Monthly Archives: Styczeń 2015

Ponad 150 tysięcy osób pochodzenia żydowskiego walczyło w szeregach wojsk III Rzeszy. Co więcej, odbywało się to za osobistym pozwoleniem Hitlera. Nie zawiódł się na nich.

Do takiego wniosku doszedł młody historyk amerykański na podstawie setek wywiadów z niemieckimi kombatantami żydowskiego pochodzenia oraz tysięcy dokumentów wydobytych z niemieckich archiwów – pisze Marek Jan Chodakiewicz w http://chodakiewicz.salon24.pl/80974,zydowscy-zolnierze-hitlera

 („Żydowscy żołnierze Hitlera”, część1 i część 2).

 

Swoje rewelacje Bryan Mark Rigg opublikował w pracy „Żydowscy żołnierze Hitlera: Nieznana historia nazistowskich praw rasowych oraz mężczyzn pochodzenia żydowskiego w wojsku niemieckim”. Rigg rozważył kwestię „kto jest Żydem” i przedstawił problem asymilacji w Niemczech i Austrii, ze szczególnym naciskiem na służbę wojskową jako odzwierciedlenie najwyższego stadium asymilacji. Opisał ewolucję polityki Hitlera w stosunku do tzw. „mieszańców” (Mischlinge). Większość z nich odrzucała identyfikację z Żydostwem. Uważali się za Niemców. Wielu popierało narodowy socjalizm. Bardzo często antysemityzmu Hitlera i NSDAP nie odnosili do siebie ale do tzw. „Wschodnich Żydów” (Ost Juden). W 1935 r. jeden z przywódców skrajnie prawicowej organizacji Narodowych Żydów Niemieckich zapewnił Hitlera, że „on i jego towarzysze walczyli aby nie wpuścić Ost Juden do Niemiec.” Kontynuował: „Te hordy wpół-azjatyckich Żydów” to „niebezpieczni goście.” Dlatego trzeba ich „bezwzględnie wyrzucić” z Niemiec.

 

Swoje rewelacje Bryan Mark Rigg opublikował w pracy „Żydowscy żołnierze Hitlera: Nieznana historia nazistowskich praw rasowych oraz mężczyzn pochodzenia żydowskiego w wojsku niemieckim”. Już sam tytuł brzmi jak oksymoron. Co? Żydzi służący u Hitlera? Jest to dla większości zupełnie szokującym absurdem. Dla niektórych zapewne zabrzmi to jako jakieś antysemickie pomówienie, spisek.

 

Ale przecież tak nie jest. Większość z nas, a już na pewno prawie każdy przeciętny człowiek, stara się zrozumieć świat w oparciu o rozmaite stereotypy. W pewnym sensie pomagają one nam funkcjonować, szczególnie na wstępnym etapie życia, który u człowieka inteligentnego i ciekawego nie trwa zbyt długo. Wraz z nabieraniem doświadczenia życiowego, w miarę upływu czasu, przestajemy się dziwić gdy napotykamy kolejnego szczodrego Szkota, nasz znajomy Anglik jest cholerykiem, a przyjaciel Amerykanin ani nie żuje gumy ani nie trzyma nóg na stole przy jedzeniu. Jednym słowem zaczynamy dostrzegać całą gamę ludzkich postaw, złożoność zachowań, czy uwarunkowań czynów. Konserwatysta dostrzega, że jądro istoty rzeczy pozostaje jasne, chociaż do pewnego stopnia zacierają się kontury zjawisk. Rozumiemy więc, że subtelnie skonstruowane paradygmaty to nie prostackie stereotypy, nawet jeśli mają ze sobą wspólne pewne podstawowe rzeczy. Na przykład, stereotyp „niekulturalnego Amerykanina” odzwierciedla do dużego stopnia brak kultury osobistej u młodego pokolenia, ludu szczególnie, ale oczywiście nie starej elity USA.

Właśnie takim procesem budowania paradygmatu Niemców żydowskiego pochodzenia zajął się Bryan Mark Rigg. Autorowi chodziło o wzbogacenie naszej wiedzy o antysemityźmie, o eksterminacji Żydów – wbrew prostackim stereotypom. Jest to podejście naukowe bardzo nam bliskie.

 

BADANIA WŁASNE – MAREK JAN CHODAKIEWICZ

 

A było tak. Chyba dekadę przed wydaniem książki na korytarzach uniwersytetów Ligi Bluszczowej (Ivy League) słyszeliśmy o badaniach Rigga. Nasza uczelnia, Columbia University, miała umowę z Yale. Każdy kto chciał od nas, mógł jeździć tam i odwrotnie. Jeden z gości wspomniał, że powstaje tam słabo udokumentowane magisterium o żydowskich żołnierzach Hitlera. Inspiracją tej pracy był film Agnieszki Holland „Europa, Europa.” Autor oparł się rzekomo jedynie na kilku wspomnieniach. Nic szczególnego. Ale mimo oporu swych profesorów Rigg zdecydował pisać na ten temat doktorat. Uparł się. Został sam.

 

W latach 1994/1995 byłem w Cambridge University w Anglii. Poszedłem posłuchać wykładu profesora Jonathana Steinberga. Specjalizuje się on we włoskim aspekcie eksterminacji Żydów podczas II wojny. Jako jeden z niewielu docenia rolę Papieża i Kościoła w akcji ratowania ludności żydowskiej. Wspomniał wtedy dwie interesujące rzeczy. Po pierwsze, w Australii brał udział w procesie Ukraińca z SS-Wachmannschaften oskarżonego o mordowanie Żydów w Winnicy. Ale ten wywinął się prokuraturze twierdząc, że go wtedy w mieście nie było. Pokazał też autentyczne dokumenty. Sędzia zwolnił oskarżonego, podatnik australijski zapłacił ponad 1 mln. dolarów kosztów tego procesu. Australijski wymiar sprawiedliwości nie zrozumiał, że daty były wedle kalendarza prawosławnego. SS – man jak najbardziej był obecny w rzeczonym czasie w Winnicy podczas mordów.

 

Po drugie profesor Steinberg wspomniał krótko, że opiekuje się studentem, który pisze o żydowskich żołnierzach Wehrmachtu. Zrozumiałem, że chodzi o chrześcijan z żydowskimi przodkami, którymi zajmował się Rigg. W tym czasie już sam co nieco poszperałem, aby zorientować się, że Hitler w rozmaity sposób traktował różne osoby o żydowskich korzeniach. Zestawiłem też informacje z rozmaitych źródeł na ten temat. Wyśmienity sowietolog, profesor Robert Conquest opowiadał mi kiedyś, że na Krymie nie mordowano Karaimów, bowiem nazistowscy eksperci rasowi uznali, że są to Tatarzy wyznania quasi-mojżeszowego, a nie „prawdziwi” Żydzi. W tym wypadku religia miała Niemców nie obchodzić. Zgodnie z tą logiką w 1944 r. z Karaimów pragmatycznie utworzono przynajmniej jeden batalion w ramach Waffen – SS. Himmler wydał nawet specjalne pozwolenie aby Karaimscy SS – mani mogli odprawiać judaistyczne modły. (Z innego źródła dowiedziałem się, że niemieccy Cyganie służyli w jednym na najbardziej krwawych oddziałów SS). Przypomniałem też sobie, że o „rasowym” dylemacie Narodowych Socjalistów pisał Erich Maria Remarque. Według niego, parafrazując, zabicie niemieckiego pół – Żyda byłoby zabiciem pół – Niemca. Rozmawiałem na ten temat też z koleżanką ze studiów, Patricią von Papen. Opowiedziała mi o tym, że w Berlinie odbyła się demonstracja „aryjskich” rodzin „nie-Arian” i pod jej wpływem Gestapo zawiesiło deportacje części Niemców pochodzenia żydowskiego do obozów śmierci. Patricia później była konsultantką pracy Rigga. Inna koleżanka z uczelni, Cäecilie Rohwedder, wspominała, że jej babcia, która była pochodzenia żydowskiego, przeżyła wojnę wcale nie ukrywając się. Zgadłem, że chroniła ją prominentna pozycja jej rodziny.

 

No i jak zwykle mamy też własne historie rodzinne. Podczas jednej z wizyt u moich powinowatych w Niemczech zwróciłem uwagę na zdjęcie przystojnego officera Luftwaffe: Leutnant Friedrich Heinrich Justinus Falcon Cajus Graf Praschma Freiherr von Bilkau zginął na polu bitwy 28 lipca 1944 r. pod Demsi na Łotwie. Jego babka po stronie matki była ochrzczoną angielską Żydówką. Teoretycznie, według standardów Hitlera, Friedrich kwalifikował się do gazu. W praktyce o pochodzeniu jego matki nikt niepożądany nie wiedział; jej dokumenty były niedostępne nazistowskim tropicielom czystości rasowej w III Rzeszy. Znajdowały się bowiem w Anglii i w Chinach. Ale – jak mi powiedziała moja niemiecka rodzina – osoby żydowskiego pochodzenia mogły otrzymać specjalne zaświadczenie od Hitlera, uznające ich tzw. „aryjskość.” Na przykład, w taki sposób uniknęła obozu śmierci Melitta Gräfin Schenk von Stauffenberg.

 

Wiedziałem więc, że sprawy te są dużo bardziej skomplikowane niż powszechnie się wydawało. Nie miałem jednak zielonego pojęcia ani o rozmiarach ani innych szczegółach tego zjawiska. Na szczęście Bryan Mark Rigg w dużym stopniu uporządkował cały ten galimatias.

 

METODOLOGIA I DEFINICJE

 

Zabrał się do tego bardzo metodycznie. Na początku rozważył kwestię „kto jest Żydem.” Potem przedstawił problem asymilacji w Niemczech i Austrii, ze szczególnym naciskiem na służbę wojskową jako odzwierciedlenie najwyższego stadium asymilacji. W końcu Rigg opisał ewolucję polityki Hitlera w stosunku do tzw. „mieszańców” (Mischlinge), bogato ilustrując swoją opowieść historiami poszczególnych osób. Jego dzieło czyta się momentami trudno. Autor w logiczny i zimny sposób tłumaczy pseudonaukowe zasady „higieny rasowej” oraz inne narodowo-socjalistyczne meandry pseudo-intelektualne urągające nie tylko nauce, ale przede wszystkim naszej moralności zbudowanej na chrześcijaństwie. Rigg zdecydował się stosować nazistowską nomenklaturę: „Aryjczyk”, „35 –procentowy Żyd” czy „75-procentowy Żyd.” Oprócz tego historyk ten zbyt pewnie czuje się w biurokratycznym gąszczu III Rzeszy, konfudując czasami czytelnika. Na przykład używa terminologii dotyczącej rozmaitych typów zaświadczeń o „aryjskości”, której znaczenie tłumaczy dopiero pod koniec swego dzieła. W końcu Rigg opowiada o straszliwie podłych wyborach moralnych, wymuszonych przez system. Niesmaku takich informacji nie niwelują opowieści o bohaterstwie czy szlachetności poszczególnych osób. Zastanawiając się „kto jest Żydem?” Rigg odrzuca dwa „ekstremalne poglądy.” Po pierwsze, historyk nie zgadza się z założeniem, że „osoba z jakimikolwiek przodkami żydowskimi jest Żydem.” Po drugie, autor zaprzecza opinii głównie ultra-religijnych wyznawców judaizmu, że „żadna osoba pochodzenia żydowskiego, która służyła w Wehrmachcie w ogóle nie mogła być Żydem.” Rigg słusznie podkreśla, że „Żydzi to nie ‘rasa’.”

 

Mimo, że ortodoksyjni rabini oraz władze Izraela uznają za Żyda tylko osoby zrodzone z żydowskiej matki, badacz przychyla się do szerszej interpretacji. Według niego rozwiązanie tej kwestii do dużego stopnia powinno opierać się na samookreśleniu. Czyli Rigg preferuje liberalne prawo wyboru. Jednocześnie jednak przyznaje istnienie takich, którzy według prawa Halacha są Żydami, ale świadomie odrzucają swoje korzenie i zaprzeczają im z rozmaitych powodów (od samonienawiści do asymilacji).Większość tzw. „mieszańców” (Mischlinge) odrzucało identyfikację z Żydostwem. Uważali się za Niemców. Wielu popierało narodowy socjalizm. Wielu miało podobne uprzedzenia jak „aryjska” reszta ich rodaków. Bardzo często antysemityzmu Hitlera i NSDAP nie odnosili do siebie ale do tzw. „Wschodnich Żydów” (Ost Juden). W 1935 r. jeden z przywódców skrajnie prawicowej organizacji Narodowych Żydów Niemieckich zapewnił Hitlera, że „on i jego towarzysze walczyli aby nie wpuścić Ost Juden do Niemiec.” Kontynuował: „Te hordy wpół-azjatyckich Żydów” to „niebezpieczni goście.” Dlatego trzeba ich „bezwzględnie wyrzucić” z Niemiec. A co na to Hitler? „Według doktryny nazistowskiej, podobnie jak w Halacha, żydowskość jest dziedziczna.” W III Rzeszy Żydów obwołano „rasą”.

