Stanisław Michalkiewicz
  • Papież Franciszek – ku nowemu eonowi chrześcijaństwa?

    Nastaje eon chrześcijaństwa apokaliptycznego, Kościoła Dni Ostatecznych. Wchodzimy szybkimi krokami w czas, w którym chrześcijaństwo na powrót staje się dla świata superstitio malefica („zbrodniczym przesądem”), tępionym z mocy prawa.

  • Zabić Polskę…”wspólnym domem”

    Upadek resztek pozostałości społecznych organizacji katolickich w Polsce, widać wyraźnie po artykule zamieszczonym w Gościu Niedzielnym, a napisanym przez A. Nowaka, jakiegoś profesora z Krakowa chyba (tekst poniżej). Szmatławiec ten, jakoś nie jest widoczny na barykadach, w nierównej walce o wolne media katolickie czy polskie słowo na arenie polskich interesów, a gdzie lada chwila, będzie wprowadzona żydowska cenzura.

  • Marine Le Pen chce referendum ws. wyjścia Francji z UE

    Marine Le Pen, szefowa skrajnie prawicowego Frontu Narodowego, który w wyborach do Parlamentu Europejskiego we Francji zdobył najwięcej głosów, dziś po raz kolejny domagała się zorganizowania referendum ws. wyjścia kraju z Unii Europejskiej.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni miałem przynajmniej kilka telefonów z zaproszeniem na darmowy pokaz leków (sic!) przedłużających życie, diet oraz naczyń dających gwarancję zachowania „wartościowych składników odżywczych” w gotowanych posiłkach. Nic nowego – powiecie. Zgadza się. Chociaż ostatnio tych propozycji jest jakby więcej – a stoją za nimi nasi starzy znajomi z firm naciągających na pożyczki. Za nimi zaś –
windykatorzy. Celowo piszę o starych znajomych, bo niektóre firmy i głosy znam doskonale – w końcu kopałem się z tymi firmami, jak przystało na dziennikarza ekonomicznego, który pochylając się nad tematem nie boi się w niego zanurzyć.

 

z15115508Q,Garnki

– Dzień dobry chciałam zapytać, co pan sądzi o zdrowiu? – głos w słuchawce, mniej więcej 20-letniej Ani (jeżeli wierzyć w jej autoprezentację) odrywa mnie od codziennych zajęć. Takie telefony mają to do siebie, że odrywają od tego, co akurat jest w centrum uwagi.

– Przepraszam?

– No, o zdrowiu. Czy chciałby pan być zdrowy i żyć długo? Czy boi się pan śmierci? – słowotok i potok pytań ma na celu tylko jedno: przejęcie kontroli nad rozmową. Ania przeszła jakieś podstawowe szkolenie w firmie, która ją zatrudniła, pewnie na te dwa miesiące wakacji i płaci jej za każdego pozyskanego klienta, broń Boże za czas, który bezproduktywnie spędzi na słuchawce.

– O śmierci proszę pani sądzę dokładnie to, co Woody Allen – odpowiadam. Czy spodziewam się, że będzie wiedziała do których słów aktora i reżysera nawiązuję? Może trochę…

– To znaczy? – to pytanie rozwiewa moje wątpliwości.

– Otóż, proszę pani, jeśli chodzi o śmierć, to… jestem przeciw – odpowiadam.

– To świetnie się składa – niekłamany entuzjazm Ani prowadzi mnie do wniosku, że rozmawiam z idiotką. Dalej jednym tchem Ania opowiada mi, jak ważne jest zdrowie odżywianie się, że garnki w których gotuję warzywa są z pewnością złe, że można to zmienić. I że na pewno na tej zmianie mi zależy.

– Proszę pani, ale ja jem mięso. Tylko i wyłącznie. Głównie czerwone i raczej go nie gotuję, bo gotowane jest niesmaczne

– Ale mięso też trzeba umieć przygotować

– Jem w restauracjach – próbuję skończyć tę niepotrzebną rozmowę.

– A w jakim mieście pan teraz jest? – pyta mnie Ania zupełnie znienacka.

– W Warszawie, ale co to panią obchodzi?

– Chciałabym pana zaprosić na pokaz naszych naczyń, które umożliwiają przygotowywanie zdrowej żywności. Pokaz połączony z degustacją potraw przygotowanych przez naszych najlepszych kucharzy.

Dalej dowiaduję się, że po pokazie garnki będę mógł oczywiście kupić. Za niewiele ponad 1800 zł. A to i tak wyjątkowa okazja, bo w zwykłym sklepie tego nie kupię. Nie mam tyle? To nie szkodzi. Firmie tak bardzo zależy na moim (i w ogóle Polaków) zdrowiu, że garnki będę mógł wziąć na nieoprocentowany kredyt. Muszę wziąć dowód i zapłacić pierwszą ratę. 200 złotych. Ale to się chyba opłaca, nie? Dla swojego zdrowia to robię.

W innych rozmowach byłem kuszony produktami leczniczymi – od masażerów (cokolwiek to jest – zakładam, że służy do masażu), przez rewelacyjne ziołowe preparaty przedłużające życie (i poprawiające potencję!) oraz lekarstwa na raka, którym rzekomo udowodniono niemal 100 proc. skuteczność. Warunkiem takiego zdrowotnego, kulinarnego i wolnego od zmartwień rozpasania jest zakup. Najlepiej na kredyt – przy czym firma idzie mi na rękę, bo przecież nie będzie sprawdzała w BIK czy miałem, czy nie kłopoty ze spłacaniem wcześniejszych kredytów. Jest gotowa nawet na to, aby przymknąć oko na zaświadczenie o zarobkach, choć chętniej jej pracownicy chcieliby wiedzieć, że dostaję rentę, lub emeryturę – wszak to stały dochód. Dla firmy gwarancją mojej wypłacalności jest kserokopia dowodu osobistego, podpisanie umowy (w której zgadzam się na windykację ze swoich nieruchomości, jeżeli takie posiadam) oraz coś na kształt weksla. – Ale to jest bezpieczne – zwykle zapewniają pracownicy tych firm podczas pokazów i zakupów. – Przecież nie chce pan nas oszukać i nie spłacić kredytu.

