Monthly Archives: Marzec 2015

Mówi się, że wojna przeczyszcza. I w tym powiedzeniu zawiera się cała pogarda kierowników naszego systemu do zwykłych ludzi. Od kiedy świat odrzucił Boży monarchiczny porządek i oddał się „oświeconej” demokratycznej demagogii, różne grupy biją się pod płaszczem poprawiania ludzkiej doli w imię „wyrażania woli większości”.

Podlana pychą władza nigdy się nie nudzi. Dzisiaj wedle obrazów, jakimi karmią nas środki przekazu, zachodni świat wydaje się być „przyjazny obywatelowi” i poprawnie ułożony, zaś jego instytucje strzegą wolności „osoby ludzkiej”. Tak przynajmniej wygląda „wersja oficjalna”.

W rzeczywistości, jesteśmy od dawna popychani i manipulowani, na prawo i lewo, i to wcale nie przez tych, których widzimy w telewizorach i na których najczęściej narzekamy.

 

Kluczem do zrozumienia systemu światowego nie jest walka o surowce strategiczne czy strefy wpływów korporacji, kluczem do rozumienia, kto ma prawdziwą władzę, jest pieniądz, a raczej prawo do jego tworzenia. Emisja pieniądza – wbrew temu co nam się wszystkim wydaje, w przypadku głównej waluty rezerwowej świata i większości innych „twardych walut” (ależ to było mylące określenie) – spoczywa w prywatnych rękach i odbywa się wyłącznie na zasadzie emisji kredytu.

 

Państwo, które, jak większość z nas sądzi, tworzy pieniądze, aby wyemitować pieniądze, musi je pożyczyć na procent, tworząc dług. Ten dług spłacany jest bez końca przez płacących podatki.

 

Jest to system wymyślony w XIX wieku, a wprowadzany w życie z całą bezwzględnością od początku XX w. Ponieważ jest to fundament prawdziwej władzy, wszyscy, którzy chcą go podważyć, są eliminowani.

 

Tu „nie ma przeproś”, tu jest hardcore. Jeśli kogoś naprawdę interesuje, świat doczesny, powinien sięgnąć po „Wojnę o pieniądz” Song Hong Binga, książkę, która była i jest bestsellerem w Chinach, ale nie została przetłumaczona na angielski i nie można jej tu kupić inaczej jak po chińsku.

 

Szczęśliwie jest jednak w tłumaczeniu… polskim. Jeśli ktokolwiek myśli o „rzeczy nie do pomyślenia”, czyli o prawdziwej niepodległości własnego kraju, musi przynajmniej znać zasady gry i usiłować je naginać we własnym interesie. Próby wyzwolenia spod tego dyktatu, jak do tej pory kończyły się wojnami. Najnowszą próbę podejmuje poprzez nacjonalizację rosyjskiego banku centralnego stający ością w gardle naszej międzynarodówki Władimir Putin. Gdyby do tego doszło, no to z pewnością niestety młodzi Polacy powalczą na wschodzie Europy.

 

Druga rzecz, która decyduje o losach nas wszystkich, to kupowanie wpływów. Czyli zabezpieczanie własnych interesów poprzez korumpowanie „demokratycznie wybieranych przedstawicieli”. Oficjalnie nazywa się to lobbingiem, regulowanym przez ustawy, ale ten oficjalny lobbing to tylko wierzchołek prawdziwej góry lodowej. Podręcznikowym przykładem jest tu lobbing żydowski w USA. Opisany w niedużej książeczce „The Israel Lobby and U.S. Foreign Policy” przez Johna Mearsheima Stephena Walta, pokazuje, jak sprawnie i wielopoziomowo żydowskie lobby jest w stanie finansować i kształtować politykę imperium. Znów odsyłam do książki, bo opisuje ciekawie i na przykładach rzecz od kuchni. Po polsku tytuł brzmi lapidarnie „Lobby izraelskie w USA”…

 

Oczywiście żydowskie lobby nie jest jedyne, choć z pewnością w Ameryce potężne, wielopoziomowe i wielokierunkowe. A jego działalność najlepiej wychodzi na wierzch przy okazji sporów i kłótni, o które – jak w to w rodzinie – nietrudno. I tak na przykład, barwny gangster – książę Dniepropietrowska, p. Kołomojski, który na Ukrainie dysponuje prywatnymi oddziałami wojskowymi, bełta w amerykańskiej polityce, kupując sobie wpływy. Jak doniósł „Times”, kontrolowana przez Kołomojskiego Burisma Holdings – największa ukraińska firma naftowo-gazowa z siedzibą na Cyprze (a jakże, po co płacić podatki w Kijowie), zatrudnia w radzie dyrektorów syna wiceprezydenta Bidena, Huntera Bidena. Innym członkiem zarządu jest Devon Archer, były doradca prezydenckiej kampanii demokraty Johna Kerry ego. Zarówno Hunter Biden, jak i zięć Kerry’ego Christopher Heinz to założyciele firmy inwestycyjnej Rosemont Capital. Do tego możemy jeszcze dorzucić, że fundacja innego ukraińsko-żydowskiego oligarchy, Wiktora Pinczuka, wpłaciła na konta fundacji pani Clintonowej kwoty powyżej 10 mln dol. i była głównym zagranicznym darczyńcą tejże. Dlaczego akurat dzisiaj dowiadujemy się o tych brudkach z mejnstrimowej prasy typu TIME? A to z powodu niesnasek między Obamą a Netanjahu i wygarnięciem Żydom podsłuchiwania negocjacji z Iranem i ujawnienia tych tajnych informacji w celu wpłynięcia na głosowania i postawy kongresmanów.

