Monthly Archives: Grudzień 2016

Zamach stanu na Białorusi! Putin chciał zwabić Łukaszenkę do Rosji i zrobić przewrót. „Baćka” nie dał się nabrać

 

Na linii Moskwa – Mińsk poszło na noże. Białoruskie media ujawniają kulisy zaskakującej decyzji prezydenta Łukaszenki.

Aleksander Łukaszenka kompletnie zaskoczył Kreml i nieoczekiwanie zbojkotował posiedzenie Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej w Petersburgu, odmawiając przyjazdu do Rosji. Wszystko wskazuje, że w czasie jego nieobecności Moskwa planowała dokonanie na Białorusi przewrotu.

Białoruskie portale niezależne piszą o udaremnionej próbie dokonania zamachu stanu przez rosyjskie służby na Białorusi, która kompletnie uszła uwadze światowych mediów. Gdyby ten przewrót się powiódł Polska od dwóch dni sąsiadowałaby już prawdopodobnie na Wschodzie z Federacją Rosyjską.

„Niewiele osób zwróciło uwagę na wypowiedź Aleksandra Łukaszenki, który oświadczył, że nie pojedzie do Petersburga, gdyż musi zapewnić bezpieczeństwo Białorusi w czasie Bożego Narodzenia i Nowego Roku” – zauważa koordynator największej opozycyjnej organizacji „Europejska Białoruś” Dmitrij Bondarenka cytowany przez Charter97.org

Według jego informacji, Łukaszenka odmówił wyjazdu do Rosji z obawy przed zamachem stanu planowanym przez Rosję w czasie jego nieobecności. Jednocześnie białoruski prezydent przeprowadził pilną naradę z całym dowództwem wojska i wszystkimi szefami służb specjalnych Białorusi.

„Prawdopodobnie wiedział, że w czasie jego nieobecności był planowany przewrót państwowy” – twierdzi jeden z liderów białoruskiej opozycji. Jego zdaniem, świadczy o tym szereg niespodziewanych zmian kadrowych dokonanych przez Łukaszenkę na najwyższym szczeblu władzy.

Przypomnijmy, że zdymisjonowani zostali m.in. szef Administracji Prezydenta i jego zastępca. Ponadto Łukaszenka usunął ze stanowisk wiceszefa Sztabu Generalnego, wiceministra MSW oraz szefa Służby Bezpieczeństwa Prezydenta, a także jednego z najbardziej dotychczas zaufanych swoich ludzi – byłego ministra obrony i szefa Straży Granicznej Leonida Malcewa.

Odmowa przyjazdu Łukaszenki do Petersburga kompletnie zaskoczyła obserwatorów – nigdy wcześniej białoruski prezydent nie bojkotował takich posiedzeń najwyższych władz Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej – federacji krajów post-sowieckich, którą faktycznie rządzi Rosja.

Komentując nieobecność białoruskiego prezydenta rzecznik Władmira Putina – Dmitrij Pieskow zapewnił, że „nie przeszkodziło to w przyjęciu wspólnego Kodeksu Celnego Wspólnoty” i dalszej integracji na post-sowieckim obszarze.

Z kolei w rosyjskich mediach, nie tylko nacjonalistycznych, raz po raz pojawiają się ostrzeżenia i groźby pod adresem Białorusinów i Białorusi, aby „nie szli tą samą drogą co Ukraińcy na Majdanie”. Według nieoficjalnych informacji, kilka dni temu w ręce Łukaszenki wpadły dokumenty, z których jednoznacznie wynika, że Moskwa planuje odsunąć go od władzy.

Według Bondarenki, na Kremlu zapadła już decyzja o usunięciu Łukaszenki. „Jego los jest przesądzony” – twierdzi lider opozycji i przewiduje, że w najbliższym czasie białoruski prezydent może ogłosić w kraju stan wyjątkowy. Paradoksalnie – jego najbliższym sojusznikiem przy odpieraniu rosyjskiej agresji może się okazać właśnie białoruska opozycja.

Dodajmy, że już w lipcu br. Aleksander Łukaszenka ostrzegł, iż próby dokonania zbrojnego przewrotu na Białorusi „będą bezwzględnie zwalczane”. Przypomniał też nieudany prorosyjski przewrót w Kazachstanie. „Nie jest nam to potrzebne. To zaraza! To choroba!” – podkreślił. Przypomnijmy, że w ostatnim czasie białoruskie służby aresztowały też kilku prorosyjskich blogerów i aktywistów.

W ostatnich dniach obawy przed zbrojną aneksją Białorusi przez Rosję nasiliły się po tym jak okazało się, że pod pozorem wspólnych manewrów wojskowych na początku w 2017 r. armia rosyjska zamierza przerzucić na Białoruś co najmniej dwie dywizje wojska.

Reporters.pl

Negowanie znaczenia roli Żydów w służbie NKWD jest sprzeczne z podstawowymi faktami ustalonymi przez historyków. Prof. Andrzej Paczkowski sformułował tę tezę jako „nadreprezentacją Żydów w UB”.

Jednoznacznie pisze o „nadreprezentatywności Żydów w UB” inny czołowy historyk IPN-owski dr hab. Jan Żaryn w swym opracowaniu „Wokół pogromu kieleckiego” (Warszawa 2006, s. 86).

 

O bardzo niefortunnych dysproporcjach, wynikających z nadmiernej liczebności Żydów w UB, pisali również niejednokrotnie dużo rzetelniejsi od Grossa autorzy żydowscy, np. Michael Chęciński, były funkcjonariusz informacji wojskowej LWP, w wydanej w 1982 r. w Nowym Jorku książce „Poland. Communism, Nationalism, Anti-semitism” (s. 63-64).
Żydowski autor wydanej w Paryżu w 1984 r. książki „Les Juifs en Pologne et Solidarność” („Żydzi w Polsce i Solidarność”) Michel Wiewiórka pisał na s. 122: „Ministerstwo spraw wewnętrznych, zwłaszcza za wyjątkiem samego ministra, było kierowane w różnych departamentach przez Żydów, podczas gdy doradcy sowieccy zapewniali kontrolę jego działalności”.

Na szeregu stronach „Strachu” Gross stara się całkowicie zanegować wobec amerykańskich czytelników jakiekolwiek znaczenie roli Żydów w UB. Równocześnie jednak ten sam Gross całkowicie przemilcza istotne wpływy, wręcz dominację żydowskich komunistów w innych sferach władzy, takich jak sądownictwo, propaganda czygospodarka. W ponad 50-stronicowej części książki poświęconej „żydokomunie” nawet jednym zdaniem nie wspomina o tym amerykańskim czytelnikom, cynicznie utrzymując ich w totalnej nieświadomości na ten temat.

Rola Żydów w bezpiece, jej wyjątkowość polegała nie tylko na nadmiernej liczebności, lecz także na splamieniu się przez bardzo wielu żydowskich funkcjonariuszy UB przykładami ogromnego okrucieństwa, brakiem jakichkolwiek skrupułów i brutalnym łamaniem prawa wobec polskich więźniów politycznych. Rzecz znamienna – złowieszcza rola żydowskich funkcjonariuszy jest widoczna w każdej bardziej znaczącej zbrodni UB, od ludobójczych mordów w obozie w Świętochłowicach począwszy, poprzez sądowe mordy na generale Fieldorfie „Nilu” i rotmistrzu Pileckim po proces gen. Tatara i współoskarżonych wyższych wojskowych.

Główni winowajcy zabójstwa tego polskiego bohatera to w przeważającej części żydowscy komuniści. Była wśród nich czerwona prokurator Helena Wolińska (Fajga Mindla-Danielak), która zadecydowała o bezprawnym aresztowaniu gen. Fieldorfa, a później równie bezprawnie przedłużała czas jego aresztowania. Wyrok śmierci na generała w sfabrykowanym procesie wydała sędzia komunistka żydowskiego pochodzenia Maria Gurowska z domu Sand, córka Moryca i Frajdy z domu Einseman.

Dodajmy do tego żydowskie pochodzenie trzech z czterech osób wchodzących w skład kolegium Sądu Najwyższego, które zatwierdziły wyrok śmierci na polskiego bohatera (sędziego dr. Emila Merza, sędziego Gustawa Auscalera i prokurator Pauliny Kern). Cała trójka później dożywała ostatnich lat swego życia w Izraelu. Przypomnijmy również, że wcześniej w rozprawie pierwszej instancji oskarżał gen. „Nila” jeden z najbezwzględniejszych prokuratorów żydowskiego pochodzenia Benjamin Wajsblech. Dodajmy, że prawdopodobnie sam Józef Różański (Goldberg) wręczał przesłuchującemu gen. Fieldorfa porucznikowi Kazimierzowi Górskiemu tzw. pytajniki, tj. odpowiednio spisane zestawy pytań, które miał zadawać więźniowi (wg P. Lipiński, Temat życia: wina, Magazyn „Gazety Wyborczej”, 18 listopada 1994 r.).

Warto przypomnieć w tym kontekście fragment rozmowy Sławomira Bilaka z Marią Fieldorf-Czarską, córką zamordowanego generała.

Powiedziała ona m.in.: „Pytam się dlaczego nikt nie mówi, że w sprawie mojego ojca występowali wyłącznie sami Żydzi? Nie wiem, dlaczego w Polsce wobec obywatela polskiego oskarżali i sądzili Żydzi” (cyt. za: Temida oczy ma zamknięte. Nikt nie odpowie za śmierć mojego ojca, „Nasza Polska”, 24 lutego 1999 r.).

Przypomnijmy teraz jakże haniebną sprawę wydania wyroku śmierci na jednego z największych polskich bohaterów rotmistrza Witolda Pileckiego i stracenia go w 1948 roku. Człowieka, który dobrowolnie dał się aresztować, aby trafić do Oświęcimia i zbadać prawdę o sytuacji w obozie, a później stał się tam twórcą pierwszej obozowej konspiracji. Oficera, którego wybitny angielski historyk Michael Foot nazwał „sumieniem walczącej przeciw hitlerowcom Europy” i jedną z kilku najwybitniejszych i najodważniejszych postaci europejskiego Ruchu Oporu. Otóż – jak pisał na temat sprawy rotmistrza Pileckiego i współoskarżonych z nim w procesie Tadeusz M. Płużański:

„Wyroki zapadły już wcześniej – wydał je dyrektor departamentu śledczego MBP Józef Goldberg Różański. Podczas jednego z przesłuchań powiedział Płużańskiemu: „Ciebie nic nie uratuje. Masz u mnie dwa wyroki śmierci. Przyjdą, wyprowadzą, pieprzną ci w łeb, i to będzie taka zwykła ludzka śmierć” (por. T.M. Płużański, Prokurator zadań specjalnych, „Najwyższy Czas”, 5 października 2002 r.).

Warto przy okazji stwierdzić, że jednym z członków kolegium Najwyższego Sądu Wojskowego, który 3 maja 1948 r. zatwierdził wyrok śmierci na Pileckim, wykonany 25 maja 1948 r., był sędzia Leo Hochberg, syn Saula Szoela (wg T.M. Płużański, Prawnicy II RP, komunistyczni zbrodniarze, „Najwyższy Czas”, 27 października 2001 r.).

Pominę tu szersze relacjonowanie jednej z najczęściej przypominanych zbrodni – ludobójczego wymordowania około 1650 niewinnych więźniów w ciągu niecałego roku przez Salomona Morela i podległych mu żydowskich oprawców z UB (zob. na ten temat szerzej książkę autora jakże rzetelnego żydowskiego samo-rozrachunku Johna Sacka „Oko za oko”, Gliwice 1995).

Przypomnę tu tylko jedną z ulubionych „zabaw” ludobójczego „kata ze Świętochłowic” S. Morela, polegającą na ustawianiu piramid z ludzi, którym kazał się kłaść czwórkami jedni na drugich. Gdy stos ciał był już dostatecznie duży, wskakiwał na nich, by jeszcze zwiększyć ciężar. Po takich „zabawach” ludzie z górnych części stosu wychodzili wnajlepszym wypadku z połamanymi żebrami, natomiast dolna czwórka lądowała w kostnicy.
Dużo mniej znane są późniejsze zbrodnie, popełnione przez Morela na młodocianych polskich więźniach politycznych „reedukowanych” w obozie w Jaworznie. Morel zastąpił tam na stanowisku komendanta kapitana NKWD Iwana Mordasowa. W książce Marka J. Chodakiewicza, „Żydzi i Polacy 1918-1945” (Warszawa 2000, s. 410), czytamy:
„Między 1945 a 1949 rokiem w obozie w Jaworznie zmarło około 10 tysięcy więźniów”. Te aż tak przerażające dane liczbowe brzmią wprost niewiarygodnie i wymagają gruntownego sprawdzenia, choć Chodakiewicz przytacza je za źródłową pracą M. Wyrwicha, („Łagier Jaworzno”, Warszawa 1995).
Różne relacje potwierdzają w każdym razie wyjątkowe okrucieństwo okazywane wobec młodocianych polskich więźniów przez komendanta Morela. Począwszy od witania przez niego kolejnych transportów młodocianych więźniów typowym dlań powitaniem:
„Popatrzcie na słońce, bo niektórzy widzą je po raz ostatni!”. Czy słowami: „Jesteście bandytami, pokażemy wam tutaj, co znaczy wojowanie przeciwko władzy ludowej”.
(Oba cytaty za tekstem napisanego przez Mieczysława Wiełę „Listu otwartego do premiera rządu RP” („Jaworzniacy” nr 2/29 z lutego 1999 r.).
Poza katuszami fizycznymi Morel lubił zadawać swoim ofiarom różne udręki psychiczne. Na przykład kazał pisać po tysiąc razy: „Nienawidzę Piłsudskiego” (wg M. Wyrwich, „Łagier Jaworzno”, Warszawa 1995, s. 90).
Ludobójczy zbrodniarz S. Morel otrzymywał polską rentę – mniej więcej 5 tys. zł.
Czołowy historyk IPN dr hab. Jan Żaryn pisał niedawno:
”Doświadczenia z lat 1944-1945 jedynie utrwalały stereotyp żydokomuny”. „NKWD przy pomocy pozostałych Żydów urządza krwawe orgie’ – meldował Władysław Liniarski „Mścisław”, komendant Okręgu AK w Białymstoku w styczniu 1945 r. do „polskiego Londynu” (…).
Polacy po wojnie, używając hasła „żydokomuna”, posługiwali się zatem stereotypem wytworzonym przez samych Żydów komunistów. Żydzi stawali się zatem współodpowiedzialnymi za cierpienia Polaków, w tym za utratę – po raz kolejny – niepodległości państwowej.
Do rodzin docierały szczegóły tortur, jakim byli poddawani w ubeckich kazamatach ich najbliżsi – często żołnierze podziemia niepodległościowego. „Gdy wyszedłem z karceru, zaraz wzięli mnie na górę i enkawudzista Faber [Samuel Faber – przypis J. Żaryna], (kto on był, nie wiem, czy to Polak, czy Rosjanin, na pewno Żyd) (…) kazał mnie związać. Zawiązali mi usta szmatą i między ręce i nogi wsadzili mi kij, na którym mnie zawiesili, po czym do nosa zaczęli mi wlewać chyba ropę. Po jakimś czasie przestali. Przytomności nie straciłem, więc wszystko do końca czułem. Dostałem od tego krwotoku (…)’ – wspominał Jakub Górski „Jurand”, żołnierz AK” (…).
Inny działacz podziemia niepodległościowego, Mieczysław Grygorcewicz, tak zapamiętał pierwsze dni pobytu w areszcie NKWD i UB w Warszawie:
„(…) Na pytania zadawane przez Józefa Światłę – szefa Wojewódzkiego UrzęduBezpieczeństwa początkowo nie odpowiadałem, byłem obojętny na wszystkie groźby i krzyki, opanowała mnie apatia, przede mną stanęła wizja śmierci. Przecież jestem w rękach wroga, i to w rękach żydowskich, których w UB nie brakowało. Poczułem do nich ogromny wstręt, przecież miałem do czynienia z szumowiną społeczną, przeważnie wychowaną w rynsztoku nalewkowskim”.
„Józef Światło – Żyd z pochodzenia, mając pistolet w ręku, oświadczył mi, że jeżeli nie podam swego miejsca zamieszkania, strzeli mi w łeb (…)”.
Światło przyprowadził Halickiego, kierownika sekcji śledczej, który również był Żydem, i ten rozpoczął śledztwo wstępne (…). Oficerowie ubowscy zmieniali się często (…). Szczególnie jeden z nich brutalnie i ordynarnie do mnie się odzywał, groził karą śmierci bez sądu. Jak się później dowiedziałem od śledczego porucznika Łojki – był to sam Józef Różański (Józef Goldberg), zastępca Radkiewicza, ministra bezpieczeństwa.
W takiej sytuacji i wśród tej zgrai ubeckiej byłem przygotowany na najgorsze, nawet na rozstrzelanie (…)”. (cyt. za J. Żaryn, Hierarchia Kościoła katolickiego wobec relacji polsko-żydowskich w latach 1945-1947, we: „Wokół pogromu kieleckiego”, Warszawa 2006, s. 86-88)”.
Przypomnijmy, że wymieniony tu Józef Różański (Goldberg), dyrektor Departamentu Śledczego w MBP zyskał sobie zasłużoną sławę najokrutniejszego kata bezpieki. Od byłego oficera AK Kazimierza Moczarskiego, który był jedną z ofiar „piekielnego śledztwa” prowadzonego pod nadzorem Różańskiego, wiemy, jakie były metody katowania więźniów przesłuchiwanych w MBP. Spośród 49 rodzajów maltretowania i tortur, którym go poddawano, Moczarski wymienił m.in.:
„1. bicie pałką gumową specjalnie uczulonych miejsc ciała (np. nasady nosa, podbródka i gruczołów śluzowych, wystających części łopatek itp.);
2. bicie batem, obciągniętym w tzw. lepką gumę, wierzchniej części nagich stóp – szczególnie bolesna operacja torturowa;
3. bicie pałką gumową w pięty (seria po 10 uderzeń na piętę – kilka razy dziennie);
4. wyrywanie włosów ze skroni i karku (tzw. podskubywanie gęsi), z brody, z piersi oraz z krocza i narządów płciowych;
5. miażdżenie palców między trzema ołówkami (…);
6. przypalanie rozżarzonym papierosem okolicy ust i oczu; (…)
7. zmuszanie do niespania przez okres 7-9 dni (…)” (cyt. za K. Moczarski, Piekielne śledztwo, „Odrodzenie”, 21 stycznia 1989 r.).
Dygnitarz MBP – Józef Światło nadzorował tajne więzienie w Miedzeszynie, gdzie do metod wydobywania zeznań należało m.in. skazywanie na klęczenie na podłodze z cegieł z podniesionymi do góry rękami przez 5 godzin, przepędzanie nago korytarzami z jednoczesnym chłostaniem stalowymi prętami, bicie pałką splecioną ze stalowych drutów (wg T. Grotowicz, Józef Światło, „Nasza Polska”, 22 lipca 1998 r.).
O tych wszystkich okrucieństwach i zbrodniach żydowskich katów z UB nie znajdziemy nawet jednego zdania informacji w książkach J. T. Grossa, tak chętnie i obszernie rozpisującego się o zbrodniach popełnionych przez Polaków na Żydach.
Warto przypomnieć, że Różański (Goldberg) był odpowiedzialny za działanie tajnej grupy ubeckich morderców, którzy na jego polecenie potajemnie mordowali w lesie wybranych żołnierzy AK i porywanych z ulicy ludzi. Tak zamordowano m.in. formalnie zwolnionego z aresztu ks. Antoniego Dąbrowskiego, byłego kapelana 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej (27 DP AK) – wielkiej jednostki piechoty Armii Krajowej utworzonej z siłOkręgu Wołyń w ramach akcji „Burza”. W marcu 1944 27 DP AK liczyła około 6000 żołnierzy.
Wśród skrytobójczo zamordowanych po wywiezieniu z więzienia do lasu był m.in. pułkownik AK Aleksander Bielecki, na którym bezpiece nie udało się wymusić oczekiwanych zeznań, oraz jego żona.
Warto przypomnieć, że żydowski komunista Leon Kasman, przez wiele lat redaktor naczelny organu KC PZPR „Trybuny Ludu”, był tym działaczem, który najgwałtowniej nawoływał do zaostrzenia represji wobec przeciwników politycznych podczas obrad Biura Politycznego KC PPR w październiku 1944 roku.
„Wsławił się” wówczas powiedzeniem: „Przerażenie ogarnia, że w tej Polsce, w której partia jest hegemonem, nie spadła nawet jedna głowa” (cyt. za P. Lipiński, Bolesław Niejasny, Magazyn „Gazety Wyborczej”, 3 maja 2000 r.).
I głowy polskich patriotów, głównie AK-owców, zaczęły spadać w przyspieszonym tempie na skutek rozpętanej wówczas pierwszej wielkiej fali terroru przeciw Narodowi.
I tak np. w grudniu 1944 r. doszło do rozstrzelania pięciu AK-owców w piwnicy domu przed Zamkiem Lubelskim. Ich sprawę prowadził prokurator wojskowy narodowości żydowskiej (wg. mgr Marek Kolasiński, sędzia Sądu Apelacyjnego w Lublinie, „Raport o sądowych morderstwach”, Warszawa 1994, s. 108).
Jaskrawe przykłady okrucieństwa żydowskich śledczych wobec przesłuchiwanych polskich oficerów znajdujemy w tzw. sprawie bydgoskiej.
Jerzy Poksiński opisał np., jak to „kpt. Mateusz Frydman chwytał przesłuchiwanych oficerów za gardło i tłukł ich głową o ściany, powiedział do majora Krzysika:
„Zastrzelę cię, a grób zaorzę, aby ci Anders nie mógł pomnika wystawić” (por. J. Poksiński, „TUN. Tatar – Utnik – Nowicki”, Warszawa 1992, s. 38).
W sprawie bydgoskiej zmarł zamęczony płk Józef de Meksz. W toku innej sfabrykowanej sprawy niewinnych oficerów, tzw. sprawy zamojsko-bydgoskiej, zmarł zamęczony w więzieniu płk Julian Załęski. Stracił on życie jako ofiara okrutnych tortur nakazanych przez jednego z najbezwzględniejszych żydowskich oprawców – szefa Głównego ZarząduInformacji Wojska Polskiego płk. Stefana Kuhla, zwanego „krwawym Kuhlem” (por. A.K. Kunert – J. Poksiński, Płk Stefan Kuhl, „Życie Warszawy”, 24 lutego 1993 r.).
Dyrektor departamentu V MBP żydowską komunistkę Lunę Brystygierową, wyspecjalizowaną w prześladowaniu Kościoła katolickiego i inteligencji patriotycznej, nazywano „Krwawą Luną” z powodu wyjątkowej bezwzględności, z jaką przesłuchiwała więźniów. Żołnierz AK i były więzień polityczny Anna Rószkiewicz-Litwinowiczowa pisała w swych wspomnieniach, iż:
„Julia Brystygierowa słynęła z sadystycznych tortur zadawanych młodym więźniom. W czasie przesłuchań we Lwowie wsadzała więźniom genitalia do szuflady, gwałtownie ją zatrzaskując. Była zboczona na punkcie seksualnym, i tu miała pole do popisu” (por. A. Rószkiewicz – Litwinowiczowa, Trudne decyzje. Kontrwywiad Okręgu Warszawa AK 1943-1944. Więzienie 1949-1954, Warszawa 1991, s. 106).
Do najhaniebniejszych spraw należało aresztowanie w 1947 r. na podstawie sfabrykowanych oskarżeń majora Mieczysława Słabego, byłego lekarza westerplatczyków, najsłynniejszej bohaterskiej formacji polskiej wojny obronnej 1939 roku.
Major Słaby już po kilku miesiącach przesłuchań zmarł w wieku zaledwie 42 lat na skutek ran odniesionych podczas śledztwa. Jego sprawę prowadził wiceprokurator mjr S.D. Mojsezon (Mojżeszowicz), Żyd z pochodzenia.
On to napisał własnoręczne rzekome „zeznania” mjr. Słabego, przyznającego się w nich do tego, jakoby „działał na szkodę państwa polskiego”. Majora Słabego nakłoniono zaś odpowiednimi metodami do podpisania sformułowanych przez prokuratora Mojsezona zeznań. Skatowany major umarł przed skazaniem i wyrokiem.
Na wyjaśnienie ciągle czeka po dwukrotnych umorzeniach śledztwa (w 1993 i 1995 r.) sprawa kulisów śmierci w gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego jednego z bohaterów książki Aleksandra Kamińskiego z batalionu „Zośka” – Jana Rodowicza ps. „Anoda”.
Był jedną z postaci słynnych z niewiarygodnej wręcz odwagi, poświęcenia i zdolności do ryzyka. Za swe wojenne zasługi był odznaczony Krzyżem Walecznych (dwukrotnie) i Krzyżem Virtuti Militari.
Wszechstronnie uzdolniony, studiował na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, gdy padł ofiarą represji. Aresztowano go w wigilię Bożego Narodzenia 1948 r. i zabrano do ubeckiej katowni. Jego przesłuchiwaniami kierował naczelnik V Departamentu MBP major żydowskiego pochodzenia Wiktor Herer (później profesor ekonomii).
Zaledwie w dwa tygodnie po aresztowaniu legendarny „Anoda” zginął w gmachu MBP. Z informacji złożonych w prokuraturze przez innego członka batalionu „Zośka”, uwięzionego w tym samym czasie, co „Anoda”, Rodowicz został zastrzelony przez Bronisława K. z MBP.
Były naczelnik w MBP Wiktor Herer zaprzeczył wersji o zamordowaniu „Anody”.Podtrzymał starą oficjalną wersję, jakoby „Anoda” popełnił samobójstwo, skacząc na parapet otwartego okna i wyskakując z czwartego piętra.
Wersja ta wydaje się dość nieprawdopodobna, choćby ze względu na to, że był wówczas środek zimy – 7 stycznia 1949 r. Jak więc wytłumaczyć twierdzenie, że w takim czasie w budynku MBP na czwartym piętrze było otwarte okno?
Generalnie ciągle za mało znane są liczne zbrodnie popełnione w różnych województwach na polecenie i pod dowództwem miejscowych żydowskich ubeków. Typowym przykładem pod tym względem jest sprawa zbrodni na 16 Polakach – zdemobilizowanych żołnierzach AK i NSZ dokonanej w Siedlcach 12 i 13 kwietnia 1945 roku.
W toku postępowania prokuratorskiego w latach 90. bezspornie udowodniono, że mordu dokonali pracownicy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Siedlcach. W czasie zbrodni szefem ówczesnego UB w Siedlcach był por. Edward Słowik, oficer narodowości żydowskiej, mający za „doradcę” oficera NKWD – majora Timoszenkę.
W momencie zbrodni w całym ówczesnym siedleckim UB na około 50 pracowników, około 20 było narodowości żydowskiej. Według historyka Marka J. Chodakiewicza, większość uczestników porwań i zabójstw 16 byłych żołnierzy podziemia niepodległościowego w Siedlcach, a wśród nich Braun (Bronek) Blumsztajn i Hersz Blumsztajn, została przeniesiona służbowo do innych miejscowości (por. M.J. Chodakiewicz, op. cit., s. 466).
Spośród zbrodniczych oficerów śledczych żydowskiego pochodzenia warto osobno wymienić majora (Izaaka) Ignacego Maciechowskiego, zastępcę szefa Wydziału IV GZI w latach 1949-1951. Według raportu komisji Mazura prowadził on śledztwo wymierzone przeciw gen. Tatarowi, płk. Uziębło, płk. Sidorskiemu, płk. Barbasiewiczowi, płk. Jurkowskiemu i mjr. Wackowi przy użyciu bardzo brutalnych metod przesłuchań. Kilku z torturowanych przez Maciechowskiego oficerów po przyznaniu się do „win” zostało skazanych przez stalinowskie sądy na karę śmierci, płk Ścibor, płk Barbasiewicz i płk Sidorski (por. T. Grotowicz, Ignacy Maciechowski, „Nasza Polska” z 10 lutego 1999).
Osobny obszerny temat, który tu przedstawiam bardzo skrótowo, to sprawa rozlicznych odpowiedzialnych sędziów żydowskiego pochodzenia typu wspomnianej już prokurator Heleny Wolińskiej (Fajgi Mindla-Danielak) czy sędzi Marii Gurowskiej.
Wymieńmy tu m.in. takie osoby, jak zastępcę prokuratora generalnego PRL Henryka Podlaskiego, zastępcę szefa Najwyższego Sądu Wojskowego i szefa Zarządu Wojskowego Oskara Szyję Karlinera (doprowadził on do takiego opanowania stanowisk w tym zarządzie przez oficerów żydowskiego pochodzenia, że instytucję tę złośliwie nazywano „Naczelnym Rabinatem Wojska Polskiego”), szefa Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego płk. Stefana Kuhla, prokuratora Benjamina Wajsblecha, sędziego Stefana Michnika, ppłk. Filipa Barskiego (Badnera), kpt. Franciszka Kapczuka (Nataniela Trau), prokuratora Henryka Holdera, sędziego Najwyższego Sądu Wojskowego Marcina Danziga, sędziego płk. Zygmunta Wizelberga, sędziego Aleksandra Wareckiego (Weishaupta), prokuratora płk. Kazimierza Graffa, sędziego Emila Merza, płk. Józefa Feldmana, płk. Maksymiliana Lityńskiego, płk. Mariana Frenkla, płk. Nauma Lewandowskiego, prokuratorów w Prokuraturze Generalnej: Benedykta Jodelisa, Paulinę Kern, płk. Feliksa Aspisa, płk. Eugeniusza Landsberga.
Dość przypomnieć, że tylko w 1968 r. wyjechało około 1000 osób z dawnego aparatu władzy, skompromitowanych udziałem w służbach specjalnych UB, etc. (według informacji podanej 12 marca 1993 r. w audycji telewizyjnej przez wybitnego badacza najnowszej historii płk. J. Poksińskiego).
A przypomnijmy, że część żydowskich ubeków i morderców sądowych, najbardziej skompromitowanych działaniami w aparacie terroru, opuściła Polskę już wcześniej, w pierwszych latach po 1956 r. Porównajmy te dane ze skrajnie próbującym pomniejszyć rolę Żydów w aparacie represji J.T. Grossem, wypisującym uwagi o „paru tuzinach Żydów” , „działających jako pachołki Stalina”.
Wspomnę tu tylko bardzo skrótowo o kilku mało świetlanych postaciach z kręgu sądownictwa. Do najbardziej bezwzględnych prokuratorów żydowskiego pochodzenia należał Kazimierz Graff, syn kupca Maurycego Graffa i nauczycielki Gustawy Simoberg, były przewodniczący Warszawskiego Akademickiego Komitetu Antygettowego w latach 1937-1938.
26 lutego 1946 r. jako wiceprokurator Wydziału do Spraw Doraźnych Sądu Okręgowego w Siedlcach podczas sesji wyjazdowej w Sokołowie Podlaskim doprowadził do skazania na karę śmierci 10 żołnierzy AK.
Już następnego dnia Graff wydał rozkaz rozstrzelania skazanych AK-owców, „aby nie zdążyli złożyć przysługującej im z mocy prawa prośby o ułaskawienie” (wg: T.M. Płużański, „Przypadek prokuratora Graffa”, „Najwyższy Czas”, 6 lipca 2002 r.).
Dzięki swej bezwzględności po serii mordów sądowych Graff szybko awansował do rangi zastępcy Naczelnego Prokuratora Wojskowego w randze pułkownika. Był głównym oskarżycielem w sprawie Konspiracyjnego Wojska Polskiego dowodzonego przez kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, doprowadzając do wydania wyroków śmierci na „Warszyca” i szereg innych współoskarżonych.
Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu ustaliła, że w sprawie tej „miało miejsce morderstwo sądowe” (por. tamże). Graff „zasłynął” m.in. jako współautor aktu oskarżenia w sfabrykowanym procesie gen. S. Tatara i innych wyższych wojskowych, mającym wykryć „spisek w wojsku” (por. tamże).
Opracowany przezeń akt oskarżenia uznany został jednak za zawierający wiele oskarżeń „zbyt naiwnych i musieli go przerabiać dwaj dużo bardziej doświadczeni od Graffa spece od stalinowskich śledztw – A. Fejgin i J. Różański.
Morderca sądowy Stefan Michnik, brat obecnego redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” Adama Michnika, błyskawicznie awansował w wieku zaledwie 27 lat do rangi kapitana, mimo że nie posiadał matury.
„Zasłużył się” tak swą gorliwością w sfabrykowanych procesach politycznych. Już jako podporucznik był sędzią wydającym wyroki w sfabrykowanych procesach mjr. Zefiryna Machalli, płk. Maksymiliana Chojeckiego, mjr. Jerzego Lewandowskiego, płk. Stanisława Weckiego, mjr. Zenona Tarasiewicza, ppłk. Romualda Sidorskiego, ppłk. Aleksandra Kowalskiego.
10 stycznia 1952 r. stracono w wieku 37 lat skazanego na śmierć przez Stefana. Michnika mjr. Z. Machallę (został zrehabilitowany pośmiertnie 4 maja 1956 r.).
8 grudnia 1954 r. zmarł w niecały miesiąc po udzieleniu mu przerwy w wykonaniu kary więzienia skazany przez Michnika na karę 13 lat więzienia płk Stanisław Wecki. Na szczęście nie wykonano wyroków śmierci na skazanych przez S. Michnika na śmierć płk. M. Chojeckim i mjr. J. Lewandowskim.
W 1951 r. został stracony z wyroku S. Michnika mjr Karol Sęk (w procesie podlaskiego NSZ – zbrodnia całkowicie nieznana.
Tak Stefan Michnik skazywał żołnierzy NSZ na śmierć.

