Monthly Archives: Czerwiec 2014

Szanowni Państwo! Wyobraźmy sobie elegancką restaurację, a w niej wykwintną rozmowę elokwentnych, mądrych ludzi, przy stole zastawionym potrawami niekoniecznie wyszukanymi. Oto naiwne wyobrażenie elit, jakie mogą mieć tylko mohery i inni ciemnogrodzianie.

Lewaki, prostaki i pozostałe lemingi widzą oczami wyobraźni stół zastawiony obficie wykwintnymi potrawami, a przy nim wulgarnych prostaków rozmawiających o przekrętach na większą lub mniejszą skalę, czyli „prawdziwe elity” III RP.

Taka wymowa elit może się kojarzyć raczej w wymową jelit, ale to już pozostawmy „artystom” godnym takiego tematu i odpowiednio dotowanym przez rząd-nierząd.

W całym tym medialnym spektaklu chodzi jak zwykle o to samo, czyli o odwrócenie uwagi od tego co naprawdę ważne; w tym wypadku, między innymi, o wymowne milczenia Pałacu Namiestnikowskiego. Ustami rzecznika napomknięto jedynie o dobrych manierach nie nagrywania przy jedzeniu. No cóż, sam Hrabia Namiestnik słynie z dobrych manier, więc to nikogo nie zdziwiło, a kiedy wreszcie sam się odezwał, to jak zwykle nie po to, żeby cokolwiek powiedzieć.

Ludzie prezydenta, to jak wiemy, nikt inny jak dawne WSI dysponujące niewątpliwie nadal odpowiednim sprzętem i zdeklarowaną lojalnością wobec Moskwy. Tak się też dziwnie składa, że jakoś nikt nie nagrał ludzi powiązanych z Pałacem Namiestnikowskim.

Kto bombę odpalił dowiemy się być może na końcu serialu. Może są to po prostu poniewierani przez ministra policjanci? Pamiętamy, jak lekceważąco się o nich wyrażał po nominacji na to stanowisko.

Kto zyskał? Na razie niewątpliwie tygodnik. Czy kryminalna przeszłość redaktora naczelnego ma przełożenie wprost na ujawnienie taśm – trudno powiedzieć. Jedyne, co można założyć, to że gdyby bał się świata przestępczego, nie mógłby pełnić tej funkcji.

Nikt nie pyta oczywiście osób nagranych o żadne szczegóły, bo po co miałby się narażać? Sprawa przycichnie, a dyspozycyjne sługusy nadal będą skołowanemu społeczeństwu wciskały kit. W państwach cywilizowanych premier podaje się do dymisji ze znacznie bardziej błahych powodów, ale tam nie wiedzą co to „prawdziwy honor”. U nas, po okrągłym stole, nie mamy wątpliwości kogo należy mianować „człowiekiem honoru” i jak taki „honor” ma wyglądać.

Jedyne co możemy w tej sytuacji robić to protestować przeciwko kłamliwej telewizyjnej propagandzie. Komuchy wracajcie do matki Rosji!

Pozdrawiam do następnej soboty
Małgorzata Todd

26/2014 (157)

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

07 zgłoś się

Występują: Porucznik Borewicz i Prokurator

Borewicz – Zgłaszam się.

Prokurator – Podobno rozwiązaliście aferę taśmową.

Borewicz – Zgadza się. Referować?

Prokurator – Jasne.

Borewicz – Wszystko się potwierdziło. Prezes banku zgodził się dodrukować pieniądze na potrzeby rządu, a premier usunąć z rządu umiłowanego ministra, który wolał pożyczać od zagranicznych zaprzyjaźnionych z nim banków na lichwiarski procent, zamiast zwyczajnie dodrukowywać.

Prokurator – To już wszyscy wiemy. Do rzeczy.

Borewicz – Mam wyliczać wszystkie przekręty wszystkich ministrów, czy chce pan tylko te najcięższe zagrożone karą powyżej 10 lat?

Prokurator – Co wy mi tu Borewicz pieprzycie!? Nie jesteście od tuszowania przestępstw, tylko od ich wykrywania!

Borewicz – No, właśnie…

Prokurator – Jakie właśnie? Wiecie kto stoi za tymi zbrodniczymi nagraniami, czy nie?

Borewicz – Nie mamy oryginalnych nagrań…

Prokurator – Próbujecie mi wmawiać, że to ma jakiekolwiek znaczenie?

Borewicz – Prawdę mówiąc trochę się dziwiłem, że są takie ważne. W sprawie smoleńskiej wystarczały prokuraturze kopie.

Prokurator – Chcecie mi powiedzieć, że uwierzyliście w tę ściemę? Zabezpieczenie taśm miało cel taktyczny. „Dowodów w sprawie” nikt nie miałby prawa publikować. Ale mleko się już rozlało. Rozczarowaliście mnie, Borewicz. Lepiej wracajcie do filmu, bo na arenie politycznej żadna z was korzyść.

KURTYNA

…………………….

Projekt pisma (ciekawa jestem opinii Państwa na ten temat)

Projekt pisma

Warszawa dn. 28.06.2014
Mgr inż. Małgorzata Todd
artystka
www.mtodd.pl

Pani prof. dr hab. Małgorzata Omilanowska
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego
ul. Krakowskie Przedmieście 15/17
00-071 Warszawa

Szanowna Pani!

Z doniesień prasowych wiem o hojności Ministerstwa dla twórców. Podobno spektakl zatytułowany Golgota Picnic ma być wystawiony w 30-tu teatrach w całym kraju, a bilety będą za darmo! Rozumiem, że nasza gospodarka rozwija się znakomicie, a podatki z łatwością pokryją taki wydatek.

Dodatkową zachętą dla mnie jest Pani oświadczenie o braku cenzury odnośnie dotowanego dzieła.

W takiej sytuacji uprzejmie proszę o 100 tys. zł, żebym mogła wystawić własne sztuki. Nie przewiduję darmowych biletów, więc część z tej kwoty wróci do kasy państwa. Sztuk nie dołączam, bo Ministerstwo nie ma, jak rozumiem, w zwyczaju recenzować dotowanych przez siebie dzieł. Mogę też napisać sztuki na zamówienie Ministerstwa. Proponuję dwie Holokaust Picnic i Mahomet Picnic.

Z wyrazami należytego szacunku
Małgorzata Todd

MARGARET TODD

LEKCJA
POKERA

Odcinek 57

12
Pisać każdy może,
z czytaniem jest gorzej.

As sprawdził jeszcze raz, czy wszystko zostało zrobione jak należy przed jutrzejszą akcją.
Zakładał oczywiście, że nikt nie zawiedzie. W większości miał do czynienia z ludźmi
wypróbowanymi, na których mógł polegać, ale przy takim przedsięwzięciu zawsze coś może
pójść nie tak.
Lubił sam wszystko zaplanować i sam dopilnować wykonania, niekiedy jednak odnosił
wrażenie, że zbyt wiele obowiązków bierze na własne barki. Albo przeciwnie. Teraz obawiał
się jakiegoś niedopatrzenia. Co prawda, nie było to pierwsze zadanie tego typu, ale wystarczy
jeden partacz, żeby robotę schrzanić. Wystarczy, żeby ktoś przestraszył się, albo był gorliwym
służbistą. Na szczęście tych ostatnich udało się wyeliminować. Byli sami swoi. Muszą
kryć się nawzajem, bo tylko postawa: „nikt nic nie widział, nie słyszał” zapewniała bezpieczeństwo.
Na tym etapie to powinno wystarczyć.
Inna pożyteczna maksyma obowiązującą w służbie więziennej, z którą współpracował od
lat, brzmiała mniej więcej tak: „Pozwól więźniowi popełnić samobójstwo, bo inaczej sam je
będziesz musiał popełnić”. Oby nie trzeba było z niej korzystać tym razem, westchnął.
CDN

Już teraz można zamówić całość wpłacając jedynie 20 zł na konto Nr: 50 1020 5558 1111 1115 9930 0019. Adres posiadacza konta to: Wydawnictwo TWINS; ul. Dymińska 6a/146; 01-519 Warszawa i podając adres internetowy, na który e-booka należy przesłać.