 

Co więcej, wielu „czysto aryjskich” chrześcijan, którzy przeszli na judaizm uznano za Żydów w sensie „rasowym” (Geltungsjuden). „Pół oraz ćwierć-Żydów,” którzy mieli „pełnych Żydów” za małżonków traktowano jako „pełnych Żydów.” Sprawy takie regulował najpierw paragraf aryjski (Arierparagraph), a potem ustawy norymberskie i rozmaite dekrety państwowe i rozkazy Hitlera. Dlatego, Rigg stwierdził, że

 

w dyskusji na temat tej historii musimy stosować nazistowskie definicje o żydowskości bowiem w końcu liczyło się tylko to w co wierzyli Naziści. Większość osób wymienianych w niniejszej pracy nie określiłaby siebie jako Żydów czy częściowo Żydów. Ale tak definiowały ich teorie rasowe i polityka Hitlera. Tak więc omawiając tutaj kwestię żydowskości czynimy to wedle rasistowskiego prawa narodowo-socjalistycznego, a nie według definicji Halachy.

 

http://chodakiewicz.salon24.pl/80974,zydowscy-zolnierze-hitlera

 

KTO BYŁ ŻYDEM WEDŁUG USTAWODAWSTWA III RZESZY

W III Rzeszy pochodzenie żydowskie precyzowały   ustawy norymberskie, z 15. IX. 1935 roku. tekst przemówienia  w Reichstagu kanclerza III Rzeszy Adolfa Hitlera z 30. I. 1939 roku, dyrektywy R. Heydricha dla szefów grup operacyjnych (Einsaztgruppen) z 21. IX. 1939 roku, rozporządzenia gen. gub. Hansa Franka z 15. X. 1941 roku, postanowieniem o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej” (Endlosung) z 20.I.1942 roku. Owe osoby były ścigane, stawały się po ujęciu ofiarami żydowskiego Holocaustu (Shoah, Zagłada) i skazane na śmierć.

ŻYDZI W ZBRODNICZEJ WAFFEN – SS

Jeden z wojennych losów: Alex Kurzem – mały Żyd z Białorusi trafił do Łotewskiego Waffen-SS, gdzie został maskotką pułku. Jego zadaniem było m.in. wabienie czekoladą i cukierkami żydowskie dzieci broniące się przed wejściem do wagonów mających zawieźć je na śmierć.  Alex  żyje do dziś i mieszka od 1949 r. w Australii. Dziś wstyd mu za to, co robił jako dziecko. Zdjęcia dorosłych Żydów służących w armii Hitlera nie są publikowane.

WYWIAD PIOTRA ZYCHOWICZA z Bryan Mark Riggem

 Większość Żydów służących w Wehrmachcie i innych formacjach nie wiedziała o Holokauście, zdarzały się jednak przypadki oficerów, jak feldmarszałek Erhard Milch – fanatyczny narodowy socjalista, który wiedział o eksterminacji Żydów i popierał ją.

 

Skąd oni się wzięli w armii Hitlera?

 

Odpowiedź jest bardzo prosta. Zostali do niej powołani. Pół – Żydzi i ćwierć-Żydzi byli w Niemczech objęci obowiązkiem służby wojskowej. Pełni Żydzi, którzy nosili mundury Wehrmachtu, na ogół ukrywali zaś swoje pochodzenie.

 

Ci ludzie czuli się Niemcami i uważali, że służba w wojsku własnej ojczyzny jest nie tylko obowiązkiem, ale także powodem do dumy. Chcieli walczyć z wrogami Niemiec, tak jak wszyscy inni obywatele – mówi amerykański historyk Bryan Mark Rigg.

 

Jak żydowscy poborowi czuli się w tej armii?

 

Niemieccy Żydzi byli na ogół całkowicie zasymilowani.

 

Gdy zabierałem się do moich badań, spodziewałem się, że się okaże, iż byli tą służbą sfrustrowani, że traktowali ją jako szykanę czy coś nieprzyzwoitego. Służyli w końcu paskudnemu, antysemickiemu reżimowi. Tymczasem w większości przypadków wcale tak nie było. Wielu z tych żołnierzy pochodziło z rodzin o długich tradycjach wojskowych. W rozmaitych konfliktach – począwszy od wojen napoleońskich, poprzez wojnę prusko-francuską, na I wojnie światowej skończywszy – walczyli ich pradziadowie, dziadowie i ojcowie. Wielu miało Żelazne Krzyże i tytuły oficerskie.

 

Gdy wybuchła II wojna światowa, służba tych żołnierzy spowodowała poważne komplikacje. Otóż niemieckie urzędy zalewały tony skarg żydowskich rodzin. Ich członkowie pisali, iż jest czymś całkowicie skandalicznym, że kiedy ich synowie przelewają w Polsce krew za ojczyznę, oni w domach są poddawani antysemickim szykanom. Wyjścia były dwa: zapewnić tym rodzinom specjalne traktowanie albo wyrzucić pół-Żydów, czyli – jak mówili narodowi socjaliści – „mischlingów”, z wojska.

 

Którą opcję wybrał Hitler?

 

Oczywiście drugą. Odpowiedni rozkaz został wydany w kwietniu 1940 r. Ćwierć-Żydzi nadal mogli służyć w wojsku – choć mieli utrudnioną ścieżkę awansu – ale pół-Żydzi mieli zostać usunięci z szeregów armii. Ponieważ jednak trwały przygotowania do inwazji na Francję, nikt nie miał głowy, żeby się tym zajmować. Przypomniano sobie o tym rozkazie dopiero po zajęciu Paryża. Problem tylko w tym, że rozkaz ten był niewykonalny.

 

Dlaczego?

 

Jak bowiem zlokalizować tych pół-Żydów? Ze względu na ich głęboką asymilację jedynym sposobem było dokonanie bardzo szczegółowych badań genealogicznych przodków wszystkich żołnierzy! A więc przeanalizowanie ksiąg urodzeń i zgonów, uzyskanie dostępu do dokumentów religijnych oraz archiwów sądowych, sprawdzenie rejestrów cmentarnych. Skoro w armii służyło 17 mln żołnierzy, urzędnicy, aby wyśledzić te 150 tys. ludzi, musieliby sprawdzić pochodzenie ponad 150 mln ludzi! Rodziców, dziadków i pradziadków. Byłby to prawdziwy biurokratyczny horror. A przecież trwała wojna, więc urzędy i tak miały kupę roboty.

 

Jak więc próbowano zlokalizować żydowskich żołnierzy?

 

Na ogół zwoływano jednostki na apel i mówiono: „Baczność, pół-Żydzi wystąp!”. Wielu ludzi pozostało więc w Wehrmachcie do końca wojny tylko dlatego, że wtedy, w 1940 r., stało w miejscu. Tyle wystarczyło. Zresztą oficerowie nawet jeżeli wiedzieli o tym, że mają w oddziale żołnierzy pochodzenia żydowskiego, na ogół o tym nie meldowali. Po prostu ignorowali rozkaz.

 

Dlaczego?

 

Uważali ich za dobrych żołnierzy. Więzi, jakie powstały na polu bitwy między tymi mężczyznami, były silniejsze niż ideologia. Ci ludzie przelewali razem krew. Ten, kto nie brał udziału w wojnie, tego nie zrozumie. Oficerowie wyrzucali więc rozkaz Hitlera do kosza. Modelowym przykładem był feldmarszałek Erwin Rommel. W Afrika Korps żydowskim pochodzeniem żołnierzy w ogóle się nie przejmowano. Dla Rommla liczyło się tylko to, czy ktoś jest dobrym żołnierzem. Było to dla niego o tyle ważne, że w Afryce u jego boku walczyli Włosi i jego doświadczenia z nimi były po prostu koszmarne.

 

Byli jednak żołnierze, których udało się wytropić i wyrzucić z Wehrmachtu. Jak na to reagowali?

 

Dla wielu z nich była to prawdziwa tragedia. W jednej ze swoich książek cytuję list napisany przez młodego oficera. Stwierdził w nim, że w momencie, gdy musiał zdjąć mundur, zawalił się cały jego świat. Wojsko było dla niego całym życiem. Kochał to, co robił, kochał Niemcy i po prostu nie mógł się pogodzić z tym, że jego ojczyzna potraktowała go tak tylko dlatego, że w jego żyłach płynęła „zła” krew. Dla takich żołnierzy był to wielki dramat.

 

Jednak bywało też chyba inaczej.

 

To prawda. Postawy były różne, szczególnie po rozpoczęciu wojny ze Związkiem Sowieckim i po pierwszych niemieckich porażkach. Wielu żołnierzy, którzy walczyli w tym piekle, widzieli śmierć swoich kolegów, głodowali i marzli na kość, marzyło o wydostaniu się z frontu. Wielu pół-Żydów uznało, że rozkaz o wyrzuceniu ich z wojska spadł im z nieba. Gdy tylko udowodnili, że są żydowskiego pochodzenia, natychmiast odsyłano ich do Rzeszy.

 

Jest zrozumiałym i oczywistym , iż owi Żydzi , również nie wymieniony tutaj feldmarszałek Walter Moritz Model służyli wyłącznie na stanowiskach oficerskich ( sztabowych) , nie na pierwszej linii frontu. To pewno również ci z dowódców którzy, pisząc i mówiąc o Wehrmachcie pomawiano o znęcanie się na ludnością cywilną – nie sądzę aby takie przypadki dotyczyły oficerów, rodowitych Niemców. Czekamy na dalsze ( niestety archiwa są w USA) sensacje o udziale żydów w formacjach SS, gestapo i policji( również wyłącznie na stanowiskach dowódczych). Niech w końcu też zostanie napisane …..czemu służyły tak naprawdę t.zw. ustawy norymberskie !!!!! , w sytuacji kiedy rodowitym Niemcom, nawet arystokracji niemieckiej (np. Bismarck i inni przedstawiciele książęcych rodów ) , przymusowym rekrutom z terenów Śląska, Pomorza, Mazur, Kaszub pochodzenia polskiego kazano służyć …na pierwszej linii frontu, jako mięso armatnie !!!!. Niech w końcu powiedzą i napiszą…… co się tak naprawdę stało z Hitlerem, Bormanem, Himmlerem…których ciał dotąd nie znaleziono !!!!.

 

A dlaczego nikt nie poda ilości Żydów która trafiła z „Armią Czerwoną” na ziemie polskie i nikt też nie zbada  ile polskich niewinnych dzieci kobiet i starców oraz Żydów obywateli polskich zostało zamordowanych przez Żydów niemieckich i sowieckich .

 

Na froncie wschodnim żydowscy żołnierze Hitlera mogli jednak zobaczyć działania Einsatzgruppen. Musiały do nich dochodzić jakieś pogłoski.

 

Zgoda, na froncie wschodnim widzieli masowe rozstrzeliwania. Większość z tych żołnierzy uważała jednak, że to straszne, ale jednak jednostkowe przypadki zbrodni wojennych. Nie mieściło im się w głowie, że gdy oni walczą na froncie, ich własne państwo eksterminuje miliony ludzi w fabrykach śmierci. Coś takiego było po prostu niewyobrażalne. Młodzi żydowscy chłopcy na froncie sami starali się przeżyć. Robili wszystko, aby nie zginąć od pocisków wroga, nie zamarznąć, nie umrzeć z głodu. Gdy mieli trochę spokoju, uganiali się zaś za dziewczętami. Informacje o obozach zagłady do nich nie docierały.

 

Co to byli za ludzie?

 

Używając terminologii niemieckiej: 60 tys. pół-Żydów, 90 tys. ćwierć-Żydów. Do tego od 5 do 10 tys. pełnych Żydów, czyli takich, których oboje rodziców było Żydami. Wśród nich było co najmniej 21 generałów, siedmiu admirałów i jeden feldmarszałek. Wielu spośród tych żołnierzy walczyło niezwykle dzielnie, wielu z nich poległo za Niemcy.

 

Część weteranów występujących w pańskiej książce mówi jednak, że „wojsko było jedynym miejscem, w którym mogli czuć się bezpiecznie”. Inni uważali, że ich ofiarna służba w armii ochroni ich rodziny.

 

Zgoda. Jednak im chodziło o ochronę przed rozmaitymi dotkliwymi antysemickimi prześladowaniami i szykanami, a nie o fizyczną eksterminację. Wiedzieli, że członkowie ich rodzin są pomijani przy rozdzielaniu żywności, upokarzani, muszą nosić gwiazdę Dawida, wreszcie są deportowani do obozów pracy. Bali się o nich. Powtarzam – o fabrykach śmierci jednak nie wiedzieli. Dotarło to do nich dopiero po wojnie. Podczas moich rozmów z weteranami często słyszałem to samo: „Gdybym tylko wiedział, ukryłbym matkę”, „Gdybym tylko wiedział, wysłałbym siostrę do Szwajcarii”, „Gdybym tylko mógł cofnąć czas, ocaliłbym babcię”… To były tragiczne rozmowy i nie ma powodu, żeby tym ludziom nie wierzyć.

 

Większość żydowskich żołnierzy Hitlera służyła w Wehrmachcie. Trafiali jednak również do SS czy jednostek policyjnych. Czy zdarzało się, że brali udział w zbrodniach przeciwko innym Żydom?

