Monthly Archives: Maj 2016

Każdy szanujący się historyk jest z natury rewizjonistą. Bo zadaje sobie pytania: czy aby na pewno?” – pisał opolski historyk.

 

 

Minęło sześć lat od śmierci dr. Dariusza Ratajczaka. Jego rozkładające się zwłoki znaleziono 11 czerwca 2010 roku w samochodzie na parkingu przed supermarketem Karolinka w Opolu. Zmarł w nieznanych okolicznościach; przyjęto 29 maja 2010r. jako dzień jego śmierci.

 

Syn mec. Cyryla Ratajczaka, znanego obrońcy Ryszarda Kowalczyka oraz działaczy Solidarności w czasie stanu wojennego, miał Dariusz dobrze zapowiadającą się przyszłość zawodową przed sobą. Był pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Opolskim. W 1991r. ubiegał się o mandat poselski z ramienia Stronnictwa Narodowego.

 

 

 

 

 

 

„Każdy szanujący się historyk jest z natury rewizjonistą. Bo zadaje sobie pytania: czy aby na pewno?” – pisał opolski historyk. Jakie były skutki takiej postawy, pisałem już wielokrotnie, także w notce sprzed trzech lat, link:

 

http://zygumntbalas.neon24.pl/post/93215,minely-trzy-lata-od-smierci-dr-dariusza-ratajczaka

 

„Pogrzeb odbył się w warunkach konspiracyjnych. Nikt niepożądany nie był poinformowany o terminie pochowania zmarłego. Obecni byli tylko członkowie rodziny i najbliżsi przyjaciele, w sumie kilkadziesiąt osób. Tablica na jego grobie informuje, iż zmarł 29 maja 2010 roku. Nie można tu nie wspomnieć o osobliwym pożegnaniu ze strony „Gazety Wyborczej”, która wiadomość o śmierci swej ofiary umieściła pod tytułem „Znaleziono ciało kłamcy oświęcimskiego”.

 

 

 

 

 

 

Co takiego napisał dr Dariusz Ratajczak, że spotkał się nie tylko z niezrozumieniem otoczenia, ale wręcz z szalonym atakiem „elit” politycznych z kręgu „Gazety Wyborczej” i innych opiniotwórczych środowisk? Że został wyrzucony z pracy, był sądzony i otrzymał wilczy bilet na całe swe życie? Że zmarł w wieku 47 lat w dziwnych i tajemniczych okolicznościach? – Odpowiedzią, przynajmniej częściową, są słowa dr. Ratajczaka:

 

„Pisanie o stosunkach polsko-żydowskich jest czynnością ryzykowną. Szczególnie dla Polaka, który uważa, że stosunki te powinny być przedstawiane w oparciu o prawdę. Łatwo wtedy – paradoksalnie – narazić się na zarzuty o skrajny nacjonalizm, ksenofobię i „dyżurny” antysemityzm. Konsekwencje są zazwyczaj smutne: towarzyski bojkot (każdy ma takich znajomych, na jakich zasługuje), rasowy i wydawniczy „knebel”, ostatecznie – zawodowa śmierć”. – Nie tylko zawodowa, lecz faktyczna śmierć spotkała opolskiego historyka.

 

W 1999 roku wydał D. Ratajczak niepozorny zbiór artykułów pt. „Tematy niebezpieczne”. Dołączam do notki jeden z tekstów, zamieszczonych w tej książce:

 

 

 

TAJEMNICA POCHODZENIA ADOLFA HITLERA

 

Biografowie Adolfa Hitlera podają że przyszły führer III Rzeszy urodził się 20 kwietnia 1889 roku w Braunau am Inn, niedużej miejscowości na granicy austriacko – niemieckiej. Jego ojcem był 52-letni urzędnik celny Alois Schicklgruber, który wcześniej przybrał nazwisko Hitler. Matka, Klara Poelzl, wywodziła się z chłopskiej rodziny. Na tym etapie sprawa jest jasna i bezdyskusyjna: Alois i Klara byli naturalnymi rodzicami Adolfa.

 

Wątpliwości budzi natomiast pochodzenie ojca Hitlera. Co ciekawe, nawet tacy znawcy przedmiotu jak Alan Bullock są w tej materii nad wyraz wstrzemięźliwi i powstrzymują się przed ostatecznymi sądami. My postarajmy się pójść tropem pewnej, bardzo prawdopodobnej i mającej zwolenników hipotezy.

 

Otóż babka Adolfa, Maria Anna Schicklgruber, powiła Aloisa 7 czerwca 1837 roku. Podejrzewano, że dziecko było owocem niepoważnego uczucia syna zamożnego Żyda Frankerbergera (wiedeńskiego barona, członka rodzinny Otteristein) do skromnej służącej.

 

Za tą hipotezą przemawiają moim zdaniem trzy bezsporne fakty. Po pierwsze Maria Anna dopiero 5 lat po rodzeniu Aloisa poślubiła młynarza – Johana Georga Hiedlera (o przezwisku Hitler). Dopiero po jego śmierci do miejscowości Spital udał się jeden z wujów Hitlera, Johann Nepomuk Huettler (podobno nie pozbawiony szczypty krwi czeskiej), i w obecności dwóch świadków uzyskał od notariusza poświadczenie ojcostwa, uznające Aloisa (już teraz Hitlera, a nie Schicklgrubera) za syna naturalnego zmarłego młynarza. A przecież nieboszczyk za życia miał wystarczająco dużo czasu, aby rzecz całą załatwić. Po trzecie wreszcie Frankenbergerowie jeszcze przez pewien czas po śmierć Aloisa łożyli na utrzymanie nastoletniego Adolfa, przyszłego pogromcy Żydów!

 

Zajmowanie się pochodzeniem Hitlera i uznanie, że biologicznie był ćwierć-Żydem (pamiętajmy jednak, że judaizm uznaje za Żyda osobę zrodzoną z matki – Żydówki – Hitler tego kryterium nie spełnia) byłoby zajęciem dosyć jałowym – w końcu ważne jest to, kim się dany osobnik czuje, a nie jakich ma przodków – gdyby nie fakt, że wielu ludzi o żydowskich korzeniach starało się zacierać własne pochodzenie lub gorąco mu zaprzeczać i w konsekwencji przybierać postawę jawnie antysemicką. Zjawisko to zauważali tradycyjni Żydzi, a określali je „nienawiścią do samego siebie”. Takim właśnie człowiekiem miał być Hitler, a wcześniej – to już na pewno da się udowodnić – Karol Marks, zasymilowany Żyd, który teorię walki klas wywiódł z pierwotnych, głęboko antysemickich fobii.

 

Myślę, że w szerszym kontekście, ale cały czas w odniesieniu do realistów niemieckich, rzecz całą najcelniej ujął żydowski dziennikarz Rudolf Kommer, który w taki oto sposób komentował w roku 1922, a więc w czasie, gdy Hitler był jeszcze prowincjonalnym krzykaczem, zabójstwo ministra spraw zagranicznych Niemiec Rathenaua: „Także Rathenau (chciał upodobnić się – przypis DR) do blondynów Baldura (minister był z pochodzenia Żydem – przypis DR). Boże, miej nas Żydów i was Niemców w swojej opiece, jeśli któregoś dnia bezmyślne i brutalne instynkty gangsterów, upozowanych na jasnowłose bestie, połączą się z zatruwającą duszę nienawiścią Żydów do samych siebie lub ze światopoglądowym błąkaniem mieszańców mających duchowe i moralne defekty”.

 

Jego proroctwo w dużym stopniu spełniło się. Gdy bowiem analizujemy pochodzenie politycznych, wojskowych i gospodarczych elit III Rzeszy, co rusz natrafiamy na osoby żydowskiego, pół-żydowskiego, ćwierć-żydowskiego pochodzenia oraz takich, którzy przez fakt małżeństwa byli spokrewnieni z żydowskimi rodzinami. Wymieńmy kilkanaście nazwisk, opierając się na ustaleniach niemiecko – żydowskiego wykładowcy akademickiego, Dietricha Brondera oraz wiedzy własnej:

 

1. Adolf Hitler (führer III Rzeszy)

 

2. Julius Streicher (gauleiter Frankonii, wydawca antysemickiego i antykatolickiego „Der Stürmer”. Dodam, że pismo to dziwnie przypomina mi (chodzi o ataki antykościelne i pornografię) – tygodnik „Nie” Jerzego Urbana)

 

3. Joseph Goebbels (główny propagandysta III Rzeszy, miał pochodzić z hiszpańsko-holenderskich Żydów, w szkole koledzy wołali na niego „Rabbi”)

 

4. Hans Frank (generalny gubernator w okupowanej Polsce, syn żydowskiego adwokata-hochsztaplera z Bambergu):

 

 

 

 

Hans Frank

 

5. Reinhard Heydrich (szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, pół- Żyd, który wg Himmlera Żyda w sobie zdusił)

 

6. Adolf Eichmann (realizator „ostatecznego rozwiązania”, urodził się w Palestynie, w późniejszym czasie stosowane papiery sfałszowano, podając za miejsce urodzenia Solingen)

 

7. Alfred Rosenberg (szef Urzędu do Spraw Zagranicznych NSDAP, nazistowski filozof. Bałtycki Niemiec z domieszką krwi żydowskiej)

 

8. Odilo Globocnik (dowódca „Akcji Reinhard” – zagłady polskich Żydów)

 

9. Wilhelm Kube (gauleiter i gubernator Białorusi, rodem z Głogowa)

 

10. Ernst „Putzi” Hanffstaengel (szef wydziału prasy zagranicznej w NSDAP, pół-Żyd po matce, z domu Heine)

 

11. Erhard Milch (feldmarszałek i szef uzbrojenia Luftwaffe, jego matka była Żydówką)

 

12. Max Naumann (Żyd, zwolennik nazistowskiej rewolucji nacjonalistycznej, szef Związku Żydów Narodowoniemieckich, przeciwnik „Ostjuden”, których atakował z pozycji antysemickich. Autor m.in. „Sozialismus, Nationalsozialismus und nationaldeutsches Judentum”).

 

Z niepokojem patrzę się na projekty nowelizacji ustaw takich jak o „zmianie ustawy o zasadach pobytu wojsk obcych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz zasadach ich przemieszczania się przez to terytorium”, który został wniesiony do Sejmu 4 marca.

Został przedłożony przez ministra obrony narodowej, a Rada Ministrów go przyjęła.

