Stanisław Michalkiewicz
  • Waszyngton zorganizował protesty destabilizujące Ukrainę

    * O Autorze: Dr Paul Craig Roberts, były współpracownik wydawca The Wall Street Journal i felietonista Business Week, dr Paul Craig Roberts służył jako osobisty doradca jak również w komisjach Izby Reprezentantów i Senatu, oraz służył jako Asystent Sekretarza Skarbu Polityki Gospodarczej w Administracji Reagana.

  • Męczeństwo „Nergala” w przedsionku piekła

    Dziś mój zenit, moc moja dzisiaj się przesili, dziś poznam, czym najwyższy, czylim tylko dumny” - może w niedzielę za mickiewiczowskim Konradem powtórzyć nie tylko Piotr Poroszenko, co to na Ukrainie będzie wygrywał wybory prezydenckie, ale również kandydaci do Parlamentu Europejskiego, zarówno wystawieni przez Bandę Czworga oraz dziwnie osobliwą trzódkę biłgorajskiego filozofa, jak i przez ugrupowania antysystemowe, co to deklarują intencję rozsadzenia układu „okrągłego stołu”.

  • Kolejne wydanie „Nowego Dziennika” już na Was czeka!

    Media podają, że zwolennicy Donalda Trumpa, którzy przychodzą na jego wiece wyborcze, są niesubordynowani, niebezpieczni i wszczynają bójki

Dzieci mające rodzica “na odległość” żyją w ciągłym oczekiwaniu – albo na odwiedziny, albo na przeprowadzkę. Nie wszystkie dobrze sobie radzą w takim funkcjonowaniu pomiędzy – zwracają uwagę szkolni pedagodzy. Nie chodzi tylko o emigrację, na przykład zarobkową, na którą częściej decydują się tatusiowie niż mamy. Z tatą na odległość wychowywane są też dzieci rozwiedzionych rodziców czy ojców nałogowców.

Z analizy przygotowanej dla rzecznika praw dziecka wynika, że co piąta pociecha w Polsce doświadcza rozłąki z rodzicem-emigrantem, przede wszystkim tatą. Szacuje się, że w 2014 r. wyjazdy długotrwałe, czyli powyżej roku, były udziałem co ósmej matki i niemal co piątego ojca. Przede wszystkim do krajów Unii Europejskiej, gdzie Polacy mają legalny status, ale wciąż zdarzają się wyjazdy zarobkowe do Stanów Zjednoczonych. Najwięcej samotnych rodziców można spotkać w metropolii chicagowskiej i nowojorskiej, gdzie brak pozwolenia na pracę nie przeszkadza w znalezieniu dobrze płatnego zajęcia. Najwięcej rodziców migruje z regionów Polski najbardziej zagrożonych bezrobociem, a więc z województw warmińsko-mazurskiego, zachodniopomorskiego i podkarpackiego, oraz z województwa wielkopolskiego, ze względu na możliwość znalezienia dobrej pracy w Niemczech.

TATA – NIBY NIE OBCY, ALE WSTYD JEST

Katarzyna (nazwisko do wiad. redakcji) w styczniu skończyła 29 lat. Od czterech – mieszka w Nowym Jorku. Wyjechała, by polepszyć swoje życie. Trochę jak jej tata, który – odkąd Katarzyna pamięta – żył na dwa domy: polski i niemiecki. “Ciężko mi opisać tatę, bo on dla mnie zawsze był na emigracji, a jakiś czas temu to ja wyjechałam z rodzinnego domu” – mówi Katarzyna. Pan Henryk pierwszy raz wyjechał, by zarobić na lepsze życie w Polsce, gdy jego młodsza córka miała dwa tygodnie, starsza dwa lata. „To, że tata jest, ale na odległość, zauważyłam tak naprawdę w wieku przedszkolnym. Przyjeżdżał bardzo często, bo co miesiąc. Najdłużej nie było go dwa miesiące, ale i tak bardzo nam go brakowało. Najbardziej w takich codziennych czynnościach. Na przykład musiałam jeździć do szkoły z tatą koleżanki, a nie swoim. Na wywiadówki chodziła tylko mama. Na występy w szkole też. No chyba, że akurat ojciec był w domu. Zawsze przywoził masę słodyczy i świetne zabawki, które w polskich sklepach pojawiły się lata później, chcąc jakby wynagrodzić swoją nieobecność, ale braku taty nie da się naprawić kolejną lalką Barbie czy superdrogimi klockami lego” – uważa Katarzyna.