Karol Sęk to jedna z piękniejszych kart patriotycznych. W wieku 16 lat zerwał godło niemieckie, później uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej. W czasie II wojny światowej więzień Majdanka, żołnierz NOW i NSZ. Życie dla Polski zostało przerwane 7 czerwca 1952 r. decyzją Stefana Michnika, brata Adama Michnika. Karol Sęk zginął zamordowany w więzieniu.
W tym samym procesie podlaskiego NSZ Stefan Michnik wydał jeszcze dwa wyroki śmierci: jeden wykonano (na Stanisławie Okunińskim), inny (na Tadeuszu Moniuszce) złagodzono na dożywocie. W „Życiu” z 11 lutego 1999 r. podano, że według informacji redakcji S. Michnik wydał około 20 wyroków śmierci w procesach politycznych.
.
Prof. Witold Kulesza, ówczesny szef pionu śledczego IPN, szumnie zapowiadał, że Instytut Pamięci Narodowej będzie się domagał ekstradycji Stefana Michnika.
Ciekawe, jakie to względy (czyżby troska o to, żeby nie osłabiać „autorytetu” Adama Michnika?) zdecydowały o wycofaniu się z tej zapowiedzi? Warto przy tym zapytać, dlaczego kieresowskim władzom IPN zabrakło elementarnej uczciwości i odwagi do publicznego poinformowania o motywach wycofania się z zapowiedzianych żądań ekstradycji S. Michnika?
Wśród innych morderców sądowych warto wspomnieć m.in. o przypadku szefa Prokuratury Wojskowej w Warszawie płk. Eugeniusza Landsberga. Został on uratowany przez Polaków w czasie wojny dzięki schronieniu danym mu przy kościele katolickim. Odpłacił się za nie licznymi wyrokami śmierci na polskich patriotów w sfabrykowanych procesach politycznych.
Obsadzenie bardzo wielu wpływowych stanowisk w UB, prokuraturze i sądach osobami żydowskiego pochodzenia, niezwiązanymi z polskością, z polskimi tradycjami narodowymi i patriotyzmem, stawało się dla sterujących sprawami w Polsce stalinowskich dygnitarzy sowieckich najlepszą gwarancją zdecydowania w walce z polskimi patriotami z podziemia niepodległościowego. I pod tym względem się nie zawiedziono.
Spośród ubeków, sędziów i prokuratorów żydowskiego pochodzenia wywodziła się szczególnie duża liczba najbardziej nieubłaganych „pogromców” polskiego AK-owskiego podziemia gotowych do konstruowania przeciw niemu najbardziej absurdalnych oskarżeń.
Typowy pod tym względem był sędzia Dawid Rozenfeld, który uzasadniał wyrok skazujący tylko na dożywocie agentkę gestapo winną zadenuncjowania i śmierci wielu żołnierzy i oficerów AK, współwinną wydania gestapo gen. Stefana Roweckiego „Grota”. Jako okoliczność łagodzącą sędzia Rozenfeld uznał w przypadku tej agentki to, iż:
„Zdaniem Sądu Wojewódzkiego oskarżona jest ofiarą zbrodniczej działalności kierownictwa AK, które jak wiemy obecnie, współpracowało z Gestapo, było na usługach Gestapo i wraz z Gestapo walczyło przeciw większej części Narodu Polskiego w jego walce o narodowe i społeczne wyzwolenie”(cyt. za: J. Piłek, Stalinowcy są wśród nas, w: „Gazeta Polska”, 4 sierpnia 1994).
ADWO – KACI
Dodajmy do powyższych opisów jeszcze rolę niektórych adwokatów pochodzenia żydowskiego. Szczególny typ „obrońcy” w procesach politycznych reprezentował np. adwokat żydowskiego pochodzenia Mieczysław (Mojżesz) Maślanko. Tak „bronił” swych podopiecznych, że porównał grupę Moczarskiego do Gestapo i Abwehry, twierdząc, że „wszystkie te instytucje zostały powołane przez klasy posiadające, które chcą zatrzymać koło historii” (wg: T.M. Płużański, Adwo-kaci, w: „Najwyższy Czas”, 26 stycznia 2003 r.).
W podobny sposób Maślanko „bronił” – oskarżając szefa II Zarządu Głównego WiN płk. Franciszka Niepokólczyckiego, słynnego „Łupaszkę”, czyli mjr. Zygmunta Szendzielarza, dowódcę V Wileńskiej Brygady AK, narodowca Adama Doboszyńskeigo, rotmistrza Witolda Pileckiego i współoskarżonych, gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” (Maślanko zgodził się z większością rzekomych dowodów „winy” gen. „Nila”).
Według ostatniego delegata Rządu w Londynie na Kraj Stefana Korbońskiego, w sprawie Pileckiego i współoskarżonych „Różański postawił sprawę jasno: obowiązkiem rady obrońców (której przewodniczył Maślanko – przypis T.M. Płużańskiego) jest gromadzenie dowodów przeciw oskarżonym” (por. tamże).
Niegodne zachowanie M. Maślanki, robiącego wszystko, by pogrążyć oskarżonych, których miał bronić, było tym bardziej oburzające, że on sam został uratowany od śmierci w Oświęcimiu przez słynnego narodowca Jana Mosdorfa.
Podobnym do Maślanki „obrońcą”, a raczej „adwo-katem” w sprawach politycznych był inny adwokat żydowskiego pochodzenia, pracujący we wspólnej kancelarii z Maślanką –Edward Rettinger.
„Bronił” on Moczarskiego i jego kolegów słowami: „(…) to było bajoro zbrodni, którego miazmaty dziś nam trują jeszcze duszę.
To było bajoro zbrodni, gdzie zastygła krew lepi się jeszcze do rąk” (por. tamże). Innym tego typu pseudoobrońcą był Marian Rozenblitt, który działał już w sądownictwie polskiej armii w ZSRS.
W Krakowie działali konfidenci Gestapo i SB, jak żydowscy adwokaci Maurycy Wiener i Karol Buczyński. Prokuratorem wojewódzkim w Krakowie był Rek, a jego zastępcami Gołda, Józef Skwierawski, Krystyna Pałkówna. Działali wspólnie i w porozumieniu z adwokatami Wienerem i Buczyńskim, za grube pieniądze umarzając śledztwa pospolitych bandytów. Bogatych bandziorów „rekomendował” Bruno Miecugow, tatuś Grzegorza Miecugowa dziennikarza TVN. Bruno Miecugow jako sygnatariusz haniebnej listy 53 literatów w sprawie wyroków śmierci w procesie „Kurii krakowskiej” wysłał przy pomocy lekarki Żydówki M. Orwid (psychiatria) do krakowskiego Kobierzyna (szpital psychiatryczny) wielkiego polskiego architekta i patriotę Wiesława Zgrzebnickiego („Zgrzesia”) za publiczne potępienie w krakowskim Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” podpisu Brunona Miecugowa w owej hańbie 53 krakowskich literatów. Hańbę „53” podpisali jeszcze m.in. Wisława Szymborska i Sławomir Mrożek, z decyzji kard. Stanisława Dziwisza pochowany w Panteonie Narodowym w krypcie pod kościołem św. Piotra i Pawła w Krakowie.
Wiesław Zgrzebnicki zadręczony przez krakowską ubecką kobierzyńską psychuszkę zmarł w wieku 40 lat.
Do pomocy Brunonowi Miecugowowi wyznaczono krakowską lekarkę Ewę Hołowiecką sekretarza POP PZPR w krakowskiej Akademii Medycznej.
Należy przypomnieć zbrodnie wojenne:
Zbrodnia w Nalibokach – masakra polskich mieszkańców wsi Naliboki dokonana przez oddziały sowieckich i żydowskich partyzantów 8 maja 1943 roku pod dowództwem Pawła Gulewicza z Brygady im. Stalina, w tym grupa składająca się z osób narodowości żydowskiej (trwa ustalanie czy była to część oddziału pod dowództwem Tewje Bielskiego czy Szolema Zorina).http://www.bibula.com/?p=2061
Tewje Bielski lub Tuwia Bielski i Anatol Bielski (ur. 8 maja 1906 w Stankiewiczach koło Nowogródka, zm. 1987 w Nowym Jorku) – polscy Żydzi, twórcy (wraz z trójką braci) i dowódcy żydowskiego oddziału partyzanckiego w lasach Puszczy Nalibockiej podczas II wojny światowej.

Spalono kościół, szkołę, pocztę, remizę i część domów mieszkalnych, resztę osady ograbiono. Zginęło także kilku napastników. W sowieckich źródłach szacowano liczbę zabitych Polaków na 250 osób, 6 sierpnia 1943 roku wieś została ponownie spacyfikowana, tym razem przez oddziały niemieckie, w ramach tzw. „Akcji Hermann”, a jej mieszkańców wywieziono w głąb Rzeszy na roboty przymusowe.
Zbrodnia w Koniuchach – zbiorowe morderstwo co najmniej 38 polskich mieszkańców (mężczyzn, kobiety i dzieci; najmłodsze miało 2 lata) wsi Koniuchy (dziś na terenie państwa litewskiego, dawniej w II Rzeczypospolitej w województwie nowogródzkim w powiecie lidzkim) dokonane 29 stycznia 1944 przez partyzantów sowiechich (Rosjan i Litwinów) i żydowskich.
W czasie pogromu we wsi spalono większość domów, oprócz zamordowanych co najmniej kilkunastu mieszkańców zostało rannych, a przynajmniej jedna osoba z nich zmarła następnie z ran. Przed atakiem wieś zamieszkana była przez około 300 polskich mieszkańców, istniało w niej około 60 zabudowań. Partyzanci sowieccy wcześniej często rekwirowali mieszkańcom wsi żywność, ubrania i bydło, dlatego też tutejsi mieszkańcy powołali niewielki ochotniczy oddział samoobrony.
W sprawie masakry w Koniuchach prowadzone jest śledztwo IPN. Dotychczas ustalono, że napadu dokonały sowieckie oddziały partyzanckie stacjonujące w Puszczy Rudnickiej: „Śmierć faszystom” i „Margirio”, wchodzące w skład Brygady Wileńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego, oraz „Śmierć okupantowi”, wchodzący w skład Brygady Kowieńskiej.
Do oddziałów tych należeli Rosjanie i Litwini, większość oddziału „Śmierć okupantowi” tworzyli Żydzi i żołnierze Armii Czerwonej zbiegli z obozów jenieckich. Oddział żydowski liczył 50 ludzi, a oddziały rosyjsko-litewskie około 70 osób. Dowódcami byli Jakub Penner i Samuel Kaplinsky.
Według jednego z napastników, Chaima Lazara, celem operacji była zagłada całej ludności łącznie z dziećmi jako przykład służący zastraszeniu reszty wiosek. Według ustaleń Kongresu Polonii Kanadyjskiej, będących podstawą wszczęcia śledztwa, liczba zabitych była większa (ok. 130).
Atak na Koniuchy i wymordowanie tutejszej ludności cywilnej był największą z szeregu podobnych akcji prowadzonych w 1943 i 1944 przez oddziały partyzantki sowieckiej i żydowskiej w Puszczy Rudnickiej i Nalibockiej (np. masakra ludności w miasteczku Naliboki).
W maju 2004 w Koniuchach odsłonięto pomnik pamięci ofiar, zawierający 34 ustalone nazwiska ofiar.
W powojennych opracowaniach, na podstawie m.in. relacji żydowskich uczestników ataku na wieś (np. Izaaka Chaima i Chaima Lazara) często podawano informacje o zamordowaniu wszystkich 300 mieszkańców, a także o walkach z oddziałem niemieckich żołnierzy (w innych źródłach litewskiej policji).
Jednak późniejsze opracowania nie potwierdziły obecności Niemców czy policjantów w wiosce, a także zakwestionowały tezę, że zginęli wszyscy mieszkańcy wsi (część z mieszkańców uciekła z masakry i przeżyła wojnę). Informacja stwierdzająca, że wymordowani zostali wszyscy polscy mieszkańcy wsi Koniuchy pojawiała się także w ówczesnych meldunkach struktur Polskiego Państwa Podziemnego.

 

– Aleksander Szumański

Żydowscy kaci NKWD i UB w powojennej Polsce – by Aleksander Szumański

CERN to niezwykłe osiągnięcie naszej cywilizacji. Wciąż nie zdajemy sobie sprawy z tego czym ono naprawdę jest i jaki ma potencjał.

Tak samo jak nadal nie rozumiemy czym była Wielka Piramida w Gizie. To rodzi przypuszczenie, że być może oba te miejsca łączy silniejsza nić, niż się to pozornie wydaje.

 

CERN – tworzy ogromną ilość danych. Urządzenie napędzają potężne pola magnetyczne, co tworzy efekt planetranego – a kto wie, może nawet międzyplanetarnego – rezonansu. W ostatnich latach jesteśmy świadkami niesłychanego rozwoju technologicznego, którego nie da się porównać do czegokolwiek co wydarzyło się w naszej historii. Na dodatek nie o wszystkich wynalazkach i odkryciach jesteśmy informowani. Nikt dokładnie dziś nie wie, jak działała wieża Tesli, która mogła przesyłać bezprzewodowo elektrycznośc na ogromne dystanse. Nikt też nie jest w stanie powiedzieć czy UFO, które coraz częściej obserwujemy na niebie, to pojazdy pozaziemskie czy też może przejaw zaawansowanej, tajnej, ziemskiej technologii. Kontroluje je być może niewielka grupa, która kontroluje także układ sił na swiecie. Taką zaawansowaną, trudną do zrozumienia technologię reprezentuje CERN.

 

cern-logoJuż samo logo CERN wzbudza niepokój. Tworzą je liczby 666, które uważane są za symbol szatana. Jednak patrząc okiem fizyka można je zinterpretować jako ezoteryczny, hermetyczny kod: 999. Grecki filozof Plotyn napisał serię ksiąg nazywanych Enneadami czyli dziewiątkami. Mało kto je dziś czyta, ale w oczach ekspertów uważane są za szczytowy przejaw filozofii neoplatońskiej zapominając, że to, o czym pisał Plotyn było próbą zrozumienia egipskiej religii. Plotyn żył i mieszkał w Aleksandrii, która była wówczas centrum kultury swiata. Liczba dziewięć nawiązuje do dziewięcu najważniejszych egipskich bóstw, wyznaczających egipską kosmologię. Rządzi nimi moc zwana Maat, uważana za boginię praw i porządku kosmosu. Jest to ta sama moc, której życzą sobie Jedi w Gwiezdnych Wojnach. Jest ona kwintesencją kamienia filozoficznego i CERN doskonale wpisuje się w tą tradycję ezoteryczną dlatego w logo instytucji trzeba raczej widzieć dziewiątki niż szóstki. Ich ułożenie symbolizuje także pięć przyspieszaczy, które są częścią maszyny i wiodą wprost do Wielkiego Zderzacza Hadronow. Jest to uproszczony schemat CERN wkomponowany w jego logo. Ma to głęboki sens, bo oficjalnym celem CERN jest odtworzenie i udokumentowanie podstawowych elemnetów z których zbudowany jest Kosmos.

 

To szlachetne poszukiwanie zasady na jakiej działa Kosmos jest także przykrywką dla innej działalności CERN – okrytej głęboką tajemnicą. Nawet dla laika urządzenie wygląda na coś znacznie więcej niż tylko miejsce, gdzie prowadzi się doświadczenia z dziedziny fizyki. Niezwykle potężne pole elektormagnetyczne jakie ono wytwarza jest w stanie wejść w rezonans z całą naszą planetą (poprzez metalowe jądro Ziemi). CERN jest też największm użytkownikiem internetu na świecie. Uzyskane dane są wysyłane poprzez internet na cały świat do różnych placówek naukowych, gdzie podlegają one weryfikacji. Dane są selekcjonowane poprzez algorytm matematyczny. Każde zderzenie cząstek tworzy ogromną ilość danych matematycznych. Jest to – za każdym razem – ok. 3 miliardy bajtów informacji. Podczas pojedyńczego eksperymentu dochodzi do milionów zderzeń. Pierwszej selekcji danych dokonuje komputer i dopiero wtedy rozsyłane są do naukowców. Jednak część danych, które zazwyczaj wykraczają poza fizykę kwantową trafia do tych naukowców, którzy pracują w tajnych, często czarnych programach naukowych. Do tej lawiny informacji dodać trzeba także efekty uboczne do jakich dochodzi podczas prowadzonych w CERN eksperymentów, które również są brane pod uwagę, takie jak oddziaływanie planetarnego rezonansu na ludzi czy zwierzęta. Istnieje cała, osobna grupa naukowców, która bada korelacje pomiędzy doświadczeniami w CERN a zachowaniem się Słońca. Dzięki temu zaszufladkowaniu rozmaitych badań można ukryć ogromny projekt oparty na anomaliach jakie w danych odnajduje algorytm na podstawie którego pracuje CERN i koordynować go z różnymi innymi elementami. Można mieć pewność, że tak się dzieje, bo za każdym razem kiedy w CERN dokonuje się eksperymentów, rejestrowane są poważne zmiany w polu magnetycznym Ziemi. Jest to więc maszyna na skalę planetarną z magnetycznym polem wkomponowanym w skałę na której stoi CERN. Daje to efekt, który daleko wykracza poza fizykę stosowaną we współczesnej nauce.