 

Tak, niestety były takie przypadki. Był to jednak całkowity margines. Na ponad 2 tys. zbadanych przeze mnie przypadków około 20 żołnierzy żydowskiego pochodzenia było zaangażowanych w Holokaust. Na ogół działali na najniższych szczeblach, choć był również przypadek feldmarszałka Erharda Milcha, który po wojnie został skazany w Norymberdze za zbrodnie wojenne. Otóż był on pół-Żydem i fanatycznym narodowym socjalistą. Wiedział o eksterminacji Żydów, popierał ją. Był to straszny człowiek. W każdej społeczności znajdą się jednak jednostki zdemoralizowane, socjopaci i sadyści.

 

Mówi pan, że spotkał wielu żydowskich weteranów Wehrmachtu. Jak dzisiaj traktują swoją służbę?

 

Mają mieszane uczucia. Oczywiście nie są zachwyceni tym, że służyli w armii, na której czele stał Hitler. Nie są zachwyceni, że orzeł na ich piersiach trzymał w szponach swastykę. Do dziś jednak podkreślają, że nie bili się dla Führera, tylko dla ojczyzny. Czyli że robili dokładnie to samo, co ich żydowscy dziadkowie i ojcowie. Szczególnie służbę na froncie wschodnim uważają do dziś za coś szczytnego, bili się tam bowiem z bolszewikami. Weterani nie widzą więc w swojej służbie niczego zdrożnego. Co innego ich dzieci, którym trudno zrozumieć mentalność tamtych czasów. Raz jeden z żydowskich weteranów wziął mnie do knajpy na spotkanie ze swoimi kolegami z wojska. Siedział wśród tych Niemców, pił piwo i snuł z nimi nostalgiczne frontowe opowieści.

 

A jak traktują ich służbę inni Żydzi?

 

Reakcje były różne. Gdy po raz pierwszy – w wywiadzie prasowym dla „The Daily Telegraph” – poinformowałem o moich badaniach, podniósł się wielki krzyk. O mojej pracy, ale przede wszystkim o tych żołnierzach powiedziano wiele złego. Nazywano ich „nazistami” i zbrodniarzami. Gdy jednak książka pojawiła się na rynku i ludzie mogli się z nią zapozna, nastroje się uspokoiły. Od tego czasu przeprowadziłem kilkaset wykładów w rozmaitych żydowskich instytucjach. Większość zebranych okazywała sytuacji żydowskich żołnierzy Wehrmachtu wiele zrozumienia. Nie potępiali ich, starali się zrozumieć ich dramatyczne położenie.

 

Czy to prawda, że wielu żołnierzy Wehrmachtu po wojnie wyjechało do Izraela?

 

Tak. I wyjechali tam, aby walczyć w wojnie o niepodległość państwa żydowskiego, która miała miejsce w roku 1948. Doświadczenie zdobyte w Wehrmachcie na froncie wschodnim wykorzystali do walki z Arabami. Jeszcze osiem lat temu w Izraelu żyło 150 osób pobierających emerytury Wehrmachtu za służbę podczas II wojny światowej. Można więc tylko sobie wyobrazić, ilu takich ludzi musiało być w latach 40. Nie jest tajemnicą, że na odbywające się regularnie w Niemczech zjazdy weteranów z poszczególnych jednostek Wehrmachtu przyjeżdża sporo uczestników z Izraela.

 

Rozmawiał Piotr Zychowicz, „Historia” „Do Rzeczy”

 

CMENTARZ ŻYDOWSKI W DREŹNIE

 

Spa­ce­ru­jąc po cmen­ta­rzu ży­dow­skim w Dreź­nie, za­ło­żo­nym w XIX w., można sobie wy­obra­zić, jak bar­dzo za­sy­mi­lo­wa­na była tu­tej­sza spo­łecz­ność: spo­czy­wa tu kon­sul ge­ne­ral­ny, miej­ski radca sa­ni­tar­ny, kró­lew­sko-sak­soń­ski radca skar­bu… Dla wielu z nich, z cza­sem dla więk­szo­ści, ży­dow­skość spro­wa­dza­ła się już tylko do wy­zna­nia, czę­sto zresz­tą trak­to­wa­ne­go for­mal­nie. Czuli się Niem­ca­mi i byli z tego dumni: cen­tral­ne miej­sce na tym cmen­ta­rzu zaj­mu­je po­tęż­ny, zdo­bio­ny obe­lisk. Na ścia­nach 60 na­zwisk: tych, któ­rzy pod­czas I wojny świa­to­wej od­da­li życie za oj­czy­znę. Obok, na cmen­tar­nym domu mo­dli­twy, wi­sia­ła jesz­cze kie­dyś (zanim przy­szli na­zi­ści) rów­nie zdob­na ta­bli­ca – z wień­ca­mi lau­ro­wy­mi, da­ta­mi „1914-1918” i na­pi­sem: „Pa­mię­ci po­le­głych w woj­nie świa­to­wej synów izra­el­skiej gminy re­li­gij­nej Dre­zna. Ufun­do­wa­ne przez Zwią­zek Ży­dow­skich Żoł­nie­rzy Fron­to­wych III Rze­szy”.

Na ży­dow­skich cmen­ta­rzach w Niem­czech nie­wie­le jest za to gro­bów zmar­łych z lat 1933-45 – obok nie­licz­nych, któ­rym dane było odejść śmier­cią na­tu­ral­ną, leżą ci, któ­rzy wy­bra­li sa­mo­bój­stwo; by­wa­ją też groby sym­bo­licz­ne. Tym bar­dziej nie ma po­mni­ków – jeśli, to po­mni­ki Za­gła­dy. Ani nie ma też gro­bów tych nie­miec­kich Żydów, któ­rzy od­da­li życie pod­czas II wojny świa­to­wej za Niem­cy, czyli za Hi­tle­ra. W sze­re­gach We­hr­mach­tu wal­czy­ło bo­wiem 150 ty­się­cy… no wła­śnie, jak ich na­zwać? Nie­miec­ki­mi Ży­da­mi? Tak na­zwa­li­by­śmy ich dziś. Kło­pot w tym, że oni sami czę­sto Ży­da­mi się nie czuli. Albo też: nawet jeśli byli świa­do­mi swych ży­dow­skich przod­ków, więk­szość czuła się Niem­ca­mi, a wielu wręcz nie­miec­ki­mi pa­trio­ta­mi. Ale wedle ustaw III Rze­szy byli tylko Ży­da­mi albo pół-Ży­da­mi, ćwierć-Ży­da­mi etc.

Tym­cza­sem kwe­stia, jak ich na­zwać, jest istot­na. Gdy bo­wiem w 2003 r. ame­ry­kań­ski hi­sto­ryk Bryan Mark Rigg wydał książ­kę pt. „Ży­dow­scy żoł­nie­rze Hi­tle­ra” (edy­cja pol­ska 2009) – sta­wia­jąc tezę, że w We­hr­mach­cie słu­ży­ło nawet do 150 tys. ludzi o ży­dow­skich ko­rze­niach – w USA i Niem­czech wy­wo­ła­ło to wiel­kie emo­cje. Usta­le­nia Rigga (opar­te nie tylko na ar­chi­wach, ale też na wy­wia­dach z 430 ży­ją­cy­mi jesz­cze we­te­ra­na­mi; byli wśród nich także po­li­ty­cy, jak eks­kanc­lerz Hel­mut Schmidt) ktoś sko­men­to­wał nawet ką­śli­wą uwagą, że „za Niem­cy zgi­nę­ło wię­cej osób po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go, niż padło za Izra­el we wszyst­kich woj­nach z Ara­ba­mi”. Co by­ło­by kon­sta­ta­cją praw­dzi­wą, gdyby na ludzi, o któ­rych pisał Rigg, pa­trzeć w ka­te­go­riach ustaw norymberskich ra­si­stow­skich, a nie z punk­tu wi­dze­nia ich wła­snej sa­mo­świa­do­mo­ści.

Od­po­wia­da­jąc na kon­tro­wer­sje, które wy­wo­ła­ła jego pierw­sza książ­ka, Rigg na­pi­sał drugą: bę­dą­cą swego ro­dza­ju roz­wi­nię­ciem tej sprzed 7 lat i kon­cen­tru­ją­cą się na przed­sta­wie­niu losów kon­kret­nych ludzi: za­rów­no ge­ne­ra­łów (Rigg do­li­czył się 21 ge­ne­ra­łów i ad­mi­ra­łów We­hr­mach­tu o ży­dow­skich ko­rze­niach), jak też sze­re­go­wych. Pod ty­tu­łem „Losy ży­dow­skich żoł­nie­rzy Hi­tle­ra. Nie­zna­ne hi­sto­rie ludzi ży­dow­skie­go po­cho­dze­nia, któ­rzy wal­czy­li za III Rze­szę” uka­za­ła się w ubie­głym roku w Sta­nach, a nie­daw­no w pol­skim tłu­ma­cze­niu. Za­wie­ra opo­wie­ści czę­sto dra­ma­tycz­ne, np. żoł­nie­rza ude­ko­ro­wa­ne­go Że­la­znym Krzy­żem za mę­stwo na fron­cie wschod­nim, który je­dzie do domu na urlop i stwier­dza, że jego oj­ciec był ścigany jako Żyd i zo­stał wy­wie­zio­ny do niemieckiego obozu zagłady i tam zamordowany w komorze gazowej.

Rigg stara się też zre­kon­stru­ować mo­ty­wy tych ludzi, któ­rzy, o ile nie ukry­li swych ko­rze­ni, mu­sie­li mieć spe­cjal­ną zgodę władz na służ­bę w We­hr­mach­cie. W przy­pad­ku ge­ne­ra­łów mo­ty­wem była zwy­kle ne­ga­cja swych ko­rze­ni po­łą­czo­na z nie­miec­kim pa­trio­ty­zmem lub, cza­sem, opor­tu­ni­zmem. U młod­szych ofi­ce­rów i żoł­nie­rzy spra­wy oka­zy­wa­ły się czę­sto bar­dziej kom­pli­ko­wa­ne…

Do­daj­my, że historyk Ame­ry­ka­nin Rigg (rocz­nik 1971) na­pi­sał obie książ­ki by­naj­mniej nie z po­zy­cji oskar­ży­cie­la. Stwier­dziw­szy pewne zja­wi­sko, dotąd omi­ja­ne przez ba­da­czy, stara się je opi­sać i zro­zu­mieć. Co wię­cej: gdy pod­czas stu­diów w Niem­czech stwier­dził, że wśród jego nie­miec­kich przod­ków, któ­rzy w XIX w. wy­emi­gro­wa­li do USA, byli nie­miec­cy Żydzi, po służ­bie w US Ma­ri­nes (w stop­niu ofi­cer­skim) zgło­sił się też jako ochot­nik do armii Izra­ela i prze­słu­żył w niej jakiś czas. Fa­scy­nu­ją­ca jest nie tylko książ­ka, ale także jej autor.

BRYAN MARK RIGG „Losy ży­dow­skich żoł­nie­rzy Hi­tle­ra. Nie­zna­ne hi­sto­rie ludzi ży­dow­skie­go po­cho­dze­nia, któ­rzy wal­czy­li za III Rze­szę”, wyd. Rebis 2010.

IZRAEL DZISIAJ W 67 LAT OD ISTNIENIA PAŃSTWA

 

Izrael jest  najbardziej agresywnym państwem regionu i źródłem terroryzmu na Bliskim Wschodzie. Ma natomiast doskonałą przewagę propagandową i dyplomatyczną, którą wykorzystuje, stwarzając pozory iż sam jest ofiarą. Jako pierwszy i na razie jedyny potwierdzony posiadacz broni nuklearnej na Bliskim Wschodzie robi wszystko, żeby opinią publiczna na świecie miała przekonanie, że to Iran stwarza zagrożenie programem rozwoju energii atomowej. Prawda jest zupełnie inna. Izrael chce monopolu na straszenie bombą atomową i utrzymanie takiego stanu rzeczy. Warto poznawać historię dawną i najnowszą i samemu wyciągać wnioski nie dając się uwieść propagandzie izraelskiej. Mało kto pamięta, że Izrael jest okupantem, żydowskie organizacje terrorystyczne odpowiadają za rozwój terroryzmu na Bliskim Wschodzie od początku XX wieku ( radykalne organizacje żydowskie Irgun, Likud).

 

                 Opracował Aleksander Szumański

 

 

Źródła:

http://chodakiewicz.salon24.pl/80974,zydowscy-zolnierze-hitlera

 

http://www.irekw.internetdsl.pl/zyd_zol_hitlera.html

http://hotnews.pl/artpolska-1229.html

http://tygodnik.onet.pl/0,82,57106,zydowscy_zolnierze_hitlera,artykul.html

http://www.irekw.internetdsl.pl/zyd_zol_hitlera.html

http://hotnews.pl/artpolska-1229.html

https://www.google.pl/search?hl=pl&source=hp&biw=&bih=&q=zydowscy+zolnierze+hitlera&oq=zydowscy+zolnierze+hitlera&gs_l=firefox-hp.12…2181.18027.0.20298.30.3.0.27.0.0.151.355.0j3.3.0….0…1ac.1.24.firefox-hp..28.2.254.-QqAWAA-

http://tygodnik.onet.pl/0,82,57106,zydowscy_zolnierze_hitlera,artykul.html

http://www.irekw.internetdsl.pl/zyd_zol_hitlera.html

http://chodakiewicz.salon24.pl/80974,zydowscy-zolnierze-hitlera

http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt11728.html

http://tygodnik.onet.pl/0,82,57106,zydowscy_zolnierze_hitlera,artykul.html

http://www.irekw.internetdsl.pl/zyd_zol_hitlera.html

Wygląda na to, że styczeń można nazwać miesiącem dymisji Krzysztofa Bondaryka. Zaledwie przed dwoma laty, ten wszechwładny (jak sądzono) szef ABW zrezygnował z kierowania Agencją, by po kilku miesiącach objąć zwierzchnictwo nad  Narodowym Centrum Kryptologii (NCK) – jednostką wojskową powołaną w kwietniu 2013 roku zarządzeniem ministra obrony narodowej.