Nie ma pretensji do taty za jego nieobecność, wie, że jego emigracja nie była kaprysem, a raczej koniecznością. Chciał zapewnić dzieciom dorastanie bez martwienia się, czy mamie i tacie wystarczy “do pierwszego”. Ale dostatnie życie ma swoją cenę. “Nie chcę powiedzieć, że tata był obcym panem w domu. Ale w pewnych sytuacjach się go wstydziłam. Najtrudniej było w czasie dojrzewania. Siostra miała zresztą podobnie. Na przykład, jak dostałam okres i potrzebowałam pieniędzy na podpaski, to prosiłam mamę, by wyszła z pokoju. Nie chciałam, by tata wiedział, że mam okres. Nie przyprowadzałam do domu chłopaków, bo nie chciałam, by wiedział, że z kimś się spotykam. Wstydziłam się. Zresztą taka też była między mną, siostrą i mamą umowa, że niczym taty nie będziemy denerwować. Poza tym on też nie do końca wiedział, jak ma się nami zajmować. Gdy byłam na studiach w Krakowie i po kilku miesiącach przyjechałam do domu, a on akurat był w Polsce, to zabronił mi po godz. 8 wieczorem wychodzić z domu. Traktował mnie i moją siostrę jak małe dziewczynki” – wspomina Katarzyna.

Dużym wyzwaniem dla pana Henryka okazała się dwumiesięczna opieka nad córkami, gdy żona trafiła do szpitala. „Mama przeszła skomplikowaną operację kręgosłupa, po której konieczna była kilkutygodniowa rehabilitacja w specjalistycznym ośrodku. Ja miałam wtedy sześć lat, a siostra osiem. Ponieważ mamy nie było w domu, musiał się nami zająć tata. To było tak coś innego, że nie zapomnę tych dwóch miesięcy do końca życia. Do szkoły zamiast kanapek dostawałyśmy z siostrą cukierki i po 10 zł. Same coś miałyśmy sobie kupić w sklepiku. Wtedy myślałyśmy, że tata nas tak rozpieszcza. Teraz wiemy, że on nie wiedział, co powinno się dać dzieciom do szkoły. Kompletnie nie miał doświadczenia w opiece nad kilkuletnimi córkami” – uważa Katarzyna. Przyznaje też, że święta taty – na przykład jego urodziny czy imieniny – nie miały dla niej wielkiej wartości. „Oczywiście składałam mu życzenia przez telefon, ale – może to głupio zabrzmi – do dziś tak mam, że urodziny mamy znaczą dla mnie o wiele więcej”.

Pytana, czy sama zdecydowałaby się, jak jej rodzice, na związek na odległość, stanowczo zaprzecza. -„Ani ja, ani moja siostra! Zresztą ona stanęła przed takim wyborem. W Warszawie ukończyła studia i jest pielęgniarką. Dostała pracę w renomowanej klinice, w której leczą się osoby z pierwszych stron gazet. W tym czasie jej narzeczony wyjechał do Szwecji. Przez pewien czas jeździła do niego, ale w końcu zrezygnowała z kliniki i zdecydowała się sprzątać w hotelach, by tylko być razem z narzeczonym. Tłumaczyła, że bardzo go kocha i związek na odległość nie wchodzi w rachubę. A że on nie mógł dostać tak dobrej pracy w Polsce, jak miał za granicą, to ona się poświęciła. Ja nie miałam takiego dylematu, ale też nie chciałabym żyć w dwóch miejscach. Za dużo razy widziałam mamę smutną i – szczególnie jak zaczęłam dorastać – zrozumiałam, że bardzo cierpi. Ojciec odwiedzał nas często, ale to nie jest to samo, co tata czy mąż na co dzień”– twierdzi Katarzyna. Przyznaje też, że zdecydowała się na własną emigrację trochę dzięki ojcu lub przez niego. „Pamiętam, jak oświadczyłam w domu, że chce wyjechać do Nowego Jorku ‘na trochę’. Tata był ‚za’ i jakoś tak spokojny o mój wyjazd, za to mama denerwowała się bardzo. Teraz czuje się lepiej, bo przekonała się, że wszystko jest u mnie w porządku” – mówi Katarzyna.

