Czyli jak potomkowie czerwonego motłochu, którego przodkowie przywędrowali do Polski na sowieckich czołgach, odziani w kufajki i obuci w walonki, zostali autorytetami III RP.

Cóż takiego się stało, że postkomuniści nagle i bezceremonialnie zmienili refren hymnu III RP i zamiast podtrzymywać bohaterski mit „obalaczy komuny” z konstruktywnego skrzydła Solidarności, po niemal trzech dekadach zmienili front i zaczęli urządzać sobie z nich podśmie….ki? Leszek Miller z okazji rocznicy kontraktowych wyborów z 4 czerwca 1989 r. na antenie Radia RMF FM mówił: – Kiedy słyszę, że tak zwany komunizm został obalony, to jest w tym wiele niepotrzebnej fantazji. Mówiąc dokładnie, tak zwany komunizm został rozwiązany za porozumieniem stron.
Z kolei szofer Władek Frasyniuk, jak zwykle zapominając o hamulcach, napisał na Facebooku: – W pisowskiej telewizji ciągle o zniewolonym narodzie, o klęsce, o komunistach. Tylko że myśmy ich, ku***, po-ko-na-li! To nie jest temat na dobry film, równy „żołnierzom wyklętym”?
Szybko ręczny hamulec rozpędzonemu „wyklętemu” szoferowi Władkowi zaciągnął komuch Czarzasty, odpowiadając: – Drogi Władysławie Frasyniuku! Żeście komunistów pokonali? No nie. Wyście się z nami, k…wa, przy „okrągłym stole” i 4 czerwca 1989 r. do-ga-da-li.

Od „okrągłego stołu” i wyborów z 4 czerwca minęło już 28 lat. Nie żyją już Jaruzelski i Kiszczak, a fałszywy mit superskoczka Wałęsy, pokonującego mur stoczni gdańskiej, został doszczętnie obalony i, jak to bywa u genialnych poetów, także do tej sytuacji pasują strofy Norwida z wiersza Fortepian Chopina: Lecz Ty? – lecz ja? – uderzmy w sądne pienie, / Nawołując: „Ciesz się późny wnuku!…/ Jękły głuche kamienie – / Ideał sięgnął bruku –” .
Norwid wierzył, że prawda, prawdziwa sztuka i piękno, aby były zrozumiane, muszą zostać najpierw odrzucone. My z kolei musimy z hukiem roztrzaskać o bruk „okrągły stół”, żeby w końcu prawda o wielkim historycznym oszustwie została powszechnie poznana i przyjęta, i to już dzisiaj, bez czekania, aż na świat przyjdą te norwidowskie „późne wnuki”.

Dlaczego komuniści doszli do wniosku, że już nie muszą być żyrantami fałszywej legendy o bohaterach tak zwanej laickiej lewicy, z którymi podzielili się Polską? Bo już nie muszą. Minął wystarczająco długi okres, aby uznali, że ostatecznie zwyciężyli i czas iść na zasłużoną emeryturę, zwłaszcza że włos z głowy nie spadnie także ich doskonale poustawianym, czasem na pokolenia, córeczkom i synalkom. Już nie ma powodu, aby „Chamy” dorabiały fałszywą bohaterską legendę „Żydom”, którym tyle lat pomagali w wypromowaniu się na styropianowe elity. Oczywiście jak to w starym dobrym małżeństwie, były i zgrzyty, kiedy Rywin przychodził do Michnika albo Jaruzelski groził ujawnieniem kwitów, na widok których miały „pospadać niektóre aureole”. Były i sytuacje zabawne, jak ta z 2005 r., kiedy Wałęsa w programie „Linia specjalna”, emitowanym w TVP2, kilkukrotnie zwracał się do Jaruzelskiego o świadectwo moralności. Niemal błagał, żeby potwierdził, że on „nigdy, nawet przez sekundę” nie był po stronie komunistów. Jaruzelski stwierdził tylko, że Wałęsa jest towarem promocyjnym, o który powinniśmy dbać na forum międzynarodowym. I dodał: – Jeśli ktoś, polując nie tyle na pana, co na „okrągły stół”, który jest jednym z naszych największych zwycięstw XX wieku, to traci się przez to priorytet Polski jako kraju awangardowego w dokonaniu tych zmian. Jaruzelski uznał, że Wałęsa, będąc prezydentem, mógł udowodnić fałszerstwa dokumentów z teczki „Bolka”, bo technologie są tak daleko posunięte, że mamuta wyciągają sprzed milionów lat i udowadniają, jakie ma on DNA. Jestem przekonany, że można udowodnić fałszerstwo – jeśli ono było – tych dokumentów – podsumował.
Nie pamiętam w III RP takiego przedstawienia, w którym dwóch wielkich zdrajców Polski na oczach milionów Polaków broniło swoich fałszywych legend. Wtedy, przed dwunastoma laty, naiwnie sądziłem, że Polacy po tym pouczającym spektaklu przejrzą na oczy. Niestety ta chwila prawdy wystarczyła jedynie na wygranie wrześniowych wyborów w 2005 r. i oddanie później władzy na osiem lat najbardziej zdegenerowanej szajce zdrajców i złodziei.

