Monthly Archives: Październik 2014

Ujawniamy mechanizm „maszynki przetargowej” – oszustwa doskonałego Wpadli przez arogancję, pazerność i poczucie bezkarności Poszkodowanych tysiące podwykonawców
Prezydent nie odbiera wyroku sądu. „Ciągnie” do wyborów.

– Dogadał się cwaniak z urzędnikiem jak orżnąć podwykonawców, a za to wszystko zapłacą podatnicy – mówi przedsiębiorca z Nowego Sącza, który jako pierwszy w Polsce na przykładzie Tarnobrzega, rozszyfrował skomplikowaną machinę przestępczego procederu. Poszkodowane w ten sposób są setki firm budowlanych w całym kraju.

 

 

 

Tarnobrzeski Park Przemysłowo Technologiczny, fot. M.Piasek

         – Dogadał się cwaniak z urzędnikiem jak orżnąć podwykonawców, a za to wszystko zapłacą podatnicy – mówi przedsiębiorca z Nowego Sącza, który jako pierwszy w Polsce na przykładzie Tarnobrzega, rozszyfrował skomplikowaną machinę przestępczego procederu. Poszkodowane w ten sposób są setki firm budowlanych w całym kraju.

 

 

Tarnobrzeski Park Przemysłowo Technologiczny znany był już wcześniej jako najdroższe miejsce pracy w Polsce. Kosztował 45 mln zł i jak dotąd świeci pustką. Szybko doczekał się znacznie większej i niestety jeszcze gorszej sławy. Teraz już wiemy, w jaki sposób, władze miasta skutecznie wystraszyły wszelkich inwestorów.

 

Dlaczego inwestorzy uciekli?

Oszukańczy proceder praktykowany od lat, w końcu ujrzał światło dzienne. Było to możliwe dzięki jednemu z podwykonawców, który z niezwykłą determinacją krok po kroku odgadywał korupcyjną łamigłówkę wskazując śledczym gdzie szukać dowodów przestępstwa. Sławomir Kosakowski ma w ręku wyrok nakazujący gminie Tarnobrzeg wypłacenie mu pieniędzy za wykonane prace – który jak twierdzi – jest dopiero wierzchołkiem góry lodowej.

– Orzeczenia Sądu Okręgowego w Białymstoku pełnomocnik gminy Tarnobrzeg przez 14 dni świadomie nie odbiera. Prezydent przeciąga sprawę tak długo jak tylko może aby dotrwać do wyborów – dodaje Kosakowski – I nieważne, że od nakazanej kwoty wypłaty bije licznik należnych odsetek. Prezydentowi nie zależy czy to będzie sto tysięcy w tą czy w tą bo przecież to nie jego pieniądze tylko podatników.

Cała historia jest oczywiście wielowątkowa a mechanizm przestępczego procederu złożony. Toczy się w wielu sądach na terenie całego kraju a także w Komisji Europejskiej.

Czubek góry lodowej

 

Dotacje unijne, rozliczone na nie zakończonych budowach i przy nieuregulowanych zobowiązaniach płatniczych. Na pozór niemożliwe? A jednak! Konsekwencje tego poniesie nie tylko gmina, ale również państwo polskie     ponieważ afera dotyczy wielu dużych projektów finansowanych z UE. Oszukani podwykonawcy wykonywali prace m.in. przy budowach Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, Instytut Reumatologii, szpital w Tworkach czy Komisariat w Lublinie.

 

Sławomir Kosakowski właściciel firmy PHU Grant z Nowego Sącza przyznaje się do wręczenia łapówki przy budowie Tarnobrzeskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego. W sprawę mają być zamieszani wysocy urzędnicy. – Ale łapówka to drobnostka przy tym, że gmina będzie musiała zwrócić 17 mln zł dofinansowania z Unii Europejskiej – zapowiada Kosakowski, który ujawnia skalę oszustwa. Jest pewny, że będą kolejne wyroki skazujące ponieważ w tej sprawie toczy się postępowanie karne. – Są dowody, świadkowie i zabezpieczone dokumenty – informuje Kosakowski.

 

 

Maszynka przetargowa – wyjaśniamy przekręt                                                                                                       

 

Jak orżnąć podwykonawców na 4,2 mln i rozliczyć projekt z UE?

„Maszynka przetargowa” w dużym uproszczeniu miała działać następująco: Polbud – główny wykonawca TPPT (aktualnie w upadłości likwidacyjnej), po prostu z zasady miał nie płacić podwykonawcom. To 50 firm tylko przy tarnobrzeskim Parku, setki w całym kraju na wielu budowach. „Polbud” nakładał na nich horrendalne kary gwarancyjne posługując się byle pretekstem ( bezprawnie ale to osobna kwestia). Natomiast pieniądze miał, bo wcześniej otrzymał je od inwestora czyli gminy Tarnobrzeg. Ta z kolei jako drugi wspólnik w tym procederze umożliwiała realizację zaplanowanego scenariusza. – Z czynnym udziałem wysokich urzędników magistratu, którzy działali wspólnie i w porozumieniu w celu dokonania oszustwa – akcentuje Kosakowski. Po pierwsze urzędnicy świadomie współpracowali z niezgłoszonymi podwykonawcami. A to już wywołuje określone skutki prawne w postaci zobowiązań inwestora i odpowiedzialności w stosunku do nich. Dalsza rola gminy miała się wiązać z wydaniem zgody na fakturowanie robót faktycznie niewykonanych. Inaczej mówiąc urząd zapłacił za coś czego nie było!     Dopiero po interwencji mediów i posła PO Mirosława Pluty „Polbud” zwrócił nienależnie pobrane środki do gminy. (W ten sposób sam przyznał się do winy.) Wówczas gmina nie mając innego wyjścia wypłaciła podwykonawcom należności ale nie wszystkim. W akcie zemsty za nagłośnienie sprawy urząd nie zapłacił ani grosza Kosakowskiemu przez co jego firma padła! – Prokuratura w Nowym Sączu prowadzi dochodzenie przeciwko zarządowi Polbud S.A. oraz urzędnikom działającym w zmowie i porozumieniu w zakresie całego oszustwa   – informuje Kosakowski.

 

Urzędnicy odpowiedzą majątkiem osobistym?

 

Autor tych doniesień posiada status osoby pokrzywdzonej i zgodę prokuratury na czynny udział w czynnościach śledczych: przesłuchaniach, wglądzie do materiałów dowodowych. Ze względu na dobro sprawy został jednak zobligowany do nie ujawniania wszystkich szczegółów postępowania prokuratorskiego. Na tej podstawie twierdzi, że postawienie zarzutów karnych osobom odpowiedzialnym i ukaranie ich to tylko kwestia czasu. Podkreśla przy tym bardzo istotną ze społecznego punktu widzenia rzecz: będzie się domagał aby wszelkie konsekwencje finansowe ponieśli sprawcy przestępstwa (łącznie z zajęciem ich mienia) a nie mieszkańcy.

 

W kolejnych częściach m in.:

Jak zarobić na przetargu, pozornie tracąc pieniądze?

Jak wykazać stratę a w rzeczywistości mieć pełne kieszenie – kosztem podwykonawców?

Dlaczego Polbud jest w likwidacji?

Jak rozliczyć z Unią Europejską nieukończoną budowę?

Czy i z czego Tarnobrzeg zwróci 17 mln zł dotacji unijnej?

Czy prezydent Tarnobrzega odpowie majątkiem osobistym?

 

Marcin Piasek

marcin.piasek@vp.pl

(…) какая разница, часик раньше, часик позже (…) (…) jaka różnica, godzina wcześniej, godzina później (…)

Kierownik Lotów Paweł Pliusnin

 

(stenogramy z godziny 08:46:41 czasu rosyjskiego)    

 

 

 

Wprowadzenie 

 

Gdyby chcieć jednym zdaniem podsumować moje dotychczasowe założenia i rozważania, które przedstawiłem w poprzedzających ten rozdziałach, trzeba by było zapewnie stwierdzić, że w ich świetle, historia lotu dwóch samolotów – Jaka-40/044 („Wosztyla”), oraz  Iła-76MD/RA-7887 („Frołowa”) – dnia 10 kwietnia 2010 roku, wyglądała całkiem inaczej niż podają to oficjalne dokumenty: raport końcowy MAKhttp://www.komisja.smolensk.gov.pl/kbw/komunikaty/8695,dok.html , czy (różniący się nieco od niego) raport końcowy KBWLLP http://mswia.datacenter-poland.pl/RaportKoncowyTu-154M.pdf(popularnie zwany „raportem Millera”). 

 

 

 

Krótko tylko przypomnę trzy, moim zdaniem najważniejsze punkty z grafiku lotu tych samolotów (w nawiasach podaję główne źródła tych ustaleń) które wydają mi się najbardziej prawdopodobne. Czas jest polski.

 

 

 

6:50 – 7:00 – Lądowanie Jaka-40/044 z dziennikarzami (z meldunku złożonego przez ppłk. Krasnokutskiego – płk. Sypko; z relacji dziennikarzy: Pawła Świądra i Jerzego Kubraka; z zeznań naocznych świadków zsyntetyzowanych w uzasadnieniu umorzenia „śledztwa praskiego” – V Ds 32/11) – szerzej na: http://xl4.pl/Jak-40/044/

 

7:05 – 7:10 – Pierwsze, nieudane podejście Iła-76MD (z zeznań i relacji nawigatora Jaka-40/044 – chor. Remigiusza Musia; ze szczegółowej analizy stenogramów „z wieży”; z analizy lotów Iła-76MD, oraz innych samolotów na tasie Wnukowo-Smoleńsk) – szerzej na:  http://xl4.pl/I-76MD/RA-78817/ 

 

7:20 – 7:25 – Drugie podejście i odejście Iła-76MD (z zeznań pierwszego pilota Jaka-40/044 – Artura Woszytla, oraz nawigatora tego samolotu Remigiusza Musia; z zeznań kierownika lotów płk. Pawła Pliusnina; ze stenogramów „z wieży”; z analizy lotu Iła-76MD) – szerzej na:http://xl4.pl/I-76MD/RA-78817/ 

 

 

 

Gdyby ten rozkład lotów okazał się prawdą, wówczas zmieniałoby to całkowicie zegar zdarzeń jaki miał miejsce w tym dniu na Siewiernym. Przecież oficjalnie Ił-76MD, po raz drugi i zarazem ostatni, miał przelatywać nad płytą „Siewiernego” (odchodząc do Tweru) o godzinie 07:39 czasu polskiego, natomiast do „katastrofy” polskiego TU-154M miało dojść w tym samym miejscu dopiero o godzinie 08:41Pomiędzy obydwoma zdarzeniami upłynąć więc powinno ponad godzinę (62 minuty). 