 

cern_colider

 

Internet jest jednym z kluczowych komponentów CERN. Stworzyła go DARPA budując najpierw ARPANET (5 sezon “X-files” ???? ) po to aby stworzyć komunikację pomiędzy centrami dowodzenia armii amerykańskiej podczas wojny nuklearnej. Twórcy CERN szybko zorientowali się, że internet idealnie nadaje się do przekazywania danych pomiędzy grupami naukowców rozsianymi po całym świecie. Kształt obecnego internetu jaki używamy na codzień jest wynikiem działania i potrzeb CERN i dostosowywania globalnej sieci do potrzeb tej instytucji.

 

gizadeathstar_farrellNastępnym etapem rozwoju CERN ma być integracja sztucznej inteligencji w proces tworzenia danych. Jest to Puszka Pandory. Być może jej przejawem był Flash Crash w 2010 r., gdy giełda w Nowym Jorku w ciągu pół godziny spadła o 9%, by powrócić nagle do poprzedniego stanu. W tym czasie dokonano ok. 15 tys. transakcji na których ktoś zarobił setki milionów dolarów. Nikt też nie potrafił do końca wyjasnić co się tak naprawdę wówczas stało. Obecnie giełda działa wg reguł stworzonego dla niej matematycznego algorytmu. Nikt juz nie wymachuje na parkiecie plikami zamówień, bo wszystkie te działania przejął komputer. Sztuczna inteligencja, która przejmuje światowe rynki i nimi manipuluje była do tej pory wytworem sci-fi. Obecnie istnieją podstawy aby sądzić, że jest ona czymś realnym. Sztuczna inteligencja jest w stanie stworzyć chaos wszędzie tam, gdzie stosuje się komputery. Może zmieniać dowolnie światła na skrzyżowaniu, ale także wyłączać prąd, elektrownie atomowe a nawet uruchamiać wyrzutnie pociskow nuklearnych. Aby ogarnąć ogromną ilość danych jakie napływaja po każdym doświadczeniu, CERN został zmuszony stworzyć algorytm, który jest bardzo zbliżony do sztucznej inteligencji. Oznacza to, że niektóre informacje niekoniecznie muszą być przekazywane naukowcom i być może są przetrzymywane przez sztuczną inteligencję. Może to jest prawdziwy powód dla którego światowe banki tak zażarcie walczą z każdą próbą stworzenia nad nimi mechanizmu kontroli? Być może same nie panują nad monstrum, które stworzyły. Albo… strzegą tajemnic ukrytego clearingu pieniędzy, których system nie jest już oparty na elektronicznym przekazie danych a na jakieś określonej fizyce. Byłaby to podstawa funkcjonowania jakiejś Odrywającej sie cywilizacji, która dzięki temu mogłaby sie doskonale ukryć, będąc na publicznym widoku. W dzisiejszych czasach rada: “follow the money” jest przez to niezwykle trudna do zastosowania, a CERN tak samo jak Wielka Piramida w Gizie – mimo, że widoczny dla wszystkich – skutecznie strzeże swoich tajemnic.

 

giza

 

Joseph Farrell w swoich pierwszych ksiażkach (wydanych także po polsku) stwiorzył hipotezę, że Wielka Piramida w Gizie być może była bronią i to bronią masowego rażenia. Piramida nie została z pewnością stworzona w prymitywny i pracochłonny sposób jak chcą egiptolodzy. Jest niezwykle precyzyjnie zorientowana wg stron świata. Ktokolwiek ją zbudował był w posiadaniu nie tylko zaawansowanej technologii, ale miał także ogromną wiedzę fizyczną i matematyczną. W budowlę wkomponowane są rozmaite dane takie jak średnica Ziemi, odległość Ziemi do Księżyca, masa Ziemi, odległość Ziemi do Słonca co oznacza, że wpisana jest w nią także prędkość światła. Taki olbrzymi obiekt był także bardzo chrisdunn_gizakosztowny i kogoś, kto zlecił jego stworzenie – o czym zazwyczaj się zapomina – musiało być na to stać. Brytyjczyk: Chris Dunn napisał książke pt. “Giza Power Plant”. Jest on inżynierem i zbadał piramidę okiem budowniczego maszyn – bez brania pod uwagę teorii egiptologów. W swoich wnioskach uznał, że piramida była maszyną a jej zadaniem była produkcja energii. Kiedy zmierzyć to wszystko w brytyjskim systemie miar tworzą się pełne liczby. Jeśli więc zalożyć, że ma rację i że była to elektrownia, to z dzisiejszego doświadczenia wiemy, że kształt i bryłę takiej budowli z pewnością nie komponuje się w taki sposób aby zawierała ona w sobie wszystkie informacje na temat naszej planety a także lokalnej przestrzeni kosmicznej. Coś takiego w fizyce nazywa się sprzężonym oscylatorem harmonicznym. Działa on jak struna w fortepianie, w harmonii z resztą strun w instrumencie. Piramida (podobnie jak CERN) – tak jak struny fortepianu ma wchodzic w rezonans w harmonii z otaczającym ją kosmosem. Oznacza to także, że manipulując drganiami takiej struny można zmanipulować cały system. Po co? Choćby po to, aby go zniszczyć jeśli zajdzie taka potrzeba. Jeśli np. żolnierze albo marsz feministek w obronie macicy wmaszeruje równym krokiem na most, to spowoduja drgania harmoniczne, które są zdolne zniszczyc ten most. Czymś takim była właśnie Wielka Piramida a obecnie jest CERN. Zbudowano ją z kamienia (CERN stworzono w skale), bo taki materiał jest wstanie przyjąć zewnętrzną energię elektromagnetyczną i odbić ją od siebie w sposób koherentny z pominięciem prawa odwrotnych kwadratów, co fizycy czasem nazywają odwracalną strzałką czasu. Skała, z której jest zbudowana piramida ma właściwosci bycia takim lustrem. Kiedy dokładnie przyjrzeć się ścianom piramidy nie są one płaskie i są one w swoim centrum lekko wklęsłe, tworząc paraboloiczne ekrany. Taki kolektor przejawia wszelkie oznaki wyrafinowanego systemu broni. Sciany piramidy stoją pod kątem 51 stopni co odzwierciedla kąt budowy kryształu, który jest taki sam. Dzięki temu piramida sama staje się gigantycznym kryształem. Jeśli przeczytać starożytne teksty opisujące wojny bogów to zazwyczaj rozgrywają się one nad górami. Góra w języku staroegipskim czy sumeryjskim oznacza to samo co piramida.

Pytanie więc brzmi: skąd pochodziła ta niezwykle wyrafiniowana wiedza? Ale o tym i dalszych związkach CERN z Wielką Piramidą w Gizie w przyszłych wpisach na NA

Pod pretekstem podsumowania pierwszej rocznicy przejęcia władzy w Polsce przez „populistyczny” PiS, zachodnie media  nieomal entuzjastycznie rozpoczęły bezpardonowy atak na Polskę za rzekomo złowrogi i autorytarny zwrot.

Te narzekania na polski rząd za rzekome odchylenia od demokracji w znacznej mierze koncentrują się na dwóch obszarach:  reformach Trybunału Konstytucyjnego  oraz zmianach w polskich mediach państwowych. Ale trudno nie zauważyć, że za pośrednictwem mediów przejawia się trudne do ukrycia lekceważenie i pogarda.

 

 

The Washington Post opublikował artykuł opisujący całość bieżacej polskiej polityki w kategoriach dosłownego nawrotu do ciemnych wieków. Podobne ostrzeżenia wysuwa The Guardian. Trzy dni później, redakcja  New York Times potępiła „tragiczny zwrot Polski”, ostrzegając, że europejski naród odstępuje od reform postkomunistycznych.  Następnie, tuż po świętach Bożego Narodzenia, Anne Applebaum pojawiła się znowu na łamach The Washington Post , lamentując głównie nad tym, że partia polityczna jej polskiego męża została pozbawiona władzy przez wyborców, i że Polska miała czelność rządzić się dalej już bez niego.

 

Ta nagła seria news’ów i raportów, które czyta się nieomal jak płatne ogłoszenia, w połączeniu z protestami zwolenników odsuniętej od władzy partii w kraju, robi wrażenie skoordynowanej, kolorowej rewolucji. Żaden z nich nie zawierał nawet pobieżnej analizy argumentów partii PiS. Amerykańscy czytelnicy (i dziennikarze), którzy  w większości nie mają wiedzy o polskiej polityce i historii, nie znają kontekstu, w którym można oceniać te działania.

 

 

Prawda jest taka, że Polska nie tonie w jakimś autorytarnym bagnie, ani nie cofa się w kierunku sowietyzmu. Polska po prostu stawia opór kierunkowi jaki Angela Merkel, eurokraci w Brukseli i inni mainstreamowi internacjonaliści przewidzieli dla niej. Polskie władze stosują takie same środki, jakie  wykorzystują wszystkie współczesne rządy, przeprowadzając szybko najbardziej potrzebne reformy, w oparciu o demokratyczny mandat. Podobnie jak twierdzą przeciwnicy Prawa i Sprawiedliwości, że rząd rozpoczyna  jakieś zaskakujące  zmiany, tak też  Prawo i Sprawiedliwość  widzi zagrożenie ze strony nadzwyczajnych i pozaprawnych działań swoich krajowych przeciwników oraz Unii Europejskiej.

 

 

Na początku tego roku rozmawiałem z  Prof. Ryszardem Legutko o reformach PiS’u. Prof. Legutko był antykomunistycznym dysydentem przed rokiem 1989. Wydawał podziemny biuletyn  Arka.  Z zawodu jest filozofem, który został wybrany do Senatu RP w 2005 roku, reprezentując Prawo i Sprawiedliwość. Jest także członkiem Parlamentu Europejskiego. W tym roku wydał pracę pt. Demon in Democracy, która stała się kultową książką wsród anglofonskich konserwatystów z powodu szczegółowej analizy postępowej ideologii, wykazując, że eks-komuniści skorzystali szybciej i więcej w nowych „liberalnych demokracjach”, niż  antykomuniści. Według Prof. Legutko postkomunistyczna reforma Państwa Polskiego była niekompletna, co wyjaśnia wiele z kontrowersyjnych działań PiS’u.

 

 

Legutko nie postrzega ani siebie, ani Prawa i Sprawiedliwości jako wrogów Europy.  Zaprotestował przeciwko uproszczonym opiniom, w których jego partia jest przedstawiana. „Opór przed zaakceptowaniem siły Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego nie ma nic wspólnego z tak zwanym eurosceptycyzmem,” powiedział.

 

 

Krytycy Polski twierdzą inaczej. Applebaum przypuszcza, że PiS zerwał z demokratycznymi precedensami w swoim „ataku na sędziów” oraz w próbach zdominowania władzy.  Dla Applebaum wygodnie jest przemilczeć, że poprzedni rząd Polski, w oczekiwaniu na klęskę wyborczą, nominował pięciu sędziów na stanowiska w Trybunale Konstytucyjnym, które miały zwolnić się po wyborach, łamiąc w ten sposob ugruntowaną praktykę nie nominowania kluczowych stanowisk w miesiącach przed wyborami. Dwie z tych nominacji były niewątpliwie bez precedensu. Gdyby kandydaci Platformy Obywatelskiej zostali zaakceptowani, sędziowie nominowani przez PO stanowili by 14 z 15 nominacji do Trybunału Konstytucyjnego, tworząc poważną blokadę dla reform nowego rządu. Przypuszczam, że to leży w ludzkiej nature, aby oskarżać swoich wrogów, ze chca robić te same rzeczy, które robiono w stosunku do drugiej strony. Obecnie PiS ma sześciu mianowanych sędziów, a opozycja dziewięciu. Chociaż Legutko przyznaje, że Prawo i Sprawiedliwość użyło „nieeleganckich” środków dla osiągniecia celu, ale twierdzi, że były one zastosowane w granicach prawa i znacznie bliżej demokratycznej reprezentacji. Jest to spór który został uznany przez UE za „kryzys prawa i porządku” w Polsce.

 

 

Applebaum nie wspomina, że jest żoną ministra byłego rządu Radosława Sikorskiego z Platformy Obywatelskiej. Sikorski pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych w ramach poprzedniego rządu kierowanego przez Donalda Tuska. Sikorski ma wielu amerykańskich przyjaciół, jeszcze z czasów kiedy zaczynał swoją karierę  w American Enterprise Institute. Później zdobył pewien rodzaj sławy w Europie po przemówieniu w czasie kryzyzsu gospodarczego w ostatniej dekadzie, w którym zażądał większej integracji europejskiej i niemieckiego przywództwa w UE. PiS skarżył się, że po tej wypowiedzi oraz w rezultacie  przesadnego wychwalania instytucji UE przez Tuska, rząd Tuska mógł potem zrobić niemal wszystko w polityce wewnętrznej kraju i nadal otrzymywał błogosławieństwo przywódców UE, albo przynajmniej mógł liczyć na łagodną neutralność. Tusk był za polityką „więcej Europy” – co dla Eurokratów jest ipso facto oceną demokratycznej legitymacji. Tusk wkrótce został wybrany na Przewodniczącego Rady Europejskiej. Zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych było rodzajem reprymendy dla jego wizji Polski oraz oczekiwania większego przywództwa Niemiec.

 

 

W naszym wywiadzie Legutko powiedział, że to właśnie Prawo i Sprawiedliwość przeciwstawiło się takiej usłużnej postawie w stosunku do bogatszej częsci UE, co spowodowało tak ostrą reakcję. „Unia Europejska jest w głębokim kryzysie od pewnego czasu – imigracja, strefa euro, Rosja, terroryzm – i receptą na to co się dzieje, europejskie przywództwo ma tylko jedną odpowiedź: „więcej Europy „, co oznacza więcej integracji, więcej centralizacji”, stwierdził Legutko. “Kiedy potężny naród, jakim jest Wielka Brytania, miał zastrzeżenia w tej kwestii, UE starała się załagodzić sytuację, ale jeśli chodziło o jakiegoś  nowego członka z Europy Wschodniej, na przykład Węgry lub Polskę reakcją była irytacja, agresywna retoryka i groźby sankcji,”  powiedział Legutko.

 

 

Innym przykladem jest reformowanie polskich państwowych mediów.  Legutko mówi, że reformy mediów publicznych przez PiS mają na celu ostatecznie odpolitycznienie tych instytucji. „Po raz pierwszy po upadku komunizmu, media publiczne będą mieć dobrą szansę, aby nie były traktowane jak łupy wyborcze,” mówi. To jest banalne uproszczenie, kiedy oskarża się nowy polski rząd że kieruje się własnym interesem. Obecny stan publicznych mediów jest pozostałością po czasach komunizmu.  Silnie trzymają one stronę Platformy Obywatelskiej i wystepują  przeciwko PiS-owi. Były one mocno związane z poprzednimi rządami. Kiedy do władzy doszedł PiS, zarządził zwolnienia oraz skrócił kadencję nominatów politycznych w mediach państwowych. Oczywiste jest, że próba odpolitycznienia państwowych mediów, które miały dotychczas tak wyraźne jednostronne nastawienie, musiała poprawić  zasięg oddziaływania PiS’u.

 

 

Jak powiedział Legutko: „Irytacja UE w sprawie mediów publicznych w Polsce nie wynika z faktu, że są one prawnie powiązane z rządem, ale z tego, że są one prawnie związane z niewłaściwym rządem”.

 

 

Czy istnieją inne problemy w Polsce? Oczywiście, np. szef PiS Jarosław Kaczyński posłuchał głosów krytyki i  zażądał ponownego otwarcia dochodzenia w sprawie tego czy Rosja odegrała jakąs rolę w katastrofie samolotu, w której zginął jego brat bliźniak, Lech. W 2010 roku w katastrofie zginął polski prezydent i dziesiątki wyższych wojskowych, politycznych i religijnych przywódców.  Wielu ekspertów twierdziło, że ta katastrofa była spowodowana wyłącznie przez ludzki błąd. Oskarżanie Rosjan o ten wypadek może być uznane za uleganie paranoi, ale ostatnio na taką paranoję cierpią również amerykanskie media, które szukają wszędzie rosyjskich spisków.

 

 

Obecna kampania propagandowa mediów przeciwko Polsce została spowodowana paniką po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości w wyborach i zaczęła się jeszcze zanim PiS sformował swój rząd. Tymczasem Unia Europejska robi dokładnie to o czym Prof. Legutko mowił mi na początku tego roku, mianowicie grozi Polsce bezprecedensowymi sankcjami.

 

 

Czy to nie jest zastanawiające, że politycy niemieccy i francuscy potępiają Polskę, żądając przywrócenia w niej wolności i demokracji, a Amerykanie atakują  pronatalistyczną politykę polskiego rządu, w sytacji kiedy rząd Francji działa w ramach  przedłużonego, nadzwyczajnego „stanu wyjątkowego” z powodu ataków terrorystycznych, a prawie 70 procent populacji francuskich więzniów to muzułmanie. Albo, że rynki i synagogi w Niemczech są obecnie strzeżone przez policjantów uzbrojonych w karabiny maszynowe w ramach stanu wzmożonej czujności, która może wkrótce osiągnąć stopien jaki obowiązuje we Francji lub w Wielkiej Brytanii.  Na naszych oczach załamał się rząd Hollanda we Francji a w Niemczech popularna do niedawna Merkel zaczyna tracić poparcie obywateli.

 

 

Pomimo negatywnej  reakcji eurokratów i agencji ratingowych oraz bardzo złej opinii w tym roku w zachodnich mediach, Prawo i Sprawiedliwość staje się coraz bardziej popularne w rezultacie podjęcia koniecznych reform, co muszą przyznać nawet agencje ratingowe.

 

 

Jak powiedział mi Prof. Legutko, liderzy PiS podkreślali wielokrotnie, że „bezmyślne tkwienie w głównym nurcie było nierozsądnym programem, niegodnym suwerennego narodu, który ma istotne interesy, silne poczucie tożsamości oraz własne aspiracje, proporcjonalne do jego potencjału „. I to właśnie taka postawa wywołała tyle gniewu na polski rząd, bardziej niż jakieś niuanse dotyczące polskiej konstytucji.

 

 

Michael Brendan Dougherty

 

 

 

http://theweek.com/articles/669439/poland-not-descending-into-tyranny-just-defying-eu

 

 

Z angielskiego tłumaczył Jan Saski  (polcontra@wp.pl)

 

 

LITERATURA PRZEDMIOTU:

 

https://www.youtube.com/watch?v=6hLFd5Dx7Jk

 

https://dorzeczy.pl/7462/144-Nagonka-Zagraniczne-media-bezpardonowo-atakuja-partie-Kaczynskiego.html

 

http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/niemieckie-media-krytykuja-pis-rzad-pis-pod-ostrzalem/8k7w0t5

 

http://wpolityce.pl/polityka/281857-niemieckie-media-dalej-bezpardonowo-atakuja-polske-deutschlandfunk-nie-ma-nad-wisla-muzulmanow-ale-polacy-i-tak-sa-islamofobami

 

http://wpolityce.pl/polityka/275586-niemieckie-media-atakuja-juz-nie-tylko-nowy-rzad-przypomnialo-im-sie-ze-polskie-spoleczenstwo-tez-jest-politycznie-podejrzane-bo-anarchistyczne

 

http://wpolityce.pl/media/295508-jad-z-chobielina-czyli-jak-sikorscy-atakuja-polske-za-granica-tygodnik-wsieci-ujawnia-mechanizm-powstawania-krytycznych-opinii-w-zagranicznych-mediach

 

http://bialyrasizm.pl/cyrki-opozycji-kod-i-lewactwa-na-zakonczenie-roku/

 

http://bialyrasizm.pl/kryzys-imigracyjny-jesien-2016/

http://bialyrasizm.pl/sytuacja-w-niemczech-w-2016/

Bardzo wiele czasu i materiałów poświecili dziennikarze na temat osławionego agenta STASI , wschodnioniemieckiej odmiany SB. Agenta o pseudonimie OSCAR który największe szkody uczynił w Gdańskiej Solidarności i porównywać go można tylko do znanego agenta SB Olechowskiego , Myszka oraz bolka . Tacy  rzadza Europa!

 

Nazwisko jakie pada w związku z agentem STASI i SB to oczywiście Donald Tusk, nikt nie jest w stanie przedstawić jakichkolwiek dowodów na piśmie, ale każdy pytany aparatczyk STASI z byłej NRD czy wysocy oficerowie SB z czasów PRL mówią wprost OSCAR to D.Tusk.

Czy to sprawa ostrego konfliktu na linii socjalistów francuskich z obecnym rządem Niemiec , czy raczej zmiana kursu polityki uni europejskiej , nie jest to do końca jasne , ale zaczyna się demontaż układu Angeli Merkel.

Ukazanie się w bardzo szybkim tempie książki Ralfa Georga Reutha i Günthera Lachmanna wywołało burze w Niemczech.

Książka ta dotyczy życia i działalności Angeli Merkel w NRD i odsłania nieznane , a raczej utajnione dotychczas czarne strony życiorysu obecnej kanclerz Niemiec.
… Wir können belegen, dass Angela Merkel dem DDR-System näher war als bislang bekannt. Während ihrer Tätigkeit an der Akademie der Wissenschaften der DDR war sie an ihrem ­Institut Funktionärin, beispielsweise von 1981 an als FDJ-Sekretärin für Agitation und Propaganda, was sie bis heute bestreitet. Außerdem saß sie in der Betriebsgewerkschafts-Leitung.“ …

tłumaczenie:
Jesteśmy w stanie udowodnić ze Angela Merkel systemowi NRD była znacznie bliższa aniżeli dotychczas jest nam to znane.
Podczas swych zajęć na akademii nauk w dawnej NRD była funkcjonariuszka partii i tak w roku 1981 dla przykładu była szefem wydziału agitacji i propagandy FDJ oraz członkiem władz komisji zakładowej tejże uczelni.

Wolfgang Schnur oraz Lothar de Maizière, wysoko postawieni działacze byłej NRD byli nie tylko opiekunami ale także osobami prowadzącymi Angele Merkel. Pod koniec bytu NRD byli tymi którzy tworzyli we wschodnich Niemczech oddziały zachodnioniemieckiej partii CDU.

Autorzy książki zapewniają ze są w posiadaniu licznej dokumentacji potwierdzającej wcześniejsze życie pani kanclerz i są gotowi skonfrontować fakty z Angelą Merkel.

Co na to pani kanclerz ?

…Was sagt die Kanzlerin?
„Das wollten wir natürlich von ihr wissen. Aber Angela Merkel ließ uns durch ihren Regierungssprecher mitteilen, Sie habe keine Zeit zur Beantwortung unserer Fragen.“

Tłumaczenie:
…to także chcielibyśmy wiedzieć. Niestety pani kanclerz powiadomiła nas przez swego rzecznika prasowego ze nie ma czasu na odpowiedzi….

Wygląda na to ze model zwany okrągły stół nie był przygotowany tylko dla Polski lecz dla całego układu warszawskiego a wszelkie akta wszelkich służb służą obecnie do sterowania polityka nie tylko w Polsce.

Spektakularna akcja z wdzieraniem się obywateli byłej NRD do budynków STASI i niszczenie akt, była równie dobrze wyreżyserowana jak egzekucja rumuńskiego dyktatora Causescu.

Chwilowo OSCAR jest bezpieczny, ale musi pamiętać ze w polityce nie ma żartów i spadają nie tylko samoloty, ale także łby zdrajców.

Miroslaw Mrozewski • salon24.pl

Oto nietypowe podsumowanie roku 2016 w Kościele. Nietypowe, ponieważ różni się ono znacząco od tego typu bilansów publikowanych w prasie katolickiej.

 

Niewiele znajdziesz tu, Drogi Czytelniku, wspomnień o „bramach miłosierdzia” i Światowych Dniach Młodzieży, natomiast sporo o wierności, zamieszaniu i trwodze. Bo taki właśnie, niestety, pełen chaosu i zgrzytów, był mijający rok.