DZIECI CZUJĄ SIĘ WINNE EMIGRACJI RODZICA

Analiza przeprowadzona dla rzecznika praw dziecka pokazała, że uczniowie powtarzają emigranckie wybory swoich rodziców – odsetek badanych deklarujących gotowość do wyjazdu za granicę jest wyższy wśród dzieci z tzw. rodzin transgranicznych niż lokalnych. Małgorzata Borkowska jest pedagogiem w jednej ze szkół podstawowych na Podkarpaciu. Szacuje się, że tylko z tego województwa na tzw. czasową emigrację zdecydowało się ok. 180 tys. osób. Jest to jeden z najwyższych wyników wśród województw (4. miejsce). Pedagog szacuje, że tylko w jej placówce co piąty uczeń ma rodzica za granicą, częściej tatę. „Z perspektywy szkoły łatwo to zauważyć, bo tacy rodzice np. konsekwentnie nie pojawiają się na wywiadówkach, a dzieci mają trudności emocjonalne i wymagają pomocy psychologa szkolnego. Nie każde dziecko, którego rodzic wyjeżdża na dłuższy czas, musi ponieść negatywne konsekwencje psychologiczne. Jednak wiele odczuwa przykre skutki takiej sytuacji – uważa pedagog. – Na przykład w jednej z klas jest 12-letni chłopiec, którego wychowują mama i babcia – bo tata jest w Anglii. Jest tak bardzo rozpieszczony, że przestał sobie radzić z podstawowymi obowiązkami ucznia. Na każdej lekcji prosi nauczycielkę, by pomogła mu się spakować i zaprowadziła go do kolejnej klasy. Przy tym chłopiec jest bardzo inteligentny. Po prostu został nauczony niesamodzielności” – mówi Małgorzata Borkowska. Podkreśla, że szczególnie dla chłopców między 10. a 12. rokiem życia brak taty w codziennym życiu może stać się problemem. „Na przykład mecz piłki nożnej. Kiedy maluch widzi, że kolegom kibicują tatusiowie, a jemu tylko mama, to jest to dla chłopca taki mały dramat. Syn chciałby, aby to tata gratulował mu zdobycia gola czy kolejnego punktu w meczu siatkówki” – uważa pedagog.

Zwraca też uwagę, że sporo uczniów wychowywanych przez tatę na odległość jest zamkniętych w sobie, niedowartościowanych. Często czują się winni emigracji rodzica. „Do tego dochodzi życie w ciągłym oczekiwaniu albo na odwiedziny, albo na przeprowadzkę. W swojej szkole widzę, że sporo mam decyduje się po dwóch czy trzech latach dołączyć do mężów za granicą. Zanim to jednak nastąpi, część maluchów – słysząc rozmowy rodziców o wyjeździe na stałe – traci zainteresowanie tym, co jest tu i teraz. Przestają się uczyć, no bo ‚po co’, albo jest to forma buntu. Nie chcą wyjeżdżać, bo nie chcą zostawiać babci, dziadka, szkolnych przyjaciół. Przeraża mnie to, jak wielu rodziców sądzi, że na przykład 10-latek nie ma uczuć lub że na pewno da mu się to jakoś wytłumaczyć, i że przestanie przeżywać to, że za chwilę sam stanie się emigrantem. Wtedy mówię: proszę sobie przypomnieć, jak pan czy pani – osoby dorosłe – czuły się wyjeżdżając za granicę” – uczula Małgorzata Borkowska.

