Monthly Archives: Sierpień 2014

Olej z czarnuszki (Nigella sativa) hamuje aktywność komórek rakowych, a nawet niszczy pewne ich rodzaje. Badania wykazały, że olej ten jest skuteczny w leczeniu raka u zwierząt, i może być równie skuteczny jako lek przeciwrakowy dla niektórych rodzajów raka u ludzi.
Olej ten i jego ekstrakt thymoquinone mocno działa na różne choroby zapalne, w tym raka: wątroby, skóry, trzustki, szyjki macicy, piersi, kości, żołądka, jelita grubego, mózgu i chłoniaka. [1]

a

Pomimo kilku dekad bardzo pozytywnych badań na temat stosowania tego oleju na raka, naukowcy rzadko przyspieszali prace w badaniach klinicznych na ludziach, nawet jeśli korzyści są duże, a ryzyko negatywnych skutków ubocznych bardzo małe. [2]

Jak zobaczycie z wyników badań które tu omawiam, stosowanie tego oleju w profilaktyce i leczeniu raka udowodniło, iż stanowi potężną strategię dla wielu form raka. Ale medycyna głównego nurtu jeszcze nie uznała go za korzystny. Zbadam niektóre z politycznych presji hamujących badania kliniczne na pacjentach z rakiem, i zastanowię się dlaczego firmy farmaceutyczne mogą chcieć wyciszyć stosowanie oleju z czarnuszki.

Od tysięcy lat czarnuszkę stosowano w leczeniu raka

W dwu odrębnych badaniach w 2011, naukowcy z Chin [3] i z Arabii Saudyjskiej [4] przyjrzeli się literaturze naukowej na temat stosowania oleju z nasion czarnuszki (nazywanych także nasionami czarnego kminku) u pacjentów z rakiem. Ponownie potwierdzili przeciwrakowe właściwości tego oleju produkowanego z nasion. Zauważyli, że ten olej stosowano również w medycynie tradycyjnej przez stulecia.

Zarówno olej jak i jego ekstrakt thymoquinone są bezpieczne i skuteczne również w leczeniu komplikacji sercowo-naczyniowych, w chorobie cukrzycy, astmy, nerek itd. Jest bezpiecznym i skutecznym środkiem przeciwko rakowi systemu krwionośnego, płuc, nerek, wątroby, prostaty, piersi, szyjki macicy i skóry.

Badacze wykryli, że mechanizmy molekularne w leczeniu raka jeszcze nie są wyraźnie rozumiane, ale badania wykazały, że thymoquinone odgrywa rolę przeciwutleniacza i poprawia system odpornościowy. Olej ten nasila apoptozę, czyli pomaga organizmowi systematycznie usuwać stare, niezdrowe i niepotrzebne komórki (np. rakowe), bez uwalniania toksyn. Kontroluje on również drogę Akt, co oznacza, że steruje procesem, który zarządza przeżyciem komórek zarówno normalnych, jak i nowotworowych. Chociaż aktywność przeciwnowotworową czarnuszki uznano tysiące lat temu, to dopiero w ostatnich 20 lub 30 latach podjęto badania naukowe w celu zbadania tego ważnego tradycyjnego leku.

Czarnuszka i miód razem działają – medycyna ludowa ma rację

Egipscy naukowcy badali ochronny wpływ miodu pszczelego i ziaren czarnuszki na stres oksydacyjny i raka, którego wywołali narażając szczury na silny czynnik rakotwórczy. Po poddaniu 4 grup szczurów działaniu rakotwórczemu, pewnym grupom podawano czarnuszkę abo miód, a jednej grupie podawano oba – czarnuszkę i miód. Szczury zbadano po upływie 6 miesięcy. Szczury które jadły czarnuszkę miały 80% ochronę przed stresem oksydacyjnym i powstawaniu nowotworów, natomiast szczury jedzące dzienną dawkę zarówno miodu jak i czarnuszki miały 100% ochronę przed stresem oksydacyjnym, reakcjami zapalnymi i powstawaniu nowotworów. [5]

Olej czarnuszkowy jest ważnym pomocnikiem w radioterapii

W 2014 tureccy badacze poinformowali o tym jak olej czarnuszkowy może pomagać osobom leczonym radiacją na raka. Wykazali, że wielu tych pacjentów cierpi na ostre skutki uboczne w czasie i po leczeniu. Zbadali skutki naświetlań i dodatku tego oleju na system utleniania / przeciwutleniania na tkanki wątroby u naświetlanych szczurów. Niektóre z tych szczurów poddali pojedynczej dawce promieni gamma. Jedna grupa otrzymywała 1 g oleju na kg masy ciała godzinę przed naświetlaniem i codzienną dawkę przez kolejne 10 dni. Drugą grupę poddawano naświetlaniu i podawano roztwór soli fizjologicznej zamiast oleju. Grupy kontrolnej nie poddawano naświetlaniu. Analiza wyników pokazuje, że olej czarnuszkowy zmniejsza markery stresu oksydacyjnego i ma skutki antyoksydacyjne, co również zwiększa zdolność antyoksydacyjną w tkankach wątroby szczurów. A zatem, stosowanie oleju przed naświetlaniem, i przez 10 dni po nim, chroniło szczury przed szkodliwymi skutkami tej terapii. [6]

W Indiach w 2012 naukowcy zbadali wpływ stosowania ekstraktu z nasion czarnuszki na myszach wystawionych na działanie promieniowania gamma. Badano grupę myszy normalnych i grupę myszy z nowotworami. Eksperyment ten przeprowadzono w odtworzonych ludzkich warunkach klinicznych, kiedy normalne tkanki pacjentów z rakiem narażane są na szkodliwe efekty radioterapii. Myszom podawano ekstrakt z nasion czarnuszki przed działaniem promieni gamma. Otrzymywały 100 mg ekstraktu na 1 kg wagi ciała. Wyniki wykazały, że ekstrakt ten uchronił wątrobę, śledzionę, mózg i jelita przed szkodzącym promieniowaniem gamma, zarówno u normalnych myszy jak i tych z nowotworami.

Badacze doszli do wniosku, że płynny ekstrakt z nasion czarnuszki działa ochronnie przed uszkodzeniami spowodowanymi promieniowaniem i zmianami biochemicznymi. Ten efekt ochronny przypisali zdolności ekstraktu do wymiatania wolnych rodników, jak i jego właściwościom przeciwutleniającym. Tak więc ten płynny wyciąg można stosować u pacjentów, którzy otrzymują promieniowanie, dla ochrony przed stresem oksydacyjnym w normalnych tkankach, i łagodzenia innych niepożądanych skutków ubocznych promieniowania. To może poprawić jakość życia pacjentów z rakiem. [7]

Czarnuszka ingeruje w niekontrolowany wzrost komórek i zabija komórki raka wątroby

W 2013 w Indiach zbadano stosowanie thymoquinone, składnika pochodzącego z nasion czarnuszki. Badano dwie grupy szczurów z rakiem. Jednej podawano do picia wodę z 0,01% thymoquinone, drugiej samą wodę. Po 16 tygodniach obu grupom zbadano guzki raka wątroby, markery urazowe wątroby i markery nowotworowe. Szczury którym nie podawano thymoquinone wykazały istotne powiększenie guza wątroby. Ale te które otrzymywały 20 mg thymoquinone na kilogram masy ciała znacznie zmniejszyły markery guzków raka wątroby i markery urazowe wątroby. Grupa której podawano thymoquinone z oleju z czarnuszki nie rozwinęły guzków raka wątroby, a wymiary nowego guzka były dużo mniejsze niż tych którym go nie podawano. Doszli do wniosku, że thymoquinone miał korzystne skutki w leczeniu raka watroby, z powodu jego silnej właściwości zapobiegającej mnożeniu się komórek rakowych. [8]

Badacze w Egipcie w 2012 oszacowali efekty antyguzowe miodu pszczelego i oleju z czarnuszki na komórki rakowe ludzkiego raka w eksperymentach laboratoryjnych. Zbadali zdolność antyoksydacyjną miodu i ekstraktu z czarnuszki, oraz zdolność tych substancji do eliminowania niezdrowych komórek takich jak rakowe. Wykryli, że zarówno miód jak i ekstrakt z czarnuszki, były skuteczne w zmniejszaniu żywotności komórek raka wątroby. Miód i ekstrakt z czarnuszki poprawiły również status antyoksydacyjny komórek i wymusiły śmierć komórek rakowych poprzez apoptozę. [9]

Olej z czarnuszki zabija komórki raka płuc

Saudyjscy naukowcy poinformowali w 2014. że medycyna tradycyjna stosowała czarnuszkę w leczeniu wielu chorób. Właściwości przeciwutleniaczowe, przeciwzapalne i przeciwbakteryjne czarnuszki są dobrze znane. To badanie prześledziło działanie antyrakowe oleju czarnuszkowego i ekstraktu stosowanych laboratoryjnie w raku płuc u człowieka. Naukowcy traktowali komórki raka płuc olejem lub ekstraktem przez 24 godziny. W tym eksperymencie użyli 0.01 mg/ml do 1 mg/ml oleju albo ekstraktu. Po zakończeniu tego procesu oszacowali żywotność komórek rakowych.

Wyniki wykazały, że zarówno olej jak i wyciąg z czarnuszki znacznie zmniejszają liczbę żywych komórek rakowych i zmieniają morfologię komórek. Okazało się, że im większe stężenie oleju lub ekstraktu użyto w leczeniu komórek rakowych, tym większa była liczba śmierci komórek. Ponadto, zarówno olej jak i wyciąg spowodowały zmianę wyglądu typowego dla komórek nowotworowych, zmniejszyły się ich wymiary. Badacze doszli do wniosku, że ich dane wykazały, że ekstrakt z nasion i olej znacznie zmniejszyły żywotność komórek ludzkiego nowotworu płuc. [10]

Składniki nasion czarnuszki zabijają komórki złośliwego raka mózgu

W 2013 naukowcy z Ohio State University opublikowali wyniki badań wskazujące na to, że glejak [glioblastoma] jest najbardziej agresywnym i najbardziej powszechnym typem guza złośliwego mózgu u człowieka, ze średnim okresem zycia 15 miesiecy. Ci naukowcy podkreślili, że istnieje wielka potrzeba dodatkowych terapii w leczeniu glejaka.

Naturalnie występującym związkom fitochemicznym poświęcono dużo uwagi, ponieważ wiele z nich wykazuje silne działanie zabijania guza. Thymoquinone jest jednym z bioaktywnych związków oleju czarnuszkowego. Thymoquinone ma właśiwości przeciwutleniaczowe, przeciwzapalne i przeciwrakowe. Ma selektywne własności cytotoksyczne dla komórek ludzkich, co oznacza, że zabija komórki rakowe człowieka, ale nie jest szkodliwy dla normalnych komórek.

Ten specyficzny eksperyment zbadał sposób w jaki thymoquinone selektywnie hamuje zdolność klonowania się komórek rakowych glejaka mózgu i rdzenia kręgowego. Ale thymoquinone nie hamuje aktywności normalnych komórek w ludzkim mózgu i rdzeniu kręgowym. Inną ważną właściwością thymoquinone jest hamowanie autofagii genów w komórkach rakowych. Autofagia w komórkach rakowych umożliwia dalsze mnożenie się komórek rakowych poprzez utrzymanie produkcji energii komórkowej.

Jeśli zahamuje się autofagię, to zahamuje się również wytwarzanie energii komórkowej komórek rakowych. To prowadzi do regresji aktywności guza i wydłuża okres przeżycia narządów dotkniętych guzami. A zatem zdolność thymoquinone do hamowania tworzenia klonów komórek rakowych i jego zdolności do hamowania ponownego użycia materiałów komórkowych innych komórek przez komórki rakowe za pomocą autofagii, zapewniają ciekawą i powstającą strategię leczenia raka. [11]

Czarnuszka hamuje raka piersi

Przeprowadzone w 2013 badanie w Malezji, zajęło się skutecznością przeciwrakową thymoquinone stosowanego w długotrwałym leczeniu komórek rakowych człowieka w laboratorium. Składnik ten wykazał przedłożone hamowanie mnożenia się komórek raka piersi w długotrwałym leczeniu. Okres tego hamowania zależał od dawki thymoquinone: im większa, tym większe hamowanie. [12]

Czarnuszka zabija komórki białaczki

Malezyjscy naukowcy zauważyli w 2013, że zwiększa się zainteresowanie stosowania naturalnie występujacych składników w medycynie naturalnej, które mają potencjał antyrakowy. Nigella sativa (czarnuszka) jest jedną z najbardziej badanych roślin. To roczne zioło rośnie w krajach basenu M Śródziemnego i Indiach. Thymoquinone to jeden składnik aktywny wyizolowany z Nigella sativa. Efekt przeciwrakowy thymoquinone, poprzez indukcję apoptozy wynikającej z zaburzonej czynności mitochondriów, oceniono liczbą komórek ostrej białaczki. Badacze wykryli, że leczenie komórek białaczki thymoquinone zachęca do apoptozy prowadzącej do śmierci komórek. Wyniki te wskazują, że thymoquinone z czarnuszki może być obiecującym środkiem w leczeniu białaczki. [13]

Olej z czarnuszki hamuje i zabija komórki rakowe jelita grubego

Naukowcy z University of Mississippi Medical Center potwierdzili w swoim badaniu w 2007, że stosowany w chemioterapii lek 5-fluorouracyl (5-FU) nadal jest złotym standardem w leczeniu raka jelita grubego. Ale zauważyli, że skutki uboczne 5-FU są liczne ze względu na to, że atakuje komórki zarówno zdrowe jak i rakowe. Odpowiedzieli na wyniki poprzednich badań wykazując, że przeciwutleniacze mają zdolność powstrzymywania niektórych procesów chorobowych, w szczególności raka. Badali 3-galusan epigallokatechiny (epigallocatechin-3-gallate), najbardziej obficie występującą katechinę w zielonej herbacie, i thymoquinone uważany za najważniejszy składnik przeciwrakowy w czarnuszce. Czarnuszka znana jest z silnych zdolności ‚wymiatających’. Jest inhibitorem stresu oksydacyjnego i od stuleci stosowano ją na Bliskim Wschodzie ze względu na jej zdolność leczenia wielu różnych chorób.

Celem tego badania było zbadanie roli przedłużonego dawkowania thymoquinone z nasion czarnuszki, katechiny z zielonej herbaty, i leku chemioterapeutycznego 5-FU, na aktywność metaboliczną i zmiany strukturalne w komórkach ludzkiego raka jelita grubego w hodowlach laboratoryjnych. Wyniki tych badań wykazały, że katechina z zielonej herbaty i thymoquinone z czarnuszki, wytwarzają znaczne niszczenie komórek rakowych i ingerują w metaboliczne funkcje komórek, co było porównywalne z komórkami poddawanymi przedłużonemu działaniu leku 5-FU. Pod względem morfologicznym zmiany komórkowe nastąpiły po 24-godzinnym podawaniu katechiny z zielonej herbaty i thymoquinone, co było porównywalne z zauważonymi zmianami komórkowymi w komórkach poddawanych działaniu leku 5-FU. Ostatecznie naukowcy doszli do wniosku, że środki naturalne mogą oferować bezpieczną alternatywną metodę leczenia raka jelita grubego. [14]

We wcześniejszym badaniu w 2004, libańscy naukowcy zidentyfikowali wielką rolę oleju czarnuszkowego w profilaktyce i leczeniu raka. Zauważyli, że nasiona czarnuszki i olej używano w Azji, na Bliskim Wschodzie i w Afryce do promowania zdrowia i walki z chorobami. „Thymoquinone, najobficiej występujący składnik czarnuszki jest obiecującym środkiem dietetycznym w profilaktyce raka. Zbadalismy wpływ thymoquinone na ludzkie komórki raka jelita grubego. Wykazujemy, że thymoquinone hamuje wzrost liczebności komórek raka jelita grubego. Nasze wyniki potwierdzają potencjał stosowania thymoquinone w leczeniu tego raka„. [15]

Czarnuszka pomaga w leczeniu skażenia bakterią H. pylori (helicobacter pylori)

W 2010, saudyjscy naukowcy wykazali, że H. Pylori przypisuje się wiele chorób, a zwłaszcza przewlekłe aktywne zapalenie żołądka, chorobę wrzodową żołądka i raka żołądka. Skuteczne leczenie infekcji H. pylori środkami przeciwbakteryjnymi może prowadzić do regresji zaburzeń związanych z H. pylori. Oporność H. pylori na antybiotyki wzrasta, i jest konieczne opracowanie nowych skutecznych środków. Nasiona nigella sativa (czarnuszki), powszechnie stosowane zioło, ma właściwości anty-H. pylori.

Obecnie przeprowadzono badanie w celu oceny skuteczności nasion czarnuszki w zwalczaniu zakażenia H. pylori u 88 pacjentów z niewrzodową niestrawnością. Pacjentów przypisano losowo do 4 grup. Grupy otrzymały różne kombinacje klarytromycyny i / lub amoksycyliny (antybiotyki), omeprazolu (lek przeciwko refluksowi żołądka), i oleju czarnuszkowego. Naukowcy odkryli, że nasiona czarnuszki posiadają klinicznie przydatne właściwości anty-H. pylori, porównywalne do łącznego stosowania wszystkich trzech testowanych leków. [16]

Jaka przyszłość czeka olej czarnuszkowy?

Połączenie thymoquinone z nasion czarnuszki z konwencjonalnym leczeniem raka

W 2011 roku niemieccy naukowcy nazwali doksorubicynę ostoją chemioterapii, pomimo jej kardiotoksyczności i ograniczonej zdolności leczenia nowotworów opornych na wiele leków. Ostatnie badania wykazały ochronne skutki thymoquinone, nietoksycznego składnika olejku z Nigella sativa, wobec kardiotoksyczności wywołanej przez doksorubicynę. Podsumowując, wykryli, że thymoquinone wzmacnia przeciwrakowy skutek doksorubicyny w chemioterapii w niektórych liniach komórek raka. [17]

W 2013 naukowcy z Singapuru wykazali, że istnieje ograniczona liczba środków terapeutycznych do leczenia raka, a komórki rakowe rozwijają oporność na te leki. Dlatego konieczne jest odkrywanie nowych leków do leczenia raka piersi. Właściwości przeciwguzowe thymoquinone, związku wyizolowanego z oleju czarnuszkowego, wykorzystano do leczenia raka piersi u myszy. Odkryto, że leczenie thymoquinone hamowało wzrost guza, a efekt ten jeszcze bardziej wzmocniło połączenie go z doksorubicyną stosowaną w chemioterapii. [18]

Próby kliniczne na pacjentach z rakiem

Badacze z Wayne State University w Michigan odkryli, że przegląd opublikowanych raportów o czarnuszce wskazuje, że uzasadnione są dalsze wnikliwe badania. Wyraźnie wskazują na konieczność zbadania jej biodostępności i opisanie toksyczności fazy I u ludzi. Wyniki tych badań będą instrumentalne dla postępu w tej dziedzinie dla wsparcia zapoczątkowania badań klinicznych testowania skutków tego starożytnego środka w leczeniu raka. [19]

Badacz z Omanu mówi co powinno się zbadać w oleju czarnuszkowym. Stwierdza oczywisty fakt, że thymoquinone (bioaktywny fitochemiczny składnik oleju czarnuszkowego) zbadano bardzo wnikliwie. Bardzo dokładnie zbadano stosowanie thymoquinone w badaniach laboratoryjnych ludzkich komórek rakowych i zwierzęcych z wywołanymi komórkami rakowymi. W rezultacie, na podstawie tych badań zgromadzono istotną ilość infomacji, dających lepsze zrozumienie właściwości tego składnika zapobiegających ich rozmnażaniu. Dlatego zasadne jest to, żeby badania thymoquinone przeszły z etapu testowania laboratoryjnego na eksperymenty kliniczne. [20]

Podsumowanie

Po dokonaniu przeglądu ponad 120 naukowych abstraktów badań nad stosowaniem oleju czarnuszkowego i thymoquinone w różnych typach nowotworów, zacząłem się zastanawiać, dlaczego było tak niewiele badaniach klinicznych na pacjentach z rakiem. Nie mogłem powstrzymać się przed postawieniem pytania: „Skoro olej czarnuszkowy posiada znaczne właściwości przeciwrakowe, które przedstawiły te wszystkie badania, i okazał się nie być toksyczny dla zdrowych komórek ludzkich, to dlaczego naukowcy wciąż przeprowadzają badania laboratoryjne? Dlaczego nie podjęto jeszcze prób na ludziach?”

Dobrze znana jest historia stosowania nasion czarnuszki. Tradycyjna medycyna ludowa bezpiecznie używała ich od czasów egipskich faraonów. Olej z nich znaleziono w grobowcu faraona egipskiego Tutenchamona, co pokazuje, że prawdopodobnie odgrywał ważną rolę w starożytnych egipskich praktykach. [21] Nasiona czarnuszki archeolodzy znaleźli również zmieszane z miodem i woskiem pszczelim w ampułach z okresu staro-hetyckiego Boyalı Höyük (Kopiec), z około 1650 r.p.n.e., w płn-środkowej Turcji. [22] Nasiona czarnuszki i olej stosowano w dziesiątkach chorób, z wielkim sukcesem, już od tego czasu w dużej części świata.

Natomiast jeśli chodzi o leczenie raka, środek ten nadal tkwi w laboratorium, jakby był niebezpieczną niesprawdzoną toksyczną substancją. Pamiętajmy, nasiona czarnuszki i olej z nich to produkty spożywcze! Są absolutnie jadalne. Wykorzystywano je do aromatyzowania żywności i w codziennych tonikach i medycynie od tysięcy lat. Nie potrzebujemy więcej badań w probówkach czy na zwierzętach, by udowodnić, że nasiona czarnuszki są bezpieczne i skuteczne w doświadczeniach laboratoryjnych. Badania których potrzebujemy to rozwój protokołów do użycia oleju z nasion w warunkach klinicznych u pacjentów z rakiem. Jak wynika z badań, olej ten jak i thymoquinone są skuteczne w walce z rakiem i nie wywołują skutków ubocznych. To jest czas dla badań klinicznych.

Dlaczego tak rzadko prowadzone są badania kliniczne oleju w leczeniu raka?

Uważam, że odpowiedź na to pytanie wiąże się z siłą kontrolną firm farmaceutycznych. Jak niektórzy z naukowców zauważyli w swoich badaniach, konwencjonalne leki chemioterapeutyczne są coraz mniej skuteczne. W niektórych z cytowanych wyżej eksperymentów zbadano stosowanie oleju i thymoquinone w połączeniu z istniejącymi lekami chemioterapeutycznymi. Kiedy wykonali eksperymenty tego rodzaju, często wykrywali, że w połączeniu działały lepiej niż same leki chemioterapeutyczne. W niektórych eksperymentach, thymoquinone działa równie dobrze jak leki chemioterapeutyczne, co może oznaczać, że chemioterapeutyczne substancje toksyczne można po prostu zastąpić naturalnym ekstraktem z nasion, który nie wywołuje szkodliwych skutków. Dla osób chorych na raka to może to być dobra wiadomość, ale dla przemysłu farmaceutycznego jest bardzo zła, bo nie przynosi zysków.

W przemyśle farmaceutycznym występuje niepokojący trend, że te firmy próbują przejąć kontrolę nad naturalną substancją i uniemożliwić dostęp do niej bez recepty. Potem dodałyby naturalną substancję do istniejącego leku, który ma wygasający patent, i stworzyłyby coś, co nazwą „nowym lekiem”, który oczywiście wtedy opatentują. Firmy farmaceutyczne stosują tę strategię za pomocą FDA w przypadku kwasu foliowego (wit. B9). Starają się przejąć naturalną formę wit. B9, niezbędną do życia człowieka, i zrobić kombinację SSRI/ folianów, by utworzyć nowy opatentowany lek. Dzięki temu, dbający o zdrowie konsumenci wtedy mieliby dostęp tylko do mniej skutecznej postaci syntetycznej wit. B9, którą nazywa się kwasem foliowym. [23]

Według tych samych zasad rozumowania, firmy farmaceutyczne mogą być zainteresowane przeformułowaniem swoich nieudanych leków chemioterapeutycznych tak by obejmowały thymoquinone, która poprawi działanie tych leków. Jak pokazują niektóre z wspomnianych badań, tego typu badania już są w toku. W niektórych z tych eksperymentów, thymoquinone działa tak samo dobrze jak leki chemioterapeutyczne i nie wywołuje skutków ubocznych, ale firmy farmaceutyczne nie mogą zarobić miliardów dolarów na sprzedaży oleju czarnuszkowego albo thymoquinone. W interesie finansowym firm farmaceutycznych nie byłoby zachęcanie do prób na ludziach z substancjami naturalnymi, takimi jak olej czarnuszkowy lub thymoquinone, który nie mają zdolności patentowej.

Współczucie wobec pacjentów z rakiem

Bardzo zasmuca mnie to kiedy widzę ludzi mających zdrowe części organizmu zniszczone przez chemio- i radioterapię, kiedy istnieje prawdopodobieństwo, że naturalna substancja może zmniejszyć, a być może wyeliminować uszkodzenia zdrowych tkanek. Cytowane powyżej badania wyraźnie pokazują, że olej ten może zapobiec uszkodzeniu zdrowej tkanki przez promieniowanie, gdy podaje się go przed rozpoczęciem radioterapii i kontynuuje codziennie po każdej sesji. Fakt, że nie ma opublikowanych żadnych badań wskazujących na badania kliniczne (pomimo sukcesu stosowania tego oleju na zwierzętach), jest prawdziwym przestępstwem wobec ludzi leczonych promieniowaniem.

Olej czarnuszkowy oferuje potężne działanie ochronne przed radio- i chemioterapią, i jest silnym środkiem przeciwrakowym, ale możemy tylko zgadywać dawkę dzienną, potrzebną do ochrony pacjentów. Istnieje kilka portali, które mają informację o stosowaniu czarnuszki i oleju w leczeniu raka. Ale nie mam szczególnych zaleceń, ponieważ nie mamy żadnych badań potwierdzających czy te reklamowane protokoły są skuteczne dla wszystkich form raka. W oparciu o przeczytane przeze mnie badania, najlepsze korzyści z oleju czarnuszki osiąga się przy podawaniu codziennych dawek.

Olej czarnuszkowy nie jest lekiem. Więcej niekoniecznie oznacza lepiej. Widziałem sugestie, że ludzie przyjmują od 1 do 3 łyżeczek oleju dziennie, w różnych sytuacjach. Jedna łyżeczka wydaje się być dzienną dawką wspomagającą zdrowie. Dwie lub trzy łyżeczki dziennie sugeruje się dla konkretnych schorzeń. Czasami przyjmowany jest z miodem, a czasami nakładany na skórę. Polecam poszukanie specyficznych problemów zdrowotnych, by znaleźć leczenie, które będzie działać w danej sytuacji.

Źródło: http://healthydebates.com/black-seed-oil-fights-cancer-according-numerous-studies/

Kiedy Oval Office przemianowano na Oral Office, a cygara stały się ulubionym sposobem spędzania czasu tak prezydentów jak i perwertów, lider wolnego świata był na łasce imponującej machiny szantażowej Izraela.

 

 

Wydana pod koniec lipca mocna nowa książka ujawniła jak w latach 1997-98 nagrywano pikantne rozmowy telefoniczne między Billem Clintonem i stażystką w Białym Domu Moniką Lewinsky, i jak izraelski premier Benjamin Netanyahu wykorzystywał je do szantażowania Białego Domu. [1]

 

Clinton Inc.: Zuchwała przebudowa machiny politycznej [Clinton Inc. :The Audacious Rebuilding of a Political Machine], twierdzi, że Netanyahu wykorzystywał podsłuchiwane seksowne rozmowy prezydenta i Lewinski żeby wymusić uwolnienie Amerykanina Jonathana Pollarda, złapanego na szpiegowaniu dla Izraelczyków. Clinton chętnie grał w kulki z Netanyahu i wkrótce wystąpił z rozpaczliwą prośba o uwolnienie Pollarda, ale dostał odmowę od ówczesnego dyrektora CIA George’a Teneta.

 

Książkę napisał redaktor Weekly Standard, Daniel Halper, który twierdzi także, że inne seksowne rozmowy z innymi kobietami przechwytywali Brytyjczycy i Rosjanie. „Zagraniczni szpiedzy nie byli jedynymi, którzy wiedzieli o telefonicznym seksie tej pary”, mówi książka. Jedno jest pewne: rząd Clintona był jednym z najbardziej skompromitowanych i najbardziej podatnych prezydentur w dziejach Ameryki.

 

Te jak i inne rewelacje powinny pokrzyżować plany kampanii Hillary w 2016, kiedy Amerykanie zaczną pytać czy Hillary została z Billem tylko po to by realizować własne aspiracje do władzy – w małżeństwie – przynajmniej od 1995 (skromny szacunek), czy był to wielki akt publiczny.