Okładkę zaprojektował Zdzisław Żmudziński Copyright © by
Margaret Todd, 2013 All rights reserved. Wydawnictwo „Twins”
ul. Dymińska 6a/146 01-519 Warszawa

Polecam:
www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=EfBe_iZ4uRc

Mary wchodziła do klinik aborcyjnych, rozdawała białe róże i modliła się, próbując namówić kobiety do zrezygnowania z aborcji. Aresztowana, spędziła w areszcie śledczym prawie dwa lata.
Sąd uznał ją za winną stawianych zarzutów.

 

 

Jesteś przeciw aborcji?Kratki.Więzienie.Gdzie?Kanada.

Wkrótce w EU i w Polsce.

Kilkanaście dni temu sąd ogłosił wyrok w sprawie Mary Wagner – dziewięć miesięcy więzienia i dwuletni okres próbny. 

Andrzej Kumor: Mary, na początku dziękujemy za to, co zrobiłaś i co wciąż robisz, bo uświadomiło to nam wszystkim, że Kanada jest jednym z nielicznych państw na świecie, gdzie zabijanie osób nienarodzonych nie jest w żaden sposób ograniczone, a aborcja jest możliwa i legalna aż do urodzenia.

 

Twoje poświęcenie sprawiło, że ludzie w tym kraju zaczęli myśleć o świętości życia ludzkiego; o tym że dziecko w łonie matki jest człowiekiem.

 

Usiłowałaś oprzeć argument swej obrony właśnie na uznaniu człowieczeństwa płodu. Sędzia odrzucił jednak tę ścieżkę. Zakładając, że odwołasz się od wyroku, czy ta sama argumentacja będzie obecna w Twojej apelacji?

 

– Muszę porozmawiać o tym z moim prawnikiem. Musimy wytrwać, musimy mieć nadzieję, że nastąpi w jakiś sposób potwierdzenie człowieczeństwa dziecka w łonie matki.

 

 

To byłoby spójne z uczynionym już w sądzie rozróżnieniem między człowieczeństwem na gruncie nauki (scientific humanity) a człowieczeństwem na gruncie prawa (legal humanity). Już samo przedstawienie tego przed sądem pozwoliło unaocznić, jak wielka hipokryzja ma tu miejsce i jak bardzo jest to nielogiczne. To musi być przedłożone pod uwagę sądu, choć ostatecznie może on oczywiście odrzucić naszą argumentację. Ten brak spójności to jest coś bardzo alarmującego.

 

Odniesiemy sukces niezależnie od tego, czy wygramy, bo obnażamy tu wielką niesprawiedliwość. Gdyby nikt nie podjął się takiego wyzwania, można by sądzić, że nic nie jest nienormalne, że wszystko jest dopuszczalne.

– Nie podpisałaś dokumentów sądowych…

– O rozpoczęciu okresu próbnego (probation)?

– Tak, dlaczego?

 

– Ponieważ jestem przekonana, że nie powinnam była być w więzieniu; uważam, że nie powinnam zostać aresztowana. A więc jest to jakiś sposób niepoddawania się, nieuznawania jakiegokolwiek legalizmu tego, co się stało. Nie uczyniłam nic złego, nic, za co powinno się mnie karać, za co powinnam odpokutować.

 

– Odrzucasz całą tę sytuację, że jesteś sądzona w majestacie prawa?

– Tak!

– Byłaś w Polsce?

– Tak. W 1997 roku byłam dziewięć dni.

– Wspomniałaś kiedyś o wizycie w Auschwitz, że to bardzo na Ciebie podziałało?

 

– Zanim pojechałam do Polski, pracowałam w wolontariacie w Lourdes. Spotkałam tam bardzo wielu ochotników z Polski, w zasadzie większość wolontariuszy to byli młodzi Polacy.

 

Pierwszy raz w życiu spotkałam młodych, głęboko wierzących ludzi, którzy żyli wiarą, oni mnie umacniali. Przy okazji obejrzeliśmy film-wideo o świętym Maksymilianie Kolbe. Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Wielka miłość, poświęcenie się dla innych, całe życie zogniskowane wokół woli Boga, co w konsekwencji doprowadziło go do oddania własnego życia za życie innego człowieka.

 

Kiedy okres naszej pracy ochotniczej w Lourdes dobiegał końca, przyjaciele zaprosili mnie do Polski. Bardzo się ucieszyłam i pojechałam. Oni też zasugerowali, byśmy odwiedzili Oświęcim. Sama bym tam nigdy nie pojechała; nikt nie ma ochoty poczuć się nieswojo, a wiedziałam, że to jest okropne miejsce, i nie sądziłam, by ta wizyta mogła przynieść cokolwiek dobrego. Moi przyjaciele uważali jednak, że to będzie z pożytkiem dla mnie.

 

Auschwitz zrobiło na mnie olbrzymie wrażenie, zobaczyć, do czego jesteśmy zdolni… Byłam tam w celi św. Maksymiliana Kolbe…

 

– Sądzisz, że zabijanie niewinnych, nienarodzonych dzieci jest w pewnym sensie emanacją tej samej koncepcji, tego samego sposobu postrzegania świata, co zabijanie Żydów czy jakiekolwiek inne masowe mordy na przestrzeni dziejów?

 

– Oczywiście, że tak, sednem tego jest postawienie pytania, czy jest coś takiego, jak życie niewarte tego, żeby żyć? Czy życie jest czymś świętym? Czy mamy patrzeć na człowieka i jego życie jak na coś użytecznego, czy jak na coś, co ma wartość samą w sobie? I jeśli zaczynamy pytać o czyjąś użyteczność lub bezużyteczność, stajemy się zdolni do wszystkiego. Widzimy to raz po raz w różnych formach ataków na osobę ludzką.

 

– Papież Jan Paweł II wiele lat temu użył pojęcia „cywilizacja śmierci”, czy nie sądzisz, że zbyt łatwo oddajemy pola tej „cywilizacji”? Jesteśmy ludźmi wierzącymi, ale nie walczymy z nią dostatecznie? Dlaczego nie chcemy o tym słyszeć, a nawet gdy słyszymy, to nie jesteśmy zbyt skorzy do działania i protestów? Nawet wtedy, gdy wiemy, że tu i teraz dokonuje się zabójstw?

 

– Składa się na to wiele czynników. Po pierwsze, ogólna apatia. Kiedy mamy wygodne, łatwe życie (the life of ease), a takie nastawienie jest obecnie dominujące, wiele współczesnych wynalazków przesłania nam to, kim naprawdę jesteśmy, że zależymy od kogoś znacznie nas przewyższającego; że mamy Stwórcę, który na tak wiele sposobów jest obecny w naszym życiu. Nie dostrzegamy tego, ponieważ mamy naokoło tyle rzeczy. A jeśli zapominamy o naszym Stwórcy; jeśli zapominamy o Jego uwielbieniu, uznaniu, że nie jesteśmy samoistni; kiedy raz stracimy z oczu Stwórcę wtedy już łatwo przychodzi nam zwrócić się przeciwko sobie.

 

– Kiedy byłaś w więzieniu, otrzymywałaś oznaki poparcia i sympatii z różnych krajów…

 

– Tak, szczególnie od Polaków. Zaczęłam dostawać listy w okresie Bożego Narodzenia, wiem, że apelowano o ich wysyłanie. Dostawałam listy, pocztówki od ludzi prywatnie, od parafii, od różnych organizacji, dzielących się informacjami o własnych działaniach i niosących słowa zachęty i otuchy za to, co robimy tutaj. Bardzo za nie dziękuję!

 

Stosunek liczby listów, jakie dostałam z Polski, do tych z reszty świata był mniej więcej pół na pół. Wiele przyszło też z Chorwacji. Było w nich wiele słów zachęty i otuchy.

 

Dużo osób z mojego pokolenia, które wychowały się w Kanadzie, otrzymało bardzo wiele bez żadnego wysiłku. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, co mamy. Było więc bardzo pouczające zobaczyć, jak to postrzegają ludzie w innych krajach, oraz to, że widzą i zdają sobie sprawę z tego, co dzieje się w Kanadzie. Bo przecież wiele osób jest przekonanych, że Kanada to najlepszy kraj na świecie i ludzie są tutaj bardzo dobrze traktowani.

 

Ludzie pisali, jakim to było dla nich szokiem, że nie mogą uwierzyć, jak sprawa aborcji wygląda w Kanadzie; że dochodzi do tego, iż można aresztować kogoś kto się tej sytuacji przeciwstawia.