 

Tymczasem istnieje wiele dowodów świadczących za tym, że różnica czasowa pomiędzy obecnością nad „Siewiernym” dwóch samolotów (Iła-76 „Frołowa” i Tu-154 „Protasiuka”) była znacznie krótsza. 

 

 

 

 

 

Sześć dowodów za istnieniem krótszego dystansu czasowego pomiędzy odlotem Iła-76MD, a pojawieniem się Tu-154M nad „Siewiernym”

 

  

 

Gazeta Wyborcza –http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,105741,7752603,Odradzano_ladowanie.html#ixzz1HzIOY6kf :   

 

Źródła wojskowe podają, że 15 min przed lądowaniem prezydenta służby kontrolne lotniska zabroniły lądować wojskowemu Ił-76 ze względu na złe warunki. On odleciał gdzie indziej.   

 

Relacja TVP  http://www.youtube.com/watch?v=oWUCO6xLPG0  czas 2’49” : 

 

Dziennikarze z Polski, którzy godzinę wcześniej wylądowali na tym samym lotnisku, potwierdzają, że kwadrans przed katastrofą Tupolewa, do lądowania we mgle szykował się wojskowy Ił.   

 

Prawie trzy i pół roku po 10 kwietnia 2010 Piotr Ferenc-Chudy udzielając wywiadu dla TV Republika powie: 

 

http://www.youtube.com/watch?v=k4oXVV_T6P0  

 

Katarzyna Gójska – Hejke: Bo przypomnijmy, ten Jak (40/044 – przyp. mój) wylądował ile wcześniej?

 

Piotr Ferenc-Chudy: Chyba czterdzieści minut wcześniej. Jakoś przed katastrofą. Znaczy – przed katastrofą.

 

Katarzyna Gójska – Hejke: 40 minut. Tak, 40 minut. 

 

Relacja z 10 kwietnia 2010 roku http://www.youtube.com/watch?v=vTulgxIJjmQ

 

Prezenterka Polsat News: A wy Paweł o której wylądowaliście? 

 

Paweł Wuldarczyk: No, my wylądowaliśmy jakieś pół godziny, godzinę wcześniej. Trudno mi w tej chwili powiedzieć, bo tu jest godzina, dwie godziny różnicy, przepraszam, a ja jestem też trochę zdenerwowany, więc… nie wiem, no, godzina, około godziny wcześniej wylądowaliśmy.  

 

Przypomnijmy sobie jeszcze raz zeznanie chorążego Remigiusza Musiahttp://rebelya.pl/post/2789/rebelya-ujawnia-pena-wersja-zeznan-remigiusza-m

 

Próby lądowania tego Iła miały miejsce około po 15 i 30 minutach od naszego wylądowania. Próby lądowania Iła oglądaliśmy z płyty lotniska, nasz samolot stał na drodze kołowania, do osi pasa startowego w odległości ok 80 metrów. Widziałem tego Iła, który po drugiej nieudanej próbie lądowania odleciał. Po kolejnych około 20 minutach* z głośników naszej radiostacji usłyszeliśmy załogę naszego tupolewa zbliżającego się do rejonu lotniska.    

 

Warto, moim zdaniem, zacytować też relację stewardessy Jaka-40/044 – Agnieszki Żulińskiej, która według książki „Kto naprawdę ich zabił?”, K. Galimskiego I P. Nisztora (str. 50) miała powiedzieć: 

 

Warunki były tak trudne, że po drugim podejściu do lądowania z wykonania manewru zrezygnowała załoga rosyjskiego iła-76. Było to 15 minut przed rozbiciem prezydenckiej maszyny.   

 

I teraz moim zdaniem pytanie zasadnicze powinno brzmieć: jak wyglądałby obraz zdarzeń, gdyby okazać się miało, że dystans czasowy pomiędzy ostatnią „stenogramową” bytnością Iła-76MD nad Siewiernym a przylotem tamże polskiego TU-154 był nie tylko krótszy, ale dodatkowo jeszcze przesunięty w czasie o około 15 min do tyłu?  

 

Aby spróbować odpowiedzieć na to pytanie zestawię jeszcze raz moje wcześniejsze ustalenia, które już przedstawiłem we wprowadzeniu do tego rozdziału, dodając do momentu odejścia Iła-76MD – kwadrans (dwadzieścia minut) które miały upłynąć do momentu pojawienia się Tupolewa, oraz czas wynoszący 40-60 minut mający być odcinkiem czasowym pomiędzy lądowaniem „dziennikarskiego Jaka”, a pojawieniem się Tutki. Są to oczywiście przedziały czasowe o którym mówią wyżej zaprezentowane przeze mnie materiały. 

 

Otrzymujemy wówczas, taką oto  „ramówkę przylotów”:

 

6:50 – 7:00 – Lądowanie Jaka-40/044 z dziennikarzami. 

 

7:05 – 7:10 – Pierwsze, nieudane podejście Iła-76MD.

 

7:20 – 7:25 – Drugie podejście i zarazem odejście Iła-76MD.

 

7:35 – 8:00 – Podejście TU-154M. 

 

Co jest jednak moim zdaniem najbardziej w tym wszystkim zdumiewające, to fakt, że gdyby nawet, całkowicie odrzucić jako niewiarygodne, to co udało mi się ustalić, a zgodnie z raportami MAK i Milera przyjąć, że „Frołow” odleciał, po dwóch nieudanych podejściach o godzinie 7:39, to licząc kwadrans po tym odlocie (o którym mówią powołani przeze mnie świadkowie)tak, czy owak otrzymamy godzinę 7:54! Czyli czas wydarzenia wciąż umiejscowiony przed i do godziny ósmej!  Nie wspominając  już nawet o tym, że według moich ustaleń (rozdziały II-XIII) przylot Tupolewa, „kwadrans po odlocie Iła-76” (loty Iła skorelowałem wcześniej z czasem lądowania Jaka-40/044) to jest godzina – 7:40!  

 

Tymczasem przypomnę – oficjalny czas katastrofy to godzina 8:41.

 

 

 

 

 

Sześć dowodów za zaistnieniem „katastrofy”, najpóźniej do godziny 8:00 czasu polskiego

 

  

 

Czy można to co napisałem powyżej, te wszystkie obliczenia, całą tą ich analizę – jakoś zweryfikować? Nie zestawiać ich z innymi „ruchomymi” wydarzeniami, a po prostu ze zwykłym zegarkiem?  

 

Wydaje mi się, że tak. Przedstawię teraz kilka sprawozdań, nie sytuujących „katastrofy” w relacji do innego zdarzenia, tylko starających się umiejscowić ją w konkretnym czasie.   

 

Marek Pyza: (TVP1 10 Kwietnia 2010, godz. 12.02 polskiego czasu – relacja na żywo ze Smoleńska;): Przede wszystkim zdjęcia, które państwo przed chwilą widzieli, to pierwsze zdjęcia z tego miejsca zrobione przez jednego z pracowników TVP. Wszystko się wydarzyło około dwustu metrów stąd za tymi drzewami. Tam runął samolot z prezydentem L. Kaczyńskim na pokładzie około godziny dziesiątej (ósmej czasu polskiego – przyp. mój) 

 

Norbert Nowotnik z PAP relacjonuje (http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/magazyn-ekspresu-reporterow/wideo/11042010-smolensk-wydanie-specjalne/1654384 16’40” materiału): Autokarami wybraliśmy się ze Smoleńska do Katynia koło 9.30. Po godzinie 10-tej (ósmej polskieg czasy) gdy ustalaliśmy z moim redakcyjnym kolegą te ostatnie szczegóły dotyczące uroczystości nagle pojawiła się ta informacja. Ona przyszła, nie wiem, ktoś z obsługi sejmu bądź senatu, być może jakiś dziennikarz podał informację, że coś się dzieje. Zaczął panować pewien chaos informacyjny. To było bardzo trudne doświadczenie, dlatego że część osób twierdziła, że to tylko awaria samolotu, że jest jakiś pożar, że ludzie…   

 

Ale o tak wczesnej godzinie „katastrofy” informują nie tylko polscy dziennikarze  http://www.rabochy-put.ru/incidents/9682-podrobnosti-o-krushenii-samoleta-polskogo.htm:

 

10 апреля 2010 – Самолет польского президента Леха Качиньскогоразбился около 10 утра, не долетев несколько сотен метров до аэродрома «Северный» под Смоленском.”  / 10 kwietnia 2010 – Samolot polskiego prezydenta Lecha Kaczyńśkiego około godziny 10 rano(ósmej polskiego czasu) spadł – nie doleciawszy – kilkaset metrów, do lotniska „Siewiernyj” pod Smoleńskiem.      