A. Amoris laetitia

Adhortacja apostolska papieża Franciszka wywołała w Kościele liczne dyskusje. Wszystko za sprawą fragmentów dotyczących rozwodników żyjących w nowych związkach. Papież dopuścił bowiem (w niektórych sytuacjach, po „szczególnym rozeznaniu”), by osoby do tej pory uznawane za żyjące w stanie permanentnego grzechu ciężkiego, mogły przyjmować Komunię Świętą.

Opublikowanie papieskiego dokumentu sprawiło ogromną radość wielu progresywnie nastawionym biskupom, konserwatyści zaś – zarówno duchowni, jak i świeccy katolicy – zaczęli głośno wyrażać swoje wątpliwości.

B. Burke

Postać kardynała Raymodna Burke’a stał się symbolem synowskiej opozycji w Kościele. Duchowny ten był chyba najczęściej cytowanym przez konserwatywne media Księciem Kościoła. Wszystko za sprawą odważnej reakcji na kryzys wywołany dyskusjami podczas ostatnich synodów biskupich.

C. Chaos

Trudno nie zauważyć, że w Chrystusowej Owczarni panuje coraz większy zamęt. Niezbyt precyzyjne zapisy z adhortacji papieża Franciszka sprawiły bowiem, że biskupi w różnych częściach świata… różnie ją interpretują. I tak na przykład krajowe konferencje episkopatów Argentyny, Niemiec i Filipin potwierdziły, że będą udzielać Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym w nowych związkach! W innych krajach wciąż trwają debaty na ten temat, a księża i wierni nie wiedzą, czy nauczanie Kościoła się zmieniło, czy też pozostaje wierne nauce Chrystusa, która – co oczywiste – zmienić się nie może.

Sprawdziła się zatem przestroga wyartykułowana przez watykanistów już w 2014 roku. Według niej to, co jest grzechem ciężkim po wschodniej stronie Odry, już wkrótce na zachodnim jej brzegu w ogóle nie będzie uznawane za grzech.

A przecież Kościół jest jeden.

D. Dubia

Taką nazwę nosi list czterech kardynałów do papieża Franciszka. Poprosili w nim o odpowiedź na kilka konkretnych pytań związanych z adhortacją Amoris leatitia. Nie doczekali się żadnego responsu, więc – kierowani troską o Magisterium Kościoła – list upublicznili.

To historyczne wydarzenie w najnowszych dziejach Kościoła, o którym z pewnością wspominać będą przyszłe podręczniki. Kardynałowie zresztą powoływali się właśnie na historię, mając świadomość, że w dziejach chrześcijaństwa zdarzało się już kardynałom prosić papieża o poprawienie pewnych dokumentów, czy skorygowanie wypowiedzi. Choć nie przypuszczaliśmy nigdy, że zwyczaje z odległych epok powrócą za naszych czasów, wszyscy jesteśmy dziś świadkami historii. Nie wiemy jednak jeszcze, co z niej wyniknie.

E. Ekumenizm

W roku 2016 postępy ekumenizmu przekroczyły kolejne, do tej pory nieprzekraczalne, bariery. Po spotkaniach w Asyżu, wizytach w synagogach oraz wypowiedziach sugerujących, że Kościół nie powinien nawracać Żydów, przyszedł czas na wspólne uczestnictwo w uroczystościach będących „pamiątką reformacji”.

F. Franciszek

Papież odbył w tym roku sześć podróży apostolskich, odwiedzając osiem krajów: Kubę, Meksyk, Grecję, Armenię, Polskę, Gruzję, Azerbejdżan i Szwecję.

Oprócz adhortacji Amoris laetitia papież wydał jeszcze:

– List apostolski motu proprio dotyczący ochrony osób narażonych na nadużycia seksualne Come una madre amorevole, według zapisów którego biskupi mogą być usuwani ze swoich urzędów, jeśli zataili wiedzę o nadużyciach seksualnych dokonanych przez podległych im duchownych;

– Konstytucję apostolską Vultum Dei quaerere zmieniający praktykę życia zakonów żeńskich;

– List apostolski Misericordia et misera, w którym przedłużył nadzwyczajne uprawniania do rozgrzeszania grzechy aborcji dla wszystkich kapłanów katolickich, oraz zezwolił na przystępowanie do sakramentu pokuty u kapłanów należących do Bractwa Świętego Piusa X.

G. Gänswein

Arcybiskup Georg Gänswein, osobisty sekretarz Benedykta XVI udzielił na początku roku zdumiewającego wywiadu. Stwierdził w nim bowiem, ze posługa Josepha Ratzingera jako papieża jeszcze się nie skończyła, ale trwa w nieco innej, kontemplacyjnej formule. Miałoby to być poszerzenie posługi Piotrowej i swoiste rozdzielenie jej na „czynną” i „kontemplacyjną”. To właśnie tym uzasadniał arcybiskup brak rezygnacji poprzedniego papieża z noszonego imienia, białej sutanny, tytułu Jego Świątobliwości oraz pozostanie w Watykanie.

Słowa arcybiskupa były szeroko komentowane przez katolickie media i przeważnie oceniane jako potęgowanie chaosu w i tak bardzo niestabilnej dziś Łodzi Piotrowej.

H. Hillary

Jednym z najbardziej śledzonych wydarzeń medialnych tego roku były wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Jedną z kandydatek była ekstremalnie przeciwna Kościołowi Hillary Clinton, pragnąca by głównym towarem eksportowym amerykańskiej dyplomacji stała się aborcja, antykoncepcja i promocja homoseksualizmu. W jej sztabie wyborczym przygotowano nawet specjalne instrukcje dotyczące planów wzniecania zamętu w Kościele poprzez pobudzanie buntu katolików wobec Dekalogu.

Mimo tego biskupi w Stanach Zjednoczonych postanowili hołubić zasadę „rozdziału Kościoła od państwa” i nie wypowiadać się negatywnie na temat kobiety planującej dopuszczać jeszcze szersze możliwości zabijania niewinnych dzieci. A kardynał Dolan zaprosił ją nawet na doroczną kolację charytatywną, podczas której odnosił się do Hillary Clinton z równą atencją, co do jej konkurenta Donalda Trumpa.

I. Instytut Plinia Corrêi de Oliveira

Wśród katolików chcących pozostać wiernymi Chrystusowemu nauczaniu o małżeństwie znaleźli się nie tylko odważni biskupi, ale także odważni świeccy. Na kilka tygodni przed przekazaniem przez czterech kardynałów papieżowi Franciszkowi ich wątpliwości, głos zabrali katolicy z brazylijskiego Instytutu Plinia Corrêi de Oliveira pisząc: „Nie możemy przyjąć twierdzeń, dyscypliny sakramentalnej i propozycji duszpasterskich Amoris laetitia”.

Wierni zaapelowali jednocześnie „do milczących biskupów, kapłanów i organizacji świeckich” o „publiczne wyrażenie poważnych zastrzeżeń, jakie wzbudza ten dokument”. Ich głos został wysłuchany.

J. Jędraszewski

Polska lewica bardzo rzadko ośmiela się zganić za coś papieża Franciszka, którego ochrzciła nawet mianem jednego z czołowych współczesnych rewolucjonistów. W grudniu jednak Ojciec Święty przestał cieszyć się nieograniczoną sympatią polskich lewicowców oraz „katolików otwartych”, bowiem mianował na stanowisko metropolity prestiżowej archidiecezji krakowskiej arcybiskupa Marka Jędraszewskiego.

Ksiądz arcybiskup już od dłuższego czasu był obiektem perfidnych i chamskich ataków liberalnych mediów, które po ogłoszeniu wiadomości o nominacji jeszcze się nasiliły. Głównymi „przewinami” hierarchy okazały się być: …głoszenie Słowa Bożego w nieokrojonej wersji, nazywanie grzechu grzechem, oraz dostrzeganie wielkich zagrożeń cywilizacyjnych.

K. Kasper

Niemiecki kardynał, jeden z inspiratorów posynodalnego zamieszania w sprawie nierozerwalności małżeństwa, nie ustaje w propagowaniu kolejnych zmian w Kościele. Tylko w roku 2016 kardynał Walter Kasper zachęcał do udzielania Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym w nowych związkach, do „zbliżenia” z luteranami, rozważenia kwestii powołania kobiet-diakonów, oraz „interkomunii” dla małżeństw katolicko-protestanckich.

L. Lefebryści

Jednym z niespodziewanych efektów wyboru Jorge Bergoglio na Stolicę Piotrową jest – deklarowane przez obie strony – zbliżenie Watykanu z Bractwem Świętego Piusa X. Przez cały rok 2016 wierni spowiadający się u kapłanów Bractwa mogli – decyzją papieża Franciszka – czynić to „godnie i w zgodzie z kościelnym prawem”, a później decyzja ta została przedłużona bezterminowo.

Z Ojcem Świętym spotkał się przełożony Bractwa bp Bernard Fellay. Biskupowi zaproponowano również uczynienie z FSSPX prałatury personalnej. Propozycja jest aktualnie rozważana.

M. Meksyk

Papież odwiedził w tym roku Meksyk, ale z jego pielgrzymki do Ameryki Łacińskiej zapamiętano nie tyle wizytę w tym kraju, co… stację przystankową. Otóż lecąc do Meksyku Franciszek zatrzymał się na Kubie, gdzie doszło do pierwszego w historii spotkania głowy Kościoła katolickiego ze zwierzchnikiem schizmatyckiego Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego.

Franciszek i Cyryl podpisali dokument, w którym deklarowano chęć ekumenicznego zbliżenia obu wspólnot, oraz potępiono uniatyzm, czyli… zachęcanie chrześcijan obrządków wschodnich do jedności z Rzymem.

N. Novus Ordo Missae

W tym roku po raz kolejny okazało się, że nowy ryt Mszy Świętej nie może być przez nikogo podważany, a nadużycia których dochodzi podczas sprawowania Eucharystii krytykowane. Progresiści byli jeszcze w stanie znieść niesforne grupki tradycjonalistów, robiące wiele by pokazać, jak dużo Kościół stracił przestając odprawiać Mszę w rycie trydenckim. Gorzej, że znalazł się bardzo wysoko postawiony kapłan – kardynał Robert Sarah – który również wezwał do „reformy reformy”. Nastawione postępowo katolickie media wręcz rzuciły się na gwinejskiego hierarchę, który jednak nie uciekł przed wilkami, i ponowił swoją prośbę.

Sprawę rozstrzygnął ostatecznie rzecznik Watykanu, ksiądz Federico Lombardi, stanowczo stwierdzając, że żadnego powrotu do ad orientem i „reformy reformy” nie będzie.

O. ONZ

Organizacja Narodów Zjednoczonych przystąpiła w 2016 roku do ofensywnej promocji agendy tak zwanego Zrównoważonego Rozwoju. Co ciekawe, urzędnicy ONZ znaleźli niespodziewanego sojusznika w Watykanie. Otóż Stolica Apostolska wsparła „cele zrównoważonego rozwoju”, które – jak się okazuje – obejmują między innymi promocję aborcji i antykoncepcji!

P. Prozelityzm

Definicja prozelityzmu nie była aż do tego roku szeroko znana przeciętnemu katolikowi. A definicja ta jest dość prosta – prozelityzm oznacza bowiem nawracanie innych na swoją wiarę. W roku 2016 z tym trudnym słowem mogły zapoznać się tłumy katolików, gdyż wielokrotnie padało ono z ust najwyższych katolickich hierarchów. Ale wyłącznie w negatywnym kontekście, nadanym temu słowu przez dokumenty Soboru Watykańskiego II.

Tak więc dziś jakiekolwiek zachęcanie do przystąpienia do Kościoła, który- jak wierzymy – jest jeden, święty, powszechny i katolicki, jest niemile widziane przez przywódców tegoż Kościoła. Szczególnie, jeśli chce się nawracać chrześcijan innych denominacji, albo muzułmańskich imigrantów.

R. Reformacja

Rok 2016 okazał się w Kościele rokiem przygotowań do rocznicy jubileuszu reformacji, przypadającej w roku kolejnym. Papież udał się do Lund, gdzie wraz z luteranami obchodził „pamiątkę” buntu Marcina Lutra, a inni hierarchowie postanowili dołączyć się do obchodów organizowanych w innych krajach. I tak na przykład prymas Polski arcybiskup Wojciech Polak zasiadł nawet w honorowym komitecie polskich obchodów pięćsetlecia wydarzenia, wskutek którego Kościół Chrystusowy opuściło wiele narodów.

S. Sakramenty

Zmiany w Kongregacji ds. Dyscypliny Sakramentów i Kultu Bożego. Decyzją papieża Franciszka członkami tej kongregacji przestało być wielu hierarchów uznawanych za konserwatywnych – między innymi kardynał Raymond Burke i kardynał George Pell.

W zamian Ojciec Święty włączył w skład Kongregacji innych duchownych, między innymi arcybiskupa Piero Mariniego, ceremoniarza papieskiego z czasów Jana Pawła II, oskarżanego o dopuszczanie do licznych nadużyć liturgicznych.

Na czele kongregacji pozostał jednak kardynał Robert Sarah.

T. Trudności w beatyfikacji

Na drodze papieża Piusa XII ku ołtarzom stanęły niespodziewane przeszkody. Jakież to? Otóż – jak przyznał kardynał Jose Saraiva Martins, były prefekt Kongregacji ds. Kanonizacyjnych – papież Franciszek „w każdej chwili jest gotów” beatyfikować Piusa XII, ale powstrzymują go „ważne środowiska żydowskie”, które są beatyfikacji przeciwne.

U. Uniwersalny Kościół Nowego Jeruzalem

Okazuje się, że mimo, iż mamy XXI wiek, a Kościół szeroko otwiera się na różne nowinki, nadal można zostać obłożonym ekskomuniką. Największe media zapewne były wielce zaskoczone, że ekskomunikę, i to na heretyków, nałożył sam papież Franciszek, dlatego o tym nie informowały.

Chodzi o Uniwersalny Kościół Nowego Jeruzalem, włoską wspólnotę, działającą zaledwie od kilku miesięcy. Wspólnota została formalnie ekskomunikowana za głoszenie fałszywych doktryn religijnych i sprzecznego z Biblią nauczania, gdyż doktryna wspólnoty jawnie zaprzecza wierze katolickiej, ponieważ zobowiązuje do nieprzyjmowania sakramentów, odrzucenia idei papiestwa, oraz do unikania kontaktów z kapłanami i wspólnotami parafialnymi.

W. Włochy

Kraj, którego stolica pozostaje także stolicą następców świętego Piotra, nawiedziły w tym roku liczne klęski żywiołowe. Same tylko trzęsienia ziemi zabiły wiele osób i zniszczyły wiele miejscowości. Wstrząsy były odczuwalne również w Rzymie.

Symbolem tych zniszczeń okazały się publikowane w internecie zdjęcia zburzonej bazyliki w Nursji – miejscu urodzin świętego Benedykta, będącego wszak patronem Europy. Niejeden komentator katolicki widział w tych obrazach przyszłość Starego Kontynentu i Kościoła.

Z. Zen

Emerytowany biskup Hong Kongu Joseph kardynał Zen w lipcu 2016 roku skrytykował dążenia do porozumienia Watykanu z Chinami. Zawarcie ugody, choć coraz bardziej realne, oznaczać będzie bowiem, jego zdaniem, poważny cios dla tamtejszego Kościoła. Według duchownego, uznanie jedności z nieważnie wyświęconymi biskupami nie tylko nie uzdrowi sytuacji Kościoła w Chinach, ale wręcz go zniszczy. Widząc, że jego słowa nie przemawiają do włodarzy watykańskiej dyplomacji, w listopadzie tego samego roku kardynał Zen zdecydował się na jeszcze odważniejsze stwierdzenie: jeśli Watykan będzie układał się z chińskim rządem, to zdradzi Chrystusa.

Watykan nie odpowiedział.

Smutny to alfabet – jednak charakterystyczny dla naszych czasów. Ale nie wolno nam załamywać rąk! Kościół przecież (mimo tak licznych zagrożeń i przeciwności) wciąż trwa, w wielu miejscach na świecie (chociażby w Afryce) nadal bardzo dynamicznie się rozwija, niemal pod każdą szerokością geograficzną co dzień odprawiane są Msze Święte, a katolicy, pragnąc pozostać solą ziemi, nadal czynią Dobro, walczą dla Prawdy i pragną Piękna.

Chrystus obiecał nam, że bramy piekielne nie przemogą Jego Kościoła, co potwierdziła również Matka Boża w Fatimie. Kto wie, być może to właśnie w roku 2017, w sto lat po portugalskich obietnicach, Kościół na nowo zacznie odnawiać wszystko w Chrystusie?

Krystian Kratiuk
http://www.pch24.pl

Sobotę 7 stycznia 2017 od 4:00pm. Brooklyn, NY w Kawiarni przy kościele Św. Stanisława Kostki, 189 Driggs Ave. Brooklyn, NY. Polonijny Klub Podróżnikaserdecznie zaprasza na Wigilię Podróżników, w czasie której wspólnie zaśpiewamy kolędy i połamiemy się opłatkiem, a także wysłuchamy relacji Edka Bochnaka z wypraw do VILCABAMBY – ostatniej stolicy Inków w Peru. Wstęp wolny (po wcześniejszym zgłoszeniu), ale mile widziane śpiewniki, czy też nadmierne zapasy wina i słodyczy ze Świąt Bożego Narodzenia. Do śpiewania kolęd razem z nami zaprosiliśmy: Marcina Żurawicza i Piotra Rudzinskiegoznanych polonijnych dziennikarzy i muzyków. Jeżeli posiadasz sprzęt muzyczny i potrafisz go używać to zapraszamy. Więcej informacji 1-973-473-1249 lub pisz: info@odkrywcy.com

 

Spotkanie z Szymonem Radzimierskim

 

Sobota 14 stycznia 2017 o 3:00pm, w oddziale P&SFCU
na 100 McGuinness Blvd. Brooklyn, NY

 

Polonijny Klub Podróznika wraz z Centrala Polskich Szkół Dokształcających w Ameryce serdecznie zapraszają na spotkanie z młodym podróżnikiem z Polski, Szymonem Radzimierskim. Szymon to podróżnik,  bloger, fan egzotycznych zwierząt i ekstremalnych przeżyć. Zwiedził już 30 krajów, m.in: Australię, Tajlandię, Borneo, Kubę, Filipiny, Dubaj, Etiopię i Argentynę. Swoje przygody opisuje na blogu po polsku i angielsku. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Szymon Radzimierski z Łodzi ma zaledwie 10 lat. Ten mały podróżnik to wulkan energii i prawdziwy pasjonat. O odległych krajach potrafi opowiadać, jak mało kto. Zapraszamy serdecznie na to spotkanie młodzież polonijną. Wstęp wolny.

 

Jubileuszowy 20 Bal Podróżnika – 4 luty, 2017
Sala Balowa Royal Manor w Garfield, NJ od 7:00pm – 3:00am

Goście Honorowi 20 Bala Podróżnika:

ALBERT SLUGOCKI – podróżnik, badacz i filantrop
To człowiek legenda, który po latach spędzanych na służbie w różnych formacjach armii amerykańskiej,głównie w słynnych „zielonych beretach”, 30 lat temu zakochał się w Amazonce. Założył tam fundacje pomocy Indianom „Projekt Amazonas” i zbudował dwie bazy naukowe. Kupił kilka starych statków, odnowił je i organizował wyprawy naukowe z Iquitos do indiańskich wiosek. Prowadzi też akcję charytatywną na pływającym szpitalu, którym odwiedza najbardziej niedostępne rejony amazońskiej puszczy. Wśród zaprzyjaźnionych Indian YAGLA – jest swoistym „białym królem”. Kiedy przybywa do dżungli, wokół Alberta tancerze wykonują plemienne tance, składają hołdy dobroczyńcy. A jak będzie na Balu Podróżnika?

Andrzej CIERNIEWSKI – wokalista i kompozytor oraz podróżnik
To jeden z ciekawszych polskich wokalistów. Jako dziecko uwielbiał czytać książki i interesował się poezją co później zamieniło się pisanie tekstów do własnych piosenek. Od 1977 występuje w USA a od roku 2001 występuje w Polsce. W połowie lat dziewięćdziesiątych na kilka lat odstawia śpiewanie i zaczyna podróżować organizując wyprawy wędkarskie po całej Ameryce Południowej. Jego najpopularniejsze utwory to: Słodka Karolina, Znasz-li ten kraj czy Mam dzisiaj dobry dzień. I te utwory oraz kilka innych usłyszymy w czasie naszego Balu Podróżnika.

Karolina PLACZEK – Miss Polonia USA 2017
To absolwentka “Pace University Bachelor of Science”. Jest instruktorka fitness w YMCA a jej największą pasją jest taniec towarzyski. Przez wiele lat tańczyła w Joseph’s Dance Studio zdobywając wiele wyróżnień. Reprezentowała The New York Hall of Science Museum na 17 Miedzyna-rodowym Pikniku Naukowym w Warszawie oraz uczestniczyła w White House Science Fair 2014 organizowanym przez Bialy Dom. Pasją Karoliny jest podróżowanie i malowanie. Zapewne na naszym Balu zaprezentuje i swoją urodę i talenty! Rośnie nam piękne pokolenie Polonii.  

Bilety na 20 Bal w sprzedaży już od 5 stycznia 2017 – zapraszamy!
 

 

NOWY DZIENNIKczytaj co tygodniowąrubrykę pt:
O Turystyce i Podróżowaniu
 

 

POLSKA GAZETA -w najbliższym świątecznym wydaniu znajdziesz moją foto-relacje z specjalnej wycieczki do Meksyku.

Kalendarz podróżników:
Zbliżają się lub już co minęły rocznice znakomitych osiągnięć Polskich odkrywców i podróżników:

– 21 grudnia 1817 r. – urodził się Stefan Baranowski, pisarz, geograf, wydawca map i atlasów, wynalazca planimetru i zasady działania łodzi podwodnej.
– 26 grudnia 1942 r. – zmarł Feliks K. Bujwid, lekarz-bakteriolog, immunolog, drugi po Pasteurze założyciel laboratorium szczepionek przeciw wściekliźnie.
– 30 grudnia 1971 – Zmarł Zbigniew Burzyński, pilot i konstruktor balonów, dwukrotny zdobywca pucharu Gordona Benetta. Ustanowił rekord wysokości lotu balonem, osiągając blisko 11 tysięcy metrów.
– 31 grudnia 1986 r. – Krzysztof Wielicki zdobył Lhotse (8511 m).
– 31 grudnia 1995 r. –Marek Kamiński dotarł do Bieguna Południowego po 53. dniach samotnego marszu przez Antarktydę.

Mimo totalnego krachu żydowskiego kapitalizmu wielu jego syjonistycznych, żydowskich pogrobowców próbuje nadal tej samej indoktrynacyjnej hochsztaplerki.

 

Mimo totalnego krachu żydowskiego kapitalizmu, który na potrzeby manipulacji społeczeństwami podbitych kolonii – np. słowiańskich państw byłego bloku wschodniego -, szermował fałszywymi hasłami liberalizmu gospodarczego („wolny rynek”, „wolna konkurencja”, itp., itd.), wielu jego syjonistycznych, żydowskich pogrobowców próbuje nadal tej samej indoktrynacyjnej hochsztaplerki. Podpierają się przy tym dość często nauczaniem żydo-chcrześcijanskiego Kościoła.

I rzeczywiście barbarzyństwo tradycji żydo-chrześcijaństwa, które wprowadziło w Europie feudalizm z jego wasalnymi zależnościami przychodzi im często w sukurs. Wystarczy wspomnieć encykliki świętego już papieża JPII, np. „Centesimu annus”, co znaczy „Setna rocznica” – setna rocznica encykliki „Rerum novarum”– (tłum.: rzeczy nowe) – z 1891r. Leona XIII, która potępiała socjalizm i negowała rolę państwa – !

W tę tradycję po swoim wielkim poprzedniku wpisał się JPII potępiając Kościoły Ameryki Łacińskiej za teologie wyzwolenia, które właśnie w socjalizmie upatrywały – i słusznie – wyzwolenia narodów z nędzy i wyzysku żydowskiego kapitalizmu.

Nie kto inny, tylko kard. J.Bergoglio, nominant JPII, dzisiejszy papież Franciszek, współpracował z juntą argentyńską donosząc na socjalistycznych działaczy, którzy zostali przez juntę zamordowani.

jp-ii-7jp-ii Społeczny darwinizm żydowskiego kapitalizmu – liberalizmu gospodarczego – wspiera również filozofia żydo-katolickiego personalizmu. Nie mały wkład w tę filozofię wniósł były mason, o.M.Krąpiec. Personalizm katolicki jest zaskakująco zbieżny z personalizmem świeckim promowanym przez żydowskich decydentów UE. Filozofia ta stawia jednostkę, jej interesy, ponad interes grupy – ponad naród i państwo. Widzimy tutaj zachowaną ciągłość żydo-chrześcijańskiej (żydo-katolickiej) „myśli społecznej” – myśli antypaństwowej i antynarodowej, charakteryzującej żydo-chrześcijaństwo od zarania jego dziejów. Nie powinno więc dziwić, że żydo-chrześcijański Kościół promuje biblijny naród wybrany i jego interesy – głosząc: „antysemityzm jest grzechem”, a neguje interesy wszystkich pozostałych narodów – głosząc: „nacjonalizm jest herezją”.