 

Moja przyjaciółka, Linda Gibbons, która w wieku 68 lat jest prababcią i z powodu której przyjechałam do Ontario, w ciągu minionych 20 lat była wielokrotnie aresztowana, tylko za to, że stała na chodniku, trzymając plakat z rysunkiem dziecka i słowami: „Mamo dlaczego? Skoro mogę ci dać tyle miłości?”. Choć stała w miejscu publicznym, na chodniku, aresztowano ją za to, że była zbyt blisko przychodni aborcyjnej.

 

Za dawanie tego prostego świadectwa spędziła w więzieniach łącznie ponad dziesięć lat – tylko za to, że świadczyła o świętości życia.

 

– Czy nie obawiasz się, że Ciebie również może to spotkać? Że taki będzie Twój los i ostatecznie spędzisz w więzieniu wiele, wiele lat? Jak wyglądały Twoje dni w więzieniu?

 

– Mam wielką nadzieję, że jednak nie będę na stare lata w więzieniu, choć dzisiaj wydaje się, że kultura śmierci jest nie do ruszenia, ja wierzę jednak, że dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych i świat może się zmienić.

 

Poprzednim razem rozmawialiśmy trochę o tym, co powiedział Lech Wałęsa, który wspominał, jak niewiele osób wierzyło, że komunizm może upaść, ale nie docenili siły Boga i modlitwy.

 

Dlatego gdy chodzi o aborcję, również możemy być świadkami zmiany podejścia. Sądząc po statystykach, ok. jednej czwartej kobiet miało aborcję. W więzieniu spotkałam wiele z nich, otwarcie mówiły, jak bardzo tego żałują. W więzieniu łatwiej się przyznać do takich rzeczy.

– Dlaczego?

– Bo nie masz już nic do stracenia, tyle już straciłeś i z tylu rzeczy cię odarto.

– Jest się przez to bardziej szczerym?

 

– Tak, szczerze mówiącym to, co w sercu. Te kobiety nie mają już nic do ukrycia, czy ochraniania. Mówią szczerze, płaczą. To jest coś, co rzadko zdarza się na wolności, może za wyjątkiem sytuacji dużego zaufania, wyciszenia i bliskości.

 

– Ponieważ w relacjach z innymi nauczono nas udawania?

 

– Dokładnie tak. Kiedy czytałam, jak papież Jan Paweł II przyjechał do Polski po raz pierwszy, już jako papież, i komuniści okazywali mu szacunek. Ty znasz to lepiej niż ja…

 

– Papież Jan Paweł II był w tamtym czasie swego rodzaju „królem Polski”, w tym bardzo tradycyjnym rozumieniu i oczywiście każdy Polak zna słowa wypowiedziane wówczas w Warszawie: – Nie lękajcie się.

 

– Nie lękajcie się – to dało ludziom odwagę; zdali sobie sprawę z przemocy tego systemu.

– Czy nie sądzisz, że również w systemie demokratycznym może być obecna ta przemoc?

 

– Oczywiście, że tak. Więc mamy tutaj u nas bardzo proaborcyjną mentalność, ale ona może szybko runąć, kiedy kobiety będą mogły otwarcie powiedzieć, jak głęboko aborcja je rani. To może być na dużą skalę, być może zobaczymy początek kruszenia tych murów. Strach i zaprzeczenie to silne mechanizmy obronne, ale są kruche, więc…

 

– Byłaś w stanie ocalić dzieci tych kobiet, które poznawałaś w więzieniu?

– Rozmawiałam z wieloma z nich. Kobiety mogą być przewiezione na aborcję poza zakład, chociaż w areszcie opieka medyczna jest świadczona w bardzo ograniczonym zakresie i pójście do lekarza czy przewiezienie do szpitala poza wypadkami nagłymi graniczy z niemożliwością. Jednak jeśli kobieta jest w ciąży i chce mieć aborcję to się ją przewozi. To pokazuje, jakie są tam wartości i jakie priorytety.

 

I ja, i Linda spotkałyśmy w więzieniu pewną młodą kobietę, która miała kilka aborcji. Jeden z powodów, jakie podawała, to że nie chciała mieć dzieci, zanim wyjdzie za mąż. Tydzień modlitw i rozmów. Przekonywania, że jej życie wcale nie musi być takie jak dotychczas… Gdy wyszła na wolność, nie wiedziałyśmy, co się z nią działo. Przyszła mnie potem odwiedzić, była w siódmym miesiącu ciąży i przyszła podziękować za nasze słowa. To jest czasem po prostu kwestia mówienia i dodawania otuchy.

 

Nasza kultura jest bardzo rozbita, rodziny są porozbijane, nie można w nich znaleźć wiele oparcia i młodą kobietę od wczesnych lat uczy się, że seks przed małżeństwem jest czymś zupełnie normalnym, a gdy zdarza się ciąża, tłumaczy się to jej jako „pomyłkę”, która nie powinna była mieć miejsca. Więc jest trudno w takiej sytuacji iść pod prąd i powiedzieć, urodzę to dziecko.

 

– Tego rodzaju nauczanie jest w programie szkolnym.

– I to od coraz wcześniejszych lat. Mówią, że to takie „podejście wynikające z bezsilności”. Zakładamy, że dzieci i tak będą miały seks, a więc zróbmy coś, aby zredukować szkody i zminimalizować ryzyko…

– W Kanadzie nie mamy prawa regulującego aborcję, czy sądzisz, że zmiana prawna rozwiąże problem?

– Dorothy Day powiedziała kiedyś, że prawo pomaga nam być dobrym, ale prawo to nie jest cała odpowiedź. Ostatecznie, aborcja, eutanazja powinny być czymś nie do pomyślenia. Ale wiemy, że prawo nam pomaga, że jeśli prawo nie istnieje w danej sytuacji, jeśli nie ma żadnych konsekwencji złego działania, to bardziej prawdopodobne jest, że to działanie podejmiemy.

 

– Jaka więc jest najskuteczniejsza metoda ratowania ludzi nienarodzonych? Co powinniśmy robić?

 

– Jest wiele strategii ruchu pro-life. Dla mnie najważniejsze są słowa Matki Teresy, która powiedziała: „nie widzę tłumu, widzę za każdym razem innego człowieka i tą osobą jest Jezus”.

 

Kiedyś myślałam kategoriami ruchu pro-life; co zrobić, żeby to powstrzymać; co zrobić, żeby ocalić najwięcej, ile się da. Oczywiście, takie myślenie jest potrzebne, ale podobnie jak w kwestii ubóstwa konieczne są i te globalne strategie, ale też lokalne, i potrzebna jest indywidualna uwaga skupiona na poszczególnych ludziach; uwaga skupiona przede wszystkim na danej osobie, i to nie w opozycji jedna do drugiej.

 

– No właśnie, mówiąc o walce z ubóstwem, można spotkać się z opiniami, że dostęp do aborcji i antykoncepcji musi być zagwarantowany, zwłaszcza w krajach Trzeciego Świata – gdyż musimy odpowiednio „zarządzać populacją”, aby pomóc biednym krajom wydobyć się z ubóstwa. Co byś powiedziała na taką argumentację?

 

– Ponownie przytoczę Matkę Teresę, która zawsze pracowała w najbiedniejszych krajach i w 1994 roku, przemawiając do przywódców świata, mówiła o różnych rodzajach ubóstwa, stwierdzając, że największym jest aborcja, ponieważ matka wybiera wtedy zabicie własnego dziecka.

Wiem, że ludzie muszą planować swoje rodziny, taka jest rzeczywistość, ale istnieją naturalne metody planowania, podczas gdy antykoncepcja wbija klin między kochających się ludzi, jest aktem dehumanizacji. Patrząc też od innej strony, w krajach ubogich, gdy zabieramy ludziom dzieci lub zabraniamy mieć dzieci, zabieramy im bogactwo, bo ich dzieci często stanowią jedyne bogactwo. Cóż im wówczas pozostaje prócz materialistycznego podejścia, które im się narzuca?

– Mówiliśmy o kulturze śmierci, w Quebecu mamy debatę nad eutanazją, po raz pierwszy uchwalono tam prawo zezwalające na eutanazję…

– Nazywając to pomocą medyczną przy umieraniu…

 

– Co byś powiedziała ludziom, którzy argumentują, że są sytuacje, kiedy z litości powinniśmy zabijać innych? Ludzi, którzy nie chcą już żyć, a może też takich, którzy „nie powinni żyć”; zdeformowane dzieci w łonach matek. Pamiętasz sprawę Roberta Latimera, farmera, który zamordował własną córkę z porażeniem mózgowym? Co byś powiedziała ludziom, którzy sądzą, że zabijając innych, czynią dobrze?