 

Ale może poszukajmy jeszcze innych, „zewnętrznych” relacji. Innych niż dziennikarze świadków. Jest na przykład relacja ze Smoleńska nauczycielki, polskiego pochodzenia, przytoczona w grudniu 2010 r. przez „NDz” (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101222 ):  

 

Jak relacjonuje kobieta, 10 kwietnia już o 7.00 rano była w pracy. Była wtedy słoneczna pogoda, nie było żadnej mgły. Pojawiła się dopiero po godzinie, więc ok. godziny 8.00 rano czasu polskiego (ok. 10.00 czasu moskiewskiego). Jak tłumaczy, w pewnym momencie zaczęła gwałtownie gęstnieć, jakby „wychodziła z ziemi”. Kładła się gęstymi płatami wyraźnie od strony jaru, który od szosy dzieli odległość około jednego kilometra. Z opisu nauczycielki wynika, że mgła wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku szosy w stronę lotniska Siewiernyj. Opary ustąpiły równie szybko, jak się pojawiły. Zdaniem kobiety, około godziny 10.00 (8:00 -RM) wiadomo było, że coś złego się dzieje, ludzie, usłyszawszy wybuch, zaczęli biec w kierunku szosy. Kobieta ruszyła za nimi. Kiedy wszyscy dobiegli do szosy, co nastąpiło zaledwie kilkanaście minut od upadku polskiej maszyny, stał tam już kordon funkcjonariuszy OMON, którzy nikogo na miejsce katastrofy nie dopuszczali  

 

Mamy też relację innego bezpośredniego świadka – Nikołaja Jakowlewicza Bodina:http://www.bibula.com/?p=28057  

 

Nikołaj Bodin, lekarz pogotowia ratunkowego, ma działkę obok garaży przylegających do lotniska Siewiernyj. Jak wynika z jego zeznań, z którymi zapoznali się nasi rozmówcy, w sobotę rano przyjechał na działkę „z zamiarem rozpoczęcia kopania ziemi”. Około 10.00 (8:00 czasu polskiego – RM) zebrał się, by wracać do domu. Poszedł do zaparkowanego przy furtce samochodu.  – Panowała gęsta mgła, a widoczność wynosiła w linii prostej około 30 m, zauważyłem, że korony drzew znajdowały się we mgle – zeznał Bodin. Miał właśnie usiąść w samochodzie, gdy usłyszał w górze szum lecącego samolotu. Jak można przeczytać w zeznaniach, Bodin zobaczył nisko lecący samolot, w linii równoległej do ziemi (…)  

 

W końcu sam raport Millera, wprawdzie nie wprost, ale również wskazuje na okolice godziny8:00

 

1.7.6. Pora dnia, oświetlenie

 

Wschód słońca w Smoleńsku w dniu wypadku był o godz. 03:02 (faktycznie o równej 03:00 UTC – przyp. mój). Wypadek zdarzył się w porze dziennej, około trzech godzin po wschodzie słońca.”

 

Czyli 03:02 UTC plus 2 godziny – daje nam 5:02 czasu warszawskiego. Plus trzy godziny po których miało wzejść słońce – jak nic wychodzi godzina ósma.    

 

Wszystkie te relacje są o tyle zdumiewające, że zestawione razem, wskazują  niemal ten sam „czas katastrofy” który był podany pierwotnie jako oficjalny, tyle tylko, że… przesunięty do tyłu niemal dokładnie o godzinę.  

 

 

 

 

 

Trzy doprecyzowania czasu „katastrofy”

 

 

 

Ze wszystkich zacytowanych powyżej fragmentów wynikać może, moim zdaniem, tylko jedno. Jakiś Tupolew zbliżał się do lotniska „Siewiernyj” w Smoleńsku znacznie wcześniej, niż to oficjalnie (8:41, a wcześniej nawet 8:56 czasu polskiego – RM) podano.   

 

Moim zdaniem najważniejszym świadkiem smoleńskich wydarzeń w dniu 10 kwietnia 2010 roku był (siedzący przy radio) nawigator samolotu Jak-40/044 – Remigiusz Muś. Gdyby zestawić wszystkie czasy podane przez niego otrzymalibyśmy taką oto chronologię wydarzeń – 6:40lądowanie Jaka (start 5:25 plus lot 1 h 15′); 6:55 – pierwsze podejście Iła (15 minut po Jaku-40/44); 7:10 – drugie podejście i równocześnie odejście Iła (30 minut po lądowaniu Jaka); 7:25-7:30 – nawiązanie łączności polskiego Tupolewa z wieżą (20, a nawet 15* minut po odlocie Iła),7:37 – 7:42 – „katastrofa” Tupolewa (12 minut po nawiązaniu łączności z kontrolą lotów – zeznanie z 23.06.10) to o dziwo, także otrzymujemy godzinę zdarzenia zbliżoną do 7:40.    

 

Czy ta ostatnia godzina „katastrofy” miałaby być tą najbardziej prawdopodobną? Pytam tak, nie bez powodu. Przecież i z moich analiz wynika, że piętnaście minut dodane do drugiego podejścia Iła (które miało moim zdaniem miejsce o 7:25) daje godzinę 7:40. Generalnie wszystko by się zgadzało, bo przecież 7:40 jest zawarta w przedziale czasu pomiędzy 7:35, a 8:00, którą podają cytowane przeze mnie źródła. Tyle tylko, że te wszystkie relacje, komunikaty, wyliczenia – choć umiejscawiają wydarzenie jako mające zaistnieć „do godziny 8:00” (deprecjonując tym samym całkowicie urzędowe godziny 8:56 i 8:41) są jednak, moim zdaniem, zbyt bardzo mało precyzyjne, bo ich „rozrzut” to aż 25 minut. Czy nie można znaleźć, choćby jednej precyzującej i zarazem potwierdzającej zaistnienie „katastrofy”, bez potrzeby jakichkolwiek wyliczeń?  

 

Udało mi się znaleźć taką jedną – na tyle precyzyjną i wiarygodną relację, że postanowiłem przedstawić ją na samym końcu. Jest to zeznanie osoby oczekującej na przylot Prezydenta na lotnisku „Siewiernyj”. 

 

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/3214,arabski-kazal-milczec.html              

 

(…) Emilia Jasiuk stwierdziła, że około godz. 9.40 (7:40 czasu polskiego) usłyszała ryk silników. „Słyszałam huk przypominający przejście bariery ponaddźwiękowej” – powiedziała. Na miejscu katastrofy była po 8 minutach. Pamięta, że jakaś osoba ze strony polskiej zabroniła robienia zdjęć, natomiast ambasador Tomasz Turowski kazał jej sporządzić oficjalną listę ofiar(…)  

 

 

 

A jak się to wszystko ma mieć do oficjalnej godziny odlotu Tupolewa-154M PLF – 101 z Okęcia? Jak pięść do nosa. Oficjalnie podaje się (w różnych źródłach), że wylot miał miejsce o godzinie7:21 ewentualnie o 7:27. Czas „katastrofy” określany przez powołany przeze mnie przed chwilą świadków sytuuje go natomiast, przypomnę jeszcze raz, pomiędzy godziną 7:35, a 8:00. Absolutnie nie jest więc możliwe, aby ciągu 14, czy nawet 40 minut Tupolew doleciał z Warszawy do Smoleńska. Jest natomiast całkowicie możliwe, że znalazłby się tam w określonym przed chwilą przeze mnie przedziale czasowym (7:35-8:00) gdyby wyleciał, tak jak to pierwotnie było planowane, właśnie około godziny 6:30**. 

 

TVP INFO – program z dnia 10 kwietnia 2010 roku, z godziny 15:35  http://www.youtube.com/watch?v=0uATj8KHWWk#t=40 (40 sekunda nagrania)

 

Spiker: Godzina 6:40.  Rządowy tupolew startuje z wojskowego lotniska Warszawa – Okęcie.    

 

Czy zatem z Okęcia nie wyleciały czasem dwa Tupolewy? Jeden (będący na przykład „lotem technicznym” – PLF-131?***) gdzieś około godziny 6:30 – 6:40, a drugi z Prezydentem jakąś godzinę po nim?   

 

 

 

Na pytania – czy mogło do takich wylotów rzeczywiście dojść, czy w stenogramach, albo jakichś innych materiałach znajdują się elementy wskazujące na to, że w dniu 10 kwietnia 2010 roku na obchody 70-tej rocznicy Zbrodni Katyńskiej wyleciało jednak więcej niż (oficjalnie podane) dwa samoloty, kto je mógł pilotować i co się z nimi mogło stać, a także na kilka innych, równie intrygujących pytań – będę chciał odpowiedzieć w kolejnych rozdziałach.

 

 

 

……………………………………………………………..

 

* W zeznaniu złożonym w prokuraturze w dniu 23.06.2010 roku Remigiusz Muś ma mówić o 15 minutach.

 

 

 

** W raporcie końcowym MAK (na str. 16-17) widnieje taka informacja: „Zgodnie z zapotrzebowaniem pierwotnym, wylot z Warszawy planowano na 8.30 (6:30– czasu polskiego – RM). Jednakże później do planu lotu wniesiono zmianę (…)”

 

 

*** W przypisach do rozdziału XV i XVI cytowałem już ten fragment stenogramu z godziny 09:04:03 РП: Papa Lima Foxtrot one three onе. (PLF-131 to oznaczenie lotu technicznego TU-154, według http://lotnictwo.net.pl/5-poszczegolne_lotniska/21-warszawa_okecie_epwa_waw/1373-samolot_rp.html)

Przed wyborami musimy zażądać wyjaśnień o obietnicach udzielonyh Izraelowi – Stanisław Michalkiewicz nie tylko o oficjalnym otwarciu Muzeum Historii Żydów Polskich i przyjeździe na niego prezydenta Izraela, także o kolejnej kompromitacji prezydenta Komorowskiego,

zapowiedzi przymusu współżycia Polaków z Żydami w Polsce, wyborach na Ukrainie i wynikającej z nich kontynuacji uznawania zjawiska klientelizmu państwowego i korupcji oraz o poziomie lewicy parlamentarnej: sporze postkomunistów z „dziwnie osobliwą trzódką posła Palikota” o sejmowy wychodek

{youtube}y_iFU_Fmukw{/youtube}

W siedzibie publicznego francuskiego radia Radio France w XVI dzielnicy Paryża wybuchł dziś pożar, zmuszając pracowników do opuszczenia budynku – poinformowały media. W Domu Radia mają studia różne stacje radiofonii publicznej.

W akcji gaśniczej biorą udział liczne zastępy straży pożarnej, na razie brak doniesień o jakichkolwiek ofiarach w ludziach.

Według dziennikarza Radia France International (RFI) Benjamina Illy’ego, ogień pojawił się w tej części budynku, gdzie prowadzone są roboty budowlane. Pierwsze informacje mediów głosiły, iż pożar ogarnął przede wszystkim 7 i 8 piętro.

