Monthly Archives: Marzec 2016

„Lecz nazajutrz, to jest w Wielki Czwartek, iż była wiadomość o wojsku z kniaziem Dymitrem Trubeckim i z kniaziem Wasylem Massalskim, z inszymi bojary, którzy spieszyli, ale tak prędko nie mogli pospieszyć, żeby swoich ratować, pan starosta chmielnicki [Mikołaj Struś] i pan Zborowski, przebrawszy z pułku swego część ludzi, poszli przeciwko nim. W mili tylko już od miasta było wojsko moskiewskie, zwiedli z nim nasi bitwę i pogromili ono wszystko ich wojsko.”

 

 

     Bitwa pod Domanami[1] nie była ani jedyną, ani pierwszą, w której szarżujący po śniegu husarze rozbili moskiewskich pikinierów. Podobny epizod miał miejsce pod Moskwą, 31 marca 1611 roku. Kawaleria polska rozbiła tam kilkunastokrotnie liczniejszego przeciwnika, osłaniającego się nie tylko pikami, ale i hulajgorodami.

Rosyjska odsiecz dla Moskwy

     29 marca 1611 roku rozpoczął się pożar Moskwy i rzeź jej mieszkańców[2]. Stacjonujący w niej polsko-litewski garnizon spacyfikował miasto dosłownie w ostatniej chwili przed przybyciem  rosyjskiego pospolitego ruszenia. To maszerowało z kilku stron, w kilku ugrupowaniach. Jego liczebność polska załoga stolicy szacowała na 100 – 145 tys.[3]. Przy czym wielkości te obejmują nie tylko żołnierzy, ale także masy ciągnącej z wojskiem ludności o zróżnicowanej wartości bojowej[4].

     31 marca, najbliżej Moskwy, bo w odległości około 7 – 10 km od niej, znalazła się armia Andrieja Zacharowicza Proszowieckiego, kniazia Wasyla Fiedorowicza Masalskiego i Artemija Izmaiłowa. Wojska te maszerowały na stolicę od wschodu, z Włodzimierza. Różnie szacowano ich liczebność, na co z pewnością wpływ miało to, czy uwzględniano samych żołnierzy, czy też wszystkich ludzi. I tak na przykład rotmistrz Józef Budziło, który nie należał w owym czasie do garnizonu Moskwy, notował:

„Będąc Lapunow [Prokop Lepunow, wojewoda riazański] z wojski w kilku mil [mila polska = 7143 m] [od Moskwy], widział dobrze kurzące się miasto w nocy ogień, porozumiał wielką potrzebę [bitwę] z naszymi w Moskwie doszła, posłał zaraz Moskwie na posiłek Prosowickiego [z] kilku tysięcy wojska.”[5]

Budziło tak przy tej, jak i innych okazjach, operował liczbami samych żołnierzy. Inaczej postępował Samuel Maskiewicz, ówczesny porucznik roty husarskiej księcia Janusza Poryckiego. Ten zwykle podawał całkowitą ilość ludzi w wojsku przeciwnika, co znacząco podnosiło jego wielkość. Pisał zaś:

„W poniedziałek po Kwietniej Niedzieli [czyli 28 marca 1611 roku] dadzą szpiegowie znać, że Lepunow z rzezami [z Riazania] idzie w 80 000 wojska, i już [jest] w mil 20. [od Moskwy]. Drugi [szpieg] przybywszy [powiedział], że Zarucki od Kaługi w 50 000 wojska idzie, i już też niedaleko; trzeci [zaś] o Proszowieckim, w którym 15 000 wojska idącym ku stolicy powiada.”[6]

Później jeszcze raz powtarza:

„dano znać, że Proszewicki idzie w 15 000 wojska.”[7]

Maskiewicz jest tu o tyle ważnym źródłem informacji, że przebywał w owym czasie w Moskwie. To znacząco podnosi wiarygodność jego danych, choć obniża je fakt, że swoje wspomnienia spisał dopiero kilkanaście lat później, więc jego relacja nie jest wolna od pomyłek. Na przykład błędnie określił datę tej bitwy.

     Najwyżej liczebność przeciwnika ocenił rotmistrz husarski, Mikołaj Ścibor Marchocki. Pisał:

„W Piątek Wielki [błąd; powinno być w czwartek] przyszła nam wieść, że Proszowiecki ze trzydziestą tysięcy idzie i już jest blisko miasta.”[8]

Marchocki, tak jak i Maskiewicz, wchodził w skład polskiego garnizonu Moskwy. Choć i on spisał swoje wspomnienia dopiero po kilkunastu latach.

     Armia Proszowieckiego liczyła więc zapewne około 15 000 ludzi, z czego kilka tysięcy żołnierzy. Była ona najmniejsza z trzech ugrupowań, które zbliżały się do Moskwy. Właśnie ją 31 marca rozbiło wojsko polskie.

     Ciekawostką jest fakt używania przez część żołnierzy rosyjskich, którzy brali udział w tej bitwie, spis, czyli pik. Chodzi o długą broń drzewcową, którą na grunt rosyjski właśnie w tych latach przeszczepiano z armii zachodnioeuropejskich[9]. Piechota próbowała w ten sposób zwiększyć swoje szanse w obliczu ataków kawalerii polskiej.

     Oprócz pik, piechurzy Proszowieckiego wykorzystali hulajgorody. Te akurat nie były niczym nowym dla wojsk moskiewskich.

hulajgorody

Armia polska

     Skład armii polskiej (i krótki przebieg walk) podał Aleksander Korwin Gosiewski, czyli dowódca polsko-litewskiego garnizonu Moskwy:

„W czwartek [31 marca] do południa mieliśmy pokój. Potem Prusowiecki, Kniaź Wasil Massalski, Arain Izmaiłów, Kniaź Repnin i inni od Włodzimierza z wielkiem wojskiem przyszedłszy, stanęli werst 7 [około 7 km] od Moskwy. Na tę posługę W.[aszej] K.[rólewskiej] M.[ości] użyłem J.[ego] M.[ość] P.[ana] Starostę Chmielnickiego [Mikołaja Strusia], P.[ana] Zborowskiego, z rycerstwem pułków Ich M.[ość] P.[ana] Berkowskiego z piechotą niemiecką, przydawszy z pułku swego P.[ana] Hreczynę i P.[ana] Hłuskiego z rotami ich. Naleźli nieprzyjaciela pilno ostróg budującego. I tam Pan Bóg błogosławił za szczęściem W. K. M., że nieprzyjaciel pogromiony, obóz z armatami wzięty, piechoty nieprzyjacielskiej niemało poległo, jazda niemal wszystka uszła, noc na pomocy sobie mieli; nam się też dnia dla tego, aby się nieprzyjaciel w ostrogu nie ufortyfikował, czekać nie zdało.”[10]

     Inne źródła potwierdzają udział wymienionych powyżej jednostek, dodając czasem interesujące szczegóły. Na ich podstawie można odtworzyć i skład, i liczebność armii polskiej.

  • Pułk kawalerii Mikołaja Strusia (w nim to była rota husarska starosty bracławskiego Walentego Aleksandra Kalinowskiego, której porucznikiem był Wojciech Dobromirski) – 500 koni[11]
  • Dwie chorągwie pułku Aleksandra Zborowskiego[12] – 200 koni[13]
  • Chorągiew jazdy lekkiej (kozackiej) Jana Hreczyny, należąca do pułku Aleksandra Korwina Gosiewskiego – 114 koni[14]
  • Chorągiew lekkiej (kozackiej) Hluskiego, należąca do pułku Aleksandra Korwina Gosiewskiego – 92 konie[15]
  • Piechota niemiecka Jana Borkowskiego – 200 żołnierzy[16]

Łącznie daje to około 1100 żołnierzy, z czego 900 kawalerzystów. W znanych mi źródłach nie ma wzmianek o uczestniczeniu luźnej czeladzi w bitwie, czy choćby towarzyszeniu w niej żołnierzom. Najpewniej została ona w oddalonej o kilka kilometrów Moskwie. To by oznaczało, że przewaga liczebna strony rosyjskiej sięgała kilkunastu ludzi (lub też kilku żołnierzy) na jednego żołnierza polskiego. Dodać trzeba, że tak duża dysproporcja sił nie była dla Polaków żadną nowością. Większość z nich brała wcześniej udział w bitwie pod Kłuszynem[17], gdzie stosunek sił prezentował się podobnie, a armia przeciwnika, z uwagi na obecność komponentu wojsk zachodnioeuropejskich, była znacznie wyższej jakości niż pod Moskwą.

Przebieg bitwy w relacjach polskich

     Walki opisuje kilka relacji polskich. Najwartościowsze z nich to cytowany powyżej list Gosiewskiego do króla Zygmunta III Wazy oraz relacja jednego z żołnierzy pułku Mikołaja Strusia, czyli Jakuba Głoskowskiego:

„We czwartek [31 marca], jeśli co było zostało [w Moskwie do spalenia], kończyli i plądrowali, paleli. Dowiedzieli się, że Mosalski posłany od Lepona następuje ku Moskwie z Pasondorkiem [Proszowieckim], mając na saniach deski i spissy, którymi się obstawiać w taborze i z nich strzelać chcieli, i już się byli poczęli obstawiać, ale pan Strusz z połkiem swym, pan Zborowski z dwiema chorągwiami i inszych kielka chorągwi poszli z panem Struszem przeciniem tegoż dnia. O nieszpornych godzinach [wieczorową porą] zastali Mosalskiego jeszc[z]e nie gotowanego do końca się był obstawiał. Uszykowawszy wojsko pan Strusz, pan Zborowski skoczył zaraz i kredensował [szedł przodem] naszym dobrze, uderzył się o strzelce i on grodek. Tam nie mogąc strzymać wielki[ej] ich mocy i strzelby ręcznej, zgubieł chorągiew, aż go naszy drudzy posiłkowali. Tam pan Dobromierski przywodząc rotę pana Kalinowskiego, zabit zaraz. Moskwa konna zatym uchodzić poczęła, naszy je długo w wielkim śniegu gonieli, nie mogąc ich daleko gonić, wrócieli się potym znowu do onegoż taborku i tam strzelców, którzy się byli w jedny cerkwi tamże zawarli, znieśli, spaleli i tabor z grodku im wzięli i inszą Moskwę, co tam była została. Kładą [szacują], że ich tam zginęło do piąci tysięcy jedni, drudzy [szacują] mni[ej]. Już wracają się z tej pogoni. Zatym przyszło dwieście niemiecki piechoty [Borkowskiego] na pomoc przeciw strzelcom, którzy do zostałego tego grodku naszym i tym, co się tam w cerkwi zaparli, palić pomogli.”[18]

Jak widać obie relacje są ze sobą całkowicie zgodne, uzupełniając się wzajemnie.

     W pełni zgodna z opisami Gosiewskiego i Głoskowskiego jest również relacja Budziły, w której  można znaleźć kilka dodatkowych szczegółów:

„Tegoż roku i miesiąca 31, przeciwko temu wojsku wyszedł pan Strus z Możajskim [z Możajska][19], który tam [w Możajsku] był z pułkiem hetmańskim [Stanisława Żółkiewskiego], prawie do tej potrzeby [bitwy] przyszedł, do którego przyłączono kilka chorągwi pana Zborowskiego. Potkał tedy [nieprzyjaciela] w półtora mil [ok. 10 km] od Moskwy, który postrzegłszy wojsko nasze, począł się obstawiać hulaj-grody, gotowe mając i spisy na nich stawiąc, ale pan Strus, nie dając im się dobrze rozpostrzec i opatrzyć, choć nierówno było, a do tego i nie sporo [niedogodnie] w śniegach, jednak się z nim mężnie potkał, hulaj-grody nie bez szkody swej przełomił, Moskwę [Rosjan] wybił, a na ostatek z Prosowickim z nie bardzo pocieszną nowiną do Lepunowa pobiegli. Nasi tabory rozgromiwszy, z korzyścią i zwycięstwem do zamku się wrócili.”[20]

Zgodny z wyżej wymienionymi jest też opis hetmana polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego, który choć nieobecny pod Moskwą, był jak widać nieźle poinformowany o mających tam miejsce wydarzeniach:

„Lecz nazajutrz, to jest w Wielki Czwartek, iż była wiadomość o wojsku z kniaziem Dymitrem Trubeckim i z kniaziem Wasylem Massalskim, z inszymi bojary, którzy spieszyli, ale tak prędko nie mogli pospieszyć, żeby swoich ratować, pan starosta chmielnicki [Mikołaj Struś] i pan Zborowski, przebrawszy z pułku swego część ludzi, poszli przeciwko nim. W mili [mila polska = 7143 m] tylko już od miasta było wojsko moskiewskie, zwiedli z nim nasi bitwę i pogromili ono wszystko ich wojsko.”[21]

Stosunkowo nieźle, choć nie bezbłędnie, wydarzenia te opisał Maskiewicz:

„Die 4 aprila, w Poniedziałek Wielkanocny [błąd; powinno być 31 marca], dano znać, że Proszewicki idzie w 15 000 wojska. Pan Struś ze swoim się pułkiem wymknął, aby szedł przeciwko niemu, a nie miał, jeno 500 koni w pułku. I tam przydawszy mu koni 200 pan Gąsiewski wyprawił go w imię Pańskie nań. Potkał pan Struś Proszewickiego w mil 4 od stolicy, który hulajgorodami szedł, to jest na saniach wielkich wrota na kołowrocie stały, mając dziur kilka w sobie dla strzelania z samopałów. Do tych sań każdych po 10 strzelców przystawiono, ci i sanie przed sobą pchną, i strzelają stanąwszy jak z zamurza. A takich sań tak wiele, jako tabor tego potrzebował, że wszędzie tak na zadzie, bokach, jako i na przodzie taboru wkoło podle siebie były prowadzone. Nie mając nigdzie dziury od taboru, nie lza [nie można] było naszemu kopijnikowi, jeno spieszyć się z koni a rozerwać tabor; i tak uczynili. Wpadłszy za tym 700 człowieka, za pomocą Najwyższego pobili i pogromili nieprzyjaciela znacznie; więźniów nie kazał mieć, co się nawinęło ścinać, siec. Sam Proszewicki uciekł za czasu, a i dobrze poradził, bo i każdy niczym, jeno nogami ochronił zdrowie swoje. W tej potrzebie z naszych bardzo mało zginęło. Ze znaczniejszych jeno porucznik starosty bracławskiego Kalinowskiego, gdzie brat [mój] pan Daniel służył, Wojciech Dobromirski zabity. Nazad się wrócił [Mikołaj Struś] z wiktorią, za łaską Najwyższego, z niewymowną radością naszą.”[22]

Zdecydowanie najsłabiej, bo zmieniając wynik bitwy, opisał ją Marchocki:

„W Piątek Wielki [błąd; powinno być w czwartek] przyszła nam wieść, że Proszowiecki ze trzydziestą tysięcy idzie i już jest blisko miasta.