 

– A dokąd to nas doprowadzi? Jeśli odstąpimy od zasady, że życie jest święte, że jest czymś, czego nikt z nas sam nie stworzył, jeśli odejdziemy od zasady niewyrządzania krzywdy, niezabijania; jeśli zaakceptujemy takie sytuacje, to kto wówczas będzie rozstrzygał, które sytuacje są zasadne, a które nie? A zatem natychmiast pojawi się kwestia, czyją wizję jakości życia będziemy brać pod uwagę – i nie ma tu żadnej możliwości ograniczenia.

Widzieliśmy to w nazistowskich Niemczech. Podstawą etnicznych czystek było w pierwszej kolejności pozbycie się ludzi upośledzonych i przekonanie, że istnieje coś takiego jak życie niewarte, aby żyć. Czasami heroiczne życie w wielkim bólu jest trudne do uniknięcia. Ludzkie cierpienie nie jest czymś, co możemy wyeliminować, ale jeśli chcemy je wyeliminować przez eliminację ludzi, wchodzimy na bardzo niebezpieczną ścieżkę.

– Twój proces dotyczył w rzeczywistości fundamentu naszego prawodawstwa, czy jest nim prawo naturalne, czy Boże, jak to zapisano w preambule konstytucji, czy ten fundament to konstrukt ludzki, stworzony czy to przez parlament, który może uchwali, co zechce, czy też przez sędziów Sądu Najwyższego kierujących się jakąś ideologią.

Ta walka trwa na całym świecie. Widzimy ją również w Polsce. Przed wywiadem rozmawialiśmy o deklaracji wiary, jaką złożyli polscy lekarze, brutalnie później zaatakowani za rzekomo zbyt głębokie zaangażowanie religijne. Tak więc niektórzy będą przekonywać, że usiłujesz narzucić innym swoje osobiste przekonania religijne. Stąd moje pytanie, gdzie i jak powinniśmy, jako katolicy, ograniczać nasze działania? Jak powinniśmy żyć w kraju, gdzie mówi się nam: nie obchodzi nas wasza „prywatna” wiara i poglądy, ale takie jest prawo, które musicie szanować. Czy powinniśmy działać przeciwko temu prawu? Czy powinniśmy występować przeciwko takiemu państwu?

– Miejscem, gdzie powinniśmy zacząć, jest nasze sumienie, tam powinniśmy szukać prawdy. Wspomniałeś o prawie naturalnym; każdy z nas posiada naturalne poczucie prawa, to czym jest sprawiedliwość. I państwo może nam to zaoferować – sprawiedliwość. Nasza wiara z taką sprawiedliwością nie będzie sprzeczna, przeciwnie, może ją tylko wzmocnić. A więc to, czego oczekujemy od państwa, to żeby było sprawiedliwe.

– Czy nie sądzisz, że takie państwo musi być oparte na wartościach chrześcijańskich, tak jak to kiedyś miało miejsce? To był fundament instytucji. Dzisiaj mówimy, że jesteśmy tolerancyjni, żyjemy w wielokulturowym świecie. Ale jakimi wartościami się kierujemy, jaka jest ich hierarchia?

– Przypomniały mi się piękne słowa papieża Benedykta XVI. – W obliczu kłamstwa i przemocy prawda i miłość mają jako swą jedyną broń świadków cierpienia.

Myślę, że to powinniśmy dzisiaj dostrzegać. Jeśli jesteśmy chrześcijanami, kochamy Chrystusa, który oddał za nas życie – i nasze jest zwycięstwo! Tak! Musimy domagać się sprawiedliwości w sądach, ale nie jest to ostateczne zwycięstwo; jesteśmy powołani, aby kochać aż do bólu i na tym polega zmiana w społeczeństwie, kiedy jesteśmy gotowi dawać aż do bólu, jak mówiła Matka Teresa. Nie tylko garstka ludzi, ale każdy z nas, każdy na swój sposób, czy to w rzeczach małych, czy wielkich budując nową cywilizację miłości i życia. Nie przekonując tak bardzo argumentami intelektualnymi, a bardziej uczynkami naszego życia.

– Odczytując wyrok, sędzia skrytykował Cię za lekceważenie prawa i systemu prawnego.

– To mnie bardzo dotknęło. No bo jaki jest cel systemu prawnego? Czy chodzi jedynie o zachowanie status quo? Czy też chodzi o dążenie do sprawiedliwości? Wiem, że tak powiedział, ale nawet nie oczekiwał, abym mu odpowiedziała.

– Mary, z całego serca dziękuję i życzę powodzenia w walce, która tak naprawdę jest walką o nas wszystkich.

– To ja bardzo dziękuję i niech Bóg błogosławi.

Autor,Link;Zródło:http://www.goniec.net/goniec/inne-dzialy/wywiady/by%C5%82am-pod-wra%C5%BCeniem-%C5%BCycia-%C5%9Bw-maksymiliana-kolbego-goniec-rozmawia-z-mary-wagner.html

Na stronie internetowej Citizen GO ukazała się petycja solidarnościowa “Wolność dla Mary Wagner” podpisana przez ok. 20.000 osób, która trafi do Premiera Kanady. Wciąż ją można tam podpisywać.

zz wagner4Treść petycji:

Stephen Harper

Premier Rządu Kanady

(na ręce Jej Ekscelencji Pani Alexandry Bugailiskis, Ambasador Kanady w Polsce)

 Szanowny Panie Premierze!

Wiele osób w Polsce jest głęboko poruszonych losem Mary Wagner, więźniarki sumienia, pozbawionej wolności za przekonanie, że dziecko w łonie matki ma prawo urodzić się i żyć. Jej jedyna wina to rozmowy i modlitwa w tej intencji. Z tego właśnie powodu już prawie rok przebywa w więzieniu dla kobiet w Milton. 13 i 14 maja w sądzie (Ontario Court of Justice) odbędzie się jej kolejna rozprawa.

O ile więzienie człowieka z powodu przekonań łamie art. 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, o tyle więzienie za obronę praw ludzkich narusza samą istotę sprawiedliwości. Apeluję do Pana, Panie Premierze, o podjęcie wszelkich możliwych działań, które przywrócą wolność Mary Wagner, zadośćuczynią za krzywdy, których doświadczyła, i zapobiegną, by kogokolwiek w przyszłości spotkały podobne prześladowania.

zz wagner1Osoby, które już podpisały petycje to m.in.:

Michał Baran, członek zarządu Fundacji Jeden z Nas

Bartłomiej Gortych, prezes Akademickiego Stowarzyszenia Katolickiego Soli Deo

Marek Jurek

Ks. Tomasz Kancelarczyk, Bractwo Małych Stópek

Lech Łuczyński, Instytut Ordo Caritatis

Prof. Ryszard Legutko

Prof. Mirosław Piotrowski

Kazimierz Michał Ujazdowski

Dr Paweł Wosicki, prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia

Dr inż. Antoni Zięba, prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Marek Jurek podkreślił, że skazanie kobiety na karę więzienia można uznać za łamanie praw człowieka. – Mary Wagner jest więźniarką sumienia, co gorsza nie tylko za swe przekonania moralne, ale po prostu za pokojową obronę życia najsłabszych i za modlitwę w ich intencji. Milczenie wobec takiej niesprawiedliwości byłoby kpiną z samej zasady praw człowieka – powiedział.

Członek fundacji „Jeden z Nas” Michał Baran, podkreślił, że każdy człowiek wyrażający swoje przekonania i poglądy zarówno religijne jak etyczne, może znaleźć się na miejscu Mary Wagner.

Do więzienia, w którym przebywa kobieta przyjechał kardynał Oswald Grabias będący jednym z ośmiu członków komisji kardynalskiej papieża Franciszka. Kardynał powiedział, że w pełni popiera stanowisko Mary Wagner w sprawie aborcji i docenia starania kobiety w obronie nienarodzonych dzieci.

Posłanka Jadwiga Wiśniewska, która jest przewodniczącą Polsko-Kanadyjskiej Grupy Parlamentarnej rozmawiała o jej sprawie podczas spotkania z wiceministrem Spraw Zagranicznych i Handlu Międzynarodowego Kanady – Peterem Boehmem. Przez posłankę został także wystosowany list do posła Władysława Lizonia będącego przewodniczącym Kanadyjsko-Polskiej Grupy Parlamentarnej Izby Gmin Kanady oraz Deana Allisona – przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych i Rozwoju Izby Gmin Kanady. W liście podkreśliła, że opinia publiczna w Polsce jest głęboko poruszona losem Mary Wagner.

