Monthly Archives: Sierpień 2015

Dr Jerzy Jaśkowski: Jak się tworzy fałszywych bohaterów. Na przykładzie  Elżbiety Zofii Zawackiej 11.01.2014-

Toruń uczcił piątą rocznicę śmierci gen. Elżbiety Zawackiej  patrz


 

TYLKO PRAWDĄ A PRACĄ NARÓD ŻYJE I DŹWIGA SIĘ, A KŁAMSTWO JAK OPIUM UPAJA , TRUJE I USYPIA”

 

ks.profesor Walerian Kalinka artykuł

 

“Elżbieta Zawacka 1909 -2009 -kurierka AK”.Autor gloryfikuje w/w panią tworząc z jej życiorysu zalążki tzw. bohatera narodowego.

 

Wpisał: Mirosław Dakowski 09.11.2008.

 

Kurierka AK Elżbieta Zawacka 1909 – 2009

 

Wzięte z: http://wirtualnapolonia.wordpress.com/2008/11/08/kobieta-ze-az-strach/

 

Kobieta, że aż strach

 

Bezczelnie podawała się za Niemkę albo kryła się w tendrze parowozuPrzekradała się przez ośnieżone przełęcze Pirenejów i skakała w nocy ze spadochronem. Kurierka AK Elżbieta Zawacka ma dziś 99 lat. W wieku 85 lat opanowała obsługę komputera. Choć w marcu skończy sto lat, “Zo” wciąż wymyśla kolejne prace pracowniczkom fundacji.

 

Przemysław Kucharczak/ 06.11.2008 www.goscniedzielny.pl

 

Dziś, 10 stycznie 2009 roku odeszła na Wieczną wartę. W Cześć Jej Pamięci! Światłość Wiekuista niech Je świeci!

 

Informacje zawarte w materiałach dokumentalnych o p.Elżbiecie Zawackiej, są zupełnie inne aniżeli w omawianym wyżej artykule i materiałach internetowych.

 

http://www.google.com/search?client=safari&rls=en&q=gen+Zoja+Zawadzka&ie=UTF-8&oe=UTF-8 http://hotnews.pl/artpolska-1315.html

 

P. Zawacka urodziła się w Toruniu w 1908 roku, ale jej rodzina pochodziła z Chełmna nad Wisłą.Zawaccy byli spokrewnieni ze Skwierawskimi z Pruszcza Gdańskiego [ Skwierawski, wujek Elżbiety, był zawiadowcą stacji w Pruszczu Gdańskim. Po 01.09 1939 okazało się, że cała trójka braci Skwierawskich była szpiegami niemieckimi bardzo groźnymi dla Polski.[ str 47, Zbrodnie…]

 

Informacje zawarte w materiałach dokumentalnych o p.Elżbiecie Zawackiej, są zupełnie inne aniżeli w omawianym wyżej artykule i materiałach internetowych http://www.google.com/search?client=safari&rls=en&q=gen+Zoja+Zawadzka&ie=UTF-8&oe=UTF-8 http://hotnews.pl/artpolska-1315.html

 

P. Zawacka urodziła się w Toruniu w 1908 roku, ale jej rodzina pochodziła z Chełmna nad Wisłą.Zawaccy byli spokrewnieni ze Skwierawskimi z Pruszcza Gdańskiego [ Skwierawski, wujek Elżbiety, był zawiadowcą stacji w Pruszczu Gdańskim. Po 01.09 1939 okazało się, że cała trójka braci Skwierawskich była szpiegami niemieckimi bardzo groźnymi dla Polski.[ str 47, Zbrodnie…]Pani Zawacka w 1935 roku pracowała w prywatnej szkole niemieckiej – prowadzonej przez Niemca – Kaszubego w Sęmpolniegdzie uczyła niemieckiego i matematyki. Szkoła ta jawnie faszystowska , popierająca Hitlera, została zamknięta przez polskie władze w rok później.Pani Zawacka z powodu swoich faszystowskich przekonań, po tym zdarzeniu, nie mogła znaleźć pracy w szkołach polskich.Przez rok pracowała w zakładzie opiekuńczym pod Poznaniem, co podaje w swoim własnoręcznie napisanym życiorysie. [kserokopia w książce pt. Zbrodnie polskojęzycznej grupy Gestapo przemianowanej po 1945 roku na UB – Stefan Dargacz Wydanie Gdynia 2010r. str. 44].

 

Więcej o UB:•http://pl.wikipedia.org/wiki/Ministerstwo_Bezpiecze%C5%84stwa_Publicznego

 

•http://naszawitryna.pl/ksiazki_71.html •http://www.youtube.com/watch?v=vPXmfGY37Do

 

Zawacka była znana na Pomorzu jako szpieg niemiecki i dlatego pracowała w Warszawie. W czasie pobytu w Warszawie współpracowała z grupą polskojęzyczną Gestapo tj. Aleksandrem Arendtem, Janem Kaszubowskim vel Hansem Kessnerem, Ludwikiem Miotk, Janem Szalewskim, Bernardem Szczęsnym, Janem Biangą oraz braćmi Skwierawskimi,Jutrzymywała ścisłe kontakty z Gestapo przy ul. Szucha. Już po wojnie Zawacka działała aktywnie w zacieraniu śladów zbrodni niemieckich.Przykładowo, w Zielone Świątki, 26 maja 1947 roku, w Kościerzynie, organizuje uroczystość na którą przyjeżdża płk NKWD i agent Gestapo w jednej osobie Bolesław Bierut. [od 1935 roku współpracujący z Gestapo – “ Zbrodnia na Morzu Białym 1940”] oraz inny agent, Gestapo Michał Rola Żymierski wraz z pierwszym premierem komunistycznego Rządu w Polsce – Edwardem Osóbką Morawskim. Uroczysty zjazd był poświęcony nadaniu honorowego obywatelstwa Kościerzyny– B.Bierutowi i M.Roli Żymierskiemu W zamian “Honorowi Obywatele” odznaczyli Jana Szalewskiego i Aleksandra Arendta, Medalem Zwycięstwa i Wolności [gazeta 27 maja 1947 Gryf Kościerski]/Uroczystość została uświęcona mszą polową. W ten sposób wzajemnie się popierając sugerowali, że są Polakami i Katolikami.W tym okresie Arend i jego grupa zakładają Zrzeszenie Kaszubskie w Wejherowie 12-13 stycznia 1946r. Po rozwiązaniu UB , w 1957roku. A.Arend mianuje E.Zawacką prezesem nowo przekształconej organizacji Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego , oddziału w Toruniu przy ul. Wielkie Garbary 2. [ po połączeniu z Zrzeszeniem Kociewskim w 1964r.] http://www.pl.wikipedia.org/wiki/Zrzeszenie_Kaszubskie

 

Zawacka sprytnie przekształciła oddział toruński Zrzeszenie na Fundację Archiwum i Muzeum Pomorskie Armii Krajowej oraz Wojskowej Służby Polek, Toruń, ul. Wielkie Garbary 2 .Oto kolejne etapy przekształceń Elżbieta Zawacka, która manipulując pojęciami zaczynając od :

 

1. -Zrzeszenia Kaszubsko Pomorskiego , Oddział w Toruniu ul.Wielkie Garbary 2,

 

2. -poprzez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, Archiwum Armii Krajowej w Toruniu, ul. Wielkie Garbary 2 i dalej

 

3. -od 1990 r. Fundacja Archiwum i Muzeum Pomorskie Armii Krajowej w Toruniu, ul Wielkie Garbary 2

 

4. – Fundacja Archiwum i Muzeum Pomorskie Armii Krajowej i Wojskowej Służby Polek Toruń ul.Wielkie Garbary 2.a kończąć na

 

5. – Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej. Archiwum i Muzeum Pomorskie Armii Krajowej oraz Wojskowej Służby Polek w Toruniu http://www.um.torun.pl/AK/

 

Most im. gen. Elżbiety Zawackiej w Toruniu (2010-2014) patrz

 

Wywiad z agentką gestapo Miałam szczęśliwe życie słuchaj

 

W taki prosty sposób, Elżbieta Zawacka-gen. Zoja, przekształciła się z agentki gestapo w bohaterską postać z AK.Aleksander Arend w tym okresie otrzymał między innymi takie odznaczenia jak: np. w 1955 roku Medal X lecia Polski Ludowej. 1957- Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski itd.Więcej można znaleźć w publikacji pt.: ”Zbrodnie Polskojęzycznej Grupy gestapo przemianowanej po 1945 roku na UB w okresie okupacji niemieckiej i sowieckiej w Polsce”. Gdynia 2010r.

 

Wypada podkreślenia fakt, że filia Fundacji mieści się w Gdańsku przy ul Chlebnickiej.A swoją drogą to Toruń ma pecha, jakiś astronom donosicielem, teraz główna bohaterka-szpiclem. Takie są skutki zaniedbań Lustracji. Ale jak można uczyć teraz młodzież? A niedawno Gazeta Wyborcza porównywała tą panią z Marią Curii Skłodowską. No cóż , jaka gazeta takie porównania.

 

Dr Jerzy Jaśkowski

 

Muzeum “Sybir pro memento”www.deportacje.eu

 

PS. http://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_Arendt – Aleksander ArendtPostać Aleksandra Arendta wywołuje dużo sporów i emocji. Część badaczy i byłych członków TOW „Gryf Pomorski” oskarża go o współpracę z / http://pl.wikipedia.org/wiki/NKWD / NKWD i polskimi komunistycznymi służbami specjalnymi. Istnieją kontrowersje dotyczące jego aresztowania przez Niemców. W oficjalnej biografii występuje 12 maja 1944 r., natomiast odkryte w archiwach jego życiorysy z 1945 i 1946 r. podają inne daty: 18 października lub listopad 1943 r. W związku z tym nie wiadomo, czy rzeczywiście mógł on do maja 1944 r. pełnić funkcję komendanta naczelnego TOW „Gryf Pomorski”. Nie wiadomo także, jaką postawę zajął po aresztowaniu przez Niemców, czy nie poszedł na współpracę i dlatego został zwolniony. Z dostępnych relacji wynika, że prawdopodobnie przebywał na wolności do maja 1944 r., a więc w dotychczasowych opracowaniach występuje wyraźna sprzeczność. Pewna natomiast jest jego współpraca z UB w charakterze tajnego informatora, co odkryli historycy Instytutu Pamięci Narodowej. Nie można jednak w sposób jednoznaczny określić, kiedy i czy ona wogóle ustała.

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ministerstwo_Bezpiecze%C5%84stwa_Publicznego

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Instytut_Pami%C4%99ci_Narodowej

 

Z zachowanych dokumentów wynika, że od /http://pl.wikipedia.org/wiki/1953/ 1953 r. był tajnym współpracownikiem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Gdańsku i do /http://pl.wikipedia.org/wiki/1956/ 1956 r. wywiązywał się ze swoich agenturalnych zadań. Prawdopodobnie do jego współpracy z organami bezpieczeństwa NKWD i UB mogło dojść już w 1945 r., jednak brak na ten temat pewnych informacji w dostępnych źródłach.

 

Zobacz także: http://pl.wikipedia.org/wiki/Specjalna:Kategorie

 

Kategorie: http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Polscy_kolaboranci_III_Rzeszy

 

Polscy kolaboranci III Rzeszy

 

• http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Funkcjonariusze_niemieckich_s%C5%82u%C5%BCb_specjalnych Funkcjonariusze niemieckich służb specjalnych

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Funkcjonariusze_rosyjskich_i_radzieckich_s%C5%82u%C5%BCb_specjalnych Funkcjonariusze rosyjskich i radzieckich służb specjalnych

 

Politycy będący członkami Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Zrzeszenie_Kaszubsko-Pomorskie&action=edit&section=7″

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dorota_Arciszewska-Mielewczyk” Dorota Arciszewska-Mielewczyk

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Budnik” Jerzy Budnik

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Gerard_Czaja” Gerard Czaja

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Kleina” Kazimierz Kleina

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Plocke” Kazimierz Plocke

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jaros%C5%82aw_Sellin” Jarosław Sellin

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Donald_Tusk” Donald Tusk

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Edmund_Wittbrodt” Edmund Wittbrodt

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Wyrowi%C5%84ski” Jan Wyrowiński

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Kulas” Jan Kulas

 

PS.2. Podobnie wygląda sprawa pojednania kościołów w dniu 17 sierpnia 2012 roku…

CFN: Właśnie wróciłem z 23 Rzymskiego Forum (30.06-10.07) nad jeziorem Garda, wyjątkowego wydarzenia które odbyło się w jednej z najpiękniejszych miejsc na świecie. Jego piękno zapierało dech w piersiach, atmosfera katolickiego koleżeństwa wspaniała, i pierwszej klasy wykłady.

Na zakończenie wydaliśmy ważne Oświadczenie „Jeziora Garda” podpisane przez dr Johna Rao, ks. Richarda Munkelta, prof. Thomasa Heinricha Starka, Christophera Ferrarę, Sebastiana Morello, Michaela Matta i przeze mnie. To Oświadczenie zostanie zamieszczone na wielu katolickich portalach i w prasie. Mam nadzieję, że przeczytacie to Oświadczenie, i będziecie ośmieleni jego treścią, i podzielicie się nią z innymi. Kościół Wojujący jest żywy i ma się dobrze na Rzymskim Forum – John Vennari

„Błagamy rzymskiego papieża by zawrócił Kościół z kursu ostatnich 50 lat, porzucając katastrofalne ‚otwarcie na świat’ i niekończący się ‚dialog’ i bezowocną współpracę z zajadłymi wrogami Kościoła…”

a

Oświadczenie Forum

O kryzysie eklezjalnym i cywilizacyjnym

Preambuła

Wśród katolików narasta przekonanie, że występujący w Kościele kryzys i drastyczny upadek moralny naszej cywilizacji weszły w kluczową nową fazę, która stanowi punkt zwrotny w historii świata.

W Kościele Synod ds. Rodziny rozwinął się w bitwę w obronie nierozwiązywalności małżeństwa przed atakiem z wewnątrz, ustawiającą kardynała przeciwko kardynałowi i biskupa przeciwko biskupowi. Synod wyprodukował relatio zaakceptowane przez samego papieża, które wzywa do dopuszczenia rozwiedzionych lub w ponownych związkach małżeńskich katolików do Komunii Świętej na podstawie „pojedynczych przypadków”, bez żadnego wyrzeczenia się cudzołóżczych relacji, wbrew wyraźnemu nauczaniu papieża Jana Pawła II, zgodnego z linią wiecznej nauki Kościoła. [1] Ten sam dokument mówi o „wartościowaniu” orientacji homoseksualnych”, uznając „cenne poparcie dla życia partnerów” rzekomo zapewnianych przez „związki homoseksualne”. [2] Bp Athanasius Schneider słusznie zauważa, że „jest to pierwszy dokument w historii Kościoła, żeby taki heterodoksyjny tekst został faktycznie opublikowany jako dokument z oficjalnego spotkania katolickich biskupów pod przewodnictwem papieża, mimo że tekst miał tylko charakter wstępny”. [3]

W Irlandii, powszechne referendum zalegalizowało „małżeństwa homoseksualne” w tym wcześniej przykładowym katolickim kraju, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych większość sędziów Sądu Najwyższego narzuciła „małżeństwa homoseksualne” na wszystkie 50 stanów. A papież i Watykan milczeli. W tym samym czasie Watykan jest gospodarzem konferencji na temat zmian klimatu ze znanymi ateistami, którzy opowiadają się za kontrolą populacji i „celami zrównoważonego rozwoju” (SDGs), które tylko uciskają zwykłych ludzi, w tym ubogich, pozostawiając nietkniętą hegemonię międzynarodowych korporacji, które faktycznie pracują z ONZ nad wprowadzeniem globalnych SDG. Sam Watykan zatwierdził wezwanie SDG by państwa członkowskie „gwarantowały powszechne zdrowie seksualne i reprodukcyjne oraz prawa”. [4]

Kiedy narody schodzą coraz szybciej w otchłań zepsucia, papież wydał 185-stronicową encyklikę o kryzysie ekologicznym, który odwraca uwagę od katastrofalnego upadku moralności seksualnej w cywilizacji zdominowanej przez rozwody, antykoncepcję i aborcje. Co do aborcji, encyklika mówi o „embrionie ludzkim” w kontekście „troski o ochronie przyrody”, podczas gdy wcześniej lamentowała nad wyginięciem gatunków roślin i zwierząt, jako straty dla naszych dzieci i zmniejszeniem chwały należnej Bogu. [5]

Powtarzając opinię wielu katolików, bp Schneider stwierdził, że jesteśmy w samym środku „czwartego wielkiego kryzysu” w historii Kościoła, z udziałem „ogromnego zamieszania wokół doktryny i liturgii. Jesteśmy już w nim przez 50 lat”. [6] W tym kontekście, Roman Forum, założone przez nieżyjącego Dietricha von Hildebranda, postanowiło wydać to Oświadczenie o kryzysie kościelnym i cywilizacyjnym, wzywającym przywódców Kościoła, przede wszystkim papieża, by powrócił na ścieżkę, z której wiele ludzkiego elementu Kościoła zeszło od II Soboru Watykańskiego. Ponieważ uważamy, że ten podwójny kryzys jest chrystologiczny, a nie ekologiczny, wzywamy w szczególności do poprawy tradycyjnego nauczania Kościoła na temat Społecznego Panowania Chrystusa Króla, jako jedynego pewnego środka na dolegliwości doczesne i duchowe, które teraz zagrażają zarówno Kościołowi jak i społeczeństwu.

