterpretowania tej wielkiej pracy jako formy współpracy z SB jest nadużyciem i przejawem manipulacji oraz przeczy zdrowemu rozsądkowi. Wystarczy postawić pytanie: jaki niby osobisty cel i korzyść miałby odnieść z tej współpracy Krąpiec – by odsłonić bezsens stawianych zarzutów. Ponadto, mimo jednoznacznego oświadczenia agenta Kotowskiego, że relacji Krąpca z gen. Straszewskim nie można określać w kategoriach agent – oficer, autor uparcie buduje tezę o rzekomej agenturalnej działalności Ojca Krąpca.

5) Publikacja nie jest zatem naukowym opracowaniem, lecz dziennikarską ekspresją zbudowaną z fragmentów rozmów i informacji oraz dokumentów wytworzonych przez funkcjonariuszy SB, nie jest też próbą dociekania prawdy, lecz manipulowaniem nią, dla niszczenia autorytetu Ojca Krąpca, a także i KUL-u.

6) Trudno więc nie postawić pytania, komu zależy na tym, aby po sześciu latach po śmierci dokonywać tego typu deprecjacji pracy Ojca Krąpca i kalać Jego dobre imię, skoro materiały wytworzone przez służby SB były cały czas dostępne i można było za Jego życia podjąć próbę wyjaśnienia tych kwestii, jeśli ktoś był rzeczywiście zainteresowany wyjaśnieniem. Natomiast to, co widzimy, to zaplanowany atak na autorytet Ojca Krąpca, który ciągle oddziałuje na społeczeństwo polskie, a także i na polskie i zagraniczne ośrodki filozoficzne. Narzuca się pytanie: Po co? Na czyje zamówienie? Cui bono?

Zarząd Polskiego Towarzystwa Tomasza z Akwinu
Oraz współpracownicy i uczniowie
Ojca prof. M. Krąpca z Zakładu Metafizyki KUL
Ks. prof. Andrzej Maryniarczyk, S. prof. Zofia Zdybicka, prof. Piotr Jaroszyński,
prof. Henryk Kiereś, prof. Włodzimierz Dłubacz, prof. Krzysztof Wroczyński.

Stanisław Papież

KOMENTARZE@:

zul-lul@ tak sie tworzy nowe teczki KLAMSTWA !!!

Kilka lat temu w internecie ukazał się artykuł pt. „Bezbronna Polonia”, w którym autor opisywał niezdrową sytuację panującą w polonijnych organizacjach w Nowym Jorku.

http://polpatriot.salon24.pl/154578,bezbronna-polonia

 

http://polpatriot.salon24.pl/463726,z-serii-agentura-wsrod-polonii-nowojorskiej

                                                                                                                              W załącznikach możecie Państwo znaleźć ulotki krytykujacą jednego z aktualnych przywódców miejscowej Polonii, z której wynika, że  niewiele się od tamtego czasu zmieniło. Grupa członków Polsko-Slowiańskiej Unii Kredytowej próbowała bezskutecznie doprowadzić do uzdrowienia sytuacji, jednakże była bezsilna wobec dobrze zorganizowanej sitwy, która dysponuje olbrzymimi pieniędzmi członkowskimi i wydaje je bezprawnie na swoją obronę. Sitwa ta ma również wsparcie ze strony miejscowych polonijnych mediów oraz konsulatu Rzeczypospolitej w Nowym Jorku. Niestety, również postępowanie miejscowego sądu przypomina do złudzenia sądy w Polsce, gdzie zwykłemu obywatelowi trudno jest dochodzić sprawiedliwości.

 

Jan Niedwin  (niedwinjan@aol.com)

MATYSZCZYK – 2.pdf Open Open Attachment MATYSZCZYK – 1.pdf Open Open Attachment MATYSZCZYK – 4.pdf Open Open Attachment MATYSZCZYK – 3.pdf Open Open Attachment WIERZBOWSKA – 2.pdf Open Open Attachment WIERZBOWSKA – 1.pdf Open

Za potężnym biznesem psychotropowym stoją wielkie koncerny farmaceutyczne, które zarabiają ogromne pieniądze ze sprzedaży tych środków.

Przedstawiciele firm farmaceutycznych dzień w dzień przemierzają gabinety psychiatrów i lekarzy rodzinnych.

