Monthly Archives: Luty 2017

TOWARZYSZE KOMOROWSKI Z ANDRZEJEM HADACZEM TW MATKA – W UŚCISKU BRATERSTWA.
TYGODNIK „wSIECI” UJAWNIA TAŚMY BRUDNEJ KAMPANII – AWANTURY W OTOCZENIU ANDRZEJA DUDY.

ANDRZEJ HADACZ TW „MATKA” W UBECKIEJ AKCJI POD KRZYŻEM NA KRAKOWSKIM PRZEDMIEŚCIU.

Odpowiedź internautów na informację, że Andrzej Hadacz był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Matka”, jest zdecydowana. Jednoznacznie ocenili jego zachowanie. Przypominają również, że były TW został pokazany w jednym ze spotów wyborczych Platformy Obywatelskiej.
Andrzej Hadacz, prowokator spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu, jeden z „bohaterów” spotu Platformy Obywatelskiej, który w ostatnich wyborach prezydenckich poparł Bronisława Komorowskiego, a także uczestnik marszów KOD, okazał się tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Matka”. Poinformował o tym jeden z użytkowników Twittera.
Najbardziej znany prowokator spod krzyża urodził się jako Andrzej Dobosz. W 1988 zarejestrowany jako TW SB. Potem zmienił nazwisko – napisał. Okazało się, że w Instytucie Pamięci Narodowej są dokumenty, które to potwierdzają. Współpracę z nim zakończono 6 grudnia 1988 roku „z powodu popełnienia przestępstwa” przez TW „Matkę”.
Tygodnik „wSIECI” ujawnia taśmy brudnej kampanii – prowokacji przeciwko Andrzejowi Dudzie!
To miała być operacja, która odwróci losy kampanii prezydenckiej i pozwoli wygrać Bronisławowi Komorowskiemu. Ludzie związani ze sztabem kandydata PO chcieli, by Andrzej Hadacz, prowokator znany z udziału w operacji dyskredytacji smoleńskiej żałoby pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, wywołał awanturę w otoczeniu Andrzeja Dudy. Zaplanowane było także to, że prowokator da się nawet pobić, tak by pokazały to kamery telewizyjne, a materiał miał być wykorzystany do nakręcenia spotu uderzającego w kandydata PiS. Znamy treść rozmów, podczas których cała akcja była planowana” – piszą w najnowszym numerze „wSieci” redaktorzy Marcin Wikło i Marek Pyza.
Pierwsza z rozmów, której treść poznaliśmy, odbyła się 17 maja 2015 roku, o godzinie 16:57. Wynika z niej, że G. i Hadacz już wcześniej kontaktowali się w sprawie przeprowadzenia prowokacji. W rozmowie padł ostateczny sygnał do działania.

Andrzej Hadacz: Tak?

Robert G.: No witam, wie pan co, w gazetach piszą, że o 19:15 powinien pojawić się w siedzibie powinien się pojawić w siedzibie TVP

AH: A tak, tak to, no ale oni będą wcześniej na, o które. o której?

RG: Piszą o 19:15. ja myślę, że będą o 19 albo, albo w pół do 19 w pół do w pół do

AH: Acha, w ten sposób.

RG: Tak, tam byli już o 18

AH: Czyli o 18 trzeba, tak?

RG: Tak, żeby ich nie przegapić, wie pan.

AH: Dobra, dobra, nie przegapimy, dobra. Dobra.

RG: Tak żeby kamery to widziały, żeby to nagrały.

ZOBACZ, CO KAMERY WIDZIAŁY:

Kim jest człowiek, który instruował Andrzeja Hadacza?

Sześćdziesięciojednoletni Robert czasem posługuje się nazwiskiem G., czasem S., co często skutecznie dezorientuje osoby szukające jakichkolwiek informacji o nim. My w tekście będziemy używali nazwiska Robert G., bo jak wynika z rozmowy z naszym informatorem pod takim zna i śledziło go np. Centralne Biuro Antykorupcyjne.
Z naszej wiedzy wynika, że jego telefon komórkowy był podsłuchiwany przez agentów Biura, a wśród nagranych rozmów są również trzy, w których G. kontaktuje się z Andrzejem Hadaczem. Andrzej Hadacz to prowokator spod krzyża znany Polakom choćby z wyborczej reklamówki Platformy Obywatelskiej z 2011 r.
Występował w niej jako rzekomy przykład agresywnego i wulgarnego zwolennika PiS. Całość opatrzona była hasłem: „Oni pójdą na wybory, a Ty?”. Później Andrzej Hadacz był widywany w otoczeniu Palikota, Kalisza, a w końcu — Komorowskiego – przypominają autorzy tekstu w tygodniku „wSieci”.
Wieczorem 17 maja, o godz. 23:28, po zajściu przed gmachem TVP Andrzej Hadacz dzwoni do Roberta G., aby zdać mu relację i podzielić się emocjami po przeprowadzonej prowokacji.

Robert G.: Hallo

Andrzej Hadacz: No, jest pan tam?

RG: Polsat, Polsat pokazał e te…

AH: No

RG: Polsat pokazał tą chryję jak… co zrobili z panem przy wyjściu iiii…

AH: Yhm

RG: …ten atak. Tylko niepotrzebnie pan ten palec pokazywał im. ale poszło to i dosyć duży materiał. Znaczy dosyć długo to pokazywali. Także mamy, mamy, mamy jutro działamy. Ja będę rozmawiał w sprawie tego, tego wywiadu. Natomiast wywiad można puścić na razie prywatnie go zrobimy puścimy go w You Tube natomiast później będziemy szukali wywiadu z nimi. Dobra?

AH: No dobrze, no.

RG: No widziałem. Polsat pokazał TVP nie pokazuje tego. TVP.

AH: Yhm.

RG: Polsat pokazał.

AH: No tak tylko, że im się należał ten palec bo… bo przecież mnie zaatakowali, no.

RG: Ja wiem. Ja wiem. Ale to trzeba…

AH: Ale ja panu coś powiem. To było wzburzenie. No jak można było atakować…

RG: Ale było świetnie pokazane jak pana wyrywają z stamtąd. To to i… To również Dawid ma to nagrane. Pana wyrywają. Szkoda, żeśmy nie nagrali tego jak ale tam to ma drugi nagrane jak pana tam pobili yyyy przy tym studiu

W tej rozmowie znajdujemy również potwierdzenie informacji podawanej przez nas w poprzednich publikacjach, że nagrodą dla Andrzeja Hadacza za przeprowadzenie prowokacji wobec Andrzeja Dudy miało być załatwienie mieszkania komunalnego w Warszawie.

Robert G.: Dobra, dzwonie do pana kolo dziesiątej rano dobra?

Andrzej Hadacz: Dobra, dobra, dobra.

RG: I się zobaczymy, no. Wie pan ja mam przygotowane dla pana tam były takie różne rzeczy, jeśli chodzi o ten to lokum pańskie, dobra?

AH: Acha, dobra, ślicznie dziękuję, dobra.

Znamy także treść rozmowy, jaką Robert G. przeprowadził z biznesmenem w jednej z restauracji na poziomie -1 w centrum handlowym „Złote Tarasy” w Warszawie. Opowiada w niej o swoim zaangażowaniu w pracę na rzecz kandydata Platformy Obywatelskiej i o zajściu przed TVP. Do rozmowy doszło 19 maja 2015 roku, pięć dni przed drugą turą wyborów.
Wiesz… jestem zajęty teraz w tym… sztabie wyborczym… w tej kampanii, czy oglądasz telewizję, to chyba coś widziałeś. (…) Ale jak oni się dali sprowokować słuchaj… co ten Duda zrobił— mówi zachwycony G. i jeszcze raz relacjonuje całe zajście po debacie.
(…) tam przy końcu… zszedł ten cały pierdolony Duda… do niego podszedł… rozumiesz… Hadacz obrońca krzyża… który czeka jakiś czas… czeka, czeka, czeka… tak go nagrywali… i oni czekają, tam jakaś idiotka rozmawia… i ten mówi… a gdzie jest Kaczyński?… jak go słuchaj, na kopach go wynieśli, cały sztab, a tam rozumiesz, radny miasta z PiS – u, szef młodzieżówki… jak oni pojechali po nim… zaczęli go okładać… PiS… PiS odkrył się, słuchaj to jest gwóźdź programu że ty tego nie widziałeś, to się strasznie Tobie dziwię. To jest szaleństwo, to na Internecie… wiesz… wpiszesz Hadacz, zobaczysz te wszystkie rzeczy— opowiadał G.
Dziennikarze tygodnika „wSieci” ujawniają szokujące tajniki prowokacji prowadzonej wobec ówczesnego kandydata Andrzeja Dudy:
Czujemy się w obowiązku ujawniać takie patologie po to, aby utrudnić ich powtarzanie. Tym bardziej że wszystko wskazuje, iż obecna kampania parlamentarna może być jeszcze brutalniejsza, a niektórzy ludzie mogą się okazać jeszcze bardziej zdeterminowani, by utrzymać władzę — czytamy.
Kulisy sprawy badanej przez CBA i kwestie związane z mieszkaniem obiecanym prowokatorowi przez ludzi związanych z Platformą Obywatelską przybliżają w najnowszym numerze tygodnika „wSieci” Marcin Wikło i Marek Pyza, w sprzedaży od 31 sierpnia br., także w formie e-wydania.