 

KONKUBINA CLINTONA: Bill i Monica mieli szczególne relacje (Foto: IB Times)

KONKUBINA CLINTONA: Bill i Monica mieli szczególne relacje (Foto: IB Times)

 

Większość książki to materiały zgromadzone w teczce zatytułowanej „Teczka Moniki” [Monica Files] otrzymanej przez prawników i detektywów wynajętych przez Lewinsky jako obronę w przypadku gdyby był proces przeciwko prezydentowi, i zdobyte ekskluzywnie przez Halpera.

 

 Na spotkaniu w Maryland w 1998, Netanyahu ujawnił Clintonowi, że Izraelczycy podsłuchiwali jego seksowne rozmowy z Lewinsky, ale powiedział prezydentowi, że „wyrzuci taśmy”, zakładając, że Clinton zorganizuje uwolnienie Pollarda. Oczywiście „wyrzucenie taśm” to kodowana ekspresja oznaczająca, że „jeszcze je mamy, a jeśli chcesz byśmy je pochowali, to zagraj z nami’.

 

 Według „Teczki Moniki”, Clinton często korzystał z pomieszczenia w Białym Domu kilka kroków od biura pierwszej damy Hillary Clinton we wschodnim skrzydle, do licznych eskapad seksualnych. Prezydent tam zadowalał się opisując w co był ubrany, na co składały się „niebieskie rajstopy” i szara koszulka University of Arkansas.

 

 Wszystko to ma miejsce po ostatnim procesie, który identyfikuje Billa Clintona i jego dobrego przyjaciela i zbieracza funduszy, Jeffreya Epsteina, jako część kręgu seksu z dziećmi kierowanego z prywatnej wyspy miliardera Epsteina, Little St James, na Karaibach. [2]

 

 Według świadków i rejestru lotów, Clinton wielokrotnie latał na wyspę horrorów Epsteina, gdzie ten przetrzymywał nieletnie dziewczynki jako niewolnice seksualne.[3] Biorąc pod uwagę dobrze udokumentowane skłonnosci seksualne Billa, od czasów jego dojścia do władzy w Arkansas, jest niemal niemożliwe żeby Bill był na wyspie a nie brał udziału.

 

Nietrudno jest znaleźć związki Epsteina z żydowska elitą i Izraelem. Epstein zarządzał funduszami ultra-elitarnego amerykańsko-izraelskiego mocodawcy, Leslie Wexnera. Rozeszli się w 2008, kiedy Epstein wypadł z łask.

 

Innymi prominentnymi pasażerami jego prywatnego odrzutowca byli: były izraelski premier Ehud Barak, książę Andrzej, gubernator New Mexico Bill Richardson i były sekretarz Skarbu Larry Summers. Wyobraźmy sobie potencjał szantażu w materiałach o tym kręgu VIP w posiadaniu Epsteina. Czy Ehud Barak kolekcjonował takie raporty, czy był tylko pionkiem?

 

Izraelska operacja zbierania brudu mogła również obejmować brytyjskie kręgi elit. Wyraźnie do lat 1980, brytyjski główny przestępca seksualny i lider kręgu pedofilskiego, Jimmy Savile, odbywał regularne podróże do Izraela i był ‚dobrym przyjacielem’ izraelskiego premiera.[4] Wyobraźmy sobie jakie info Savile mógł przekazywać Izraelczykom. Z jakiegoś dziwnego powodu, Savile miał wielu przyjaciół wśród syjonistów i izraelskich liderów. Brytyjska Jewish Chronicle uważała go za ‚drogiego przyjaciela’ żydowskiego narodu i ich państwa. Dziwne ale prawdziwe.

 

Billary 2016

 

Co to oznacza dla prezydenckiej kandydatury Hillary Clinton w 2016, a jeszcze ważniejsze, relacji amerykańsko-izraelskich? Istnieje mnóstwo tych znaczeń. Skażone dziedzictwo Clintona nigdy nie wydaje się znikać. Smród niezliczonych skandali, maltretowanych kobiet i martwych świadków rozciągających się od Mena, Arkansas, do Waszyngtonu – nadal utrzymuje się w świadomości amerykańskiego społeczeństwa.

 

Podczas gdy rodziny nadal zastanawiają się nad Macarena, Amerykanie poznali Raport Starra i konieczność wyjaśnienia definicji seksu swoim bliskim. Gabinet Owalny splamiony romansem Lewinsky / Clinton przyniósł nam wręcz haniebne zakończenie lat 1990, i staniały Biały Dom w oczach wielu Amerykanów. Nie ulega wątpliwości, że rywale na urząd prezydenta uczynią Billa i ich nie-małżeństwo ważnym elementem w cyklu kampanii.

 

Być może większym problemem jest chwyt Izraela nad prezydencją USA i sztuczki jakie jeszcze mogą zastosować.

 

Jak cenne mogą być te seks-taśmy, gdy Izrael dywanowo bombarduje Gazę wobec Waszyngtonu? Kiedy nic nie wydaje się nie mieć sensu – jak w przypadku walca USA-Izrael, to może z powodu materiału szantażowego przechowywanego w bezpiecznym miejscu.

 

Rzeczywistość tego, że nasi wybrani urzędnicy są o jeden Franklin Scandal od pełnej kastracji politycznej jest niepokojącą rzeczywistością. Tajna kabała seksu i nagrania, które znajdują się w prywatnych zbiorach Benjamina Netanjahu, mogą wskazywać na przyczyny dlaczego wielu amerykańskich prezydentów nigdy nie mówiło o zbrodniach popełnionych przez reżim Netanjahu.

 

Czy przywódcy USA są instalowani tak jak Clintonowie, po to by ponosić porażkę, czy są wybierani z bandy nieudaczników?

 

Jak widać, historia nie oczyści Billa Clintona. Im głębiej zajrzymy, tym wygląda gorzej.

 

To prawda: Biały Dom był szantażowany przez naszego ‚przyjaciela’ – Izrael, a my możemy się tylko domyślać, jak często to się dzieje, i kto jeszcze został skompromitowany.

 

Amerykańska prezydentura wydaje się być niczym innym niż stanowiskiem marionetkowym, na które zasługują tylko seksualnie skompromitowane pieski salonowe, które wiedzą jak przyjmować rozkazy od obcych panów, wycierając sobie łapy o Amerykańską Konstytucję.

 

[1] http://www.dailymail.co.uk/news/article-2696336/Explosive-new-book-claims-Bill-Clintons-steamy-phone-sex-calls-Monica-intercepted-Russia-UK-used-blackmail-attempt-Israeli-Prime-Minister-according-ex-interns-secret-dossier-President.html

 

[2] http://www.dailymail.co.uk/news/article-2584309/Bill-Clinton-identified-lawsuit-against-former-friend-pedophile-Jeffrey-Epstein-regular-orgies-Caribbean-compound-former-president-visited-multiple-times.html

 

[3] http://www.thedailybeast.com/articles/2010/07/22/jeffrey-epstein-pedophile-billionaire-and-his-sex-den.html

 

[4] http://21stcenturywire.com/2012/10/28/arch-paedophile-jimmy-savile-was-a-devout-zionist-and-an-israel-supporter/

 

The Israeli Blackmail Machine: The Clintons Weren’t the Only Ones

 

21st Century Wire

Dean Ryan – 29.08.2014

WPROWADZENIE . W czasie kampanii prezydenckiej w 2004, moi współpracownicy i ja zwróciliśmy uwagę na ważną książkę WYZNANIA EKONOMICZNEGO SNAJPERA [The Confessions of an Economic Hit-Man]. Ten człowiek miał sumienie. W poniższym raporcie LPAC pokazuje dużo większą historię na temat George’a Sorosa jako polityczno-ekonomicznego snajpera.
Przedstawiony przez nas tutaj George Soros nie ma sumienia w tym co zrobił, czy co robi. Niniejszy raport w większości napisany jest przez samego Sorosa.

George Soros nie jest żadnym ważnym finansistą, jest jak zbir mafijny, pozbawiony prawdziwego sumienia, jak zbir nasłany by zabić twojego przyjaciela, a tylko snajper w naprawdę wielkich interesach finansowych, wynajęty do grabienia twoich przyjaciół, i ciebie, ze wszystkiego, łącznie z ich państwem, i twoją wolnością osobistą. George Soros nie jest właścicielem sen. Baracka Obamy, są nimi inni, ale Soros jest głównym kontrolerem, i pozornie wirtualnym właścicielem zarówno prezesa Partii Demokratycznej Howarda „Scream” Deana, tej partii, może twojej partii politycznej, jak i faktycznie twojego państwa, które polityczno-ekonomiczny snajper George Soros chce zniszczyć.

 

—Lyndon H LaRouche, Jr. – 16 czerwca 2008

 

– – –

 

George Soros: Hit-Man for The British Oligarchy

 

George Soros: snajper brytyjskiej oligarchii

 

Hector A Rivas, Jr

 

Brytyjska oligarchia finansowa rozpaczliwie chce wymazać z planety wszelkie formy suwerennych państw narodowych, najważniejsze Stany Zjednoczone, i George Soros jest ich snajperem do wykonania tego zadania.

 

Bezpośrednio, na zlecenie londyńskiego city, George Soros, z pomocą swojej marionetki, prezesa Krajowego komitetu Demokratycznego, Howarda Deana, sfinansował brudne operacje przeciwko kampanii prezydenckiej Hillary Clinton, by zapewnić, żeby po styczniu 2009 w Białym Domu nie odżyła żadna polityka odzwierciedlająca zobowiązanie Franklina Roosevelta wobec 80% rodzin o niższych dochodach. Soros nie jest nowicjuszem w świecie działalności przestępczej. Zdaniem jego byłych współpracowników i opublikowanych raportów pieniądze na rozwinięcie biznesu otrzymał od prawej ręki barona Edmonda de Rotszylda, George’a Karlweissa, który również rozpoczął karierę zbiegłego handlarza narkotykami Roberta Vesco. Od tego czasu Soros brał udział w różnych okrutnych operacjach, pod kierownictwem Imperium Brytyjskiego, takich jak finansowa wojna spekulacyjna w celu zniszczenia krajowych walut, przepychania morderczej polityki eutanazji „bezużytecznych zjadaczy”, i ogromnego finansowania międzynarodowych kampanii na rzecz legalizacji narkotyków. Ale, oczywiście, haniebny charakter George’a Sorosa nie jest wyłącznie jego winą, ale częściowo stworzyli go jego treserzy z czasów młodzieńczych lat formacyjunych: naziści.

 

Narodziny golema

 

Żałosna kreatura znana jako George Soros wcześnie w swoim życiu postanowiła stać się tym kim jest teraz: golemem. Nastolatek podczas okupacji nazistowskiej w jego ojczyźnie, na Węgrzech, Soros rozpoczął swoje ludobójcze dziedzictwo pracując dla machiny zabijającej, która wymordowała 500.000 węgierskich Żydów w czasie holokaustu. Młodemu Sorosowi wyznaczono zadanie grabienia nieruchomości Żydów pod nadzorem gen. SS Kurta Bechera, szefa sekcji Waffen SS, znanej eufemistycznie jako Departament Ekonomiczny Komendy SS.

 

Soros przypisuje ojcu swoje szczęście w uniknięciu makabrycznych scen obozów koncentracyjnych. W programie WNET / Thirteen TV 15 kwietnia 1993 Soros wspominał te wydarzenia, które ukształtowały jego bestialską tożsamość:

 

„Kiedy wkroczyli Niemcy, on [ojciec – red.] powiedział: ‚Jest to bezprawna okupacja. Nie stosuje się normalnych reguł. Musisz zapomnieć jak zachowywać się w normalnym społeczeństwie. Ta sytuacja jest nienormalna’. I dla nas wszystkich załatwił fałszywe dokumenty, każdemu inne. Ja zostałem zaadoptowany przez funkcjonariusza u ministra rolnictwa, którego zadaniem było przejmowanie żydowskich własności, więc faktycznie poszedłem z nim i przejmowaliśmy te duże posiadłości. Taka była moja tożsamość. Więc jest to dziwne, bardzo dziwne życie. Wtedy miałem 14 lat”. Jego ojciec, Tivadar Soros, dalej wyznał, że „jako pseudo-chrześcijanie, nie doszliśmy do tego poziomu chrześcijaństwa, żebyśmy chcieli odpłacać chlebem za kamienie”.

 

Rodzina Sorosów faktycznie zaproponowała wiele kamieni licznym biednym węgierskim Żydom, których przetransportowano do Auschwitz na śmierć [1].

 

Rodzina Sorosów należała do „elity” węgierskich Żydów, co dało im możliwość dokonania takich ustaleń, by przetrwać nazistowską okupację. Książę Alexis Scherbatoff, były członek kontrwywiadu armii USA przed i po II wojnie światowej, postawił zarzut, że pierwszą małą fortunę Soros zdobył na sprzedaży swojej części łupu przejętego z nazistami. Powiedział, że pierwszym wspólnikiem Sorosa był inny węgierski Żyd, który sprzedawał rubiny i inne nazistowskie łupy w Belgii po II wojnie światowej.

 

Ben Hecht, autor książki PERFIDIA [http://wolna-polska.pl/wiadomosci/perfidia-ben-hecht-2014-02], pokazuje działalność nazistowskiego Departamentu Ekonomicznego na Węgrzech, i okrucieństwa dokonane przez pracodawców młodego Sorosa.

 

„Departament zajmował się plądrowaniem żydowskich własności i „usuwaniem złotych plomb z milionów zębów zmarłych Żydów, obcinaniu włosów milionów Żydówek przed zabiciem ich, i transportem beli włosów do niemieckich fabryk materaców, przerabianiem grubych zmarłych Żydów na mydło kąpielowe, i wymyślaniem skutecznych metod tortur jakim poddawano Żydów oczekujących śmierci by ujawnili gdzie ukryli resztki swoich rzeczy”.

 

W wywiadzie Steve’a Krofta w programie CBS 60 MINUTES 20 grudnia 1998, George’a Sorosa skonfrontowano z takimi obrazami:

 

Kroft: (głos w tle) Te zdjęcia pokazują co w 1944 roku stało się z przyjaciółmi i sąsiadami George’a Sorosa. (Film archiwalny pokazuje kobiety i mężczyzn idących z workami na plecach; tłum przy pociągu)

 

Kroft: (głos w tle) Jesteś węgierskim Żydem. . .

 

Soros: (głos w tle) Mm-hmm.

 

Kroft: (głos w tle) . . . który uciekł przed holokaustem. . . (film archiwalny – ludzie wchodzący do pociągu)

 

Soros: (głos w tle) Mm-hmm. (film archiwalny – ludzie wchodzący do pociągu)

 

Kroft: (głos w tle) . . . udając chrześcijanina.

 

Soros: (głos w tle) Tak. (film – kobiety pomagają sobie wejść do pociągu, zamykają się drzwi pociągu z ludźmi w wagonie)

 

Kroft: (głos w tle) A ty widziałeś wielu ludzi transportowanych do obozów śmierci.

 

Soros: Tak. Miałem 14 lat. I powiedziałbym, że to wtedy ukształtował się mój charakter.

 

Kroft: W jaki sposób?

 

Soros: Że trzeba myśleć o przyszłości. Powinno się rozumieć i – i przewidzieć wydarzenia i kiedy – kiedy jest się zagrożonym. Było to ogromne zagrożenie złem. To znaczy, było to bardzo osobiste doświadczenie zła.

 

Kroft: Rozumiem, że wychodziłeś z twoim opiekunem, który przysiągł iż byłeś jego adoptowanym chrześniakiem.

 

Soros: Tak. Tak.

 

Kroft: Wychodziłeś, faktycznie, i pomagałeś w konfiskowaniu własności Żydów.

 

Soros: Tak. To prawda. Tak.

 

Kroft: To znaczy, to – to brzmi jak doświadczenie, które wielu wysłałoby na wiele lat do psychiatry. Czy to było trudne?

 

Soros: Nie, w ogóle nie. W ogóle nie. Może jako dziecko nie – nie widzisz związku. Ale to było – nie stwarzało – w ogóle żadnego problemu.

 

Kroft: Żadnego poczucia winy?

 

Soros: Nie.

 

Kroft: Na przykład, że ‚Jestem Żydem i jestem tutaj, i patrzę na tych idących ludzi. Mógłbym równie łatwo być tam. Powinienem być tam’. Nie ma nic takiego?

 

Soros: Cóż, oczywiście – ja – ja mogłem być po drugiej stronie, albo mogłem być tym któremu coś się zabiera. Ale nie było żadnego sensu w tym że nie powinienem tam być, bo to było – cóz, faktycznie, w zabawny sposób, to tak jak na rynkach – gdybym tam nie był – oczywiście, nie robiłbym tego, ale robiłby to ktoś inny – w każdym razie ktoś inny by to zabierał. I to było – czy tam byłem, czy nie -, ja byłem tylko gapiem, własność się zabierało. Więc – ja nie brałem udziału w odbieraniu tej własności. Więc nie miałem żadnego poczucia winy.

 

[1] MASKARADA, TANIEC ZE ŚMIERCIĄ NA OKUPOWANYCH PRZEZ NAZISTÓW WĘGRZECH

 

[Masquerade, Dancing Around Death in Nazi Occupied Hungary], Tivador Soros, Arcade Publications, Nowy Jork, 2001.

 

Cwany i wolny

 

Crafted and Unleashed

 

Nazistowski kolaborator George Soros, wyjechał do Anglii w 1947 gdzie został protégé radykalnego pozytywisty Sir Karla Poppera, wykładowcy we wtajemniczonej w Towarzystwo Fabiańskie London School of Economics w latach 1950.

 

To ten sam Karl Popper, który w dużej części za kryzys w rozwijających się krajach obwiniał „głupotę polityczną” ich liderów. Sam Popper uważa że „My [Omperium – red.] wyzwoliliśmy te kraje zbyt wcześnie i zbyt prymitywną metodą. To jeszcze są kraje bez praw. To samo wydarzyłoby się gdybyście zostawili przedszkole samemu sobie”. Następnie mentor Sorosa stwierdził, że „cywilizowany świat” ma prawo wszczynać wojny z Trzecim Światem dla zabezpieczenia „pokoju”. Soros pokłonił się swoim mistrzom i wywołał wojnę.

 

Węgierscy Żydzi w drodze do komór gazowych. Auschwitz-Birkenau, Polska, maj 1944. 

Węgierscy Żydzi w drodze do komór gazowych. Auschwitz-Birkenau, Polska, maj 1944.

 

Archiwa Mechanical Documentation, USHMM Photo Archives

 

 

Członek niemieckiego SS nadzoruje wchodzenie Żydów do pociągu podczas deportacji w krakowskim getcie, ok. 1943-1944.

Członek niemieckiego SS nadzoruje wchodzenie Żydów do pociągu podczas deportacji w krakowskim getcie, ok. 1943-1944.

 

 Swój Quantum Fund Soros wykorzystał do przeprowadzenia wojny finansowej derywatywami i spekulacją waluty. Na froncie europejskim w 1922 Soros wygrał kluczową bitwę z europejskim Mechanizmem Kursów Walutowych (ERM), który stanowił finansową strukturę utrzymania stałych kursów walutowych w Europie. Soros stworzył kryzys finansowy po to, żeby ten system zastąpić Traktatem Maastricht, który ustanowił euro jako europejską walutę, i włożył władzę finansową w ręce jednego banku centralnego kontrolowanego przez oligarchię anglo-holenderską. Ten spisek rozpoczął się kiedy przedstawiciele Sorosa spotkali się 2 czerwca 1992 z wysokiego szczebla brytyjskimi i anglo-holenderskimi rekinami finansowymi, na jachcie Britannia Jej Królewskiej Mości królowej Elżbiety II [2].

 

Część tej operacji można zrozumieć patrząc na jego ataki na włoską lirę na początku lat 1990, co przyniosło mu 400 bn lirów ($280 mln) w kilka dni, kiedy Bank Włoch w okresie czerwiec-wrzesień 1992 zmuszony był wydać $48 bn ze swoich rezerw w daremnej próbie obrony swojej waluty. W ciągu kilku lat Soros poddany został śledztwu za te złowrogie ataki. Członkowie Movimento Internazionale per Diritti Civili Solidarietà najpierw złożyli zeznania o Sorosie do sądu w Mediolanie w 1995, a w roku następnym w Rzymie i Neapolu wszczęto dochodzenie, o którym doniósł 24 grudnia 1996 Corriere della Sera: „Rozpoczęło się dochodzenie ale jego wyniki mogą być wybuchowe, a nazwisko człowieka w sprawie którego toczy się oficjalne śledztwo daje ideę jak jest delikatne: nazwisko jest George Soros. . . Przestępstwo to spekulacja papierami wartościowymi. . . Dotyczy ataku na lirę”.

 

Oczywiście nie wszystkie pieniądze wykorzystane w tej operacji można przypisać „golemowi” Soros, ale tylko te wręczone mu przez Londyn. W końcu golem nie kreuje się sam, on jest kreowany, i jak zwykle, naturalnym instynktem Sorosa jest robienie tylko tego co mu się każe by przetrwać.

 

Jego ojciec nauczył chłopaka jak słuchać swoich panów bardzo dobrze na Węgrzech pod okupacją nazistowską: „Najbardziej racjonalnym podejściem, według mnie, była całkowita separacja, a następnie spokojna próba wmieszania się w ogólną populację. Tak robią zwierzęta: kiedy wyczują niebezpieczeństwo, zamiast pokazania wyraźnie celu swoim wrogom, ich naturalny sposób samoprzetrwania to wmieszanie się w scenerię i po prostu zniknięcie. Ten fenomen naturaliści nazywają ‚mimiką’.” [3]

 

[2] To ta sama królowa Elżbieta, którą EIR znalazł na ekskluzywnej liście klientów George’a Sorosa mega-milion-dolarowego Quantum Fund, w którym jeszcze raz jest aktywny.

 

Sorosa wychowano by zachowywał się jak bestia, i tak robi. Po zniszczeniu ERM, co ustawiło scenę dla Maastricht, a tym samym Traktat Lizboński, Soros powiedział tylko tyle: „Jestem pewien, że spekulacje miały pewne negatywne skutki. Ale to nie wchodzi mi do głowy. Nie może. Gdybym nie podjął pewnych działań z uwagi na wątpliwości moralne, to przestałbym być skutecznym spekulantem. Nie mam najmniejszego wyrzutu sumienia za zrobienie zysków”. I mówi dalej: „Zrobiłem to tylko po to by zarobić” [4].

 

PROJEKT ŚMIERĆ

 

30 listopada 1994 roku Soros przemawiał w Columbia Presbyterian Medical Center, i ogłosił założenie swojej nowej fundacji, Projekt o śmierci w Ameryce, żeby przenieść szkolenie szpitali, pielęgniarek i lekarzy od kosztownego ratującego życie leczenia do właściwej opieki umierającego. Przepychając legislację eutanazji, Soros zrobił nazistowską politykę „bezużytecznych zjadaczy” legalną w Ameryce.

 

Sponsorowanym przez Sorosa programem samobójstwa (zabójstwo) proponowania pacjentom recept ze śmiertelnymi środkami był Akt Śmierć z Godnością w Oregonie, uchwalony w 1998 roku:

 

„Jako pierwszy stan w USA pozwalający lekarzom pomagać nieuleczalnie chorym pacjentom zakończyć życie, doświadczenie Oregonu będzie obserwowane przez inne stany” [5].

 

Poprzez Otwarte Społeczeństwo [Open Society], projekt Śmierć w Ameryce i inne organizacje zajmujące się sprawami „skończenia życia” rozpoczęła kolaborację w kwestii „przekształcenia kultury umierania”.

 

Na swojej witrynie Soros promował 1-dniowe seminarium koordynowane przez dr Balfoura Mounta z Royal Victoria Hospital w latach 1990 zatytułowane „Poszukiwanie duszy eutanazji” [Searching for the Soul of Euthanasia].

 

Soros przedstawił swoje uwagi na ten temat: „Wykorzystanie technologii do przedłużania życia kiedy życie nie ma żadnego znaczenia, nie ma żadnego sensu. . . Może to być bardziej negatywne niż pozytywne, bo powoduje zbyteczny ból i cierpienie, nie mówiąc o koszcie”.

 

[3] Maskarada, taniec wokół śmierci na okupowanych przez nazistów Węgrzech [Masquerade, Dancing Around Death in Nazi Occupied Hungary], Tivador Soros, Arcade Publications, Nowy Jork, 2001

 

[4] The Guardian, 19.12.1992, Londyn

 

[5] http://www.soros.org/initiatives/pdia

 

Oficjalny portret z Buckingham Palace, wyk. Terry O’Neill Jej Królewska Mość królowa Elżbieta II i Jego Królewska Mość książę Filip, książę Edynburga

Oficjalny portret z Buckingham Palace, wyk. Terry O’Neill
Jej Królewska Mość królowa Elżbieta II i Jego Królewska Mość książę Filip, książę Edynburga

 

– – –

 

Does Soros Have a Drug Problem?

 

Czy Soros ma problem narkotykowy?

 

Alexandra Perebikovsky

 

Przedsiębiorca z rogu ulicy

 

W 1985 roku, reagując na chaos w handlu narkotykami w Imperium Brytyjskim, Lyndon LaRouche wezwał kraje do współpracy w „wojnie z narkotykami”: „Z czym walczymy, to nie tylko skutki używania tych narkotyków na ofiarach. Międzynarodowy handel narkotykowy stał się złym i potężnym własnego rodzaju rządem. Obecnie reprezentuje potęgę finansową, polityczną i militarną większą niż całe kraje w obu Amerykach. Jest to rząd który toczy wojnę z cywilizowanymi krajami, rząd któremu musimy wypowiedzieć wojnę, wojnę którą musimy toczyć bronią wojenną, i wojnę którą musimy wygrać w tym samym duchu w jakim Ameryka toczyła o bezwarunkową klęskę nazizmu w latach 1941 – 1945″.

 

Od tego czasu przedsiębiorca z rogu ulicy Brytyjskiego Imperium, George Soros, nadal popychał legalizację narkotyków w USA, a nawet zboczył na drugą stronę bloku i stał się zwolennikiem narko-terroryzmu w Ameryce Południowej i Azji. Amoralność i bezwzględny charakter Sorosa [1] uczyniły z niego idealnego snajpera do wprowadzania w życie operacji narkotykowych Imperium. Posiadając fundusze z działalności spekulacyjnej, Soros wszczął własną wojnę z każdym przeciwnym polityce grabienia Londynu. Ponieważ handel narkotykami jest kamieniem węgielnym fizycznego i ekonomicznego grabienia narodów przez Imperium Brytyjskie, na pole bitewne Soros wybrał „wojnę z narkotykami” Lyndona LaRouche [2]. W obronie swoich przedsiębiorczych operacji narkotykowych Soros napisał: „Wojna z narkotykami szkodzi bardziej niż same narkotyki. . . Narkotyki zabijają niewielu, ubezwłasnowolniają wielu więcej, a rodzicom dają bezsenne noce. . .” [3] Ale, jak podsumował, to jest niczym w porównywaniu ze szkodzeniem krajom interweniującym w wolny rynek.

 

[1] Zob. „George Soros: snajper dla oligarchii brytyjskiej” [George Soros: Hit-Man for the British Oligarchy], Hector Rivas, w tym raporcie

 

[2] „Narkotyki Inc.: brytyjska wojna opiumowa z USA” [Dope, Inc.: Britain’s Opium War Against the United States], zespół śledczy Partii Pracy USA, New Benjamin Franklin House, Nowy Jork, NY, 1978.

 

Poprzez swoją Fundację Otwartego Społeczeństwa (OSF), Soros stale przelewał pieniądze do swojej Fundacji Polityki Narkotykowej (DPF) i Lindesmith Centre w celu agresywnej gonitwy w kwestii legalizacji narkotyków w USA. Soros stwierdził: „Kiedy postanowiłem poszerzyć operacje mojej Fundacji Otwartego Społeczeństwa, na jedną z pierwszych dziedzin zaangażowania wybrałem politykę narkotykową. Uważałem, że polityka narkotykowa była dziedziną, w której USA były w największym niebezpieczeństwie naruszania zasad otwartego społeczeństwa” [4].

 

DPF Soros wykorzystał do sfinansowania Projektu Polityki Marihuany (MPP), organizacji poświęconej przywróceniu czasów palenia trawki w Woodstock w 1968. MPP wspierała stany w całym kraju w walce o legalizację marihuany i poparła reprezentanta Barneya Franka, który nie tracił czasu by stanąć na głowie i poprzeć lobby narkotykowe wprowadzając HR 2618, uchwałę o „medycznym wykorzystywaniu” marihuany. W 1996 Soros sięgnął głębiej w majtki królowej i sfinansował inicjatywy głosowania za legalizacją „medycznej marihuany” w Kalifornii i Arizonie poprzez propozycje 215 i 200. Te propozycje zalegalizowały nawet używanie przez dzieci narkotyków I-ej klasy. W 2000 Soros podjął jeszcze dalsze wysiłki legalizacyjne i sfinansował uchwałę na rzecz ustanowienia detalicznej dystrybucji marihuany w Newadzie, tym samym zrobił pierwszy krok w kierunku poważniejszej legalizacji narkotyków.