 

Psychotropy to legalne narkotyki, przepisywane na każde zmartwienie, dostępne legalnie w każdej aptece zapisywane nie tylko przez psychiatrów ale też i lekarzy rodzinnych. Pacjenci uzależnieni od „prochów” nakręceni dobrym samopoczuciem lub otumanieni nie mają świadomości, że stają się coraz bardziej uzależnieni, skutki uboczne zaliczają do objawów chorobowych bo ich zdegradowany mózg nie jest w stanie już tego odróżnić. Psychotropy to kajdanki na ręce i różowe okulary na oczy ale nie są w stanie zastąpić nam unormowanego życia w otoczeniu życzliwych ludzi. Za potężnym biznesem psychotropowym stoją wielkie koncerny farmaceutyczne i ich potężne zyski.Autor: Cola Zinger Photofanka

Rośnie liczba osób poszkodowanych przez farmakologiczne leczenie psychiatryczne. Przybywa ludzi trwale wyniszczonych przez neuroleptyki i inne środki psychoaktywne z trwałymi uszkodzeniami neurologicznymi. Przyjmowaniu psychotropów towarzyszą przykre skutki uboczne, zmiany w mózgu a nawet przyśpieszone zestarzenie i śmierć często nagła pacjenta na skutek zalekowania. Uogólniony zanik mózgu może być skutkiem zbyt długiego stosowania neuroleptyków i podobnie jak w przypadku narkotyków zbyt duże ich dawki lub zbyt długie ich przyjmowanie mogą niszczyć mózg i powodować utratę substancji mózgowej. Czasami w tle tych historii jest ukryte świadome dążenie pacjenta do uzyskania (wyłudzenia) renty jednak najczęściej psychiatria to dobrze opłacalny „legalny narkobiznes”. Uzależnienie od neuroleptyków jest ściśle związane z bezpośrednim zaburzeniem jednego z wielkich układów funkcjonowania mózgu – układu nagrody, a pośrednio zaburza również i pozostałe – układ pobudzenia, zwłaszcza emocjonalnego oraz układ poznawczy. O ile artyści mogą czasem jakoś prosperować zażywając narkotyki a drobne psychopatologie i alkoholizm mogą nie wpływać na znacząco na ich zdolności twórcze, chodź często bardzo im to przeszkadza, o tyle naukowcy i technicy nie mogą pracować z zamąconym umysłem. Istnieją wprawdzie substancje psychotropowe zwiększające wydajność mózgu uczonego jak niektóre zioła, kofeina i do pewnego stopnia też nikotyna (palenie papierosów jednak daje też odwrotny skutek) jednakże nie ma czynnych uczonych alkoholików czy morfinistów. Kultury nadużywające takich środków, choćby nawet świetnie rozwinięte duchowo i artystycznie, zostałyby bądź wypierane przez kultury intelektualno techniczne, bądź zostały im podporządkowane.

Takie stany psychiczne jak depresja, nerwica, schizofrenia, panika, długotrwały stres nie biorą się z niczego. Na drodze do ich powstania zawsze jest jakaś przyczyna a najczęściej kumulacja zwykle niemożliwych do rozwiązania problemów. Pacjenci psychiatrów to najczęściej ludzie z ogromnym bagażem przykrych doświadczeń z dzieciństwa lub z życia dorosłego. Niektórzy wpakowują się w problemy na skutek trudnego charakteru i zachowań nieakceptowalnych przez otoczenie, jednak o wiele częściej ogromna liczba pacjentów już w czasie swego dzieciństwa wzrastała w warunkach uniemożliwiających ukształtowanie się silnej psychiki, która jest niezbędna do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, jakie mogą zdarzyć się w życiu każdemu człowiekowi (np. stres i konflikty w pracy, ciężka choroba, niepełnosprawność, samotność, przestępstwa, brak pracy, bankructwo, rozwód, długotrwałe sprawy sądowe, pułapki biurokratyczne i skarbowe, utrata lub choroba bliskiej osoby, konflikty rodzinne i społeczne, dotkliwe straty materialne, wypadki komunikacyjne, represje ze strony wadliwie funkcjonującego aparatu władzy, uzależnienia i narkomania). Czasami, mimo słabej psychiki umiejętność radzenia sobie z poważnymi problemami zapewnić może bardzo duża inteligencja, która zapewnia człowiekowi przewagę intelektualną, jednak nie każdy został tak szczodrze nią obdarzony.

