Monthly Archives: Maj 2014

Raport National Security Study Memorandum 200: konsekwencje przyrostu ludności na całym świecie dla bezpieczeństwa USA oraz globalna analiza (NSSM200) ,autorem  projektu jest Henry Kissinger przewodniczący Rady Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych, żydowski internacjonalista, doradca prezydentów USA, członek Bilderberg i Komisji Trójstronnej, jeden z głównych ideologów NWO

 

oraz laureat pokojowej nagrody Nobla.images[1]

Projekt MSSM200 został przyjęty jako oficjalna polityka USA przez prezydenta Geralda Forda w listopadzie 1975 roku. Projekt został odtajniony 7 marca 1989 roku.HenryKissingerWebPortraitCo[1]

Pełna treść raportu w formacie PDF na stronie rządowej USA http://pdf.usaid.gov/pdf_docs/PCAAB500.pdf

Dokument z archiwów rządowych dotyczący depopulacji na stronie biblioteki narodowej USA http://www.nixonlibrary.gov/virtuallibrary/documents/nssm/nssm_200.pdf

Raport na stronie organizacji poza rządowej http://www.population-security.org/28-APP2.html

kilka cytatów z raportu Kissingera odnośnie stosowania aborcji jako skutecznego środka depopulacji :

-Żaden kraj nie zmniejszy wzrostu populacji bez uciekania się do aborcji. [Strona 182]

– aborcja, legalna i nielegalna stała się najbardziej rozpowszechnioną metodą kontroli płodności w dzisiejszym świecie [Strona 183]

– prowadzenie badań w zakresie: 1) trwałe i wszechobecne rodzaje aborcji. 2) powszechny brak techniki bezpiecznej aborcji… [Strona 185]

W raporcie znajdziemy również zalecenia odnośnie zarządzania minerałami, paliwami, wodą oraz jedzeniem w odniesieniu do największego problemu jakim jest według raportu nadmierny przyrost populacji na świecie.

Wyludnienie powinno być priorytetem polityki zagranicznej wobec trzeciego świata, ponieważ gospodarka USA będzie wymagała dużej i rosnącej ilości minerałów z zagranicy, zwłaszcza z krajów mniej rozwiniętych.

Coronation_of_King_George_VI[1]

Plan ograniczenia globalnej populacji Kissingera jest kontynuacją Royal Commission on Population, powołaną przez Króla Anglii Jerzego VI w 1944 roku. Archiwalne dokumenty z Brytyjskiej Komisji Populacji dotyczące eugeniki oraz depopulacji możemy odnaleźć na rządowej stronie  Narodowego Muzeum Medycyny w USA.

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2986287/

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_VI_Windsor

imagesS3AQZA6E

WODA TO PRODUKT NIE DLA WSZYSTKICH

Peter Brabeck-Letmathe – przewodniczący rady nadzorczej największego koncernu spożywczego na świecie Nestlé podczas swojego występu na Uniwersytecie w Fryburgu w 2009r oraz kilkukrotnie podczas udzielonych wywiadów stwierdza, że woda musi być sprywatyzowana, czyli być w rękach koncernów, pod koniec wywiadu wideo pokazuje na monitorze proces produkcyjny w fabryce dodając z uśmiechem komentarz, że produkcja jest całkowicie zrobotyzowana i odbywa się prawie bez udziału człowieka.

Prywatyzacja Wody

Poniżej treść artykułu opublikowanego przez serwis informacyjny Aljazeera America 17 kwietnia 2014 roku:

Ludzie mogą przeżyć tydzień bez jedzenia , ale bez wody zaledwie kilka dni – w niektórych warunkach , zaledwie kilka godzin . To może brzmieć banalnie , ale taka jest prawda: woda jest życiem . Więc co się stanie, gdy prywatne firmy zaczną kontrolować kurek? Dowody świadczące o prywatyzacji wody na całym świecie malują całkiem jasny obraz – zdrowie publiczne jest zagrożone.imagesP7JE1R42

W okresie przygotowań do wiosennego posiedzenia, Grupa Banku Światowego , która oferuje pożyczki , porady i inne zasoby dla krajów rozwijających się , odbyła cztery dni dialogów w Waszyngtonie z grupami społeczeństwa obywatelskiego z całego świata  w celu omówienia wielu tematów. Woda była sprawą priorytetową. Ciężko wybrać ważniejszy temat , stoimy w obliczu globalnego kryzysu wodnego , który pogarsza ocieplenie temperatury i zmiany klimatu. Co czwarta osoba  na świecie nie ma wystarczającego dostępu do czystej wody pitnej , a co roku więcej ludzi umiera z powodu chorób przenoszonych przez wodę – jak cholera i tyfus – niż przez wszelkie formy przemocy , w tym wojny. Według szacunków  ONZ co godzinę  240 dzieci umiera z powodu niezdatnej do picia wody .

Raporty ONZ:

http://www.un.org/apps/news/story.asp?NewsID=34150#.U4gafhNOVdL

http://www.waterworld.com/articles/2014/04/240-babies-die-every-hour-from-unsafe-water-un-water.html?cmpid=EnlWaterWorldInternationalApril102014

Grupa Banku Światowego dąży do prywatyzacji jako kluczowego rozwiązania kryzysu wodnego. Jest największym fundatorem gospodarki wodnej w krajach rozwijających się , z kredytów i finansowania przekazywanego przez International Finance Corporation grupy (IFC) . Od 1980 roku  IFC promuje politykę prywatyzacji wody , z kredytów i finansowania przyczyniają się  do uchwalenia środków oszczędnościowych mających na celu zmniejszyć przekazywanie środków  na  branżę telekomunikacyjna, a  zwiększenie na wodociągi.

Międzynarodowe grupy poparcia  społeczeństwa obywatelskiego wykazują negatywne opinie nad zapisem projektów wodnych w sektorze prywatnym i wzywają Grupy Banku Światowego , aby zakończyły wspierać  projekt nad prywatyzacją wody.

IMF’s focus on austerity proved “wrong, wrong, wrong”, say critics

imagesW4FOSA3I

W ciągu dekady od czasu wspierania tej inicjatywy IFC , widzieliśmy wyniki prywatyzacji wody : To nie działa . Woda nie jest jak telekomunikacja czy transport. Można tolerować słabą obsługę telefonii, ale jeśli masz uszkodzone rury podłączające cie  do wody miejskiej to  jesteś w tarapatach.Woda jest dobrem publicznym, dla kogo nierówność ma się mieścić w jakimś  zakresie? – To oznaczy, życie lub śmierć. – Shayda Naficy ,dyrektor Międzynarodowej Kampanii Wodnej w Corporate Accountability International ( CAI ) http://www.stopcorporateabuse.org/

Gdy sektor prywatny zajmuje się dostarczaniem  wody,  następują większe nierówności w dostępie i kosztach.

Woda jest wyjątkiem, ponieważ wymaga ogromnych inwestycji w infrastrukturę . Około 75 procent kosztów dostarczania wody użytkowej to sama infrastruktura .

Osiągnięcia z prywatnych projektów finansowanych z funduszy społecznych na wodę pokazują, że sektor prywatny nie uważa dostarczania wody  za przynoszący zyski i inwestowanie w infrastrukturę jest realizowane w celu zapewniania zapotrzebowania społeczności  na dostęp do czystej wody.

Spółki  wodne stwierdziły, że ich nisza szuka rozwiązań wydajności przez obniżenie wydatków na infrastrukturę – powiedziała Shayda Naficy.

Właśnie teraz gdy Grupa Banku Światowego kontynuuje propagowanie prywatyzacji na wodę, ich własne dane wykazują, że wysoki odsetek ich prywatnych projektów na wodę jest  zagrożony. Baza danych projektu do udziału prywatnego rynku w infrastrukturę dokumentuje awaryjność 34 procent dla wszystkich prywatnych wodnych i kanalizacyjnych umów zawartych w latach od 2000 do 2010, w porównaniu z awaryjnością zaledwie 6 procent energii, 3 procent  telekomunikacji i 7 procent dla transportu, w tym samym okresie.

Rapory Banku Światowego (PDF):

http://ppi.worldbank.org/explore/ppi_exploreSector.aspx?sectorID=4

https://www.wsp.org/sites/wsp.org/files/publications/Running-Water-in-India-Public-Private-Partnership-Initiatives.pdf

larry-post3-img1[1]

 Po obejrzeniu tych  projektów przez pracowników Grupy Banku Światowego uznali oni je za sukces,  z czego wynika, że nie są oni w tej kwestii  doświadczeni . IFC sfinansowało projekt dotyczący wody w jednym z największych miast Indii, Nagpur . http://www.nagpurtoday.in/water-scamtankers-operate-in-networked-areas-nmc-pays-undue-amount-to-ocw/

Miasto to jest  pierwszym w kraju w którym pełno jest partnerstwa publiczno-prywatnego, nowy projekt wzbudził jednak poważne obawy wśród mieszkańców. Obawy wynikały  z ryzyka podwyższenia cen oraz  opóźnień i postojów w dystrybucji wody. Zarzuty korupcji i nielegalnej działalności doprowadziły mieszkańców do protestów , a urzędnicy miejscy wezwali do wszczęcia dochodzenia.

-S. Naficy Raport z 2012r.

http://www.stopcorporateabuse.org/sites/default/files/resources/shutting_the_spigot_on_private_water_corporateaccountabilityinternational.pdf

Przypominamy, że stałe inwestycje w infrastrukturę są jedynym sposobem , aby wspierać bezpieczne, niedrogie i niezawodne zaopatrywanie w wodę . Równocześnie, skuteczniejszy w tym przypadku jest  sektor publiczny niż prywatne korporacje . Instalacje wodne muszą posiadać oczyszczalnie, mechanizmy łączące kanały od źródła w sposób stabilny, zwykle za pomocą pomp i rurociągów doprowadzonych do gospodarstw domowych.