Wprowadzenie

Tylko 11 lat przed rozpoczęciem II Soboru Watykańskiego, papież Pius XII wydał prorocze napomnienie. Mówiąc o długiej historii członków Kościoła „dokładających wszelkich starań w celu nawracania współobywateli na religię Jezusa Chrystusa i kształtowania ich moralności według jej wzorca, tak aby chronić zarówno religię jak i państwo przed zbliżającym się niebezpieczeństwem”, Pius XII wezwał do odnowienia działalności misyjnej w obliczu rosnącego widma apostazji cywilizacyjnej i jej fatalnych skutków:

„Czcigodni Bracia, dobrze wiecie, że prawie cały rodzaj ludzki pozwolił dzisiaj napędzać się dwu przeciwstawnym obozom, za Chrystusem i przeciw Chrystusowi. Ludzkość przeżywa obecnie największy kryzys, którego skutkiem będzie albo zbawienie przez Chrystusa, albo jej straszna destrukcja„. [7]

Ocena Piusa XII, zgodna z jego poprzednikami w długiej konfrontacji Kościoła z błędami modernizmu, została nagle porzucona po Soborze na rzecz obecnie obowiązującego „soborowego optymizmu” na temat tego co Gaudium et spes nazwał „obecnym trendem światowym”.

Co więcej, w Kościele widzieliśmy w epoce posoborowej to co przyszły papież Benedykt XVI znakomicie nazwał „ciągłym procesem rozpadu, który odbywał się w dużej mierze na podstawie odwołań do Soboru, a tym samym skompromitował Sobór w oczach wielu ludzi”. [8] Źle zdefiniowany ekumenizm promuje to co papież Pius XI nazwał „najpoważniejszym błędem, który całkowicie niszczy fundamenty wiary katolickiej” – co oznacza ideę, że jedność chrześcijan nie wymaga już „powrotu do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusa tych, którzy od niego odeszli” [9] – jakby przynależność do Kościoła Katolickiego już nie miała znaczenia dla zbawienia dusz. Stały proces „dialogu” zastępuje szczere głoszenie przez Kościół konieczności nawrócenia na jedyną prawdziwą religię zarówno dla rozkwitu człowieka w tym życiu, jak i wiecznego szczęścia w życiu przyszłym. Wraz z tymi wydarzeniami, bezprecedensowa reforma liturgiczna opracowana przez komitet zakończyła się tym co kard. Ratzinger nazwał „upadkiem liturgii” [10], a później jako papież Benedykt XVI, „banalizacją liturgii”. [11]

Mimo, że tradycyjne nauczanie wciąż można znaleźć w oficjalnych dokumentach Kościoła, w praktyce duchowni wydają się odrzucać jej bosko przyznany status jako axis mundi, zgodnie z którym wszystkie ziemskie rzeczy są ukierunkowane na chwałę Boga i transcendentne dobro wspólne wiecznego szczęścia. Ta niepokojąca tendencja, opisana tak jakby to było wybitnie korzystne „otwarcie na świat”, wywarła swoje piętno na wszystkich aspektach życia Kościoła, łącznie z treścią niniejszego Oświadczenia: katolicka nauka społeczna o obowiązkach ludzi i narodów wobec Chrystusa Króla i tragicznych konsekwencjach niehonorowania tych obowiązków w życiu osobistym, społecznym i politycznym.

Prawdziwe nauczanie społeczne

Prawdziwe nauczanie społeczne Kościoła Katolickiego stale przypominało wiernym o ich bosko nałożonym obowiązku zajmowania się potrzebami ubogich zgodnie z powszechnym przeznaczeniem dóbr ziemskich, oraz w posłuszeństwie wobec nakazu naszego Pana: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. [12] Żadna ludzka organizacja nigdy nie przebiła Kościoła w trosce o ubogich, nawet jeśli nie jest to jego główną misją na ziemi. Ale nigdzie nie nakazuje on wiernym żadnego obowiązku oddania zarządzania sprawiedliwością i miłosierdziem ani „niewidzialnej ręce”, ani biurokracjom prawnym kontrolowanym przez ludzi bez wiary, którzy częściej niż nie są ciemiężcami ubogich pod pozorem obrony ich praw. Widzimy konsekwencje tego oddania, na przykład w skrajnym ubóstwie Ameryki Łacińskiej, gdzie globalny kapitalizm bezdusznie wykorzystywał siłę roboczą, a „teologia wyzwolenia” podsycała brutalną rewolucję nikogo nie wyzwalając.

Katolicka nauka społeczna zobowiązuje nas do sprzeciwu wobec kapitalistycznego indywidualistycznego materializmu, jak również socjalistycznego kolektywnego materializmu. Obu brakuje właściwego katolickiego sensu i naturalnego ładu i oba brutalnie lekceważyły moralność chrześcijańską i Boży świat. Globalistyczny kapitalizm, umożliwiony przez rządowe przywileje i protekcje, jak również odwołania bojowników do „amerykańskiej wyjątkowości”, zdobył największe poparcie w konserwatywnych kręgach katolickich. Z drugiej strony, tysiącletnie programy socjalistyczne, obejmujące takie elementy jak „cele zrównoważonego rozwoju”, reżimy regulacyjne na świecie i wewnętrznie antychrześcijańskie ramy prawne, w tym ONZ, teraz odzyskują przychylność przy pomocy obecnego papieża.

Oba są równie destrukcyjne dla prawidłowego zrozumienia jak radzić sobie z realnymi problemami rodziny, porządkiem obywatelskim jako całością, powszechnym pokojem i środowiskiem. Oba jednakowo zaniedbują kluczowy kontekst losu człowieka jako jedynego stworzenia obdarzonego nieśmiertelną i rozumną duszą potrzebującą łaski odkupienia, wytrwałości w unikaniu poważnie złego postępowania i ostatecznego osiągnięcia szczęścia wiecznego – najwyższego dobra któremu należy podporządkować wszystkie ziemskie działania. Tak więc, jak podkreślił papież Leon XIII w swojej przełomowej encyklice społecznej Rerum novarum:

„Życie ciała jakkolwiek drogocenne i pożądane, nie jest przecież ostatecznym celem naszego istnienia, lecz drogą i środkiem do udoskonalenia życia duchowego, przez poznanie prawdy i miłość dobra.

Dusza ma wyryty na sobie obraz i podobieństwo Boże i jest siedliskiem owej władzy zwierzchniej, dla której rozkazano człowiekowi panować nad tworami niższymi, i dla pożytku własnego na usługi swe obracać wszystkie kraje i morza. ‚Napełniajcie ziemię i czyńcie ją sobie poddaną: i panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem powietrznym i nad zwierzęty, które się ruszają na ziemi’.” [13] http://www.rzeczynowe.pl/rerum_novarum_tekst_encykliki.html

Prawdziwy apel Kościoła do ludzi dobrej woli

Szanując przestrzeganie przez społeczeństwo powszechnie obowiązujących zasad moralnych zawartych w katolickiej nauce społecznej, papieże przed II SW nigdy nie wahali się by naciskać, że z racji swego Boskiego założenia i powszechnej misji Kościół ma unikalną zdolność ustanowienia braterstwa między ludźmi, które w przeciwnym wypadku jest utopijnym marzeniem przeznaczonym do produkcji dystopijnych rezultatów.

Kościół nigdy nie przestał zwracać się z apelem do wszystkich ludzi dobrej woli, którzy w świetle naturalnego rozumu szukują dobra i opłakują zło, które atakuje społeczeństwo w naszych czasach. Ale tego apelu nie powinno się mylić z niewybredną współpracą ze świeckimi liderami, których plany i struktury społeczno-polityczne i ekonomiczne tak często okazują się wrogie wobec wiecznych wartości uznawanych przez ludzi dobrej woli w sposób naturalny. Jest to raczej zaproszenie do wejścia na drogę Kościoła Katolickiego, gdzie poszukiwacze prawdy znajdą w obfitości to czego szukają. To nie jest tylko „triumfalizm”, a raczej radosne uznanie nieporównywalnych dóbr, zarówno naturalnych jak i nadprzyrodzonych, którymi Bóg obdarza człowieka przez Jego Kościół. Kościół nie odrzuca świata, a raczej szuka jego doskonałości w łasce.

Jak zadeklarował papież Pius XI w Ubi Arcano Dei (1922), wspanialej encyklice o „Pokoju Chrystusa w Królestwie Chrystusa”, Święty Kościół Katolicki jest „z mocy boskiego ustanowienia jedynym depozytariuszem i interpretatorem idei i nauk Chrystusa”, i „tylko on posiada w każdym całkowitym i prawdziwym sensie siłę skutecznej walki z filozofią materialistyczną, która już zagroziła, i dalej zagraża, taką ogromną szkodą dla domu i państwa”. Zgodnie z tym, to Kościół, i tylko on, „może ustawić życie publiczne i prywatne na drodze do sprawiedliwości domagając się by wszystko i wszyscy ludzie stali się posłusznymi Bogu…” [14]

Jak zadeklarował papież Pius X odnośnie błędnych wysiłków wplątania Kościoła w ziemskie przedsięwzięcia promowania powszechnego braterstwa, „Jeżeli bowiem pragnie się osiągnąć (a My pragniemy tego z całego serca) możliwie największe szczęście dla społeczeństwa i dla każdego z jego członków poprzez braterstwo bądź – jak poza tym się głosi – przez ogólnoludzką solidarność, to potrzeba zjednoczenia dusz w prawdzie, jedności pragnień w moralności oraz zjednoczenia serc w miłości do Boga i do Jego Syna Jezusa Chrystusa. Jedność ta daje się zrealizować jedynie poprzez katolicką miłość bliźniego, która jedynie może poprowadzić narody w ich przybliżaniu się do ideału cywilizacji”.[15]

Pius X, Notre charge apostolique. Tekst polski

Ale dziś przywódcy Kościoła prezentują jego rolę jedynie jako propozycję „wkładu” w ogromny i dość beznadziejny neo-pelagiański projekt, w którym ONZ albo inna „światowa władza polityczna” będzie służyć jako ramy prawne dla solidarystycznego porządku świata, w którym równymi uczestnikami będą „wierzący”, niezależnie od religii, i niewierzący. Projekt ten jest skierowany nie w górę w kierunku nieba dla zbawienia dusz, ale w historii w kierunku bezbożnego, beznadziejnego i boleśnie banalnego Miasta Człowieka, fałszywie chwalonego jako „cywilizacja miłości” albo „odnowa ludzkości”.

Ale prawda jest taka, że Kościół Katolicki, który jest Mistycznym Ciałem Chrystusa, jest odnową ludzkości, odnową możliwą tylko przez przeniesienie upadłych ludzi w stan łaski uświęcającej i w konsekwencji wyniesienie ludzkiego społeczeństwa do wysokości do której nigdy nie mogłoby dojść jakimkolwiek czysto ludzkim wysiłkiem. Tak więc jest to świat, który ma obowiązek wniesienia wkładu w dzieło Kościoła. Jednak ze zdumieniem widzimy historycznie nagłe odwrócenie właściwego porządku rzeczy w podejściu Kościoła do swojej misji w ludzkim społeczeństwie.

Gdzie Społeczne Panowanie Chrystusa?

Biorąc to wszystko pod uwagę musimy zadać sobie pytanie: Co stało się z pewnością Kościoła dotyczącą jego wyłącznej i bosko uświęconej roli w słusznym uporządkowaniu spraw ludzkich, a także promowaniu prawdziwego braterstwa między ludźmi? Czy przywódcy Kościoła zapomnieli, że jego założycielem jest Bóg Wcielony? Czy jakoś zagubili boskie zadanie „nauczania wszystkich narodów”? [16] Czy oni wciąż wierzą w zdefiniowany dogmat, że Kościół jest jedyną arką zbawienia? Czy jeszcze pamiętają ostrzeżenie naszego Pana: „beze Mnie nic nie możecie uczynić”? [17] Czy oni nie mają już zaufania do Jego obietnicy: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga i Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane”? [18]

Gdyby upadek porządku społecznego na całym świecie można było w jakimkolwiek zakresie scharakteryzować jako kryzys ekologiczny, to jak może być czymkolwiek jak tylko przejawem głębszego kryzysu chrystologicznego – uniwersalnym buntem przeciwko Chrystusowi i Prawu Ewangelii opłakiwanym przez papieża po papieżu przed pojawieniem się niewytłumaczalnego soborowego optymizmu? Wracając do trzeźwego realizmu jego poprzedników, których teraz bagatelizuje się jako „proroków zagłady”, papież Benedykt XVI w przemówieniu do duchowieństwa Rzymu, niecałe dwa lata przed nagłym końcem jego pontyfikatu, ostrzegł, że „zasadniczy konsensus pochodzący z dziedzictwa chrześcijańskiego” został utracony, „miejsce rozumowania moralnego… przejęte przez racjonalność instrumentalną”, „najbardziej elementarne zasady humanitaryzmu upadają”, a w konsekwencji „zaćmienie rozumu… zagrożona jest przyszłość świata„. [19]

Los świata w każdej epoce od Wcielenia wiązał się ze stanem Kościoła. Moc Kościoła by odnowić oblicze ziemi obejmuje nie tylko przywrócenie wiary, nadziei i miłości w duszach ludzkich, ale także obronę naturalnego rozumu przeciwko szturmom sofistów w każdym wieku. On sam podtrzymał prawidłową syntezę fides et ratio. [20] Sukces Kościoła w realizacji tego potężnego dzieła w całej historii zawsze zależał od jego wigoru w realizacji tego co nazywa Społecznym Panowaniem Chrystusa. Ale to właśnie ”współczesny świat” odrzucił Społeczne Panowanie Chrystusa, kiedy duchowni milczą na temat wpływu Chrystusa Króla na ludzi i narody. Dzisiaj on nie tylko wycofuje się z każdej konfrontacji z „rządcami świata tych ciemności” i „duchowemu złu na wyżynach niebieskich” [21], ale obsesyjnie szuka dialogu i współpracy z tymi siłami, które nie pragną niczego bardziej żarliwie niż ostatecznej kapitulacji Kościoła wobec ducha czasów.