Lekarze psychiatrzy i rodzinni wyjątkowo lekką ręką zgłaszającym się pacjentom jako jedyne remedium na ich problemy przepisują psychotropy często bez poddawania jakiejkolwiek analizie indywidualnej sytuacji konkretnego człowieka. Psychotropy niestety nie zastąpią pacjentowi rozwiązania trudnej i złożonej sytuacji, która spowodowała napięcia psychiczne lub też chorobę. Owszem, w niektórych przypadkach w początkowym okresie zastosowane krótkotrwale mogą pomóc pacjentowi funkcjonować i mogą być bardzo konieczne ( zwłaszcza w przypadku omamów, halucynacji, silnych paraliżujących lęków, chronicznym braku snu ), jednakże nie zastąpią one fachowej psychoterapii, życzliwej osoby obok, zdrowego stylu życia, sportu, snu, właściwego odżywiania. Wśród lekarzy psychiatrów istnieje wyjątkowa ignorancja na wyżej wymienione czynniki jak również na możliwości dużo mniej represyjnego a najczęściej całkowicie bezpiecznego ziołolecznictwa. Obserwuje się ogromną ilość przypadków, w których to lekarze zamiast zaczynać kurację od przepisania pacjentowi np. litu – naturalnego pierwiastka, od razu aplikują sztucznie wytworzone psychotropy nie patrząc na rujnujące pacjenta skutki uboczne. Co gorsza nawet lekarze uznawani za wysokiej klasy specjalistów taki stan rzeczy leczenia represyjnymi środkami psychotropowymi są skłonni utrzymywać przez wiele lat nie zwracając uwagi na postępujące wyniszczenie pacjenta. Tu należy wspomnieć również, ze z wyjątkową ignorancją podchodzi się do uzależnienia przez pacjentów od papierosów, które są coraz bardziej trujące i szkodliwe a niektórzy uczeni coraz odważniej skłaniają się na podstawie wieloletnich obserwacji i badań twierdzić, iż duża ilość wypalanych dziennie papierosów może powodować zaburzenia psychiczne.

W przypadku ciężkich psychoz rzekome korzyści z przyjmowania leków psychotropowych nieznacznie przewyższają ewentualne zagrożenia wynikające z ich działań ubocznych. Twierdzi się, że dają one szansę na powrót do normalnego życia chociaż zaleca się często jednoczesne stałe utrzymanie zażywania psychotropów i rentę psychiatryczną, co pokazuje niezdolność do życia na lekach. Nieleczona ciężka psychoza może doprowadzić do całkowitej izolacji od społeczeństwa, ale stosowanie leków chemicznych może prowadzić do narkomanii psychotropowej. Mówi się, ze schizofrenia jako choroba powoduje halucynacje, anormalne i antyspołeczne zachowania oraz średnio piętnastoprocentowy spadek ilorazu inteligencji, co może decydować o zdolności do wykonywania pracy. Trzeba sobie jednak zdać sprawę, że spadek inteligencji jest skutkiem spożywania psychotropów, które mają wyleczyć z halucynacji i antyspołecznych zachowań.

Za potężnym biznesem psychotropowym stoją wielkie koncerny farmaceutyczne, które zarabiają ogromne pieniądze ze sprzedaży tych środków. Przedstawiciele firm farmaceutycznych dzień w dzień przemierzają gabinety psychiatrów i lekarzy rodzinnych zachęcając na różne sposoby do wypisywania pacjentom tego typu środków. Lekarze nazbyt często przepisując pacjentom neuroleptyki nie informują pacjentów o ich skutkach ubocznych, a kiedy ten przychodzi na kolejną wizytę i się uskarża zwalają to na objawy chorobowe.

Psychotropy stosowane obecnie to barbituranty czyli środki nasenne i benzodiazepiny czyli neuroleptyki uspokajające. Wyróżnia się dwie zasadnicze grupy leków uspokajających:
-benzodwuazepiny;
-karbaminiany.

Barbituranty (np. Cyclobarbital, Luminal) wykazują bardzo silne działanie depresyjne, tłumienie aktywności centralnego układu nerwowego. Małe dawki dają przyjemne stany relaksacji, podobne do sennego marzenia. Większe dawki powodują: przyćmienie świadomości, pogorszenie zdolności dokonywania oceny, silną senność, zlewanie się mowy, utraty koordynacji ruchów, czasami mogą powodować reakcje paradoksalne i prowadzić do krótkotrwałego pobudzenia! Działanie samych barbituranów powoduje gwałtowne zapadanie w sen, w stan bliski śpiączki, lub paradoksalnie wywołuje stan euforii, beztroskiego optymizmu. Często bywa to stan podobny do upojenia alkoholowego, charakteryzujący się zaburzeniami równowagi, niepewnymi ruchami, trudnościami w wysławianiu sie, nadpobudliwością. Na krótką metę barbiturany mogą powodować przejawy amnezji, napady delirium. W dłuższym okresie czasu tolerancja na ten środek może prowadzić do przedawkowania, śpiączki, zaburzeń pracy serca i układu oddychania.
Nagłe odstawienie tych środków rodzi ryzyko powikłań, a nawet śmierci. Objawy są szczególnie silne i charakteryzują się niepokojem, lękiem, drżeniem mięśni, a w przypadku silnego uzależnienia może pojawić się delirium wraz z majaczeniem. Mają szczególne działanie z alkoholem i w ten sposób są bardzo często nadużywane. Alkohol wzmacnia ich działanie. Wieloletnie przyjmowanie tych środków prowadzi do zaburzeń neurologicznych, hormonalnych, układu krążenia i oddechowego oraz psychicznych łącznie z zespołem otępiennym.