Wyprawił pan Gąsiowski przeciwko niemu pana Zborowskiego i pana Strusia z częścią wojska. Potkali się z nim w półtora mil [około 10 km] od stolicy. Potarł się zrazu komunikiem nieźle z naszymi, ale jak go wsparto [odparto] i ubito mu ludzi ze dwieście, ustąpił w hulajgrody, które miał z sobą. Nasi nie mieli z to [na tyle] siły natrzeć na hulajgrody [i] wrócili się na noc do miasta. A Proszowiecki z wojskiem swoim odciągnął kilka mil nazad, i tam doczekał Leponowa i inszych z większą potęgą.”[23]

Wnioski

     Pomimo, że Moskwa (jak wówczas zwano Rosjan), dysponowała długimi spisami „niemieckiego wzoru”, hulajgorodami i dużą przewagą liczebną; pomimo, że Polacy musieli szarżować po śniegu, to jednak udało im się pokonać przeciwnika. Dokonali tego, gdyż uderzyli na Rosjan, „nie dając im się dobrze rozpostrzec i opatrzyć”, to znaczy nie pozwalając im się odpowiednio uszykować i przygotować do walki. To był kluczowy dla wyniku starcia, czynnik.

     Bitwa ta dowodzi również banalnej prawdy, którą można streścić słowami „nec Hercules contra plures”. Pierwsza szarża 200 kawalerzystów Aleksandra Zborowskiego załamała się przecież w wyniku olbrzymiej przewagi liczebnej przeciwnika.

Sam Gosiewski wyciągnął z tej bitwy jeszcze jeden, mało odkrywczy wniosek, który zapisał w liście do króla – w głębokim śniegu lepiej jest używać piechoty i lekką kawalerię niż husarzy[24].

Dr Radosław Sikora

 

Przypisy:

 


[3]     Samuel Maskiewicz, Dyjariusz Samuela Maskiewicza. W: Moskwa w rękach Polaków. Pamiętniki dowódców i oficerów garnizonu polskiego w Moskwie w latach 1610-1612. Opr. Marek Kubala, Tomasz Ściężor. Kryspinów 1995. s. 186; Mikołaj Ścibor Marchocki, Historia moskiewskiej wojny prawdziwa. W: Moskwa w rękach Polaków. Pamiętniki dowódców i oficerów garnizonu polskiego w Moskwie w latach 1610-1612. Opr. Marek Kubala, Tomasz Ściężor. Kryspinów 1995. s. 89 – 90.

[4]     O różnych kategoriach ludzi obecnych w wojsku rosyjskim: Radosław Sikora, Armia rosyjska w bitwie pod Newlem 1562 roku.

[5]     Józef Budziło, Historia Dmitra fałszywego. W: Moskwa w rękach Polaków. Pamiętniki dowódców i oficerów garnizonu polskiego w Moskwie w latach 1610-1612. Opr. Marek Kubala, Tomasz Ściężor. Kryspinów 1995. s. 458.

[6]     Maskiewicz, Dyjariusz, s. 186.

[7]     Tamże, s. 189.

[8]     Marchocki, Historia, 89.

[9]     O tym, że były to spisy „niemieckiego wzoru”, czyli długie piki piechoty w: Олег Александрович Курбатов, Нидерландская военная система в России в начале XVII века.

[10]    Aleksander Gosiewski do Zygmunta III Wazy, Moskwa 6 IV 1611, Biblioteka Czartoryskich rkps 106, bez paginacji. Przedruk w: Opis powstania w Moskwie 1611 roku przeciw wojskom polskim, przez naocznego świadka, niejakiego Głoskowskiego. „Przyjaciel Ludu” R 9, tom II, nr 33. Leszno 1843. s. 259.

[11]    „Pan Struś ze swoim się pułkiem wymknął, aby szedł przeciwko niemu, a nie miał, jeno 500 koni w pułku” (Maskiewicz, Dyjariusz, s. 189).

[12]    „[…] pan Zborowski z dwiema chorągwiami” (Pana Głoskowskiego, towarzysza pana Strussa relatia taka, Biblioteka Raczyńskich, rps 139, k. 345r – 348r. Przedruk w: Diariusz drogi Króla JMci Zygmunta III od szczęśliwego wyjazdu z Wilna pod Smoleńsk w roku 1609 a die 18 Augusta i fortunnego powodzenia przez lat dwie do wzięcia zamku Smoleńska w roku 1611. Opr. Janusz Byliński. Wrocław 1999. s. 261); „[…] do którego przyłączono kilka chorągwi pana Zborowskiego” (Budziło, Historia, s. 458); „[…] pan starosta chmielnicki [Mikołaj Struś] i pan Zborowski, przebrawszy z pułku swego część ludzi, poszli przeciwko nim” (Stanisław Żółkiewski, Początek i progres wojny moskiewskiej. Opr. Andrzej Borowski. Kraków 1998. s. 115).

[13]    „[…] przydawszy mu koni 200 pan Gąsiewski wyprawił go w imię Pańskie nań” (Maskiewicz, Dyjariusz, s. 189).

[14]    Jest to wielkość etatowa w kwietniu 1611 roku (Федор Вержбовский, Материалы к истории Московскаго государства в XVI и XVII столетиях. t. II. Warszawa 1898. s. 9).

[15]    Jest to wielkość etatowa w kwietniu 1611 roku (Федор Вержбовский, Материалы к истории Московскаго государства в XVI и XVII столетиях. t. II. Warszawa 1898. s. 9).

[16]    „przyszło dwieście niemiecki piechoty na pomoc przeciw strzelcom” (Pana Głoskowskiego, s. 262).

[18]    Pana Głoskowskiego, s. 261 – 262.

[19]    Pułk Strusia wkroczył do Moskwy dopiero 30 marca 1611 roku. Wcześniej stacjonował w Możajsku.

[20]    Budziło, Historia, s. 458.

[21]    Żółkiewski, Początek, s. 115.

[22]    Maskiewicz, Dyjariusz, s. 189 – 190.

[23]    Marchocki, Historia, s. 89.

[24]    Aleksander Gosiewski do Zygmunta III Wazy, Moskwa 6 IV 1611.

W ostatnich dniach dotarła do nas wiadomość o możliwym wyjściu na wolność Janusza Walusia, polskiego emigranta odsiadującego wyrok dożywotniego więzienia w Republice Południowej Afryki. Zastrzelił on w Boksburgu lidera południowoafrykańskich komunistów, Chrisa Haniego.

O sprawie i towarzyszących jej emocjach pisaliśmy już na łamach naszego portalu. Oczywiście, sprawa możliwego wyjścia Walusia na wolność została odnotowana przez wszystkie media na świecie, w tym te polskojęzyczne. Przedstawiona pokrótce w mediach sprawa czytelnikowi, nie interesującemu się tematem, wydaje się prosta: polski rasista zastrzelił bojownika o wolność i równość.

 


Po przejrzeniu wielu relacji (większość mediów po prostu kopiowała relację PAP) zwróciłem uwagę na przedstawienie sylwetki ofiary czyli Chrisa Haniego. W przekazach medialnych nazywany był on „jednym z najbardziej wpływowych liderów czarnej większości” („Niezależna”, „Wirtualna Polska”), „bożyszczem czarnoskórej młodzieży” („Fakt”, „Gazeta Wyborcza”), „jednym z najbardziej wpływowych i uwielbianych przez młodzież liderów czarnoskórych mieszkańców” („naTemat”). O nazwanie go „szefem komunistycznych bojówek” pokusił się jedynie portal „Polska The Times”. Takie ogólne przedstawienie ofiary zamachu daje czytelnikowi mgliste wyobrażenie o postaci Haniego. Hani faktycznie był popularnym liderem, jednak takie zobrazowanie jego sylwetki w mediach jest jedynie tzw. półprawdą.

Kim był Chris Hani?

Thembisile Chris Hani urodził się w wiosce Sabalele w regionie Cofimwaba. Był piątym z sześciu synów Gilberta i Mary Hani. Chris, imię, którego używał był w rzeczywistości pierwszym imieniem jego brata, dorastał w chrześcijańskiej rodzinie. Pierwszy jego kontakt z polityką miał miejsce w momencie gdy ojciec opuścił dom w poszukiwaniu pracy w bardzie zindustrializowanych regionach RPA. Wtedy w domu Hanich pojawił się temat polityki i walki o swoje prawa mieszkańców biedniejszych, wiejskich regionów.

Hani uczęszczał do szkoły katolickiej, ale jego ojciec, który chciał odciągnąć syna od marzeń o kapłaństwie przeniósł go do szkoły świeckiej. W szkole tej wielu wczesnych nauczycieli Haniego należało do ruchu przeciwstawiającego się segregacji rasowej, w tym ustawie o rozdziale szkolnictwa czarnych i białych tzw. Bantu Education Act. Fakt ten, jak opisują go południowoafrykańscy historycy popierający obalenie apartheidu, miał znaczący wpływ na dalszy rozwój poglądów Haniego.

W 1958 Hani uczęszczał do szkoły Lovadale we wschodnim Kapsztadzie. Hani udzielał się w studenckich organizacjach marksistowskich jako student uniwersytetu Fort Hare. Po uczelni przeniósł się do Kapsztadu gdzie przez rok pracował jako asystent kancelarii prawnej.

Hani dorastał w atmosferze politycznego aktywizmu, jego ojciec Gilbert był aktywnym działaczem Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC). W 1957 Hani został członkiem młodzieżówki ANC czyli Ligi Młodych (ANCYL). Przełomem w działalności politycznej Haniego był tzw. Proces Zdrajców w 1956 roku, który oskarżał liderów ANC w tym Nelsona Mandelę. Hani, w swoich wspomnieniach, cytowanych przez rodzinę i południowoafrykańskie media, potwierdza, że idee marksistowskie utwierdzały go w przekonaniu słuszności walki przeciwko systemowi apartheidu.

Rozszerzenie Aktu Edukacyjnego w 1959 roku zaowocowało większymi restrykcjami w podziale rasowym. Ustanawiał osobne uczelnie dla białych i czarnych , sankcjonujące politykę segregacji (dotyczyło to głównie uniwersytetów w Kapsztadzie i Witwatersrand ). Utworzono osobne uczelnie dla czarnej społeczności, Azjatów oraz tzw. Koloredów. Wtedy nastąpiło znaczne nasilenie politycznej aktywności Haniego. Przystąpił on do Partii Komunistycznej RPA (CPSA). Jego wuj był aktywistą tej partii, założonej w 1921 roku (jej późniejszym liderem był słowacki Żyd Joe Slovo). Jednak działacze tej partii musieli działać w ukryciu po wprowadzeniu przez rząd RPA Aktu o przeciwdziałaniu Komunizmowi, który uchwalony został w 1950 roku. Komuniści wrócili pod nazwą Południowoafrykańska Partia Komunistyczna (SACP).

W 1961 roku Chris Hani przystąpił do zbrojnego ramienia ANC (w którym istotna rolę odgrywała Partia Komunistyczna) zwanego Włócznia Narodu (Umkhonto we Sizwe). Został liderem tej formacji we wschodnim Kapsztadzie. W roku 1962 Hani został po raz pierwszy aresztowany za rozprowadzanie propagandy antyrządowej. Podczas powrotu z jednej z podróży zagranicznych został zatrzymany na granicy po czym spędził 18 miesięcy w więzieniu.

Hani, na polecenie kierownictwa ANC zszedł do podziemia i otrzymał od nich także kontakty na odbywanie militarnych szkoleń zagranicznych. Hani udał się na szkolenia do Związku Radzieckiego w 1967 roku (Południowoafrykańska Partia Komunistyczna była częścią Kominternu). W Związku Radzieckim Hani, jak i Nelson Mandela byli szkoleni w zakresie wojny partyzanckiej, działalności terrorystycznej i mieli kontakty ze służbami specjalnymi sowieckiego reżimu, które aktywnie działały na afrykańskim polu. W ZSRR afrykańscy aktywiści byli werbowani przez służby specjalne sowieckiego reżimu.