Tej żydowskiej i żydo-chrześcijańskiej promocji „gospodarczej wolności” ulega niestety także wielu poczciwych osobników, którym natura wyrządziła krzywdę ograniczając możliwości analityczne.

_______________

Chcę przypomnieć PT Czytelnikom własny tekst „Głos przeciw liberalizmowi”, który winien szczególnie zainteresować żydo-katolików, jako że zamieściła go Internetowa Gazeta Katolików .

 

Głos przeciw liberalizmowi

14.02.2007                 za:  http://www.krajski.com.pl/michalk.htm

 Nasz Dziennikz dn. 05.01.2007 zamieścił artykuł red. S. Michalkiewicza pt.”Głos za liberalizmem”, jako polemikę z poglądami prof. W. Bojarskiego. Red. Michalkiewicz pisząc o liberalizmie ograniczył się tylko do sfery gospodarczej, choć ideologia ta wyciska swoje niekorzystne piętno także, czy zwłaszcza, na sferze kulturowej i moralnej. Pozostańmy jednak przy gospodarce.
Liberalizm gospodarczy – gospodarcza wolność z definicji oznacza dążenie do swobodnego, nieograniczonego gospodarowania i pomnażania dochodów. Logiczne jest, że największe efekty (dochody) takiego działania będą po stronie ludzi (podmiotów gospodarczych) najsprytniejszych i najsilniejszych.

Liberalizm jest walką egoizmów – najlepsi osiągną najwięcej. Jest, więc systemem sprzecznym z zasadami demokracji i prowadzi prosta drogą do totalitaryzmu. Czy katolik może popierać system sprzeczny z nauką społeczna Kościoła Katolickiego?
Red. Michalkiewiczowi nie podoba się konfiskowanie w podatkach części cudzych dochodów, którymi państwo wspiera ubogich, mniej zaradnych, mniej sprytnych, słabiej wykształconych oraz sfery nieprodukcyjne, np. ochronę zdrowia, oświatę itp. Obawiam się, że pogląd ten wynika z pewnego niedostatku wiedzy ekonomicznej, a także ze słabej znajomości nauki społecznej Kościoła.

 Państwo jest organizacją społeczną. Jeżeli każdy członek społeczeństwa miałby żyć w odizolowaniu i sam zaspokajać własne potrzeby, produkcja całkowita wszystkich w takiej organizacji (państwie) byłaby znacznie mniejsza od tej, jaką mamy obecnie dzięki podziałowi pracy. Funkcjonowanie zorganizowanego społeczeństwa wydatnie zwiększa, wiec zdolności produkcyjne całości.

Jednocześnie w wyniku postępu technologicznego nie zachodzi potrzeba zatrudniania w procesach produkcyjnych wszystkich członków społeczności. Czy istnienie tak zorganizowanego społeczeństwa jest dobrem prywatnym, czy wspólnym, z którego powinni korzystać wszyscy?

Każdy człowiek będący członkiem zorganizowanego społeczeństwa, poza naturalnym prawem do życia, posiada również prawo do części dóbr wytworzonych w tej społecznej organizacji. Czy w takim razie mamy prawo pozbawiać dochodów (zasiłków) tych, którzy nie biorą udziału w procesie wytwarzania dóbr? Jest to pytanie nie tylko z zakresu etyki chrześcijańskiej, ale też zagadnienie czysto ekonomiczne.
„„Sprawiedliwość społeczna” to po prostu inna nazwa kradzieży”, pisze Red. Michalkiewicz mając na myśli redystrybucję dochodu (od bogatych do biednych) poprzez system podatkowy. Rozumiem, że przepływ kapitału od biednych do bogatych, nie budzi już zastrzeżeń redaktora. Jako prawnik, pewnie nie wie, że dzięki tej „kradzieży” ci, którzy nie biorą udziału w procesie wytwarzania (więc nie otrzymują wynagrodzeń), mogą być jednak konsumentami. To z kolei pozwala zwiększyć produkcję i w konsekwencji zwiększyć dochody wytwórcom (tym bogatym).

Są to znane makroekonomiczne prawidła, które legły u podstaw likwidacji wielu kryzysów gospodarczych w świecie. O sprawiedliwości społecznej tak pisze Benedykt XVI w encyklice „Deus caritas est” n.28:

„…Sprawiedliwy porządek społeczeństwa i państwa jest centralnym zadaniem polityki. Państwo, które nie kierowałoby się sprawiedliwością zredukowałoby się do wielkiej bandy złodziei.(…) Sprawiedliwość jest celem, a więc również wewnętrzną miarą każdej polityki…”

W gospodarce liberalnej ulegają degeneracji również jej główne zasady, „wolny rynek” i „wolna konkurencja”. Zarówno rynek, jak i konkurencja są podporządkowane najsilniejszym podmiotom, a więc przestają funkcjonować powszechnie. Dziś np. nie istnieje rynek konsumenta, tylko rynek producenta, jak w socjalizmie – czego Red. Michalkiewicz nie spostrzegł.
Na dowód okrutnego fiskalizmu państwa przytacza dane z Centrum A. Smitha, że już w 1995r. 83% dochodu rocznego rodziny pochłaniały podatki. Istotnie, tak było i jest. Jednak, jeśli odnieść ogólną wielkość tych podatków do PKB lub do produkcji sprzedanej i porównać ten wskaźnik z innymi państwami, to okaże się, że polski fiskalizm jest bardziej mały niż przeciętny. W Polsce występuje natomiast zjawisko drastycznego zaniżania wynagrodzeń za pracę i ono właśnie dało ten wynik wysokiego fiskalizmu. Szkoda, że Centrum A. Smitha tego nie objaśniło, może nie potrafi?

 Żeby lepiej zrozumieć istotę liberalizmu można posłużyć się prostym przykładem. Załóżmy, że likwidujemy kodeks ruchu i znaki drogowe, wprowadzając całkowitą swobodę poruszania się pieszych i pojazdów – całkowity liberalizm w ruchu drogowym. Czy bylibyśmy zadowoleni z takich zasad w ruchu drogowym? Ilu jego uczestników by się ostało?
Istniejące w naturze mechanizmy regulacyjne są darem Stwórcy. W systemach mechanicznych, politycznych, gospodarczych tworzonych przez ludzi, mechanizmy regulacyjne (bezpieczeństwa) muszą tworzyć sami ludzie. Liberalizm tych mechanizmów nie posiada z założenia, gdyby je bowiem, posiadał nie byłby liberalizmem, a bez tych mechanizmów nadmiar wolności przeradza się w niebezpieczne zniewolenie, więc dokąd nas zawiedzie, a raczej zwiedzie?
.

Dariusz Kosiur

__________________________________________________

Żydowski reżim trzeba zniszczyć

Różne rządy, ale ten sam żydowski reżim zarządzany przez Tel Awiw, Waszyngton, Brukselę

polska-izraelpolska-izrael-2Listopad 2016, Izrael – wspólne zdjęcie ekip rządowych Izraela i III RP (rząd PiS)

WYBRANE KOMENTARZE

  • Nieco obrazoburczo

.
„Liberalizm gospodarczy – gospodarcza wolność z definicji oznacza dążenie do swobodnego, nieograniczonego gospodarowania ”

Z uwagi na ograniczoność Ziemi i jej zasobów, tak rozumiany liberalizm prowadzi nieuchronnie do katastrofy, to nie jest więc liberalizm tylko KATASTROFIZM GOSPODARCZY, zniszczenia środowiska naturalnego potwierdzają to najlepiej. Nic dziwnego, że tzw. liberalizm prowadzi w konsekwencji do stanu, który można uznać za gospodarczy bandytyzm. Warto może sobie uświadomić konsekwencje wolności, bowiem wolność jednego kończy się w tam, gdzie zaczyna się wolność innego. Jedyną możliwość zwiększenia wolności jest zabrać ją innym, dokładnie na tym polega tzw. liberalizm, ale mało kto to rozumie, bowiem tresura semantyczna zaczyna się już dzieciństwie.

„Wydaje się, że … wolny rynek jest najbardziej skutecznym narzędziem wykorzystywania zasobów i zaspokajania potrzeb. św. Jan Paweł II”

Wobec powyższego trzeba tę wypowiedź JP II uznać nie tylko za jego kolejny idiotyzm, ale też za wypowiedź godną antychrysta. Kto jednak zna czyny św. JP II, ten zrozumiał, jaką funkcję agenturalną pełnił, zwracano na to już uwagę

https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/06/usmiech-sw-jana-pawla/#Usmiech

Przy odrobinie odwagi można go uważać nawet za antypolskiego zbrodniarza.

Uwagi na temat innego wyznania, określanego mianem ekonomii, akurat zamieszczono

ZA :  http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/12/zydowski-kapitalizm-do-kasacji/

Prezentujemy kolejny odcinek w cyklu pod nazwą, jak pierwsza cześć tytułu. Czytelnikom zalecamy przeczytanie lub przypomnienie dwóch pierwszych odcinków, które ukazały się na naszej stronie internetowej:

 

Bogowie To Nie Fikcja (0) Wprowadzenie
Bogowie To Nie Fikcja (1) Potop – czy tylko jeden?

Redakcja KIP

Czy boimy się zrozumieć?

Teoria wielkich katastrof opiera się na stwierdzeniu, że co jakiś czas Ziemię nawiedza potężny kataklizm kończący całkowicie życie pewnej epoki. Giną wszyscy lub prawie wszyscy. Ludzie i zwierzęta. Rozbijany jest w puch dorobek całych cywilizacji. Nowe powstające na gruzach często nie ma pojęcia o swym poprzedniku. Buduje wszystko od zera, przypisując nieznane budowle Bogom lub co bardziej możliwe, przypisując je sobie celem dodania splendoru i rodowodu. Co jest tego przyczyną? Kto lub co powoduje tak ogromne zniszczenia?
glif-przekazNasza cywilizacja odnajduje ślady potężnych katastrof na całej Ziemi. Są to zarówno ślady materialne jak i ślady w nielicznych, ocalałych dokumentach pisanych. Faktem jest także, że wiedza spisana jest uboga, gdyż ogromna jej część prawdopodobnie przepadła w takiej katastrofie, a pozostała część dokumentów została bezpowrotnie utracona poprzez ludzką bezmyślną działalność. Przy okazji podbojów nowych ludów unicestwiono też znawców starego pisma. Dziś czytamy stare dokumenty jak dzieci uczące się elementarza, sylabizując i przekręcając wyrazy. Dużo języków jest utraconych dla świata i jest już wiadomo, że nigdy ich nie odczytamy.

Zarozumiałość i nonszalancja niektórych ludzi nauki, przyjmowanie niedorzecznych hipotez, niewiara w mądrość starożytnych, to tylko niektóre przesłanki do tworzenia fałszywego obrazu historii dzisiejszego człowieka i jego cywilizacji. Odwieczny spór między ewolucjonistami a kreacjonistami nie ma końca. Wprowadzony aksjomat o liniowości postępu zaczyna się rozbijać o niezrozumiałe znaleziska. Ukrywa się je lub fałszywie ocenia, byle tylko nie zburzyć istniejącego porządku.

Co może zmieść życie z powierzchni Ziemi? Sadzę, że tylko dwie siły mają taką zdolność – Kosmos i sama planeta Ziemia. Co więcej, tłumaczenia dostępnych jeszcze dokumentów mówią w większości o udziale samej Ziemi, jako burzycielce starego i matce nowego na niej porządku.

Hopi – Drugi świat skończył się, gdy kula ziemi przesunęła się i zmieniła swoją oś, a wówczas lód pokrył wszystko.

K’ü Jüan „Pytam niebiosa” – Gdy runął K’ang-huei, czemu ziemia na południowy wschód się kłoni? […] Gdzie osiem słupów? Czemu zbrakło jednego na południo-wschodzie?

Dwa pierwsze fragmenty z dwóch przeciwległych krańców Ziemi mówią w zasadzie o jednym – o przesunięciu się całej skorupy ziemskiej. Dwa następne – to przestroga, że coś podobnego się powtórzy.

Kodeks Rios – Kiedyś, w dniu Naui Ollin, nastąpi koniec świata. Wszystko, co żyje, ulegnie zniszczeniu na skutek trzęsienia ziemi. Będzie to już czwarte zniszczenie ludzkości. Ale nie wiemy, czy i tym razem ludzkość będzie miała szczęście – po raz piąty – pozostawić nasienie…

Annales de Cuauhtitlan – Piąte Słońce – Jego znakiem jest 4-Ollin. Zwie się Słońcem Ruchu, bo się porusza, bo kroczy swoją drogą. I jak powiadają starcy, podczas tego Słońca nastąpi wstrząs, będzie głód i tak zginiemy. Powiadają, że powstało w roku 13-Acatl (Trzcina), że wtedy się narodziło owo Słońce, które teraz istnieje. Jego znakiem jest 4-Ollin. To jest piąte Słońce, które się utrwaliło, podczas tego Słońca nastąpi wstrząs, podczas niego będzie głód.

Czy wstrząsem takim może być „wielki uskok skorupy ziemskiej”? Czy jest możliwe przesunięcie się całej skorupy ziemskiej? Jako pierwszy taką hipotezę stworzył i ogłosił Charles Hapggod. Nauka od razu uznała ją za niemożliwą i wszystkie działania podporządkowała nie jej obaleniu, a jej zignorowaniu. Czy jest to naprawdę niemożliwe? Zapoznajmy się z tą hipotezą.

Charles Hapgood i jego hipoteza

Istnienie zjawiska zwanego „wielkim uskokiem skorupy ziemskiej” Jest moim podstawowym ałożeniem i niektóre problemy staram się wyjaśniać pod tym właśnie kątem. Taki jest ten nasz świat. Jedni obalają, starają się ukryć, a inni odkrywają to na nowo. Twórca tej logicznej i prostej zarazem hipotezy był gorąco popierany przez Alberta Einsteina.

Einstein pisał: „W strefie polarnej trwa nieustanne nawarstwianie się lodu, występujące nierównomiernie wokół bieguna. Rotacja Ziemi oddziałuje na tę masę lodu, wytwarzając moment odśrodkowy, który przenosi się na twardą skorupę naszej planety. Siła ta, osiągnąwszy pewną wartość, powoduje przesuwanie skorupy ziemskiej”. Natomiast John Wright, prezes Amerykańskiego Towarzystwa Geograficznego, napisał, że Hapgood „przedstawił hipotezę, która wręcz domaga się sprawdzenia”

Charles Hapgood, nie doczekał się chwały. Wręcz przeciwnie, jego hipoteza z 1953 r. została wyśmiana przez naukowców. Napisał, że każda próba dyskusji nad jego teorią „przesiąknięta była gruboskórnym sarkazmem, a niemożliwe do zweryfikowania, drugorzędne drobiazgi stawały się pretekstem do odrzucenia całej hipotezy bez zadawania sobie trudu dotknięcia istoty rzeczy”. Był człowiekiem spoza branży i śmiał mieć inne zdanie. Ponadto, jak mi się wydaje, w upadku, a właściwie w zignorowaniu hipotezy dopomogło zaangażowanie się jej autora w tematy zagłady Atlantydy czy poszukiwań wielkiej cywilizacji na Antarktydzie. Miast kontynuowania pracy wdał się w spekulacje poza naukowe, co nie przysporzyło mu zwolenników. Ale czy tylko dlatego należy hipotezę wyrzucić do kosza? Postaram się jej bronić i zacznę od lodu.

Pewne, podkreślam pewne, wyobrażenie o zasięgu lodu daje mapka poniżej obrazująca największy zasięg zlodowaceń. Prawdopodobnie jest to cały obraz wiedzy dzisiejszej nauki wymalowany na jednej mapce w rodzaju „all in one”. Naniesione na nią wyniki badań, jak sądzę, nie ukazują zasięgu położenia lodowca w określonym przedziale czasowym (rozróżnia się przecież kilka zlodowaceń). Stwierdza się tylko fakt, że w tym miejscu był kiedyś (lub jest dzisiaj) lodowiec. Ponadto, czego nauka nie potrafi stwierdzić i nie ma tego na mapce, to jakie miejsca zostały pokryte lodowcem już w naszych, historycznych czasach, a które były wolne od lodu 12,5 tysiąca lat temu.

mapa-hapgooda

Hapggod twierdził, że na biegunach cały czas odkładała się, tak jak i dzisiaj odkłada się warstwa śniegu i lodu, która posiada swoją wagę i to niemałą. Ziemia podczas obrotu wytwarza pewną siłę odśrodkową, która powoduje dążenie całej kuli ziemskiej do równowagi stałej, a jedyną możliwością jest zmiana położenia całej skorupy ziemskiej. Skorupa ta wraz z płaszczem nie jest w żadnym miejscu przymocowana do płynnego wnętrza i może się, przynajmniej teoretycznie, ślizgać po nim swobodnie. Temu jednak zapobiegają siły tarcia pomiędzy nimi. Gdy siły tarcia i odśrodkowa są zrównoważone nic nie zakłóca obrotu dookoła osi. Gdy jednak wystąpi zakłócenie równowagi spowodowane przez wzrost masy skupionej na biegunie Ziemi nastąpi zachwianie równowagi.

Spróbujmy wykonać doświadczenie – puśćmy kulkę w ruch obrotowy na płaskim stole. Poczekajmy jak się ten ruch ustabilizuje. Teraz w okolicę osi obrotu spuśćmy delikatnie kropelkę oleju. Rozpocznie się gwałtowny, chaotyczny ruch, który uspokoi się dopiero, gdy kulka osiągnie stabilizację (równowagę obojętną), ale już w nowym położeniu. Gdybyśmy przedtem na kulce zaznaczyli jakiś punkt odniesienia zauważylibyśmy, że w nowym położeniu zajmuje nowe, zupełnie inne miejsce.

O to właśnie chodziło Charles’owi Hapgood’owi. Masa lodu na biegunie północnym, nie zrównoważona na biegunie południowym, spowodowała takie zachwianie równowagi. Jak mogła powstać taka masa lodu? Możliwe, że w wyniku globalnej działalności wulkanicznej. Możliwe, jak chce Daeniken, że kiedyś na Ziemi doszło do konfliktu z użyciem broni atomowej. Możliwe, że Ziemia w pewnym okresie czasu odsunęła swą orbitę od Słońca. Nie wiem. Naukowcy są zgodni co do tego, że około 12,5 tysiąca lat temu Ziemia została dotknięta jakimś kataklizmem. Nazywają to „gwałtownym ociepleniem klimatu”, a bardziej groźnie „ogólnoświatowym potopem”. Wszyscy jednak są zgodni co do tego, że w tym okresie wydarzyło się „coś”, czego skutki odczuł cały ówczesny świat. Naukowcy uważają także, że około 12,5 tysiąca lat temu obszar w okolicy wyspy Akpatok koło Labradoru w Kanadzie znajdował się w okolicach bieguna północnego.

glob-polozenie-biegunow

Spojrzenie na globus, gdy okolice Akpatok znajdowały się w rejonie bieguna północnego, uprzytomni nam jak wielkie połacie lądu znajdowały się pod lodami. Lodowiec przykrywał Kanadę i Grenlandię. Na antypodach lodowiec mógł objąć tylko połowę Antarktydy i pokryć lodem kawałek powierzchni oceanu. Można stwierdzić gdzie tego lodu było więcej i o ile więcej. Nie wiadomo co rozpoczęło ten proces, ale wiadomo w przybliżeniu kiedy. Około 12,5 tysiąca lat temu skorupa Ziemi rozpoczęła ruch w kierunku południowym wzdłuż 70° zachodniego południka. Zatrzymała się dopiero po przebyciu 3000 km.

Biegun północny, jako że oś obrotu Ziemi nie zmieniła swego miejsca, zajął dzisiejsze miejsce. Nie wiadomo ile to trwało, być może kilka dni, ale wody ruszyły do ataku natychmiast. Najpierw bezwładnie przesunęły się w kierunku południowym, a następnie gigantycznym tsunami ruszyły z powrotem. Fala o wysokości kilku kilometrów, miażdżąca masa wody, spłukiwała wszystko co stanęło na jej drodze. Musimy sobie uprzytomnić, że promień równikowy jest o 22 km dłuższy od biegunowego. Na tych 3000 km (między 60° a 30° szerokości geograficznej) różnica w odległości od środka Ziemi wynosi około 10 km.

Nie wiemy także jak długo woda uspokajała się w tych oceanicznych „wannach”. Ile razy to gigantyczne tsunami przewaliło się tam i z powrotem. Była to katastrofa o niewyobrażalnych skutkach. Trzęsienia Ziemi o sile tak olbrzymiej, że dzisiejsze przy nich to ledwie drgawki. Czas wstrząsów mierzony nie w sekundach, a w dniach. Atmosfera, mająca też swoją bezwładność, wyrównywała swoje ciśnienie przy akompaniamencie huraganów i ulew o niespotykanej sile. Wielkie trzęsienia ziemi być może uaktywniły wulkany. Tak opisuje się tylko koniec świata. Ziemia zmieniła swoje oblicze, ale czy już na zawsze?

Dziś nikt nie interesuje się tą hipotezą. Nie słyszałem o komputerowych symulacjach ruchu obrotowego Ziemi z uwzględnieniem oddziaływania siły odśrodkowej na masy lądów i lodów. Nieopłacalność, błoga nieświadomość czy ignorancja? Społeczeństwo światowe jest uspakajane: „stopienie wszystkich lodów na biegunach podwyższy poziom wód o ileś tam metrów”. Cóż to jest? Drobnostka. Będziemy chodzić w kaloszach, a w każdym bądź razie zdążymy uciec na tereny położone wyżej. Być może efekt cieplarniany to obrona samej matki Ziemi? Może roztopi nadmiar lodów i uchronić nas przed kataklizmem. Być może jesteśmy świadkami początku następnej ery lodowcowej? Kto to wie…

Co może znaczyć dla nas przyjęcie hipotezy o „wielkim uskoku skorupy ziemskiej” jako podstawowego założenia? Sądzę, że dużo i to bardzo dużo. Przede wszystkim pozwoli zrozumieć, że ogólnoświatowy potop jest możliwy. Pozwoli inaczej spojrzeć na niektóre opisy starożytnych. Pozwoli też na pewną ulgę. Nie byliśmy jaskiniowcami, nie jedliśmy surowego mięsa, nie gryźliśmy się wzajemnie przy akompaniamencie nieartykułowanych wrzasków i wreszcie – małpa nie jest wcale naszą prababcią. Jesteśmy kontynuacją wielkiej cywilizacji, która dała nam podstawy nauki i uczyniła z nas takich, jakimi teraz jesteśmy.

Patrząc na przekrzywiony globus, można zrozumieć, dlaczego kiedyś w Tiahuanaco panował tropikalny klimat, dlaczego w Egipcie nie budowano miast na pustyni, dlaczego w Maribie istnieje tama na nieistniejącej rzece, dlaczego zniknęła Atlantyda, dlaczego zmieniło swoje położenie lustro wody jeziora Titicaca, dlaczego w żołądkach zamarzniętych mamutów odnajdywano resztki niestrawionego pokarmu… Wiele z tych rzeczy, nawet dla laika, staje się zrozumiałe. Prawdopodobnie to ten kataklizm był powodem wyludnienia miast półwyspu Jukatan, Teotihuacan i Tiahuanaco. Jedna zmiana podstawowego założenia, a ile może wytłumaczyć.

Megatsunami wywołane przez „wielki uskok…”, jeśli było, prawdopodobnie wpływa też na wnioski wyciągane przez dzisiejszą naukę. Dlaczego?

  • Mogło przenieść i pozostawić daleko od brzegu lub wysoko w górach wszelkiego rodzaju morskie organizmy. Szkielety ryb, muszle itp. znajdowane wysoko w górach nie muszą świadczyć o tym, że kiedyś istniało tam morze.
    • Mogło przemieszać osady denne tak, że warstwa starsza zalega dziś nad młodszą. Mogło także poprzesuwać je na duże odległości, a także na większe głębokości.
    • Mogło przenieść spłukaną z powierzchni lądu ziemię do oceanu czy morza. Wraz z nią mogły się tam znaleźć kości ludzi, zwierząt, resztki domostw czy przedmioty użytku itp. i to nie koniecznie tylko najmłodszych.
    • Spłukana ziemia niesiona wraz z falą mogła pokryć grubą warstwą duże obszary ziemi i to co się na niej znajdowało.

Jak z tego widać wszystko to, co dziś odkopujemy czy odnajdujemy z przeszłości, nie musi świadczyć o tym, że było tam od samego początku. Tak mogą powstawać błędy w ocenie znalezisk.