Benzodiazepiny mają natomiast działanie przeciwlękowe i uspokajające, co doprowadza do stanu zobojętnienia na przykre doznania. Efekty wywoływane przez środki z grupy benzodiazepin są bardzo podobne do tych, które wywołują barbiturany, mimo że mechanizm ich działania jest zupełnie inny – bardziej przypominający ten, w jaki sposób działają na system nerwowy opiaty.

Benzodwuazepiny ( chlordiazepoksyd sprzedawany jako Elenium i Librium, diazepan znany jako Valium i Relanium, nitrozepam, oksozepam itd. ), z racji swych własności uspokajających i hipnotycznych, wywołują przyjemne odczucia błogości, luzu, odprężenia, euforii. Jednak systematyczne ich przyjmowanie prowadzi do uzależnienia psychicznego i fizycznego.

Karbaminiany (np. Meprobamat znany pod nazwą Equanil lub Miltown) to środki stosowane w leczeniu nerwic narządowych i psychonerwic. Nadużywanie również prowadzi do uzależnienia fizycznego i psychicznego.

Skutki uboczne stosowania neuroleptyków są bardzo poważne. Obecnie stosowane są psychotropy nowej generacji tzw. atypowe, które działają selektywnie – tylko na niektóre receptory. Teoretycznie ich stosowanie powinno dawać mniej skutków ubocznych jednak w praktyce nie wygląda to wcale tak dobrze, nadal występują bardzo poważne skutki uboczne a także degregacyjny wpływ na mózg. Lekarze nadzwyczaj często starają się wmówić „nierozgarniętym” pacjentom, że ich objawy polekowe to skutki uboczne choroby a nie leczenia, co jest kłamstwem.

Neuroleptyki I generacji (typowe, klasyczne) działają głównie na receptory dopaminowe natomiast leki psychotyczne II generacji ( atypowe, nowsze) mają szerszy profil działania, gdyż wpływają one także na inne neuroprzekaźniki np. serotoninę.

 

Najczęściej stosowane preparaty klasycznych neuroleptyków to: FENACTIL, HALOPERIDOL (DECALDOL), CLOPIXOL, FLUANXOL, TRILAFON, SULPIRYD, TISERCIN, PERNAZINUM, THIORIDAZIN.
Najczęściej stosowane preparaty atypowe: RISPOLEPT, ZYPREXA (zolafren), KLOZAPOL, SEROQUEL.

Skutki uboczne, które opisuję poniżej to rezultaty stosowania neuroleptyków II generacji uznawanych za bezpieczniejsze takich jak np. Zyprexa. Czy rzeczywiście takie są?
Najczęstsze dolegliwości to:
– tzw. zespół parkinsonowski, czyli wzmożone napięcie mięśni, drżenie lub skurcze poszczególnych części ciała, brak współruchów przy chodzeniu, marskowatość twarzy, typowe drżenie, pacjent ciągle coś upuszcza, potrąca, tłucze, występują przymusowe, podobne do żucia drżenia warg i języka, drżenie rąk, grymasy, zesztywnienie mięśni i spowolnienie ruchowe;
– akatyzja, czyli wewnętrzny niepokój, niezdolność do usiedzenia w miejscu lub leżenia spokojnie, konieczność natrętnego chodzenia co uniemożliwia spokojny sen pacjenta;
– alergie, często bardzo silne to w zasadzie standard, nadmierna wrażliwość zarówno oczu jak i skóry na słońce i światło, przebarwienia, oparzenia słoneczne, wypadanie włosów, zmiany skórne, wypryski, zaczerwienienia skóry;
– suchość skóry, wysychanie warg i suchość w ustach lub też odwrotnie łojotok i ślinotok skóry;
– ciągły rozstrój żołądka, biegunki albo zaparcia;
– zawroty głowy, zmęczenie, senność, skrajna utrata siły;
– drastyczne przybieranie na wadze, wzmożone uczucie głodu, zatrzymanie wody w organiźmie powodujące obrzęki rąk, stóp i okolic kostek;

– zaburzenia widzenia i utrata wzroku;
– ortostatyczne spadki ciśnienia krwi i zaburzenia rytmu serca, omdlenia ze zwolnieniem czynności serca;
– spadek libido na skutek obniżenia hormonów płciowych prowadzące do hipogonadyzmu, impotencja, oziębłość płciowa, opóźniony wytrysk, nieregularne miesiączkowanie, nabrzmienie piersi, zaburzenia hormonalne;
– zwiększenie poziomu prolaktyny we krwi, zaburzenia miesiączkowania;

– może wystąpić ostra reakcja uczuleniowa ( np. obrzęk w obrębie jamy ustnej i gardła);