Po powrocie z ZSRR Hani uczestniczył w wojnie domowej w Rodezji, 1964-1979 (dzisiejszym Zimbabwe), która angażowała trzy strony konfliktu (i nazywana jest „Rhodesian Bush War” lub „Wojna o niepodległość”): rząd Rodezji i jego siły zbrojne, rewolucyjną Zimbabwe African National Liberation Army i konkurującą z nią Zimbabwe African National Union (partię rządzącego do dziś Zimbabwe prezydenta Roberta Mugabe).

W tym miejscu warto podkreślić, ze kampania ta była militarną porażką m.in. ze względu na sceptyczne podejście miejscowej ludności do „wyzwolicieli” (wiele oddziałów i przywódców było zgłaszanych do sił rządowych). Niemniej jednak była propagandową karmą późniejszych rozruchów w RPA.

Na początku 1967 roku Hani zbiegł do Bostwany, następnie został aresztowany za posiadanie broni i osadzony na dwa lata w więzieniu. Pod koniec 1969 roku Hani powrócił doi Zambii, W tym samym roku posiedzenie ANC dopuściło do udziały w ruchu białych oraz „innych nie-Afrykańczyków”. Odbyło się to podczas tzw. Konferencji w Morogoro. Na tej samej konferencji ustalono, że decyzje polityczne powinny być dokonywane w następstwie działań militarnych, nie na odwrót.

W 1974 roku Hani powrócił do RPA i stworzył struktury ANC w zachodnim Kapsztadzie. Do kraju przybył pieszo z Bostwany. Na terenie Kapsztadu, a później w kraju stworzył struktury komunistycznych bojówek, przypisuje mu się także autorstwo struktury komunikacyjnej wśród rebeliantów. Następnie Hani przeniósł się do Lesotho gdzie spędził siedem lat, także tworząc terrorystyczne struktury. W tym czasie stał się prominentnym działaczem ANC i SACP, co doprowadziło do kilku zamachów na jego życie (m.in. bomba podłożona pod samochodem Po tych wydarzeniach został transferowany ze stolicy regionu Lesotho, Maseru, do centrum dowodzenia ANC w Lusaka w Zambii. W tym czasie został wybrany członkiem Narodowego Komitetu Wykonawczego ANC oraz został wysoko postawionym liderem Umkhonto we Sizwe (pol. Włócznia Narodu), zbrojnego ramienia ANC. Jego zadaniem było m.in. rekrutowanie młodzieży do walki z rządem RPA. Naczelne dowództwo na Włócznią Narodu uzyskał w 1987 roku. Wcześniej angażował się także w akcję wspomagania więźniów ANC internowanych w obozach w Angoli.

Po zniesieniu delegalizacji ANC w 1990 roku Hani powrócił do RPA i stał się popularnym wśród czarnej społeczności liderem. Był jednym z liderów Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej, której przewodniczył Joe Slovo. Po ogłoszeniu przez Slovo choroby nowotworowej w roku 1991, Hani objął stanowisko Sekretarza Generalnego Partii Komunistycznej.

Rok później, widząc zbliżający się kompromis pomiędzy rebeliantami i władzą, Hani zrezygnował w dowodzenia Włócznią Narodu i skupił się na pracy na budowaniem pozycji partii komunistycznej. Jako sprawny mówca i lider zdobył poparcie czarnej biedoty mniejszych miasteczek (niektóre teorie spiskowe twierdzą nawet, że Hani został wyeliminowany jako zagrożenie dla pozycji ANC).

10 kwietnia 1993 roku Hani został zastrzelony przed swoim domem w Boksburgu przez polskiego emigranta Janusza Walusia, który działał w porozumieniu z członkiem parlamentu z ramienia Partii Narodowej Clivem Derby-Lewisem. Obaj, za ten czyn zostali skazani na śmierć zamienioną później na wyroki dożywotniego więzienia (Derby-Lewis opuścił więzienie w zeszłym roku ze względu na zły stan zdrowia, Waluś przebywa w nim nadal, choć ostatnie wieści, wyrok Sądu Najwyższego RPA, dają nadzieje na szybkie opuszczenie przez niego murów więzienia w Pretorii).

Przedstawiając „szlak bojowy” Chrisa Haniego, który może wyglądać na pełną pasji i walki drogę bojownika warto przyjrzeć się także postrzeganiu tej walki w ówczesnym czasie oraz ofiarach jego działalności, pomijając nawet kwestię wpływów radzieckich. Na początek garść faktów:

Afrykański Kongres Narodowy (ANC, pierwotnie pod nazwą South African Native National Congress) został założony 1912 roku (podczas konferencji w Bloemfontein), zmiana nazwy nastąpiła w 1923 roku. Liczył od czterech do pięciu tysięcy zwolenników. Jego główną kwatera było miasto Lusakia w Zambii, operował na terenie Południowej Afryki. Liderami byli Oliver Tambo oraz Nelson Mandela (uwięziony w 1962 roku). Zbrojnym ramieniem ANC była Włócznia Narodu (Ukmhonto we Sizwe). Źródłem finansowania były dotacje z ZSRR, Kuby oraz poszczególnych państw afrykańskich.

Celami ANC było:

– obalenie rządu RPA oraz zakończenie systemu apartheidu,

– ustanowienie komunistycznego rządu RPA,

– uwolnienie Nelsona Mandeli oraz innych liderów,

– izolacja białego rządu RPA na arenie międzynarodowej.

Na początku ANC skupiał się na pokojowym demonstrowani sprzeciwu wobec rządów białych. W 1961 władze ANC uznały, że jedynie działania zbrojne mogą zapewnić dialog z rządem RPA i powołane zbrojne ramię, Włócznię Narodu. Akcje terrorystyczne nasiliły się w latach 80-tych. W początkowej fazie obejmowały ataki na cele infrastrukturalne: kopalnie węgla, elektrownie, trakcje kolejowe, fabryki, obiekty zajmujące się produkcją i przetwórstwem ropy i paliw.

W 1983 roku uznano, że działania te są niewystarczające. Podjęto ataki bombowe przeciwko obiektom wojskowym i cywilnym, w których ginęli zarówno żołnierze i policjanci jak i cywile, biali i czarni. W 1986 roku lider ANC Tambo ostrzegł wszystkie zagraniczne firmy operujące na terenie RPA, że mogą stać się celem ataku, ponieważ ich aktywność w tym kraju postrzegana jest przez jego organizację jako współpraca z wrogiem (czyli rządem).

Bojownicy ANC byli szkoleni w Tanzanii, Korei Północnej, Angoli, i niemalże wszystkich państwach sąsiadujących z RPA. Uzbrojenie pochodziło głównie ze Związku Radzieckiego.

Wybrane operacje Włóczni Narodu:

– czerwiec 1980 – ataki bombowe na SASOL (firmę zajmująca się wydobyciem węgla i przetwórstwem paliw), straty oszacowano na siedem milionów dolarów,

– grudzień 1982 – atak bombowy na elektrownię atomową w Koeberg w pobliżu Kapsztadu,

– maj 1983 – atak bombowy (samochód pułapka) na kwaterę południowoafrykańskich sił powietrznych w Pretorii, w rezultacie 19 osób zabitych a ponad 200 rannych,

– grudzień 1985 – atak rakietowy na rafinerię Mobile Oil,

– grudzień 1985 – zamach bombowy na cukiernie w Durbanie, pięć ofiar,

– czerwiec 1986 – dwa ataki z użyciem samochodów pułapek w Johannesburgu, kilkanaście osób zabitych, kilkadziesiąt rannych,

– październik 1987 – samochód pułapka w Durbanie, pięciu rannych,

– maj 1987 – wybuch bomby przed sądem, pięciu policjantów zabitych,

– lipiec 1987 – wybuch samochodu pułapki przed siedzibą wojska w centrum Johannesburga, rannych 68 osób,

– kwiecień 1988 – wybuch trzech bomb przed teatrem w Pretorii, zniszczony budynek, kilkudziesięciu rannych,

– czerwiec 1988 – wybuch bomby przed bankiem w Rodeport, cztery osoby zabite, ponad 20 rannych,

– czerwiec 1988 – wybuch bomby przed galerią sztuki, ginie zamachowiec,

– lipiec 1988 – wybuch bomby umieszczonej w samochodzie pułapce przed stadionem Ellis Park w Johannesburgu, dwoje ludzi zabitych, 35 rannych (zegar bomby ustawiony na wybuch w godzinie opuszczania stadionu przez tłum po meczu rugby).

Włócznia Narodu, jak i inne organizacje i sympatyzujące z nią grupy siała także terror wśród czarnych mieszkańców RPA nie popierających dość żywiołowo zmian planowanych przez komunistów. Do historii przeszły nie tylko porwania i morderstwa, masowe zastraszanie całych wiosek (np. sympatyzujących z rywalizującą z ANC zuluską partią Inkatha) ale także wyszukane metody zadawania śmierci. Jednym z niechlubnych epizodów południowoafrykańskiej transformacji pozostaną niewątpliwie tzw. naszyjniki czyli płonące opony zakładane na szyję tym czarnym, których rewolucjoniści oskarżyli o zdradę lub „sympatyzowanie z białymi”. Wielką zwolenniczką i praktyczką takich działań była żona Nelsona Mandeli Winnie Madikizela-Mandela, której słynny cytat brzmi, że „wyzwolą nas naszyjniki”.

Ocena postaci Haniego nie jest prosta, dla jednych, w zależności od punktu widzenia będzie on bojownikiem o wolność, dla drugich komunistycznym terrorystą. Jednak jego zdawkowe, pieszczotliwe, opisywanie nosi znamiona co najmniej niedopowiedzenia. Stwierdzić można poza wszelką wątpliwością, że Hani był bojownikiem, żołnierzem na froncie i jako taki zginął. Nie był z pewnością niewinną ofiarą bezwzględnego „rasisty”.

Autorstwo: Ajwaj
Źródło: Autonom.pl

65 osób na 1000 dorosłych Polaków zalega z płatnościami ponad 60 dni. Łączna kwota zaległości wynosi 42,76 mld zł. Nie wszystkie długi są jednak ujęte w rejestrach: widnieć w nich powinno 900 tysięcy alimenciarzy, a nie jedynie 300.

Jak wynika z Indeksu Zaległych Płatności Polaków opublikowanego przez Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor S.A. do 2,056 mln wzrosła liczba Polaków, którzy zalegają z płatnościami (w grudniu było ich „zaledwie” 1,977 mln). O ile w grudniu 2015 r. były to blisko 63 osoby na 1000 dorosłych Polaków, to w marcu br. 65 osób na 1000 nie opłaciło w terminie co najmniej 60 dni swoich zobowiązań na kwotę minimum 200 zł.

Łączna kwota zaległych zobowiązań kredytowych i pozakredytowych tj. nieopłaconych na czas rachunków za telefon, media, rat pożyczek czy alimentów wyniosła 42,76 mld zł i była o blisko 6 proc. (ok. 2,5 mld zł) wyższa niż 3 miesiące temu.

Polacy starają się w pierwszej kolejności regulować zobowiązania wobec banków, które mają zabezpieczenia często na majątku kredytobiorcy. Praktyką banków jest także sprzedaż przeterminowanych kredytów do firm windykacyjnych. Zaległości wobec banków spadły o około 2 mld zł.

W ciągu 3 miesięcy o 4,5 mld zł zwiększyły się zaległości pozakredytowe, w tym z tytułu alimentów i pożyczek pozabankowych. Coraz częstszy brak zdolności do uzyskania kredytu kieruje nie mogących związać końca z końcem zdesperowanych Polaków do firm pożyczkowych. Ubiegły rok był „złotym” dla firm pożyczkowych, które udzieliły krótkoterminowych pożyczek na kwotę 5,1 mld zł, tj. o 25 proc więcej niż w 2014 r.

Wśród osób o największych zaległościach najwięcej jest osób między 35 a 54 rokiem życia. To ci, którzy mają przede wszystkim trudności ze spłatą kredytów hipotecznych – w tej grupie przeciętna zaległość na 1 osobę to blisko 210 tys. zł. W przypadku zaległości pozakredytowych: nieopłaconych rachunków, pożyczek pozabankowych i alimentów jest to niecałe 11,4 tys. zł. Podkreślić jednak należy, że nie wszyscy „alimenciarze” znaleźli się w rejestrze nierzetelnych płatników prowadzonym przez BIG InfoMonitor. Długi alimentacyjne osób, za które świadczenie wypłaca Fundusz Alimentacyjny, przekraczają już 8,3 mld zł i dotyczą zaledwie 300 tysięcy dzieci. Rodzice ponad 600 tys. pozostałych dzieci wciąż nie widnieją – choć powinni – w rejestrach dłużników.

Autorstwo: TMS
Źródło: Strajk.eu

Zrobiła się w ostatnich dniach moda na pewnego już prawie księdza, czy też w zasadzie homo ex księdza, który po ujawnieniu swojej orientacji seksualnej i faktu, że czynnie w niej trwał – zrobił w zasadzie globalne show, powodując zgorszenie wielu Chrześcijan na świecie.