Ponadto finansowanie przez IFC , które jest zarówno inwestorem i doradcą w tych projektach , stwarza konflikt interesów . Z jednej strony IFC doradza rządom sprywatyzować sektor ; z drugiej strony inwestuje  w korporacje w celu uzyskania tych umów. Gdy IFC zostało założone w 1956, to było kategorycznie zakazane, kupowania udziałów dotyczących spółki aby uniknąć tego rodzaju konfliktom, ale komisja poprawiła tę ustawę parę lat później, pozwalając na zawieranie tego rodzaju umów. IFC nalega by były wewnętrzne bariery dla takich konfliktów interesów właśnie teraz gdy ogłasza  swój  roczny raport!? http://www.ifc.org/wps/wcm/connect/corp_ext_content/ifc_external_corporate_site/about+ifc/articles+of+agreement/about+ifc+-+ifc+articles+of+agreement+-+article+iii

Otwarcie kurków

Niezależni adwokaci zajmujący się sprawami dot. wody z CA, z grupy Ananda z Indii oraz  Focus on the Global South http://focusweb.org/ przedstawiają Indie jako dowód, że system sprywatyzowania wody prowadzi do niedofinansowania infrastruktury i nieprzewidywalnych , często wysokich jej cen . IFC broni sektora prywatnego , twierdząc, że te firmy przyczynią się do wzrostu wydajności (PDF

http://www.mckinsey.com/App_Media/Reports/Water/Charting_Our_Water_Future_Exec%20Summary_001.pdf ).

Ale czy  te zyski mają być kosztem gospodarstw domowych o niskich dochodach, zwolennicy Shayda Naficy zwracają uwagę  jak firmy zwiększają ceny na dofinansowanie własnej rentowności.

imagesZV952043

Jest rosnąca gwałtowna reakcja na te projekty. W 2000 roku, nagłówki gazet na całym świecie  pisały o  protestach w trzecim co do wielkości mieście Boliwii (NY Times http://www.nytimes.com/2000/04/11/world/bolivian-water-plan-dropped-after-protests-turn-into-melees.html  )w odpowiedzi na prywatyzację komunalnej sieci wodociągowej miasta i przeciw międzynarodowej korporacji Bechtel , ostatecznie firma została wypchnięta z kraju. IFC przyznało, że 40 procent wszystkich globalnych przypadków skarg  w zeszłym roku dotyczyło wody, chociaż projekty na wodę są tylko małym ułamkiem z funduszy którymi się zajmuje IFC. W 2013, CAI i 70 adwokatów napisało otwarty list (PDF) http://www.stopcorporateabuse.org/sites/default/files/resources/letter_to_dr.kim_with_signatories_full_final.pdf   do Grupy Banku Światowego wzywając go do  zakończenia poparcia dla prywatyzacji wody, zaczynając  od pozbawienia IFC  wszystkich udziałów w spółkach wodnych.

Korporacje nie mają misji społecznej czy rozwojowej. Teraz finansujemy rozwój  projektów prywatnych , zamiast sprawiać aby decyzje o dofinansowanie pozostawały w rękach rządów, które są odpowiedzialne wobec ludzi .  powiedziała S.Naficy

Czysta i niedroga woda jest podstawą życia . Wzrastające w zawrotnym tempie ceny wody, niebezpieczna  infrastruktura w przypadku braku zasilania – to problemy które spadają na najsłabszych spośród nas . Dlatego właśnie instytucje publiczne, a nie prywatne korporacje,  mogą prowadzić do rozwoju systemów wodnych i jej dostaw. Grupa Banku Światowego ma wyjątkową pozycję , aby zwiększyć dostęp do czystej wody dla miliardów , którzy jej potrzebują . Powinni wspierać to, co jest najbardziej potrzebne : niedroga, czysta  i publiczna – woda dla wszystkich.

http://america.aljazeera.com/opinions/2014/4/water-managementprivatizationworldbankgroupifc.html

zobacz także

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/woda-w-europie-trafi-w-prywatne-rece-czy-zblizamy-sie-do-granic-absurdu-raczej-do-zalegalizowanego-powszechnego-ludobojstwa-2013-04

Kontrolując żywność – kontrolujesz ludzi, kontrolując surowce energetyczne – kontrolujesz politykę, kontrolując pieniądze – kontrolujesz świat – Henry Kissinger

Portman-Jacob-Rothschild-Kissinger[1]

Henry Kissinger w towarzystwie  Jacoba IV barona de Rothschild oraz Natalie Portman (żydowska aktorka, laureatka Oscara, urodzona  w Izraelu, nazwisko rodowe Hershlag http://pl.wikipedia.org/wiki/Natalie_Portman) była partnerka syna Jacoba , Nathaniela V barona de Rothschild. (http://en.wikipedia.org/wiki/Nathaniel_Philip_Rothschild)

„Zbrodnia nieukarana, nawet i po śmierci na skrzydłach niesie swego pana. A ojczyzna nasza zbolała, gdy otwarta jej rana, gdzie absurd za absurdem, za absurdem absurd, a za tym absurdem jeszcze jeden absurd. Oto jutro z honorami chowają Jaruzelskiego, oto na Wołyniu już bohater Bandera i tylko ta krwista siekiera, co to wystaje mu za kołnierza.
Oto Szeptycki choć z Katedry św. Jura, błogosławił bestię Firera III Rzeszy, po wszystkich cerkwiach, słał modły za Wielkiego Hitlera, a dziś na Ołtarze się wybiera. Kto by tam jednak na szczegóły, uwagę zwracał. Sławko (Sławman not Soroman)”29 maja pisałem z Glasgow w sms-u do przyjaciół i znajomych

 

Witam i pozdrawiam serdecznie. Niedzielny wieczorek (25.05) spędziłem na czytaniu pierwszych sondaży powyborczych, aż tu nagle gruchła wieść, że Gen. Wojciech Jaruzelski odszedł na tamtą stronę życia. Co tu dużo mówić osoba to, co najmniej nietuzinkowa. Naturalnie pomodliłem się w za Jego duszę, prosząc o Boże miłosierdzie dla niego bowiem modlić się winniśmy za każdego człowieka, bez względu na to jak żył i jakim wartościom służył. Jednak już od pierwszych chwil miałem z nim wielki problem, wiadomo jego niechlubna przeszłość.

 

Tymczasem z każdym następnym dniem, publikowano wciąż nowe, nieznane dotąd fakty z życia Jaruzelskiego. Dla przykładu ni stąd, ni z owąd dowiedziałem się, jaki to młody Wojtek, był pobożny i jak gorliwie służył do mszy świętej, jako młody ministrant oraz naturalnie, jak solidne wychowanie, otrzymał od rodziców w domu rodzinnym na Lubelszczyźnie. O jego szlacheckim pochodzeniu wiedziałem wiele lat wcześniej. Potem oczywiście zsyłka na Syberię, gdzie podobno nabawił się kurzej ślepoty, od syberyjskich śniegów. Tam także zostawił, już na wieczną wartę swego ojca. I nawet już po wstąpieniu w szeregi Armii polskiej w ZSRR, miał młody Jaruzelski pisać do matki listy, w których zapewniał, że nigdy nie porzuci, tego wychowania i tych wartości, które wpojono mu w rodzinnym domu. Jest to też wydaje się najbardziej chwalebny czas w życiu, żołnierza Jaruzelskiego, gdy z wielką odwagą i ofiarnością walczy na fronatach II wojny światowej, otrzymując wiele orderów wojennych w tym najwyższy: Virtuti Militari. Zdarzyło mu się nawet zwalczać bandy banderowców po wojnie, za co bym go nawet pochwalił, gdyż banderowcy w zdziczały sposób modowali polską, niowinną ludność nawet już po wojnie. Lecz na tym zasługi Imć Jaruzelskiego niestety wydaje się kończą!!!! I owszem gdyby za powyższą tylko ofiarność miał być chowany, to miejsce w kwaterze żołnierzy I Armii Wojska Polskiego należy się mu, bez dwóch zdań, jak mawiali na Kresach, a szczególnie na Wołyniu.

 

Problem w tym, że kariera Imć Jaruzelskiego właśnie się dopiero rozpoczynała i tak bodajże od roku 1947, niebywale szybko awansuje w górę w ludowym, komunistycznym wojsku.  I właśnie o tym także w ostatnich dniach, publikowne są kolejne fakty, tym razem mocno obciążającego Jaruzelskiego. Dla przykładu Studenci dla Rzeczpospolitej, którzy zdecydowanie sprzeciwiają się pochowaniu Generała na warszawskich Powązkach: „[….]W latach 1945 – 1947 uczestniczył w zwalczaniu polskiego podziemia niepodległościowego. Jako wojskowy komendant w Piotrkowie Trybunalskim we współpracy z Urzędem Bezpieczeństwa i Milicją Obywatelską dokonywał likwidacji zbrojnych formacji podziemia niepodległościowego. Niezłomnych bohaterów – Żołnierzy Wyklętych – w swoich raportach zwał bandami, torując sobie w sposób bezwzględnie wyrachowany drogę do kariery wojskowej w strukturach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. W kolejnych latach, 1947-1957, jako oficer Ludowego Wojska Polskiego z całym oddaniem służył sprawie stalinizacji jego struktur. Znamiennym przykładem tych działań jest fakt, że jako jedyny spośród generałów opowiadał się za pozostaniem w szeregach wojska marszałka Konstantego Rokossowskiego, sowieckiego generała ustanowionego z rozkazu Stalina głównodowodzącym LWP.

 

To na nim spoczywa odpowiedzialność za śmierć kilkuset osób zastrzelonych na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Ukoronowaniem jego działalności w służbie moskiewskiemu okupantowi było zdławienie zrywu wolnościowego dziesięciomilionowej Solidarności przez wprowadzenie stanu wojennego, w sposób łamiący nie tylko przyrodzone prawa człowieka, ale również – współtworzonego przez niego – ustroju PRL. Swoją decyzję uzasadniał potrzebą uniknięcia inwazji wojsk sowieckich. Tymczasem ujawnione źródła historyczne mówią o staraniach generała o tą właśnie interwencję, do której nie miało nigdy dojść w wyniku odmowy najwyższych władz w Moskwie.”

 

Studenci dla Rzeczpospolitej przypominają, że za żadną z tych zbrodni Jaruzelski nie poniósł nigdy odpowiedzialności: „W obliczu takich faktów wyrażamy głęboką dezaprobatę wobec jakichkolwiek prób uhonorowania tejże postaci. Jako młodzi, aktywni obywatele naszej Ojczyzny apelujemy o uszanowanie prawdy historycznej i adekwatną do niej postawę. Pragniemy żyć w państwie, w którym nie honoruje się zbrodniarza obrządkiem należnym bohaterom” – czytamy na Facebooku.