Ale prawda pozostaje. Jak Pius X nalegał na przełomie XX wieku: „Nie można ustanowić społeczeństwa, jesli Kościół nie ułoży jego podwalin i nie będzie nadzorował pracy; nie, cywilizacja nie jest czymś co jeszcze można znaleźć, ani nie jest Nowym Miastem powstającym na mglistych pojęciach; ono istniało i nadal istnieje: jest to cywilizacja chrześcijańska, jest to Katolickie Miasto. Musi tylko być ustanowione i ciągle przywracane przeciwko nieustannym atakom szalonych marzycieli, buntowników i łotrów. OMNIA INSTAURARE IN CHRISTO”. [22]

W niezwykłym przeciwieństwie, panująca mentalność leżąca u podstaw kryzysu w Kościele jest przekonana, że ten święty papież jest nikim innym niż idylliczną fantazją – choć to odzwierciedla kształt i wzorzec kształtujący i prowadzący całą naszą cywilizację chrześcijańską. Stracona dla propagatorów tego łatwego odrzucenia doktryny Społecznego Panowania, jest ironia ich własnego ideologicznego dążenia do tego co Pius X nazwał „jedynie werbalną i chimeryczną konstrukcją, w której zobaczymy, świecące w zbieraninie, i uwodzicielskiej konfuzji, słowa Wolność, Sprawiedliwość, Braterstwo, Miłość, Równość i ludzka radość, wszystko opierające się na źle rozumianej godności człowieka”, i produkujące, gdyby kiedykolwiek miały być zrealizowane”, Demokrację, która nie będzie ani katolicka, ani protestancka, ani żydowska. Będzie to religia… bardziej uniwersalna niż Kościół Katolicki, jednocząca wszystkich ludzi [jako] braci i towarzyszy, w końcu w ‚Królestwie Bożym’…” [23]

Podsumowanie

Nawrócenie narodów do Chrystusa i ufność w Opatrzność Bożą to dwa filary każdego prawdziwie sprawiedliwego społeczeństwa. Ale po 50 latach wyimaginowanej kościelnej „odnowy”, generalicja przywódców Kościoła wydaje się odrzuciła w praktyce obowiązek dążenia do nawracania narodów, jakby wierzyła, że metanoia społeczna była już niemożliwa, nawet dla Boga. Za tą utratą bojowości stoi ściemnienie samej wiary. W arcydziele o sprawie kryzysu posoborowego, Iota Unum, wielki Romano Amerio zauważył, że „Wiara w Opatrzność głosi możliwość, że świat może się podnieść i zostać uzdrowiony przez metanoię, której nie może zainicjować, ale która zostanie przyjęta kiedy się ją zaoferuje”. [24] Ta oferta musi pochodzić od Kościoła, tak jak było w każdym wieku, kiedy upadek cywilizacji został odwrócony w cudowny sposób pod jego nadprzyrodzonym wpływem.

Kryzys kościelny i ściśle związany z nim kryzys cywilizacyjny zakończą się tylko wtedy, gdy oferta Kościoła o metanoi społecznej zostanie odnowiona po raz kolejny. Ale tylko Wikariusz Chrystusa może skutecznie złożyć światu tę ofertę. Tylko on może zakończyć co sprowadza się do bezprecedensowego de facto zawieszenia prawdziwej misji Kościoła w imię Soboru, którego niespokojny „duch”, wychodząc daleko poza nawet problematyczne teksty soborowe, wyprodukował, co Benedykt XVI, mówiąc kilka dni przed jego tajemniczą abdykacją, opisał jako „tak wiele katastrof, tak wiele problemów, tak wiele cierpienia” w Kościele. [25]

Dlatego błagamy panującego Biskupa Rzymu by zawrócił Kościół z kursu ostatnich 50 lat, porzucając fatalne „otwarcie na świat” i niekończący się „dialog” i bezowocną współpracę z nieubłaganymi przeciwnikami Kościoła. Jeśli chodzi o Synod, pilnie zwracamy się do papieża, by położył kres wszystkim dalszym wysiłkom na rzecz wykorzystywania procesu synodalnego do podważania nierozerwalności małżeństwa, a tym samym całego gmachu moralnego Kościoła, za pomocą sofistycznego rozdźwięku między nauką i praktyką, robiąc kpinę nie tylko ze słów samego naszego Pana, ale także nauczania Jana Pawła II, że „jedynie poprzez przyjęcie Ewangelii mogą się spełnić nadzieje jakie człowiek słusznie kładzie w małżeństwie i w rodzinie”. [26]

I na koniec błagamy Biskupa Rzymskiego by spełnił swój obowiązek jako Wikariusz Chrystusa i Powszechny Pasterz prowadząc drogą do przywrócenia ciągłości między czcigodnym nauczaniem Kościoła o Społecznym Panowaniu Chrystusa, nigdy nie uchylonym, i praktyką duchownych obu szczebli – wysokiego i niskiego. Jest to zgodne z nowym Katechizmem Kościoła Katolickiego, który przypomina święty obowiązek katolików – ewangelizacji współobywateli i pracy dla transformacji ładu społecznego w zgodzie z królowaniem Chrystusa:

„Prowadząc nieustannie dzieło ewangelizacji, Kościół pracuje nad tym, by ludzie starali się o „kształtowanie w duchu chrześcijańskim sposobu myślenia i obyczajów, praw oraz ustroju własnej społeczności„. Obowiązkiem społecznym chrześcijan jest szanowanie i pobudzanie w każdym człowieku umiłowania prawdy i dobra. Wymaga on od nich, by przyczyniali się do rozpowszechniania jedynej prawdziwej religii, która istnieje w Kościele katolickim i apostolskim. Chrześcijanie są powołani, by być światłością świata. W ten sposób Kościół ukazuje królowanie Chrystusa nad całym stworzeniem, a szczególnie nad społecznościami ludzkimi„. [27]

http://www.tezeusz.pl/cms/tz/fileadmin/user_upload/startowa/KATECHIZM_KO_CIO_A_KATOLICKIEGO.pdf

W tych intencjach utworzymy własną modlitwę Pańską dla pierwszego papieża, który z pewnością odnosi się również do każdego z jego następców, szczególnie w tym wieku niezrównanej diabelskiej dezorientacji: I Pan powiedział: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci”. [28]

Maryjo, Wspomożycielko Wiernych, módl się za nas!

9 lipca 2015-08-21

23 Coroczne Letnie Sympozjum Rzymskiego Forum

[23rd Annual Summer Symposium of the Roman Forum]

Gardone Riviera

Dr John C Rao (Oksford)
Dyrektor, The Roman Forum
Ks. dr Richard A Munkelt
Członek Zarządu The Roman Forum
Prof. Dr Thomas Heinrich Stark
Członek Roman Forum
Mr Christopher A Ferrara
Przewodniczący Amerykańskiego Stowarzyszenia Prawników Katolickich [ACLA]

Michael J Matt
Redaktor, The Remnant

John Vennari
Redaktor, Catholic Family News
Sebastian Morello
Członek Roman Forum

Przypisy
[1] Jan Paweł II, Familiaris Consortio (1981), n. 84.
[2]“Relatio post disceptationem” nn. 47, 50, 52 @ vatican.va.
[3] Wywiad dla LifeSiteNews, 5.11.2014.
[4] Voice of the Family, “Vatican endorsement of UN development goals threatens unborn children,” LifeSiteNews, 30.04.2014.
[5] Franciszek, Laudato si (2015), nn. 33, 120.
[6] Sarah Atkinson, „Bp Atanazy Schneider: ‚Jesteśmy w czwartym wielkim kryzysie Kościoła” [Bishop Athanasius Schneider: ‘We are in the fourth great crisis of the Church], catholicherald.co.uk, 6.06.2014.
[7] Pius XII, Evangelii Praecones (1951), n. 70.
[8] Kard. Józef Ratzinger, L’Osservatore Romano, 9.11.1984, później znany jako Raport Ratzingera
[9] Pius XI, Mortalium Animos (1928), n. 10.
[10] Kard. Józef Ratzinger, Kamienie milowe [Milestones], s. 148.
[11] Benedykt XVI, przemówienie do kleru w Rzymie 14.02.2013.
[12] Mat. 25:40.
[13] Leon XIII, Rerum Novarum (1891), n. 40.
[14] Pius XI, Ubi Arcano Dei (1922), nn. 42-43.
[15] Pius X, Notre Charge Apostolique (1910)
[16] Mat. 28:19.
[17] Jan 15:5.
[18] Mat. 6:33.
[19] Benedykt XVI, Życzenia Bożonarodzeniowe dla Kurii Rzymskiej, 20.12.2010

[20] Cf. I Ekumeniczny Sobór Watykański, Konstytucja Dogmatyczna Dei Filius, Rozdz. 4: O wierze i rozumie, Jan Paweł II, Fides et Ratio, n. 6.
[21] Efez. 6:12.
[22] Pius X, Notre Charge Apostolique.
[23] Ibid
[24] Iota Unum, s. 761.
[25] Benedykt XVI, Przemówienie do rzymskiego kleru, 14.02.2013

[26] Familiaris consortio, n. 3.
[27] Katechizm Kościoła Katolickiego § 2105.
[28] Łuk. 22:31-32.

Źródło: http://www.cfnews.org/page88/files/6de9b031596832d87ce2762932d52615-413.html

Tłum. Ola Gordon

ZA ; http://fides-et-ratio.pl/index.php/2015/08/o-kryzysie-eklezjalnym-i-cywilizacyjnym/

Od 2 czerwca 2015 roku obowiązuje polsko-amerykańskie porozumienie podatkowe w sprawie FATCA (ang. Foreign Account Tax Compliance Act).

Wielki Brat coraz wnikliwiej obserwuje, co robisz ze swoimi pieniędzmi w kraju i za granicą.

Takie ustawy, jak Bank Secrecy Act, USA Patriot Act, a ostatnio Ustawa o ujawnianiu kont zagranicznych FATCA, plus rozliczne dyrektywy powodują, że finansowe instytucje zobowiązane są do donoszenia na swoich klientów do IRS i finansowych służb specjalnych.

Gotówka inaczej

Po roku kalendarzowym banki ślą do IRS i do nas druki 1099 wykazem wypłaconych odsetek. Donoszą też o niektórych transakcjach, ale nie wszystkich.

Powszechne nieporozumienie o śledzeniu nas przez finansowe władze bierze się stąd, że fiskus amerykański jest zainteresowany transakcjami gotówkowymi, by uniemożliwiać pranie brudnych pieniędzy. Jeżeli zaniesiesz do jakiejkolwiek finansowej instytucji (nawet do dealera samochodowego czy kasyna) 10 tys. dol. albo więcej w gotówce, to zgłosi ona ten fakt do Financial Crimes Enforcement Network (FinCEN). Również przewożenie takiej kwoty musi być ujawnione na granicy.

Czy to znaczy, że posługiwanie się gotówką jest nielegalne? Nie. Wolno ci przynieść do banku nawet walizkę banknotów. Urzędnik gotówkę przyjmie, wykona dyspozycję, ale pośle do FinCEN raport zwany Currency Transaction Report albo Suspicious Activity Report. Co FinCEN uczyni z tym fantem? Prawdopodobnie nic, chyba że twoje nazwisko figuruje na liście podejrzanych.

Podejrzane transakcje

Przestroga: Masz 40 tys. dol. gotówką i chcesz je po cichu zdeponować. Wiedząc o limicie 10 tys. dol. planujesz wpłacać po 9 tys. dol. i uważasz, że przechytrzysz fiskusa. Błąd! Federal Deposit Insurance Corporation wymaga (FDIC Rules and Regulations, część 353), by bank identyfikował podejrzane transakcje i zgłaszał je do Financial Crimes Enforcement Network (FinCEN) na formularzu FDIC Form 6710/06, Suspicious Activity Report (SAR). Jeżeli do tej pory przez lata wpłacałeś co tydzień na swoje konto tylko czek z wynagrodzeniem, a nagle zacząłeś przynosić po paczce 100-dolarowych banknotów, to kasjer będzie miał podstawy do zdziwienia.

Oto co mówią przepisy: Bank powinien wypełnić Suspected Activity Report (SAR), jeżeli podejrzewa, albo ma podstawy podejrzewać, że:

– Transakcja dotyczy funduszy pochodzących z nielegalnych źródeł i ma na celu ich schowanie albo zatajenie pochodzenia, własności, pochodzenia albo kontroli tych funduszy.

– Transakcja ma posłużyć do obejścia wymogów Bank Secrecy Act, innych federalnych przepisów lub regulacji albo do unikania obowiązków raportowych.

– Transakcja nie ma biznesowego ani oczywistego celu zgodnego z prawem albo nie jest operacją, którą dany klient normalnie by wykonał. Bank nie widzi rozsądnego wyjaśnienia przyczyny operacji.

Kto patrzy ci na ręce, gdy ślesz pieniądze

Ustawodawcy oraz resort finansowy sprawili, że obrót pieniędzmi jest łatwy dla uczciwych ludzi, ale coraz trudniejszy dla przestępczego światka.

Powiedzmy, że chcesz posłać kilka tysięcy dolarów do rodziny w Polsce. Czy IRS się o tym dowie? Nie. Transfer środków za granicę nie jest zgłaszany do IRS, bo IRS nie jest nim zainteresowany, jako że przelew pieniędzy z konta na konto nie jest transakcją o konsekwencjach podatkowych. Twoje pieniądze zostały już obłożone podatkiem dochodowym w roku, gdy je zarobiłeś. Gdy pieniądze są „czyste”, IRS nie dba, czy przekładasz je z kieszeni do kieszeni czy z konta na konto.

Instytucją, która jest zainteresowana transferami pieniędzy jest OFAC (Office of Foreign Assets Control – czyli amerykańskie Biuro ds. Kontroli Aktywów Zagranicznych), jeden z działów Departamentu Skarbu, który ma za zadanie badanie podejrzanych transferów finansowych. Przepisy nakazują, by instytucje finansowe sprawdzały nazwiska klientów dokonujących finansowych transakcji, w czym pomagają im specjalistyczne serwisy komputerowe podłączone do bazy danych OFAC i innych baz organów ścigania.

Baza danych o podejrzanej działalności

Poufne: Informacje o wszystkich dużych i podejrzanych mniejszych operacjach finansowych (na formularzach SAR) z całego kraju spływają elektronicznie do FinCEN i nanoszone są w specjalnej komputerowej bazie danych. Zadaniem specjalistów tam zatrudnionych jest znalezienie brudnych pieniędzy i wytropienie przestępców, a także ludzi uchylających się od płacenia podatków. Gdy inspektorzy znajdą brudne pieniądze, mogą nie dopuścić do transakcji, a w ściganiu przestępców skorzystać z pomocy policji, prokuratury, kontrolerów skarbowych czy FBI.

FATCA

Do licznych ustaw mających na celu utrudnianie oszustw podatkowych i prania pieniędzy doszła ustawa o ujawnianiu kont zagranicznych (FATCA). Choć uchwalona w roku 2010, wchodzi w życie stopniowo. Od roku 2015 większość banków na świecie będzie donosić do IRS o większych kontach amerykańskich podatników. Od 1 lipca 2014 roku finansowe instytucje na całym świecie identyfikują amerykańskich klientów i przygotowują się do donoszenia o nich do IRA. Polska dołączyła do tego grona od 2 czerwca 2015 r., po podpisaniu polsko-amerykańskiego porozumienia w sprawie FATCA. Więcej na ten temat pisałam w poprzednich artykułach oraz zamieściłam w książce pt. „Jak chować pieniądze przed fiskusem”. Ponad 77 tys. banków, domów maklerskich, funduszy zbiorowego inwestowania, firm ubezpieczeniowych z wielu krajów zapisało się do współpracy z amerykańskimi władzami podatkowymi.

Jak widać, tajemnica bankowa należy do przeszłości, ale uczciwi podatnicy nie mają się czego obawiać.

Elżbieta Baumgartner

jest autorką wielu książek-poradników, m.in. „Jak oszczędzać na podatkach”, „Jak kupić dom mądrze i nie przepłacić”, Podręcznik ochrony majątkowej”, „Jak działa giełda”, „Jak inwestować w fundusze powiernicze” i wiele innych. Są one dostępne w D&Z House of Books (5507 W. Belmont Ave. i 6601-15 W. Irving Park Rd. w Chicago) albo bezpośrednio od wydawcy: Poradnik Sukces, 255 Park Lane, Douglaston, NY 11363, tel. 1-718-224-3492, www.poradniksukces.com.

Tekst dzisiejszy powstaje pod wpływem chwili i wyraźnie będzie rozbity na dwie części, połączone ze sobą przegubem. Zacznę od wczorajszych wieczornych newsów. Oto prezydent Andrzej Duda podpisał dwie przygotowane przez PO ustawy, jedną o ziemi, a drugą o obowiązkowych szczepieniach.

Gdybym wiedział, że prezydent będzie podpisywał ustawy przygotowane na zlecenie firm farmaceutycznych głosowałbym na Bronka, bo wtedy sytuacja byłaby przynajmniej jasna.