 

Co mówi Konstytucja RP?

 

Art. 117. Zasady użycia Sił Zbrojnych poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej określa ratyfikowana umowa międzynarodowa lub ustawa. Zasady pobytu obcych wojsk na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i zasady przemieszczania się ich przez to terytorium określają ratyfikowane umowy międzynarodowe lub ustawy.

 

Cha, czyli ustawą można zezwolić na strzelanie nie tylko do obcych wojsk, ale i ludności cywilnej (jeśli np. stwierdzi się zagrożenie, że są tam terroryści) przez obce wojska. I to właśnie ma miejsce!

 

„obce wojska będą mogły prowadzić operacje wojskowe (inne niż ćwiczenia) w czasie pokoju na terytorium Polski. „  (…) „Przyjęto, że obce wojska będą mogły mieć przyznane takie uprawnienia, jakie mają Siły Zbrojne RP.” ( link )

 

Można mieć wrażenie, że komuś zależy na tym aby Polska wyglądała jak Syria lub Afganistan. Szczerze się tego obawiam, wiedząc jakie są np. plany syjonistycznych żydów co do naszej pięknej ojczyzny. Tłumaczenie, że „Wprowadzenie tych regulacji jest konieczne ze względu na pogarszający się stan bezpieczeństwa w sąsiedztwie Polski i pozostałych państw Europy Środkowo-Wschodniej” jest czystą demagogią, gdyż w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa każdy suwerenny kraj rozbudowuje własną armię, a u nas następował do tej pory jej demontaż. Byśmy się nie mogli bronić.

 

Dostaję wiele maili od zaniepokojonych czytelników tego bloga – wreszcie nie jestem uważany za panikarza i paranoika. Nie jest to jednak powód do zadowolenia, bo potwierdza to tylko, że plany wprowadzenia Rządu Światowego i depopulacji większości globu rzeczywiście są realizowane. Szkoda, że tak mało jest publikacji identyfikujących zbrodniarzy. A przecież wiadomo kim oni są, posłuchajcie chociażby wykładu Sergieja Salla „Perspektywy Ziemskiej Cywilizacji„.

 

Nikt też publicznie nie apeluje o aresztowanie zbrodniarzy, co rozwiązywało by sprawę.  Chodzi oczywiście o Komitet 300 – potomków kapłanów egipskich z tzw. genem Cohena.

 

Oto fragmenty korespondencji z jedną z czytelniczek bloga:

 

Zło rozpanoszyło się bo ludzie żyjąc byli i są OBOJĘTNI na jednostkowe przejawy zła, które dały furtkę, że z małego cieku, potem potoku stały się wartką i narowistą rzeką. A BRAK WIEDZY to nic innego jak brak informacji czyli wiedzy o tym co się dzieje dookoła nas. (…) Czyli, że zło się tak rozpanoszyło i zaanektowało nasz świat winna jest obojętność ludzi i brak wiedzy.

 

jedyne co można zrobić to:
nasze środowisko (ścisłe) powinno przeprowadzić medytację na przeciwdziałaniu i nie dopuszczeniu do podpisania takiej ustawy przeciwko narodowi.

 

Powinno mniej więcej to brzmieć (wystarczy bardzo krótko i parę razy to samo powtórzyć, tekst będzie trzeba dokładnie ustalić, ważne aby to było tylko 2-3 lub więcej zdań, ważne , że krótkie), np:

 

Ja nie daję przyzwolenia na przekazanie uprawnień polskich sił zbrojnych obcym siłom gdzie obce wojska będą mogły użyć broni i środków przymusu bezpośredniego. Nie ma mojego przyzwolenia aby obecna władza w Polsce, która jest naszym pracownikiem wprowadzała i podpisała taką ustawę.

 

Oczywiście medytacja byłaby przeprowadzona każdy sam w domu przeczytałby tekst jaki byśmy sformułowali i wypowiedzieli o tym samym czasie i w tym samym dniu. Oczywiście w internecie nie byłoby nic.

 

Marku jeżeli o czymś takim jest mowa (chodzi o wspomnianą nowelizację ustawy, M.P.), to znaczy to po prostu jedno. Obecna władza jest zdrajcą i niczym się nie różni od poprzedników, przydupasy Unii i zdrajcy narodu jak również narodów słowiańskich. (…) Oczywiście jak ta ustawa przejdzie i ludzie będą obojętni i swojego zdania władzy nie powiedzą to może to się stać: Zobaczyłam to:

 

Wśród tych wojsk widziałam oddziały stworzone z imigrantów, które pastwią się nad ludnością cywilną Polski ( gwałty, mordy) i ich dobytkiem (grabią i niszczą). Będzie (…) im na rękę, że pewne połacie ziemi będą wyczyszczone z Polaków. Oni specjalnie dadzą ich na przód bo wiedzą co będą robić. Potem udadzą, że nie wiedzieli, ze tak oni postąpili.

 

Oczywiście jeśli będą musieli się tłumaczyć co wątpliwe. Chcą stworzyć to co jest na Ukrainie. Zobaczyłam zniszczenia. Zakłady nie polskie będą chronione. To jest ostatnia ich możliwość aby zniszczyć naród Polski.

Wiem dobrze, że to im się nie uda ale ofiar ludzkich może być dużo. Najbardziej to narażeni jesteśmy my w Poznaniu. Czy musi być znowu aktualne przysłowie Polak przed i po szkodzie głupi? bo jest obojętny naprawdę i dupy mu się nie chce podnieść.

Mojego przyzwolenia na to nie ma.

{youtube}f82R0ZBhIlE}{/youtube}

Jak żyje się Litwinom w nowej, euro-rzeczywistości? W kraju, w którym od kilkunastu miesięcy oficjalną walutą jest euro? Odpowiedź na to pytanie jest łatwiejsza niż można przypuszczać.

Wystarczy krótki spacer po wileńskich sklepach spożywczych i równie szybki przegląd… miejscowego Facebook-a.

Litwini kilka dni temu zorganizowali, początkowo właśnie na Facebook-u, akcję pod hasłem: „Nie kupujemy w litewskich sieciach handlowych” oraz „Nie odwiedzę galerii handlowej w ciągu trzech dni”. To efekt nieustających podwyżek cen artykułów spożywczych. Szczególnie droga jest, symboliczna już na Litwie, kolorowa kapusta (3,50 euro). W innych krajach UE np. w Niemczech jest ona nawet o połowę tańsza.

 

Akcja przynosi efekt w postaci zmniejszającej się liczby klientów w dużych sieciach, np. w popularnej „Maxima”. Zarabiają na tym polskie przygraniczne gminy. Litwini, korzystając z dobrodziejstw Schengen, licznie odwiedzają nasz  kraj. Jak informują litewskie media, w Polsce, dzięki niższemu VAT-owi, ceny żywności są nawet o 30% niższe. Na Litwie VAT na produkty spożywcze wynosi 21%, w Polsce – 5-8%. Wiele wskazuje na to, że w tym roku, dzięki niskim cenom, Litwini zostawią w naszym kraju około 500 mln euro!

 

W styczniu przechodziliśmy na europejską walutę przy przeliczeniu 1 euro – 3,45 lita. Teraz wartość cen w euro jest tama sama jak cen w litach do stycznia 2015” – mówi Romualda Poszewackaja z wileńskiej Rady Miasta. – Wartość towarów i usług wzrosła trzykrotnie, a zapłaty pozostały w miejscu” – obrazowo dodaje radna.

 

Równie wymowna jest cena ziemniaków, podobnie jak u nas produktu, bez którego Litwinom trudno się obejść. W grudniu kilogram ziemniaków kosztował 1,2 lita (0,35 euro).  Teraz te same ziemniaki w litewskich „sieciówkach” kosztują 1 euro (3,45 lita)!

 

Wielu ma już dość euro. Petras Gražulis z frakcji „Porządek i Sprawiedliwość” domaga się zorganizowania referendum, w którym Litwini będą się mogli wypowiedzieć na temat powrotu do rodzimego lita.

 

 

ChS

Źródło http://www.lenta.ru

Read more: http://www.pch24.pl/rewolucja-kolorowej-kapusty-czyli-litwa-w-nowej-rzeczywistosci-po-wprowadzeniu-euro,43539,i.html#ixzz4A8xZAMW3

Żydowskie Stowarzyszenie B’nai B’rith w Rzeczypospolitej Polskiej (B’nai B’rith – Loża Polin) – międzynarodowa, żydowska, organizacja masońska, będąca filią międzynarodowych stowarzyszeń B’nai B’rith. B’nai B’rith to po hebrajsku „Synowie Przymierza”.

B’nai Brith została restaurowana ponownie w Polsce 9 września 2007 roku.BB-International

Obecnie nosi nazwę B’nai B’rith – Loża Polin. Głównymi ojcami odrodzenia tej organizacji w Polsce są Michel Zaki z Antibes oraz Witold Zyss z Paryża. Siedziba stowarzyszenia znajduje się w Warszawie, w budynku Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich, przy ulicy Twardej 6.
Członkiem może zostać osoba fizyczna, która ma i deklaruje tożsamość żydowską, świecką bądź religijną, opartą na pochodzeniu żydowskim (z ojca lub matki) lub na konwersji na judaizm (np. Janusz Palikot).

Prezydenci B’nai B’rith w Polsce:

  • 1924–1937: Adolf Ader
  • 1937–1938: Ludwik Rattler
  • 2007–2009: Andrzej Friedman
  • od 2009: Jarosław Józef Szczepański

Zarząd od 12 lutego 2012 roku:

  • Przewodniczący: Jarosław Józef Szczepański
  • Wiceprzewodniczący: Jan Hartman
  • Sekretarz: Zofia Krajewska – Jankiewicz
  • Skarbnik: Agnieszka Milbrandt
  • Członek zarządu: Henryk Kozłowski

Lata 2007-2009:

  • Przewodniczący: Andrzej Friedman
  • Wiceprezydent: Jan Woleński
  • Sekretarz Generalna: Malka Kafka
  • Skarbnik: Agnieszka Milbrandt

Od 22 lutego 2009:

  • Przewodniczący: Jarosław Józef Szczepański
  • Wiceprezydent: Jan Woleński
  • Sekretarz Generalny: Jonathan Britmann
  • Skarbnik: Agnieszka Milbrandt
  • Członek zarządu: Sergiusz Kowalski

Wśród założycieli byli m.in.

