Kryzys uchodźczy pozostaje jednym z najpoważniejszych wyzwań europejskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa ostatnich lat. Masowe migracje ludności z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej stanowią coraz większe obciążenie dla państw zachodnioeuropejskich.

Pierwszym zagrożeniem, jakie przychodzi na myśl w związku z kryzysem uchodźczym jest terroryzm islamski. Paradoksalnie, pomimo iż zamachy terrorystyczne mają charakter najgłośniejszych i najbardziej spektakularnych zagrożeń związanych z masowymi migracjami z obszaru MENA (Middle East and North Africa – Bliski Wschód i Afryka Północna) stanowią one jedynie wierzchołek góry lodowej. Poza terroryzmem istnieją inne jeszcze, codzienne, zagrożenia, które w sposób istotny wpływają na poziom bezpieczeństwa państw szeroko pojętej zachodniej Europy. Dość wspomnieć o muzułmańskich dzielnicach będących tzw. „no-go zone”, gdzie nie zapuszczają się nawet funkcjonariusze policji poszczególnych państw, nielegalnym handlu bronią, narkotykami, czy napięciami etnicznymi i religijnymi pomiędzy samymi imigrantami (chociażby konflikt między sunnitami i szyitami).

W efekcie przerażającą „codziennością” są starcia pomiędzy zorganizowanymi grupami przestępczymi o wpływy na rynku narkotykowym, czy też morderstwa na tle etnicznym i religijnym. W tym ostatnim przypadku wypada zaznaczyć, iż fanatycy islamscy stanowią szczególnie duże zagrożenie dla ludności żydowskiej, co wynika z sytuacji politycznej Bliskiego Wschodu (Muzułmanie uważają Izraelitów za okupantów Palestyny). Większość fundamentalistycznych organizacji islamskich za swój cel uznaje nie tylko ekspansję religii i kultury islamskiej, ale również zniszczenie państwa Izrael i wyzwolenie Palestyny.

Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, iż dotychczasowe działania, czy to asymilacyjne (Francja), czy też multikulturalne (Szwecja) nie odniosły większego sukcesu. Kłopoty związane z kryzysem migracyjnym nie dość, że nie zostały rozwiązane to ulegają ciągłemu pogłębianiu. Co więcej, mamy też do czynienia z postępującą radykalizacją tej części społeczności islamskiej, która na zachodzie mieszka od kilku pokoleń. Naturalnie największą przeszkodą w procesie asymilacji pozostają, swego rodzaju, „getta” – dzielnice miast zamieszkane wyłącznie przez ludność z obszaru MENA. Abstrahując od problemów związanych z działalnością zorganizowanych grup przestępczych przystoi zauważyć, iż funkcjonowanie w tego rodzaju zamkniętych dzielnicach skutecznie blokuje wszelkie procesy asymilacyjne. Społeczność tych rejonów nie posiada codziennych kontaktów z pozostałą częścią społeczeństwa państw przyjmujących. Mamy zatem do czynienia z enklawami, swego rodzaju „państwami w państwie” – z własnym językiem, kulturą, zasadami i służbami przymusu, w których skład najczęściej wchodzą przedstawiciele radykalnych grup religijnych oraz grup przestępczych.

Radykalizacja wyznawców Islamu dotyczy przede wszystkim dwóch grup: osób nowoprzybyłych na kontynent europejski oraz osób zamieszkujących państwa zachodnie od kilku (2 lub więcej) pokoleń. W pierwszym przypadku, proces radykalizacji przeprowadzają przede wszystkim fundamentalistyczne ugrupowania religijne działające na zachodzie (często legalnie). Członkowie wspomnianych ugrupowań poszukują wśród nowych imigrantów najsłabszych jednostek – pozbawionych rodziny i przyjaciół, nieznających języka, bez pracy, pieniędzy i perspektyw na poprawę własnej sytuacji. Fundamentaliści wyciągają do takiej osoby „pomocną dłoń” oferując wsparcie materialne oraz udział we wspólnocie i przynależność do grupy. Następnie, dzięki stosowaniu różnorodnych przysług i technik manipulacyjnych uzależniają od siebie zrekrutowaną osobę i poddają procesowi stopniowej, religijnej radykalizacji. W wyniku tego rosną szeregi terrorystów islamskich (w tym zamachowców-samobójców). Warto zaznaczyć, iż na proces manipulacji i radykalizacji wpływa kondycja psychiczna poszczególnych osób. Można generalnie przyjąć, że im gorszy stan psychiczny danej osoby tym bardziej jest ona podatna na manipulację. Wydaje się, że państwa zachodnie nie robią wystarczająco dużo, by powstrzymać działalność podobnych zrzeszeń, a szeroko znane nawoływanie do „świętej wojny”, w niektórych meczetach (np. w Niemczech) najlepiej o tym świadczy.