 

Republikanie przygotowują się do skoku na Biały Dom i teraz jest to takie lekkie badania ogniem z armat. O podkręconych emocjach świadczy zresztą rzecz zupełnie kuriozalna i karygodna, mianowicie list kongresmanów do Irańczyków podważający mandat obecnej ekipy do negocjowania w imieniu USA. To czyni z imperium państwo mało poważne, bo w takich Chinach nie tylko tego rodzaju zagrania byłyby nie do pomyślenia, ale kończyłyby się rozwałką nadawców. Przy okazji warto mieć w świadomości, że w Chinach siedzi w kryminałach ponad dwa miliony notabli z oskarżenia o korupcję i niedawno ktoś tam apelował do genseka, by ich jednak w imię stabilizacji ułaskawił i nie psuł krwi.

 

Tak więc taką mamy kuchnię władzy, i ona ustawia marginesy tego, „ile może demokracja”.

 

Wypada jednak postawić trzecie pytanie, a mianowicie po co „oni” rządzą, no bo przecież nie po to, by mieć leniwe życie. Rządzą – niestety dla nas – aby móc decydować o tym, kto i w jaką mańkę będzie globalizował planetę. Kto wstanie, a kto upadnie.

 

Oczywiście przy dużych rybach pływają całe chmary sardynek i innego drobiazgu, ale ta komedia ludzka jest już łatwiejsza do zauważenia.

 

Andrzej Kumor

Goniec.net

Elastyczna postawa Akcji Wyborczej Polaków na Litwie i jej lidera Waldemara Tomaszewskiego wyłamuje się z wielu schematów rządzących nadwiślańską polityką. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują bowiem na to, że polska partia w Republice Litewskiej znacznie lepiej rozumie, na czym właściwie polega polityka, po co właściwie w polityce się uczestniczy i komu ostatecznie polityka ma służyć. Nie jest to zresztą jedyny paradoks, który ujawniony został przez aktywność Polaków na Litwie.

 

Zanim doszło do wypisania Waldemara Tomaszewskiego i innych polityków Akcji Wyborczej Polaków na Litwie z narodu polskiego przez litwomańskie elity polityczne z kraju położonego między Odrą a Bugiem, w najlepsze trwała będąca kontynuacją międzywojennej antypolskiej polityki tzw. „Litwy Kowieńskiej” urzędowa wręcz dyskryminacja Polaków z Wileńszczyzny. Temu procederowi milczeniem („milczenie oznacza zgodę”), ale nie tylko, przyklaskiwało wiele osobistości polskiego życia dziennikarskiego, akademickiego i politycznego.

Uważnego obserwatora zupełnie nie powinny dziwić wypowiedzi w rodzaju tej, na którą zdobył się dr Kazimierz Wóycicki ze Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego o tym, że Republikę Litewską nie zamieszkuje mniejszość polska, a sowiecka. Nihil novi sub sole, chciałoby się powiedzieć. Nie jest nawet dziwne, że tak ktoś taki wciąż wykłada na publicznej uczelni. Stan państwa polskiego pozostawia tak wiele do życzenia, że do wyboru pozostaje albo bezradne załamanie rąk i pogodzenie się z zaistniałym stanem rzeczy, albo zaciśnięcie zębów i wyciągnięcie odpowiednich wniosków.

Warto pamiętać, że Wóycicki już w 2001 roku został oskarżony przez niektórych działaczy polonijnych w Niemczech o antypolonizm. Dyrektor Wóycicki znany jest ogólnie ze swych antypolonijnych (w konsekwencji antypolskich) wystąpień i dlatego też nie powinien on naszym zdaniem zabierać głosu na tematy polonijne, zresztą nie został upoważniony przez żadną polonijną czy polską organizację w Niemczech – pisali w liście otwartym do Prezesa Rady Ministrów Leszka Millera Polacy zamieszkujący Republikę Federalną Niemiec. Wóycicki pełnił wówczas funkcję dyrektora Polskiego Instytutu Kultury w Lipsku.