 

Przeciwko pochówkowi Jaruzelskiego na jednej z najważniejszych polskich nekropolii, na której powinni spoczywać wyłącznie ludzie zasłużeni w służbie idei niepodległości Ojczyzny zaprotestował także prezes Instytutu Pamięci Narodowej doktor Łukasz Kamiński. A dla zainteresowanych, jeszcze ino dla przejrzystości: Apel organizacji niepodległościowych z Krakowa:

 

„Pan Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski

 

W imieniu Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie uprzejmie proszę Pana Prezydenta, aby – gdziekolwiek odbędzie się pogrzeb generała Wojciecha Jaruzelskiego – nie miał on charakteru uroczystości państwowej z honorową asystą Wojska Polskiego i aby nie ogłaszał Pan żałoby narodowej po śmierci komunistycznego dyktatora.

 

Człowiek, który jak żaden inny polityk w drugiej połowie XX wieku symbolizuje w Polsce zdradę Ojczyzny i wiernopoddańczo służył Związkowi Sowieckiemu, a realizując jego imperialne interesy nie wahał się wydać wojny własnemu narodowi, z pewnością nie zasługuje na to, aby pochować go z honorami w niepodległej Rzeczypospolitej.

 

Nie wolno Panu zapomnieć, że w marcu 2011 roku Trybunał Konstytucyjny uznał dekrety o stanie wojennym za niezgodne z konstytucją PRL i RP, a 2 stycznia 2012 roku Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, iż nielegalnie wprowadziła go 13 grudnia 1981 roku tajna grupa przestępcza pod wodzą gen. Jaruzelskiego w celu likwidacji NSZZ „Solidarność”, zachowania ustroju komunistycznego i osobistych pozycji we władzach.

 

On sam uniknął odpowiedzialności karnej tylko dlatego, że z uwagi na stan zdrowia wyłączono go z procesu i w sierpniu 2011 roku zawieszono postępowanie przeciw niemu. Mimo to wielokrotnie pokazywał się publicznie, najwyraźniej kpiąc z postanowień wymiaru sprawiedliwości.

 

Ceremonie pogrzebowe ważnych osób mają duże znaczenie dla kształtowania właściwej polityki historycznej państwa. Ludziom, którzy dla osobistych korzyści zdradzili swój kraj i tchórzliwie unikali poniesienia odpowiedzialności za swoje przestępcze czyny nie wolno oddawać honorów ani za życia, ani po śmierci.

 

Dlatego też stanowczo proszę Pana Prezydenta w imieniu naszego Porozumienia, z którego obywatelskiego doniesienia toczył się proces członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, aby pogrzeb generała Wojciecha Jaruzelskiego – bez względu na wolę jego rodziny – miał charakter prywatny. dr Jerzy Bukowski, rzecznik POKiN”.

 

Powyższe wypowiedzi oraz Apele można znaleźć także na stronie ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego. Jak zatem wspomniałem już na wstępie, mam od kilku dni problem z pamięcią o Gen. Wojciechu Jaruzelskim, gdyż jako człowiek mam obowiązek stawać w prawdzie. W życiu swoim wyznaję bowiem zasadę, że tylko stanięcie w prawdzie jest autentyczną pokorą, zaś pokora i miłość razem, wspólnie przepędza precz ducha nieczystego.

 

 Każda zbrodnia nieosądzona i nieukarana, jak bumerang nieustannie wraca do swego pana, czy do swego źródła bowiem sprawiedliwość jest b. głęboko wypisana w sercu każdego człowieka i zawsze głośno domaga się nieodzownego zadośćuczynienia, jeśli nie za życia, to właśnie zaraz po śmierci.

 

Z poważaniem

Sławomir Tomasz Roch

Spotkanie Grupy Bilderberg 2014 w Kopenhadze, Dania odbędzie się w klimacie paniki. Nieustępliwość Rosji w sprawie kryzysu na Ukrainie i anty-europejska rewolucja stanowią poważne zagrożenie dla jednobiegunowego porządku świata nad którego tworzeniem Grupa Bilderberg spędziła ponad 60 lat.

Źródła z wewnątrz grupy potwierdziły, iż konferencja, która odbędzie się od czwartku w pięciogwiazdkowym Hotelu Marriott, skoncentruje się wokół tematu wykolejenia globalnego, politycznego przebudzenia, które grozi długofalowej polityce Grupy Bilderberg- centralizacji władzy w światowej federacji, który to cel ma być rozszerzony przy okazji Transatlantyckiego Partnerstwa Handlu i Inwestycji (TTIP), które bez wątpienia będzie tematem dyskusji na tegorocznym spotkaniu.

TTIP stanowi integralny składnik ratowania jednobiegunowego świata, tworząc „globalną firmę”- początkowo strefę wolnego handlu, która będzie łączyć Stany Zjednoczone z Europą. Podobnie jak Unia Europejska rozpoczęła swe istnienie jako obszar wolnego handlu i ostatecznie została przekształcona w polityczną federację, która kontroluje ponad 50% praw i przepisów państw członkowskich z całkowitą pogardą dla suwerenności i demokracji, tak samo TTIP ma osiągnąć ten sam cel, tylko na większą skalę.

Umowa TTIP jest wspierana głównie przez przedstawiciela ds. handlu USA, Michaela Fromana z administracji Obamy, który jest człowiekiem Wall Street i członkiem CFR, siostrzanej organizacji Grupy Bilderberg. Froman jednocześnie pomaga w budowie kolejnego bloku globalnego rządu, w ramach umowy Partnerstwa Transpacyficznego (ang. Trans-Pacific Partnership TPP), która jest podobnym projektem z udziałem krajów azjatyckich.

Raport Daniela Estilina na temat agendy Grupy Bilderberg:

Biorąc pod uwagę fakt, iż Grupa Bilderberg planowała stworzenie wspólnej waluty euro już w 1955 roku (przewodniczący Bilderberg Etienne Davignon przechwalał się na ten temat w wywiadzie z 2009 roku, iż wspólna waluta euro była pomysłem Bilderberg), to wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego na pewno zaalarmowały globalistów, którzy są przerażeni tym, że ich planowane superpaństwo UE będzie osłabione w wyniku populistycznego oporu skoncentrowanego głównie wokół niechęci do niekontrolowanej polityki imigracyjnej.

W samej Danii, mamy Mortena Messerschmidta i duńską Partię Ludową, którzy zdobyli 27% głosów w wyborach do europarlamentu podwajając liczbę posłów. Chociaż niektórzy są ostrożni co do skrajnych prawicowych skłonności Messerschmidta, to jego sukces odzwierciedla ogólne oburzenie nie tylko w Danii, ale w całej Europie wobec imigracji i socjalu państwa opiekuńczego, którym UE jedynie irytuje wyborców.

Tymczasem we Francji Marine Le Pen przyjmuje rolę twarzy ruchu konserwatywnego, który grozi  „zerwaniem jednej, zjednoczonej Europy.” Jego wygrana w europejskich wyborach określana jest jako „trzęsienie ziemi”, które uderzyło w polityczne serce Europy.

Wyborcy w Wielkiej Brytanii również odrzucili UE i tym samym Grupę Bilderberg, wraz sukcesem partii UKIP i Nigela Farage. Jest to triumf eurosceptycyzmu co niektórzy określili „najbardziej niezwykłym” wynikiem wyborów od 100 lat.

Podobny wynik w Polsce:

Podobnie jak TTIP i rezultat europejskiej katastrofy wyborczej, Grupa będzie omawiała szereg innych kluczowych kwestii, z których większość będzie obracała się wokół ciągłej próby scentralizowania władzy gospodarczej w ramach kilku różnych działań, w tym podatku od CO2 płaconego bezpośrednio Organizacji Narodów Zjednoczonych, gdzie koszt finansowy przeniesiony będzie na osoby prywatne, podczas gdy duże firmy będą miały przyznawane „zwolnienia od opłat”, które pozwolą im nadal produkować CO2.

Toczący się kryzys na Ukrainie i relacje między Rosją a NATO będą również punktem rozmów. Globaliści oskarżają Władimira Putina o ostracyzm Rosji z nowego porządku światowego, ponieważ odważył się rzucić „wyzwanie międzynarodowemu systemowi”, jak ujął to John Kerry.

Grupa omówi obawy, co do budowy alternatywnego „wielobiegunowego” porządku światowego przez Putina, opartego na krajach BRICS, który to porządek zniszczy dolara jako rezerwową walutę światową, a także silnie naruszy bieżącą oś USA-UE -NATO.

Reporterzy Infowars będą w tym tygodniu na miejscu wydarzeń, relacjonując konferencję Grupy Bilderberg w Kopenhadze, Dania.