Obrona Mary Wagner odbywa się dzięki środkom zebranym na Mary Wagner Defense Fund.

BLOG.

Napisane przez: Marek.Lipski

Goniec.net

O wojnę powszechną za wolność ludów, Prosimy Cię, Panie.
– A to nam zabili Ferdynanda – rzekła posługaczka do pana Szwejka, który opuściwszy przed laty służbę w wojsku, gdy ostatecznie przez lekarską komisję wojskową uznany został za idiotę, utrzymywał się z handlu psami, pokracznymi, nierasowymi kundlami, których rodowody fałszował.
Prócz tego zajęcia dotknięty był reumatyzmem i właśnie nacierał sobie kolana opodeldokiem.
– Którego Ferdynanda, pani Müllerowo? – zapytał Szwejk nie przestając masować kolan. – Ja znam dwóch Ferdynandów: jeden jest posługaczem u drogisty Pruszy i przez pomyłkę wypił tam razu pewnego jakie smarowanie na porost włosów, a potem znam jeszcze Ferdynanda Kokoszkę , tego, co zbiera psie gówienka. Obu nie ma co żałować.

 

 

Ależ, proszę pana, pana arcyksięcia Ferdynanda, tego z Konopisztu, tego tłustego, pobożnego.
Jezus Maria!– zawołał Szwejk. – A to dobre! A gdzież też to się panu arcyksięciu przytrafiło?
Kropnęli go w Sarajewie, proszę pana, z rewolweru, wie pan. Jechał tam ze swoją arcyksiężną w automobilu.
Patrzcie państwo, moja pani Müllerowo, w automobilu. Juścić, taki pan może sobie na to pozwolić i nawet nie pomyśli, jak taka jazda automobilem może się skończyć nieszczęśliwie.*

2.

Zabojstwo-arcyksiecia-i-jego-zony-304876

28 czerwca 1914 roku arcyksiążę Franciszek Ferdynand Habsburg wraz z towarzyszącą mu małżonką Zofią Chotek obchodzili rocznicę swojego ślubu. Z tej okazji wzięli udział we mszy odprawionej w hotelu „Bosna” w kurorcie Ilidža (godz. 9.00), 10 km na zachód od Sarajewa, do którego wyruszyli pociągiem ok. godz. 9.42. Do samego Sarajewa para przybyła o godz. 10.07. Na dworcu miejskim czekała kolumna sześciu aut, w tym oliwkowoszara sportowa limuzyna marki Gräf & Stift ze składanym dachem dla wizytującej pary. W limuzynie z parą książęcą jechali także: szofer Leopold Lojka, szef straży przybocznej – hrabia Franz Harrach oraz wojskowy gubernator Bośni i Hercegowiny – Oskar Potiorek. Trasa przejazdu była publicznie podana do wiadomości kilka dni wcześniej. W trakcie przejazdu pierwszemu z zamachowców, Muhamedowi Mehmedbašiciowi, nie udało się rozeznać, w którym aucie siedzi arcyksiążę. Kolejny ze spiskowców, Vaso Čubrilović, nie odważył się strzelać, widząc w pojeździe Franciszka jego żonę.
Pierwsza próba zamachu miała miejsce ok. godz. 10.26 przy Moście Ćumurija. Nedeljko Čabrinović rzucił w kierunku auta ręczny granat, ale dzięki refleksowi kierowcy arcyksięcia granat odbił się od płóciennego dachu samochodu i eksplodując, zniszczył jadący następny samochód raniąc pasażerów, policjanta i osoby z tłumu. Para przybyła do sarajewskiego ratusza o godz. 10.30. Dziesięć minut później para opuściła ratusz z zamiarem odwiedzenia rannego w wyniku eksplozji Ericha Merizzi. Samochód z arcyksięciem, zwalniając na zakręcie na wysokości Mostu Łacińskiego, mijał kolejnego spiskowca, Trifko Grabeža, który nie chciał ryzykować postrzału postronnych osób. Drugi ze znajdujących się przypadkowo przy drugim przejeździe arcyksięcia zamachowiec, Gawriło Princip, oddał dwa strzały w kierunku pary arcyksiążęcej. Pierwszy strzał trafił Zofię Chotek w podbrzusze, druga kula przeszyła tchawicę i tętnicę szyjną jej męża. Oboje zginęli (atak G. Principa ok. godz. 10.50). Princip bezskutecznie próbował otruć się cyjankiem, został jednak natychmiast zlinczowany i pojmany przez policję.
Kolumna samochodów ze śmiertelnie postrzeloną parą o godz. 10.55 dotarła do rezydencji Konak, gdzie urzędował Oskar Potiorek, współpasażer tragicznej jazdy pary arcyksiążęcej. Akt zgonu określił śmierć arcyksięcia Ferdynanda i jego żony na godz. 11. Arcyksiążę w chwili śmierci miał 51 lat

3.

A potem wydarzenia potoczyły się błyskawicznie.
Austro-Węgry, które miały informacje o tym, że rząd serbski był inspiratorem zamachu, 23 lipca wystosowały wobec Serbii ultimatum, które zawierało warunki praktycznie nie do zaakceptowania, ponieważ prowadziły one do ograniczenia suwerenności tego kraju. Na bezwzględne spełnienie wszystkich warunków otrzymała 48 godzin. Serbia zgodziła się na prawie wszystkie żądania (m.in. zrzeczenie się jakichkolwiek praw do Bośni, uczestnictwo Austro-Węgier w śledztwie ws. zamachu w Sarajewie), ale jeden punkt ultimatum odrzuciła – mianowicie prawa władz austriackich do prowadzenia własnego dochodzenia na terytorium Serbii. Austro-Węgry uznały tę odpowiedź za niewystarczającą. Poselstwo rosyjskie w Belgradzie zaleciło Serbom pójście na ustępstwa.
24 lipca 1914 rząd rosyjski ogłosił wolę obrony Serbii, w razie ataku Austro-Węgier. 26 lipca Austro-Węgry i Niemcy odrzuciły brytyjską propozycję zwołania międzynarodowej konferencji, w sprawie rozwiązania sporu. 28 lipca Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii i w tym momencie zaczęła działać „zasada domina”, wywołana skomplikowanym systemem sojuszy międzynarodowych. 29 lipca Rosja zarządziła częściową mobilizację, ale tylko przeciwko Austro-Węgrom i jako krok poparcia dla Serbii. Następnego dnia (30 lipca) Rosja ogłosiła jednak powszechną mobilizację. Niemcy 31 lipca zagroziły wypowiedzeniem wojny w wypadku, gdyby Rosja nie odwołała mobilizacji. W odpowiedzi na to 1 sierpnia także Francja ogłosiła mobilizację. 1 sierpnia II Rzesza ogłosiła wojnę z Rosją, a dwa dni później (3 sierpnia) z Francją. 2 sierpnia Niemcy wkroczyli do Luksemburga i zażądali od Belgii przepuszczenia swoich wojsk przez jej terytorium, skąd chcieli dostać się do niebronionej od północy Francji. Niemiecka inwazja na Belgię w nocy 3 sierpnia – wobec braku jej zgody na przemarsz, z pogwałceniem jej neutralności, zmusiła Wielką Brytanię do postawienia tego samego dnia Niemcom ultimatum, a następnego dnia (4 sierpnia) zadeklarowania stanu wojny z Niemcami. Decyzja Wielkiej Brytanii była dużym zaskoczeniem dla Niemców, którzy liczyli na zachowanie przez Brytyjczyków neutralności. Również 4 sierpnia Niemcy wypowiedzieli wojnę Belgii. Do konfliktu przystąpiły także dominia Wielkiej Brytanii oraz 23 sierpnia Japonia, która miała z nią umowę sojuszniczą. Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Rosji 5 sierpnia. Turcja zamknęła Dardanele. 10 sierpnia Francja, a 12 sierpnia Wielka Brytania wypowiedziały wojnę Austro-Węgrom.

4.