DO TATY? NIE CHCĘ

Pan Wacław (nazwisko do wiad. redakcji) wyemigrował z Polski w latach 80. do Nowego Jorku. Powód taki sam, jak w przypadku tysięcy innych wyjeżdżających – za chlebem. “Syn miał 6 lat, a córka 3. Dzieci zostały pod opieką żony, jej rodziców i mojej mamy. Wtedy jakoś nie myślałem, że będzie to dla nich problem. Były wprawdzie niezadowolone, jak kilka tygodni wcześniej powiedzieliśmy z żoną o moich zamiarach, ale byliśmy pewni, że są za małe, by cokolwiek zrozumieć” – mówi pan Wacław. Z planowanego roku zrobiły się najpierw dwa, później trzy lata. Sam nie pamięta, kiedy przestał kochać żonę i zdecydował, że nie wraca do domu. „Wstyd o tym opowiadać, ale spodobała mi się Ameryka tak bardzo, że jakoś nie myślałem, że dzieciom czy żonie dzieje się krzywda. Wysyłałem przecież paczki i pieniądze. Miały o co tylko poprosiły. Teraz wiem, że brakowało im najważniejszego, czyli miłości ojca okazywanej na co dzień. Syn tak bardzo to przeżywał, że jak po kilku latach pojawiła się okazja, by do mnie z siostrą przylecieli na wakacje, on został w Polsce. Do tej pory, mimo że jest już dorosły, nie mam z nim zbyt dobrych kontaktów. Coś tam przez telefon pogadamy, ale rozmawia ze mną bardziej z grzeczności. Z córką jest lepiej, przylatuje do mnie razem z wnukami – tak co dwa-trzy lata – na dwa miesiące. I powiem szczerze, że jak tu są i jak widzę, jak bardzo wnuki tęsknią za tatą, bo zięć – ze względu na pracę – może być u mnie tylko dwa tygodnie, to jest mi tak strasznie przykro, aż dławi mnie z żalu. Myślę wtedy o moich dzieciach i o tym, jak one musiały przeżywać moją nieobecność” – zwierza się pan Wacław.

BYLE TATA NIE PRZEGRAŁ MIESZKANIA

Tata na odległość, to nie zawsze rodzic na emigracji. Można mieszkać w tym samym mieście i zupełnie nie mieć kontaktu z własnymi dziećmi lub bardzo powierzchowny. Jak wynika z danych udostępnionych przez U.S. Census Bureau, w Stanach Zjednoczonych nawet co trzecie dziecko wychowuje się bez codziennej obecności biologicznego taty. Takie maluchy, jak dowodzą badania, są aż cztery razy bardziej narażone na życie w ubóstwie niż ich rówieśnicy z tzw. pełnych domów. Częściej też mają problemy emocjonalne, sięgają po różnego rodzaju używki, a nawet popełniają przestępstwa. Dwa razy częściej cierpią z powodu otyłości. W Polsce szacuje się, że co czwarte dziecko wychowuje się bez biologicznego ojca. “Brak taty odczuwają silniej chłopcy w wieku szkoły podstawowej, u dziewczynek – w nieco późniejszym okresie. Dziewięciolatek częściej szuka akceptacji u mężczyzny, czyli taty, niż u mamy. Proszę mi wierzyć, że od razu po dziecku widzimy, czy mama ma nowego partnera na stałe – mówi pedagog Małgorzata Borkowska. – Zanim to się stanie, to część dzieci, głównie chłopców, jest bardzo zakompleksionych, nieśmiałych. Mam taki przykład w swojej szkole, kiedy uczeń czwartej klasy z wycofanego dziecka stał się liderem klasowym. W pewnym momencie przy każdej okazji zaczął mówić z dumą: chłopak mojej mamy mnie odprowadził do szkoły, przyjedzie po mnie na trening, pojadę z nim w sobotę do lasu na grzyby. Okazało się, że mama dziecka faktycznie związała się z nowym mężczyzną, tata dawno odszedł, i jest to na tyle fajny związek, że nowy partner mamy zapewnił chłopcu ojcowskie uczucia” – uważa.

Pedagog zwraca także uwagę na związki nierozwiedzionych rodziców, w których tata także może być “na odległość”. „Dyrektor w sporej korporacji jest tak bardzo daleko emocjonalnie od dziecka, że nie widzi problemu, z jakim się zmaga jego syn. Według nas – pedagogów i nauczycieli – cierpi na zespół Aspergera. Ojciec nie przyjmuje tego do wiadomości, bo ‚syn jest idealny’, tak jak jego praca, mieszkanie i samochód. Zamiast zająć się leczeniem chłopca, przenosi go do innej szkoły. Zresztą już po raz kolejny. Inny przykład – tata-hazardzista. Jego córka cały czas na lekcjach gdzieś błądzi myślami. Jest jej wszystko jedno – czy ma zadanie, czy się spóźniła, jaką dostanie ocenę. Jestem przekonana, że mama stara się ukryć przypadłość taty, ale pewnie jest trudno. Gdy dziecko wraca do domu, to pierwsze pytanie, jakie zadaje, to: czy tata jest w domu? A jeśli nie, to gdzie tym razem poszedł? Mimo że ma dopiero 11 lat, dziewczynka ma świadomość, że za chwilę może zostać bez mieszkania i staną się z mamą bezdomne, bo tata je przegra” – opowiada pedagog.