Link do oryginalnego artykułu: LINK

Radykalna sekta syjonistów chabad pragnie przenieść się na Ukrainę z USA, które oskubała już do ostatniego piórka. Chcą budować dla siebie „miasto na górze”, niszcząc miejscową ludność na wszelki wypadek oczywiście… 6.5.2014 r. wiceszef Dniepropietrowska, B. Filatow ogłosił projekt „Żydowski Kijów”:
Co zrobić z tymi, którzy szczerze pragną śmierci mojego kraju — z rosyjskimi idiotami  naprawdę nierozumijącymi, dlaczego jesteśmy gotowi ich zabijać? Co zrobić z podłymi rosyjskimi dziennikarzami, których nie można nazwać ludźmi? Z tym wszystkim złem? Jutro jest nowy dzień i Słońce wzejdzie. A co zrobi wszystko to zło? Będziemy musieli zbudować nowe państwo. „Miasto na wzgórzu”, Nowy Syjon. Ziemię Obiecaną.
Oligarcha Kolomojski przez swego podwładnego wyraził ostateczny cel swój i chabadu w Dniepropietrowsku: Na Ukrainie zbudować nowe państwo, ziemię obiecaną, nowy Syjon. Czy Bóg obiecał nową ziemię obiecaną? Ona już istnieje – Izrael;  innej ziemi obiecanej być nie może, lecz próbują ją zrobić z Ukrainy sekta chabad Dniepropietrowsk i Kolomojski, który finansuje i przewodzi (a nie szef bezpieki SBU, Naliwajczenko) faszystowską karną kampanią w regionach Donieck i Ługańsk.
Ponadto, w Purim 16.3.2014 r. podczas referendum na Krymie ws. autonomii (data wybrana, aby uderzyć w ukraińską sektę chabad), rabin Dniepropietrowska Szmuel Kaminiecki powiedział: Żyjemy razem z Ukraińcami już 1000 lat. Ukraina – nasza Ziemia. Dziś czytamy księgę Estery, jak już tysiące lat na Purim. A dziś czytanie ma szczególne znaczenie — nowy Aman, nasz wspólny wróg z Ukraińcami, jest bardzo blisko.
Zabawna wzmianka o życiu z Ukraińcami od 1000 lat blaknie przy wzmiance o Amanie. W szerokim znaczeniu, Aman to Rosja i Rosjanie, a konkretnie – prezydent Putin interweniujący w plany sekty lubawiczerów chabadzkich ustanowienia Nowej Chazarii na Ukrainie. Strata Krymu zabolała Kolomojskiego i jego zwolenników w USA — znaną i najbardziej wpływową wspólnotą chabad-lubawicz w Nowym Jorku. Jeszcze bardziej bolesny jest proces separacji republik Donieck i Ługańsk, a następnie całej płd.-wsch. Ukrainy. Słaby dom, „miasto na wzgórzu”, nowa Jeruzolima zaczęła się rozpadać, bo od początku budowniczowie kłamią i zdradzają, szokująco poświęcając Ukraińców z okrucieństwem niebywałym na XXI wiek. Budowniczowie nowej Chazarii rozpętali całą swą nienawiść do Rosji i Rosjan, do  Putina i jego zespołu, nazywając prezydenta Rosji nowym Amanem. Tym samym podkreślili jego patriotyzm i jego zrozumienie ogromnego zagrożenia planami Kolomojskiego i ukraińskiego chabadu.
Jeszcze ważniejsze dla zrozumienia głębokich przyczyn rewolucji kijowskiej Kolomojskiego było uznanie przez rabina Kaminieckiego wspólnych 1000 lat, bez znajomości historii Rusi Kijowskiej i jej ludu. Rabin mówi o zupełnie innej historii – dot.  kaganatu chazarskiego. W IX w. Chazarzy zajmowali ogromny obszar, od Astrachania i M. Kaspijskiego po Dniepr, w tym Krym, od pólnocnego posterunku Biała Wieża (stąd nazwa Puszczy Białowieskiej), dokąd przenieśli się żydzi uchodzący w X w. po klęsce Chazarii. Obecne odrodzenie Chazarów przesunęło centrum do Dniepropietrowska. Ukraina ma dać miejsce „miastu na wzgórzu” – Nowej Jerozolimie, tzn. lubawiczery chcą się przenieść z Nowego Jorku do nowej stolicy, Dniepropietrowska. Naruszają tym samym naturalny bieg historii, ponieważ w Jerozolimie w w państwie Izrael należy odbudować Trzecią Świątynię na tron króla, którego przyjścia tak oczekują żydzi na całym świecie.
Ale lubawiczery mają własną perspektywę historyczną. Ich rabin zmarły w Nowym Jorku w 1994 r., Menachem Mendel Schneerson jest uznawany za Mosziacha [Mesjasza – PB] , który zmartwychwstanie w swoim czasie. W Dniepropietrowsku jest świątynia Shneersona, gdzie powinien zasiąść na tronie, jest też największy w Europie kompleks chabadu „Menora”. Lubawiczery już nieoczekują na Mosziacha w Izraelu, tylko na ukraińskiej ziemi i nie chcą nic wspólnego mieć z prawdziwą Ziemią Obiecaną.
W pracy Zygza historik, akademik Rosyjskiej Akademii Nauk Naturalnych L.N. Gumilew dokładnie przewidział wydarzenia na Ukrainie. W przewrocie w Chazarii na początku IX w., drugi człowiek po kaganie (książę, król) był żyd Abadiasz, syn dagestańskiego wodza wojskowego, Bulana, który przeszedł na judaizm. Kolejny zamach Gumilew opisuje tak:
 
1. Okoliczności przewrotu nie były tak religijne, jak polityczne. Jednak pokryto je licznymi legendami w celu ukrycia prawdziwej historii. To samo mamy dziś na Ukrainie, gdy zwycięstwo Majdanu 22.2.2014 r. wykorzystali ci, którzy wywołali gniew ludu do prezydenta Janukowycza i jego skorumpowanej kliki. Wszyscy, którzy wezwali ukraiński lud do buntu, do działań przeciw policji i Berkutowi, przejęli władzę prawem zwycięzcy. Wszyscy oni należą do chabad-lubawicz, mają dużo wsparcia w USA i UE. Rewolucję na Ukrainie wygrał chabad, jego cele były głęboko ukryte, a wyszły tylko dzięki błyskawicznej akcji na Krymie okazało się, którzy nie są obojętni na los narodu ukraińskiego. Cele te to odtworzenie na Ukrainie nowej Chazarii  z tronem Schneersona.
 
2. Abadiasz był inteligentny, powiązany z żydowską diasporą. „Mędrcom Izraela”  niepożałował chazarskiego „srebra ni złota”, żeby tylko zgodzili się [na jego plan? – PB]. Do przewrotu politycznego potrzeba pieniędzy i organizacji, więc jest oczywiste, z jakimi kręgami połączył się Abadiasz. Na przewrocie wygrali nie Chazarzy ani żydzi chazarscy, tylko przyjezdni judejczycy i żydostwo jako całość. To oni zorganizowali zamach stanu, zachowując zasadę: wszystkie urzędy przypadły Żydom. Abadiasz dostał tytuł Bej — w jęz. arabskim malik tj. król. Czyli stanął na czele rządu przy nominalnym Chanie (Kaganie, tj. władcy) przebywającym pod strażą i pokazywanym ludowi raz w roku. Niewątpliwie, Kolomojski pretendujący do tytułu króla nowej Chazarii kieruje rządem w Kijowie, zmuszając ich do wykonania zleceń chabada, zwłaszcza jego nowojorskiej części, mającej ogromny wpływ na administrację Obamy. Turczynow, Jaceeniuk, Awakow i Naliwajczenko to tylko zbiorowy „nominalny chan” w służbie Kolomojskiego, który rozdziela role i mianuje swych przedstawicieli na urząd publiczny. Pieniądze i wpływy polityczne chabad-lubawicz pomogły rewolucji Majdanu no i planowaniu transformacji Ukrainy dla bogatych Żydów, wypatrywanej dla przesiedlenia do nowej Chazarii po krachu USA i wobec zbliżającej się wojny na Bliskim Wschodzie. Ale zwykłe gminy żydowskie (inne niż chabad) nie chcą tego potwora polityki międzynarodowej, bo ich biznes nieuchronnie pokonanają „profesjonalne” działania MFW i EBC, wycelowane w zmianę stref wpływów w gospodarce Ukrainy. Wygrają oligarchowie, od dawna członkowie chabadu, zainwestowawszy w Majdan.
 
3. W l. 20-ych IX wieku, nowy porządek Chazarii zwyciężył, z niewielką stratą terytorium. Prawosławny Krym dołączył do Bizancjum.
Przyłączenie Krymu do Rosji było wywołane ogromnym wpływem półwyspu na całą Ukrainę, na cały naród ukraiński. Ponadto, Krym ma ogromne znaczenie geostrategiczne w regionie M. Czarnego i na Bliskim Wsch. Doskonale wiedzą to organizatorzy neo-Chazarów w Waszyngtonie i Dniepropietrowsku, ale Putin wszystkich błyskawicznie wybiegł, nie pozostawiając żadnych szans kijowskiej juncie Kolomojskiego ani przywództwu chabadu. Utratę Krymu musiały zaakceptować Ukraina jak i USA, lecz wynikła konfrontacja dwóch ideologii „niepodległości”. Stosunek do Rosji i Rosjan stał się papierkiem lakmusowym dla dziesiątków milionów obywateli Ukrainy. Ci, co uważali się za Rosjan, zrozumieli cel junty i przeciwstawili się niemu. Ci, co uważają się za „szarych” Ukraińców nienawidzących Rosji i Rosjan, bronią faszyzmu junty, nawet wbrew własnemu dobru; jako zakładnicy zgodzili się na ożywienie Chazarii, w przeciwieństwie do tych, co sprzeciwili się Nowej Chazarii. Z tej konfrontacji wynikła wojna domowa.
 
4. Przewrót Abadiasza wymierzył w plemienną arystokrację wszystkich grup etnicznych w Chazarskim Chanacie [przyjaznych? – PB]  tureckiej dynastii, wywołując wojnę domową, w której po stronie rebelii walczyli Węgrzy, a po stronie Żydów najemnicy  Pieczyngowie. Ta wojna była bezwzględna, ponieważ, zgodnie z Talmudem babilońskim nie-Żyd wyrządzający zło Żydowi robi to samemu Panu […] zasługując na śmierć. Zagłada wszystkich przeciwników była częsta w starożytności. Abdiasz tak zrobił.
Junta kijowska wysłała na płd. wschód Ukrainy wojska z zach. Ukrainy i desantową brygadę z Dniepropietrowska, ale nie ufała, że będą strzelać do swoich. W tylnej formacji Kolomojski umieścił więc bandytów Prawego Sektora Jarosza — członka chabadu, i własne wojska szturmowe, najęte jak Prawy Sektor za spore pieniądze. Oczywiście, kosztów nie poniósł Kolomojski, tylko podporządkowany jemu rząd Jaceniuka, walcząc z narodem za pieniądze tegoż narodu. Zdrada jest w duchu chabadu, który tłumi ekspresję obywateli Ukrainy pragnących wolności — od junty, od dyktatu oligarchów chabadu, od oszołomów Majdanu bezkarnie dla pieniędzy mordujących starców i młodzież, kobiety i dzieci. To krwiożerstwo upadłych nie-ludzi, podgrzewane nienawistną propagandą chabadu, doprowadziło do strasznej tragedii w Odessie 2-go maja.
Ponad setkę osób spalono żywcem i zastrzelono w Domu Związków Zawodowych. Bandyci z zimną krwią wylewali napalm na głowy ofiar i podpalali je, żeby następnie sfilmować pędzące korytarzami żywe pochodnie — epilog faszyzmu Kolomojskiego, po którym Ukraina stała się inna. Od tej chwili ci, którzy podzielili radość oprawców ze spalonych ludzie, nie mogą być obywatelami wolnego kraju, lecz stali się niewolnikami chabadu.
 