 

Teraz trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego wraz z upływem czasu każda dochodząca do władzy okrągłostołowa ekipa była coraz gorsza? Dlaczego w finale mieliśmy rządy PO–PSL, które po ujawnieniu makabrycznych faktów dotyczących ekshumacji i bezczeszczenia zwłok ofiar Smoleńska jawią się nam dzisiaj jako banda zwyrodnialców i barbarzyńców, ścigająca się w zezwierzęceniu z rosyjską dziczą? Tu też znajdziemy wytłumaczenie, cofając się do „okrągłego stołu”. Pamiętajmy, że obie strony tego antypolskiego geszeftu to „Chamy” i „Żydy”, czyli na przemian kłócące się i godzące stare komunistyczne małżeństwo. Reszta uczestników tej zmowy to tylko garstka naiwniaków i pożytecznych idiotów. Niestety, podobnie jak w przyrodzie, z takiego blisko spokrewnionego związku o mocno ograniczonej puli genetycznej nie mgło narodzić się zdrowe potomstwo. To dlatego wraz z upływem czasu na świat przychodziły coraz bardziej odrażające polityczne potworki i mutanty. Mam nadzieję, że Polacy nie wpadną już nigdy na pomysł, by tej hołocie znowu powierzyć władzę, zwłaszcza że bolszewickie atawizmy tych dzikusów są coraz bardziej widoczne.

Teraz krótka dygresja, tylko z pozoru niezwiązana z tematem. Ostatnio furorę w internecie robi Adam Michnik, który nie dość że w emitowanym na antenie TVN24 programie „Mordki” Mrozowskiego charkał na wizji, jakby chciał wypluć demona, to jeszcze przybył do studia co prawda w spodniach i marynarce, ale także w sandałach na bosych stopach. Taki sam szacunek dla gospodarza wyraził, przychodząc kiedyś do Pałacu Prezydenckiego w plastikowych klapkach. I teraz pomyślmy, że ten człowiek przez długie lata próbował edukować Polaków także w dziedzinie kultury, dobrych obyczajów i wszelkiego cywilizacyjnego postępu. Skupił wokół siebie środowisko „autorytetów”, komediantów zwanych artystami oraz celebrytów, którzy patrzyli w niego jak w obraz. Czy naprawdę ludzie nie pojmują symboliki tej sceny? Czy nie widzą, że mentalny prymitywny sowieciarz, niczym jego czerwoni przodkowie po prostu zzuł zimowe wojłokowe walonki i radując się z nadchodzącego lata, pobiegł do studia w letnich łapciach wyplecionych z lipowego łyka? A teraz pokaz wyjątkowego myślowego prymitywizmu człowieka ze stajni Michnika, a także przewodniczącego rady Fundacji Batorego, prof. Marcina Króla, który przynależność do elit w sposób charakterystyczny dla barbarzyńców tak warunkował na łamach „Polska The Times”: – Nie chodzi o Unię Europejską, ale pewną duchową wspólnotę. Nie piją wina w Toscanii, nie jedzą ostryg w Bretanii, nie znają Europy z jej atrakcjami i kulturą. Kaczyński na wakacje jeździł do Sopotu.
Jednym słowem, nie żresz ostryg i ośmiorniczek zapijanych winem z Bretanii i spędzasz wakacje w Polsce, to jesteś cham. Za to wstęp do świata elit nawet w walonkach, łapciach i sandałach gwarantuje żarcie i picie wymienionych specjałów we wskazanych miejscach poza granicami naszego kraju. Takie samo pojmowanie przynależności do elity miały żony sowieckich sołdatów, które biegały do teatrów w zdobycznych nocnych koszulach, sądząc, że są to kreacje wieczorowe. I tak oto spora część spadkobierców królewskiego piastowego rodu, liczącego sobie ponad tysiąc lat, poddała się pedagogicznej obróbce czerwonego motłochu, którego przodkowie przywędrowali do Polski na sowieckich czołgach, odziani w kufajki i obuci w walonki.

Na koniec zostawiłem sobie i Czytelnikom najsmutniejszy okrągłostołowy wątek, czyli udział w tym oszustwie przedstawicieli polskiego Kościoła, który wystąpił tam w charakterze wynajętej fałszywej przyzwoitki. Nie tak dawno abp. Henryk Hoser, udzielając wywiadu „Niedzieli”, wypowiedział takie oto bardzo ważne słowa: – Kościół ma doskonałe rozeznanie we współczesnym świecie i doskonale wie, co się dzieje. Wsłuchujemy się w głos Papieża, biskupów i ekspertów. Kościół ma diagnozę, ale bywa, że nie zawsze potrafi wprowadzić ludzi na właściwą drogę, bo część z nich jest uwikłana w różne pułapki ideologiczne. (…) Zmieniają się programy polityczne i rozmaite ideologie, ale nauka Kościoła się nie zmienia.