Innym przypadkiem jest osoba Marcina Reya, znanego paszkwilanta i kłamcy lansowanego zarówno przez „Gazetę Wyborczą”, jak i związany z sakiewiczowską „Gazetą Polską” portal Niezalezna.pl. Jako administrator strony „Rosyjska V kolumna w Polsce” spreparował on fotomontaż, na którym Waldemar Tomaszewski odznaczony został „orderem stonki”, co ma sugerować, że lider Akcji Wyborczej Polaków na Litwie jest wykonawcą interesów rosyjskich. Jednocześnie zamieścił on pozbawioną jakiegokolwiek związku z rzeczywistością informację, że AWPL pobiera pieniądze z budżetu polskiego. W tym wypadku paszkwilant wyciera sobie buzię polskim patriotyzmem, choć można mieć uzasadnione wątpliwości czy na pewno o polski patriotyzm tu chodzi, zważywszy na wypowiedź w Telewizji Republika, w której wspomniany celebryta oświadczył, żeforma bliższej współpracy i asocjacji [Polaków, Litwinów i Ukraińców], ale tym razem na równych zasadach, jest marzeniem wielu polskich patriotów, a nawet patriotów Rzeczypospolitej, bez przymiotnika „polskiej” koniecznie. Jak widać, zjawisko atakowania polskości w jej wileńskiej odmianie nie jest wcale domeną ludzi, którzy od patriotyzmu, przynajmniej deklaratywnie, się dystansują.

To, czego nadwiślańscy mędrkowie nie wybaczą własnym rodakom(?), zostaje oczywiście odpuszczone a priori przedstawicielom innych narodów. W interesującym nas przypadku Litwinów w ogóle nie obciąża fakt, że dwukrotnie wybrali na prezydenta byłą aktywistkę Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego Dalię Grybauskaite, realizatorkę litewsko-sowieckiej polityki depolonizacji Wileńszczyzny (zmienił się tylko dobór środków stosownie do epoki). Litwinów można rozgrzeszyć za wszystko, Polaków na Wileńszczyźnie nie można usprawiedliwić zaś w żaden sposób, nawet wtedy, gdy do pewnych taktycznych kompromisów są wręcz zmuszeni. A zmuszeni są, bo wciąż traktują poważnie bycie Polakami i to jest chyba główna różnica, jaka występuje między nimi a ośrodkami opiniotwórczymi i politycznymi nad Wisłą. Oczywiście, i to nie może nas dziwić – gdyby nagle zaczęto prowadzić zWarszawy propolską politykę w odniesieniu do Wileńszczyzny, to dotychczasowa postawa nadwiślańskich elit uległa kompromitacji, wobec czego nastąpiłaby potężna weryfikacja zasadności uczestnictwa w polityce i publicystyce szeregu postaci z pierwszych stron gazet. Polacy na Wileńszczyźnie walczą więc nie tylko bezpośrednio z presją lituanizacyjną, ale i pośrednio z III RP i jej mającymi niewolniczą mentalność i skłonność do samoponiżania elitami.

Wołający o pomstę do nieba stosunek elit kraju położonego między Odrą a Bugiem do Polaków na Litwie nie jest – wbrew usilnie lansowanej tezie – problemem lokalnym, ograniczonym wyłącznie do relacji Warszawa-Wileńszczyzna. Establishment III RP nie rozumie, bo jest do tego organicznie niezdolny, że na Wileńszczyźnie walka o polskość toczy się całkowicie serio. Jedyna strategiczna myśl, jaką III RP potrafiła z siebie wydalić na przestrzeni ponad 20 lat swojej marnej egzystencji, to wprzężenie Rzeczypospolitej w politykę NATO i UE. Na tym ich kompetencje intelektualne i moralne się kończą. Ludzie, którzy rządzą nami z gabinetów ministerialnych i redakcji poczytnych gazet oraz portali, nigdy nie zrozumieją, czym jest zabieganie o polski interes. Polska, Polacy, polskość są dla nich albo żerowiskiem, albo szansą na wpisanie się w „politykę europejską” sterowaną z Brukseli/Berlina, albo ewentualnie narzędziem do poskramiania swoich kompleksów względem jednego z naszych byłych wschodnich sąsiadów, z którym przegraliśmy przed wiekami rywalizację o dominację na obszarze Europy Wschodniej (najpóźniej do połowy XIX wieku na własne niestety życzenie).

Polaków w kraju – tych, którym jeszcze chce się mimo wszystko być Polakami – należałoby więc namawiać do tego, by uważnie patrzyli na ręce elitom w sprawie polityki Warszawy odnośnie do zagadnienia rodaków na Wileńszczyźnie. Nie ma się co łudzić, że jeśli lekceważąco traktują one Polaków nad Niemnem i Wilią, to inny będzie ich stosunek do ludności zamieszkującej terytorium między Odrą a Bugiem. Przykład Wileńszczyzny pokazuje bowiem, że elity te nie traktują poważnie własnego narodu, wyłączając wedle własnego uznania całe jego części składowe, a w ostateczności delegitymizując go jako spójną całość.