5. Po tej wojnie, której początku ni końca nie da się dokładnie określić, Chazaria zmieniła swój wizerunek. Z systemowej integralności przekształciła się w nienaturalne połączenie amorficznej masy poddanych z klasą rządzącą, obcą narodowi krwią i religią. Wynikłej sytuacji nie można nazwać feudalizmem. Bo nie można skalsyfikować etnospołecznej chimery.
Zaiste, po 2 maja 2014 r. Ukraina utraciła swą państwowość w uprzedniej formie, nawet  z rządem anty-narodowym. Całopalenie w Odessie złożył chabad na ołtarzu, tak jak rozstrzelanie milicjantów w Mariupolu 9 maja 2014 r., za odmowę strzelania do cywilów pokojowo obchodzących Dzień Zwycięstwa. W końcu zniszczone nazwę „Ukraina” i kulturę ukraińską, która teraz stała się uosobieniem horror-faszyzmu, wyrosłego z  przymusowej ukrainizacji populacji „Nieńków” [? – PB].
Nie dziw, że po referendum ws. niepodległości regionów Donieck i Ługańsk, których wyniki zdumiały wielu analityków, samoobrona „Noworosji” zaczęłą operacje na całkowite zniszczenie faszystowskich odziałów szturmowych Kolomojskiego. Walka o wolność, wspierana przez miliony współobywateli na Ukrainie, teraz już nie zatrzyma się w granicach Donbasu, ale przeniesie się na zachód kraju, do Kinjowa. Pomny tego, Kolomojski zaczął pompować strategiczne rezerwy ropy naftowej Ukrainy i sprzedawać do krajów UE. Pierwsza transza kredytu MFW nie poszła na opłacenie rosyjskiego gazu, — niemożliwość w świetle antyrosyjskiej retoryki junty, tylko została podzielona między wierchuszkę chabadu Dniepropietrowska i oligarchami Ukrainy. Amorficzna Ukraina wali się, przekazując swój los w ręce Nowej Rosji i jej zagorzałych zwolenników i obrońców.
Tak to próby wskrzeszenia Chazarii na Ukrainie zawiodły całkowicie, i stało się jasne, że powrotu do dawnego życia nie będzie, a junta drży przed ucieczką jak Janukowycz, tylko że  na Zachód. Chabadnicy w Kijowie tworzą jednostki samoobrony, ale nie dla ochrony junty Kolomojskiego, tylko dla zapewnienia sobie ucieczki i kupienia czasu potrzebnego na wywóz swoich oszczędności za granicę.
 
Zbiry faszystowskie, oddziały karne nadal represjonują niezależny Donbas, strzelając w plecy do żołnierzy z Kijowa i wykańczając rannych, ale to już nie tak niebezpieczne, jak tydzień temu. Rubikon został przekroczony, a obrońcy wolnych republik słusznie planują marsz na Kijów i Dniepropietrowsk, by ostatecznie zniszczyć legowiska faszystowskich zdrajców i ciemiężycieli wolnych ludzi – teraz już Noworosji.
Pamięć o ofiarach w Odessie nie pozwoli pułkom wolnościowców zatrzymać się na granicy Donbasu. Poprowadzi je dalej, większając szeregi o tych, którzy nigdy nie zapomną, nigdy nie wybaczą. Upadek reżimu Kolomojskiego i chabadu blisko — co dalej? Na jakich warunkach będą budować nową państwowość zwycięzcy nad faszyzmem Dniepropietrowska i Kijowa?
To jest główne pytanie, na które należy odpowiedzieć dziś, inaczej protest przeciw obecnej władzy w Kijowie będzie wyglądać jak zmiana warty. Na czym ma się oprzeć gospodarka Noworosji, głównego właściciela ogromnego majątku, w tym ziemi i zasobów naturalnych?
Należy rozważyć, że regiony zachodnie znacznie różnią się od wschodnich co do własności i kolektywizacji pracy. Toteż trzeba opracować zasadę, że przedsiębiorstwa strategiczne staną się własnością narodu, ziemia przechodzi na wieczność w budownictwie i rolnictwie do tych, którzy nie są pośrednikami, ale chcą ją używać. Zasobów naturalnych nie można dać w ręce prywatne, skoncesjonować ani powierzyć kartelom obywateli, tylko uczynić własnością narodową. System polityczny należy zmienić z list partyjnych na powiaty, miasta i regiony w utworzonej Wierchownej Radzie  jako organie przedstawicielskim wszystkich grup ludności Nowej Rosji. Te i wiele innych kwestii ustroju politycznego należy rozpatrzyć natychmiast, żeby cały naród ukraiński zrozumiał cele Noworosji. A oznajmić te cele powinnien lider antychazarskiej rewolucji narodowej!
K.F. Ipatiew (major GRU w stanie spoczynku)
Przekład Piotr Bein

Trudno nie odnieść wrażenia, że żyjemy w czasach przełomu. Czymś symbolicznym są wydarzenia z Palermo, gdzie zabudowania klasztorne zostały siłą przejęte przez nowych mieszkańców. Zaczęło się od apelu papieża Franciszka, aby te zakony, które nie mają nowych powołań, udzieliły schronienia ubogim rodzinom nie mającym dachu nad głową.

Jak oględnie informują portale katolickie, ludzie, którzy powołując się na te słowa zajęli klasztory na Sycylii wbrew słabym protestom lokalnego biskupa, niewiele mają wspólnego z ubogimi rodzinami. Można się domyślać, że to raczej anarchiści, którzy w pomieszczeniach zamieszkanych dawniej przez pobożnych mnichów urządzą sobie squoty.

Cywilizacja chrześcijańska w wielu miejscach trwa tylko siłą przyzwyczajenia, dopóki jej wrogowie nie zorientują się, że nikt jej nie broni. Wówczas triumfalnie narzucają swoje porządki, jak dawniej nacierający żołnierze zajmowali z łatwością opuszczone szańce. Wydaje się, że wielu hierarchów Kościoła pogodziło się z tą porażką, a nawet uważa ją za pożyteczną. Ze zdumieniem dowiadujemy się, że nauczanie św. Jana Pawła II na temat rodziny i płciowości jest już nieaktualne i trzeba sformułować nowe, lepiej dopasowane do dzisiejszego świata. Jak zwykle w tego typu przypadkach, reformatorzy wypuszczają balony próbne (np. Chrzest „córki dwóch lesbijek” w katedrze w argentyńskiej Cordobie za przywoleniem miejscowego biskupa Carlosa Naneza) i obserwują, czy społeczność katolicka będzie protestować. Powiedzmy sobie szczerze, że w wiekszości przypadków – nie będzie. Na tych szańcach nie widać już żadnych obrońców. W USA niedawno wyrzucono z katolickiej (?) szkoły zakonnicę, która urządzała pogadanki dla uczniów na temat katolickiej etyki seksualnej. Ze względu na prezentowaną w nich „homofobię” kuria postanowiła skierować ją do innych zajęć, niż praca z młodzieżą. W Irlandii przyszłoroczne referendum w sprawie wprowadzenia związków partnerskich dla homoseksualistów jest już w tej chwili wygrane przez zwolenników tej zmiany. Trudno się dziwić, skoro nawet prymas abp Diarmuid Martin publicznie popiera wprowadzenie homo-związków.

W tej zawierusze warto wrócić do dawnej idei Pawła Milcarka – tworzenia archipelagu ortodoksji radykalnej. Potrzebujemy – i my i nasze dzieci – oparcia we wspólnocie, która będzie trwała wbrew naporowi świata. Sojusz idei jest tutaj ważniejszy od etykiet, którymi zwykliśmy dzielić się na różne frakcje. I tak na przykład bardzo pozytywnym krokiem była publikacja w ostatnim numerze „Christianitas” świadectwa małżeństwa z Drogi Neokatechumenalnej, które opowiadało o tym, jak przyjmowanie kolejnych dzieci prowadziło je do pogłębiania wiary. Myślę, że dla niektórych tradycjonalistów była to dobra okazja, aby zobaczyć głębszy sens wielodzietności. Kto wie, może ten i ów zamiast zgrzytać zębami na widok malców brykających w kościele, ujrzy w nich Boże błogosławieństwo, uśmiechnie się, pomoże rodzicom, którzy nie zawsze sobie dobrze radzą w każdej sytuacji.

Ale sojusznicy są też po innej stronie. Bliscy krewni, których jednak zwykło się podczas rozmów przy rodzinnym stole pomijać milczeniem. Duchowieństwo Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X i skupieni wokół niego wierni. Kilkaset tysięcy osób rozsianych po całym świecie, żyjących pobożnie i ofiarnie, wznoszących z własnych środków nie tylko kościoły i kaplice, ale też szkoły, domy rekolekcyjne, szpitale, czy sierocińce. Można powiedzieć, że Bractwo to „uśpiony olbrzym”, który w powszechnej świadomości funkcjonuje głównie poprzez kilka fałszywych klisz. Dobrze było to widać kilka tygodni temu, kiedy przedstawiciele jednego ze środowisk tradycji łacińskiej występowali w lokalnej rozgłośni katolickiej. Na pytanie o przeszkody w popularyzowaniu Mszy św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, odpowiedzieli, że problemem jest kojarzenie jej ze „schizmatyckim” Bractwem Kapłańskim św. Piusa X. Trudno o większy absurd. Mając krótką chwilę czasu antentowego i możliwość dotarcia do słuchaczy z zachętą do udziału we Mszy św. w starym rycie, zajęto się przedstawianiem tradycjonalistów jako zagrożenia dla Kościoła. Kiedy opowiadali o zaszłościach historycznych, prowadzący program przytomnie zauważył, że kontrowersje, o których mówią, to echa sporów sprzed dziesięcioleci. Przypadkowy obserwator trafnie wychwycił to, co umyka wielu osobom głęboko zaangażowanym w tradycjonalistyczne dysputy. Duchowi spadkobiercy grup Ojców Soborowych – konserwatywnej Coetus Internationalis Patrum i umiarkowanych reformatorów wspieranych wówczas przez ks. Ratzingera idą różnymi drogami, jednak w dzisiejszym Kościele i jedni i drudzy są radykałami. Jeżeli przeanalizować na spokojnie stosunek obu grup do Soboru Watykańskiego II, to widać, że różnią się tylko oceną tego, czy problematyczne dokumenty mogłyby – hipotetycznie – poprowadzić Kościół w dobrą stronę. Hipotetycznie – bo dyskusja o tym, czy soborowe nauczanie na temat wolności religijnej da się zinterpretować w zgodzie z wcześniejszym Magisterium nie ma żadnego wpływu na rzeczywistość, na to, że posoborowy Kościół faktycznie zrezygnował z prymatu w sferze publicznej.