Opracował Aleksander Szumański dziennikarz niezależny

Dokumenty, źródła, cytaty:

http://wpolityce.pl/polityka/263677-wsieci-ujawniamy-tasmy-brudnej-kampa…

http://m.niezalezna.pl/94543-andrzej-hadacz-okazal-sie-tw-internauci-mu-…

11 lutego 2013 r. Papież Benedyk XVI ogłosił swą decyzję o ustąpieniu z urzędu papieża. Wyznaczono termin konklawe na 12 marca 2013 r. Wszystkie media głównego nurtu tym się zajmowały i to nagłaśniały.



W owym to czasie, pod panowaniem Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego,  w dniach 7 -14 marca 2013 r. z historyczną wizytą do Izraela udała się delegacja Episkopatu Polski.

 

Na czele 15-osobowej delegacji biskupów i duchownych stanął abp Stanisław Gądecki, zastępca przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.Delegacja przebywała w Izraelu z oficjalną wizytą jako goście Państwa Izrael.

Źródło: Publikacja na stronie Ambasady Izraela w Warszawie pod datą 15.03.2013 Wizyta polskich biskupów w Izraelu”.

 

11 marca 2013 r. delegacja – pielgrzymka – Episkopatu Polski została powitana w Knesecie i tam biskupi usłyszeli ważne słowa o roli Kościoła w Polsce dla dokonującego się w ostatnich latach pojednania polsko-żydowskiego – Źródło: KAI.

(… .)

 Polska i Izrael muszą się wzajemnie wspierać” – czy to się Polakom podoba czy też nie.

Wsparcie to na długi okres czasu m.in. zapewni Metropolita Gnieźnieński Prymas Polski abp Wojciech Polak wraz z Metropolitą Poznańskim przewodniczącym KEP, a także zapewnią: Metropolita Lubelski abp Stanisław Budzik, Metropolita Wrocławski abp Józef Kupny, nowo mianowany Metropolita Przemyski abp Adam Szal oraz pozostali biskupi uczestniczący w 2013 r. w ‘pielgrzymce’ do Izraela, oraz zapewni Metropolita Warszawski abp Kazimierz Nycz.   

 

W 2014 r. otwarto w Warszawie Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN i przy tej okazji Prezydent Izraela E. Rywlin wydał dyrektywę „Polacy i Żydzi muszą na nowo zbudować wspólne życie obu narodów”.

 

W 2015 r. władzę w Polsce objął PiS. Zgodnie z dyrektywę Rywlina prezydent Andrzej Duda 0głosił nową politykę historyczną z wykorzystaniem m.in. pw. muzeum.

Ruszyły pielgrzymki PiS do Izraela kontynuujące pożądaną politykę względem Izraela.

Na terytorium Polski sprowadzono obce wojska.

Czy 500+ okaże się biblijną miską soczewicy [Księga Rodzaju 25, 29-34] podstawioną umęczonym Polakom?

 

POLIN – nową ziemię obiecaną – publicznie ogłosił Żydom prezydent A. Duda ogłaszając przy tym budowanie „Rzeczypospolitej Przyjaciół”. [6, 7]

Do biblijnych 40 lat  pozostało  lat 13– licząc od wznowienia w 1990 r. stosunków dyplomatycznych Polski z Izraelem.

 

Teraz już wszystkie siły –  łącznie z KEP i mediami O. T. Rydzyka – w zwartym szyku idą ramię w ramię ku zrealizowaniu POLIN, a następnie Międzymorza w objęciach Izraela.

Lud zaś śpiewa – Abyśmy byli jedno … i Alleluja i do przodu.

 

Całość artykułu pod
https://jozefbizon.wordpress.com/2017/02/21/ad-limina-israelum-2013-historyczny-pielgrzymkowy-poczet-biskupow-do-izraela/

 

Komuniści chcieli mieć totalną władzę i dostali z nią totalny kłopot

 

 

Cała „filozofia” Marksistowsko – Leninowska była dla mnie kompletną bzdurą, aczkolwiek jeden jej element t.zw. Ekonomia Polityczna mnie interesowała. O ile pamiętam, w jakiejś rosyjskiej książce o ekonomii politycznej, znalazłem stwierdzenie, że rozwój środków produkcji wymusza zmianę systemu politycznego. W tym szczególnym wypadku, autor sugerował, że postęp technologiczny w systemie kapitalistycznym, wymuszał jego zmianę na nowy system, tym razem socjalistyczny, czyli Marksistowsko-Leniowski. Lenin zauważył, że w kapitalizmie występuje proces koncentracji kapitału przemysłowego i bankowego i dlatego sugerował jego upaństwowienie. W konsekwencji na skutek rewolucji komunistycznej 1917 roku w Rosji, „założono” ekstremalny  system monopolistyczny z grupą „wybitnych intelektualistów’, którzy będą jego właścicielami, czyli komitetem centralnym komunistycznej partii Komitetu Centralnego ZSSR. Grupa ta nazwała siebie Komunistami.

 

System ten trwał przez wiele lat a w międzyczasie środki produkcji się rozwijały, a  sowiecki system zarządzania nie nadążał, nawet za zaleceniami  własnej ekonomii politycznej.

 

Władza Robotników i Chłopów

 

Zgraja globalistycznych „intelektualistów”, która nazwała się komunistami wymyśliła nazwę dla siebie samej, jako „Władza Robotników i Chłopów”. W ZSSR zyskali popularność z powodu przegrywanej wojny z Niemcami w roku 1917 i także, na skutek sloganu : „Ziemia dla chłopów”. Jak wiadomo naprzód ziemię dali, a potem odebrali i stworzyli kołchozy. W Polsce komuna skopiowała system sowiecki i także określili siebie, jako :Władza Robotników i Chłopów” nie zdając sobie sprawy z zagrożenia, że robotnicy mogą wziąć ten slogan na serio i będą domagać się władzy,  na przykład w postaci Związków Zawodowych, takich jak Solidarność. Chłopi natomiast do władzy się nie garnęli, bo od czasów Gomółki władze mieli sami, nad swoją ziemią, stodołą  i chlewem.

 

Co Spowodowało Rewoltę Polskich Robotników?

 

Ja widziałem, jako student, pierwszą rewoltę polskich robotników z Zakładów Cegielskiego w Poznaniu w roku 1956. Byłem wtedy na Targach Poznańskich i kryłem się w bramach z przestraszonymi ludźmi przed kulami z czołgów, które z karabinów maszynowych strzelały po oknach kamienic. Nie wiedziałem wtedy, o co chodzi. Później się dowiedziałem, że robotnicy wzięli na serio slogan , że to  oni stanowią władzę w Polsce i domagali się jakiś zmian w zatrudnieniu. Następne „zrywy niepodległościowe” w latach 60 tych, 70 tych i 80 tych miały tez robotniczy charakter, i w nich bardziej chodziło robotnikom w poprawę stopy życiowej i ceny kiełbasy, niż wolność słowa czy podróży.

 

Jaki Podstawowy Błąd Zrobili Komunistyczni Globaliści?

 

Podstawowy błąd polegał na obłędnej zachłanności nie tylko o władzę, ale o ziemie i przedsiębiorstwa, razem z chłopami i robotnikami. Postęp techniczny wymagał coraz bardziej wykształconych robotników którzy zaczęli wierzyć, że władza w PRL powinna być  w ich rękach. Komuniści, jakkolwiek ich by nazwać, nie rozumieli że przejmując totalną własność fabryk w swoje ręce przejmują w swoje ręce milionowe rzesze robotników, którzy będą się domagać podwyżek i taniej kiełbasy. Zmuszanie ich do pracy przez morderstwa, nie zmobilizuje innych do pracy. Nomenklatura PRL-u znalazła się w potrzasku, który sama sobie zmajstrowała. Chciała mieć totalną władzę i z nią dostała totalny kłopot. Ostatecznie zrozumieli, że nie dadzą rady i oddali władzę. Nawet straszenie i możliwość sowieckiej inwazji nie zrobiłaby tu wiele różnicy, jako że ZSSR był w podobnej sytuacji. Na dodatek centralny system „planowania” i brak rzeczywistego pieniądza spowodował niska wydajność przedsiębiorstw, czyli w konsekwencji brak kiełbasy.

 

KOR był pomocny w rozmontowaniu PRL-u

 

Aktywiści KORu (Komitetu Obrony Robotników) byli na ogół byłymi członkami Partii PZPR a często synami aktywnych członków nomenklatury. Znali sytuację od wewnątrz. Przypuszczam, że jako dzieci, słuchali o tym przy rodzinnym stole. Oni zrozumieli, że do elementu ekonomicznego, o jaki walczyli robotnicy, należy dodać element patriotyczny i wolnościowy. Oni także zrozumieli, że trzeba nomenklaturę zapewnić, że ich nie powywieszają na latarniach, tak jak to miało miejsce w roku 1956 w Budapeszcie, oraz że w czasie prywatyzacji nie zostaną puszczeni z pustym workiem. Nie wiem czy Wałęsa już o tym wiedział, czy go przekonali po aresztowaniu, że w interesie całego narodu leży pokojowe oddanie władzy. Jestem pewny, że w podobnym, ugodowym rozwiązaniu byli zainteresowani Amerykanie, którzy zainwestowali miliardy dolarów w Solidarność, jak i polski papież, Jan Paul II.