Anna Dodziuk – znana psychoterapeutka, była działaczka opozycyjna i współzałożycielka „Tygodnika Mazowsze”, Prof. Jan Hartman – etyk marksistowski, Artur Hofman, kiedyś aktor, a ostatnio reżyser w warszawskim Teatrze Żydowskim, a także przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce i redaktor naczelny „Słowa Żydowskiego”. Piotr Kadlčik, z zawodu tłumacz, były działacz opozycji, obecnie przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, Sergiusz Kowalski, socjolog i publicysta; pochodzący z USA, ale mający również polskie obywatelstwo (Gazeta Wyborcza), Michael Schudrich – naczelny rabin Polski, ks. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel, który urodził się w żydowskim getcie koło Wilna, a jego matka oddała go na wychowanie polskiej rodzinie. Dopiero jako dorosły człowiek dowiedział się o swoim pochodzeniu. Kilka lat temu przeszedł na wcześniejszą emeryturę i wyjechał do Izraela, Malka Kafka – właścicielka kilku koszernych kawiarni w Warszawie i prowadząca program kulinarny w telewizji, Jarosław J. Szczepański – dziennikarz i uczestnik obrad Okrągłego Stołu po stronie Solidarności, były doradca medialny i przyjaciel Bronisława Komorowskiego, obecnie wódz B’NAI B’RITH, dr Jonathan Britmann – psycholog, pracujący w Szpitalu Psychiatrycznym w Tworkach i wykładający na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, pochodzący zaś z Izraela, gdzie był funkcjonariuszem służb specjalnych. Britmann założył w Polsce Izraelską Akademię Treningu Walki “Sayeret”, zajmującą się doradztwem i szkoleniem w zakresie bezpieczeństwa i ochrony firm. Ten wszechstronny Izraelczyk jest także redaktorem naczelnym magazynu internetowego “Forum Żydów Polskich”, Paweł Śpiewak (Stinger) – żydowski socjolog i historyk idei, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, publicysta, poseł PO na Sejm V kadencji. 3 października 2011 otrzymał nominację na dyrektora Żydowskiego Instytut Historycznego.Nacjonalista żydowski i polonofob, Jan Lityński – żydowski działacz tzw. opozycji demokratycznej.

B’NAI B’RITH to stowarzyszenie żydowskie o charakterze bractwa, założone w 1854 r. w USA. “B’nai B’rith” w języku hebrajskim oznacza: “Synowie Przymierza”. Jego celem jest podtrzymywanie tradycji i kultury żydowskiej oraz walka z antysemityzmem. Zgodnie z deklaracją założycieli główną ideą stowarzyszenia jest “jednoczenie Żydów w imię najwznioślejszych ideałów, a zarazem ideałów całej ludzkości […]; obrona religijnego i duchowego dziedzictwa Przymierz poprzez działania na niwie edukacyjnej i duchowej zwłaszcza wśród młodzieży […]; walka z jawnym lub z utajonym antysemityzmem.” Członkowie stowarzyszenia nazywają się “Braćmi”, przechodzą “inicjacje” i spotykają się w lożach […]“

Nieznane ogółowi, wymieniane co najwyżej mimochodem w tych, czy innych mediach, stowarzyszenie B’nai B’rith jest niewątpliwie jednym z najbardziej ekskluzywnych i wpływowych tajnych gremiów, jakie obecnie istnieją.

Elitarna żydowska masoneria B’nai B’rith liczy ponad 600 tys. w 58 krajach. We Włoszech jej główną siedziba znajduje się w Livorno, natomiast w Rzymie ma swoją siedzibę “ramię operacyjne” B’nai B’rith, czyli Anti-Defamation League. Według żydowskiej gazety wychodzącej we Francji “Tribune juive” B’nai B’rith to “najpotężniejsza organizacja żydowska […] składająca się z lóż, których jest ok. 1,8 tys., z czego 200 w Izraelu. Poza tym istnieje ponad 1 450 tzw. kapituł żeńskich, których członkowie zasiadują w różnych wyspecjalizowanych komisjach”.

W tym samym numerze z 23 grudnia 1985r. znalazła się informacja, że B’nai B’rith: “jest też akredytowany przez większość najważniejszych organizacji międzynarodowych, takich jak ONZ, UNESCO (oraz Rada Europy, z głosem doradczym) jako organizacja pozarządowa, a prócz tego ma dojścia w Watykanie. Świadomość jego wpływów każe kandydatom do fotela prezydenckiego w USA stawić się przed nim [przed B’nai B’rith] przy okazji każdych wyborów.” Międzynarodowa centrala B’nai B’rith (po angielsku: Sons of the Covenant), mieści się w Waszyngtonie przy Rohde Islan Avenue nr 1640. Ta żydowska masoneria jest obecna w 58 krajach podzielonych na siedem dystryktów: każdym z dystryktów kieruje “gubernator”.

W sierpniu 1981 r. przy ulicy Króla Dawida w Jerozolimie, został założony bardzo ważny oddział B’nai B’rith pod znamienną nazwą “Word Center”.

Częścią aparatu B’nai B’rith jest także Anti-Defamation League. Ale należy podkreślić, że wszystkie jawne, bądź tajne organizacje żydowskie – czy to będzie “Powszechne Przymierze Żydowskie”, “Światowa Rada Żydów”, “British Izrael”, “Rada Synagog”, “Liga Przeciw Antysemityzmowi”, stowarzyszenie przyjaźni albo współpracy między Izraelem a tym, czy innym krajem europejskim, bądź też prężne amerykańskie lobby żydowskie skupione wokół AIPAC – podlegają w jakieś mierze nieformalnej władzy B’nai B’rith.

Godłem i znakiem rozpoznawczym B’nai B’rith jest siedmioramienny świecznik – menora (na wzór tego, który znajdował się w Świątyni w Jerozolimie). W 1949 r. z inicjatywy Haima Weizmanna, pierwszego prezydenta Izraela, przyjęty jako centralny element oficjalnego godła dla Państwa Izrael.

Podstawową jednostką struktury B’nai B’rith jest loża. Każda loża otrzymuje od władz centralnych dokument (“charter”), który daje jej prawo posługiwania się nazwą B’nai B’rith. Loże są zgrupowane w większe jednostki, tradycyjnie zwane “dystryktami”, chociaż w ostatnich latach struktura ta stała się bardziej skomplikowana.

W r. 1999 dwa dystrykty istniejące w Europie (dystrykt XV – Wielka Brytania i Irlandia – i dystrykt XIX – kontynent europejski), połączyły się w jedną całość pod nazwą “B’nai B’rith Europa” (BBE) z siedzibą w Brukseli.
Było to spowodowane możliwością odgrywania poważniejszej roli w ramach Unii Europejskiej. Wszystkie te jednostki działają w ramach B’nai B’rith międzynarodowego (B’nai B’rithInternational – BBI), którego siedziba znajduje się w Waszyngtonie.

Naczelnym organem BBI jest międzynarodowa Konwencja, która zbiera się raz na dwa lata i na którą wszystkie loże mogą wysłać przedstawicieli. Wybiera ona międzynarodowego prezydenta. Tradycyjnie Prezydent jest ze Stanów Zjednoczonych. Podobnie BBE organizuje Konwencję, co dwa lata.

B’nai B’rith spełnia także funkcje ciała wykonawczego dla Wielkiego Kahału (Wielkiego Sanhedrynu), który ma bardziej oligarchiczny charakter.

W Polsce pierwszym autorem studium o B’nai B’rith był B. Chełmiński w książce z 1938 roku: „Masoneria w Polsce współczesnej”. Daje w niej krótki rys historyczny tej loży oraz przegląd jej oddziałów w Polsce, tworzących trzynasty dystrykt tej światowej masonerii żydowskiej. Kierownikiem polskiego dystryktu była złowroga kreatura o nazwisku Józef Hieronim Retinger – agent wszystkich możliwych wywiadów, „plaster” generała W. Sikorskiego we wszystkich jego podróżach w roli Naczelnego Wodza – we wszystkich tylko nie w tej ostatniej, w której Sikorski zginął nad Gibraltarem.

Profesor Norman Finkelstein dokonał miażdżącej krytyki czynienia z dramatu Żydów europejskich, gigantycznego przemysłu i biznesu. Pisze o tym w swojej książce „Przedsiębiorstwo Holokaust” (The Holokaust industry), wydanej w 2000 roku i przełożonej na 16 języków, w tym na polski.

Norman Finkelstein nie był zresztą pierwszym Żydem, który zdecydował się na głos prawdy. Prekursorem był Raul Hilberg – światowy autorytet w problematyce zagłady Żydów. Wydał on już w 1961 roku książkę-rozprawę pt. „The Destruction of the European News”. Zamysł książki zrodził się z dwóch impulsów. Pierwszym był moralny protest prof. Finkelsteina przeciwko cynicznemu żerowaniu na prochach milionów Żydów przez Żydów z Bńai – Brith – ADL.

Po drugie, jego rodzice byli przez szereg lat więźniami gett i niemieckich obozów zagłady. Oboje przeżyli. Matka za ponad sześć lat tej gehenny otrzymała odszkodowanie w wysokości 3500 dolarów. Prof. N. Finkelsten wpadł w osłupienie, kiedy porównał łączną sumę odszkodowania swojej matki z zarobkami głównych hien z ADL – Bńai Brith oraz ich popleczników: Kagan w 12 dni, Eagleburger w 4 dni, D’Amato w 10 godzin zarabiają tyle, ile moja matka dostała za cierpienie hitlerowskich prześladowań przez sześć lat.

Wymieniony Lawrence Eagleburger z ADL zarabiał rocznie 300 000 dolarów, jako przewodniczący Międzynarodowej Komisji ds. Roszczeń Ubezpieczeniowych z Czasów Holokaustu, nie licząc jego gaży jako ówczesnego sekretarza stanu w administracji G. Busha – seniora. Najbardziej bezwzględną hieną był jednak (i jest) Kenneth Bialkin, który kierował wtedy ADL of Bńai Brith oraz przewodniczył Konferencji Prezesów Głównych Amerykańskich Organizacji Żydowskich, przy czym słowo „Konferencji” jest nieco mylące, bowiem jest to ciało „obradujące” permanentnie i przez lata, w charakterze stałej organizacji.