Przed kilkoma dniami poinformowano, że Bondaryk złożył rezygnację również z tej funkcji i została ona natychmiast przyjęta.

Przyczyny dymisji byłego szefa ABW nadal pozostają zagadką, a prawidłowa ocena sytuacji w obszarze służb specjalnych, stanowi dla analityków poważny problem.
 Przez wiele lat publicyści i eksperci kojarzeni z PiS utrzymywali, że siła koalicji PO-PSL opiera się na „systemie Tuska”, zaś w ostatnim okresie wszechwładnym decydentem służb specjalnych miał być szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz. Według błędnego wzorca – „systemu Tuska” oraz w perspektywie wszechwładzy jego ministrów definiowano niemal wszystkie procesy zachodzące w służbach. Co więcej – o autorstwo tzw. reformy służb posądzano ludzi równie niekompetentnych, jak Cichocki, Siemoniak, czy Sienkiewicz, zaś samą reformę, choć skrajnie niekorzystną i wymierzoną w grupę Tuska, okrzyknięto „rządową”.
Dymisja Krzysztofa Bondaryka, złożona w styczniu 2013 roku wprowadzała głęboki zamęt w tego rodzaju schematy. Przez wcześniejsze lata byliśmy bowiem świadkami celowej „bondaryzacji” służb i ciągłego poszerzania uprawnienia Agencji. Decyzje legislacyjne podejmowane przez reżim w sprawach bezpieczeństwa zmierzały zawsze do skupienia władzy w rękach szefa ABW i uczynienia z Agencji „zbrojnego ramienia” partii rządzącej. To on i kierowana przezeń formacja mieli być gwarantem trwałości triumwiratu służb, biznesu i polityki i chronić interesy układu rządzącego.
Ci, którzy utrzymywali, że decydentami ówczesnej „reformy” byli ludzie z ekipy Tuska musieli zmierzyć się z faktem, że po raz pierwszy w dziejach III RP doszło do sytuacji, w której ośrodek rządowy dobrowolnie ograniczał swoje wpływy na formacje specjalne, pozbawiał władzy człowieka ściśle związanego z PO i utrącał kompetencje „własnej” służby.
Dopiero dostrzeżenie roli ośrodka belwederskiego pozwalało prawidłowo ocenić ówczesne wydarzenia i wskazać logikę roszad personalnych. 
Po zakończeniu tzw. Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN), Belweder przeszedł do kolejnej fazy budowania reżimu prezydenckiego, podczas której przeprowadzono reformy systemu kierowania i dowodzenia armią oraz niemniej ważną reformę służb specjalnych. Kilka legislacyjnych posunięć zwiększyło wpływy Belwederu na armię (w tak newralgicznych kwestiach, jak obsada stanowisk, rozbudowa „potencjału obronnego”, rola prezydenta podczas stanu wojennego i wyjątkowego, modernizacja przemysłu zbrojeniowego) i dało podstawę do wdrożenia „koncepcji kułaka”, w której znacząco ograniczono uprawnienia cywilnego wywiadu i kontrwywiadu, utworzono nową służbę (Narodowe Centrum Kryptologii) i umocniono formacje wojskowe.
Powierzenie Bondarykowi szefostwa nad NCK było o tyle ważną wskazówką, że pozwalało przypuszczać, iż jego wiedza stanowi cenny depozyt, a nowa służba przejmie zadania realizowane dotychczas przez ABW. Oficjalnie NCK miało prowadzić prace nad „konsolidacją kompetencji i zasobów resortu obrony narodowej w obszarze kryptologii”, istniała jednak obawa, że zostanie ono wykorzystane do monitorowania internetu i doskonalenia kontroli elektronicznej. W październiku 2013 roku szef MON udzielił Bondarykowi pełnomocnictw do „reprezentowania Skarbu Państwa – Ministra Obrony Narodowej w sprawach dotyczących realizacji i rozliczenia projektu p.k. „ROTOR”. Ten tajemniczy projekt jest finansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, a jego celem miała być „budowa systemu organizacyjnego mającego na celu zagwarantowanie najwyższego poziomu ochrony kryptograficznej krajowych informacji niejawnych.” Z raportu ABW za rok 2013 wynika natomiast, że ROTOR może być zadziwiająco zbliżony do rosyjskiego systemu inwigilacji, znanego pod nazwą SORM 3. W raporcie stwierdzono, iż „w celu modernizacji systemów teleinformatycznych związanych z konstrukcją urządzeń do ochrony informacji niejawnych opracowano w ABW autorskie rozwiązania w postaci demodulatorów i dekoderów służących do nasłuchu określonych typów transmisji radiowych.”
Należy przypuszczać, iż właśnie ta okoliczność oraz plany środowiska belwederskiego związane z budową „centrum cyberbezpieczeństwa” zdecydowały o nominacji Bondaryka. Pełnomocnictwo Siemoniaka oznaczało tyle, że projekt ROTOR został przejęty przez NCK i wojskowych specjalistów.
Wyjątkową rolę Centrum podkreśla fakt, że na jego potrzeby przeznaczono ogromny kompleks laboratoryjno-obliczeniowy, który w przyszłości ma stać się główną siedzibą NCK. 14 sierpnia 2014 r. Centrum  przejęło w używanie powierzchnię 27 ha na terenie kompleksu wojskowego nr 8602, znajdującego się w podwarszawskim Legionowie. Wcześniejszy przydział (12,27 ha) okazał się zbyt mały na projekt budowy 16 obiektów, z przeznaczeniem na „pracę merytoryczną” NCK. Wśród nich ma powstać największe w Polsce centrum przetwarzania danych, z którego będą mogły korzystać pozostałe służby. Na potrzeby NCK przekazano także nieruchomości zlokalizowane na terenie Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, o powierzchni około 6300 m2 oraz pomieszczenia znajdujące się na poziomie piwnic w bloku VIII budynku głównego WAT.
Ze stenogramu z posiedzenia sejmowej Komisji Obrony Narodowej (nr 80 z dn. 7 maja 2014 r) wynika natomiast, że „przewidywany stan etatowy NCK został określony na 300 żołnierzy i pracowników wojskowych”, zaś prowadzona w ramach NCK „konsolidacja zasobów w sferze „cyber” i „krypto” jest wstępem do utworzenia  Centrum Operacji Cybernetycznych.”
Projekt zbudowania elitarnej i doskonale uposażonej służby trzeba oceniać w perspektywie planów ośrodka belwederskiego. Szef BBN Stanisław Koziej przed kilkoma dniami przypomniał, że w roku 2015 zostanie przygotowana tzw. Doktryna Cyberbezpieczeństwa RP. Zdaniem Kozieja „Powinna ona dać impuls do przyspieszenia prac nad budową narodowego systemu cyberbezpieczeństwa, niezbędnego wobec coraz to nowych wyzwań i zagrożeń związanych z funkcjonowaniem państwa, jego struktur i obywateli w cyberprzestrzeni.”. Jeśli podobne plany ujawnia środowisko politycznego patrona Wojskowych Służb Informacyjnych, a dla ich realizacji przeznacza się ogromne kwoty z budżetu państwa, sytuacja związana z NCK musi wzbudzać najwyższe zaniepokojenie. Należy przypuszczać, że w gronie owych fachowców od cyberbezpieczeństwa i kryptografii narodowej znajdą się przede wszystkim ludzie związani z byłymi WSI lub rekomendowani przez to środowisko.
Natychmiast po przejęciu władzy, reżim PO-PSL zniszczył wszystkie projekty narodowej kryptografii, powstałe w latach 2006-2007. Zablokowano prace laboratorium badania ulotu elektromagnetycznego, prowadzone w SKW pod kierunkiem śp. prof. Urbanowicza, pozbyto się wszystkich młodych naukowców, porzucono budowę systemu łączności utajnionej (opartego na polskich urządzeniach kryptograficznych), dokończono wyprzedaż narodowej infrastruktury telekomunikacyjnej oraz zmieniono sposób zarządzania tzw. infrastrukturą krytyczną.
Środowisko belwederskie, zainteresowane dziś budową „polskiego bezpieczeństwa kryptograficznego”, z całą pewnością nie sięgnie po dorobek powstały w latach rządów PiS, lecz skorzysta z doświadczeń „specjalistów” z byłych służb wojskowych.    
Dymisja Bondaryka może oznaczać, że zadania NCK (w tym dotyczące projektu ROTOR) wchodzą w fazę, w której obecność cywilnych funkcjonariuszy staje się zbędna. Kulisy tej dymisji, trzeba będzie oceniać w kontekście nominacji nowego szefa NCK oraz belwederskiej „koncepcji kułaka”, w której armia i służby wojskowe stanowią fundament reżimu prezydenckiego.

Spawy zaszły zdecydowanie za daleko i powędrowały w bardzo złym i niechcianym przez salon III RP kierunku. Wizerunek premier Ewy Kopacz ucierpiał i ukazał ją niestety dla władzy taką, jaką ona w rzeczywistości jest.

Nieudolną, żałośnie niekompetentną, nienaturalną, patologicznie kłamliwą i poruszająca się na arenie międzynarodowej niczym pijany słoń w składzie porcelany. Na krajowym podwórku jedynym sposobem na ratowanie jej image były żałosne świąteczne ustawki w tabloidach i telewizji publicznej z udziałem słodkich dziennikarskich idiotek typu Agata Młynarska. Wszystko na nic. Okazało się, że nawet spece od wizerunku uznali, że „z gówna bata nie ukręcisz”. 

 

 

Chwycono się zatem ostatniej deski ratunku. Skoro nie udało się upozować Kopaczowej na troskliwą empatyczną matkę i babcię Polkę to postanowiono wystrugać z niej drugą Margaret Thatcher, która nie zawaha się skonfrontować z górnikami. Medialne lokajskie fircyki szybko pojęły, w czym rzecz i dalejże opowiadać i rozpisywać się o tym, jakie to z tych górników krezusy z wypchanymi portfelami, których nikt nie śmie ruszyć z ich luksusowych przodków, na których z radością fedrują otoczeni luksusami w postaci „trzynastek”, „czternastek” i deputatów. Niestety Internet okazał się bezlitosny, a Polacy dowiedzieli się, że te bajońskie zarobki to kwoty niewiele przekraczające 2 tys. zł miesięcznie gdyż górnicy dołowi zaczęli masowo zamieszczać w sieci paski z wysokością swoich wypłat netto. Szybko wyszło na jaw, że umieszczani w węglowych spółkach spadochroniarze i znajomi królika obsiedli branżę jak pchły bezdomnego psiaka i inkasują, jako prezesi i wiceprezesi miesięcznie po kilkadziesiąt tysięcy złotych, a odchodząc, czasem już po kilku miesiącach, ładują do kieszeni bajońskie odprawy. Bardzo szybko z przeprowadzonych badań opinii publicznej wyszło, ze niemal trzy czwarte Polaków nie kupiło tej propagandowej ściemy i twardo opowiedziało się po stronie górników. Nie dziwi to poparcie skoro ewidentnym dla każdego stało się to, że górnicy nie domagają się przecież podwyżek, a tylko umożliwienia im dalszej pracy i zarabiania na utrzymanie swoich rodzin.

 

 

 

Nie było rady i trzeba było natychmiast wyłączyć kompresory nadymające żelazną lady Kopacz(er) oraz podpisać, czym prędzej porozumienie spuszczające z niej powietrze i pozostawiając na politycznej scenie znany już nam zwiotczały bezbarwny flak zwany premier Ewa Kopacz. Nie trzeba być wielkim specjalistą i politycznym analitykiem by domyślać się, jakie muszą trwać gorączkowe poszukiwania kolejnego odtwórcy roli premiera rządu. Kopacz do tej roli już się kompletnie nie nadaje i nie pomogą jej nawet podpowiadający z budki liczni suflerzy ani specjaliści od oświetlenia dwojący się i trojacy by ukazać ją w jak najkorzystniejszym świetle. Jak pisał w pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej Benedykt Chmielowski, „Koń jaki jest, każdy widzi” zwłaszcza, kiedy przecwałował w Berlinie po czerwonym dywanie z takim impetem, że nawet Angela Merkel nie potrafiła okiełznać wypuszczonej z boksu pociągowej klaczy pasującej bardziej do fury z węglem niż eleganckiej karety.

 

 

 

Kogo teraz obsadzą w roli premiera? To zadanie bardzo trudne zwłaszcza, że ławka rezerwowych jest niezwykle krótka żeby nie powiedzieć pusta. Czy znajdzie się ktoś, kto w obliczu nadchodzącej klęski podejmie się roli kamikadze czy raczej rozpocznie się jakaś zorganizowana rozpaczliwa łapanka? Czasu pozostało bardzo mało, a w obliczu zbliżającego się wyborczego podwójnego maratonu Ewa Kopacz staje się ewidentnie kulą u nogi okrągłostołowego systemu.