 

Czy Robotnicy Zostali Oszukani?

 

I tak i nie, jakby powiedział Wałęsa. Kiedy PRL upadał, to upadał z nim cały system sowiecki, wymyślony przez Lenina w roku 1917r. Jedyna alternatywą był system kapitalistyczny, który przetrwał komunizm i zapewnił ludziom lepszą stopę życiowa niż system sowiecki. Wprowadzono, więc system kapitalistyczny, ze wszystkimi jego wadami, łącznie z rzeszą konsultantów, którzy chcieli się nachapać w zamęcie prywatyzacji. Jeśli robotnicy myśleli inaczej, że nagle ich stopa życiowa się podniesie o 100% to uważają, że zostali oszukani. Ci natomiast którzy mieli coś do zaoferowania, chociażby chęć do ciężkiej pracy, mogli emigrować i pracować w Anglii, czy Niemczech za dużo większe zarobki. Na pewno zyskali ci, którzy byli dobrze wykształceni w kierunkach technicznych lub bankowych, którzy dostali bardzo dobre płace w Polsce lub za granicą. Czyli prawo wartości w stosunku do nich zadziałało.

 

Część ludzi z Nomenklatury zarobiła na zmianie systemy wbrew Prawu Wartości, jako że zostali opłaceni w postaci różnego rodzaju bonusów, za oddanie władzy, czyli coś w rodzaju łapówki, jaka ma miejsce w systemie kapitalistycznym.

 

Największą Szkodę Stworzył dla Polski Sowiecki System Ekonomiczny

 

Największą stratą dla Polski było upolitycznienie decyzji w sprawie inwestycji, czyli wyrzucenie ludzkiej pracy w błoto. Zbudowano  Nową Hutę, z intencją stworzenia robotniczego osiedla, które będzie balansowało konserwatywny, antykomunistyczny Kraków. W konsekwencji Nowa Huta nie spełniła pokładanego w niej nadziei, ani co do komunistycznych sympatii robotników, ani co do ekonomicznych rezultatów. Powtórzono ten sam błąd budując Hutę Katowice, z daleka od wody i z daleka od źródła rudy żelaznej, która dowożono z ZSSR. Być może, że budowa ta była wymuszona na Polsce przez sowieckiego sąsiada.

 

Przez ponad 10 lat  całe decyzje dotyczące  inwestycji zapadały  w jednej organizacji, Państwowej Komisji Planowania  Gospodarczego, z początku pod egidą Hilarego Minca. Z powodu centralizacji decyzji dotyczących inwestycji  koncentrowano się na wielkich projektach. Nie starczyło już siły i umysłu, aby zatroszczyć się o drobniejsze inwestycje, które były konieczne dla szybko zmieniającej się wysokiej technologii, jak np elektroniki. Ja, jako inżynier elektronik obserwowałem bacznie błędy w rozwoju przemysłu elektronicznego, który z powodu wielkiego zróżnicowania przekraczał możliwości centralnego planowania, które było wymogą sowieckiego systemu ekonomicznego. W roku 1954,  jako student praktykant pracowałem na obrabiarce w Zakładach Radiowych Kasprzaka, w Warszawie. Robiłem wtedy małe śrubki oznaczone, jako 3M. Zastanawiałem się już, jako 19 letni chłopak, dlaczego duża fabryka nie kupuje tych śrubek od wyspecjalizowanej fabryki śrubek. Okazało się, że takiej fabryki niema. Każda zakład robił własne śrubki. Po kilku latach pobytu w Szwecji, w roku 1965 znalazłem się ponownie w Polsce i natrafiłem na ten sam problem, braku śrubek M3.

 

Następnym problemem, był całkowity brak rynku, który by określał cenę wyrobu. Nie wiedziano dokładnie, jaki jest koszt własny. Inwestycje były finansowane z państwowych grantów, a nie z oszczędności ani nie z bankowych pożyczek. Ponieważ nie pracowałem, jako księgowy w PRLu nie będę podawał więcej przykładów, gdyż mogę się mylić.

 

Sowiecki system gospodarczy wykluczał prawo zakładu do upadłości, czyli bankructwa. System upadłości, umożliwia likwidację firmy, która z jakiś powodów nie jest w stanie dotrzymać swych zobowiązań finansowych. W takim wypadku występuje automatyczna eliminacja firm, które są słabo zarządzane albo produkują produkty, dla których nie ma zbytu na rynku. Tego w systemie sowieckim nie było, zarówno w stosunku do przedsiębiorstw jak i w stosunku do osobników określonych, jako nomenklatura partyjna. Posłuszeństwo nomenklatury w stosunku do Komitetu Centralnego PZPR było ważniejsze od ich kompetencji. Także każda partia komunistyczna, we wszystkich krajach zwanych „Demoludami”  była posłuszna dyrektywom z Moskwy. Cały system komunistyczny się zawalił, jak domek z kart, kiedy w Polsce  PZPR oddało władzę Solidarności, a może właśnie KOR-owi.

 

Czy mogło być inaczej? Może by mogło, a może nie? Tak by chyba powiedział, po głębokim namyśle, Lech  Wałęsa.  Tak czy inaczej, wyrażam podziw dla Lecha Wałęsy że uczestniczył  w obaleniu sowieckiego sytemu w Polsce, bez rozlewu krwi.

 

Jan Czekajewski  (23 luty, 2017)

Odchodza czrwoni , zieloni i inne mendy wraca prawozadnosc!!!.– To jest sytuacja absolutnie wyjątkowa – mówi „Rzeczpospolitej” Edouard Lecerf, dyrektor instytutu badania opinii publicznej Kantar Sofres.

Właśnie ta instytucja przeprowadziła zaskakujący sondaż, który opublikowało w poniedziałek „Le Figaro”. Wynika z niego, że 7 maja w drugiej turze wyborów prezydenckich Marine Le Pen dostanie 42 proc. głosów, jeśli jej kontrkandydatem będzie Manuel Macron i 45 proc., gdyby musiała się zmierzyć z François Fillonem. To odpowiednio o 7 i 5 pkt proc. więcej niż pod koniec stycznia.

– Dziś nie można już wykluczyć, że Marine Le Pen zostanie nową prezydent Francji – przyznaje Lecerf.

 

W 2003 r. Jean-Marie Le Pen, jedyny przedstawiciel skrajnej prawicy, który przeszedł do drugiej tury wyborów prezydenckich, otrzymał mniej niż 18 proc. głosów. Dziś jego córka może liczyć na przeszło dwukrotnie większe poparcie przede wszystkim dlatego, że w odczuciu bardzo wielu Francuzów tradycyjne partie nie potrafiły rozwiązać najważniejszych problemów kraju jak bezrobocie, bezpieczeństwo czy integracja imigrantów. Z analizy przeprowadzonej przez paryski instytut Cevipof wynika, że aż 85 proc. Francuzów uważa, iż politycy nie zajmują się sprawami „zwykłych ludzi”, dla 77 proc. „politycy są raczej skorumpowani”, a dla 80 proc. to, że polityka stała się zawodem, „jest złą rzeczą”.

Ale ta rosnąca, długofalowa nieufność do establishmentu w ostatnim czasie nabrała niezwykłego przyspieszenia.

– Półtora roku temu, w wyborach regionalnych, FN dostał swój najlepszy wynik w historii: głosowało na niego 7 mln osób. Ale teraz mówimy o poparciu około 12 mln osób. To skok o 5 mln w tak krótkim czasie – alarmuje Lecerf.

W ogromnym stopniu można to tłumaczyć zawodem u konserwatywnych wyborców kandydaturą Fillona. Dla wielu z nich ten, który miał być wzorem uczciwości i tradycyjnej moralności okazał się zwykłym oszustem: przez dziesięciolecia z pieniędzy publicznych wypłacał jako deputowany i premier sowitą pensję swojej żonie za całkowicie fikcyjne zajęcie. Właśnie dlatego, gdyby do drugiej tury wyborów przeszedł razem z Le Pen Macron, aż 42 proc. wyborców konserwatywnych byłoby gotowych oddać głos na kandydatkę skrajnej prawicy.

– Ten przepływ głosów z umiarkowanej prawicy do FN jest czymś zupełnie nowym i szokującym – przyznaje Lecerf. Ale jego zdaniem dla Republikanów, głównej partii umiarkowanej prawicy, jest już za późno, aby zmieniać swojego kandydata. Kampania wyborcza jest na zbyt zaawansowanym etapie.

Scenariusz, w którym Macron będzie walczył o Pałac Elizejski z Le Pen, jest najbardziej prawdopodobny. Jak wynika z sondażu Kantar, może on już liczyć na 25 proc. głosów w pierwszej turze (Le Pen na 27 proc.), podczas gdy poparcie dla obciążonego skandalami Fillona spadło do ledwie 20 proc.

Ale nawet, gdyby w nadchodzących dwóch miesiącach były premier Nicolasa Sarkozy’ego nadrobił tę stratę, Francja wcale nie okazałaby się lepiej zabezpieczona przed zwycięstwem Le Pen. W takim przypadku aż połowa wyborców lewicy wolałaby zostać w domu, niż pójść do urn, aby zapobiec zwycięstwu liderki Frontu Narodowego.