Prof. Finkelstain pisze w wielu miejscach, że „Przedsiębiorstwo Holokaust” stało się ordynarnym procederem wyłudzania – po prostu „rabowaniem grobów”. Mottem głównym swej pracy prof. Finkelstein uczynił słowa rabina Arnolda Jacoba Wolfa z Uniwersytetu Yale: „Mam wrażenie, że zamiast uczyć o holokauście, handluje się nim.”

„Przemysłowi holokaustu” formę zorganizowanej „grabieży grobów” nadała Anti-Defamation League of Bńai Brith i jej syjonistyczne agendy. W 1992 roku Światowy Kongres Żydów utworzył specjalnie w tym celu World Jewish Restitution Organization (WJRO) – tę właśnie Komisję Odszkodowawczą (Roszczeniową). ADL, Światowy Kongres Żydów, czyli dwie agendy Bńai Brith, scedowały na Komisję Odszkodowawczą prawo decydowania o losie mienia ocalałych z holokaustu, żyjących jak i nieżyjących. Szefem tej organizacji został szef ADL Edgar Bronfman, miliarder poruszający się po świecie własnym odrzutowcem, podczas gdy żyjące jeszcze ofiary holokaustu często nie mogą doprosić się o wózek inwalidzki. Bronfman jest głównym partnerem „niemieckiego” magnata prasowego, Żyda Leo Kircha.

Posiada majątek odziedziczony po rodzicach, właścicielach koncernu alkoholowego, ale setki milionów dolarów wydaje na własne koszty, podobnie jak na wystawne życie liderów jego terrorystycznych hien „grabiących groby”.
Skupia w swych rękach nieograniczoną władzę jako szef ADL, jako prezes Światowego Kongresu Żydów i prezes tejże Komisji Odszkodowawczej. W tej grabieży wspierają go wspomniany już Abraham Foxman, szef amerykańskiej sekcji ADL – Bńai Brith, Kenneth Bialkin (do czasu wystąpienia z ADL) oraz Saul Kagan, wieloletni dyrektor Konferencji Roszczeniowej (Odszkodowawczej).

Od samej Szwajcarii żądali 20 miliardów dolarów, ale wnikliwe kwerendy wykazały, że owe „martwe konta” dają zaledwie 1,2 miliarda, przy czym, nie sposób było udowodnić, że wiele z tych kont należało do ofiar holokaustu.

Tylko znikoma część pieniędzy z miliardów wydartych przez handel grobami, dotarła do żyjących ofiar.

Z okazji utworzenia przez ADL – Bńai Brith, liderzy ADL – Bńai Brith z tych funduszy tzw. „Fundacji Narodu Żydowskiego”. urządzili wystawny bankiet w ekskluzywnym nowojorskim hotelu Pierre. Przybył nawet prezydent Clinton, którego żona jest żydowską córką bogatego adwokata nowojorskiego, ale nie zaproszono ani jednej z ocalałych ofiar holokaustu! Zażądali też od Polski praw własności do ponad sześciu tysięcy przedwojennych żydowskich obiektów komunalnych, m.in. synagog. Oceniając zgodnie z oficjalną statystyką liczbę polskich Żydów na kilka tysięcy, N. Frankelstein pytał:Czy odrodzenie żydowskiego życia, rzeczywiście wymaga, aby na każdego polskiego Żyda przypadała jedna synagoga lub szkoła?”.

W pozwie przeciwko Polsce, zarzucono polskim władzom stosowanie przeciwko Żydom ludobójczej polityki przez 54 lata, wypędzania Żydów w celu ich wytępienia! Pozew zredagowali Edward Klein i Melvin Urbach – weteran kampanii roszczeniowej przeciwko Szwajcarii i Niemcom.
Zagrożono Polsce sankcjami ekonomicznymi i propagandowymi. Kongres USA poparł te żądania, co dziwić nie może, jeśli uwzględnimy nasycenie Kongresu Żydami oraz gojami przekupionymi przez Bńai Brith of ADL – AIPAC.

Dodatkowo „wrzucono” nam tzw. „Marsze żywych” – pokazy syjonistycznej buty i prowokacji. David Harris z Amerykańskiego Kongresu Żydów (czytaj – z Bńai Brith of ADL – AIPAC – AJC), rozwodził się o ogromnym wpływie tych marszów na młodzież żydowską, która tak bywa wstrząśnięta, że po zwiedzeniu Auschwitz czy Majdanka, wynajęła striptizerki, aby rozładować przykre emocje wywołane zwiedzaniem obozu!
Te poniżające dla Polaków żydowskie hucpy, to nic w porównaniu ze światową kampanią syjonistów, oskarżających pokolenie naszych ojców o masowe mordowanie ukrywających się Żydów; szkalowanie Armii Krajowej o mordowanie Żydów, ręka w rękę z hitlerowcami: o „wyssaniu antysemityzmu” przez Polaków z mlekiem ich matek.

Tą oszczerczą kampanię przeciwko narodowi, który uratował ponad 100 000 Żydów, w kraju, w którym obowiązywała kara śmierci całej rodziny za ukrywanie Żydów – tej zbiorowej zbrodni na godności Polaków, zbrodni na prawdzie historycznej,wszczęły syjonistyczne lobby zorganizowane w antychrześcijańskiej, antykatolickiej, antypolskiej mafii pod nazwą Bńai Brith – ADL.

Nieliczna grupa członków B’nai B’rith w przedwojennej Polsce, składała się w dużej większości z przedstawicieli elity społecznej i gospodarczej.

Na liście członków znajdują się przede wszystkim przemysłowcy, kupcy, bankierzy i dyrektorzy przedsiębiorstw, adwokaci i lekarze. Jest wśród nich cały szereg znanych osobistości (np. Mojżesz Schorr i Majer Bałaban) oraz kilku senatorów i posłów na Sejm.

Działalność B’nai B’rith w Polsce przerwał dekret Prezydenta Rzeczypospolitej Mościckiego z 22 listopada 1938 roku, rozwiązujący organizacje masońskie w Polsce.

Pomimo starań kierownictwa B’nai B’rith, które usiłowało wykazać, że B’nai B’rith nie zaliczał się do masonerii, decyzja ta została również zastosowana do B’nai B’rith.

Miało to przynajmniej jedną dodatnią konsekwencję: akta B’nai B’rith w Krakowie, zostały zabrane przez Starostwo Grodzkie i prawdopodobnie dzięki temu ocalały, choć nie całkowicie (między innymi nie odnaleziono biblioteki) i nie zawsze w dobrym stanie. Zespół ten znajduje się obecnie w Archiwum Państwowym w Krakowie, gdzie został on starannie zachowany, skatalogowany i opracowany.
Polin to nazwa Polski w języku hebrajskim, oznaczająca „tutaj spocznij”.

W 1492 roku Żydzi zostali wygnani z Hiszpanii, Portugalii i krajów niemieckich. Legenda żydowska głosi, że gdy uchodźcy dotarli do ziem polskich, nazwę kraju odczytali jako „Polin” biorąc to za dobry omen. W wyniku tego Żydzi osiedlali się masowo na gościnnej polskiej ziemi. Sam Isserles pisał o Polsce: “W tym kraju nie ma zawziętej nienawiści do nas, jak w Niemczech. Oby zostało tak nadal, aż do nadejścia Mesjasza”.

B’nai B’rith oficjalnie przedstawia się jako ruch filantropijny i oświatowy, w dodatku neutralny w kwestiach religijnych i politycznych – ale to samo zawsze mówiła o sobie europejska masoneria, co nie przeszkadzało jej w odgrywaniu istotnej roli politycznej i w walce z Kościołem katolickim. To porównanie nie jest zresztą przypadkowe, gdyż B’nai B’rith zorganizowana jest właśnie tak jak masoneria – jej członkowie skupiają się w lożach. Członków loży jest ok. pół miliona w 58 krajach.

W 2007 po niemal 70 latach nieistnienia odrodziła się w Polsce jedna z najbardziej znaczących organizacji Żydowskich – B’nai B’rith – Loża Polin.
Instalacja loży miała miejsce dokładnie w dniu 9 września 2007 r. Jak dotąd Polska była jedynym krajem w Europie Środkowej i Wschodniej, gdzie po upadku reżimu komunistycznego nie reaktywował się Bnai Brith.

Nie pisały oczywiście o tym gazety, nie informowała również telewizja, ale wzmiankę na ten temat można znaleźć na stronie internetowej Ambasady USA w Polsce.

Warto zacytować ją w całości, bo jest bardzo wymowna:

„9 września przy okazji otwarcia nowej loży B’nai B’rith w Warszawie ambasador Victor Ashe spotkał się z działaczami tej organizacji – prezesem Moishem Smithem i wiceprezesem Danem Mariaschinem. Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa, dotyczącego zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Otwarcie warszawskiej loży B’nai B’rith oznacza odrodzenie się tej organizacji żydowskiej w Polsce po niemal 70 latach nieobecności”.

W ciągu ostatnich lat, działania na rzecz odrodzenia B’nai B’rith w Polsce, podjęli bracia Michel Zaki z Antibes oraz Witold Zyss z Paryża. Na instalacji obecni byli bracia i siostry z Anglii, Francji, Turcji, USA, Holandii, Niemiec, Włoch, Szwajcarii, Rumunii oraz Belgii. Poza tym ambasadorowie USA oraz Izraela.