Kiedy ktoś nawołuje do budowania jedności skłóconych grup tradycjonalistów, często podnosi się argument, że nie może być jedności „za wszelką cenę”. Przeszkodą ma być też nieuregulowany status kanoniczny Bractwa. Św. Jan XXIII odnosząc się do chrześcijan pozostających poza Kościołem katolickim mówił, że “o wiele mocniejsze jest to, co nas łączy, niż to, co nas dzieli”. Zaś św. Jan Paweł II w adhortacji “Christifideles Laici” pisał: “Z jedności chrześcijan z Chrystusem wywodzi się jedność między chrześcijanami, wszyscy oni bowiem są pędami jednej Winorośli, czyli samego Chrystusa.” Widać z tego, że dążenie do jedności nie ma być nagrodą za spełnienie jakichś warunków, lecz owocem naszej wiary. Skoro słowa dotyczące niekatolików brzmią tak mocno, to o ile bardziej są naglące w stosunku do tych, którzy się nigdy nie wyrzekli religii katolickiej? Fakt, że FSSPX jest trzymane w kościelnej próżni, gdzie w zależności od wybranej retoryki a to oskarża się je o schizmę, a to o nieposłuszeństwo, trudno jest ocenić inaczej, niż jako celowe stworzenie “kwarantanny” dla poglądów, które w posoborowym Kościele uważa się za reakcyjne. Bez przywrócenia im równoprawnego miejsca nie będzie możliwe znalezienie dróg wyjścia z obecnego kryzysu.

Wyrażony w przemówieniu na otwarcie Soboru Watykańskiego II zamysł św. Jana XXIII, aby “raczej posługiwać się lekarstwem miłosierdzia, niż czynić użytek z surowości” w odniesieniu do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X wciąż pozostaje niezrealizowany. Co wobec tego robić? Cytowany w 51. numerze “Christianitas” ks. Claude Barthe, wykładowca Instytutu Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana mówi: Fakt, że FSSPX jest “na zewnątrz”, podczas gdy na przykład austriaccy kapłani-buntownicy są “wewnątrz” pozbawia sankcje jakiejkolwiek skuteczności. Tak, jak w przypadku “reformy reformy”, integracja FSSPX ze słabnącą społecznością kościelną mogłaby się odbyć oddolnie„. Słowa te można uznać za zachętę do budowy jedności na poziomie znajomych, rodzin, czy wspólnot skupionych wokół miejsc celebracji Mszy św. Wszechczasów. Może tędy prowadzi droga do pojednania, na którym tak zależało papieżowi Benedyktowi XVI?

Maciej Tryburcy

ZA ; http://www.christianitas.org/news/tradycjonalisci-w-postchrzescijanskim-swiecie/

Zbiórka na pomniki Żołnierzy Niezłomnych,  wyklętych w systemie komunistycznym, honorowanych w Patriotycznym Parku Jordana w Galerii Wielkich Polaków XX wieku

 

 

http://

niezlomniwparkujordana.

wordpress.com/2014/05/30/zbiorka

-na-pomniki/

 

…..

Konto wpłat na budowę pomnika:

Towarzystwo Parku im. dra Henryka Jordana 30-062 Kraków, al. 3 Maja 11

PKO BP Oddział 1 w Krakowie 07 1020 2892 0000 5502 0162 0178

Dla wpłat z zagranicy IBAN 07 1020 2892 0000 5502 0162 0178 SWIFT (BIC):BPKOPLPW

Dopisek ‚Na budowę pomników Żołnierzy Wyklętych’

Wydawnictwo ANTYK właśnie wydało znakomitą książkę amerykańskiego Autora Marka Fellowsa, który wyjaśnia nam problemy związane z tłumieniem, przekłamywaniem i marginalizowaniem przesłania fatimskiego. http://ksiegarnia.antyk.org.pl/x_C_I__P_23016571-23010001__PZTA_2.html Ze wstępu /…/
Teraz, gdy Siostra Łucja odeszła na wieczny spoczynek, w tym roku widzimy wznowione zainteresowanie jej życiem i spuścizną. Jest to więc czas najbardziej odpowiedni, by wydać tę książkę. Życie i powołanie Siostry Łucji obejmowały okres dziewięćdziesięciu lat i jednego miesiąca. 13 czerwca 1917 roku Matka Boża Fatimska powiedziała Hiacyncie i Franciszkowi, że wkrótce dołączą do Niej w Niebie, i dodała: „Ale ty (Łucja) zostaniesz tu nieco dłużej. Jezus pragnie posłużyć się tobą, by uczynić Mnie znaną i kochaną. Chce ustanowić w świecie nabożeństwo do Mego Nie-pokalanego Serca. Każdemu, ktokolwiek przyjmie to nabożeństwo, obiecuję zbawienie; dusze te będą drogie Bogu niczym kwiaty, którymi Ja ozdabiam Jego tron”. Łucja spytała Matkę Bożą ze smutkiem: „Mam tu zostać sama?” „Nie, moja córko. Czy bardzo cierpisz? Nie trać otuchy. Ja nigdy cię nie opuszczę. Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga”. Łucja czuła smutek, bo ona też chciała prędko pójść do Nieba! Miała też bardzo tęsknić za Franciszkiem i Hiacyntą. Odeszła z tego świata, by dotrzeć do Boga w Niebie, dopiero 13 lutego 2005 roku, niemal osiemdziesiąt osiem lat po tym, jak usłyszała: „ty zostaniesz tu (na ziemi) nieco dłużej”. Przez tych osiemdziesiąt osiem lat Jezus posługiwał się Siostrą Łucją, by czynić Matkę Bożą znaną i kochaną. Z pewnością to dzięki wierności Łucji fatimskie Orędzie i objawienia są dziś znane na całym świecie. Rozmowy Matki Bożej z Łucją, które miały miejsce od maja do października 1917 roku, są powtarzane wciąż i wciąż na nowo wielu milionom dusz. Wiemy o tym wszystkim dzięki wierności Łucji, jej cierpliwości, posłuszeństwu i miłości, dzięki temu, że przekazywała w mowie i piśmie te piękne spotkania z Maryją, Matką Bożą i naszą Matką. Siostrę Łucję znają katolicy na całym świecie! A jednak zachowała ona pokorę, posłuszeństwo i miłość, pomimo tak wielu okoliczności, które mogły ją narazić na utratę wszystkich tych cnót. Książka niniejsza jest pokornym darem dla dusz wiernych, by mogły lepiej zrozumieć Łucję i dowiedzieć się, jak wypełniała ona misję, powierzoną jej przez Najświętszą Pannę w Fatimie. Czytając o życiu Łucji, mamy okazję zastanowić się nad kilkoma sprawami. Po pierwsze, miała ona uczynić Matkę Bożą „znaną”. Dzięki swej wierności – nawet wobec gróźb śmierci w wieku dziesięciu lat – przez całe długie życie, i konsekwentnemu powtarzaniu Orędzia – w porę i nie w porę – dzięki temu, że obstawała przy swoim świadectwie, nawet kiedy księża, bi-skupi, kardynałowie i papieże chcieli, by potwierdziła co innego – ona wciąż czyniła Matkę Najświętszą i jej wielkie Orędzie znanym. Siostra Łucja starała się, by Maryję znano, nie tylko słowem, ale i czynem. To łaska Matki Najświętszej dała Łucji tę wytrwałość, pomimo że od roku 1960 do swej śmierci w 2005 była ona zmuszona do milczenia. Czterdzieści pięć lat wymuszonego milczenia – wymuszonego na niej przez prze-łożonych, a w ostatecznym rachunku, przez samych papieży. Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II – wszyscy oni prowadzili tę samą politykę uciszania Łucji. Łucja mogła spowodować, by uchylono ten nakaz milczenia, gdyby tylko zmieniła Orędzie Fatimskie tak, by odpowiadało gustom i rachubom politycznym watykańskiego sekretarza stanu, szczególnie by odpowiadało porozumieniu Watykanu z Moskwą (które nastąpiło w roku 1962 i panuje do dziś) oraz wciąż narastającemu, przeważającemu, rzekomo „katolickiemu” liberalizmowi, najwyraźniej zwycięskiemu po Soborze Watykańskim II. Ona jednak nie uległa. Nie poddała się. Została odcięta od całego świata z wyjątkiem najbliższej rodziny i kilku osób, które znała jeszcze sprzed roku 1955. Ale nawet jej wieloletniemu spowiednikowi z lat trzydziestych i czterdziestych uniemożliwiono spotkanie z nią, kiedy w roku 1960 wrócił z misji i chciał się z nią widzieć. Stopniowo jej bliscy krewni i starzy przyjaciele wy-marli, była więc jeszcze bardziej izolowana niż kiedykolwiek wcześniej. Ale pomimo tego jej milczenie bardzo wiele mówiło. Siły antyfatimskie, nawet w samym Watykanie, nie zdo-łały jej skłonić, by publicznie poparła ich „jedynie słuszną linię”. To milczenie narzucone jej z góry – od samego papieża poprzez niższych dostojników – trwało aż do końca jej życia. Dobrze oddaje to fakt, iż nie zaproszono jej na oficjalne „wyjawienie Tajemnicy” 26 czerwca 2000 roku. Nigdy jej nie pozwolono publicznie bezpośrednio się do tego „wyjawienia” odnieść. W miarę rozwoju wydarzeń w Watykanie, związanych z nową książką kardynała Bertone o siostrze Łucji i jego wystąpieniem telewizyjnym 31 maja 2007 roku, staje się coraz bardziej oczywiste, że nie cały tekst Tajemnicy został wyjawiony. Już w latach 2000 i 2001 wciąż i wciąż na nowo pojawiały się publiczne stwierdzenia , że Watykan nie mówi całej prawdy w sprawie Fatimy. Kardynał Bertone został posłany, by 17 listopada 2001 roku spotkać się z Siostrą Łucją, po czym relacjonował publicznie, że Siostra potwierdziła, iż 26 czerwca 2000 roku wyjawione zostało wszystko. Trzeba jednak zauważyć, że milczenie Siostry Łucji nie jest tym samym, co jej pozytywna wypowiedź. Czuła się ona zobowiązana na mocy ślubu posłuszeństwa, by nie wypowiadać się publicznie, skoro jej przełożeni, mocą tychże ślubów, zmusili ją do milczenia. Zachowywała je również dlatego, że z wielkiej miłości i szacunku dla przełożonych nie chciała ściągać na nich oskarżeń. Taką postawę widzimy u niej już u progu życia. Na przykład: Kiedy kanonik Formigao zapytał Łucję w październiku 1917 roku, czy uczy się czytać, musiała odpowiedzieć: „Nie”. „Jak więc – zapytał ją – wypełnisz rozkaz, który dała ci Matka Boża [by nauczyła się czytać]?” Łucja nic nie odpowiedziała. W swoich Wspomnieniach wyjaśnia: „Milczałam, by nie ściągać oskarżenia na moją matkę, która wciąż jeszcze nie pozwoliła mi pójść do szkoły”. Zdaje się, że Siostra Łucja w ciągu kolejnych lat, szczególnie w późniejszym okresie życia, wielokrotnie musiała zachowywać milczenie, tak by nie ściągać oskarżeń na swych przełożonych. To tłumaczyłoby jej milczenie w ostatnich latach życia, kiedy ludzie, nawet tacy jak kardynał Bertone, utrzymywali, że zgodziła się z nimi w najbardziej niewiarygodnych stwierdzeniach. Kardynał Bertone (został także watykańskim sekretarzem stanu) jest głównym rzecznikiem stronnictwa antyfatimskiego i najwyższym dostojnikiem Kościoła po papieżu Benedykcie. Oto przykład: Arcybiskup (obecnie kardynał) Bertone stwierdził 26 czerwca 2000 roku, że „decyzja Jego Świątobliwości Jana Pawła II, by rozpowszechnić trzecią część Tajemnicy fatimskiej kończy okres historii naznaczony tragiczną ludzką żądzą władzy i złem…” Już zaraz potem, 11 września 2001 roku, nastąpił atak terrorystyczny na bliźniacze wieże [World Trade Center], po nim inwazja na Afganistan w październiku tegoż roku – a jednak kardynał utrzymuje, że Siostra Łucja 17 listopada 2001 zgodziła się ze wszystkim, co on powiedział 26 czerwca roku 2000. W to już zbyt trudno uwierzyć. Jednak Siostra Łucja, nie chcąc ściągać na niego oskarżeń, nie wypowiadała się publicznie. A jednak, wśród tego wszystkiego, nikt nie zdołał skłonić Siostry Łucji, by publicznie powiedziała cokolwiek sprzecznego ze spójnym świadectwem, jakie składała od roku 1917 do końca życia. Bez wątpienia, kiedy jej dni zbliżały się do kresu, wiedziała, że jej nienaruszone świadectwo to więcej niż wy-starczająca scheda dla potomnych – prawdziwa, pełna historia [objawień] i Orędzie Fatimskie. Bliska już kresu, swą misję powierzała Bogu, a ostatnie dni spędzała wyłącznie na przy-gotowaniach do wieczności. Podobnie jak św. Tomasz z Akwinu miała świadomość, że wszystkie jej ludzkie wysiłki są niczym słoma, i pewność, że swoją misję wypełniła, pozostawiając nam i Najświętszej Pannie nadanie dalszego biegu temu, co po sobie zostawia. Kardynał Bertone, pomimo wszelkich swych starań i planów, by pogrzebać Fatimę w przeszłości (pozwalając na przetrwanie jedynie jej aspektu pobożnościowego), odkrywa już, że im więcej mówi, więcej cytuje słów Siostry Łucji (wy-raźnie wyrwanych z kontekstu), tym bardziej zaświadcza o jej stałości i wierności do samego końca. Jak powiedziane jest w Psalmie 63, wers 9-10: „Własny język im gotuje upadek; wszyscy, co ich widzą, potrząsają głowami. Ludzie zdjęci bojaźnią sławią dzieło Boga i rozważają Jego zrządzenia”. Siostra Łucja pracowała, wypowiadała się i modliła również o to, by uczynić Maryję kochaną. Niestrudzenie propagowała nabożeństwo do Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny – w mowie, w piśmie i całym swym życiem. Jej życie w modlitwie, zaparciu się samej siebie, w milczeniu, posłuszeństwie i miłości było odbiciem tamtego Niepokalanego Serca i pociągało innych do naśladowania jej przykładu. Obyśmy czerpali ze skarbca życia Siostry Łucji, tak by i nasze życie stało się odbiciem miłości, jaką Maryja darzy każdego z nas. Życie Siostry Łucji – żywego pomnika – stało się inspiracją do napisania tej książki. Niech będzie ona wiernym przy-pomnieniem, co znaczy kochać Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny. Napisanie i wydanie niewielkiej liczby egzemplarzy tej książki stało się możliwe dzięki poświęceniom, modlitwom i datkom wielu osób. Jeżeli po lekturze zechcesz przyczynić się do szerszego rozpowszechnienia tej książki, możesz nabyć dodatkowe kopie książki i dać je w prezencie krewnym, przyjaciołom i sąsiadom. Jeżeli chciałbyś nam pomóc prześlij ją do katolickich biskupów, księży, zakonników i zakon-nic, wyślij do redakcji katolickich czasopism. Niechaj Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny będzie twoją ucieczką i drogą prowadzącą cię do Boga! Serdecznie zachęcam do zakupu
Marcin Dybowski 502 225 232