Niezależne organizacyjnie i finansowo od Radio France RFI ma swe pomieszczenia poza strefą pożaru. Jak zaznaczył Illy, jego koledzy nie czuli zapachu dymu, ale widzieli jak wydobywa się on z okien.

Choć żadnych oznak paniki nie było, RFI musiało wstrzymać emisję swego programu.

Ryb, PAP

Zmowa milczenia wokół tego, co przez całe lata działo się w angielskim miasteczku Rotherham, swoim rozmachem, ale też surrealizmem równa jest jedynie wizjom, jakie Jean Raspail roztoczył w “Obozie świętych”.

Bo, podobnie jak w książce francuskiego pisarza, mamy do czynienia z historią nieprawdopodobną, wręcz nie mającą prawa się wydarzyć – a jednak prawdziwą.

To opowieść tak wstrząsająca, że powinna wyrwać z letargu śpiące społeczeństwo – a jednak przeszła bez echa! Historia szalejącego poza wszelką kontrolą, ignorowanego i osłanianego przez policję procederu seksualnego wykorzystywania dzieci. Afera o rozmiarach i skali nie do pomyślenia w żadnym cywilizowanym kraju. Jej powodów należy zaś doszukiwać się w czymś, co jeden z lewicowych posłów określił jako niechęć do “rozkołysania łodzi multikulturowych wspólnot”.

Proszę sobie wyobrazić następujący scenariusz: Czternastoletnią dziewczynkę zabiera opieka społeczna, ponieważ rodzice-narkomani nie wywiązują się ze swoich obowiązków rodzicielskich i dziecko przestało chodzić do szkoły. Takich dzieci jest wiele we współczesnej Wielkiej Brytanii, więc jest to postępowanie dość rutynowe. Dziewczynka trafia zatem do domu tymczasowego, gdzie, wraz z innymi dziećmi będącymi w podobnej sytuacji znajduje się pod stałą opieką i nadzorem pracowników opieki społecznej.

Jest jednak coś, czego opieka społeczna nie wie – jej dom tymczasowy jest regularnie odwiedzany przez młodych mężczyzn, którzy wabią dziewczynki do swoich samochodów, gdzie podają im alkohol i narkotyki a potem zmuszają do współżycia seksualnego. Dziewczynka jest samotna i nikt o nią nie dba. Kiedy więc obiecano jej wyjście do kina a potem na przyjęcie, gdzie będą inne dzieci w jej wieku – bez trudu wpada w pułapkę. Kiedy już zgwałci ją pięciu mężczyzn, słyszy zapowiedź, że jeśli zdradzi się komukolwiek choć słowem, zostanie pobita. Po kolejnym razie, kiedy dziecko grozi sprawcom pójściem na policję, mężczyźni zabierają ją poza miasto, oblewają benzyną i grożą podpaleniem. Nic dziwnego, że w takich warunkach ofiara przysięga milczenie.

Opieka anty-społeczna

Na tym etapie dziewczynka jest wykorzystywana co tydzień. Czasem jest zabierana na seks-wycieczki do innych miasteczek w okolicy i “wynajmowana” znajomym swoich oprawców. Jej stan psychiczny pogarsza się na tyle, że nie zważając na lęk o własne bezpieczeństwo dziewczynka udaje się na policję. Na posterunku jąka się, mówi z trudnością klecąc zdania i nie jest w stanie wydobyć z siebie oskarżenia wobec konkretnych osób. Jej skarga zostaje oddalona, gdyż policja uznaje, że do stosunków doszło za zgodą obu stron.

Opiekunka społeczna przydzielona dziewczynce przez państwo wysłuchuje wypłakanej skargi, ale twierdzi, że nic nie może zrobić póki dziecko nie zidentyfikuje pedofilów. Ale kiedy tak już się dzieje, urzędniczka stwierdza, iż… nic nie poradzi. Ojciec dziewczynki, pomimo swojego uzależnienia od narkotyków, próbuje utrzymywać kontakt z własnym dzieckiem i podejrzewa coś złego. Jednak kiedy udaje się na komisariat, zostaje aresztowany za “utrudnianie działania policji”. W ciągu dwóch lat nieustannych gwałtów dziewczynka wielokrotnie podejmuje próby samobójcze, nie kończy szkoły i w wieku lat 16 zaczyna dorosłe życie jako bezdomna i psychicznie zrujnowana jednostka bez żadnych szans na normalną egzystencję.

Niemożliwe? Nie w Europie? Nie w Wielkiej Brytanii? A jednak. Co więcej, to nie był odosobniony przypadek – w ciągu ostatnich 15 lat podobnej traumy doświadczyło niemal półtora tysiąca dziewcząt. Pomimo tych szokujących liczb, nie było niemal żadnych zatrzymań, dyscyplinarnych zwolnień pracowników opieki społecznej czy policjantów a do niedawna, o całej sprawie wiedziało niewiele osób, mówiło zaś jeszcze mniej.

Sytuację zmienił raport profesora Alexisa Jaya, byłego głównego inspektora opieki społecznej w Szkocji. Ze 153 stron tej niepokojącej lektury wyłania się ponury obraz współczesnego społeczeństwa angielskiego. W oczy rzuca się szczególnie jedna rzecz: wszystkie wykorzystywane dziewczynki były białe. Ich gwałcicielami zaś byli sami Pakistańczycy.

Instytucjonalny rasizm

Aby szukać korzeni tej atrofii organów sprawiedliwości i opieki społecznej należy cofnąć się w czasie o 15 lat. Wtedy to sędzia sądu najwyższego, Sir William Macpherson, prowadził dochodzenie, którego przyczynkiem było morderstwo – ofiara czarna, sprawca biały, a pobłażliwa postawa policjantów zaangażowanych w sprawę wynikała z uprzedzeń rasowych. Raport ów oskarżył policję – całą policję brytyjską, nie tylko oficerów zaangażowanych w rzeczone śledztwo – o instytucjonalny rasizm. Zarzut, którego nie ma szans obalić żadna jednostka o podobną rzecz posądzona. Diagnozę przyjęto przez aklamację.

Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Policja unika oskarżeń o rasizm jak diabeł święconej wody, więc jedyne uprzedzenia rasowe, jakie można tam odnaleźć, dotyczą białych. Pracownicy opieki społecznej nie będą interweniować w przypadkach, w których ich działania mogłyby być zakwalifikowane jako dyskryminacja mniejszości etnicznych. Sprawę komplikuje jeszcze bardziej najnowsza zabawka politycznej poprawności, czyli “islamofobia”. Żaden rozsądny Brytyjczyk nie chce być oskarżony o taką zbrodnię. Dlatego właśnie w Rotherham sprawę, w której wszyscy przestępcy to muzułmanie pakistańskiego pochodzenia a ofiary to białe autochtonki, zamieciono pod dywan, by zająć się poważniejszymi sprawami, takimi jak zasiłki i mieszkania dla emigrantów czy parkowanie w niedozwolonych miejscach.

Przeciętny mieszkaniec Wielkiej Brytanii dobrze zna ten rodzaj strachu, strachu przed mówieniem tego, co się naprawdę myśli, strachu przed podjęciem jakichkolwiek działań stojących w sprzeczności z poprawnością polityczną, z dogmatem multikulturalizmu. Przeciętny mieszkaniec Rotherham wie także, że białe dziewczęta nie powinny same wsiadać do taksówek prowadzonych przez kogoś, kto wygląda na Pakistańczyka. Może się to źle skończyć, ale fakt, że muzułmanie traktują białe dziewczyny jak zwierzynę, na którą został otwarty sezon seksualnych polowań, jest tak samo ogólnie znany, jak powszechnie przemilczany. Wystarczy choćby delikatna aluzja (zgodna przecież z oficjalnymi statystykami!), że muzułmanie pochodzenia pakistańskiego są o wiele częściej przestępcami seksualnymi niż Anglicy i już się jest okrzykniętym rasistą-islamofobem, a jeśli jeszcze zdarzy nam się pracować na posadzie państwowej, nagana i ścisła obserwacja jest najmniej dotkliwą konsekwencją, jak może nas spotkać.

Nikt nie widzi, nikt nie słyszy

Efekty takiego stanu rzeczy przechodzą najśmielsze oczekiwania. Są bowiem niemal dosłownym spełnieniem profetycznych wizji z “Obozu świętych”. Okazuje się, że Raspail opisał motor maszyny do poprawnego myślenia, nie tylko z niesłychaną wirtuozerią, ale przede wszystkim z dokładnością co do najmniejszych jego detali.

Obywatele Europy XXI wieku są tak zadławieni doktrynami poprawności politycznej sączącymi się ze strony polityków, środowisk opiniotwórczych i mediów głównego nurtu, że powtarzają ich frazesy niczym religijne mantry, w nadziei, że ocalą ich one od zguby. Wydaje się, że Brytyjczycy pogodzili się z ogromnymi przeobrażeniami, jakim poddano ich społeczeństwo w przeciągu ostatnich 30 lat. Zaakceptowali masową emigrację, dzięki której ich miasta wypełniły się nie tylko polskim gwarem, ale przede wszystkim rozżalonymi muzułmanami, z których wielu walczy obecnie po stronie Państwa Islamskiego, a jeszcze większa liczba biernie mu sympatyzuje. Zaakceptowali rozwój szkół islamskich, w których dzieci są uczone, jak przygotować się do walki z istniejącym porządkiem społecznym. Nauczyli się przepraszać za swoją tożsamość, historię i tradycję. Nauczyli się akceptować nieustanne poniżanie własnego kraju, jego instytucji, religii i symboli z tego tylko powodu, że są ich własne i niosą ze sobą potencjał niebezpiecznych lojalności.

A kiedy prawda o stanie rzeczy w końcu wychodzi na jaw – nikt jej nie widzi, a potknąwszy się o nią, nikt nie ma poczucia, żeby wymagała ona jakichkolwiek działań. Osoba, odpowiedzialna za całą zmowę ciszy wokół gwałtów w Rotherham, została co prawda zmuszona do opuszczenia szeregów Partii Pracy, ale odmówiła poddania się do dymisji ze stanowiska służbowego.