Kancelaria Prezydenta wysłała list gratulacyjny, który został odczytany na uroczystości otwarcia.
A oto list Prezydenta Lecha Kaczyńskiego do loży masońskiej B’nai B’rith, odtworzonej w Warszawie 9 września 2007 roku:

Panie i panowie!
Blisko 70 lat temu w 1938 r. dekret prezydenta Rzeczpospolitej zakazał działalności B`nai B`rith w wyniku absurdalnego strachu, niezrozumienia i wprowadzenia w błąd, oraz zarządził nielegalność działalności w Polsce sekcji B`nai B`rith. Dlatego to powinno być rozważane, jako symboliczny gest, ze ja teraz jestem tutaj przed wami jako reprezentant Prezydenta Rzeczpospolitej, po to żeby przywitać was i wasza organizacje, która po raz drugi otwiera działalność w Polsce. Otwarcie loży B`nai B`rith w Rzeczpospolitej po wielu latach nieobecności, jest również szczególnie ważne w innym aspekcie.
Tak jest ponieważ, ta organizacja utworzona została 164 lat temu w malej kawiarni nowojorskiej przez tuzin żydowskich niemieckich emigrantów, dzisiaj stała się najważniejszą międzynarodową organizacja walczącą z rasizmem, antysemityzmem i ksenofobią.
Polska jest wdzięczną dla akcji podejmowanych przez Anti-Defamation League (ADL), ustanowionej przez B`nai B`rith, które współdziałając z American Jewish Congress, podtrzymuje nasze wysiłki do uzyskania zmian w nazywaniu obozu Auschwitz i przeciwstawiania się mocno używania nazwy jako “Polish concetration camps”.
Jestem zadowolony, ze tak samo jak w przypadku przed wojną, członkowie B`nai B`rith są znaczącymi polskimi obywatelami – uczonymi, pisarzami, osobami zaangażowanymi w działalność społeczną.
W tym czasie kiedy stosunki pomiędzy Polska a Izraelem są pośród krajów europejskich najlepsze w Europie, my powinniśmy starać się o stale , dalsze rozwijanie polsko-żydowskich stosunków. To wymaga kontynuacji wysiłków i gotowości dla osiągnięcia kompromisu. To nie jest łatwe, lecz wierze, ze jest bezcenne wasze zobowiązanie, że następstwem będzie znaczący wpływ na wzajemne zrozumienie Polaków i Żydów.
W związku z powyższym powinienem odwołać się do nakazów waszej organizacji, które powołane są w “duchu tolerancji i harmonii i skierowane są na uwiecznienie “ocalonych z Holocaustu”.
Mam nadzieje, że częściowo zostaną spełnione te punkty waszego programu. Wy pomożecie nam wałczyć przeciwko nieprawdzie, szkodzących poglądów, które wyjawiają światu przykład opinii na temat polskiej odpowiedzialności na temat tworzenia obozów koncentracyjnych. Mam również nadzieje, wbrew faktom, że prawo waszej organizacji przygotuje “uwiecznienie” pamięci na temat życia i osiągnięć polskich Żydów i zarówno wzajemnej historia ciągnąca się przez ponad 800 lat, będzie uwieczniona w świadomości polskiego społeczeństwa i w świecie.
Proszę pozwolić mi zakończyć cytując słowa Jego Świątobliwości papieża Benedykta XVI, który powiedział w grudniu 2006, kiedy przyjmował reprezentantów B’nai B`rith: „Nasz udręczony świat potrzebuje świadectwa ludzi dobrej woli, inspirowanych przekonaniem, że wszyscy z nas stworzeni na podobieństwo Boże, posiadają nieprzemożną godność i wartość. Żydzi i chrześcijanie są powołani do współpracy w uzdrowieniu świata, poprzez promowanie duchowych i moralnych wartości, opartych na naszej wierze. Powinniśmy stać się coraz bardziej przekonani poprzez ułożenie naszej owocnej współpracy”.

Warszawa, 9 wrzesień 2007
Ewa Junczyk – Ziomecka
Podsekretarz Stanu Biura Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej

W czasie ceremonii inicjowano 37 nowych członków loży. Ceremonię poprowadzili Moische Smith, prezes Bnai Brith International, Daniel Mariashin, wiceprezes wykonawczy Bnai Brith International oraz Reinold Simon, prezes Bnai Brith Europa, przy asyście Witolda Zyssa, sekretarza generalnego Bnai Brith Europa. Uroczystość miała miejsce w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie, w czasie Czwartego Żydowskiego Festiwalu Kulturalnego. Ale to nie wszystko, gdyż w związku z wprowadzeniem do Polski tej, jakże „szacownej” loży, odbyło się szereg imprez towarzyszących. Takimi spotkaniami było szereg imprez, konferencji i odczytów w Fundacji Stefana Batorego „filantropa” Sorosa.

Tam nasi prominentni politycy wygłaszają swoje liczne wykłady. Cykl wykładów zapoczątkowuje Aleksander Kwaśniewski 13 grudnia 2004 roku.
W roku 2005 kolejno przemawiają inni czołowi politycy „polscy”, jak: Donald Tusk, Bronisław Komorowski, Bronisław Geremek, Władysław Bartoszewski, Jan Rokita, Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Borowski, Marek Belka.
W lutym, maju i wrześniu 2005 roku swój oratorski popis dał nie kto inny, tylko Jarosław Kaczyński.

Tydzień przed Wielkanocą 20101 roku, odbyła się manifestacja przeciwko budowie na warszawskiej Ochocie meczetu (afera meczetowa). To pierwsza tak głośna akcja dotycząca problemu, który w zachodniej Europie od dawna rozbudza emocje. Ale zwolennicy powstania muzułmańskiej świątyni w stolicy Polski nieoczekiwanie znaleźli wsparcie w pewnej organizacji, o której istnieniu większość Polaków nie ma pojęcia, choć skupia znaczące postaci życia publicznego.

Otóż zaraz po manifestacji ukazało się oświadczenie B’nai B’rith Polin, przedstawiającego się jako „stowarzyszenie polskich Żydów”. W oświadczeniu czytamy, że „protest przeciwko budowie meczetu w Warszawie jest niezrozumiały i niczym niewytłumaczalny. Rozbudzanie nastrojów antyarabskich w niczym nie różni się od podsycania antysemityzmu. (…) Ten obecny protest nielicznych – na szczęście – warszawiaków jest jak przeniesiony z czasów nawoływań do pogromów antyżydowskich przed stu laty w carskiej Rosji czy czasów tworzenia imperium Hitlera w III Rzeszy”. Na koniec B’nai B’rith Polin wzywa protestujących, by „przestali kalać dobre imię Polaków i Polski, kraju szczycącego się tysiącletnią tradycją tolerancji”.

B’nai B’rith Polin poucza Polaków jak mają żyć we własnym kraju, ale milczy jak żydzi traktują Palestyńczyków w Izraelu!

Oświadczenie opublikował w całości stołeczny dodatek „Gazety Wyborczej”, nie informując jednak czytelników, czym jest owo stowarzyszenie.

W 2013 roku wszedł w Polsce zakaz okrutnego uboju rytualnego zwierząt czyli podrzynania na żywca zwierząt bez ich ogłuszania. Wywołało to wściekłość EJA które nadzorowało ten krwawy proceder. Polski Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że rozporządzenie dopuszczające rytualny ubój w Polsce jest niezgodne z ustawa zasadniczą.

Europejskie Stowarzyszenie Żydów (EJA) w Brukseli zaapelowało do polskich i unijnych władz o zmianę tego orzeczenia. Rabbin Menachem Margolin wysłał w tej sprawie list do polskiego prezydenta i ministra sprawiedliwości z żądaniem uchylenia tej decyzji poprzez zmianę ustawy którą mają poprzeć „zaprzyjaźnieni z EJA” polscy posłowie których zadaniem jest wykonanie na kolanach zlecenia EJA oczywiście za późniejsze profity z tego procederu.

Na haczyk złapał się jako pierwszy Minister Rolnictwa – Stanisław Kalemba z PSL, który stwierdził że tak zwana grupa wyznaniowa stanowiąca 0.01% ma prawo dyktować z pełna butą swoje warunki populacji blisko 99% Polaków którzy maja na to płacić swoje podatki. Faktycznie to nie o ochronę tzw. wolności religijnej idzie tylko o popieranie lobby przemysłu mięsnego i ogromne dochody z eksportu do krajów arabskich, muzułmańskich i Izraela, zaledwie dla kilkudziesięciu polskich przedsiębiorców powiązanych z politykami.

Jest to schemat czysto korupcyjny – posłowie na kolanach wykonają zalecenia EJA ,oczywiście za odpowiednią gratyfikacją jak ustawa przejdzie. Koncesje na ubój rytualny otrzymają tylko zaprzyjaźnione z politykami ubojnie które na eksporcie zarobią krocie i w imię podzięki wesprą finansami zaprzyjaźnionych polityków i ich partie. Patronat nad całym tym „biznesem” ma sprawować EJA a kierować nim PSL.

Ofiarami będą polskie zwierzęta które w okrutny i bestialski sposób będą mordowane poprzez podrzynanie na żywca w imię pseudoreligijnej swobody wymyślonej przez Kalembę i PSL a faktycznie chodzi tylko o kasę, tym bardziej że w sprawę zamieszana się żydowska tajna organizacja B’nai B’rith (po hebrajsku: Synowie Przymierza).

Holokaust była karą od Boga dla Żydów za ich chciwość i okrucieństwo wobec zwierząt ale jak widać nic ich to nie nauczyło, brak im niestety i pokory i litości zwłaszcza wobec słabszych i bezbronnych!

Źródło: http://yelita.pl/artykuly/art/b-nei-b-rith

Orban rzeczywiście nie uląkł się hałasów rozmaitych najmitów finansowych grandziarzy i wprawdzie ujada na niego Fundusz Walutowy, ujada Unia Europejska, ujadają Żydzi – ale nie Węgrzy, którzy już dwukrotnie udzielili mu wyborczego poparcia z większością konstytucyjną.

 

.

Gewałt w obronie żerowiska.

No proszę, cóż za przypadek, cóż za zbieg okoliczności! Ledwo tylko pan redaktor Adam Michnik, „Żyd Roku 1990” wyjechał na stypendium do USA, zaraz były prezydent Wiluś Clinton, ten sam, co to wiercił cygarem w pochwie Moniki Lewińskiej, a potem wprawdzie palił, ale się nie zaciągał, wystawił naszemu nieszczęśliwemu krajowi bardzo krytyczną recenzję – że mianowicie Polska i Węgry wolą „przywództwo w stylu Putinowskim” niż demokrację. Nietrudno domyślić się, kto mu to podpowiedział; wszak w żydowskiej gazecie dla Polaków pod redakcją pana redaktora Michnika taka diagnoza została zatwierdzona przez redakcyjny Judenrat już dawno. W końcu któż może u nas wiedzieć o Putinie więcej, niż właśnie pan redaktor Michnik, którego na poprzednim etapie zimny ruski czekista karmił i poił w Klubie Wałdajskim? Już nie pamiętam, czy i Putin został wtedy „człowiekiem honoru”, czy też ten tytuł pan redaktor zarezerwował jednak dla generała Czesława Kiszczaka, pewnie z wdzięczności, że wykreował go na człowieka. Ale jak tam było, tak tam było.
Teraz oczywiście etap jest inny, teraz, to znaczy – po zresetowaniu przez prezydenta Obamę w 2013 roku poprzedniego resetu w stosunkach amerykańsko-rosyjskich z 17 września 2009 roku cała Europa Środkowa ponownie przeszła pod amerykańską kuratelę, po której nie tylko Żydzi, ale i stare kiejkuty wiele sobie obiecują, Putin stał się najczarniejszym charakterem. Nie takim oczywiście, jak Adolf Hitler, bo Adolfa Hitlera Żydzi lansują – podobnie jak holokaust – za zjawisko bez precedensu w historii ludzkości, za rodzaj „miary wszechrzeczy” dla całego świata, któremu ten żydowski punkt widzenia jest cierpliwie, metodycznie i nieustępliwie suflowany. „A kiedy z wolna, po troszeczku, w tej dialektyce się wyćwiczą, to moja staną się zdobyczą” – mówiła Caryca Leonida do marszałka Greczki, a Żydzi najwyraźniej wzięli to sobie do serca, bo wiadomo, że świat i ludzkość traktują jako swoje żerowisko.