Problem w tym, że po ewentualnej spłacie i kopie moich dokumentów, i sam weksel zostają w firmie.

Kredyt – nawet w spadku

Liczba produktów sprzedawanych w taki sposób jest doprawdy imponująca: dzisiaj to nie tylko preparaty na zdrowie, garnki, masażery, czy cudowne lekarstwa na raka. To także materace, pościel, fotele, poduszki, maty do kąpieli (koniecznie perełkowe z ozonem) – dosłownie wszystko, co można wcisnąć ludziom obiecując im dłuższe życie w mniej więcej pełnym zdrowiu. I stać mnie! Bo przecież kredyt. I jeszcze jedno – w przypadku produktów niespożywczych te ocierające się o doskonałość precjoza zostawię w spadku swoim dzieciom i wnukom, prawda?

Mechanizm działania tych firm jest tak stary, jak III Rzeczpospolita. Zmieniła się tylko nachalność, z jaką firmy – nie sprzedażowe, ale kredytowe – chcą wejść z butami w nasze życie. Jeszcze dekadę temu informację o takim pokazie większość z nas mogła znaleźć w swoich skrzynkach pocztowych. Większość lądowała w koszu. Później zaproszenia przeniosły się do wirtualnej rzeczywistości zapełniając skrzynki e-mailowe. Z tradycyjnej, pocztowej formy zaproszeń, firmy nie rezygnowały jednak. Wiadomo bowiem, że targetem tych kredytów są głównie ludzie starsi, którzy z mailami radzą sobie średnio.

Teraz, w kolejnej fali, są telefony. W końcu aparat telefoniczny ma każdy. A przyjemne zaproszenie, połączone z degustacją… Nudzący się emeryt raczej go nie odmówi. Przyjdzie kupi garnki na kredyt, które będzie chciał zostawić w spadku swoim dzieciom. Jednak zamiast tego zostawia dzieciom długi.

Do zobaczenia na pokazie

Same pokazy połączone z degustacją odbywają się zawsze według tego samego scenariusza. Prowadzący, przedstawiony przez osobę z firmy, jest zwykle ubrany a to w lekarski kitel, a to w czapę kucharza – wszystko po to, aby zwiększyć wiarygodność. Oczywiście żaden z nich nie stał nigdy obok prawdziwego lekarza, czy kucharza. Moim ulubionym pytaniem w takich sytuacjach jest pytanie o to czy chlorowodorek pirodoksyny można spożywać razem z kwasem acetylosalicylowym. I jedno, i drugie jest w każdej domowej apteczce – pierwsze to witamina B6, drugie to aspiryna. Oczywiście możliwe do stosowania w tym samym czasie, a w przypadku osłabienia i silnego przeziębienia, nawet wskazane. Jednak zdaniem „lekarzy” spożywanie tych środków wiążę się z niebezpieczeństwem, a nawet z możliwością sprowokowania u siebie tworzenia się komórek nowotworowych (na co na szczęście firma ma lekarstwo). To nazwy które powinien znać każdy lekarz i farmaceuta. Proponuję wam zakup chlorowodorku pirodoksyny w aptece. Na ladzie natychmiast pojawi się witamina B6.

Ostatnio (piszę o ostatnich dwóch latach) coraz częściej darmowe pokazy zastępowane są koncertami mało znanych gwiazd, pielgrzymkami (trzeba za nie zapłacić – zakupy są dodatkiem) czy badaniami np. kręgosłupa, lub wzroku (po których nigdy nie ma ani diagnozy, ani recepty).

Pseudolekarze i pseudokucharze są jednak dobrze przygotowani do swoich ról. I sprzedaży kredytów (bo przecież ostatecznie chodzi tu o to, aby wyciągnąć dane osobowe i wplątać zaproszonych w niekończące się spłaty kredytów). Sprzedaż idzie na całego, a zachęcone audytorium nie zwraca nawet uwagi, że umowy sprzedaży są tak naprawdę umowami kredytów. Sam kupujący zaś nie podpisuje dokumentów, ani z producentem, ani pośrednikiem, czyli sprzedawcą.

Koniec końców zakupy – najczęściej niskiej jakości – trafiają do domu kupującego. A kilka miesięcy później windykator z jednej z licznych w Polsce firm windykacyjnych. W końcu nie dość, że ma wszystkie dane, to jeszcze wie, jakich zabiegów używać, aby wyciągnąć od „klienta” jak najwięcej pieniędzy.

Warto jest złapać złodziei i naciągaczy za rękę.

Do zobaczenia na pokazie połączonym z degustacją.

Napisane przez: Pawel Pietkun
Kurs Walut NBP
Waluta Kurs
Dolar amerykański 3.632 PLN
Euro 4.2311 PLN
Funt szterling 4.719 PLN
Korona duńska 0.5689 PLN


Słuchaj Radio Pomost
Rajd Katynski
Rajd Katynski
Lusia oginska
Lusia oginska
Gwiazda Polarna
Gwiazda Polarna
Cieslik Foundation, Inc
Cieslik Foundation, Inc