Oto od wczoraj Polska jest jedynym krajem na świecie, w którym szczepienia przeciwko HPV są obowiązkowe, podkreślam jedynym. Jak pamiętamy nasz kolega Toyah rozpisywał się kiedyś tutaj bardzo szeroko o podłości producentów leków, szczególnie tych, którzy oszukują ludzi w sprawie skuteczności, bądź nieskuteczności preparatów antyrakowych. Ten temat szalenie się podobał ludziom, szczególnie tym nieco starszym. Mamy dziś inny temat, obowiązkowe szczepienia małych dziewczynek przeciwko chorobie, na którą one z pewnością nie zachorują, no chyba, że spotkają na swojej drodze kogoś z redakcji Krytyki Politycznej. Szczepionki te nie są „na zawsze” o ile pamiętam, a jedynie na kilka lat, potem działać przestają i zagrożenie infekcją brodawczaka jest takie samo jak było. Interesuje mnie więc kilka kwestii, po pierwsze co Toyah myśli o tym, że Polska jest jedynym krajem gdzie to gówno jest obowiązkowe. Ciekawi mnie to, bo on właśnie był tu swego czasu specjalistą od brudnych intencji firm produkujących leki. I my doskonale zdajemy sobie sprawę, że jeśli na jakimś obszarze coś jest obowiązkowe, a do tego zagrożone wysoką karą to nie ma mowy, czy krył się za tym święty Mikołaj. Ciekawi mnie jak prezydent wszystkich Polaków mógł spokojnie podpisać ustawę, w której jak byk stoi, że ci co nie zaszczepią dziecka będą płacić karę od 5 do 50 tysięcy złotych. Sfera naszej wolności poszerzyła się tak, że już prawie nie możemy już oddychać. Nie dość, że nie można wyciąć krzaka na własnej ziemi, to jeszcze nie można zabezpieczyć życia i zdrowia dziecka przez złodziejami z korporacji. Nie sądzę, żeby prezydent mi odpowiedział, proszę więc Toyaha, który jest jego największym tutaj admiratorem, by mi te kwestie wyjaśnił. Mam również nadzieję, że sprawa szczepionek przeciwko HPV nie zostania zamieciona pod dywan, ale będzie szeroko dyskutowana, mam nadzieję, że córka pana prezydenta w geście solidarności z tymi wszystkimi dziesięcioletnimi dziewczynkami, które muszą się zaszczepić, bo inaczej ich rodzice zostaną ograbieni, również sobie tę szczepionkę wstrzyknie do organizmu. Wstrzyknie sobie, prawda? Mam nadzieję, że nic jej się po tym nie stanie, że będzie zdrowa, urodzi dzieci i dożyje późnego wieku. Życzę jej tego z całego serca. Mam również nadzieję, że – oby to się nigdy nie wydarzyło – kiedy coś się stanie jakiemuś dziecku z powodu tej szczepionki, ojciec tego dziecka będzie miał okazję porozmawiać z prezydentem Dudą, tak jak on mógł sobie pogadać z Tomaszem Lisem.

Nie możemy pozycjonować tych wyborów tak, jak się to czyni przez ostatnie lata, to znaczy nie możemy z nich czynić wyścigu geriatrii do urn, geriatrii, która woła: Jarosław Polskę zbaw! I na żaden więcej komunikat sobie nie może pozwolić. Nie możemy tego czynić, bo nie będzie żadnej Polski. Ponieważ Polska to dzieci, a jak ktoś sprzedaje te dzieci diabłu, to nie zasługuje na nic. Jedyny kraj na świecie z obowiązkową szczepionką przeciwko HPV! Wszyscy ograniczają ilość obowiązkowych szczepień, a w Polsce kara od 5 do 50 tysięcy złotych. Nie muszę tłumaczyć czym to zalatuje, prawda? To zalatuje, jak mawiał Marcin Kabat, w przedstawieniu „Igraszki z Diabłem”, cmentarzem. To zalatuje eksperymentem medycznym na skalę niewyobrażalną i zalatuje takimiż niewyobrażalnymi zyskami. No, a teraz chcę posłuchać wyjaśnień Toyaha. Aha i eski oczywiście, niech eska też coś powie. Koniecznie.

Ustawą o ziemi nie będę się dziś zajmował, bo pisałem o tym tyle razy, że już mam dosyć. Jedno tylko powiem, do wyborów pozostało 7 tygodni, a PiS robi wszystko, żeby jak najmniej posłów tej partii znalazło się w sejmie. Może to i dobrze, kto wie co tam prezydent Andrzej Duda podpisze, kiedy już posłowie Prawa i Sprawiedliwości zasiądą w tych ławach.

Kiedy tak sobie myślałem o tych szczepieniach, o tych wszystkich zaniechaniach wobec nas, o tych rozbudzonych nadziejach, przyszło mi do głowy, że taktyka na wybory jest taka jak zawsze, po pierwsze rozkawałkować elektorat, a następnie zmniejszyć do minimum frekwencję. Ograniczyć ją do geriatrii po prostu, do ludzi, co krzyczą Jarosław Polskę zbaw i żeby nikt inny nie ważył się ruszyć do urn, bo jeszcze coś pójdzie nie tak. Sami się temu przyjrzyjcie. Ponieważ wiele osób po takim stwierdzeniu powie mi, że trzeba było słuchać Grzegorza Brauna, chętnie się do tej, nie postawionej jeszcze, ale wiszącej w powietrzu kwestii ustosunkuję. Otóż wysłuchałem dwóch nagrań z udziałem Grzegorza Brauna, tych wiecie, w których nokautuje on tak zwanych antysystemowców. Jestem szczerze zdziwiony, że Grzegorz Braun dopiero teraz zorientował się kim jest Korwin, kim jest Kukiz, kto stoi za Ruchem Narodowym i dlaczego partie te nigdy nie zdecydują się na żaden szerszy front. Korwin to cybernetyk, a cała reszta to podpuszczeni przez tajniaków marzyciele. Ich istotna rola polega na maksymalnym rozczłonkowaniu sceny politycznej po to, by do sejmu mogły wejść dwie czy trzy partie. Jak to się dzieje, że ludzie którzy się w tych przedsiębiorstwach wyborczych zatrudnili nie widzą tak prostego mechanizmu? Nie mogą go zauważyć, bo im się zdaje, że zaraz będą posłami, ktoś im to obiecał, ktoś godny zaufania. I z pewnością ich nie oszukał, kto by tam śmiał oszukiwać tak bystrych facetów, prawda? Grzegorz Braun, zaskakuje mnie swoją dzisiejszą odwagą, bo powinien ją okazać już wcześniej i zdystansować się do tych wszystkich ludzi, zamiast tracić czas na jałowe z nimi dyskusje. Nie wiem dlaczego przyjął inny plan, zakładam, że nie wie on jaka jest istotna struktura partii politycznych. Otóż partie polityczne to liderzy + masa tabuleatte. Nie ważne jest kto stoi w tej masie, ważne jest kto daje twarz. Z tego też powodu liderzy tych wszystkich ugrupowań nigdy nie zgodzą się, by Grzegorz Braun był u nich kimś więcej niż jednym z kandydatów. Kiedy bowiem doszłoby do jakiegoś zjednoczenia, jakiegoś szerokiego frontu Braun by go natychmiast zdominował, a tamci mogliby co najwyżej sprzedawać bilety na ten show. Oni to wiedzą i prędzej wstąpią wszyscy do PiS niż pójdą z Braunem. Braun jako twarz jednej z partii, to jedyne na co mogą się zgodzić, a i tak będzie to tylko sojusz taktyczny. Po ewentualnym zwycięstwie takiego ugrupowania, Grzegorz Braun zostałby natychmiast usunięty z partii i zmarginalizowany. Dziwne, że Grzegorz Braun tego nie rozumie, no ale może on ma jakiś inny plan. Moim zdaniem on się przygotowuje do kolejnych wyborów, bo, że w tych nie może liczyć na nic to jasne. W przyszłych wyborach jego szanse oceniam wysoko, jeśli PiS zwycięży, a następnie będzie nadal realizował politykę korporacji farmaceutycznych partia Brauna, bo taka zapewne powstanie po 25 października, wejdzie do sejmu z całą pewnością. Czeka nas więc wiele niespodzianek w czasie najbliższych lat, poważnych niespodzianek, przy których przebieg wizyty Bronka w Japonii może okazać się pogodnym żartem, do którego wracać będziemy uśmiechając się do siebie z wdziękiem i życzliwością.

 

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie, do księgarni Tarabuk przy Browanej 6 i przypominam, że 4 września w Piastowie, w tamtejszym domu kultury, odbędzie się mój wieczór autorski, początek o 17.00. Zostawiam Wam jeszcze nagranie z Zielonej Góry i z Bielska Białej.

 

https://www.youtube.com/watch?v=WmcxrL1PoeA

 

https://youtu.be/wl26Ad0MnDk

 

gabriel maciejewski baśń jak niedźwiedź

Ach, ileż radości dostarcza niekiedy lektura żydowskiej gazety dla Polaków – i to nie tylko najweselszego w całej gazecie działu religijnego, gdzie rzucona przez redakcyjny Judenrat na religijny odcinek frontu ideologicznego pani red. Katarzyna Wiśniewska sztorcuje biskupów,

a pan red. Jan Turnau, w charakterze samego religijnego cymesu stręczy mniej wartościowemu narodowi tubylczemu „judeochrześcijaństwo” – w czym zresztą dzielnie sekunduje mu małżeństwo państwa Terlikowskich, próbujące uciułać sobie pierwszy milion na dewocji – ale również lektura publikacji samego pana redaktora Michnika, mianowanego przez jakichś nowojorskich rodaków „Żydem Roku 1990”! Pan redaktor Michnik ostatecznie zdemaskował – Rosjanie powiedzieliby, że „razobłaczył” – złego ruskiego czekistę Putina i rządzące Rosją to całe KGB – że mianowicie „cuchnie strachem przed własnym narodem”. Skoro sam pan redaktor Michnik tak napisał w żydowskiej gazecie dla Polaków, to, ma się rozumieć, nie wypada nam zaprzeczać. Jeśli jednak nawet nie zaprzeczamy, to nic nie stoi na przeszkodzie rozebrać sobie z uwagą, skąd właściwie pan redaktor Michnik może wiedzieć takie rzeczy?

Najprostsze wyjaśnienie jest takie, że to wywąchał. Żeby wywąchać takie rzeczy, trzeba mieć specjalnego nosa. Z tym u pana redaktora nie ma kłopotu; specjalnego nosa to on ma – na co zwrócił uwagę jeszcze za pierwszej komuny Janusz Szpotański w słynnym poemacie „Towarzysz Szmaciak”: „Wszędzie mięsiste węszą nosy, w powietrzu kłębią się donosy…” – i tak dalej. No dobrze, wywąchał – ale właściwie kiedy? Przecież wywąchać takich rzeczy z Warszawy niepodobna. Tego nie potrafi nawet właściciel najbardziej wyspecjalizowanego nosa. Zatem i pan redaktor Michnik musiał wywąchać to wcześniej, kiedy jeszcze odbywał z zimnym ruskim czekistą Putinem bliskie spotkania III stopnia w sławnym Klubie Wałdajskim, gdzie zimny ruski czekista swoich gości karmił i poił.

No dobrze – ale czy w na tamtym etapie, kiedy to na łamach żydowskiej gazety dla Polaków, a więc nie bez aprobaty pana redaktora Michnika, sam Główny Cadyk Rzeszy, to znaczy pardon – jakiej tam znowu „Rzeszy”; nie żadnej „Rzeszy”, tylko oczywiście sam Główny Cadyk Rzeczypospolitej – czyli pan Aleksander Smolar pryncypialnie chłostał prezydenta Lecha Kaczyńskiego za „postjagiellońskie mrzonki” – więc czy na tamtym etapie zimny ruski czekista Putin już „cuchnął strachem przed własnym narodem”? Jeśli „cuchnął”, to w porządku, bo wtedy pan redaktor Michnik natychmiast by to wywąchał, zwłaszcza zachodząc zimnego ruskiego czekistę Putina od odpowiedniej strony. Takie sytuacje mogły się w sławnym Klubie Wałdajskim zdarzać, bo o ile goście mogli tam sobie wypić i zakąsić ile dusza zapragnie na kosz zimnego czekisty, to przecież i Putin musiał też coś z tego mieć. Jeśli zatem na tamtym etapie pan redaktor Michnik, oczywiście w momencie kiedy przychodziła jego kolej, zachodził zimnego ruskiego czekistę Putina od odpowiedniej strony, to rzeczywiście coś tam mógł wywąchać.

No dobrze – ale co konkretnie? Pan redaktor powiada, że „strach przed własnym narodem” No dobrze – ale skąd właściwie pan redaktor Michnik może wiedzieć, jak pachnie strach, a zwłaszcza – „strach przed własnym narodem”? A wygląda na to, że wie takie rzeczy, skoro wśród mnóstwa zapachów, jakie zarówno w naszym nieszczęśliwym kraju, jak i w Rosji, unoszą się w powietrzu, natychmiast i bezbłędnie rozpoznał ten charakterystyczny. To przynosi wprawdzie zaszczyt jego powonieniu, ale niestety nie posuwa nas naprzód w udzieleniu odpowiedzi na pytanie, skąd u pana redaktora Michnika taka pewność, że to „strach przed własnym narodem”? Wprawdzie wiemy, że pan redaktor Michnik ma co najmniej tyle samo zalet i przymiotów, co kiedyś Józef Stalin, ale czy wśród nich jest również wiedza aprioryczna w dziedzinie zapachów?

Taka hipoteza byłaby nie tylko z różnych powodów ryzykowna; po pierwsze ze względu na samego pana redaktora Michnika, bo tak się akurat składa, że największą wiedzą aprioryczną mają gatunki biologiczne na najniższym poziomie rozwoju. Zatem stawianie hipotezy o wiedzy apriorycznej, niechby tylko w zakresie zapachów, graniczyłoby ze świętokradztwem. Jakże to – pan redaktor Michnik, autorytet moralny, „Żyd Roku 1990” – i najniższy poziom rozwoju? Nie, nie, wykluczone! Po drugie – nie ma nawet najmniejszych poszlak, które u pana redaktora mogłyby wskazywać na wiedzę aprioryczną nawet w tej dziedzinie. Zatem – skoro nie wiedza aprioryczna, to nabyta. Innej możliwości nie ma. No dobrze – ale nabyta kiedy? Fizjologia i psychologia zgodnie sugerują, że większość umiejętności człowiek nabywa w wieku dziecięcym. Nawiasem mówiąc, podobna sugestia wypływa z ludowego przysłowia, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Nie jest żadną tajemnicą, że dzieciństwo pana redaktora Michnika upłynęło w rodzinie stalinowców, w dodatku – pochodzenia żydowskiego. To tam mógł nawąchać się tylu rozmaitych zapachów, że pamięć o nich i umiejętność natychmiastowego i bezbłędnego ich rozpoznawania, pozostała mu na całe życie. Wśród tej mnogości zapachów musiał również występować, a może nawet dominować zapach „strachu przed narodem”, niekoniecznie „własnym”, bo na tamtym etapie żadnego strachu przed „własnym” narodem rodzina państwa Szechterów nie miała powodu odczuwać. Co innego strach przed mniej wartościowym narodem tubylczym, który na tamtym etapie był poddawany szczególnie okrutnej opresji przez przemoc, w której rodzina państwa Szechterów miała swój istotny udział. Mógł on niekiedy się objawiać i to właśnie w postaci nieprzyjemnego zapachu, który najwyraźniej musiał zapaść panu redaktorowi w pamięć. Dlatego dzisiaj w taką pewnością go rozpoznaje. No tak – ale dlaczego dopiero dzisiaj, a nie wtedy, gdy zimnego ruskiego czekistę Putina w sławnym Klubie Wałdajskim obwąchiwał z odpowiedniej strony? A dlatego, że mądrość ówczesnego etapu nakazywała powstrzymywanie się z rozpowszechnianiem takich spostrzeżeń, podczas gdy mądrości etapu obecnego odwrotnie – nakazują takie spostrzeżenia nagłaśniać.

Stanisław Michalkiewicz
http://www.michalkiewicz.pl/

71 ROCZNICA TRAGICZNEJ ŚMIERCI GENERAŁA WŁADYSŁAWA SIKORSKIEGO                                  GENERAŁA ZABILI SOWIECI   http://www.rp.pl/artykul/843344,1025769-70-lat-temu-zginal-Naczelny-Wodz-gen–Wladyslaw-Sikorski.html?p=3   4 lipca 1943 r. w katastrofie samolotu nad Gibraltarem zginął gen. Władysław Sikorski, współautor zwycięstwa nad Armią Czerwoną w 1920 r., premier II RP.
W czasie II wojny światowej Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych i szef rządu RP na uchodźstwie. […]

 

71 ROCZNICA TRAGICZNEJ ŚMIERCI GENERAŁA WŁADYSŁAWA SIKORSKIEGO

 

                               GENERAŁA ZABILI SOWIECI

 

http://www.rp.pl/artykul/843344,1025769-70-lat-temu-zginal-Naczelny-Wodz-gen–Wladyslaw-Sikorski.html?p=3

 

4 lipca 1943 r. w katastrofie samolotu nad Gibraltarem zginął gen. Władysław Sikorski, współautor zwycięstwa nad Armią Czerwoną w 1920 r., premier II RP. W czasie II wojny światowej Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych i szef rządu RP na uchodźstwie.