I tak oto świat ogarnęła pożoga, po jednym z najdłuższych w dziejach okresie pokoju na Starym Kontynencie. 99 lat minęło bowiem od Kongresu Wiedeńskiego, który po wsze czasy miał ustanawiać granice w Europie. Przetrwał cztery pokolenia.
Anglicy uważają, że koniec XIX wieku nastąpił wraz ze śmiercią królowej Wiktorii (1901). Kres Europy, starej Europy, nastąpił 13 lat później.
Już nic nie było takie jak dawniej…

5.

Co sądzicie, Szwejku, jak też długo trwać będzie ta wojna?
Piętnaście lat – odpowiedział Szwejk. – To całkiem jasne, ponieważ już raz była wojna trzydziestoletnia, a teraz jesteśmy o połowę mądrzejsi niż dawniej, więc trzydzieści podzielić przez dwa równa się piętnaście.*

6.

Wojna zakończyła się wcześniej, niż przewidywał najbardziej znany żołnierz świata. Rewolucją. Nie tylko rosyjską, najbardziej krwawą i okrutną w dziejach. Ale i niemiecką. Mało brakowało, żeby na gruzach Cesarstwa powstał drugi kraj „proletariacki”. To właśnie, wg pokolenia, które walczyło w okopach I wojny światowej, przesadziło o klęsce państw centralnych.

7.

Kyrie eleyson. Chryste eleyson.
Boże Ojcze, któryś wywiódł lud Twój z niewoli egipskiej i wrócił do Ziemi Świętej,
Wróć nas do Ojczyzny naszej.
Synu Zbawicielu, któryś umęczony i ukrzyżowany zmartwychwstał i królujesz w chwale,
Zbudź z martwych Ojczyznę naszą.
Matko Boska, którą ojcowie nasi nazwali królową Polski i Litwy,
Zbaw Polskę i Litwę.
Święty Stanisławie, opiekunie Polski,
Módl się za nami.
Święty Kazimierzu, opiekunie Litwy,
Módl się za nami.
Święty Józafacie, opiekunie Rusi,
Módl się za nami.
Wszyscy święci opiekunowie Rzeczypospolitej naszej,
Módlcie się za nami.
Od niewoli moskiewskiej, austriackiej i pruskiej,
Wybaw nas, Panie.
Przez męczeństwo trzydziestu tysięcy rycerzy barskich poległych za Wiarę i Wolność,
Wybaw nas, Panie.
Przez męczeństwo dwudziestu tysięcy obywateli Pragi wyrzniętych za Wiarę i Wolność,
Wybaw nas, Panie.
Przez męczeństwo młodzieńców Litwy zabitych kijami, zmarłych w kopalniach i na wygnaniu,
Wybaw nas, Panie.
Przez męczeństwo obywateli Oszmiany wyrzniętych w kościołach Pańskich i w domach,
Wybaw nas, Panie.
Przez męczeństwo żołnierzy zamordowanych w Fischau przez Prusaków,
Wybaw nas, Panie.
Przez męczeństwo żołnierzy zaknutowanych w Kronstadzie przez Moskali,
Wybaw nas, Panie.
Przez krew wszystkich żołnierzy poległych w wojnie za Wiarę i Wolność,
Wybaw nas, Panie.
Przez rany, łzy i cierpienia wszystkich niewolników, wygnańców i pielgrzymów polskich,
Wybaw nas, Panie.
O wojnę powszechną za wolność ludów,
Prosimy Cię, Panie.
O broń i orły narodowe,
Prosimy Cię, Panie.
O śmierć szczęśliwą na polu bitwy,
Prosimy Cię, Panie.
O grób dla kości naszych w ziemi naszej,
Prosimy Cię, Panie.
O niepodległość, całość i wolność Ojczyzny naszej,
Prosimy Cię. Panie.
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. – Amen.**

8.

Sto lat temu, 28 czerwca 1914 roku Świat zaczął wariować.
Ale to dla nas oznaczało wolność.

Dnia 14. czerwca w sobotnie popołudnie kilkadziesiąt osób przysłuchiwało się warszawskiej konferencji zorganizowanej przez USOPAŁ i nowo powstałą organizację OKOP. Wśród prelegentów znaleźli się m.in. reż. Grzegorz Braun, historyk Leszek Żebrowski oraz Jerzy Robert Nowak.

Naturalnie nie mogło zabraknąć delegacji Obozu Wielkiej Polski (OWP) na czele z kol. Zbigniewem Juźkowem, który jak zwykle sporządził szereg nagrań.

Konferencja została zorganizowana na ulicy Jasnej w Warszawie z inicjatywy Przemysława Holochera. Patronat medialny objęły m.in. Tygodnik Katolicki „Niedziela”, „Kronika Narodowa”, „Gazeta Warszawska” czy „Prawy.pl”. Prof. Jerzy Robert Nowak domagał się w swoim wystąpieniu dekomunizacji co wzbudziło raczej mieszane reakcje. Postulat, owszem słuszny, aczkolwiek profesor zapomniał najwidoczniej o czym i kiedy pisał swoją pracę doktorską. Dużo ciekawsza była część jego wystąpienia, kiedy krytykował powszechną bierność i anemię. Opowiadał się również za jak najszerzej tworzonym obozem patriotycznym.

Wszystkich niewątpliwie zaszokował Leszek Żebrowski, który stwierdził, że nie należy zakładać żadnych partii, ani stowarzyszeń. Okazał się zajadłym przeciwnikiem formalizowania czegokolwiek nawołując do spontanicznych działań, które miałyby doprowadzić do rewolucji moralnej. Warto przypomnieć, że w podobnym tonie wypowiadali się polscy biskupi tuż przed wejściem do Unii Europejskiej. Niestety, zamiast polskiej rewolucji moralnej i nawracania przez nas Europy mamy pustoszejące na wzór zachodni kościoły w Polsce i kompletną demoralizacje.

Najbardziej wartościowym bez wątpienia było wystąpienie reż. Grzegorza Brauna, który stwierdził, że jesteśmy w „żydowskim zarządzie powierniczym”. Skrytykował współczesne nauczanie i zaapelował do rodziców aby po części zabrali się sami za nauczanie swoich latorośli zamiast oddawać ich bezrefleksyjnie na pastwę aparatu państwowego.

Przeprowadzona została akcja ulotkowa OWP. Warto zaznaczyć, że różne środowiska kolportowały tam swoją prasę oraz innego rodzaju materiały. Uzyskaliśmy również bogatą fotorelacje sporządzoną przez kol. Renatę Świątecką.

Biuro Prasowe OWP

 

Ona może wybuchnąć w każdej chwili , szczególnie teraz , gdy tak szef NBP jak i Rada Polityki Pieniężnej mogą i czują się ciut – bądź dwa ciuty – upokorzeni.

Od siedmiu lat zielona wyspa mieniła się odcieniami koloru zielonego , media „kołysane” zleceniami rządowymi reklam w kwocie ok. 200 milionów złotych / rocznie piały z zachwytu nad cudownymi pociągnięciami Rządu RP , który w odróżnieniu do nieudaczników europejskich sterują Polską gospodarką po oceanie wszechobecnego kryzysu zasługując na podwójnego Nobla z ekonomii.

…. drobne przypomnienie : WIBOR (ang-Warsaw Interbank Offered Rate) – wysokość oprocentowania kredytów na polskim rynku międzybankowym. Od 1993 r. ustalany jest w każdy dzień roboczy o godz. 11.00 . …

Generalnie większość kredytów ( w tym hipotecznych ) zaciągamy ze zmiennym oprocentowaniem. Rata uzależniona jest od stałej marży banku oraz zmiennego wskaźnika WIBOR . Ten ostatni zależy m.in od tego , jakie stopy procentowe ustali Rada Polityki Pieniężnej. W  „zielonych” latach  celem dania „kopa” gospodarce RPP obniżyła indeks WIBOR do historycznych minimów !. Obecnie ok. 2,7 %..

                     Stopy procentowe mogą I OKAŻĄ się taką samą atomową bombą z opóźnionym zapłonem jak franki szwajcarskie !!!. Rekordowo niskie – sprawiają , że płacimy znośne dla domowego portfela niskie raty , ale gdy kursy walut plus WIBOR ruszą w górę  – a MOGĄ – to zobowiązania raty kredytów wzrosną PONAD 100 % miesięcznie !.. Dla typowego kredytu 300 tys. zł – na 30 lat – przy obecnej racie 1300 zł/mies. – przy WIBOR 2,7% , gdy WIBOR  „wróci”  do notowań np. 2008 roku – 6 % – miesięczna rata kredytu złotowego wzrośnie pow. 2300 zł. , że nie zająknę się o ratach kredytów  walutowych ( np.CHF ) denominowanych w złotówkach !..