 

Autorytety są oburzone i poważnie zaniepokojone tym, że pluje się na zmarłych. Ludzie, których przedstawia się jako Bardzo Mądrych, ustalili że plucie na “swoich” złoczyńców jest podłe, odrażające i brzydkie, a już plucie na sadystów z innej, konkurencyjnej watahy jest dobre, szlachetne; jest świadectwem rozwinięcia wyższej świadomości moralnej.
Czyli pluć na niedawno zmarłego Pana Jaruzelskiego nie można, ale na Hitlerowskich siepaczy nie tylko można, ale jest to w dobrym tonie.

zob. też: http://solidarni2010.pl/28053-pogrzeb-wojciecha-jaruzelskiego—relacja-na-zywo.html

 

20140530_122736

Andrzej Melak rozdaje portrety ofiar reżimu komunistycznego …

 

20140530_130035

 

 {youtube}JRNXEUQDIgU{/youtube}

A przecież oni już nie żyją – co wcale “autorytetom” w niczym nie przeszkadza, jest nawet okolicznością stymulującą, dopingującą. Jeśli mamy nakaz nie plucia na zmarłych, trzymajmy się go w pełni, a nie czyńmy wyjątków szarpiących zasadę – bo jeśli tak robimy, nie jesteśmy autorytetami, tylko hipokrytami. Kalemu ukraść krowę źle, kali ukraść dobrze – to świadomość klanowa, egoistyczna – nie godzi się, by przejawiali ją ludzie uznawani za przewodników moralnych społeczności. Nie są więc przewodnikami i moralno etycznymi liderami stojącymi ponad ludzkimi konfliktami i niesnaskami, a funkcjonariuszami pracującymi na rzecz swojej ideologii, struktury światopoglądowej – jednej z tysiąca innych, oczywiście jedynie słusznej w swych oczach.

 

Wątłe barki autora

 

Pisząc ten felieton, jestem w niekomfortowej sytuacji. Są dwa powody tej świadomości ciężaru, jaki przyszło nieść mi na swych wątłych barkach. Pierwszy jest taki, że ludzi którzy jak ja, spędzili całe życie na czytaniu książek o historii, jest stosunkowo niewielu. Od lat zgłębiałem działanie państwowych organizacji, obozów koncentracyjnych, ośrodków badawczych eksperymentujących w najbardziej bestialskie sposoby na ludziach, czytałem życiorysy despotów i wykonawców ich zbrodniczych planów, dzięki czemu zrozumiałem kilka ważnych dla mnie rzeczy. Podkreślam że z tych wszystkich informacji, interesują mnie tylko motywy działań, sfera psychologiczna, rzekłbym nawet iż duchowa, ezoteryczna – zapytany o najprostsze daty, nie pamiętam prawie nic. Nie mam w ogóle pamięci do dat i telefonów, co wielokrotnie przypłaciłem przeróżnymi problemami. Krótko mówiąc, po kilkunastu latach być może niezdrowego zainteresowania tymi właśnie kwestiami, mam absolutną świadomość że tych spraw nie zrozumie przeciętny człowiek, kierujący się sprytnie wytwarzanymi emocjami.

 

Bo jak nienawidzieć miłego, inteligentnego starca? Jak go osądzać, skoro jest takim dżentelmenem, jest zabawny i kocha Polskę (jak mówił)? Ale czy ktoś mówi o tych wszystkich ludziach, których jego rozkaz wysłał do kostnicy albo na wózek inwalidzki? O rozpaczy rodzin, matek, żon, wrzasku dzieci chowanych bez ojca? O nędzy na dziadowskich emeryturach ludzi, którzy nie chcieli zgodzić się na życie w okupowanym przez ZSSR kraju – i bardzo wysokich emeryturach byłych katów, którzy wyrywali paznokcie i rozrywali pośladki młodym ludziom? Nie, o tym sie nie mówi. A o czym nie mówią media, dla przeciętnego człowieka nie istnieje, nie ma tego. Dla przeciętniaka jest tylko bezbronny, miły staruszek, i banda nienawidzących go bydlaków, którzy o coś tam się wykłócają. Tak to wygląda – taki obraz został stworzony.

 

Oszołom, węszy spiski!