Okoliczności jego śmierci do dziś budzą kontrowersje.

17 września 1993 r. jego prochy spoczęły w krypcie św. Leonarda w podziemiach katedry na Wawelu.

Władysław Sikorski odznaczony był m.in.: orderem Virtuti Militari kl. II i V, Polonia Restituta kl. I i III, Krzyżem Niepodległości, czterokrotnie Krzyżem Walecznych oraz pośmiertnie Orderem Orła Białego.

 

GENERAŁA ZABILI SOWIECI

Krystyna Kurczab- Redlich „Rzeczpospolita” 04-07-2013,

http://www.rp.pl/artykul/107684,1026355-Katastrofa-w-Gibraltarze–Generala-Sikorskiego-zabili-Sowieci.html

 

Mam podstawy by uważać, że pierwszoplanową rolę organizatora i nadzorcy katastrofy w Gibraltarze odegrał Kim Philby, brytyjsko-sowiecki agent. Anthony Blunt natomiast odpowiadał za koordynację działań z Sowietami – twierdzi badacz katastrofy gibraltarskiej w rozmowie z red. Krystyną Kurczab–Redlich.

Dlaczego od momentu katastrofy o zamachu mówili nie tylko ludzie zbliżeni do generała, ale i najbardziej znaczący politycy? Jugosłowiański dysydent Milovan Djilas w książce „Rozmowy ze Stalinem” wspomina, że Stalin przestrzegał jugosłowiańskiego przywódcę Titę przed Intelligence Service, gdyż ta zabiła Sikorskiego podczas lotu.

Wiadomo, że Stalin mówił o tym i Gomułce, tę wersję propagował też szef KGB Beria, a jego syn we wspomnieniach twierdzi, iż „ojciec był o tym przekonany”. Zaraz po katastrofie, 6 lipca 1943, to samo twierdził były radziecki ambasador w Londynie – Iwan Majski. Wszyscy oni winą oczywiście obarczali Brytyjczyków. Dlaczego?

Tadeusz A. Kisielewski: Kierując się zasadą złodzieja, który wskazuje na kogoś i krzyczy „łapać złodzieja”. Podsycanie fałszywych podejrzeń nie było trudne, ponieważ rozmyślnie pozostawiono niejasne, wskazujące na zamach ślady prowadzące do Brytyjczyków …

Brytyjczycy w 1969 roku przeprowadzili śledztwo w sprawie katastrofy i doszli do wniosku, że to był wypadek. Nie zapominajmy, że wszelkie dokumenty związane ze śmiercią gen. Sikorskiego były badane wyłącznie przez funkcjonariuszy brytyjskiego wywiadu M16 i M15, a Dick White, który te badania nadzorował, do roku 1968 był dyrektorem M16, a potem rządowym koordynatorem wszystkich tajnych służb.

Badali też szczątki Liberatora 523. Czy ten raport został opublikowany?

 

Owszem, został opublikowany i słusznie wyklucza sabotaż jako przyczynę katastrofy, ponieważ samolot był w pełni sprawny. Jednak raportu z dalszych, przeprowadzonych już w Anglii badań szczątków Liberatora nie opublikowano, a ponadto do oględzin nie dopuszczono ani producentów – Amerykanów, ani Polaków.

Zamieszkały w Ameryce znawca lotnictwa Janusz Krasicki, który takich zdjęć poszukiwał twierdzi, że nikt nigdzie na zdjęcie całego Liberatora 523 nie trafił.

Wygląda na to, że wszelkie wspomnienia tego egzemplarza Liberatora i dyskusje na jego temat są dla Brytyjczyków niewygodne. Czy zachowaliby się tak, gdyby chodziło o zwykły wypadek? W ostatnich dniach życia generała Sikorskiego Brytyjczycy co najmniej trzykrotnie próbowali go uchronić przed niebezpieczeństwem

Dlaczego W. Brytania kilka lat temu utajniła na dalszych kilkadziesiąt lat akta związane ze śmiercią gen. Sikorskiego? Podobno do 2043 r.?

Akta pozostają tajne z kilku powodów. Po pierwsze – jak już powiedziałem – dlatego, że starannie zaplanowane pozory zdają się świadczyć, iż to Londyn jest odpowiedzialny za katastrofę. Brytyjski rząd nie miał nic na swoją obronę, gdyż brali w nim udział Brytyjczycy. To, że byli obcymi agentami i nie działali na rozkaz rządu brytyjskiego, lecz przeciw niemu, stało się jasne dopiero po wojnie.

Zapewne ma pan na myśli radzieckich agentów w wywiadzie brytyjskim, sławną „piątkę z Cambridge”. Wnuk Winstona Churchilla, Winston Spencer Churchill, w 1981 roku zwrócił się do szefa brytyjskich tajnych służb z pytaniem, czy to podwójni agenci brytyjsko – sowieccy, Anthony Blunt i Kim Philby spowodowali katastrofę gibraltarską, w której zginął gen. Władysław Sikorski. Na którego z nich wskazują fakty, którymi kierował się młody Churchill?

Na obu, ale mam podstawy by uważać, że pierwszoplanową rolę organizatora i nadzorcy odegrał Philby. Oczywiście zawsze można twierdzić, że fakt, iż 16 kwietnia był on w Gibraltarze, a 4 lipca tuż obok, za hiszpańską granicą nie ma znaczenia. Ja twierdzę, że ma. Blunt natomiast najprawdopodobniej odpowiadał za koordynację działań z Sowietami.

Z tego wynika, że była to akcja radziecka wykonana angielskimi rękami. A jeśli tak, to czy Churchill nie mógł zapobiec zamachowi, o którego przygotowywaniu szeptała już – jak twierdzi pan w swych książkach – cała wywiadowcza Europa?

To jest kolejny powód, dla którego Brytyjczycy utajniają swoje akta. Długo nie potrafiłem uwierzyć w nasuwający się, nie tylko mnie zresztą, wniosek, iż jakąś rolę w tragedii gibraltarskiej mogli odegrać Amerykanie. Początkowo nie widziałem w tym żadnego ich interesu, a jako politolog analizuję politykę międzynarodową głównie w kontekście interesów stron, a nie np. emocji. Zadałem sobie pytanie dlaczego Churchill oraz lojalni wobec niego politycy, wojskowi i agenci wywiadu przestrzegali Sikorskiego przed podróżą na Bliski Wschód i prosili, by przynajmniej nie zabierał ze sobą córki. Churchill dzwonił w tej sprawie dwukrotnie, a ministrowie rządu londyńskiego Komarnicki i Seyda napisali do Sikorskiego list.

W ostatnich dniach życia generała Brytyjczycy co najmniej trzykrotnie próbowali go uchronić przed niebezpieczeństwem. Naprzód poradzili, aby podczas konferencji prasowej przed odlotem z Kairu do Gibraltaru oświadczył, że udaje się gdzie indziej, bo do Afryki Wschodniej. Następnie uniemożliwili międzylądowanie w Algierze, gdzie oczekiwali polscy zamachowcy, bo tacy też, niestety, byli. Wreszcie w samym Gibraltarze zapewne na polecenie brytyjskiego gubernatora Macfarlane’a, a wbrew przepisom – w oczekującym generała samolocie umieszczono wewnętrzną wartę, która miała zapobiec sabotażowi. Oprócz autentycznej sympatii łączącej Churchilla z Sikorskim, brytyjski premier miał powód ściśle polityczny: wiedział, że spośród Polaków tylko Sikorski może i chce zapewnić trwałość całej koalicji antyhitlerowskiej.

No więc dlaczego Churchill tylko ostrzegał Sikorskiego, zamiast wszelkimi siłami dążyć do udaremnienia planowanego zamachu?

Dlatego, że znajdował się pod naciskiem Stanów Zjednoczonych. Dla tego państwa celem drugiej wojny światowej było nie tylko pokonanie Niemiec i Japonii, ale przede wszystkim zmiana światowego hegemona jakim było British Empire na Imperium Americanum. A w tej globalnej geostrategicznej grze chwilowym sojusznikiem Roosevelta był Stalin, co jasno wynika choćby z wielu dokumentów.

Wystarczy wspomnieć jego zachowanie w Jałcie w sprawie Polski.

Ale w czym teraz Roosveltowi przeszkadzał generał Sikorski?

 

Sikorski chciał się ze Stalinem dogadać, ale tylko na warunkach możliwych do przyjęcia przez Polskę. I nie zgadzał się na przemilczenie zbrodni katyńskiej. Stalin zaś pragnął Polskę bezwarunkowo zwasalizować, a winą za Katyń obarczyć Niemcy. Dlatego Sikorski był dla niego utrapieniem. Utrapienia trzeba się było pozbyć. Należało więc przekonać Churchilla, żeby w tym nie przeszkadzał. Przynajmniej czynnie, bo przecież na swoim terytorium Churchill miał takie możliwości.

To znaczy, że pozycja Churchilla w 1943 roku był tak słaba, że musiał się podporządkować Roosveltowi?

Anglia słabła, wykrwawiała się w wojnie prawie o dwa lata dłużej, niż USA. Od Amerykanów zależało teraz ocalenie Wielkiej Brytanii, mieli więc wszelkie możliwości – polityczne, ekonomiczne, finansowe i militarne – aby w tej sprawie zmusić Churchilla do bierności. Wystarczyło więc poprosić Roosevelta aby te możliwości wykorzystał…

Kto go poprosił? Czy są na to dowody?

Takich próśb nie formułuje się przecież na piśmie, lecz przekazuje przez zaufanych pośredników.

Byli tacy między Stalinem a Roosveltem?

Najważniejszym łącznikiem Stalina przy Roosevelcie był Harry Hopkins, co oczywiście nie znaczy, że akurat jego wykorzystano jako pośrednika w tej konkretnej sprawie… Bardzo wątpię, aby w U.S. Archives znajdowały się dokumenty potwierdzające wprost takie sugestie. Ale jestem pewien, że są tam raporty dyplomatów i agentów wywiadu, nie pozostawiające wątpliwości, że tak właśnie się sprawy miały. Dlatego w ważnych amerykańskich archiwach dzień 4 lipca 1943 r. nie istnieje. Chodzi też, rzecz jasna, o lojalność wobec brytyjskiego sojusznika.

Wracając do 4 lipca 1943: propaganda peerelowska oczywiście mówiła, że generał Sikorski zginął w wypadku. Jaki więc był sens dochodzeń prowadzonych przez UB, zmuszających ludzi, by przyznali się do udziału w zamachu na niego?

O właśnie, to dobre pytanie, bo nie dotyczy tylko PRL-u. U nas UB usiłowało zmusić kapitana Jana Różyckiego, obecnego na lotnisku podczas startu Liberatora z gen. Sikorskim, do potwierdzenia, że doszło wtedy do zamachu, a zamach zorganizowali Anglicy. W Czechosłowacji natomiast służba bezpieczeństwa ŠtB tak intensywnie zajęła się Eduardem Prchalem, że – domyśliwszy się, czego będą od niego żądać – w porę umknął.

A kto sterował zarówno UB, jak i ŠtB? Czy nie Łubianka?

I tak doszliśmy do słynnego pierwszego pilota samolotu, którym leciał gen. Sikorski – Czecha, kapitana Eduarda Prchala, który uratował się z katastrofy. Jeśli ta katastrofa nie była wypadkiem, lecz zamachem, to – po pierwsze: jak ten pilot przeżył, a po drugie – dlaczego od razu nie pozbyto się go jako świadka?

Powiem więcej: jest absolutnie poza dyskusją, że przeżyli obaj piloci. Czyli drugi pilot też. Po ośmiu minutach unoszenia się na wodzie samolot powoli zatonął opierając na dziobie i miażdżąc go.

W czasie tych ośmiu minut piloci wydostali się z kabiny. Inaczej ratownicy znaleźliby ich zmiażdżonych w fotelach. Kabina Liberatora jest umieszczona bardzo wysoko, więc nie rozbiła się przy uderzeniu w powierzchnię wody. A piloci przeżyli zaplanowane uderzenie maszyny o wodę, ponieważ mieli zapięte wielopunktowe pasy. Uwolnienie się z tych pasów jest łatwe, wystarczy otworzyć klamrę na brzuchu. Wyjście przez luk w dachu kabiny nie było już problemem. Prchala zabrała łódź ratunkowa, drugi pilot sam dopłynął do brzegu.

A o tym, że wodowanie było zaplanowane, świadczy choćby to, że Prchal włożył i dokładnie zapiął – jak podawali brytyjscy świadkowie – kamizelkę ratunkową, czego nigdy wcześniej nie robił. Zresztą Prchal to tragiczna postać, dożywotnia ofiara katastrofy. Nie można go było zabić, bo zbyt wielu świadków go widziało, ale był szantażowany (miał przecież rodzinę ) przez MI6 czyli wywiad angielski (Secret Intelligence Service – SIS) do samej śmierci w 1984 r. Kiedy wiele lat po wojnie przypadkiem spotkał go w hipermarkecie w Kalifornii kpt. Walerian Sosiński z 300. dyw. bombowego i zapytał, co on sądzi o podejrzeniach względem katastrofy, Prchal odparł:

Lepiej, żebyś o tym nie wiedział.

W obszernej literaturze dotyczącej tragicznego lotu powtarza się nazwisko II pilota, mjr RAF Wilfreda S. Herringa. Pan też dokładnie zbadał jego losy. Ciała Herringa nie odnaleziono, został uznany za zaginionego. A skąd wiadomo, że on się w tym samolocie rzeczywiście znajdował?

Teoretycznie powinien być, ale – zgodnie z King’s Regulations czyli regulaminem – zapisał w swojej książce lotów, że został zdjęty z załogi Liberatora AL. 523. Po czym zniknął. Zniknęła też jego Log Book, czyli dziennik lotów, jakoś zagubiony w Ministerstwie Wojny.

Jego synowi Grahamowi zabroniono z początkiem lat 70. kontaktować się z Davidem Irvingiem, który jako pierwszy brytyjski historyk podał w wątpliwość oficjalną wersję wypadku. Wiem, że Irving zasługuje na potępienie z powodu negowania Holocaustu, ale w latach 60 nie był on jeszcze skażony tą postawą. Zresztą obie te sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego.

Z pańskich wieloletnich dociekań wynika, iż tuż przed startem nastąpiła zamiana pilotów i drugim pilotem – w miejsce Herringa – został nieznany wcześniej nikomu z załogi – Brytyjczyk. Czy to on był wykonawcą wyroku na generale?

Wszystko na to wskazuje, że tak. Prchal miał tylko nie przeszkadzać. Analiza jego zeznań skonfrontowana z zeznaniami biegłych – podpułkownika Stevesa i kapitana Bucka dowodzi, że nie pilotował on maszyny podczas jej ostatniego, szesnastosekundowego lotu.

Na trop drugiego pilota naprowadził mnie pan Krzysztof Mańkowski, który przytoczył świadectwo Jima Leacha – pilota Bomber Command, ale ponad dwa lata zabrało mi ustalenie osoby, którą uważam tu za prawdopodobną.

Przez lata twierdzono, że razem z generałem zginęła jego córka, Zofia Leśniowska. Już dawno zaprzeczał temu zajmujący się historią dziennikarz Dariusz Baliszewski, pan to potwierdza.

Skąd wiadomo, że nie wsiadła do samolotu wraz z ojcem?

Redaktor Baliszewski jako pierwszy powołał się na świadectwo posła RP Tadeusza Zażulińskiego, któremu obsługa kairskiego hotelu Mena House przekazała unikatową bransoletkę Zofii Leśniowskiej, którą miała ona na przegubie – co utrwalone jest na zdjęciach i co potwierdzają świadkowie – podczas pobytu w Gibraltarze.