 

[3] George Soros, „Bańka amerykańskiej supremacji: koszt wojny w Iraku Busha” [The Bubble of American Supremacy: The Costs of Bush’s War in Iraq], Public Affairs Books, Nowy Jork, NY, 2004, s. 27

 

[4] Ibid.

 

Prezes Giełdy Nowy Jork, Richard Grasso z negocjatorem FARC, Railem Reyesem, na spotkaniu w kolumbijskiej dżungli w 1999.

Prezes Giełdy Nowy Jork, Richard Grasso z negocjatorem FARC, Railem Reyesem, na spotkaniu w kolumbijskiej dżungli w 1999.

 

ANCOL. Fernando Ruiz

 

Tymczasem w Ameryce Południowej, jego działalność była jeszcze bardziej katastrofalna. Z pięścią w workach z wypranymi pieniędzmi Brytyjskiego Imperium, Soros udzielił wsparcia narkoterroryzmowi w Kolumbii, Peru i Boliwii. Jego grupa Human Rights Watch (HRW) / obu Ameryk stanowi główną część aparatu produkcji i terroru kartelu narkotykowego, wykorzystującej miliony dolarów rocznie na propagandę narkotykową. W Kolumbii stał się wiodącym finansistą walki o legalizację kokainy, i poprzez HRW atakował siły rządowe walczące z bojownikami kartelu narkotykowego, którzy mordowali ludzi w całym regionie. 8 listopada 1990 kartel narkotykowy Medellin, kierujący operacjami mordów i porwań w Kolumbii, wysłał list żądający opublikowania przez rząd raportu HRW Sorosa, który krytykował antynarkotykowe działania rządu jako naruszające prawa człowieka. Tydzień później Juan Mendez, lider Raportu HRW, wezwał do „całkowitego, jak tylko możliwe rozbrojenia” kolumbijskiego wojska w celu pozwolenia na wznowienie „wolnego handlu” narkotykami.

 

Wykorzystując dwie finansowane przez niego grupy, Andyjską Radę Producentów Liści Koki i Andyjską Komisję Jurystów, Soros zorganizował międzynarodowy projekt zwany „Coca 95″, dla wsparcia handlu narkotykami w Boliwii i Peru. Na konferencji 13-14 marca 1996 Andyjska Komisja Jurystów sponsorowała „Międzynarodowe spotkanie ws. prowadzonych badań naukowych o skutkach konsumpcji koki na ludziach”, na której mówcy atakowali antynarkotykowe wysiłki rządowe jako zagrożenie dla środowiska! Wzywając do wolnego handlu wszystkimi narkotykami, łącznie z kokainą, heroiną, marihuaną i syntetykami, Andyjska Rada Producentów Liści Koki zorganizowała zbrojny bunt w Boliwii. Soros nawet wdarł się w serce Peru, finansując kampanię prezydencką Alejandro Toledo, obalając tym samym antynarkotykowy rząd Alberto Fujimori, i jeszcze raz pogrążając kraj w chaosie.

 

Brzmi to źle? Cóż, to nic nowego. Prawdziwym powodem tych ataków na kraje jest dążenie Imperium Brytyjskiego do imperialnej kontroli. Promowanie przez Sorosa narkoterroryzmu jest odpowiednikiem „kanonierek” wykorzystywanych przez Imperium w rozpoczęciu wojen opiumowych z Chinami i Indiami w XIX wieku.

 

Wojna LaRouche z narkotykami

 

Pochodzące z ust Dicky Cheneya i jemu podobnych wyrażenie „wojna z narkotykami” wykorzystano do niesprowokowanych wojen z suwerennymi krajami, narzucania na ich rządy zmiany reżimu, wrzucania milionów groszowych konsumentów i drobnych dilerów do więzień w USA, spychania zrozpaczonych chłopów w krajach produkujących narkotyki urwiskiem do głodu, i wspierania jednego kartelu handlarzy przeciwko drugiemu, żeby trzymać kartel pod kontrola, jednocześnie zajmując postawę obojętności wobec dużych banków, które faktycznie kierują firmą Drugs Inc od samej góry.

 

Dla Lyndona LaRouche, który wymyślił frazę „wojny z narkotykami” w latach 1970, to zawsze znaczyło coś wręcz przeciwnego. 9 marca 1985 LaRouche przedstawił 15-punktowy plan wojenny na konferencji w Meksyku, która skupiała się na współpracy między suwerennymi krajami narodowymi, by zidentyfikować, zaatakować i zniszczyć głównie brytyjskie interesy [finansowe], które faktycznie kierują handlem narkotykami. Interesy te działają jako potężny prawdziwy rząd, przeciw któremu musimy toczyć wojnę.

 

Kraje powinny podpisać traktaty w celu przeprowadzenia wspólnych akcji militarnych z handlem narkotykami, „żeby konieczne formy wspólnej akcji militarnej i egzekwowania prawa nie osłabiały suwerenności narodowej żadnego z krajów sojuszniczych. . .” Pomoc wywiadowcza i technologiczna „powinna być udzielona przy asyście USA”. żeby zlikwidować wszystkie nielegalne plantacje, ośrodki produkcji i laboratoria, i wszystkie nielegalne przeloty nad granicami, które nie lądują zgodnie z instrukcjami, powinno się zestrzelić. I co najważniejsze, „system całkowitej regulacji instytucji finansowych, w celu wykrywania depozytów, transferów zewnętrznych i wewnętrznych funduszy, które muszą być rozsądnie podejrzewane o to, że są funduszami zdobytymi handlem narkotykami, muszą być ustanowione i zachowane. . . Szczególną uwagę powinno się poświęcać tym bankom, firmom ubezpieczeniowym i innym instytucjom biznesowym, które faktycznie są elementami międzynarodowego kartelu finansowego koordynującego przepływ setek bilionów rocznie dochodów z międzynarodowego handlu narkotykami”. Zaangażowani w to są winni „zbrodni przeciwko ludzkości”, w ramach standardów norymberskich. Skonfiskowane fundusze narkotykowe, dodał LaRouche, powinno się przeznaczyć „na cele dobroczynne rozwoju ekonomicznego, na podstawową infrastrukturę gospodarczą, rolnictwo i przemysł produkcji towarowej”.

 

Taka jest w istocie „wojna z narkotykami” LaRouche – i dlatego George Soros, i jego brytyjscy władcy, jej nienawidzą.

 

Brytyjska dyplomacja

 

Jeden z wiodących handlarzy narkotykami Imperium Brytyjskiego napisał, że tak długo jak spożywanie narkotyków będzie dominowało w kraju, „nie ma najmniejszego powodu obawiać się, że stanie się potęgą militarną o jakimkolwiek znaczeniu, bo zwyczaj ten wyczerpuje energię i witalność narodu” [5].

 

W ostatnich 200 latach Imperium Brytyjskie wykorzystując tę politykę zachowania swojej imperialnej kontroli świata, zdominowało handel narkotykami, wykorzystując ją do podpierania swojego strasznego systemu niewolnictwa. Brytyjska East India Company pierwsza otworzyła handel opium z Chinami w 1715, ale dopiero po zespojeniu przez Lorda Shelbourne’a w latach 1763-1783 zbankrutowanej East India Co i prawie zbankrutowanego brytyjskiego narodu w imperium globalne, Brytania miała monopol w handlu narkotykami i niewolnikami.

 

Zgodnie ze złą doktryną wolnego handlu Adama Smitha, to Imperium Brytyjskie wykorzystało swoją potęgę jako potęga morska w celu skonstruowania systemu kontrolowanego handlu i handlu narkotykami żeby tłumić narody ekonomicznie i kulturowo. Pierwszym wybranym narkotykiem było opium. Korzystając z kupców East India Co w Indiach, Indiach Zachodnich i Stanach Zjednoczonych, społeczeństwa zmuszano do uprawy opium i bawełny na niewolniczych plantacjach. Zakazując wszelkiego rodzaju produkcję w koloniach, eksportowano bawełnę, ładowano ją na królewskie brytyjskie statki, zabierano na długie trasy aż do „domu produkcyjnego” w Anglii, tkano na tkaniny, i ciągnięto całą drogę z powrotem do Indii. Tymczasem indyjskie opium eksportowano do Chin, a zyski wykorzystywano na opłacanie całego transportu statkami i produkcję importowanych tkanin! Ten system zdołał zniewolić społeczeństwa Indii, obu Ameryk i Chin, niszcząc ich ziemie i czyniąc te narody niezdolnymi do polepszenia ich zubożałej sytuacji!

 

Cesarz chiński, chory patrząc na jego zniszczony naród i próbując odeprzeć to zniewolenie kulturowe i bombardowanie społeczeństwa, „skonfiskował każdą cząstkę opium, aresztował każdego Europejczyka zaangażowanego w handel nim, i ówczesne dokumenty (1839) informują, że odciął chiński handel, ‚korzenie i gałęzie’.” [6]

 

[5] Jack Beeching, „Chińskie wojny opiumowe” [The Chinese Opium Wars], s. 258, Nowy Jork, Harvest Books, 1975

 

Wściekli Brytyjczycy zażądali by ich „towar” (opium) importowano, albo. . . Jak napisał jeden z redaktorów londyńskiego Timesa: „Wszędzie osiągnęliśmy to, by nasze towary importowano do wszystkich tych krajów. . . Żeby to osiągnąć, wykorzystujemy wszelkiego rodzaju metody, od uprzejmych zaproszeń do bombardowań. Preferujemy stosować zwykłą elokwencję, bo to jest tanie i łatwe, ale jeśli rozmowy nie odnoszą skutku stosujemy kanonierki, i w ten przekonujący sposób nakłaniamy wahających się ‚barbarzyńców’ nie tylko do akceptacji naszych niezmiennych warunków, ale także opłacenie kosztu wyprawy, dzięki czemu ich zgoda na te warunki została wymuszona. Chiny tak bardzo nie chciały posłuchać naszej rady, byli tak ślepi na uderzające zasługi naszego opium i nasze rady, że musieliśmy, z wielką przykrością, odwołać się do delikatnej siły wobec nich” [7]. Każde kwestionowanie brytyjskiej polityki imperialnej natychmiast spotykało się z kanonierkami, i w przypadku Chin, w latach 1839-1842 i 1858-1860 stoczono dwie wojny opiumowe, żeby dokończyć proces „otwarcia całych Chin” [8] na wolny handel brytyjski. Brytyjskie ambicje imperialne trwały nadal, i w końcu I wojny światowej zasięg brytyjskiego imperializmu odczuwany był wszędzie. Narody które próbowały zapobiec brytyjskiej kontroli imperialnej niszczono gospodarczo i kulturowo, a ich kraje zalewano narkotykami.

 

[6] George Thompson, „Wykłady o Indiach” [Lectures on India] w „Wykłady, listy, debaty, broszury i korespondencja George’a Thompsona [Lectures, Letters, Debates, Pamphlets, and Related Correspondence of George Thompson], Manchester University, John Rylands Library, 1834-1886.

 

[7] Jak cyt. w Henry Carey, „Odpowiedź dla londyńskiego Timesa” [Reply to the London Times], List V, s. 2

 

[8] LaRouche w Raporcie specjalnym 2004, „Żeby powstrzymać terroryzm – zamknąć Narkotyki Inc.!” [2004 Special Report, To Stop Terrorism—Shut Down Dope, Inc!], s. 96, LaRouche w 2004, grudzień  2001. www.heroin.org/images/manilaopium.html

 

Palarnia opium w Manilli, Filipiny, XIX wiek

Palarnia opium w Manilli, Filipiny, XIX wiek

 

Wróćmy do wojny z narkotykami!

 

Imperium Brytyjskie istnieje nadal jako aktywne zagrożenie dla świata obecnie, chociaż jego nazwa stała się tabu. Jeśli dałeś się nabrać na przykrywkowe historie medialne, że historia występuje tylko jako odizolowane wydarzenia i mówisz „Nie wierzę w teorie spiskowe”, to nie znasz historii. W rzeczywistości ten sam finansista i kręgi oligarchiczne które odpowiadały za chińskie wojny opiumowe w XVIII-XIX wieku, typowe dla starożytnych imperialnych modeli Babilonu, Persji i Wenecji, są odpowiedzialni za stworzenie obecnego globalnego upadku finansowego i ekonomicznego.

 

George Soros jest jednym z głównych brytyjskich narzędzi, starannie wybranym na lidera imperium, tuszującym jego obrzydliwą politykę grabieży, teraz znaną, eufemistycznie, jako globalizacja. Dzięki organizacjom takim jak Human Rights Watch i Społeczeństwo Otwarte, Soros wpycha narkotyki i niszczy narody. Soros mówi że teraz „Stany Zjednoczone, jak XIX-wieczna Brytania, mają również interes w zachowaniu międzynarodowych rynków i globalnych dóbr, takich jak oceany, otwarte dal wszystkich” [9].

 

Tak jak brytyjska East India Co zniszczyła Indie i Chiny dwu wojnami opiumowymi i dziesięcioleciami wolnego handlu, to samo imperium wzywa Sorosa na egzekucjonera w niszczeniu Stanów Zjednoczonych. Tylko poprzez usunięcie brytyjskiego wyrobnika George’a Sorosa i Brytyjskiego Imperium które reprezentuje, możemy mieć nadzieję na wytrzeźwienie dzisiejszych Stanów Zjednoczonych.

 

[9] George Soros o globalizacji [George Soros on Globalization], s. 61, Public Affairs, Nowy Jork,

 

– – –

 

George Soros: The Forced-Open Society

 

George Soros: wymuszone społeczeństwo otwarte

 

Leandra Bernstein

 

Podczas gdy światowy system finansowy chwieje się na nogach, londyńskie city jeszcze raz wypuściło George’a Sorosa by otworzył bramy piekła w obecnym strategicznym punkcie zwrotnym historii świata. Soros od dawna był figurantem wybranym do ujarzmiania narodów poprzez kierowanie funduszy z rajów podatkowych w kanały korupcyjne skromnie zamaskowane jako organizacje „filantropijne” i „praw człowieka”. jego celem jest wyeliminowanie amerykańskiego systemu suwerenności narodowej, jak sam mówi, „demokracji i społeczeństwa otwartego nie da się narzucić z zewnątrz, gdyż zasada suwerenności przeszkadza ingerencji zewnętrznej. . . Wprawdzie trudno jest ingerować w sprawy wewnętrzne suwerennych krajów, ale ważne jest zmierzenie się z problemem”.

 

To nie filantropia, a mizantropia

 

Podczas pierwszego dochodzenia w sprawie manipulacji giełdowej w 1979, George Soros zainicjował Fundusz Społeczeństwa Otwartego.

 

Fundusz miał kreować „otwarte społeczeństwa” poprzez organizacje filantropijne, obecnie działa w 29 krajach.

 

Określenie „społeczeństwo otwarte” Soros pożyczył od swojego mentora, Karla Poppera z Brytyjskiego Stowarzyszenia Arystotelesowego. Zwolennik Poppera z domieszką ekonomii Friedricha von Hayek, Soros podniósł sztandary „społeczeństwa otwartego” i „prawa wyboru narodu” w celu promowania jego własnych idei o osobistym bogaceniu się poprzez spekulacje, i prowadzenia kampanii przeciwko nowoczesnemu państwu narodowemu.

 

Uważając, że „państwa mają interesy, ale nie zasady”, Soros wyjaśnia, że idealne społeczeństwo otwarte stłumi poszczególne interesy narodowe, podczas gdy społeczeństwo międzynarodowe i struktura finansowa weźmie odpowiedzialność za tzw. wspólne dobro [1].

 

Zgodnie z tym, Soros uzbraja swoje organizacje filantropijne w gotówkę, na kupowanie kluczowych sektorów społeczeństwa, które następnie uwalnia się by obalały rząd, który próbuje zachować „społeczeństwo zamknięte” [2].

 

Jeśli naród chce kontrolować własne zasoby naturalne, jest to społeczeństwo zamknięte. Jeśli naród chce rozwijać swoją gospodarkę i siłę roboczą poprzez taryfy i przepisy, jest to społeczeństwo zamknięte. Każdy naród który odrzuca globalizację (czyli brytyjski imperializm) jest społeczeństwem zamkniętym i przedmiotem ataków Sorosa i jego gabinetu cieni składającego się z narodowych agentów.

 

Instytut Otwartego Społeczeństwa (OSI), Human Rights Watch, Fundacja Sorosa, Instytut Transparentności Przemysłu Wydobywczego, to w brytyjskim stylu placówki wywiadowcze pod nadzorem Sorosa. W 2002 Soros przyznał się do tego, że osobiście wydał $2,1 biliona w ciągu 5 lat na swoje projekty filantropijne. Jego organizacje, pisze, „Pracują z rządami kiedy mogą i niezależnie od rządu kiedy nie mogą, a niekiedy są w stanowczej opozycji. Kiedy fundacje mogą współpracować z rządem, mogą być bardziej skuteczne, a kiedy nie mogą, ich działalność jest bardziej potrzebna i bardziej doceniana, gdyż oferują alternatywne źródło finansowania dla społeczeństwa obywatelskiego. Z reguły jest tak, że im gorszy rząd, tym lepsza fundacja, gdyż cieszy się oddaniem i wsparciem obywatelskiego społeczeństwa”.

 

[1] W związku z tym podziw Sorosa dla ONZ, Światowej Organizacji Handlu (WTO), Banku Światowego i IFTI (Międzynarodowych Instytucji Finansowych i Handlowych) jest znaczny, jak również jego przeszła i obecna współpraca z tymi instytucjami i ich hierarchami.

 

[2] W celu lepszego zrozumienia tego procesu zob. grecką tragedię Eurypidesa „Bachantki” [The Bacchae] o kulcie Dionizosa

 

Fragment artykułu Lyndona LaRouche „Soros wasz wróg”:

 

W tym samym roku George Soros i liberalny imperialista (w skrócie limp, ang. limp = wiotki, scherlały) Tony Blair współpracowali nad wyraźnym atakiem na suwerenność narodową, zorganizowali Inicjatywę Transparentności Przemysłu Wydobywczego (EITI), by stworzyć międzynarodowy standard, poprzez który kraje bogate w ropę, gaz naturalny i metale strategiczne mają składać raporty o wszystkich dochodach i płatnościach odnoszących się do tych zasobów. Międzynarodowa organizacja (EITI) lobbuje rządy by przyjęły standard składania raportów, co pozwala im na wgląd w dochody firm rządowych w przemysłach strategicznych. Cokolwiek postrzegają jako zachowanie „społeczeństwa zamkniętego” stawiają przed trybunałem opłaconych demonstracji, albo, jeśli to zachowanie poważnie zagraża imperialnym interesom, można zmobilizować ONZ, Bank Światowy, IMF, WTO itp. by narzuciły sankcje. Ten proces poddawania suwerennego państwa ustalonemu międzynarodowemu standardowi zachowania, nazywa się „transparentnością”. Ustalone relacje wśród tych poddanych państw nazywa się imperium.

 

Blair wyraźnie przedstawił swoją wizję takich międzynarodowych instytucji w przemówieniu na światowym szczycie ONZ we wrześniu 2005: „Pierwszy raz na tym szczycie zgodziliśmy się w tym, że państwa nie mają prawa robić tego co chcą we własnych granicach, ale że my, w imię ludzkości, mamy wspólny obowiązek ochrony ludzi tam gdzie nie chroni ich własny rząd” [3]. EITI ma już 23 kraje na liście do połknięcia przez Wspólnotę i do ograbienia. Te kraje są głównie w Rogu Afryki (Półwysep Somalijski), ale również kluczowe państwa graniczące z Rosją i Chinami.

 

Ale wielu ludzi o jak najlepszych intencjach w Ameryce i w innych krajach wspiera Sorosa za jego „orędownictwo praw człowieka”, mobilizuje poparcie dla skończenia z „reżimami autorytarnymi” i zwiększenia „transparentności”.

 

[3] Wcześniej, w 1999, Blair zażądał od NATO zbombardowania Serbii / Jugosławii, pod pretekstem humanitarnej obrony Kosowa i Albanii przed Serbami. Odrzucenie przez Blaira zasad Traktatu Westfalskiego 1648 zainicjowało nowoczesną erę wojny wyprzedzającej i większość bałaganu na naszej rozdartej wojną planecie.

 

Walka o Eurazję

 

W historycznej ekonomicznej prognozie z 1983 roku Lyndon LaRouche ostrzegł, że jeśli Związek Sowiecki odrzuci jego Strategiczną Inicjatywę Obronną, przyjętą przez prezydenta Reagana i proponowaną Moskwie jako pole współpracy, to „wysiłki gospodarki Komecknu doprowadzą do upadku tego systemu ekonomicznego w ciągu około 5 lat”. W przemówieniu wygłoszonym w październiku 1988 w berlińskim Hotelu Kempiński, LaRouche powtórzył to ostrzeżenie: „Każdy z nas który jest członkiem tego stratum znanego jako światowej klasy politycy, wie o tym, że świat teraz wszedł w to z czym większość się zgadza – koniec ery powojennej. . . Co zrobią rządy w następnych 2 latach zadecyduje o losie całej ludzkości w tym i przyszłych stuleciach. . .Nadszedł czas na odważną decyzję ze strony polityki amerykańskiej wobec Europy środkowej”.

 

Rok później upadł Mur Berliński, i ruch LaRouche ściągnął na siebie uwagę wpływowych kręgów w całej Eurazji w kwestii prospektu budowy Trójkąta Produkcyjnego, a później Eurazjatyckiego Mostu Lądowego w celu przekształcenia kontynentu w prosperującą wspólnotę państw narodowych. LaRouche był pierwszym który zidentyfikował i pracował na rzecz nadchodzącego punktu zwrotnego w historii świata. Ale w establiszmencie brytyjskim garstka planistów strategicznych również myślała w kategoriach długofalowej historii, i przygotowywała się do możliwej zmiany reżimu w Związku Sowieckim i w Comeconie.

 

Oni widzieli kryzys w Niemczech Wschodnich, w ogóle we wschodniej Europie i Związku Sowieckim jako otwarcie dla drastycznego zwrotu w kierunku ich systemu.

 

Soros był ich zwiadowcą. Jego interwencje w całej spornej Europie wschodniej, a szczególnie w Rosji i na Bałkanach, były decydujące w przekształceniu chwili wielkiego szczęścia i nadziei – w latach 1989-1991 końca podziału Europy w wyniku zimnej wojny – w tragedię dla krajów i narodów tego regionu.

 

Wszędzie, jak mówiła kampania Sorosa o „społeczeństwo otwarte”, głównym testem „otwartości” była radykalna deregulacja finansowa i gospodarcza.

 

Soros już był w Europie wschodniej by budować swoje fundacje na długo przed upadkiem Muru Berlińskiego w 1989. Fundacja Stefana Batorego w Polsce, zarejestrowana w maju 1988, stanowiła początek europejskiego pola doświadczalnego dla modelu „terapii szokującej” Jeffreya Sachsa, później wykorzystanej w regionie dla wprowadzenia wolnorynkowej grabieży i „zaciskania pasa”.

 

Soros tak napisał o wprowadzeniu jej w Polsce: „IMF aprobował ten program i wprowadzono go 1 stycznia 1990. Był bardzo trudny dla społeczeństwa, ale ludzie zgodzili się na ten ból żeby zobaczyć realne zmiany. . . Zmniejszono inflację, ale rezultat nadal wisi na włosku z powodu powolnych zmian strukturalnych. Produkcja spadła o 30%, zatrudnienie spadło o 3%. Oznacza to, że okopane kierownictwo przedsiębiorstw państwowych wykorzystuje zwłokę zyskaną poprzez roszczenia płacowe do zwiększenia marży zysku i zatrzymania zatrudnienia pracowników. Istnieje bezkrytyczny sojusz między kierownictwem i zatrudnieniem, który będzie trudno złamać”.

 

Inaczej mówiąc, zaciskanie pasa metodą Sachsa, praca niewolnicza i zniszczenie zabezpieczeń pracowników państwowych. Istniejący, zorientowany na wojsko przemysł bloku sowieckiego nie miał służyć rozwojowi eurazjatyckiemu, lecz miał być zniszczony. Wykwalifikowani pracownicy przemysłowi Europy wschodniej mieli stać się źródłem taniej siły roboczej.

 

Był to ten sam model jaki wykorzystano w okaleczeniu Rosji. Również tu Soros był pośrodku kultywowania nowego przywództwa w celu wprowadzenia modelu Hayeka-Friedmana, jeszcze zanim rozpadł się Związek Sowiecki. W 1990 sfinansował przygotowanie przez zagranicznych jurystów i ekonomistów dokumentacji wspierającej Plan Szatalina, znanego także jako plan „500 dni” przeniesienia ZSRR do gospodarki wolnorynkowej, zamknięcia zorientowanego na wojsko przemysłu i narzucenia „dyscypliny budżetowej”. Akademik Leonid Abalkin i [nieżyjący] Walentin Pawlow, ówczesny sowiecki minister finansów, działali na rzecz zablokowania pełnej akceptacji Planu Szatalina w 1990. Ale w roku następnym pewni sponsorowani przez Sorosa młodzi ekonomiści, podczas wypraw by spotkać się z oficjelami IMF i innymi guru wolnorynkowymi na Zachodzie, przejęli władzę w pierwszym posowieckim rosyjskim rządzie za Borysa Jelcyna. To oni wprowadzili katastrofalny program jakiego chciał Soros: szokująca liberalizacja cen, prywatyzacja przemysłu państwowego, straszne interesy wyprzedaży zapasów metali strategicznych, oraz otwarte pole dla przestępczego handlu surowcami, bronią i narkotykami. Tylko na przestrzeni 5 lat, siła robocza przeniosła się z produkcji do działalności przestępczej, standard życia spadł, i były region sowiecki doświadczył najszybszej ekspansji handlu narkotykami i konsumpcji narkotyków na świecie [4].

 

W latach po rozpadzie sowietu, Soros zorganizował fundacje w 23 krajach. Po rozpoczęciu wojny bałkańskiej w 1991, Soros utopił miliony w regionie, przeznaczając $15 mln na polityczną działalność wywrotową w samej Chorwacji.

 

[4] Szerzenie się używania narkotyków zbiegło się z epidemią HIV / AIDS głównie wzdłuż trasy handlowej do Afganistanu. Obecnie Fundacja Sorosa przechwala się działaniem na polu „leczenia, popierania i usług ograniczających szkody” HIV / AIDS i gruźlicy, skutków wolnorynkowych reform Sorosa.

 

Zaznaczone na czerwono tereny pokazują kraje w których działa Otwarte Społeczeństwo w 2008.

Zaznaczone na czerwono tereny pokazują kraje w których działa Otwarte Społeczeństwo w 2008.

 

LPAC/Chris Jadatz

 

W grudniu 1966 chorwacki prezydent Franjo Tudjman zainicjował korzystny atak, mówiąc: „Dzięki pomocy Sorosa, [organizacje] całkowicie spenetrowały społeczeństwo. . . One zaangażowały w swój projekt 290 różnych instytucji, jak również setki ludzi. . . Dzięki wsparciu finansowemu wciągnęły członków w różnym wieku i z różnych klas, od studentów do dziennikarzy, profesorów uniwersyteckich i akademików, ze wszystkich kręgów kultury, ekonomii, nauki, zdrowia, prawa i literatury. . . Oni otwarcie mówią, że ich obowiązkiem jest zmiana struktur własności i rządu poprzez dotacje. . . Żeby utworzyć sprzyjającą sytuację dla działań wywrotowych obecnej władzy i sytuacji w Chorwacji, zdobycia kontroli nad wszystkimi sferami życia, zamierzają swoją energię i wpływy skoncentrować na mediach i świat kultury”.

 

W tym samym czasie Soros założył Międzynarodową Fundację Nauki (ISF), proponując znaczne dotacje dla rosyjskich naukowców. Ludzie byli biedni i szukali środków do życia, Soros wkroczył zz projektami i pieniędzmi. Wielu zwierzyło się, że wiedzieli, iż to było złe, ale potrzebowali pieniędzy by przeżyć. Chociaż mógł płacić naukowcom, inwestycje R & D Sorosa nie wystarczały na dokończenie przełomowej pracy. Amerykańskie źródła wywiadowcze były przekonane, że Soros chciał tylko zdobyć od nich informacje. Początkowo ISF oferowała duże dotacje, ale kiedy Soros stopniowo wycofywał fundusze, wyciągnął z kraju jedynie młodych naukowców, odbierając Rosji najbardziej konieczne zasoby naturalne.