Wreszcie – Litwinom mało kto przypomina, dzięki decyzji którego z XX-wiecznych zbrodniarzy zawdzięczają Wileńszczyznę, nikt nie podkreśla, że to oni jako beneficjenci polityki Józefa Stalina mają obowiązek przystosować się do ludności autochtonicznej (Polaków), a nie na odwrót. Dobre samopoczucie Litwinów jest, zdaje się, jednym z głównych celów istnienia obecnej państwowości polskiej w jej nadzwyczaj żałosnym i upokarzającym nas wszystkich stanie.

Mamy więc prawo podejrzewać, że każdy, kto wespół z Litwinami – którzy są dziś głównym zagrożeniem dla polskości na Wileńszczyźnie – występuje przeciwko tamtejszym Polakom, ostatecznie nie będzie lojalny także wobec nas samych; tych, którym nie było dane wypróbować swojej polskości w warunkach bardziej ekstremalnych niż nadwiślańskie.

Elity te bowiem doskonale zdają sobie sprawę – niezależnie od kierujących nimi pobudek, że integracja Polaków po obydwu stronach rozdzielającej nas granicy na poważnie odrodziłaby polski patriotyzm i ruch narodowy –  silny, zdolny do poświęceń, wyznaczania sobie dalekosiężnych celów, dumny z tego, że polskość sięgała daleko na Wschód, a nie kajający się za to, nie podlegający manipulacjom w regularnych cyklach wyborczych – patriotyzm, z którym trzeba się będzie liczyć na serio. Polski patriotyzm, który byłby w stanie rozliczyć nie tylko stosunek rządów i ośrodków opiniotwórczych do Wileńszczyzny, ale ich jakość i przydatność pod kątem polskiej racji stanu jako takiej.

Tomasz Jasiński

W latach przed i po solidarnościowych, jak każdy młody „świadomy” człowiek, nienawidziłem Rosjan i okupacji sowieckiej. Teraz wiem, że byliśmy manipulowani przez tzw. „opozycyjne” media, co nie znaczy, że oficjalne mówiły prawdę – też służyły temu samemu panu, z uwagi na ewidentną służalczość wobec okupanta.

Po latach, jak to zwykle u Polaków, po szkodzie, widzimy że wpadliśmy z deszczu pod rynnę. Trudno jednak bić się w pierś, sokoro nawet tak wybitni analitycy polityczni jak doradca Reagana i Busha, Ray Mc Govern, dopiero teraz rozumie grę jaka była prowadzona (zob: Ukraina nie będzie w NATO. Ray McGovern). Trudno jest winić nawet Papieża św. Jana Pawła II za zdradę, co niektórzy czynią, skoro w tamtych czasach rolę tych „dobrych” grał Zachód. Nie popełniajmy tych samych błędów dzisiaj, gdyż na szali naprawdę jest nasze być albo nie być. Nie dajmy się zwieść sprzedajnym mediom i sprostytuowanym dziennikarzom, którzy świadomie, bądź nie, pracują dla Wielkiego Syjonu na rzecz stworzenia Rządu Światowego by depopulacja była skuteczna i bez oporu. Jak słusznie zauważył Ray Mc Govern, który oficjalnie oświadczył, że to nie „Zachód” a Rosja stoją obecnie po stronie prawdy. Poniższe pytania są dopełnieniem tego spostrzeżenia. Dobrze było by uzupełnić je o 50 kolejnych1. Czy są Rosjanami panowie Soros i Sachs, autorzy „Planu Balcerowicza”, którzy wyprowadzili z polski kilkaset miliardów dolarów?