Wróćmy jednak do Putina, z którego Żydostwo próbuje dzisiaj uczynić drzewo wiadomości dobrego i złego. Nietrudno się domyślić, dlaczego. Putin, początkowo kreowany na wezyra przez żydowskich grandziarzy w rodzaju Bieriezowskiego, Gusińskiego, czy Chodorkowskiego, którzy za Jelcyna całą Rosję roznosili dla Jerzego Sorosa na ryjach, wszystkich ich przechytrzył i nie tylko rozebrał do naga, ale nawet – jak Chodorkowskiego, któremu pycha przesłoniła poczucie rzeczywistości – nawet wsadził do łagru, więc nic dziwnego, że Żydzi, po utracie takich alimentów, go tak znienawidzili. W dodatku Putin – podobnie jak kiedyś każdy polski szlachcic – ma własnych Żydów, wobec których postępuje zgodnie ze wskazówką pewnego niemieckiego księcia jeszcze z czasów średniowiecznych: Żydzi – powiadał ów książę – są jak gąbka – jak już dobrze nasiąkną, to my ich wyciskamy. Teraz oczywiście jest jeszcze czas nasiąkania, ale nawet to, co najlepsze, kiedyś przecież się kończy, no a wtedy nieuchronnie musi nadejść etap wyciskania.

To, że Żydzi mają wiele powodów, by nie lubić Putina, to jedna sprawa, ale czy przypadkiem ich zacietrzewienie nie sprawiło, że biednego byłego saksofonistę z Arkansas najzwyczajniej w świecie wprowadzili w błąd? Wprawdzie Aleksander Kwaśniewski twierdzi, że Clinton „zna Polskę”, ale przecież tylko idiota może wierzyć Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, który, nawiasem mówiąc, o Polsce też pewnie tyle wie, ile jej ukradł. Jeśli Wiluś Clinton „zna Polskę” to raczej z opowiadań rozmaitych stypendystów i pieczeniarzy w rodzaju (Zd) Radka Sikorskiego, co to podobny jest do przedwojennego malarza Leonharda, który ożenił się z córką bankiera Goldfredera. Franciszek Fiszer powiedział o nim tak: Leonardo da Vinci namalował Wieczerzę Pańską, a Leonhard zjada.

Czy Węgry się „putinizują”? To już prędzej, bo Wiktor Orban postawił sobie za cel wydobycie swego państwa z pułapki zadłużenia, by odzyskać swobodę ruchów, a w przyszłości doprowadzić – kto wie – może nawet do odtworzenia „korony świętego Stefana”? Coś może być na rzeczy, bo czyż w przeciwnym razie ta wzmianka znalazłaby się w preambule nowej węgierskiej konstytucji? Orban rzeczywiście nie uląkł się hałasów rozmaitych najmitów finansowych grandziarzy i wprawdzie ujada na niego Fundusz Walutowy, ujada Unia Europejska, ujadają Żydzi – ale nie Węgrzy, którzy już dwukrotnie udzielili mu wyborczego poparcia z większością konstytucyjną. Jak dotąd nikt nie udowodnił Orbanowi fałszowania wyborów, a o ile wiem, taki zarzut nawet się nie pojawił, więc poparcie jest chyba autentyczne. A cóż może być wyznacznikiem demokracji, jeśli nie poparcie wyborców? Demokracja to kult Liczby; im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja.

W Ameryce nie zawsze to rozumieją. Kiedy po raz pierwszy przeczytałem wydaną „drugim obiegu” w latach 80-tych książkę Michaela Novaka „Duch demokratycznego kapitalizmu” uderzyło mnie zawarte tam stwierdzenie, ze kapitalizm może rozwijać się tylko w warunkach demokracji. Przecież można przytoczyć mnóstwo historycznych przykładów odwrotnych, o których autor nie mógł przecież nie wiedzieć. Dlatego, kiedy Michael Novak przyjechał do Polski i miałem sposobność, by z nim porozmawiać, natychmiast go o to spytałem. Z jego odpowiedzi wynikało wyraźnie, że utożsamia demokrację z zespołem instytucji służących wolności, np. respektowanie własności prywatnej, wolność słowa i niezależne sądownictwo. Ale te instytucje mogą równie dobrze istnieć bez politycznej demokracji i na przykład Rosja po reformach cesarza Aleksandra II wprawdzie nie była państwem demokratycznym, ale była państwem praworządnym – oczywiście dopóki wszystkiego nie zniszczyła żydokomuna, pod pozorem rewolucji wprowadzając tyranię, jakiej świat nie widział, a ściślej – jaką widział na starożytnym Wschodzie.

A skoro już jesteśmy przy starożytnym Wschodzie, to warto zwrócić uwagę, że chociaż co i rusz pojawiają się rozmaite koncepcje ekonomiczne, to w gospodarce nadal liczy się to, co liczyło się w czasach Hammurabiego, to znaczy – ilu kto ma niewolników. Różnica jest taka, że wtedy niewolnictwo nie było niczym kamuflowane, podczas gdy teraz niewolnikom wmawia się, że są suwerenami i wielu nawet w to wierzy – ale cóż z tego, skoro wybrani przez nich ciemiężyciele wpychają ich coraz głębiej w niewolniczą zależność od lichwiarskiej międzynarodówki? Ciekawe, czy ten cały gewałt wokół „putinizacji” nie jest przypadkiem próbą obrony żerowiska, w jakie lichwiarska międzynarodówka przekształca współczesny świat?

Stanisław Michalkiewicz

Pomimo wcześniejszych deklaracji, PiS nie chce, aby na mocy specjalnej ustawy dzień 11 lipca był upamiętnieniem ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Wskazuje na to wywiad udzielony przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, a także to, jak wyglądają prace nad niedoszłą ustawą.
+
+

 

W wywiadzie dla Gazety Polskiej prezes PiS Jarosław Kaczyński odniósł się do kwestii upamiętnienia męczeństwa Kresowian, pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Choć podkreślał, że „zbrodnie popełnione na naszych rodakach przez UPA muszą być nazwane ludobójstwem”, a on sam nie dopuszcza „żadnej formy wybielania tego straszliwego czasu naszej wspólnej historii”, to jednak nie chce, żeby pamięć o ludobójstwie popełnionym przez Ukraińców była czczona 11 lipca. Mimo, że wcześniej tak właśnie deklarował PiS. W wywiadzie Jarosław Kaczyński powiedział, że upamiętnienie męczeństwa Kresowian zostanie przesunięte na 17 września.

„Ten dzień łączy w sobie wszystkie zbrodnie popełnione na Polakach na Wschodzie. Jest najbardziej uniwersalny” – powiedział Kaczyński.

Przeczytaj: Nowe święto – Dzień Pamięci Męczeństwa Kresowian

Przeczytaj także: PiS obiecuje: Ludobójstwo Wołyńskie i sprawy polskiej mniejszości nie będą podlegać żadnej dyskusji

Ukraińskie naciski

Wszystko wskazuje na to, że do zmiany daty upamiętnienia doszło pod naciskem strony ukraińskiej. Na zmianę terminu obchodów Ukraińcy nalegali wprost podczas ostatniej wizyty delegacji polskich parlamentarzystów w Kijowie. O naciskach strony ukraińskiej donosił Jerzy Wójcicki, prezes Stowarzyszenia „Kresowiacy” z Winnicy, powołując się na wypowiedź Marcina Święcickiego (PO), który poinfomorwał, że Ukraińcy nie chcieli, żeby był to dzień 11 lipca, nawiązujący do daty apogeum ludobójstwa na Wołyniu. W zamian proponowali właśnie datę 17 września, ku której ostatecznie skłonił się PiS.

PRZECZYTAJ: Szef ukraińskiego parlamentu chce zawieszenia dyskusji o ludobójstwie na Wołyniu. Polski poseł – uhonorowania największego ukraińskiego polonofoba

Projekt ustawy przygotowywany przez PiS, za który odpowiadał poseł Michał Dworczyk, od początku budził duże kontrowersje w środowiskach Kresowian. Zdecydowana większość z nich radykalnie odcięła się od tej inicjatywy, którą uznano za próbę zagłuszenia pamięci o ludobójstwie, poprzez upamiętnienie jej w kontekście szeregu innych antypolskich zbrodni. Projekt został ostatecznie zaakceptowany na zasadzie kompromisu jedynie przez część środowisk kresowych, którym bardzo zależało na tym, by upamiętnienie męczeństwa Kresowian miało moc ustawy, a nie uchwały, która jest aktem prawnym niższej rangi. Ze względu na naciski pojawiła się propozycja odrębnego upamiętnienia ukraińskiego ludobójstwa i przesunięcia Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian na dzień 17 września. Wygląda jednak na to, że PiS próbuje utrącić upamiętnienie ofiar OUN-UPA w dniu 11 lipca. Zamiast ustawy prawdopodobnie będzie jedynie uchwała, która ma krótki okres trwania i nie jest obowiązującym prawem – inaczej niż w przypadku ustawy. Pojawiają się również głosy, że była to celowa manipulacja ze strony PiS. Zwracano też uwagę, że poseł Dworczyk nie prowadził rzeczowych konsultacji ze środowiskami kresowymi.