Bransoletka mogła być zdejmowana tylko po uprzednim namoczeniu. Została znaleziona w jakiś czas po katastrofie. Skąd ta bransoletka w Kairze, jeżeli nosząca ją Leśniowska wcześniej utonęła w morzu? Stąd, że nie utonęła, bo do samolotu nie wsiadła.

Potwierdzają to nie anonimowi świadkowie, lecz ludzie o konkretnych nazwiskach, o czym swego czasu pisałem. Co się dalej z Leśniowską stało – tego możemy się domyślać, choć wiele z tych domysłów dzisiaj wygląda bardzo prawdopodobnie.

Otóż rankiem 5 lipca były sowiecki ambasador w Wielkiej Brytanii – Iwan Majski wystartował z Gibraltaru do Kairu, kontynuując podróż do Moskwy. Wiem z całkowicie pewnego źródła…

Jakiego? Trudno wierzyć anonimom…

Nawet Irving napisał mi, że nie wierzy w istnienie „mojego pana X”, na którego powołałem się w „Zabójcach”. Ale w książce „Po zamachu” mogłem już ujawnić jego nazwisko. Niech przynajmniej to będzie dowodem, że nie wymyślam sobie świadków. A oni naprawdę nie zabiegają o popularność. Jestem im winien dyskrecję, więc źródła, o którym teraz wspomniałem, nie ujawnię. Dowiedziałem się więc, że w ślad za Majskim wystartował drugi samolot.

Co w tym dziwnego?

Zwykle międzylądowanie na trasie śródziemnomorskiej odbywało się na lotnisku Castel Benito.

Tym razem jednak samolot Majskiego lądował na pustynnym pasie startowym. I wtedy pojawił się tam ten drugi samolot, który – jak się dowiedziałem – dowiózł Leśniowską na ów pustynny runway.

W Gibraltarze samolot Majskiego był pod obserwacją polskiego wywiadu, więc przekazanie Leśniowskiej było tam niemożliwe. Potem najprawdopodobniej przetrzymywano ją w kairskim hotelu Mena House.

I tam zostawiła pod dywanem swoją „niezdejmowalną” bransoletkę. Kolejnym etapem musiał być lot do Moskwy.

A gdzie teraz jest ta bransoletka?

Została wykradziona podczas włamania do Instytutu Sikorskiego w 1947 r.

W książce „Po zamachu” pisze pan o poszukiwaniach Leśniowskiej przez wywiad AK. Historia prawie jak z filmu…

 

Życie jest bogatsze od fantazji scenarzysty i archiwalnej wiedzy historyków.

W 1945 r. nieznany nam z nazwiska polski agent w Sowietach przekazał wiadomość o jej pobycie pod Moskwą żołnierzowi AK Tadeuszowi Kobylińskiemu, który zresztą był jednym z licznych Polaków odprowadzających w Gibraltarze generała Sikorskiego do samolotu.

W połowie września polski trzyosobowy post akowski patrol ruszył pod Moskwę. Stwierdzono, że Leśniowska istotnie przebywa we wskazanym miejscu, ale zbliżyć się do niej nie było można. Najprawdopodobniej, skoro żyła jeszcze dwa lata po katastrofie, można domniemywać, że próbowano z niej zrobić wykonawczynię politycznego testamentu ojca, który nie ukrywał, że zależy mu na dobrych stosunkach z sowiecką Rosją.

Czy właśnie z powodu tej wyprawy jej uczestnicy byli zmuszeni – bardziej niż inni akowcy – do ukrywania się przez wiele powojennych lat?

Przepraszam, ale to dziecinne pytanie. Byli nosicielami tajemnicy o wadze państwowej. Nie ryzykowali przecież życia dla zabawy.

 

Sowieci zlikwidowali kpt. „Gardę”, który wysłał do Katynia w grudniu 1941 r. czteroosobowy patrol, a ten zebrał wśród wieśniaków zeznania potwierdzające winę NKWD. Smiersz polował na pracowników krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, badających przedmioty z Katynia…

Tacy jak Kobyliński dobrze wiedzieli, że trzeba zniknąć, jeśli się chce żyć…

A kto stwierdził zgon Leśniowskiej w katastrofie?

 

Brytyjczycy na podstawie oświadczenia por. Ludwika Łubieńskiego… Podobnie sprawa się miała w przypadku Adama Kułakowskiego, sekretarza Sikorskiego. Zwykle zgon osoby zaginionej stwierdza się oficjalnie pół roku po katastrofie. Tu uczyniono to po dwunastu dniach. Przypomnijmy jednak, że nikt nie widział zwłok Leśniowskiej, ani nawet jej torebki. Wyłowiono tylko parę rzeczy.

Publicyści broniący tezy, że katastrofa w Gibraltarze była wypadkiem negują też sens ekshumacji zwłok generała w 2008 roku i późniejszej, z 2010 roku, trzech lecących z nim wojskowych. Ale właśnie po ekshumacji na cmentarzu w Newark w i badaniach przeprowadzonych przez krakowskich biegłych sądowych okazało się, że jeden z żołnierzy, porucznik marynarki Józef Ponikiewski odniósł zupełnie inne obrażenia, niż pozostałe ofiary katastrofy.

Jak to możliwe?

Przypadek, zapewne wynikający z zajmowanego miejsca w samolocie i pozycji przybranej w momencie uderzenia o wodę. Ponikiewski odniósł obrażenia niegroźne dla życia.

Więc mógł się uratować. Najciekawsze jednak nastąpiło potem: już po ogłoszeniu wyników autopsji otrzymałem dokument, z którego wynikało, że Ponikiewski, który już w szkole był znakomitym pływakiem, dopłynął do plaży w La Linea, kilkaset metrów od miejsca wodowania i kilkadziesiąt metrów na północ od Gibraltaru. Znalazł się w hiszpańskim szpitalu, z którego tej samej nocy zniknął.

Zniknęła też z książki przyjęć pacjentów karta z nocy 4/5 lipca 1943 r. Według oficjalnych danych zwłoki Ponikiewskiego wyłowiono z morza 6 lipca… Jak i kiedy zmarł, można tylko spekulować. Po badaniach ekspertów medycyny sądowej pewne jest tylko jedno: nie na skutek obrażeń odniesionych podczas katastrofy.

Co dała przeprowadzona w 2008 roku ekshumacja zwłok generała Sikorskiego?

Po pierwsze – celem ekshumacji generała i trzech jego adiutantów było ustalenie bezpośredniej przyczyny zgonu ofiar, a nie przyczyny katastrofy.

Ten cel został osiągnięty.

Ustalono, że bezpośrednią przyczyną zgonu Sikorskiego, Klimeckiego i Mareckiego były obrażenia wielonarządowe, charakterystyczne dla ofiar katastrof komunikacyjnych.

Autopsja wykluczyła takie hipotezy, jak postrzał, otrucie, cios twardym przedmiotem itp., potwierdzając, że śmiercionośnym narzędziem był samolot, wskazała więc na to, którzy z zamachowców osiągnęli cel, a którzy się spóźnili.

Zatem ci, którzy głoszą, że ekshumacje niczego nie wniosły do sprawy, albo nie wiedzą o czym mówią, albo świadomie mijają się z prawdą.

Moim zdaniem poznawczo ważniejsza była jednak druga ekshumacja, paradoksalnie właśnie dlatego, że nie pozwoliła na określenie bezpośredniej przyczyny śmierci Ponikiewskiego.

Dokument przeze mnie otrzymany wiele wyjaśnia. Dodam tylko, że tej nocy Philby był w Hiszpanii.

Już pierwsza pana książka dotycząca śmierci generała Sikorskiego „Zamach” – zawierała wiele nowych danych, nowych dokumentów. Z książki na książkę, a powstało ich już – dotyczących tego tematu – cztery, przytacza pan coraz więcej szczegółów, a także i nowe fakty. Wydaje się, że przewertował pan wszelkie dostępne akta, znalazł nowych świadków, przyjął i odrzucił dziesiątki hipotez.

Dlaczego pańscy antagoniści nie odnoszą się bezpośrednio do nich, nie zaprzeczają im, nie udowadniają panu pomyłek czy nieprawd, lecz albo opierają się na zdezawuowanych autorach i materiałach, albo ograniczają się do kpin?

„Zamach” był jedynie przeglądem literatury przedmiotu i różnych hipotez, dopiero kolejne publikacje zawierały nieznane wcześniej relacje i dokumenty.

Efekty pracy, którą mam za sobą – śledczego, historyka, badacza – na pewno zyskałyby na wartości po merytorycznej krytyce. Na razie jednak jeden z najważniejszych historycznie dramatów naszego narodu traktowany jest raczej jak indywidualna etykietka polityczna, niż zbiorowy wysiłek w imię prawdy historycznej.

Angielskie przysłowie mówi: Kłamstwo obiegnie świat zanim prawda buty włoży…

Obuwanie prawdy to – jak widać – mozolna i niewdzięczna robota. Ostatnie więc pytanie, które muszę zadać, gdy rozmawiamy o katastrofie lotniczej:

 

CZY KATASTROFA 10 KWIETNIA 2010 ROKU POD SMOLEŃSKIEM TO WYPADEK CZY ZAMACH?

Tadeusz A. Kisielewski jest politologiem, badaczem katastrofy samolotu Liberator 4 lipca 1943 w Gibraltarze z generałem Władysławem Sikorskim na pokładzie. Ostatnio opublikował “Spotkanie pod Skałą” (Rebis).

 

Źródła:

 

http://www.rp.pl/artykul/107684,1026355-Katastrofa-w-Gibraltarze–Generala-Sikorskiego-zabili-Sowieci.html

 

http://www.rp.pl/artykul/843344,1025769-70-lat-temu-zginal-Naczelny-Wodz-gen–Wladyslaw-Sikorski.html?p=3

 

 

Napisane przez:

Ostatnio Grzegorz Braun rozszerzył swój program „kościół, szkoła, strzelnica” o czwarty element – mennicę.

Zasadniczo trudno te hasła nazwać „programem”, bo nie idą za nimi konkretne rozwiązania (a przynajmniej o takowych nie słyszałem), ale dla czytelności niniejszego wpisu w dalszej jego części będę posługiwać się tym skrótem myślowym.

Tytułem wstępu, nie będę odkrywczy, jeśli powiem, że Grzegorza Brauna można lubić lub nie. Środowiska wolnościowe na ogół cenią jego rozeznanie geopolityczne, znajomość historii, nieskazitelny patriotyzm i często trafne spostrzeżenia, z kolei w mediach głównego nurtu wylewa się na niego pomyje i nazywa wariatem. Ponoć za jego głosem szaleją kobiety, a za swoje zdolności oratorskie mógłby spokojnie otrzymać dożywotni tytuł mistrza mowy polskiej. Cały Grzegorz Braun. Samodzielnie myślącej osobie naprawdę trudno jest przejść obojętnie wobec jego wywodów, ukazujących często niewidoczne na pierwszy rzut oka związki przyczynowo-skutkowe.

Sztandarowymi hasłami, jakimi posługuje się Grzegorz Braun, są kościół, szkoła, strzelnica, a ostatnio również mennica. Jest to swoisty program, który sam Braun nazywa „pozytywnym programem dla Polski” tudzież „programem pracy organicznej”. W mediach głównego nurtu hasła te wywołują śmiech i politowanie, ale gdyby się nad nimi pochylić, to czy którekolwiek z nich jest sprzeczne z polską racją stanu?

Kościół

Może to zbyt daleko idące stwierdzenie, ale wiele wskazuje na to, że stoimy dziś u progu wojny cywilizacyjnej. Niegdyś prężna, dynamicznie rozwijająca się cywilizacja łacińska, której jesteśmy spadkobiercami, niejako osiadła na laurach, popadła w dekadentyzm. Według Sir Johna Bagota Glubba, wielokrotnie odznaczanego brytyjskiego generała i eseisty, autora „The Fate of Empires” (pełny tekst: http://people.uncw.edu/kozloffm/glubb.pdf), każde imperium przechodzi te same fazy: faza odkrywania, faza podboju, faza handlu, faza dobrobytu oraz faza oświecenia, po której następuje ta ostatnia – dekadentyzm. Cechy charakterystyczne tej fazy to przerośnięta administracja, rozległa obecność militarna, ogromne dysproporcje pomiędzy biedną a bogatą częścią społeczeństwa, znaczący spadek wartości pieniądza, obsesja na punkcie seksualności, pesymizm, napływ imigrantów, laicyzacja. Brzmi znajomo?

Europa konsekwentnie oddala się od wartości chrześcijańskich, które przez stulecia ją kształtowały. Historycznie najtrwalsze i najbardziej spajające ludzi elementy kultury to religia, narodowość i tradycja. Zamiast je umacniać, niszczymy je; zamiast być z nich dumni, wstydzimy się ich. Tymczasem na drugim biegunie mamy kulturę islamu: zwartą, stuprocentowo jednorodną, skonsolidowaną, konserwatywną światopoglądowo i bardzo agresywną. W dużym skrócie kultura ta uważa, nie bez powodu, że cywilizacja łacińska uległa zepsuciu, że się wypaliła, że jej czas minął. A jaką oferuje alternatywę? Zniewolenie religijne i intelektualne, przemoc i indoktrynację. Tak więc przed wylaniem kolejnego wiadra pomyj na wartości chrześcijańskie i instytucję kościoła katolickiego warto się chwilę zastanowić nad długofalowymi tego konsekwencjami. I piszę to jako zadeklarowany ateista.

Szkoła

Mimo coraz niższych wymagań stawianych uczniom oraz okrajania programów nauczania i listy lektur wyniki lecą na łeb, na szyję. W tym roku maturę zdało zaledwie 74% abiturientów. Mediana wyników z języka polskiego to 67%, z historii 50%, a z WOS-u 20% (pełne wyniki tutaj). Wystarczy obejrzeć jeden z odcinków programu „Matura to bzdura”, żeby przekonać się, jaki poziom zupełnie ogólnej wiedzy o świecie reprezentują maturzyści (oczywiście bardzo krzywdzące dla maturzystów byłoby nie wspomnieć, że nie tylko oni). W moim odczuciu wprowadzenie gimnazjów było błędem i tylko pogłębiło ten stan rzeczy. Na uczelniach wcale nie jest lepiej. W ostatniej dekadzie „szkoły wyższe” wyrastały jak grzyby po deszczu, przez co dyplom się zdewaluował. Uniwersyteckie mury opuszczają dziś głównie dwa typy ludzi: konsumenci i pracownicy. Tymczasem głównym zadaniem uczelni powinno być wychowywanie przyszłej elity intelektualnej narodu. Sprawy nie ułatwiają skostniałe środowiska akademickie, swoisty „profesorski beton”, ale to już osobna historia. Spójrzmy prawdzie w oczy: studia nie są dla wszystkich. Na szczęście coraz więcej osób to rozumie.

Strzelnica

Poniższa mapka mówi wszystko. Jesteśmy całkowicie rozbrojonym krajem w samym środku Europy. W gorszej sytuacji są tylko Litwa i Rumunia i to zdecydowanie nie do tych krajów powinniśmy się przyrównywać.

posiadanie_broni

Historia pokazała, że jesteśmy krajem, który wciąż musi walczyć o swoje prawo do istnienia. Kilka razy znikaliśmy z mapy świata. Wydawać by się mogło, że wyciągniemy z tego jakieś wnioski i stworzymy strukturę obronną na wzór Izraela czy Szwajcarii, które mają aktywną obronę cywilną, obowiązkowe przeszkolenie strzeleckie i ogólnowojskowe. Nasze dość niefortunne położenie pomiędzy wschodem a zachodem Europy, którędy to nie raz przetaczał się walec historii, nigdy się nie zmieni. Tymczasem zamiast budować silne, obywatelskie struktury obronne zawieramy coraz to nowe umowy i sojusze, w które sami nie wierzymy, co wyraźnie pokazała afera taśmowa. W drugiej wojnie światowej Polska poniosła najwięcej ofiar jako procent ludności. Jesteśmy 3. krajem wśród aliantów, jeśli chodzi o ofiary. Przed nami są tylko Sowieci i Chiny.

world war II deaths

Częstym argumentem podnoszonym przez przeciwników broni palnej jest rzekomy wzrost przestępczości, który miałby nastąpić po ułatwieniu obywatelom dostępu do takiej broni. Powiem krotko: mamy 7 razy mniej broni w rękach ludzi niż Białoruś, 9 razy mniej niż Rosja i aż 30 razy mniej niż Niemcy. Czy w tych krajach dzieją się jakieś dantejskie sceny i strzelaniny na ulicach? Zatem ułatwianie obywatelom dostępu do broni palnej, przy jednoczesnym wprowadzeniu systemu szkoleniowego, leży w naszym interesie społecznym. To polska racja stanu.