2. Czy to może na prośbę Rosjan, Polska dokonała po 1980 roku tej „transformacji ustrojowej i gospodarczej”, której efekty widzimy dzisiaj?
3. Czy to Rosjanie za marne grosze wykupywali perły polskiego przemysłu?
4. Czy to z winy Rosjan pozbyliśmy się naszego przemysłu włókienniczego, chemicznego, tekstylnego, farmaceutycznego, budowlanego, elektronicznego, kopalnianego, hutniczego, obronnego, transportowego, włókienniczego, telekomunikacyjnego, stoczniowego i wielu innych?
5. Czy to Rosjanie wykupili polskie zakłady pracy za kilka procent ich faktycznej wartości, aby je pozamykać, zwolnić ludzi i wywieźć sprzęt za granicę?
6. Czy to Rosjanie wykupili polskie banki i czy to rosyjskie banki obecnie wysysają z Polaków ich ciężko zarobione pieniądze w tej neo-kolonii zwanej III RP?
7. Czy to Rosjanie zabronili nam dofinansować stocznie?
8. Czy to Rosjanie kazali nam zalewać szyby kopalniane, aby nigdy więcej ich już nie użytkować?
9. Czy to Rosjanie kazali pozbyć się naszych cukrowni?
10. Czy to Rosjanie zniszczyli nasze rolnictwo i rybołówstwo?
11. Czy to Rosjanie kazali wprowadzać i podwyższać zbrodnicze podatki, oraz nie pozwalają na ich obniżkę?
12. Czy to Rosjanie wydają wiążące dla Polski tysiące kretyńskich dyrektyw niszczących resztki naszej gospodarki?
13. Czy to Rosjanie wprowadzili do naszego kraju pięćdziesiąt hipermarketów, które nie odprowadzają ani grosza do Skarbu Państwa?
14. Czy to Rosjanie mają pretensje terytorialne w stosunku do nas i czy to oni wykupują ogromne połacie polskiej ziemi (szczególnie na Warmii i Mazurach)?
15. Czy to Rosjanie każą nam odprowadzać rocznie sto miliardów składki członkowskiej?
16. Czy to Rosjanie zniszczyli, a następnie przymierzają się do wykupienia polskiej kolei?
17. Czy to Rosjanie chcą prywatyzować nasze lasy?
18. Czy to Rosjanie wykupili nasze wodociągi i elektrownie?
19. Czy to Rosjanie i ich koncerny niemalże za darmo mają koncesję na wydobywanie w Polsce wszystkiego, co posiada nasza ziemia?
20. Czy to Rosjanie zniszczyli Wojsko Polskie doprowadzając je w stanu w którym na sto tysięcy ludzi przypada około dziesięciu tysięcy prawdziwych, potrafiących cokolwiek żołnierzy?
21. Czy to Rosjanie roszczą sobie prawo do decydowania o naszej przyszłości, często wbrew naszej Konstytucji i prawom uchwalanym w naszym kraju?
22. Czy to Rosjanie wysyłali naszych żołnierzy na głupie wojny w Iraku i Afganistanie?
23. Czy to Rosjanie wysyłają naszych żołnierzy do Libii, Czadu czy Mali, by walczyli o ich roszczenia do obecnych tam złóż złota i ropy?
24. Czy to na potrzeby Rosjan utworzono GROM?
25. Czy to do Rosjan pielgrzymują wszyscy polscy politycy, by kiwać się pod murami Kremla obiecując strategiczne partnerstwo szefom rosyjskiego wywiadu?
26. Czy to Rosjanie mają w posiadaniu patenty na GMO i zmuszają nas do wprowadzania tej trucizny?
27. Czy to Rosjanie zmuszali nas do kupowania szczepień na świńską czy ptasią grypę?
28. Czy to Rosjanie spryskują chemikalia nad naszymi głowami i wzruszają ramionami na fakt, że wymiera przez to światowa populacja pszczół?
29. Czy to Rosjanie panoszą się po naszym kraju, roszcząc sobie prawa do wszystkiego co się w nim im spodoba?
30. Czy to paszporty Rosjan upoważniają do „odzyskiwania” kamienic lub ziemi ornej?
31. Czy to GRU kręci się po naszym kraju z żołnierzami uzbrojonymi w broń maszynową, z wycieczkami młodych Rosjan, którym pokazuje się miejsca „kaźni Rosjan” i „polskich morderców”?
32. Czy Rosjaninem jest Jan Tomasz Gross i czy Rosjanie ukuli stwierdzenie o „mordercach Polakach w Jedwabnem” czy o „polskich obozach koncentracyjnych”?
33. Czy to Rosjanie dają nam przykład kraju o bezkarnych służbach bezpieczeństwa, które mają prawo do zastrzelenia, torturowania, oraz inwigilowania każdego obywatela?
34. Czy to od Rosjan wychodzi przykład ułatwiania aborcji dla rozrywkowych panienek, legalizacji i tłumaczenia zboczeń (w tym pedofilii), oraz beztroskiego życia bez zasad i reguł, co niszczy całą cywilizację łacińską?
35. Czy to Rosjanie są największymi na świecie producentami i handlarzami narkotyków?
36. Czy to GRU w interesie swoich wojen narkotykowych doprowadza do degeneracji i wyniszczania całych pokoleń?
37. Czy to Rosjanie bombardują kilkadziesiąt krajów członkowskich ONZ?
38. Czy to Rosjanie namawiają nas do legalizacji narkotyków bądź eutanazji?
39. Czy to Rosjanie otaczają inne kraje murami i odcinają im dostęp do wody pitnej?
40. Czy to Rosjanie wjeżdżają buldożerami w osiedla mieszkalne przedstawicieli innej religii?
41. Czy to Rosjanie mogą bezkarnie ignorować ponad siedemdziesiąt rezolucji i kar ONZ?
42. Czy to Rosjanie nie podpisali traktatu o nierozpowszechnianiu broni jądrowej mimo posiadania ogromnych jej ilości?
43. Czy to Rosjanie nie posiadają własnej konstytucji, ani granic?
44. Czy to Rosjanie prowadzą politykę eugeniczną sterylizując kobiety innego koloru skóry, zmuszając je do aborcji, czy wyganiając z ich kraju?
45. Czy to Rosjanie nieustannie od lat prowadzą kosztujące ich podatników biliony dolarów wojny?
46. Czy to Rosjanie wywołują non stop rewolucje w innych krajach i doprowadzają do obalania demokratycznych rządów?
47. Czy to Rosjanie każą nam płacić sześćdziesiąt pięć miliardów odszkodowań?
48. Czy to Rosjanie zrzucają bomby z zubożonymi uranem na tysiące niewinnych cywilów?
49. Czy to Rosjanie organizują zamachy mające stanowić prowokacje do kolejnych ich wojen, bądź coraz to większej inwigilacji obywateli?
50. Czy to Rosjanie doprowadzili do biedy i ludobójstw w całej Afryce np. prowokując wojnę domową w Kongo albo rewolucję w RPA, gdzie tylko wyczuli złoża czegoś wartościowego?
Za: https://www.facebook.com/pages/Imperial-Matryoshka/292265367563796