Poparcie dla hipotezy Hapgood’a znalazłem także w książce prof. Zajdlera „Dzieje zegara”. Analizując błędy zegarów egipskich doszedł on do wniosku:

Można […] znaleźć źródło błędów zegarów egipskich i udowodnić istnienie Atlantydy na Oceanie. Wystarczy przyjąć, że około 11500 lat temu z Ziemią zderzyło się jakieś ciało niebieskie (np. kometa Halleya) i spowodowało przesunięcie się dotychczasowych biegunów o 30° w stosunku do nowej osi obrotu (która nie zmieniła swego położenia w przestrzeni i nadal wskazuje biegun północny świata). W konsekwencji zmieniły się szerokości geograficzne wszystkich miejsc na Ziemi. Wody oceanów skierowały się w okolice „nowego” równika, zatapiając dotychczasowe lądy, nawet te najwyższe – sięgające powyżej 5000 metrów.
Przyjmując, że owo ciało niebieskie trafiło w okolice Wysp Antylskich nadbiegając od strony północnej, można dokładnie wyrysować na mapie oba (poprzedni i nowy) równiki ziemskie i wykazać, że Egipt znajdował się przed tą katastrofą kosmiczną dokładnie w rejonie, w którym „obowiązywała” rachuba czasu zgodna z kanonem odnalezionych zegarów słonecznych i wodnych.

Zaprzągł, co prawda do tego siły kosmosu, ale idea przesunięcia skorupy ziemskiej może świadczyć o tym, że hipoteza Hapgood’a nie jest całkowicie pozbawiona słuszności.

W tym kataklizmie poprzednia cywilizacja została śmiertelnie ranna. Ilu zginęło ludzi? Prawdopodobnie znaczna większość populacji wszystkich żyjących istot. Przepadła prawdopodobnie baza przemysłowa i naukowa. Nieliczni „wielcy”, którzy pozostali przy życiu rozpoczęli misję odnowy. Zbierali ocalonych, uczyli wszystkiego od nowa, przekazywali kodeks etyczny, opowiadali o starej historii. To oni tchnęli nowego ducha w pozostałych i mogli pozostać w ludzkiej pamięci jako Bogowie lub wielcy Nauczyciele.

Co na to wszystko nauka? Ogromna większość uważa, że taki uskok i ogólnoświatowe trzęsienie ziemi są   n i e m o ż l i w e.

Laik i trzęsienia Ziemi

Dlaczego na Ziemi występują wstrząsy? Ogólnie dlatego, że płyty kontynentalne napierając na siebie kondensują ogromną energię, która jest wyzwalana w bardzo krótkim czasie podczas ich przesunięcia się względem siebie. Jest może więcej przyczyn, ale ta jedna jest zasadniczą.

Moją hipotezę, być może niedorzeczną w świetle dzisiejszej wiedzy, chcę uzasadnić inaczej. Z tego też względu najpierw muszę postawić inne wstępne założenie. Podstawą będzie hipoteza Zecharii Sitchina, gdzie sumeryjski przekaz o walce Marduka z Tiamat należy odczytać jako kosmiczną katastrofę z udziałem praZiemi.

Około 4 mld lat temu (500 mln lat po powstaniu układu słonecznego) praZiemia (Tiamat) krążyła po orbicie między Marsem i Jowiszem. Nazywana była „potworem wodnym” gdyż cała ponoć była pokryta płaszczem wody. Wtargnięcie do układu słonecznego obcego ciała niebieskiego (tu zwanego Mardukiem) spowodowało katastrofę kosmiczną, w wyniku której praZiemia utraciła część swej masy (ile? – trudno powiedzieć; widoczna jest tylko utrata ponad 2/3 skorupy) i została zepchnięta na dzisiejszą orbitę Ziemi. Zderzenie tłumaczyłoby powstanie pasa planetoid, „przybranie na wadze” Jowisza, powstanie komet i pomniejszego gruzu kosmicznego, którego w zasadzie być nie powinno. Przyjęcie „sumeryjskiej hipotezy” musiało by mieć także i inne naukowe skutki. Przyjmując, że stopniowe stygnięcie Tiamat przebiegało w niezakłóconych warunkach, utworzona na niej skorupa powinna była mieć jednakową grubość na całej powierzchni. Ustalenie jej grubości mogło by pomóc w odnajdywaniu jej największych szczątków krążących do dziś w Kosmosie, a których jeden z wymiarów nie mógłby przekraczać grubość jej skorupy.

Uderzenie w praZiemię musiało spowodować wyrzucenie w kosmos ogromnej ilości materii stałej i wody, „wciśnięcie” części skorupy praZiemi do środka planety (amerykańscy sejsmolodzy odnaleźli ją ponoć 400 km w głębi Ziemi), odsłonięcie półpłynnego, gorącego płaszcza oraz spłynięcie wód w wyrwę po uderzeniu. Zetknięcie się wody z gorącym płaszczem musiało spowodować powstanie ogromnej ilości pary wodnej, która „utworzyła” pierwszą atmosferę z grubej powłoki chmur utrzymywaną siłą grawitacji.

W zgodzie z nauką, że obracające się wokół własnej osi ciało niebieskie powyżej określonej masy, a przede wszystkim o półpłynnej lub zbliżonej konsystencji, dąży do przybrania kształtu kuli, pozostała część skorupy zaczęła pękać i rozpoczęła „wędrówkę” sunąc po półpłynnym płaszczu Ziemi. Oczywiście nie mogło to być nic chaotycznego, choć mogło sprawiać takie wrażenie. Części skorupy ziemskiej pod wpływem ruchu obrotowego i bezwładności własnej masy rozkładały się na powierzchni Ziemi tak, by tworząca się kula uzyskała stan równowagi obojętnej. Prawdopodobnie nie mogło się obejść także bez gigantycznych zderzeń, które powodowały wypiętrzanie się części płyt bądź pękania na mniejsze. Ziemia odzyskiwała kształt kuli, ale kosztem wielkości.

Bajka? Wcale nie. Całkiem realna możliwość. Nie można oczywiście tego udowodnić wprost, ale pewne fakty dają dużo do myślenia. Gdzie szukać śladów pęknięcia? Jedno jest bardzo widoczne. To Grzbiet Atlantycki, miejsce działalności wulkanicznej tego oceanu. Żaden ocean nie posiada nic takiego na całej swojej długości. Ocean Spokojny działalność wulkaniczną skupia na obrzeżach w postaci „kręgu ognia”. Dno oceanu Indyjskiego jest popękane w kilku miejscach bez wyraźnego „porządku”. Wiadomo też, że kontynenty i dna oceanów to dwie różne litosfery. Dna oceanów to zastygły, półpłynny płaszcz Ziemi, który zaczął się kształtować wraz z pierwszym rozpadem kontynentów. Proces ten chyba jeszcze się całkowicie nie zakończył.

plyty-tektonicznePrzypuszczalne granice płyt tektonicznych pokrywające się z rejonami sejsmicznymi i tzw. gorące plamy

Wróćmy do problemu. Za głównego winowajcę, odpowiedzialnego za trzęsienia Ziemi, uważam Grzbiet Atlantycki. To jest główny „rozpychający się łokciami” na Ziemi. Nauka stwierdziła, że ocean Atlantycki rozszerza się od grzbietu środkowoatlantyckiego na zachód i wschód. Powodem jest ciągły wypływ magmy z wnętrza Ziemi. Czyim kosztem? Na pewno oceanu Spokojnego, który według nauki kurczy się. O oceanie Indyjskim i jego tendencjach, przyznam się, nie słyszałem. Sądzę jednak, że i on musi podlegać jakimś wahaniom powierzchni, bo stanowi część całego organizmu jakim jest Ziemia. Ponieważ wszystkie kontynenty wraz z kawałkami płyt zastygłego dna oceanów tworzą oddzielne „płyty kontynentalne” stykające się ze sobą, to najmniejszy nawet ruch Grzbietu Atlantyckiego winien powodować przeniesienie nacisku na pozostałe płyty.

Drugiej przyczyny upatrywałbym w ruchu obrotowym Ziemi i jej dążeniu do stanu równowagi obojętnej. Skorupa Ziemi nie jest materiałem jednorodnym. Składają się na nią materiały stałe (litosfera) i materiały płynne (hydrosfera). Ponadto masa skorupy nie jest rozłożona równomiernie. W miejscach łańcuchów górskich jest dużo większa niż na nizinach. Jak wiadomo, na pewnej głębokości skorupa Ziemi przechodzi stopniowo w półpłynny płaszcz i zapewne gdzieś w tym miejscu, na głębokości 400-600 km, traci swą „przyczepność”. To w tym miejscu może dochodzić do „poślizgu” twardej litosfery na półpłynnym płaszczu. Jeśli powierzchnia Ziemi, a w zasadzie masa skorupy jest rozłożona równomiernie na całej powierzchni kula obraca się płynnie zachowując równowagę obojętną. Jeśli nie, to wtedy…

Ziemia jest kulą, która poprzez ruch obrotowy wytwarza moment odśrodkowy, który dąży do równomiernego rozłożenia masy na całej jej powierzchni. Czy nasza Ziemia jest w stanie równowagi obojętnej? Na pewno nie. Zgodnie z tym co piszę, największe masy skorupy ziemskiej powinny być skupione na równiku lub w jego pobliżu, gdzie siła odśrodkowa jest największa. Tam winny się znaleźć największe łańcuchy górskie. Tak jednak nie jest. Sądzę, że trzęsienia ziemi o ograniczonym zakresie terytorialnym mogą być uwerturą do czegoś, co Hapgood nazwał „Wielkim uskokiem skorupy ziemskiej” lub też nie zakończonym jeszcze formowaniem się „nowej” geoidy po ostatnim „wielkim uskoku…”..

Ci co mieli możność zapoznać się z hipotezę Hapgood’a, a także dopuszczający możliwość zaistnienia „wielkiego uskoku…” na pewno nie mają złudzeń. Nagromadzenie się nadmiernej ilości lodu w okolicach bieguna jest zachwianiem równowagi obojętnej i mogło być przyczyną uskoku, który „ustawił” skupiska mas całej skorupy ziemskiej w równowadze obojętnej. Siłą rzeczy, po stopieniu się lodów przyczyna znika i skorupa Ziemi ponownie wchodzi w stan niezrównoważony. Sytuacja się powtarza. Nie znamy tylko mechanizmu, a właściwie jedynego „bodźca” który zapoczątkowuje ten proces. Jeśli przyjąć taki scenariusz, musimy także przyjąć, że zjawisko „wielkiego uskoku…” było, jest i będzie zjawiskiem powtarzalnym, na które my nie mamy żadnego wpływu. Teorię Hapgood’a odrzucono, bo nie jest wiadomo, jak może nagromadzić się tak wielka ilość lodu i nie wiadomo jaki jest mechanizm nastawania epoki lodowcowej.

Co może jeszcze powodować szybkie narastanie pokrywy lodowej? Skorupa Ziemi na dnie oceanów jest cienka jak pierwszy lód na kałuży. Grubość jej liczy się w kilometrach, ale siły napierających na siebie płyt nie są w stanie jej skruszyć. Co innego, jeśli zaprzęgniemy do tego „pomocnika”. Średnia głębokość oceanów nie przekracza 3-4 km. Meteoryt o średnicy kilku-kilkunastu kilometrów uderzając w ocean z dziecinną łatwością może przebić dno i zagłębić się w płynne warstwy płaszcza Ziemi. Średnica powstałej dziury nie może być mniejsza od średnicy „agresora”, może być równa lub większa albo dużo większa. Czy można wyobrazić sobie skutki? Oprócz skutków samej eksplozji, które nie raz zostały już opisane, dochodzi do wylewu płynnej magmy z dna oceanu. Zanim otwór zostanie „zalepiony”, gorąca magma bez przerwy w połączeniu z wodą tworzy trudną do określenia ilość pary wodnej, która w postaci chmur unosi się do atmosfery tworząc grubą, nieprzepuszczającą światła warstwę. Ile to trwa? Nie umiem odpowiedzieć, ale na pewno dłużej niż dni, tygodnie czy miesiące. Tym, według mnie, można tłumaczyć długotrwałe opady deszczu opisywane przez starożytnych. Wprowadzenie do ziemskiej atmosfery takiej ilości pary wodnej w postaci chmur może być też przyczyną gwałtownego ochłodzenia ziemskiego klimatu, a tym samym do nadmiernego wzrostu pokrywy lodowej na biegunach. Sądzę, że dalszy scenariusz możesz dopowiedzieć już samemu. A dowody? Trzeba zacząć szukać na dnie oceanów.

Jest to mój punkt widzenia, a że nie jestem z wykształcenia geonaukowcem, myślę, że pewne sformułowania mogą mieć pewne braki.

spojrzenie-na-biegunrozlozenie-mas-przykladowedeformacja-powierzchni

Spojrzenie na biegun Rozłożenie mas (przykładowe) Deformacja powierzchni

Spojrzenie na rozłożenie kontynentów od strony bieguna północnego już powinno uświadamiać, że masy kontynentalne nie są rozłożone równomiernie. Rozpatrując tę figurę jako płaskie obracające się koło widać wyraźnie, że punkt „A” nie ma przeciwwagi w punkcie „a”, podobnie jak punkt „B”. Już nawet bez rozpatrywania wielkości mas, mechanik stwierdziłby, że takie koło w czasie obrotu nie będzie obracało się bez wstrząsów spowodowanych tzw. „biciem”. Dopiero dodanie „ciężarków” w odpowiednich miejscach może spowodować, że koło to zacznie obracać się bez wstrząsów. Niestety, nikt nie jest w stanie tego zrobić w stosunku do Ziemi.

Rysunek drugi ma wyobrażać kulę ziemską z nierównomiernie rozłożonymi skupiskami mas na jej powierzchni. Cała zewnętrzna sfera kuli wraz z „ciężarkami” jest powierzchnią zestaloną, co znaczy, że poszczególne masy nie mogą samodzielnie wędrować po jej powierzchni. Jest to coś w rodzaju kuli wody skutej na powierzchni cienką warstwą lodu, która uniemożliwia swobodne „pływanie” poszczególnych mas. Co to może oznaczać? To, że ustalanie obracającej się kuli w równowadze obojętnej nie będzie odbywać się poprzez przesuwanie poszczególnych mas, a przez przesunięcie się całej skorupy wraz z zalegającymi na niej masami. Jest to cała filozofia „wielkiego uskoku…”. Ziemia cały czas dąży do uzyskanie równowagi stałej, a uzyskać ją może tylko poprzez przesunięcie całej skorupy. Wiemy też, że ta równowaga obojętna jest bardzo niestabilna. Zakłócić ją może każdy, nawet niewielki stosunkowo przyrost masy w obojętnie jakim punkcie na jej powierzchni. Czy to będzie warstwa lodu, czy uderzenie potężnego bolidu. Ale nie musimy czekać aż na tak spektakularne wydarzenie. Najcięższe masy winny, a w zasadzie ich wypadkowa, znaleźć się w okolicach równika. W miejscu, gdzie siła odśrodkowa jest największa. Następny „wielki uskok skorupy ziemskiej” jest więc tylko kwestią czasu.

Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia sprawa szybkości zatapiania czy podnoszenia się obszarów lądu. Ziemia jak wiadomo nie jest idealną kulą, a formą nazwaną geoidą. Siła odśrodkowa spowodowana obrotem kuli ziemskiej wokół własnej osi powoduje „wybrzuszenie” na równiku, co z kolei ma odbicie w różnicy między promieniami biegunowym i równikowym (około 22 km). Ile czasu potrzeba, by po „wielkim uskoku…” kształt Ziemi powrócił z powrotem do kształtu geoidy? Dziesiątki, setki czy tysiące lat? Czy powrót ten odbywa się w sposób ciągły i prawie niezauważalny, czy też ma charakter skokowy, gwałtowny połączony z trzęsieniami ziemi i pękaniem skorupy?

Odnoszę wrażenie, że człowiek usilnie chce, a właściwie już pomógł Ziemi w przyspieszeniu biegu wydarzeń. Efekt cieplarniany już działa destrukcyjnie. Legendarne śniegi Kilimandżaro zniknęły, gwałtownie roztapiają się lodowce Himalajów, zmniejszają się masy lodów na biegunach, w Europie nadmierne zimowe opady śniegu, a w innych krajach niespotykane ilości letniego deszczu. Coraz częstsze huragany przenoszące z oceanów nad lądy ogromne masy wody. Można się domyśleć o co mi chodzi? Wcale nie o zatruwanie atmosfery dwutlenkiem węgla. Ja myślę o gwałtownych, punktowych zmianach masy skorupy ziemskiej. „Czara” równowagi być może się już napełniła. Możliwe, że wystarczy „efekt motyla” – przelot jednego bociana z Egiptu i jego miękkie lądowanie gdzieś w Polsce zapoczątkuje katastrofę. Kropla, która przepełni czarę.

Po co zrobiono dziurę w Grenlandii?

Swego czasu, w ramach programu naukowego, na Grenlandii wykonano odwiert w głąb lodowca w celu pobrania i zbadania próbek. Badano skład atmosfery, zawartość zanieczyszczeń oraz średnią temperaturę w danej warstwie. Na tej podstawie sporządzono wykres średniej temperatury w poszczególnych warstwach i dla konkretnego przedziału czasowego. Na wykresie brakuje „zera”, bo ktoś był łaskaw zapomnieć o jego zaznaczeniu. Podano tylko, że pomiędzy 12 a 10 tysiącami lat temu wzrost średniej temperatury wyniósł około 7°C.

srednia-temperatura-wzrost-o-7-stopni-miedzy-12a-10-tsysiacem-lat

Na tej podstawie wyciągnięto wniosek, że epoka lodowcowa zakończyła się „z hukiem” około 12,5 tysiąca lat temu. Drugim wnioskiem był ten, że przez okres ponad stu tysięcy lat na Ziemi panowała epoka lodowcowa oraz ten, że klimat na Ziemi przypomina huśtawkę.

Jako laik nie mogę kwestionować wyników badań, ale mogę postawić kilka pytań. Pierwsze i zasadnicze – jak można badania jednego małego punktu rozciągnąć na cały glob? Czy znaczy to, że jak w mojej polskiej wiosce leje jak z przysłowiowego cebra, to farmer w USA też tego doświadcza w tym samym czasie? Moje wnioski są zupełnie inne. Szanowni luminarze nauki żartują sobie ze zwykłych ludzi? Przecież to jest normalne, że epoka lodowcowa wokół obu biegunów trwała, trwa i będzie trwać wiecznie.

Owszem widzimy zmiany temperatury, ale są to zmiany tylko i wyłącznie dotyczące Grenlandii. Nie ma żadnej pewności, że takie same wahania temperatury obejmowały rejon równika. Z wykresu wyciągam też wniosek, że przez ostatnie 100 tysięcy lat Grenlandia znajdowała się w strefie biegunowej. 12 tysięcy lat temu nastąpił gwałtowny wzrost średniej temperatury, spowodowany, być może, przesunięciem się całej wyspy poza rejon bieguna. Widać także, że stopniowe podnoszenie się temperatury trwało około 2000 lat. Mam prawo również wyciągnąć wniosek, że pomiędzy 100-150 tysięcy lat temu Grenlandia leżała poza klimatem polarnym. Mogę też przypuszczać, że Grenlandia ponad 100 tysięcy lat temu rozpoczęła swą „wędrówkę” przez okolice bieguna północnego i być może trasę wyznaczał 70 południk.

Czy może to oznaczać, że kontynenty nie są na stałe związane z jednym geograficznym położeniem? Oczywiście. I może to oznaczać także, że Hapgood ma rację. Ziemia nie jest planetą stabilną i jeszcze długo nią nie będzie. Ale to jest zbyt proste, by mogło zostać uznane za rzeczywiste. Natura pokazała tę możliwość, ale ci co ją ujrzeli, swych „wrażeń” nie mogli przekazać nikomu, bo w wyniku „doświadczenia” stracili życie, a ci co usiłują to przekazać są uważani za idiotów z nadmiernie wybujałą fantazją. Cytowany przekaz Hopi wkłada się między bajki, bo jak „czerwony” może być mądrzejszy od „białego”.

Czy jest możliwy ogólnoświatowy potop ?

Czy jest możliwy ogólnoświatowy potop? Uczeni obliczyli, że gdyby stopić jednocześnie obie czapy lodowe na biegunach, poziom wody na całej kuli ziemskiej podniósł by się o kilka czy kilkanaście metrów, ale gdzie tu mamy do czynienia z wodą sięgającą najwyższych szczytów górskich?

Czy jest możliwe zatopienie całej Ziemi aż po najwyższe szczyty? Nie. W taki sposób na pewno nie. Skąd bowiem wziąć tyle wody? Musiałoby jej być objętościowo kilka a nawet kilkakrotnie więcej niż jest dzisiaj we wszystkich oceanach, morzach, lodowcach, w Ziemi i w atmosferze razem wziętych, a i prawdopodobnie tego było by za mało. Wraz ze wzrostem wysokości objętość wody musiałaby wzrastać w tempie wykładniczym. Jest to według mnie koronny dowód na to, że tego rodzaju potopu być nie mogło.

Spotykane opisy mogą być opisami naocznych świadków, ale prawdopodobnie odnoszą się tylko do zjawisk miejscowych. W przeciwnym wypadku musiałoby dojść do ogólnoświatowego (ówczesnego oczywiście) sympozjum w celu uzgodnienia jednolitego poglądu, a jak zapewne wiemy nic takiego nie miało miejsca. Jedno co jest pewne to fakt, że opisy potopu występują na całym świecie, niezależnie od miejsca, rasy czy kultury.

Opisy w stylu: „ziemia kilkakrotnie zapadała się pod wodę i wynurzała się” może być opisem następujących po sobie fal tsunami. Kataklizmu na ogólnoświatową skalę nie wywoła lokalne trzęsienie ziemi, trzęsienie podmorskie czy osunięcie dna morza. Sądzę, że taki kataklizm, może wywołać tylko coś w rodzaju „wielkiego uskoku…”. Zjawisko globalne i jednoczesne. Jednak opisy tego będą różnić się znacznie, w zależności od miejsca obserwatora. Zamieszkujący wybrzeża czy wyspy oceaniczne nie napiszą nic ze względów oczywistych. Ci co przeżyją, to mieszkańcy gór, niekoniecznie kwiat inteligencji, a opisy ich siłą rzeczy nie będą „fachowe”, a tylko subiektywne i do tego zależne od inteligencji i zasobu słownictwa opisującego.

Teoria Haapgod’a tłumaczy wiele choć na pewno nie wszystko. Przy założeniu istnienia „wielkiego uskoku…” można jednak wytłumaczyć wiele zjawisk w starożytnej historii Ziemi bez odwoływania się do hipotez wziętych „spod kapelusza”. Prosto i logicznie.

Czy „wielki uskok…” pozostawił ślady ?