PRZECZYTAJ: Stanisław Srokowski oskarża PiS o przekręt w sprawie kresowego ludobójstwa

Nie można ukrywać jednych zbrodni pod drugimi

Do sprawy odniósł się również ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski:

„Pojawia się pytanie dlaczego dzień 17 września, a nie 11 lipca? Uważam, że powinny zostać przyjęte dwie niezależne od siebie ustawy. Jedna, która ustanawia 17 września dniem męczeństwa kresowian pod okupacją sowiecką oraz druga, która ustanawia 11 lipca dniem pamięci ofiar ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na polskich obywatelach– mówi Kresom.pl ks. Isakowicz – Zaleski. „Nie można dowolnie wymieniać tych dwóch świąt i ukrywać jednych zbrodni pod drugimi. Trzeba wyraźnie piętnować ludobójstwo dokonane przez Sowietów oraz ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich”.

Z wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego wnioskuję, że ma miejsce próba wrzucenia obu tych spraw to jednego worka. Tymczasem czym innym były zbrodnie sowieckie, które oczywiście trzeba upamiętniać 17 września (co do tego nie ma wątpliwości), a czym innym zbrodnie UPA, SS Galizien i wielu innych kolaboranckich organizacji. Trzeba też zaznaczyć, żedotyczyło to nie tylko Kresów, ale też obecnego terytorium Polski – Lubelszczyzny i Podkarpacia” – zaznacza duchowny.

Kaczyński deprecjonuje ludobójstwo na Polakach

Działania PiS w tej sprawie krytykują również przedstawiciele Kukiz’15, w tym posłowie ze Stowarzyszenia Endecja. „To skandaliczna sytuacja, że Jarosław Kaczyński deprecjonuje ludobójstwo dokonane na polskiej ludności i nie tylko. Próba wrzucenia zbrodni dokonanej przez ukraińskich szowinistów do jednego kotła z wszystkimi zbrodniami dokonanymi przez sowietów jest wyrazem poprawności politycznej  i ulegania nastrojom międzynarodowym” – mówi Kresom.pl poseł Tomasz Rzymkowski.

Poseł Rzymkowski podkreśla, że przedstawiciele Kukiz’15 w czerwcu złożą projekt ustawy ustanawiającej datę 11 lipca świętem państwowym jako narodowy dzień pamięci zbrodni ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji Wschodniej przez OUN-UPA. Dodaje, że ich plany mają poparcie m.in. przedstawicieli środowiska akademickiego. „Chcemy, żeby dzień 11 lipca był narodowym dniem pamięci ofiar ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej” – deklaruje poseł.

Rzymkowski zapowiada też, że Endecja przygotowuje specjalną uchwałę upamiętniającą zbrodnię na Wołyniu i Galicji Wschodniej. Endecja chce również wprowadzić do kodeksu karnego przepisy karzące za podważanie zbrodni dokonanej przez OUN-UPA, analogicznie jak w przypadku stosowania określenia „polskie obozy koncentracyjne”. „Chcemy, żeby Polacy byli szanowani. A deprecjonowanie zbrodni ukraińskich i zapominanie o cywilnych ofiarach, szczególnie o kobietach i dzieciach w ramach poprawności politycznej i pseudo-dobrych relacji polsko-ukraińskich jest próbą kreowania polityki polskiej na modłę czynników zewnętrznych. To próba zakłamywania historii” – mówi Rzymkowski.

Mimo prób, do momentu publikacji nie udało nam się skontantować ani z posłem Michałem Dworczykiem, ani z żadną osobą z PiS, która posiadałaby odpowiednie kompetencje w tym temacie.

Przeczytaj: Komu przeszkadza pamięć o Kresach i polska tożsamość narodowa

mt/tg/KRESY.PL

Przypadek jakby modelowy – po południu dnia poprzedzającego długi weekend odkryte zostają zwłoki domniemanego samobójcy.

Za reżimów III RP sekcję wykonywano dopiero w poniedziałek rano, czyli ponad 100 godzin po ujawnieniu zwłok. Tym razem po południu 25 maja znaleziono w Mińsku Mazowieckim powieszonego wyższego oficera Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Ciekawe czy teraz gdy Ministrem Sprawiedliwości jest Zbigniew Ziobro, a Ministrem Obrony Narodowej Antoni Macierewicz – czynności śledcze w pełnym zakresie wraz z autopsją zostały podjęte natychmiast pomimo święta Bożego Ciała przypadającego w tym roku dnia 26 maja. W kryminologii truizmem jest przecież twierdzenie, iż w przypadku podejrzenia zabójstwa pierwsze godziny śledztwa mają kluczowe znaczenie dla wyników postępowania.

Niepewne jest czy Minister Sprawiedliwości może – w obecnym stanie prawnym – skłonić Zakład Medycyny Sądowej do działania w trybie alarmowym. Do zainicjowania działania w trybie alarmowym powinien mieć większe możliwości Minister Obrony Narodowej, któremu podlega wojskowa służba zdrowia, ale nie wiem czy posiada ona oddziały wyspecjalizowane w medycynie sądowej.

Niedawni pacjenci chirurgii szpitalnej wiedzą jak działa współczesny „głupi Jasio”, po przyjęciu którego delikwent doznaje tak dobrego humoru, że da się zaprowadzić za rączkę na szafot i z uśmiechem wsadzi głowę w pętlę szubienicy. Potem oczywiście nie stwierdzi się na jego ciele żadnych śladów przemocy, „wskazujących na udział osób trzecich”. Ów szpitalny ogłupiacz nie jest zapewne ostatnim osiągnięciem farmakologii, szczególnie tej stojącej na usługach służb specjalnych pewnego mocarstwa. Ciekawe w jakim czasie po zaaplikowaniu jest możliwy do wykrycia?…

Dotychczas zdarzyło się w Polsce kilka takich podejrzanych samobójstw przed długimi weekendami. Autopsje wykonane ponad cztery doby po śmierci nic podejrzanego nie wykazywały i prokuratorzy zadowoleni z tego, że nie musieli męczyć się jakimiś uciążliwymi śledztwami, ogłaszali samobójstwo i umarzali sprawę. Ciekawe, jak będzie teraz?…

W każdym razie omawiane zdarzenie powinno być przyczyną analizy mającej na celu odpowiedź, czy państwo polskie jest odpowiednio przygotowane do tego aby podjąć natychmiastowe czynności procesowe w pełnym zakresie bez względu na czas i okoliczności.

 

Jeden z najbardziej obrzydliwych, krwawych i terrorystycznych ruchów w historii Francji nadal pozostaje upamiętniony w nazwach ulic w wielu polskich miastach. Taka sytuacja ma miejsce na przykład w królewskim Krakowie, gdzie – co symptomatyczne – ulica Komuny Paryskiej krzyżuje się z ulicą… Profesora Geremka.
 

 

Kiedy w 1870 roku Francja przegrała wojnę z Prusami, a tryumfujące wojska niemieckie otoczyły Paryż szczelnym pierścieniem, w stolicy zapanował chaos. Wraz z pogarszającą się sytuacją postępowała radykalizacja nastrojów w mieście. Posępny i krwawy duch rewolucji francuskiej wkradł się w serca Paryżan. Powstała po upadku Cesarstwa Napoleona III republika była zbyt słaba, aby zapewnić minimum ładu wewnętrznego. Przejęcie władzy przez najradykalniejsze stronnictwa było więc jedynie kwestią czasu. Kiedy na paryskim Ratuszu zawisł czerwony sztandar, władze powstałej w 1871 roku miejskiej Komuny mogły przystąpić do realizacji swego radykalnie lewicowego programu. U jego podstaw odnajdujemy – co nie jest żadnym zaskoczeniem – zaciekłą nienawiść do Kościoła i katolickiego duchowieństwa.

 

„Ząb za ząb – wyrzekła Komuna. A gdybyśmy przypomnieli sobie o Galileuszu i Janie Husie, a gdybyśmy przyłożyli do ust waszych flakoniki Medyceuszów, a gdybyśmy wbili w wasze plecy sztylet Lukrecji Borgii? Ząb za ząb! Setkami powybijaliście je nam podczas Nocy św. Bartłomieja. Oko za oko! Wieki już temu, jak nas oślepiono. A nie mówcie nam o Bogu. Ten strach na wróble już nas więcej nie pożera. Od dawna już, od dawna służy on jako pretekst do rabunków i mordu!” – można było przeczytać w jednym z lewicowych pism wydawanych w Paryżu.

 

Ale komunardzi nie byli bynajmniej nieskorymi do czynu egzaltowanymi literatami. Przeciwnie – ochoczo rozpalili w mieście antykatolicki szał, wskutek którego codziennym rytuałem zrewoltowanego tłumu stały się profanacje kościołów. Zamykanie świątyń oraz przeznaczanie ich na użytek głoszących ateistyczne hasła klubów politycznych z pewnością wywołało radość na obliczu księcia ciemności…

 

Z przebogatej palety działalności komunardów – trwającej od 18 marca do 28 maja 1871 roku -wspomnieć warto rabunek paryskiego kościoła Matki Boskiej Zwycięskiej. Samo ograbienie świątyni nie zaspokoiło jednak bluźnierczego pożądania żołnierzy Komuny. Tzw. gwardia narodowa poprzebierana w szaty liturgiczne urządziła także obelżywą „procesję”. Mury świątyni stały się też świadkami licznych lubieżności, których dopuścili się żołdacy z lokalnymi córami Koryntu.

 

Krwawa ręka czerwonego zrywu usunęła religię z paryskich szkół. Pod jej bezwzględnymi ciosami padały figurki i wizerunki Jezusa Chrystusa i Najświętszej Maryi Panny. Męczeńską śmierć z rąk komunardów poniosło wielu duchownych – na czele z arcybiskupem Paryża, Georgem Darboy, którego zwłoki ograbiono z atrybutu biskupiej władzy.

 

Warto też wspomnieć o polskim akcencie paryskiej komuny. Jedną z jej legend pozostaje wciąż generał Jarosław Dąbrowski, którego imieniem nazwano jednostkę polskich komunistów walczących w Hiszpanii przeciwko gen. Francisco Franco.

 

Antykatolicka obsesja pomieszana z szatańską niemal nienawiścią od czasów rewolucji francuskiej na stałe zagościła nad Sekwaną. Wydarzenia z 1871 roku utrwaliły jej obecność. Dla wszelkiej maści antyklerykałów Komuna Paryska wciąż stanowi przecież źródło inspiracji, do której „odwagi i zapału” wzdychają z tęsknotą. Z pewnością niemałą grupę pośród nich stanowią nadwiślańscy koryfeusze najsłuszniejszego z ustrojów. Nie dziwi więc słabość do francuskich klimatów wielu polskich działaczy komunistycznych, zwłaszcza tych, których nazwiska poprzedzały tytuły naukowe. Nie była to miłość bez wzajemności – towarzysze francuscy popijając markowe wino na Lazurowym Wybrzeżu z lubością mówili o swej fascynacji proletariackim ruchem. Czy można odnaleźć lepszą ilustrację tych powiązań niż skrzyżowanie krakowskich ulic Komuny Paryskiej i Profesora Geremka?