– Tradycyjnie w pierwszej turze wyborów Francuzi „wybierali” swojego faworyta, w drugiej zaś „eliminowali” większe zło. Ten mechanizm przestał działać. Zwykle w wyborach prezydenckich bierze udział 70–80 proc. uprawnionych, ale teraz to może być nawet tylko połowa. A to sprzyja zwycięstwu Le Pen – mówi Lecerf.

Podobnie jak w Ameryce czy Wielkiej Brytanii, także nad Sekwaną w cenie są teraz politycy bez doświadczenia, którzy „nie umoczyli się” sprawowaniem władzy. Właśnie dlatego z walki o prezydenturę został w prawyborach na prawicy wyeliminowany Nicolas Sarkozy, a na lewicy dotychczasowy premier Manuel Valls. Le Pen, która nigdy nie sprawowała władzy, płynie na tej fali. Ale także 39-letni Macron, który tylko kilkanaście miesięcy był ministrem finansów u François Hollande’a i kandyduje w opozycji do Partii Socjalistycznej, może uchodzić za polityka „przełomu i odnowy”. I dla niego brak doświadczenie jest atutem.

Co prawda francuska prokuratura wszczęła także śledztwo przeciwko Le Pen za defraudację funduszy Parlamentu Europejskiego (jest eurodeputowaną), ale to nie wpływa na jej wynik.

– Sprawa dotyczy Brukseli, która przez wyborców FN z zasady jest uważa za podejrzaną – tłumaczy Lecerf.

Liderce skrajnej prawicy sprzyja natomiast rosnąca atmosfera niebezpieczeństwa, przede wszystkim na zamieszkanych przez imigrantów przedmieściach na północy i wschodzie Paryża. W ostatni weekend wybuchły zajścia także w Nantes. Jeśli w nadchodzących tygodniach doszłoby dodatkowo do zamachu terrorystycznego, szanse na zwycięstwo Le Pen zapewne jeszcze bardziej by wzrosły.

Sama Marine Le Pen zasadniczo zmieniła w ostatnich latach charakter Frontu Narodowego. Z partii rasistowskiej i skrajnej ugrupowanie przekształciło się w znacznie bardziej umiarkowaną siłę polityczną. To także w dużym stopniu tłumaczy sukces FN. Pozostaje tylko jeden punkt programu partii, który wciąż wywołuje przerażenie: wyprowadzenie kraju ze strefy euro. Większość Francuzów uważa, że to recepta na kolejny kryzys finansowy, załamanie ich dochodów. Być może właśnie dzięki temu skrajna prawica jeszcze tym razem nie zdobędzie władzy nad Sekwaną.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: jedrzej.bielecki @rp.pl

Były naczelny aszkenazyjski rabin Izraela Jona Metzger został skazany za korupcję i inne oszustwa finansowe, po tym jak ostatecznie postanowił iść na ugodę z sądem.

Metzger od czterech lat był oskarżany o korupcję, pranie brudnych pieniędzy, oszustwa podatkowe, nadużycie zaufania czy wyłudzanie pieniędzy na rzekomą działalność organizacji pozarządowych.

Metzger został ostatecznie skazany przez sąd w Jerozolimie na 4,5 roku więzienia oraz pięć milionów szekli grzywny. Tym samym sędziowie nie przystali na ugodę pomiędzy byłym naczelnym rabinem Izraela i oskarżającym go prokuratorem, ponieważ w ramach ich umowy Metzger miał spędzić w więzieniu rok krócej. Z drugiej strony za popełnione czyny rabin powinien spędzić za kratami od 6 do nawet 9 lat.

Izraelski rabin został przesłuchany po raz pierwszy cztery lata temu, natomiast w 2015 r. ostatecznie postawiono mu zarzuty dotyczące korupcji, oszustw podatkowych, prania brudnych pieniędzy, nadużycia zaufania, kradzież, spisek i wyłudzanie pieniędzy na rzekomą działalność organizacji pozarządowych. Jednocześnie Metzger miał też próbować przekupić świadków, aby ci nie zeznawali przeciwko niemu.

Były już duchowy przewodnik aszkenazyjskich Żydów pierwszy raz był oskarżany o oszustwa w 2005 r., kiedy miał przebywać wraz z rodziną w hotelach i wykorzystywać swoją pozycję do niepłacenia za nocleg. Z braku dowodów w 2006 r. śledztwo zostało jednak umorzone, zaś sam rabin został przywrócony do pełnienia swoich obowiązków.

Metzger był naczelnym aszkenazyjskim rabinem Izraela w latach 2003-2013. W lutym 2008 r. przez cztery dni przebywał w Polsce, gdzie spotkał się m.in. z ówczesnym prezydentem Lechem Kaczyńskim, Ireną Sendlerową, kard. Stanisławem Dziwiszem i krakowską społecznością żydowską.

Na podstawie: forward.com, jpost.com, ynetnews.com.

Żądam interwencji od polskiej władzy, gdy moja ukochana Ojczyzna jest deprecjonowana na arenie międzynarodowej, mimo iż my, Polacy wyciągamy rękę do pojednania i chcemy dobrych relacji z Żydami, którzy wielokrotnie czynili i wciąż czynią nam krzywdę. Do tego zachęcam również Was drodzy Czytelnicy. Stop antypolonizmowi! Jeśli my przestaniemy krzyczeć, jestem przekonany, że kamienie wołać będą.

 


W połowie stycznie bieżącego roku, podczas wizyty w państwie Izrael, prezydent RP Andrzej Duda podczas spotkania z prezydentem Reuvenem Rivlinem wypowiedział wojnę wszelkim przejawom antysemityzmu: Nigdy nie może być, nie tylko wśród polityków, ale także i wśród zwykłych ludzi, obywateli świata, zgody na nienawiść, zgody na antysemityzm?

Mimo, iż Duda nie wspomniał o walce z antypolonizmem, na pierwszy rzut oka, wydawać by się mogło, że filojudaistyczna polityka prezydenta i polskiego rządu, doprowadzi do powstrzymania od lat prowadzonej polonofobicznej propagandy, która bez pardonu uderza w polski naród, przez wieki będący azylem gościnności dla Żydów. Nic bardziej mylnego. Po wizycie prezydenta w Izraelu, antypolonizm nabrał olbrzymich rozmiarów.

Żydowskie media sprytnie wykorzystały naiwność [Ha ha! – admin] polskich władz i w antypolskiej propagandzie nabrały wiatrów w żagle. Kampania nienawiści wymierzona w Polaków, jaką obserwowałem przez ostatnie trzy tygodnie na izraelskich portalach oraz w gazetach, sięgnęła zenitu, co świadczy o totalnej porażce polskich władz w relacjach z państwem Izrael.

Można odnieść wrażenie, że owocem pielgrzymek polskich władz do Ziemi Świętej, jest ciche przyzwolenie na żydowską polonofobię. Czy tego oczekiwaliśmy po wizycie Dudy w Ziemi Świętej?

„Orgia morderstw: Polacy polowali na Żydów”

Założony w 1918 roku, najstarszy dziennik izraelski Haaretz, zamieścił artykuł pt. „Orgia morderstw: Polacy polowali na Żydów”, zainspirowany skrajnie polonofobicznymi aberracjami urodzonego w Polsce żydowskiego historyka z Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN, Jana Grabowskiego, który od lat zajmuje się przekłamywaniem fenomenu zagłady Żydów przez Polaków. Do niedawna nie był w stanie oszacować, ilu Żydów – w jego mniemaniu – zginęło z rąk Polaków. Teraz zaś podaje szacunkową liczbę.

– Polacy, którzy „polowali” na Żydów, przekazywali ich nazistom. Ponad 200 tysięcy, bezpośrednio lub pośrednio zostało zabitych przez Polaków w czasie II wojny światowej – ku uciesze żydowskiego medium powiedział pracujący na Uniwersytecie w Ottawie Jan Grabowski.

Haaretz jest pod wielkim wrażeniem działalności historyka, który niczym Jan T. Gross fabrykuje polonofobiczne oszczerstwa. Żydowski dziennik, w oparciu o rewelacje Grabowskiego, sugeruje że Polacy na ogromną skalę współpracowali z nazistami. Cytując książkę Grabowskiego „Polowanie na Żydów”, dziennik podaje za przykład Dąbrowę Tarnowską. Haaretz twierdzi, że niemal 5 tysięcy mieszkających w tej miejscowości Żydów zostało zamordowanych bezpośrednio lub pośrednio przez Polaków. Oczywiście, dziennik podkreśla, że w polskim narodzie znaleźli się także tacy, którzy mimo narażania swojego życia oraz najbliższych pomagali Żydom przetrwać wojnę, jednak jasno sugeruje, że wobec „polskiej orgii morderstw”, była to absolutna mniejszość.

„Polacy pomagali z chciwości”

Rodzina Ulmów

Rodzina Ulmów

Haaretz, opierając się na publikacji Grabowskiego, próbuje obalić fakt, który nie idzie w parze z przemysłem Holokaustu, stwierdzając że w zdecydowanej większości, pomoc której udzieliła Żydom chociażby rodzina Ulmów z Podkarpacia „nie była podyktowana altruizmem, ale chciwością”.

– W związku z tym, badania Grabowskiego kwestionują panującą opinię, zgodnie z którą większość z tych, którzy pomagali Żydom byli „sprawiedliwi”. Grabowski opisuje kilka przypadków, w których Polacy ratowali Żydów, następnie wyłudzali od nich pieniądze, w niektórych przypadkach mordowali ich, gdy Żydzi stawiali opór – pisze żydowski dziennik.