Po kilku tygodniach sprawa ucichła i dziś nikt już o dziewczętach z Rotherham nie mówi, nikt się o nie nie upomina. Nic się nie stało. Multikulturowa łódź płynie dalej. Nie wiadomo tylko, co będzie, kiedy wreszcie bezpiecznie przypłynie do brzegu.

Monika Gabriela Bartoszewicz
http://www.pch24.pl

Kim jest samozwańczy kalif Bliskiego Wschodu? Czy znowu Amerykanie walczą z wrogiem, którego sami sobie stworzyli? Abu Bakr al-Baghdadi, samozwańczy przywódca Państwa Islamskiego, budzi coraz większy niepokój w państwach zachodnich.

Tajemniczy iracki terrorysta w czerwcu 2014 stanął na czele kalifatu, który jest coraz większym zagrożeniem dla całego Bliskiego Wschodu.

Jego biografia zawiera wciąż wiele białych plam, ale zachodni eksperci coraz częściej przyznają: al-Baghdadi i jego brutalna organizacja są jeszcze bardziej niebezpieczni niż Al-Kaida.

 

Pań­stwo Is­lam­skie, znane pod arabskim skrótem Da’isz, bę­dą­ce obec­nie naj­więk­szym za­gro­że­niem dla sta­bil­no­ści Bli­skie­go Wscho­du, kon­ty­nu­uje swoją bru­tal­ną ofen­sy­wę w pół­noc­nym Iraku i po­dej­mu­je próby prze­ni­ka­nia do in­nych państw re­gio­nu, ta­kich jak Liban. Ter­ro­ry­stów, któ­rzy sta­no­wią ogrom­ne wy­zwa­nie dla bez­pie­czeń­stwa irac­kie­go Kur­dy­sta­nu, a także dla sa­me­go Bag­da­du, nie zdo­ła­ły po­wstrzy­mać ame­ry­kań­skie na­lo­ty, co przy­znał sam Ba­rack Obama.

 

Państwa Zachodu, w związku ze wzrostem zagrożenia ze strony takich organizacji, rozszerzyły front globalnej wojny z terrorem. W czasie gdy siły powietrzne USA atakują pozycje Da’iszu w Iraku, Francja prowadzi w pięciu państwach Afryki zakrojoną na szeroką skalę kampanię wymierzoną w tamtejsze organizacje terrorystyczne. Trwa­ją­cą od pół roku eks­pan­sję ter­ro­ry­stów, któ­rej kul­mi­na­cją było utwo­rze­nie pod ko­niec czerw­ca ka­li­fa­tu, może po­wstrzy­mać je­dy­nie zma­so­wa­na ofen­sy­wa lą­do­wa irac­kiej armii rzą­do­wej, ale do­tych­cza­so­we próby jej pod­ję­cia koń­czy­ły się po­raż­ką władz w Bag­da­dzie.

 

Szo­ku­ją­ce groź­by bo­jow­ni­ków za­miesz­czo­ne kilka dni temu w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych po­zwa­la­ją są­dzić, że nie złożą oni broni w łatwy spo­sób, co ozna­cza, że Irak oraz pań­stwa Za­cho­du czeka za­cię­ta walka o ze­pchnię­cie ter­ro­ry­stów do de­fen­sy­wy.

 

Twór­cą po­tę­gi Pań­stwa Is­lam­skie­go (wcze­śniej – Pań­stwa Is­lam­skie­go Iraku i Le­wan­tu, ISIS) jest Abu Bakr al-Ba­gh­da­di, który 29 czerw­ca ogło­sił się ka­li­fem i przy­jął imię Ibra­him. O jego prze­szło­ści wia­do­mo nie­wie­le. 42-let­ni przy­wód­ca ter­ro­ry­stów uro­dził się praw­do­po­dob­nie w Sa­ma­rze. We­dług Tur­kie­go al-Bi­na­lie­go, bio­gra­fa al-Ba­gh­da­die­go, przy­wód­ca Pań­stwa Is­lam­skie­go wy­wo­dzi się ponoć z ple­mie­nia Ku­raj­szy­tów, tego sa­me­go co pro­rok Ma­ho­met, co upraw­ni­ło go do przy­ję­cia ty­tu­łu ka­li­fa. Przed ame­ry­kań­ską in­ter­wen­cją w Iraku w 2003 roku al-Ba­gh­da­di miał uzy­skać tytuł dok­to­ra Uni­wer­sy­te­tu Bag­dadz­kie­go w za­kre­sie is­lam­skie­go prawa koranicznego oraz spra­wo­wał przez kilka lat funk­cję imama w me­cze­cie w Sa­ma­rze. Po oba­le­niu re­żi­mu Sad­da­ma Hu­saj­na al-Ba­gh­da­di, wraz ze współ­pra­cow­ni­ka­mi, utwo­rzył Armię Grupy Sun­nic­kiej (JJASJ), która sprzy­mie­rzy­ła się na­stęp­nie z Al-Ka­idą w Iraku, czyli po­przed­ni­kiem Is­lam­skie­go Pań­stwa Iraku i Le­wan­tu (ISIS).

 

Na dobrą spra­wę, nikt jednak nic pewnego o nim nie wie. Dla jed­nych może być Robin Ho­odem, dla in­nych może być wcie­le­niem zła. A bar­dzo trud­no wal­czyć z mitem – przy­zna­je Pa­trick Skin­ner z So­ufan Group, agen­cji zaj­mu­ją­cej się kwe­stia­mi wy­wia­dow­czy­mi. Z kolei Brett McGurk z De­par­ta­men­tu Stanu USA pod­kre­śla, że al-Ba­gh­da­di do­wo­dzi nie or­ga­ni­za­cją ter­ro­ry­stycz­ną, lecz praw­dzi­wą armią. Oni są jesz­cze groź­niej­si niż Al-Ka­ida – oświad­czył pod­czas prze­słu­cha­nia w Kon­gre­sie.

 

Obie opi­nie, przy­to­czo­ne przez „The Eco­no­mist”, nie są od­osob­nio­ne. Z in­for­ma­cji prze­ka­za­nych w lipcu przez ser­wis „Al-Mo­ni­tor”, po­wo­łu­ją­cy się na źró­dła afgań­skie, wy­ni­ka, że al-Ba­gh­da­di w la­tach 90. prze­by­wał w Afga­ni­sta­nie, współ­pra­cu­jąc z arab­ski­mi dżi­ha­dy­sta­mi i Ta­li­ba­nem, zwłasz­cza z tam­tej­szym mi­ni­strem edu­ka­cji. W tym cza­sie na­wią­zał także kon­tak­ty z Abu Mu­sa­bem az-Za­rka­wim, póź­niej­szą twa­rzą irac­kiej al-Ka­idy. W 2001 roku al-Ba­gh­da­di wró­cił do Iraku, po tym jak Ame­ry­ka­nie, w od­we­cie za ataki ter­ro­ry­stycz­ne z 11 wrze­śnia, prze­pro­wa­dzi­li w Afga­ni­sta­nie ope­ra­cję „En­du­ring Fre­edom”, w wy­ni­ku któ­rej oba­lo­no rządy ta­li­bów.

 

Związ­ki Ba­gh­da­die­go z Za­rka­wim były solą w oku Aj­ma­na al-Za­wa­hi­rie­go, za­stęp­cy Osamy bin La­de­na, któ­re­go miała prze­ra­żać bru­tal­ność i bez­kom­pro­mi­so­wość dżi­ha­dy­stów wal­czą­cych z si­ła­mi ko­ali­cji an­ty­ter­ro­ry­stycz­nej w Iraku. Al-Za­wa­hi­ri do­ra­dził więc bin La­de­no­wi, by nie ob­da­rzać zbyt wiel­kim za­ufa­niem do­wódz­twa irac­kiej Al-Ka­idy. Mi­ja­ją­ce lata nie do­pro­wa­dzi­ły do po­pra­wy wza­jem­nych re­la­cji.

 

Kul­mi­na­cją sporu po­mię­dzy cen­tra­lą al-Ka­idy a jej irac­kim wy­dzia­łem były wy­da­rze­nia z po­cząt­ku 2014 roku, które do­pro­wa­dzi­ły do osta­tecz­ne­go ze­rwa­nia re­la­cji po­mię­dzy al-Ba­gh­da­dim i al-Za­wa­hi­rim. Po­szło o to, kto bę­dzie re­pre­zen­to­wał Al-Ka­idę w Syrii. Al-Za­wa­hi­ri chciał, by było to ugru­po­wa­nie Dża­bhat al-Nu­sra, pod­czas gdy al-Ba­gh­da­di za­żą­dał, by wszy­scy dżi­ha­dy­ści pod­po­rząd­ko­wa­li się Is­lam­skie­mu Pań­stwu Iraku i Le­wan­tu (ISIS), które w 2011 roku prze­nio­sło swoją dzia­łal­ność wła­śnie do Syrii. W świat po­szedł jed­nak ko­mu­ni­kat, że cho­dzi­ło o bru­tal­ność ISIS, a nie o am­bi­cje per­so­nal­ne.

 

Pół roku póź­niej to al-Ba­gh­da­di wy­su­nął się na czoło świę­tej wojny, a po usta­no­wie­niu ka­li­fa­tu we­zwał wszyst­kich wy­znaw­ców is­la­mu do pod­po­rząd­ko­wa­nia się jego wła­dzy. Z re­la­cji za­chod­nich me­diów wy­ni­ka, że al-Ba­gh­da­di dwu­krot­nie tra­fiał w ręce sił ko­ali­cji an­ty­ter­ro­ry­stycz­nej w Iraku. Po raz pierw­szy zo­stał za­trzy­ma­ny w 2004 roku i spę­dził w wię­zie­niu 10 mie­się­cy zanim od­zy­skał wol­ność. Jak podał dzien­nik „Wa­shing­ton Post”, w la­tach 2005 -2009 al-Ba­gh­da­di był prze­trzy­my­wa­ny jako wię­zień w ame­ry­kań­skim obo­zie Camp Bucca w po­łu­dnio­wym Iraku, skąd miał zo­stać zwol­nio­ny na mocy amne­stii w związ­ku ze stop­nio­wym wy­co­fy­wa­niem ame­ry­kań­skich wojsk znad Eu­fra­tu. Ten drugi pobyt w wię­zie­niu jest oto­czo­ny mgłą ta­jem­ni­cy. Pojawiły się nawet pogłoski, że al-Baghdadi był nie tyle przez ten czas więziony, co szkolony przez Amerykanów.