Niestety ten człowiek nie tylko nie widzi niczego złego w tym, że złamał przysięgę, okłamywał najbliższych przez lata, posługiwał się hipokryzją i cynicznym festiwalem półprawd i jawnych kłamstw, żeby ukryć swoje działanie. Przede wszystkim ten człowiek – ze swojego aktu wolności, uczynił zarzut instytucji, która karmiła go i dawała sens jego życiu. Jest to coś niesamowitego, co nie ma żadnego uzasadnienia i należy się temu, przy pełnym szacunku dla konkretnej osoby i jej wyboru osobistego, jednak moralnie przeciwstawić. Nie może być, bowiem zgody na to, żeby zdrajca, bo w takich kategoriach trzeba rozpatrywać działalność tego typu mógł zatruwać umysły milionom ludzi. Uwaga – nikt mu nie odmawia prawa do mówienia czegokolwiek, ale już nie, jako ksiądz. Po mówiąc to co mówi pod koloratką gorszy innych Chrześcijan!

Przede wszystkim musimy zdać sobie sprawę z tego, że samo podniesienie publiczne swojej seksualności, jako wyróżnika upoważniającego kogokolwiek do jakichkolwiek żądań, roszczeń, czy też chociażby pouczania kogokolwiek w czymkolwiek, poza kwestiami tejże seksualności – jest błędne. Nie może być tak, żeby to, w jaki sposób ktoś kopuluje, w co i z kim – decydowało o tym, że nagle stajemy się osobami publicznymi, mentorami opinii publicznej, przedstawiającymi swoje wolne wybory życiowe, jako drogę przez mękę itd. Nie dlatego bo ktokolwiek ma coś przeciwko takim wyborom, tylko dlatego bo one nie są niczym nadzwyczajnym. Proszę wynaleźć lekarstwo na raka, proszę napisać ciekawą książkę, proszę sklasyfikować nowy gatunek w przyrodzie, odkryć planetę – cokolwiek twórczego! Jednak informowanie otoczenia o tym jak przeprowadza się akty seksualne i domaganie się na tej podstawie uwagi w takich kwestiach jak np. filozofia, etyka, prawo, cokolwiek – to czysta kpina z ludzi. Po prostu nic innego jak promocja pustości, głupoty i czegoś, co będąc intymne z natury powinno być, chociaż odrobinę w tajemnicy. To jest niezrozumiałe, że pewna grupa ludzi ujawniając wszystkim swoją seksualność domaga się specjalnych praw! Po prostu kpina z naszej cywilizacji i naszych wartości – uwaga proszę tego nie mylić z homofobią, która dotyczy piętnowania, stygmatyzacji z tytułu wyboru monopłciowego aktu seksualnego. W tym zakresie powinna być absolutna wolność, jednak nie może być tak, że życie z dowolnym określnikiem seksualnym jest przepustką do specjalnych praw w sferze publicznej – chociażby w zakresie komunikowania się. Chodzi o to, że afirmując społecznie jedną cechę życia osobistego jako wyróżnik generalny, deprymujemy inne. No już nie trzeba mieć wiedzy, albo być dobrym aktorem żeby być znanym. Wystarczy spowodować skandal z seksem homoseksualnym w tle i już jesteśmy na okładkach!

Jeżeli do tego dorabia się ideologię, tak jak to zrobił ten prawie ex ksiądz, to mamy do czynienia ze zwykłą strategią na konia trojańskiego. Człowiek żył w ramach pewnej wspólnoty, służył jej przekazowi do momentu, kiedy nie odkrył w sobie – uczucia do innego mężczyzny. Nie ma w tym nic złego, to piękne że dokonał wyboru i jest z tym szczęśliwy – cieszymy się jego szczęściem, co więcej – życzymy mu wszystkiego najlepszego. Jednak w tym samym momencie ten człowiek powinien odejść ze Wspólnoty. Tymczasem mamy do czynienia z wykorzystaniem funkcji w strukturze, do krytykowania jej. To się nie godzi, tak nie postępują ludzie uczciwi. Jednak, kto chciałby po latach słuchać ex księdza?

Okazało się, że ten pełen pychy człowiek, już służący zupełnie nowej sprawie nie ma granic w swoim gorszeniu Chrześcijan. Człowiek ten na podstawie faktu, że jest zdeklarowanym homoseksualistą domaga się od Kościoła zmian, w tym sięgających interpretacji Biblii! To samo w sobie jest fenomenem, dodajmy – skrajnie bulwersującym dla każdego, kto rozumie mechanizmy tego typu manipulacji. Byłem jednym z was, służyłem, jadłem wasz chleb, ale pewnego dnia pokochałem kogoś innego i teraz widzę, jacy jesteście źli, zakłamani, nienawistni i jak bardzo prześladujecie innych ludzi. W związku z tym żądam zmian takich a takich! Coś strasznego! Wszystko na bazie JEGO prawa do miłości i JEGO sposobu interpretacji rzeczywistości. Jeden człowiek zasmakował się w homoseksualnej miłości i mówi do ponad miliarda ludzi i instytucji mającej ponad 2000 lat – zmieńcie się! Jakie to banalne! Jakie to łatwe! Jakie to w swojej istocie parodiujące rzeczywistość w której jesteśmy. Dobrze wiemy, kto posługuje się takimi metodami, dobrze znamy nazwę tego upadłego stworzenia, które w ten sposób zwodzi umysły, znamy to już z oświecenia, nie damy się nabrać tym razem. Bezpieczniej jest się schronić w cieniu Krzyża, niż słuchać gorszących tez tego człowieka, będącego prawdopodobnie narzędziem.

W ostateczności można przecież założyć własny Kościół, jest wiele Wspólnot reformowanych, nie trzeba do tego nikogo ani oburzać, ani gorszyć. Można to zapoczątkować w każdej chwili, bez narażania się komukolwiek w czymkolwiek. Chodzi tylko o to, żeby wybrać właściwą drogę w odpowiednim momencie. Homoseksualny manifest prawie ex księdza jest parodią z rzeczywistości do której ten człowiek rości sobie prawo w imię własnej seksualności

Ps. Gorszących tez tego człowieka nie będziemy powtarzać i rozpowszechniać, przynajmniej tak długo do póki jego status nie jest jednoznaczny.

USA musi albo odeprzeć, albo uznać to zeznanie za prawdę.

 

a

Były pilot CIA i lotnictwa cywilnego zeznał pod przysięgą, że żaden samolot nie uderzył w Bliźniacze Wieże, bo byłoby to fizycznie niemożliwe.

John Lear, syn wynalazcy Learjet inventorBill Lear, przedstawił swoją ekspercką opinię, że fizycznie niemożliwe byłoby żeby Boeingi 767, loty AA11 i UAL175 mogły uderzyć w Bliźniacze Wieże 11 IX, zwłaszcza jeśli prowadzili je niedoświadczeni piloci:

‚Żaden z Boeingów 767 nie uderzył w Bliźniacze Wieże, jak oszukańczo mówili rząd, media, NIST i jej kontraktorzy’ – stwierdził w swoim zeznaniu.

‚Takie wypadki nie zdarzają się, bo one są niemożliwe fizycznie, z następujących powodów: w przypadku uderzenia UAL175 w południową wieżę, prawdziwy Boeing 767 rozpocząłby ‚teleskopowanie’ kiedy jego nos uderza w 14-calowe [35,56 cm] kolumny, które mają 39 cali [99,06 cm] pośrodku.

‚Ogon poziomy i pionowy natychmiast odleciałby od samolotu, uderzył w stalowe kolumny i spadł na ziemię.

‚Uderzając w stalowe kolumny silniki zachowałyby swój ogólny kształt, i albo spadłyby na ziemię, albo zostałyby znalezione w ruinach zawalonego budynku.

‚Żaden z Boeingów 767 nie może osiągnąć prędkości 540 mil/godz [810 km/godz] na wysokości 1.000 stóp [330 m] nad poziomem morza ‚parasite drag podwaja się z prędkością’ i ‘parasite power’ potraja się z prędkością.

  • Wentylator silnika nie jest zaprojektowany do przyjmowania dużej ilości gęstego powietrza na tej wysokości i prędkości.
  • Kawałek rzekomego kadłuba zewnętrznego zawierającego wycięcia 3 lub 4 okien nie należy do samolotu [ang. jest niezgodny z samolotem], który uderzył w 14-calowe kolumny przy prędkości ponad 500 mil/godz. Zostałby pognieciony.
  • Żadna istotna część Boeinga 767 albo silnika nie mogłaby przebić 14-calowych kolumn i 37 stóp [10,1 m] poza ogromnym rdzeniem wieży, nie spadając na ziemię.

‚W gruzie po zawaleniu musiałyby być ogromne części Boeinga 767, łącznie z rdzeniami 3 silników ważących około 9.000 funtów [4 tony] każdy, czego nie dałoby się ukryć. Ale nie ma żadnych dowodów obecności któregoś z tych ogromnych elementów 767 na miejscu WTC.

Zeznanie datowane 28 stycznia 2014 jest częścią pozwu złożonego przez Morgana Reynoldsa w Sądzie Rejonowym w Nowym Jorku.

W marcu 2007 Reynolds, były główny ekonomista za rządu George’s W Busha złożył Prośbę o korektę [Request For Correction] w Krajowym Instytucie Nauki i Technologii, w którym napisał, że prawdziwe odrzutowce komercyjne (Boeingi) nie uderzyły wież WTC.

Mimo że ruch 9/11 Truth początkowo odrzucił teorię ‚żadne samoloty’ jako zbyt dziwaczne, to po analizach naukowych i racjonalnych, stała się powszechnie przyjętym wyjaśnieniem zebranych dowodów.

a

W przeciwieństwie do każdej innej formy zeznań, zeznanie złożone pod przysięgą staje się prawdą według prawa, jeśli nie zostanie obalone. Teraz od krytyków tej teorii zależy by przedstawili swoje dowody i analizę w celu obalenia punkt po punkcie tego zeznania. Jeśli tego nie zrobią – albo nie są w stanie – to amerykański rząd będzie zobowiązany potwierdzić, że materiały Komisji 11 IX są błędne.

65-letni emerytowany kapitan lotnictwa i były pilot CIA, który przelatał ponad 19.000 godzin, zwrócił także uwagę na brak doświadczenia pilotów, którzy rzekomo prowadzili te samoloty:

‚Rzekome ‚kontrolowane’ zniżanie się w Nowym Jorku na stosunkowo prostym kursie przez pilota-nowicjusza jest skrajnie niemożliwe z powodu trudności kontrolowania pozycji, tempa schodzenia i prędkości schodzenia w ramach parametrów „kontrolowanego” lotu.

‚Tylko wysoko wykwalifikowany pilot potrafi interpretować sygnały „EFIS” (Electronic Flight Instrument Display = elektroniczny wyświetlacz instrumentów lotu), których żaden z pilotów-porywaczy nie znał, ani nie był szkolony, i używać kontrolek, łącznie z lotkami, sterem, podnośnikami, spojlerami i przepustnicami, żeby realizować, kontrolować i utrzymać schodzenie.

Zgodnie z jego zeznaniem, Lear latał na ponad 100 różnych typach samolotów w czasie 40 lat latania i posiada więcej certyfikatów FAA niż którykolwiek certyfikowany przez FAA pilot. Latał dla CIA na tajne misje do Azji płd-wsch., wschodniej Europy, na Bliski Wschód i do Afryki w latach 1967-1983, następnie spędził 17 lat pracując dla kilku linii pasażerskich i cargo jako kapitan, egzaminator i instruktor.

Jest członkiem Pilotfor911truth.org, która konsekwentnie pokazywała niemożliwość uderzenia samolotów w WTC w sposób opisany przez Komisję 9/11.

http://neonnettle.com/news/211-ex-cia-pilot-gives-sworn-testimony-that-no-planes-hit-the-twin-towers#.UxR5ulCOMJM.facebook

http://the-tap.blogspot.co.uk/2010/11/planes-hitting-twin-towers-were.html

Przyjrzyj się tej ‚grafice’. Czy widziałeś kiedykolwiek, albo później, samolot z bryłą wystającą z jednej strony kadłuba? To pierwsza z podpowiedzi. Jest ich dużo więcej. Kliknij link powyżej ‚planes hitting twin towers…’.

 DlaWidzacychInaczej

(Grafika zmieniona przez ‚ls’ – dedykowana dla ‚widzących inaczej’ z portalu marnej jakości zwanego ‚wykop’.)

hgrj

(Grafika dodana przez ‚ls’ – dedykowana dla tych ‚ubezpieczonych w NFZ’ – czyt. błaznów-komentatorów z portalu marnej jakości ‚wykop’)

Źródło: http://the-tap.blogspot.co.uk/2014/03/ex-cia-pilot-gives-sworn-testimony-that.html

Tłum. z j. ang. Ola Gordon

P.S.

 Larry Silverstein  otrzymuje $ 7,2 mld odszkodowania za budynek nr 7 –  W ataku z 9-11 biorą udział 2 samoloty niszcząc 3 budynki WTC. Przeczytaj artykuł… tutaj

Swiadectwo mniszki, posługującej u Patriarchy Ireneusza z Jerozolimy

 

Przepisana treść świadectwa z youtube:

Свидетельство келейницы Патриарха Иринея Иерусалимского. ВИДЕО.