Haaretz opisuje historię żydowskiego stomatologa, Jakuba Glaszterna, który znalazł schronienie w domu polskiej kobiety. W sytuacji gdy Glaszternowi skończyły się pieniądze, który ponoć płacił za schronienie u Polki, bez środków znieczulających wyrwał sobie zęba, w którym skrywał diament. Oddał zęba z drogim kamieniem kobiecie, za co otrzymał kanapkę i szklankę wódki. W podobnym tonie pisze Noah Lederman w artykule „W poszukiwaniu domu Poppy’ego” w magazynie Tablet. Opisuje historię żydówki z Otwocka, która twierdzi, że Polacy sprzedali jej sąsiadów nazistom za worek ziemniaków.

Na tym nie koniec. Haaretz opisuje rzekome zezwierzęcenie Polaków na tle seksualnym, twierdząc że Żydówki, którym brakowało pieniędzy, by zapłacić za schronienie, płaciły Polakom w naturze. Podobno były wykorzystywane i gwałcone, a najczęściej następnego dnia oddawane hitlerowcom.

To jedne z wielu antypolskich łgarstw żydowskich mediów. Ciekaw jestem czy publicyści świadomie nie wspomnieli o zbrodniach Judenratów, żydowskiej policji i Sonderkommando, próbując zrzucić winę na heroicznych Polaków?

„Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców”

Zaledwie dzień po wizycie prezydenta RP w Izraelu, żydowski portal „Heritage. Florida Jewish News” postawił powielić i przypomnieć opinii publicznej skrajnie antypolskie łgarstwa Jana T. Grossa.

– Badania Grossa dowodzą, że w czasie II wojny światowej Polacy zamordowali więcej Żydów niż Niemców – pisze Heritage.

W dalszej części, portal „przypomina” o zbrodni w Jedwabnem, która według autora była owocem bliskiej kolaboracji Polaków z niemieckimi nazistami. Publikacja portalu została zatytułowana „Ujawniamy kontrowersyjne odkrycia na temat polsko-żydowskich relacji”, tym samym u samego początku sugerując, że Polacy nienawidzili i wciąż nienawidzą żydowskiej społeczności, a antysemityzm to nasza naczelna cecha.

„Antysemityzm rośnie w Polsce, kraju prawie bez Żydów”

Wydawany w Stanach Zjednoczonych żydowski tygodnik Forward, powszechnie znany jako The Jewish Dialy Forward, opublikował artykuł pt. „Antysemityzm rośnie w Polsce, kraju prawie bez Żydów”. Opierając się na badaniach Michała Bilewicza związanego z Krytyką Polityczną, twierdzi że „antysemicka mowa nienawiści staje się coraz bardziej do zaakceptowania i cieszy się rosnącą popularnością w Internecie oraz w polskiej telewizji”. Don Snyder, autor artykułu, pisze że w przeciwieństwie do 2014 roku, obecnie większość Polaków to antysemici, a młodzi ludzie od dziecka są przyzwyczajani do mowy nienawiści.

– Ponad połowa Polaków – 55,98 procent – nie zaakceptuje Żyda jako członka rodziny. Jedna trzecia Polaków – 32,20 procent – nie zaakceptuje Żyda jako sąsiada, a 15,1 procent nie zaakceptuje Żyda jako współpracownika – pisze Snyder.

Cytując Michała Bilewicza, kierownika Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, Snyder sugeruje, że rzekomo antysemickie postawy idą w parze z narastającą „islamofobią”, która „według Polaków jest finansowana przez Georga Sorosa, będącego ucieleśnieniem żydowskiej konspiracji”

Podobnie jak w powyższym artykule, również Time of Israel w publikacji pt. „Widać wzrost antysemityzmu w Polsce”, krytykuje roztropność Polaków wobec najazdu islamskich fundamentalistów, co żydowscy publicyści, niczym lewicowi propagandziści nazywają „islamofobią”. Autor krytykuje brak otwarcia się Polaków na asymilację z muzułmanami, co według niego jest efektem „populizmu” Jarosława Kaczyńskiego, który buduje strach przed „widmem” bojowników ISIS.

Stop antypolonizmowi

Polonofobicznych łgarstw, których zdecydowany wzrost zaobserwowałem w przeciągu ostatnich trzech tygodni po wizycie prezydenta RP Andrzeja Dudy w Izraelu jest znacznie więcej. Niestety nie jestem w stanie opublikować wszystkiego na łamach krótkiej publikacji.

Średnio zorientowany Polak dostrzeże, że żydowskie, antypolskie publikacje w sposób iście bezczelny uderzają w prawdę o Polakach, którzy w zdecydowanej większości w czasie II wojny światowej stawali w obronie eksterminowanych Żydów. Czy pisząc o rzekomo polskich „orgiach morderstw”, świadomie nie wspomnieli o zezwierzęceniu Żydów z Sonderkommando, Judenratów czy policji żydowskiej? Dlaczego powielają kłamstwa Jana Grabowskiego czy zajadłego polonofoba Jana T. Grossa, twierdzącego że Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców? Dlaczego świat i polska dyplomacja milczą, gdy państwo polskie, które wypowiada wojnę, niemalże obcemu narodowi polskiemu antysemityzmowi, jest obrzydliwie policzkowane? Czy nie jest wyrazem skrajnego faryzeizmu i szowinizmu, gdy Żydzi imputują Polakom brak chęci asymilacji z islamistami, zaś sami partycypują w mordzie na Arabach, kreują konflikty na Bliskim Wschodzie oraz jawnie głoszą w nienawiść do chrześcijaństwa i Jezusa, którego bez poniesionych konsekwencji w IsraeliTV nazywają „nazistą”, a Maryją „ku***”? Jak długo Polska będzie milczeć? Jak długo polskie władze będą się kajać przed społecznością, wśród której jest tylu oszczerców i antypolonitów?

Żądam interwencji od polskiej władzy, gdy moja ukochana Ojczyzna jest deprecjonowana na arenie międzynarodowej, mimo iż my, Polacy wyciągamy rękę do pojednania i chcemy dobrych relacji z Żydami, którzy wielokrotnie czynili i wciąż czynią nam krzywdę. Do tego zachęcam również Was drodzy Czytelnicy. Stop antypolonizmowi! Jeśli my przestaniemy krzyczeć, jestem przekonany, że kamienie wołać będą.

 

Jacek Międlar
http://jacekmiedlar.pl/

Wczoraj w parafiach mojej diecezji włocławskiej odczytany został komunikat biskupa włocławskiego Wiesława Meringa dotyczący haniebnego spektaklu pt.: „Klątwa” [1,2].

 

„Nie pierwszy raz katolicy w naszej Ojczyźnie zostali upokorzeni i zranieni” – napisał biskup w owym oświadczeniu.

Podkreślił też, że nie można udawać, że się nic nie stało i od wierzących wymaga się jasnego świadectwa oraz stwierdził, że „pseudosztuka ‘Klątwa’ próbuje zohydzić pseudoartystycznym bełkotem to, co dla nas święte: Krzyż, postać św. Jana Pawła II, religię. Beztalencie szuka rozgłosu, posługując się bluźnierczymi odwołaniami do najniższych instynktów, fałszu i nienawiści. Sądzę, że scena teatralna w Polsce nie stała się jeszcze nigdy mównicą, z której wzywano do politycznego morderstwa”.

Szczególne oburzenie wywołał u hierarchy fakt bluźnierczego ataku na Krzyż i osobę św. Jana Pawła II, czemu dał wyraz pisząc: „nie wolno udawać, że nic się nie stało. Jesteśmy to winni Świętemu Papieżowi, który Krzyża, Ewangelii i Bożej sprawy kazał nam bronić; Papieżowi, który jest i pozostanie Wielkim Nauczycielem Narodu”.

Biskup Wiesław Mering wyraził przekonanie, że wystawienie „Klątwy” było możliwe tylko w atmosferze agresji promowanej w Polsce od ostatnich wyborów: „totalna nienawiść całkowicie zagłusza sumienia, oślepia”.

Długoletni przewodniczący Rady KEP ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego zwrócił się też bezpośrednio do osób zaangażowanych w wystawienie spektaklu: „‘Aktorom’ grającym poniżające role w żałosnym spektaklu wyrażam zdumienie, że tak nisko cenią siebie i swoje sceniczne możliwości; dyrektorowi Teatru w Warszawie – zdecydowany protest, a samorządowi Warszawy, który Teatr Powszechny utrzymuje, chciałbym zadać pytanie o rozumienie kultury: od zwyczajnych ludzi oczekuje się intuicyjnego pojmowania tego, co przez wieki było sensem sztuki – czyli służby dobru, prawdzie i pięknu. Jeżeli tego samorząd i prezydent miasta nie rozumie – to czy nie trzeba tu jednak czegoś naprawdę zmienić?!”.