 

Jak po­in­for­mo­wał dzien­nik „The Daily Te­le­graph” nie­wy­klu­czo­ne, że na­zwi­skiem al-Ba­gh­da­di po­słu­gi­wa­ły się w tym cza­sie inne osoby. Aresz­to­wa­li­śmy i li­kwi­do­wa­li­śmy ludzi o tym na­zwi­sku kilka razy, ale on był jak zjawa i po­wra­cał cały czas. Są tacy, któ­rzy chcą twier­dzić, że on jest nie­znisz­czal­ny, ale moż­li­we, że tym pseu­do­ni­mem po­słu­gi­wa­ło się kilka róż­nych osób – przy­znał w wy­wia­dzie dla dzien­ni­ka gen. Gra­eme Lamb, były do­wód­ca bry­tyj­skich wojsk spe­cjal­nych w Iraku.

 

Nie­za­leż­nie od opi­nii bry­tyj­skie­go woj­sko­we­go, z do­tych­cza­so­wych do­nie­sień za­chod­nich me­diów można wy­snuć wnio­sek, że Ame­ry­ka­nie, de­cy­du­jąc się na uwol­nie­nie al-Ba­gh­da­die­go, mogli po­peł­nić ka­ta­stro­fal­ny błąd, któ­re­go skut­ki Bli­ski Wschód bę­dzie od­czu­wać jesz­cze przez długi czas. Po­stać przy­wód­cy Pań­stwa Is­lam­skie­go budzi ostre kon­tro­wer­sje. Su­chej nitki na „ka­li­fie-uzur­pa­to­rze” nie zo­sta­wił Osman Rifat Ibra­him, prze­wod­ni­czą­cy Kró­lew­skie­go In­sty­tu­tu Mo­ha­me­da Alego w Li­zbo­nie, w opi­nii któ­re­go al-Ba­gh­da­di to بربريا من قرية عراقية barbarije min qurija ‚eraqija (bar­ba­rzyń­ca z irac­kiej wsi), który swo­imi po­czy­na­nia­mi nie­świa­do­mie dzia­ła w in­te­re­sie swo­ich naj­więk­szych wro­gów – Sta­nów Zjed­no­czo­nych, Wiel­kiej Bry­ta­nii i Izra­ela. [Czy aby nieświadomie? – admin]

 

Jak jed­nak przy­zna­je, nie można od­mó­wić mu suk­ce­su, jakim jest znisz­cze­nie ukła­du Sy­kes-Pi­cot z 1916 roku, za­war­te­go po­mię­dzy Wiel­ką Bry­ta­nią i Fran­cją, dzie­lą­ce­go Bli­ski Wschód na stre­fy wpły­wów. Al-Ba­gh­da­di osią­gnął coś, co w ostat­nich la­tach wy­da­wa­ło się nie­moż­li­we. Kon­tro­lu­je te­ry­to­rium więk­sze niż Fran­cja i pra­wie znisz­czył irac­kie pań­stwo – oce­nił Rifat Ibra­him w fe­lie­to­nie dla ser­wi­su te­le­wi­zji al-Dżazira. Ta ocena wy­da­je się słusz­na, ale dal­sze losy ka­li­fa oraz jego or­ga­ni­za­cji zde­cy­du­ją się dopiero wtedy, gdy roz­pocz­nie się lądowa ofen­sy­wa regularnej armii wspar­tej przez lotnictwo pań­stw Za­cho­du. Warto dodać, że Ame­ry­ka­nie wy­zna­czy­li za jego głowę na­gro­dę w wy­so­ko­ści 10 mi­lio­nów do­la­rów.

 

Bogusław Jeznach
http://jeznach.neon24.pl

Normalnie Synod katolickich biskupow nie przewiduje fajerwerkow rywalizujacych z Demokratyczna Narodowa Konwencja z 1968 r. w Chicago, kiedy to niebieskie chlopaki burmistrza Richarda Daleys’a podbili radykalom wyniki w Grand Park.

 

Lecz 13 pazdziernika pojawil sie na Synodzie d/s Rodziny w Rzymie 12- stronicowy raport pochodzacy z komitetu wybranego przez samego papieza Franciszka – i wtorne eksplozje trwaja.

Raport rozpoznawal „pozytywne aspekty zwiazkow cywilnych i wspolzycia” i mowil „homoseksualisci maja do przekazania wartosci ktore wzbogaca i ubarwia chrzescijanska spolecznosc.” Jesli zas chodzi o rozwiedzionych katolikow i tych co wstapili w powtorny zwiazek malzenski bez anulowania poprzedniego to musimy unikac „takich slow i zachowan, ktore tak moga byc przez nich odebrane, ze poczuja sie dyskryminowani.”

Rozkrzyczany przez organizacje praw gejow, dokument oszolomil tradycjonalistow.

„Niegodziwe. Bewstydne. Calkowicie bledne.” – stwierdzil kardynal Gerhard Muller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary i straznik katolickiej ortodoksji.

Wtorowal mu kardynal Raymond Burke, prefekt Najwyszego Trybunalu Apostolskiej Sygnatury. „Dokument nie opiera sie na niewzruszonych podstawach Pisma Sw. i Magisterium” – powiedzial kardynal Burke. „Nie ma nic wspolnego z trwalym fundamentem jakim jest Pismo Sw. i Magisterium” – mowil kardynal Burke. „To robi wrazenie wymyslania … jak to okreslil Ojciec Synodu rewolucyjnego nauczania o malzenstwie i rodzinie.”

Kardynal Burke wezwal papieza do ponownego rozpatrzenia spraw dotyczacych katolickiej nauki o malzenstwie i moralnosci, mowiac, „To trwa od dawna.” Papiez zwolnil kardynala Burke z zajmowanego stanowiska.

Glosami Rodziny, i koalicji miedzynarodowych organizacji pro-life dokument obwolany zostal „zdrada”.

Delegat Irlandii Patrick Buckley powiedzial „to atak na malzenstwo i rodzine”, gdyz „w efekcie daje ciche przyzwolenie na cudzolozne stosunki.” Dodajac, ze dokument „nie rozpoznaje sklonnosci homoseksualnych jako obiektywnie dysfunkcyjnych.”

Kardynal Walter Kasper byl glownym promotorem liberalizacji katolickiego nauczania o seksulanej moralnosci. Kiedy afrykanski biskup wyrazil swoj sprzeciw wobec tresci dokumentu, Kasper odparl, „O tym nie mozna dyskutowac z Afrykanczykami… To jest niemozliwe… To jest tabu.”

Slyszac ta zniewage Burke poparl swojego brata kardynala:
„To jest gleboko smutne i skandaliczne, ze tego typu uwagi robione sa przez kardynala kosciola. One ponadto sa przejawem determinacji … wspierajacej zdradliwe stanowisko kardynala Kaspera, nawet przy pomocy rasistowskichi uwag w kierunku licznej i wysoko cenionej czesci czlonkow Synodu.”

Dokument zostal przedlozony do glosowania wszystkim czlonkom Synodu i ogloszony podczas weekendu; najbardziej bluzniercze wyrazenia dla ortodoksyjnych katolikow zostaly usuniete.

[I w taki to sposób drogą głosowania ustala się

Jednakze Synod ponownie sie zbierze w przyszlym roku, dopiero poprzeczka moze okazac sie wyzsza dla kosciola i papieza.

W swoim komentarzu na zakonczenie Synodu, papiez Franciszek kpill z „tak zwanych tradycjonalistow” ze wzgledu na ich „wroga nieugietosc.”

To jest ta jedna strona o wprowadzenie zmian. Inna jest to, ze tradycjonalisci wierza, ze prawdy moralne sa niezmienialne, jak i rowniez doktryny katolickie nie moga zostac zmienione.

Nawet papiez nie moze tego uczynic.

Gdyby to zostalo wykonane to byloby to mowienie przez papieza herezji. Jak to jest z katolicka doktryna, ze papiez jest nieomylny, ze nie moze popelnic bledu kiedy mowi ex cathedra na temat wiary i moralnosci, wiec takim razie to oznaczyloby, ze Franciszek nie byl waznym papiezem i tron Piotrowy jest pusty.

Wtedy bedziemy czytac o schizmatykach i sedewakantystach.

Kosciol Katolicki nie jest Demokratyczna Partia Obamy, Hillary czy Joe, gdzie pryncypialne stanowiska w sprawie aborcji, homoseksualizmu i malzenstw homoseksulanych „ewoluja.” Kiedy wiec ta elastycznosc w sprawach zasad moralnych stanie sie skuteczna i dla katolikow?

Naprawde, to stalo sie w obronie nierozwiazywalnosci malzenstwa, kiedy to papiez Klemens VII ” ekskomunikowal Henryka VIII, ktory mial tytul „Obroncy Wiary” gdyz odrzucil herezje Lutra.

KIedy Henryk pragnal sie rozwiesc z Katarzyna Aragonska i poslubic Anne Boylen to papiez Klemens VII oswiadczyl, ze to jest niemozliwe. Jego stanowcze stanowisko w sprawie malzenstwa spowodowalo utrate Anglii dla Kosciola Katolickiego. Mozna sie zastanowic co obecny papiez mysli o „nieugietosci” Papieza Klemensa.

Chociaz Franciszek ani nigdy nie zaprzecza ani zadnej doktryny nie stara sie zmienic, to kardynal Burke ma racje. Ten papiez „wyrzadzil duzo szkody”. On spowodowal konsternacje wsrod wiernych i wkrotce bedzie musial wypowiedziec sie jasno o niezmiennych prawdach Katolicyzmu.

W jego niedzielnej beatyfikacji Pawla VI, papiez Franciszek celebrowal zmiany. „Bog nie leka sie nowych zmian” powiedzial, „nie szczedzimy wysilkow w celu adoptowania sposobow i metod ….do zmieniajacych sie warunkow spolecznych.”