– cukrzyca prowadząca do śpiączki w rzadkich wypadkach z kwasicą ketonową;
– obniżenie prawidłowej temperatury ciała;
– padaczka (padaczkowe napady drgawek);
– choroba wątroby ( np. żółtaczka zastoinowa);
– zapalenie trzustki;
– trudności w oddawaniu moczu, wydłużony i bolesny wzwód, prostata;
– zmiany w obrazie krwi – agranulocytoza, podwyższony cholesterol, nadmierna krzepliwość krwi prowadząca do zakrzepicy żył głębokich kończyn dolnych lub zatory płucne.
– jednoczesne występowanie gorączki, przyśpieszonego oddechu, pocenia się, sztywności mięśni i ospałości lub senności.
– NAGŁA ŚMIERĆ Z NIEWYJAŚNIONYCH PRZYCZYN;
– objawy zespołu majaczeniowego, często z niepokojem, zaburzeniem koncentracji, drażliwością;
– kurcze mięśni oka powodujące obrotowe ruchy gałek ocznych, szybki i mimowolny skurcz różnych grup mięśni, napady przymusowego patrzenia, zaburzenia mowy, połykania, trudności w oddychaniu;
– poważne zaburzenia koncentracji, niemożność skupienia się, otępienie, upośledzenie sprawności psychicznej na tyle, ze niemożliwe staje się prowadzenie pojazdów mechanicznych.

Świadomość tego jakie skutki uboczne mogą wystąpić przy zażywaniu psychotropów pomaga w odróżnieniu ich od symptomów chorobowych.
Należy też wyraźnie podkreślić, przyznają to sami lekarze, że zdarzają się pacjenci, którym choroba ustępuje chociaż oszukują, że biorą lek, podczas gdy faktycznie go nie przyjmują.