Mennica

Rozumiem to hasło dość szeroko, a mianowicie jako suwerenność monetarną, i to nie tylko państwa, ale przede wszystkim obywateli. Temat suwerenności monetarnej wielokrotnie gościł na łamach The Spinning Top Blog. Wpisy pt. Kryzys to dopiero będzie, Waluta a pieniądz czy Co ty kurwa wiesz o pieniądzu biją rekordy popularności. W sytuacji idealnej, aby zwrócić suwerenność monetarną zarówno państwu, jak i obywatelom, należałoby poczynić następujące kroki:

    Natychmiastowe zaprzestanie zadłużania państwa; zasada zrównoważonego budżetu bez względu na okoliczności; konkretny plan i horyzont czasowy całkowitej spłaty istniejącego zadłużenia, zwłaszcza zagranicznego.
    Rozpoczęcie szeroko zakrojonej kampanii społecznej mającej na celu uświadomienie społeczeństwa na temat mechanizmów funkcjonowania współczesnego systemu monetarnego.
    Sprowadzenie z Banku Anglii polskiego złota; powiększanie rezerw złota i innych metali szlachetnych z zysków NBP; nakreślenie planu i horyzontu czasowego wprowadzenia parytetu waluty państwowej z jakimś dobrem trwałym.
    Otwarte odrzucenie możliwości wejścia do strefy euro.
    Prawne usankcjonowanie walut lokalnych i wirtualnych oraz ich szeroko zakrojona promocja w społecznościach.
    Zniesienie instytucji tzw. jedynego legalnego środka płatniczego.

Szerzej o tych postulatach piszę tutaj. Dodatkowo warto byłoby się zastanowić nad budową sektora bankowości publicznej, który świetnie funkcjonuje na przykład w Kostaryce. Istotnym elementem tego, nazwijmy go, nowego systemu jest coś, co nazywam „pluralizmem monetarnym”, czyli przynajmniej częściowym oddaniem obywatelom kontroli nad kreacją pieniądza. Jak wiemy, dziś monopol w tym obszarze mają banki komercyjne, przy czym emisji nie należy mylić z kreacją. Emisję prowadzi NBP. Monety i banknoty emitowane przez NBP stanowią dziś raptem 13% środków rozliczeniowych w polskim sektorze finansowym. Cała reszta to kreacja przez banki komercyjne w systemie rezerwy cząstkowej. Warto promować również waluty lokalne, o czym piszę szerzej tutaj. W tym obszarze jesteśmy całkowitym zaściankiem…

Podsumowując, Grzegorza Brauna można lubić lub nie, ale uważam, że „kościół, szkoła, strzelnica, mennica” to dobry program dla Polski. Szczęść Boże.

 W listopadzie przyszłego roku w Krakowie-Łagiewnikach nastąpi oddanie Polski Chrystusowi, Królowi Wszechświata – donosi „Nasz Dziennik”.

Na 3 maja zaplanowano zawierzenie Matce Bożej naszej Ojczyzny.

 

Jak informuje „Nasz Dziennik”, w ramach obchodów 1050. rocznicy chrztu Polski biskupi na Jasnej Górze dokonają Aktu oddania Polski Matce Bożej. Uroczystość z udziałem władz państwa, biskupów, duchowieństwa oraz wiernych zaplanowano na 3 maja 2016 r.

 

Uroczystym obchodom rocznicy Polski towarzyszyć będą również akty oddania NMP Królowej Polski wszystkich diecezji. Wydarzenie to będzie miało miejsce w poszczególnych katedrach diecezjalnych 23 listopada 2015 r.

 

W listopadzie 2016 r. w Krakowie-Łagiewnikach nastąpi oddanie Polski Chrystusowi, Królowi Wszechświata. Wydarzenia te zostały wpisane do Programu Duszpasterskiego Kościoła w Polsce na lata 2013-2017.

 

 

 

Źródło: „Nasz Dziennik”

Przez 25 lat transformacji Rothschildowie sprywatyzowali Polskę doprowadzając do przejęcia banków i największych spółek,  dziś bankierzy przejmują gazociągi oraz doradzają ministrom i MSZ.

Czerwona Tarcza nad Zieloną Wyspą

Kiedy rozmawiam z ludźmi na temat potęgi rodu Rothschildów (Roth – czerwony, schild – tarcza) pierwszą reakcją jest zazwyczaj uśmiech pobłażania. Jeżeli mam pod ręką dostęp do internetu by przytoczyć parę źródeł, pobłażanie zamienia się w niedowierzanie, by w efekcie doprowadzić do oburzenia.

 

O Rothschildach napisano już wiele. Najczęściej teksty skupiają się na historii rodziny. Na ich dojściu do potęgi w XIX wieku, historii bitwy pod Waterloo i kontroli nad systemem bankowym. O dzisiejszych wpływach tej rodziny również możemy znaleźć wiele. Najczęściej są to teksty oparte na wątpliwych źródłach, bardzo często bardziej ośmieszające niż uwiarygadniające teorie spiskowe. Czasem myślę, że teksty te pojawiają się specjalnie, by odwrócić uwagę od rzeczywistego stanu rzeczy.

 

Jak wyglądają dzisiejsze wpływy tej rodziny w Polsce? Przedstawię poniżej kilka faktów. Mam nadzieję, że wywołają one zainteresowanie czytelników.

 

Rothschild Polska sp. z o.o. została zarejestrowana w KRS w 2001 roku. Na jej czele stoi obecnie Pan Jacek Chwedoruk. Według mnie jedna z najpotężniejszych osobistości w naszym kraju

 

http://www.kto-kogo.pl/Jacek_Chwedoruk

 

przedstawiający strefę wpływów tego człowieka, wraz z listą spółek, z którymi współpracował, bądź też współpracowały osoby z nim związane jest doskonałym zobrazowaniem tytułu artykułu).

 

Rothschild Polska specjalizuje się w fuzjach i przejęciach przedsiębiorstw. Jest to bardzo istotna dziedzina gospodarki. Każda większa fuzja bądź przejęcie musi zostać zaakceptowane przez UOKiK. Fuzje stanowią główną drogę do tworzenia międzynarodowych korporacji. Pojedyncza firma, rozwijając się naturalnie, zmuszona jest do konkurencji na rynku, która utrudnia ponadnormatywny rozwój. Najwięksi giganci rynków finansowych powstali właśnie dzięki fuzjom i przejęciom. Ci, którzy odpowiadają za fuzje decydują o kształcie gospodarki w znacznie większym stopniu niż prezesi wielkich firm, czy nawet premier.

 

W Polsce jest niewiele firm, które zajmując się fuzjami mają na tyle silną pozycję by rzeczywiście liczyć się na rynku. W rzeczywistości liczy się kilka. Rothschild, Nomura, Goldman Sachs oraz ING to te najistotniejsze. Przy sprzedaży Polkomtela nie udało się nawet znaleźć 13 firm, które spełniłyby wymagane kryteria.

 

Rothschild jest najsilniejszym graczem na naszym rynku. Wystarczy wymienić kilku jej polskich klientów, by zrozumieć jej rolę.

 

 KGHM

 

http://wyborcza.biz/biznes/1,100969,8641640,KGHM_zaangazowal_Rothschild_na_doradce_przy_sprzedazy.html

 

BIOTON

 

https://www.rothschild.com/media/Feb12_transactions/

 

 ZAKŁADY AZOTOWE PUŁAWY  fuzja z Tarnowem

 

https://www.rothschild.com/Nov_12_Transactions/

 

 ENEA

 

http://ekonomia.rp.pl/artykul/426045.html?print=tak&p=0

 

POLKOMTEL

 

http://www.rothschild.com/gfa/mergers/our_track_record/

 

LOT

 

http://www.pb.pl/3146194,66743,nie-morgan-lecz-rothschild-doradza-lot

 

i zapewne wiele innych, do informacji o których nie dotarłem.

 

Wiele osób może zaprotestować. Bycie doradcą nie oznacza przecież kontroli. Czy aby faktycznie tak jest? kiedy firma potrzebuje doradcy? Kiedy sobie nie radzi (jak piękny i przejrzysty jest język polski). Bardzo często przyznanie kredytów umożliwiających uratowanie firmy jest uzależnione od zaakceptowania odpowiednich doradców. Nie dotyczy to jedynie firm. Polska, by zrolować długi z PRL musiała stosować się do rad doradców MFW. W biznesie ten schemat jest podobny. Grupa kapitałowa może udzielić kredytu na preferencyjnych warunkach z zastrzeżeniem, że obowiązują one do momentu stosowania się do rad wyznaczonej firmy.

 

Rodzina Rothschildów jest zaangażowana w wiele przedsiewzięć na całym świecie. Chociaż najczęściej nie są oni oficjalnymi właścicielami danego przedsiębiorstwa, to oni sprawują w nich realną władzę. Świetnym przykładem może być korporacja Vivendi (nota bene Andrzej Olechowski był członkiem rady nadzorczej polskiego oddziału tej firmy, piszę o tym, by zwrócić uwagę, z której strony sceny politycznej należy szukać powiązań rodziny Rothschildów w Polsce). Powstała za czasów Napoleona III, a jej największym prywatnym udziałowcem był James Rothschild. Do dzisiaj, to właśnie Rothschildowie stanowią doradców tej korporacji (niestety nie udało mi się dotrzeć do rzeczywistej struktury udziałowców, w szczególności, że obecnie najczęściej nazwiska są pochowane za szyldami grup kapitałowych).

 

Ktoś może stwierdzić, że to dobrze, że najpotężniejsza rodzina bankierów na świecie ma tak duże wpływy w Polsce. W szczególności spodziewam się takiej reakcji ze strony liberałów. W końcu kapitał nie ma narodowości (w przypadku Rothschildów to twierdzenie faktycznie zawiera ziarno prawdy), a liczy się zysk. Warto sobie jednak zadać pytanie. Czy faktycznie zysk jest tak istotny dla kogoś, kto posiada już tak wiele? Pieniądze nie są przecież celem, a tylko środkiem do ich realizacji. Jakie cele kierują rodziną Rothschildów?

 

http://www.aferyprawa.eu/Polityka/Czerwona-tarcza-nad-zielona-wyspa-czyli-spiskowa-praktyka-dziejow-Rothschildow

 

Jak Rothschild przejęli kontrolę nad Polską?

 

Nasi politycy nie tylko przy pomocy ludzi finansjery wywołali hiperinflacje na początku lat dziewięćdziesiątych, zastopowali wzrost wynagrodzeń, sprzedali i zniszczyli polskie firmy, ale oddali kontrolę nad gospodarką w ręce żydowskiej rodziny Rothschild.

 

Wojciech Błasiak poseł na sejm w latach 1993-1997 tak to relacjonuje:

 

„Ukrywanie i maskowanie rzeczywistych celów było regułą procesów szokowej transformacji w polskiej gospodarce. I tak w sektorze bankowym rzeczywistym celem przekształceń od początku transformacji, było przejęcie polskiego systemu bankowego w drodze jego prywatyzacji przez zagraniczny kapitał finansowy krajów Zachodu. Cel ten nigdy nie był ujawniony.

 

Dowód na jego istnienie odnalazłem w przygotowanym dla Ministerstwa Finansów przez firmy NM Rothschild and Sons Limited oraz Acces Limited, opracowaniu „Strategia prywatyzacji banków. Raport końcowy” z maja 1995 roku. „Rozumiemy – piszą jego autorzy – że najważniejszym celem Ministerstwa jest wypracowanie wiarygodnej strategii prywatyzacji banków, która pozwoliłaby na ich prywatyzację przed końcem 1996 roku. W ten sposób Ministerstwo wywiązałoby się z międzynarodowych zobowiązań wynikających z umowy z krajami – ofiarodawcami 600 mln dolarów na Polski Fundusz Prywatyzacji Banków („PFPB”) (około 430 milionów dolarów z tej kwoty stanowi darowizna, a pozostałe 170 mln dolarów to preferencyjna pożyczka Rządu Japońskiego)… ”.

 

Fakt istnienia takiego Funduszu, który był międzynarodową łapówką, a także podjętych zobowiązań, był ukrywany przed polskim parlamentem. W latach 1993 – 1997 jako poseł na Sejm, a przy tym członek Komisji Budżetowej i Finansów Publicznych i okresowo wiceprzewodniczący Komisji Przekształceń Własnościowych, nie miałem o tym pojęcia. Również więc w wypadku prywatyzacji sektora bankowego mieliśmy do czynienia z taką samą ponadpartyjną logiką działania, gdyż choć strategię opracowano dla rządu postkomunistycznego, to prywatyzację przeprowadził już rząd postsolidarnościowy Buzka, wyprzedając w ręce zagranicznego kapitału bankowego ostatecznie blisko 75% aktywów finansowych krajowej bankowości”.

 

Kto jest odpowiedzialny za kolonizację Polski?

 

Proszę zwrócić uwagę na podstawowy fakt.

 

Korporacja Rothschildów opracowuje i przygotowuje plan zawładnięcia gospodarką Polski. Powstaje Polski Fundusz Prywatyzacji Banków, który zasilany jest pieniędzmi z zachodu. Zebrali ponad 600 mln dolarów i wykupili za nie banki oraz zbudowali system finansowy na wzór jaki nakazała finansjera.

 

Kto jest odpowiedzialny za sprzedaż banków?

 

Pan Buzek jako figurant, który dostał posadę w Unii Europejskiej. Tam trafia się w nagrodę za wykonaną usługę na rzecz międzynarodowej finansjery. Unia jest ich tworem…

 

http://biznes.robertbrzoza.pl/polska/rothschildowie-przejeli-kontrole-nad-polska/

 

Spiskowe teorie

 

Globalizacja  Rothschildów

 

Proces globalizacji przyspiesza w tempie geometrycznym, co sprawia, że być może za naszego życia staniemy się świadkami jego końca, jaki jest ostateczny cel globalizacji?

 

Globalizacja to nieustający proces w którym na rynkach finansowych mniejsze podmioty są pochłaniane przez większe, to kolejne fuzje i przejęcia, które w ostatnich latach obserwujemy nagminnie we wszystkich sektorach gospodarki. Fuzje i przejęcia dokonywane są dobrowolnie na zasadach partnerskich, kiedy to mniejszy uczestnik rynku ustępuje miejsca większemu odsprzedając swoje udziały, przykładem może być fuzja do jakiej doszło w 2012 roku kiedy to największy gracz na rynku rodzina Rothschild przejęła część inwestycyjną od rodziny Rockefeller. Więcej w artykule Puls Biznesu:

 

http://www.pb.pl/2613856,90540,rothschild-i-rockefeller-lacza-sily

 

Kolejną formą przejęć są  tzw. Wrogie Przejęcia. Wrogie przejęcie (ang. hostile takeover) – proces uzyskania kontroli nad spółką poprzez nabycie jej akcji w liczbie wystarczającej do kontroli i zarządzania nią, który to proces nie zyskał akceptacji kierownictwa spółki przejmowanej i spotkał się z opozycją zarządu lub rady nadzorczej na którymkolwiek etapie. W celu nabycia kontroli „najeźdźca” może wykorzystać różnorodne formy nabycia akcji:

 

  • zwykłe zakupy sesyjne
  • transakcje pakietowe
  • wezwanie do sprzedaży akcji
  • uzyskanie pełnomocnictwa

 

Zdumiewający jest fakt, że dziennikarze zapraszają prezesa Banku Rothschild Polska S.A. specjalizującego się w fuzjach i przejęciach do tego, aby wyjaśnić jak polscy przedsiębiorcy mają się bronić przed wrogimi przejęciami.

 

Można by to porównać do zaproszenia do kurnika wilka w roli eksperta, aby wytłumaczy kurom jak bronić się przed niespodziewanym napadem drapieżcy, niewątpliwie wilk jako ekspert ma b. duże kompetencje i wiedzę ale czy można wierzyć w jego dobre intencje?

 

Czy przypadkiem fuzja dwóch polskich kopalni nie pokrzyżowała czyjeś plany inwestycyjne? Czy może znalazłby się lepszy partner dla polskiej spółki węglowej, być może jakiś zagraniczny fundusz zarekomendowany przez spółkę Rothschild Polska S.A.? Dlaczego nie podoba się fuzja, dzięki której kopalnie pozostają w polskich rękach?