Lecz od czasu Vaticanum II i Pawla VI wsrod zmian spolecznych byly zachodnie naciski na przeprowadzenie rozwodow bez orzekania o winie, forsowanie bezgranicznej rozwiazlosci, aborcji na zadanie i malzenstw osob tej samej plci. Czy kosciol powinien sie „adaptowac” do tych zmian w spoleczenstwie?

Czy to sam kosciol powinien sie akomodowac do kultury tak dekadenckiej jak nasza? Czy moze kosciol powinien sie temu przeciwstawic i glosic prawde moralna kulturowym i politycznym wladzom, tak samo jak to dawniej robili meczennicy w Rzymie?

Papiez Franciszek jest bardzo popularny. Jednakze jego popularnosc nie przyszla darmo dla kosciola na czele ktorego on stoi ani tez dla prawd ktore przysiegal bronic i utrzymac w mocy.

„Kim jestem zeby sadzic?” mowi papiez. Lecz czy nie jest to czescia obowiazkow zwiazanych z zajmowanym stanowiskiem? A jesli nie tobie, Wasza Swiatobliwosc, komu?

Patrick J. Buchanan
ulcik140
http://prawica.net

Były kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych Ron Paul, przeciwnik amerykanskiego ekspansjonizmu i agresywności neokonów nie po raz pierwszy negatywnie ocenił poczynania żydowskiego multimilionera Georga Sorosa, który mocno zaangażował się w zmiany we wschodniej Europie.

W Voice of Liberty Ron Paul zacytował ostatnie wystąpienie Georga Sorosa, który w 100% obciążył Rosję za wojnę jaka toczy się na Ukrainie. Soros ostrzega, że rozszerzający się konflikt zagraża egzystencji Europy. 

 

Mulitimilioner oskarża Europejczyków, że nie chcą wydawać pieniędzy na konfrontację z Rosją w sprawie Ukrainy i proponuje swoje rozwiązanie. Wg niego na poskromienie Rosji potrzeba 20 miliardów dolarów, które to powinien zainwestować Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

 

Finansista uważa, że przeznaczenie stosownych pieniędzy pozwoli przetrzymać nadchodzącą zimę nie tylko Zachodniej Ukrainie ale także sporej części Europy.

 

Skąpiec Soros nie chce użyć już więcej własnych pieniędzy; uważa że rządy i podatnicy powinni spędzać je w nieskończoność niezależnie od przyczyny a także lekceważyć rosnący deficyt.

 

Jak uważa Ron Paul, od ludzi pokroju Georga Sorosa nie usłyszymy przyznania się do tego, że obecny kryzys na Ukrainie jest wynikiem niekontrolowanego narastania długu publicznego. Również nigdy nie usłyszymy od niego ani też innych, łącznie z amerykańskimi urzędnikami, że przez obalenie wybranego liderem Janukowycza stworzony został bałagan, który teraz Soros proponuje sprzątnąć za pieniądze MFW i USA.

 

Nie jest nowością, że Soros to czystej wody wojenny propagandzista, jak również to, że pała irracjonalną nienawiścią do narodu rosyjskiego. Soros pomniejsza swój wkład w powstałą bardzo niestabilną sytuacje we wschodniej Europie obciążając za wszystko Putina. Uważa, że międzynarodowi finansiści i neokonserwatyści są niewinni a jakiekolwiek zarzuty w stosunku do niego i jego podobnym są niewłaściwe.

 

Opr. wg/Waldemar Głodek PCO

 

Za: Stingy Soros Wants $20 Billion from IMF to Confront Russia

Na zdjeciu George Soros – fot. za Voice of Liberty.

Wspominając Oddział Piechoty Wojska Polskiego 82 Pułk Piechoty WP, wywodził się z powstałego w dniu 1 lipca 1918 roku, na terenie Syberii, 1 Pułku Strzelców Polskich im. Tadeusza Kościuszki.

Dnia 17 sierpnia tego samego roku, na jego czele stanął major Jan Skorobohaty- Jakubowski. Pułk w początkowym okresie swojego istnienia, wszedł w skład formującej się 5 Dywizji Strzelców Polskich, będących pod dowództwem Kazimierza Rumszy.

Historia pułku

Szlak bojowy żołnierzy wspomnianego pułku, zasłynął głównie w walkach z bolszewikami. Wiódł on przez całą Syberię i zakończył się dnia 21 lutego 1920 roku w Harbinie w Mandżurii. Już dnia15 kwietnia 1920 roku, ocalała część żołnierzy tego pułku wyruszyła angielskim okrętem z portu Dairen do Polski. Statek ten przybył do Gdańska w dniu 1 lipca 1920 roku. Po włączeniu żołnierzy do Wojska Polskiego, dnia 10 lipca żołnierze Syberyjskiego Pułku, zostali skierowani na tereny plebiscytowe Warmii i Mazur. Część pułku, stała się ostatecznie kadrą 1 Syberyjskiego Pułku Piechoty, działającego przy 63 Pułku Piechoty w Toruniu. Już dnia 13 sierpnia, 1 Syberyjski Pułk Piechoty przybył nad rzekę Wkra, gdzie wszedł w skład 5 Armii Polskiego Wojska.

Walki z bolszewikami

Od dnia 22 sierpnia 1920 roku, Syberyjski Pułk Piechoty walczył z bolszewickimi oddziałami 4 Armii i 3 Korpusu Konnego Gaj – Chana. Po zakończeniu działań wojennych, otrzymał on nazwę 82 Syberyjskiego Pułku Strzelców im. Tadeusza Kościuszki. W październiku roku 1921, pułk ten został skierowany na miejsce postoju do Brześcia nad Bugiem, gdzie stacjonował do wybuchu II wojny światowej. We wrześniu roku 1939, 82 Syberyjski Pułk Strzelców działając w składzie 30 Dywizji Piechoty generała Leopolda Cehaka, otrzymał przydział mobilizacyjny do Grupy Operacyjnej Piotrków w Armii Łódź.

Wojna obronna

Już pierwszego września 1939 roku, pułk ten znalazł się pod silnym ostrzałem niemieckiej artylerii, po którym niemiecka 19 niemiecka Dywizja Pancerna przypuściła kolejny atak na jego pozycje. Po zażartej walce trwającej aż trzy dni, wojska niemieckie widząc cofających się Polaków, nie przeszły do pościgu. W ciągu całego dnia 3 września 1939 roku, Niemcy dodatkowo obsadzili karabinami typu NKM i CKM swój odcinek na głównej pozycji obronnej wzdłuż rzeki Widawki. Polacy nie mieli prawie żadnych szans, na pokonanie tak doskonale uzbrojonego wroga. Z czasem polski pułk, wycofał się do rejonu Woli Cyrusowej. Stamtąd część oddziałów dostała się do niewoli niemieckiej.

Oddziały patrolujące

Z tych żołnierzy, którym udało się nie trafić do niewoli, Naczelne Dowództwo utworzyło oddziały patrolujące rozmieszczenie sił nieprzyjaciela. Patrole te, zostały zatem wysłane we wszystkich kierunkach. Okazało się, że Niemcy znajdowali się na przedpolach, miasta łódź. Bardzo szybko Polacy dowiedzieli się, o szykującym się niemieckim natarciu. W czasie przygotowania do wspomnianego uderzenia, które o godzinie 9.15 ruszyło od strony wsi Słupia, Polacy zajęli pozycje obronne. Polskie przeciwnatarcie ruszyło o godzinie 10.00, przy silnym wsparciu artylerii. Mimo słabego uzbrojenia polskich żołnierzy, udało im się okrążyć 3 niemiecką Dywizję Pancerną, która straciła około 1400 ludzi. Widząc braki w amunicji, Syberyjski Pułk Piechoty, skierował się w stronę twierdzy Modlin. Tam, Polscy żołnierze brali udział w obronie miasta i twierdzy, aż do dnia 29 września 1939 roku, czyli do chwili jej kapitulacji.

Warto jest zatem wspomnieć o polskich bohaterach, którzy bronili polskości do ostatniej kropli krwi. Mimo, że tak mało się dziś wspomina Dywizję Syberyjską, stanowi ona po dziś dzień sedno naszego bohaterstwa.

Ewa Michałowska – Walkiewicz

Szanowni Państwo! Ciężką pracą i oszczędnością ludzie się bogacili od wieków. Ale czy ten model nie stał się przeżytkiem? Dla niektórych na pewno tak. Spekulant umie tanio kupić i drogo sprzedać, ale do tego potrzebne są predyspozycje nie tak często spotykane.

Są też towary i usługi, na których zarabia się najlepiej. Od dawna należą do nich broń, narkotyki i prostytucja. To jednak już tylko dla ludzi wyjątkowo zdeterminowanych i zdemoralizowanych.

Jest też sposób najnowocześniejszy z nowoczesnych, łatwy lekki i przyjemny czyli „na Belkę”. Zakłada się po prostu bank, bierze nieopodatkowany kredyt od rządu i udziela się wysokooprocentowanych pożyczek. W ten sposób za pieniądze wirtualne, czyli nieistniejące, dostaje się te prawdziwe. Proste? Jak drut! A kto faktycznie poniesie koszt tej operacji? Oczywiście my wszyscy, płacący podatki, które rząd może podnosić w nieskończoność. Przyszłe pokolenia Polaków już mają zagwarantowane spłacanie długów do końca życia.

Jeśli jesteś w odpowiednich strukturach PO, to wiesz najlepiej jak to działa, a jeśli nie jesteś, to zapomnij o łatwym zdobyciu fortuny.

Pozdrawiam do następnej soboty

Małgorzata Todd
www.mtodd.pl
Lub http://sklep.mtodd.pl

43/2014 (174)

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Marszałek dorównuje honorem konsulowi

Występują: Wańka i Fritz.

Fritz – Z tym konsulem, to daliście plamę.

Wańka – Dlaczego tak myślisz?

Fritz – No, jak to? Pozwalacie aresztować swojego konsula honorowego?

Wańka – Taki znowu honorowy to on nie był.

Fritz – Ale jednak.