 

W 1997 Soros zagwarantował $300-500 mln infuzji funduszy w Rosji w ciągu kolejnych 3 lat, poprzez Fundację Sorosa i Instytut Społeczeństwa Otwartego (OSI). 7-częsciowy pakiet miał na celu uczynić Sorosa niezastąpionym w dziedzinach, w których Rosję bolało najbardziej: służba zdrowia, edukacja, kultura, książki (poprzez program dotacji podręczników, OSI zdobyła poparcie w rosyjskich szkołach), dostęp do internetu, prawo i samorząd, oraz przekwalifikowanie personelu wojskowego.

 

W szczytowym okresie ekspansji OSI w Eurazji, Soros nadal również tam prowadził gry rynkowe. Za 41 mln capnął 25% rosyjskiej telekomunikacji państwowej, a później je sprzedał. W rosyjskim upadku papierów wartościowych w sierpniu 1998, przyspieszonym przez falę funduszy spekulacyjnych uciekających z chaosu wywołanego przez Sorosa i operacje walutowe funduszy hedgingowych w Azji płd-wsch, Quantum Fund i inne jego fundusze straciły $2 biliony.

 

W czerwcu 2003 Soros ogłosił, że zmniejszał finansowanie swoich operacji w Rosji, by bardziej skupić się na Stanach Zjednoczonych, kiedy „zaangażował się w problemy globalizacji”, i od 11 września „rolą odgrywaną przez Stany na świecie”.

 

12 czerwca tego roku OSI ogłosił inicjatywę wydania $800 mln w następnych 10 latach na „rozwój demokracji i stopniowych reform w Stanach Zjednoczonych”. Stypendyści będą finansowani by zbadać jak można wykorzystać organizacje takie jak ONZ i UE do „wpływania albo ograniczania nieliberalnego zachowania”, i jak stabilność i ład można zachować po upadku „autorytarnego reżimu”.

 

Szokujące ataki hord Sorosa dokonane na Wschodzie powinny być ostrzeżeniem dla tych w USA, którzy nadal sprzyjają „reformom demokratycznym” i projektom „społeczeństwa otwartego” Sorosa.

 

Żadnej transparencji w rajach podatkowych

 

Wbrew romantycznym opiniom o super-finansiście George’u Sorosie, on nigdy nie działał sam w wielu swoich operacjach, i jego głównym celem było ratowanie własnej głowy przed sponsorami.

 

Dziesięć lat przed zorganizowaniem Funduszu Otwartego Społeczeństwa Soros opuścił stanowisko w Arnhold & S Bleichroeder Inc [5] ze sponsorowaniem na rozpoczęcie Quantum Fund NV, który rzekomo zarządzał $11-14 bn w 2001. Zarówno Quantum Fund jak i Soros Fund Management działają jako istotne źródła pieniędzy idących na wyżej wymienione projekty międzynarodowe. Ustanawiając je w Antylach Holenderskich, protektoracie brytyjskim, i wyłączając amerykańskich obywateli z inwestowania w funduszu czy zasiadaniu w zarządzie, Soros unika nadzoru amerykańskiego egzekwowania prawa, amerykańskich podatków i innych przepisów, chociaż żąda transparentności od wszystkich innych.

 

Soros tak bardzo przeszedł samego siebie by uniknąć amerykańskich przepisów podatkowych, że nie jest nawet w zarządzie własnego funduszu, ale służy jako oficjalny „doradca inwestycyjny” przez nowojorski Soros Fund Management. Zamiast tego lista inwestorów i członków zarządu Quantum Fund jest pełna finansistów brytyjskich, włoskich i szwajcarskich, z królową Elżbietą II na szczególnej pozycji na liście ważnych klientów. Członek zarządu Quantum Richard Katz jest również w zarządzie londyńskiego banku handlowego N M Rothschild & Sons, i szefem Rothschild Italia SpA; Nils O Taube jest szefem londyńskiej grupy inwestycyjnej St James Palace, głównego partnera lorda Rotschilda; i George Karlweiss ze szwajcarskiego Banka Privata Edmonda de Rothschilda.

 

Jak mówią wywiady i opublikowane materiały, Karlweiss odegrał istotną rolę w przekazaniu Sorosowi początkowego kapitału założycielskiego dla Quantum. Aparat bankowy Rothschildów, z międzynarodowymi filiami, był i jest nadal ośrodkiem sponsorowanych przez Brytyjczyków operacji brudnych pieniędzy i wojny finansowej, od prania pieniędzy, grabieży surowców, interesów narkotyki-za-broń, sponsorowania międzynarodowych sieci przestępczych i ważnej kontroli handlu złota – niezbędnych dla globalnego handlu narkotykami.

 

Członek zarządu Quantum i wiodący finansista szwajcarski Edgar de Picciotto uczestniczył w rozpoczęciu ataków na europejską organizację LaRouche w drugiej połowie lat 1980, kiedy przepuszczał pieniądze przez szwajcarski think-tank Geo-Pol, by finansować skorumpowanego Laurenta Morawca, obecnie rezydującego w neo-con Instytucie Hudsona [6].

 

[5] Arnhold & S Blechroeder Inc. reprezentował bankowe interesy Rothschilda w Niemczech za czasów kanclerza Bismarcka. Od 1993, obok Citibank, był głównym kustoszem Quantum Fund.

 

De Picciotto jest teraz prezesem Union Bancaire Privee, tworu mrocznej fuzji z Trade Development Bank Edmunda Safra, zaangażowanego w aferę Iran-Contra. Safra, który stał się zbyt brudny nawet dla wykorzystania przez Brytyjczyków, został pokazowo zamordowany w 1999 podczas dochodzenia prowadzonego przez władze szwajcarskie i amerykańskie w sprawie wykorzystywania jego Republic Bank of New York w transferach bilionów banknotów Rezerw Federalnych dla kontrolowanych przez mafię banków w Moskwie na początku lat 1990. Prowadzono także śledztwo w sprawie prania brudnych pieniędzy z tureckiego i kolumbijskiego handlu narkotykami.

 

[6] W pochodzącym z 2001 „Strategicznym memorandum: zobacz co stało się w Brazylii” [Strategic Memorandum: Look What Happened in Brazil], Lyndon LaRouche opsuje Laurenta Morawca jako „prawdziwego ‘Beetlebauma’ z legendarnego mitycznego wyścigu konnego, i zużytą padlinę polityczną, obecnie posiadającego instytucje o specyficznym zapachu”.

 

Rosyjscy wieśniacy - Ogoniok, luty 1989

Rosyjscy wieśniacy – Ogoniok, luty 1989

 

Sowieckie kobiety pokazują kartki na zakup żywności – Ogoniok, marzec 1991

Sowieckie kobiety pokazują kartki na zakup żywności – Ogoniok, marzec 1991

 

Zdaniem byłych oficerów wywiadu amerykańskiego Departamentu Stanu, znających sprawę Sorosa, Quantum Fund swoje biliony zgromadził od „cichych inwestorów”, takich jak Marc Rich, jak również agentów Mosadu jak Shaul Eisenberg i Rafi Eytan.

 

W czasie rozpadu Związku Sowieckiego, inwestor Quantum Fund – Marc Rich [7], odegrał istotną rolę w szmuglowaniu surowców. To on zorganizował podkład pod przymuszenie zdesperowanych i skorumpowanych liderów rosyjskich i sowieckich do sprzedaży narodowego bogactwa zasobów na rynkach globalnych. Następnie te pieniądze wywieziono z kraju i zainwestowano w rajach podatkowych. Rich, amerykański uciekinier od 1984, grabież organizował ze swojego biura w Londynie, gdzie pomagał rosyjskim kontaktom sprzedawać te zasoby zwykle wykorzystywane w krajowej konsumpcji.

 

Przez 17 lat Rich był zbiegiem w Londynie przed zarzutami o uchylanie się od płacenia podatków, oszustwo i handel z wrogiem (Iran). Rich zatrudnił Lewisa Libby jako osobistego obrońcę. W 2001 Al. „cuchnący opos” Gore pomógł uzyskać Richowi prezydenckie ułaskawienie w końcowych godzinach kadencji Billa Clintona. Później w zeznaniach przed Kongresem, Libby potwierdził, że załatwił ułaskawienie dla Richa poprzez byłego szefa persinelu Gore’a – Jacka Quinna (jak również dwu byłych agentów Mosadu zatrudnionym przez Richa).

 

Drobna rada

 

Gospodarka globalna przechodzi teraz przez wybuch hiperinflacyjny. Instytucje międzynarodowe i sieci finansowe przedstawione powyżej, których działalność jest nielegalna względem Konstytucji Federalnej USA, przez dziesięciolecia ustawiały się żeby teraz przejąć kontrolę. Teraz możliwe jest by amerykański rząd natychmiast zamknął brudne operacje Sorosa i rozpoczął proces regeneracji przedstawiony przez LaRouche’a w „Trzech krokach do przetrwania” [Three Steps to Survival].

 

Byłoby mądre by wszyscy którzy obecnie bronią George’a Sorosa przyjmując od niego pieniądze zastanowili się: Niezależnie od tego co się wydarzy, jeśli Zjednoczone Królestwo dalej będzie szło swoim kursem, brytyjski plan imperialny (1763-2008) czeka bardzo wczesny i brzydki koniec. Wszystkim co pozostanie wątpliwe w tej historii jest, czy rozpad imperium brytyjskiego pociągnie za sobą resztę europejskiej cywilizacji, do przedłużonego mrocznego wieku na całej planecie, do upadku na zawsze Brytanii lorda Shelburne’a, która aspirowała do bycia wiecznym następcą upadłego Imperium Rzymskiego. Czy te pieniądze są naprawdę tego warte? [8]

 

[7] Przed uruchomieniem $2.5 bn na handel „zasobami naturalnymi” z Rosją, Marc Rich rozpoczął trójstronny handel bronią, ropą i narkotykami, wokół wojen afgańskiej i irackiej. Zob. Raport Specjalny EIR „Zatrzymać terroryzm = zamknąć Dope Inc.” [To Stop Terrorism – Shut Down Dope Inc.] (2001), oraz „Prawdziwa historia golema Sorosa” [The True Story of Soros the Golem] (1997)

 

[8] Lyndon H LaRouche Jr., “To utracone i okrutne imperium” [That Doomed & Brutish Empire], EIR Vol. 35, No. 11, 14.03.2008

 

Sprawa Malezji

 

The Case of Malaysia

 

Alexandra Perebikovsky

 

Technicznie Malezja uzyskała niepodległość od Imperium Brytyjskiego w 1957. Ale od tego czasu brytyjskim zamiarem było wykorzystywanie tego kraju jako własnego placu zabaw dla swojego chaosu wolnego handlu i operacji grabieży. W 1977 Lyndon LaRouche stwierdził: „wolny handel stosowany wobec narodów Azji płd.-wsch. jest tylko nową formą kolonializmu, którego owocem jest masowy mord. Pod tym względem nie ma żadnej różnicy dla ludzi między wolnym handlem i nazizmem”.

 

Do kryzysu walutowego w połowie lat 1990, Malezja była zagorzałym zwolennikiem globalizacji, chociaż podejmowała istotne kroki w kierunku rozwoju w latach po zdobyciu niepodległości. Od zatrudnienia przez Brytyjczyków George’a Sorosa w Azji płd.-wsch. w celu dokonania grabieży walut tych krajów, Malezja zmieniła swoje poglądy. W połowie lat 1990 Lyndon LaRouche przepowiedział, że tzw. „tygrysy” południowo-wschodniej Azji [1], po latach globalizacji, napływu krótkoterminowego kapitału spekulacyjnego i destrukcyjnej działalności spekulacyjnej, doświadczą takiego samego losu jak Meksyk po 1995 – całkowitego upadku. Faktycznie, w miesiącach przed lipcem 1997, Soros niestrudzenie działał by prowadzić londyńską wojnę walutową, z zamiarem załamania gospodarek Azji płd.-wsch. Tygrysie gospodarki uległy napływowi kapitału spekulacyjnego w latach 1990, co stworzyło gospodarki balonowe [ang. bubble economies] oparte na zawyżonej wartości zapasów i usług finansowych. „Gwarancje” rządowe inwestycji zagranicznych narzucone przez zachodnich spekulantów ostatecznie zbankrutowały gospodarki krajowe Azji płd.-wsch.

 

Soros sfinansował dużą część tego kapitału spekulacyjnego. Swój atak rozpoczął od waluty tajlandzkiej i malezyjskiej w lutym 1997 „z niespotkanym przeze mnie zapałem od udanego ataku na kilka europejskich walut około 3 lata temu” – jak mówi pewien analityk [2]. Dzięki spekulacjom na przyszłych rynkach, Quantum Fund Sorosa zarobił $1,2 bn. Przyjął krótkoterminową pozycję przeciwko tajlandzkiej bahcie, filipińskiemu peso, indonezyjskiej rupii i malezyjskiemu ringgit, wywołując ich spadek o 40-70%, niszcząc giełdy i rezerwy walutowe.

 

Punkt krytyczny był w lipcu 1997 kiedy tajlandzki baht zmuszono do zawieszenia, z ponad 20% dewaluacją, kiedy rząd wydał ponad $15 mld na nieudaną obronę swojej waluty. Narzucone przez IMF na te kraje warunki zaciskania pasa po upadku cofnęły ich gospodarki o 15-20 lat w ich potencjale rozwojowym i standardzie życia.

 

[1] Okazuje się, że azjatyckie tygrysy płd.-wsch. nie były lepsze od tych tygrysów notorycznych „magików” Siegfrieda i Roya – wszyscy naćpani

 

[2] Jak przedstawił dyrektor badawczy Instytutu Dawai Peter Scheifelbein, w dniach po spotkaniu ze

 

SLORC (State Law and Order Restoration Council – Państwowa Rada Porządku Publicznego) Myanmaru

 

20 września 1997 malezyjski prezydent dr Mahathir bin Mohammed stanął przed IMF i przekornie wypowiedział się przeciwko polityce grabieży Imperium Brytyjskiego:”My w Malezji śmieliśmy się z sugestii, że nasz kraj pójdzie w ślady Meksyku. . . Ale teraz już wiemy lepiej. Wiemy dlaczego zaproponowano że Malezja pójdzie takim sposobem jak Meksyk. \teraz wiemy, że nawet upadek Meksyku był zmanipulowany i zmuszony do katastrofy, gospodarki innych krajów również mogą zostać nagle zmanipulowane i zmuszone do pokłonienia się menadżerom wielkich funduszy, którzy teraz stali się osobami decydującymi o tym kto powinien się rozwijać a kto nie”.

 

Przed atakiem na rynki płd.-wsch. Azji, Mahathir był otwartym zwolennikiem globalizacji. Ale po zorganizowanym przez Imperium Brytyjskie przejęciem malezyjskiej gospodarki, fantazja o „wolnym handlu” została złamana. Nawiązując do propozycji ekonomisty Lyndona LaRouche’a, dr Mahathir rozpoczął własny atak przeciwko spekulantowi George’owi Sorosowi, nazywając go „moronem”.

 

Raport specjalny EIR „Prawdziwa historia golema Sorosa: profil mega-spekulanta George’a Sorosa” [The True Story of Soros the Golem; A Profile of Mega-Speculator George Soros] krążył w wiodących kręgach malezyjskich. Londyn, zaskoczony nagłą reakcją Mahathira, wypuścił szereg oszczerstw, w tym artykuł opublikowany w azjatyckim Wall Street Journal 19 września 1997 zatytułowany „Malezyjski Mahathir znajduje dziwne źródło dla kampanii o Sorosu; media azjatyckiego kraju podsłuchują amerykańskiego teoretyka spiskowego Lyndona LaRouche Jr.”. W próbie zniszczenia wszelkiego wpływu czy koneksji Malezji z LaRouche, Londyn jeszcze raz zarudnił Sorosa by posprzątał bałagan. Soros otrzymał szansę obronienia się przed oskarżeniami premiera Mahathira i próbował zaprzeczać oskarżeniom – ale bez sukcesu:

 

Ted Koppel: Tu mówi pan o malezyjskim premierze.

 

George Soros: Zgadza się.

 

Koppel: A on, to znaczy jego zarzut jest taki, że pan postanowił systematycznie niszczyć malezyjską walutę.

 

Soros: O to jest absolutny nonsens. Teraz, jak wie pan, co mogę więcej powiedzieć? To jest absolutnie bezpodstawne.

 

Koppel: Bo – powiedzmy to w bardziej zrozumiałych kategoriach. Chodzi mi o to, że gdyby mógł pan osiągnąć zyski niszcząc malezyjską walutę, wycofałby się pan z tego?

 

Soros: Niekoniecznie, bo to byłoby niezamierzoną konsekwencją mojego działania. A nie jest moim zadaniem jako uczestnika kalkulowanie konsekwencji. Taki jest rynek. Taki jest charakter rynku. Więc jestem uczestnikiem na rynku.

 

Koppel: Apolityczny, amoralny?

 

Soros: Dokładnie tak [3].

 

Reakcja

 

We wrześniu 1998 dr Mahathir zszokował świat deklarując suwerenną kontrolę waluty, malezyjskiego ringitt, dając walucie stały kurs wymiany do dolara, a tym samym skutecznie kończąc zdolność spektatorów grabienia kraju poprzez spekulację walutą. Soros i cała zachodnia oligarchia finansowa wpadła w szał, twierdząc iż dr działania Mahathira przeciwko ortodoksji IMF wywołają potępienie jego kraju. Faktycznie, co później było oczywiste dla wszystkich, jego obrona suwerenności kraju uratowała społeczeństwo od zniszczenia doświadczanego przez każdy inny kraj poddany rzeźnickiemu nożu Sorosa.

 

Po wyłamaniu się Melezji z globalizacji, London rozpoczął jeszcze brzydszą operację by wywołać w Malezji kryzys wewnętrzny. Anwar Ibrahim był wicepremierem i wybranym następcą Mahathira, i stał się celem dla brutalnej operacji imperium.

 

Później Anwara usunięto ze stanowiska wicepremiera, gdyż „brakowało mu standardów moralnych wymaganych” do kierowania krajem. Finansowany przez Sorosa i jego kumpli poprzez Fundację Otwartego Społeczeństwa, Anwar przystąpił do wszczęcia kampanii obalenia malezyjskiego rządu. Przedstawiał się jako bojownik o wolność i czampion społeczeństwa wolnego rynku, krytykując protekcjonistyczną politykę ekonomiczną nowego rządu, i oskarżył go o przeprowadzenie spisku by go zniszczyć. Tymczasem organizacje Praw Człowieka i Otwartego Społeczeństwa odegrały swoją rolę w szkalowaniu Mahathira jako „ostatniego ze starej linii azjatyckich despotów” i pokazały Anwara jako „reformatora” próbującego wyzwolić malezyjski naród.

 

[3] Nagrany wywiad z Tedem Koppelem, ABC News Nightline, 7.10.1998

 

Premier Malezji dr Mahathir bin Mohammed w 2002. Swiss-image.ch/Remy Steinegger

Premier Malezji dr Mahathir bin Mohammed w 2002. Swiss-image.ch/Remy Steinegger

 

Zachodnie media, łącznie z Wall Street Journal, nadal napędzały chaos w Malezji, mówiąc: „Wyrzucenie w środę wieczorem malezyjskiego wicepremiera Anwara Ibrahima zasygnalizowało koniec walki o duszę ważnego narodu. . . W kraju i zagranicą, p. Anwar stał się symbolem aspiracji demokratycznych i otwartego myślenia nowego pokolenia, bardziej nieskrępowanego na świecie i mniej obarczonego bólem starych lekceważeń i frustracji niż człowiek którego miał zastąpić” [4].

 

Nawet kumpel Sorosa, Al. Gore, poparł spekulantów [5].

 

13 listopada 1998 prezydent Clinton został zaproszony w celu wygłoszenia przemówienia na Azja-Pacyfik Forum Współpracy Ekonomicznej (APEC) w Malezji. Z uwagi na surowość kryzysu irackiego, Clinton musiał zostać w kraju i za siebie wysłał Ala Gore. Wynikająca z tego katastrofa miała miejsce 16 listopada, kiedy Gore wygłosił przemówienie przed radą doradców biznesu APEC, w którym wezwał do „krótkoterminowego” wyzdrowienia poprzez pozwolenie by „wolne rynki zadziałały swoją magią”, i chociaż nie wymienił nazwiska, wybrał Anwara Ibrahima nad Mahathira do rządzenia krajem” [6].

 

Posypując ranę solą, Gore powtórzył wołania Anwara o nowy rząd: „Naród zaakceptuje poświęcenie w demokracji, nie tylko z powodu jego roli w wybraniu go, ale dlatego, że naród słusznie uważa iż ewentualnie na tym skorzysta. . . W tym roku przekaz z Indonezji jest nieomylny: naród chce wziąć odpowiedzialność za swoją przyszłość – jeśli będzie miał władzę decydowania o tej przyszłości. . . Demokracja stawia pieczęć legalności reformom, które trzeba przeprowadzić by być skutecznym. Tak więc, wśród narodów przechodzących kryzys ekonomiczny, nadal słyszymy wołania o demokrację i reformy w wielu językach – ‚władza narodu’, ‚doi moi’, ‚reformasi. Słyszymy je dzisiaj – tutaj – od odważnego narodu malezyjskiego”. Po zirytowaniu malezyjskiego rządu i rozzłoszczeniu malezyjskiego narodu Gore szybko opuścił imprezę. kilka dni później minister spraw zagranicznych Abdullah Badawi wysłał do USA gorący list protestu, ostrzegając, że Stany Zjednoczone będą odpowiedzialne za podżeganie do niestabilności.

 

[4] The Wall Street Journal, 3.09.1998

 

[5] W dekadzie interwencyjnym, o masie do stracenia, Al Gore wyrzucił go za własnego przedsięwzięcia spekulacyjne na rynku węgla cap-and-trade.

 

In the intervening decade, with weight to spare, Al Gore threw it behind his  own speculative venture in the cap-and-trade carbon market.

 

[6] W tamtym czasie Anwar przebywał w areszcie i był sądzony pod zarzutem korupcji i sodomii.

 

Malezja dzisiaj

 

Eskapady Sorosa, Gore i innych londyńskich kumpli w Malezji można postrzegać tylko na jeden sposób – dalszych celów Imperium Brytyjskiego, destabilizacji Azji płd.-wsch. Dzisiaj Abdullah Badawi przejął stanowisko premiera, a Anwar, z jedną ręką przyklejoną na stałe do żarłocznych worków z pieniędzmi Sorosa, dalej prowadzi działania w celu destabilizacji rządu, łącznie z jego zamierzonym kupowaniem parlamentarzystów z partiii opozycyjnej, Organizacji Politycznej Zjednoczonych Malezyjczyków [ang. United Malays Political Organization]. Czas pokaże los Malezji. Ale w kontekście obecnego globalnego upadku finansowego, jej przyszłość zależy od wprowadzenia porozumienia czterech władz Lyndona LaRouche [7] i zniszczenia Imperium Brytyjskiego i jego kumpla, George’a Sorosa.

 

[7] Zob. „Trzy kroki do przetrwania”, Lyndon H LaRouche [Three Steps to Survival], EIR, 28.03.2008

 

Al Gore na spotkaniu w Davos, styczeń 2008. World Economic Forum/swiss-image.ch

Al Gore na spotkaniu w Davos, styczeń 2008. World Economic Forum/swiss-image.ch

 

George Soros kupuje nominację; Obama ją pożycza

 

George Soros Buys the Nomination; Obama Borrows It Ed Hamler

 

Trwające wybory prezydenckie 2008 reprezentują import do procesu politycznego w USA strategii Sorosa które wykorzystywał w powszechnej działalności wywrotowej w innych krajach MoveOn.org, ogromnie finansowana przez Sorosa organizacja, odegrała główną rolę w zdobyciu przez Baracka Obamę nominacji demokratów, pomimo wyraźnej przewagi Hillary Clinton w głosach. Choć ustawiona jako instrument pro-Obama dużo wcześniej, już w lutym 2008, MoveOn oficjalnie wsparła kampanię Obamy, wysyłając mu armię „ochotników” i zorganizowaną machinę pieniężną i bazę do gromadzenia funduszy. Jak wielokrotnie ostrzegał Lyndon LaRouche, Obama sam jest jednorazowy w planie oligarchii finansowej w zdobyciu prezydentury ISA pod warunkami upadku ekonomicznego. Został promowany w celu zniszczenia kandydatury Hillary Clinton i jej potencjału na Rooseveltowskie rozwiązanie upadku finansowego.

 

MoveOn.Org

 

W 1998 powstała MoveOn.org, otrzymując istotne wsparcie ze strony najbardziej faszystowskich demokratów w partii, Joe Liebermana i Daniela Patricka Moynihana, żeby udzielić nagany prezydentowi Clintonowi z powodu skandalu z Moniką Lewinsky. Stojąc przed światowym kryzysem gospodarczym w 1998 prezydent Clinton nawoływał do „nowej architektury finansowej”, powtarzając wołanie Lyndona LaRouche o nowy system finansowy z Bretton Woods.

 

Tymczasem Soros zaangażował się w wojnę walutową, która celowo złamała tajlandzkiego bahta, malezyjskiego ringitta i włoskiego lira. Zaraz po wołaniu prezydenta Clintona o nową architekturę finansową, wybuchł skandal z Lewinsky. Kierowany przez Newt Gingricha Kongres, razem ze zdradziecką frakcją Ala Gore w Partii Demokratycznej zasiliły wywołaną furią medialną, skutecznie niszcząc program gospodarczy rządu Clintona do końca jego kadencji.

 

W swoim dążeniu do krytyki prezydenta Clintona, MoveOn pokazał skłonność do politycznej prostytucji, docenianą przez kontrolerów Sorosa. Soros zrobił ruch by kupić MoveOn. W 2004 MoveOn, tzw. organizacja „oddolna”, praktycznie już należała do George’a Sorosa.

 

Jak mówi Michelle Goldberg w artykule zamieszczonym na Salon.com [1], ten proces rozpoczął się w 1003. Soros i jego towarzysze postanowili wlać tony pieniędzy do kufrów MoveOn. Ich całkowity udział w latach 2003-2004 wynosił około $6.2 mln, największy wkład „dla partii / organizacji politycznych” w ogóle. W latach 2003-2004 Soros i MoveOn poważnie wsparli mleczaka z Wall Street Howarda „Scream” Deana na prezydenta [ang. scream = krzyk /zabawny facet]. Później zmobilizowali się by zapewnić mu wygodne miejsce prezesa Partii Demokratycznej by zrobił to co potrafi najlepiej: przegrać! Misją prezesa Deana była demoralizacja niższych 18% przedziałów dochodowych (prawdziwa baza partii) i werbunek białych kołnierzyków i zamożnych profesjonalistów, uzależnionej od MySpace młodzieży, oraz licznych mniejszości i związkowców, którzy sprzedadzą swoje dusze jako nowa „demokratyczna większość”. Pomimo prowadzonego przez Deana sabotażu, amerykańskie społeczeństwo dało demokratom zdecydowane zwycięstwo w wyborach 2006, stawiło się w rekordowej liczbie by głosować za końcem wojny i uzdrowieniem gospodarki. Ale już w październiku następnego roku, poparcie społeczne Kongresu zmalało, z 80% do poniżej tego dla prezydenta Busha, dzięki roli Deana i Pelosi w blokowaniu każdej inicjatywy odwrócenia szkód dokonanych przez Busha i Cheneya. Misja została zrealizowana.

 

[1] Michelle Goldberg, “MoveOn podnosi się” [MoveOn Moves Up”, Salon.com, 1.12.2003

 

MoveOn odegrała także aktywną i istotną rolę w kampanii nacisków by zagwarantować, że sen. Clinton wypadnie z biegu na stanowisko prezydenta, działała jako organizacja fasadowa dla Sorosa i jego władców. MoveOn.org wysłała pełną mędrkowania e-mailową petycję, ironicznie atakując Clinton za wywieranie nacisku na superdelegatów o wsparcie. Wzywała superdelegatów by pozwolili wyborcom decydować kto będzie nominatem demokratów:

 

„Opowiedz się za demokracją w Partii Demokratycznej.

 

„Grupa milionerów – sponsorów demokratów grozi zaprzestaniem wspierania demokratów w Kongresie, gdyż Nancy Pelosi powiedziała, że to naród, a nie superdelegaci powinni zadecydować o prezydenckiej nomminacji.

 

„Oni są zwolennikami Clinton i próbują wykorzystać swój status hazardzisty dla wzmocnienia liderów demokratycznych.

 

„Więc powiedzmy Nancy Pelosi, że jeśli będzie opowiadać się za zwykłymi Amerykanami, tysiące nas ją zaakceptują.