W niedziele 29 maja o gdzinie 11:25 rano badzie mozna obejzec mecz pilki moznej pomiedzy Polska i Irlandia! trzeba wejsc na strone internetowa www.ESPAN3.com. Zyczymy zwyciestwa bylo  1: 1

 

Takiej afery w łódzkim więziennictwie jeszcze nie było – czytamy dziś w Dzienniku Łódzkim. W ciążę z oficerem zaszła aresztantka. Dyrektor Zakładu Karnego nr 1 w Łodzi odwołany ze stanowiska po skandalu obyczajowym.

Jarosław Kosmatka, autor opublikowanego w Dzienniku Łódzkim artykułu pt.: “Seksafera w łódzkim więzieniu. Aresztantka zaszła w ciążę z oficerem Służby Więziennej” pisze: “Gdy śledztwo związane z największą aferą finansową ostatnich lat było przenoszone do łódzkiej Prokuratury Okręgowej, nikt nie zakładał, że właśnie w Łodzi tak potoczą się losy antybohaterów afery. Historia kończy się wątkiem miłosnym, a dyrektor więzienia pożegnał się ze stanowiskiem”.

 

“(…) Tymczasem okazuje się, że Katarzyna jest w drugim trymestrze ciąży. Jak to możliwe?

– Sprawcą tego szczęścia, tudzież nieszczęścia, jest jeden z oficerów Służby Więziennej w ZK nr 1 w Łodzi – mówi nam anonimowo jeden z funkcjonariuszy, pracujących w łódzkim więzieniu.

– Do zbliżenia doszło w pokoju wychowawców, gdzie jeden z oficerów zaprosił panią Kasię – opowiada strażnik. Schadzka odbyła się za zgodą i akceptacją obu stron.

– Nie wpłynęło dotychczas żadne zawiadomienie o możliwości popełnienia w ostatnim czasie przestępstwa gwałtu na terenie któregokolwiek z łódzkich zakładów karnych – informuje Krzysztof Kopania.

Informacje potwierdzają dwaj inni strażnicy, którzy dodają, że wychowawca, który spotykał się z panią Katarzyną, ma żonę i dwoje dzieci.

Więzienie huczy od plotek.

(…) Choć miłość nie wybiera i nigdy nie wiadomo, kogo trafi strzała Amora, ta sytuacja wskazuje na rażące naruszenie regulaminu zakładu karnego i wewnętrznych procedur, obowiązujących strażników i wychowawców. Obcowanie strażnika z osadzonymi nie może mieć miejsca. Z naszych informacji wynika, że oficer zajmujący się panią Katarzyną został przesunięty do innych obowiązków”.

 

Cały artykuł dostępny na stronie dzienniklodzki.pl

 

PB.

 

Źródło: Dziennik Łódzki

Szanowni Państwo!  Si vis pacem para bellum – mówili starożytni Rzymianie, którzy każde spostrzeżenie zaraz ubierali w formę pełnej mądrości sentencji. Ta akurat oznacza, że jeśli chcesz pokoju – szykuj wojnę. Wiadomo bowiem od dawna, że każda wojna prowadzi do pokoju, a ściślej – każda wojna jest wojną o pokój.