Biskup włocławski nie pierwszy raz zabrał głos w sprawach dotyczących poszanowania w Polsce wiary katolickiej i ludzi wierzących, sprzeciwiał się także szerzeniu w mediach idei satanistycznych i okultystycznych. Tym razem jego oświadczenie jest zgodne ze stanowiskiem Konferencji Episkopatu Polski, ale nieraz pozostawał niemal sam w walce z dechrystianizacją Polski, np. pisząc onegdaj:

Oniemiałem ze zdumienia: publiczna telewizja, utrzymywana z pieniędzy podatników, mająca respektować to, co się nazywa wartościami uniwersalnymi, a więc: prawdę, dobro, sprawiedliwość; która powinna służyć wszechstronnemu rozwojowi człowieka, budowaniu społecznego pokoju, obiektywizmowi i ładowi moralnemu – planuje udział ‚Nergala’ (Adama Darskiego) – nie kryjącego swojego zaangażowania w satanizm oraz pogardy dla chrześcijaństwa – w programie The Voice of Poland od jesieni 2011 roku, w Programie Drugim Telewizji Polskiej! (…) ten bluźnierca, satanista i miłośnik zła dostanie do dyspozycji ekran publicznej telewizji, by łatwiej mógł głosić swoje trucicielskie nauki (…) Nie wolno udawać, że nic się nie stało, nawet jeśli okrzyczą nas wstecznikami, nietolerancyjnymi katolikami, czy jakimiś tam ‚beretami’! Nie! Jako obywatele mamy prawo ujawniać i głosić swoje zdanie (…)Nie możemy milczeć, kiedy w drastyczny sposób narusza się przywiązanie wiernych do chrześcijaństwa”.

Wtedy bluźnierca i satanista, szpetny Nergal drący Pismo Święte podczas swoich koncertów swobodnie sobie brylował w publicznej telewizji. Dziś na szczęście bluźnierczyni, szpetna Julia Wyszyńska, która na scenie symulowała seks oralny z figurą św. Jana Pawła II i żałowała, że nie można przeprowadzić zbiórki na sfinansowanie zabójstwa Jarosława Kaczyńskiego, została wyrzucona z TVP i nie ujrzymy jej tam nawet w spektaklach czy filmach lub serialach, które były nagrane wcześniej a ich premiera miała się odbyć niebawem.

Dygresyjnie: onegdaj Nergal nie poniósł żadnej kary, choć zapewne np. wydzierając kartki z Koranu byłoby mu ciężko tej kary uniknąć a dla Julii Wyszyńskiej to i tak mała kara, bo gdyby np. symulowała seks oralny z Mahometem i żałowała na scenie, że nie można dokonać zbiórki na sfinansowanie zabójstwa islamskiego imama, to raczej niewesoła byłaby jej przyszłość.

W sprawie spektaklu „Klątwa” swoje oświadczenie w imieniu Konferencji Episkopatu Polski wydał tez jej rzecznik – ks. Paweł Rytel-Andrianik:

„Spektakl „Klątwa” w reżyserii Olivera Frljića,który wystawiono w Teatrze Powszechnym w Warszawie ma znamiona bluźnierstwa.Podczas spektaklu dokonuje się publiczna profanacja krzyża, przez co ranione są uczucia religijne chrześcijan, dla których krzyż jest świętością. Oprócz symboli religijnych znieważa się osobę św. Jana Pawła II, co jest to szczególnie bolesne dla Polaków. Ponadto nie może być przyzwolenia na nawoływanie do nienawiści i deprecjonowania ludzkiego życia. Podobnie nie można się zgodzić na znieważanieflag państwowych, w tym przypadku flagi Państwa Watykańskiego.Odpowiedzią na spektakl „Klątwa”, który wypacza pojęcie sztuki i piękna, niech będzie modlitwa wynagradzająca za bluźnierstwo oraz promocja wartości m. in. w środkach społecznego przekazu w myśl słów: „Zło dobrem zwyciężaj!”.

[1] http://www.diecezja.wloclawek.pl/site/pliki/pliki/38913e1d6a7b94cb0f55994f679f5956.pdf

[2] http://www.diecezja.wloclawek.pl/pl/news/20,aktualnosci/2865,bp-mering-o-klatwie-nie-pierwszy-raz-katolicy-w-naszej-ojczyznie-zostali-upokorzeni-i-zranieni

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad…

http://krzysztofjaw.blogspot.com/

kjahog@gmail.com

Temat pozornie może wydać się mało istotny, bo po pierwsze, jego główny nurt niemal nie wychodzi poza internetową publicystkę (niestety, inna, niezależna nie istnieje), a po drugie, cóż może wnieść do polityki dwóch nieopierzonych młodzieńców?

 

Zacznijmy jednak od końca, od wieku rozmówców. Sam zaawansowany wiek jeszcze niczego nie gwarantuje, bo jest bardzo wielu politycznie głupich osobników dojrzałych i starców. Nie mniej ilość przeżytych lat przynajmniej stwarza szansę na bogatszy zbiór obserwacji, a te wsparte logiką myślenia mogą sprzyjać powstaniu tego, co nazywa się doświadczeniem. Dotyczy to każdego zawodu, zawodu dziennikarza i polityka także. Młodość siłą rzeczy stoi tu na przegranej pozycji. I taka jest naturalna kolej rzeczy.

Oczywiście inaczej sprawa ma się ze społecznym odbiorem przekazywanych treści. Młodość z natury kontestująca wiek dojrzały i starość, o wiele łatwiej przyswoi sobie przekaz młodego niż przekaz „zgreda”. Stąd do młodzieży – do młodego ruchu narodowego – do wyprowadzania go na „właściwe” tory wytypowano młodzieńca, ks.Jacka Międlara (ur.1989r.).

 

Nikt z młodych jakoś nie zastanawia się, że J.Międlar poczuł tak silny imperatyw nacjonalistycznej misji, silniejszy nawet niż niesienie, jako duchowny, słowa Joszue, iż nie usłuchał swoich przełożonych i musiał porzucić sutannę, a razem z sutanną wikt i opierunek i bezpieczeństwo socjalne aż do śmierci. Od teraz będzie żył z nacjonalizmu, chociaż w IIIŻydo-RP żaden autentyczny nacjonalista szans na to mieć nie może (?).

Młody adept dziennikarskiej sztuki nie pomyślał, żeby spytać J.Międlara, czy z nacjonalizmu da się wyżyć?

 

Młodzi, ale i starzy również, rzadko zadają sobie pytanie, jak to możliwe, że wyklinany oficjalnie nacjonalizm nie przeszkadza zapraszać do pomniejszych żydowskich mediów niektórych nacjonalistów, np. J.Międlara? A skoro zapraszają ich pomniejsze media, dlaczego nie zaproszą te główne?

Odpowiedź jest banalnie prosta: reklamę nacjonalistom (tym koncesjonowanym oczywiście) robi się tylko w takim zakresie, jaki jest niezbędny do kontrolowania nacjonalizmu, żeby za nadto nie wyrósł. A jeśli wyrośnie, to tylko w warunkach szklarniowych pod bacznym okiem ogrodników, np. tych w sutannach.

 

Oczywiście jak przystało na prawdziwego nacjonalistę J.Międlar musi być „antysemitą” – trochę kokieterii nie zawadzi. Stąd jego wypowiedzi o żydowskim Hollywood, o zbrodniach na NSZ, o żydowskim antypolonizmie, itp. – to cała prawda o Żydach w wydaniu nacjonalisty J.Miedlara.

Młodemu adeptowi dziennikarskiej sztuki nie przyszło do głowy spytać J.Międlara, dlaczego na fali antymuzułmańskich protestów pozwala nieść się katolickiemu szowinizmowi i nie szuka prawdziwych przyczyn i winowajców zjawiska migracji islamu do Europy? No, ale może to zbyt trudny temat dla młodego. Może za rok, za dwa, a może jeszcze później dojrzeje do tych zagadnień – nie od razu Kraków przecież zbudowano.

 

Na koniec kąsek najsmaczniejszy: Polski nacjonalizm jest komplementarny z katolicyzmem twierdzi J.Międlar (film 6:44min.).

Młody dziennikarz nie spytał nawet co to znaczy? Może akurat to wiedział, bowiem po kolejnych swoich fascynacjach politycznych, Solidarną Polską Z.Ziobro, PiS-em, teraz jest w fazie wielbienia żydo-katolika G.Brauna i pewnie nie obce mu słynne zawołanie idola: „Kościół, szkoła, strzelnica”.

Nie będę ponownie udowadniał, że nie da się pogodzić nacjonalizmu z żydo-katolicką religią, z doktryną żydo-katolickiego Kościoła. Wystarczy, że sam Kościół głosi, iż „nacjonalizm jest herezją”.

 

Co roztropniejszy obserwator polityki z pewnością skonstatuje, że Kościół nie może poprzeć nacjonalizmu, który mógłby zmieść porządki żydowskiego reżimu IIIRP. A właśnie ten żydowski reżim, całe jego polityczne spektrum – dzisiaj – od PO do PiS Kościół popiera od samego początku, czerpiąc zresztą z tego pokaźne profity finansowe, a więc nie będzie podcinał gałęzi, na której sam siedzi.

Zatem na jakiej podstawie wykształcony ksiądz, który nie odżegnuje się od Kościoła, a wręcz przeciwnie, mimo zdjęcia sutanny, chce pod jego żydo-katolickie skrzydła wprowadzić narodową młodzież, głosi twierdzenie sprzeczne z nauką, z doktryną i z polityką Kościoła? Odrzucenie przez Kościół idei państwowej, narodowej, socjalnej, jest tak stare jak sam Kościół i J.Międlar jako wykształcony ksiądz nie może tego nie wiedzieć.

Wprowadzona przez niego pod skrzydła Kościoła młodzież zostanie wykastrowana z istoty nacjonalizmu, z zasadniczych wartości idei narodowych, państwowych.