 

„Zgromadzone petycje wraz z twoim osobistym komentarzem zostaną przedstawione przewodniczącej Nancy Pelosi i przywództwu demokratów.

 

„Pełny tekst petycji:

 

„Demokratyczna nominacja powinna być rozstrzygnięta przez wyborców, anie przez superdelegatów czy partyjnych hazardzistów. Daliśmy pieniądze – i czas – dla postępowych kandydatów i spraw, i będziemy wspierać Pelosi i innych, którzy opowiedzą się za demokracją w Partii Demokratycznej”.

 

Oczywiście, kiedy sen. Clinton wygrał wgłosowaniu powszechnym i prawdziwi hazardziści świata i establiszment partyjny zjednoczyli się za Obamą, MoveOn pokazał się w pełni widoczny jako przeznaczony na stracenie twór tych samych sił.

 

Skoro sen. Clinton faktycznie wygrał głosowanie, to czy MoveOn będzie upierała się przy swoim stanowisku?

 

Nigdy nie przepuszczając „okazji”, Soros również odniósł osobiste korzyści z jednej z największych kampanii MoveOn. W 2006 MoveOn i Ośrodek Amerykańskiego Postępu (Center for American Progress) zainicjoał kampanię przeciwko Halliburtonowi Cheneya. Akcje Halliburtona spadły z $40 do $26. Podczas gdy MoveOn działał przeciwko Halliburtonowi, Soros stopniowo wykupił 1.999.450 akcji. W grudniu 2006 te akcje stanowiły ponad 2% jego całkowitych udziałów, czyniąc Halliburton największą inwestycją Soros Fund Management w tamtym roku. Następnie ataki na Halliburtona ustały i ich wartość giełdowa zaczęła rosnąć do dzisiejszej ceny $50 za akcję.

 

Democracy Alliance [Sojusz na rzecz Demokracji]

 

Innym ruchem w wysiłku Sorosa przejęcia Partii Demokratycznej było utworzenie przez niego Democracy Alliance. W 2005 George Soros i 70 milionerów i miliarderów zebrali się by omówić dalsze plany przekupienia tej partii. Washington Post napisał 27 lipca 2006, że był wymóg by każdy członek Democracy Alliance przekazał organizacji $200.000, ale wiekszość członków przekazała większe fundusze, i Soros był jednym z trzech największych sponsorów. Fundusze Democracy Alliance przekazano organizacjom takim jak Ośrodek Postępu Ameryki (CAP) i Stowarzyszenie Organizacji Wspólnotowych na rzecz Reformy Teraz (ACORN). Organizacje te odegrały rolę w operacjach przeciwko sen. Clintonowi w początkowej kampanii wyborczej [primary campaign].

 

Na przykład 13 maja, w dniu prawyborów w Zach. Wirginii, John Edwards publicznie przedstawił swoje stanowisko w kwestii kandydata którego poprze na prezydenta przed konwencja nominującą w sierpniu. Następnego dnia wyszedł z poparciem Obamy, po pokonaniu Obamy przez sen. Clintona w prawyworach w Zach. Wirginii.

 

W ten sposób Edwards uczestniczył w spektaklu publicznym, oznaczającym złagodzenie bólu milionów głosów otrzymanych przez Clintona w najbiedniejszym stanie w kraju. Edwards właśnie rozpoczął kampanię zwalczania ubóstwa pod hasłem „Połowa z dziesięciu”, która zamierza zmniejszyć ubóstwo o połowę w ciągu najbliższych 10 lat. Kampania Edwardsa przeciwko ubóstwu otrzymała znaczne dofinansowanie z kontrolowanych przez Sorosa organizacji CAP i ACORN. Oprócz zagrożeń i innych znanych taktyk nacisków wykorzystanych przeciwko superdelegatom, można się zastanawiać, co można było zarzucić Edwardsowi w sprawie finansowania najbliższych mu programów?

 

Barack Obama

 

Sam Obama od kiedy został senatorem Illionois był obdarzany dotacjami Sorosa. Kariera Obamy w polityce krajowej katapultowała dzięki funduszom George’s Sorosa w kampanii do senatu w 2004. W ciągu kampanijnego roku Soros miał oko na Obamę. 4 lipca 2004, miesiąc przed konwencją nominującą demokratów w Bostonie, Obama był jedynym kandydatem z którym Soros spotkał się osobiście w tym roku w swoim nowojorskim domu.

 

W tym samym roku Soros i jego rodzina zebrali dla Obamy $60.000.

 

W 2006 Obama, senator stanu Illinois, miał duzo wieksze plany. ponownie spotkał się z Sorosem w jego biurze na Mahnhattanie. To spotkanie trwało około godziny. Tuz potem Soros przedstawił Obamę kilkunastu najwiekszym sakwom w polityce, łącznie z finansistą i manadżerem funduszy hedgingowych Orinem Kramerem i szefem amerykańskiego Union Bank of Switzerland, Robertem Wolfem. Tydzień później Wolf zjadł kolacje z Obamą w Waszyngtonie DC w celu opracowania strategii jego kampanii, i miesiąc później Obama rozpoczął oficjalną kampanię prezydencką.

 

W styczniu 2007 Obama ogłosił swoją kandydaturę na prezydenta. W ciągu tylko kliku miesięcy Soros i Wolf zebrali dla Obamy $500.000. Od kwietnia do okresu prawyborów Soros i jego kompani organizowali serię zbiórek i praktycznie zagwarantowali ciagły ptrzypływ funduszy na jegi kampanię.

 

Faktycznie Soros odegrał duza rolę w zmianie prowadzenia kampanii politycznych w Ameryce, dzieki udzieleniu poparcia dla legislacji reformy kampanii McCaina-Feingolda w 2002.

 

Otwarte Społeczeństwo Sorosa uważa, że zapewniło istotne wsparcie logistyczne dla legalizacji mobilizowania się i innych fundacji do lobbowania za legislacją i zbiórki funduszy koniecznych dla jej obrony przed konsekwentnymi procesami sądowymi. W wyniku uchwały McCaina-Feingolda i późniejszych wydarzeń, PACs z bogatymi sponsorami jak MoveOn, „ruchami” internetowymi, i bogatymi zbieraczami funduszy, jak ci którzy przeważaja w kampanii Obamy, zastąpili organizacje wyborców, i przez to stali się głównym punktem wszelkiej działalności politycznej. Dlatego kiedy już porozdzielano ogromne kwoty w gotówce, kiedy już spłacono wsparcie Clintona, czy jest jakas tajemnica co do tego w jaki sposób Obama najwyraźniej dostał nominację?

 

Your Enemy, George Soros

 

EIR The Soros Dossier – 4.07.2008

 

Źródło: http://www.larouchepub.com/eiw/public/2008/2008_20-29/2008-27/pdf/64-79_3526.pdf

 

Tłum. Ola Gordon.

1. Kilka ostrzeżeń Nie każda filozofia i nie każdy jej nurt lub kierunek chronią człowieka. Nie każdą więc filozofię należy przenieść w trzecie tysiąclecie.

a) Ostrzegam przed platonizmem
Ostrzegam najpierw przed platonizmem, nasilającym się w naszych czasach pod koniec dwudziestego wieku. Nasila się głównie pogląd w zakresie antropologii filozoficznej, że stanowi człowieka zespół odbitek idei, które według listów Platona są tylko pojęciami o charakterze wzorów.

Zauważmy zaraz, że zgodnie z tymi wzorami możemy modelować raczej swoją osobowość niż bytową zawartość. Platon zresztą nie podaje wyraźnej różnicy między pojęciami i realnymi elementami strukturalnymi, które współstanowią byty. Cnoty bowiem, od których zaczął swoją analizę, są zarazem realnymi zachowaniami, jak i nazwami lub pojęciami tych zachowań. Platon pisze, że zachowania mężne tworzą męstwo i że męstwo jest cnotą. Męstwo więc jest cnotą jako pojęcie ogólne. Zachowania mężne są tylko podstawą i składnikami męstwa. Platon właśnie utożsamia poznanie z bytowaniem. Uwyraźnił to Plotyn pisząc, że tym samym jest poznanie i bytowanie.

Platon i platonizm zakłócają więc różnicę między poznaniem a bytowaniem, między pojęciami jako wytworami intelektu, a realnymi składnikami bytu nie pochodzącymi z ludzkiego myślenia, lecz tylko przez nas zastanymi i scalającymi się w człowieka.

Według Platona i platonizmu, a więc także według następców lub zwolenników Platona realne są idee. Odbitki są podobieństwem do idei. Są kopiami tego, co realne. Są naśladowaniem realnych idei, swoistym w nich uczestniczeniem, a więc partycypacją, która jest wzięciem dla siebie ich części (partem capere). Nie stanowią samodzielnych bytów, które Arystoteles ze względu na ich samodzielność nazywał substancjami.
Platon i platonizm nie chronią człowieka, jego realności, odrębności i wyjątkowości. Nie należy więc przenosić platonizmu w trzecie tysiąclecie.
b) Ostrzegam przed heglizmem
Ostrzegam z kolei przed heglizmem i przed głoszonym w tej filozofii monizmem. Monizm jest poglądem, że cała rzeczywistość jest czymś strukturalnie jednym, że głównie świat jest Bogiem oraz że Bóg jest tożsamy ze światem. Tę strukturalną jedność kosmosu, a więc świata i Boga, hegliści nazywają też duchem absolutnym, w którym wyróżniają ducha subiektywnego (człowiek), ducha obiektywnego (państwo, prawo, moralność), ducha absolutnego (sztuka, religia, filozofia). Duch więc rozwija się. Zaczyna go myśl (teza). Przekształca się w przyrodę (antyteza). Staje się wreszcie ideą (synteza). Najpełniejszą ideą jest duch absolutny. Nie jest on już ani człowiekiem, ani przyrodą, ani Bogiem. Jest samym stawaniem się (das Werden). Jest rozwojem, stawaniem się myśli już jako idei.

Heglizm jest odmianą platonizmu i neoplatonizmu. Przypisuje myśli pozycję tworzywa, które dialektycznie, a więc przez przeciwieństwa przekształca się w przyrodę, z kolei w człowieka i w jego działania jako duch obiektywny. Duch subiektywny (człowiek) i duch obiektywny (działania człowieka) tworzą ducha absolutnego jako sumę najdoskonalszych ludzkich działań i wytworów, narastających w nieskończoność. Człowiek i przyroda przekształcają się w swoje wytwory. Pozostaje tylko stawanie się wytworów. Nie ma już bytów. Są tylko działania, które mają naturę odniesień, samych tylko relacji. Stające się idee unicestwiły realny świat. Jest tylko, jak przewidywał Arystoteles, samomyśląca się myśl już bez określonej natury i bez jednostkowej realności.
Ostrzegam więc przed heglizmem i przed skutkami jego propozycji unicestwiania realnego świata.
c) Ostrzegam przed ideologią New Age
New Age jako nadejście nowej ery po epoce chrześcijaństwa jest propozycją kompilacjonizmu. Głosi się najpierw, zgodnie z monizmem, że wszystko jest Bogiem, wszystko jest świadomością, wszystko jest energią, Bóg jest tożsamy z człowiekiem oraz Bóg i człowiek utożsamiają się z materią, duch jest ciałem, a ciało Bogiem. Człowiek Jezus jest Bogiem, gdyż każdy człowiek jest Bogiem. Wszystko jest ludzkie i boskie zarazem. A religia jest jednym, ezoterycznym śwatłem, ukazującym boskość człowieka. Aktualne religie, nawet filozofie i teologie, kultury i epoki, są tylko czasowymi zabarwieniami tego jednego światła. Te zabarwienia przeminą. Wskazuje na to przemijająca era Ryb. Nadchodzi era Wodnika, nowa era, New Age, w której przeminie właśnie chrześcijaństwo. Kiedyś tę ezoteryczną religię ubóstwionego człowieka ogłosi Chrystus, gdy przyjdzie ponownie. Będzie to inny Chrystus. Będzie miał naturę kosmiczną, pełniejszą niż boskość i człowieczeństwo. Będzie to Maitreia-Chrystus, Instyruktor Generalny świata duchów i mistrz wszechświata. To jedno i wieczne światło człowieka chroni anioł. Na odpowiedzialność M. Ackermana dopowiedzmy, że według New Age tym aniołem jest Lucyfer.

Prawie z niedowierzaniem trzeba stwierdzić, że ideologia New Age jest propozycją pogaństwa i satanizmu. Jest to sformułowana przez New Age propozycja na trzecie tysiąclecie.

Dodajmy z kolei, że tę propozycję głoszą tacy prekursorzy New Age, jak A. Bailey, J. Roberts, R. de Cour, D. Spangler, H, Fox, M. Simons, w Polsce J. Prokopiuk. Ci autorzy proponują studiowanie tekstów takich autorów, jak Mistrz Eckhart, G. Pico della Mirandola, J. Boehme, Teillard de Chardin, A. Toynbee, A. Huxley, A. Maslow, C. Rogers, E. Fromme, W. Heisenberg, H. Bławatska, A. Besant, R. Steiner, A. Komensky, E. Swedenburg, C. G. Jung, którego uważa się za ojca New Age.
2. Dwie propozycje filozofii na trzecie tysiąclecie (Arystoteles i św. Tomasz z Akwinu)
Chroni człowieka realistyczna filozofia bytów jednostkowych. Tę filozofię stanowią ujęcia Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu. W trzecie tysiąclecie należy więc przenieść filozofię Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu. Oto krótkie wersje ich propozycji.
a) Arystoteles i początki rozumienia świata
Arystoteles napisał, że filozofia rodzi się ze zdziwienia. Należy dopowiedzieć, że wywołuje w nas zdziwienie sama rzeczywistość, która jest zespołem realnych bytów jednostkowych, ich cech, przejawów ich istnienia i ich istoty, ich relacji i działań. Różnorodne przedmioty tego zdziwienia są podstawą różnych nauk filozoficznych. Najpierw taki przedmiot zdziwienia, że byt w ogóle jest jako zarazem wewnętrznie ukonstytuowany, to więc, że jest i czym jest, tworzy w naszym intelekcie metafizykę. Właśnie Arystoteles nazwał metafizyką pierwszy skutek tego zdziwienia. Jest to zdziwienie wywołane istotą tego bytu. Naukę, która to wyraża, nazywamy metafizyką istoty lub metafizyką esencjalistyczną, albo krótko esencjalizmem, od łacińskiego “essentia” – “istota”.

Precyzując metafizykę, a głównie jej przedmiot, arystotelicy zauważyli, że tym przedmiotem ujętym właściwie, jest istota bytu, z kolei ujętym adekwatnie, a więc w pełni lub całości, jest byt. Metafizyka właśnie zajmuje się bytem, a w nim głównie istotą, na którą reaguje intelekt. Właśnie to intelekt wszystko ujmuje ze względu na istotę. Wskazuje na istotę cech bytu, jego przejawów, relacji, działań.

Znaczy to dla Arystotelesa, że intelekt najpierw i zawsze ujmuje w bycie akt jako to, co kształtujące, a z kolei to, co konstytuowane przez akt. To kształtowane nazwał możnością. Aktem w istocie jest forma, a możnością jest materia. Arystoteles stwierdził więc, że każdy byt jest ukonstytuowany z aktu, który jest formą i z możności, która jest materią. Pod tym warunkiem byt nie jest absolutem.

Absolut jest zawsze samym aktem. Wszystkie byty poza absolutem są kompozycją aktu i możności. Także istota wewnątrz bytu musi być aktem i możnością, gdyż uwalnia ją to od absolutności. Powtórzmy, że tym aktem w istocie jest forma, a możnością jest materia.

Wszystkie byty poza absolutem Arystoteles nazywał bytami przygodnymi (contingentia). Są one albo substancjami, to znaczy bytami samodzielnymi, albo przypadłościami, zapodmiotowanymi w możności. Arystoteles dopowiada, że akty są zawsze niematerialne, a możność jest zawsze materialna. Wszystkie więc przypadłości są fizyczne.

Ponadto możność dąży do aktu i przekształca się w akt. To przekształcenie może być tak pełne, że możność staje się czystym aktem. Pełni wtedy rolę pierwszego motoru lub poruszyciela sfery niebieskiej. Wywołanie ruchu przez akt skłania Arystotelesa do odróżnienia skutków od przyczyn. Arystoteles wskazuje na wielość skutków i cztery pierwsze przyczyny: przyczyna sprawcza ruchu i przyczyna celowa, które są zewnętrznymi przyczynami bytu oraz na dwie przyczyny wewnętrzne: Przyczyna formalna i przyczyna materialna. Przyczyną formalną jest zawsze akt wewnątrz istoty. Przyczyną materialną jest w tej istocie możność fizyczna, podmiotująca materialne przypadłości, wywołane w tej możności przez substancje otaczające i zawierające w sobie materię.
b) Tomasz z Akwinu i rozumienie jako kontemplacja bytów
Tomasz z Akwinu zauważył, że pierwszym w bytach jednostkowych powodem ich realności nie jest forma, lecz akt istnienia. Nazwał to istnienie “ipsum esse” – “samo istnienie”. Dzięki temu istnieniu byt jest nie tylko realny, lecz także jest odrębny, jeden, prawdziwy, dobry, piękny. To, jaki jest, stanowi jego przejawy.
To przejawy (manifestativa) istnienia Tomasz z Akwinu nazwał też transcendentaliami, tym, co przekracza kategorie bytu i ujawnia, że byt jako odrębny, jeden, prawdziwy, dobry i realny znajduje się (existit) wśród podobnych bytów.

Od słowa “existit” pochodzi termin “existentia”, a więc “znajdowanie się wśród” bytów. Po XVII wieku, według E. Gilsona, zaczęto używać terminu “existentia” w znaczeniu “istnienie”. Utożsamiono więc znajdowanie się (“existentia”) z istnieniem (“esse”). Istnienie więc jako akt (esse) utożsamiono z czynnością znajdowania się (existentia) . To utożsamienie do dziś powtarzamy.

Przypisujemy więc dominującą rolę połączeniu aktu istnienia z czynnością znajdowania się i tym samym przypisujemy dominującą rolę samej czynności znajdowania się wśród bytów. W realistycznej metafizyce bytu, ukonstytuowanego z pryncypiów, zwyciężyła platonizująca teoria ukonstytuowania bytów z relacji. Bowiem “znajdowanie się” jest odniesieniem do czegoś, a więc jest relacją. I to odniesienie podziwiamy. Podziwianie nosi nazwę kontemplacji jako poznania, przenikniętego zachwytem. Zachwyca nas właśnie realność, która budzi miłość. Zachwyca odrębność, jedność bytu i piękno, także prawda i dobro. Prawda budzi wiarę, dobro budzi nadzieję, że miłość i wiara będą nam dostępne dzięki ich rozumieniu, które zachwyca.

Zachwycające rozumienie jest świadczeniem, że wiążą nas z bytem odniesienia życzliwe, że wiąże nas miłość, wiara i nadzieja. Zachwycające, podziwiające rozumienie, zatrzymuje przy bytach. Zachwyt przekształca rozumienie w świadczenie, a to świadczenie przez miłość czyni świadczenie kontemplacją. Inaczej mówiąc, kontemplacja jest zawieszeniem procesu poznania i przez podziw staje się zespołem odniesień chroniących prawdę jako dobro dla osób. Staje się zasadą wyboru działań chroniących osoby.

Należy dopowiedzieć, że kontemplacja może być przyrodzona i nadprzyrodzona. Kontemplacja przyrodzona jest takim działaniem intelektu ludzkiego jako podmiotu poznania i taką mobilizacją woli jako podmiotu decyzji, że pogłębia się ludzka mądrość, która kieruje wyborem przedmiotu miłości. Z tego względu kontemplacja przyrodzona jest poznaniem i rozumieniem natury bytów, przez które odkrywamy Boga jako pierwszą przyczynę sprawczą i samoistną miłość.

Kontemplacja nadprzyrodzona jest czynna i bierna. Nadprzyrodzona kontemplacja czynna jest kierowaniem do Boga świadomych aktów wiary, nadziei i miłości. Wiąże się z cnotami wlanymi w nas przez samego Boga. Te cnoty wlane są udzieloną przez Boga miłością, wiarą i nadzieją jako stałymi powiązaniami z Bogiem. Nadprzyrodzona kontemplacja bierna jest wywoływana w człowieku przez Dary Ducha Świętego. Dzięki tym darom jesteśmy zdolni do przyjmowania miłości ze strony Boga i przez modlitwę wsłuchania się w życzenia Boże.

Uwyraźnijmy to, że zdziwienie rodzi w nas filozofię i że zachwycenie rodzi w nas kontemplację. Przez zdziwienie i zachwycenie dzięki rozumnej duszy, człowiek wciąż trwa w filozofii i kontemplacji. Różni się tym od zwierząt i roślin. Jest przystosowany do przebywania wśród osób i do widzenia kiedyś Boga “twarzą w twarz” w życiu wiecznym. To widzenie Boga sam Bóg nam ułatwi wspomagając nasz intelekt “światłem chwały”, które jest udzielaniem nam takiego widzenia i rozumienia Boga, jakim Bóg sam siebie widzi i rozumie.
c) Wewnętrzny w każdym bycie akt istnienia
Akt istnienia jest w każdym bycie jednostkowym aktem pierwszym i dominującym. Zapoczątkowuje każdy byt jako wewnętrzne w tym bycie tworzywo, współstanowiąc ten byt razem z istotą, ogarniętą przez realność, której akt istnienia udziela całemu bytowi. Akt istnienia urealnia ten byt i zarazem wszystko w nim aktualizuje czyli wiąże z sobą w samodzielną bytową jedność. Powoduje też odrębność każdego bytu i zarazem sprawia, że kierujemy się do oddziałującego na nas bytu jako dobra. Wywołuje też w każdym bycie jego otwarcie się na inny byt, swoiste udostępnienie. Takie zachowanie się bytu nazywamy przejawiającą istnienie własnością prawdy. Nasze skierowanie się do bytu jako do dobra i jako do prawdy ujawnia, że do aktu istnienia odnosimy się z miłością i w podziwiającej modlitwie. Odniesienie modlitewne kojarzy nam przyczynę wszystkich aktów istnienia, samo w sobie Istnienie Samoistne.
d) Bóg jest Istnieniem Samoistnym
Samoistne Istnienie zawsze jest, zawsze było, jest i będzie. Nigdy się nie zaczęło, nigdy się nie skończy. Wyprzedza niebo i ziemię.

Jako niezwykłe, wyjątkowe jest pierwsze. Niczym nie jest ograniczone, nie jest niczym uwarunkowane. Wszystkiemu daje początek, wszystko w sobie posiada na sposób zasady. Jest pierwszą przyczyną i pełnią. Jest więc pierwszym bytem i pierwszą osobą. Jest pierwsze, drugie i trzecie. Jest Trzema Osobami. Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Jest tym, co się stało i jest stawaniem się.

Tylko w Bogu jest nieustanne trwanie i nieustanne stawanie się. Jest wewnętrzną ewolucją, nie ma jej poza Bogiem. Nie ma na świecie ewolucji jako stawania się świata. Stawanie się i trwanie jest tylko w Bogu, który jest wszystkim w sobie i dla nas. Bóg moje wszystko, tak św. Franciszek określił odniesienie Boga do nas, do tych, którzy Go kochają i który nas kocha. Jest Miłością kochającą i kochaną. Bóg stwarza. Nie udziela nam części siebie. Swoją mocą sprawia, że istniejemy. Wnosi w nas pryncypium, które nas zapoczątkowuje i urealnia. Zarazem daje nam jedność, odrębność wyjątkowość jako niepowtarzalność, prawdę, dobro, piękno.

Jest bogaty w miłosierdzie, a więc w miłość, która ogarnia cierpienie.
3. Zakończenie
Filozofia Arystotelesa i św. Tomasza może wnieść w trzecie tysiąclecie umiejętność rozumienia realnej rzeczywistości i umiejętność kontemplacji. Rozumienie i kontemplacja uwyraźnią teorię osoby. Dzięki tej teorii może ogarnąć kulturę prawda o obecności w człowieku i w świecie Trzech Osób Boskich, prawda więc o Trójcy Świętej. Ta prawda, którą objawił Chrystus, może wyzwalać intensywniejszą miłość ludzi do Boa i bliźniego. Jest zawsze zapowiedzią pokoju i chrystianizacji.

Takie perspektywy Trzeciego Tysiąclecia skłaniają do formułowania bardziej szczegółowych życzeń. Chciałbym wyrazić je w programie: “świętość jako propozycja na Trzecie Tysiąclecie”. Jest to zarazem obmyślany dla nas i przekazany nam program oraz życzenie samego Boga.

Według Ewangelii św. Mateusza (5, 48) Chrystus mówi do nas w sposób następujący: “bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”. A w Księdze Kapłańskiej (19, 2) znajdujemy polecenie: “Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Jahwe, Bóg wasz”.

Dopowiedzmy, że przez świętość możemy rozumieć utrwalanie miłości między człowiekiem i Bogiem dzięki pełnemu oddaniu Bogu naszej osoby, w której Duch Święty posłany przez Ojca i Syna kształtuje na miarę ojca dzięki łasce Chrystusa nasz udział w wewnętrznym życiu obecnego w nas Boga.
Realistyczna filozofia i oparta na niej realistyczna teologia dogmatyczna pozwalają nam na ogarnięcie całej bezpośrednio poznawanej i objawionej rzeczywistości z jej życiem doczesnym i wiecznym. Może więc dobrze usytuować nas w trzecim tysiącleciu.

~o~

Źródło: „Co filozofia może wnieść w trzecie tysiąclecie„, M. Gogacz

WesterplatteRozpamiętując rocznicę wybuchu II wojny światowej, warto jest przypomnieć naszym czytelnikom o walkach do jakich doszło na półwyspie Westerplatte. Placówka ta, miała zadać tylko krótki odpór nieprzyjacielowi, sytuacja jednak zmusiła ją do regularnej walki, aż przez siedem dni.


Oblężenie

Półwysep Westerplatte, zapisał się w historii naszego kraju, heroiczną wprost walką z niemieckim najeźdźcą, w czasie wojny obronnej we wrześniu 1939 roku. Usytuowana tutaj Wojskowa Składnica Tranzytowa, broniona przez garnizon Wojska Polskiego, w dniach od 1 do 7 września, zarysowała się w naszej historii w sposób szczególny.

Historia półwyspu Westerplatte

– Jak czytamy w źródłach historycznych, w 1920 roku na małym półwyspie Zatoki Gdańskiej, powstała polska składnica wojskowa. Już cztery lata później, Liga Narodów, wyraziła zgodę, aby przekazać półwysep Westerplatte Polsce. Decyzja ta, została wprowadzona w życie w październiku roku następnego. W grudniu 1925 roku, Rada Ligi Narodów, zezwoliła na utrzymanie na Westerplatte jedynie 88 żołnierzy. Jednakże, w późniejszym czasie, Polacy powiększyli ten stan do 176 żołnierzy, w tym 6 oficerów. Od 1926 roku, ze względu na antypolskie zamieszki, na Westerplatte stacjonował niewielki garnizon wojskowy- podaje Jan Kownas w opisach historycznych.

Wizyta kurtuazyjna niemieckiego pancernika

Pierwszą datą wybuchu drugiej wojny światowej, był dzień 26 sierpnia 1939 roku. Jednakże, Hitler przesunął moment wybuchu wojny, na dzień pierwszy września, ze względu na podpisanie umowy o wzajemnej pomocy, między Polską a Wielką Brytanią. Zatem, już w dniu 18 sierpnia 1939 roku, po krótkich postojach w okolicach Świnoujścia, Schleswig- Holsetin niemiecki pancernik, wpłynął do Zatoki Gdańskiej i zacumował on w odległości 150 metrów od Westerplatte. Polacy wiedzieli, iż jego wizyta była jedynie wizytą kurtuazyjną i niebywale grzecznościową. W momencie wybuchu wojny, z niego właśnie posypała się seria wystrzałów, kierowana na polską stronę przybrzeżną. Gdy tuż przed wybuchem wojny, komandor niemiecki Gustaw Kleikamp przesunął pancernik przybliżając go jak najbliżej do miasta Gdańska, major Henryk Sucharski, jako komendant Wojskowej Składnicy na Westerplatte, postawił swój garnizon w stan najwyższej gotowości.