 

 

 

Czy postawią na jakąś zgrana już kartę czy wyciągną z rękawa jakiegoś naturszczyka? Pozostawienie Kopaczowej na stanowisku premiera z każdym dniem będzie grało na ich niekorzyść, co z kolei nas nie powinno zbytnio smucić. Tylko Polski niestety szkoda.

 

 

 

Tekst ukazał się w Polsce Niepodległej. Od dziś w kioskach nowy numer Warszawskiej Gazety

 

Mirosław Kokoszkiewicz 

Rozpoczął się strajk w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Protest będzie miał charakter rotacyjny i jest prowadzony na powierzchni.

Górnicy domagają się m.in. wycofania decyzji o zwolnieniu z pracy 9 liderów związkowych z kopalni Budryk oraz natychmiastowego odwołania zarządu JSW.

– Górnicy po przyjściu na kopalnie nie zjeżdżają pod ziemię, nie podejmują pracy, poza osobami odpowiedzialnymi za zabezpieczenie wyrobisk. Po 8 godzinach pracownicy pierwszej zmiany rozejdą się do domów i zastąpią ich pracownicy zmiany popołudniowej. Strajk rozpoczął się już na wszystkich kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej poza kopalnią Knurów-Szczygłowice, gdzie protest ruszy na drugiej zmianie – powiedział Piotr Szereda, rzecznik prasowy Wspólnej Reprezentacji Związków Zawodowych w JSW podczas briefingu po porannej masówce na kopalni Zofiówka.

Związkowcy nie określili jak długo będzie prowadzona akcja strajkowa. O tym jaki kształt przybierze protest w kolejnych dniach WRZZ będzie informować na bieżąco. – Czekamy na panią premier Ewy Kopacz i wicepremiera Janusza Piechocińskiego. Chcielibyśmy, aby ich przyjazd nastąpił jak najszybciej, żeby jak najszybciej można było zakończyć akcję strajkową z korzyścią dla pracowników i akcjonariuszy – powiedział podczas briefingu Roman Brudziński, wiceprzewodniczący Solidarności w JSW.

Jak podkreślił, jeszcze kilka dni temu planowano całkowicie inny przebieg akcji protestacyjno-strajkowej. Decyzję o jej zaostrzeniu podjęto po dyscyplinarnym zwolnieniu z pracy 9 liderów związkowych z kopalni Budryk. Powodem wypowiedzeń jest udział w akcji protestacyjnej zorganizowanej w JSW w geście solidarności z protestującymi pracownikami Kompanii Węglowej. – To przelało czarę goryczy. My mieliśmy zupełnie inny harmonogram prowadzenia akcji protestacyjno-strajkowej. Czując odpowiedzialność za naszą spółkę, nie chcieliśmy narażać jej na straty. Natomiast w wyniku takiego postępowania zarządu nie zostało już nic innego, jak tylko czynna akcja strajkowa – zaznaczył wiceprzewodniczący.

Pracownicy JSW zgłosili 5 postulatów, od realizacji których uzależniają przerwanie strajku. Górnicy domagają się wycofania dyscyplinarnych zwolnień liderów związkowych z Kopalni Budryk oraz natychmiastowego odwołania zarządu JSW.

Kolejny postulat dotyczy wycofania decyzji o wypowiedzeniu 3 porozumień zbiorowych obowiązujących w spółce. Chodzi o porozumienia z dnia 28 lutego 2011 roku (dot. deputatu węglowego), 5 maja 2011 roku (zawartego przed debiutem giełdowym JSW) oraz 8 listopada 2012 roku (dot. wzrostu stawek płac). Zarząd JSW jednostronnie wypowiedział te dokumenty 21 stycznia.

Górnicy domagają się również objęcia pracowników kopalni Knurów-Szczygłowice od 1 sierpnia takimi samymi zasadami, na jakich zatrudnieni są pracownicy pozostałych kopalń JSW. Ostatni postulat to żądanie likwidacji spółki JSW Szkolenia i Górnictwo i przyjęcia osób tam zatrudnionych bezpośrednio do Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

We wtorek 27 stycznia zakończyło się dwudniowe referendum strajkowe w JSW. W głosowaniu wzięło ponad 70 proc. załogi, czyli ponad 18,7 tys. spośród 26 tysięcy pracowników. 98 proc. uczestników referendum opowiedziało się za rozpoczęciem akcji protestacyjno-strajkowych.

www.solidarnosckatowice.pl

2.

pogotowie strajkowe KW

Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” popiera akcję strajkową pracowników Jastrzębskiej Spółki Węglowej oraz wszystkie postulaty i działania związków zawodowych działających w górnictwie, a reprezentowanych przez Wspólną Reprezentację Związków Zawodowych w JSW. NSZZ „Solidarność” w ramach ogłoszonego ogólnokrajowego pogotowia strajkowego udzieli strajkującym pracownikom JSW wszelkiego możliwego wsparcia.

Prezydium Komisji Krajowej ocenia działania zarządu i prezesa JSW, który bez wcześniejszych rozmów ogłosił jednostronnie decyzję o wypowiedzeniu umów zbiorowych funkcjonujących w spółce oraz próby zwolnienia chronionych prawem liderów związkowych za udział w legalnej akcji solidarnościowej, jako świadomą prowokację zmierzającą do wywołania konfliktu. To rażący przykład łamania prawa i antyzwiązkowej działalności pracodawcy.

Zarząd JSW wiedząc jaka będzie reakcja pracowników nie prowadził negocjacji w sprawie zamiaru wypowiedzenia umów zbiorowych, nie próbował przekonać strony społecznej do konieczności takich działań. To podważa prawdziwość publicznie podawanych intencji zarządu JSW.
Dlatego wzywamy wszystkich akcjonariuszy, w tym największego – Skarb Państwa – do usunięcia obecnego zarządu i bezpośredniego włączenia się w rozwiązanie sporu w JSW.

Za Prezydium KK Piotr Duda

………………………………………..

Sztab Protestacyjno-Strajkowy Kompanii Węglowej ogłosił pogotowie strajkowe we wszystkich jednostkach organizacyjnych spółki. To reakcja na zwolnienie dyscyplinarne liderów związkowych z kopalni Budryk, którego powodem jest udział w akcji protestacyjnej zorganizowanej w Jastrzębskiej Spółce Węglowej w geście solidarności z protestującymi pracownikami KW.

W ocenie Sztabu zwolnienie z pracy związkowców z kopalni Budryk stoi w sprzeczności z gwarancjami udzielonymi przez delegację rządową podczas rozmów z przedstawicielami Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego. Wówczas strona rządowa zapewniła, że wobec uczestników akcji protestacyjnych organizowanych w obronie kopalń Kompanii Węglowej nie będą wyciągane żadne konsekwencje dyscyplinarne i prawne.

– Wobec złamania ustaleń przyjętych podczas podpisania porozumienia przez Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy z delegację rządową 17 stycznia, sztab Protestacyjno-Strajkowy Kompanii Węglowej S.A. ogłasza pogotowie strajkowe we wszystkich jednostkach organizacyjnych Kompanii Węglowej S.A. – napisali przedstawiciele Sztabu Protestacyjno-Strajkowego w pismach do premier Ewy Kopacz, ministra skarbu państwa Włodzimierza Karpińskiego i Wojciecha Kowalczyka, pełnomocnika rządu ds. restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego.

Więcej na www.solidarnosckatowice.pl

3.

OPZZ również prezentuje jasne stanowisko:

stanowisko OPZZ

zzg zła data

4.

Druga strona tymczasem informuje społeczeństwo i strajkujących wedle tego samego wzoru, jaki poznaliśmy w Sierpniu 1980 roku.

Na stronach Zarządu JSW SA widnieje taka oto informacja:

………………………….

Informujemy, że realizacja postulatów zgłoszonych przez stronę społeczną według wstępnych wyliczeń, oznacza dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej wycofanie się z programu oszczędnościowego, który może przynieść oszczędności w wysokości ok. 517 mln zł.

Dodatkowo:
• Postulat likwidacji spółki JSW Szkolenie i Górnictwo i zatrudnienie pracowników tej spółki na zasadach obowiązujących w JSW to wzrost kosztów pracy o 26 mln zł.
• Brak zamrożenia wynagrodzeń na poziomie 2014 to przyrost kosztów pracy o 35 mln zł.
• Objecie pracowników KWK Knurów-Szczygłowice takimi samymi uprawnieniami jak pozostali pracownicy JSW to wzrost kosztów pracy o kolejne 110 mln zł.
• Każdy dzień strajku to potencjalnie utracone przychody na poziomie ok. 30 mln zł.
Wycofanie się Zarządu z proponowanego programu oszczędnościowego uniemożliwi JSW zrównoważenie wydatków z przychodami, a także poprawienie w sposób trwały efektywności pracy poprzez zmianę jej organizacji – na wzór kopalni Silesia.
http://www.jsw.pl/no_cache/media/aktualnosci/artykul/id/ile-kosztuja-postulaty-zwiazkow-zawodowych/

……………………………

5.

Podpisane w dniu 17 stycznia 2015 r. przez związki zawodowe i stronę rządową porozumienie miało zagwarantować utrzymanie czterech kopalń Kompanii Węglowej SA.
Coraz mocniej brzmią jednak głosy, że była to cyniczna zagrywka rządu, który doskonale zdawał sobie sprawę z nierealności porozumienia i po raz kolejny złożył obietnice bez pokrycia.
Za cenę chwilowego spokoju na Śląsku.

Zawarte porozumienie było bowiem od początku niezgodne z decyzją Rady UE nr 787 z 2010 r. Pozwala ona na pomoc tylko dla zamykanych kopalń nie dłużej niż do 2018 r.
W stosunku rocznym pomoc ograniczona jest do 400 milionów złotych.
Rząd jednak dopiero wczoraj przystąpił do rozmów z Komisją Europejską, której przecież powinien przedstawić do notyfikacji pomoc publiczną jeszcze przed jej udzieleniem.
Tymczasem premier Ewa Kopacz podjęła zobowiązanie nie mając pewności czy i w jakim zakresie będzie mogła je spełnić!
W tej sytuacji nie tylko górnicy mają prawo czuć się oszukani.
Nie dziwi więc forma protestu, jaka została wybrana w Jastrzębskiej Spółce Węglowej.
Protest w Kompanii Węglowej (protestujący cały czas pracowali, nie wyjeżdżając jedynie na powierzchnię) najwyraźniej zaowocował pozornym porozumieniem (PO-PO).
Ten rząd bowiem z każdą chwilą dowodzi, że nie można mu ufać.

Czy zatem w ogóle można z nim rozmawiać?