Ja tylko wróciłem do notowań WIBOR z roku 2008. ! , czyli podwoiłem obecny kurs. Jak ” wszyscy ” pamiętamy ( wielu ma to gdzieś ) , to w USA z 0,5 % kurs indeksu wzrósł razy DWANAŚCIE kładąc na łopatki najstarsze instytucje bankowe i miliony kredytobiorców hipotecznych…. pamiętacie pokazywane w mediach całe osiedla puste i ochraniane przez bankowych policjantów ?.. No… ,  ale tamtejszy Rząd ruszył na pomoc swoim obywatelom i bankom. Po pierwsze to czuł się współodpowiedzialny za wywołany kryzys w państwie , po drugie czuł się odpowiedzialny za bezpieczeństwo finansowe swoich obywateli !.

Zadam WAM idiotyczne pytanie : czy NASZ Rząd RP  czuje się odpowiedzialny za bezpieczeństwo finansowego funkcjonowania Polskiej rodziny ?…Czy masz nawet nikłą nadzieję , że jak indeks WIBOR poszybuje w górę do 6 lub 8 % to w momencie , gdy TWOJA rata kredytu hipotecznego wzrośnie tylko podwójnie a realnie potrójnie to ktoś poza TOBĄ będzie się tym faktem przejmował ???.. Słyszałeś – w nagraniach – knajpianych , że dla tego rządu , tego ugrupowania trzeba dodrukować 10 miliardów złotych , by PIS nie doszedł do władzy !. A jeżeliby wynik wyborczy był inny od oczekiwań panów popijających wódę za naszą kasę to CO ?…

Dla uprzyjemnienia IM życia w sprawowaniu władzy ?…

WIBOR  W  GÓRĘ !!! … i nowa władza pozamiatana !..

Fakt , że przy okazji 3 miliony hipotecznych kredytobiorców skazanych byłoby na bankrucję i emigrację plus niejednokroć poręczyciele – też duża gromadka najczęściej rodziców – nikogo by specjalnie nie zasmucił !.

Gazeciarze pod dyktando napisali by o nieroztropności zaciągających kredyty , o głupocie i chytrości finansowania zakupu mieszkań we  frankach ,  o niewyedukowaniu finansowym młodego pokolenia…..  i takie tam pierdoły .. Tylko nam do osobistego użytku pozostawiono by nędzę , beznadzieję i życie w paranoi braku środków na minimum egzytencji…

Z poniżających , chamskich knajpianych rozmów dostojników Rzeczypospolitej zrozumiałem tylko jedno : ONI mają WIBOR , którego nie zawahają się użyć , gdy w oczy zaglądnie im utrata władzy !!!

Ta bomba …. JUŻ TYKA …. już ją słyszę…!

Polska rzadzi ch*j dupa i kamieni kupa , roznego rodzaju lumpy i menele. Najwyraźniej teoria pana premiera, wedle której „podsłuchy” są efektem działania „mafii węglowej” czy „kelnerskej” jest błędna.

Dla uważnego obserwatora naszej „sceny PO-litycznej” jasne jest, że za wszystkim kryją się… cykliści.

 

 

1.I znowu kolejna wtopa. Tym razem w Katowicach.
Tajne dokumenty dotyczące policyjnej operacji przeciwko handlarzom narkotyków, zginęły z Centralnego Biura Śledczego w Katowicach. Jak podkreśla jeden z funkcjonariuszy, “jeśli zagubione dokumenty wyciekną, będzie wstyd na cały kraj” – czytamy w serwisie Gazeta.pl. (…)
Metody działania wykorzystywane przez agentów biura objęte są tajemnicą. To samo dotyczy większości dokumentów związanych z ich pracą. Dostęp do tajnych danych mają tylko wybrani oficerowie, a każdy z nich, chcąc zapoznać się z materiałami, musi wpisać się do odpowiedniego rejestru. Ta sama procedura obowiązuje podczas zwrotu niejawnych materiałów. Ma to zapewnić bezpieczeństwo agentów oraz ludzi z nimi współpracujących.
Jak donosi Gazeta.pl w katowickim zarządzie CBŚ zaginęły tajne dokumenty dotyczące operacji przeciwko gangsterom, którzy zajmowali się handlem narkotykami. W jednostce przeprowadzono błyskawiczną inwentaryzację w efekcie, której dokumenty jednak nie odnalazły się. (…)
Komendant główny wszczął już postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Jednakże rzecznik dyscyplinarny uznał, że nie doszło do złamania procedur w obiegu tajnych dokumentów. Kierownictwo CBŚ zapewnia, że informacje można odtworzyć, a ich zaginięcie nie stwarza zagrożenia.
Gazeta.pl informuje, że to już drugi taki przypadek w katowickim CBŚ. Trzy lata temu zaginęła tam teczka z danymi informatora, który wystawiał agentom transporty narkotyków. W katowickiej jednostce trwał wtedy konflikt między policjantami, który zakończyła wymiana personalna na wszystkich stanowiskach kierowniczych.
(jam)*

2.

Znowu nic się nie stało? Zdaniem rzecznika dyscyplinarnego nie doszło do złamania procedury obiegu tajnych dokumentów, tyle tylko, że one po drodze gdzieś wyparowały!
Ale nic to, bo zdaniem (od)rzecznika kierownictwa CBŚ dokumenty można odtworzyć.
A to, że oryginały w tej chwili zapewne czytają ich „bohaterowie” to nic nie znaczący przypadek w pracy. Najwyżej jakiś świadek straci oczy, albo po prostu go zabiją. Ważne, że żaden funkcjonariusz nie straci nawet premii.

3.

To nie jedyny taki przypadek w historii śląskiej policji. Kilka lat temu wyciekły dane z Krajowego Systemu Informacji Policji i trafiły do miejscowej grupy przestępczej. Powiadomienie prokuratury nic nie dało, bo umorzenie postępowania nastąpiło w ciągu niespełna miesiąca. Ba, zażalenie na powyższe zostało odrzucone, jako że osoba donosząca (której to dane pochodzące z ostatniego ćwierćwiecza zostały ujawnione lokalnym bandziorom) wg obowiązujących przepisów nie była poszkodowaną w sprawie, więc nie mogła się skutecznie skarżyć.

4.

Swoją drogą funkcjonowanie KSIP wskazuje w sposób wyraźny, jak bardzo iluzoryczne są nasze konstytucyjne prawa.
W wyroku z dnia 7 sierpnia 2013 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał, że Policja ma prawo przetwarzać dane osób, które były kiedykolwiek oskarżone lub skazane.
Przemawia za tym interes publiczny – bezpieczeństwo i względy prewencyjne. **
Żeby było weselej – informacje w wersji papierowej przechowywane mogą być nawet 50 lat.
To, że nastąpi zatarcie skazania, albo też osoba umieszczona w rejestrze zostanie w końcu uniewinniona, jest bez znaczenia.
Ot, policyjnie notowani…

5.

Zbiory państwowe puchną od informacji zebranych o obywatelach. Z drugiej strony postępujący rozkład państwa powoduje coraz większą nieszczelność ich ochrony.
A to oznacza coraz łatwiejszy do nich dostęp osób i grup, przed którymi właśnie powinny być szczególnie strzeżone.
Postępująca degeneracja moralna społeczeństwa dotyka również funkcjonariuszy. Do katowickiej siedziby CBŚ nie mógł wejść przecież jakiś przypadkowy przechodzień i zwinąć leżące na biurku akta!
A to oznacza, że ktoś wewnątrz Biura (nazwanego przez twórców polskim FBI – chyba dla żartów?) jest kretem. Za pieniądze wyniósł materiały dotyczące dochodzeń prowadzonych przeciw najgroźniejszych przestępcom – handlarzom narkotyków?
No, chyba że okaże się, że papiery zniszczyła sprzątaczka, zalewając je kawą.
Historia wszak odnotowała już taki przypadek…

6.

Teoria pana premiera, wedle której za „podsłuchami” kryje się „mafia węglowa”, jest błędna. Dla uważnego obserwatora naszej „sceny PO-litycznej” jasne jest, że wszystkiemu winni są… cykliści.
Afery w Polsce pojawiają się bowiem cyklicznie.