Pierwsza wrześniowa noc 1939 roku

W nocy z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku, polscy żołnierze broniący Westerplatte czuwali na swoich stanowiskach. W odległości 400 metrów od polskiej placówki, tuż przy twierdzy Wisłoujście zeszła na ląd z pokładu niemieckiego pancernika Schleswig- Holstein, wyspecjalizowana kompania szturmowa Kriegsmarine. Ponad to, potężne działa wspomnianego pancernika były wymierzone w Westerplatte. Niemiecki dowódca Kleikamp o godzinie 4:45, rozpoczął atak. W ten sposób rozpoczęły się działania, II wojny światowej. Gdy potężne, ważące 330 kg, niemieckie pociski eksplodowały, w powietrze wyleciała brama kolejowa oraz fragmenty muru na Westerplatte. Podczas pierwszego ataku, Niemcy skupiali swoją ofensywę na polską stronę w najwyższym stopniu, jednak Polacy, szybko odparli ten atak. Podczas drugiego ataku, niemiecką kompanię szturmową wsparł pluton z formacji SS Heimwehr Danzig. Pancernik Schleswig-Holstein ponownie otworzył ogień. Jeden z odłamków ciężko zranił porucznika Pająka z pierwszej linii obrony, który zdał dowództwo chorążemu Gryczmanowi, który bronił obmurowania placówki. W tym samym czasie, polska załoga pod dowództwem Henryka Sucharskiego, odpierała ataki esesmanów prowadząc ogień z niewielkich dział i karabinów maszynowych. Po porażkach niemieckich, zaskoczeni twardym oporem Polaków najeźdźcy, podjęli decyzję o prowadzeniu tak zwanego ognia ciągłego, którego celem było ostrzeliwanie sukcesywne placówki. Polacy szybko zorientowali się, że zaczyna im brakować amunicji. Załamany nerwowo major Henryk Sucharski, zdał swoje dowództwo kapitanowi Franciszkowi Dąbrowskiemu. Ten z zapałem ruszył do natarcia, ponieważ cieszyła go informacja, iż w tej wojnie nie zostaliśmy sami. Wielka Brytania i Francja, wypowiedziały Niemcom wojnę, lecz ku zdziwieniu kapitana Dąbrowskiego, pomoc Polakom na Westerplatte nie nadchodziła.

Polscy żołnierze na Westerplatte, bronili się jak tylko potrafili. Ich opór, miał trwać jedynie kilka godzin, lecz musiał się on utrzymać aż siedem dni. Widząc brak amunicji, major Henryk Sucharski, w dniu 7 września 1939 roku, poddał się niemieckiemu okupantowi z resztą swojej załogi. – Jak wspominała Władysława Stopiński uczestnik walk na Westerplatte, Niemcy widząc heroizm Polaków, pozwolili Sucharskiemu iść do niewoli z szablą u boku. Ja zaś podałem niemieckiemu dowódcy rękę, uważając go za godnego przeciwnika. Jednak szybko tej decyzji żałowałem, widząc szalejących nazistów na naszej ziemi- mówi pan Stopiński mieszkaniec Skarżyska – Kamiennej. Mimo wszystko, oddanie się sprawie obrony polskich granic i posiadanie niezłomnego ducha walki, jaką przejawiali obrońcy Westerplatte, zasługuje na pamięć i najwyższy hołd.

Tekst i zdjęcia Ewa Michałowska -Walkiewicz

       

   

Polska się przyda, jako teren pod drogi i ich umocnienia. Polska to dobry teren. Szkoda tak dobrego terenu pod tarczę i bazy wojskowe. Skończyć się powinno na asfalcie i czymś w rodzaju płytkiego rowu melioracyjnego, poboczy drogi, która musi być gładka i równa jak stół. Dla szybkich pojazdów na trasie Moskwa – Berlin.

Czy nie tak, pani kanclerz?

Siedemdziesiąt lat po wojnie, w której przegraną stroną były Niemcy, a my, Polacy, padliśmy ofiarą ich agresji, nie zasłużyliśmy, zdaniem pani kanclerz Niemiec, na bazy NATO na naszym terytorium. Ani na tarczę antyrakietową. Jakie są plany pani kanclerz wobec naszego kraju? Czym miałaby być Polska, w wizji Niemiec, niedawnego agresora?

Rosjanie mieli swoją wizję, nazywała się: kraj priwislański. Mówiło się też: kraj przyfrontowy.

Zapytać więc można, czy kraj naszych zachodnich sąsiadów, który ma taką wizję  graniczącego z nim państwa należy jeszcze duchowo i mentalnie do Europy? Kontynentu chrześcijańskiego, którego patronami są święci: Benedykt z Nursji, Katarzyna ze Sjeny, Brygida Szwedzka, Cyryl i Metody.

Jan Matejko - Sobieski pod Wiedniem

Jan Matejko – Sobieski pod Wiedniem

Przed kolejnym 1 września, siedemdziesiątą piątą rocznicą napaści Niemiec na Polskę, warto też zdać sobie sprawę z tego, co oznacza zdanie czołowych intelektualistów europejskich, takich jak Paul Claudel, G.K. Chesterton i H. Belloc, że Polska jest bastionem naszej cywilizacji. I że bez Polski Europy po prostu nie będzie.

Tak mówił w 1939 roku Hilaire Belloc, w miesiąc po napaści Hitlera na nasz kraj.

Pisarz zapowiadał, że to co zaplanowano wobec Polski – próba jej mordu, wykreślenia także jej historii z historii powszechnej – będzie krótkotrwałym zwycięstwem nad jej wolnym duchem.

Angielski twórca zaznaczał jednak, że już w 1939 roku Zachód jako całość utracił możliwość jakiejkolwiek jasnej oceny roli Polski na kontynencie. Praprzyczyną tego wielkiego utajonego odrzucenia Polski były narodziny protestantyzmu.

O Polsce mówi się ogólnikami, jej historia jest białą plamą. Postacie Jana Pawła II, Lecha Wałęsy, coraz bardziej enigmatyczne, zawieszone są w próżni.Ciasnota horyzontów w tej dziedzinie na Zachodzie powoduje, że utrata przezeń cywilizacji staje się coraz bardziej realna..

Obozy koncentracyjne powinny być polskie, czyli narracja tysiąclecia

Jaki jest główny tryb w mechanizmie zniesławiania? Poszczególnych ludzi – ale także całych narodów? Wystarczy powiedzieć coś złego o tych, których zalety są ewidentne i tak widoczne, że mogą być zachętą i przykładem dla innych. To złe słowo potem trzeba tylko przy różnych okazjach powtarzać. Rzucać je niby tak przypadkiem, od niechcenia. Przemilczeć przy tym starannie własne wady, błędy i zbrodnie – bo kosztem zniesławionych wybiela się samego siebie.

To właśnie praktykowane jest od dawna wobec Polaków – od kilkunastu zaś lat ze szczególnym naciskiem w odniesieniu do historii najnowszej. Jaskrawy przykład to określenie „polskie obozy koncentracyjne” – i przyzwolenie, by termin ten funkcjonował w obiegu oficjalnym. By trwała w najlepsze tajemnicza epidemia pomyłek, w mediach, książkach, ostatnio także w oficjalnych  wypowiedziach polityków.

Jan Matejko - Unia Lubelska

Jan Matejko – Unia Lubelska

Dzięki tej metodzie następuje kolejny etap ukrycia i przeinaczenia prawdy o Polsce i jej historii w świadomości naszych zachodnich sąsiadów.

 

Kłamstwo, które zawiera określenie polskie obozy koncentracyjne w całej pełni wyraża taką intencję.

Nie istniał w czasie wojny ani jeden polski obóz koncentracyjny.

Zmiana nazwy – pozornie z racji usytuowania niemieckich obozów na terenach polskich – jest świadomym fałszerstwem. Polskę wykreślono podczas wojny z mapy; tu, gdzie było nasze państwo zainstalowano Rzeszę niemiecką; nie mogło istnieć nic oficjalnie polskiego. Ale nie chodzi tylko o geografię.

„…przecież nikt nie mówi o japońskiej bombie atomowej tylko dlatego, że została zrzucona na Hiroszimę i Nagasaki. Zbrodnie japońskie w Chinach także nie są określane chińskimi, nie pisze się też o czeskiej pacyfikacji Lidowic…, zauważa Zdzisław Krasnodębski.*)

Dlaczego dla Polski zrobiono ten dziwaczny wyjątek i zawieszono na kołku reguły językowe?

Żeby to, co złe, zbrodnicze, koszmarne, a co zaistniało ponad wszelką wątpliwość w nieodległej historii z winy Niemiec, złączyć – werbalnie – z Polską. Rozrywając wewnętrzną językową spoistość ścisłego historycznego określenia: „niemiecki obóz koncentracyjny”. Odłączając fakt zaistnienia tych obozów od ich twórców, nadzorców, administratorów i zatrudnionych w nich katów.

Jan Matejko – Śluby Jana Kazimierza

Jan Matejko – Śluby Jana Kazimierza

Bo właśnie historia Polski, w której nie było obozów śmierci, przeciwnie, były setki tysięcy ich niewinnych ofiar, był św. Maksymilian Maria Kolbe, budzi tu wciąż złość, wściekłość, sprzeciw. Chciano by ją wymazać z historii powszechnej. Przekręcić, przerobić, zniszczyć. Autorzy tego planu znajdują wciąż użytecznych, pozbawionych skrupułów wykonawców i pomocników w różnych społeczeństwach. Jednoczy tych wszystkich ludzi niechęć do Polski i uznawanie jedynego kryterium – skuteczności

Prof. Witold Kieżun w swoich wspomnieniach przytacza moment, gdy na jednym z amerykańskich uniwersytetów, na którym zjawił się jako zaproszony z serią wykładów prelegent, odkrył książkę „Dowcipy o Polakach”, wyeksponowaną w księgarni akademickiej. Natychmiast poszedł do rektora i zapowiedział, że nie będzie żadnego wykładu, dokąd leży tu ta książka. Poskutkowało. Wykłady zostały wygłoszone.

Pierwsze zdanie z wstępu do tej książki brzmiało: „Polacy nie mają własnej historii”.

 

Kraj milczenia

Historia może być źródłem frustracji, cierpień i niepokojów. Zwłaszcza dla jej żyjących jeszcze negatywnych bohaterów i ich dzieci. Żaden naród nie składa się wyłącznie z aniołów i bohaterów. Żaden też nie jest narodem samych złoczyńców. W ustaleniu prawdy historycznej istotne są jednak proporcje. Bez ich respektowania można wypowiedzieć brutalne kłamstwo, posługując się samymi tzw. nagimi faktami. Dlatego tak dba się w kraju naszych sąsiadów o odwrócenie, pomieszanie, zachwianie i zniszczenie proporcji..

W Niemczech wciąż żyją ludzie, którzy byli sprawcami tego, co działo się w Polsce w latach 1939-1944. Jednym ze sposobów poradzenia sobie z pamięcią, którą ludzie ci noszą w sobie, jest próba zamienienia ich ofiar w abstrakcję. Bezlitośnie mordowani przez nich – w ogromnej większości przez ochrzczonych Niemców – niewinni ludzie mieliby stać się w dzisiejszej ich wyobraźni znowu podludźmi, nie zasługującymi na istnienie. Tym razem nie z powodu rasowej niższości, jak uczono ich siedemdziesiąt lat temu, ale dlatego, że opętani byli, rzekomo, przez demona antysemityzmu.

Demona antysemityzmu przez wszystkie lata powojennej historii Niemiec na wszelkie możliwe sposoby w tym kraju nicowano, rozkładano na czynniki pierwsze i wymyślano przeciw niemu szczepionkę. Tak bardzo byłaskuteczna, że teraz wołają zgodnie: To nie my, to oni! To Polacy, byli antysemitami!

Jan Matejko – Przyjęcie Żydów

Jan Matejko – Przyjęcie Żydów

Bo gdyby Niemcy mieli nadal myśleć o sobie jako o antysemitach, musieliby palnąć sobie w łeb. Tak, jak często powtarza ks. prof. Tadeusz Guz, narodowi niemieckiemu uniemożliwiono oczyszczenie się z win, oczyszczenie, w które zaangażowane byłoby ich ludzkie i chrześcijańskie sumienie. Oczyszczenie, które – jedynie – przyniosłoby tym ludziom uzdrowienie. Wyzwoliłoby ich z udręki.

To prawdziwa tragedia Niemiec.

W tych wszystkich sanitarnych zabiegach wypłaszania antysemityzmu z niemieckiej duszy zapomniano bowiem tylko o jednym: że prawdziwym źródłem antysemityzmu jest zabicie w sobie chrześcijaństwa. W historii naszego kontynentu, oprócz Alfreda Rosenberga i Adolfa Hitlera, palma pierwszeństwa należy w tej dziedzinie do Lutra i Woltera.

 

Dlatego właśnie, jak pisze Zdzisław Krasnodębski, „uporczywie powraca fraza >polskie obozy koncentracyjne<”, dlatego „popełnia się regularnie i systematycznie tę pomyłkę” Tutaj, w Niemczech, gdzie wystarczy otworzyć album z fotografiami – z czasów, gdy jeszcze były one czarnobiałe – czy przejrzeć zachowane w szufladach komód listy sprzed siedemdziesięciu laty.

Rodziny niemieckie nadzwyczaj chętnie wyzbywają się dziś tych pamiątek. Jakby je w ręce parzyły. Czy to niemieckie zamiłowanie do porządku dyktuje ten zapał? To, co w Polsce otaczane jest taką czcią – pamiątki z czasów wojny – ze względu na wartość historyczną i uczuciową, w Niemczech jest niszczone przez dzieci i wnuków osób uwiecznionych na fotografiach, lub ląduje w wielkich hurtowniach jako bezwartościowe śmieci, wyrzucane z plastikowych worów. Za symboliczne grosze mogą zaopatrywać się tu handlarze oferujący starocie na pchlich targach, również w Polsce. Nieraz te niemieckie pamiątki można znaleźć na naszych bazarach.

Jan Matejko – Batory pod Pskowem

Jan Matejko – Batory pod Pskowem

Niemcy mają pozostać krajem milczenia o zbrodniach popełnionych w Polsce. Zachód ma się utwierdzić w przekonaniu, że wojna, jaka prowadziły Niemcy, a jaką zna z własnych doświadczeń, była w sumie dość cywilizowana.

Historia tego kraju ma być napisana od nowa.

Ta niemiecka przeszłość jest zbyt jaskrawa, zbyt żywa i konkretna, by błąd opolskich obozach koncentracyjnych był tylko „przypadkowym potknięciem czy jednostronnym wyrazem ignorancji”, pisze autor cytowanego tekstu.

Im głośniej w Polsce o bohaterach ostatniej wojny, o ludziach takich jak Rotmistrz Pilecki, Generał „Nil” Fieldorf, Łukasz Ciepliński, „Zośka”, ”Anoda”, Inka Siedzikówna, im bliżej – poprzez kolejne warstwy sypkiej ziemi na Powązkach – do ich zniekształconych przez tortury ciał, tym mocniej trąbi się na świecie o polskim antysemityzmie, o polskich obozach koncentracyjnych

Tak, dla nietolerancyjnych, jak Polacy, czyli tych, którzy nie pozwolili sobie nazywać zła dobrem, a dobra złem, nie ma taryfy ulgowej. Nie ma litości. Nie ma przebaczenia.

 

Absurdalna empiria

Kluczową sprawą w tej upiornej zabawie w zamienianie znaków, odbieranie historii atrybutu prawdy i zamienianie jej w narrację, jest przeświadczenie – owoc wieloletnich zabiegów indoktrynujących Nowej Lewicy, która w społeczeństwie niemieckim miała za zadanie przeprowadzić „denazyfikację” – że niemieckie obozy śmierci „powinny być” polskie. Powinny, ze wszech miar.„…tylko jakiś dziwny zbieg okoliczności, jakaś absurdalna empiria sprawiła, że były nie tylko >nazistowskie<, ale i niemieckie. Przy tym świadomość, że były też niemieckie coraz bardziej słabnie. >Naziści< jedynie działali >w imię Niemców< [nie zaś jako Niemcy] – co coraz bardziej postrzegane jest jako mało zrozumiała uzurpacja. W dodatku ci >naziści< często zamieniają się też w jeszcze bardziej abstrakcyjnych >faszystów<, a określenie to można stosować zupełnie dowolnie – i jak wiadomo szczególnie wielu faszystów można spotkać w Polsce”. (Zdzisław Krasnodębski).

Jan Matejko – Koronacja pierwszego króla Polski (fragment)

Jan Matejko – Koronacja pierwszego króla Polski (fragment)

Autor cytowanego tekstu zauważa, że powołany został dla tych działań „zespół instytucji, technik, działań, dyskurs obwarowany organizacyjnie i prawnie, wpisany w społeczna materię, wytwarzający władzę i przez władzę wytwarzany”.

Skutkiem działania tego naukowego laboratorium, przetwarzającego z nadzwyczajną energią i konsekwencją historię najnowszą, jest przeświadczenie Niemców, że posiadając władzę gospodarczą są faktycznym liderem Europy, a poprzez owe techniki wkłada im się również do ręki „odpowiedni zasób władzy ideologicznej”. Przecież „dokonali całkowitej konwersji”, „są narodem w pełni oczyszczonym – dialektycznie zmienili się w przeciwieństwo tego, czym byli w latach 1933-1945…”

Władza gospodarcza pozwala Niemcom poddawać stałej presji państwa Europy Środkowo -Wschodniej – zwłaszcza Polskę, kraj w tym obszarze największy – „by nie domagały się zbytniej narodowej samodzielności i by w ogóle im się w głowie nie przewróciło”.

 

Zanurzyć się w historii, to przestać być protestantem,

mawiał kardynał John Newman.

Poprzez prawdziwą historię człowiek wie, kim naprawdę jest. Fałszywa historia powoduje, że człowiek myśli o sobie w sposób zafałszowanywany.

Polska dlatego tak idealnie nadaje się, by tworzyć na jej temat hagadę, że istniały „polskie obozy koncentracyjne”, że jest uparcie krajem katolickim. Historia, w której szanuje się prawdę, historia prawdziwa, nie wymyślona, jest historią katolicką. Zachowane są w niej właściwy ton, selekcja i proporcja.

Dokąd ta historia dochodzi do głosu – tak jak w Polsce – dotąd narody, które odrzuciły katolicki wymiar historii, czyli prawdę, czują niepokój i lęk.

W tym miejscu wypada wrócić do postaci prof. Feliksa Konecznego, historyka, historiozofa i pisarza historycznego, twórcy oryginalnej teorii cywilizacji. Według Konecznego o charakterze narodowym Niemców zadecydowały cechy cywilizacji bizantyńskiej, wprowadzonej przez cesarzową Teofano. A zatem: traktowanie władzy politycznej jako nadrzędnej wobec władzy Kościoła, stawianie prawa publicznego nad prawem prywatnym oraz rozdzielanie polityki i moralności.

Typowe jest tu wyznaczanie biskupów przez rządzących, przy braku sprzeciwu ze strony Kościoła, czy zapędy do decydowania czynników politycznych w kwestiach dogmatycznych. Takie były źródła ciążących na dziejach Europy Zachodniej walk cesarzy niemieckich (Fryderyk II) z papiestwem. Cywilizacja bizantyńska w Niemczech zaowocowała specyficzną kulturą niemiecko-bizantyńską. Tak jak na Wschodzie cywilizacja ta wykształciła prawosławie, tak na Zachodzie uformowała grunt dla protestantyzmu. Z jego zasadą, że władza polityczna dominuje nad duchowną – tak jak w prawosławiu.

Koneczny przedstawiając historię Bizancjum jako nieuchronnie zmierzającą ku katastrofie (rozrośnięty do absurdu aparat państwowy blokuje możliwości twórczego życia społeczeństwa, czemu towarzyszy regres nauki, sztuk pięknych, literatury), zauważa zarazem szkodliwy wpływ bizantynizmu na państwa Zachodu, czego wyrazem jest rozbuchanie biurokracji, rozrost wszelkich organów kontroli nad jednostką, ograniczanie jej praw (w Niemczech np. edukacja domowa jest karana). Słowem, eliminowanie zasad chrześcijańskich z życia państwa. To, co widzimy w Niemczech – i w całej Unii Europejskiej, gdzie Niemcy dominują – Feliks Koneczny dostrzegał sto lat temu w całej historii tego obszaru (specjalizował się w historii Zakonu Krzyżackiego i Prus).Jako stałą tendencję cywilizacyjną tego obszaru zauważał to, co doprowadziło w końcu do drugiej wojny – nieproporcjonalne rozbudowywanie potencjału wojennego, na oczach chrześcijańskiego świata.

Wolność do kresu

Adam Mickiewicz podczas prelekcji paryskich  wiele miejsca poświęcił ustrojowi politycznemu dawnej Polski. Ten ustrój opierał się na silnie wykształconym w elitach społecznych rozumieniu chrześcijańskiej wolności. Jednostka, mówił Mickiewicz, wchodząc jako nieodłączna cząstka w skład społeczności politycznej, w Polsce, nigdy nie traci swych „praw pierwiastkowych” i „władna jest zawsze ze społeczności wystąpić”.**)

Jest to więc uznanie wolności osobistej człowieka posunięte do najdalszego kresu. „We wszelkich obradach politycznych jednostka może poświęcić swą wolność osobistą, ale ma również moc tej wolności dla siebie żądać. Zakłada to nieustanną ofiarę z wolności, podobną do ofiary, jakiej od sumienia człowieka wymaga religia”.

Jan Matejko – Sobieski pod Wiedniem (fragment)

Jan Matejko – Sobieski pod Wiedniem (fragment)

Mickiewicz udowadnia tu całkowitą odrębność ducha praw w Rzeczypospolitej na tle Europy: „Obywatel jest podległy społeczeństwu nie dlatego, że go na listę poddanych wpisali jego przodkowie, ale dlatego, że on sam to społeczeństwo przyjmuje jako najbardziej sprawiedliwe, najpiękniejsze i najlepsze”, podkreśla.

 

„Jednostka zachowuje prawo nie tylko społeczeństwo to opuścić, ale nawet zatrzymać je w pochodzie, jeśli widzi, że ono schodzi na błędną drogę i powołania swego nie dopełnia”.

Prof. Koneczny także nie miał wątpliwości – na wiele lat przed wybuchem ostatniej wojny –  co do tego, jakim wyzwaniem była wolna Polska dla Europy, w której na skutek wypaczenia zasad chrześcijańskich psuł się ustrój polityczny poszczególnych państw. Wbrew rozpowszechnionej opinii –  jakże wygodnym dla naszych opiekunów i protektorów –  że „sami zasłużyliśmy na rozbiory”, że były one „sprawiedliwą karą” za nadużycia wolności w I Rzeczypospolitej – wybitny historyk przypomina niepopularną, a nawet przemilczaną (także w wielu naukowych publikacjach, nie mówiąc już o podręcznikach szkolnych, tych z PRL, ale i z czasów transformacji) prawdę, że

„Polska przestała jako państwo istnieć wtenczas właśnie, gdy była w pełni wspaniałego odrodzenia: kiedy nie brakowało jej ani oświaty, ani sprawiedliwości społecznej, kiedy obywatele jej byli gotowi przelewać krew w jej obronie, powiększając ciągle wojsko, podwyższając podatki a zrzekając się najzupełniej wszelkiej >złotej< wolności, pozostawiając te tylko swobody obywatelskie, które potrzebne są zawsze, by zachować godność ludzką w obywatelach i wzbudzać serdeczne zajęcie dla sprawy publicznej”.***)

„Polacy nie mają swojej historii”

– teza krętaczy i fałszerzy, który zalewają nasz kontynent brudem swoich kłamstw i szukają usprawiedliwienia dla swoich zbrodni. Co ludzie ci mogą wiedzieć o tak nietypowym, specyficznie polskim prawie, wykwicie polskiej racji stanu, gdzie pojedynczy człowiek, przeciętny szlachcic, czyli obywatel, cieszył się pełnią przywilejów, był równy wojewodzie, ale mądrość, honor i wiara nakazywały mu z nich nie korzystać, czego wyrazem było liberum veto? Adam Mickiewicz mówiąc o ustroju politycznym Rzeczpospolitej przytacza tragiczny moment naszej historii, gdy po raz pierwszy uczyniono z tego martwego dotąd prawa użytek.

Jan Matejko – Kazanie Skargi

Jan Matejko – Kazanie Skargi

„Wszystko bowiem oparte było na dobrej woli i na nieustannych poświęceniach”, podkreśla Mickiewicz.

Mickiewicz uważa, że zasada ta jest nawet bardziej logiczna i racjonalna niż zasady, jakie przyjęli za podstawę ustroju społecznego legitymiści francuscy czy demokraci. Mickiewicz powtarza znane zastrzeżenia co głębszych teoretyków ustroju demokratycznego: „większość nie może stanowić praw absolutnych”. Dziś, gdy w parlamentach głosuje się ustawy sprzeczne z Przykazaniami, z prawem moralnym, staje się to coraz mniej zrozumiałe, a przez to coraz groźniejsze dla ludzi.

 

Przecież, jak zauważa poeta, „niepodobna przypuszczać, by większość ludności czy jakiegoś stowarzyszenia była w posiadaniu najwyższej wiedzy i światła, i by każda jednostka wyrokom jej nieodwołalnie poddać się musiała”.

„Za panowania Jana Kazimierza pewien szlachcic wyrzekł na sejmie po raz pierwszy okropne słowo, którego od dawna się lękano: słowo veto, mające moc zerwać obrady i zatrzymać wszelki bieg spraw rządowych”.

Veto nie było w pełni oryginalnym wynalazkiem PolakówPrawo to stosowano w gminach słowiańskich w czasach prehistorycznych, zawsze tam, gdzie „własność, prawa i obowiązki były wspólne: każdy korzystał z cząstki praw najwyższych”, wyjaśnia Mickiewicz. Istniały jednak zabezpieczenia przed sprzeciwem jednostki, potrafiono wywrzeć na nią odpowiednią presję, by nie sprzeciwiała się woli ogółu (nie głosowała wbrew wspólnemu zdaniu). Konstytucja narodowa polska była tu bardzo podobna do konstytucji Kościoła katolickiego.

„…konklawe, w dzisiejszej nawet postaci, po wielu zmianach wprowadzonych przez zarządzenia papieskie, wymaga również jednomyślności, choćby domniemanej, jeśli jej nie ma naprawdę. (…) Na nieszczęście Polacy nie ujęli jej w ścisłe formy, nie przedsięwzięli środków zapobiegawczych, by moc to straszliwe prawo bez szkody wykonywać. Kościół rzymski zamyka kardynałów, odejmuje im pożywienia, umartwia głodem, jeśli nie mogą dojść do zgody… Polacy, przeciwnie, pozwalali magnatom wyprawiać dla szlachty biesiady i jeszcze bardziej znieprawiać wyborców”, mówił Mickiewicz.

Jan Matejko – Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota Wolność. Wolna elekcja.

Jan Matejko – Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota Wolność. Wolna elekcja.

Znieprawiły w Rzeczpospolitej ciała obradujące te same przyczyny, które „zepsuły piękną instytucję elekcji królewskiej”, podsumowuje wieszcz..

Bo „Gdy już ponosić ofiar nie chciano, Rzeczpospolita musiała niechybnie najpierw zatrzymać się w swej drodze, a następnie doświadczyć nieszczęść, które Opatrzność zesłała, by naprawić to, co się skaziło”.

Skaziło się przez brak pokory. Pokora oznacza mądrość. Także polityczną..

Przykładem pokory w dziejach Polski była wolna elekcja.

Wolna elekcja, ten obyczaj i prawo specyficznie polskie wprawiało „w zdumienie obcych, nawykłych do ładu i spokoju”. Ci w konstytucji polskiej dostrzegali „jedynie nierząd”. Mickiewicz nakazuje jednak głębiej wniknąć w zasadę wolnej elekcji i zobaczyć, że to, co pozornie zakrawa na anarchię, kryje istotną myśl, którą przyjmował i zachowywał instynkt narodowy…

Elekcję ukształtowała tradycja chrześcijańska i typowo polskie pojęcia, które wykrystalizowały się w średniowieczu. Był to akt całkowicie odmienny od tego, który zakładały teorie Benthama i Rousseau, podkreśla Mickiewicz. „Elekcja w pojęciu Kościoła i narodu polskiego była aktem religijnym, uważano ją za bezpośrednie zrządzenie Boże, słowem za cud. Poczytywano więc za grzech wszelkie środki przedsiębrane z góry dla wywarcia wpływu na wynik elekcji, dla sprzeciwienia się – jak mówiono – dziełu Ducha Świętego. Wezwanie Ducha Świętego, zachowywane dotąd w zwyczaju nie było wówczas czczą formułką jak dziś. Elekcję uważano istotnie za dzieło Ducha Świętego”

 

Odszczekać obrazę majestatu

„Popatrzmy na listy konwokacyjne”, mówił Mickiewicz w Paryżu. „Prymas i król, który złożył koronę strzegą się zalecać swojego kandydata; odwołują się zawsze do uczuć narodu, powtarzają zawsze: tego obierzcie, kogo wam Pan Bóg do serc poda. Ze wszystkich ówczesnych pamiętników widać, że takież było powszechne przekonanie drobnej szlachty. Jakżeby więc po takich manifestach do ludu król i prymas odważyli się wystąpić przed narodem z gotowym kandydatem, którego by narzucali wbrew Duchowi Świętemu… To też wszelkie próby wyrozumowanych zabiegów napotykały natychmiast gwałtowny opór. (…) Z tej to idei o wpływie Ducha Św. na elekcję wywodzi się ten urok, jaki otaczał tron polskiego króla, i cała jego władza; to tłumaczy, dlaczego najdumniejsi, najbutniejsi magnaci, którzy na sejmie występowali przeciwko królowi, ilekroć wymawiali jego imię, choćby w swej komnacie, podnosili się i sięgali ręką do czapki. Zdarzyło się nawet, że w czasie walk konfederatów z królem Sasem, kiedy rozeszła się wieść o śmierci króla, żołnierze, walczący z królem, zmusili pewnego szlachcica, który wyraził się obelżywie dla pamięci monarchy, by wedle dawnego zwyczaju wlazł na czworakach pod stół i obrazę majestatu odszczekał”.