„Fakt” alarmuje, że Sławomir Nowak (znany bliżej, jako Lolo Pindolo) zamieni gdańską siłownię na brukselską! Jak dowiedział się Fakt, były minister transportu ma dostać pracę w Komisji Europejskiej. – Na niskim stanowisku, żeby go ukryć przed ludźmi, ale z całkiem dobrą pensją – mówi informator Faktu. Kto podał Nowakowi pomocną dłoń? Była wicepremier, a dziś komisarz unijna Elżbieta Bieńkowska… A kim za przeproszeniem jest, czy raczej była Ela Bieńkowska w teoretycznym państwie, jak nie prawą ręką oszusta Donalda ? To ona wraz z Donaldem musieli ewakuować się z Polski po tym, jak został ujawniony stan państwa na opublikowanych fragmentach nagrań członków partii i rządu. To ona z Donaldem musieli emigrować z Polski, gdy taśmy prawdy ujawniły, że rządzi nami mafia, która dodrukuje pieniądze, by wygrać wybory, a obroni małżonkę Lola Pindola przed kontrolą skarbową. To Ela z Donaldem musieli uciekać z Polski przed gniewem górników, którym obiecywali rozwój górnictwa węgla kamiennego, utrzymanie stanowisk pracy w górnictwie – popijając na ich rachunek piwo na dorocznych barbórkach. Dziś, gdy Tusk z Bieńkowską są już w Brukseli, skąd mogą pokazać Polakom wała, zaś Polacy nadal chętnie zagłosowali by na partię oszustów okazuje się także, co może zrobić dla Polski i Polaków Król Europy i księżniczka Elżbieta. Oni nie mogą nic zrobić. Ale za to, oni mogą wybronić członków mafii rządowej przed tym, że będzie im się żyło gorzej. A to właśnie groziło Lolowi, który z braku odpowiedniego stanowiska dla rządowego dyletanta (S. Nowak chciał np. składować gaz LNG w zbiornikach paliwowych w porcie gdańskim !) po wyroku skazującym go na 20 tys. zł grzywny za nieujawnienie korzyści majątkowych – nie miał czego szukać w krajowej polityce. Lolo więc pakował swoje mięśnie na siłowni zapewne licząc, że prędzej czy później skończy w teoretycznym państwie na stanowisku goryla w klubie GO-GO. Ale bossowie nie pozwolili, by zawsze wierny rządzącej nami mafii Lolo Pindolo tak marnie skończył. Trzepocząca sztucznymi rzęsami Ela – wykorzystując stanowisko komisarza – zapewni skazanemu przez sąd dyletantowi z Platformy stanowisko w brukselskiej biurokracji, jak pisze Fakt. Nowak dostanie więc mało eksponowane stanowisko, żeby nie rzucał się w oczy. – Na niskim stanowisku, żeby go ukryć przed ludźmi, ale z całkiem dobrą pensją – twierdzi osoba znająca kulisy sprawy. Ale to nie koniec wdzięczności dla wiernych żołnierzy Platformy… Według informatora Faktu, razem z Nowakiem na pracę w Brukseli ma się załapać inny aferzysta z Platformy, były europoseł Krzysztof Lisek (48 l.) Lisek skazany został na dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy za działanie na szkodę majątkową Polskiego Stowarzyszenia Kart Młodzieżowych (PSKM) przekraczającą 2,7 mln zł, jak również podawanie nierzetelnych danych zawartych w sprawozdaniach finansowych stowarzyszenia. Morału z tego kolejnego skandalu nie będzie. Bo gdyby był, już dawno temu Polacy spuścili by, bądź wywieźli na taczkach całą tę mafię. Sondaż polityczny, który uwzględnia wpływ afery taśmowej na notowania partii, sfałszowane wybory, próbę sprzedaży lasów państwowych i likwidacji górnictwa wskazuje, że PIS nadal nie ma szans, by samodzielnie przejąć władzę. 31 proc. deklarujących udział w wyborach parlamentarnych chce oddać głos na PO; na reprezentantów PiS razem z Solidarną Polską i Polską Razem zagłosowałoby 27 proc. – wynika ze styczniowego badania TNS Polska. Czy zatem teoretyczne państwo stało się trwałą, niepodważalną zdobyczą „wolnej” od 25 lat Polski ? Wychodzi na to, że tak, skoro rządząca nami mafia ma takie poparcie w społeczeństwie. PO nie musi się więc liczyć z elementarną uczciwością, honorem czy wstydem.Członkowie partii mogą kraść, oszukiwać, nie pamiętać, chować afery pod dywany, uciekać od odpowiedzialności i pluć na „zacofanych” i „anty-systemową” opozycję, wykorzystując do tego celu psychopatów. Mogą być durniami, kabotynami, dyletantami, demonstrując przy tym swoją pogardę dla prawdy, historii, polskości, pracowników, rodzin i upośledzonych,lekarzy i pacjentów, związków zawodowych i Kościoła. Wystarczy, że się od czasu do czasu w mediach nad czymś pochylą i już im słupki rosną. Lolo Pindolo oraz Lisek też nie mają skrupułów, by wyemigrować z tego folkloru i syfu, którego byli i są nadal współtwórcami. Nikodem Dyzma przy tej menażerii to był prawdziwy mąż stanu… Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/kapitan-nemo/mafia-do-mamra-skadze-do-brukseli © Niepoprawni.pl | Dziękujemy! 🙂 <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle – blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/kapitan-nemo/mafia-do-mamra-skadze-do-brukseli
© Niepoprawni.pl | Dziękujemy! 🙂 <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle – blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.

Jak zakwalifikować zabranie przez komornika ciągnika sąsiadowi dłużnika? Absurd? Tylko na pierwszy rzut oka. W tym szaleństwie jest metoda, jest też groźba! Mętne tłumaczenie przez zwierzchników komornika wskazuje, że chodzi tu raczej o testowanie cierpliwości społeczeństwa.

Nie zdziw się, kiedy z parkingu zniknie twój samochód i znajdzie się w policyjnej przechowalni. Spróbuj udowodnić, że to nie ty spowodowałeś wypadek, do którego doszło gdzieś w Polsce. Zapłać lepiej mandat za przekroczenie prędkości, nawet jeśli tę prędkość przekroczyła laweta odwożąca twój samochód na policyjny parking.

Po co to wszystko? A no po to, żebyś cały czas czuł na plecach stresujący cię oddech starszego brata. Każdy uczciwy człowiek jest potencjalnym wrogiem mafii. No, to może, w takim razie, praktyczniej byłoby przyjąć postawę uległości? Spróbuj, ale nie licz, że jak będziesz tonął ktokolwiek poda ci rękę. Zło nie zna litości nigdy i w żadnych okolicznościach.

Stalinowski terror pozbawiał wszystkich wolności, a co krnąbrniejszych również życia. Po modyfikacji ustrojowej okazało się, że wystarczy samo pozbawianie wolności, zwłaszcza finansowej. Niewolnik uzależniony od pana-pracodawcy pozwoli oskubać się ze wszystkiego, godności nie wykluczając.

Jeśli nie czujesz się jeszcze stuprocentowym niewolnikiem, to przynajmniej nie głosuj na gajowego, nawet gdyby wmawiano ci, że wszyscy na niego zagłosują. Pamiętaj, że jest to taki wyjątkowy gajowy, który gotów jest sprzedać nie swoje, a trochę twoje lasy państwowe, żeby wypłacić się zachłannym żydowskim uzurpatorom do polskiego, naszego mienia.

Pozdrawiam do następnej soboty

Małgorzata Todd
www.mtodd.pl
Lub http://sklep.mtodd.pl

24 stycznia 2015r.- 4/2015 (187)

………………………………………………………………………………………………………

MARGARET TODD

LEKCJA
POKERA

Odcinek 87

18

Miłość zawsze zwycięży,
zwłaszcza w konfrontacji
z obowiązkiem.

Olek zaczynał wierzyć, że szczęście go jednak nie opuściło. Jakimś cudem udało mu się zmylić pościg i dojechać aż tu. Miał nadzieję, że dobrze zapamiętał to rozwidlenie dróg. Należało skręcić w prawo. Tak właśnie zrobił, ale po przejechaniu około stu metrów nabrał wątpliwości. Las stawał się coraz gęstszy, a droga coraz bardziej błotnista i wyboista. Czy to na pewno ten las? Żadnego znaku szczególnego. Był tu o całkiem innej porze roku, a i wcześnie zapadająca noc nie sprzyjała dobremu rozeznaniu terenu. Miał jednak nadzieję, że kierunek jest właściwy.
Śnieg leżał całymi połaciami, przykrywając poszycie lasu, a koleiny na drodze stawały się coraz głębsze, grożąc, że w którymś momencie samochód zawiśnie, nie sięgając kołami podłoża drogi. Żałował, że nie ma samochodu terenowego, tylko limuzynę z niskim zawieszeniem, przystosowaną do szybkiego i komfortowego pokonywania szos. Tu mogła zawieść w każdej chwili.
Blask reflektorów wydobywał coraz to nowe wertepy, zakręty, ale nic nie wskazywało na zbliżanie się do jakiegoś domu. Tylko ta droga – dokądś musiała przecież prowadzić. Jeszcze jeden zakręt i…
Na środku drogi stał uzbrojony mężczyzna. „Tylko tego mi potrzeba” – pomyślał Olek. Zatrzymał samochód. To, co na pierwszy rzut oka robiło wrażenie munduru, w rzeczywistości nim nie było, a przynajmniej nie był to mundur policjanta, czego mógł obawiać się najbardziej. Mężczyzna ze strzelbą na ramieniu miał na sobie kombinezon w łaty, tak zwaną panterkę. Szedł w jego kierunku.
Olek obserwował go uważnie. Postać zaczynała wydawać mu się znajoma, ale bał się pomyłki. Sięgnął pod fotel i wyjął kałacha. Tamten szedł ku niemu, zachowując wyczuwalną ostrożność. Kiedy był już całkiem blisko, Olek nagle poczuł ulgę. Wyskoczył z samochodu. – Wołodia! – zawołał.

CDN

Już teraz można zamówić całość wpłacając jedynie 20 zł na konto Nr: 50 1020 5558 1111 1115 9930 0019. Adres posiadacza konta to: Wydawnictwo TWINS; ul. Dymińska 6a/146; 01-519 Warszawa i podając adres internetowy, na który e-booka należy przesłać.

Okładkę zaprojektował Zdzisław Żmudziński Copyright © by
Margaret Todd, 2013 All rights reserved. Wydawnictwo „Twins”
ul. Dymińska 6a/146 01-519 Warszawa

……………………………………………………………………………………………………….

TEATRZYK ZIELONY ŚLEDŹ

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
ZIMOWY SEZON OGÓRKOWY

Występują:Występują: Mocher i Leming.

Leming – Zauważyłaś, że prezydent podpisał zmiany dotyczące wyborów?
Moher – Myślę, że skłonny jest nawet na częściowo uczciwe wybory, pod warunkiem jednak, że dotyczyć będą wyborów do sejmu. Na luksus uczciwości w wyborach prezydenckich zaryzykować nie mógł.
Leming – A co powiesz o tej kandydatce Ogórek?
Moher – Podoba mi się.
Leming – Nie wierzę własnym uszom!
Moher – A to dlaczego? Ma dziewczyna urodę. Czy celebrytce potrzeba czegoś więcej?
Leming – Zagłosowałabyś na nią?
Moher – Tego nie powiedziałam. Tu, widzisz chodzi o coś całkiem innego.
Leming – O co, mianowicie?
Moher – O to na przykład, kto jest jej oficerem prowadzącym.
Leming – Jak to?
Moher – A no, jeśli na Kremlu postanowiono dokonać zmiany, to lokalne szwindle wyborcze i tak aktualnemu prezydentowi nie pomogą.

KURTYNA

………………………………………………………………………………………………………

Apel – każdy z Państwa może ten apel podpisać. Prócz imienia i nazwiska można też podać tytuł, funkcję oraz przynależność do jakiejś organizacji.

APEL

Polacy, wyborcy!

Platforma Obywatelska i Donald Tusk, podejmą niedługo – wspomagani przez życzliwe im media (TVP, TVN, Polsat, „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Fakt”, „Dziennik Gazeta Prawna”, „Polska”, „Polityka”, „Newsweek”, „Wprost”, „Polskie Radio”, „TOK FM”, itd.) – wielką akcję straszenia wyborców i ostrzegania przed nieszczęściami, jakie spadną na Polskę, jeśli w wyborach samorządowych i parlamentarnych zwycięży PiS. Media te będą się prześcigać w podawaniu dosadnych przykładów owych nieszczęść. Będą wspierane zręcznie przez media zagraniczne, zwłaszcza niemieckie, wykonujące tajne dyrektywy strategów brukselskich.

Polacy, wyborcy!
Nie dajcie się zastraszyć, nie dajcie się okłamać, nie dajcie się ponownie oszukać Tuskowi i jego Platformie – rzekomo obywatelskiej!

Jan Wawrzyńczyk – profesor Uniwersytetu Warszawskiego.
Małgorzata Todd – pisarka.
Jarosław Piastowski – lekarz.
Zbigniew Lisiecki – informatyk.
Rafał Wysmyk – ekonomista.
Jerzy Burski – artysta grafik.
Andrzej Ordoczyński – Polak.
Konrad Turzyński – bibliotekarz, w l. 1979–1981 uczestnik Ruchu Młodej Polski.
Zofia Korzeńska – eseistka, poetka.
Bohdan Urbankowski – pisarz, filozof.
Romuald Chutkowski.
Piotr Zarębski – reżyser filmowy – Łódź.
Jacek Wegner – publicysta.
Tadeusz Kucharski – Polak.
Jerzy Gnieciak – w l. 1980–1989 przewodniczący NSZZ „Solidarność” RI Opolszczyzny.
Edward Tyburcy – dr nauk technicznych.
Lidia Sokołowska-Cybart – prawnik-lingwista
Wojciech Brojer – historyk.
Dariusz Smulski – Polak.
Ewa Tomaszewska – fizyk, działacz NSZZ „Solidarność”.
Grzegorz Waśniewski – Komendant Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego „Orzeł Strzelecki” w Kanadzie.
Krystyna Banaszek mgr farmacji – Gdynia.
Zygmunt Korus – krytyk sztuki.
Ewa Duzinkiewicz – dyrektor gimnazjum.
Violetta Kardynał – dziennikarka.
Jerzy Jankowski – Prezes ZP w Norwegii, b. członek Solidarności Walczącej (SW).
Paweł Bendkowski – emeryt, były nauczyciel – Szczecin.
Bożena Cząstka-Szymon – językoznawca, więźniarka polityczna.
Tadeusz Wojteczko – inżynier, członek zarządu Komitetu Miejskiego PiS w Tarnobrzegu, oraz przewodniczący Klubu Gazety Polskiej.
Zofia Romaszewska – Komisja Interwencji i Monitoringu PiS, działaczka społeczna.
Stanisław Chęciński – dr nauk technicznych, członek, AKO.
Zbigniew Skowroński – red. nacz. Polsko-Polonijnej Gazety Internetowej KWORUM.
Izabella Galicka – historyk sztuki.
Wiesław Zieliński – pisarz, dziennikarz – Rzeszów.
Barbara Zielińska – emerytka – Rzeszów.
Bernadeta Wilk-Stankiewicz – były pracownik redakcji BI „Solidarność” przy ZR NSZZ „S” w Gdańsku.
Witold SZIRIN Michałowski – Redaktor Naczelny pisma RUROCIĄGI.
Violetta Sasiak – pielęgniarka, Klub GP Reda Rumia Wejherowo.
Marzena Kasprowicz – mgr inż. budownictwa, nauczyciel-mianowany, poetka, maluje i pisze z potrzeby serca.
Janina Kasprowicz – emerytowana nauczycielka, wizytator szkolny odznaczona wszystkimi możliwymi orderami i krzyżami.
Ferdynand Kasprowicz – emerytowany nauczyciel.
Kazimierz M. Janeczko – mgr nauczyciel, członek PO AK.
Kazimierz Józef Styrna – autor Konstytucji NOWEJ POLSKI.
Marian Chomiak – elektronik.
Róża Chomiak – ekonomista.
Piotr Szelągowski – działacz społeczny, bloger, autor strony bezprzesady.com.
Wiesław Sokołowski – poeta, red. naczelny pisma literackiego TRWANIE
Lech Galicki – prozaik, poeta.
Katarzyna Kwiatkowska – nauczycielka emerytka.
Agata Foltyn – dziennikarka.
Karol Krementowski – inicjator strajków sierpniowych 1980.
Jacek Kazimierski – Wiceprezes Stowarzyszenia Solidarni 2010.
Wanda Jagieluk – dekoratorka, przewodnicząca Klubu „Gazety Polskiej” w Gdyni.
Benedykt Butajło – specjalista BHP i ppoż. z Olsztyna.
Krzysztof Bzdyl – prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89.
Marek Budnicki – inżynier z Toronto.
Zygmunt Sekuła – podwójny licencjonat medyczny.
Grzegorz Michalski – były członek ZR Wlkp. NSZZ S, pierwszej Solidarności, internowany. Zamieszkały w NJ, USA.
Bogusław Maśliński
Jerzy Jankowski – Prezes ZP w Norwegii.
Krzysztof Sosin – inżynier, Prezes Stowarzyszenia Polski Klub Patriotyczny.
Zdzisław Wilk – radny Rady Miejskiej.
Zbigniew Schroder – fizyk, działacz ruchu narodowego.
Kazimierz Józef Styrna – autor Konstytucji dla NOWEJ POLSKI, EUROPY i ŚWIATA.
Marek Baterowicz – pisarz z Sydney i sympatyk ruchu „Solidarni 2010”.
Wojciech Raczyński – prezes Fundacji Edukacji i Tradycji.
Dominik Wysocki – inżynier.
Jan Koszczynski – emeryt, Oborniki.
Marek Zabiegaj – dziennikarz-teatrolog, członek AICT- międzynarodowe stowarzyszenie krytyków teatralnych.
Bogdan Zabiegaj – dziennikarz, konsul honorowy Republiki UŻUPIO w Krakowie.
Zbigniew Oziewicz – profesor filii w Wilnie Uniwersytetu w Białymstoku, przyjaciel Jerzego Gnieciaka z Rady Solidarności Walczącej.
Maria Czarnecka – emerytowana nauczycielka, przewodnik po Wrocławiu i Dolnym Śląsku.
Stanisława Janta-Lipińska – była przedsiębiorca, emerytka.
Marek Popowicz-Watra – dziennikarz, Kanada.
Aleksandra Ancewicz-Kaliciecka – muzyk.