A oto opisy tego co czuli pacjenci zażywających RISPOLEPT i ZYPREXE (zolafren):
– „przejmowałem się każdą myślą jaka pojawiła się w mojej głowie, każdy szmer wywoływał ból, każdy dźwięk robił eksplozję w głowie graniczącą z obłędem”;
– „byłam otępiała, na nic nie miałam siły”;
– „miałem stany koszmarnej słabości, drżenie nóg, nie mogłem usiąść, to jadłem posiłki na stojąco i chodziłem albo leżałem, bez sensu. Po miesiącu wzrok mi się rozmglił i pogorszył na widzenie w dal. Po dwóch miesiącach zaczęły się duszności i bezdech nocny. Spałem coraz krócej, tylko 5-6 godzin na dobę, strasznie raziło mnie światło. Miałem ochotę rozbić wszystkie lampy nocne. Po 4 miesiącach stałem się ordynarny, wulgarny i agresywny, zaczęły się problemy alergiczne na jedzenie i pyłki, zacząłem sikać do łóżka i zakładali mi pampersy”;
– „przytyłam 19 kg, ale waga spadła gdy odstawiłam ten lek”;
– „wypiera człowieka doszczętnie z uczuć tak, ze człowiek staje się robotem”;
– „duszności, osłabienie wzroku i widzenie przez mgłę. Nie mogłam nic czytać ani oglądać telewizji, na niczym się skupić. Lubiłam czytać książki i prasę a tu nic się nie dało. Drżenie nóg i potrzeba przebierania nimi, chodzenia. Rozmawiając z gośćmi w domu musiałam chodzić co drażniło znajomych. Pozbyłam się tego shitu i piję melisę, na razie starczy.”;
– „wzmacnia te różne urojenia i dziwne myśli, jako skutek uboczny leczenia zamiast je eliminować”;
– „powoduje głównie impotencję bo zostaje zaprzestana produkcja hormonów płciowych oraz straszna otyłość i ginekomastia. Czy ja proszę o chemiczną kastrację?”;
– ” myśli są różne, zazwyczaj takie prześladowcze, że zaraz ktoś przyjdzie i mnie zabije, że namierzają mnie przez internet, a rodzina a którą mieszkam to sekta albo jestem jakąś czarodziejką. Przedtem takich nie miałam jak tego nie brałam.”;
– „czuję się otępiały, nie mam chęci do niczego, leżę.”;
– „miałem myśli samobójcze, chodziłem jak naładowany ale jednocześnie nie byłem w stanie podlać nawet kwiatów w ogródku. Miałem światłowstręt.”;
– „sny z lękami, problemy seksualne”;
– „suchość i niesmak w ustach, nadwaga.”;
– „jestem zmęczona, w dzień często ziewam, co chwilę muszę się położyć, potem wstać i pochodzić i znowu położyć, zupełnie bez sensu.”
– „zastanawiam się czy pociąg nie jest skuteczniejszy od tabletek, jednak szkoda mi maszynisty, bo będzie miał wyrzuty sumienia że mnie przejechał.”;
– „Miałem efekt „zombi”, spłycenie uczuć, zatrzymanie miesiączki, zero libido i potrzeb, pustka, sztywnienie mięśni do bólu.”;
– „miałem po nim okropne sny, dziwne myśli, wszystko było beznadziejne, czułam się jakbym miała życie zaraz skończyć, tylko otępia i spowalnia, cała się po nim trzęsłam, bałam się wszystkiego,”;
– „żeby wyjść z domu musiałam wypić ze 3-4 kawy”;
– „mam spłycone emocje, brak odczuwania przyjemności i radości”;
– „Moja córeczka przez 7 miesięcy to zażywała, a ma dopiero 8 lat i musi po nim ciągle się bujać, skakać, nie może po nim nawet chwili usiedzieć na jednym miejscu, wszystko robi stojąc, stojąc je, ogląda bajki, stojąc rozmawia, chodzi tam i z powrotem po pokoju”;
– „nieostre widzenie, zaparcia, pogorszenie pamięci i koncentracji,”;
– „Miałem głosy, straszne lęki, niepokoje”;
– „oprócz efektu zombie odczuwam deficyty intelektualne tzn. kiedyś zaskakiwałem wszystkich poczuciem humoru, skojarzeniami a teraz czuję się jak umysłowy inwalida.”;
– ” uspokojenie graniczy z zamuleniem, czuje się pozbawiony własnego „ja”, obdarty z ludzkich emocji, stałem się czymś na wzór automatu”;
– „pozbawia osobowości i robi z człowieka bezwolną istotę, takie zombie, pogłębił moje poczucie beznadziei i odrealnił, cały czas musiałam coś jeść i jeść”;
– „dziwnie się czuję, jakby cała moja energia wyszła ze mnie . Nie mam na nic siły i szybko się męczę”;
– „Czułam się ciągle zmęczona i rozdrażniona, miałam zaburzenia wzroku i strasznie po nim przytyłam aż 15 kg”;
– „Kompletne wyprucie z wszelkich emocji, poczucie pustki i zautomatyzowania.”;
– „potęgował stany lękowe, miałem 1000 myśli samobójczych na godzinę”;
– „czułem się gorzej niż bez lekarstw dodatkowo miałem napady agresji i myśli samobójcze”;
– „okropny wzrost prolaktyny”;
– „Mam wrażenie, ze staję się warzywem, jakby w ogóle myślenie mi się wyłączyło, zawsze miałem skłonność do rozmyślań i dogłębnych analiz a po tym czymś w ogóle nie myślę, czuję się z tym nieswojo. Stałem się praktycznie impotentem a mam 20 lat, nawet nie myślę o seksie i przestał mnie w ogóle interesować. Mam także stępioną wrażliwość. Pojawiły się też myśli samobójcze i w ogóle przygnębienie i śmierć, wizje katastrofy, uśmiercania. A tak w ogóle to nie mam rozpoznanej schizofrenii tylko chorobę afektywną dwubiegunową”;
– „czuje się po nim fatalnie, mam myśli samobójcze, stany lękowe, suchość w ustach, zero odczuwania uczuć, czuję się jak warzywo, bez przerwy bym leżał w łóżku, nic mnie nie cieszy nawet spotkania ze znajomymi, najgorsze są stany lękowe, biję się czasem wyjść z domu, jechać autem, boję się , że sobie coś zrobię, zrezygnowałem ze szkoły bo jestem otępiały i nic nie mogę zapamiętać.”;
– „powoduje u mnie tycie, bezpłodność, zaburzenia wzroku, i silne stany lękowe.”;
– „przytyłam 8 kg przez 2 miesiące, mam pustkę w głowie, moje wypowiedzi są zubożone, praktycznie nie rozmawiam z ludźmi, bo nie mam nic do powiedzenia i cały czas mam depresję.”;

Poniższy dokument bardzo dobrze wyjaśnia mechanizm działania substancji psychoaktywnych i pokazuje na konkretnych przykładach do jak tragicznych skutków może prowadzić ich zażywanie.

Polityka to część geopolityki i wydarzenia na Ukrainie to atak na Rosję – i tylko w tym kontekście można zrozumieć działania Federacji Rosyjskiej.

Zastanówcie się jakie cele realizuje Rosja a jakie CIA i zachód na Ukrainie i wtedy zrozumiecie cały problem.

{youtube}cGehmWm9LIE{/youtube}

Jeśli nie wiecie o co chodzi, to bez wątpienia chodzi zawsze o pieniądze. A jeśli chodzi o pieniądze to wiąże się to z neokolonialną eksploatacją krajów wybranych przez bezpaństwową lichwokrację na swój łup.

Aby zrozumieć w czym problem rozpoczę na początku od przypomnienia faktów sprzed trzech lat.

Otóż jak podano w połowie 2011 roku, Ukraina rozpoczęła wydobycie złota:

 

„09.08.2011.

 

Ukraina jeszcze w tym roku wznowi wydobycie złota, które zostało przerwane na początku pierwszej dekady XXI wieku – oświadczył szef ukraińskiej państwowej służby geologii i zasobów mineralnych, Edward Stavitsky.