TŁUMACZENIE FILMIKU:

Moi drodzy, sprawa jest bardzo poważna. Chcę wam przekazać, że teraz będziemy żyć wspólną, braterską rodziną wraz z naszym ukochanym Patriarchą Ireneuszem (ros. – Иринея Иерусалимского – A.L.), męczennikiem naszych ostatnich czasów. Chce on  bardzo przekazać wam swoją prośbę i błogosławieństwo przeze mnie, niegodną grzesznicę, matkę Fotinję (też Fotinę – A.L.). On przekazuje wam swoje błogosławieństwo i modlitwy, i prosi, aby się modlić za niego i abyście pamiętali o tym, że czas jest już ostatni i straszny: Antychryst jest na progu.

O tym, co się dzieje u was, w Rosji, to niewątpliwie jest bardzo ciężkie i, jak tu jeszcze powiedzieć, chodzi o zlikwidowanie wiary prawosławnej.

Kto z nas wytrwa – tego nie wiem, ale tak jak powiedziane jest w Apokalipsie: zaczęło się wszystko od katakumb, i na katakumbach będzie się kończyło.

Przypomnę wam jedną historię waszego Patriarchy, u was, w Rosji. Nie będę się rozwodziła, bo znacie to wszyscy bardzo dobrze. Oto co wydarzyło się wtedy: w 2007 roku, kiedy połączyły się dwie Cerkwie – 17 maja 2007 roku w Moskwie nastąpiło połączenie dwóch Cerkwi: Rosyjskiej Prawosławnej Cerkwi za Granicą i Moskiewskiego Patriarchatu. Cerkwie z radością się połączyły i z entuzjazmem obchodziły ten uroczysty dzień.

a,a

Napis na zdjeciu: A POTEM IM TAK POWIEDZCIE: Słowianie byli ludźmi drugiego gatunku

Ale Patriarcha Ireneusz błagał Cerkiew za Granicą , aby się nie łączyć i pocierpieć jeszcze trochę. Mówił on, że poznacie całą prawdę od podszewki, pocierpcie jeszcze troszkę. Ale tu pracowali wrogowie rodzaju ludzkiego, aby jak najszybciej zniszczyć tę Cerkiew. I w tymże 2007 roku, w miesiącu sierpniu, przyjechał tu (do Izraela – dod. A.L.) Cyryl, wtedy był on jeszcze Metropolitą, gdzie uroczyście pod Ścianą Płaczu spotkał swoich drogich, drogocennych braci – chasydów i gdzie głośno, licząc na stacje telewizyjne Izraela, wygłosił takie oto słowa:„Moi drodzy bracia – chasydzi, jestem następnym Patriarchą, zrobię dla was wszystko, aby spełniło się wasze marzenie”.  Słowa te on teraz w dalszym ciągu wypełnia, jak widzimy.

aaa

Napis na zdjęciu: „Moi drodzy bracia – chasydzi, jestem następnym Patriarchą, zrobię dla was wszystko, aby spełniło się wasze marzenie”. 

aaaa

Pocałunek Patriarchy Cyryla z naczelnym rabinem Izraela Joną Matzgerem.

A druga najgłówniejsza i najważniejsza sprawa jest taka: w Górnym Monasterze* w Jerozolimie, w 2004 roku rozpoczęto budowę świątyni pw. „Wszystkich Świętych na Rusi zajaśniałych”. W 2007 roku budowę zakończono. Trzeba ją było poświęcić . I właśnie 29 sierpnia 2009 roku przyjechał tutaj Cyryl i poświęcił tę świątynię ku czci „Wszystkich Świętych na Rusi prosijawszich”. Po jego wyjeździe do domu, po upływie krótkiego okresu czasu, w tym samym 2009 roku, wydano polecenie, aby wyczyścić małą grotę (ros.—пещерку; pol.- małą pieczarę – A.L.) Świętego Jana Chrzciciela, w której on żył w dzieciństwie. Gdy zaczęto ją czyścić, natrafiono na archiwum Antonina Kapustina. Widzicie, kiedy Chruszczow sprzedawał wszelkie mienie, archiwa ukrywano, i te archiwa były ukryte, zakopane w tej małej pieczarze. Ale przy jej czyszczeniu natrafiono na to archiwum drogocennych świadectw. Mi, nieszczęsnej grzesznicy, udało się być świadkiem i przeczytać to archiwum osobiście. Czytałam to archiwum i było w nim napisane tak: „Ja, Archimandryta Antonin Kapustin, założyłem fundament Górnej Świątyni „Wszystkich Świętych na Rusi prosijawszich”, ale miałem widzenie, że jej nie dokończę. Zostanie ona dokończona przed przyjściem Antychrysta i poświęcona  przez zwiastuna  Antychrysta (ros. – предтечу; pol.- poprzednika, zwiastuna – A.L.).

*/ Żeński Górny klasztor (ros. – Горненский женский монастырь) znajduje się w jednym z najpiękniejszych miejsc na południu współczesnej Jerozolimy – w Ein Karem (w tłumaczeniu z arabskiego – źródło w winnicy), 4 km na południowy zachód od Jerozolimy. Nabycie tej działki ziemi Rosja zawdzięcza samotnemu pracowitemu ascecie Archimandrycie Antoninowi Kapustinowi. Było to jedno z jego najbardziej ulubionych miejsc. (uwaga A.L.)-

a1

Вид на Горненский монастырь. Фото: travelling.lv

Oczywiście, poświęcił ją Cyryl… Oto żywy dowód dla was. Błagałam ich, aby to archiwum wydano mi, jako cudzoziemce, mieszkającej za granicą, wtedy nic by mi nie zrobiono, ale siostry, oczywiście, mi nie zaufały. Myślały, że wręczą to archiwum igumenii  i że przez to uratuje się wielu ludzi, poznawszy prawdę. Ale wszyscy głęboko się pomylili. Czas nie jest taki, aby ktoś się uratował, czas prowadzi do zguby. I zniknęło to archiwum z oblicza ziemi, i siostry, które czytały to archiwum, wszystkie zniknęły z oblicza ziemi, za wyjątkiem mnie jednej. I wszyscy mi nie wierzą, ponieważ jestem cudzoziemką. Ale pomylili się. Ja wierzę, że Pan jednak przekaże to komuś do duszy i ktoś to zrozumie, usłyszy te słowa. A że tak wy ciągle uciekacie i uciekacie. To jest dobre, prawidłowe, katakumby – to jest nasz ratunek.

Pamiętajcie i módlcie się za Patriarchę Ireneusza, męczennika naszych czasów. W jakimś celu Pan chroni go. Mam nadzieję i wierzę, że będzie on dla nas ostatnim ratunkiem w czasach ostatnich.

Niech ratuje was Chrystus, Bóg, i Matka Boża niech będzie z wami wszystkimi na wieki wieków. Amen.

a2

a3

a4

Na spotkaniu głowy Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej z Prezydentem Izraela Shimonem Peresem umieszczono tylko flagi Izraela…

a11

Na zdjęciu: Patriarcha Cyryl i Berl Lazar – główny rabin Federacji Rosyjskiej, szef Chabadu w Rosji

32 Tych zaś, co przestępują przymierze, nakłoni do przewrotności pochlebstwami; jednak ludzie, którzy znają swego Boga, wytrwają i będą działali. 33 Mędrcy spośród ludu pouczą wielu, polegną jednakże od miecza i ognia, w więzieniach i przez łupiestwa – do pewnego czasu. 34 Gdy oni będą upadać, nieliczni pospieszą im z pomocą, a wielu przyłączy się do nich podstępnie. 35 Spośród mędrców niektórzy upadną, by dokonało się wśród nich oczyszczenie, obmycie i wybielenie na czas ostateczny – jest bowiem jeszcze czas do kresu. 36 Król będzie działał według swego upodobania; uczyni się wyniosłym i będzie się wywyższał ponad wszystkich bogów. Przeciw Bogu będzie mówił rzeczy dziwne i dozna powodzenia aż się wypełni gniew, bowiem to, co zostało postanowione, dokona się. (Dn 11:32-36)

***

Na tym kończy się tekst świadectwa Matuszki Fotinii.

Aby przybliżyć czytającym postać więzionego legalnego Patriarchy Jerozolimy Ireneusza i posługującej przy nim Matuszki (mniszki) Fotinii, Fotiny) zamieszczam kilka informacji. Na początek – o Patriarsze Ireneuszu.

  1. Zamurowany, uwięziony za kratami legalny Patriarcha Jerozolimy – Ireneusz

Dla tych, kto nie wie, należy przypomnieć ten wołający o pomstę do Nieba fakt bezprawia! Otóż prawnie wybrany Patriarcha Jerozolimski Ireneusz, anty-ekumenista, został w wyniku spisku bezprawnie pozbawiony władzy na podstawie kłamliwego oskarżenia o sprzedaży cerkiewnego hotelu władzom miasta przez Synod Patriarchatu Jerozolimskiego (nawiasem mówiąc, od czasu pozbawienia go władzy przed 11 laty, hotel ten jest nadal własnością Patriarchatu – A.L.). Umieszczony przez władze izraelskie w areszcie domowym, trzymany jest jak w więzieniu, za kratami, na dachu Bazyliki Grobu Pańskiego w centrum Jerozolimy, w najcięższych warunkach. Nikt do niego nie jest dopuszczany. Dostęp do niego z budynku Patriarchatu został zamurowany ścianą z cegieł, pozostawiono tylko okno z kratą. Patriarcha znajduje się w małej celi, do której przylega mała kapliczka, w której regularnie sprawuje nabożeństwa. Jest również „podwórko” o wymiarach 3×4 m, ogrodzone ścianą. Nad celą Patriarchy mieszka rodzina arabska, która regularnie opuszcza dla Patriarchy jedzenie.

Pamiętne są słowa Patriarchy Ireneusza o tym, że głównym sprawcą tak okrutnych represji wobec niego jest ówczesny szef ОВЦС МП – Wydziału Stosunków Zagranicznych Cerkwi Moskiewskiego Patriarchatu Metropolita Cyryl. To właśnie on omówił sprawę z przedstawicielami prawosławnych Lokalnych Cerkwi i przekonał ich, aby poparli usunięcie Ireneusza.

Jest oczywiste, że główna przyczyną pozbawienia władzy Patriarchy Ireneusza, usunięcia zwierzchnika Cerkwi Jerozolimskiej – byłego ucznia i pomocnika Patriarchy Diodora, była obawa, że mógłby on być przeszkodą dla realizacji decyzji ekumenicznych na tzw. Soborze Wszech-prawosławnym. Realnie patrząc, do chwili przeprowadzenia tego Soboru, Ireneusz, nie skazany jakimkolwiek wyrokiem sądu świeckiego na pozbawienie wolności, nie ma szans, aby tę wolność zobaczyć. Na razie zamurowany, od 11 już lat przebywa w więzieniu za kratami…

Zasadne jest pytanie: a dlaczego trzyma się go na dachu Bazyliki Grobu Pańskiego? A nie w innym miejscu? Eduard Hodos, nawrócony na Prawosławie rabin wspólnoty żydowskiej w Charkowie, niedawno powiedział, że trzymany jest tam po to, aby zapewnić przez jego modlitwy schodzenie z Nieba Świętego Ognia w Wielka Sobotę, Wigilię Wielkanocy.

Z ostatniej chwili: Obecnie Patriarcha znajduje się w szpitalu. Jeżeli go zabraknie, to kto będzie się modlił o zejście Błogosławionego Ognia na Wielkanoc 2016 roku? Przecież w Oczach Bożych jest on nadal legalnym Zwierzchnikiem Patriarchatu Jerozolimskiego. Możliwe, że jest tym samym „ostatnim prawosławnym patriarchą”, o którym mówi się w proroctwie. Którego usunięto. Musimy jak najczęściej modlić się o zdrowie dla niego!!!

…Istnieją dwa proroctwa: Pierwsze: że w roku, kiedy nie zejdzie Błogosławiony Ogień, na świecie pojawi się Antychryst. Drugie: że w czasie obrad Ósmego Soboru, na Sobór tajnie wejdzie Antychryst. Te dwa proroctwa są nierozerwalnie związane ze sobą. Nie przypadkowo, słudzy Antychrysta ustalili początek Nowej Ery, Światowego Porządku i Religii właśnie na dzień 1 maja 2016 roku. I co widzimy? – Prawosławna Pascha (Wielkanoc) w 2016 roku przypada właśnie na dzień 1 maja według nowego stylu(kalendarza świeckiego)!!! (18 kwietnia wg starego stylu-kalendarz juliański)

Błogosławiony Ogień schodzi nie na samą Wielkanoc, tylko w Wielką Sobotę.

Jeżeli więc doczekaliśmy się już czasów wypełnienia Apokalipsy i Łaska Boża nie zejdzie w 2016 roku dnia 30 kwietnia (precedens nie zejścia Błogosławionego Ognia przed Soborem, który już był w czerwcu 1923 roku), to 1 maja 2016 roku będzie już inny czas, inne życie – Nowa Era, Nowy Światowy Porządek i jedyna Religia Światowa. Łaska Boża jest czynnikiem, wstrzymującym przyjście na świat Antychrysta. Jeżeli w 2016 roku nie zejdzie Błogosławiony Ogień, to nastąpi powszechna, ogólnoplanetarna katastrofa, która otworzy drogę na 8-my Sobór dla Antychrysta.