Prosimy o wpisywanie się na listę

………………………………………………………………………………………………………..

Całość: (m.in. GOŚCINNE WYSTĘPY – PIOSENKA ILUSTROWANA, APEL Reduty Dobrego Imienia w/s filmu „Ida”, książki Małgorzaty Todd, adresy, oraz inne informacje) BLOG MTODD

W Polsce, w kontekście Dnia Holocaustu, o rotmistrzu Witold Pileckim mówi się niewiele. W muzeum Auschwitz na ten temat – tylko parę słów.

Jego dzieci nie zostały nawet zaproszone na oficjalne uroczystości. A zagranicą nazywa się Go wielkim bohaterem i polskim patriotą! Dziennikarka 24 Flix mówi: „He is now considered one of greatest war time heroes and the highest example of the Polish patriotism”

{youtube}wot34sFXtg0{/youtube}

Po obchodach 70. rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau doszło do skandalu. Organizatorzy „zapomnieli” o pięciu gościach.

Zamknięto ich na terenie obozu, a kiedy próbowali się wydostać, ochrona obiektu wezwała policję.

Całe zajście opisał izraelski dziennik „Haaretz”. Riccardo Pacifici, szefa gminy żydowskiej w Rzymie oraz czterech innych towarzyszących mu mężczyzn zamknięto na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego.

Gazeta opisuje, że goście wzywali pomocy przez około godzinę, a kiedy nikt nie zareagował, postanowili wyjść sami. Kiedy próbowali wydostać się z terenu obozu, włączył się alarm. Wtedy na miejscu pojawili się ochroniarze, którzy wezwali policję.

„Haaretz” określił zdarzenie jako „hańba”, ponieważ dziadkowie Riccardo Pacificiego zginęli w Auschwitz. Fabio Perugia, rzecznik gminy żydowskiej w Rzymie – który był w piątce zamkniętych osób – jest oburzony całym zajściem. – Traktowali nas mniej więcej tak, jak byśmy byli przestępcami – powiedział dziennikarzom. Cała sprawa jest też opisywana przez włoskie media.

Byłem z nią kilka chwil, było tak namiętnie” – śpiewał z uczuciem pan Robert Gawliński z zespołu „Wilki”, uspokajając w refrenie swój jaskółczy niepokój przypuszczeniem: „myślę, że nie stało się nic.

Pan Gawliński, ma się rozumieć, nie wyjaśniał, co ma na myśli, bo w piosenkach nie jest to przyjęte, ale jestem pewien, że chodziło mu o dwa ryzyka: z jednej strony o ryzyko zarażenia, a z drugiej – o ryzyko zapłodnienia. Tak w każdym razie ujmował te ryzyka Karol Irzykowski, zauważając, że współżycie z kobietami byłoby wspaniałe, gdyby nie owe dwa ryzyka: zarażenia i zapłodnienia. Rzeczywiście; już wymowni Francuzi zauważyli, że „plaisir d’amour ne dure q’un moment – chagrin d’amour dure toute la vie” – co się wykłada, że rozkosz miłości trwa zaledwie chwilę, a smutek miłości ciągnie się całe życie. Zrozumiemy to tym łatwiej, gdy uświadomimy sobie, że w rezultacie spędzenia z jakąś damą kilku namiętnych chwil, już wkrótce zaczynają obgryzać człowieka bakcyle syfilisu, albo jeszcze gorzej – wirusy HIV. Kogóż w takiej sytuacji nie ogarnąłby żal doskonały, z mocnym postanowieniem poprawy, że już „nigdy więcej”.

 

Nawiasem mówiąc, tak się nazywa organizacja pozarządowa walcząca z „faszyzmem”. Zgodnie z innym spostrzeżeniem wymownych Francuzów, że mianowicie „les extremes se touchent”, co się wykłada, że przeciwieństwa się stykają, te antyfaszystowskie organizacje są najgorszym rozsadnikiem faszyzmu – oczywiście „bez swojej wiedzy i zgody”, co oczywiście wcale ich nie usprawiedliwia. Faszyzm nie polega przecież na tym, że ktoś nie lubi Żydów, czy podnosi rękę w rzymskim salucie, tylko na przekonaniu, że państwu wszystko wolno. Tak właśnie uważał Benito Mussolini, który nawet ubrał swoje przemyślenia w postać spiżowej sentencji: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Toteż jeśli działacze stowarzyszenia „Nigdy więcej” oczekują, że państwo zabroni faszyzmu, to oczywiście sami stają się faszystami – a że nieświadomymi, to niczego nie zmienia. Molierowski pan Jourdain też nie wiedział, że mówi prozą, a przecież mówił! Ale mniejsza o nich, niech się tym swoim faszyzmem udławią, bo przecież mówimy o ryzykach.

 

Innym ryzykiem, niezależnym od ryzyka zarażenia, jest ryzyko zapłodnienia. Doczekało się ono wielu świadectw literackich, wśród których jest również poemat Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Tatuś”, w którym czytamy m. in.: „wokół Tatusia przy okrągłym stole cztery potworki: Zuzia, Kiciusia, Zbyszek i Bolek – trącony psychicznie; łyka korki. Przedwczoraj łyknął korek od szampańskiego. Byli czasy, przed wojną, panietego! (…) Patrzy tatuś na dziatki; jacy to mali, jacy ospali, monstrualni ludzie! We mgle je spłodził, w nostalgii oraz w ogromnej nudzie.” Kiedyś, w dawnych czasach, ludzie byli bardziej zahartowani i jeszcze w latach 60-tych Stanisław Lem w „Doskonałej próżni” stawiał ludzkości za wzór do naśladowania „wyjątkowo karny naród japoński”, który „zacisnąwszy zęby” kontynuował czynności reprodukcyjne nawet w sytuacji, gdy na skutek eksplozji współpracującej z Pentagonem fabryki, w powietrze dostał się preparat eliminujący wszelkie przyjemne doznania towarzyszące aktowi płciowemu.

 

Dzisiaj, na skutek przeżarcia socjalizmem, ludzie zatracają zdolność kojarzenia przyczyn ze skutkami i nawet mianowana lekkomyślnie pełnomocnikiem rządu do spraw równego traktowania pani Małgorzata Fuszara uważa, że wszyscy podatnicy powinni złożyć się na rekompensaty dla współobywateli, którzy kiedyś wzięli kredyty we frankach szwajcarskich. Nic dziwnego, że w tej sytuacji pojawił się pomysł, że skoro na razie nie można wyeliminować ryzyka zarażenia, dobrze byłoby wyeliminować przynajmniej ryzyko zapłodnienia. Gdyby się to udało, pan Robert Gawliński i inni rozrywkowi panowie mogliby obracać panienki całymi tuzinami bez obawy konsekwencji. Trzeba tylko wmówić im, że kiedy są obracane, to właśnie wtedy się samorealizują, a wtedy każdy amator panienek może hulać jak tornado – od oceanu do oceanu!

 

Ten patent doskonale funkcjonuje również w przypadku rewolucjonistów, którzy po odwróceniu się od nich proletariuszy tradycyjnych, zaczęli gorączkowe poszukiwania proletariatu zastępczego i ich argusowe oko spoczęło na kobietach. Kobieta bowiem – wszystko jedno: bogata, czy biedna, kobietą być nie przestanie i jeśli tylko uwierzy, że jest oprymowana przez „męskie szowinistyczne świnie”, to staje się łatwym łupem rewolucjonistów, którzy mogą z nią „wszystko zrobić i w każdą formę ulepić”. Toteż marzące o uwolnieniu od wszelkich ryzyk stada „miłości głodnych płeciów” obstalowały „pigułkę po”, która uwalnia wszelkie przelotne flirty przynajmniej od jednego ryzyka. Bezpieczniackie watahy, którym ich macierzyste centrale w państwach poważnych zleciły przekształcenie mniej wartościowego tubylczego społeczeństwa w zagłębie burdelowe dla starszych i mądrzejszych, surowo przykazały Umiłowanym Przywódcom w parlamencie i rządzie, żeby wprowadziły pigułkę do obrotu bez urządzania żadnych demokratycznych sabatów, a w razie wątpliwości, żeby się zasłaniali Brukselą tak samo, jak kiedyś komuszkowie zasłaniali się „radzieckimi” – że to niby oni sami zrobili inaczej, ale „wicie, rozumicie”.

 

Więc okazuje się, że skoro Bruksela kazała, to nawet w tak drobnej sprawie nie możemy groźnie kiwnąć palcem w bucie – a cóż dopiero w sprawach ważniejszych? A przecież żyją jeszcze ludzie, którzy słyszeli zapewnienia, że ratyfikacja traktatu lizbońskiego nie pozbawi Polski nie tylko suwerenności, ale nawet guzika. Gdyby było inaczej, czy traktat ten byłby rekomendowany do ratyfikacji przez obóz płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm – bo przecież 1 kwietnia 2008 roku był rekomendowany zarówno przez obóz zdrady i zaprzaństwa, jak i wspomnianych płomiennych dzierżawców? W tej sytuacji lepiej rozumiemy, dlaczego tak forsowano wprowadzenie do szkół edukacji seksualnej; panienki muszą sprostać wszelkim obstalunkom amatorów mocnych wrażeń, którzy w prezencie podarują im pigułkę, a wszystko wytłumaczą absolwenci studiów judaistycznych, którzy po oficjalnych godzinach pracy w charakterze tłumaczy i torturantów na komisariatach, będą mogli dorabiać sobie w klubach.

 

Stanisław Michalkiewicz

 

W 1492 roku królowie katoliccy Izabela i Ferdynand po trwającej niemal 800 lat inwazji, wypędzili Arabów z terytorium Półwyspu Iberyjskiego i dokonali zjednoczenia kraju. Hiszpania na kilka wieków stała się bastionem chrześcijaństwa.

Dopiero nieudolne rządy kolejnych władców w XIX wieku, a przede wszystkim rozwój idei marksistowskich na początku XX w. doprowadziły do zlaicyzowania społeczeństwa hiszpańskiego. Do największego załamania się idei chrześcijańskiej przyczynił się były premier José Luis Rodriguez Zapatero. Ogłosił on program „unowocześniania i laicyzacji” Hiszpanii, który Kościół nazwał „listą horrorów”. Zmiany objęły uproszczenie rozwodów, poszerzenie edukacji seksualnej, ułatwienie aborcji, dopuszczenie badań na embrionach i eutanazji, wprowadzenie małżeństw homoseksualnych i adopcji dzieci przez homoseksualne pary, zniesienie dotacji dla Kościoła, a także wykreślenie lekcji religii ze szkół, usunięcie krzyży ze szkół i innych instytucji publicznych.