„Pierwszy poseł, który zatrzymał bieg spraw rządowych, podobny jest do żołnierza, który by porzucił swój pułk. Nawet żołnierz nie służył w Polsce dla żołdu; mógł on wystąpić z szeregów, a największą karę, jaką dowódcy mogli mu zadać było wygnanie go z wojska”.

Ludzie, którzy nie rozumiejąc ducha praw Rzeczypospolitej czynili z nich zły użytek byli prawdziwymi zdrajcami polskości. To nie prawa te były złe, lecz ciężki grzech pychy, który zaciemniał umysły i kazał deptać dobro wspólne, dobro duchowe oparte na cienkiej i delikatnej podstawie chrześcijańskiego sumienia.

Na Rzeczpospolitą przyszedł, wraz z lekkomyślnym zrywaniem sejmów i uleganiem prywacie, ciężki czas doświadczeń i prób. Miały one na celu oczyszczenie nas ze społecznych grzechów.

„Próba ta się nie powiedzie…”

przepowiadał H. Belloc, w drugim miesiącu ostatniej wojny, gdy Niemcy i Rosja dokonały czwartego rozbioru Polski.

Chrześcijaństwo zawsze likwiduje bariery między narodami. Tak było z Polakami i Litwinami po chrzcie Litwy (aż do czasu, gdy wmieszała się Rosja). Gdy jednak chrześcijaństwo niszczone jest przez herezję (protestancką) i schizmę (prawosławną) perspektywy pokoju są marne.

„Historia jest najważniejszym spośród ziemskich tematów ludzkości, bo najbardziej dotyka duszy człowieka. Jeśli będzie wykładana w sposób antykatolicki, stanie się maszynerią przeznaczoną do wywoływania antykatolickich skutków. I nie są temu winne poszczególne stwierdzenia pojawiające się w podręcznikach, książkach naukowych i popularnych filmach, lecz pewna metoda”, pisał H. Belloc.****).

Polskość nie opierała się nigdy na wspólnocie interesów, jak widział to Roman Dmowski, na czymś, co określał mianem interesu narodowego, ale na wspólnym wewnętrznym przekonaniu Polaków, że życie publiczne musi i może być prowadzone tak, by nie było w nim sprzeczności z zasadami wiary katolickiej. Nie interes, lecz zaufanie do Boga i wierność Bogu. Polacy odkryli to bardzo wcześnie i potrafili tę zasadę praktykować – bo byli szlachtą, czyli obywatelami. Tymi, którzy za kształt społecznego życia czuli się odpowiedzialni.

 

Jan Matejko – Konstytucja 3 Maja

Jan Matejko – Konstytucja 3 Maja

Polska czasów saskich była krajem gwałtownie bogacącym się – ludzie byli bardzo praktyczni i istotnie potrafili zadbać o swój interes – a mimo to zaczęła się sypać, bo była to Polska – w postawie swych wielu przedstawicieli spośród elit społecznych – bezbożna. Tę bezbożność Polacy zawdzięczali swemu władcy z dynastii Sasów, który wprowadził tu to, do czego tak tęsknią narodowcy: pragmatyzm, realizm, zasady kupieckie, handlowe, w miejsce rycerskich zasad honoru i wierności. To właśnie nie pozwoliło nam zachować polskości.

„Trylogia” jest dziełem tak wciąż popularnym, bo wszyscy w Polsce, tak czy inaczej, niemal instynktownie pojmujemy i czujemy, że z marazmem – na kształt tego, jaki ogarnia nas dziś – z biernością, prywatą, pokusą handlowania Polską, warcholstwem i zdradą, walczy się tak, jak walczyli tamci rycerze – do kresu sił.  Jeśli jest się Polakiem, jest się rycerzem, obywatelem.

Mamy to we krwi. W Polsce od zarania dziejów istniała własność. Szanowano ją, bo szanowano naukę Kościoła. Ziemię rycerze dostawali od króla na własność, a nie w dzierżawę, jak w Europie Zachodniej. Każdy miał ziemię – aż do czasów pańszczyzny. U nas nie było feudalizmu. Dlatego Polska była tak szczęśliwym krajem.

Witold Pilecki, przyszły dobrowolny więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz – jego raporty z tego obozu śmierci były pierwszą informacją o popełnianych tam zbrodniach niemieckich – z żoną Marią i synem Andrzejem. Lata 30.

Witold Pilecki, przyszły dobrowolny więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz – jego raporty z tego obozu śmierci były pierwszą informacją o popełnianych tam zbrodniach niemieckich – z żoną Marią i synem Andrzejem. Lata 30.

I jest nim poniekąd także i dziś, bowiem duchowo nie została zniszczona. Jej życie duchowe wciąż w niepojęty sposób się odradza. Ta Polska – zawszeoszołomska. Zawsze nie do zniesienia. Bo pokazująca swoim przykładem, że może istnieć wspaniałe, kwitnące państwo, o ile w jego granicach respektuje się naukę chrześcijańską. Z delikatnością podchodzi się do człowieka, szanuje się jego wolność. Nie wypędza się innowierców. Nie zmusza się ich dekretami do przyjęcia wiary. Nie prowadzi się agresywnej polityki podbojów wobec sąsiadów. Pozwala się swoim obywatelom być twórczymi, szczęśliwymi ludźmi. Tylko tacy mogli stworzyć na Kresach tak wspaniałą kulturę, którą promieniowały one przez stulecia.

Nawet w warunkach okupacji i narzucenia rasistowskich praw przez Niemców – śmierć za pomoc i ukrywanie Żydów – Polska nie przestała być krajem katolickim. Ze świadomością grożącej śmierci niesiono pomoc obywatelom żydowskiego pochodzenia, ludziom takim samym jak inni, choć obcej religii. Nie udało się wyrwać Polakom z serc polskości.

Dlatego właśnie obozy koncentracyjne muszą być polskie. Dlatego Polacymuszą być antysemitami – zakałą Europy. By kłamcom i zazdrośnikom spało się spokojniej.

 

_________________________

*) Zdzisław Krasnodębski, „Obozy koncentracyjne powinny być polskie”, „Gazeta Polska Codziennie” 23-24 lutego 2014

**) Adam Mickiewicz –  Literatura słowiańska. Wykłady w Collége de France. Kurs drugi. Rok 1841-1842.

***) Prof. Feliks Koneczny – „Święci w dziejach narodu polskiego”

****) Hilaire Belloc „Catholic and Anti-Catholic History”, The American Press, New York, 1920 strony 3-7. Tłum. Stanisław Kacsprzyk

 


Ewa Polak – Pałkiewicz

Źródło: http://ewapolak-palkiewicz.pl/historia-wymyslona-kawie/ , 29.08.2014

Jak zdobyli ponownie władzę żydzi w Polsce używając ciemniaka politycznego Wałęsę i tłum robotników w Polsce? Czy to ktoś już wziął pod lupę, aby się temu żydowskiemu „mechanizmowi” w Polsce przyjrzeć z bliska ?

 

Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarnosc - Gdańsk'81 fot. Leszek Biernacki

Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarnosc – Gdańsk’81. fot. Leszek Biernacki

W 1981 roku cała granda „komandosów” tzn. synusiów „puławian” („puławianie” – to była frakcja obywateli polskich, ale żydowskiej narodowości w komunistycznym PZPR-e z lat 1944-1968) typu Michnik, Geremek, Mazowiecki itp. finansowani przez żydów amerykańskich, przygotowywali się latami i wyczekiwali na kolejny bunt sfrustrowanych polskich robotników przeciw kremlowskiemu reżimowi PRL-u, aby wykorzystać odpowiedni moment i zająć dogodne pozycje polityczne do kolejnego przejęcia władzy w Polsce. Pomagał im w tym Mossad.

Żydzi przez Gomułkę zostali odsunięci od koryta władzy w PRL-u w porozumieniu z Chruszczowem, gdyż żydowska frakcja w PZPR otwarcie popierała Izrael za napaść na Arabów w 1967 w tzw. wojnie czerwcowej w 1967 roku. Wtedy ZSRR zbroiło Arabów i pilnowało też swoich wpływów tam gdzie jest najwięcej ropy naftowej na świecie. Popieranie „imperializmu amerykańskich” sojuszników jak Izraela w latach 1960-ch było sabotażem polityki Kremla, więc Chruszczow kazał wyrzucić obywateli polskich żydowskiego pochodzenia z PZPR-u i centralnych stanowisk władzy w Polsce. Chruszczow to samo w tedy zrobił w ZSRR.

Po roku 1968, żydzi latami w Polsce knuli intrygi i szykowali się zawzięcie do ponownego przejęcia władzy w Polsce. Sami żydzi w Polsce nie mogli by od razu samodzielnie stanąć na czele buntu robotników w Polsce, gdyż byli skompromitowani politycznie w oczach Polaków.

Zdawali sobie z tego doskonale sprawę i zaplanowali na początku buntu robotniczego wcisnąć się w rządku za plecami jakiegoś przywódcy robotniczego, którym akurat był bez wykształcenia, ciemniak historyczny, zwykły robotnik Wałęsa, [którego w drugim dniu strajku w Stoczni, podrzucono motorówką pod stocznię a Michnik i Kuroń wwieźli go na taczce na halę, gdzie odbywał się strajk – admin]. „Komandosi” żydowscy byli już doświadczonymi graczami polityczni z lat 1960-tych i 1970-tych, a zawzięty robotnik Wałęsa, w 1981 roku był jeszcze manipulowanym ciemniakiem politycznym i potrzebował wsparcia jakiś „doradców”, gdyż sam nic by nie zdziałał. [Natomiast trzeba przypomnieć, że już w latach 1970-tych podpisał współpracę z SB, przyjmując pseudonim „Bolek” – https://www.youtube.com/watch?v=irdy7rs2ZAE – admin].

Tych tzw. „dysydentów demokratycznych” czyli Żydów w Polsce wspierał Mossad. Jest na to już wiele publikacji, że agenci Mossadu przygotowywali plany i koordynowali odpowiednie intrygi polityczne oraz kierowali żydowskimi „dysydentami” jakie mają wykonywać działania, aby obalić PRL i przejąć ponownie władzę w Polsce.

Za plecami Wałęsy ustawiły dwa zastępy „doradców”:

1. O narodowych polskich i patriotycznych opcjach politycznych.

2. Tzw. „komandosów-dysydentów po-gomułkowskich” z żydowską tożsamością liberalno-talmudyczną walczących o władze, oraz przywileje, ale dla samych siebie jak za czasów żydokomuny Bieruta lub początku władzy Gomułki.

Ci „komandosi-dysydenci” mieli bardzo poważne wsparcie mediów zachodu, Ameryki, które są przecież w rękach żydowskich, oraz rzecz jasna, że popychają w wielką politykę „swoich” tępiąc jakiś tam polskie narodowe interesy itp.

W Polsce było w tym czasie ok. 1500 agentów Mosadu, i byli oni rekrutowani wśród obywateli polskich, ale żydowskiej narodowości, którzy mieszkali na stałe w Polsce. Ambasada Amerykańska w Polsce i jej wszyscy pracownicy byli pod ciągłym nadzorem SB. Ówczesny szef CIA, William Casey, zwrócił się do Icchaka Hoffi, szefa Mossadu o pomoc. Mossad miał wielki dług wdzięczności wobec CIA za pomoc w zbombardowaniu przez lotnictwo Izraela w dniu 7 czerwca 1981 roku Reaktora Atomowego Osirak w Iraku:

Za plecami Wałęsy, odbywała się zawzięta walka między Polakami i Żydami w obozach „doradców” , ale wygrali tę walkę ci, co mieli wsparcie Mossadu i żydowskiej międzynarodówki medialnej oraz tej politycznej mafii żydowskiej, która osaczyła Biały Dom i sprawuje w nim władze do dzisiaj.

Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku i wyłapaniu oraz internowaniu wszystkich aktywistów buntu przeciwko „władzy ludowej” PRL-u, „komandosi-żydzi” postanowili się POZBYĆ konkurentów NSZZ Solidarność z orientacją „narodowo-patriotyczną”, aby w przyszłości nie przeszkadzali im w ostatecznej rozgrywce walki o władze w Polsce, która była nieunikniona.

„Komandosi” wsparci działaniami Mosadu, kolaborowali z komuchami insynuowali reżimowi Jaruzelskiego, aby tych „narodowo-patriotycznych” działaczy z NSZZ Solidarności wygonić z Polski i skazać na banicję.

Wobec tych okoliczności najbardziej wykształconych, naukowców, działaczy o orientacji narodowo-patriotycznej „zachęcano” do wyjazdu z Polski w świat szeroki na emigrację, maltretowaniem, groźbami śmierci itp. oraz jednocześnie wciskano paszporty do rąk i bez wypełniania podania o ten paszport , tak aby w przyszłości nie wracali do Polski i nie przeszkadzali „żydo-dysydentom” w późniejszej walce o władzę.

„Dysydenci żydowscy” już wtedy obiecywali, że nie będą domagali się ukarania komunistycznych zbrodniarzy żydo-stalinowców, oraz ukarania złodziei PRL-u, którzy rozkradali finanse Polski na dwa pokolenia do przodu.

8 tysięcy najbardziej wykształconych działaczy NSZZ Solidarność, których więziono w więzieniach [nie, nie w pensjonatach wypoczynkowych z kolorowymi telewizorami jak żyda Michnika, Geremka czy Mazowieckiego!] straszonych śmiercią wręczano „wolność” paszportem, ale ze stemplem – jednokrotnym prawem przekroczenia granicy Polski i bez prawa powrotu.

Tak oto właśnie bandyta Jaruzelski, „doradcy – dysydenci demokratyczni” za cichą zgodą Wałęsy wyrzucili z Polski swoją konkurencję, a był to kwiat polskiej inteligencji. Ta banicja mści się do dzisiaj na Polsce, gdyż żydokomuna dokonała kolejnego drenażu mózgów polskiego narodu i teraz poniewiera Polską i Polakami [nie wymordowali i załatwili polską inteligencję nieco bardziej „humanitarnie” niż to zrobiono po 17 września 1939 roku – po napadzie Stalina na Polskę w myśl umowy Ribbentrop –Mołotow].

Należy zawsze o tym pamiętać, że to właśnie ci działacze solidarności o orientacji „narodowo-patriotycznej” wynieśli na szczyt i zrobili Wałęsę swoim liderem i przedstawicielem do negocjacji z komunistycznymi władzami PRL-u w sierpniu 1981 roku, ale w trakcie tych „rokowań” z PZPR-em żydzi zagrali pierwsze skrzypce i pomagał im w tym Mossad, a Wałęsa był tylko postacią fasadową, że niby reprezentuje głos robotniczy.

Mossad zorganizował cały system przepływu informacji do korzystnego podejmowania decyzji, środki łączności, logistyki i szybkiego przemieszczania się żydowskich działaczy z Solidarności oraz system przesyłania informacji do przywódców polityki zachodu oraz mediów zagranicznych, które to media wywierały poważną presję na komunistyczny rząd w Polsce i na Kreml w ZSRR.

Ci tzw. „dysydenci demokratyczni” czyli żydzi w Polsce bez wsparcia tysięcy agentów Mosadu w Polsce nie byli by w stanie odegrać takiej roli w NSZZ Solidarność i dorwać się ponownie do władzy w Polsce jak jest to dzisiaj.

Zob. też:

==================

Romank

9 sierpnia 2014 at 23:59

Drobna korekta, to nie ci działacze zrobili Wałęse, bo dni Wałęsy były policzone. Na Zjeździe w Oliwii jedynym Zjeździe Polskiej Solidarności, o mały włos Wałęsa poszedłby w odstawkę tak, jak poszedł caly KOR.

Wtedy wybuchła panika … straszono rozbiciem w Solidarności … więc ludzie zgodzili się na Wałęse dając mu na zastępcę Mirosława Krupińskiego, mądrego wykształconego działacza z Olsztyna. Tylko i wyłącznie aby utrzymać tak potrzebną jedność.

Oznaczało to odcięcie Wałęsy od wszechobecnych doradców z likwidacją instytucji doradców w ogóle.

Do tego gotowy Plan Polski Samorządnej, Struktur poziomych i Samorządu pracowniczego … całkowicie przejmował kierownice.

To wtedy Geremek zwrócił się o wprowadzenie Stanu Wojennego. Po to, żeby zlikwidować narodową polską konkurencję … parchatej sarmacji.

Ludzi tych zlikwidowano, usuwając bądź mordując, bądź zamykając w szpitalach psychiatrycznych na oczach wszystkich Polaków, i przy ich całkowitej bierności. Nikt nigdzie się o nich nie upomniał, a wspomnienie powyższe jest rzadkością i wyjątkiem.

Dlatego będzie ciążył na polskiej jaźni jako wyrzut sumienia.

Za: http://www.monitor-polski.pl/tworzenie-judeopolonii-rola-zydowskiego-mossad-u-w-nzz-solidarnosc/  /  http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=10740&Itemid=56  ,

Faszyzacja SOLIDARNOSCI Tymi słowami określa Frasyniuka i Karola Modzelewskiego Leszek Skonka, człowiek który dobrze znał obu  z działalności w „Solidarności”, gdyż sam  po zakończeniu strajków we Wrocławiu Frasyniuka  początkowo lansował, czego później zresztą bardzo żałował. To jakich ludzi wyniósł do władzy „okrągły stół” przekonujemy się na co dzień .

A jakimi są ludźmi i jak obojętna jest im Polska wychodzi na jaw prędzej czy później. Frasyniuk nie ukrywa swoich kosmopolitycznych poglądów, kiedy mówi o zniesieniu święta 11 listopada: „Skreślmy 11 listopada, bo zimno, chłodno i prawdę powiedziawszy jest to ponure święto, w którym kontynuujemy tradycję II RP, a trzeba ją przerwać – zadeklarował Frasyniuk, wypowiadając się w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w Londynie przy okazji otwarcia wystawy „Solidarność legenda wiecznie żywa.”
Dajmy jednak prawo głosu człowiekowi, który był świadkiem działalności „opozycyjnej ” Frasyniuka , a co za tym idzie jego wypowiedzi są materiałem źródłowym . Tym człowiekiem Jest Leszek Skonka o to co ma do powiedzenia na temat Władysława Frasyniuka:   „DLACZEGO FRASYNIUK BOI SIĘ LUSTRACJI ? 

Jest kilka bardzo istotnych powodów skłaniających Frasyniuka do występowania przeciw lustracji  i ujawnianiu zawartości teczek. Dlatego nie stara się sam w IPN o świadectwo pokrzywdzonego, bo chyba by go nie otrzymał; chyba , żeby mu załatwił je Leon Kieres, jak Wałęsie. Oficjalnie twierdzi, że nie interesuje go, kto na niego donosił i co SB o nim pisała. W rzeczywistości boi się, że społeczeństwo dowie się o jego prawdziwej roli w „Solidarności”, a także  przy okazji o takich jej filarów i przywódców Unii Wolności, jak Mazowiecki, Geremek, Modzelewski, Barbara Labuda, Pinior, Marcin Święcicki, Balcerowicz i o setkach im podobnych. Społeczeństwo może się dowiedzieć, dlaczego, z czyjej inicjatywy niektórzy działacze „Solidarności” i Unii Wolności zostawali po 1989 roku posłami, senatorami, wojewodami, prezydentami miast, , ministrami? Skąd Frasyniuk, skromny związkowiec, kierowca autobusowy MPK  miał miliony na założenie własnej drogiej, o zasięgu międzynarodowej,  firmy transportowej ? Czy i jakie zlecenia wykonywał dla SB, dla KOR-u, , Sorosa i jakie czerpał z tego korzyści? Frasyniuk to szmatława postać. Poznałem go w czasie sierpniowego strajku i sam go na początku lansowałem powierzając mu funkcję  rzecznika prasowego Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego  (byłem członkiem Prezydium Komitetu Strajkowego odpowiedzialnym za sprawy organizacyjne strajku). Po zakończeniu strajku zaproponowałem  go do pierwszego składu Zarządu MKZ – (Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego) NSZZ). Jednakże już po kilku dniach pokumał się on z ludźmi KOR-u. Skaperował go do walki przeciw działaczom o związkowych postawach, Karol Modzelewski. Z polecenia i przy pomocy KOR-u, wyeliminował związkowego działacza – pierwszego przewodniczącego MKS i MKZ Jerzego Piórkowskiego. Następnie usuwał wszystkich działaczy, którzy przejawiali gotowość realizowania Umowy Gdańskiej, sprzeciwiali się upolitycznieniu ruchu pracowniczego oraz przekształcaniu go w partię polityczną dla zdobywania władzy. Jaki to był związkowiec świadczy jego obecny stosunek do własnych pracowników, którym zabronił tworzenia związków w jego przedsiębiorstwie. A w ogóle ten były pseudo „związkowiec” , tak się wzbogacił i  politycznie zaawansował.    

 

http://t0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRse2nBrfFI9dToUjd85ZtX09DUVH3ImMR9yNsBv5h-tc1z4N3X

 

         FRASYNIUK MA PRETENSJE DO LUDZI, ŻE NIE BYLI AGENTAMI SB i zachowywali się przyzwoicie.

Po zakończeniu strajków sierpniowych w 1980 roku, opanowaniu kierownictwa „Solidarności” przez KOR i związanych z nimi różnych grup gangsterskich oraz  agentów SB, którzy postanowili  zerwać  warunki Umowy Gdańskiej rozpoczynając jednocześnie walkę o zdobycie władzy w Państwie. Dlatego wyeliminowano ze Związku działaczy o postawach pro związkowych, którzy dążyli do realizacji warunków Umowy Gdańskiej na podstawie uzgodnionych ze Strona Rządową 21 postulatów i przyjętych uzgodnionych protokołów. By pozbyć  się działaczy o postawach związkowych, bezpodstawnie, bez jakichkolwiek dowodów, publicznie   pomawiano ich o rzekomą współpracę  z SB. Czynili to zwłaszcza ludzie z kierownictwa „Solidarności” faktycznie związani z SB lub wręcz agenci SB zainstalowani w Solidarności przez te służby. Nie przedstawiano osobom inkryminowanym żadnych dowodów, bo ich po prostu nie było. Wystarczyło, że sugestie wysuwali ludzie z kręgów kierownictwa Solidarności, by zniszczyć niewygodnego przeciwnika. Pokrzywdzeni tymi oskarżeniami byli bezsilnie. Nie pozwolono im się bronić, a nawet, gdyby dopuszczono ich do głosu, to i tak dano by wiarę „świętej” „Solidarności”. Zabieganie o uzyskanie „zaświadczenia” z SB byłoby traktowane jako potwierdzenie oskarżenia i ośmieszało skrzywdzonego. Dlatego po powołaniu IPN i  bezpodstawności oskarżeń przez wydawanie przez IPN zaświadczeń o pokrzywdzeniu wywołało wściekłość u tych, którzy na  25 lat  odsunęli niewinnych ludzi od aktywnego życia publicznego, od pracy zawodowej, możliwości awansu, Jak się dziś  okazało oskarżyciele byli inspirowani i powiązani agenturalnie ze Służbą Bezpieczeństwa, i  to właśnie  Władysław Frasyniuk świadomie, dla zrobienia kariery i korzyści materialnych współpracował z SB. 

 FRASYNIUK W SŁUŻBIE GEN. KISZCZAKA(x)

W emigracyjnym wydawnictwie w Kanadzie ukazały się relacje z okresu stanu wojennego internowanego wiceprzewodniczącego Komisji  Krajowej NSZZ „Solidarność” Mirosława M. Krupińskiego,  działającego  obecnie bardzo aktywnie w Australii. Autor w latach 1982/1983 przebywał wraz w Frasyniukiem w więzieniu w Łęczycy. Twierdzi on, że Frasyniuk agitował wówczas za współpracą ze Służbami Bezpieczeństwa,  kierowanymi przez gen. Kiszczaka. Służby te usilnie zabiegały wówczas o pozyskiwanie wśród bardziej znaczących i gotowych do współpracy z władzami stanu wojennego internowanych, potencjalnych uczestników do rozmów w Magdalence i przy „Okrągłym Stole”.

Krupiński wyjaśnia dlaczego nie od razu ujawnił pewnych  faktów dotyczących działalności Frasyniuka:

 (…) w czasie kiedy interesy „Solidarności „ jako całości były dla mnie pierwszoplanowe, tego aspektu „solidarności więziennej” nie poruszałem, aby obrazu „S” nie psuć. Teraz w roku 2001, zaczynają docierać do mnie, układające się w całość dalsze fragmenty politycznej prostytucji, których dalej maskować powodów nie mam. (…)

I dalej pisze o swoich podejrzeniach wobec agenturalnej roli Frasyniuka:

„Gdzieś na przełomie lat 82/83 przywieziono do Łęczycy Władysława Frasyniuka. Przez kilka dni trzymano go oddzielnie, a następnie „dokwaterowano” do nas. Było nas już wtedy ponad dziesięciu i od czasu do czasu zmieniano nam strategicznie cele. Po jednej z takich roszad znalazłem się sam na sam z Frasyniukiem w małej celi z czteroma pryczami. Zastanawiałem się nad celem takiej rozrzutności metrażowej – cele były zwykle przepełnione, tutaj, pomimo dwóch pustych prycz nie dokwaterowano nam nawet wtyczki ( byli tacy). Najmniej machiawelicznym wytłumaczeniem mogło być, że cela miała dobry podsłuch i chciano posłuchać naszych rozmów. Rozbawiony pomyślałem, że słuchających spotka raczej zwód, bo Frasyniuka za tytana intelektu raczej nie uważam, – zatem szans na ekstrawertyczne dyskusje z mojej strony nie było. W jakimś jednak stopniu się pomyliłem – Władek miał dziwnie wiele do powiedzenia. Nie mówił wprawdzie własnym językiem tylko cytatami z Michnika, Kuronia & Co, ale mówił zadziwiająco wiele, zadziwiająco płynnie. Wręcz recytował.

 Nie było w tym „prawie monologu”, nic o „Solidarności”, członkach KK, której obaj byliśmy, ani o sytuacji Polski, której wykładnikiem była nasza obecność w Łęczycy.

Było natomiast wiele o strategii dojścia do władzy i o władzy tej przyszłym składzie.

A ów referowany skład był z grubsza, taki jak to dziś bym określił pomagdalenkowy –  czyli Frasyniuka idole, Frasyniuk  i ci, co z nimi trzymać będą. ( …)

 Do tej pory nie jestem pewien, co było powodem tej wylewności. (…) Może inspiracja Kiszczaka, & Co, którzy mogli uważać mnie za kandydata

Przyszłego magdalenkowca?

Może wreszcie frasyniukowe mniemanie, że nikt okazji przyłączenia się do przyszłej władzy się nie oprze i będzie o jej względy czynem i lojalnością zabiegał?

 Najbardziej dziś prawdopodobna wydaje mi się mieszanina wszystkich trzech powodów, – bo przecież ktoś musiał nam to tet a’ tet w pół pustej celi zorganizować, a mój +wykładowca teorii dorwania się do przyszłej władzy+ mówił otwarcie, jak do swojego.

 A Ja go nieszczęsny zbyłem, jak głupiego dzieciaka i wyśmiałem (nie zwracając  nawet uwagi na spodziewany podsłuch i Frasyniuka własne walory intelektualne ,  wywołując najpierw zdziwienie i konsternacje, następnie wyraźną wrogość.

Musiał jakiś plan w stosunku do mnie się w tedy rypnąć. …Czyj?

Była jeszcze później jakaś próba z jego strony podsunięcia mi do podpisania deklaracji, że uważam TKK (Tajna Komisja Krajowa, przyp. LS) za jedyną siłę przewodnią i reprezentację „Solidarności” i społeczeństwa, a kiedy i to wyśmiałem, zostaliśmy wrogami, bo ja go po prostu lekceważyłem.