 

Komuna Paryska, określana przez swoich apologetów mianem „ostatniej romantycznej rewolucji”, stanowiła wściekle ateistyczną próbę urzeczywistnienia lewicowych idei – budowy „Nowej Francji” na zakrwawionych gruzach świata, który nie przystawał do utopijnych wyobrażeń zawodowych wrogów Pana Boga. Najwyższy czas, aby zakończyć honorowanie tej rzezi!

 

Łukasz Karpiel

Polityczni zbrodniarze, administrujący Polską w imieniu syjonistycznego świata przestępczego, ściągaja do Polski  tzw. ,,tarcze antyatomową” w celu dlaszego konfliktowania się Polski w imieniu usraela z Rosja.

Tarcza nas nie obroni, ponieważ jest to technologia przestarzała czyli wyjątkowo nieskuteczna.  Polska od momentu wyjścia wojsk sowieckich z Polski nie jest zagrożona z żadnej strony napaścią wojenną. Do wojny dążą tzw. syjoniści z USA, im w budowie NWO, czyli podstępnego globalnego niewolnictwa, przeszkadza chrześcijańska Rosja.

Wojna w Polsce już się jedna rozegrała na płaszczyżnie ekonomicznej, czyli rozbiorach ekonomicznych, które nadzorował układ tzw. ,,magdalenkowy” z Kwaśniewskim, Kaczynskim, Michnikiem, Geremkiem na czele.

Obecne władze z rezydentem Dudą na czele swoją antyludzką postawą w nie nawiści do polskości, dążą do wywołania ,,teatru wojennego” na naszym terytorium. Każdy choć trochę szanujący się przywódca państwowy, odsuwa zagrożenia wojenne od swojego terytorium, a jastrzębie wojenni jak Kaczynski, Duda, Macierewicz, Waszczykowski, dążą do tego, aby z narodu polskiego zrobić nawóz do ziemi. To wyjątkowi nie bezpieczni  okupanci Polski, to wyjątkowi obrzydliwi szpiedzy, ich gra Polską może skończyć się wyeliminowania Polaków z tej cześci Europy. Ci przybłędy, mają w razie czego gdzie uciekać po podpaleniu Polski.

Pytam w imię czego Episkopat Polski wraz  z oj. T. Ryzykiem popierają szaleńców i zbrodniarzy politycznych z obecnej klasy politycznej. W imię czego środowisko Michnika, Episkopatu, Rydzyka pragnie ewentualny konflikt nuklearny przenieść na terytorium swoich niewolników. Polacy brońmy się sami.

Zygmunt Wrzodak

Poseł na Sejm IV i V kadencji

Czł. sejmowej komisji obrony

 

Poniżej tekst prof. Pogonowskiego z 2008 roku, który jest nadal aktualny. 

 

 

Dwukrotne zagrożenie nuklearne Polski

 

Iwo Cyprian Pogonowski

 

www.pogonowski.com

 

Pierwsze poważne zagrożenie zniszczeniem nuklearnym Polski przez amerykańskie pociski nuklerane, miało miejsce w czasie Zimnej Wojny, we wczesnych latach siedemdziesiątych. Wtedy na kontynencie europejskim Związek Sowiecki posiadał kolosalną przewagę nad USA i NATO, tak w liczbie czołgów bojowych, jak i w liczebności armii sowieckiej, oraz armii innych członków Paktu Warszawskiego. Logiczną konsekwencja tej sytuacji strategicznej w Europie było planowanie przez Amerykanów użycia broni nuklearnych w formie min, pocisków artyleryjskich i rakiet średniego zasięgu.

 

Tak więc wówczas broń atomowa stała w pogotowiu, aby zatrzymać sowiecką ofensywę jak i zdewastować tyły wojsk sowieckich, atakujących Zachodnią Europę. Celem amerykańskich eksplozji atomowych w Polsce miało być stworzenie strefy skażonej, która stałaby się radioaktywną barierą, nie do przebycia, między Związkiem Sowieckim i Europą Zachodnią.

 

Zniszczenie terenu Polski i jednoczesne nie naruszanie oficjalnego terytorium Związku Sowieckiego, dawało możliwość rokowań w celu powstrzymania wymiany morderczych salw nuklearnych między USA i USSR, kosztem wstępnego zniszczenia Polski. Taki jest sens opisu sytuacji strategicznej w książce „A Secret Life” Benjamina Weisera (Public Affairs, New York, 2004) o pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim, zmarłym w Tampie na Florydzie w 2004 roku.

Weiser relacjonuje swoje rozmowy z pułkownikiem Kuklińskim i pisze o 400 do 600 amerykańskich pociskach nuklearnych, które wycelowano w Polskę, w celu odcięcia sił na terenach sowieckich, od ich frontu zachodniego. Miało to Sowietom uniemożliwić kontynuowanie ataku na Europę Zachodnią, przez niedopuszczenie do walki dalszych wojsk Paktu Warszawskiego. Wówczas 95 procent sowieckich sił atakujących, składających się z tysięcy czołgów oraz pojazdów, musiało przejechać przez Polskę w drodze do Niemiec Zachodnich, Francji, Belgii, Holandii i Danii.

Natomiast obecnie Polska jest pod presją żeby zgodzić się na wyrzutnie rakiet USA w ramach „Tarczy Przeciw Pociskom Balistycznym.” Richard L. Garwin napisał artykuł „Dziury w Tarczy Przeciw Pociskom Balistycznym” („Holes in the Missle Shield”) w listopadowym wydaniu (2004) miesiecznika SCIENTIFIC AMERICAN. Garwin wcześniej opublikował w 1968 roku artykul „System Obrony Przeciw Pociskom Balistycznym” i znowu wraca do tego tematu, poniewaz Bush ogłosił, że pierwsza faza „Tarczy Przeciw Pociskom Balistycznym” jest gotowa do zainstalowania przez MDA (Missile Defense Agency).

Żeby mieć „Tarczę Przeciw Pociskom Balistycznym” Bush musiał zerwac 30to letni traktat przeciw pociskom balistycznym. Przeciw zerwaniu tego traktatu protestowali prawie wszyscy czlonkowie ONZetu. Garwin uważa, że „Tarcza Przeciw Pociskom Balistycznym” nietylko destabilizuje świat, ale wogóle jest konceptem nie realnym.

 Główną słabością tego systemu jest fakt, że strona atakujaca może wysłać w tym samym pocisku fałszywe głowice, które pocisk obronny nie jest w stanie odróżnić od głowicy z bombą nuklearną. W ten sposob strona atakująca może szybko zniszczyć wszystkie pociski obronne. Dlatego wszyscy prezydenci USA począwszy od Eisenhowera starali się o zawarcie sprawdzalnych układów rozbrojeniowych i wielu znawców problmu zagrożeń ludzkości w epoce nuklearnej jest oburzona na postępowanie Bush’a w tej sprawie.

Postęp w kontrolowaniu rakiet w locie daje rownież możliwość takiej zmiany kierunku lotu, żeby atakujący pocisk wyminął pociski obronne. Obrona mogła by być bardziej skuteczna gdyby atakujacy pocisk można by trafić w krótce po odpaleniu go.  Dlatego USA chce ustawić wyrzutnie pocisków anty-rakietowych dookoła Rosji i Chin, które to wyrzunie natychmiast stają się celem zapobiegawczego nuklearnego bombardownia. Jednocześnie nowe rosyjskie typy rakiet SS-27 i Buława wznoszą się w 130 sekundy po odpaleniu poza zasięg amerykańskich pocisków antyrakietowych.

Miejmy nadzieję, że nie jesteśmy u progu ponownych eksplozji nuklearnych, którymi Polska będzie zagrożona, jeżeli zgodzi się na instalowanie amerykńskich wyrzutni na swoim terytorium. Jest ironią losu że za czasów pułkownika Kuklińskiego, Polsce groziły amerykańskie bomby nuklearne z powodu działań Sowietów, a obecnie planowane inatalacje amerykańskie w Polsce, jeżli będą zrealizowane, to staną się powodem zagrożnia Polski bombami nuklearnymi Rosji, jak również stosowaniem przez Rosję handlowych sankcji karnych przeciwko Polsce na dostawy żywności, etc.

Pretekst wyrzutni amerykańskich w Polsce jakoby przeciwko Iranowi był odrzucony przez Putina 1go lutego 2007, kiedy wykpił on ten pretekst twierdząc, że krzywe balistyczne pocisków średniego zasięgu posiadanych przez Iran są dobrze znane i wyrzutnie w Polsce i Czechach wywołają właściwą reakcję Rosji: „będzie ona asymetryczna, ale będzie bardzo skuteczna.”

Rosja chce paktu o nieagresjii z USA, gwarantującego równowagę arsenałów nuklearnych. Dostawy z Rosji systemu obrony przeciwlotniczej (Tor-M1) do Iranu w grudniu 2006 za cenę 700 milionów dolarów, były dokonane w rekordowym czasie. „USA ugrzęzło w Iraku i nie wie jak się wycofać… Zadaniem Rosji, Europy wraz z Chinami i Indiami jest stworzenie stabilinego porządku świata…Dochód narodowy brutto Chin i Indji razem wziętych, już jest większy od USA, podczas gdy te kraje rozwijają się dwa i pół raza szybciej niż Stany Zjednoczone ” powiedział Jewgeni Primakow. 

Polacy powinni pozbyć się iluzji i pamiętać jak byli zdradzeni przez USA w Teheranie na rok przed Powstaniem Warszawskim i oszukani w sprawie kontraktów odbudowy Iraku. Polacy nie mogą spodziewać się od Waszyngtonu rządzonego przez neokonserwatystów i zdominowanego przez sjonistów oraz popierającego żydowski ruch roszczeniowy, spełniania przez USA jakichkolwiek obietnic. Polsce grozi dziś takie same traktowanie jakie Polska doświadczyła w przeszłości jak i niekończące się roszczenia żydowskie, które obecnie przekraczają 60 miliardów dolarów.

Z.Wrzodak