Osobiście odnoszę wrażenie, że tak, choć mam świadomość, że mogę być w tym osamotniony. Jak wiadomo, nauka ma na wszystko odpowiedź. To, że w piramidach nie znaleziono szczątków władców zawdzięczamy złodziejom. To, że wiele starożytnych posągów i budowli odnaleziono rozbitych, zawdzięczamy „gniewowi uciskanego ludu”. Mam wrażenie, że to bajeczki dla grzecznych dzieci. Proszę, oto kilka wybranych „krajobrazów” po przejściu tłumu „uciskanych i niezadowolonych”. Moim jednak zdaniem zadziałały tu o wiele większe siły.

machu-picchu-swiatynia-glownamachu-picchu-fragment-swiatyni-trzech-okien

Dwa zdjęcia z Machu Picchu. Po lewej „Świątynia główna”, której zapadnięty narożnik może świadczyć o jakiejś podziemnej konstrukcji. Po prawej fragment „Świątyni trzech okien”. Widać wyraźnie poprzesuwane bloki, które ważą po kilka, kilkanaście ton. Małe trzęsienie ziemi, ze względu na specyfikę budowy, nie byłoby w stanie ich poruszyć. Ludzie też nie.

ollantaytambopuno

Oznaki totalnego „bałaganu” w Ollantaytambo, a po prawej w Puno. Rozrzucone „drobiazgi” mają ogromną wagę. Nie zdołali ich ruszyć konkwistadorzy, nie zdołali także i współcześni próbujący „uporządkować” teren dla turystów. Ze względu na wagę elementów nie należy się też spodziewać szybkiej rekonstrukcji

puma-punku-tiahuanacobrama-slonca

Ogromne zniszczenia w Puma Punku (Tiahuanaco). Do dziś nie ma „silnego” by ułożyć z powrotem te puzzle. Po prawej jedna z pierwszych rycin przedstawiająca „Bramę Słońca”. Pęknięcie było wyraźne, a także widać, że do połowy była zagrzebana w ziemi. Naniesienie takiej warstwy ziemi, według mnie, spowodował atak wody z jeziora Titicaca, poprawiony być może przez tsunami, które przelało się przez Andy

cuscocorichanchy-w-cusco

 

 

 

 

 

Kto lub co jest w stanie doprowadzić do pęknięcia tak dużych, jednolitych bloków kamiennych? Po prawej blok kamienny z Corichanchy w Cusco, po lewej z jego okolic, wyglądający tak, jakby pod nim zdetonowano ładunek wybuchowy lub zrzucono go z dużej wysokości.

wyspa-wielkanocna-posagi-moaiwyspa-wielkanocna-posagi-moai-2

Wyspa Wielkanocna i bezładnie stojące posągi Moai. Czy to przypadkiem nie tsunami przesunęło je od brzegu pod górę na zbocze wulkanu przykrywając warstwą ziemi i mułu? Osuwająca się z góry ziemia winna je wszystkie powalić, tymczasem stoją, z nielicznymi wyjątkami, pionowo. Swoją drogą, jestem ciekaw, czy ktoś próbował odkopać choćby jedną rzeźbę do jej podstawy, by zobaczyć jak jest duża oraz pobrać próbki ziemi, by sprawdzić czy nie zawierają śladów działania tsunami (muszle, szkielety ryb lub szczątki innych, typowo morskich organizmów, sól morska itp.). Obok pęknięty wpół posąg. Czy rozbicia posągu mógł dokonać człowiek? Dziesięciokilowy młot mieści się swobodnie w jego dziurce od nosa.

angkor-w-kambodzy angkor-w-kambodzy-2

 

 

 

 

Angkor w Kambodży. Klasyczne „pobojowisko” po trzęsieniu ziemi. Te ruiny nie rozpadły się ze starości. Gdyby tak miało być, w gruzach legło by zapewne wszystko. Nie uczynili tego także ludzie. Nie niszczy się własnych świątyń, a wróg starałby się zrównać wszystko z ziemią.

palenquedelfy-greckieaksum

 

 

 

Na zdjęciu z Palenque widać brak zewnętrznych ścian budynku stojącego na szczycie piramidy. Z każdej jego strony pozostała tylko połowa łukowatego sklepienia. Wygląda tak, jakby zostało rozsadzone od środka. Część gruzu leży na stokach piramidy, część została uprzątnięta. Na środkowym zdjęciu potrzaskane „klocki Lego” z greckich Delf. Na ostatnim zdjęciu roztrzaskana kolumna w Aksum. Gdyby tu miała działać teoria o gniewie ludu, to dlaczego pozostałe kolumny stoją nietknięte?

egiptegipt-2

 

 

 

 

Na koniec przenieśmy się do Egiptu. Leżące bezładnie roztrzaskane elementy, posągi, rozbite i poprzekrzywiane kolumny, rozrzucone części okładziny z piramid, pozarywane stropy budowli. To nie jest dzieło wzburzonego tłumu, jak chcieliby niektórzy. To jest pokaz sił natury. Potężnej natury.

egipt-3egipt-4egipt-5

 

 

 

 

Czy wszystko to, co pokazałem, ma udowodnić tezę o ogólnoświatowym trzęsieniu ziemi? Nie. Chciałem tylko pokazać, że jest to możliwe. „Słuszność” interpretacji zależy od tytułów naukowych i siły przebicia interpretatora. Nikt dotychczas nie pokwapił się o ustalenie czasu kataklizmu poszczególnych kompleksów. Zresztą chyba jest to niemożliwe, bo naukowcy nie potrafią go jednoznacznie określić. Wszystko to jednoczy jedynie ogromna skala zniszczeń, a zauważmy, że niektóre tu pokazane miejsca nie należą do najaktywniejszych rejonów sejsmicznych.

I jeszcze jedno. Na pewno znana jest czynność zwana „wykopaliskami”. Praca archeologa jest bardzo ciężka chociażby ze względu na to, że prawie wszystko musi odkopać lub wykopać. Ogromna ilość budowli starożytnych jest po prostu zasypana ziemią. Przecież, za wyjątkiem pustyń gdzie burze piaskowe przemieszczają olbrzymie ilości piasku, pozostałe ruiny winny znajdować się na powierzchni Ziemi. Dlaczego są zakopane? Czy to jest przypadek? Chyba nie. To prawdopodobnie ogromne tsunami, przetaczając się przez ląd, oprócz wody niosło z sobą olbrzymie ilości osadów i wypłukanej ziemi. To one, oprócz zniszczeń, spowodowało także ich zasypanie. Logiczne?

Sądzę, że zdjęcia pokazują zniszczenia spowodowane „wielkim uskokiem…”. Budowle nie zostały odbudowane, bo nie miał kto tego zrobić lub nie miał środków. Zwyczajny człowiek nie był i nie jest w stanie tego zrekonstruować. Zniszczyć w taki sposób też nie. Materiały wybuchowe i broń atomowa to stosunkowo niedawny wymysł.

Czy woda może być śladem?

Jakiż to ślad, co może spłynąć, wsiąknąć lub wyparować? A jednak. Może nie tyle ślad, co poszlaka wskazująca na zaistnienie „wielkiego uskoku…”, a w zasadzie jego niszczycielskiego następstwa – wielkiego, ogólnoświatowego tsunami. Ten ślad, to wody śródlądowe, a w zasadzie ich wyjątki – śródlądowe wody słone. Czym różni się woda morska od słodkiej? Woda morska to roztwór zawierający rozpuszczone jony chlorkowe (55%), sodu (30%), a także siarki, magnezu, wapnia i potasu. W wodzie słodkiej przeważa krzemionka (15%), jony wapnia (17%) i siarki (21%). Woda morska ma „stałego dostawcę” swoich składników w podmorskiej działalności wulkanicznej gdzie wypływająca magma to nic innego jak stop krzemianowy, w skład którego oprócz krzemionki wchodzą: żelazo, magnez, wapń, sód oraz substancje lotne, między innymi chlor, dwutlenek węgla oraz przegrzane roztwory wodne.

Obieg wody w przyrodzie nie zmienił się od samego początku i paradoksalnie największym i jedynym „dostawcą” słodkiej wody są słone oceany. Ogromne ilości parującej wody z oceanów dostają się do atmosfery i byłaby to zapewne czysta woda destylowana, gdyby nie zanieczyszczenia atmosfery, których także dostarcza ludzka działalność szczególnie przez ostatnie dwa wieki. Te ogromne „latające cysterny” słodkiej wody są przenoszone nad lądy gdzie woda jest uwalniana w postaci deszczu, śniegu lub gradu. Woda wsiąka w ziemię i przechodząc przez kolejne jej warstwy filtruje się oraz nasyca solami mineralnymi zbierając się w warstwach wodonośnych, które znalazłszy ujście tryskają poprzez liczne źródła tworząc zaczątki rzek. Rzeki z kolei spływają do mórz i oceanów i cykl powtarza się od nowa. Nie wszystkie jednak rzeki kończą swój bieg w morzu. Pewna ich część na nieprzepuszczalnej warstwie (gliny, skały) tworzy nie mające nigdzie ujścia zbiorniki śródlądowe dodatkowo zasilane opadami. Wynika z tego, że wszystkie zbiorniki wodne utworzone w środku lądu powinny zawierać tylko słodką wodę. Tak jednak nie jest. Znane są wyjątki jak jezioro Titicaca w Andach, morze Kaspijskie czy umierające morze Aralskie w Rosji lub morze Martwe na pograniczu Izraela i Jordanii. Wszyscy słyszeli także o takich pozostałościach jak Wielkie Słone Jezioro w USA, obok którego znajduje się Wielka Pustynia Słona czy ogromne „salinas” Uyuni w południowej części andyjskiego Altiplano i Wielka Pustynia Słona w dzisiejszym Iranie. Skąd się wzięły?

mapa-ziemi-martwe-tereny

Uczeni twierdzą, że jezioro Titicaca było w przeszłości morską laguną zamkniętą przez wypiętrzające się Andy. Jak zatem tą hipotezę zastosować do nizinnego morza Kaspijskiego? Jak wypiętrzyło się morze Aralskie mające za stosunkowo bliskiego sąsiada zbiornik w połowie słonej (zachodnia część) i w połowie prawie słodkiej wody (wschodnia część) – jezioro Bałchasz? Przyjmując, że wypiętrzanie gór zakończyło się około 100 mln lat temu, to wszystkie słone zbiorniki śródlądowe winny być rajem dla zwolenników ewolucji i co jakiś czas winniśmy mieć do czynienia ze światowymi sensacjami o odnalezieniu kolejnego reliktu epoki dinozaurów. Dlaczego nie mamy? Dlaczego ta hipoteza nie działa jednakowo wszędzie? A jeśli geneza powstania słonych zbiorników śródlądowych jest zupełnie inna?

Sądzę, że te zbiorniki słonej wody to pozostałość po „wielkim uskoku…” i jego gigantycznym tsunami. Wody oceanów i mórz uwięzione w środku lądów, a jeśli tak, to jezioro Titicaca jest „oceanem Spokojnym” uwięzionym wysoko w Andach, podobnie jak morze Martwe może być cząstką uwięzionego morza Śródziemnego. Morze Kaspijskie to wody oceanu Lodowatego, które spłynęły na najniżej położone tereny nie mając możliwości powrotu. Tam gdzie utworzyły się głębokie zbiorniki woda dotrwała do dziś. Płytkie zbiorniki wyparowały i dziś oglądamy wielkie solne równiny jak w Salt Lake czy Uyuni. Morze Martwe, w którym jak wiemy, nie można się utopić jest zbiornikiem o najwyższym stężeniu soli. Dlaczego tak się dzieje? Sądzę, że w tym klimacie ogromnych ilości parującej wody nie jest w stanie uzupełnić jedna rzeka Jordan i rzadkie opady deszczu. Werset 14,3 Księgi Rodzaju brzmi: „Wszyscy ci zeszli się w dolinę Leśną, która teraz jest morzem Słonym.”. Czy to o czymś mówi? A co się stało z morzem Aralskim? Po odcięciu dwóch źródeł zaopatrzenia Amu-Darii i Syr-Darii, których wody skierowano na pola bawełny, w ciągu niespełna półwiecza zmniejszyło swą powierzchnię o ponad połowę, pozostawiając pokłady soli, które dziś po okolicznym stepie rozwiewa wiatr czyniąc glebę nieurodzajną.

Takich śladów powinno być więcej, ale nic o nich nie wiadomo, bo nie prowadzi się badań tego typu. Szkoda, bo na podstawie warunków klimatycznych, wielkości zbiornika, szybkości parowania wody, możliwości jej naturalnego uzupełniania można by stworzyć model, który mógłby zaprowadzić nas w czasie do początków jego powstania. Badania osadów dennych powinny dać odpowiedź na pytanie czy woda w takim zbiorniku uległa gwałtownej „wymianie” czy jest tam od samego początku. Badania starej linii brzegowej też winny dać odpowiedź na pytanie, czy powierzchnia takiego zbiornika nie wykazuje żadnych odchyleń, tak jak to ma miejsce z linią brzegową jeziora Titicaca. W końcu należało by zbadać chemiczny skład wody i porównać go ze składem oceanów czy mórz.

Znana jest też ciekawa hipoteza „odsunięcia się” brzegu zatoki Perskiej od starożytnych miast Mezopotamii (Ur, Eridu,Larsa czy Lagasz), które tłumaczy się tysiącleciami nanoszenia mułu z głębi lądu przez Eufrat i Tygrys. Dlaczego ta hipoteza nie pasuje do Nilu, rzeki wielokroć potężniejszej od dwóch pozostałych? Na dnie morza u wybrzeży Aleksandrii odnaleziono pozostałości pałacu Kleopatry (ponoć) w ogóle nie przykryte mułem, a także stare koryto Nilu sięgające daleko w morze. Czy przypadkiem za zasypanie miast starożytnej Mezopotamii i „odsunięcie się” linii brzegowej zatoki Perskiej nie odpowiadają masy wody gigantycznego tsunami po „wielkim uskoku…” uwięzione w dolinie Eufratu i Tygrysu, spływające jedyną możliwą drogą do zatoki Perskiej? Czy nie warto przeprowadzić analiz warstwy osadów pokrywających starożytne miasta Mezopotamii?

Jeśli zbadamy słone wody śródlądowe przynajmniej w większej części świata, wnioski mogą być nader interesujące.

Siedemnaście stopni Daenikena

Pozwolę sobie zwrócić jeszcze uwagę na zjawisko natury czysto geograficznej, które można wytłumaczyć tylko „wielkim uskokiem skorupy ziemskiej”. Nie pomoże tu żadna teoria „wędrówek kontynentów”, przytapiania lądów czy też wielkich trzęsień ziemi. Mogą one zmienić wygląd powierzchni ale nie zmienią radykalnie kierunków geograficznych. Na początek cytat z książki Ericha von Daenikena „Dzień, w którym przybyli bogowie”, gdzie opisuje swoją wizytę w Tikal:

Staliśmy na szczycie świątyni I. […] Kompas potwierdzał to, co widziałem: świątynia IV, I i V tworzyły trójkąt prostokątny. Ale co w tym dziwnego? Dlaczego nie miałby to być przypadek? Powiedziałem to na głos. – Nie o to chodzi – pouczył mnie Julio. – Zauważył pan, że ani jedna ze świątyń nie jest zorientowana zgodnie ze stronami świata. Przed chwilą przyznał pan, że świątynia IV, I i V tworzą trójkąt prostokątny. Ale w jakim kierunku odchodzą od osi północ-południe ramiona tego trójkąta prowadzące do świątyni V i I? Rozbawiony oddał mi kompas.
Spojrzałem na świątynię V. – Tak na oko 15 do 17 stopni na północny wschód – odparłem niezdecydowanie – może ten stary kompas nie jest za dokładny… – Dokładnie 17 stopni! – triumfował Julio Chaves, inżynier, który to musiał to wiedzieć na pewno. – Mówię panu, że nic tu nie jest przypadkowe! Nic nie rozumiałem. Co ma znaczyć ta bzdura z siedemnastoma stopniami odchylenia na północny wschód? Don Eric! – Julio teraz mówił spokojnie i stanowczo. Podniosłem wzrok ku jego twarzy. – Tula. Chitzen-Itza. Mayapan. Teotihuacan… To tylko kilka słynnych miast Majów, które można znaleźć w każdym przewodniku. W każdym z tych miast osie budynków odchylają się o siedemnaście stopni na północny wschód. Przypadek? […] Powoli zaczęła do mnie docierać niesamowitość tej informacji. Julio chciał dowieść, że ośrodki kultowe Mezoameryki zbudowano według planu, określającego szczegółowo zorientowanie budowli.

glob-linie-odchylenia

Koncepcję oparłem na założeniu, że projekty pojedynczych budowli czy kompleksów budowlanych uwzględniały

położenie ich według kardynalnych kierunków geograficznych. Chodzi tu oczywiście o budowle mające bardzo ważne znaczenie dla całej społeczności, religii czy państwa. Czy było to dyktowane wiedzą o oddziaływaniu pola magnetycznego Ziemi, tradycją czy wymogami religii trudno mi powiedzieć, pozwala jednak stwierdzić, że społeczeństwa te (a przynajmniej ich projektanci) musiały dysponować wiedzą o Ziemi.

Przypuszczam, że tak jak my, tak i oni za najważniejszy uważali kierunek północy, który pokrywa się z osią obrotu Ziemi oraz wyznacza jednocześnie kierunek wschodu Słońca w dniu równonocy. Takie „dziwne” odchylenia nie są jedynie domeną Mezoameryki, spotyka się je na całym świecie, choć z reguły są pomijane jako mało ważne lub w ogóle nie zwraca się na nie uwagi.

O wędrówce bieguna północnego przez kontynenty mówi się niezmiernie rzadko, a odnalezienie jego współrzędnych w określonym przedziale czasowym jest raczej niewykonalne. Lakonicznie stwierdza się, że biegun północny wędrował gdzieś od Alaski i około 12 tysięcy lat temu znajdował się w okolicy wyspy Akpatok na północy Labradoru. Muszę więc opierać się tylko na tej informacji i na tym próbować budować dowody. Przemieszczenie całej skorupy ziemskiej spowodowało przesunięcie się bieguna w nowe miejsce, dzisiejsze. Spójrzmy na rysunek i zrozumiemy, że na Jukatanie musiało to spowodować przesunięcie się kierunków osi budowli na północny wschód, natomiast w Europie i północnej Afryce w stronę odwrotną na północny zachód.

Niestety u boku archeologa nie pracuje zawodowy geodeta, bo archeolog nie widzi potrzeby angażowania go do badań. Stąd „dziwne” przypuszczenia i jeszcze dziwniejsze teorie. Powinno się przeprowadzić dokładne wyliczenia dla każdego kompleksu i porównać to ze współrzędnymi obecnego bieguna. Przyjęcie założenia o zaistnieniu w przeszłości uskoków skorupy ziemskiej pozwoliło by także na umiejscowienie w czasie budowy tych kompleksów. Dlaczego się tego nie robi? Prawdopodobnie w celu uniknięcia szoku i jego następstw wśród rzeszy naukowców, gdyby się okazało, że datowane przez nich miasta powstały w zupełnie innych czasach.

Podobne badania winno się przeprowadzić z linią brzegową jeziora Titicaca i sprawdzić, czy zmiana położenia lustra wody nie została spowodowana przez ten sam kataklizm. Poza tym należało by użyć sieci geodezyjnych satelitów do zeskanowania współrzędnych biegunowych punktów skorupy Ziemi. Punkt w środku kwadratu o wymiarach metr na metr lub większy, winien zawierać trzy wymiary – kąt położenia względem równika, kąt odchylenia od południka zerowego oraz bezwzględną odległość od środka Ziemi. Utworzyło by to trójwymiarowy globus ziemski bez jego wód. Wprowadzenie do programu równania powierzchni wody z uwzględnieniem powierzchni geoidy i oznaczenie na niebiesko jej punktów ukazało by obraz Ziemi w każdym położeniu biegunów zaś symulacja ruchu wody przy zmianach położenia biegunów mogła by pokazać wielkość i zasięg powstałego przy tym tsunami. Proste, prawdaż? Wtedy, przy symulacji „wielkiego uskoku…” okazałoby się dlaczego wysoko w górach odnaleziono szczątki wieloryba, a nie mówić, że dawno, dawno temu było tam morze. Wtedy też można by sprawdzić czy Piri Reiss i jemu podobni mieli rację.

W ten sposób można by udowodnić istnienie nie tylko Atlantydy, ale i lądów na Pacyfiku czy oceanie Indyjskim. Można by także uwiarygodnić istnienie zaginionych miast, które dziś leżą zapomniane pod powierzchnią wody, a także dziwnych śladów prowadzących wprost do morza czy oceanu. Ta sama symulacja winna wyjaśnić klimat w ówczesnym Egipcie, na półwyspie Arabskim, w dorzeczu Eufratu i Tygrysu, że tylko o nich wspomnieć. Za pomocą tej samej symulacji można sprawdzić, co stało się z punktem wschodu słońca podczas równonocy w Egipcie. Moją hipotezą jest ta, że znak podwójnego lwa z symbolem wschodu słońca w Egipcie (dwie pumy w Ameryce środkowej) mówią o tym, że „dom” Słońca, w wyniku „wielkiego uskoku…”, dwukrotnie, raz po razie znajdował się w znaku lwa.

Wspomnieć też trzeba o badaniach warstw lawy wypływającej z grzbietu atlantyckiego i odkryciu, że w zastygłych pokładach zachował się układ linii ówczesnego pola magnetycznego. To być może pozwoli na określenie położenia biegunów w dawnych czasach. Uporczywie wraca tu myśl, że w dzisiejszych czasach badania archeologiczne nie mogą obejść się bez współpracy z innymi dyscyplinami, a przede wszystkim z geodezją, geologią, astronomią i podobnymi. I jeszcze jedna myśl. Dlaczego starożytni budowniczowie tak ogromną wagę przywiązywali do budowania w kierunkach kardynalnych, przede wszystkim północ-południe? Czy znali wielki wpływ pola magnetycznego Ziemi na ludzi? Czy kontynuacją tej myśli są dzisiejsi radiesteci?

Jak to wygląda w praktyce ?

tikal-rysunekWykonałem kilka rysunków, które ilustrują wspomniane wyżej odchylenia budowli, czy całych kompleksów od kierunku północy. Na pierwszy ogień wziąłem kompleks Tikal w Ameryce Środkowej. Na jego przykładzie chcę pokazać na jakie trudności można napotkać w określaniu odchylenia. Na szkicu widać dwa, wykreślone linią przerywaną, kierunki. Jeden pokrywa się z dzisiejszą północą, drugi zaś przebiega na wschód od niej. Który z nich jest właściwy? Nie wiem. Aby to stwierdzić należy wziąć pod uwagę, które budowle powstały najwcześniej, co miało wytyczać ten a nie inny kierunek, przez jakie budowle on przebiega, czy są podstawy do przyjęcia takiego założenia itd.

Takich kierunków w samym Tikal można wytyczyć kilka, jeśli nie kilkanaście. Gdy weźmiemy pod uwagę grubszy, czerwony kierunek, stwierdzimy, że pokrywa się z dzisiejszym kierunkiem północy. Druga, cieńsza linia wskazuje już inny kierunek. Ponadto nie wiemy, co miało wyznaczać ten kierunek. Czy w budowanych piramidach o podstawie kwadratu kierunek północy wytyczały boki, czy też przekątne piramidy? I na koniec, czy jesteśmy pewni, że archeolog wykonujący szkic dokładnie wyznaczył kierunek północy na planie wykopalisk? Już widzę ich obrażone miny. Panowie archeolodzy, kierunku północy nie powinno się wyznaczać na podstawie wskazania kompasu. Dlaczego? Choćby z kilku powodów.

Kompas nie zawsze trzyma się idealnie prostopadle do ziemi i nie ma pewności czy w pobliżu, np. pod ziemią nie zalegają rudy żelaza, czy nie ma jakiegoś „składu złomu”, czy w pobliżu nie przebiega naziemna lub podziemna trakcja elektryczna itd. Dokładność wyznaczenia kierunku północy zapewnia tylko użycie giroskopu. To jest jedna z przesłanek, aby przy prowadzeniu wykopalisk był obecny zawodowy geodeta i jemu w zasadzie powinno się powierzać wykonywanie dokładnych map badanego miejsca.

teotihuacan-rysunekKompleks Teotihuacan w Meksyku jest uważany za najstarszy na tym kontynencie. Miejsce „narodzin bogów” lub „miejsce gdzie staje się bogiem”. Tutaj kierunek zdaje się narzucać szeroka aleja nazwana, nie wiedzieć czemu, aleją zmarłych. Jest odchylona od kierunku dzisiejszej północy o około 18° w kierunku wschodnim. Powstanie Teotihuacan nauka umieszcza pomiędzy 100 a 600 rokiem naszej ery. Prawie 1000 lat później hiszpańscy konkwistadorzy zastają już tylko zapomnianą i zasypaną ziemią ruinę?

Czy to jest właściwa data powstania tego kompleksu? Obawiam się, że nie. Przekazy starożytne mówią, że Teotihuacan zbudowały olbrzymy w epoce drugiego „Słońca”. Nie wiadomo co kryją największe piramidy. Świątynia Quetzalcoatla została odkopana spod grubej warstwy ziemi. Naukowcy przypuszczają, że piramidy Słońca i Księżyca kryją w sobie trzy lub cztery mniejsze piramidy usypywane każda na poprzedniej. Ponadto istniejący kompleks odkopano z pod warstwy ziemi, co wytłumaczono tym, że cały naród zasypał swoje budowle, by nie dostały się w inne ręce. Pomyślmy logicznie – Teotihuacan opuszczono z powodu głodu, ale ten głodny, wycieńczony naród zdołał jeszcze własnymi rękami zasypać tyle hektarów. Niewinny żarcik? Teotihuacan świadczy bez wątpienia o jednym. Wiele pokoleń kontynuowało tu swe życie. Dlaczego więc w ciągu zaledwie niecałego tysiąclecia miasto popadło w ruinę? Stara śpiewka – zaraza, głód, wybuch pobliskiego wulkanu, pożar i wojny religijne. Ja sądzę, że przyczyny należy szukać w tych 18 stopniach. „Droga śmierci” powinna dokładnie wskazywać kierunek północy, ale poprzedniego bieguna. Wyludnienia zaś dokonało megatsunami, które przetoczyło się przez Jukatan około 12,5 tysiąca lat temu. Fala wysokości kilku kilometrów zatopiła cały Jukatan. Miasto zostało pokryte warstwą ziemi niesioną przez wodę i popadło w ruinę, bo nie było już komu go odbudować.

palenque-rysunekZapewne podobny los musiał spotkać także Palenque. Główna oś całego kompleksu też jest odchylona w kierunku wschodnim. Tu wyludnienie też tłumaczy się tym samym, pominąwszy tylko wulkan, bo takiego nie ma w całej okolicy. Dziwna rzecz. Miasta w rozkwicie, doskonałe warunki komunikacji (jak wiemy zdjęcia satelitarne pokazały niebywałą sieć szerokich na 12 m dróg na całym Jukatanie) i nagle trach! ludzie wynoszą się gdzie indziej (gdzie – nie mówi się). Nie można nawet wskazać miejsca, gdzie te uciekające populacje założyły nowe miasta. W około nędzne chaty, tak jakby z opuszczeniem starych miast wszyscy nagle zapomnieli jak się buduje. Czy to jest wiarygodne wytłumaczenie? Na pewno nie. Brak nowych miejsc osiedlenia się wskazywać może na jedno. Ta cała populacja zginęła nagle. Jak? Pisałem wyżej.

tiahuanacoZ Ameryki Południowej – przykład Tiahuanaco. Jest uważane przez niektórych za najstarsze miasto świata. Główny kompleks Kalasasaya, piramida ziemna Apacana i Puma Punku – każde inaczej skierowane w stosunku do głównych kierunków geograficznych. Jeśli za podstawę przyjąć kompleks główny (to ten w którym znajduje się słynna Brama Słońca), to wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jeśli za punkt wyjścia przyjmiemy ukierunkowanie Apacany sytuacja się komplikuje i hipoteza zaczyna się chwiać. Ale to nie jest rzetelne podejście, tylko nagięcie faktu do teorii. Możliwe tłumaczenie to takie, że Tiahuanaco być może budowano w kilku etapach, o których nie mamy pojęcia. Koronnych dowodów należałoby szukać gdzie indziej, w pobliskim jeziorze Titicaca. Odnaleziono tu poprzednią linię brzegową nachyloną w stosunku do dzisiejszej. Gdyby jezioro wysychało w niezmiennych warunkach, to stara linia brzegowa byłaby równoległa do dzisiejszego lustra wody, a nie jest.

abydos-ozyrejonsakkaraWykonajmy teraz skok do Afryki. Jeśli obejrzane pierwsze rysunki w miarę dokładnie oddają treść teorii, to zgodnie z nią kierunki najstarszych budowli Egiptu winny przebiegać w lewo od kierunku dzisiejszej północy, a więc w kierunku zachodnim. Moje przykłady (Ozyrejon i Sakkara) się zgadzają. W Abydos znajduje się Ozyrejon oraz świątynia Setiego II. Oś długa obydwu, przed wielkim uskokiem, skierowana była na wschód Słońca w dniu równonocy. Dlaczego? Budowano tak, by wschodzące Słońce oświetlało główne wejście do świątyni. Coś w rodzaju „wejścia boga”. Takie rozumowanie narzuca kierunek północy dla jednego z boków świątyni. I tak jest przedstawione na szkicu. Inaczej rzecz się ma z piramidami. W artykule o Orionie i piramidach, założyłem, że piramidy były skierowane na północ swoimi przekątnymi i to w Sakkara z grubsza by się zgadzało.