Źródła:

  1. Na stronie Prawosławnego Bractwa św. Spasa

W sprawie legalnego Patriarchy Jerozolimskiego … (list Patriarchy Ireneusza)

W sprawie legalnego Patriarchy Jerozolimskiego …

www.pokaianie.ru/article/37700/read/49107

  1. Свидетельство келейницы Патриарха Иерусалимского Иринея (АУДИО) – Саша Шкредов

https://vk.com/wall151110386_4956

  1. ЗАМУРОВАННЫЙ ПАТРИАРХ. ПРЕДСТОЯТЕЛЬ ИЕРУСАЛИМСКОГО ПАТРИАРХАТА, ОТСТРАНЕННЫЙ ОТ ВЛАСТИ, СОДЕРЖИТСЯ ЗА РЕШЕТКОЙ В ЦЕНТРЕ ИЕРУСАЛИМА.

http://kondakov.ws/blog/Poslanie-Blazhenneyshego-Irineya,-P

***

  1. Matuszka Fotinija (Fotina), posługująca przy Patriarsze Ireneuszu
  2. Matuszka Fotinija (Fotina) – mniszka, posługująca przy Patriarsze Ireneuszu, w chwili obecnej jest faktycznie jedyną osobą, kto aktywnie mu pomaga. Matuszka urodziła się w Australii w rodzinie imigrantów –czarnosetińców, którzy uciekli przed bezbożnymi bolszewikami. Od dzieciństwa chodziła do świątyni, i chociaż wróg rodzaju ludzkiego znieważał tę świętą służebnicę Bożą, jednak do tej pory jest ona wierna Chrystusowi i naszemu nadchodzącemu Carowi, za którego nieustannie się modli. Matuszka Fotinija zmuszona jest, aby zapewnić Patriarsze wszystko co niezbędne, pracować przez okrągłą dobę, oprowadzając pielgrzymów po Świętych Miejscach, co, uwzględniając jej wiek, jest bardzo trudne. Często, nawet o 22 lub 23 wieczorem jeszcze pracuje z pielgrzymami. Jednak trzeba to robić, ponieważ dzieci diabła próbowały kilka razy otruć Patriarchę Ireneusza, dlatego ich koszernego jedzenia on odmawia. Niestety, do Patriarchy Ireneusza oficjalnie dostać się jest niemożliwe, archimandryta Euzebiusz i inni mnisi z Bazyliki Świętego Grobu (ros. – святогробцы świętogrobcy) przekonują, że rzekomo on sam nie chce nikogo widzieć, dlatego z nikim rozmawiać nie będzie lub kłamią coś w tym stylu.

Można okazać wsparcie dla Patriarchy Ireneusza, łącząc się telefonicznie z Siostrą, która posługuje przy nim. Oto nr telefonu Matuszki Fotinii  +972 54 8115066

Można do niej zadzwonić i zaproponować pomoc, ona powie, jak należy działać i poda swoje dane.

***

  1. Chrystus Zmartwychwstał!

Drodzy Ojcowie, Bracia i Siostry!

Wielu z was zapewne słyszało o niej lub osobiście zna mniszkę Fotinję, posługującą przy uwięzionym Patriarsze Ireneuszu w Jerozolimie.

Dzisiaj zadzwoniłem do niej i jestem przerażony. Leży ona teraz w szpitalu. Uczestniczyła w bardzo poważnym wypadku. Jak sama mówi, Bóg okazał cud: wycięto ją ze zgniecionego samochodu i nie miała ani jednego złamania. Przywieźli ją do szpitala karetką pogotowia. Zbadali, podleczyli i wypisali rachunek na 50.000 szekli. Jest to około 13.000 USD. Albo zapłacisz, albo – do więzienia. Płakała i mówiła, że lepiej by było, gdyby umarła. Każdy, kto ją zna, może potwierdzić moje słowa, że wszystkie ciężko zarobione pieniądze ona wydawała na biskupa Ireneusza. A więc, ona nie ma pieniędzy. Pomóc jej, oprócz nas, Rosjan, nie ma kto. A pytanie jest takie: albo płacisz, albo – do więzienia. Na Chwałę Bożą pomóżmy dobremu człowiekowi, który znalazł się w kłopotach w obcym kraju. Rosjanie swoich naprawdę nie porzucają. Można to zrobić w następujący sposób (jest to najbardziej optymalne):

1) Ci, którzy znali ją osobiście i mają z nią kontakty, sami wiedzą, jak przekazać jej pieniądze.

2) Dla wszystkich innych. Pieniądze można przesyłać w dolarach lub euro za pośrednictwem Money Gram lub Western Union (Money Gram jest znacznie tańsze). Kto chce zrobić dobry uczynek, niech napisze do mnie maila orthodox09@gmail.com  Ja wtedy wyślę osobiście jej dane i odpowiem na wszystkie pytania. Po przelaniu proszę wysłać mi nr przelewu i kwotę. Dane te przekażę jej.

Wadim, Odessa. 23.12.2015 r.

a111

Źródła:

  1. Свидетельство келейницы патриарха Иринея матушки Фотиньи

http://internetsobor.org/pravoslavnaya-tserkov/tserkovnye-novosti/pravoslavnaya-tserkov/svidetelstvo-kelejnitsy-patriarkha-irineya-ierusalimskogo-video

  1. СВИДЕТЕЛЬСТВО КЕЛЕЙНИЦЫ ПАТРИАРХА ИРИНЕЯ, МАТУШКИ ФОТИНИИ

http://www.tsaarinikolai.com/demotxt/Matushka_Fotiniad.html

Русская Православная Община, 25.2.2016 r.

Opracował i tłumaczył Andrzej Leszczyński

21.3.2016 r.

Za: https://bractvospasa.wordpress.com/2016/03/22/patriarcha-jerozolimy-ireneusz-uwieziony-na-dachu-bazyliki-grobu-panskiego/#more-846

Wszyscy słyszeliśmy historię tragicznego rejsu Tytanica ale mało kto zna fakty o tragicznych skutkach zatonięcia „niezatapialnego” liniowca, na którego pokładzie znajdowali się najbogatsi ludzie ówczesnej epoki.

 

rothschilds-sank-the-titanic-federal-reserve

FAKT: W 1898 roku pisarz Morgan Robertson napisał książkę zatytułowaną „Wrak Tytana”, była to powieść o losach luksusowego liniowca uznawanego za niezatapialny. Tytułowy statek z opowieści pływał po wodach Północnego Atlantyku, gdzie zderzył się z górą lodową zabijając prawie wszystkich pasażerów znajdujących się na pokładzie z powodu braku łodzi ratunkowych.

https://en.wikipedia.org/wiki/Futility,_or_the_Wreck_of_the_Titan

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/68816/futility-or-the-wreck-of-the-titan

FAKT: 14 lat później opisana fikcyjna opowieść stała się scenariuszem prawdziwych wydarzeń. Zatonięcie Titanica miało poważne konsekwencje polityczne, ponieważ na statku znajdowali się najbogatsi ludzi ówczesnego świata, zginęło wielu członków arystokratycznych rodów, którzy byli przeciwko utworzeniu Banku Rezerw Federalnych (FED).

81Gj-5BWWtL

FAKT: Statki typu Olympic – trio bliźniaczych liniowców parowych, jakie armator White Star Line zamówił w irlandzkiej stoczni Harland and Wolff w 1909 roku.

W skład typu Olympic wchodziły trzy jednostki: Olympic – zwodowany w 1910, Titanic – zwodowany w 1911 oraz Britannic – zwodowany w 1914.

Właścicielem White Star Line była firma International Mercantile Marine należąca do bankiera JP Morgana. „Olympic” uległ kolizji z brytyjskim krążownikiem”HMS Hawke”, po czym  został sprowadzony do suchego doku. „Olympic” został na tyle poważnie uszkodzony, że rozważano czy naprawa będzie opłacalna, autorzy filmu dokumentalnego „Evidence The Titanic Was Sunk on Purpose” udowodnili, że JP Morgan zamienił statki w celu wyłudzenia gigantycznego odszkodowania od firmy ubezpieczeniowej. (film dokumentalny pod tekstem)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Statki_typu_Olympic

https://pl.wikipedia.org/wiki/RMS_Olympic

FAKT: W odczytanym po śmierci testamencie JP Morgana istniał zapis mówiący, że 81 procent jego majątku stanowią aktywa należące do rodziny Rothschild.

http://de.metapedia.org/wiki/Familie_Rothschild

FAKT: JP Morgan miał zarezerwowany bilet oraz prywatną kajutę, jednak właściciel i niedoszły pasażer w ostatniej chwili odwołał swój rejs.

FAKT: Przyjaciel JP Morgana, Milton Hersey, również anulował w ostatniej chwili swój bilet na rejs, niedoszły pasażer Tytanica został właścicielem giganta spożywczego, koncernu Hersey.

https://en.wikipedia.org/wiki/The_Hershey_Company

https://en.wikipedia.org/wiki/Milton_S._Hershey

FAKT: Na pokładzie statku nie znalazły się czerwone race, używane do sygnalizacji niebezpieczeństwa jako sygnał do jakichkolwiek celów ratowniczych. Były tylko race białe, których użycie sygnalizują, że wszystko jest w porządku, były one najczęściej wykorzystywane podczas przyjęć na pokładzie statku.

FAKT: Kapitan Edward Smith, był jednym z najbardziej utytułowanych kapitanów swego czasu.

FAKT: Autor powieści został otruty, umarł krótko po tym jak Titanic zatonął.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Morgan_Robertson

FAKT:  Bank Rezerw Federalnych, prywatny bank centralny emitujący amerykańskiego dolara powstał w grudniu 1913 roku, rok po zatonięciu Tytanica

FAKT: Rodzina Astor była jedną z najbogatszych rodzin ówczesnego świata, na pokładzie statku zatonął John Jakub Astor IV, pisarz, wynalazca, przyjaciel Nikola Tesli, był on zdeklarowanym przeciwnikiem utworzenia Banku Rezerw Federalnych. John Astor był najbogatszym pasażerem, jaki zginął na pokładzie Tytanica, jego zmasakrowane ciało  odnalezione zostało 22 kwietnia tego samego roku przez statek MacKay-Bennett.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Jakub_Astor_IV

FAKTY: Inni wpływowi krytycy powstania Banku Rezerw Federalnych to Benjamin Guggenheim oraz ISA Strauss, oni także utonęli na pokładzie Tytanica. Majątek zaledwie 3 oponentów FED wycenia się na 11 miliardów  (bilionów amerykańskich) dolarów dzisiejszych.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Benjamin_Guggenheim

https://en.wikipedia.org/wiki/Isidor_Straus

cq4i3bmveaangbs

FAKT: Bank Rezerw Federalnych pożycza rządowi USA pieniądze co sprawia, że jest to jedna z najbardziej wpływowych organizacji na świecie.

FAKT: W 1910 roku, siedmiu mężczyzn spotkało się na wyspie Jekyll Island tuż u wybrzeży Georgii aby zaplanować powstanie prywatnego Banku Rezerw Federalnych. Nelson Aldrich i Frank Vanderclip reprezentowali interesy rodziny Rockefeller. Henry Davidson, Charles Norton i Benjamin Strong reprezentowali interesy JP Morgana (81 procent majątku JP Morgana stanowiło własność rodziny Rothschild). Paul Warburg reprezentował interesy rodziny Rothschildów.

https://en.wikipedia.org/wiki/Jekyll_Island

Titanic i Bank Rezerw Federalnych

Zatonięcie Titanica było wydarzeniem otoczonym dużą dozą tajemniczości. Przyczyny zatonięcia „niezatapialnego” statku były analizowane przez prawie 100 lat. Wielu historyków i śledczych twierdzi dziś, że tragedia Titanica została zaaranżowana na zlecenie kartelu bankowego, którego celem była „prywatyzacja” amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

FAKT: W 2015 roku magazyn finansowy Business Insider opisał większość wymienionych powyżej faktów w artykule zatytułowanym : Teoria Spiskowa, Rothschildowie zatopili Tytanica aby stworzyć Bank Rezerw Federalnych

http://uk.businessinsider.com/conspiracy-theory-that-the-rothschilds-and-federal-reserve-proponents-sank-the-titanic-2015-10

Titanic zatonął, aby powstać mógł FED!

FAKT: Utworzony przez bankierów w 1913 roku Bank Rezerw Federalnych USA jest prywatną instytucją.

Film dokumentalny  (j.ang) opiera się na dokumentach zebranych przez brytyjskich i amerykańskich historyków: „Evidence The Titanic Was Sunk on Purpose”.

Przygotował: Victor AZ.

Jeszcze nie wiemy kto wydał rozkaz dokonania ataków w Paryżu i Brukseli. Wymienia się kilka potencjalnych możliwości, ale tylko hipoteza o operacji zdecydowanej przez Turcję ma jakieś słuszne uzasadnienie.

Thierry Meyssan opisuje tajny konflikt, który w ostatnich 5 latach prześladował relacje między UE, Francja i Turcja.

a

W 2011 Alain Juppe za Francję i Ahmet Davutoğlu za Turcje potajemnie zgodzili się na utworzenie pseudo-Kurdystanu i Sunnistanu na granicy między Irakiem i Syrią (to było zadaniem Daesh), żeby utworzyć miejsce dla uchodźców – tureckich Kurdów. Ich projekt poparły Izrael i Brytania.