Wańka – Jeśli nawet ty nie poznałeś się na ustawce, to dobra nasza.

Fritz – A na czym niby ta ustawka polegała?

Wańka – Żadne niby. Tak zwany „nowy rząd” potrzebował uwiarygodnienia. Poprosili, żebyśmy kogoś oddelegowali.

Fritz – Wybraliście konsula?

Wańka – I pułkownika. A przy okazji zagraliśmy w otwarte karty. Pokazaliśmy, że mamy ich w ręku.

Fritz – Masz na myśli dostęp do danych osobowych i nie tylko?

Wańka – Właśnie. Nic się nie bój. Wszystko jest pod kontrolą. Opozycja musi przyjąć to co jej podsuniemy. Chyba nie sądzisz, że mają jeszcze coś do powiedzenia?

Fritz – Licho nie śpi.

Wańka – Spoko. To tylko kolejna „mamusia małej Madzi”.

Fritz – W tym wypadku to nie takiej małej. A co z tym nieznośnym dzieciątkiem na stanowisku marszałka? Źle zrozumiał instrukcje? Czy próbuje się bronić, pokazując Oskarowi, że sam na dno nie pójdzie?

Wańka – E tam, zwykła papla. Mówi co wie i nie wie co mówi.

Fritz – Wszedł na przygłupa.

Wańka – Wyszedł?

KURTYNA

…………………….

MARGARET TODD

LEKCJA
POKERA

Odcinek 74

– Mamy coś– powiedziała Dominika, kładąc przed Marcinem odbitki fotograficzne.
– Od kiedy zajmujemy się pornosami? – spytał, przeglądając zdjęcia.
– To są odbitki z tej komórki z meliny w Konstancinie. Poznajesz faceta?
– Nie.
– Nie przypomina ci Szmita?
– Który?
– No ten, tu – Dominika wskazała postać na zdjęciu.
– Twarz jest odwrócona. To mógłby być każdy. Pasowałby ci do wcześniej zebranych informacji? – i nie czekając na odpowiedź, ciągnął dalej. – Moim zdaniem nawet trudno stwierdzić z całą pewnością czy ten drugi to facet, chłopak, czy może dziewczynka.
– Na dobrą sprawę, masz rację – Dominika uważnie przyjrzała się
fotografiom. – Ale tak czy siak tego, którego podejrzewamy, warto by przepytać na okoliczność. – Panna Dominika zaczyna przejmować żargon policyjny.
– Do rzeczy – przerwała mu. – Pojedziesz pogadać ze Szmitem?
– O tej porze jest pewnie w firmie swojego szefa.
– Pewnie tak – odparła zamyślona. – Wiesz, a może najpierw pokażę te fotki Borucie?
– Przypominam ci, że on tylko nadzoruje śledztwo, które my prowadzimy. Nie ma sensu latać z każdym głupstwem do prokuratora, zwłaszcza… – urwał niezdecydowany.
– Zwłaszcza że co?
– Ma podobno jakieś kłopoty zdrowotne.
– Jakie?
– Natury psychicznej.
– Co też ludzie nie wygadują!
– Czy to nie ty wspominałaś, że on się boi jakichś wtyk tu, u nas w policji?
– Uważasz to za niedorzeczność, manię prześladowczą?
– Tego nie twierdzę. Ale mania prześladowcza tak się między innymi objawia. Słyszałem, że miewa jakieś zwidy.
– Przypominam ci, że ludzie niekiedy kłamią.
– Najczęściej, jeśli mają jakiś powód – upierał się Marcin.
– Najczęściej – powtórzyła. – My się spotykamy z kłamcami, którzy mają coś do ukrycia, ale zauważ, że są i tacy, którzy w ten sposób ubarwiają rzeczywistość.
– W tym wypadku, jeśli mamy do czynienia z kłamstwem, to raczej nie bez interesownym.
To kim się dzisiaj zajmiemy? Naszym prokuratorem, posłem, czy może jego doradcą, tym Andrzejem Żarskim?
– Dlaczego nim?
– Bo mało o nim wiemy, a mógłby być przecież zamieszany w sprawę zabójstwa Urbaniuka.
– Pewnie tak – przyznała Dominika, ale tak jakoś bez przekonania. – Wiesz co, jego odłóżmy sobie na później.
– To co? Złożymy wizytę panu posłowi?
– Mam lepszy pomysł. Ty pojedziesz do Konstancina i rozmówisz się jeszcze raz z domownikami, a gdyby Szmit był na miejscu, to i z nim.
– A ty?
– Mam inne plany.

CDN

Już teraz można zamówić całość wpłacając jedynie 20 zł na konto Nr: 50 1020 5558 1111 1115 9930 0019. Adres posiadacza konta to: Wydawnictwo TWINS; ul. Dymińska 6a/146; 01-519 Warszawa i podając adres internetowy, na który e-booka należy przesłać.

Okładkę zaprojektował Zdzisław Żmudziński Copyright © by
Margaret Todd, 2013 All rights reserved. Wydawnictwo „Twins”
ul. Dymińska 6a/146 01-519 Warszawa

………………………………………………………………………………….
Apel – każdy z Państwa może ten apel podpisać. Prócz imienia i nazwiska można też podać tytuł, funkcję oraz przynależność do jakiejś organizacji.

APEL

Polacy, wyborcy!

Platforma Obywatelska i Donald Tusk, podejmą niedługo – wspomagani przez życzliwe im media (TVP, TVN, Polsat, „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Fakt”, „Dziennik Gazeta Prawna”, „Polska”, „Polityka”, „Newsweek”, „Wprost”, „Polskie Radio”, „TOK FM”, itd.) – wielką akcję straszenia wyborców i ostrzegania przed nieszczęściami, jakie spadną na Polskę, jeśli w wyborach samorządowych i parlamentarnych zwycięży PiS. Media te będą się prześcigać w podawaniu dosadnych przykładów owych nieszczęść. Będą wspierane zręcznie przez media zagraniczne, zwłaszcza niemieckie, wykonujące tajne dyrektywy strategów brukselskich.

Polacy, wyborcy!
Nie dajcie się zastraszyć, nie dajcie się okłamać, nie dajcie się ponownie oszukać Tuskowi i jego Platformie – rzekomo obywatelskiej!
1. Jan Wawrzyńczyk – profesor Uniwersytetu Warszawskiego.
2. Małgorzata Todd – pisarka.
3. Jarosław Piastowski – lekarz.
4. Zbigniew Lisiecki – informatyk.
5. Rafał Wysmyk – ekonomista.
6. Jerzy Burski – artysta grafik.
7. Andrzej Ordoczyński – Polak.
8. Konrad Turzyński – bibliotekarz, w l. 1979–1981 uczestnik Ruchu Młodej Polski.
9. Zofia Korzeńska – eseistka, poetka.
10. Bohdan Urbankowski – pisarz, filozof.
11. Romuald Chutkowski.
12. Piotr Zarębski – reżyser filmowy.
13. Jacek Wegner – publicysta.
14. Tadeusz Kucharski – Polak.
15. Jerzy Gnieciak – w l. 1980–1989 przewodniczący NSZZ „Solidarność” RI Opolszczyzny.
16. Edward Tyburcy – dr nauk technicznych.
17. Lidia Sokołowska-Cybart – prawnik-lingwista
18. Wojciech Brojer – historyk.
19. Dariusz Smulski – Polak.
20. Ewa Tomaszewska – fizyk, działacz NSZZ „Solidarność”.
21. Grzegorz Waśniewski – Komendant Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego „Orzeł Strzelecki” w Kanadzie.
22. Krystyna Banaszek mgr farmacji – Gdynia.
23. Zygmunt Korus – krytyk sztuki.
24. Ewa Duzinkiewicz – dyrektor gimnazjum.
25. Violetta Kardynał – dziennikarka.
26. Jerzy Jankowski – Prezes ZP w Norwegii, b. członek Solidarności Walczacej (SW).
27. Paweł Bendkowski – emeryt, były nauczyciel, Szczecin.
28. Bożena Cząstka-Szymon – językoznawca, więźniarka polityczna.
29. Tadeusz Wojteczko – inżynier, członek zarządu Komitetu Miejskiego PiS w Tarnobrzegu, oraz przewodniczący Klubu Gazety Polskiej.
30. Zofia Romaszewska – Komisja Interwencji i Monitoringu PiS, działaczka społeczna.
31. Stanisław Chęciński – dr nauk technicznych, członek, AKO.
32. Zbigniew Skowroński – red. nacz. Polsko-Polonijnej Gazety Internetowej KWORUM

Prosimy o wpisywanie się na listę

………………………………….

Komentarz do felietonu (Prawda czy fałsz? 42/2014 (173)

Szanowna Pani Małgorzato

Prawda w świecie jest dwupostaciowa – z jednej strony ma opisywać stan faktyczny lub bliski faktycznemu (takie pojmowanie prawdy, jak Pani słusznie zauważyła, charakteryzuje ludzi prawych), z drugiej zaś, ma opisywać rzeczywistość tak, by była postrzegana jako stan faktyczny. To drugie podejście służy jej twórcom do osiągnięcia jakiegoś ukrytego celu – skoro ukrytego tzn. nieprawego. Prawidłowe rozpoznanie tych dwóch rodzajów prawd tylko z pozoru jest trudne. Z zasady ten drugi rodzaj prawdy jest podawany nachalnie, uporczywie i prymitywnymi metodami, bo twórcom owej „prawdy” zależy bardzo byśmy w nią uwierzyli. Wydaje się, że większość przedstawicieli naszego gatunku ma problem z rozpoznaniem samej nachalności i prymitywizmu stosowanych metod i dlatego wpada w pułapkę szybkiego przyswajania fałszywej prawdy. I niestety to problem ogólnoludzki, którego skala jest mniejsza lub większa w zależności od kondycji moralnej i edukacyjnej danego społeczeństwa. Zdaje się, że nasze polskie społeczeństwo jako typowo pokolonialne, mocno zdeprawowane o powierzchownej edukacji, ma ogromny problem z rozpoznaniem prawdy.

Z wyrazami szacunku Ewa Działa-Szczepańczyk