Czy zastanowiło już kiedyś kogoś, dlaczego kromlech Stonehenge jest tak dziwnie ukierunkowany? Dlaczego nie według stron świata? Wały wytyczające „aleję” wejściową kierują się gdzieś w stronę północnego wschodu, czyli astronomicznie „nigdzie”. Z tego kierunku nigdy nie wschodzi Słońce ani jakaś „znacząca” gwiazda. Sytuacja byłaby rozwiązana, gdyby ten kierunek wskazywał punkt, gdzie wschodzi Słońce w dniu równonocy. Tak, tylko wtedy kierunek północy musiałby wskazywać na okolice Akpatok – miejsce bieguna północnego sprzed 12,5 tysiąca lat.

Moim celem nie było, ani nie jest zdruzgotanie obowiązującej teorii. Moim celem było pokazanie, że „coś w tym jest” i jeżeli moja interpretacja jest do przyjęcia, to mnie cieszy. Jest jakiś punkt zaczepienia dla własnych przemyśleń.

Co wyszło z obliczeń ?

Dla ciekawych, chcących sprawdzić te obliczenia, dodałem rysunek, na którym oparłem się w swoich wyliczankach.

obliczenia

Siłą rzeczy nie są to obliczenia dokładne i to z kilku powodów:

  • nie znam dokładnych współrzędnych bieguna w okolicy wyspy Akpatok,
  • współrzędne miejsc brałem z atlasu geograficznego i nie wszystkie zdołałem odczytać (brak miejscowości, mapka złożona z dwóch oddzielnych stron itp.),
  • znalazłem różne wyznaczenie kierunku północy na szkicu miejscowości (z tym spotkałem się na szkicach Monte Alban),
  • brak pewności, czy określony kierunek, jest tożsamy z tym, który zakładali budowniczy.

To tylko kilka przyczyn, dla których nie mogę mieć pewności co do prawidłowości swoich obliczeń. Poniżej, w tabelce, zestawiłem wyniki. Wnioski nie są budujące. Przykładowo, wyliczenia dla Gizy, stawiają pod znakiem zapytania moją hipotezę na temat piramid i Sfinksa.

Zakładając jednak, że „wielki uskok…” miał miejsce, rodzi się pytanie następne. Czy ten, o którym mówimy, był jedynym i ostatnim, czy przedtem było ich więcej? Czy takich epok lodowcowych kończących się z „wielkim hukiem” było na Ziemi kilka? Czy każda kończyła się „wielkim uskokiem…”? Teoretycznie możemy to przyjąć. Przecież potop, według Sumerów, po którym królestwo ponownie zstąpiło z nieba miał miejsce, według moich obliczeń około 37 tys. lat temu. I jeszcze jedno. Czy zaistnienie „wielkiego uskoku…” jest uzależnione tylko od masy zgromadzonego lodu?

Można też postawić pytanie – piramidy zbudowano przed potopem, ale przed którym? Jak widać stąpam po dość grząskim gruncie. Historia ludzkości opisywana przez starożytnych tego rejonu świata sięga kilkudziesięciu, a nawet kilkuset tysięcy lat wstecz. Co przez ten okres czasu przechodziła nasza Ziemia, a dokładniej jej powierzchnia? Ile wydarzeń z tego okresu zostało zapisanych lub przetrwało w ustnych przekazach? Nie był to zapewne okres sielskiego spokoju, skoro kilka odrębnych cywilizacji mówi o kilku narodzinach ludzkości i to zwykle po wielkich kataklizmach.

W tabelce przedstawiłem dane, jakie uwzględniłem w swoich obliczeniach.

NAZWA MIEJSCA Szerokość [B] Długość [L] Kąt zmierzony Kąt obliczony
Akpatok

Tula

Teotihuacan

Villahermosa

Monte Alban

Uxmal

Palenque

Tikal

Tiahuanaco

Machu Picchu

Giza

Abydos

Sakkara60,00° N

20,27° N

19,47° N

18,00° N

16,27° N

20,27° N

19,75° N

17,05° N

26,93° S

27,14° S

29,98° N

?

?70,00° W

99,57° W

94,88° W

92,94° W

96,94° W

87,79° W

90,86° W

87,47° W

67,50° W

72,82° W

31,32° E

?

??

18°

?

?

?

15°

?

1,5°

1,5°

20°

–24,5°

19°

11°

23°

16°

19°

15,5°

24°

Jak widać, zawodowy geodeta mnie i moje obliczenia umieściłby w wiadomym miejscu. Zastrzegłem jednak na początku, że obliczenia te są bardzo orientacyjne. Jedno co z nich wynika, to tylko to, że zgadzają się w ogólnych zarysach. „Wielki uskok…” mógł być przyczyną przesunięć tych kardynalnych kierunków.

Zielony promień Słońca

Dzisiejsza nauka twierdzi, że budowanie świątyń na szczytach piramid, zigguratów, czy innych wzgórz, miało służyć temu, by być bliżej Boga. Można spytać – którego? Dlaczego nie ma świątyń rytych w ziemi, by być bliżej Pana Podziemi? Dlaczego nie ma świątyń podwodnych, by być bliżej Króla Oceanów? Gdzie budować świątynie dla czcicieli boga wiatru? Jak powinna wyglądać świątynia Boga ognia? Coś tu chyba jest nie w porządku. A jeśli to, co dziś uczeni nazywają świątyniami, wcale nimi nie było? Czy te świątynie nie miały innego, bardziej określonego celu?

Tradycja czy wiedza ?
tradycja-czy-wiedzaUmieszczanie budowli na szczytach miało niewątpliwie jedną zaletę. Obserwacja wschodu Słońca była niczym nie zakłócana. Czy istnieje coś takiego jak „zielone promieniowanie”? O nim to pisali Egipcjanie opisując zmartwychwstanie Ozyrysa twierdzili, że to właśnie zielone promieniowanie przywróciło go do życia. O promieniowaniu zielonym mówią też radiesteci opisujący energetyczne działanie piramidy jako kształtu. Ogólnie jest promieniowaniem dobrym, leczącym. Istnieje też „zielony promień Słońca”. Pierwsi zaobserwowali go marynarze podczas zachodu słońca. Trwa krótko, około sekundy. Jeśli teraz połączymy – wzgórze, wschód słońca oraz jego zachód, kapłana witającego wschód lub żegnającego modlitwą zachodzące słońce, czy to jest tylko tradycja, czy może coś więcej?

Kościoły chrześcijańskie absydę mają skierowaną w kierunku wschodu. Kształt absydy jest półkolisty lub wielokątny, ale zawsze oparty na okręgu. W niej znajdował się i znajduje ołtarz główny. Wiadomo też, że kształt i ukierunkowanie zostało przejęte od starożytnych. Czy nie mamy tu do czynienia z działaniem kształtu, mającym na celu skupić w rejonie ołtarza energię zielonego promieniowania wschodzącego Słońca?

Przeciwieństwem promieniowania zielonego jest promieniowanie czarne, złe. Nazywane jest też promieniowaniem Ziemi (tellurycznym). Radiesteci w kształcie piramidy umieszczają go od podstawy do 1/3 jej wysokości. Tu mam inne skojarzenie. Wśród budowli „Inkaskiego kręgu” w Cusco, Machu Picchu i Pisaq spotkać można tzw. świątynie Słońca, które swym półokrągłym murem otaczają olbrzymie bloki kamienia. Z promieniowania ziemi czerpali swą siłę giganci. Jednym z nich był Anteusz, którego zabił Herakles, ale dopiero wtedy, gdy oderwał go od ziemi i udusił w powietrzu. Czy kontynent praAmeryki nie był siedzibą „złych Bogów”? To przecież z niej uszedł bóg Quetzalcoatl zmuszony do tego przez demona Tezcatlipocę. To właśnie tam, a nigdzie indziej w historycznych czasach zapanował kult krwi i rytualnych masowych morderstw. Największa wojna starożytności też przyszła z zachodniego kraju, z Atlantydy. Może to tylko przypadek.

Po co przekazano nam wiedzę astronomiczną ?

Wszyscy bez wyjątku uczeni są zachwyceni ogromną wiedzą astronomiczną starożytnych. Chaldejczycy, Sumerowie, Egipcjanie, Majowie – wszyscy zadziwiają wiedzą astronomiczną dorównującą naszej dzisiejszej. Większość skłania się do stwierdzenia, że osiągnięcie takiego poziomu jest nie do przyjęcia, choćby z powodu nie odnalezienia przyrządów astronomicznych, a jeśli takowe znaleziono, to były nader prymitywne i do uzyskania takiej wiedzy potrzeba by było dziesiątków tysięcy lat obserwacji.

Faktem jest, że starożytni znali gwiazdozbiory Zodiaku, znali ruchy planet, mieli swoje „obserwatoria”. Nauka twierdzi, że astronomia służyła starożytnym do wyznaczania pór roku, do ustalania czasu siewów i zbiorów, do tego, by przebiegli kapłani wykorzystywali zaćmienia Słońca do swych niecnych celów i utrwalania władzy. Czy rolnikowi potrzebny jest kalendarz by na czas zasiać czy zebrać? Wydaje się, że nie. Zarówno wtedy jak i dzisiaj potrzebny jest tylko po to, by nie spóźnić się z zapłaceniem daniny największemu złodziejowi jakim jest państwo. Nonszalancka nauka od lat twierdzi, że nasi praprzodkowie byli kupą durniów i żeby nie astronomiczna wiedza kapłanów siali by zimą, a zbierali jeszcze nie dojrzałe i tylko wiedza astronomiczna pozwalała utrzymać porządek w przyrodzie. Jest to ewidentna bzdura, ale żaden historyk nie przyjmuje tego do wiadomości.

Zgadzam się z twierdzeniem, że tak wysoki poziom zapewniło by tylko bardzo długie prowadzenie obserwacji, ale nie można ustalić czy była ona w ogóle prowadzona. Majowie nie mieli dogodnej pogody do obserwacji. Egipcjanie, Sumerowie i Chaldejczycy nie mieli przyrządów. Skąd więc u Majów tak dokładne tabele zaćmień? Po co Majom obserwatoria z otworami do obserwacji tylko określonych gwiazd? Skąd u Sumerów taka dokładna znajomość wszystkich planet? Dlaczego Egipcjanie mieli obsesję na punkcie Syriusza czy Oriona? Religia? Tym słowem zatyka się wszystkie dziury dzisiejszej niewiedzy.

Stwierdzenie, że tak dokładnych obserwacji nie mógł poczynić prymitywny człowiek musi doprowadzić do innej konkluzji – wiedzę taką otrzymali od Bogów, lecz takie słowa nie przejdą przez usta żadnemu wyznawcy Darwina. Należy jednak przypuszczać, że tak wielka wiedza astronomiczna została starożytnym przekazana. Czy dawców nazwiemy Bogami, czy też wyższą cywilizacją nie ma znaczenia. Zasadniczym pytaniem winno być – dlaczego wiedza ta została przekazana. Po co prymitywnym ludziom zostawiono tak skomplikowaną naukę? Po co kazano cały czas obserwować niebo? Odpowiedź może być tylko jedna – kolejny wielki kataklizm, kolejny „wielki uskok skorupy ziemskiej”. Ostrzeżenie i data zapisana w niezniszczalnym i poza zasięgiem ludzi miejscu – na niebie, by móc się przygotować. Starożytnym przekazano wiadomość – jeśli określone gwiazdy i planety zaczną ustawiać się w takim, a nie innym położeniu, będzie to zapowiedziany termin początku końca. Po to zapewne obserwatoria z otworami do obserwacji tylko konkretnych miejsc nieba. Po to zapewne rozsiane po całym świecie megalityczne kromlechy zbudowane nie wiadomo przez kogo i po co. Być może dlatego kolejni faraonowie wstępujący na tron w starożytnym Egipcie składali przysięgę iż w żadnym wypadku nie zmienią kalendarza, gdyż zmieniło by to obliczenia twórców kalendarza.

Całą tę wiedzę starożytnych dzisiejsza nauka przezwała astrologią i zdegradowała ją do roli wróżb, przepowiedni, mitów i bajek. Nikt nie pokusił się nawet o sprawdzenie dlaczego budowle, zwane obserwatoriami, są skierowane w takim a nie innym kierunku, dlaczego w kamiennych kręgach wyróżniono tylko niektóre kamienie. Na jakie gwiazdozbiory są skierowane, a są to zapewne jasne gwiazdy i nie trzeba ich szukać po całym niebie. Niektóre leżą w ekliptyce i są uwzględniane przez każdą cywilizację, choć są inaczej nazywane i co ważne, są widoczne z każdego miejsca na Ziemi. Mając takie założenie należało by jeszcze raz zbadać wszystko co wiąże się z astronomią starożytnych i sprawdzić czy nie mówią o słynnej już dacie 23 grudnia 2012 roku. Dla ludzi to bardzo ważne o ile nie najważniejsze.

stonehenge-kromlech

Tajemniczy kromlech w Stonehenge. Nie wiemy o nim nic. Kiedy go zbudowano, kto go zbudował, a przede wszystkim po co został zbudowany. Zastosowany budulec wskazuje, że budowla ta musiała mieć kapitalne znaczenie. Podobnych, choć nie tak wspaniałych, kręgów kamiennych jest dużo i są rozrzucone po wszystkich kontynentach. Ile jest niezidentyfikowanych, a ile zniszczonych nie wiadomo. Ktoś, kto stawiał te megalityczne budowle musiał mieć jakiś cel i ten cel nie mógł być błahy. Czy „Ktoś” w przeszłości wiedział, że Ziemi co pewien czas zagraża totalna katastrofa i w ten sposób przekazał termin nastepnej? Czy ten „Ktoś” przewidywał, że kiedyś w przyszłości ludzie będą w stanie to zrozumieć i posiadając odpowiednią technikę poczynią odpowiednie kroki? Sądzę, że tak. Nie przewidział jedynie ich braku wiary w to, co starali się przekazać.

To co przedstawiłem na szkicu to resztki kamiennego kręgu, naruszonego prawdopodobnie przez jakieś trzęsienie Ziemi w dalekiej przeszłości. Pewne jednak ocalałe fragmenty są zastanawiające. Punkty A, C i E, jako jedyne, są „wyróżnione” obwałowaniem z ziemi, Kamienie D i F leżą na kręgu złożonym tylko z tzw. jam Aubreya. Linia łącząca obserwatora z punktami A i B, najbardziej chyba wyróżniona, wskazuje kierunek na północne niebo, gdzie na pewno nie odnajdziemy żadnej planety. Linie prowadzone przez wyróżnione punkty kreślą wyraźną symetrię. Czy na ich przedłużeniu w dniu 23 grudnia 2012 roku ukażą się określone gwiazdy lub planety? Jakie to gwiazdy i jakie planety? W jakim czasie należy dokonać obserwacji? Czy chodzi o heliakalny wschód Wenus? Czy to będzie nasz ostatni wschód Słońca? Czy Gaja ukarze nas za ignorancję?

Może będzie tak – współczesny, ciepło ubrany druid tuż po północy 22 grudnia 2012 roku zajmie miejsce w środku kręgu. Jako inteligentny i wykształcony darwinista, ot na wszelki wypadek, na kamieniu ofiarnym złoży dary dla Bogów. Trzy godziny przed wschodem Słońca, w dołach „E” i „C” poleci swym pomocnikom rozpalić ogniska. Około 6.00 Wega zacznie nasuwać się nad Heel Stone (kamień „A”), Spica nad ognisko „E”, a Alamak (gamma Andromedy) nad „C”. Jowisz pomału będzie chylił się ku zachodowi. O 6.23 nad kamieniem „F” rozbłyśnie Wenus zapowiadając wschód Słońca, a jednocześnie Jowisz zniknie nad kamieniem „D”. Po głowie zaczną przelatywać budzące grozę myśli. Mieli rację czy nie?

Znak Majów, Ollin umieściłem jedynie dlatego, że on sam wykazuje też pewnego rodzaju symetrię. Czy ta symetria wskazuje na jakiś związek? Nie wiem. Może… Środek znaku przypomina oko. Miejsce obserwatora? Przyjmując założenie, że większość lub wszystkie kamienne kręgi przekazują nam ostrzeżenie z przeszłości, należałoby jeszcze raz je zbadać i wyciągnąć wnioski. Ja zaś czekam na wiadomość od astronoma bez uprzedzeń. Być może pobłądziłem, ale dla mnie będzie to bardzo miłe rozczarowanie.

stonehengeZakładając jednak, że „wielki uskok…” miał miejsce, to spójrzmy na Stonehenge trochę inaczej. Tak monumentalnych obiektów nie budowano tylko po to, by zwykły chłop miał uświadamiać sobie pory siewów czy zbiorów. To są zwykłe bajki obliczone na nieświadomość zwykłych czytelników, a także jako zasłona dymna dla bezsilności uczonego rozumu. Projekt i wykonanie Stonehenge służyło zapewne komuś innemu. To nie była budowla dla zwykłych ludzi i zapewne przez ludzi nie zbudowana. Zwykli ludzie budowali proste chaty nie przejmując sie zbytnio kardynalnymi kierunkami geograficznymi. Jeśli Stonehenge było czymś w rodzaju kamiennego obserwatorium astronomicznego, to musiano przy jego budowie uwzględnić kierunki geograficzne, a najważniejszym zarówno dla nas jak i budowniczych Stonehenge był kierunek północy, a właściwie punkt wschodu Słońca w dniu równonocy. Jeśli tak, to „wejście” do kromlechu winno wskazywać ten właśnie kierunek. Na jaki zatem kierunek północy wskazuje takie ustawienie kręgu? Z pobieżnych wyliczeń wynika, że wskazuje kierunek na Akpatok, na biegun północny sprzed 12,5 tysiąca lat.

Czy możemy spać spokojnie?

Cokolwiek bym napisał może zabrzmieć nieszczerze. Co piszą na ten temat inni? Piszą bardzo ciekawie:

Bogusław Jeff Leng – Ujmując to brutalnie – Orion i Gemini są już prawie na swoich miejscach; 187-letni okres aktywności Słońca jest niemal w szczycie; Wenus z kolei zmierza nieubłaganie ku swojej pozycji, identycznej, jaką miała w tym układzie w roku 9792 pne. Precyzyjne obliczenia orbity Wenus przez tamtych astronomów wykazały, że zajmie tę pozycję (w wyniku korekty ery Lwa, po okresie 11 804 lat od dnia 27 lipca 9792 roku pne) dokładnie 22-23 grudnia 2012 roku. Koniec kalendarza, rok Apokalipsy.
Dlatego liczba ta była u Majów święta. Tak im to nakazali ich przodkowie, kimkolwiek byli. Jak twierdzą nasi badacze, to właśnie zapisała nam tamta cywilizacja tysiące lat temu. Piramidy w Gizie krzyczą o ruchach Oriona – obserwujcie Oriona, on niesie zagładę! Faktem jest, że w 2012 roku ustawienie piramid względem Oriona będzie identyczne jak w roku 9792 pne, co potwierdzają współczesne symulacje komputerowe. Piramidy powstały podobno po tamtym kataklizmie, około roku 9400 pne, ale ustawiono je z taką precyzją, żeby przekazały ostrzeżenie potomnym. Jeszcze wcześniej powstał Sfinks, w hołdzie dla ery Lwa, pierwszej ery nowego świata.

Czy po wydarzeniach z 26 grudnia 2004 r. w rejonie oceanu Indyjskiego jesteśmy już w stanie sobie uzmysłowić, czym każdej ziemskiej istocie grozi „wielki uskok…”? Matka-Ziemia pokazała to w mikroskopijnej skali. Czy nie widać, jakie trudności ma społeczność całego świata z ratowaniem pozostałych przy życiu „tylko” kilku milionów ludzi? Jeśli taki kataklizm dotknie całego świata, to kto wystąpi w roli ratujących? Czy teraz można zrozumieć, dlaczego pomiędzy 12,5 a 5 tysiącami lat pne., historia naszej cywilizacji nie istnieje?.

Co jeszcze dodać?

Kronika z Akakor zawiera tajemnice wybranych plemion […] Opisuje rozwój i upadek wybranego przez Bogów ludu aż do końca świata, kiedy to Bogowie powrócą po trzeciej wielkiej katastrofie, która zniszczy ludzi […] Tak jest napisane. Tak powiadają kapłani. Tak jest zapisane w dobrym języku, wyraźnym pismem.

Rozumiem, że to spora dawka adrenaliny, ale czy data „23 grudnia 2012 r.” jest datą wiążącą i prawdziwą? Może tak i może nie. Moim zamiarem nie było zasianie niepokoju, a tylko pokazanie możliwości katastrofy, jaką może nam zgotować nasza Ziemia. Jest jasne, że tego rodzaju katastrofie nikt nie jest w stanie zapobiec i to musi dotrzeć do naszej świadomości. Jedynym rodzajem ratunku jest ucieczka w kosmos, a takiej możliwości jeszcze długo mieć nie będziemy i takiej możliwości nie miała chyba także cywilizacja Bogów, skoro ze starożytnych przekazów dowiadujemy się, że można było ocalić tylko nielicznych. Ale wróćmy do daty. Nikt ze zwykłych ludzi nie ma cienia szansy na sprawdzenie czy tę datę ustalono prawidłowo. Dlaczego tę datę tak chętnie powiązano z ponurą przepowiednią zupełnie innego ludu? Na jakiej podstawie? W jaki sposób ustalono jej korelację z naszym kalendarzem?

Przypuszczać należy, sądząc z techniki liczenia czasu, że kalendarz Ameryki Środkowej określał czas ważnych wydarzeń od początku jakiejś epoki, jakiegoś punktu zerowego, który definitywnie kończył jedną erę i rozpoczął następną. Dziś za taki zerowy punkt uznano jakieś wydarzenie sprzed ponad 8 tysięcy lat temu i był to ponoć heliakalny wschód Wenus. Ja zaś jestem przekonany, że taką datą zerową musiał być kataklizm, który zniszczył całą poprzednią cywilizację i to nie tylko w Ameryce. Jedyny taki kataklizm, który także nieśmiało dopuszcza w tej chwili nauka, mógł się zdarzyć około 12,5 tysiąca lat temu. Jeśli tak, to prawdopodobnie słynna data „23 grudnia 2012 r.” dotyczy wydarzenia, które już się wydarzyło i to dość dawno.

Śpijmy więc spokojnie pamiętając jednak, że nasz spokój niczego w sumie nie zmienia.

Opublikowano za: https://treborok.wordpress.com/about/bogowie-to-nie-fikcja/bogowie-to-nie-fikcja-2/

ZA : http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/12/bogowie-to-nie-fikcja-2-co-laczy-hapgooda-z-naui-ollin/