Zbyt wcześnie jest nazwać z całkowitą pewnością sponsora ataków w Paryżu 13 listopada 2015 i w Brukseli 22 marca 2016, ale w tej chwili tylko przedstawiane przez nas elementy proponują rozsądne ich wyjaśnienie.

* * *

Tuż po śmierci założyciela tureckiego islamizmu, Necmettina Erbakana, i na początku „arabskiej wiosny”, rząd Erdoğana zawarł tajne porozumienie z Francją. Zdaniem dyplomaty który badał ten dokument, wymieniał on warunki uczestnictwa Turcji w wojnach z Libią (które właśnie się rozpoczęły) i z Syrią (które miały nastąpić). Francja reprezentowana przez ministra spraw zagranicznych, Alaina Juppé, zgodziła się szczególnie zająć się „kwestią kurdyjską” bez „naruszania integralności terytorium Turcji” – zawiła formuła oznaczająca, że pseudo-Kurdystan zostanie gdzieś utworzony, gdzie wypędzi się członków PKK. Ten projekt czystki etnicznej, który nie jest nowy, do tej pory występował tylko w izraelskiej literaturze wojskowej opisującej nowe państwo między Syrią i Irakiem.

a

31 października 2014, François Hollande towarzyszy Recep Tayyip Erdoğanowi na schodach Pałacu Elizejskiego. Tylnymi drzwiami własnie opuścił ich inny gość, lider kurdyjski Salih Muslim.

31 października 2014 prezydent François Hollande skorzystał z okazji oficjalnej wizyty w Paryżu Recep Tayyip Erdoğana by zorganizować tajne spotkanie w Pałacu, z prezydentem syryjskich Kurdów, Salihem Muslimem. Zdradzając tureckich Kurdów i ich lidera Abdullaha Öcalana, Salih Muslim zgodził się by zostać prezydentem pseudo-Kurdystanu, który miał być utworzony przy okazji obalenia demokratycznie wybranego prezydenta Bachara el-Assada.

To było podczas walki o Kobane. Przez kilka miesięcy syryjscy Kurdowie bronili miasta przed Daesh. Ich zwycięstwo nad dżihadystami miało potrząsnąć polityczną szachownicą – każdy kto naprawdę chciał walczyć z dżihadystami musiał dołączyć do Kurdów. Ale syryjscy Kurdowie swoją narodowość zdobyli dopiero na początku wojny – do tej pory byli tureckimi uchodźcami politycznymi w Syrii, wypędzonymi z kraju podczas represji w latach 1980. Wtedy członkowie NATO uważali PKK, główną kurdyjską formację w Turcji, za organizację terrorystyczną. Ale od tego czasu rozróżniali między „złymi” tureckimi PKK i „dobrymi” syryjskimi YPG, pomimo że te dwie organizacje są ściśle ze sobą powiązane.

a

Po bitwie o Kobane, François Hollande zmienił strony i wyraził swoje poparcie dla Kurdów, kiedy przyjął delegację YPG w Pałacu 8 lutego 2015.

Dramatyczny obrót wydarzeń – 8 lutego 2015 Francja zmieniła swoje wcześniejsze stanowisko. Oficjalnie tym razem, François Hollande przyjął w Pałacu prezydenta syryjskich Kurdów (lojalnych wobec Öcalana), Asya Abdullaha, i dowódcę Nesrina Abdullaha w kamuflażowym mundurze. Na spotkaniu nie było Saliha Muslima.

Recep Tayyip Erdoğan zareagował nakazując atak Daesh, w Suruç, na pro-kurdyjską demonstrację 20 lipca 2015. Stosując zachodnią retorykę antyterrorystyczną, zadeklarował wojnę tym razem z Daesh i Kurdami, ale środki militarne wykorzystał tylko przeciwko Kurdom. Tym zakończył rozejm i wznowił wojnę domową we własnym kraju. Nie mogąc utworzyć pseudo-Kurdystanu w Syrii, sprowokował eksodus Kurdów do Europy.

3 września 2015, publikacja zdjęcia utopionego kurdyjskiego dziecka zaznaczyła początek ogromnej fali migracji z Turcji do UE, głównie do Niemiec. W pierwszych tygodniach niemieccy liderzy byli zachwyceni masową falą nowych pracowników, bardzo potrzebnych w przemyśle ciężkim, kiedy media wyrażały współczucie dla uchodźców uciekających przed syryjską dyktaturą. Co więcej, 29 września francuscy i niemieccy liderzy porwali sympatię dla migrantów żeby zbadać mozliwość finansowania dalszej wojny dając Turcji € 3 mld – prezent przedstawiony opinii publicznej jako pomoc humanitarną dla uchodźców.

Pod koniec września 2015 Rosja rozpoczęła operację wojskową przeciwko wszelkiego rodzaju dżihadystom, i Recep Tayyip Erdoğan musiał oglądać postępujące fiasko swojego planu. Dlatego nakazał Salih Muslimowi rozpocząć operację przymusowej kurdyzacji północnej Syrii. Brygady kurdyjskie wyrzuciły arabskich i asyryjskich nauczycieli ze szkół i zastępili ich nauczycielami kurdyjskimi. Syryjczycy zbuntowali się i skontaktowali Rosjan, którzy znaleźli sposób na uspokojenie sytuacji, nie bez doprowadzenia do możliwej ukrytej federalizacji Syrii. Francja nie zareagowała.

13 listopada Turcja, rozdrażniona zmianą postawy François Hollande’a, zrobiła z Francji zakładnika i nakazała ataki w Paryżu, powodując 130 zgonów i 413 rannych.

Wtedy napisałem: „Kolejne rządy francuskie tworzą sojusze z państwami, których wartości są przeciwne do tych Republiki. Stopniowo wybrali prowadzenie tajnych wojen dla tych państw, przed zmianą swojego zdania. Prezydent Hollande, a w szczególności jego szef sztabu, gen. Benoit Puga, jego minister spraw zagranicznych Laurent Fabius i jego poprzednik Alain Juppé, są teraz przedmiotem szantażu, z którego mogą uciec tylko ujawniając bałagan w który wciągnęli swój kraj”. [1]

Sterroryzowany Paryż pospiesznie odwołał się do planu Juppé z 2011. Razem z Londynem 20 listopada przyjęli Rezolucję 2249 Rady Bezpieczeństwa. Pod przykrywką walki z Daesh, Rezolucja miała uzasadnić podbój północnej Syrii żeby w końcu utworzyć pseudo-Kurdystan, do którego Recep Tayyip Erdoğan mógłby wypędzić „swoich” Kurdów. Ale Stany Zjednoczone nie mogłyby interweniować bez zaproszenia ze strony Syrii – sytuacja przypominająca fiasko kolonialnej operacji z 1956, kiedy wojska francusko-brytyjskie próbowały zająć Kanał Sueski przy wsparciu Izraela i Turcji, ale musiały się wycofać pod piorunującym spojrzeniem USA i ZSRR.

W ciągu pięciu i pół miesięcy rosyjskiej interwencji w Syrii, stosunki turecko-rosyjskie stale ulegały pogorszeniu. Atak na Metrojet Lot 9268 na Synaju, oskarżenia Władimira Putina na szczycie G20 w Antalyi, zniszczenie Suchoj-24 i rosyjskie sankcje przeciwko Turcji, publikacja zdjęć lotniczych niekończącej się linii ciężarówek przewożących przez Turcję ropę skradzioną przez Daesh itd. Po rozważeniu wypowiedzenia wojny Turcji, Rosja w końcu zdecydowała się na subtelniejszy plan wspierania PKK przeciwko administracji Erdoğana. Siergiejowi Ławrowowi udało się przekonać amerykańskiego partnera do skorzystania z nadchodzącej destabilizacji Turcji poprzez obalenie dyktatora Erdoğana. Reżim turecki, który czuje się zagrożony przez Rosję i Amerykę, usiłuje znaleźć sojuszników. Premier Ahmet Davutoğlu 5 marca udał się do Teheranu, a irański minister spraw zagranicznych Mohammad Javad Zarif, 18 marca odwiedził Ankarę. Ale Republika Islamska nie miała zamiaru wywołania kłopotu z dwu wielkimi potegami.

14 marca Władimir Putin ogłosił wycofanie rosyjskich bombowców, wtedy stał się znowu możliwy projekt pseudo-Kurdystanu. Ale Moskwa i Waszyngton były już krok dalej – rozpoczęły dostawy, pośrednio, broni dla PKK.

Niestety, tym razem UE nie chciała już słyszeć o kolonizacji północnej Syrii. Większość członków UE stosowała politykę narzuconą przez Paryż w ciągu ostatnich 5 lat, z niezwykłym brakiem sukcesu. Żeby zasygnalizować swoje rozdrażnienie, kilka krajów, w tym Belgia, zaproponowały azyl polityczny liderom tureckich Kurdów. Swój gniew wyraziły na spotkaniu UE-Turcja 17-18 marca, podczas którego zostały zobowiązane do dotacji €3 mld rocznie dla Ankary.

Wtedy skrytykowałem zachowanie europejskiej elity, która, oślepiona antysyryjską obsesją, popełniała ten sam błąd z roku 1938. Wtedy, mając obsesję przeciwko komunizmowi, poparli kanclerza Hitlera podczas aneksacji Austrii i kryzysu sudeckiego (porozumienia monachijskie), nie zdając sobie sprawy z tego, że zbroili wroga, który miał ich zaatakować. [2]

Na spotkaniu UE-Turcja, i niezależnie od wszelkich podejmowanych tam decyzji, prezydent Erdoğan wygłosił przemówienie w TV z okazji 101 rocznicy bitwy o Çanakkale („bitwa o Dardanele” – zwycięstwo Imperium Osmańskiego nad sojusznikami) i dla upamiętnienia ofiar ataku dokonanego w Ankarze kilka dni wcześniej. Powiedział:

„Nie ma powodu żeby bomby które wybuchły w Ankarze nie mogły wybuchnąć w Brukseli albo w innym mieście europejskim (…) Tutaj apeluję do wszystkich krajów które otworzyły ramiona, i które, pośrednio albo bezpośrednio, wspierają organizacje terrorystyczne. Karmicie węża w swoim łóżku, i ten karmiony przez was wąż w każdej chwili może was ukąsić. Może oglądanie w TV tych bomb które wybuchają w Turcji nic dla was nie znaczy – ale kiedy bomby zaczną wybuchać w waszych miastach, to na pewno zrozumiecie co my czujemy. Ale wtedy będzie za późno. Przestańcie wspierać te działania, których nigdy nie tolerowalibyście w swoich krajach, chyba że wycelowane są na Turcję”. [3]

Cztery dni później, ataki miały miejsce w Brukseli, wywołując 34 zgony i 260 rannych. I żebyśmy nie myśleli iż to był przypadek, a celowe działanie, następnego dnia prasa turecka cieszyła się z kary nałożonej na Belgię. [4]

Od kiedy prezydent Erdoğan wznowił wojne domową, w Turcji zginęło 3.500 osób.

Thierry Meyssan, tłum. Ola Gordon.

Przekład z francuskiego: Pete Kimberley

Źródło: http://www.voltairenet.org/article190968.html

Krótki fragment wywiadu z rosyjskim, prawosławnym duchownym, który mówi o pewnych interesujących faktach dotyczących wpływu żydowsko-antychrześcijańskich rządów w rosyjskim społeczeństwie.

 

a1,1

Transkrypt wywiadu zamieszczono poniżej video

Pyt.: W dzisiejszych czasach często słyszymy oświadczenia, zwłaszcza ze strony prawosławnej hierarchii i wielu patriotów, którzy cytują teksty patrystyczne o tym jak to Rosja podniesie się z upadku, o tym, że nastąpi pokuta i skrucha, że rozwój Rosji przez ostatnie 15 lat nie jest ostatecznie zakończony. Interesują mnie ojcze, twoje opinie w aspekcie duchowym.

Odp.: Jedynie idioci rodzą idiotów. Mądry człowiek nie może być zrodzony z idioty. Tak mało jest mądrych ludzi, tak mało jest wierzących ludzi. Nasze przekleństwo ciągnie się już przez cztery pokolenia z powodu krwi. Czy kiedyś ono przeminie? Czy ktoś przyniesie przemianę? Mam wątpliwości co do tego. Bez względu na to jak często słyszy się o pokucie, jak wielu ludzi pielgrzymuje do świętych miejsc to jednak oni absolutnie nie podnieśli się (z upadku – tłum.)!

Pyt.: Czy także sądzisz ojcze, że przekleństwo mordu cara ciąży ciągle nad Rosjanami?

Odp.: Tak, tak sądzę.

Pyt.: Ojcze, czy nie traktujesz obecnych, post-pieriestrojkowych czasów jako powtórkę tego co się stało po 1917 roku? Hierarchia powtarza swoje zachowania. Wtedy odwróciła się plecami do cara a teraz zasadniczo odwraca się od Rosji, od swoich własnych pasterzy. Czy tak właśnie nie uważasz?