W takiej sytuacji, im więcej wojen, tym szybciej przybliża się pokój. I rzeczywiście – wojna na Ukrainie najwyraźniej nie wystarcza do szybkiego nastania pokoju, więc okazuje się, że musimy wygrać jeszcze jedną wojnę – nie tylko tę, na Ukrainie, ale również tę z Państwem Islamskim. To znaczy – nie tyle może „my”, bo „my”, czyli Polska, może co najwyżej groźnie pokiwać palcem w bucie, a i to nie zawsze, tylko wtedy, gdy dostanie pozwolenie od starszych i mądrzejszych, ale nasi sojusznicy, których muskuły buńczucznie prężymy, tak samo, jak w 1939 roku. Wtedy też dominowały buńczuczne nastroje wojenne, że to niby „nie oddamy ani guzika”. Ciekawe, że akurat ta prognoza dokładnie się sprawdziła; z całego państwa został nam tylko guzik. Teraz oczywiście będzie inaczej. Teraz mamy nie tylko sojuszników z prawdziwego zdarzenia, którzy o polską sprawę będą walczyć aż do ostatniej kropli krwi. Nie wiemy tylko – czyjej krwi – bo jak dotąd, to nasi sojusznicy rozgrywają na Ukrainie swoją grę z Moskalikami aż do ostatniego Ukraińca. Można powiedzieć, że mamy szczęście, że nie do ostatniego Polaka, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Skoro szykujemy się do wojny, to ona do nas prędzej czy później przyjdzie. Czy zdążymy na defiladę zwycięstwa – tego nie wiemy, bo nie wiemy nawet, czy ten eksperyment przeżyjemy, ale jeśli nawet nie przeżyjemy, to przecież nic strasznego. Każdy przecież wie, że najtrwalszy pokój panuje na cmentarzu, a skoro celem wojny jest pokój, to cmentarz, jako najdoskonalszy rezultat, nie powinien nikogo zaskakiwać.

Zanim jednak padnie salwa, to humory wszystkim dopisują i słychać, że nawet Umiłowani Przywódcy zamierzają pobawić się w wojsko na poligonie. Słusznie, bo skoro po ratyfikacji traktatu lizbońskiego praca parlamentarna polega w zasadzie na streszczaniu własnymi słowami dyrektyw Komisji Europejskiej, kręceniu lodów i sporami o różnicę łajdactwa, to nic dziwnego, że i Umiłowani Przywódcy pragną jakiejś rozrywki, która pozwoliłaby im choć na chwilę zapomnieć o własnej mizerii. Bo – powiedzmy sobie otwarcie i szczerze – czy te wszystkie poselskie diety, te darmowe przejazdy i inne, niezliczone postacie politycznej korupcji, mogą zrekompensować upokorzenia związane nie tylko z koniecznością podlizywania się członkom ścisłego sztabu partyjnego, a przede wszystkim – z upokorzeniami, jakie Umiłowani Przywódcy muszą znosić od oficerów prowadzących, którzy wyznaczają im zadania i brutalnie rozliczają z ich wykonywania? To tylko w poetyckiej wizji wszystko wygląda pięknie: „praca posła ciężka, szczera, z rana poseł się ubiera, fagas listy mu otwiera, on tymczasem się wybiera – do Puchera!” Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej – co wyraził jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński w słynnym poemacie „Tatuś”: „Oto biuro, kałuża niepokoju. Od ósmej do trzeciej Tatuś się czołga.” W takiej sytuacji nawet wyjazd na poligon, gdzie wprawdzie też trzeba się czołgać, ale w jakże innych okolicznościach przyrody – nawet wyjazd na poligon wygląda atrakcyjnie.

 

Oczywiście ten wzrost wojowniczych nastrojów nie byłby możliwy bez udziału niezależnych mediów głównego nurtu. Toteż kiedy zaszła taka potrzeba, Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, które przy okazji spycha grasujące u nas Stronnictwo Ruskie do głębokiej defensywy i wypiera Stronnictwo Pruskie z różnych ekologicznych nisz – więc Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie ostatnio wydatnie zwiększyło swój stan posiadania w obszarze niezależnych mediów, wykupując telewizyjną stację TVN, którą od dawna podejrzewam o niebezpieczne, a ściślej – o bezpieczniackie związki z wywiadem wojskowym. Najwyraźniej okupująca Polską soldateska na tym etapie postanowiła podpisać Volkslistę amerykańsko-żydowską w nadziei, że w razie czego również od Amerykanów dostanie zlecenie utrzymywania mniej wartościowego narodu tubylczego w ryzach, no i będzie mogła nadal pustoszyć kraj aż do gołej ziemi. Ta zmiana stosunków własnościowych od razu zaznaczyła się w postaci przejścia do propagandy odrzucającej już wszelkie pozory obiektywizmu. Jaki ten pan red. Durczok był, to był – ale przynajmniej od czasu do czasu starał się zachowywać jakieś pozory, podczas gdy pan Pieczyński, prywatnie małżonek pani red. Justyny Pochanke, wali po oczach, niczym za czasów prezesa Macieja Szczepańskiego, co to za komuny uprawiał słynną „propagandę sukcesu”. W ramach tej propagandy telewizyjni celebryci wmawiali widzom, że Polska jest 10 potęgą gospodarczą świata – oczywiście dopóki wszystko się nie skawaliło. Teraz TVN odkryła, że Polacy są najszczęśliwszym narodem na świecie – a jestem pewien, że to dopiero początek, a nie ostatnie słowo. Tedy tylko patrzeć, jak usłyszymy, że ten stan szczęśliwości zawdzięczamy panu prezydentowi Komorowskiemu, który najwyraźniej w dalszym ciągu pozostaje faworytem i najukochańszą duszeńką soldateski okupującej nasz nieszczęśliwy kraj.