W przypadku osób mieszkających na terytoriach państw zachodnich od kilku pokoleń istnieją dwa rodzaje zagrożeń. Jeżeli osoby te mają trudną sytuację materialną – mogą zostać wciągnięte do organizacji islamskich fundamentalistów podobnie jak nowoprzybyli. Większym problemem w tym przypadku pozostaje jednak szeroki dostęp do treści propagandowych publikowanych przez ISIS. Dostęp do propagandy Daesh pozostaje w zasadzie nieograniczony. Filmy chwalące działalność tej organizacji terrorystycznej, czy relacje z egzekucji można bez trudu znaleźć na największych portalach społecznościowych, takich jak np. facebook, czy twitter. Co więcej, samo Państwo Islamskie wydaje nawet od 2014 r. własną internetową (swoją drogą graficznie świetnie wykonaną) gazetę. Pismo ukazuje się w 4 językach – arabskim, angielskim, niemieckim i francuskim. Treści propagujących działalność Kalifatu można w Internecie znaleźć całą masę. Osobiście odnoszę wrażenie, że kompletnie nikt nic z tym nie robi. Co prawda usuwanie poszczególnych filmów i artykułów będzie swego rodzaju walką z wiatrakami i syzyfową pracą. Niezależnie od tego wypada podjąć takie działania, celem ograniczenia zasięgu informacyjnego ISIS. Naturalnie, poza zwiększeniem aktywności służb specjalnych w sieci, za konieczność uznaję również większe zaangażowanie samych administratorów serwisów w blokowanie omawianych treści.

Pozostaje pytanie o same cele jakie stawiają sobie organizacje terrorystyczne z Daesh na czele. Można w tym miejscu pisać o zastraszeniu społeczeństw zachodnich, czy rezygnacji przez zachód z części wolności obywatelskich (a zatem uderzenie w zachodnią kulturę), jednakże najważniejszy cel pozostaje zgoła odmienny. ISIS poprzez zamachy dąży do radykalizacji społeczeństw zachodnich i wzrostu popularności antyimigranckich (zwłaszcza skrajnie prawicowych) ugrupowań politycznych. Postępująca niechęć do muzułmanów, w zamierzeniach Państwa Islamskiego, ma doprowadzić do pogromów ludności z obszaru MENA zamieszkującej państwa zachodnie. Na te pogromy wyznawcy islamu odpowiedzą w analogiczny sposób. Finalnie ma dojść do wojen religijnych pomiędzy muzułmanami, a rdzennymi mieszkańcami państw europejskich, która w zamierzeniach ISIS doprowadzi albo do upadku tych państw, albo przynajmniej poważnego nadwyrężenia ich potencjału. W szerszym kontekście, cel ten pozostaje środkiem służącym zatrzymaniu procesu westernizacji w obszarze cywilizacji islamskiej.

W kontekście wszystkich powyższych kwestii – kryzysu uchodźczego, nieskutecznej asymilacji i postępującej radykalizacji – trzeba zadać sobie pytanie: co zrobić aby uniknąć katastrofy? Chociaż podjęcie działań zaradczych nie będzie ani proste, ani bezbolesne to, w moim przekonaniu, istnieją metody na poprawę obecnej sytuacji.