Odp.: Tak, Rosja jest już zdradzona. Zdradzona i sprzedana. Kto nami rządzi? Nie ma ani jednego Rosjanina w rządzie Rosji. My, Rosjanie, stoimy na kolanach i kogo prosimy o jałmużnę? Żydów. Oni nami rządzą. O jakiej właściwie mówimy moralności? To jest niemożliwe, a nawet niewyobrażalne, aby porozumieć się z tymi władzami. One robią na co mają ochotę, nie pytają nas o nic. My nie jesteśmy dla nich żadnymi istotami ludzkimi. Tak, oni złocą nasze kopuły ale jak? Oni torturują i usuwają naszą Wiarę. To jest przerażające. Zmuszają nas do robienia rzeczy, których nie powinniśmy robić.

Pyt.: A jak widzi ojciec przyszłość Rosji? Czy ludzie będą pokutować?

Odp.: Naprawdę jest mi trudno powiedzieć. Gdyby ludzie pragnęli pokuty to nie szukaliby łatwego życia. Ale obecnie oni jedynie szukają łatwej drogi. O jakiej pokucie i skrusze możemy w ogóle mówić? Nikt nie chce wziąć ciężaru na siebie, nikt nie chce pomóc sobie i swoim dzieciom.

Pyt.: Obecnie wielu już rozumie, że złem jest przyjmowanie nowych paszportów, dokumentów i, szczególnie, plastikowych kart ale biorą jednak te rzeczy ponieważ zadają sobie pytanie: „Jak można bez nich przeżyć?”, chociaż wiedzą, że Apokalipsa ostrzega nas (przed liczbą „666”, która jest wpisana w te dokumenty). Tak więc pomimo, że oni to rozumieją to oni odrzucają krzyż?

Odp.: Tak, tak to jest w istocie. A więc jaka pokuta i skrucha może być w systemie antychrystowym (systemie Antychrysta)? My Boga nie kochamy. Podążamy tylko za Bogiem kiedy jest on w sytuacji przed ukrzyżowaniem ale kiedy zawisł na krzyżu i nadeszło cierpienie to w tym momencie odwracamy się i mówimy: „Nie, to nie jest nasza droga bo my podążamy za chlebem”.

Pyt.: Ojcze, czy w twojej opinii będą jakieś represje tak jak w 1917 roku? Czy 1917 rok się powtórzy?

Odp.: Oczywiście. Wszystko ku temu zmierza. Kto będzie tolerował wroga wewnątrz swojego państwa? Wróg zostanie przegnany! A my jesteśmy wrogami!

CZAS WYBORU – Krzyż albo chleb”

Nadesłał Borys

To co się dzieje dzisiaj w czasie kampanii przedwyborczej wino się dziać wiele lat temu. Wrzód który trawił społeczeństwo amerykańskie w końcu pękł. Popularność dwu kandydatów, Donalda Trump’a i Bernie Sanders’a wskazuje, że Amerykanie nie chcą dłużej tolerować wybranych zakulisowo polityków, którzy jak marionetki podskakują na sznurkach oligarchów finansowych.



Oczywiście dwaj kandydaci Trump i Sanders różnią się zasadniczo. Trump portretuje siebie, jako bogatego przedsiębiorcę, miliardera, który jest niezależny finansowo i który sam finansuje swoją wyborczą kampanię. Sanders natomiast przedstawia siebie jako socjalistę, który po marksistowsku odbierze tym, co mają i da tym, co im zazdroszczą. Na pojawienie się takich niezależnych kandydatów zakulisowa oligarchia nie liczyła. W prasie amerykańskiej, która sama siebie nazywa opiniotwórczą, pojawiają się paniczne artykuły. Wymyślono już dla takich ludzi pejoratywne wyzwisko: „populiści”. Dla tych co na politycznej poprawności jeszcze się nie znają, wskazanie jest, żeby się nauczyli, że „populista” to ktoś negatywny, pewnie „faszysta” i nie należy go mylić z kimś, kto jest „popularny” albo „postępowy” (progressive), jak np. Hilary Clinton czy Barak Obama.

Wzrost popularności „populistów” nie kończy się na Stanach Zjednoczonych. Ma również swe miejsce w Europie, między innymi w Polsce, gdzie do władzy doszła „populistyczna” partia „Prawo i Sprawiedliwość”, domagająca się spolszczenia polskich mediów oraz banków, które to „niewidzialnie” przeszły w niemieckie ręce. Artykuły krytykujące nowe decyzje polskiego rządu, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie, są jakby były pisane pod kalkę na tej samej, starej maszynie, na której kiedyś pisano artykuły w sowieckiej „Prawdzie”. Trudno mi powiedzieć, czy maszyna ta znajduje się w Waszyngtonie czy w Warszawie? Znajomy, przerażony Kanadyjczyk, zapytał mnie niedawno, co się dzieje w odległej Polsce? Ja mu powiedziałem językiem, który dobrze zrozumiał: „Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o szmal”.

 

Jeśli więc „populiści” doszli do władzy w Polsce i na Węgrzech, to pewnie Żelazna Kanclerz Unii Europejskiej, Frau Merkel, wkrótce się z nimi się rozprawi. Na razie jednak nasza Frau Kanclerz ma wielki problem ze swoim własnym narodem na skutek zaproszenia do Niemiec miliona i więcej mahometańskich emigrantów. Zdyscyplinowany niemiecki naród, który zawsze słuchał i umierał za Fuhrera, tym razem się buntuje i głosuje na populistyczną partię „Alternative für Deutschland”. Co z tego wyniknie i jak długo Merkel będzie tonąć w mahometańskiej sadzawce, nie wiadomo? Na razie żądania Unii Europejskiej domagające się Polski demokratycznej, czyli podległej Unii Europejskiej, albo ściślej Niemcom, wypowiadane głównie w języku niemieckim, jakoś ucichły. Należy się spodziewać powrotu tej międzynarodowej nagonki, jak tylko Niemcy przyzwyczają się do nowych mahometańskich przybyszy. No ale wróćmy do Ameryki, kraju, który reszcie świata pokazuje jak demokracja winna wyglądać.

 

Eksplozja „populizmu” nie różni się wiele od eksplozji frustracji wśród szerokich rzesz społeczeństwa rosyjskiego i niemieckiego przed i w czasie pierwszej wojny światowej. Wtedy to carowie i imperatorzy nie chcieli, albo nie byli zdolni do podzielenia się władzą, uważając, że jako namaszczonym przez Boga władza im się należy. Odnosi się wrażenie, że dzisiejsza oligarchia ma podobne przekonanie, z tym, że Boga zastąpiono „wybitnie oświeconymi”. Tak jak kiedyś nas uczono, że „Partia jest przewodniczką mas”, tak teraz szerokie masy winny się podporządkować przewodniej, oświeconej inteligencji zrzeszonej w setkach dobrze finansowanych wszelakich Instytutach Pokoju, Spokoju i Najwyższej Inteligencji, której przedstawicielami są: American Enterprise Institute, Aspen Institute, World Economic Forum in Davos i setki im podobnych.

 

Niebezpiecznym jest to, że ci ludzie, mający wpływ na amerykańską politykę i ekonomię wierzą w swą intelektualną wyższość. Tego rodzaju egocentryzm może doprowadzić do wielkiej katastrofy. Są na to dowody we wczesnej i ostatniej historii. Dziesiątki milionów ludzi straciło z tego powodu życie. Niektórzy z nas tą rasową i intelektualną wyższość dobrze pamiętają.

 

A jak to się stało w Ameryce?

 

Rewolucyjne zmiany w gospodarce amerykańskiej nastąpiły w momencie pojednania Stanów Zjednoczonych z Chinami. Pojednanie było spowodowane obawą przed ZSRR. Za pojednaniem politycznym poszło pojednanie ekonomiczne i w konsekwencji eksport amerykańskiego przemysłu do Chin, co wydawało się na początku korzystne zarówno dla Chin, jak i USA. Jak na ironię likwidacja przemysłu amerykańskiego była odpowiedzią właścicieli i menażerów na żądania wysokich stawek godzinowych przez związki zawodowe.

 

Co prawda robotnicy w Ameryce tracili pracę, ale świadczenia socjalne rosły. Ich koszt był i jest pokrywany przez rządowe zagraniczne pożyczki. Także produkty produkowane w Chinach były wielekroć tańsze od podobnych produktów produkowanych w USA. W uproszczeniu rządowi się wydawało, że społeczeństwo będzie spokojnie gnuśnieć przed telewizorami, jeśli zasiłki rządowe zapewnią im syty żołądek. W USA zapanował stan nirwany z coraz większą liczbą ludzi bezrobotnych, albo na różnego rodzaju zasiłkach. Bezrobocie wymuszone, albo z wyboru, ma bardzo poważne skutki na psychologię społeczeństwa, pomijając element ekonomiczny. W społeczeństwie amerykańskim mamy coraz więcej rodzin, które nie znają pojęcia „praca”. W niektórych rodzinach z zapomogi żyje już trzecie pokolenie. W szkolnych testach zabronione jest pytanie: „Co robi twój ojciec jak wraca z pracy do domu?”. Dzieci nie znają pojęcia „praca”, jako że się z pracą od lat nie spotkały.

 

Trudno tu powiedzieć, kto jest odpowiedzialny za zaistniały stan rzeczy, szczególnie, jeśli władza jest rozmyta. Ludzie jednak wolą mieć sojusznika, z którym mogą się identyfikować. Takim sojusznikiem dla dużej części społeczeństwa wydaje się Donald Trump. Oligarchia to nie tylko wielkie pieniądze, ale też grupa ludzi, których byt i stanowiska zależą od tych pieniędzy. Czyli głównie polityków i managerów wielkich międzynarodowych korporacji, ukrywających się pod szyldem dwu różnych, a właściwie tej samej „zjednoczonej” partii. Od lat utarło się ironiczne powiedzenie, że mamy taką demokrację, którą możesz kupić. Nie jest więc czymś wstydliwym afiszować się z milionami dolarów zebranymi na kontach prezydenckich kandydatów. Te miliony nie pochodzą od poszczególnych wyborców, ale od miliarderów, takich jak bracia Koch. Natomiast Trump, bez zezwolenia Oligarchii, sam finansuje swoją kampanię wyborczą. Takiemu to trzeba walnąć linijką po łapach albo po prostu prawym sierpowym w szczękę.

 

Tak czy inaczej Oligarchia Ludzi Oświeconych, ktokolwiek nią jest, wpadła w panikę. Widać to wyraźnie w mediach występujących przeciwko Trumpowi, który mówi o rzeczach o których elegancki, oświecony człowiek by nawet nie pomyślał i jest na tyle bogaty, że nie można go kupić. Po prostu nie pasuje do żelaznego prawa „systemu demokratycznego”, wedle którego każdy człowiek ma swoją cenę. Jego przeciwnikiem, a właściwie przeciwniczką jest Hillary Clinton, ale ta zalicza się do dobrze sprawdzonego „układu”. Układ wie czego się od Hilary Clinton może spodziewać. Jej wyborcami będą ludzie na zasiłkach rządowych, którzy spodziewają się po niej jeszcze większych. To będzie łatwe do zrealizowania poprzez dalsze pożyczki. Hillary nie jest więc wielkim problemem dla ludzi z Oligarchii.

 

No więc kiedy rozliczyliśmy sie z Trumpem i Clintonową, nie możemy pominąć innego popularnego „populisty”, którego jakoś oligarchia nie atakuje, mimo że może być dla nich bardziej niebezpieczny niż Trump. Mam na myśli Bernie Sanders’a, którego mimo podeszłego nazywa się „Nowym Leninem”. Otóż na niego podobno głosuje sfrustrowana młodzież z bogatych rodzin i bezrobotni Eskimosi na Alasce. Ponieważ młodzież ta zwykle żyje albo na koszt pracujących rodziców, albo na koszt pożyczek studenckich, łudzi się nadzieją, że Bernie obali pożyczki i da dobrze płatną, lekką pracę tym co na razie studiują antropologię ludzi dzikich, feminizm, peklowanie korniszonów albo wojny punickie. A skąd Bernie weźmie na to pieniądze? Naturalnie odbierze bogatym, tym przysłowiowym 1% społeczeństwa i da nie tyle biednym co tym wymagającym, jako że o biednych już dawno zadbano. Oligarchia patrzy, słucha i z pobłażaniem się uśmiecha. No cóż, oni także kiedyś byli naiwni i młodzi. Wiadomo, że trockizm się już przeżył, a właściwie przepełznął niepostrzeżenie z Lewicy do Prawicy i występuje teraz pod maską „neokonserwatyzmu”. Z Trumpem jest jednak inaczej, on staje się z dnia na dzień coraz groźniejszy.

 

Czy mogło być inaczej?

 

Może by mogło, ale w zaistniałym systemie nikt niezależny i uczciwy nigdy nie miał szansy. Jeśli taki człowiek chciałby powiedzieć prawdę, tak jak mówił np. Ron Paul, że nasz kraj jest zrujnowany i żyjemy za pożyczone pieniądze, nikt by go nie brał poważnie pod uwagę. Nikt nie chce znać prawdy, łącznie z wyborcami. Ułuda brzmi schlebiająco i dlatego Ron Paul nigdy nie miał szansy. A więc będziemy mieli do wyboru Hillary Clinton i Donalda Trump’a. Zobaczymy co z tego wyniknie. Mam nadzieje, że obejdzie się bez walenia po buzi. A ja będę stał na krawężniku i się przyglądał.

Jan Czekajewski (USA)