MINA JAK NA POGRZEBIE

Zupełnie innego tatę miała pani Małgorzata (nazwisko do wiad. redakcji). Od czasu do czasu decydował się na zarobkową emigrację – wyjeżdżał do Szwajcarii, ale jeśli już, to tylko w wakacje. “Miałam wspaniałe dzieciństwo. Byłam wprawdzie krótko trzymana, ale za to akurat jestem wdzięczna rodzicom. Mojego tatę wspominam jako wspaniałego człowieka. Bardzo kochał moją mamę i swoje dzieci. Bardzo dbał, by niczego nam nie brakowało. Po prostu ideał“ – twierdzi pani Małgorzata. Tradycją w jej domu stały się weekendowe wyjazdy z ojcem na polowanie lub łowienie ryb. „Rówieśnicy spotykali się na ogniskach lub na prywatkach, a ja wsiadałam z tatą do samochodu i jechaliśmy do lasu, natomiast gdy ‘grzebał’ w aucie w garażu, siedziałam obok i podawałam mu narzędzia. Byłam klasycznym przykładem córeczki tatusia” – przyznaje.
Ojcem na odległość stał się z wyboru pani Małgorzaty. Gdy miała 22 lata, wyjechała do Nowego Jorku. Plan był na trzy miesiące. „Do końca życia nie zapomnę miny taty, gdy żegnaliśmy się na lotnisku, mam nawet zdjęcie, na którym wygląda, jakby był na moim pogrzebie. Miał tak zmartwioną minę. Po trzech miesiącach powiedziałam, że nie wracam do Polski, bo mi tu fajnie, jakoś inaczej. Mój tata stawał na uszach, by dostać wizę i przylecieć do mnie. Koniecznie chciał zobaczyć, czy jest mi tutaj dobrze. Czy na pewno daję sobie radę, czy też przypadkiem czegoś nie mówię, by go nie martwić” – opowiada.

Ojciec Małgorzaty zdobył dokument dopiero po sześciu latach. W międzyczasie zdiagnozowano u niego białaczkę, córce odradził przyjazd do Polski, bo uważał, że i tak mu w niczym nie pomoże, a sama zamknie sobie powrót do Stanów – wtedy jeszcze nie miała stałych dokumentów. „Zresztą jemu udało się przylecieć i zobaczyć, jak ja sobie daję radę, że mam ładne mieszkanie, że nie żyję na materacu w małym pokoiku i nie oszczędzam za wszelką cenę, jak sporo emigrantów, tylko o siebie dbam. Było to w wakacje 1997 r. Pół roku później, w grudniu, tata zmarł”. Mimo że było to 20 lat temu, pani Małgorzata, opowiadając o śmierci taty, zaczyna płakać. „Przepraszam, ale do tej pory nie mogę tego przeżyć. Nie mogłam polecieć na pogrzeb taty. Co więcej, cały czas nie dopuszczałam do siebie myśli, że on odszedł! Marzyłam, że jak w końcu będę mogła polecieć do Polski, to on będzie na mnie czekał na lotnisku. Udało mi się dostać dokumenty dopiero 9 lat po jego śmierci. Prawie tak samo bolesna jak informacja o jego odejściu, była dla mnie wizyta na cmentarzu, dlatego odkładałam ją prawie do ostatniego dnia pobytu w Polsce. Siostra i mama nie potrafiły tego zrozumieć, nawet się na mnie trochę za to obraziły, że nie chcę iść na grób ojca” – wspomina. Od pewnego czasu zdjęcie taty stoi na biurku córki pani Małgorzaty. 8-latka, mimo że nie poznała osobiście dziadka, zna go doskonale z opowieści mamy, dla której był on i wciąż jest ideałem.

Autor: Anna Arciszewska

Kurs Walut NBP
Waluta Kurs
Dolar amerykański 3.632 PLN
Euro 4.2311 PLN
Funt szterling 4.719 PLN
Korona duńska 0.5689 PLN


Słuchaj Radio Pomost
Rajd Katynski
Rajd Katynski
Lusia oginska
Lusia oginska
Gwiazda Polarna
Gwiazda Polarna
Cieslik Foundation, Inc
Cieslik Foundation, Inc