Europa a przede wszystkim Hiszpania znalazły się na granicy upadku moralnego. Dzięki ,,tolerancji” jakiej wymaga członkostwo w tworze nazywanym Unią Europejską, wyznawcy innych religii mają praktycznie nieograniczoną możliwość szerzenia swoich ideologii na Starym Kontynencie. Najbardziej podatny grunt znalazł islam. ,,Europa wręcz otworzyła się na islam. Buduje się meczety, udostępnia dawne kościoły jako miejsca modlitwy. Otworzyliśmy się na ich kulturę, styl życia, jedzenie. Mamy inny problem, który wykorzystują muzułmanie i islamscy terroryści do szerzenia swoich prawd. To kryzys wartości w Europie (…) Benedykt XVI wielokrotnie apelował o przebudzenie Europy, ale był za swoje słowa krytykowany”, to cytat wypowiedzi ks. Rafała Cyfka z Papieskiego Stowarzyszenia Pomocy Kościołowi w Potrzebie.

Świetnie to widać na przykładzie Francji i Hiszpanii. Na dzień dzisiejszy we Francji jest więcej muzułmanów praktykujących swoje obrządki niż katolików. W budowie jest około 150 nowych meczetów, a Francja to kraj, gdzie znajduje się największa wspólnota muzułmańska w Europie. Szacuje się, że ogólnie na jej terytorium jest ponad 2000 meczetów, a ze względu na bardzo szybko wzrastającą populację wyznawców islamu, chcą oni podwoić tą liczbę. Wystosowali oni nawet oficjalną prośbę do zwierzchników Kościoła Katolickiego o pozwolenie na używanie zamkniętych kościołów do piątkowych modłów, aby nie blokować ulic. W 2010 r. Marie Le Pen porównała uliczne modły islamskie z nazistowską okupacją: „ponieważ chodzi o zajęcie terytorium.

To jest okupacja odcinków terytorium, dzielnic w których prawo religijne wchodzi w życie. To okupacja. Oczywiście nie ma czołgów, ani żołnierzy, ale to nie znaczy, że nie jest to okupacja, która ciąży mieszkańcom”. Niektóre wypowiedzi przywódców muzułmańskich wręcz potwierdzają tą tezę. Obecny prezydent Turcji Erdoğan Tayyp w czasach kiedy był premierem zasugerował, że budowa meczetów i imigracja są częścią islamizacji Europy. Publicznie zacytował słowa tureckiego poety i nacjonalisty z 1912 r. Ziya Gökalpa: „Meczety są naszymi koszarami, minarety naszymi bagnetami, a wierni – naszymi żołnierzami”. Inny z przywódców islamskich powiedział: „Dzięki waszym demokratycznym prawom zajmiemy wasze terytorium. Dzięki naszym prawom religijnym zdominujemy was”.

Podobnie ma się rzecz w Hiszpanii. Wracają czasy Al-Andalus, tylko że tym razem nowa inwazja arabska nie wraca po to żeby zostawić swoją rozległą kulturę, ale po to żeby użyć Hiszpanii jako swojego nowego centrum gospodarczego dla biznesu i głównego ośrodka do nawrócenia niewiernych na islam. „Platforma por Catalunya” była pierwszą partią polityczną, która na serio zainteresowała się zagrożeniem ze strony masowo przybywających na ich tereny wyznawców islamu. Jednak politycznie poprawna Hiszpania oskarżyła „Platforme” o rasizm i ksenofobie. Lider tej partii jest całkowicie przeciwny niekontrolowanej imigracji twierdząc, że „wyznawcy islamu nie chcą integrować się. Przybywają po to, żeby się zemścić”.

Populacja muzułmanów w Unii Europejskiej rośnie w zastraszającym tempie około 1 mln. osób rocznie. Czyli za jakieś 10 lat w UE będzie mieszkało około 40 mln. islamistów. Na czele stoi Francja, gdzie 10% populacji wyznaje islam, a Hiszpania nie jest daleko w tyle. Doszło do sytuacji, gdzie ponad połowa mieszkańców niektórych miejscowości to muzułmanie jak np. w hiszpańskim Salt czy francuskim Roubaix. Jak zapowiadają ich „cicha inwazja” w Europie dopiero się zaczęła. Zamierzają działać we wszystkich krajach jednocześnie wzbudzając chaos. „Ponieważ mamy coraz więcej miejsca, byłoby głupotą nie skorzystać z tego. Będziemy waszym „Koniem Trojańskim” –zapowiadają.

Największym zagrożeniem jest obecnie organizacja terrorystyczna o nazwie Państwo Islamskie, najprawdopodobniej najsilniejsza organizacja w historii, której marzy się uwolnienie Al-Andalus. Nie tylko tereny dzisiejszej Andaluzji przypominają im bowiem czasy największej świetności, ale także cały Półwysep Iberyjski za wyjątkiem małej części Kantabrii i małej części południowo-wschodniej Francji. Coraz częściej słyszy się głosy przywódców Państwa Islamskiego przypominające, że Hiszpania przez prawie osiem wieków zajęta była przez Arabów, i że nadszedł czas, aby ponownie stała się ona częścią wspólnoty arabskiej. Pod koniec sierpnia tego roku pojawiło się nagranie, gdzie jeden z wojowników Państwa Islamskiego, Marokańczyk, w języku hiszpańskim ogłasza, że „ Hiszpania to kraj jego przodków i uwolnią go z Bożą pomocą”. Ponad 1200 Marokańczyków dołączyło do Państwa Islamskiego, a w ich szeregach znajduje się także około 50 Hiszpanów. Modne stało się zamieszczanie na portalach społecznościowych fotomontaży z zabytkami wzniesionymi w czasach muzułmańskiej Hiszpanii jak pałac Aljafería w Saragossie czy Alhambra w Grenadzie z czarną flagą Państwa Islamskiego z napisem po arabsku „Wszyscy jesteśmy Państwem Islamskim”. Doszło nawet do tego, że taką flagę umieszczono w miejscach, które nie mają nic wspólnego z islamem jak np. przy figurze Chrystusa Najświętszego Serca na wzgórzu Urgull w San Sebastian.

Hiszpania jest jednym ze strategicznych celów globalnego dżihadu. Chociaż oficjalnie mówi się o zdobyciu Bagdadu stolicy kalifatu Abbasydów i Damaszku stolicy Umajjadów i ani słowa o Kordobie – stolicy kalifatu na Zachodzie, ale to właśnie Al-Andalus postrzegany jest nie tylko jako przestrzeń geograficzna, ale wykracza poza nią. To mit o jedności muzułmańskiej, o wielkiej cywilizacji, alternatywie dla Zachodu, zdominowanej przez muzułmanów. Przywódcy Państwa Islamskiego idąc za impulsem próbują przekonać młodych muzułmanów, którzy radykalizują się w głównej mierze przez to co czytają na forach internetowych, że to chrześcijanie wyrwali Al-Andalus od swoich prawowitych właścicieli w XV wieku, nie wspominając ani słowem o tym, że to Arabowie jako pierwsi najechali na Hiszpanię w 711r. Obecny lider Al-Qaedy za cel stawia sobie najpierw odzyskanie hiszpańskich autonomicznych miast Ceuta i Melilla leżących na terytorium Maroka z liczbą ludności w przeważającym stopniu wyznania muzułmańskiego i które rosną z dnia na dzień, ze względu na to, że rodziny te mają większą liczbę dzieci niż rodziny wyznania katolickiego. Władze Maroko ostrzegają, że około 3000 marokańskich dżihadystów walczących w Syrii i Iraku zaczyna wracać do swoich domów, a wielu z nich będzie próbowało przedostać się na Półwysep Iberyjski przez Ceutę albo Melillę. Dżihadyści ci, między innymi także Hiszpanie nawróceni na islam, brali udział w najgorszych zbrodniach.

Obecnie w 46 mln. Hiszpanii jest prawie 1800 000 muzułmanów co stanowi 3,6 % społeczeństwa, większość z nich jest narodowości marokańskiej – około 800 tyś., za nimi plasują się muzułmanie posiadający obywatelstwo hiszpańskie – 550 tyś. Najwięcej ich mieszka w Katalonii – 500 tyś, Andaluzji – 280 tyś i w Madrycie – 250 tyś. Istnieje 1198 oficjalnych meczetów i szacuje się, że jest co najmniej 800 innych, niezalegalizowanych, to znaczy znajdujących się na ogół w sklepach, które prowadzą islamiści czy ukrytych pod przykrywką stowarzyszeń muzułmańskich.

Emir Kataru zaoferował 2200 mln. euro na zakup El Monumental – nieczynnej od 3 lat największej areny do walki z bykami w Barcelonie i przekształcenie jej w największy meczet w Europie i trzeci co do wielkości na świecie. Obiekt ten mógłby pomieścić około 40 tys. wiernych, posiadałby także wysoki na ponad 300 metrów minaret, sale wystawowe i centrum studiów koranicznych. Według założyciela La Casa del Libro Árabe (Dom Książki Arabskiej) „mieszkańcy Barcelony powinni być dumni z tego, że muzułmanie przekształcą ból byków w centrum duchowe”. Władze samorządowe jak na razie nie wyraziły na to zgody, ale pewnie to tylko kwestia czasu, a o tym że za pieniądze można kupić wszystko przekonali się fani słynnego klubu piłkarskiego Realu Madryt. Dwa lata temu podczas uroczystości wbudowania „kamienia węgielnego” pod nowy kompleks turystyczno-sportowy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich pokazano nowy film promocyjny. Jakież było zdziwienie zebranych kiedy okazało się, że z logo klubu usunięto krzyż. W odpowiedzi na liczne protesty włodarze kluby zapewnili, że zmiana ta dotyczyć będzie tylko instalacji i działań Realu Madryt, które będą wykonywane na terenach krajów muzułmańskich. Krótko mówiąc chodziło o nie ranienie uczuć potencjalnych klientów w większości muzułmańskich. Za to my katolicy nie mamy prawa protestować przeciwko coraz liczniejszym symbolom islamskim na terytorium Europy. Nas one nie maja prawa „kłuć w oczy”.

„>Poza tym wydaje się, że jak na razie przywódcy europejscy nie zamierzają reagować na powtarzane co tydzień w jednym z programów telewizyjnych słowa wysokiego przywódcy muzułmańskiego i członka Bractwa Muzułmańskiego: „Islam i muzułmanie nie potrzebują świętej wojny, dżihadu, żeby podbić Europę, ponieważ my już tu jesteśmy, z naszymi emigrantami, naszym kapitałem i kobietami wydającymi na świat nowe pokolenia. W ciągu kilku lat podbój Europy przez Arabów stanie się faktem”. Celem inwazji arabskiej jest obalenie i zniszczenie naszej kultury zakorzenionej w tradycji grecko-rzymskiej jak i w chrześcijaństwie, zastąpienie ich stylem życia i prawami opartymi na zasadach islamu. Problem dotyczy nas wszystkich i wszyscy razem powinniśmy walczyć przeciwko temu. Islam i muzułmanie podbijają Hiszpanię – drzwi do Europy. Unia Europejska spowodowała zjednoczenie gospodarcze wszystkich krajów, wprowadziła prawa, które niszczą tradycyjną rodzinę i odrzucają wartości chrześcijańskie. Europa coraz bardziej odchodzi od swoich korzeni, staje się nierozpoznawalna, traci swoją tożsamość. W europejskich meczetach islamiści głoszą swoje idee tworząc grunt do powstania ekstremistów chętnych do bezpośredniego działania przyśpieszając tym samym podbój świata. Wiele środków masowego przekazu wręcz propaguje kulturę islamską bagatelizując zagrożenie jakie ona za sobą niesie. Dwa największe meczety jakie znajdują się na terenie Królestwa Hiszpanii w Madrycie i w Marbelii zostały sfinansowane przez szejków z Arabii Saudyjskiej. Na pewną hipokryzję zakrywa fakt, że na otwarciu meczetu w stolicy obecny był król Juan Carlos II z królową Sofia, a także przedstawiciele Kościoła katolickiego!

Być może Hiszpania i inne kraje europejskie powinny wziąć przykład z… Japonii, która wprowadziła bardzo surowe ograniczenia dotyczące islamu i muzułmanów. Japonia jest jedynym krajem, który nie nadaje obywatelstwa muzułmanom, nie mają oni możliwości stałego zameldowania, nie mają prawa kupna domu, na uniwersytetach nie naucza się języka arabskiego ani islamu. Istnieje silny zakaz rozpowszechniania tej religii. Na swoim terenie ma minimalną liczbę ambasad z krajów islamskich. Muzułmanie mieszkający w Japonii są tylko pracownikami firm zagranicznych, poza tym rząd japoński uważa, że muzułmanie są fundamentalistami i nie chcą oni zmieniać swoich praw nawet w obecnej erze globalizacji. Prawdopodobnie wiąże się to z tym, że istnieje przekonanie wśród Japończyków że „islam jest religią bardzo wąskich umysłów i powinni trzymać się z dala od niego”. Pozostaje nam tylko brać z nich przykład.

Dla Magazynu Polonijnego OWP

Bernadetta Bigoraj, Madryd/Hiszpania

http://www.owp.org.pl