Po pierwsze, elity polityczne UE i poszczególnych państw zachodnich muszą sobie zdać sprawę, iż Unia – choćby nie wiem jak bardzo chciała – nie może pełnić roli zbawcy świata, w związku z czym nie powinna nawet próbować takiej roli odgrywać. Nie da się przyjąć milionów osób z obszaru MENA i zasymilować ich. Nawet takie państwo jak Niemcy z ich potencjałem ekonomicznym nie będzie w stanie – ze względu na skalę – udźwignąć tego zadania ani finansowo, ani społecznie. Z tego powodu zasadne jest zamknięcie granic i rozpoczęcie misji międzynarodowej (o realnym potencjale…), która będzie miała za zadanie zwalczać zarówno proceder przemytniczy, jak i nielegalną migrację ogólnie. Europa nie może zbawić świata niezależnie od tego, czy fakt ten Europie się podoba, czy też nie.

Po drugie, biorąc pod uwagę fakt, iż służby mające zapewnić państwu bezpieczeństwo wewnętrzne (w tym służby specjalne) już teraz nie są w w stanie kontrolować sytuacji („no-go zone”), należy przeznaczyć większe środki finansowe, techniczne i osobowe na funkcjonowanie tychże służb (zwiększenie budżetów operacyjnych, zakup wyposażenia, zwiększenie liczby etatów). Pozwoli to na objęcie kolejnych osób kontrolą operacyjną oraz zwiększenie liczby patroli tak w wymiarze ogólnym, jak i w miejscach newralgicznych – najbardziej narażonych na ataki. Co więcej, biorąc pod uwagę liczbę osób, która wyjechała z Europy na Bliski Wschód by walczyć w szeregach Państwa Islamskiego za zasadne uznaję prowadzenie (a w wypadku RFN i Francji intensyfikację) działań w formie dalekiego rozpoznania wywiadowczego prowadzonego w Iraku i Syrii. Obserwacja niebezpiecznych bojowników ISIS pozwoli na zablokowanie im możliwości ponownego wjazdu na terytorium państw członkowskich UE, a w skrajnym wypadku umożliwi ich likwidację przez operujące w regionie jednostki wojsk specjalnych.

Po trzecie, wreszcie muszą zostać podjęte realne działania przeciwko propagandzie Daesh. Blokowanie dostępu oraz usuwanie wszelkich treści propagujących i pochwalających działalność Kalifatu jest absolutnie konieczne. W działania te, poza służbami państwowymi, powinni być zaangażowani również administratorzy poszczególnych portali internetowych. Być może kwestia ta sprawia wrażenie oczywistej, jednak w moim przekonaniu na tym polu istnieją bardzo poważne zaniedbania. Na sieci naturalnie nie koniec, bo za czynnościami w cyberprzestrzeni powinna pójść delegalizacja wszelkich organizacji głoszących fanatyczne hasła połączona z masowymi zatrzymaniami i deportacjami ich członków. Nie może być mowy o akceptacji dla nawoływania do nienawiści, a liberałowie powinni sobie wreszcie przypomnieć swoją własną zasadę, mówiącą: „nie ma wolności dla wrogów wolności”.

Wprowadzenie w życie powyższych postulatów nie spowoduje oczywiście rozwiązania wszelkich trudności związanych z kryzysem uchodźczym i asymilacją ludności z obszaru MENA. Pozwoli za to na zatrzymanie kolejnych fal „uchodźców” oraz zastopowanie radykalizacji, dzięki czemu kłopot przestanie narastać. Wówczas dopiero będzie można podjąć skuteczniejsze działania asymilacyjne wobec tej ludności, która już w Europie przebywa.

W końcu, elity unijne muszą sobie uświadomić, iż trwanie w status quo działa nie tylko na ich niekorzyść, ale na niekorzyść całej Europy. Kolejne zamachy będą budować poparcie dla ruchów skrajnie prawicowych. Dojście tego rodzaju partii do władzy w Europie, wraz ze wzrostem nastrojów rasistowskich i ksenofobicznych pozostaje w absolutnie najlepszym interesie Daesh. Stąd prosta droga do pogromów, a później konfliktów religijnych. Tu nie chodzi o to kto straci władzę, bo stracić można znacznie więcej niż sam stołek i pieniądze.

Europejskie polityki: migracyjna, asymilacyjna i multikulturowa odniosły praktycznie całkowitą porażkę. Im szybciej Europa przestanie udawać, że jest inaczej – tym lepiej dla niej.

Szymon Malik