 

 

 

Wydobycie złota ma ruszyć w obwodzie kirowogradzkim leżącym w środkowej części Ukrainy. Złoża złota występują także na zachodzie kraju, w obwodzie dniepropietrowskim w południowo-wschodniej części Ukrainy i na Krymie. Ukraińskie zasoby tego szlachetnego kruszcu szacowane są na 2.500-3000 ton.

 

imageNie podano ile złota zamierza Ukraina wydobyć w 2011 roku. Zdaniem szefa państwowej służby geologii i zasobów mineralnych, Ukraina będzie w stanie po 3-5 latach osiągnąć poziom wydobycia złota w ilości jednej tony rocznie. Dla porównania, w Rosji jednym z największych producentów tego metalu szlachetnego na świecie w 2010 roku wydobyto ponad 176 ton złota. Na pierwszym miejscu plasują się Chiny – roczne wydobycie to ponad 340 ton.

 

Ukraina zajmowała się wydobyciem złoto już w latach 90-tych ubiegłego wieku. Niestety wydobycie zostało zawieszone w 2003 roku z powodu braku rentowności.

 

W wyniku napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej wzrosły ceny metali szlachetnych: złota i srebra. Metale szlachetne stały się dla inwestorów schronieniem przed inflacją i zawirowaniami politycznymi. Złoto drożeje systematycznie od 11 lat. W tym roku cena złota wzrosła już o 20 proc. Za uncję trzeba zapłacić ponad 1700 dolarów.

 

Na podstawie: lenta.ru, delo.ua”

 

Dla przybliżenia w czym rzecz, podam, że wartość szacunkowa ukraińskich zasobów złota wynosi przy obecnym poziomie cen, który oscyluje w granicach 1300 $/uncja, od 112,5 mld $ do 135 mld $. Jak więc widać, nawet nie uwzględniając innych korzyści jakie da aneksja dokonana przez wynarodowiony kapitał na Ukrainie, opłacało się zainwestować marne 5,5 mld $ w demontaż tego kraju. Stopa zwrotu z tego geszeftu tylko w odniesieniu do ukraińskich zasobów złota wynosi ponad 20 razy.

 

Jednocześnie warto przypomnieć, że pierwszym łupem zachodnich banksterów na Ukrainie były zgromadzone tam narodowe rezerwy złota, o czym informowałem w tym tekście:

 

adnovum.neon24.pl/post/107073,pierwszy-lup-ukrainskiej-rewolty

 

Aby zepsuć Państwu dobre samopoczucie przedstawię jeszcze jeden wątek w tej sprawie, ale z naszego siermiężnego grajdołka:

 

„Media informują, ze Ministerstwo Środowiska oddało obcemu kapitałowi złoża miedzi warte miliard dolarów. W rzeczywistości korporacji kanadyjskiej chodzi o złoto, którego jest nawet 100 ton na Dolnym Śląsku.

Leszno Copper będąca częścią kanadyjskiego funduszu Lumina Capital Limited Partnership jest reprezentowana przez byłego prezesa KGHM- koncesji na złoża miedzi ma multum na całym świecie, jednak tutaj chodzi o złoto, którego Polska ma najwięcej w całej Europie.

Bogactwo Dolnego Śląska

Złoto jest metalem szlachetnym, cennym nie tylko ze względu na wartości jubilerskie i kolekcjonerskie, ale przede wszystkim ze względu na jego zastosowanie w przemyśle. Obecnie wojny jakie toczą się na świecie, w 90% przypadków są wojnami ekonomicznymi. Tylko w około 10% przypadków dochodzi do wojny jaką każdy zna (Syria, Gruzja)

Wprost nie odkrył przekrętu, tylko tuszuje jego skalę?

Wprost informuje, że Bytom Odrzański zawiera 8 milionów ton miedzi wartej od 700 milionów do ponad miliarda dolarów. Czy to nie za mało? Miedź jest wyceniana na 7.200 dolarów za tonę. Na portalu Money.pl dowiadujemy się, że aktualna cena dolara to 3.0250 zł.  Czyli 8.000.000 x 7.200 = 57.600.000.000 = 58 miliardów $.

Złoto natomiast, przyjmując 100 ton, czyli 1400$ za uncję/33gr, daje ok. 6000$ za 100 gram x 10= 1 kilogram = 60000$ x1000kg =60000000$ x 100 = 6000000000$ czyli 6mld$. Obawy o polskie złoża są w  pełni uzasadnione, gdyż w grę wchodzą  bardzo duże pieniądze.

ABW bada, czy przekazanie przez Ministerstwo Środowiska obcemu kapitałowi złóż miedzi  nie było działaniem na szkodę interesu państwa… Czekamy na rozwój wydarzeń.

