Stanisław Michalkiewicz

„Przynajmniej w części zwracanych nieruchomości pojawiają się nazwiska byłych generałów Ludowego Wojska Polskiego. Mogłoby to świadczyć o jakimś udziale służb PRL-u. Później – mogło tak być – że dopuszczono tzw. „wolny rynek” i reprywatyzacją zaczęły zajmować się także inne osoby, na przemian z osobami z Ludowego Wojska Polskiego” – wskazuje w rozmowie z portalem RadioMaryja.pl poseł Paweł Lisiecki z komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji.

Nowe informacje w sprawie afery reprywatyzacyjnej przebiły się do opinii publicznej za sprawą red. Witolda Gadowskiego. Dziennikarz nawiązał kontakt z grupą obywateli, którzy na własną rękę prowadzą śledztwo dotyczące wyłudzeń warszawskich nieruchomości. Obraz piramidy reprywatyzacyjnej, jaką udało się im stworzyć, wskazuje na sieć powiązań, w której na najniższym szczeblu znajdowali się prawnicy i handlarze roszczeń. Wyżej postawione były osoby, które miały „swoich ludzi” w ministerstwach i samorządach.

Znam osobiście kilka osób, które prowadzą śledztwa na własną rękę. Mają naprawdę wiarygodne informacje. Część potwierdza to, co wiemy już na skutek prac komisji, część informacji jest jednak nowych. Może nie będzie to zbyt odkrywcze, ale z mojego pobieżnego przeglądu wynika, że przynajmniej w części zwracanych nieruchomości pojawiają się nazwiska byłych generałów Ludowego Wojska Polskiego. To mogłoby świadczyć o jakimś udziale służb PRL-u. Później mogło być tak, że dopuszczono tzw. „wolny rynek” i reprywatyzacją zaczęły zajmować się także inne osoby, na przemian z osobami z Ludowego Wojska Polskiego – mówi poseł Paweł Lisiecki.

Polityk nie wyklucza, że osoby podejmujące ostateczne decyzje w układzie reprywatyzacyjnym, współpracowały z kimś wysoko umocowanym, kto mógł wpływać na działania sądów i kuratorów. Świadczą o tym choćby absurdalne wyroki podejmowane przez wymiar sprawiedliwości.

W ocenie komisji weryfikacyjnej winne są także władze Warszawy, czego efektem ma być zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa.

Głównie będzie ono dotyczyło niedopełnienia obowiązków przy kwestiach związanych z Twardą 8 i 10. Pani prezydent, sprawując bezpośredni nadzór nad Biurem Gospodarki Nieruchomościami, nie dopełniła swoich obowiązków związanych tak naprawdę ze zwrotem tej nieruchomości, a właściwie z rzetelnym sprawdzeniem dokumentów. To będzie główny zarzut – tłumaczy Paweł Lisiecki.

Wniosek trafi do prokuratury w ciągu najbliższego tygodnia. Ponadto – jak dodaje parlamentarzysta – Hanna Gronkiewicz-Waltz mocno interesowała się co najmniej dwoma sprawami. Chodzi m.in. o budynek przy ul. Noakowskiego 16. Prezydent Warszawy ingerowała także w decyzję co do nieruchomości u zbiegu al. Solidarności i ul. Towarowej, co zeznał przed komisją świadek Krzysztof Śledziewski.

Skuteczną bronią, która doprowadzi do przesłuchania Hanny Gronkiewicz-Waltz, mogą okazać się kary grzywien. Prezydent Warszawy, choć w jej ocenie komisja jest niekonstytucyjna, pisze odwołania. To jednak jedyny dialog, jaki podjęła z grupą posłów zajmujących się wyjaśnieniem afery reprywatyzacyjnej.

To jest bardzo dobra broń komisji weryfikacyjnej, bardzo celna. Posunąłbym się nawet to tego, aby postarać się o jakąś nowelizację ustawy, żeby kary były dotkliwe, żeby była to realna groźba. Nie chodzi nam oczywiście o to, żeby tych ludzi karać, ale żeby oni się realnie stawili i powiedzieli przed komisją weryfikacyjną to, co wiedzą. (…) Komisja weryfikacyjna ma konkretny cel. Chodzi o to, aby po pierwsze zabezpieczyć interes miasta, uniemożliwić obrót nieruchomościami, które były przedmiotem, celem przestępstwa, a trzecia rzecz to dać zadośćuczynienie osobom poszkodowanym w wyniku reprywatyzacji. Prokuratura tego przecież nie zrobi – tłumaczy parlamentarzysta PiS-u.

Poseł przyznał, że warszawski ratusz mocno utrudnia prace komisji. Dokumenty są dostarczane w sposób niechronologiczny, a niekiedy niekompletny. Za pozorne uznał rzekome działania Hanny Gronkiewicz-Waltz na rzecz odzyskania nieruchomości przy ul. Twardej.

Z jednej strony władze Warszawy twierdzą, że nie były w tym postępowaniu stroną, a jednocześnie przekonują, że starały się o odzyskanie nieruchomości. Jedno przeczy tutaj drugiemu, bo przecież, aby starać się o odzyskanie musiałyby być de facto stroną w tym postępowaniu. Co do ewentualnego odzyskania, były to działania bardzo niemrawe, polegające de facto na wysłaniu jakiś pism. Realnie miasto niczego nie przedsięwzięło, dopiero działanie komisji weryfikacyjnej, które ratusz próbuje storpedować, unieważniło decyzję miasta – podkreśla Paweł Lisiecki.

Prawna „schizofrenia” prezydent Warszawy może w ocenie posła wynikać z kilku powodów.

Po pierwsze z samej sytuacji, jaka jest w Platformie Obywatelskiej i sytuacji pani Hanny Gronkiewicz-Waltz, która jest wiceprzewodniczącą PO. Pani prezydent jest już przez Platformę spisana na stratę. Z drugiej strony Platforma i jej przewodniczący Grzegorz Schetyna nie mogą łatwo oddać Warszawy. Oddanie w tym momencie Warszawy spowoduje, że wiele osób może stracić intratne stołki. Wcześniej taka sytuacja miała miejsce w kancelarii Bronisława Komorowskiego, a później w spółkach Skarbu Państwa czy rządzie premier Ewy Kopacz. Jest to taka jedna z ich ostatnich rubieży – akcentuje członek komisji weryfikacyjnej.

Jak przypomniał, o unieważnienie decyzji miasta wnioskował sam handlarz roszczeń, licząc zapewne na mniejszy wymiar kary. Podobnych zachowań osób aresztowanych w śledztwie reprywatyzacyjnym można spodziewać się także w przypadku pozostałych działek i budynków.

* * *

Z Pawłem Lisieckim, posłem PiS-u, członkiem komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji, rozmawiał Szymon Kozupa

Kurs Walut NBP
Waluta Kurs
Dolar amerykański 3.632 PLN
Euro 4.2311 PLN
Funt szterling 4.719 PLN
Korona duńska 0.5689 PLN


Słuchaj Radio Pomost
Rajd Katynski
Rajd Katynski
Lusia oginska
Lusia oginska
Gwiazda Polarna
Gwiazda Polarna
Cieslik Foundation, Inc
Cieslik Foundation, Inc