Kościół walczył z nacjonalizmem zawsze, nie przebierając w środkach. Były zakonny ksiądz, teolog, Ludwik Gościński, w krakowskim „Głosie Narodu” (listopad 1937) zamieścił „List otwarty do Papieża”, w którym pisał o kontaktach jezuitów z masonerią w celu koordynacji działań przeciw wspólnemu wrogowi – przeciw nacjonalizmowi.

 

Wniosek może być tylko jeden, że J.Międlar jest antypolskim, antynarodowym, antypaństwowym, agentem żydo-katolickiego Kościoła, któremu wyznaczono zadanie niszczenia polskiego nacjonalizmu poprzez przekierowanie go na żydo-katolicki szowinizm. Jest to działalność wyjątkowo perfidna, ponieważ świadomie wykorzystuje wszelkie braki młodości. Od niewiedzy politycznej poczynając na tragicznej sytuacji materialnej, zawodowej, bytowej i braku perspektyw na lepsze życie kończąc, co przyczynia się do ogromnej podatność młodych na wszelką manipulację polityczną. Żydo-katolicki Kościół z premedytacją wykorzystuje tę dramatyczną sytuację społeczną młodzieży i tym łatwiej wpycha na szowinistyczną ścieżkę przeciw innym wyznaniom i kulturom, a ma w tym wielowiekowe doświadczenie.

Jak widać na filmie, J.Międlara wspierał dzielnie, choć nieświadomie, ale z młodzieńczą niefrasobliwością nowy „lis” dziennikarstwa – na razie internetowego, ale kto wie, może zostanie zauważony przez wielki świat żydo-mediów, zwłaszcza, że ten stary Lis jest chyba schodzącą gwiazdą.

 

Dariusz Kosiur wice.pl

Jacek Międlar został zatrzymany w sobotę rano na lotnisku Stansted w Londynie przez brytyjską straż graniczną (UK Border Agency).

 

[Przypominamy, iż ksiądz Jacek Międlar jest kapłanem katolickim i żadna ziemska siła, nawet Aleksander Smolar, nie może mu odebrać znamienia sakramentu. – admin]

Jak informuje Artur Bednarski, dowódca londyńskiego oddziału gazety Polski Niepodległej prawdopodobnie chodzi o zaplanowane spotkanie Jacka Międlara z Jaydą Fransen, szefową Britain First. Decyzja brytyjskich służb granicznych jest absolutnie polityczna – czytamy na stronie gazety.

Jacek Międlar miał również przeprowadzić relację z londyńskiego biegu „Tropem Wilczym”. Gazeta „Polska Niepodległa” zgłasza sprawę do MSWiA oraz MSZ.

Jacek Międlar w ostatnim czasie napisał kilka krytycznych tekstów pod adresem władz w Londynie, w których wytykał ignorowanie problemów z jakimi mierzy się brytyjska Polonia.

https://parezja.pl

„Podczas przesłuchania agenci kpili z naszych barw narodowych ” – J. Międlar opowiada o deportacji z UK

To, co się wydarzyło 25 lutego na lotnisku Stansted, zapisze się negatywnie w historii Polonii na Wyspach. Jacek Międlar za swoje poglądy nie został wpuszczony do Wielkiej Brytanii, a następnie z niej wydalony!

To smutny przykład, że świat jaki znamy upada w szybszym tempie, niż nam się wydaje. Ja rozumiem, że nie trzeba się zgadzać z poglądami Jacka, ale w tym przypadku mamy do czynienia z jawnym łamaniem wolności słowa. W momencie gdy czekałem na niego w sali odlotów i później dowiedziałem się, że został aresztowany, miałem tę nieprzyjemność spotkać się z oficerem policji, który pokazał mi, co oznacza rasizm w nowym wydaniu.

Nie ma tu miejsca na całą opowieść, ale o jednym muszę wspomnieć. Otóż ów oficer z uśmiechem na twarzy poinformował mnie, że tylko Brytyjczycy mają wolny wstęp do UK! Reszta bez powodu może być wydalona! Niezłe, nie? Jakiś komentarz? Zresztą o przesłuchaniu Jacka Międlara i wydaleniu z UK opowie on sam. To jest szokująca opowieść! Zapraszamy do słuchania!

[Nagranie jest dostępne tu:
>http://thenowypolskishow.co.uk/przesluchania-agenci-kpili-naszych-barw-narodowych-j-miedlar-opowiada-o-deportacji-uk
Naprawdę warto posłuchać. Przynajmniej początku…
Admin]

http://thenowypolskishow.co.uk

Medytacje, medycyna niekonwencjonalna, metody relaksacyjne – to wejście w świat kultu pogańskiego. Homeopatia, tatuaże, kolczykowanie ciała czy przekleństwa, złorzeczenia, rzucanie czarów, uroków.

 

Kto może przyjąć takie zlecenia człowieka? Tylko zły duch, na pewno nie Anioł Stróż. A on tego nadawcę bierze już w swoją niewolę – mówi ks. Marian Rajchel, egzorcysta.

Człowiek we współczesnym świecie jest narażony na wiele pokus i często im ulega. Czy są takie zagrożenia, które są najbardziej dla nas niebezpieczne?

– Warto na początku zastanowić się na tym, co się stało w człowieku, że tak łatwo odchodzi od tego co lepsze, piękniejsze, od tego, co jest prawdą, a dąży do tego co jest fałszem. Gdybyśmy tak zapytali ludzi na ulicy o to, co uważają za najważniejsze zagrożenie człowieka, zapewne usłyszelibyśmy, że jest to wojna, głód, choroby, zatrucie powietrza. W tych odpowiedziach zabrakłoby nam czegoś bardzo ważnego.

Przywołam tu słowa bł. Matki Teresy z Kalkuty. Kiedy odbierała nagrodę Nobla została zapytana o to, co jest największym zagrożeniem dla pokoju. Odpowiedziała: aborcja. Bo jeśli matka może zabić własne dziecko, to kto powstrzyma ludzi przed tym, by się nawzajem nie zabijali?

Wojna, głód są zagrożeniem, to prawda, ale tego co najważniejsze dziś się nie dostrzega. Aborcja jest ogromnym problemem. Statystyki mówią, że rocznie na świecie zabija się prawie 50 mln tych najbardziej bezbronnych istnień ludzkich. Można powiedzieć, że kula ziemska opływa niewinną krwią. Tego na ogół nie zauważamy.

To jest trochę tak jak z zatrutym, zanieczyszczonym powietrzem. Człowiek się przyzwyczaja i dobrze się w tym czuje. Jednak znacznie gorzej jest, gdy skażona jest atmosfera duchowa, a my tego nie widzimy. Niestety dziś całe społeczności nie dostrzegają największych zagrożeń, największych zbrodni. W tej sytuacji można uznać, że to człowiek jest największym zagrożeniem dla samego siebie i innych.

Co się stało z ludzkością, że doprowadziła się do takiego stanu?

– Zapomniano, że wartość jest w samym człowieku. Tak chętnie chwalimy się i uważamy się za mądrych, postępowych. Potrafimy posługiwać się tysiącami narzędzi. To jednak nie jest istotą rozwoju człowieka. To nie jest człowiek Ewangelii, który poznał i przyjął Boga, i stara się żyć tą Miłością już tu na ziemi, by wejść w Nią na wieczność. To jest człowiek „wyzwolony od Dekalogu”, a w konsekwencji wyzwolony od Miłości.

Można zauważyć tu pewne etapy. Najpierw spreparowano człowieka – nastąpiło niejako przygotowanie gruntu pod zło. Najgroźniejsze zmiany dokonały się w sposobie myślenia człowieka. Górę wzięły bezmyślność i zarozumiałość. Wymieniam te cechy razem, bo sama bezmyślność nie byłaby taka groźna. Zawsze można się douczyć. Jednak człowiekowi zarozumiałemu nie przyjdzie do głowy myśl o tym, że posiada braki. To pozwala mu przyjąć zasadę: czego ja nie widzę, czego nie rozumiem, tego nie ma. Liczy się „ja” – to „ja” dyktuję. I odwrotnie: to co istnieje, to co znam dobrze, to wystarcza mi do życia.

Oczywiście zabraknie wiedzy i to nie raz, i okaże się że nie wszystko się wie. Wtedy jednak sięgamy po sprawdzony sposób działania – patrzymy na innych i tłumaczymy sobie, że przecież wszyscy tak żyją.

Tak odchodzi się od spraw Bożych, a w ich miejsce pojawiają się horoskopy, wróżby. Widać, że taki człowiek podświadomie czuje jakieś braki, ale nie przyzna się, że może coś odrobić. Za to idzie do kogoś, kto mu wypełni pustkę.

Jakie są efekty odtrącenia Boga?

– Człowiek, który przez dłuższy czas żyje „wypełniaczami” staje się sztywny w myśleniu. Działa zasada, że organ niećwiczony zamiera, a wyłączane jest tu logiczne myślenie. Człowiek przestaje szukać prawdy kosztem łatwych rozwiązań, które są tylko namiastkami, atrapami prawdy. Oczywiście ograniczenie inteligencji może być cechą wrodzoną, niezawinioną. Tu jednak owa upośledzona postawa jest świadomym wyborem człowieka.