27.06 2014

______________________
* – http://wiadomosci.onet.pl/slask/zaginely-tajne-dokumenty-z-katowickiego-cbs/58ebn

** – II SA/Wa 1885/10, II SA/Wa 2328/12

Trybunał pierwszej instancji przy Kongregacji Nauki Wiary podjął decyzję o „karnym wydaleniu ze stanu duchownego” byłego nuncjusza w Republice Dominikańskiej, abp. Józefa Wesołowskiego.

O decyzji Trybunału poinformowało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej. Duchowny ma dwa miesiące na złożenie odwołania. Gdy orzeczenie będzie miało charakter ostateczny, zostanie wszczęte postępowanie karne w organach Państwa Watykańskiego.

Wobec arcybiskupa zostaną podjęte środki stosowne do powagi przypadku, dotychczas bowiem duchowny cieszył się względną swobodą poruszania się.

 

Źródło: KAI

I znowu okazało się, że – jak powiadają gitowcy – „wszystko gra i koliduje”. To znaczy – niezupełnie gra, bo w końcu – jak powiedział zapewne uprzednio oświecony przez kogoś starszego i mądrzejszego pan premier Tusk – mieliśmy próbę zamachu stanu, ale dzięki energicznej akcji partii i rządu została ona szczęśliwie udaremniona, w związku z czym wszystko znowu „koliduje” jak się należy.

Takiego rezultatu można się było domyślić już nazajutrz po wybuchu granatu w szambie, kiedy to w niedzielny poranek pan marszałek Struzik przestrzegł w telewizji przed „demontowaniem państwa”. Jużci – najgorsze, co mogłoby nas spotkać, to „zdemontowanie państwa” – zwłaszcza w momencie, gdy przed naszą biedną ojczyzną zaczęły wreszcie rysować się przepastne perspektywy wynikające z podjęcie się zadań wyznaczonych przez prezydenta Obamę. Oczywiście próby demontażu państwa będą jeszcze nie raz ponawiane, bo wróg, jak wiadomo, nigdy nie śpi i jak słychać – przygotowuje prowokację w postaci wniosku o konstruktywne votum nieufności w Sejmie, ale jest wysoce prawdopodobne, że również ta prowokacja zostanie udaremniona tak samo, jak straszliwa prowokacja udaremniona przed dwoma laty w następstwie przeprowadzonej przez abewiaków operacji „Menora”.

Jak widzimy, w każdej sytuacji państwo nasze zdaje egzamin, nawet wbrew pesymistycznej diagnozie pana ministra Bartłomieja Sienkiewicza, który przenikliwie zauważył, iż istnieje ono tylko „teoretycznie”. Z racji swojej funkcji pan minister Sienkiewicz coś tam na temat naszego nieszczęśliwego kraju musi wiedzieć, więc jak twierdzi, że państwo nie istnieje, to wie, co mówi. No dobrze – ale jeśli państwo praktycznie nie istnieje, to co wobec tego za każdym razem zdaje egzamin? Bo coś ten egzamin zdaje – o czym zapewniał nas nie kto inny, tylko sam pan marszałek Komorowski po smoleńskiej katastrofie. Wygląda na to, że za każdym razem egzamin może zdawać organizacja przestępcza o charakterze zbrojnym, w jaką w ciągu ostatnich 23 lat przekształciły III Rzeczpospolitą bezpieczniackie watahy.

Na przestępczy charakter tej organizacji wskazuje nie tylko treść stenogramów uzyskanych z podsłuchów, kiedy to np. pan minister Sienkiewicz podżega pana prezesa NBP Belkę do złamania art. 220 ust 2 konstytucji zakazującego finansowania deficytu budżetowego tzw. „kredytem NBP”, czyli mówiąc po ludzku – drukowaniem pieniędzy, a prezes Belka nie tylko nie odrzuca tej propozycji z oburzeniem, ale stawia warunek w postaci dymisji ministra Rostowskiego. Wprawdzie minister Rostowski powiada, że nie ma o czym mówić, bo jego odejście z rządu było decyzją suwerenną, niczym wprowadzenie przez generała Jaruzelskiego stanu wojennego, ale cóż innego miałby powiedzieć nie przykładając ręki do demontowania państwa? Jasne, że mówi to, co trzeba tym bardziej, że przecież nie ma pewności, czy nie zostały podsłuchane również jakieś jego rozmowy, dajmy na to, z panem Sławomirem Nowakiem, czy panią Elżbietą Bieńkowską. Gdyby tak było, to pani Bieńkowska na pewno powiedziałaby „sorry, ale jeśli nawet coś tam i rozmawiałam, to nie miałam nic złego na myśli”, podobnie zresztą, jak i minister Sienkiewicz, który przecież dobrze chciał – żeby mianowicie z naszego nieszczęśliwego kraju nie pouciekali inwestorzy. Bo jak uciekają inwestorzy, to nie ma od kogo brać łapówek, no a jak nie ma od kogo brać łapówek, to jak tu pracować dla Polski? W takiej sytuacji pracować dla Polski nie można, to chyba jasne, więc trzeba rozmawiać i rozmawiać, nawet w sytuacji, gdy czyny i rozmowy mogą zostać spisane – co mówiąc nawiasem Czesław Miłosz przewidział już dawno.

Co prawda „zachodzim w um z Podgornym Kolą”, któż te rozmowy nagrywał, bo wygląda na to, że musiało to trwać tygodniami, a może nawet całymi miesiącami. Czy była to jakaś tubylcza wataha bezpieczniacka? Trudno w to uwierzyć, bo w razie wykrycia nie pozostałaby po niej nawet mokra plama – o co skrzętnie zadbałyby inne watahy, więc w tej sytuacji bardziej prawdopodobne jest, że podsłuchiwał ktoś, kto z żadnymi konsekwencjami wykrycia afery liczyć się nie musi. Wprawdzie rosyjska prasa drwi z podejrzeń, że mogło to być pierwsze poważne ostrzeżenie ze strony zimnego rosyjskiego czekisty Putina, ale drwiny – swoja drogą, a wykazanie w ten sposób naszym Umiłowanym Przywódcom, że są na widelcu – swoją drogą.

Tymczasem Umiłowani Przywódcy ponownie podjęli się roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, nie dopuszczając nawet do siebie myśli, że w takiej sytuacji trzeba uważać z machlojkami. Wyobrażam sobie, jak taka niefrasobliwość musiała ucieszyć zimnego czekistę, który w tej sytuacji może urządzać w naszym nieszczęśliwym kraju takie zamachy nawet i co tydzień. Tym bardziej, że widać jak na dłoni, iż tubylcze bezpieczniackie watahy niczego nie zauważyły. Ale jak miałyby zauważyć, skoro są zaabsorbowane rozkradaniem państwa i chowaniem ukradzionego szmalu po skrytkach poumieszczanych w rozmaitych zakątkach świata? Wreszcie – dlaczego stenogramy z tych podsłuchów trafiły akurat do tygodnika „Wprost” w dodatku akurat teraz, gdy po wizycie prezydenta Obamy Polska znowu wróciła do „postjagiellońskich mrzonek” – jak co prawda na innym etapie, niemniej jednak, scharakteryzował dywersyjne usługi świadczone dla Ameryki w Europie Wschodniej przez prezydenta Kaczyńskiego najważniejszy cadyk III Rzeczypospolitej, pan Aleksander Smolar?

Nie ma innej rady, jak przyzwyczaić się do tych zamachów stanu i przestać zwracać na nie uwagi. Wymaga to pogodzenia się z faktem, iż Umiłowani Przywódcy są tylko figurantami wystawionymi na fasadę naszej młodej demokracji przez bezpieczniackie watahy, które przecież o to właśnie umówiły się z nimi przy „okrągłym stole”. A że utworzona w następstwie tej umowy III Rzeczpospolita została przez bezpieczniackie przekształcona w organizację przestępczą o charakterze zbrojnym, no to widać tak musi być, taki los wypadł nam za to, żeśmy w 1989 roku lekkomyślnie uwierzyli, że wolność z rąk komuny można odzyskać bez żadnego ryzyka.

Stanisław Michalkiewicz

Jasna Gora – zaprasza! XX Swiatowy Zjazd i Pielgrzymka Kresowian – 6 lipca 2014 .

 

Kresowianie i Przyjaciele Kresów – czekają na spotkanie z Wami.

 

 

 

 

              W imieniu organizatorow

 

                                            Danuta Skalska

 

                                    rzecznik Swiatowego Kongresu Kresowian

 

                                             tel. 507-169-825