Lekceważyłem niesłusznie – jak dowiodła późniejsza Magdalenka, której prescenariusz było mi dane wysłuchać w cztery oczy od Władysława Frasyniuka  w więzieniu w Łęczycy na początku roku 1983”.  

             Gdy Lechowi Wałęsie przedstawiłem tę wypowiedź nie zdziwił się. Odpowiedział mi (mailem, że również na niego wywierała SB taki nacisk i szantażował ago  ,mówiąc  że jeżeli nie zgodzi się na współpracę z SB , to zastąpią go tacy ludzie jak Bujak, Frasyniuk i podobni, którzy nie będą mieli takich skrupułów.

 

 

 

SYMPTOMY FASZYSTOWSKICH I BOLSZEWICKO-ESBECKICH METOD LANSOWANYCH PRZEZ FRASYNIUKA W DOLNOŚLĄSKIEJ SOLIDARNOŚCI

(artykuł napisany w kwietniu 1988 roku !!!)

Przedstawiony poniżej artykuł nie mógł się ukazać w ówczesnej oficjalnej prasie, bo trwały już rozmowy w nowym  Magdalence na temat podziału władzy między ekipą rządzącą, a kierownictwem „Solidarności” oraz tzw. „doradcami.

Nawet komunistyczny miesięcznik „Zdanie” odmawiał opublikowania go, by nie drażnić kacyków z „Solidarności”.

Od pewnego czasu moi znajomi, koledzy, przyjaciele przekonywali mnie, że moje uprzedzenia, zastrzeżenia, krytyczne sądy na temat ruchu zwanego „Solidarność” są krzywdzące i bezpodstawne. Ruch ten, ich zdaniem,  składa się już dziś z innych rzekomo ludzi, patrzących zupełnie, inaczej na niedawną przeszłość, na swoje błędy i wypaczenia, dlatego, ich zdaniem, i ja powinienem zrewidować swoje opinie i sądy na ten ruch. Niestety, nie umiano mnie przekonać. Nie posługiwano się, bowiem żadnymi racjonalnymi argumentami, lecz jedynie słowami nie mającymi żadnego pokrycia w codziennej rzeczywistości.

 Przeciwnie. Wciąż spotykałem się z arogancją, zarozumiałością, wyniosłością ludzi, którzy dla zaspokojenia swoich osobistych chorobliwych ambicji narażali „Solidarność”, i w końcu doprowadzili do jej zagłady 13 grudnia . Nigdy nie usłyszałem w ciągu minionych    lat  ani  jednej szczerej, rzetelnej samooceny, samokrytyki. Nie znam też żadnej próby naprawy popełnionych błędów, chęci naprawienia wyrządzonych krzywd, szczerej skruchy i gotowości do publicznej ekspiacji.

   Przeciwnie, ludzie, którzy walnie przyczynili  się do przekształcenia  związku zawodowego w partię polityczną, pchnęli ten  ruch  do  walki  o  władzę,  oszukali  świat  pracy;  nadal utrzymują  –  wbrew  faktom  –  że  winę  za to, co się stało 13 grudnia  1981  roku, ponoszą wszyscy w kraju i za granicą, tylko nie oni.

   To, że moja  ocena  i opinia o kierownictwie „Solidarności” jest słuszna świadczą fakty. A oto one.

 

W kwietniu br. (1988r. ) koło politologów wrocławskich studentów zwróciło się do mnie o przeprowadzenie prelekcji na temat powstania na Dolnym Śląsku NSZZ „Solidarność”, zwłaszcza mojego udziału w tym procesie oraz przyczyn usuwania z kierownictwa tego ruchu wielu czołowych działaczy  opozycji  demokratycznej,  w  tym  także założycieli  Wolnych  Związków  Zawodowych,  przed  sierpniowymi strajkami we Wrocławiu. Organizatorzy prelekcji wiedzieli, że nie  jestem ani sympatykiem, ani  też  faworytem  władzy. Twierdzili, że chcą poznać opinie, sądy i fakty przedstawiane przez ludzi, którzy znają wydarzenia ostatnich burzliwych lat z autopsji. Byli nie tylko ich uczestnikami, lecz także aktywnymi ich twórcami.

Te argumenty przekonały mnie. Tym bardziej, że czynniki oficjalne unikają podejmowania tej problematyki pozostawiając ją wyłącznie w gestii „Koro-Solidarności”. Zgodnie, więc z umową pojawiłem się w Klubie Asystenta „Sezam”, by przeprowadzić prelekcję. I tu właśnie zaczynają się wydarzenia wręcz niepojęte. Opiszę je dość dokładnie, gdyż chcę przekonać ślepych i fanatycznych wyznawców idei „Koro-Solidarności”, że „ludzie kierujący dziś resztkami tego ruchu nie zmienili swej pogardliwej postawy wobec demokracji, tolerancji, pluralizmu.

 Te bardzo ważne, a nawet święte dla Polaków wartości, dla nich są tylko bałamutnymi hasłami propagandowymi.

Otóż w klubie pojawiło się kilku ludzi, którzy przedstawili się  organizatorom spotkania jako wysłannicy Frasyniuka.

Jeden z nich   –   Paweł  Kocięba  domagał  się  w  imieniu  Frasyniuka zaniechania   prelekcji.

Mówił, że Frasyniuk bardzo się zdenerwował  i  rozgniewał, gdy  się dowiedział o prelekcji dra Skonki  na  temat „Solidarności” i polecił nie dopuścić do niej. Argumentował,  że  kierownictwo Regionu oceniło i osądziło już dra Skonkę  w październiku 1980 roku negatywnie i dlatego nie ma on prawa  bez  zgody  Frasyniuka  występować publicznie z tematami dotyczącymi NSZZ „Solidarność” .

Chyba komentować tego nie trzeba. Oto jakiś facet skompromitowany klęską ruchu, którym   współkierował, a przynajmniej firmował kierowanie, rozkazuje studentom, kogo mają słuchać, a kogo powinni  bojkotować. Nie łatwo w to uwierzyć, lecz jest to niestety prawda. Ponieważ wysłannikom Frasyniuka, mimo użycia gróźb, nie udało się zmusić organizatorów do odwołania prelekcji, zażądali wówczas by najpierw  dopuścić do głosu przedstawiciela „Koro-Solodarności”, który w imieniu Frasyniuka oceni prelegenta, wyda o nim opinię i ostrzeże audytorium  by nie dawało  wiary temu, co on powie; a  wszystko w imię pluralizmu, demokracji, wolności słowa.

Dość miękki i zastraszony przewodniczący spotkania – student – uległ  chyba w pierwszej chwili żądaniom, ale gdy zagroziłem, że w takim przypadku zrezygnuję z wystąpienia, wycofał się.  Wymogli jednak na nim opóźnienie spotkania, by porozumieć się z Frasyniukiem i ściągnąć więcej swoich ludzi, którzy utrudnialiby skutecznie prowadzenie prelekcji. Niezorientowanych może dziwić, co tak bardzo  zdenerwowało kierownictwo  „Koro-Solidarności”, że zadało sobie aż tyle trudu, by  nie dopuścić do prelekcji?

Wszak nie znali treści mającego odbyć się wystąpienia: sam tytuł brzmiał niewinnie i łagodnie – „Zawiedzione nadzieje NSZZ „Solidarność”.

Otóż niepokoił Frasyniuka sam prelegent.

 Frasyniuk i jego otoczenie z góry  zakładało,  że to co powie referent jest tak groźne, tak niebezpieczne, a przynajmniej tak niewygodne dla kierownictwa Zarządu Regionu, że trzeba uniemożliwić wystąpienie za  wszelką cenę, a jeśli się to nie uda, to tak skutecznie przeszkadzać, by prelegent nie mógł zrealizować całego programu.

Przede wszystkim starą korowską metodą próbowano zwekslować temat i dyskusję na boczne, peryferyjne tory. Toteż już po pierwszych moich grzecznościowych słowach skierowanych pod adresem studentów i organizatorów prelekcji wstał przedstawiciel Frasyniuka – Paweł Kocięba i oświadczył, że prowadzący spotkanie student nie powinien  dopuścić mnie do głosu, że miał najpierw pozwolić jemu mówić, że złamał jakieś wcześniejsze ustalenia i, za to „zapłaci”, że „będzie go to drogo kosztować”. (Później dowiedziałem  się, że straszył Frasyniukiem). Wszystko to działo się w kwietniu 1988 roku!!!/.

W  czasie  trwania  prelekcji, co jakiś czas, któryś z nasłanych ludzi usiłował mi przerwać, krzycząc  kłamstwo, bzdura, nieprawda, śmiać się szyderczo itp.

 Przewodniczący zebrania – student, był wyraźnie przestraszony i dopiero na moje żądanie przypomniał awanturującym się wysłannikom Frasyniuka, że to ja prowadzę prelekcję, a nie oni, że po moim wystąpieniu będą mogli zabrać głos i ustosunkować się do moich wypowiedzi. Oczywiście, reszta  audytorium  siedziała spokojnie, ale ze zdziwieniem i przerażeniem obserwowała praktyki stosowane przez awanturników usiłujących uniemożliwić prowadzenie prelekcji. Ponieważ grupa ta, a szczególnie dwaj bliscy współpracownicy Frasyniuka: Paweł  Kocięba i Paweł  Kasprzak nadal ordynarnie zakłócali  przebieg  spotkania toteż skorygowałem swój poprzedni plan prelekcji kładąc główny nacisk na brak nawyku w praktyce demokracji, tolerancji, uznania  pluralizmu,  wolności słowa w „Solidarności”,  a  jako  przykład  nie  do podważenia wskazałem właśnie  na  zachowanie  się ludzi nasłanych przez Frasyniuka. Jednocześnie  sięgnąłem do podobnych przykładów z minionych lat, a  zwłaszcza owych wyidealizowanych 16 miesięcy władzy i terroru „Koro-Solidarności” w Polsce.

Ta metoda okazała się dość skuteczna, przynajmniej na pewien czas. Cytowane przeze mnie przykłady łamania zasad demokracji, stosowanie bezwzględnej  nietolerancji wobec  ludzi  odmiennie myślących  przez  „Solidarność” nie mogły być kwestionowane, ale za  to usiłowano je bagatelizować dowodząc, że są to pojedyncze głosy, jednostkowe  krzywdy i niewiele znaczą wobec wielkości sprawy jaką jest „Solidarność”.

Gdy tylko próbowałem  przedstawić jakiś niewygodny dowód, jakąś znaczącą tezę,  która nie podobała się tej grupie, albo niepokoiła ją, np., że  przyczyną  upadku NSZZ „Solidarność” były chorobliwe ambicje polityczne  działaczy KSS  KOR,  którzy  potraktowali  ten ruch instrumentalnie, świadomie  deformując  go  i przekształcając w organizację  polityczną, łamiąc tym samym  punkt  2-gi Umowy Gdańskiej, to wówczas podnosił się wrzask, że to nieprawda, że to władze nie dotrzymały warunków umowy. Wtedy brałem dokument i cytowałem ten punkt, który wyraźnie mówi, że  nowe związki  zawodowe  „nie  zamierzają pełnić roli partii  politycznej”.  Po takich cytatach awanturujący się na pewien  czas  milkli.  Może dlatego, że nie znali, a może zapomnieli niewygodne punkty Umowy. W każdym razie szybko uciekali  od  rozważań i  argumentów racjonalnych  i  przeskakiwali  na  tematy  pozamerytoryczne np. celowo przekręcając i  wyśmiewając moje nazwisko, poddając w wątpliwości  moje wykształcenie, prawdziwość świadectw, sugerując, że doktorat zrobiłem na uczelni partyjnej i to rangi Uniwersytetu  Marksizmu-Leninizmu  itp. Jeden z bojówkarzy Frasyniuka  np. wykrzykiwał w czasie prelekcji, że „Solidarność” wie coś o moim doktoracie, o mojej wiedzy, studiach, kwalifikacjach. Słowem robiono wszystko, by nie dopuścić do realizacji prelekcji. Gdy próbowałem  np. powołać  się na jakąś moją publikację oficjalną lub poza  oficjalnym  obiegiem, grupa ta na komendę wybuchała głośnym śmiechem, wyrażając szydercze uwagi i poddając w wątpliwość  możliwość  wyrażania  przeze  mnie  jakiejkolwiek rozsądnej myśli na piśmie. Także cytowane wypowiedzi innych ludzi, którzy wyrażali krytyczne uwagi o korowskiej  „Solidarności”  traktowane były podobnie lekceważąco i szyderczo. Ba, nawet wypowiedzi krytyczne czołowego  działacza  KOR-u  z  Gdańska  –  Bogdana Borusewicza próbowano także zagłuszyć. Otóż zacytowałem  jego wypowiedź zawartą   w  książce  Mariana  Muskata  i  Mariusza  Wilka,  pt. „Konspira”, wydanej w Paryżu w 1984 roku. M.in. mówi on tam: „Zacząłem  dostrzegać, jak zmieniają  się ludzie, którzy kiedyś byli przyjaciółmi, jak uderzają im do głowy ambicje, stanowiska, jak ze skromnych, uczynnych kolegów wyrastają bossowie niszczący swoich oponentów. Raptem uświadomiłem sobie, że sukces wcale nie musi zmieniać człowieka na lepsze, że sukces społeczny, narodowy tego ruchu  przestaje być  moim  sukcesem…”  I dalej – „Ruch obrastał  wszystkimi negatywnymi cechami systemu: nietolerancją dla  inaczej myślących  i czyniących, tłumienie krytyki…” A w innym  miejscu  – „Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby na wyborach do władz  „Solidarności”  wstał facet  i  powiedział  – jestem niewierzący…  Nie było człowieka,  który by powiedział: nie złożę tej przysięgi, bo jestem po prostu niewierzący, chcecie to mnie wybierzcie, nie to nie”. Ten  przydługi  cytat  przyjęty  był  wręcz  wrogo  przez  ludzi Frasyniuka, ale nie umiano podjąć z nim merytorycznej dyskusji. Także cytowane  listy  działaczy „Solidarności” do kierownictwa Regionu Dolnego Śląska wyszydzano i lekceważono.

Celowo przytoczyłem te fakty i tak szczegółowo je przedstawiłem,  by oddać  atmosferę spotkania  jaką  wytworzyła niewielka, lecz bardzo agresywna i hałaśliwa grupa awanturników politycznych  z  Dolnośląskiej  „Solidarności”,  która  w innych okolicznościach  posługiwała  się  obłudnie hasłami pluralizmu, demokracji,  wolności  słowa itp. Warto też zaznaczyć, że ludzie ci do tej pory nie przychodzili na tego rodzaju spotkania. Chcę dzięki  ukazanej sytuacji przekonać tych wszystkich, którzy mają jeszcze  jakieś resztki złudzeń wobec korowskiej „Solidarności, że  powinni  się  ich  jak najszybciej  wyzbyć. Chciałem więc przedstawić   oblicze   moralne  i  polityczne  tej  grupy, jej faktyczny  stosunek do wielu haseł jakimi tak chętnie się na co dzień posługuje. Jeśli teraz, gdy  jeszcze  nie sprawują totalnej władzy nad społeczeństwem  zachowują   się tak arogancko, ordynarnie, apodyktycznie, to, jak  wyglądałby ich rządy, gdyby rzeczywiście władali krajem? Nie  trudno sobie  to  wyobrazić. Jeśli  teraz pan Frasyniuk zakazuje  studentom  słuchania  prelekcji  niemiłych  mu ludzi, nakazuje  milczenie  ludziom  niewygodnym, stosuje cenzurę wobec nieprawomyślnych, to jak będzie się zachowywał gdy rzeczywiście będzie dysponował  aparatem   wykonawczym  państwa:  władzami bezpieczeństwa, sądami, prokuraturą, wojskiem, więziennictwem, prasą, cenzurą itp. I  rzecz znamienna, po zakończeniu prelekcji, przeszkadzający w czasie jej trwania metodami wręcz łobuzerskimi, nie mieli nic do powiedzenia. Nie podjęli żadnej merytorycznej dyskusji z przedstawionymi przeze  mnie  tezami, sądami, opiniami. Na moje pytanie dlaczego wobec tego  tak  rwali się do głosu w czasie trwania prelekcji – Paweł Kocięba szczerze przyznał, że chodziło po  prostu  o zakłócenie prelekcji, bo ja jestem „zdrajcą”. Owa zdrada  polegać  ma  na  tym,  że krytykuję KOR i „Solidarność”, które  chcą  dla  Polski  dobrze i w ten sposób wspomagam reżim. Tak, tak, to nie  pomyłka.  Człowiek Frasyniuka  stwierdził publicznie, że  każdy  kto nie zgadza się z „Solidarnością”, z wolą i opinią jej kierownictwa – jest  zdrajcą.

By odrzucić ewentualne tłumaczenie, usprawiedliwienie, że był to tylko jakiś prywatny wyskok nadgorliwców pragnących podlizać się Frasyniukowi, chcę zauważyć, że na spotkaniu tym był także Stanisław  Huskowski  –  b.  rzecznik  prasowy  Regionu,ówczesns szara eminencja Solidarności ,   który powtórzył stawiane mi od  lat zarzuty  przez  korowskie kierownictwo  „Solidarności”.  Zarzuty  te zawiera także książka   „Solidarność na Dolnym  Śląsku”,.,,  , A autorem jej był występując  pod pseudonimem Stanisława Stefańskiego   Włodzimierza Suleja. ).

 Prof. Włodzimierz Suleja zarzuca  mi tam, że przede wszystkim byłem  przeciwnikiem upolitycznienia  nowych związków, pisząc:

 „Po przekształceniu się MKS  w  MKZ /…/ Skonka wziął w swoje ręce szkolenie przyszłych działaczy związkowych. On to inaugurował pierwsze spotkanie tego typu 4.09., kiedy nie tylko budynek, ale i plac przed budynkiem okupowany był przez delegatów zakładów, a samo spotkanie odbywać się musiało  w  kilku turach.  On opracował program pierwszych szkoleń podczas których miano analizować treść Porozumienia Gdańskiego,  zapoznać się z międzynarodowymi i krajowymi aktami prawnymi   gwarantującymi   wolność   i   niezależność  związków zawodowych, przedyskutować założenia programowe nowych związków, zastanowić  się  nad  ich  strukturą  i wreszcie uczyć się zasad skutecznego działania przez pokazywanie typowych błędów popełnianych przez niedoświadczonego działacza społecznego. Nie ulega więc wątpliwości, że sporo tych pożytecznych skądinąd informacji przekazywał swoim słuchaczom. Nieszczęście polegało na tym, że nikt z  prezydium wykładów tych nie kontrolował. Skonka zaś nie poprzestał jedynie na realizowaniu opracowanego przez siebie programu. Niepokoju nie wzbudzały jeszcze zgłaszane przez niego propozycje organizacyjnych rozwiązań, jak choćby pomysł tworzenia wspólnych rad zakładowych z liczbą członków  proporcjonalną do liczby członków  poszczególnych  związków./…/  Zaniepokojenie wzbudzać natomiast  powinny  próby formułowania  diagnoz  o charakterze politycznym  w  odniesieniu  do  ruchu związkowego, które zaczęły zajmować wykładowcy  znacznie  więcej  czasu,  aniżeli  sprawy organizacyjno-związkowe.  Skonka, jak relacjonował dziennikarz „Słowa Polskiego”, czuł się powołany do składania deklaracji, że związki w żadnym przypadku nie są siłą o charakterze politycznym . Nie byłoby w tym nic odkrywczego, gdyby nie dalszy ciąg tego wywodu. Wykładowca twierdził bowiem, że były próby, i być  może będą  jeszcze  w przyszłości – przekształcenia NSZZ w nową siłę o charakterze głównie politycznym. Jest wspólną sprawą robotników  –  brzmiała  konkluzja  – dać  odpór tym nieodpowiedzialnym i na szczęście nielicznym tendencjom.

Skonka  nie operował, tak jak dziennikarz  „Słowa” aluzjami. Przekonywał swych słuchaczy, że jedynym wewnętrznym zagrożeniem dla  związku są ludzie nasłani doń przez KOR. Nie oszczędzał też władzy, a zwłaszcza tych jej reprezentantów, którzy przeciwni są zaspokajaniu słusznych robotniczych postulatów”./…/ Personalnie swój atak Skonka skoncentrował na dziale informacyjno-wydawniczym oraz  Modzelewskim, którego wejściu do MKZ od początku się sprzeciwiał”./podr. Red)”.

                 Celowo przytoczyłem tak obszerny cytat z książki opracowanej z pozycji  korowskiej  „Solidarności”,  by  Czytelnik  mógł sam osądzić, jak wątpliwe stawiano mi zarzuty obrzucając mnie zarazem błotem, pomawiając publicznie o współpracę z SB i władzami PZPR. A przecież ja tylko tłumaczyłem nowym działaczom związkowym, że jeśli  odrzuca się kuratelę polityczną  PZPR nad związkami zawodowymi,  to nie można wprowadzać innej siły politycznej na jej miejsce. Jeśli  ruch związkowy ma być wolny, niezależny od PZPR, to nie można go  uzależniać od polityków z  KSS  „KOR”  i  różnych pseudo religijnych i klerykalnych sił.

Wreszcie nieuczciwe i  poniżej  pasa było uderzenie i przypisywanie mi współpracy z SB, PZPR i władzami. Gdyby to była choć w drobnej  części prawda, to musiałbym mieć jakąś korzyść np. stanowisko zgodne z kwalifikacjami lub w ogóle jakąś pracę, jakieś przywileje, talony i inne wyróżnienia jakimi obdarowuje się osoby miłe władzy. Toteż po zakończeniu  prelekcji, nawet życzliwi dotychczas „Solidarności” uczestnicy spotkania opuszczali salę z niesmakiem i z zażenowaniem.  Nie spodziewali się bowiem, by ludzie szermujący nieustannie  hasłami demokratycznymi, pluralizmem, wolnością  słowa,  przekonań, poglądów, opinii, sądów w praktyce brutalnie  zwalczali te wartości, gdy stają się one  im niewygodne.

 Zetknęli się bowiem z klasycznym przykładem, gdy nawyki zamordyzmu i nietolerancji  stają się silniejsze   od propagandowych haseł. Był to przykład wielce pouczający, nie tylko dla studentów, ale także dla tych wszystkich, którzy mieli jeszcze resztki złudzeń i nadziei związanych z byłą korowską „Solidarnością”.

   Myślę, że gdyby doszło obecnie do manifestacji niezadowolenia na tle warunków socjalnych, społecznych lub politycznych, to z pewnością nie będzie w nich przewodzić „Koro-Solidarność”.

Społeczeństwo nie poprze akcji, którymi mieliby kierować ludzie tak skompromitowani, tak mierni moralnie, mający tak spaczone pojęcie o demokracji i innych wartościach społecznych.

Słowem społeczeństwo, nawet niechętne ekipie rządzącej, nie zaufa  po  raz  drugi  tym,  którzy  je tak zawiedli i haniebnie oszukali.

Wrocław, kwiecień 1988 r.”

P.S.  Niestety w rok później społeczeństwo zaufało i płaci za to do dziś. /Autor/

(1) Autorem książki był Włodzimierz Suleja, działacz i aktywista  partyjny, a do sierpnia 2014 roku  dyrektor Oddziału IPN we Wrocławiu.

 Opracowanie tekstu – Leszek Skonka – Wrocław

Świętokrzyski piknik historyczny . Zwiedzając województwo świętokrzyskie, warto jest zawitać do Nowej Słupi, gdzie odbywa się co roku piknik archeologiczno- historyczny, na którym odbywają się walki legionów rzymskich.

Legion i legionista rzymski

Zapewne wiele osób zastanawiało się co to znaczy legion i legionista. Otóż, legion, inaczej mówiąc legia, był zasadniczą, jednostką militarną w armii rzymskiej. Złożony był on z żołnierzy, należących do ciężkozbrojnej piechoty. Każdy legionista, był doskonale wyszkolonym w bojach wojownikiem. Ale będąc na szkoleniu wojskowym, jego życie zależało od jego nauczyciela, który wykładał mu sztukę walki. Nie uczył się on fechtunku, tylko krwawego mordowania przeciwnika. Legion ten, odpowiadał dziś nam znanej dywizji. W pierwszych trzech wiekach panowania tysiącletniego Imperium Rzymskiego, armia tegoż mocarstwa posiadała ponad trzydzieści leginów.

Wyprawy wojenne legionów rzymskich

W wyprawach legionów rzymskich, uczestniczyli też i inni rzemieślnicy, w tym kamieniarze i cieśle. Ich fach i umiejętności, były używane do tworzenia prostych konstrukcji, potrzebnych do prowadzenia walk. Nazwa legion, oznacza „pobór”, a legionista, to po prostu poborowy. W początkowym okresie istnienia imperium, legionistami nazywano wszystkich mężczyzn powołanych do posiadania broni. Przez wiele stuleci w legionach mogli służyć wyłącznie obywatele rzymscy.

Pokaz

Na pokazie historycznym w Nowej Słupi, dowiedzieliśmy się, iż najstarszym znakiem legionu była włócznia z przymocowanym pękiem trawy. Jest ona w skrócie nazywana, signum militare. Od początku istnienia Imperium Romanum, legiony posiadały pięć zasadniczych znaków wojennych, które były noszone przez chorążych, czyli innymi słowy signifer. Na pikniku świętokrzyskim, dowiedzieliśmy się o sztuce prowadzenia walk przez legionistów rzymskich, o ich wyposażeniu wojennym, a także o ich pogańskich obyczajach, które jak wierzyli legioniści, przynosiły im pomyślność na polu walki.

Tekst i zdjęcia Ewa Michałowska – Walkiewicz

     

Jak poinformowało Ministerstwo Obrony Narodowej płk Jacek Połujan, wiceszef Służby Wywiadu Wojskowego zmarł w czwartek w szpitalu po nagłej chorobie.

Służbę Wywiadu Wojskowego utworzono 1 października 2006 roku jako służbę specjalną, właściwą w sprawach ochrony przed zagrożeniami zewnętrznymi dla obronności państwa, bezpieczeństwa i zdolności bojowej sił zbrojnych RP oraz innych jednostek organizacyjnych podległych lub nadzorowanych przez ministra obrony narodowej.

Przeciętni ludzie umierają zwyczajnie bez rozgłosu, każdego dnia tygodnia. Figury, a może raczej figuranci, i to bez względu czy w służbie czynnej czy też urlopowani, bądź też emerytowani, w ostatnich latach wybierają najczęściej piątek, kiedy to śledczy jest już poza służbą i bedzie dopiero w poniedziałek. Taki czas jest niejako gwarantem ich pewnej i spokojnej śmierci z bliżej nieokreślonych powodów i bez specjalnego obiążania kogokolwiek. Zwyczajnie … cześć ich pamięci…

Tym razem jednak jak w dobrze napisanym kryminale akcja rozwinęła się niespodziewanie całkiem inaczej. Nie odbyło się to we własnym biurze na podrzuconym sznurku, ani też samodstrzelenie się na parkingu, czy też w formie desperackiego skok przez ciężko otwierające się okno.

W tym przypadku dotychczas niejawny funkcjonariusz RP zmarł niespodziewanie w szpitalu podobnie jak przed kilku laty byly funkcjonariusz FSB Aleksander Litwinienko. Z tym, że nie w Londynie a w Warszawie i nie z powodu otrucia polonem ale za sprawą „tropikalnej choroby”.

Aczkolwiek flegmatyczni Anglicy ciągle doszukują się tego czy owego w okolicznościach zgonu Litwinienki, to jednak należy się spodziewać w Warszawie znacznie szybszych i pewniejszych rozstrzygnięć.

Skoro władze RP nie wykazały żadnego zainteresowania aby zajrzeć do trumien i przekonać się kogóż to rodzinie przekazali do opłakiwania to trudno się spodziewać aby dochodziły skąd i jak ta „afrykańska choroba” spowodowała śmierć asa wywiadu.

A co będzie jeżeli to ten sam zarazek z ktorym jeden z woluntariuszy medycznych wrócił do ojczyzny Winnetou powodując tamże zagrożenie epidemią tej choroby poza Afryką? Wirus Ebola może spowodować spustoszenie w Polsce zanim nastąpi oczekiwana agresja Putina.

W związku z tym, że Stany Zjednoczone już od września mają testować szczepionkę na wirus Ebola na ludziach a nadwiślański premier ciągle szuka dla siebie i bliskich ujścia do Europy, to w przypadku „afrykańskiej choroby” szefa SWW aż ciarki po krzyżu przechodzą na myśl, że rząd RP dbając o zdrowotność swoich poddanych zaproponuje Aliantom przeprowadzenie takich testów nad Wisłą. Wodociągi już dawno opędzlowane więc i umyte ręce mogą na niewiele zdać się.

Waldemar Glodek
www.polishclub.org