 

Mówił Stanisław Michalkiewicz

 

Stanisław Michalkiewicz

PS. W dniach 16 – 17 maj , A.D2015 BEDZIE przebywal w Phoenix p. Michalkiewicz my toz. RadioPomost robimy starania aby zrobic dwa spotkania informacje juz nie dlugo.

Ruszamy do PKW – wieziemy 124.419 podpisów poparcia dla Grzegorza Brauna!!!
glosuje na brauna

Komunikat Komitetu Wyborczego Grzegorza Brauna – Kandydata na Prezydenta RP

 


W dniu 26 marca 2015 roku Komitet Wyborczy Grzegorza Brauna złożył w Państwowej Komisji Wyborczej 125.468 podpisów.

Zebrane podpisy są efektem wspaniałej pracy, wynikającej z niezwykłego poświęcenia tysięcy wolontariuszy, którzy oddolnie zorganizowali się, aby wesprzeć kandydaturę Grzegorza Brauna.

Pragniemy podkreślić, że praca Komitetu od początku odbywa się bez wsparcia jakiejkolwiek struktury politycznej i realnych środków finansowych, przy jednoczesnym głuchym milczeniu mediów prorządowych i tych sprzyjających koncesjonowanej opozycji.

Do Polaków docieraliśmy głównie dzięki bezpośrednim spotkaniom oraz komunikacji w przestrzeni internetowej. Niezawodne okazały się portale społecznościowe i niezależne od polityków witryny, na których sympatycy Grzegorza Brauna sami z własnej inicjatywy zamieszczali artykuły, fotoreportaże i relacje wideo.

Jak przewiduje autor artykułu pt. „Grzegorz Braun uzbierał ponad 100 tys. podpisów” opublikowanego na portalu onet.pl (w dniu 26 marca) „kilka procent podpisów zawsze z różnych powodów jest przez PKW odrzucanych – bo ktoś pomylił PESEL albo nazwisko jest nieczytelne”. Dlatego osoby wyznaczone przez Komitet Wyborczy Grzegorza Brauna będą pełnić dyżury w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej. Celem tych dyżurów będzie przyglądanie się pracy komisji PKW. Przypominamy, że przy rejestracji Komitetu Wyborczego Grzegorza Brauna komisja PKW odrzuciła 7 procent podpisów. Autor publikacji z portalu onet.pl zauważył, że w przypadków wymaganych 100 tys. podpisów „bezpieczna liczba podpisów to ok. 120 tys.” Nasz Komitet zgromadził ich ponad 125 tysięcy.


Wiktor Węgrzyn,
Przewodniczący Komitetu Wyborczego Grzegorza Brauna

Ruszamy do PKW – wieziemy 124.419 podpisów poparcia dla Grzegorza Brauna!!!

 

glosuje na brauna
Komunikat Komitetu Wyborczego Grzegorza Brauna – Kandydata na Prezydenta RP

 


W dniu 26 marca 2015 roku Komitet Wyborczy Grzegorza Brauna złożył w Państwowej Komisji Wyborczej 125.468 podpisów.

Zebrane podpisy są efektem wspaniałej pracy, wynikającej z niezwykłego poświęcenia tysięcy wolontariuszy, którzy oddolnie zorganizowali się, aby wesprzeć kandydaturę Grzegorza Brauna.

Pragniemy podkreślić, że praca Komitetu od początku odbywa się bez wsparcia jakiejkolwiek struktury politycznej i realnych środków finansowych, przy jednoczesnym głuchym milczeniu mediów prorządowych i tych sprzyjających koncesjonowanej opozycji.

Do Polaków docieraliśmy głównie dzięki bezpośrednim spotkaniom oraz komunikacji w przestrzeni internetowej. Niezawodne okazały się portale społecznościowe i niezależne od polityków witryny, na których sympatycy Grzegorza Brauna sami z własnej inicjatywy zamieszczali artykuły, fotoreportaże i relacje wideo.

Jak przewiduje autor artykułu pt. „Grzegorz Braun uzbierał ponad 100 tys. podpisów” opublikowanego na portalu onet.pl (w dniu 26 marca) „kilka procent podpisów zawsze z różnych powodów jest przez PKW odrzucanych – bo ktoś pomylił PESEL albo nazwisko jest nieczytelne”. Dlatego osoby wyznaczone przez Komitet Wyborczy Grzegorza Brauna będą pełnić dyżury w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej. Celem tych dyżurów będzie przyglądanie się pracy komisji PKW. Przypominamy, że przy rejestracji Komitetu Wyborczego Grzegorza Brauna komisja PKW odrzuciła 7 procent podpisów. Autor publikacji z portalu onet.pl zauważył, że w przypadków wymaganych 100 tys. podpisów „bezpieczna liczba podpisów to ok. 120 tys.” Nasz Komitet zgromadził ich ponad 125 tysięcy.


Wiktor Węgrzyn,
Przewodniczący Komitetu Wyborczego Grzegorza Brauna