 

Wywiad z panem Chwedorukiem dyrektorem Banku Rothschild Polska S.A. w artykule zatytułowanym „Obrona Przed Wrogim Przejęciem”:

 

http://www.rp.pl/artykul/0,574722.html

 

W wywiadzie z 10-01-2011 dla gazety Rzeczypospolita prezes Rothschild Polska S.A. wyjaśnił jak będzie wyglądał proces przejęć na polskim rynku bankowym:

 

Szef Rothschild Polska przekonuje, że powstaną banki o niejednolitym akcjonariacie. Tym bardziej, że w Polsce istnieje bardzo dużo banków z małym udziałem w rynku. Oprócz banków spółdzielczych nie ma banków regionalnych, co właściwie oznacza, że każdy z każdym konkuruje i to głównie w dużych miastach. — Konkurencja jest ogromna — mówi Jacek Chwedoruk. Jego zdaniem każdy z banków począwszy od początku drugiej dziesiątku może zostać połączony z konkurentem. — W takiej transakcji można ustalić, kto i kiedy przejmie kontrolę nad bankiem — twierdzi Jacek Chwedoruk.

 

Banki, które mogą powstać z połączenia dwóch instytucji będą za kilka lat miały jednego właściciela. Wymuszą to nowe regulacje przygotowywane przez europejski Komitet Bazylejski, które nie tylko zmuszą banki do zwiększenia kapitałów, ale także zmienią zasadę ich liczenia.

 

– Po wejściu w życie nowych regulacji inwestor, który będzie miał np. 60 proc. akcji banku, będzie musiał zarezerwować 100 proc. kapitału w swoim bilansie, a nie 60 proc. — tłumaczy prezes Rothschild Polska. — To doprowadzi do tego, że inwestorzy będą dążyć do tego, by mieć 100 proc. akcji banków albo sprzedaż wszystko.

 

Nowe regulacje Komitetu Bazylejskiego mają wejść w życie w 2019 roku.

 

http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/591857.html

 

Wizyta Ministra Spraw Zagranicznych i Rothschild Polska S.A na Ukrainie

 

W 2008 roku  z oficjalną wizytą na Ukrainie przebywał Minister Spraw Zagranicznych RP,  Radosław Sikorski. Ministrowi R. Sikorskiemu towarzyszyła grupa przedsiębiorców reprezentujących największe polskie firmy. Grupie towarzyszyli doradcy z banku Rothschild Polska S.A.

 

Informacja na temat spotkania oraz poruszanych tematów znajduje się na stronie ambasady polskiej w Kijowie: https://kiev.trade.gov.pl/pl/aktualnosci/article/y,2009,a,1706,Okragly_stol_na_temat_polsko-ukrainskiej_wspolpracy_gospodarczej.html

 

Nathaniel Rothschild w polskim gazie – Grupa Duon S.A.

 

Artykuł opublikowany 7 kwietnia 2014 w polskiej edycji magazynu Forbes:

 

„…O giełdowej spółce z Poznania zrobiło się głośno rok temu, gdy ujawniono, że jako pierwsza dokonała transakcji zakupu na polskiej giełdzie gazu (dziś 47 proc. transakcji na polskiej giełdzie gazu przypada na Duon).  Duonu kontroluje wehikuł inwestycyjny brytyjskiej gałęzi Rothschildów – RIT Capital Partners PLC. Tej znanej od stuleci rodziny nikomu na świecie nie trzeba przedstawiać…

 

Duon sprowadza gaz przede wszystkim z Kaliningradu gdzie ma własną fabrykę LNG, importuje go też interkonetorami z Czech i Niemiec a nawet eksportuje na Ukrainę. Ostatnio firma dokonała pierwszego importu gazu z terminalu w Antwerpii.

 

Przede wszystkim odkąd stery w rodzinnym imperium przejął 40-letni Nat Rothschild, to surowce i energetyka stały się głównym celem inwestycyjnym rodziny, której majątek szacuje się na miliardy funtów. Oprócz RIT Capital Partners, czy udziałów w gigancie surowcowym Glencore, jednym z bardziej znanym funduszy Rothschildów jest Atticus Capital oraz fundusz Vellar…

 

Dziś Genel Energy jest jednym z największych producentów gazu i ropy w Kurdystanie, a jej wartość szacuje się na 5 mld dolarów…

 

Sam Nat Rothschild jest tak samo zafascynowany surowcami jak Jan Kulczyk i prawdopodobne, że ich drogi się jeszcze się złączą w jakimś wspólnym projekcie. Jeśli chodzi o Duon oczywiście nie ma on takiego znaczenia jak Genel Energy dla Rothschildów, ale raczej na tej inwestycji nie stracą…”

 

http://www.forbes.pl/duon-i-rothschildowie-w-polskim gazie,artykuly,174525,1,1.html

 

23 lipca tego roku  Rothschild współnegocjował sprzedaż strategicznej polskiej spółki PKP Energetyka SA, akcje spółki nabył fundusz CVC Capital Partners.

 

http://www.prawy.pl/z-kraju/10165-rothschild-wspolnegocjowal-sprzedaz-strategicznej-polskiej-spolki-umowe-podpisano

 

Nie trudno jest się domyśleć  kto zarządza funduszem, który nabył akcje PKP, na liście dyrektorów znajdują się sami byli pracownicy banków i funduszy inwestycyjnych należących do rodziny Rothschild, lista dyrektorów oraz ich byłych pracodawców na oficjalnej stronie funduszu CVC Capital Partners:

 

https://www.linkedin.com/title/investment-executive-at-cvc-capital-partners

 

Czas globalnego kryzysu to prawdziwe eldorado na rynku fuzji i wrogich przejęć, zgodnie z żydowskim powiedzeniem: W mętnej wodzie najłatwiej łowić ryby”. Globalizacja daje bankierom możliwość do zmonopolizowania rynków finansowych i surowcowych,  obydwa rynki są już niemal całkowicie kontrolowane przez klan rodziny Rothschild. Dzięki bliskim kontaktom z europejskimi i amerykańskimi politykami oraz rosyjskimi oligarchami rodzina Rothschild przejmuje strategiczne spółki, koncerny surowcowe oraz złoża surowców na całym świecie, także w Polsce. Cały ten proces widać jak na dłoni w artykule:

 

Energetyka i surowce w europie wschodniej na celowniku Nathana Rothschilda

 

Daj mi kontrolę nad podażą pieniądza narodu i nie będzie mnie obchodzić kto tworzy jego prawa.„- Mayer Amschel Rothschild (1744-1812)

 

Michał KK

 

Opublikowano za: http://wolna-polska.pl/wiadomosci/rothschildowie-rzadza-polska-doradzaja-msz-wykupuja-polski-spolki-i-przejmuja-gazociagi-2015-08

Myślący, odpowiedzialni Polacy stawiają sobie dziś, jutro, a przede wszystkim 25 października pytanie, czy brać udział w wyborach.

Jeśli brać, to na kogo głosować, jeśli nie brać, to jak uzasadnić słuszność takiej decyzji?

     Tak sformułowany problem wydaje się być dowodem nie postawy obywatelskiej i patriotycznej, a defetystycznej i oportunistycznej. Kwestionowanie sensu udziału w wyborach oznacza przecież pozbawienie się prawa do „zaistnienia” w życiu publicznym, współdecydowania o tym, kto obejmie władzę w Polsce. A jednak wielu mądrych Polaków, mądrych – w sposób szczególny uważa, że uczestnictwo w wyborach nie ma sensu. Jako uzasadnienie podają argument, że państwo wymaga zmian szybkich i radykalnych, zaś mechanizmy polityczne, między innymi ordynacja wyborcza, są tak skonstruowane, by realne zmiany uczynić niemożliwymi, zaś wybory przekształcić w karuzelę pozornych przemian umówionych w kręgu polityków. Nawet jeśli przyznajemy rację tym argumentom dodając, że zarówno konstytucja, jak i ordynacja wyborcza tworzą szczelne sito przepuszczające do władzy… plewy, a odsiewające ziarna musimy zadać pytanie: Co robić, by system naprawić, jak zmienić mechanizmy?

     W kampanii, która toczy się wokół wyborów 25 października można dostrzec trzy warianty. Pierwszy reprezentują dwa największe ugrupowania polityczne, które konsekwentnie chcą udowodnić, że bój o władzę jest bojem realnym o programy wyborcze,  a nie parodią walki, której najważniejszym celem jest wymiana szyldów i nazwisk przy ”korycie”. Jak jest naprawdę, albo jak było naprawdę, Polacy mogli przekonać się, gdy rządy w Polsce w roku 2005 objęło Prawo i Sprawiedliwość. Tym, którzy nie pamiętają przypomnę, że przejęło ono władzę bez mała absolutną obsadzając stanowiska od prezydenta, premiera, marszałków sejmu i senatu, prezesa Narodowego Banku Polskiego, radia i telewizji a skończywszy na wszystkich służbach „tajnych, widnych i dwupłciowych”, a mimo to powołało do rządu ministrów rodem z Platformy Obywatelskiej i Unii Wolności i ich program realizowało. Mówiąc wprost – niczym hrabia Giuseppe Tomasi di Lampedusa „zmieniono wszystko, by nie zmienić niczego”.

     Drugi wariant to środowiska, które bądź to uczestniczyły w życiu politycznym, bądź „otarły się” o politykę i widząc radykalizację nastrojów społecznych, rosnący sprzeciw wobec „układu” między władzą a opozycją, z różnych powodów i pobudek, często niestety nasączonych prywatą i karierowiczostwem, próbują na „łapu-capu” tworzyć ugrupowania     i byty polityczne licząc, że wyborcy ich dostrzegą i nagrodzą. Swoją kalkulację budują na dwóch przykładach. Pierwszy (na ten chętnie zerkają środowiska lewicowe) to kampania i wejście do parlamentu ugrupowania Janusza Palikota w roku 2011. Wtedy była to niespodzianka wielkiej miary. Drugi przykład to oczywiście wynik wyborczy Pawła Kukiza  w wyborach prezydenckich 2015 roku.

     Można i sądzę, że trzeba będzie za jakiś czas głębiej przeanalizować fenomen tego wyniku wyborczego, ale już dziś nie ulega wątpliwości, że stanowi on dowód wzbierającego sprzeciwu Polaków wobec układu politycznego czy, jak mówią przeciwnicy – „systemu”. Pojawienie się Pawła Kukiza wielu środowiskom przywróciło nadzieję, że „chcieć – to móc” i wystarczy się skrzyknąć, wybrać nazwę, zarejestrować komitet, a dobry wynik wyborczy będzie na wyciągnięcie dłoni. Mówiąc krótko – przykład w Polsce bywa zaraźliwy.

     Trzeci wariant to oczywiście ( kontynuując ) Paweł Kukiz i antysystemowcy. Kto wie, czy sympatia i życzliwość dla Pawła Kukiza w mediach i niektórych środowiskach politycznych nie wynikała z zaskakująco dobrego wyniku Janusza Korwin-Mikkego w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Kto wie, czy nie próbowano tą drogą rozbić głosy, osłabić i zmarginalizować cały ruch antysystemowy.

     A jednak Paweł Kukiz wygenerował energię społeczną przekraczającą swym poziomem oczekiwania największych optymistów, a z drugiej strony zaskoczył swym wynikiem tych, którzy postrzegali go i kreowali na „rozbijacza” antystemowców. Paweł Kukiz, traktowany przez niektórych instrumentalnie potrafił wcielić się w postać pierwszoplanową rozdzielającą role i zadania. Dziś wygląda na to, że od niego wiele zależy i oby tylko „chciał chcieć” i otaczał się właściwymi ludźmi. A nade wszystko pamiętał, że dzisiejsza koalicja i opozycja, ponieważ nie potrafiły go zniszczyć, zrobią wszystko, by „zainfekować” go swoimi ludźmi.

     Można teraz zapytać – a co do sprawy wnosi wrześniowe referendum? Osobiście wątpię, by zostało odwołane. Wątpliwości tych nie będę tu uzasadniał, gdyż jest ich zbyt wiele i mają charakter szczegółowy. Uważam natomiast, że referendum przez dwa największe ugrupowania zostanie wykorzystane do prowadzenia kampanii wyborczej i skupiania uwagi opinii publicznej zamiast na sprawach ważnych – na pozornej bijatyce. Referendum stanie się zastępczym polem walki dla przyszłych posłów i senatorów. Jednocześnie przy niskiej frekwencji, z którą należy się liczyć będzie orężem przeciwko antystemowcom. Tak naprawdę pytanie dziś brzmi: czy antystemowcy po referendum potrafią przekonać wyborców, że warto i należy ich poprzeć. Z punktu widzenia obecnej koalicji pytanie sprowadza się do kalkulacji komu antystemowcy odbierają więcej głosów – Prawu     i Sprawiedliwości czy koalicji? Paradoks polega na tym, że nikt nie potrafi do końca odpowiedzieć na to pytanie wiarygodnie. Sądzić należy, że więcej traci Platforma Obywatelska, ale można podejrzewać, że część młodych zwolenników PiS-u gotowa jest przenieść swoje poparcie na Pawła Kukiza. To od niego, jego decyzji i otoczenia zależy ostateczny wynik wyborów.

     Podana tu analiza nie uwzględnia jednego zasadniczego aspektu – kontekstu międzynarodowego. Polska ze względu na swe położenie, historię, potencjał gospodarczy i ludnościowy jest przedmiotem bardzo skomplikowanej rozgrywki politycznej. Rozgrywki tym bardziej złożonej, że gmatwa się sytuacja w Europie Środkowo-Wschodniej, nasilają tendencje rozsadzające Unię Europejską i narasta konflikt ze światem muzułmańskim. Dlatego iluzją jest mniemać, że wynik wyborczy w Polsce jest tylko i wyłącznie wewnętrzną sprawą Polaków. Tak nie było od ponad trzystu lat, nie jest… i pewnie długo nie będzie. Coraz wyraźniej widać ścieranie się na terenie Europy Środkowo-Wschodniej wpływów i interesów środowisk amerykańsko-żydowskich, niemieckich i rosyjskich. Czy potrafią one uzgodnić między sobą strefy wpływów, na ile gotowe będą pozwolić Polakom wybierać samodzielnie – oto jest pytanie.

     Wszystko wskazuje na to, że rozgrywka międzynarodowa znajduje swoje odzwierciedlenie w sympatiach i powiązaniach partii politycznych w Polsce. Nie przez przypadek mówi się o „stronnictwie pruskim” i innych. Przypadek Grecji oraz silny i długotrwały opór z jakim spotkały się rządy Orbana na Węgrzech potwierdza rosnącą rolę Niemiec w polityce europejskiej. Wojna na Ukrainie z kolei dowodzi, że Stany Zjednoczone nie zamierzają zaakceptować Europy zdominowanej przez Niemcy i Rosję.

     Nasuwa się jeden, podstawowy wniosek – ze względu na powagę sytuacji międzynarodowej wielcy tego świata zrobią wszystko, by nie dopuścić do wyłonienia się w Polsce władzy, która na wzór greckiej Syrizy czy węgierskiego Fideszu i Jobbiku zapragnie iść własną drogą. A jeśli tak, tym większej wagi nabiera pytanie – czy chcemy być niepodlegli       i suwerenni, czy też tylko bezradnie będziemy rozkładać ręce. Nie mamy żadnych gwarancji, że wejście nowych ugrupowań na scenę polityczną oznaczać będzie realną, radykalną zmianę. Ale coraz wyraźniej widać, że podtrzymywanie obecnego układu „koalicja-opozycja” zakończy się klęską. Nasz wybór powinien uwzględniać odwagę, a zatem spróbujmy, dajmy sobie szansę.

     To oznacza pojedynek nie jedno, a kilkurundowy. W pierwszej rundzie należy obalić system. W rundzie drugiej zaprezentować radykalny program. W rundzie trzeciej realizować go przy aktywnym udziale większości Polaków.

     Nauczmy się być odpowiedzialnymi za Polskę nie przez chwilę, nie od czasu do czasu, a jeśli nie zawsze, to zazwyczaj, choć marzę… by zawsze.

Warszawa, 19 sierpnia 2015 r.   dr Dariusz M. Grabowski

                                                 Prezes ZG „Klubu Inteligencji Polskiej”