No właśnie, zmieniają się programy polityczne, ale czy w pułapki ideologiczne uwikłani są tylko ludzie świeccy? Skoro nauka Kościoła się nie zmienia, to przecież od czerwca 1949 r. do dziś obowiązuje stanowisko Kongregacji Nauki Wiary definiujące komunizm jako ateistyczny system, przewyższający wszystkie wcześniejsze prześladowania Kościoła nie tylko co do zasięgu, ale i okrucieństwa…
Mało tego, za podejmowanie dobrowolnej współpracy z komunistami Kościół nakłada ekskomunikę. Do dziś pod tym względem nic się nie zmieniło. To wszystko obowiązywało także w 1989 r. Czy mamy przez to rozumieć, że przedstawiciele polskiego Kościoła, towarzysząc dogadywaniu się czerwonych z różowymi, robili to wbrew własnej woli, czyli pod jakimś naciskiem lub szantażem? Tak być musiało, skoro nie zostali ekskomunikowani. Co miał na myśli bł. ks. Jerzy Popiełuszko, pisząc w swoim dzienniku po rozmowie z prymasem Józefem Glempem: – SB na przesłuchaniu szanowała mnie bardziej.
Co myśleli sobie prymas Glemp oraz tak zwani obserwatorzy „okrągłego stołu” z ramienia Kościoła, bp Janusz Narzyński, ks. Bronisław Dembowski i ks. Alojzy Orszulik o księżach Zychu, Suchowolcu i Niedzielaku, których szwadrony śmierci Kiszczaka zamordowały w roku tego historycznego porozumienia „Chamów” z „Żydami”?

Adam Michnik podczas zorganizowanego mu niedawno przez KOD spotkania w Gorzowie Wielkopolskim powiedział: – Prawie 30 lat temu był możliwy kompromis z Jaruzelskim, dziś nie wierzę w żaden kompromis z Kaczyńskim. Jednym słowem, mamy powody do radości, ponieważ wiemy, jak kompromis z Kaczyńskim według środowiska „Żydów” powinien wyglądać. Przeczuwając porażkę wyborczą Platformy Obywatelskiej, warunki brzegowe takiego „okrągłego stołu II” sprecyzował na łamach „Gazety Wyborczej” dziadek Waldemar Kuczyński, pisząc: – Najważniejsze jednak, że za PiS stoi wielu Polaków – takich samych obywateli jak ja, którzy mają takie same jak ja prawa do wspólnej ojczyzny i wspólnego państwa. I właśnie chodzi o stosunek do tego państwa, do III Rzeczpospolitej niepodległej i demokratycznej. Nie jest idealna, wiele w niej do zmiany i poprawienia. To wszystko jest do dyskusji i do normalnego sporu. (…)
Ale aby to było możliwe, musi istnieć płaszczyzna uznawana, respektowana przez wszystkie strony. Tą płaszczyzną musi być uznanie istniejącego państwa polskiego, jego pełnej prawomocności. (…)
1. Odejścia od zamiaru burzenia III Rzeczpospolitej i budowania na jej miejscu innego państwa (…)
2. Odejścia od zamiarów odsuwania z życia publicznego przy użyciu narzędzi władzy tzw. elit, czyli dowolnie wybranych ludzi i środowisk uważanych za twórców i obrońców owej III RP. (…)
3. Porzucenia sugestii o rzekomym udziale władz polskich w mającym mieć miejsce zamachu na samolot prezydencki 10 kwietnia 2010 r.

Obserwując dzisiejsze działania totalnej opozycji, mocno wspieranej przez organ Michnika, mamy stuprocentowy dowód, że Jarosław Kaczyński odrzucił zaproponowane warunki, które tak naprawdę były szantażem, zakładającym, że tylko w wypadku respektowania porozumień „Chamów” z „Żydami” zawartych w Magdalence i przy „okrągłym stole” PiS może liczyć na uznanie jego demokratycznego mandatu do rządzenia Polską. Pozostaje pytanie, czy większość Polaków rozumie, o co toczy się ta gra? A jeżeli , to czy swoim poparciem dodadzą rządzącym odwagi potrzebnej do tego, aby definitywnie wywrócić do góry nogami „okrągły stół”? Wydaje się, że komunistyczni emeryci, po śmierci Jaruzelskiego i Kiszczaka uwolnieni z krępującego ich gorsetu, za pośrednictwem Millera i Czarzastego dali wyraźnie do zrozumienia, że będą stali z boku, rezygnując z dalszego pompowania Michnika i spółki jako tych, którzy z Bolkiem Wałęsą, szoferem Władkiem i „Danuśkom obalyly komune”. Czy nie taką postawę zasugerował im zza grobu Kiszczak, przekazując za pośrednictwem małżonki akta „Bolka” do IPN-u?

Mirosław Kokoszkiewicz