Przyszła wojna będzie wojną niewidzialną. Dopiero, gdy dany kraj zauważy, że jego plony uległy zniszczeniu, jego przemysł jest sparaliżowany, a jego siły zbrojne są niezdolne do działania, zrozumie nagle, że brał udział w wojnie i tę wojnę przegrywa” – Frederic Joliot-Curie.”

Jednocześnie możemy zadać sobie pytanie- uwzględniając to co się stało na początku ukraińskiej rewolty z rezerwami złota tego kraju- co się dzieje z naszymi zasobami rezerwy złota?

„Otóż złoto jakie oficjalnie posiada Narodowy Bank Polski to 103 Tony kupione jeszcze przez byłą prezes Waltz (75 ton) co jest równoważne 3 mld $. Ta ilość jest bardzo mizerna bo to jest tylko ułamek rezerw NBP, gdyż większość ich jest ulokowane w zagranicznych obligacjach. Na koniec lipca ubiegłego roku wartość zagranicznych aktywów NBP to 75,5 mld $! Ta pozycja w bilansie NBP to nasze złoto; w każdym razie mogło by nim być, gdyby została ona w całości wymieniona na złote sztabki.

Ile za te rezerwy można kupić złota? Gdyby policzyć po obecnych cenach to nasze rezerwy w papierowych obligacjach są warte ponad 2500 Ton. Razem z obecnym złotem, które mamy moglibyśmy posiadać 2650 Ton. czy to dużo? To prawie 1/3 całych zasobów całego złota USA.

Czy złoto mogło by spełniać taką samą funkcję jak Euro czy Dolary w bilansie NBP jeżeli chodzi o zabezpieczenie płynności rynku walutowego? Nawet lepszą. Złoto ma tę zaletę, że jest akceptowane na każdej szerokości geograficznej. Płynność złota jest taka sama jak obligacji i co więcej mamy pewność, że jego wartość nie spadnie do zera jak może się stać z obligacjami, których emitent wywołał hiperinflacje w celu pozbycia się dłużnego garba. W związku z tym, jeżeli potrzebowalibyśmy na przykład dolarów, to nie było by najmniejszyego problemu ze znalezieniem na nasze złoto kupca, który zaoferował by w zamian za nie dolary. Euro? Proszę bardzo. Pełna dowolność kupna obojętnie jakich walut. Dziś również możemy tak robić z naszymi obligacjami dolarowymi, bo dolar jest akceptowany na całym świecie. A co gdybyśmy mieli cześć naszych rezerw trzymanych w obligacjach zimbwaweńskich? Ile dziś by byłe warte i za ile Euro moglibyśmy się wymienić? Ktoś powie że USA to nie Zimbabwe i okay, ale pamiętajmy, że kiedyś Keiser marka była synonimem stabilności dopóki nie zaczęto nią palić w piecu.”

Na zdjęciu Węgry w 1946 roku. Banknoty porzucone jak śmieci.

Banknot o nominale 100 trylionów pengo.

Jugosławia 1989 rok. Banknot o nominale 50 miliardów dinarów.

Zimbabwe. Banknot wyemitowany w 2008 roku o nominale 100 bilionów dolarów.

Trylionerka z Zimbabwe.

To tyle dywagacji w tej materii złota.

A na koniec zadam dwa pytania:

1. Czy można wyliczyć jakie korzyści (które dla Polski są oczywiście stratą) osiągają każdego roku bezpaństwowi geszefciarze na neokolonialnej eksploatacji Polski?

2. Czy ktoś wie gdzie się znajdują rezerwy polskiego złota i czy one jeszcze fizycznie istnieją?

Jak z tego widać: wewnętrzne wojenki polityczne prowadzone ku uciesze ogłupionej nimi polskiej gawiedzi jak i toczone realne wojny międzynarodowe, na których ginie setki tysięcy niczemu nieświadomych i niewinnych ludzi rocznie, prowadzone są w imię gigantycznych szwindli bezpaństwowych lichwiarzy.

Może te podane wyżej przykłady spowodują, że społeczeństwo (nie tylko polskie) obudzi się wreszcie z długiego letargu i po oczyszczeniu mózgów z ogłupiającej propagandy weźmie sprawy w swoje ręce? 

Czas ku temu już najwyższy.

 

Pozdrawiam.

 

  1.           www.psz.pl/tekst-38931/Ukraina-wznowi-wydobycie-zlota,

 

  2.           parezja.pl/posiadamy-najwieksze-zloza-zlota-europie-rzad-oddal-je-za-bezcen/

 

  3.           adnovum.neon24.pl/post/107073,pierwszy-lup-ukrainskiej-rewolty,

 

  4.           pl.wikipedia.org/wiki/Neokolonializm,

 

  5.           myslnarodowa.wordpress.com/category/ekonomia/neokolonializm/,

 

  6.           www.commondreams.org/view/2014/04/25-3.