 

Przeciętniak nie zrozumie też dlatego, że motywy działania niektórych ludzi i organizacji są tak obłędnie, nielogicznie mordercze i nienawistne, że wymyka się to jakiemukolwiek zrozumieniu. Ja także tego nie rozumiem, ale wiem że te zjawisko istnieje, jest realne i wielokrotnie wpłynęło na historię ludzkości. Dużą zasługę w budowaniu w ludziach tego niezrozumienia, mają media. Wyśmiewają one teorie spiskowe, mieszając elementy prawdziwej historii, z oszołomami czekającymi na ufo. W ten sposób każdy kto próbuje dogrzebać się prawdy, natychmiast wystawiony jest na szyderstwa i kpiny, ma przyklejaną łatkę psychicznie chorego, “frustrata”, “oszołoma”. Właśnie po to się to robi, bo prawda mogłaby wiele zmienić – a są struktury, które żadnych zmian nie chcą. Im jest dobrze tak jak jest. Tak więc przeciętny człowiek, który swą wiedzę i przekonania buduje na mediach, bo czytać i samemu szukać wiedzy nie chce – nie uwierzy. Drugi powód mego smutku, to przyczyna czysto psychologiczna. Ludzie uwielbiają myśleć, że znają się na wszystkim. Przyznanie się do niewiedzy, uważają jako coś uwłaczającego. Dlatego gdy ja przedstawiam im wyniki swych dociekań, konfrontując fakty z teoriami które oni mają z mediów, powstaje konlikt. Z automatu wszystko co mówię jest odrzucane, gdyż słuchacz nie chce wyjść na głupszego – a to nie znaczy że ktoś jest głupszy, tylko akurat tego może nie wiedzieć, podobnie jak ja wykazuję się w wielu sprawach wręcz rażącą niewiedzą. Czytelnik forsuje więc swoje (czyli tak naprawdę nie swoje, bo z mediów) teorie, wyszydzając, wyśmiewając, obrażając wszystko to, co nie zgadza się z tym, co mu zainstalowano w głowie. Ja się nie znam na wielu rzeczach – dlatego proszę ludzi którzy się na tym znają, i oni robią to, czego ja nie umiem. Ja natomiast robię to, co umiem, czyli piszę książki, prowadzę terapię itd. Nie muszę być we wszystkim dobry i nigdy nie będę – i nawet nie chcę. Ale mniejsza z tym.

 

To nie miejsce dla prawych ludzi

 

System komunistyczny, czyli utopia stworzona w umysłach genialnych Żydów, nie wpuszczał w swoje szeregi ludzi uczciwych i prawych, którzy “nie wiedzieli”, “chcieli dobrze” itd. To są wierutne łgarstwa serwowane nam zwłaszcza w Polsce, gdzie byli aparatczycy twierdzą, że weszli do partii by ją obalać od środka, a nie dla lepszego życia (talony na auta, mieszkania) i władzy. Tak tłumaczą to, co zrobili – nawet przed sobą, by nie poczuć że zawiedli, sprzedali się, przyczynili do nieszczęść wielu ludzi – bo byli tacy, którzy nawet dla wizji pieniędzy nie chcieli należeć do partii. Rozróżnijmy to – jedni ulegli, drudzy nie – nie są więc społecznie i moralnie równi, są w tym przypadku dobrzy i mniej dobrzy ludzie. Wróćmy do tematu – otoż by znaleźć zaufanie szefów ze struktur komunistycznych, trzeba było mocno umoczyć ręce we krwi – w niektórych przypadkach nie dłonie, a swą decyzją, aktem woli czy podpisem na dokumencie wydającym wyrok śmierci, wpisać się w towarzystwo złoczyńców. Natomiast w systemie nazistowskim, były pojedyńcze przypadki ludzi uczciwych – bo to dla “swoich”, był system znacznie bardziej tolerancyjny – takich słabości jednak system komunistyczny nie miał. Równo mordował obcych, jak i swoich, wiernych i niewiernych, wystarczył donos bądź niewielka uraza. Straszliwe czasy czystek, tortur, zagłodzenia na śmierć prawie dziesięciu milionów Ukraińców… to był taki system. Kto w nim był, musiał to akceptować. Powtórzmy to raz jeszcze – człowiek prawy nie miał czego szukać w tej grupie. Byłby niegodny zaufania, a więzami łączącymi tych ludzi, były popełnione zbrodnie. Jeśli zrobiłeś straszne rzeczy, dopiero wtedy mogli Ci ufać – bo byłeś kanalią jak i oni, uczestniczyłeś razem z nimi w wielkim dziele czynienia zła.

 

Pan Jaruzelski, jako głowa najważniejszego państwa satelickiego, musiał być człowiekiem niezwykle zaufanym dla wierchuszki ZSSR. Ludzie ze służb bezpieczeństwa, a więc wybitni psychiatrzy, spece od indoktrynacji i łamania ludzi, ocenili że Pan Wojciech Jaruzelski będzie idealnie służył swym mocodawcom w Moskwie. Tu nie mogło być błędów, ponieważ Polska w planach ZSSR była niezwykle cenna i ważna – stąd miał przetoczyć się pancerny walec prasujący zachodnią Europę, i tu ewentualnie w razie wojny totalnej, miały paść demokratyczno – kapitalistyczne bomby jądrowe – by zatrzymać światowy pochód komunizmu.

 

Z tego co wiemy, ojca Pana Jaruzelskiego zamordowali komuniści na zesłaniu. Jeśli zdecydował się im służyć, to musiał w nim nastąpić silny mechanizm psychologiczny – wytłumaczenia tego co zrobili. Człowiek który tłumaczy wywózkę rodziców i śmierć ojca, i służy katom, musiał mieć złamaną psychikę, po czym znowu ją odbudowano, by pełna uwielbienia dla ideologii komunistycznej służyła ludziom, którzy nie tylko Polaków namiętnie torturowali i mordowali. To są podstawy psychologii – a system radziecki miał doskonałych psychiatrów, psychologów i speców od ludzkiej psychiki. Podkreślam że cała ta historia może być wymyślona, oficerowie informacji wojskowej słynęli ze zmienionych życiorysów na przyszłe potrzeby.

 

Honor? Na pewno nie.

 

Darujmy więc sobie argument o tym, że był człowiekiem honoru. Nie był – bo człowiek honoru nie służy tym, którzy wywieźli mu rodziców na tułaczkę. Dalsze argumenty, że dzięki wprowadzeniu stanu wojennego uratował nas przed agresją ZSSR, wydają mi się absolutnie nieprawdziwe. Kto czytał cokolwiek o sytuacji ZSSR w tamtym czasie, wie że byli już na skraju upadku, nie tylko przez Afganistan. Poza tym Polska, zawsze miała opinię najbardziej odważnej w walce – to nie Węgry czy Czechosłowacja, tylko szalenie odważni (często bezsensownie) ludzie którzy się nie poddawali, a walczyli do końca. Przegrywali, ale walczyli – a każdy agresor liczy ewentualne straty. Jeśli są za duże, wycofuje się z planu podboju. ZSSR obciążone wojną w Afganistanie, toczące wojnę w warunkach miejskich i wyrzynające ludność cywilną w Polsce? Niemożliwe. Nawet jakby jakiś szaleniec wydał taki rozkaz, zostałby otruty czy zastrzelony przez innych ludzi u władzy. To nie szaleńcy, a często myślący logicznie ludzie – w takiej sytuacji mogliby stracić wszystko co mają. A mieli bardzo dużo. W ogóle pomijam coraz liczniejsze świadectwa, że to Pan Jaruzelski prosił o pomoc wojskową – której i tak nie chciano mu udzielić, właśnie z tych względów. Miał radzić sobie sam – i wydając rozkaz mordowania obywateli swego kraju, tak uczynił by utrzymać Polskę, jako satelitę okupanta.

 

Pójdźmy dalej. Ustąpił, oddał władzę – i co dalej? Komu ją oddał? Co z lustracją, zadbaniem by ludzie służący obcemu mocarstwu, moralnie wielokrotnie skalani, elastyczni w kwestii korupcji, morderstw, nadużywania władzy nie piastowali państwowych stanowisk? Był taki jeden co chciał tego dokonać, ale prezydent Wałęsa w panice go obalił. Co mamy teraz? Biedę, nędzę, zresztą nie ma co dalej pisać, każdy wie jak jest.

 

Zdrajca

 

Reasumując, by ocenić Pana Jaruzelskiego, trzeba spojrzeć z odpowiednich kątów. Z punktu widzenia Polaka, należy nim gardzić, uznać za zdrajcę naszych interesów. Z punktu widzenia byłych aparatczyków, ludzi przysięgających wierność katom z ZSSR, był bohaterem, bo kosztem nędzy, tortur i zbrodni, zrobił im w Polsce Eldorado. Ponieważ ja, ani nikt z moich bliskich w partii komunistycznej nie był, bo się brzydził przysięgania okupantowi, jest dla mnie zdrajcą, a jego zwłoki powinny być zakopane w anonimowym grobie, bez żadnych honorów. Tak to widzę.

 

Kiedy wybuchł stan wojenny miałem siedemnaście lat. Gdyby wówczas Jaruzelski wpadłby mi w ręce, pewnie nie miałbym dla niego litości. Kiedy wybuchł stan wojenny miałem siedemnaście lat.

Gdyby wówczas Jaruzelski wpadłby mi w ręce, pewnie nie miałbym dla niego litości. Z roku na rok dojrzewałem w politycznym nurcie ruchu narodowego i moja niechęć do tzw. opozycji demokratycznej osiągnęła poziom awersji do generała.

 

 

           Czas pokazał, że rewolucja „Solidarności” otworzyła drzwi nowemu zniewoleniu Polski. W 1981 r. Jaruzelski na chwilę je przymknął. Miał wtedy realną szansę na zapisanie się pięknymi zgłoskami w historii naszego narodu. Zmarnował ją. Świadomie oddał Polskę w łapska pospolitych śmieci.

 

 

 

           Dlaczego tak uczynił? Czy miało to związek z żoną, obywatelką Mocarstwa Anonimowego? Świadczyć za tym mogłaby wieloletnia przyjaźń jego córki z tym śmieciowym towarzystwem i obecność księdza Lemańskiego za stołem ołtarzowym podczas Mszy Św. Pogrzebowej.

 

 

 

           Jaruzelski miał pogrzeb bez księdza. Może i dobrze, bo palenie zwłok to zwyczaj barbarzyński i obłożony karami kościelnymi!

Krzysztof Zagozda

 

 

 

           Tak czy inaczej naród miał dzisiaj igrzyska. Sam za nie zapłacił i płacić będzie nadal.