Dlaczego tak się dzieje? Można to tłumaczyć lenistwem, może być to próba zabłyśnięcia czy efekt kierowania się pychą. To, do jakiego stanu człowiek dochodzi, jest konsekwencją zarozumiałości. Takie postawy widać w różnych środowiskach i społecznościach. To jest preparowanie człowieka. Jednak taki człowiek nie pozostaje bezreligijny. Niby mówi się, że jest on niewierzący, ale kontakt ze światem ponadnaturalnym jest oczywisty dla człowieka.

Jeśli więc człowiek porzuci drogę z Bogiem i do Boga, natychmiast wchodzi na drogę drugiego pana, innego pasterza – demona. Znakiem, że jesteśmy na takiej drodze są te tysiące zabobonów. Wydawałoby się, że żyjemy w epoce postępu i rozumu, a wracają stare wierzenia, następuje nawrót do pogaństwa.

Kiedy poganie nawracali się i wybierali chrześcijaństwo, mogliśmy mówić o postępie. Następowała wówczas generalna zmiana zasad postępowania, patrzenia na człowieka. Kiedy dziś chrześcijanie wybierają pogaństwo, wiąże się to z degradacją człowieka. To pierwszy etap zwycięstwa nad człowieczeństwem – spreparowany człowiek przygotowany do złego zasiewu. „Szukać prawdy? Po co ? Ja jestem źródłem prawdy. To co uważam za dobre jest wyznacznikiem”. To fałsz, bo człowiek, który „uwolnił się” od Boga nie jest sam. On już służy innemu panu. Kiedy odrzucimy Boga natychmiast przejdziemy na drogę pierwszego buntownika. Tu zaczyna się „zasiew”.

O ile w przyrodzie chwasty wyrastają między dobrym ziarnem, tak chwasty duchowe nie wejdą na zajęty teren, broniony Łaską Bożą. Jeśli więc zasiane jest Ziarno Boże, chwasty nie mają szans. Ale można działać powoli, systematycznie, tak by człowiek sam rezygnował z Łaski. I to się nie dzieje bez winy człowieka. Wiary i Łaski nie traci się bez winy. To zawsze jest owoc grzechu, buntu.

Dzisiaj co drugi Polak regularnie sięga po horoskopy. Wróżbiarstwo, to prawdziwy przemysł. Dokąd zmierzamy?

– W Polsce działa prawie 100 tys. wróżek, jasnowidzów, do tego funkcjonuje podobna ilość bioenergoterapeutów i innych „uzdrawiaczy”. Widać zatem jaka armia stoi po tamtej stronie. Mamy też w społeczeństwie sporo ludzi, którzy oderwali się od wiary oraz „alekatolików”, będących na ostrej diecie sakramentalnej. Jedna, dwie spowiedzi w roku. Oni też szybko porastają chwastami. A dziś trzeba się bronić przed zasiewem zła. Jeśli człowiek chce sam sobie radzić w życiu, to na pewno upadnie.

Chwastem duchowym jest wszystko to, co odrywa nas od Boga, co go odrzuca, nie uznaje Jego autorytetu. To nie jest tylko brak czci, ale też akt buntu przeciwko Bogu i akt kultu pierwszego buntownika. Najpewniejszymi oznakami kultu demona jest nienawiść choćby do jednego człowieka. Pan Jezus nigdy nie dopuszcza nienawiści, mówi: „miłujcie waszych nieprzyjaciół”.

Druga cecha, to awersja do rzeczy świętych jak modlitwa, liturgia czy życie według przykazań, zwłaszcza do życia w miłości, czystości, trzeźwości. To wywołuje śmiech, szyderstwo, nienawiść, złość i prowadzi do agresji. Człowiek traci kontrolę nad swoim ciałem, ulega mu i wchodzi w świat lęku.

Wielu nie zdaje sobie sprawy z tego czym jest ten pozanaturalny lęk, gdy wydaje się, że są w nas wpatrzone nienawidzące oczy, czyhające na nasz błąd. Równocześnie rośnie tęsknota za Rajem utraconym, bo w człowieku zawsze coś zostaje, on pamięta, ale trudno mu się przyznać do błędu. Taki człowiek raczej pójdzie w kierunku myśli samobójczych: „ty z tego nie wyjdziesz, takie życie nie ma sensu, a życie zależy od ciebie, więc je zakończ”. To jest właśnie kres drogi bez Boga.

Zwykle wybór niewłaściwej drogi zaczyna się bardzo niewinnie, można rzec, że w trakcie „niewinnej” zabawy?

– Posłużę się przykładem. Matka się skarży, że jej pociechy nie mogą spać same, a w nocy budzą się ze strachem. A gry komputerowe, a zabawki, a bajki? Od tego się zaczyna. Podsuwane dziś zabawki dla dzieci straszą, bajki są pełne przemocy, magii, uczą używania zaklęć. Za tym idą horrory, zła muzyka, gry komputerowe, amulety, talizmany, posążki pogańskie, maski szamańskie, kadzidełka na cześć duchów. Proszę o tym pamiętać! Paleniem kadzidełka oddaje się cześć jakiemuś bóstwu. A nie ma innego poza Bogiem! Dochodzi więc do sprzeniewierzenia nie tylko wierze, ale i rozumowi. Do tego trzeba doliczyć pornografię. Zły duch znajdzie sposób na każdego człowieka, a doświadczenie ma ogromne. To dziesiątki tysięcy lat ataków, a dziś możliwości są jeszcze większe.

Najgorzej, gdy dojdzie do paktów. Za przyjemność, majątek, sławę, stanowisko, człowiek potrafi oddać się szatanowi na służbę. Sięga się po wschodnie środki: medytacje, medycynę niekonwencjonalną, metody relaksacyjne – to wejście w świat kultu pogańskiego, z czego najczęściej nie zdajemy sobie sprawy. Homeopatia, tatuaże, kolczykowanie ciała czy przekleństwa, złorzeczenia, rzucanie czarów, uroków. Kto może przyjąć takie zlecenia człowieka? Tylko zły duch, bo na pewno nie Anioł Stróż. A on tego nadawcę bierze już w swoją niewolę.

Zaczyna się niewinnie, potem wdrażana jest zasada „róbta co chceta”, a więc życie partnerskie bez odpowiedzialności za siebie, za partnera, za dzieci, za przyszłość. Dopełnieniem często bywa hazard, pornografia czy jakaś „potęga” świadomości czy podświadomości. Tu robi się miejsce na „cudowne środki magiczne”.

Jak możemy się bronić przed takimi zagrożeniami?

– Przede wszystkim trzeba owe zagrożenia rozeznać. Jako istota rozumna potrafimy to czynić. Gdyby zwierzę nie rozpoznało co służy zdrowiu, a co truje, to by padło, ale ma instynkt. My mamy rozum. By jednak być bezpiecznym trzeba być też blisko Boga. Trzeba odrzucać wszystko co złe. Nie ma dawkowania. Zmniejszenie czasu gier komputerowych nic nie daje, tak jak zmniejszenie dawki alkoholu. Nadal pozostaje się w nałogu. Człowiek jednak sam nie da rady. Potrzeba modlitwy, sakramentów. Trzeba wyspowiadać się, najlepiej z całego życia, by oderwać się od tego złego etapu i zacząć nowe życie.

Pamiętajmy przy tym, że czarny obraz przyszłości jest dla ludzi niewierzących. Dla wiernych, nie ma sytuacji beznadziejnych. W każdej chwili można wrócić do Pana Jezusa Bramą Miłosierdzia, bo ono jest nieskończone.

Wiele osób mówi, że Bóg im nie przebaczy, bo tyle razy Go obrazili. Jednak nawet największe ludzkie grzechy pozostają ludzkimi, więc są ograniczone, a Miłosierdzie Boże jest nieskończone. Wszyscy ludzie, wraz z całym piekłem nie wyczerpią nieskończonego Miłosierdzia Bożego. Taką ufność nie na darmo Bóg przypomina w naszych czasach. Mało tego, Jezus czeka na to byśmy czerpali z tego Miłosierdzia. Bo nieskończona Miłość wszystko przebacza, a Wszechmoc odbuduje.

Wprawdzie statystyki mówią, że coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, ale też rośnie liczba osób często przystępujących do sakramentów. To jest szansa pogłębienia życia religijnego. Pamiętajmy, że jest wiele ludzi dobrych, sprawiedliwych.

Gdy Abraham targował się z Bogiem o uratowanie miasta doszedł do liczby dziesięciu sprawiedliwych. Dziś jest więcej takich ludzi. Mało tego, jest jeden Najsprawiedliwszy, który stanął między nami a Bożą Sprawiedliwością. Codziennie odprawianych jest setki tysięcy Mszy św., to także tysiące osób konsekrowanych, męczenników. Każdy, nawet mały dobry uczynek jest przyczynieniem się do zwycięstwa dobra nad złem.

Wreszcie jest też Świętych Obcowanie, mamy Matkę Bożą, Aniołów, Świętych. Po tej stronie jesteśmy i jest to potęga, której piekło nie pokona. Mamy też wiarę w słowa Pana Jezusa, że bramy piekielne Kościoła nie zwyciężą oraz świadomość ostatecznej Sprawiedliwości. To daje siłę w walce ze złem. Jeśli Bóg jest z nami, to zawsze jest szansa na zwycięstwo.

Dziękuję za rozmowę

Marcin Austyn
http://www.pch24.pl